Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej - Kamil Janicki - ebook + książka
NOWOŚĆ

Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej ebook

Kamil Janicki

0,0

Opis

W 20-LECIU MIEDZYWOJENNYM PO POLSCE GRASOWAŁO NAWET KILKUSET SERYJNYCH MORDERCÓW
„Upiór”, „wampir”, „potwór” – tak pisali o nich dziennikarze, chociaż było w tym coś z niewdzięczności: przecież to oni napędzali sprzedaż brukowców, które z lubością rozpisywały się o ich zbrodniach…
Wiosną 1922 r. w okolicach Warszawy zaczęły pojawiać się ciała kobiet. Trop wiódł na dworzec, gdzie oferowana przez przedsiębiorcze małżeństwo „praca u gospodarza” brzmiała jak obietnica lepszego życia. Była to jednak obietnica jego końca. Marianna Skublińska oferowała zdesperowanym kobietom coś innego: dyskrecję. Brała pieniądze, przyjmowała niemowlęta i zapewniała, że szybko trafią do dobrych domów. Dzieci nie żyły długo.
W lutym 1933 r. w Łowiczu pojawił się włóczęga. Szlak jego wędrówki znaczyły zwłoki młodych dziewczyn. Gdy wpadł przez dwie niedoszłe ofiary, mówił, że „mści się za matkę”. Kiedy jesienią 1938 r. zniknęła 9-letnia Władzia, sprawcy nie szukano długo: spał w stodole, w ubraniu brudnym od krwi. Sam pokazał, gdzie ukrył ciało dziecka. Jedno z wielu.
Zbrodni przedstawionych w tej książce nigdy wcześniej nie opisano tak szczegółowo. Rekonstruując biografie i czyny morderców oraz przebieg ich procesów i reakcje zszokowanego społeczeństwa, Kamil Janicki sięgnął po wszelkie istniejące relacje, rozproszone w blisko 70 tytułach prasowych z epoki oraz innych, trudniej dostępnych źródłach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 358

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © Kamil Janicki, 2026 Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026

Wydanie I

Redaktorzy prowadzący: Oliwia Łuksza, Adrian Stachowski

Marketing i promocja: Agata Gać

Redakcja: Andrzej Brzeziecki

Korekta: Ewa Kochanowicz, Ewa Polańska, Małgorzata Wójcik

Projekt typograficzny i łamanie: Grzegorz Kalisiak

Projekt okładki i strony tytułowe: Ula Pągowska

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68692-58-7

Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o. ul. Fredry 8, 61-701 Poznań tel. 61 853-99-10redakcja@wydawnictwopoznanskie.plwww.wydawnictwopoznanskie.pl

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Książki Kamila Janickiego, które ukazały się w Wydawnictwie Poznańskim:

Pańszczyzna

Warcholstwo

Dziesięcina

Epoka hipokryzji

Upadłe damy II Rzeczpospolitej

Cywilizacja Słowian

Średniowiecze w liczbach

Życie w chłopskiej chacie

Dla Oli. Żeby w razie potrzeby dała mi alibi

.
Zmieniła się władza, ale nie miejsce straceń. W wolnej Polsce skazańców nadal rozstrzeliwano na stoku Cytadeli Warszawskiej
.

ON UŚMIECHNĄŁ SIĘ I GŁĘBOKO UKŁONIŁ SĄDOWI,„JAKBY DZIĘKUJĄC ZA TEN WYROK”.

Nie zdradzał ani śladu zaskoczenia. Ona łkała cicho, zalana łzami. Skuliła się i nawet nie próbowała protestować. Nic dziwnego, że wielu siedzących dalej gapiów, którzy widzieli tylko jej szczelnie owiniętą chustą głowę, twierdziło później, że przyjęła decyzję „ze spokojem”.

„Nie płacz głupia! To nic strasznego! To nic...” – mężczyzna szturchnął żonę i teatralnie, jakby na pokaz, zarechotał. „Widocznie obserwował dużo wypadków śmierci i przyszedł do przekonania, «że to nic»” – komentował sprawozdawca sądowy poczytnej „Gazety Porannej 2 Grosze”. Beztroska i spokój skazańca wyraźnie mu imponowały, ale jednocześnie też – budziły grozę. „Śmieje się! Jak widmo, jak szatan...” – podkreślał zaaferowany. Nie tego oczekiwał po człowieku, który właśnie otrzymał najwyższy wymiar kary, bez prawa do apelacji.

„W imieniu Rzeczypospolitej... na zasadzie artykułów... skazać na karę śmierci przez rozstrzelanie... Wyrok ostateczny. Zamykam posiedzenie” – ogłosił przewodniczący trzyosobowego składu sędziowskiego. Ten sam wyrok usłyszała też ona. Małżonkowie umrzeć mieli wspólnie, nazajutrz o świcie.

Inny dziennikarz twierdził, że na twarzy mężczyzny malowała się drwina, pogarda. Podobno ktoś zdążył rzucić w jego stronę: „Panie... nastraszył się pan bardzo?”. „Ja? A to czego? Wielka rzecz. Mnie tam wsio rawno” – brzmiała odpowiedź.

W końcu i żona „ledwo dotąd widziana pod chustką, pod sam nos zawiązaną, ukazała roześmiane oblicze”1. Może naprawdę nabrała otuchy; może tylko chciała sprawić przyjemność mężowi, który w swoim ostatnim słowie podkreślał, że ona jest niewinna. A kto wie, może wciąż się łudziła, że nieodwołalną decyzję uda się jeszcze cofnąć. Musiała przecież zdawać sobie sprawę, że prasa początkowo stała po jej stronie. Niektórzy pismacy twierdzili nawet, że trudno zarzucić jej coś więcej niż tylko to, że nie złożyła doniesienia, gdy zaczęła podejrzewać, iż mąż ma na sumieniu jakieś przestępstwo2. Prokuratura też na dobrą sprawę nie próbowała udowadniać, że oskarżona ma krew na rękach. A poza tym kto to widział, by w Polsce rozstrzeliwać kobiety?

Dwoje obwinionych, dwaj adwokaci. Zarówno jego obrońca, jak i jej natychmiast złożyli prośby o ułaskawienie do Naczelnika Państwa. W pierwszym przypadku była to tylko formalność. Nikt nie brał pod uwagę, że Józef Piłsudski powstrzyma egzekucję zwyrodniałego zbrodniarza. Sytuacja kobiety nie była równie oczywista. W porannych gazetach, które wypuszczono do druku nocą, pisano, że skazana raczej nie szła na śmierć ze stoickim spokojem... „o ile nie została ułaskawioną”. Statystyka pozwalała się łudzić: Marszałek uwalniał od egzekucji nawet co trzeciego przestępcę3.

Niewielu dziennikarzy rwało się do tego, by osobiście śledzić dalsze losy skazańców. Co innego przesiadywać w sądowej ławie, a co innego – zwlekać się z łóżka po ciemku i pędzić na pole straceń. Jeden chętny zamierzał jechać, ale „w celach beletrystycznych”. Inni wyłamywali się, przekonani, że starczy po fakcie przepytać gapiów. Kto dotarł na miejsce? Chyba reporter „Rzeczpospolitej”, bo gazeta zamieściła relację jeszcze tego samego dnia i nie szczędziła detali. Kontakt z kimś, kto był pod szafotem, musiał mieć też zawsze dobrze poinformowany, choć drukowany w Krakowie, „Ilustrowany Kuryer Codzienny”. Najdokładniejsze sprawozdanie z tej nocy i tego poranka ukaże się jednak dopiero dwanaście lat później, w odcinkowej serii Dzieje upiornego małżeństwa publikowanej na łamach „Expressu Wieczornego Ilustrowanego”.

Także prokurator Rettinger, który pełnił rolę oskarżyciela publicznego, wolał się wyspać. Na miejsce straceń oddelegował początkującego kolegę, by ten już od piątej rano pilnował przygotowań. Przed nim zaś wszystko miały przyszykować zatrudnione w prokuraturze kancelistki. Wyrobić odpowiednie dokumenty, powiadomić właściwe czynniki.

Małżonków z gmachu sądu przewieziono z powrotem do aresztu. Nie tylko pod obstawą, ale wręcz pod lufami. Nie można było przecież przewidzieć, do czego spróbuje się posunąć drapieżnik zapędzony w ślepy zaułek. Jeszcze zanim podjechał więzienny furgon, do skazanych podszedł „miejscowy ksiądz sądowy” i zaproponował mężczyźnie „zrobienie rachunku z sumieniem”. Ten odmówił, jak gdyby niepewny, jakiego boga powinien próbować przebłagać. „Mam czas do rana. Przecież nie wiem, co »tam« będzie, wiem, co tu jest”– odpowiedział. Wreszcie pod gmachem pojawił się wóz. „Konni policjanci wyjmują rewolwery. Skazańców wsadzają do karetki i cały orszak rusza” – relacjonowała „Gazeta Poranna 2 Grosze”4.

Było popołudnie, nie później niż piętnasta czy może szesnasta, gdy kawalkada dotarła do aresztu. Małżonków umieszczono w odrębnych celach. On poprosił o pięćdziesiąt papierosów i o butelkę wódki. Pety dostał, ale alkoholu mu odmówiono. Był spokojny, około dziesiątej wieczorem zasnął. Obudzono go nieco ponad godzinę później, gdy nadeszła wiadomość z Belwederu.

Naczelnik Państwa „nie skorzystał z prawa łaski” – ani w jego, ani w jej przypadku. Bardzo nawet możliwe, że w ogóle nie zapoznał się ze sprawą. W tych dniach był akurat dość zajęty. Rozstrzelanie wyznaczono wszak na 7 kwietnia 1922 roku, tego zaś dnia Piłsudski miał odebrać Wielką Wstęgę Orderu Leopolda, najwyższe belgijskie odznaczenie państwowe, z rąk ambasadora tego kraju. Poza tym już przygotowywał się do wielkanocnego, rodzinnego wyjazdu do Wilna5. Wielka Niedziela przypadała 16 kwietnia.

Na skazanym mężczyźnie wiadomość z Belwederu „nie wywarła większego wrażenia, jednak więcej nie zasnął, a na zapytanie, czy życzy sobie pociechy religijnej odpowiedział potakująco”. Przez kolejne godziny siedział prawie nieruchomo, paląc papierosa za papierosem. Ksiądz przyszedł do jego celi o trzeciej nad ranem. Rozmawiali przez pół godziny i podobno przestępca pojednał się ze Stwórcą. Zdążył też podyktować i podpisać testament.

Kobieta, w przeciwieństwie do męża, w ogóle nie była w stanie zmrużyć oka. Nie mogła też usiedzieć w miejscu. „Wstawała co kilka minut z pryczy, biegała z kąta w kąt, padała znów na twarde posłanie i zaczynała głośno zawodzić”. Wciąż miała resztki nadziei. Wiadomość, że nie zostanie ułaskawiona, była dla niej „jak uderzenie gromu”.

– „Za co mnie mordujecie? Czy człowiekowi nie trzeba przebaczyć?” – zapytała, od nikogo chyba nie oczekując odpowiedzi. Błagała o księdza. Kapelan więzienny został już wezwany do jej męża, obudzono więc innego duchownego. Przebywał z nią przez godzinę, gdy wychodził, łapała go jeszcze za sutannę. Około trzeciej „prosiła, ażeby przynieść jej ciepłe palto, bo marznie”. Naczelnik aresztu kazał spełnić życzenie, palto wydano z magazynu. Potem znowu prosiła o posługę. Podobno spowiedź zadziałała na nią „uspokajająco”. Nie na długo jednak, bo o czwartej do obu cel przybyli policjanci, „zawiadamiając, że trzeba już wybierać się w drogę”. Ona znów drżała na całym ciele, była śmiertelnie blada. Opatuliła się chustą, po czym zaczęła prosić, by pożyczono jej szal, „bo strasznie jest zimno”. Wspominano później, że „ledwo wlokła nogami”.

Małżonków znów umieszczono w jednej karetce więziennej. Kobieta przez całą drogę łkała. Mąż, tak jak przedtem, bez ustanku kurzył papierosy6. Miejsca egzekucji nie trzeba było wskazywać. Miała się odbyć tam, gdzie zawsze – na stokach Cytadeli Warszawskiej. Przed półwieczem pod murami ponurego politycznego więzienia powieszono przywódców powstania styczniowego. Później to tutaj umierali niezliczeni patrioci, rewolucjoniści. Po odzyskaniu niepodległości przez chwilę wydawało się, że dawna rosyjska twierdza stanie się miejscem pamięci. To na jej stokach 3 maja 1919 roku zebrał się pięćdziesięciotysięczny tłum, by obchodzić pierwsze w wolnym kraju święto narodowe. „Całe wzgórze było czarne [od ludzi], jeśli się pominie liczne polskie flagi i sztandary w uderzających biało-czerwonych barwach” – opowiadał obecny na miejscu Amerykanin, Hugh Gibson. Odprawiono mszę polową, przemawiał Piłsudski, grała orkiestra. Potem jeszcze w kraterze po niemieckiej bombie zasadzono „drzewko wolności”7. A gdy tłumy się rozeszły... na nowo odkurzono szafot i zaczęto sprowadzać kolejnych skazańców. Pospolici mordercy ginęli w tym samym miejscu, co dawni bohaterowie. A o rzut kamieniem dalej zakopywano ich ciała.

7 kwietnia słońce wyłoniło się zza horyzontu równo o godzinie szóstej. Było pochmurno i zimno. Słupek rtęci na termometrach nieznacznie przekraczał zero8. Na wzgórzu czekał już w pogotowiu pluton żołnierzy. Polskie prawo nie przewidywało urzędu kata, wszystkie egzekucje były więc przeprowadzane przez wojsko. Strzelali młodzi chłopcy, poborowi. Prasa ubolewała, że chyba tylko ze „względu oszczędnościowego” ci, których powołano „do obrony ojczyzny”, musieli odgrywać budzącą zgrozę rolę. Na razie jednak nic nie zapowiadało zmiany9. W bramie Cytadeli na skazańców oczekiwał też kapelan twierdzy, ksiądz Przyjemski. To on, w asyście dwudziestu policjantów, odprowadził małżonków na miejsce, w którym mieli zginąć.

W prasie często pojawiały się informacje o „energicznych” działaniach policji. Funkcjonariusze podczas nocnego dyżuru, 1925 rok

Mężczyzna szedł równo, o własnych siłach. Kobietę trzeba było trzymać pod ręce. „Wolałabym całe życie siedzieć w więzieniu, niż iść tak na śmierć” – powiedziała w którymś momencie. A potem stanęła jak wryta, podniosła rękę i łamiącym się głosem dodała:

– „Patrz, to nasze groby...”.

Na wzgórzu, zaraz obok szafotu, rzeczywiście czekały już dwie wykopane jamy i dwie trumny. On próbował uspokajać żonę. Podobno nawet żartował: „Nie płacz, stara. Myślą o nas, już szlafroki nam szykują”.

Oboje wysłuchali wyroku odczytanego przez przedstawiciela prokuratury. Oboje też ucałowali podsunięty im krzyż. Podobno „aż do chwili wykonania wyroku zachowywali się nadzwyczaj spokojnie”.

Kobieta miała być rozstrzelana pierwsza. Zawiązano jej oczy, omdlała, zanim żołnierze przystąpili do swego obowiązku. „Salwa z dwunastu karabinów i najokrutniejsza zbrodniarka w Polsce padła, zalewając się krwią” – opisywał po latach Jerzy Zdan na stronach „Expressu Wieczornego Ilustrowanego”. Twierdził też, że mąż straconej „trzymał twarz w rękach”. Mimo wszystkich czynów, których dokonał, na tę jedną śmierć nie chciał patrzeć.

Spoglądali natomiast inni. Na stoku zebrały się grupki pracujących w okolicy robotników. Było też sporo „żądnych wrażeń” Warszawiaków, których nie odstraszyły ani chłód, ani dystans dzielący cytadelę od centrum miasta. Jak podkreślił dziennikarz „Rzeczpospolitej”, wśród świadków egzekucji „po raz pierwszy” zauważono panie. I może trudno się dziwić, skoro w wolnej Polsce jeszcze nigdy nie stracono kobiety. Zdaniem niektórych był to zarazem ostatni w historii kraju przypadek, gdy na kobiecie wykonano wyrok śmierci za „pospolite” przestępstwo, nie licząc oczywiście dętych procesów z czasów okupacji i PRL-u.

Ciało „sprzątnięto”, a miejsce zbrodniarki zajął jej mąż. Poprosił, by jemu nie zawiązywano oczu, ale „życzeniu temu odmówiono”. W ostatnich chwilach widział tylko ciemność. Zanim odgłos strzałów dotarł do jego uszu, był już martwy10.

Była godzina szósta trzydzieści pięć. Akt finałowy historii pierwszych seryjnych zabójców II Rzeczypospolitej. Choć sto lat temu nikt by ich w ten sposób nie określił.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

NOTA AUTORA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

WYBRANA BIBLIOGRAFIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ŹRÓDŁA ILUSTRACJI I MAP

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

PRZYPISY

PRZEDSIĘBIORCZE MAŁŻEŃSTWO SPOD WARSZAWY

1 W książce przyjąłem anglosaską metodę umieszczania odnośników do cytatów z tego samego źródła na końcu większej partii lub zagadnienia. Landru z nad Wisły (sąd doraźny). Dwa wyroki śmierci, „Rzeczpospolita” 1922, nr 95 z 6 IV (wyd. wieczorne), s. 2; Życie i sąd. Mordercy kobiet przed sądem doraźnym (dzień drugi i ostatni), „Gazeta Poranna 2 Grosze” 1922, nr 96 z 7 IV, s. 3; Rozstrzelanie Paśników, „Ilustrowany Kuryer Codzienny” 1922, nr 98 z 9 IV, s. 3; Z sądów. Wyroki śmierci, „Kurjer Warszawski” 1922, nr 95 z 6 IV (wyd. wieczorne), s. 10. ↩

2Rzekomy polski Landru, „Rzeczpospolita” 1922, nr 89 z 31 III (wyd. wieczorne), s. 5. ↩

3Życie i sąd. Mordercy kobiet przed sądem doraźnym; A. Śmiałek, Sądy doraźne w II Rzeczypospolitej, „Czasopismo Prawno-Historyczne” 26: 1984, z. 1, s. 89. ↩

4Landru z nad Wisły, „Po Pracy. Bezpłatny dodatek tygodniowy do «Gazety Robotniczej»” 1922, nr 16 z 16 IV, s. 3; Życie i sąd. Mordercy kobiet przed sądem doraźnym. ↩

5 W. Jędrzejewicz, Kronika życia Józefa Piłsudskiego 1867–1935, t. 2: 1921–1935, Warszawa 1989, s. 52. O odrzuceniu prośby o ułaskawienie: Z sądów. Wykonanie wyroku na Paśnikach, „Kurjer Warszawski” 1922, nr 96 z 7 IV (wyd. wieczorne). ↩

6 J. Zdan, Za co stracono w Polsce kobietę... Dzieje upiornego małżeństwa Paśników, cz. 5, „Express Wieczorny Ilustrowany” 1934, nr 88 z 29 III, s. 4. ↩

7 H.S. Gibson, Amerykanin w Warszawie. Niepodległa Rzeczpospolita oczami pierwszego ambasadora Stanów Zjednoczonych, Kraków 2018, s. 96–97. ↩

8Stan pogody, „Kurjer Warszawski” 1922, nr 97 z 8 IV (wyd. poranne), s. 4. ↩

9Z tygodnia, „Świat” 1922, nr 15 z 15 IV, s. 16. ↩

10 J. Zdan, Za co stracono w Polsce kobietę...; Rozstrzelanie Paśników, „Ilustrowany Kuryer Codzienny”; Rozstrzelanie Paśników, „Gazeta Poranna 2 Grosze” 1922, nr 97 z 8 IV, s. 3; Last female executions in Europe, „CapitalPunishmentUK.org”, http://www.capitalpunishmentuk.org/eurofem.html (dostęp 31 XII 2018). ↩