Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Poznaj odpowiedź na pytanie, dlaczego rosyjski imperializm jest nieunikniony i trwały od wieków, a Rosja wciąż atakuje sąsiadów.
W jaki sposób nieustanne wikłanie się Rosji w konflikty wpływało na kształtowanie się jej tożsamości, od najwcześniejszych czasów aż po współczesność?
Wojna od zawsze była zarówno tyglem, w którym rodziła się Rosja, jak i jej klątwą. Mark Galeotti przedstawia proces formowania się wczesnych państw ruskich i kluczowe kampanie, które odegrały fundamentalną rolę w wykuwaniu się tożsamości Rusi. Zabiera czytelnika w burzliwy okres średniowiecza, ekspansjonistyczne wyprawy doby caratu i ukazuje awans Rosji do roli potęgi europejskiej, a następnie zwycięstwa i tragedie XIX wieku, w tym upadek porządku społecznego wywołany inwazją Napoleona oraz wojną krymską.
Wiek XX to czas dwóch wojen światowych, wojny domowej i upadku ZSRR. Autor dogłębnie analizuje kluczowe momenty z tego okrutnego okresu – bitwę pod Stalingradem i zimnowojenny konflikt w Afganistanie – aby zrozumieć ich wpływ na społeczeństwo Rosji i jej pozycję na arenie międzynarodowej. Książkę zamykają czasy współczesne, analiza konfliktu w Gruzji z 2008 roku oraz inwazji na Ukrainę. Pokazują one, jak brzemię historii nadal ciąży na psychice narodu, jego polityce i na samym Władimirze Putinie.
Mark Galeotti – ekspert do spraw bezpieczeństwa i Rosji, podczas swojej kariery pracował w instytucjach naukowych, rządowych i biznesowych. Stoi na czele firmy doradczej Mayak Intelligence, jest profesorem honorowym na wydziale Slawistyki i Europy Wschodniej na University College London, a także członkiem Royal United Services Institute, Rady Geostrategicznej oraz Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Pradze. Autor ponad 25 książek, w tym Wojen Putina (2025).
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 495
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
W tej pracy Mark Galeotti prowadzi czytelnika przez ponad 10 wieków szeroko pojętej wojskowości państwa rosyjskiego w jego różnych wcieleniach. W polskim przekładzie zachowałem zaproponowaną przez autora chronologię ewolucji nazewnictwa na obszarze zajmowanym dawniej lub dziś przez Rosję. Przejrzystość przyjętej periodyzacji jest korzystna dla narracji, choć z punktu widzenia historiograficznego może budzić wątpliwości. Na przykład pod terminem „Ruś” kryją się kolejne dominujące na tych ziemiach ośrodki: Ruś Kijowska, Ruś Halicko-Wołyńska czy Ruś Zaleska. Mimo że w literaturze przyjęło się stosować termin „Rosja” i „Rosjanie” dla epoki od XVI wieku, to mieszkańcy Polski Jagiellonów mówili o Moskwicinach, podobnie jak dyplomaci z państw Europy Zachodniej. Sam termin „Rosja” coraz powszechniej wchodzi do użytku w XVII wieku, zaś nazwa „Imperium Rosyjskie” pojawia się oficjalnie w 1721 roku.
Przy przekładzie nazw geograficznych, instytucji, nazwisk czy terminologii wojskowej zastosowałem terminy rozpowszechnione w literaturze polskiej. W przypadku rozbieżności lub braku propozycji w języku polskim przekład wykonałem na podstawie zasad Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk wprowadzonych w 1956 roku.
Przekład z cyrylicy zawsze wiąże się z wyzwaniami. Zdecydowałem się na transkrypcję imion, czyli oddałem je w taki sposób, jak się je wymawia. Pominąłem także znaki diakrytyczne – „twarde” i „miękkie”. Wyjątek stanowią imiona, które posiadają formę zwyczajową w języku angielskim – stosuję zapis „Gorbachev”, a nie fonetycznie poprawny „Gorbachov”, oraz „Catherine the Great” zamiast „Yekaterina Velikaya”. Trzymam się także lokalnej praktyki i na przykład dawna nazwa „Kiev” przemienia się w „Kyiv”, określenie używane po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 roku. Wreszcie gdy dane wyrazy weszły do szerszego obiegu w źródłach anglojęzycznych, tworzę ich liczbę mnogą przez dodanie końcówki „-s”, zamiast stosować oryginalną odmianę rosyjską z zakończeniami „-y/-i”.
Wojna to rzecz tak niesprawiedliwa i zła, że ci, którzy ją prowadzą, próbują zdusić głos sumienia, który wybrzmiewa w nich samych.
Oto sprzeczność dotycząca Rosjan – pragną pokoju, i to tak bardzo, że aby osiągnąć ten cel, gotowi są spalić cały świat.
Mam w sobie dwa oblicza. Jedno chce żyć w spokoju, spędzać wieczory z rodziną i pracować w biurze, jednak gdy tylko zza okna dochodzi mnie huk dział (linia frontu przebiega 14 kilometrów od mojego mieszkania), w ułamku sekundy wiem, że jestem gotów porzucić wszystko i pognać tam, aby znaleźć się w samym centrum wydarzeń. Nie, nic mi nie dolega. Mój problem polega na tym, że urodziłem się Rosjaninem.
Choć powyższe trzy cytaty pochodzą od trzech różnych Rosjan, wszystkie odwołują się do fundamentalnego paradoksu Rosji, jej tożsamości oraz miejsca w świecie. Pierwszy to wpis z 6 stycznia 1853 roku zaczerpnięty z dziennika Lwa Tołstoja, jednego z największych rosyjskich pisarzy. Jego monumentalna powieść Wojna i pokój z 1865 roku równocześnie potępia wojnę oraz odmalowuje obraz narodu zjednoczonego wskutek inwazji Napoleona w 1812 roku. Drugi to fragment rozmowy, którą w 2013 roku przeprowadziłem w Moskwie z emerytowanym oficerem rosyjskich sił zbrojnych. Był on weteranem wojny w Afganistanie (1979–1988) oraz dwóch wojen czeczeńskich (1994–1996, 1999–2009), okrutnych konfliktów, które kosztowały go utratę oka, rozpad małżeństwa i, sądząc po ilościach wypijanego alkoholu, znaczną część wątroby. Mimo to w swoje opowieści o wzniosłych ideałach pokoju i braterstwa wśród narodów świata wciąż wplatał cały wachlarz przykładów nieludzkiego okrucieństwa działań wojennych. Trzeci cytat pochodzi z wpisu zamieszczonego 10 września 2017 roku na blogu Maksima Fomina, wówczas piszącego pod pseudonimem Władlen Tatarski, urodzonego w Ukrainie Rosjanina, który po napaści na bank dołączył do wspieranej przez Rosjan antyrządowej milicji walczącej w Donbasie w latach 2014–2017, a następnie zyskał rozgłos jako prorosyjski „bloger wojskowy”. W 2023 roku zginął wskutek eksplozji ładunku wybuchowego ukrytego w popiersiu wręczonym przez osobę, która prawdopodobnie nawet nie wiedziała, że realizuje operację ukraińskiego wywiadu[1].
Pacyfista, żołnierz zawodowy i miłośnik wojskowości. Wspólnie ucieleśniają fundamentalny paradoks, który dostrzegłem zarówno podczas moich wizyt w Rosji (po raz pierwszy udałem się tam w 1980 roku), jak i w jej tyleż bogatej, co spisanej krwią historii. Wybrzmiewał on podczas średniowiecznych kazań o pokoju Bożym, skierowanych do szlachty, dla której wojna była regularnym zajęciem. W tylko z pozoru szczerych rozważaniach carskich urzędników, którzy usprawiedliwiali imperialne zakusy na Europę, Kaukaz Północny czy Azję Środkową niesieniem cywilizacji i miłosierdzia. W radzieckiej propagandzie, wyrażającej oddanie na rzecz budowy świata bez wojen w rytm budzących grozę kroków żołnierzy, maszerujących po Placu Czerwonym. I wreszcie w twierdzeniach Władimira Putina, że jego okrutna inwazja na Ukrainę z 2022 roku ma wyzwolić kraj spod rządów (mitycznych) nazistów.
Oczywiście hipokryzja nie charakteryzuje wyłącznie Rosjan. W historii większości państw odnajdziemy podobne sprzeczności, a w przypadku tych o imperialnej przeszłości – całą ich masę. Jednak na poziomie czysto osobistym Rosja od zawsze budziła odmienne odczucia. Rosjanie dobrze wiedzą, czym są okrucieństwa wojny i jakie koszty się z nią wiążą. Wystarczy wybrać się na Cmentarz Piskariowski w Petersburgu, miejsce masowego pochówku około 420 tys. cywili i 50 tys. żołnierzy, którzy zginęli podczas trwającego 872 dni oblężenia Leningradu (jak wówczas nazywało się miasto), aby uświadomić sobie, że pamięć o tej ofierze jest żywa. To zaś zaledwie połowa poległych w walkach o miasto i jedna jedenasta wszystkich etnicznych Rosjan, którzy zginęli w trakcie II wojny światowej. Obraz ten wzmacnia przeświadczenie, że wojskowość jest w tym kraju wszechobecna i pozbawiona ambiwalentnych postaw, jakimi naznaczone są społeczeństwa Zachodu, w których żołnierzom dziękuje się za służbę pustymi frazesami, a równocześnie często daje się do zrozumienia, że są oni niejako groźnymi wyrzutkami lub niechcianym reliktem przeszłości. W Rosji dzieci wspinają się na armaty przeciwpancerne z II wojny światowej – odpowiednio rozbrojone – ustawione na szkolnych placach zabaw, młodzi pojwiają się zaś na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w czapkach pilotkach, a w ich zachowaniu nie ma nic z typowej dla nastolatków błazenady. Nie chodzi tu wyłącznie o to, że to państwo przywołuje dawną chwałę oręża poprzez ozdabianie budynków muralami, które równie dobrze mogłyby przedstawiać marszałka Żukowa, jednego z najważniejszych dowódców podczas II wojny światowej, i Aleksandra Newskiego, zwycięzcę nad siłami zakonu krzyżackiego w 1242 roku. Rosjanie i tak tłumnie będą wybierać się na seanse filmów wojennych, zachęcać swoje dzieci do wstępowania do organizacji paramilitarnej Młoda Armia lub uczestniczyć w marszach nazywanych określeniem „Nieśmiertelny Pułk”, niosąc zdjęcia członków rodziny, którzy polegli w wielkiej wojnie ojczyźnianej. Równocześnie świadomość kosztów wojny – tej realnej, a nie zmyślonego konfliktu w grze komputerowej – jest głęboka i wszechobecna. Na każdego zapalonego „komentatora wojskowego” radującego się – gdzieś w zaciszu mediów społecznościowych – na wieść o postępach rosyjskich podczas inwazji w Ukrainie przypada kilkanaście osób, które bez żadnej obłudy mówią o znaczeniu pokoju. Jak w 2016 roku ujął to inny weteran współczesnych wojen: „tak, Rosja jest gotowa dopuścić się ohydnych czynów w obronie Matki Ojczyzny, ale to dlatego, że gdy znamy koszty wojny, wiemy, jaką wartość ma pokój”.
Ziemie przechodnie
Wszystkie państwa kształtowały się w toku wojen i podbojów, ale mało które ilustruje ten proces tak dobrze jak Rosja. Ziemie, które dziś zajmują: europejska część Rosji, Ukraina, Mołdawia oraz Białoruś, dawniej porastała pierwotna puszcza, poprzecinana niewielkimi skupiskami zamieszkanymi przez konfederacje plemienne. Jak opisuje to XII-wieczna Powieść minionych lat, nie zawsze historycznie wiarygodny dokument: „Także ciż Słowianie przyszedłszy siedli nad Dnieprem i nazwali się Polanami, a drudzy – Drewlanami, dlatego, że siedli w lasach, a jeszcze inni siedli między Prypecią a Dźwiną i nazwali się Dregowiczami, inni siedli nad Dźwiną i nazwali się Połoczanami, od rzeczki, która wpada do Dźwiny i nazywa się Połota. Ci zaś Słowianie, którzy siedli około jeziora Ilmenia, przezwali się swoim imieniem”[2].
Wikingowie określali te tereny jako Gardariki, „ziemię grodów”, choć bardziej adekwatną nazwą byłaby „ziemia rzek”, gdyż puszczę przecinały cieki wodne, które stanowiły kluczowe szlaki zarówno wojenne, jak i handlowe. Wołga, Dźwina, Dniepr, Don oraz ich dopływy nie tylko w luźny sposób spajały ze sobą pierwsze plemiona słowiańskie, lecz także przyciągały Wikingów – znanych wśród Słowian jako Waregowie – plądrujących położone w ich biegu wioski, aby zagrabić skóry, miód i niewolników. Rzeki służyły im także za szlaki podróżne do Miklagardu („wielkiego miasta”). Pod tą nazwą krył się Konstantynopol, stolica Cesarstwa Wschodniorzymskiego i brama do Serklandu – „krainy jedwabiu” – co dla Wikingów oznaczało ziemie arabskie.
Obszar ten przypominał zatem ziemie przechodnie, otoczone zewsząd zagrożeniami – silniejszymi ośrodkami domagającymi się posłuszeństwa lub daniny. Z północy i ze wschodu napierali Wikingowie, którzy ostatecznie podbili te tereny w IX wieku. Właśnie po tym najeździe zaczęło się kształtować pojęcie ziem ruskich. Od południa i wschodu rozciągały się stepy, po których w toku kolejnych stuleci przetaczały się konne imperia nomadów. Te plądrowały, zakładały stałe osiedla i domagały się danin, aby wkrótce potem paść pod naporem nowego najeźdźcy ze wschodu. Przez Ruś przedzierali się najpierw Protobułgarzy, Chazarowie, Pieczyngowie, Połowcy, wreszcie w XIII wieku – potężni Mongołowie. Podbój mongolski odizoluje te ziemie od Europy na 200 lat. Gdy ta zależność uległa rozluźnieniu, na zachodzie czyhały już nowe zagrożenia: zakony rycerskie organizujące krucjaty, aby zdusić herezję Kościoła prawosławnego, rosnąca w siłę Rzeczpospolita Obojga Narodów, a z czasem też Szwedzi i Duńczycy, a także Turkowie na południu. Wielkie Księstwo Moskiewskie bynajmniej nie znajdowało się jednak na pozycjach obronnych – prowadziło ekspansję na południe, wschód i zachód.
Położenie Rosji stanowiło również zaczyn jej tragedii. Pozbawiona granic naturalnych oraz wielu surowców i możliwości, dzięki którym jej rywale budowali swoje gospodarki – poczynając od rewolucji rolniczej, na portach na morzach ciepłych kończąc – często stawała w szranki z górującymi nad nią potęgami wojskowymi z Europy lub Azji z pozycji państwa zacofanego technologicznie. To zatem wojna – jej widmo oraz konieczność bycia na nią przygotowanym – nadawała kształt temu państwu, od książąt i carów po komisarzy i prezydentów. Car Aleksander III miał podobno stwierdzić, że „Rosja ma tylko dwóch sojuszników: swoją armię i swoją flotę”. Równie dobrze mógł powiedzieć, że są to jej dwaj władcy. Aby stawić czoła wyzwaniom, państwo rosyjskie zrzucało na barki swojego ludu ogromny ciężar – wymuszało na nim rekrutów i podatki, rzekomo niezbędne do utrzymania bezpieczeństwa. To zaś prowadziło do buntów lub ucieczek – granice stale się poszerzały m.in. dlatego, że państwo po prostu podążało za chłopami pragnącymi zająć niezamieszkałe ziemie, by zyskać tam wolność – a nawet krwawych przewrotów. W efekcie na przestrzeni dziejów kraj ten bronił swojego bezpieczeństwa na okrutne sposoby, np. gdy przybrani w czarne szaty opricznicy Iwana Groźnego w 1570 roku wymordowali tysiące ludzi podczas łupienia Nowogrodu, którego władze miały spiskować z Rzeczpospolitą Obojga Narodów, lub gdy bolszewicka Czeka, czyli Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, rozpętała „czerwony terror” przeciwko prawdziwym i rzekomym wrogom podczas rosyjskiej wojny domowej w latach 1917–1922.
„Nieustanne gnębienie”
Koniec końców to ciągłe poczucie zagrożenia przed zewnętrznym atakiem oraz buntami wewnątrz państwa ukształtowało sposób myślenia władców rosyjskich. Ten strach przed brakiem bezpieczeństwa, któremu zaradzić mogą jedynie siła i agresja, najlepiej oddał Józef Stalin w swym pamiętnym przemówieniu:
Jednym z elementów dziejów dawnej Rosji było nieustanne gnębienie, jakiego doznawała wskutek swojego zacofania. Gnębili ją mongolscy chanowie. Gnębili bejowie z Turcji. Gnębili panowie feudalni ze Szwecji. Gnębiła szlachta z Polski i Litwy. Gnębili kapitaliści brytyjscy i francuscy. Gnębili też japońscy baronowie. Wszystko to za sprawą jej zacofania – wojskowego, kulturowego, politycznego, przemysłowego i rolniczego. Gnębili ją dlatego, że przynosiło im to zyski i nie spotykało się z żadnymi konsekwencjami[3].
Dodał jeszcze: „jesteśmy jakieś pięćdziesiąt lub nawet sto lat w tyle za państwami rozwiniętymi. Musimy skrócić ten dystans w dziesięć lat. Albo tego dokonamy, albo nas zniszczą”. Słowa te padły w 1931 roku, a 10 lat później, 22 czerwca 1941 roku, Hitler ruszył z operacją Barbarossa, największą ofensywą lądową w historii. Tak rozpoczął się śmiertelny pojedynek o niepojętej wręcz skali i okrucieństwie pomiędzy dwoma reżimami totalitarnymi. Ostatecznie zwyciężył Związek Radziecki i to on wyłonił się jako supermocarstwo – choć nie bez bolesnych strat i traum. Niemniej swoje przetrwanie zawdzięczał w znacznym stopniu stalinizmowi, który przekształcił państwo w machinę wojenną, zdolną zaprzęgnąć do pracy na rzecz swoich celów zarówno gospodarkę, jak i zasoby ludzkie.
Wielka wojna ojczyźniana do dziś odgrywa główną rolę w kształtowaniu tożsamości rosyjskiej, a aktu]alny reżim Władimira Putina wykorzystuje tę narrację, aby ukazać, iż uczestniczy w podobnym starciu o suwerenność i przetrwanie. W oczach Putina inwazja na Ukrainę nie była imperialną ambicją, lecz aktem samoobrony w obliczu coraz bardziej wrogiego Zachodu, wykorzystującego Ukrainę jako narzędzie walki z Rosją. Nie powinniśmy – nie możemy – godzić się na tę pokrętną i usprawiedliwiającą logikę, ale równocześnie powinniśmy też zrozumieć, że na swój sposób Putin jest po prostu kolejnym przywódcą rosyjskim, który postępuje – sam przecież przyznał, że jako nastolatek grasował z gangami po mieście nadal pokrytym bliznami wojny – zgodnie z następującym osądem: „ulice Leningradu nauczyły mnie jednej rzeczy – jeśli walka jest nieunikniona, to ty musisz zadać pierwszy cios”[4].
Początkowo kierowałem się naiwnym przekonaniem, że będę w stanie przybliżyć każdą wojnę i bitwę, którą Rosja i Rosjanie stoczyli na przestrzeni półtora tysiąclecia, ale szybko zrozumiałem, jak niedorzeczny był mój zamiar. Po pierwsze, takie zadanie wymagałoby spisania nie książki, ale wielotomowej serii. Po drugie, tego typu praca szybko przekształciłaby się w suche i pozbawione kontekstu wymienianie starć oraz ich wyników, niczym sprawozdanie z wynikami meczów. I wreszcie po trzecie, szczegóły zupełnie przysłoniłyby szersze wnioski. Zamiast tego książka ta prezentuje szeroki przegląd dziejów: politycznych, wojskowych, gospodarczych i społecznych na przestrzeni stuleci oraz naznaczających je wojen, w tym mniej znanych konfliktów, które wzbogacają tę opowieść, poczynając od najazdów Kaganatu Chazarskiego, przez czasy Iwana Groźnego, na wojnach kolonialnych w XIX-wiecznej Azji Środkowej kończąc. W niektórych przypadkach śledzenie danego wątku będzie wymagało pewnych przeskoków chronologicznych, ale mam nadzieję, że czytelnicy mi to wybaczą. Jako że spisuję te słowa w cieniu morderczej oraz imperialnej wojny Władimira Putina w Ukrainie, wojny, której większość Rosjan nie popiera, ale którą akceptuje, tym bardziej trzeba zrozumieć, w jaki sposób wojna i bezpieczeństwo militarne ukształtowały nie tylko przeszłość Rosji, lecz także jej postrzeganie współczesnego świata – oraz to, że nadal istnieje miejsce na realną debatę o jej przyszłości.
[1] Osobą, która wniosła statuetkę z ładunkiem do kawiarni i wręczyła ją Tatarskiemu, była 25-letnia Daria Trepowa, znana z sympatii do Aleksieja Nawalnego i sprzeciwu wobec inwazji na Ukrainę. Według materiałów udostępnionych przez służby rosyjskie kobieta miała przyznać, że nie wiedziała, iż w przedmiocie schowano ładunek wybuchowy (przyp. tłum.).
[2]Powieść minionych lat. Najstarsza kronika kijowska, przeł. F. Sielicki, Wrocław 2005, s. 6.
[3] Józef Stalin, Zadanie dla szefów przemysłu: mowa wygłoszona podczas Pierwszej Wszechzwiązkowej Konferencji Naczelnego Personelu Przemysłu Socjalistycznego, 4 lutego 1931 roku.
[4]Straight outta Leningrad: Putin says streetfights taught him how to tackle ISIS, „Newsweek”, 23 października 2015.
Część I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Część II
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Część III
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Część IV
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Część V
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Część VI
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Skazani na wojnę. Od Iwana Groźnego do Putina
Mark Galeotti
Tłumaczenie: Paweł Szadkowski
Original English title: Forged in War: A military history of Russia from its beginnings to today Copyright © Mark Galeotti, 2024 This translation is published by Wydawictwo RM Sp. z o.o. by arrangement with Bloomsbury Publishing Plc.
© for the Polish edition: Wydawnictwo RM, 2026 All rights reserved.
Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected] www.rm.com.pl
Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.
Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.
Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książki, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.
ISBN 978-83-8400-145-5ISBN 978-83-7147-227-5 (ePub)
Edytorka i redaktorka prowadząca: Justyna ŻebrowskaRedakcja: Karolina KlinowskaKorekta: Ewelina CzajkowskaProjekt okładki: Magdalena BetlejEdytor wersji elektronicznej: Edyta GadajOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec
W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]
