Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 115
Rok wydania: 2012
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Sonderaktion
Krakau
Zygmunt Starachowicz
Sonderaktion
Krakau
Wspomnienia z akcji przeciwko profesorom uniwersyteckim w Krakowie (6-10 listopada 1939 roku)
Wstęp i opracowanie
Katarzyna Starachowicz, Franciszek Wasyl
Gdańsk 2012
Recenzent prof. dr hab. Andrzej Chwalba
Redakcja: Hanna Maciejewska-Gracz
Korekta: Daria Majewska
Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Błażków KreacjaPro
Na okładce wykorzystano obraz Mieczysława Wątorskiego zatytułowany „Aresztowanie Profesorów UJ, 6 XI 1939 r.” pochodzący ze zbiorów Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Fotografię wykonał Grzegorz Zygier.
Fotografie reprodukowane w książce pochodzą ze zbiorów
Katarzyny Starachowicz.
Copyright for the Polish edition © by the Authors and Muzeum II Wojny
Światowej
Publikacja książki została dofinansowana przez Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku
ISBN 978-83-63709-09-9
ISBN 978-83-63029-11-1
Wydawnictwo Oskar sp. z o.o.
ul. Na Piaskach 10, 80-846 Gdańsk
tel. 58 305 80 28, fax 58 712 63 09
e-mail: [email protected]
www.wydawnictwooskar.pl
Wydanie pierwsze
Skład: Wydawnictwo Oskar sp. z o.o. (Krzysztof Pałubicki)
Spis treści
Wstęp
Sonderaktion Krakau
Zygmunt Starachowicz 1914-1944
Nota edytorska
Zygmunt Starachowicz
Wspomnienia z akcji przeciwko profesorom uniwersyteckim w Krakowie (6-10 listopada 1939 roku)
Bibliografia
Indeks nazwisk
Indeks nazw geograficznych i miejscowości
Dwa miesiące po zajęciu Krakowa przez wojska niemieckie rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Tadeusz Lehr-Spławiński został wezwany do gmachu policji i służby bezpieczeństwa SS przy ul. Pomorskiej 2 w Krakowie. Spotkanie u SS-Sturmbannführera Brunona Müllera miało dotyczyć, w sytuacji zawieszonej inauguracji roku akademickiego, „spraw uniwersyteckich”. Władze uniwersyteckie przygotowywały się do wznowienia pracy w połowie listopada. W trakcie spotkania, które miało miejsce 4 listopada, Müller zażądał przeprowadzenia ogólnego zebrania profesorów i wykładowców, pod pretekstem zaznajomienia ich z poglądem władz okupacyjnych Krakowa na temat szkolnictwa wyższego i nauki. Rektor, nie mając innego wyjścia, zwołał zebranie na 6 listopada, do ówczesnej sali nr 66 (obecnie sala nr 56 im. J. Szujskiego) w Collegium Novum (ul. Gołębia 24). Akademicy zgłosili się tłumnie, kierując się solidarnością z Rektorem, a także ciekawością. Nikt nie przewidywał dalszych wypadków. Można powiedzieć, że pracownicy naukowi UJ patrzyli jeszcze wówczas na okupantów trochę przez „austriackie okulary” sprzed 1918 r. Niektórzy wykładowcy byli nawet przygotowani do polemiki i dyskusji z Müllerem. Na spotkanie w Collegium Novum przyszli także emerytowani profesorzy. Kierowano się zasadą współodpowiedzialności za losy Uniwersytetu; z całą pewnością uczestnicy zebrania nie chcieli też stawiać w niezręcznej sytuacji rektora Lehra-Spławińskiego1.
Po południu 6 listopada, gmach Collegium Novum został otoczony przez policję. Na ul. Jagiellońskiej, z tyłu Collegium Novum, dyskretnie zaparkowały ciężarowe samochody policyjne, przystosowane do przewozu aresztantów. Tego typu samochody czekały także przed głównym wejściem do gmachu. „Wykład” Müllera zakończył się skandalem, kiedy to brutalnie aresztowano zgromadzonych profesorów. Przy tej samej okazji zatrzymano także naukowców Akademii Górniczej (w liczbie 21 osób), którzy w Collegium Novum tego dnia od rana dyskutowali na temat przyszłości swojej uczelni2. Wśród aresztowanych były trzy osoby związane z Akademią Handlową w Krakowie, prowadzące wykłady na UJ, po jednej z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W pułapkę w Collegium Novum wpadło także kilku studentów i nauczycieli, którzy znaleźli się w budynku. Łącznie 6 listopada zatrzymano 183 osoby, zatrudnione na stanowiskach naukowych i administracyjnych krakowskich uczelni. Wśród nich znalazła się także jedna osoba aresztowana przypadkiem na Plantach, która jednak niebawem, wobec stwierdzonej choroby psychicznej, została zwolniona.
Głównym celem okupanta była planowa likwidacja w Polsce warstw przywódczych i opiniotwórczych. Na kartach aresztu, zdeponowanych obecnie w Archiwum UJ, odnotowano jako podstawę do zatrzymania: Aktion gegen Universitätsprofessoren; taką też nazwę w fachowej literaturze przedmiotu nosi do dzisiaj omawiana akcja niemieckiej policji. Sonderaktion Krakau - to popularne, dodajmy, że urobione później i ahistoryczne określenie, które jednak uzyskało - także w Niemczech - prawo obywatelstwa i jest obecnie używane jako zamiennik niemieckiego sformułowania Aktion gegen Universitätsprofessoren.
Odpowiedzialność za aresztowanie krakowskich akademików spoczywa bezpośrednio na Brunonie Müllerze. Był on w tym czasie dowódcą 2. Oddziału Operacyjnego (Einsatzkommando 2), przeznaczonego m.in. do „politycznego oczyszczania zdobytego terenu”. Bezpośrednim przełożonym Müllera był Bruno H. Streckenbach, dowódca I grupy Operacyjnej (Einsatzgruppe I). Oczywiście omawiana akcja musiała mieć przyzwolenie polityczne Hansa Franka (mimo że 6 listopada, w dniu aresztowania, przebywał on w Berlinie), a głównym decydentem w tej sprawie pozostawał bez wątpienia Heinrich Himmler. Wiadomo, że ten ostatni spotkał się 28 października w Krakowie z zastępcą generalnego gubernatora Arthurem Seyss-Inquartem oraz z Friedrichem W. Krügerem - wyższym dowódcą SS i policji. Obecni na spotkaniu byli także Otto Wächter i komendant policji bezpieczeństwa i SD Wilhelm Harster. Prawdopodobnie właśnie wtedy zdecydowano o aresztowaniu krakowskich profesorów3.
Aresztowanych akademików przetrzymywano przez kilka dni (do 10 listopada) w Krakowie - najpierw w więzieniu na Montelupich, następnie w koszarach 20. pułku piechoty na ul. Mazowieckiej. To właśnie ten etap aresztowania relacjonują niedawno odnalezione zapiski Zygmunta Starachowicza. Wkrótce uczeni, w liczbie 172 osób (pozostałych w wyniku międzynarodowych interwencji zwolniono), zostali przewiezieni pociągiem do dwóch więzień we Wrocławiu. Dla opinii publicznej była to wyraźna informacja, że celem okupantów nie było zastraszenie; ich plany były bardziej dalekosiężne. Niemniej w wyniku usilnych starań politycznych udało się wywalczyć w przeciągu listopada trzy kolejne zwolnienia z aresztu. Tym samym do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen w Oranienburgu, jak się okazało miejsca docelowego dla aresztantów, trafiło 169 akademików. Zakwaterowano ich w barakach o numerach 45 i 46, obok miejsca, w którym więziono czeskich studentów - z lewej strony obozu (patrząc od strony głównej bramy). Warunki obozowego życia były dramatyczne. Więźniom - często w podeszłym wieku - doskwierały głód i niezwykle niska tej zimy temperatura. Dramatu polskich intelektualistów dopełniał fakt pozbawienia jakiejkolwiek opieki lekarskiej.
W obozie Sachsenhausen zmarli z wycieńczenia (bardziej adekwatne byłoby w tej sytuacji określenie „zostali zamordowani”) kolejno: Antoni Meyer (24 grudnia 1939), Stanisław Estreicher (28 grudnia 1939), Stefan Bednarski (1 stycznia 1940), Jerzy Smoleński (5 stycznia 1940), Tadeusz Garbowski (8 stycznia 1940), Feliks Rogoziński (10 stycznia 1940), Michał Siedlecki (11 stycznia 1940), Kazimierz Kostanecki (11 stycznia 1940), Adam Różański (14 stycznia 1940), Ignacy Chrzanowski (19 stycznia 1940), Władysław Takliński (25 stycznia 1940), Antoni Hoborski (9 lutego 1940), Leon Sternbach (20 lutego)4. W obozach koncentracyjnych zostali zamordowani także Wiktor Ormicki (Mauthausen-Gusen, 17 września 1941) oraz Joachim Metallmann (Buchenwald 21 sierpnia 1942)5.
Dwaj ostatni, ze względu na żydowskie pochodzenie, zostali oddzieleni wcześniej od głównej grupy aresztowanych akademików.
W wyniku międzynarodowych pertraktacji niemieckie władze uległy naciskom i w lutym 1940 r. zwolniły 101 aresztowanych w wieku 40 lat i więcej. Część więzionych profesorów była w tak ciężkim stanie, że z wielkim trudem opuściła obóz. A jeden z nich, wspomniany Antoni Hoborski, mimo że znalazł się w grupie zwolnionych, nie opuścił Sachsenhausen i zmarł tam 9 lutego. Spośród zwolnionych, wkrótce po powrocie do Krakowa, zmarli: Stefan Kołaczkowski (16 lutego), Jan Nowak (18 lutego), Antoni Wilk (19 lutego), Jan Włodek (19 lutego) oraz Franciszek Bossowski (3 maja)6.
W październiku 1940 r. wolność odzyskały trzy osoby: Aleksander Birkenmajer, Lech Władysław Hajdukiewicz, Stanisław Szczotka. W listopadzie tego samego roku zwolniono także Władysława Semkowicza. Większą grupę więźniów (11 osób) władze hitlerowskie zwolniły na przełomie 1940 i 1941 r. (w grudniu i styczniu)7. Ostatni więzień Sonderaktion Krakau Kazimierz Piwarski (przeniesiony z Sachsenhausen do Dachau) opuścił niemiecki obóz koncentracyjny dopiero 7 października 1941 r.
Jak ocenia Irena Paczyńska, badaczka początków okupacji hitlerowskiej w Krakowie:
„Aresztowania w Uniwersytecie Jagiellońskim to zaledwie fragment uderzenia w polską inteligencję w początkowym okresie wojny. [...] Na obszarze Generalnej Guberni niszczenie polskiej inteligencji rozciągnięte było w czasie, realizowane było w różnych formach w zależności od ogólnych koncepcji zorganizowania «nowego porządku» w Europie, sytuacji na frontach, wyznaczonych zadań dla policji bezpieczeństwa. Podobną metodę jak w Uniwersytecie Jagiellońskim - zaproszenia na spotkania z przedstawicielami władz niemieckich - zastosowano w listopadzie 1939 roku w odniesieniu do nauczycieli, oficerów rezerwy, duchowieństwa, pracowników państwowych, właścicieli majątków i innych osób ważnych dla lokalnych społeczności także w innych miejscowościach dystryktu krakowskiego i lubelskiego. Kończyły się one tak jak w UJ - zatrzymaniem zebranych”8.
Kolejne lata okupacji hitlerowskiej w Polsce przyniosły zaostrzenie polityki represji i eksterminacji9. Symbolicznym tego przykładem jest mord profesorów lwowskich, dokonany na początku okupacji hitlerowskiej Lwowa w nocy z 3 na 4 lipca 1941 r. na Wzgórzach Wuleckich.
Powstało co najmniej kilka książek o charakterze wspomnieniowym na temat więzienia polskich uczonych w Sachsenhausen10. Na Uniwersytecie Jagiellońskim po wojnie zrodziła się także idea zebrania pisemnych relacji-świadectw tych wszystkich, którzy przeżyli i mogli zaświadczyć o losie umarłych. W Archiwum UJ znajdują się oryginały manuskryptów lub maszynopisów tych sprawozdań, które doczekały się edycji w tomie Relacje pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego o ich losach osobistych i dziejach uczelni w czasie drugiej wojny światowej (oprac. Jerzy Michalewicz, Kraków 2005). Uniwersytet Jagielloński dba o pamięć o wypadkach listopadowych 1939 r., obchodząc corocznie 6 listopada Dzień Pamięci. Na uroczystościach tych w ostatnich latach gościli m.in. rektor Uniwersytetu Karola w Pradze, a także rektor Uniwersytetu w Heidelbergu. W 2009 r., w siedemdziesiątą rocznicę Sonderaktion Krakau, w dawnym obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, dzisiaj Muzeum i Miejscu Pamięci, otworzono wystawę poświęconą losom inteligencji polskiej i czeskiej na początku II wojny światowej. Uniwersytet Jagielloński był inicjatorem i jednym ze współorganizatorów tej ekspozycji, obok Uniwersytetu Karola w Pradze i Muzeum Sachsenhausen.
Niedawno odnaleziona relacja Zygmunta Starachowicza zasługuje na uwagę z kilku powodów. Autor niezwykle szczegółowo i barwnie opisuje wydarzenia pierwszego tygodnia po aresztowaniu (6-9 listopada 1939 r.); są one stosunkowo mało znane, ponieważ ich wagę przesłoniły późniejsze obozowe doświadczenia. Swoje spostrzeżenia formułuje Starachowicz z perspektywy młodego człowieka, świeżo upieczonego absolwenta prawa i przypadkowego uczestnika wydarzeń. Znalezienie się w gronie profesorów, mimo tragicznych okoliczności, miało w jego oczach charakter przygody, było okazją nawiązania kontaktu i bliższego poznania uniwersyteckich legend i sław. Optymizm i młodzieńcze poczucie humoru nadały obserwacjom Starachowicza niecodzienny ton. W pamiętniku te żywe i barwne obrazy zostają delikatnie zestawione z późniejszą wiedzą autora o relacjonowanych wypadkach, z jego własnym doświadczeniem - już nie nowicjusza i studenta, ale działacza podziemia. Zapiski sygnowane są datą 1941 r. Warto zdać sobie sprawę, kim do tego czasu stał się ich autor.
Franciszek Wasyl
Zygmunt Antoni Starachowicz urodził się 5 lipca 1914 r. w Starym Samborze jako szóste dziecko lekarza Jana Starachowicza i Heleny z domu Schwarzenberg-Czerny. Gdy miał dwa lata, zmarł jego ojciec.
Niedługo po tym, w 1917 r. rodzina przeprowadziła się do Krakowa. Niewiele można powiedzieć o dzieciństwie Zygmunta. Z pewnością nie należało do najłatwiejszych; po śmierci ojca rodzina borykała się z problemami finansowymi - brakowało na nowe ubrania, buty, nieraz nawet i najedzenie. Czasy te musiały zahartować Starachowicza, który wcześniej od swych rówieśników zaczął wstępować w dorosłość.
Z okresu szkolnego zachował się „harcerski” zeszyt. Prowadzony w 1928 r. pamiętnik, w którym Zygmunt zapisywał najważniejsze wydarzenia związane z przynależnością do ZHP (5. drużyna im. Stanisława Żółkiewskiego), rozpoczyna się spisanym w dziesięciu punktach prawem harcerskim. Pod nim umieszczona została adnotacja: „Mam szczerą wolę całem życiem pełnić służbę Bogu i Ojczyźnie, nieść chętną pomoc bliźnim i być posłusznym prawu harcerskiemu”. Mimo że była to regułka wymagana od każdego harcerza, jej treść musiała wpłynąć na kształtowanie tożsamości młodego, poszukującego człowieka. Notatki - pierwsze kronikarskie szlify - opisują zbiórki, wycieczki, m.in. do Tyńca i Ojcowa, obozy. Tekstowi towarzyszą rysunki, krajobrazy, plany obozowisk, które jednocześnie są ważnym elementem budującym narrację.
Na końcu zeszytu znajduje się tabelka obejmująca „rozrywki - kino, teatr”. Poczynione w niej uwagi wydają się znamienne. Zapis „cudne” widnieje przy Księciu niezłomnymi11, Cyrano de Bergerac12, Ziemi obiecanej13; „idealne” to pierwsze wrażenie po Żydzie wiecznym tułaczu, Mogiła nieznanego żołnierza zasłużyła na ocenę: „film polski doskonały”14. Łatwo zauważyć, że wszystkie wspomniane filmy i przedstawienia oscylowały wokół dwóch tematów - bohaterstwa i miłości. A miłość wcale nie była czymś oczywistym dla Zygmunta.
Pojawienie się Ity - Jadwigi Majerek, przyszłej żony - było momentem przełomowym w jego życiu. Jak sam pisał: „Od trzech lat żyję nerwami i gdyby nie ono [uczucie do Ity], kto wie, czy bym nie rzucił szkoły, domu, wszystkiego, a że to się nie stało, to tylko Twoja zasługa”15.
Ita nie pozostawała obojętna. Już na samym początku znajomości, pod datą 19 lutego 1933 r., notowała w swoim pamiętniku: „To jedno wiem! Że przy dalszym poznawaniu coraz więcej się go [Zygmunta] ceni; że mu konieczną jest miłość kobiety wzajemna, że gdyby ta myśl, że jest we mnie zakochany ogromnie, była prawdziwa, byłabym najszczęśliwszą kobietą świata”. Stosunki między obojgiem nie zawsze jednak układały się idealnie. Wiele razy rozchodzili się i schodzili z powrotem. Pamiętajmy jednak, że w chwili pierwszego spotkania Ita miała 17, a Zygmunt - 19 lat. Ona musiała być pewna swojego wyboru, decydującego, jak się okazało, o całym dalszym życiu. Zygmunt pisał i czytał wybrance wiersze, opowiadania, trwała między nimi intensywna korespondencja, z której do dziś zachowało się raptem kilka listów.
Szczególnie jeden list - datowany na 28 sierpnia 1934 r. - wart jest przytoczenia, choćby we fragmentach. Przejmująco szczery i bardzo osobisty, miał ostatecznie przekonać Itę. List jest utrzymany w formie spowiedzi z całego życia, pozwalając wniknąć w to, co kształtowało osobowość piszącego. Z treści dokumentu wynika, że postawa Zygmunta nie była przypadkowa, lecz świadomie wypracowana, co rzuca dodatkowe światło na jego późniejsze wybory życiowe.
„Miałem dwa lata, kiedy umarł mi Ojciec. Nie pamiętam go wcale, nie pamiętam żalu po nim, ani uchodzących lat dobrobytu. Kiedym dorósł na tyle, zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, co jest, to pierwszą osobą, którą zobaczyłem, nie była uśmiechnięta Matka, nie była Radość i Wesele, lecz była Bieda, która już wtedy rozgościła się u nas na dobre. Na ścianach wisiały obrazy znakomitych malarzy16, na ziemi leżały drogocenne dywany - wszystko to resztki dawnych czasów. Potem, potem poznikały dywany, część obrazów zmieniła właścicieli - a potem, ot głupstwo, to przecież Ciebie nie boli. I nauczyłem się kłamać. Były dnie, w których nic prawie nie jadłem, ale co mi szkodziło opowiadać drugim, gdy mnie zapytano, że u nas na obiad były smakołyki, jakie książę jada, a gdy na jednym ubraniu wyleciała dziura, to głosiłem wszędzie, że noszę to ubranie, bo mi żal nowego garnituru, który został w domu. Kłamać nie można było długo, stałem się fantastą, któremu już nikt nie wierzył. Spotkałem człowieka, który nauczył mnie być złym. Szedłem przez ulicę i zdawało mi się, że każdy mnie zna, że się mną brzydzi. Więc oszukiwałem drugich i samego siebie, mówiłem bez chwili spoczynku o swych zaletach, jakie miałem i nie miałem - o wadach nigdy. I to przeszło aż w bezczelność. Lecz przyszedł czas, że mogłem rzucić kłamstwo, oszustwo i bezczelność, bo mogłem pracować - to zmieniło wiele. Uczyłem się, poznawałem rzeczy, rzeczy piękne, poznawałem dobrych ludzi. Czułem się strasznie, bo ja znałem siebie, porównywałem z innymi - nie Itko, to były okropne chwile w moim życiu. Potem, kiedy siostry, brat zarabiali już wydajnie i ja im pomagałem, a byłem jeszcze bardzo młody, zmieniły się trochę stosunki w domu. Mama przestała płakać i nie było dnia, który bym spędził na szklance wody i kromce chleba, chodząc po mieście z miną sytego i zadowolnego ze swego losu. Lecz chwile te zostawiły po sobie piętno - ale zahartowały mnie17. Wszedłem w życie, pełnymi płucami wdychałem nowe powietrze, dłońmi rwałem to, co się rwać dało. Nikt mnie nigdy nie wychowywał, nie mówił: to dobre, to złe, zawsze szedłem sam, opierając się jedynie na swoim zdaniu i swojej opinii, a najgorsze było to, że zawsze sam i sam. Przez życie nie można przejść tak, by nic nie wziąć dla siebie. Zacząłem się wychowywać sam. Kradłem życiu jego jasne chwile i mieszałem ze łzami i złem, tak budowałem gmach własnego «ja».
