Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
26 osób interesuje się tą książką
Marian, kot odważny i energiczny, ma dość życia przejedzonego chrupkami kanapowca. Zostaje tropicielem domowym. Na celowniku ma od dzisiaj przekręty, intrygi i manipulacje, których dopuszczają się zarówno domownicy, jak i sąsiedzi! Nic nie ustrzeże się przed wzrokiem bystrego kota, który prowadzi wiele dochodzeń jednocześnie. Na przykład o co chodzi wrzeszczącemu papugowi Dżongo, którego pewnego dnia przynosi do domu Henryk. Prawda musi wyjść na jaw i… no jasne, że wychodzi! Bo komu ma wyjść, jak nie Marianowi!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 133
Katarzyna Terechowicz, Wojciech CesarzŚledztwo wrednego kota
© by Katarzyna Terechowicz © by Wojciech Cesarz © by Wydawnictwo Literatura
Okładka i ilustracje: Joanna Rusinek Korekta: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska
Wydanie elektroniczne I, Łódź 2026 ISBN 978-83-8208-749-9
Wydawnictwo Literatura
91-334 Łódź, ul. Srebrna [email protected] tel. (42) 630-23-81www.wydawnictwoliteratura.pl
Plik przygotował Woblink
woblink.com
Dziś jest pierwszy dzień mojego nowego życia. Wraz z zieloną, rozśpiewaną i rozbuchaną wiosną obudziła się we mnie moc natury – poczułem się silny jak tygrys, waleczny jak lew, odważny jak wilk. Koniec z małym koteczkiem, któremu można wmówić każdą bzdurę! Koniec z łatwowiernością, koniec z przymilaniem się i koniec ze spełnianiem ludzkich poleceń!
Zrozumiałem, że ja, Marian (dziki i wyjątkowo odważny kot z Bieszczad), muszę przejąć odpowiedzialność za swoje stado i resztę okolicy. Postanowiłem, że nic nie umknie mojej uwadze – zostanę tropicielem, który wywącha każdą aferę, każdą dyskryminację i każdy drobiazg. Będę obserwował całe moje stado – Henryka, Hankę, Julię i Alka, wyrośniętego malamuta Wintera, Rudego (który jest dwa lub trzy razy od niego mniejszy), Bagirę (namolną kotkę), zwariowanego chomika Popkorna, a także okoliczne mrówki, muchy, pszczoły, komary, sąsiadów i myszy (oczywiście).
Do tej pracy wykorzystam moje wąsy, z których jestem niesamowicie dumny (skanuję nimi otoczenie). Jeśli już mówimy o wąsach – to moim skromnym zdaniem ludzkie wąsy są kompromitujące, a zachowania i słowa ich właścicieli bywają niewytłumaczalne, przynajmniej dla inteligentnego kota. Koniecznie muszę lepiej przyjrzeć się światu (szczególnie ludziom), przeprowadzić w tej sprawie śledztwo i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Jest mnóstwo spraw do zbadania. Co nas łączy? Co nas dzieli? Czy człowiek traktuje zwierzęta sprawiedliwie? Czy je rozumie? A z drugiej strony, czy jest możliwe zrozumieć ludzi?
Odpoczywałem na tarasie, słuchając szumu drzew. Zmierzch zapadał szybko i wszystko wokół rozmyło się w deszczu. Wiatr pohukiwał, a w krzakach coś złowrogo szeleściło. Nagle z mroku wynurzył się Henryk, ściskając grabie. Wyglądał jak nastroszony borsuk i galopował w stronę domku ogrodowego. Za nim przemknęła Bagi, która wyglądała jak zmokła kura. Ciekawe, co ich tak wystraszyło? Czy to coś ukrywa się w krzakach? W lesie? Grasuje w pobliżu naszego domu? I po co Henrykowi te grabie? Musiałem natychmiast rozpocząć śledztwo i rozwiązać mroczną tajemnicę.
Ruszyłem w stronę lasu, przebijając się przez ścianę ulewy, gdy przypomniałem sobie, że mądrze będzie zdrzemnąć się przed tą niebezpieczną wędrówką i skumulować potrzebną energię (tym bardziej że na zadaszonym tarasie czekają na mnie fotele z mięciutkimi poduszkami, gdzie jest sucho i przytulnie). Poza tym doszedłem do wniosku, że nie można przeprowadzać śledztwa byle jak, a tym bardziej kiedy leje, wszędzie naokoło kałuże, a łapki grzęzną w błocie. Trzeba wszystko porządnie zaplanować, przemyśleć strategię i rozważyć taktykę. No i absolutnie nie można ryzykować życia na czczo. Jestem rozsądnym kotem, więc opróżniłem swoją miseczkę i zająłem miejsce na fotelu.
Śledztwo: 1 (w toku)
To nie był spokojny wieczór. Leżałem w fotelu, słuchając szumu deszczu, i rozmyślałem. Było mi błogo i wydawało się, że rozwiązanie jest tuż przed moim nosem. Przymknąłem oczy i falowałem razem z deszczem, unosiłem się w powietrzu łagodnie i lekko jak bańka mydlana, gdy nagle ktoś miauknął mi ochryple nad uchem. Zerwałem się, wyrwany z marzeń. Bagi zaśmiała mi się prosto w nos (uwielbia mnie prowokować) i wyskoczyła do ogrodu prosto w nawałnicę.
Próbowałem ją śledzić, ale nie jestem szczurem wodnym. Szum deszczu tłumił jej kroki i gdy w końcu z trudem wypatrzyłem kotkę w kącie ogrodu – wskoczyła na płot i zniknęła w ciemnościach. Zmiana planów, innym razem sprawdzę, gdzie się włóczy nocami. Wróciłem na taras, umościłem się w fotelu na poduszce i zamyśliłem głęboko. Czułem, że to jednak nie będzie łatwe zadanie i muszę się lepiej przygotować. Tak mnie to główkowanie zmęczyło, że zmorzył mnie sen. Już odpływałem, kiedy ochrypły głos Henryka gwałtownie przerwał kojącą ciszę.
– Marian, Maniuuuś! – niosło się po okolicy. – Gdzie jesteś, Maniutku? Chodź do domu, bo zmokniesz!!!
Henryk miotał się po tarasie i wpatrywał w ciemność. Hałas był okropny i mój sen oddalił się niepokojąco.
– Maniek, chodź do mnie! Dlaczego mi to robisz!? Maaarian!
Na szczęście fotel był wsunięty pod stół i Henryk mnie nie zauważył. Wpełzłem pod poduchę i wstrzymałem oddech. Bardzo nie lubię, jak ktoś mną manipuluje. Czy ja coś robię Henrykowi? To on mnie obudził i wpędza w nerwicę!
Henryk pokrzyczał jeszcze trochę i wrócił do domu. Przeciągnąłem się rozkosznie i zmrużyłem oczy. Już, już powracał błogi nastrój, gdy na taras wpadła Hanka.
– Maniuś, Marianek! Gdzie jest nasz kotek? – usłyszałem nad uchem. Hanka też potrafi używać donośnego głosu, jak syrena okrętowa albo coś w tym rodzaju.
Gdzieś w domu Rudy zaczął szczekać, a Winter zawył jak wilk albo GŁOŚNIEJ. Co tu się dzieje? Co to za zwariowany dom? Jak tu żyć w takich warunkach, rozwijać swój wybitny intelekt i zachować harmonię?
Wpełzłem pod poduchę jeszcze głębiej i zakryłem łapkami uszy. Chciałem stać się niewidzialny. I w tym momencie mnie olśniło…
Po pierwsze: ludzie zmuszają kota, żeby udawał, że go nie ma.
Po drugie: to jest perfidna forma dręczenia zwierząt.
Po trzecie: specjalnie nie dają mi spać, żebym stracił czujność i potem dał się łatwo złapać w celu drapania mnie za uszami.
Po czwarte: to jest normalny mobbing (słyszałem o tym w radiu), wywołujący u mnie zaniżoną samoocenę przydatności zawodowej kota.
Po piąte: po drugie do kwadratu.
Nie jestem złośliwy i nie chcę rozpuszczać plotek, ale zauważyłem, że Bagi ma opracowane trzy rodzaje sprytnych spojrzeń.
Spojrzenie numer 1: bazyliszka (zagłodzonego)
Spojrzenie numer 2: żałosne (niewiniątka)
Spojrzenie numer 3: złowrogo-napuszone
(pewnie się nauczyła od jakiegoś indyka)
Pierwsze spojrzenie ćwiczy na mnie. Przeszywa mnie wzrokiem i zachowuje się wyniośle oraz bezczelnie. Nic sobie z tego nie robię i PRAWIE mnie to nie denerwuje.
Drugie testuje na Hance i Henryku, siedząc w milczeniu przed pustą miską (przy czym kiwa się w przód i w tył, jakby chciała powiedzieć: „Co za głód, co za ludzie, co tu się wyprawia?!”).
I zgadnijcie, co się dzieje? Jeśli w pobliżu jest jakiś człowiek – natychmiast napełnia jej miseczkę. Profesjonalistka.
Spojrzenie złowrogo-napuszone trenuje bez konkretnego odbiorcy i robi to chyba tylko po to, żeby nie wyjść z wprawy i wzmocnić osobowość – jej pyszczek robi się ze dwa razy większy (coś jak u pantery), a oczy świecą na żółto. Myślę, że na ten widok wszystkim myszom ciarki przechodzą po ogonie.
Bagira ma jeszcze wytrenowane czwarte spojrzenie (z przeciągłym mrużeniem oczu), ale na ten temat nie będę się wypowiadał, bo to są nasze tajemnice zawodowe i super moce. Nie mogę tak beztrosko paplać o sekretnych kocich sprawach, bo w końcu jestem kotem i to nie byle jakim.
Przez wrodzoną skromność nie będę kontynuował tego wątku – powiem wam tylko, że ja też umiem tak mrużyć oczy i wtedy w miseczce pojawiają się najlepsze smakołyki, ludzie otwierają mi na wyścigi drzwi na taras i cały świat stoi przede mną otworem. Tak, znam takie spojrzenia – przy ich pomocy można osiągnąć wszystko.
(To jest jednak pójście na łatwiznę, czego nie lubię, i dlatego używam tej super mocy najwyżej trzy razy dziennie).
Super moce: kilka (ale nie powiem jakie).
Samo to, że muszę czasem używać takich spojrzeń, pokazuje dobitnie, jak perfidni są ludzie i do czego zmuszają biednego, prostodusznego, skrzywdzonego kotka.
Z myszą było tak: widziałem ją wyraźnie, przemknęła mi tuż przed nosem (miała czarne, błyszczące oczka i wielgachne wąsy) i czmychnęła w gęstą trawę. Ruszyłem za nią, ale gdzieś zniknęła. Nagle z prawej strony mignęło coś szarego, a jednocześnie z lewej usłyszałem szelest. Nie byłem pewien, w którą stronę skoczyć, i pomyliło mi się, gdzie jest lewo, a gdzie prawo, więc usiadłem. Zmrużyłem oczy i wziąłem głęboki oddech.
W sekrecie wam powiem, że oddech bierze się, aby wzmocnić koncentrację, pobudzić skanujące końce wąsów oraz z powodu mojej wybitnej i rzadko spotykanej osobowości.
W trawie panowała cisza. Skoncentrowałem się, żeby zebrać myśli, i był to zły pomysł, bo zupełnie zapomniałem o myszy. Zaskoczyła mnie, zrobiła wielkiego susa i wylądowała w malinach. Jednocześnie coś zaszurało w okolicach mojego ogona. Zacząłem się zastanawiać, czy myszy mają zdolność przebywania w dwóch miejscach jednocześnie. Nie wydawało mi się to możliwe – raczej wszystko wskazywało na to, że miałem do czynienia z dwoma myszami jednocześnie, o ile nie było ich jeszcze więcej. Może nawet wpadłem w sam środek jakiejś mysiej kolonii? Zaraz, nagle znów coś się o mnie otarło i krzaki zaszeleściły ze wszystkich stron. Co za lekceważenie kota! Wziąłem jeszcze głębszy oddech… maksymalne skupienie. Odbiłem się jednocześnie z czterech łapek i wyskoczyłem do góry – miałem teraz widok z lotu ptaka i zobaczyłem, że nic nie widzę. Tylko trawa i maliny.
Mysz: nieobecna
Śledztwo: w toku
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Dlaczego ludzie dręczą kota?
Spojrzenia Bagiry
W sprawie pewnej myszy
Okładka
Strona tytułowa
