Skoczkowie - Tajemnice mistrzów - Jarosław Kaczmarek - ebook + audiobook

Skoczkowie - Tajemnice mistrzów ebook

Jarosław Kaczmarek

0,0
14,99 zł

lub
Opis

Poznaj barwną opowieść o jednym z ulubionych sportów Polaków! Ta książka zachwyci nie tylko dużych i małych pasjonatów skoków narciarskich, ale także tych, którzy przygodę z tym sportem mają jeszcze przed sobą. Przeczytasz historie dawnych i współczesnych mistrzów: Stanisława Marusarza, Wojciecha Fortuny, Adama Małysza i Kamila Stocha oraz pozostałych członków medalowej drużyny – Stefana Huli, Dawida Kubackiego, Macieja Kota i Piotra Żyły, a także kilku z ich zagranicznych kolegów. Zastanawiasz się: kiedy wiatr jest przyjacielem, a kiedy wrogiem skoczka? Jak zdobyć najwyższe noty za styl i co to znaczy wylądować telemarkiem? A może interesują cię tajemnice technologicznej wojny? Lub do tej pory nie wiesz dlaczego do dobrych skoków trzeba mieć lekką głowę i jeść bułki z bananem? Odpowiedzi na te i inne pytanie poznasz czytając książkę Jarosława Kaczmarka, zawodowego opowiadacza, który wraz z przyjaciółmi z "Grupy Studnia O" przekazuje dzieciom i dorosłym baśnie, legendy i historie współczesne. Dzięki niemu opowieść o skoczkach czyta się jednym tchem i wprost nie można się od niej oderwać! "Skoczkowie. Tajemnice mistrzów" to też porcja liczb i fachowych ciekawostek o skokach narciarskich. Stanowi doskonałe kompendium wiedzy o tej dyscyplinie sportu, przekazanej w formie fascynującej opowieści o pasji i marzeniach! To co, gotowy do lotu?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 138




Jarosław Kaczmarek

Skoczkowie

Tajemnice mistrzów

Saga

Skoczkowie - Tajemnice mistrzów

Copyright © 2018, 2019 Jarosław Kaczmarek i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726128024

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Książkę dedykuję mojej córce Zuzannie, która wygrała swój pierwszy i jedyny dziecięcy konkurs w skokach narciarskich, ale dziś pięknie skacze w czasie zawodów w łyżwiarstwie figurowym!

Na progu (czyli wstęp)

Zakopane, 27 stycznia 2018 roku. Tego dnia wszystkie drogi w mieście, które jest nazywane zimową stolicą Polski, prowadzą na Wielką Krokiew. Na tej największej w naszym kraju skoczni narciarskiej odbędą się zawody Pucharu Świata, w których wezmą udział najlepsi skoczkowie. Wśród nich oczywiście nie zabraknie naszych mistrzów: Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Stefana Huli i Macieja Kota.

W stronę Wielkiej Krokwi powoli napływają kibice − dorośli i dzieci − ubrani w biało-czerwone szaliki i czapeczki. Towarzyszy im hałas wuwuzeli, których dźwięk jest ponoć głośniejszy od ryku słonia. Ten wymyślony w Afryce instrument był popularny na stadionach piłkarskich, ale hałas, który wywoływały dziesiątki tysięcy futbolowych kibiców trąbiących na wuwuzelach, był tak potężny, że groził uszkodzeniem słuchu. Wuwuzele zostały więc zakazane na stadionach piłkarskich, ale towarzyszą konkursom w skokach narciarskich, które mają w Polsce wyjątkowo żywiołowy charakter. Kto nie lubi gwaru i hałasu, ten ucieka dziś z Zakopanego. Całe miasto ogarnęła atmosfera sportowego święta – brazylijski karnawał w środku polskiej zimy!

Kibice i ich nieodłączne wuwuzele pod Wielką Krokwią w Zakopanem.

Do rozpoczęcia konkursu skoków zostało jeszcze kilka godzin. Razem z grupą dziennikarzy mam okazję dostać się na szczyt skoczni. Najpierw jadę wyciągiem, którym skoczkowie wjeżdżają na górę. Potem mijam przeszklone pomieszczenie, w którym Kamil Stoch i jego koledzy wkrótce będą czekali na swoje skoki. I wreszcie staję na progu skoczni, spoglądam w dół i... Nie cierpię na lęk wysokości, ale dopada mnie panika na myśl, że miałbym zjechać na nartach w tę przepaść, która rozpościera się tam w dole! Tego nie widać w telewizji. Tego nie oddają zdjęcia. Zjazd ze skoczni jest niesamowicie stromy! Zakopane, które widać w dole, wydaje się jakąś odległą krainą. A tę otchłań otwartej przestrzeni skoczkowie pokonują w kilka sekund!

Na pewno wiele razy widzieliście telewizyjne transmisje z konkursów skoków narciarskich. Niektórzy z was oglądali skoki na żywo, ale czy mieliście kiedyś okazję usłyszeć skoczka w czasie lotu? Chyba każdemu z was zdarzyło się wysunąć rękę przez okno w czasie jazdy samochodem. Jako dziecko robiłem to wiele razy, choć tata zawsze się wtedy denerwował. Ale to było fajne uczucie – ten pęd przecinanego powietrza na dłoni, któremu towarzyszył charakterystyczny szum. A teraz wyobraźcie sobie, że przy prędkości 100 kilometrów na godzinę wychylacie z samochodu głowę, a potem całe ciało (nie róbcie tego nigdy, to tylko eksperyment myślowy!)...

W czasie lotu skoczkowi narciarskiemu towarzyszy huk podobny do dźwięku pędzącego pocisku. Oczywiście tłumi go kask chroniący głowę, ale potężny pęd powietrza uderza we fragment nieosłoniętej twarzy: usta, policzki i nos. Skoczkowie w czasie lotu czują charakterystyczne szczypanie na twarzy. Chociaż w przypływie emocji i z przyzwyczajenia nie zdają sobie z tego sprawy. Zjeżdżać na nartach w przepaść z prędkością 100 kilometrów na godzinę, a potem lecieć jak pocisk z głową wychyloną poza czubki nart...

Pomyślałem, że trzeba być szalonym, żeby się na to odważyć!

To pierwsza tajemnica, którą chciałbym razem z wami odkryć. Kim oni są? Kim są ci niezwykli sportowcy, którzy uprawiają tę ekstremalną, wymagającą wielkiej odwagi dyscyplinę? Czy naprawdę są szaleńcami?

Kiedy się patrzy na skoczków w codziennym życiu, gdy nie mają zasłony z kasków i kombinezonów, można się przekonać, że są bardzo szczupli.

Niska waga ciała jest jednym z warunków, które muszą spełnić, by myśleć o dalekich lotach. A przecież w ich niepozornych ciałach kryje się sprawność i moc prawdziwych atletów!

To druga tajemnica, która mnie fascynuje: na czym polega moc skoczków narciarskich, która pozwala im zmieniać się w podniebnych superbohaterów, potrafiących przezwyciężać wszechpotężną siłę grawitacji?

A takich tajemnic skoków narciarskich jest dużo, dużo więcej! Wszystkie elementy techniki narciarskiego skoku, takie jak najazd na próg, odbicie z progu, faza lotu, lądowanie i odjazd, wydają się całkiem proste, gdy oglądamy je w telewizji. W rzeczywistości każdy ruch skoczka jest nagrywany i analizowany przez komputery w poszukiwaniu najdrobniejszego szczegółu (choćby ruchu małego palca u ręki!), który mógłby wpłynąć na poprawienie długości lotu!

Szczególnie fascynuje mnie moment startu – chwila, w której skoczek odbija się z progu i wylatuje w powietrze. Pędząc z szybkością 90–105 kilometrów na godzinę, musi on w ułamku sekundy trafić z wybiciem w idealny punkt rozbiegu. Wytrenowanie takiej umiejętności wydaje się przekraczać ludzkie możliwości. Czyżby skoczkowie mieli zdolność transformacji i w czasie skoku zmieniali się w automaty działające z komputerową precyzją? Ale czy komputer potrafiłby tak jak oni nauczyć się czucia wiatru – umiejętności reagowania ciałem na jego podmuchy?

Skoki narciarskie to dyscyplina sportu związana z siłami natury, podobnie jak... żeglarstwo.

O sukcesach skoczków decyduje to, czy potrafią zaprzyjaźnić się z wiatrem. Nawet największy mistrz, jeśli trafi w czasie swojego skoku na zły wiatr, nie będzie miał szans na zwycięstwo. Kiedy wiatr jest przyjacielem, a kiedy wrogiem skoczka? – to kolejna tajemnica, która mnie bardzo interesuje.

Skoki narciarskie niełatwo jest śledzić – czy to na żywo, czy w telewizji. To nie jest lekkoatletyczny skok w dal czy skok wzwyż, w których wygrywa ten, kto po prostu najdalej lub najwyżej skoczy. W skokach narciarskich najdłuższe skoki wcale nie oznaczają zwycięstwa. Skoczkowie są w pewnym sensie podobni do łyżwiarzy figurowych, których występy są oceniane również pod względem artystycznym. Aby wygrywać, Kamil Stoch i jego koledzy muszą skakać nie tylko daleko, ale i w pięknym stylu. I to kolejna zagadka: jakie warunki powinien spełnić skoczek, by uzyskać od sędziów najwyższe oceny za styl? I skąd się wzięła ta dziwna nazwa telemark, oznaczająca wzorowe lądowanie?

Wiele tajemnic dotyczy sprzętu, w który są wyposażeni skoczkowie. Ktoś może powiedzieć, że to tylko specjalne narty, wiązania, buty narciarskie, kombinezony i kaski. Tymczasem pomiędzy reprezentacjami różnych krajów toczy się prawdziwa wojna technologiczna. Jej celem jest wynalezienie takich materiałów i technicznych rozwiązań, które pozwolą uzyskać choćby minimalną przewagę nad rywalami. Przed igrzyskami olimpijskimi w Pjongczangu wielki rozgłos zyskały na przykład eksperymentalne buty Simona Ammanna wykonane z włókna węglowego. Aby ulepszyć sprzęt skoczków, stosuje się technologie wykorzystywane w lotach kosmicznych! Każda drużyna w wielkiej tajemnicy testuje nowe pomysły sprzętowe. Czy jednym z sekretów wspaniałych zwycięstw Kamila Stocha jest jego kombinezon? Kolejna zagadka...

Ale największą tajemnicą skoków narciarskich jest dla mnie to, co dzieje się w głowach skoczków w czasie tych kilkunastu sekund na belce startowej, najeździe, progu, w locie nad ziemią i w chwili lądowania. Jak sobie radzą ze strachem i presją oczekiwań ze strony kibiców, trenerów i samych siebie? Co to oznacza, że by dobrze skakać, trzeba mieć lekką głowę?

Pytania, zagadki, tajemnice, sekrety... Stajemy na progu ich rozwiązania. Za chwilę skoczymy razem w opowieść, by zmierzyć się z tajemnicami skoczków narciarskich. Jesteście gotowi? No to start! Zielone światło! Zaczynamy!

Część Pierwsza Tajemnice wielkich mistrzów

Siedem tajemnic Feniksa z Zębu

Na ośnieżony pagórek we wsi Ząb nieopodal Zakopanego wchodzą trzyletni Kamil i jego tata. To dla chłopca wielka chwila. Po raz pierwszy w życiu będzie zjeżdżał na nartach! Narty należą do jego starszej siostry. Dostała je w prezencie pod choinkę. Kiedy Kamil zobaczył w domu prawdziwe narty, porwał je w ręce i uciekł do swojego pokoju.

− To prezent dla Ani, proszę, oddaj jej narty – tłumaczyła mu mama.

− Nie oddam! Nie oddam! One są moje! Moje! – wołał chłopiec, przyciskając narty do piersi jak najcenniejszy skarb.

− No dobrze, już dobrze, przecież możecie zjeżdżać na nich oboje! – starał się załagodzić sytuację tata.

I oto Kamil z wielkim skupieniem na twarzy szykuje się do swojego pierwszego zjazdu z górki. Rusza! Tata zjeżdża jako pierwszy. Gdy jest już na dole, odwraca się, by obejrzeć, jak sobie radzi Kamil. Jest pewien, że się przewróci. Przecież każdy upada, kiedy pierwszy raz ma narty na nogach! Tymczasem chłopiec nic sobie nie robi z obaw taty. Wcale nie ma zamiaru się przewracać. Pewnie zjeżdża na sam dół, jakby urodził się z nartami na nogach. Kiedy się zatrzymuje, wznosi ręce do góry, jak zwycięzca wielkich zawodów!

− Brawo, Kamil! – woła tata z uśmiechem.

A potem w jego głowie pojawia się myśl: „Ten chłopak ma talent!”.

Dla wszystkich rodziców ich dzieci są wyjątkowe. Kiedy obserwują pierwsze sportowe kroki swoich pociech, mają nadzieję, że to właśnie one zostaną wspaniałymi sportowcami.

A przecież mistrzami zostają tylko nieliczni...

Tata Kamila miał jednak rację. Jego syn wyrósł na wielkiego mistrza. On naprawdę miał talent! I oto jesteśmy przy pierwszej tajemnicy sportowych sukcesów Kamila Stocha. Czy zastanawialiście się, co to znaczy mieć talent?

Odpowiedź wydaje się prosta. Ten, kto ma talent, ma szansę być lepszy od innych: w sporcie, muzyce, malarstwie czy każdej innej dziedzinie, w której jest utalentowany.

W przypadku Kamila jego talent do sportu objawiał się we wrodzonej sprawności i zwinności. Miał w sobie coś z kota, który jeśli upada, to zawsze bezpiecznie, na cztery łapy. Jak większość dzieciaków był ciągle w ruchu, ale wyróżniał się przy tym szybkością i skocznością. Błyskawicznie uczył się nowych umiejętności, potrzebnych do jazdy na nartach czy rowerze. Tak, z pewnością miał w sobie to ziarno talentu, które ma szansę wzrastać i rozwinąć się w sportowe mistrzostwo. Ale tak jak ziarno, z którego wyrastają kwiaty i drzewa, potrzebuje wody, słońca i ziemi, tak żaden talent nie może się rozwinąć, jeśli nie trafi na odpowiedni grunt. A co jest tym gruntem dla sportowego talentu? Odpowiedź na to pytanie kryje się w kolejnych tajemnicach Kamila.

Być może wielu z was ma talent do skoków narciarskich. Ale istnieje duże ryzyko, że się o tym nigdy nie dowiecie! Bo jeśli nie mieszkacie w górach, to nie będziecie mieli szansy na zostanie skoczkami. drugą tajemnicą mistrzostwa Kamila jest więc jego Ząb! Chodzi oczywiście o miejsce, w którym się wychował. Skoki narciarskie są elitarną dyscypliną sportu. To znaczy, że uprawiają ją tylko nieliczni sportowcy. To nie piłka nożna, w którą można grać w każdym mieście czy wsi i którą trenują miliony piłkarzy na całym świecie.

To oczywiste, że skoków narciarskich nie da się trenować bez dostępu do skoczni. A skocznie buduje się najczęściej w górskich miejscowościach w krajach, w których występują mroźne i śnieżne zimy. Mistrzowie skoków narciarskich w zdecydowanej większości pochodzą więc z górskich miejscowości w takich krajach jak Norwegia, Finlandia, Niemcy, Austria, Rosja, Słowenia, Czechy czy Japonia. No i oczywiście Polska. Nie ma skoczków w Afryce. Przecież wielu mieszkańców tego kontynentu nigdy nie widziało na oczy śniegu!

Kamil, jak już wiecie, wychował się we wsi Ząb, blisko Zakopanego. Inni nasi najlepsi obecnie skoczkowie też pochodzą z gór. Dawid Kubacki urodził się w Nowym Targu – historycznej stolicy góralskiego Podhala. Piotr Żyła spędził dzieciństwo w Wiśle, gdzie są skocznie i odbywają się międzynarodowe zawody w skokach narciarskich (w Wiśle przyszedł na świat nasz wspaniały skoczek z minionych lat Adam Małysz). Maciej Kot urodził się w Limanowej – miejscowości położonej w kotlinie górskiej Beskidów. Stefan Hula pochodzi ze Szczyrku, w którym wybudowano kompleks skoczni narciarskich na stoku góry Skalite.

Jak więc widzicie, skoki narciarskie to sport dla prawdziwych górali! Nie tylko dla chłopaków, bo ten sport uprawiają także dziewczyny.

Ząb to jedna z najwyżej położonych miejscowości w Polsce. Rodzinny dom Kamila jest wybudowany na wysokości około 1000 metrów nad poziomem morza. Z jego okien rozpościera się wspaniały widok na Tatry. Wydaje się, że to miejsce ma klimat szczególnie sprzyjający sportowcom. W Zębie − wsi liczącej zaledwie tysiąc pięciuset mieszkańców (tyle co jedno osiedle w dużym mieście) – urodzili się inni mistrzowie zimowych sportów: Józef Łuszczek – znakomity polski biegacz narciarski, zdobywca tytułu mistrza świata oraz Stanisław Bobak − czołowy polski skoczek narciarski lat siedemdziesiątych.

Życie w górach hartuje ludzki organizm. Wzmacnia płuca, poprawia wydolność i kondycję. Chodzenie po górach kształtuje silne stawy i mięśnie. Wyczynowi sportowcy, na przykład biegacze, wyjeżdżają w góry na obozy treningowe. Po zejściu z gór mają szansę uzyskiwać lepsze rezultaty. Zastanawialiście się, w jaki sposób górski klimat wzmacnia sportową siłę?

Im wyżej wznosimy się ponad poziom morza, tym trudniej się nam oddycha. To dlatego, że wraz ze wzrostem wysokości w atmosferze naszej planety jest coraz mniej tlenu. W najwyższych górach na wysokości powyżej 7900 metrów panują warunki, które alpiniści nazwali strefą śmierci. Powietrze jest tam bardzo rozrzedzone, co powoduje, że nie dostarcza w czasie oddychania odpowiedniej ilości tlenu. A tlen jest najważniejszym paliwem koniecznym do życia. Jego niedobór w czasie pobytu na wielkich wysokościach może wywołać chorobę wysokogórską, czyli śmiertelnie groźne niedotlenienie całego organizmu. Jedynym ratunkiem jest wtedy zejście na mniejszą wysokość...

Ale zaraz, zaraz, coś tu się nie zgadza! Przecież górski klimat ma wzmacniać siłę sportowców, a nie stanowić zagrożenie dla życia! A jednak to właśnie mniejsze ciśnienie powietrza i mniej tlenu dostarczanego do naszych płuc w czasie oddychania pomaga w kształtowaniu sportowej wytrzymałości! Oczywiście nie w strefie śmierci, ale na bardziej przyjaznej dla nas wysokości, na przykład takiej, na której leży Ząb Kamila Stocha.

Jak to się dzieje? Kiedy nasz organizm w górach otrzymuje zbyt małą dawkę tlenu, mobilizuje się do lepszej pracy. Można porównać go wtedy do fabryki, która ma za zadanie utrzymać maksymalną produkcję pomimo mniejszej dostawy energii.

Płuca i serce stopniowo zaczynają pracować coraz wydajniej, by jak najlepiej wykorzystać zmniejszoną dostawę tlenu. W rezultacie nasz organizm wzmacnia skuteczność swojej pracy, dzięki czemu stajemy się wytrzymalsi.

Tak, górski klimat sprzyja rozwijaniu wytrzymałości, nie jest jednak dobry dla sportowców, którzy chcą rozbudowywać swoje mięśnie, jak na przykład kulturyści. No ale to już zupełnie inna historia... Przecież „napakowane” mięśnie wcale nie są potrzebne skoczkom narciarskim. A wręcz przeciwnie...

Jazda na nartach była ulubionym zajęciem czteroletniego Kamila. Ale każda, nawet najlepsza zabawa może się przecież czasem znudzić! Pewnego dnia Kamilowi i jego kolegom znudziło się zwyczajne zjeżdżanie z górki.

− Chodźcie, zbudujemy skocznię! – zaproponował chłopiec.

Pomysł bardzo się wszystkim spodobał. Pośrodku górki chłopcy zaczęli usypywać ze śniegu próg, z którego mieli skakać. Gdy „skocznia” była już gotowa, Kamil jako pierwszy stanął na szczycie i bez cienia strachu ruszył w dół, najechał na śnieżny próg i...

Jego pierwszy skok trwał może sekundę, ale jaka to była frajda! Od tej chwili Kamil chciał skakać więcej i więcej, i dalej, coraz dalej...

Jakiś czas potem Kamilowi zaświtał w głowie pomysł.

− Fajnie byłoby wybudować skocznię w domu!

Spojrzał na ośnieżony dach swojego rodzinnego domu, który jak większość góralskich budynków miał charakterystyczny spadzisty dach, i wyobraził sobie, że z niego zjeżdża i oddaje piękny skok...

− To by była zabawa!

Ale po chwili namysłu uświadomił sobie, że zbudowanie kilkumetrowego progu, na który najeżdżałoby się z dachu przerasta jego możliwości. Wtedy jego wzrok zatrzymał się na garażu. On też miał dach, ale nie tak stromy i wysoki. W sam raz do skakania!

Kamil zaprojektował skocznię w swojej głowie i od razu wziął się do pracy. Zaczął usypywać ze śniegu konstrukcję wymyślonej skoczni, której rozbiegiem miał być dach przydomowego garażu.

Tata Kamila właśnie słuchał w domu muzyki. Pan Bronisław jest jej wielkim miłośnikiem. Ma wspaniałą kolekcję płyt winylowych – półki z nimi zajmują wszystkie ściany w jednym z pokoi. Jest ich tu kilkanaście tysięcy! Ale jeszcze większą kolekcję ma jego brat bliźniak – Mieczysław. Wujek Kamila, który ma sklep płytowy w Warszawie, jest jednym z największych w Polsce kolekcjonerów płyt winylowych. Jego kolekcja liczy kilkadziesiąt tysięcy płyt!

Tego dnia tata Kamila nie mógł się jednak skupić na słuchaniu. Coś mu mówiło, że powinien zobaczyć, co robi Kamil na podwórku przed domem. Rodzice często słyszą taki wewnętrzny głos, który podpowiada im, że ich dzieci coś kombinują! Pan Bronisław wyszedł przed dom i zobaczył górę śniegu usypaną przy garażu.

− Co ty tu robisz? – zapytał zdziwiony.

− Buduję skocznię – odpowiedział Kamil spokojnie.

„On kiedyś rozwali ten dom!” – pomyślał tata, ale widząc pasję, z jaką syn buduje skocznię, roześmiał się i zawołał:

− No dobra! Pomogę ci!

Zapadał zmierzch, kiedy budowa skoczni była ukończona. Kamil wskoczył do domu, skąd przyniósł dwie świeczki. Zapalił je i ustawił w miejscu odbicia z progu skoczni. A potem wszedł na dach, przypiął narty i...

Tego dnia Kamil zasypiał bardzo szczęśliwy. Miał w domu „prawdziwą” skocznię narciarską!

Mały góral z Zębu pokochał całym sobą skoki narciarskie. To trzecia tajemnica mistrzowskiej drogi Kamila Stocha. Tak jak mali piłkarze zasypiają przytuleni do piłki – a robili to i Robert Lewandowski, i Leo Messi − tak Kamil zasypiał ze swoimi nartami schowanymi pod kołdrę...

Pewnego dnia wieczorem (przenosimy się do czasów, kiedy Kamil miał dwanaście lat) w domu państwa Stochów zadzwonił telefon. Po drugiej stronie słuchawki trener Kamila oznajmił spokojnym głosem:

− Kamil, jutro będziesz pierwszy raz skakał na Wielkiej Krokwi.

Chłopiec poczuł przypływ wielkich emocji! Oto spełni się jego wielkie marzenie – będzie skakał na najsłynniejszej i największej skoczni w Polsce! Nie było mowy, żeby tej nocy mógł zasnąć. Leżąc w łóżku z zamkniętymi oczami, cały czas wyobrażał sobie tę chwilę, gdy rusza z belki startowej, a potem odbija się z progu i leeeeeeeci... A potem jeszcze raz przewijał ten film i odtwarzał go w myślach od początku. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze... Nareszcie zasnął...

Następnego dnia sen zmienił się w jawę. Kiedy Kamil przypiął narty i zasiadł na progu, poczuł strach. Jak potem sam opowiadał, był to lekki strach, nad którym zdołał zapanować.

Jego siłą, która pomogła mu pokonać wszystkie obawy, była bowiem ogromna motywacja. Kamil tak bardzo chciał skoczyć, że chwila niepewności nie mogła go przecież zatrzymać!

czwartej tajemnicyzawsze czuł

I oto dwunastoletni Kamil odpycha się od belki startowej, by oddać swój pierwszy skok na wielkiej skoczni.