Somosierra - Rafał Małowiecki,Jan Laske - ebook
NOWOŚĆ

Somosierra ebook

Rafał Małowiecki, Jan Laske

4,0

Opis

Któż z nas nie słyszał o Somosierze, lub też o funkcjonującej częściej w polskiej nomenklaturze Samosierze? Dla pasjonatów historii, a szczególnie epoki napoleońskiej, Somosierra jest miejscem niesłychanie ważnym, to tam odrodziły się tradycje polskiej kawalerii. Po dziesiątkach lat upokorzeń i poniżeń jeźdźcy spod znaku orła wreszcie nawiązali do chlubnych tradycji ich wielkich poprzedników spod Kircholmu, Kłuszyna, Chocimia czy też Wiednia. Rozpoczynając pracę nad monografią bitwy, postawiliśmy sobie za cel zaspokoić zarówno pasjonatów, starając się uzupełnić ich wiedzę o nasze badania, jak również osoby interesujące się historią pobieżnie. W wyniku naszych starań powstało niniejsze opracowanie, które od samego początku w zamyśle powinno mieć cel popularnonaukowy.

 

Opis pochodzi od Wydawcy

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 366

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
peterpancio1

Dobrze spędzony czas

.dobra ale oczekiwałem szerszego wątku
00



© Copyright

Wydawnictwo NapoleonV

Oświęcim 2013

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Korekta:

Michał Swędrowski

Redakcja techniczna:

Dariusz Marszałek

Strona internetowa wydawnictwa:

www.napoleonv.pl

Kontakt: [email protected]

Numer ISBN: 978-83-8418-779-1

Wstęp

A czyjeż to imię rozlega się sławą, Kto walczy za Francję z Hiszpanami krwawo?To konnica polska, sławne szwoleżery Zdobywają cudem wąwóz Somosierry.Już francuska jazda cofa się w nieładzie, Pod śmiertelnym ogniem wał trupów się kładzie.A wtem Napoleon na Polaków skinął - Skoczył Kozietulski, w czwórki jazdę zwinął.Na wiarusów czele jak piorun się rzucił, Wziął pierwszą baterię, ale już nie wrócił.Skoczył Dziewanowski, jak piorun się rzucił,Wziął drugą baterię – ale już nie wrócił.Skoczył Krzyżanowski, jak piorun się rzucił,Wziął trzecią baterię – ale już nie wrócił.Jeszcze się została ta bateria czwarta…Bronią jej Hiszpanie, walka wre zażarta.Niegolewski młody spiął konia ostrogą,- Może stracę życie, lecz sprzedam je drogo!Jak wicher się rzucił i jak błyskawica,A za nim, jak burza, ta polska konnica.Już biorą armaty, już tną kanoniery,Już wzięli Polacy wąwóz Somosierry.Niegolewski ranny, z konika się chyli,- Napoleon z piersi orła mu przyszpili!I rzecze ściskając rannego junaka:Nie ma niepodobnej rzeczy dla Polaka!

Któż z nas nie słyszał o Somosierze, lub też o funkcjonującej częściej w polskiej nomenklaturze Samosierze? Cytowany powyżej wiersz Marii Konopnickiej w piękny sposób obrazuje nam wydarzenia, które 30 listopada 1808 r. dokonały się w dalekiej Hiszpanii, niemal u bram jej stolicy. Dla pasjonatów historii, a szczególnie epoki napoleońskiej, Somosierra jest miejscem niesłychanie ważnym, to tam odrodziły się tradycje polskiej kawalerii. Po dziesiątkach lat upokorzeń i poniżeń jeźdźcy spod znaku orła wreszcie nawiązali do chlubnych tradycji ich wielkich poprzedników spod Kircholmu, Kłuszyna, Chocimia czy też Wiednia. Jednak to, o czym wiedzą ludzie interesujący się historią, nie jest znane szerszej części społeczeństwa. Oczywiście Somosierra kojarzy się z jakąś zwycięską dla naszych rodaków batalią, ale na prośbę o podanie bliższych szczegółów większość z pytanych prawdopodobnie zareagowałaby milczeniem. Dlatego rozpoczynając pracę nad monografią bitwy, postawiliśmy sobie za cel zaspokoić zarówno pasjonatów, starając się uzupełnić ich wiedzę o nasze badania, jak również osoby interesujące się historią pobieżnie. W wyniku naszych starań powstało niniejsze opracowanie, które od samego początku w zamyśle powinno mieć charakter popularnonaukowy. Czy sztuka ta nam się udała? Czytelnicy sami będą mogli ocenić na końcu książki.

Gdy 30 listopada 1808 r. poranna mgła zaczęła opadać, odsłaniając skaliste wierzchołki gór Sierra Guadarrama, Napoleon z pewnością nie przypuszczał, że dzień ten wpisze się na trwałe w historię jego cesarstwa. Dysponując bitną armią, której trzon stanowiła najlepsza wówczas w Europie formacja, jaką była Gwardia Cesarska, korpusem weteranów pod dowództwem marsz. Victora oraz rezerwą znakomitej kawalerii, miał przed sobą rozbite i zdemoralizowane jednostki hiszpańskie. Co prawda te ostatnie zajmowały silne pozycje obronne, jednak przewaga liczebna była po stronie francuskiej. W dodatku wcześniejsze starcia upewniły cesarza, że Hiszpanie nie są zbyt groźnym przeciwnikiem i bardzo szybko ulegają panice. W związku z tym zaplanował szybkie zdobycie znajdującej się przed jego wojskami przełęczy Somosierra, a następnie zajęcie opuszczonego przez nieprzyjacielskie wojska Madrytu. Napoleon nie przewidywał większego oporu, dlatego pragnął już wstępnym bojem wyprzeć Hiszpanów z ich pozycji, co powinno zająć jego żołnierzom kilkadziesiąt minut, może nieco dłużej. Takich potyczek cesarz w swoim życiu stoczył niezliczoną liczbę i nawet nie podejrzewał, że może tego dnia stać się coś nadzwyczajnego. Zgodnie z jego przewidywaniami przełęcz miała być w miarę szybko zdobyta, przy minimalnych stratach wojsk cesarskich. Armia hiszpańska powinna zostać po raz kolejny rozproszona i przestać stanowić przeszkodę dla zwycięskich Francuzów. Jednak tego dnia stała się rzecz nieoczekiwana, która na stałe wpisała Somosierrę do historii cesarstwa. Oto bowiem szwadron lekkiej jazdy, szarżując pod górę, wprost na nieprzyjacielskie baterie, wjechał na samą przełęcz i zmusił do ucieczki jej obrońców. Nigdy w epoce napoleońskiej wydarzenie podobnej wagi nie miało miejsca, a jak wiadomo sukces zawsze ma wielu ojców. W efekcie wokół Somosierry zaczęły narastać mity i legendy; z większością z nich chcielibyśmy rozprawić się na kartach tego opracowania.

Jako pierwsi roszczenia do laurów zwycięstwa zgłosili Francuzi. Było to o tyle zrozumiałe, iż całością operacji dowodził bezsprzecznie największy z ich wodzów, jakim był Napoleon Bonaparte. Już w wydanym niedługo po batalii XIII Biuletynie Armii Hiszpanii cesarz postawił na czele szarżującej konnicy gen. Louisa-Pierre’a de Montbruna, dodatkowo włączając w skład nacierającego szwadronu swojego adiutanta Philippe’a-Paula de Ségura. Śladem tym poszedł znakomity francuski historyk, a ponadto premier i pierwszy prezydent Trzeciej Republiki Francuskiej Adolphe Louise Thiers. W swoim monumentalnym dziele „Historia Konsulatu i Cesarstwa” stwierdził wprost: „Jenerał Montbrun, z tą waleczną młodzieżą, rzucił się co koń wyskoczy na owe szesnaście dział Hiszpanów, nie bacząc na straszliwy ogień karabinowy i kartaczowy”1. Relacja Thiersa wywołała oburzenie polskich uczestników szarży, którzy rozpoczęli pisanie swoich wersji wydarzeń. Wkrótce okazało się, że szwoleżerowie zakwestionowali zarówno dowodzenie szarżą przez gen. Montbruna, jak również udział w niej jakichkolwiek Francuzów. Powoli zaczęła na światło dzienne wychodzić ukryta dotychczas prawda o bohaterskich polskich kawalerzystach, którzy rzuceni przez kaprys Napoleona na niechybną zgubę, potrafili wyjść z opresji i dokonać rzeczy niemal niemożliwej. Gdy trwała polemika pomiędzy Polakami a Francuzami zaczęły pojawiać się kolejne znaki zapytania. Skoro nie gen. Montbrun, to kto stał na czele szarżujących szwoleżerów? Czy szwadron prowadził jeden dowódca, czy też było ich więcej? Kto zdobył Somosierrę: szarżujący w pierwszej linii 3. szwadron, czy też pędzące za nim posiłki? Odpowiedzi na te pytania wymagają szczegółowej analizy.

W miarę zagłębiania się w przebieg tego niedługiego starcia, oprócz wyżej wymienionych zagadnień, pojawiają się nowe. Bardzo ciekawą kwestią jest liczba dział hiszpańskich oraz ich rozmieszczenie. Co prawda Napoleon w swoim Biuletynie skonstatował autorytatywnie obecność zgromadzonych w jednej baterii 16 armat, jednak wspomnienia uczestników szarży przeczą tym stwierdzeniom. Również liczba dział na danych pozycjach może prowokować do zastanowienia. Wprawdzie piszący do tej pory o Somosierze polscy historycy, tacy jak Robert Bielecki2, Marian Kujawski3 czy Andrzej Nieuważny4, starali się przeanalizować powyższe kwestie, lecz w świetle dokumentów, do których udało nam się dotrzeć, nie możemy do końca zgodzić się ze wszystkimi przedstawionymi przez wyżej wymienionych historyków hipotezami. Na kartach tego opracowania będziemy chcieli zaprezentować nasze, różniące się od dotychczasowych schematów, przemyślenia.

Jak wspominaliśmy powyżej, książka adresowana jest do szerokiego grona odbiorców, nie tylko miłośników epoki „Małego Kaprala”. W związku z tym, oprócz wydarzeń bezpośrednio związanych z szarżą, postanowiliśmy ukazać szersze tło historyczne, aby wyjaśnić tak chociażby podstawową kwestię, jak kulisy znalezienia się polskich kawalerzystów na drugim krańcu Europy. Opracowanie podzielone jest na trzy części. Pierwsza z nich opisuje wydarzenia, które doprowadziły do wybuchu wojny pomiędzy Francją i Hiszpanią oraz ilustruje jej przebieg aż do dnia 30 listopada 1808 r. W rozdziale tym chcieliśmy się skupić głównie na prowadzącej pod Somosierrę kampanii Napoleona, dlatego jest ona opisana w miarę dokładnie, natomiast przebieg wcześniejszych operacji jest z grubsza naświetlony, tak aby czytelnik poznał przyczyny, które spowodowały osobistą interwencję Napoleona na Półwyspie. Druga część przedstawia bohaterów niniejszej książki, czyli Szwoleżerów Gwardii. Rozdział ten jest bardzo ważny dla całości opracowania, ponieważ ukazuje polskich kawalerzystów nie jako napoleońskich weteranów, lecz jako nowicjuszy, co jeszcze bardziej musi wzbudzić nasz podziw, gdy spojrzymy na wyniki somosierrskiej batalii. Ostatnia część jest najważniejsza, gdyż skupia się bezpośrednio na wydarzeniach związanych ze zdobyciem Somosierry. Obok opisu szarży szwoleżerów staraliśmy się poruszyć inne aspekty, takie jak liczba i ustawienie dział hiszpańskich czy też udział w opisywanych wydarzeniach żołnierzy francuskich. Całość złożyła się na opracowanie, które czytelnicy mają przed sobą i do którego lektury chcielibyśmy zaprosić.

Rozdział IDroga pod Somosierrę

21 września 1588 r. wpatrujący się w daleki horyzont mieszkańcy hiszpańskiego portu Santander zobaczyli pierwsze żagle okrętów wojennych. Wszyscy byli przekonani, że oto wysłana na podbój Anglii „Niezwyciężona Armada” księcia Mediny-Sidonii powraca triumfalnie ze swojej wyprawy. Wraz ze zbliżaniem się statków do portu radość Hiszpanów przeistaczała się w przerażenie. Wkrótce wyszła na jaw potworna prawda: niepokonana dotychczas flota hiszpańska poniosła sromotną klęskę. Okręty angielskie oraz sztormy nie pozwoliły Hiszpanom dokonać zamierzonej inwazji oraz zniszczyły im co najmniej 45 jednostek1. Monarchia Filipa II Habsburga2 straciła bezpowrotnie miano najpotężniejszej na świecie potęgi morskiej, a pałeczkę pierwszeństwa powoli zaczęli przejmować Anglicy. Co prawda ogromne posiadłości w Ameryce, Azji czy też w Europie nadal znajdowały się w posiadaniu madryckich władców, ale ich pozycja światowa z roku na rok ulegała stopniowej degradacji. Kolejni królowie z dynastii Habsburgów pchali swój kraj w kierunku przepaści. Trwająca w latach 1618-1648 Wojna Trzydziestoletnia zdegradowała kraj z Półwyspu Iberyjskiego do drugiej ligi europejskich potęg, a unicestwienie armii Francisco de Mello 19 maja 1643 r. pod Rocroi oznaczało koniec świetności hiszpańskiej armii, a szczególnie doskonałej pieszej formacji tercios3.

Ostatni władca z dynastii Habsburgów na tronie hiszpańskim, Karol II, zmarł 1 listopada 1700 r., a jego bezpłodność zmusiła hiszpańskie elity do znalezienia jeszcze za życia króla jego następcy. W celu przywrócenia dawnej świetności podupadającej monarchii, decydenci uznali, że ich kraj potrzebuje związać się sojuszem z silnym gospodarczo i militarnie państwem, jakim była rządzona przez Ludwika XIV Francja. Kierujący stronnictwem profrancuskim arcybiskup Toledo, Portocarrero, przekonał króla do przekazania władzy w testamencie wnukowi Ludwika XIV – Filipowi d’Anjou4. Gdy Austria i Anglia zakwestionowały ostatnią wolę Karola II, w latach 1700-1713 doszło do wojny o sukcesję hiszpańską, która ostatecznie zakończyła okres mocarstwowości Hiszpanii. Wprawdzie kończący wieloletnie zmagania pokój w Utrechcie przekazywał madrycki tron w ręce francuskiego księcia5, jednak kraj z Półwyspu Iberyjskiego na jego mocy utracił na rzecz Austrii tak zwane Niderlandy Hiszpańskie, natomiast Anglia przejęła Gibraltar i Minorkę. Również walczące w ramach koalicji Niderlandy i Sabaudia zyskały niewielkie nabytki terytorialne. W ten sposób Hiszpania przestała zaliczać się do mocarstw i stała się drugorzędnym państewkiem, w dodatku w dużym stopniu uzależnionym od potężnego francuskiego sojusznika6.

Przez cały XVIII wiek kryzys w największym państwie Półwyspu Iberyjskiego pogłębiał się. Dopiero za rządów Karola III nastąpiło podźwignięcie się kraju ze stagnacji. Pod koniec jego panowania Hiszpania posiadała silną armię, której liczebność była szacowana niemal na 100 tys. żołnierzy. W dodatku, ze swymi 294 jednostkami pływającymi, została trzecią potęgą morską w Europie. Państwo zamieszkiwało około 10 milionów ludzi. Jednak najważniejszą rzeczą, którą udało się zrealizować królowi, było zmniejszenie deficytu budżetowego7. Przeprowadzone przez Karola III reformy zmierzały do wewnętrznego wzmocnienia kraju i zapewnienia mu silnej pozycji na arenie międzynarodowej.

Następcą Karola III został jego syn, który przybrał imię Karola IV. Nowy król był człowiekiem, którego sprawy państwowe interesowały w bardzo niewielkim stopniu. Uwielbiał zajmować się rzemiosłem, potrafił godzinami przesiadywać w warsztatach, oddając się pracy tokarza, stolarza, ślusarza czy też szewca. Sprawami swojej monarchii zajmował się maksymalnie pół godziny dziennie, natomiast bardzo starannie dbał o swoją tężyznę fizyczną i demonstrował ją na każdym kroku, wdając się w nieustanne bójki z pałacową służbą. Jako jeden z nielicznych władców Hiszpanii stronił od seksu, dlatego rzadko zaglądał do alkowy swojej żony i nie miał kochanek8. W związku z niemal całkowitą obojętnością władcy w kwestii spraw państwowych, inne osoby musiały ująć w swoje ręce stery rządów nad krajem. Jedną z nich była żona Karola IV, Maria Ludwika Parmeńska oraz jej kochanek, Manuel Godoy.

Manuel Godoy y Álvarez de Faria pochodził z zamieszkałej w Estramadurze rodziny szlacheckiej. W wieku 17 lat wstąpił do gwardii królewskiej i w niedługim czasie został faworytem królowej. Podobno jego uroda i piękna postawa tak oszołomiły Marię Ludwikę, że zapragnęła, aby został on jej kochankiem. Godoy był bardzo sprytnym człowiekiem i postanowił wykorzystać nadarzającą się sytuację. W związku z tym utworzył w ciągu paru lat stronnictwo, które pomogło mu przejąć ster władzy w Hiszpanii. W roku 1792 został premierem i funkcję tę sprawował do roku 1798, gdy pod naciskiem Francji został odwołany. Jednak jego dymisja nie oznaczała odsunięcia królewskiego faworyta od polityki. Nadal przebywał on na dworze, a jego wpływ na bieg spraw państwowych pozostawał niezmienny. Wkrótce stał się szarą eminencją i faktycznym władcą Hiszpanii9.

Rządy Manuela Godoya charakteryzowały się ogromnym rozkwitem korupcji. Jego zausznicy przywłaszczali sobie majątek państwowy, przez co stawali się niezwykle majętnymi ludźmi. W tym samym czasie pogarszała się sytuacja materialna pozostałych Hiszpanów. Godoy i jego zwolennicy wcale nie starali się ukrywać swoich machlojek oraz całkowitego braku zainteresowania pozycją międzynarodową Hiszpanii. Ludność większego z krajów Półwyspu Iberyjskiego widziała cynizm faworyta królowej, dlatego stał się on najbardziej znienawidzoną osobą w państwie. Wkrótce Hiszpanie znaleźli sobie osobę, która mogłaby obalić nieudolną parę królewską i ich faworyta oraz sama przejąć władzę. Osobą tą został następca tronu, książę Asturii Ferdynand. Nie był to człowiek wybitnych zdolności i silnego charakteru, jednak jego nienawiść do rodziców i Godoya sprawiła, iż stał się on niezwykle popularny. Prości ludzie widzieli w nim wybawcę od wszystkich nieszczęść swojego kraju, które przypisywali królewskiemu faworytowi. Wyobrażali sobie, że gdy Ferdynand zasiądzie na tronie, zakończą się rządy Godoya i wszystkie kłopoty ich państwa10.

W czasie, gdy Hiszpania coraz bardziej pogrążała się w kryzysie, po drugiej stronie Pirenejów rozgrywały się wydarzenia, które miały znaczny wpływ na historię Europy. Zdobycie przez lud francuski paryskiego więzienia Bastylii zapoczątkowało 14 lipca 1789 r. Wielką Rewolucję Francuską. Niedługo potem Francja najpierw została przekształcona w monarchię konstytucyjną, a następnie stała się republiką.

Karol IV nie mógł zachować się biernie wobec śmierci króla Francji, wskutek czego napięcie w stosunkach francusko-hiszpańskich wzrosło do tego stopnia, że 7 marca 1793 r. rząd republiki wypowiedział swojemu południowemu sąsiadowi wojnę11. Walcząca w ramach I koalicji antyfrancuskiej monarchia iberyjska początkowo zanotowała kilka sukcesów, jak zajęcie Roussillon czy też opanowanie przez połączoną flotę hiszpańsko-angielską Tulonu. Wkrótce okazało się, iż wojska hiszpańskie są nieprzygotowane do dłuższych zmagań wojennych, a katastrofalna sytuacja ekonomiczna państwa wręcz uniemożliwia ich prowadzenie. W obliczu francuskich sukcesów militarnych przedstawiciele Godoya zawarli 23 lipca 1795 r. w Bazylei pokój z rządem republiki. W jego wyniku Francja przejęła kontrolę nad hiszpańską częścią wyspy Santo Domingo, a granica pomiędzy oboma państwami została poprowadzona wzdłuż Pirenejów. Dwór madrycki przyjął postanowienia traktatu bazylejskiego z nieskrywaną radością, a wzruszony Karol IV nadał 5 września 1795 r. Godoyowi tytuł Księcia Pokoju. Niedługo potem (18 sierpnia 1796 r.) oba kraje podpisały w San Ildefonso traktat sojuszniczy, dzięki czemu Hiszpania stała się sprzymierzeńcem Republiki Francuskiej12.

Kolejne lata prowadziły do dalszego zacieśnienia wzajemnych stosunków. Jednak wraz z kolejnymi zwycięstwami wojsk francuskich podupadała rola Hiszpanii jako pełnoprawnego sojusznika. Koronacja Napoleona Bonaparte na cesarza, a następnie zwycięskie wojny w latach 1805-1807 z Austrią, Prusami i Rosją doprowadziły do zdobycia przez Francję dominującej pozycji w Europie i coraz większego uzależnienia od niej największego kraju Półwyspu Iberyjskiego. Ostatecznie Hiszpania stanęła po stronie cesarstwa w wojnie z Anglią i oddała do dyspozycji Napoleona swoją flotę wojenną. Klęska połączonej francusko-hiszpańskiej armady w bitwie pod Trafalgarem13 wytrąciła Godoyowi z rąk ostatni argument, jakim była marynarka wojenna. Kraj z Półwyspu Iberyjskiego jako sojusznik nie miał już nic do zaoferowania cesarzowi Francuzów. Stało się jasne, że wkrótce Napoleon będzie chciał w inny sposób wykorzystać niedawnego alianta.

Tymczasem wojska napoleońskie dumnie kroczyły po Europie, pozostawiając w tyle kolejne pokonane armie. Upokorzenie na polach Jeny i Auerstädt niezwyciężonej dotychczas pruskiej machiny wojennej doprowadziło Napoleona do Berlina. Tutaj 21 listopada 1806 r. podpisał on dekret wprowadzający tak zwaną blokadę kontynentalną. Dokument zawiadamiał o blokadzie wysp brytyjskich, co oznaczało, że korespondencja i handel z Anglią stały się całkowicie zabronione. Zakaz objął zarówno import towarów angielskich, jak również wyprodukowanych w brytyjskich koloniach. Ponadto zostało zabronione zawijanie do portów europejskich statkom, które płynęły z wysp i kolonii angielskich14.

Wprowadzenie blokady kontynentalnej miało na celu zrujnowanie ekonomicznie odwiecznego wroga Francji. Klęska floty francusko-hiszpańskiej pod Trafalgarem wykluczyła w najbliższej przyszłości inwazję na Brytanię. W związku z tym cesarz zaplanował zamknięcie europejskich rynków zbytu przed towarami angielskimi. Działanie to miało na celu wywołanie kryzysu nadprodukcji na wyspach i spowodowanie zamknięcia kolejnych nierentownych fabryk. Napoleon miał nadzieję, że wywołane przez niezadowolonych robotników zamieszki zmuszą rząd angielski do podjęcia rozmów pokojowych15. Jednak, aby blokada była skuteczna, powinna być szczelna. Gdyby choć jedno państwo europejskie wyłamało się z niej, to produkty brytyjskie przeniknęłyby do całej Europy. Zatem cały kontynent powinien być objęty ściśle nadzorowaną z Paryża kontrolą. Zawarty z Cesarstwem Rosyjskim 14 czerwca 1807 r. w Tylży układ pokojowy podzielił Europę na dwie strefy wpływów: francuską i rosyjską. Rosja zgadzała się na przystąpienie do blokady kontynentalnej i zobowiązała się do zamknięcia portów w kontrolowanej przez siebie strefie16. W ten sposób udało się cesarzowi odizolować prawie całą Europę od towarów brytyjskich.

Oprócz sojuszu francusko-rosyjskiego, traktat tylżycki dawał Napoleonowi prawo do detronizacji panującej w Portugalii dynastii Bragançów. Mniejszy z krajów Półwyspu Iberyjskiego od wieków był największym na kontynencie importerem angielskich towarów. Zamknięcie portów dla płynących z Anglii statków oznaczałoby ruinę gospodarczą Portugalii, z czego zdawał sobie sprawę sprawujący urząd regenta książę Jan. Dlatego odmówił przystąpienia do blokady kontynentalnej. Napoleon nie mógł pogodzić się z decyzją władcy portugalskiego, gdyż z Lizbony czy Oporto towary brytyjskie mogłyby docierać do innych części kontynentu i tym samym cel ustanowienia blokady nie zostałby osiągnięty. Należało zatem zmusić siłą krnąbrny kraj do uznania postanowień powziętych w Tylży, tym bardziej, że posiadał on tak bardzo potrzebną cesarzowi flotę wojenną17.

Aby podbić mniejsze z państw iberyjskich, wojska francuskie musiały przejść przez hiszpańskie terytorium. Co prawda armia hiszpańska nie była w stanie stawić czoła napoleońskim wiarusom, ale mimo to cesarz zamierzał zagwarantować sobie życzliwość panującej za Pirenejami monarchii. Postanowił wykorzystać nienawiść do wszechpotężnego Manuela Godoya oraz słabość hiszpańskich Burbonów. W drugiej połowie września 1807 roku zwołał w Fontainebleau kongres, który miał zadecydować o przyszłości Portugalii. Po niemal miesięcznych obradach 27 października 1807 r. przedstawiciele Francji i Hiszpanii podpisali kończący kongres traktat. Przewidywał on podział państwa portugalskiego na trzy części. Strefę północną (Królestwo Luzytanii Północnej) otrzymała królowa Toskanii, strefa południowa (Księstwo Algarbes) przypadła Godoyowi, natomiast losy strefy centralnej, ze stolicą w Lizbonie, miały rozstrzygnąć się po podpisaniu globalnego pokoju. Centrum państwa powinno albo zostać przekazane panującemu do tej pory rodowi Bragançów, w zamian za oddanie Hiszpanii Trynidadu i Gibraltaru, lub „rozdysponowane w zależności od okoliczności i zgodnie z tym, co będzie odpowiadało zarówno cesarzowi, jak i Karolowi IV”18. W ten sposób Napoleon zabezpieczał interweniujące w Portugalii wojska przed ewentualnym atakiem ze strony Hiszpanów.

Podpisanie traktatu w Fontainebleau było dla Manuela Godoya zabezpieczeniem przed spodziewaną agresją ze strony jego przeciwników. Książę Pokoju od dawna wyczuwał, że fala oporu przeciw jego rządom rośnie z dnia na dzień. Hiszpanie gremialnie popierali jego największego przeciwnika, czyli Ferdynanda Burbona, przez co pozycja księcia Asturii rosła i w krótkim czasie stał się on śmiertelnie groźnym przeciwnikiem dla królewskiego faworyta. Co prawda Karol IV i Maria Ludwika nadal stali murem za swoim podopiecznym, lecz mieli oni znikome poparcie społeczne, dlatego udzielne księstwo w zdobytej Portugalii wydawało się dla Godoya idealnym rozwiązaniem. Jednak Książę Pokoju nie był do końca pewien, czy podjęte w Fontainebleau przez Napoleona zobowiązania były wiążące, czy może stanowiły tylko element gry politycznej, w którą cesarz chciał wciągnąć hiszpańskich Burbonów. Tym bardziej że jeszcze przed podpisaniem traktatu ambasador francuski w Madrycie, François de Beauharnais, namówił Ferdynanda do poproszenia Napoleona o rękę księżniczki francuskiej, co też nieświadomy niczego książę uczynił. W tym czasie w pałacu Escurial wykryto spisek stronników infanta na życie pary królewskiej i Godoya. Karol IV niezwłocznie poinformował Napoleona o jego ujawnieniu, natomiast swojemu synowi zagroził odsunięciem od tronu na rzecz jego brata Franciszka. Ostatecznie Księciu Pokoju udało się doprowadzić do pojednania w łonie królewskiej rodziny, ponieważ obawiał się, iż rodzinne nieporozumienia mogą sprowokować cesarza do interwencji w wewnętrzne sprawy Hiszpanii. Cała intryga unaoczniła Hiszpanom, że pozycja Godoya nie jest taka niepodważalna, za jaką do tej pory uchodziła, natomiast wyczekiwane z utęsknieniem zmiany, czyli osadzenie na madryckim tronie Ferdynanda, mogą zajść tylko przy pomocy przemierzających właśnie Półwysep Iberyjski wojsk napoleońskich19.

Tymczasem 2 sierpnia 1807 r., a więc jeszcze przed podpisaniem traktatu w Fontainebleau, Napoleon utworzył Korpus Obserwacyjny Girondy pod dowództwem gen. Jeana-Andoche’a Junota. Pod koniec października generał przekroczył graniczną rzekę Bidassoa, znalazł się na terytorium Hiszpanii i skierował się w stronę Lizbony. Marsz Francuzów odbywał się w bardzo trudnych warunkach, gdyż ciągle padający deszcz skutecznie utrudniał przemierzanie fatalnych iberyjskich traktów. Niemal zaraz po przekroczeniu Pirenejów pojawiły się problemy aprowizacyjne, przez co głodni, zmarznięci żołnierze napoleońscy musieli uciekać się do zdobywania pożywienia w drodze rekwizycji i zwykłych grabieży. Ostatecznie do portugalskiej stolicy wraz z gen. Junotem dotarło 30 listopada jedynie 1 500 grenadierów, reszta korpusu jeszcze przez kilka tygodni dołączała do oddziałów głównodowodzącego. Na szczęście dla Francuzów Portugalczycy nie podjęli walki, a sprawujący regencję książę Jan odpłynął wraz ze swoją flotą wojenną do Brazylii w przeddzień zajęcia Lizbony przez wojska napoleońskie. Generał Junot został namiestnikiem francuskim, lecz zamiast przeprowadzać reformy społeczno-polityczne, zajął się okupacją mniejszego z krajów Półwyspu Iberyjskiego20.

Przemierzające Hiszpanię wojska francuskie witano za Pirenejami entuzjastycznie. Pomimo ich fatalnej dyscypliny i dokonywanych grabieży, oddziały gen. Junota spotykała wszędzie przychylność ze strony mieszkańców. Co prawda zdarzały się podczas marszu skrytobójstwa na rabujących Francuzach, jednak były to sporadyczne przypadki. Entuzjazm Hiszpanów wynikał z narastającej nienawiści do Godoya i jego popleczników. Opisywane powyżej wydarzenia w pałacu Escurial dawały nadzieję, że przy pomocy wkraczających wojsk cesarskich będzie można obalić w końcu wszechwładnego faworyta i powierzyć tron księciu Asturii.

Przebywający w Paryżu Napoleon dokładnie wczytywał się we wszystkie nadchodzące z Półwyspu Iberyjskiego raporty. Opisywane przez gen. Junota entuzjastyczne przywitanie jego żołnierzy oraz całkowita demoralizacja rodziny królewskiej utwierdziły go w przeświadczeniu o niezdolności Burbonów do zasiadania na madryckim tronie. W umyśle cesarza zaczęła rodzić się myśl o obaleniu rodziny Karola IV i oddaniu korony hiszpańskiej jednemu z członków swojej rodziny. Tym sposobem można było zaspokoić własne ambicje, jak również usatysfakcjonować Hiszpanów, odsuwając od władzy Godoya.

Realizacja podjętych przez Napoleona postanowień wymagała z jednej strony ostrożności, gdyż Hiszpanie niemal ślepo popierali Ferdynanda, a z drugiej odpowiedniego wsparcia zbrojnego. Dlatego cesarz zaczął wysyłać za Pireneje kolejne jednostki, które miały za zadanie opanować strategiczne punkty na Półwyspie. Jako pierwszy przekroczył graniczną rzekę Bidassoa i zajął Vittorię Drugi Korpus Obserwacyjny Girondy gen. Pierre’a Duponta. W styczniu 1808 r. na Półwyspie znalazły się: Armia Wybrzeża Oceanu marsz. Bona-Adriena Moncey’a, która podążyła do Burgos, oraz kierujący się w stronę Barcelony korpus gen. Guillaume’a-Philiberta Duhesme’a. Zwłaszcza działania tej ostatniej formacji jasno ukazywały zamiary Napoleona, gdyż akcja w Katalonii nie mogła być uznana za wsparcie dla wojsk Junota, czym do tej pory Napoleon tłumaczył Hiszpanom wkraczanie na ich terytorium swoich kolejnych oddziałów. W lutym 1808 r. liczebność sił francuskich na Półwyspie wynosiła około 75 tys. żołnierzy, a w ich rękach znajdowały się takie miasta, jak Burgos, Pampeluna, San Sebastián, Figueras i Barcelona21.

Na przełomie lutego i marca 1808 r. szwagier Napoleona, marsz. Joachim Murat, otrzymał nominację na stanowisko namiestnika Hiszpanii i podążył za Pireneje. Żegnając swojego dowódcę, cesarz przekazał mu szczegółowe instrukcje, zgodnie z którymi wielki książę Kliwii i Bergu powinien skierować się w stronę Madrytu, aby zająć miasto i podjąć próbę pokojowego przejęcia władzy: „Gdyby doszło do tego, że Hiszpanie będą bronić Madrytu, generał Dupont ma skierować się na miasto San Ildefonse, następnie pomaszerować na Madryt i wesprzeć atak, jeżeli będzie to konieczne. Jednak wojska powinny przemieszczać się, zachowując się pokojowo i wzbudzając zaufanie, nie zaniedbując przy tym wszelkich środków ostrożność. Niech zapewni Pan Księcia Pokoju, króla i wszystkich innych o naszych pokojowych zamiarach...”22.

Oficjalnie maszerujący na czele korpusów gen. Duponta i marsz. Moncey’a Murat rozgłaszał, iż kieruje się w stronę Gibraltaru, aby zaatakować tę brytyjską posiadłość23. Jednak rodzina królewska oraz Godoy w końcu pojęli, że celem Napoleona nie jest realizacja traktatu z Fontainebleau, lecz pozbawienie ich władzy. Nie widząc innego wyjścia, postanowili udać się do Kadyksu, aby tam wsiąść na statek i popłynąć do Ameryki. Pierwszym etapem ich podróży była miejscowość Aranjuez, dokąd uciekinierzy dotarli w połowie marca. Wieści o ucieczce Burbonów bardzo szybko dotarły do mieszkańców okolicznych miast i wsi, więc zaczęli oni napływać do Aranjuez, aby nie pozwolić na wyjazd księciu Asturii i ostatecznie odsunąć od władzy Godoya. Przywództwo nad tłumem objął hrabia de Montijo, a przerażony Karol IV wydał 16 marca proklamację, w której ogłosił, że nie ma zamiaru opuszczać kraju. Pomimo tego, w nocy z 17 na 18 marca tłum napadał na dom Księcia Pokoju. Godoyowi udało się ukryć na strychu i dopiero gdy wyszedł ze swojej kryjówki, został rozpoznany i pobity. Tylko dzięki interwencji Ferdynanda nie doszło do linczu. Ostatecznie Książę Pokoju został odwołany ze stanowisk generalissimusa i Najwyższego Admirała oraz umieszczony w więzieniu Villaviciosa. Natomiast przerażony Karol IV abdykował na rzecz swojego syna, który objął tron jako Ferdynand VII24.

Mogło się wydawać, że w końcu sprawy wewnętrzne Hiszpanii rozstrzygnęły się zgodnie z życzeniami jej mieszkańców. Wkrótce okazało się, jak bardzo byli w błędzie myślący w ten sposób Hiszpanie. Zaraz po uwolnieniu Karol IV odwołał swój akt abdykacji, stwierdzając, że został on podpisany pod przymusem. Tym sposobem dwaj królowie zaczęli rościć pretensje do madryckiego tronu. Jedyną osobą, która mogła pogodzić obu pretendentów, był Napoleon, tym bardziej że 23 marca marsz. Murat wraz ze swoim wojskiem wkroczył do stolicy, entuzjastycznie witany przez jej mieszkańców25.

24 marca Ferdynand VII Burbon odbył triumfalny wjazd do Madrytu, uroczyście witany przez swoich podwładnych. Niedługo potem stawił się w kwaterze wielkiego księcia Kliwii i Bergu, żądając, aby w imieniu Napoleona uznał on jego władzę w Hiszpanii. Tego samego domagał się w swoich listach również Karol IV. Marsz. Murat starał się uspokoić wszystkie strony konfliktu, nie składając żadnych obietnic, tylko na bieżąco informując swojego monarchę o sytuacji w stolicy. Widząc niemożliwość pogodzenia syna z ojcem i znając przyjazne nastawienie Hiszpanów do swoich wojsk, cesarz podjął decyzję o usunięciu obu królów i zastąpieniu ich swoim najstarszym bratem Józefem. Aby pomóc Muratowi w osiągnięciu tego celu, Bonaparte wysłał do Madrytu swojego zaufanego człowieka, gen. Anne-René Savary’ego. Miał on sprowadzić całą królewską rodzinę razem z Godoyem do Bajonny, gdzie również udał się Napoleon. W tym nadgranicznym mieście cesarz postanowił zakończyć ostatecznie swoją interwencję na Półwyspie Iberyjskim26.

Zaraz po przybyciu do hiszpańskiej stolicy książę Rovigo27 rozpoczął namawiać członków rodziny królewskiej na wyjazd do Francji i rozwiązanie, przy udziale Napoleona, wszystkich spornych spraw. Para królewska oraz Godoy szybko dali się przekonać i wyruszyli w stronę Bajonny. Natomiast Ferdynand zwlekał z decyzją o wyjeździe, gdyż podejrzewał podstęp. W końcu opuścił Madryt i z nadzieją rychłego uznania go królem Hiszpanii rozpoczął w towarzystwie Savary’ego podróż w stronę Pirenejów. Lud żegnał młodego monarchę ze łzami w oczach, wszyscy obecni byli przejęci jego losem i traktowali wyjazd Ferdynanda jak porwanie28. Początkowy entuzjazm, z jakim ludność Półwyspu przyjmowała francuskich żołnierzy, zaczął przeradzać się w nienawiść, tym bardziej że napoleońscy żołdacy traktowali Hiszpanię jak kraj podbity i niemal codziennie dopuszczali się rabunków oraz gwałtów na mieszkańcach stolicy.

Tymczasem 30 kwietnia doszło w Bajonnie do pierwszego spotkania Napoleona ze wszystkimi członkami rodziny królewskiej oraz Godoyem. Początkowo cesarz przybrał pojednawczą postawę, aby obecni Hiszpanie myśleli, iż dąży do pojednania. Jednak celem Bonapartego było wprowadzenie jeszcze większego zamętu wśród hiszpańskich Burbonów i udowodnienie ich niezdolności do dalszego sprawowania władzy na Półwyspie. Wkrótce dotarły do Bajonny wiadomości dotyczące wybuchu powstania madryckiego, o czym będzie mowa poniżej. Bonaparte uznał to za doskonały pretekst do odkrycia swoich kart i postawił Karolowi IV ultimatum. Stary monarcha otrzymał do wyboru dwie możliwości rozwiązania konfliktu. Pierwsza z nich zakładała odzyskanie korony przez starego króla, co musiało doprowadzić do wybuchu wojny domowej, gdyż przytłaczająca większość Hiszpanów opowiadała się po stronie Ferdynanda VII. Druga zobowiązywała Karola IV do abdykacji na rzecz Napoleona, co zagwarantowałoby utrzymanie całości hiszpańskiego terytorium oraz religii katolickiej. Postawiony pod ścianą król zgodził się przekazać władzę w ręce cesarza i 5 maja zrzekł się korony. Pięć dni później w imieniu Ferdynanda to samo uczynił kanonik Escóiquiz. W ten sposób władza w Hiszpanii dostała się w ręce Napoleona, który wkrótce uwięził parę królewską wraz z Godoyem w Compiègne, a Ferdynanda w Valençay29.

Po przejęciu w sposób pokojowy madryckiej korony cesarz nadał Hiszpanii konstytucję, wzorowaną na jej francuskiej odpowiedniczce. 15 czerwca została ona zatwierdzona przez zwołaną w Bajonnie juntę, a 6 lipca Napoleon zrzekł się praw do hiszpańskiego tronu na rzecz Józefa Bonaparte, który zaprzysiągł nowo utworzoną ustawę zasadniczą. Następnie powołał rząd i wyruszył w kierunku Madrytu, aby przejąć władzę w swoim królestwie30.

Podczas gdy w Bajonnie trwały dramatyczne negocjacje, fala wzburzenia mieszkańców Madrytu przeciwko francuskiej okupacji osiągnęła swój kulminacyjny punkt. 2 maja marsz. Murat postanowił wyekspediować do Francji ostatnich członków rodziny królewskiej: infanta Don Francisco i jego siostrę królową Etrurii. Widok licznych wozów przed pałacem królewskim stał się sygnałem do wybuchu powstania. Mieszkańcy stolicy rzucili się na francuskich żołnierzy i rozpoczęli ich masakrę. Większość patroli francuskich, które wyszły tego dnia z koszar, nigdy już do nich nie powróciła. Przemieszczający się w tym czasie przez miasto polski szwoleżer Wincenty Mikułowski tymi słowami relacjonował zaobserwowane wstrząsające wydarzenia: „W dniu 2 maja (w Madrycie) cudownie obadwa z Mogielnickim wśród rzezi przeszliśmy pieszo cały Madryt od Puerta del Sol (rynek słynny) aż do Plaza de 1a Cebada (plac jęczmienia, to jest zboża), na którym rynku kwaterowali pułkownik Krasiński i szef szwadronu Tomasz Łubieński. My oba, świeżo mianowani ofcerami, obstalowaliśmy u senora pasamanero (smuklerz), mieszkającego na plaza Puerta del Sol dwie pary charreteras (czareteras, ślufy) i rano poszliśmy po ich odebranie. Mogielnicki już miał mundur oficera polskiego szwoleżerów, ja byłem w cywilnym surducie z kapeluszem oficerskim. Podczas naszej bytności w sklepie Hiszpana dały się słyszeć pierwsze strzały i zaraz na rynku rozpoczął się mord najokrutniejszy bezbronnych pojedynczych francuskich żołnierzy i kantynierek. Senor pasamanero ofiarował nam schronienie w swym domu, aleśmy takowego przyjąć nie chcieli i wyszliśmy na plac, a on drzwi zamknął. Szliśmy wśród tego istnego piekła, trzymając się za ręce i co chwila oczekując najokropniejszej śmierci, jakiej ze wszystkich stron mieliśmy widowisko. Raz nawet kupa rozjuszonych wieśniaków, nie znająca naszego munduru, ku nam się rzuciła... gdy z pośrodku tłumu dał się słyszeć głos: Deja los (decha) que soi a Polacos’ (zostaw ich, bo to są Polacy). Na te słowa opadły ręce tym mordercom i dalej postępowaliśmy wśród rzezi i scen najokropniejszych pastwień, a uszedłszy tak kilkadziesiąt kroków, ujrzeliśmy dwóch szwoleżerów naszych: Kowalskiego i Prędowskiego, niesionych dla ich obrony przez kilkunastu księży dominikanów, którzy w moment znikli z naszych oczu: weszli w obwód murów kościelnych.

Opisuję ci ten epizod mało ważny dlatego, że widno z niego, jaką sympatią dla nas mieli z początku Hiszpanie. Ta sympatia po dniu 2 maja przeszła w romansowe uczucia, bo ponieważ strzelcy konni gowardii i mameluki, przerzynając się przez miasto ku Muratowi i naszym koszarom musieli gdzie niegdzie użyć oręża, a my nie dobyliśmy go nigdzie, urosła opinia, jakobyśmy wyprosili się od działania przeciwko ludowi. Dlatego to hiszpańscy guardia de corps zastrzegli sobie, aby z nikim innym nie patrolować po mieście tylko z nami. W parę dni po 2 maja byłem wykomenderowany na taki patrol i przyjmowano nas, gdzieśmy się tylko ukazali, z uniesieniem radości i uwielbienia”31.

Pomimo całkowitego zaskoczenia, marsz. Murat nie stracił zimnej krwi, rozkazując kawalerii gwardii natychmiast uderzyć na morderczą tłuszczę. Mamelucy i dragoni dosłownie roznieśli na szablach zarówno uczestników zamieszek, jak i przypadkowych przechodniów. Wkrótce do działań włączyła się cesarska piechota, a zepchnięci na plac Puerta del Sol powstańcy zostali skutecznie spacyfikowani, o czym wielki książę Kliwii i Bergu mógł wieczorem zameldować cesarzowi: „Wydarzenia z 2 maja zakończyły się zdecydowanym sukcesem Waszej Cesarskiej Mości. Tego dnia książę Asturii stracił swoją koronę, a jego rozbite stronnictwo gromadzi się teraz po stronie zwycięzcy. Wasza Cesarska Mość może więc dysponować koroną hiszpańską i spokój nie zostanie więcej zakłócony”32. Ostatnim akordem dramatu było przeprowadzenie brutalnych represji, w wyniku których każdy zatrzymany z bronią w ręku mieszkaniec został rozstrzelany bez jakiegokolwiek wyroku sądowego33.

Po stłumieniu powstania madryckiego mogło się wydawać, że sytuacja na Półwyspie została całkowicie opanowana. Hiszpania miała nowego króla i konstytucję, a buntownicy zostali skutecznie poskromieni. Ponadto niemal stutysięczna armia cesarska gwarantowała najstarszemu z Bonapartych w miarę bezbolesne przejęcie władzy. Taki obraz kraju z Półwyspu Iberyjskiego widział ciągle przebywający w Bajonnie Napoleon. O podjętych przez siebie decyzjach powiadomił marsz. Murata, który po przekazaniu komendy gen. Savary’emu opuścił Hiszpanię, aby 15 lipca otrzymać godność króla Neapolu34. Teraz wystarczyło, aby Józef dotarł do Madrytu, objął podarowany tron i rozpoczął spokojnie reformować kraj, zgodnie z duchem nadanej konstytucji.

Całkiem inaczej zinterpretowali Dos de Mayo Hiszpanie, którzy w końcu zrozumieli, iż Francuzi nie pomogą Ferdynandowi w objęciu władzy. Wkrótce w całym kraju zaczęło dochodzić do wystąpień antyfrancuskich. Jako pierwsi zbuntowali się mieszkańcy Oviedo i Walencji. W drugim z tych miast doszło 23 maja 1808 r. do wybuchu nienawiści w stosunku do sąsiadów z północy, gdy jeden z mówców ulicznych przeczytał na rynku „Gazetę Madrycką” z informacją o abdykacji Ferdynanda VII. Tłum wzniósł okrzyki: „Precz z Francuzami, niech żyje Ferdynand VII” i zażądał przyłączenia się do powstania. Wkrótce nowym gubernatorem został wybrany hrabia de Cervellón. Następnie doszło do eskalacji nienawiści w stosunku do zamieszkałych w mieście kupców francuskich; w efekcie 338 z nich zostało zamordowanych. Rozszalały tłum nie oszczędził nawet kobiet i dzieci35. Niedługo po tych wydarzeniach do buntu przyłączyły się takie miasta, jak: Murcja, Sewilla, Saragossa, Badajoz, La Coruña, Kadyks, Valladolid i Barcelona. We wszystkich większych ośrodkach powstały lokalne junty, które objęły władzę w imieniu Ferdynanda. Natomiast w wolnej od Francuzów Andaluzji została powołana do życia junta sewilska, zwana „Juntą Rządzącą Hiszpanią i Indiami”36. Również w tej prowincji gen. Francisco Castaños rozpoczął tworzenie armii hiszpańskiej, która byłaby w stanie przeciwstawić się wojskom cesarskim.

Niemal cały naród hiszpański chwycił za broń, której zamierzał użyć przeciwko najeźdźcom z północy. Bardzo dobitnie ujął to w swoich wspomnieniach kapitan Legii Nadwiślańskiej Józef Mroziński:„Nie jedna część, nie jedna klasa Hiszpanów powstała. Wszystkie klasy ludu trzystu prowincyj, zwyczajami, językiem nawet od siebie odróżnionych, wzajemnie się nienawidzących, z własnej woli podały sobie dłonie. Naród, którego wszystkie członki czują wielkość jego nazwy, musi mieć także wielkie te epoki, których historya jest historyą ludu, nie zaś dziejami kilku osób. Takie dzieje zajmują nas, chociażby też były obrazem najkrwawszych bojów. Mniej razi obraz ludzi czyniących z siebie ofiary, jak ofiar czynionych z ludzi.

Żołnierz francuski okryty laurami zwycięskiemi, zaczął tu wojnę z narodem; dotąd prowadził ją z rządami. Mogłaż ta być tem, czem były inne? Francuzi zwyciężali hiszpańskie wojska, ale rozbrojonych 100.000 ludzi nie są rozbrojonem narodem. Po zwycięstwie posuwali się naprzód, lecz dlatego nie przybywało im ziemi. Nieprzyjacielskie wojsko zawsze całą przestrzeń kraju dzierżyło w swojej mocy, bo tem wojskiem był lud cały”37.

Obok ogólnonarodowego zrywu i tworzenia regularnych oddziałów wojskowych mieszkańcy zajętych przez Francuzów prowincji rozpoczęli organizować oddziały partyzanckie. Otrzymały one nazwę guerillas i stały się istnym utrapieniem cesarskich gubernatorów. Głównym ich zadaniem były ataki na kurierów i odizolowane posterunki oraz organizowanie zasadzek na konwoje z żywnością i amunicją. Również służącym za Pirenejami Polakom partyzanci dali się mocno we znaki, czego nasi rodacy nie omieszkali opisać w swoich pamiętnikach. Służący w 9. pułku piechoty Księstwa Warszawskiego por. Stanisław Broekere wspominał:„Z porady hrabiego La Romana, ze zbiegłych żołnierzy i chłopów w górzystych okolicach kraju uformowały się oddziały pod nazwą Guerillasów. Oddziały te podobne do band rozbójników, złożone z ludzi różnego rodzaju i w rozmaitych kostjumach, uzbrojonych w długie strzelby lub sztylety i noże, zebrały się tak szybko jak gdyby z ziemi wyrosły. Mieli oni swych wodzów, a od władzy dostawali utrzymanie. Oprócz tego mieszkańcy musieli ich żywić. Pomimo tego rabowali również jak i nasi. Jeżeli się zdarzyło przemocą w pobliżu rozkwaterować, natenczas uciekali w góry i dopiero po przejściu niebezpieczeństwa powracali. Na równinach nigdzie nie zatrzymywali się, gdyż wodzowie mieli wielką trudność utrzymać ich w porządku”38. Natomiast służący w tym samym pułku kpt. Józef Kozłowski tymi słowami przedstawiał, w jaki sposób oddziały napoleońskie próbowały podjąć walkę z nieuchwytnymi guerillas: „Z rzeczonych stanowisk jak potrzeba wymagała wysyłane były oddziały wojska w różnych kierunkach. A że te oddziały chodziły od wsi do wsi niezatrzymując się nigdzie długo, dla tego nazwano je kolumnami ruchomemi (colonnes mobiles). Kolumny takowe w tym celu ustanowione były, aby wytępić powstańców, którzy się we wsiach, między górami leżących zbierali i napastowali mniejsze garnizony i transporta francuzkie. Mimo jednak tych rozporządzeń przezornych, ciężko było przytłumić powstanie. Położenie bowiem kraju hiszpańskiego jest takie, że wojna partyzancka nieskończenie długo przedłużoną być może. Pokąd tylko Hiszpanów miłość do Ojczyzny i niepodległości prawdziwa ożywiać będzie, żaden żeby najmożniejszy zdobywca, niech sobie nie pochlebia aby ten naród choćby całkiem zdobyty, mógł zupełnie uspokoić. Tu wystawić sobie można ile wycierpieć musiały rzeczone oddziały ruchome, które w ustawicznej pielgrzymce, często napadnięte od powstańców z nimi bić się musiały. Rzadko oni dotrzymywali kroku, oni się bowiem kontentowali małą zadaną klęską, niechcąc walczyć o wygraną, a jak tylko spostrzegli że bez swej szkody zaczepki uczynić niemogą, zrejterowali się między niedostępne skały, których bezdroża im samym jak krajowcom są znane, a ścigać ich byłoby próżnem znużeniem żołnierza”39. W sumie walka z partyzantami przypominała przysłowiowe syzyfowe prace. Żołnierze cesarscy nigdzie nie mogli czuć się pewnie, gdyż każdy Iberyjczyk mógł okazać się skrytobójcą, o czym wspominał kapitan huzarów francuskich Michel Rocca: „Kobiety, starcy, a nawet dzieci byli przeciwko nam i służyli nieprzyjacielowi jako szpiedzy. Pewnego razu zauważyłem ośmioletniego chłopca kręcącego się wokół naszych koni. Zaoferował się jako przewodnik i naprowadził mały oddział huzarów prosto w zasadzkę. Kiedy oddział znalazł się blisko ukrytych partyzantów, chłopiec nagle rzucił się biegiem ku skałom z okrzykiem «Niech żyje król Ferdynand VII» i nagle rozpoczęła się strzelanina”40.

Gdy 9 lipca Józef Bonaparte przekraczał Pireneje, cały kraj był już ogarnięty powstańczym płomieniem, a francuscy dowódcy bezskutecznie starali się przeciwstawić agresywnym mieszkańcom Półwyspu. Sprawujący naczelną komendę gen. Savary dysponował około 120-tysięcznym wojskiem41, na które składały się stacjonujące w okolicach Madrytu korpusy gen. Duponta i marsz. Moncey’a, zabezpieczające główną arterię łączącą granicę ze stolicą Hiszpanii oddziały marsz. Jeana-Baptiste’a Bessièresa oraz wojska gen. Junota w Portugalii i gen. Duhesme’a w Katalonii. Zadanie tych jednostek polegało na opanowaniu i utrzymaniu głównych miast Półwyspu, zabezpieczeniu drogi prowadzącej z Bajonny do Madrytu, a także odblokowaniu zakotwiczonej po klęsce trafalgarskiej w Kadyksie francuskiej floty.

Zanim doszło do przejęcia korony hiszpańskiej przez ród Bonapartych, 29 lutego gen. Duhesme podstępem zajął Barcelonę, pozorując wprowadzenie do miasta konwoju rannych42. Dysponował on siłami złożonymi z około 12 tys. Francuzów i Włochów. Wkrótce otrzymał rozkaz wysłania dywizji gen. Josepha Chabrana w stronę Walencji, celem wsparcia przedsięwziętej przez marsz. Moncey’a akcji przeciw temu miastu. Duhesme’owi pozostało zaledwie 8 tys. żołnierzy, na czele których próbował bezskutecznie opanować Geronę. Również podjęta przez kolumnę gen. Françoisa-Xaviera Schwarza akcja przeciwko silnie ufortyfikowanemu klasztorowi Montserrat zakończyła się odwrotem Francuzów. Siły cesarskiego dowódcy okazały się zbyt słabe, aby zdobyć to umocnione miejsce, a generał został zmuszony powrócić do Barcelony. Podobnym fiaskiem zakończyła się wyprawa gen. Chabrana, który nie zdołał połączyć się z marsz. Moncey’em i został zmuszony zarządzić odwrót w stronę stolicy Katalonii43. Dopiero pod koniec lipca gen. Duhesme otrzymał wsparcie w postaci korpusu gen. Honore-Josepha Reille’a, przez co jego siły wzrosły do 20 tys. ludzi44. Po skoncentrowaniu swoich rozproszonych oddziałów ponownie ruszył on pod Geronę. Druga próba zdobycia twierdzy także zakończyła się niepowodzeniem, a generał musiał wycofać się do Barcelony. Niedługo potem wojska francuskie w Katalonii zostały zablokowane w jej stolicy oraz nadgranicznej fortecy Figueras przez napierającą z południa armię hiszpańską. Stało się jasne, że bez licznych posiłków wojska cesarskie nie są w stanie spacyfikować tej prowincji.

Kolejne niepowodzenie spotkało wojska napoleońskie na wschodnim wybrzeżu. W czerwcu rozlokowany w okolicy Madrytu korpus marsz. Moncey’a został wysłany w kierunku Walencji. Marszałek miał za zadanie zdobyć i spacyfikować to zbuntowane miasto przy współudziale oddelegowanej z Katalonii dywizji gen. Chabrana. Niestety, nie doszło do połączenia obu detaszowanych kolumn, a gdy 28 czerwca po wyczerpującym marszu oddziały Moncey’a dotarły w pobliże Walencji, zastały miasto przygotowane do obrony. Po oddaniu kilku strzałów armatnich w jego stronę marszałek zarządził odwrót do Madrytu45.

W czerwcu również Aragonia stała się areną krwawych walk, gdy Pireneje przekroczył, kierując się w stronę Saragossy, niewielki korpus dowodzony przez gen. Charlesa Lefebvre-Desnoëttesa.Francuski dowódca wyszedł z Pampeluny 5 czerwca na czele trzech tysięcy piechurów, tysiąca kawalerzystów i sześciu armat46. Do pierwszego starcia z Hiszpanami doszło już 13 czerwca pod Mallen, gdzie wyróżniły się polskie formacje– Legia Nadwiślańska oraz Ułani Nadwiślańscy47. Opisujący ten bój ułan Kajetan Wojciechowski nie miał wątpliwości, że nieprzyjaciel został kompletnie rozbity: „Nuż wtedy Hiszpanie uciekać za Ebro, a my za nimi gonić do upadłego. Tam rzeź była mordercza, gdyż ani słowa nie rozumiejąc ich języka, czy więc prosili o darowanie życia lub gardzili pardonem, nie zważając na nic, rozjuszone ułany bez miłosierdzia topili lub kłuli każdego”48.

Zwycięstwo pod Mallen otworzyło korpusowi gen. Lefebvre-Desnoëttesa drogę w kierunku stolicy Aragonii, dokąd wojska cesarskie dotarły 15 czerwca. Bramy miejskie były zamknięte, mimo to dowódca francuski zdecydował się niemal z marszu zaatakować Saragossę trzema kolumnami. Zgodnie z rozkazem generała, francuska piechota otrzymała zadanie szturmowania bramy Portillo, płk Józef Chłopicki wraz z batalionem 1. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej powinien przejść przez bramę Carmen, trzecią z atakowanych bram była Santa Engrácia, którą udało się pokonać 3. szwadronowi Ułanów Nadwiślańskich. Polscy kawalerzyści galopem przeszli przez miasto aż do dużego placu na tyłach Portillo. Niestety, Francuzom nie udało się dostać w obręb murów, a na placu ułanów otoczył wrogi tłum. Nie mogąc wykonać żadnego manewru, zostali oni zmuszeni do powolnego odwrotu, do końca osłaniając cofającą się w kierunku Santa Engrácia kolumnę płk Louisa-Benoit Roberta49. Okazało się, że sforsowanie murów miejskich nie jest równoznaczne z upadkiem Saragossy. Ukryci w domach i na dachach obrońcy swoim celnym ogniem karabinowym zadawali dotkliwe straty atakującym. W pewnym momencie gen. Lefebvre-Desnoëttes zdał sobie sprawę, że błądzenie po wąskich uliczkach może zakończyć się odcięciem drogi odwrotu i klęską. Dlatego wydał rozkaz opuszczenia Saragossy i założenia obozu pół mili przed miastem, na prawym brzegu Kanału Królewskiego, po lewej stronie drogi do miejscowości María. Dramatyczne chwile, jakie polscy legioniści przeżyli w obrębie murów miejskich, kapitan Mroziński relacjonował tymi słowami: „Generał Lefebre uformował kilka pod ręką znajdujących się kompanij polskich w kolumnę, która zaraz krokiem do ataku udała się za nieprzyjacielem. Z przyczyny gęstych oliw i ogrodów otaczających miasto, przychodząc drogą madrycką można spostrzec bramę Carmen dopiero w bliskości 60 sążni od niej, to jest z punktu, gdzie droga do niej na wprost skręca. Hiszpanie postawili działa przed bramą, które za pokazaniem się kolumny w miejscu skrętu drogi zionęły na nią kartaczami. Pierwszy ten od miasta wystrzał położył kapitana Karola Emmerycha, porucznika Mierzwińskiego i piętnastu grenadyerów właśnie w chwili, kiedy kapitan ten obrót komenderował. Jakkolwiek nagła strata tylu walecznych, a szczególniej kapitana Emmerycha, oficera najpiękniejszych nadziei, łatwo mogła zamieszać żołnierza, jednak mała ta kolumna, powolna głosowi pułkownika Chłopickiego, przedarła się aż do bramy pomimo silnego ognia, który nam jeszcze ubił lub ranił kilkunastu ludzi (pomiędzy temi ostatniemi był podporucznik Ambroży Borakowski). Hiszpanie nie mieli jeszcze pułków zdolnych oprzeć się bitnym wojskom w polu, ale znalazło się pomiędzy nimi kilkadziesiąt walecznych, którzy postanowili się dać zabić przy bramie, ale nie odpędzić od niej. Wszczęła się z nimi zacięta walka. Obrońcy Saragossy raz już przecież widzieli wstrzymanego w natarciu nieprzyjaciela. To ich ośmieliło wszystkich, zbiegali się hurmem ku bramie, napełniali domy i ukryci za oknami i dachami niszczyli strzelbą naszych ludzi, którzy zewsząd przez nich widziani, sami ich widzieć nie mogli”50.

Generał Lefebvre-Desnoëttes uznał, że nie zajmie Saragossy nagłym atakiem i będzie musiał rozpocząć regularne oblężenie. Odstąpił więc od murów, przeszedł pod miastem rzekę Huerba, założył obóz i czekał na posiłki. Ułani Nadwiślańscy pełnili teraz niewdzięczną służbę zaopatrywania wojsk pod Saragossą w żywność i furaż, bo żadnych magazynów ani zapasów korpus cesarski nie posiadał. Guerillas, jak tylko mogli, utrudniali aprowizację oddziałów, napadając na „furażerów” i niszcząc znajdującą się w pobliżu miasta żywność. Oficer ułanów, Wincenty Dobiecki w następujący sposób opisywał próbę odsieczy dla wysłanego na patrol niewielkiego oddziału francuskiego:„Na zapytanie, czy tu byli Francuzi i gdzie są, wyrwał się jeden młody Hiszpan, dający znaki dowódcy, aby jechał za nim, wskazując na obszerne budynki gospodarskie. Ten jedzie za nim, Hiszpan otwiera wrota stodoły, aż tu się przedstawia oczom jego okropny widok. Wszyscy ci Francuzi leżą na słomie z porozrzynanymi brzuchami. Zdumiony oficer wrócił do szwadronu, a nieco koniom wytchnąwszy, pomaszerował nazad, skąd przyszedł do obozu i całą rzecz jenerałowi zameldował. Ten gniewem i rozpaczą uniesiony, wydaje rozkaz, aby ten sam szwadron wrócił się do tej wioski, otoczył ją, spalił tak, aby się żywa dusza z niej nie wydostała”51.Tak właśnie wyglądała jedna z najbardziej okrutnych wojen XIX wieku, a walczący Polacy, nie mając innego wyjścia, zmuszeni byli dostosować się do jej realiów.

Tymczasem powstanie ogarnęło całą Aragonię. Gen. José de Palafox zgromadził pod Epilą na drodze od strony Madrytu kilka kompanii hiszpańskiej regularnej armii oraz 3 do 4 tysięcy ochotników. Przeciw niemu gen. Lefebvre-Desnoëttes wysłał płk. Chłopickiego z jego pułkiem, batalionem 15. pułku piechoty oraz 50 kawalerzystami. 24 czerwca polski dowódca zaatakował oddziały iberyjskie, które nie stawiły większego oporu. Zwycięstwo wojsk cesarskich nie podlegało dyskusji, Hiszpanie mieli wielu zabitych i rannych, ponadto stracili cztery armaty. W bitwie tej szczególnie odznaczył się prowadzony przez kpt. Notkiewicza batalion legionistów, który przełamał pozycje hiszpańskie na wzgórzu i zmusił nieprzyjaciół do ucieczki. Tego samego dnia garnizon Saragossy zorganizował wycieczkę na pozycje brygady gen. Charlesa-Louisa Grandjeana, jednak atak ten został odparty przez 2. pułk piechoty Legii Nadwiślańskiej, który przybył kilka dni wcześniej wraz z brygadą gen. Grandjeana52.

Gdy Napoleon dowiedział się o trudnościach, które przeżywa pod Saragossą korpus cesarski, zdecydował się wysłać tam posiłki, aby mieć możliwość podjęcia regularnego oblężenia. Dowództwo oddał w ręce gen. Jeana Verdiera, jako mającego większe doświadczenie w sprawach oblężniczych, niż kawalerzysta gen. Lefebvre-Desnoëttes.

Pierwszym ruchem nowego głównodowodzącego było opanowanie wznoszącego się nad Saragossą wzgórza Monte Torrero. Pozycja ta była silnie ufortyfikowana i obsadzona przez liczny garnizon hiszpański, lecz atak oddziałów napoleońskich, w którym uczestniczył batalion 1. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej oraz Ułani Nadwiślańscy, rozstrzygnął starcie. Generał Verdier pozbył się uciążliwej zewnętrznej fortyfikacji i mógł rozpocząć planowanie wielkiego natarcia na miasto, tym bardziej że po otrzymanych wzmocnieniach jego siły liczyły około 12 tys. żołnierzy53.

2 lipca o świcie gen. Verdier rozkazał przystąpić do generalnego szturmu. Na lewym skrzydle dywizja gen. Gomeza Freyre’a w trzech kolumnach nacierała na wyłom od strony zamku Aljaferia, bramy Sancho i Portillo, klasztor św. Augustyna oraz koszary. Prawe skrzydło tworzyły trzy kolumny dywizji gen. Lefebvre-Desnoëttesa, atakując bramy Carmen i Santa Engrácia oraz klasztory Santa Engrácia i San José. Trzy szwadrony kawalerii, złożonej z ułanów i kirasjerów, przeszły w bród na lewy brzeg Ebro, aby pilnować przedmieścia na wprost strzeżonego przez Hiszpanów mostu. Kolumna skierowana na bramę Portillo odniosła sukces. Wszyscy broniący tej pozycji artylerzyści zginęli lub uciekli w panice. W tym krytycznym dla obrońców momencie ujawniła się determinacja i odwaga mieszkańców Saragossy. Do legendy przeszła młoda kobieta, Agustina de Aragón, która widząc klęskę, wdarła się na opuszczoną baterię, wyrwała zapalony lont z ręki konającego kanoniera i dała ognia z 24-funtowej armaty. Czyn ten przywrócił odwagę obrońcom, którzy wrócili na opuszczoną pozycję. Atakujący, rażeni ogniem od frontu i z boku od strony zamku, musieli się wycofać. W tym czasie druga kolumna ataku na lewym skrzydle skierowana została na niewielki plac Aires de Roi przed koszarami kawalerii i bramę del Pino, ale również i jej nie udało się przełamać obrony. Natomiast na prawym skrzydle gen. Pierre-Joseph Habert opanował klasztor San José, sforsował bronione przez dwa działa przejście przez most na Huerbie i zbliżył się do bramy Quemada. Nie zdołał jednak utrzymać zdobytej pozycji i pod silnym ogniem musiał się wycofać. W efekcie wszystkie atakowane tego dnia punkty zostały obronione, a wojsko oblężnicze straciło około 200 ludzi i musiało wrócić do punktów wyjścia54.

Niepowodzenie to było wielkim zaskoczeniem dla dowództwa francuskiego, które mniemało, że jednym atakiem zdobędzie miasto. O zaskoczeniu dowódców francuskich wspominał kapitan Józef Mroziński tymi słowami: „Wojsko, na którego zjawienie się otworzono bramy twierdz pruskich Spandau, Kostrzynia czy Magdeburga, nie mogło pojąć, jakim sposobem męstwo jego ulec musiało już po dwóch szturmach na miasto nie obwarowane. Generał francuski nie bez zdumienia widział się zmuszonym rozpocząć regularny atak oblężenia na Saragossę. Urządzono transporta ciężkiej artyleryi i amunicyi z Pampeluny. Konwoje te, pomimo ważnej usługi kanału, doznawały wiele trudności dla bezustannych na nie napadów”55.

Po odparciu generalnego szturmu gen. Verdier w końcu zrozumiał, że musi rozpocząć regularne oblężenie. Nadzorowani przez saperów piechurzy rozpoczęli kopanie przykopów i paraleli oraz usypywanie stanowisk artyleryjskich. Zdobyto wszystkie domy na przedpolu, które do tej pory były zajęte przez obrońców. Roboty te były prowadzone na oczach obrońców, z czego oni skrzętnie korzystali, ostrzeliwując ogniem armatnim i karabinowym pracujących żołnierzy cesarskich. Ponadto organizowali częste wycieczki i niejednokrotnie w okopach dochodziło do krwawych pojedynków56.

Do kolejnego szturmu doszło 4 sierpnia. Wojska ponownie zostały podzielone na trzy kolumny. Prawym atakiem dowodził gen. Habert, a jego główne siły składały się z 1. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej oraz kompanii woltyżerów i dwóch kompanii (woltyżerowie i grenadierzy) 15. i 70. pułku piechoty pod rozkazami płk. Roberta. Rezerwę tworzył 44. pułk piechoty oraz dwa bataliony z 15. i 70. pułku piechoty. Kolumna ta wdarła się do klasztoru Santa Engrácia i zajęła pierwsze domy przy ulicy o tej samej nazwie, prowadzącej w stronę głównej arterii Saragossy, czyli Cosso. Atak środkowy prowadził gen. Jean Baptiste Bazancourt, mając pod komendą 14. pułk piechoty oraz kompanie grenadierów i woltyżerów z 14. i 44. pułku piechoty. Kolumna ta przeszła przez most na Huerbie i skierowała się w stronę bramy Santa Engrácia. Po jej opanowaniu miała podążać na plac del Carmen i zająć domy po prawej jego stronie. Lewoskrzydłowa kolumna została oddana pod dowództwo gen. Grandjeana. Jej trzon tworzył 2. pułk piechoty Legii Nadwiślańskiej, poprzedzany przez sześć kompanii wyborczych z 2. i 3. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej i batalionu z 47. pułku piechoty. Kierunek ataku wyznaczał lewy brzeg Huerby, wieża del Pino i brama Carmen.

O godzinie trzynastej rozpoczął się najkrwawszy szturm pierwszego oblężenia Saragossy. Wojsko z okrzykiem „Vive l’Empereur” ruszyło naprzód. Kolumna prawa, prowadzona przez płk. Chłopickiego przeszła wpław Huerbę, przez wyłom weszła na teren klasztoru Santa Engrácia i tocząc ciężkie walki uliczne posuwała się powoli w kierunku Cosso. Po dotarciu do tego miejsca ustawiła się w linii przy tzw. szańcach Maurów na długości 40 metrów. Polski dowódca postanowił przedostać się na drugą stronę Cosso, by dotrzeć do bramy del Angel i mostu na Ebro. Wkrótce walka w ciasnych uliczkach Saragossy okazała się pułapką dla polskich oddziałów, które zostały wsparte częściowo przez kolumnę ataku środkowego. Ostatecznie atakujący musieli wycofać się na uprzednio zdobytą linię ulicy Cosso.

W tym czasie idąca w stronę placu del Carmen i klasztoru Santa Fe lewa kolumna spotkała na swojej drodze część obrońców bramy Portillo. Hiszpanie doskonale orientowali się w ciasnych ulicach i dążyli do tego, by razić nieprzyjaciela z kilku stron, dlatego zajęli jeden z domów przy ulicy Santa Fe. Następnie zaczęli ostrzeliwać nacierających nieprzyjaciół z przodu i z boku. Kolumna polska, razem z 44. pułkiem piechoty, dotarła do placu Carmen, którego broniła jedna armata i granatniki. Wkrótce rozpoczęła się walka o każdy dom, o każdą ścianę. Broniła się hiszpańska załoga klasztoru karmelitańskiego, kilkakrotnie zdobywanego przez Polaków, a następnie odbijanego przez obrońców. Ostatecznie został on opuszczony przez obie strony i spalony. Na wszystkich odcinkach walka trwała aż do ciemnej nocy. Ostatecznie udało się żołnierzom napoleońskim zająć Cosso, ulice San Gil i de la Para, szpital oraz klasztory San José, San Diego i Santa Fe. Szturm kosztował Francuzów i Polaków 462 zabitych oraz 1 505 rannych. Wśród tych ostatnich byli generałowie Verdier i Bazancourt. Dowództwo wojsk oblężniczych przejął gen. Lefebvre-Desnoëttes57.

Ten dzień również był niezwykle krwawy dla Polaków. Zginęło bądź zostało rannych około 500 żołnierzy. Ponadto po raz pierwszy wojska oblegające spotkały się z tak specyficznym rodzajem walki. Przeważnie po wdarciu się do miasta garnizon poddawał się. W Saragossie było odwrotnie: gdy nacierające kolumny znalazły się za murami, zobaczyły ufortyfikowane domy, klasztory oraz barykady na ulicach. W tym momencie doszło do niesamowicie ciężkich walk ulicznych. Każdy dom, każda piwnica czy strych były miejscem, które trzeba było zdobywać. Hiszpanie nie przebierali w środkach w walce z atakującymi. Mężczyźni, kobiety i dzieci zjednoczyli się we wspólnej walce z najeźdźcą. Ponownie oddajmy głos kapitanowi Mrozińskiemu: „Pułkownik Henriot z pułkiem 14-stym, który za 1-wszym polskim już zajętą (oprócz wieży św. Franciszka) ulicą Santa Engracia postępował, pokazał się wtenczas w kolumnie w całej sile na ulicy Cosso. Zjawienie się tej masy zdawało się zatrwożyć nieco obrońców, kiedy wtem wyszedł naprzeciw niej ksiądz z krzyżem w ręku wzniesionym ku niebu i wśród głośno wymawianej modlitwy prowadził przy sobie panienkę ledwie 12 lat mającą, ubraną podług wizerunku Virgen del Pilar. Widok ten dziecka i kapłana modlącego się wśród ognia i mordów zajął wszystkich; cichość nastąpiła na chwilę. Żołnierze ze zdziwieniem spoglądali na to zjawisko, lecz na koniec zniecierpliwieni dali ognia do kapłana. Ten spokojnie i bez szwanku wśród strzałów ustąpił z Cosso, a w tym momencie za wszystkich dachów, okien i piwnic grad kul sypnął się wśród okropnego ognia i nowy ten atak bezskutecznym uczynił”58.

Po wdarciu się wojsk francusko-polskich do miasta rozpoczęły się krwawe walki uliczne w rejonie ulicy Cosso. Równie niespokojne wydarzenia miały miejsce na zewnątrz murów miejskich, gdzie prowadzone przez gen. Palafoxa posiłki zostały zaatakowane i odrzucone przez legionistów nadwiślańskich. Jednak 6 sierpnia gen. Lefebvre-Desnoëttes otrzymał rozkaz, aby przygotować odwrót spod Saragossy. Polecenie to było związane z sytuacją wojsk francuskich na innym odcinku frontu iberyjskiego, co zostanie opisane poniżej. Ostatecznie dowódca francuski musiał wycofać się ze zdobytej ogromnym kosztem części miasta, podłożyć miny pod wykonane roboty ziemne oraz zatopić amunicję i wszystkie ciężkie działa. W nocy z 14 na 15 sierpnia Francuzi wysadzili zajęte domy, spalili własny obóz i rozpoczęli wycofywać się w stronę Tudeli59.

W czasie gdy w Saragossie toczyły się krwawe zapasy, inny akt iberyjskiego dramatu rozgrywał się w dalekiej Andaluzji. Po wyjeździe z Madrytu marsz. Murata naczelne dowództwo nad wszystkimi wojskami cesarskimi za Pirenejami objął gen. Savary. Jednym z jego zadań było dotarcie do Kadyksu i odblokowanie znajdującej się tam od czasu klęski pod Trafalgarem francuskiej floty wojennej. Do przeprowadzenia tej operacji głównodowodzący wyznaczył stacjonujący w pobliżu stolicy Drugi Korpus Obserwacyjny Girondy gen. Duponta. Po otrzymaniu odpowiednich poleceń francuski generał wyruszył 24 maja z Toledo na czele dywizji piechoty gen. Gabriela Barbou oraz kawalerii gen. Maurice’a Fresii d’Oglianico. W gotowości do wsparcia wydzielonych sił powinna pozostać druga z dywizji korpusu pod rozkazami gen. Dominique’a-Honore’a Vedela. W sumie 13 tys. żołnierzy ruszyło na południe z zamiarem zajęcia Kadyksu i odblokowania statków adm. Françoisa-Étienne’a Rosily’ego60.

Po uciążliwym marszu w piekącym słońcu oddziały gen. Duponta dotarły 7 czerwca do Kordoby61. W mieście tym nie było regularnej armii hiszpańskiej, a garnizon stanowili wsparci przez chłopską milicję mieszkańcy. Dowódca francuski rozkazał otwarcie ognia artyleryjskiego, który rozbił bramy. Zaraz potem Francuzi wdarli się do miasta i po kilku godzinach walki spacyfikowali mieszkańców. W odwecie za zbrojny opór generał zezwolił swoim żołnierzom na czterodniowy rabunek miasta, które napastnicy opuścili dopiero 16 czerwca. W obliczu kapitulacji eskadry adm. Rosily’ego i ogarniającego całą Andaluzję powstania gen. Dupont postanowił cofnąć się wraz ze zrabowanym dobytkiem w kierunku pasma górskiego Sierra Morena. Ponowny marsz w lipcowym upale obładowanego łupami wojska spowodował, że w armii na ogromną skalę zaczęło szerzyć się maruderstwo. Ostatecznie 18 czerwca Francuzi osiągnęli miejscowość Andújar, skąd dowódca rozpoczął wysyłanie do Madrytu rozpaczliwych próśb o posiłki62.

Rezydujący w hiszpańskiej stolicy gen. Savary dość szybko dowiedział się o kapitulacji francuskiej floty i trudnej sytuacji gen. Duponta. Nie chciał swojemu dowódcy wydać kategorycznego rozkazu powrotu do Madrytu, gdyż oznaczałoby to fiasko operacji, dlatego postanowił wzmocnić jego wojska, wysyłając mu w sukurs najpierw dywizję gen. Vedela, a następnie dywizję gen. Jacquesa-Nicolasa Goberta. Po otrzymaniu tych wzmocnień siły gen. Duponta liczyły około 18 tys. Francuzów oraz 2 tys. Szwajcarów63. Dysponując tymi oddziałami, dowódca francuski powinien pozostać nad rzeką Guadalquivir, blokując w ten sposób drogę w kierunku Madrytu koncentrującej się armii hiszpańskiej.

Gdy gen. Dupont manewrował u podnóża Sierra Morena, grożące jego wojskom niebezpieczeństwo z dnia na dzień stawało się coraz bardziej realne. Zebrane w Grenadzie przez gen. Theodora Redinga oddziały osiągnęły na początku lipca Jaén, natomiast Armia Andaluzji gen. Castañosa powoli przemieszczała się w górę Guadalquivir, nieuchronnie zbliżając się do miejsca stacjonowania cesarskiego korpusu. W końcu 14 lipca wojska drugiego z hiszpańskich dowódców zajęły dominujące nad Andújar stoki górskie, natomiast forpoczty pierwszego z nich osiągnęły leżącą pomiędzy obecnymi stanowiskami gen. Duponta a pasmem Sierra Morena miejscowość Bailén. Tym sposobem części napoleońskiego korpusu zagroziło odcięcie, gdyż w Andújar znajdował się głównodowodzący z dywizją gen. Barbou, kawalerią oraz mniejszymi oddziałami. Pozostałe dywizje zajmowały stanowiska w północnych rejonach Andaluzji. Generał Vedel stacjonował właśnie w Bailén, skąd wyparł awangardę gen. Redinga, natomiast oddziały gen. Goberta pilnowały w La Carolina przejść przez pasmo Sierra Morena.

15 lipca wszystkie siły gen. Castañosa zajęły pozycję naprzeciwko dowodzonych przez gen. Duponta oddziałów. Francuz, który nie znał aktualnej pozycji wojsk gen. Redinga, doszedł do wniosku, że ma do czynienia z całością sił przeciwnika. Wobec tego postanowił ściągnąć część dywizji gen. Vedela pod Andújar. Zaopatrzony w odpowiednie rozkazy adiutant dowódcy wyruszył na północ, znajdując cesarskiego generała pod Bailén. Po przeczytaniu poleceń gen. Vedel postanowił całością swojej dywizji wyruszyć do Andújar, gdyż łatwe odparcie forpoczt gen. Redinga wywołało w nim przekonanie, że ma do czynienia tylko ze zbrojnymi demonstracjami nieprzyjaciela. Ostatecznie Francuz 16 lipca połączył się ze swoim dowódcą, pozostawiając w Bailén tylko nieliczne oddziały oraz wzywając gen. Goberta do odsadzenia tej strategicznej pozycji64.

Generał Dupont był bardzo zadowolony z otrzymanych posiłków i wkrótce rozpoczął przygotowania do bitwy, jednak przez cały dzień do starcia nie doszło, a obie strony poprzestały tylko na kanonadzie artyleryjskiej. Natomiast wezwana z La Carolina dywizja gen. Goberta musiała zacięcie walczyć z mieszkańcami Grenady o odzyskanie Bailén, gdyż ci wykorzystując odmarsz na południe sił gen. Vedela zajęli to miasto. Pod koniec dnia udało się Francuzom wyprzeć Hiszpanów, jednak gen. Gobert przypłacił osiągnięty sukces życiem65. Dowodzenie dywizji spoczęło w rękach gen. Françoisa-Bertranda Dufoura, który widząc wycofującą się armię gen. Redinga i mając powierzone pilnowanie przejść przez Sierra Morena, skierował swoje wojska z powrotem do La Carolina. Bailén ponownie zostało pozbawione francuskiej załogi i nadal stanowiło cel dla hiszpańskiej Armii Grenady.

Gdy wiadomości o odwrocie gen. Dufoura dotarły do Andújar, głównodowodzący cesarski od razu uświadomił sobie grozę swojego położenia i w nocy z 16 na 17 lipca rozkazał dywizji gen. Vedela ponownie wycofać się do Bailén. W mieście tym Vedel dowiedział się o zbrojnych demonstracjach hiszpańskich w pobliżu Sierra Morena, dlatego w obawie przed odcięciem od tego pasma górskiego zdecydował się podążyć za dywizją gen. Dufoura na północ. Przed swoim wymarszem powiadomił gen. Duponta o podjętej decyzji. Kurier z listem od gen. Vedela dotarł do Andújar 17 lipca wieczorem, ale dowódca sił głównych nadal wierzył, że prawdziwe niebezpieczeństwo stwarzają stojące naprzeciwko jego siły hiszpańskie, dlatego postanowił wycofać się do Bailén dopiero następnego dnia. Była to decyzja, która miała zaważyć zarówno na losie całego korpusu cesarskiego, jak i na dalszej karierze gen. Duponta.

Tymczasem gen. Reding otrzymał wzmocnienia, dzięki czemu liczebność jego wojsk wzrosła do około 18 tys. Dysponując tak liczną armią, zdecydował się na przecięcie Francuzom drogi odwrotu. Rozkazał licznym bandom guerillas nadal niepokoić dywizje generałów Vedela i Dufoura, natomiast na czele swoich dywizji ruszył w stronę Bailén. Tutaj umocnił swoje pozycje i przyszykował się do walki z korpusem napoleońskim.

Zgodnie z powziętym zamiarem gen. Dupont 18 lipca z samego rana rozpoczął przygotowania do marszu w kierunku Bailén. Jednak zorganizowanie całego pochodu, a zwłaszcza zebranie wszystkich załadowanych łupami z Kordoby wozów, zajęło kilka godzin. W tym czasie słońce było już wysoko na niebie, a dochodząca do 40°C temperatura stanowiła poważne utrudnienie dla szykującej się do marszu francuskiej kolumny. Głównodowodzący zdawał sobie sprawę, że odwrót w takich warunkach musiałby oznaczać śmierć dla wielu chorych i rannych jego żołnierzy, dlatego postanowił wyruszyć wieczorem. Tym sposobem stracił cały dzień i pozwolił armii gen. Redinga przeciąć swoją jedyną drogę odwrotu w kierunku Sierra Morena. Ostatecznie w promieniach zachodzącego słońca korpus francuski wyruszył w swoją, jak się miało wkrótce okazać, ostatnią drogę. Przez kilka godzin nikt nie niepokoił maszerujących Francuzów, dopiero około godziny trzeciej w nocy straż przednia wdała się w walkę z bliżej nieokreślonymi siłami hiszpańskimi. Wkrótce okazało się, że gen. Dupont ma do czynienia z Armią Grenady, która blokuje mu drogę odwrotu. Przez kilka godzin napoleoński dowódca próbował przełamać hiszpańskie pozycje obronne, lecz wszystkie ataki zakończyły się niepowodzeniem. W końcu około godziny dwunastej usłyszał na południu huk armatni, który zwiastował przybycie na plac boju Armii Andaluzji gen. Castañosa. Gen. Dupont zrozumiał, że może zostać w każdej chwili otoczony przez trzykrotnie liczniejszego przeciwnika, a jedynym dla niego ratunkiem jest przybycie dywizji generałów Vedela i Dufoura. Należało zatem odwlec ostateczny atak Hiszpanów w nadziei, że obaj dywizjonerzy zawrócą i przybędą na pole bitwy. Realizując to postanowienie, gen. Dupont poprosił gen. Castañosa o zawieszenie broni i rozpoczęcie układów66.

W czasie gdy główne siły francuskie szykowały się do wycofania spod Andújar, generałowie Vedel i Dufour nie znaleźli wojsk hiszpańskich pomiędzy Bailén a Sierra Morena. Uciekające pośpiesznie na sam widok oddziałów cesarskich bandy powstańcze dały do zrozumienia obu dowódcom, że nieprzyjaciel oczekuje na nich na południu i stwarza śmiertelne zagrożenie dla korpusu głównodowodzącego. W tym momencie należało dążyć do połączenia z siłami gen. Duponta, ale obezwładniający upał sprowokował gen. Vedela do wydania rozkazu o wyruszeniu w stronę Bailén dopiero 19 lipca rano. Ostatecznie odgłos pierwszych wystrzałów armatnich zmusił generała do działania. Jako pierwsza wyruszyła na południe dywizja gen. Vedela, za nią posuwały się bataliony gen. Dufoura. O godzinie dziewiątej, w czasie gdy gen. Dupont rozpaczliwie próbował przebić się przez hiszpańską obronę, znajdujący się zaledwie 3 km od pola bitwy gen. Vedel zarządził odpoczynek i aprowizację. Dopiero około godziny siedemnastej obie dywizje napoleońskie znalazły się na tyłach wojsk gen. Redinga i tutaj ich dowódca dowiedział się od przybyłego parlamentariusza, że dowódca korpusu zawarł z gen. Castañosem zawieszenie broni. Nie wierząc do końca Hiszpanowi, gen. Vedel wysłał jednego ze swoich oficerów w celu sprawdzenia tych informacji, a wkrótce potem zaatakował Armię Grenady. Jednak dowódcy hiszpańscy nie mieli zamiaru walczyć na dwa fronty i zagrozili gen. Dupontowi zniszczeniem jego korpusu, jeśli ten nie zmusi swojego podwładnego do zaprzestania ataku. Generał francuski znał grozę swojego położenia, dlatego bezzwłocznie wysłał adiutanta do gen. Vedela z poleceniem wstrzymania operacji67.

20 lipca rozpoczęły się negocjacje, w których stronę cesarską miał reprezentować przebywający tymczasowo z Drugim Korpusem Obserwacyjnym Girondy generał inżynierii Armand-Samuel de Marescot. Po przybyciu do głównej kwatery gen. Castañosa Francuz od razu zauważył, że dowódca iberyjski jest pewien swojej przewagi i jakiekolwiek próby pertraktacji będą skazane na porażkę. Zgodnie z jego przewidywaniem Castaños od razu zażądał bezwarunkowej kapitulacji wszystkich dywizji napoleońskich w ciągu dwóch godzin, a w razie sprzeciwu groził całkowitym unicestwieniem batalionów gen. Barbou. Na te warunki nie zgodził się gen. Dupont, gdyż wojska generałów Vedela i Dufoura nie zostały odcięte i mogły w każdej chwili ruszyć w stronę Madrytu. Rozpoczęły się zatem długotrwałe negocjacje. Dopiero pod koniec dnia obie strony zgodziły się na odmarsz wszystkich dywizji francuskich do hiszpańskiej stolicy, z zastrzeżeniem wcześniejszego złożenia broni przez odciętą dywizję gen. Barbou. Na powyższe ustalenia nie zgodził się gen. Castaños, ponieważ nie chciał pozwolić, aby w zasadzie pokonana część oddziałów francuskich wyszła z okrążenia, tracąc jedynie swoje uzbrojenie. Ostatecznie negocjatorzy cesarscy zgodzili się na kapitulację oddziałów gen. Barbou oraz na przewiezienie morzem z powrotem do Francji pozostałych dwóch dywizji. Tym razem warunki nie zadowoliły gen. Duponta, który nakazał w nocy z 20 na 21 lipca, aby generałowie Vedel i Dufour czym prędzej wyruszyli w stronę Madrytu i w ten sposób uratowali swoje bataliony. Hiszpanie bardzo szybko dowiedzieli się o ucieczce z matni dwóch nieprzyjacielskich dywizji i zagrozili Dupontowi, że jeśli nie będzie przestrzegał wynegocjowanych warunków, wszyscy pozostający pod jego komendą żołnierze zostaną wymordowani. Dowódca cesarski uległ w końcu swoim przeciwnikom i 22 lipca w oberży Rumbla poddał swoje wojska. Kapitulacja objęła trzy dywizje, a w jej myśl Francuzi oddawali wszystkie działa, sztandary i broń palną. W zamian mieli zostać przetransportowani drogą morską do portu w Rochefort, jednak junta sewilska odmówiła ratyfikacji układu, wskutek czego żołnierze francuscy zostali przewiezieni do Kadyksu i tutaj trafili na pływające więzienia, tzw. pontony68.

Utrata ponad 20-tysięcznego korpusu była niezwykle dotkliwym ciosem dla operującej na Półwyspie Wielkiej Armii. Cała południowa Hiszpania została odsłonięta i nie było żadnych sił, które byłyby zdolne powstrzymać wojsk gen. Castañosa od marszu na Madryt. W dodatku ucierpiał prestiż niepokonanych dotychczas oddziałów napoleońskich. Ponadto kapitulacja gen. Duponta uświadomiła mieszkańcom Półwyspu, iż Francuzi nie są niezwyciężeni i można z nimi podjąć wyrównaną walkę. Odtąd powstanie objęło całą Hiszpanię, niemal wszyscy zdolni do noszenia broni zgłaszali się do nowotworzonych oddziałów w nadziei przegonienia najeźdźców z powrotem za Pireneje.

Zanim doszło do katastrofy w Bailén, 9 lipca nowy hiszpański król Józef Bonaparte przekroczył graniczną rzekę Bidassoa i ruszył do swojej stolicy. Drogę torował mu operujący na północy korpus marsz. Bessièresa, którego przeciwnikami były dwie armie iberyjskie pod dowództwem generałów Gregorio de la Cuesty i Joaquína Blake’a. Do rozstrzygającej bitwy doszło 14 lipca pod Medina de Rioseco. Pomimo dwukrotnej przewagi Hiszpanów, gwałtowny atak księcia Istrii zmusił przeciwników do pośpiesznej rejterady69. W bitwie tej wzięła udział dowodzona przez Wincentego Radzimińskiego 6. kompania Szwoleżerów Gwardii. Wówczas polegli dwaj pierwsi Polacy w wojnie hiszpańskiej – Franciszek Głuchowski i Jerzy Woliński70. Pomimo efektownego zwycięstwa, nie było możliwości, po kapitulacji gen. Duponta, na utrzymanie Madrytu i Kastylii, dlatego na przełomie lipca i sierpnia król Józef nakazał wszystkim oddziałom francuskim odwrót za rzekę Ebro, gdzie planował oczekiwać na posiłki od swojego brata.

Po wycofaniu się głównych sił francuskich w stronę Pirenejów, jedynymi oddziałami pozostającymi na południe od linii rzeki Ebro był rozlokowany w pobliżu Lizbony korpus gen. Junota. Zanim jeszcze wybuchło powstanie w Hiszpanii, 1 lutego dowódca cesarski wydał odezwę do narodu portugalskiego, obwieszczając koniec rządu dynastii Bragançów w ich kraju oraz przejście Portugalii pod kuratelę francuską. Gen. Junot został mianowany gubernatorem mniejszego z państw Półwyspu Iberyjskiego. Kolejne miesiące upłynęły w miarę spokojnie, nie licząc drobnych utarczek z niezadowoloną przeprowadzanymi rekwizycjami ludnością. Nawet wybuch powstania w Hiszpanii nie sprowokował Portugalczyków do chwycenia za broń. Pomimo tego, gen. Junot skoncentrował swoje dywizje w środkowej części kraju i oczekiwał na rozwój sytuacji w Andaluzji i Kastylii.