Seria o komisarzu Williamie Wistingu. Ostatnia sprawa - Jorn Lier Horst - ebook
NOWOŚĆ

Seria o komisarzu Williamie Wistingu. Ostatnia sprawa ebook

Jorn Lier Horst

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Pewnego październikowego dnia William Wisting dowiaduje się, że z więzienia wychodzi właśnie Erik Kaplin. Mężczyzna odsiedział 18 lat za morderstwo i sporządził listę osób, które obwinia o swoje skazanie. Na szczycie listy widnieje nazwisko Wistinga.

W tym samym czasie Wisting zostaje poproszony o opiekę nad wnuczką, ponieważ jego córka, Line, wyjeżdża do RPA, aby nagrać tam podcast o mało znanym epizodzie z przeszłości Adriana Stillera, nowego szefa wydziału spraw niewyjaśnionych w Kripos. Wiele lat temu ukochana Stillera z liceum, Julia Delcourt, zniknęła bez śladu, a Line chce poznać bliżej tę historię, aby zrozumieć, co naprawdę się wydarzyło i co motywuje Stillera do poświęcenia się rozwiązywaniu niewyjaśnionych spraw.

Gdy Wisting stara się prowadzić normalne życie i spędzać czas z wnuczką, niespodziewanie umiera jego były szef. Ta śmierć, z pozoru z przyczyn naturalnych, okazuje się powiązana ze starą sprawą zaginięcia – tą, która teraz leży na biurku Stillera.

Sekrety powoli wychodzą na jaw, a nowe i stare wątki zaczynają się ze sobą splatać. W centrum wydarzeń znajduje się Wisting, obarczony odpowiedzialnością, o którą nie prosił, ale od której nie może się uchylić.

"Jørn Lier Horst pisze jeden kryminał lepszy od drugiego. „Ostatnia sprawa” zdecydowanie nie jest wyjątkiem od tej reguły. (…) Zarówno William Wisting, jak i Jørn Lier Horst są w lepszej formie niż kiedykolwiek”. – Tor Hammerø, Nettavisen

JØRN LIER HORST (ur. 1970) przez wiele lat pracował jako oficer śledczy Okręgu Policji Vestfold, a obecnie jest jednym z najpopularniejszych autorów powieści kryminalnych w krajach nordyckich. Dzięki specjalistycznej wiedzy i doświadczeniu zapewnia czytelnikowi szczegółowy wgląd w sposób prowadzenia śledztwa w poważnych sprawach karnych oraz w metody działania policji i prasy. Horst jest również ekspertem w dzienniku „VG” i w programie telewizyjnym Miejsce zbrodni: Norwegia.

Autor dokładnie i wiarygodnie przedstawia miejscowe realia oraz czynności dochodzeniowe. Chętnie porusza również wątki społeczne i polityczne.

Ostatnia sprawa jest dziewiętnastą powieścią o komisarzu Williamie Wistingu. Książka znalazła się na krótkiej liście prestiżowej Nagrody Rivertona za rok 2025.

Kolejne części serii ukazały się w 40 krajach. W samej tylko Norwegii sprzedano ponad trzy miliony egzemplarzy.

Horst otrzymał Nagrodę Księgarzy, Nagrodę Rivertona, Szklany Klucz, Nagrodę Martina Becka i Nagrodę Petrona. Oparty na jego powieściach serial telewizyjny Wisting doczekał się w 2024 roku piątego sezonu na Viaplay, w Polsce dostępny na TVP.VOD.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 359

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



W serii o Williamie Wistingu ukazały się następujące tomy:

Gdy mrok zapada. (prequel)

Kluczowy świadek. Tom 1

Felicia zaginęła. Tom 2

Gdy morze cichnie. Tom 3

Jedna jedyna. Tom 4

Nocny człowiek. Tom 5

Szumowiny. Tom 6

Poza sezonem. Tom 7

Psy gończe. Tom 8

Jaskiniowiec. Tom 9

Ślepy trop. Tom 10

Kod Kathariny. Tom 11

Ukryty pokój. Tom 12

Zła wola. Tom 13

Sprawa 1569. Tom 14

Bez granic. Tom 15

Zdrajca. Tom 16

Susza. Tom 17

Tytuł oryginału: Den siste saken

Copyright © 2025 Jørn Lier Horst

Published by agreement with Salomonsson Agency

All rights reserved

Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Smak Słowa

Copyright © for the Polish translation by Milena Skoczko-Nakielska

This translation has been published with the financial support of NORLA

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być publikowana ani powielana w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Edytor: Anna Świtajska

Redakcja i korekta: Anna Mackiewicz

Projekt graficzny książki: Piotr Geisler

Projekt okładki: &Visual

ISBN 978-83-67709-87-3

Druk: Drukarnia Abedik

Wydawnictwo Smak Słowa

ul. Bohaterów Monte Cassino 6A

81-805 Sopot

tel. 507-030-045

Zapraszamy do księgarni internetowej wydawnictwa: www.smakslowa.pl

Zatrzymanie

Warstwy mgły przesuwały się niespokojnie i wciąż zmieniały kierunek. Morze prawie się nie poruszało. Jednostajne, ledwo widoczne fale oblewały nagie skały. Delikatna mżawka osiadła na nich niczym mokry welon, sprawiając, że kamienie stały się śliskie.

William Wisting zatrzymał się przy skalnej półce, uniósł wzrok i położył dłoń na przypiętej do pasa kaburze.

Po chwili podszedł Nils Hammer i stali obok siebie, próbując zorientować się w sytuacji. Komisarz powiódł spojrzeniem po okolicy w poszukiwaniu choćby najmniejszego ruchu. Ale nic nie zauważył. Tylko cienie i mgłę unoszącą się w powietrzu, i fale cicho chlupoczące w tle. Stały puls nocy. Poza tym panowała cisza. Tak głucha, że powodowała gęsią skórkę i wyostrzała zmysły.

Wisting wziął głęboki oddech. Wciągnął zapach zimnego morza i surowych wodorostów i poczuł lekkie, niemal metaliczne pieczenie w zatokach. Drobne mięśnie wokół grzbietu nosa napięły się niezauważalnie, napięcie rozprzestrzeniło się na klatkę piersiową.

Gdzieś na lewo od nich trzasnęły drzwi samochodu.

Hammer wskazał kierunek, z którego doleciał dźwięk. Komisarz skinął głową. Powoli wypuścił powietrze i ruszył naprzód. Niemal bezszelestnie szedł w stronę skał.

Gdy się zbliżyli, usłyszeli jednostajny, charakterystyczny odgłos silnika pracującego na jałowym biegu.

Wisting stanął przy niewielkim skalnym szczycie, po czym uklęknął u jego podnóża. Uniósł rękę, dając partnerowi znak, żeby zrobił to samo.

Położyli się płasko na gładkiej skale i wyjrzeli za jej krawędź. Samochód na dole miał włączone reflektory i stożki światła przebijały się przez mgłę, rozpraszając ciemności.

Pod ścianą częściowo oświetlonej szopy na łodzie stało kilka pułapek na kraby. Nieco dalej znajdował się pomost. Tworzące go deski były nadgryzione zębem czasu, ciemne, niemal czarne od wilgoci i nieprzyjaznego klimatu. Zacumowana łódź kołysała się lekko na wodzie.

Samochód był pusty, a drzwi od strony pasażera otwarte. Na zewnątrz, na żwirze leżał jakiś tłumok, ciemny i bezkształtny. Wyglądał tak, jakby wypadł z auta. Silnik pracował monotonnie, lekkie wibracje mąciły głęboką ciszę.

Komisarz zmrużył oczy i rozejrzał się wokół samochodu. Z szopy nie dochodził nawet najmniejszy dźwięk, a w świetle reflektorów nie poruszał się żaden cień. Wisting przesunął wzrokiem wzdłuż krawędzi pomostu, nad kołyszącą się łódką, i dalej ku skałom otaczającym to miejsce. Żadnych ludzi. Żadnych oznak życia.

Nagły, zimny poryw wiatru sprawił, że rosnące nieopodal drzewo zaszeleściło. Zwiędłe liście opadły z gałęzi i zostały porwane w ciemność.

Chłodne powietrze owionęło Wistinga. Komisarz poczuł ciężar sytuacji na swoich barkach. Przysunął się trochę bliżej krawędzi. Nadal żadnego ruchu, żadnych odgłosów, poza cichym warkotem silnika i delikatnym chlupotaniem wody.

Rozpiął kaburę i zacisnął palce wokół rękojeści pistoletu.

– Schodzimy – powiedział. Jego szept był niewiele głośniejszy od oddechu.

Wkrótce samochód i szopa na łodzie zniknęły policjantom z oczu. Obeszli turnię, żeby znaleźć się za pojazdem. Ich buty chrzęściły lekko na żwirze. Gałęzie drzew wystawały nad wąską dróżkę. Mglista mżawka przeszła w deszcz, ciężkie krople zabębniły o listowie.

Pokonali zakręt i zatrzymali się w jednej z kolein. Samochód stał w tym samym miejscu. Zobaczyli, że drzwi do szopy na łodzie były otwarte.

Ciszę przerwał głuchy dźwięk: krótkie uderzenie dobiegające z wnętrza hangaru. Po chwili dźwięk się powtórzył, a po nim rozległo się szuranie, jakby ktoś ciągnął coś po podłodze. Policjanci wpatrywali się w otwarte drzwi, ale z miejsca, w którym się znajdowali, nie byli w stanie dojrzeć, co jest w środku.

Wisting przetarł dłonią wilgotną twarz. Czuł, jak krople deszczu spływają mu z włosów w dół karku.

Ostrożnie ruszyli w kierunku auta. Komisarz dotarł tam pierwszy, oparł dłoń na tylnym błotniku i wyjrzał zza pojazdu.

Nagle głośno wstrzymał oddech.

Tuż za otwartymi drzwiami samochodu leżał czarny, plastikowy worek. Z otworu wystawała ręka, blada i pozbawiona życia. Dłoń była skierowana w górę, a sztywne, szeroko rozstawione palce jakby zastygły w ostatnim, desperackim ruchu.

Wisting wyciągnął broń i spojrzał na szopę. Jak na dany znak w drzwiach ukazał się mężczyzna. Erik Kaplin.

Policjant wycelował w niego i zdecydowanym głosem zawołał:

– Stój, policja!

Kaplin zrobił krok do tyłu, skrywając się w cieniu. Ręce miał puste, ale mowa ciała zdradzała, że rozważa ucieczkę.

Hammer wyszedł z ukrycia i zbliżył się do niego z wymierzoną bronią.

Kaplin wskoczył do hangaru.

Nils zaklął. Wisting ruszył do przodu.

– Kaplin!

Z wnętrza dobiegł odgłos czegoś ciężkiego upadającego na podłogę. Chwilę później Kaplin stanął w drzwiach z siekierą w dłoniach. Ostrze błysnęło w świetle reflektorów.

– Odłóż to, Kaplin! – rozkazał ostrym tonem komisarz.

Mężczyzna nie odpowiedział. Uniósł narzędzie i zrobił krok w ich stronę.

Hammer odsunął się od drzwi.

– Puść to! – krzyknął.

Kaplin zmienił chwyt. Zamachnął się siekierą, jakby chciał sprawdzić odległość. Usta miał rozchylone. Warknął coś niewyraźnie, a potem z rykiem rzucił się na Wistinga.

Komisarz odskoczył w bok. Pośliznął się na luźnym żwirze, ale zdołał utrzymać równowagę.

Kaplin również się zachwiał, ponieważ siekiera trafiła w próżnię. Hammer wykorzystał okazję i rzucił się w stronę napastnika.

– Puść siekierę!

Kaplin znowu ryknął chrapliwie. Obrócił się, ponownie uniósł narzędzie i zamachnął się na Hammera. Zanim jednak zdążył dokończyć ruch, Wisting doskoczył do niego, z całej siły wbił się ramieniem w jego bok i obaj wpadli w stos pułapek na kraby. Gdy uderzyli o ziemię, Kaplin wypuścił siekierę.

Komisarz chwycił go za rękę i wykręcił mu ją za plecy. Mężczyzna podjął jeszcze desperacką próbę uwolnienia się, ale bezskutecznie. Leżał płasko na ziemi, szamocząc się i wierzgając nogami.

Hammer schował broń, następnie wbił kolana w jego kark, chwycił go za drugą rękę i przycisnął ją do łopatek.

Kaplin szarpał się i warczał. Ślina spływała mu cienkimi strużkami po brodzie.

Wisting również schował pistolet do kabury i wyciągnął kajdanki. Gdy zakładał je Kaplinowi, ten wrzeszczał, ale szybko ucichł.

Hammer wstał i cofnął się o krok. Komisarz zrobił to samo. Skuty mężczyzna ciężko oddychał, jego klatka piersiowa gwałtownie unosiła się i opadała. Twarz miał zwróconą na bok, a woda deszczowa zbierała się wokół jego nosa.

Wisting przeczesał włosy palcami, a gdy napotkał spojrzenie Hammera, skinął krótko głową.

Było po wszystkim.

1

Zadzwonił telefon. Wisting odłożył długopis, rzucił okiem na wyświetlacz i przez chwilę się zawahał. Numer nie był zapisany, ale wydał mu się dziwnie znajomy.

Odebrał i rzucił jak zwykle:

– Wisting, słucham.

– Mówi Morten Helland – odezwał się męski głos. – Zakład Karny Ringerike.

Komisarza ogarnął niepokój. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz dzwonił do niego dyrektor więzienia.

– W czym mogę pomóc? – zapytał.

– Doszło do dość niefortunnego zdarzenia – powiedział Helland.

Niepokój Wistinga narastał.

– Erik Kaplin wychodzi jutro na wolność.

Komisarz odsunął fotel biurowy i otworzył dolną szufladę biurka.

– Wydawało mi się, że to dopiero za dwa tygodnie – odparł, wyjmując teczkę owiniętą gumką. – Co się zmieniło?

Dyrektor nie odpowiedział od razu, jakby się zastanawiał, jak to wyjaśnić w najprostszy sposób.

– Chodzi o błąd w obliczeniach czasu odbywania kary – rzekł. – Zwykły błąd w rachunkach. Kaplin siedzi u nas od dwudziestu lat, ale nie uwzględniono czasu, który spędził w izolatce w areszcie śledczym. Jego adwokat zwrócił na to uwagę kilka tygodni temu i po przeanalizowaniu sprawy musieliśmy przyznać mu rację. Izolacja pozwala na skrócenie wyroku w ramach rekompensaty za obciążenie psychiczne, jakie się z nią wiąże. Po skorygowaniu obliczeń okazało się, że zwolnienie wypada już jutro.

Wisting zacisnął wargi i ściągnął gumkę z teczki.

– Oczywiście należało zgłosić to wam wcześniej – kontynuował Helland. – Ale jest, jak jest.

– Rozumiem – odparł Wisting. – Czy krewni zostali powiadomieni?

– Tak – potwierdził dyrektor. – Godzinę temu.

Zamilkł na moment.

– Poinformujesz świadków i swoich ludzi?

Komisarz otworzył teczkę. Na górze widniało zdjęcie Kaplina zrobione wiele lat temu. Kanciasta, spięta twarz, małe, ciemne oczy.

– Tak, dam im znać – obiecał. – O której jutro wychodzi?

– O dwunastej.

Wisting zanotował godzinę na wewnętrznej stronie okładki teczki.

– Gdzie będzie mieszkał?

– Pod adresem, który podał, jest zameldowana jego matka – wyjaśnił Helland. – Jahrehagen w Stavern. Kobieta ma teraz siedemdziesiąt sześć lat.

– Wiesz coś więcej o jego planach?

– Na przyszły tydzień ma umówione spotkanie w NAV1. Czwartek, 21 października, o dziesiątej.

– Kto go odwiedzał?

– Raz był u niego adwokat. Poza tym w ciągu ostatniego roku powtarzało się tylko jedno nazwisko. Aslak Tangen. Ostatni raz był u Kaplina późną wiosną.

– Jakieś rozmowy telefoniczne?

– Te same dwie osoby plus matka – odpowiedział. – Dziś przed południem zadzwonił do Tangena, zaraz po tym, jak się dowiedział, że jutro wychodzi.

Wisting powiódł kciukiem wzdłuż krawędzi biurka.

– Jak się ostatnio zachowywał?

– Zdaniem funkcjonariuszy bez zmian. Trzyma się na uboczu, niewiele mówi, a kiedy już się odezwie, zwykle odpowiada lakonicznie i opryskliwie. Ostatnio nie było żadnych incydentów z jego udziałem, ale facet ma bogatą kartotekę wybuchów agresji wobec współosadzonych i funkcjonariuszy. Nie wiadomo dokładnie, co o nim sądzić, ale większość trzyma się od niego z daleka.

Wisting skinął krótko głową.

– Rozumiem – skwitował.

– Jeszcze raz przepraszam, że to wyszło tak nagle – dodał Helland.

– Dziękuję za telefon. Zaraz się tym zajmę.

Zakończył rozmowę i odsunął na bok zdjęcie Erika Kaplina. Pod fotografią znajdowała się Lista. Na samej górze widniało nazwisko Wistinga, a kolejne miejsca zajmowali Nils Hammer, Hanna Berget, Katinka Holtz, Oliver Werm i Jan Gunnar Vik.

Hanna Berget była prokuratorem i to ona wszczęła postępowanie przeciwko Kaplinowi. Katinka Holtz doniosła na niego dwadzieścia lat temu. Oliver Werm i Jan Gunnar Vik należeli do kręgu znajomych Kaplina i oni również zeznawali przeciwko niemu w sądzie.

Lista wisiała na ścianie w celi Erika Kaplina. Cztery lata temu osadzony skreślił nazwisko Katinki Holtz i wpisał obok niego jej datę śmierci, ponieważ kobieta zmarła wskutek przedawkowania.

Kaplin dawał funkcjonariuszom do zrozumienia, że chodzi o listę śmierci. Wisting został o tym powiadomiony, gdy tylko władze zakładu karnego zdały sobie sprawę z powagi sytuacji. Według psychologa więziennego Kaplin był opętany żądzą zemsty.

Trzy lata temu Jan Gunnar Vik zachorował na raka i wkrótce potem zmarł. Jego nazwisko również zostało skreślone z listy.

Ani kierownictwo więzienia, ani policja nie mogły zrobić nic więcej poza monitorowaniem sytuacji. Kaplin nie złamał żadnych przepisów i chociaż jego wypowiedzi budziły niepokój, nigdy nie było konkretnych podstaw, by podjąć wobec niego jakieś działania. Jedyne, co mogli zrobić, to mieć go ciągle na oku i przygotować się na dzień jego zwolnienia.

Wisting wyciągnął kopertę leżącą na samym dnie teczki. Były tam zdjęcia z szopy na łodzie w Kullvika. Okrucieństwo Kaplina zostało zarejestrowane w najdrobniejszych szczegółach. Poćwiartowane szczątki Omara Brattenga znajdowały się w czterech pułapkach na kraby, razem z okrągłymi kamieniami o różnych rozmiarach i wadze. Wszystko gotowe do tego, by zostać spuszczonym do morza.

Policyjne lampy robocze rzucały intensywne, płaskie światło, które potęgowało nastrój grozy. Blade fragmenty ciała przyciśnięte do szorstkiej siatki. Skóra wepchnięta w ostre metalowe oczka. Drewniane elementy poplamione ciemnoczerwoną krwią.

Oprócz morderstwa Kaplin został skazany także za handel amfetaminą na szeroką skalę. Z uzasadnienia wyroku wynikało, że to właśnie handel narkotykami stanowił podłoże konfliktu. Omar Bratteng, przyjaciel z dzieciństwa i zaufany współpracownik Kaplina, sprzedał część towaru na własną rękę. Kaplin odkrył, że narkotyk został rozcieńczony, i doszło do konfrontacji, która zakończyła się dla Brattenga tragicznie.

Spekulowano, czy za morderstwem nie kryło się coś więcej, czy rzeczywiście chodziło wyłącznie o pieniądze. Bratteng był gejem, ale nie przyznawał się do tego otwarcie. Niektórzy twierdzili, że próbował zbliżyć się do Kaplina, wywołując tym u niego niekontrolowany wybuch agresji. Plotki podsycał fakt, że genitaliów Brattenga nigdy nie odnaleziono.

Kaplin rozczłonkował ciało ofiary we własnej łazience. Zdjęcia przedstawiały znalezione w jego domu noże, piły i inne narzędzia, wszystkie ze śladami krwi i resztkami tkanek. Rozkawałkowane zwłoki zabójca spakował do worków na śmieci i przewiózł do wiejskiej posiadłości swoich dziadków. Kilka części okazało się jednak zbyt dużych, by zmieścić się w pułapkach na kraby. Kaplin był zmuszony podzielić je na mniejsze kawałki już na miejscu. Nie zdążył jednak wsiąść do łodzi i odpłynąć, ponieważ Wisting i Hammer go aresztowali.

Odsiedział cały wyrok na oddziale o zaostrzonym rygorze. Z powodu powtarzających się aktów agresji nigdy nie spełnił wymogów, by ubiegać się o zwolnienie warunkowe. Osiem lat temu udzielono mu przepustki, ale szybko został zatrzymany przez policję, gdy w stanie upojenia alkoholowego prowadził samochód matki. Pięć lat później dostał drugą szansę w związku ze śmiercią ojca, ale i tym razem sprawy poszły źle. Kaplin nie stawił się w zakładzie karnym o umówionej porze. Kilka dni później został odnaleziony pijany i w towarzystwie przestępców dobrze znanych policji.

Wisting sięgnął po komórkę i wybrał numer Hanny Berget. Nie była już prokuratorem, lecz pracowała jako obrońca w renomowanej kancelarii w Oslo. Po sposobie, w jaki odebrała telefon, domyślił się, że nadal miała zapisany jego numer.

Powtórzył jej to, czego dowiedział się od dyrektora więzienia.

Berget była tak samo bezpośrednia jak dawniej.

– Uważasz, że jest niebezpieczny? Stanowi realne zagrożenie? – zapytała.

– Według psychologa więziennego pała żądzą zemsty – odparł. – Ale nie przeprowadziła formalnej oceny zagrożenia.

– Zamierzacie podjąć jakieś działania?

– Nie planujemy niczego konkretnego – rzekł. – Ale personel operacyjny zostanie poinformowany o sytuacji. Mogę ci zaproponować osobisty alarm bezpieczeństwa2.

Hanna krótko i stanowczo odmówiła.

– Następne dwa tygodnie spędzę w sądzie w Bergen, gdzie prowadzę sprawę. A potem lecę do Meksyku. Długo mnie nie będzie.

– Rozumiem – odparł.

– Ale informuj mnie na bieżąco, jeśli coś się zmieni – dodała.

– Oczywiście – zapewnił.

Wstał z fotela, wyszedł na korytarz i ruszył w stronę biura Hammera.

– Jesteś wolny jutro o dwunastej? – zapytał od progu.

Nils spojrzał zdziwiony.

– Co się dzieje?

– Kaplin wychodzi na wolność.

Hammer odchylił się w fotelu, jakby potrzebował chwili, żeby przetrawić to, co właśnie usłyszał.

– Już jutro? Myślałem, że posiedzi jeszcze co najmniej kilka tygodni.

– Ja też – skomentował Wisting i opowiedział o błędzie w obliczeniach.

Nils podniósł ze stołu długopis, wsunął go między zęby i lekko przygryzł. Wisting wiedział, że przyjaciel robi to nawykowo, kiedy stara się przeanalizować jakąś nieoczekiwaną wiadomość.

– Muszę podjechać do domu Olivera Werma – powiedział, odkładając długopis. – Mamy tu jakieś alarmy?

Komisarz skinął głową. Katinka Holtz i Oliver Werm byli najważniejszymi informatorami Hammera z otoczenia Kaplina. Podjęli spore ryzyko, idąc na współpracę z policją. Oboje zeznawali również na rozprawie.

Hammer wstał z fotela i chwycił kurtkę wiszącą na oparciu.

Wisting spojrzał na zegarek i zamarł. Już był spóźniony. Umówił się z Line i Amalie, wnuczka miała mieszkać u niego przez następny tydzień. Musiał podjechać do domu, żeby się z nimi spotkać.

Odwrócił się w drzwiach i zapytał, chcąc się upewnić:

– Zajmiesz się Wermem? Spotkamy się jutro rano i ustalimy, co dalej, dobrze? O ósmej?

Hammer włożył kurtkę.

– O ósmej – potwierdził i w pośpiechu opuścił gabinet.

Wisting wrócił do siebie. Zdjęcie Kaplina wciąż leżało na biurku. Komisarz przyjrzał się jego twarzy. W ciemnych oczach było coś głęboko niepokojącego. Zapowiedź tego, co może nadejść.

1 NAV (pełna nazwa: Arbeids- og velferdsforvaltningen) – norweski urząd pracy i opieki społecznej. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).
2 Chodzi o voldsalarm, urządzenie wydawane przez norweską policję osobom zagrożonym przemocą (najczęściej domową). Po aktywacji voldsalarm natychmiast wzywa policję i przekazuje lokalizację użytkownika.

2

Gdy Wisting skręcił przed dom, żółte i pomarańczowe liście wirowały na wietrze. Trawnik i żwirowa ścieżka przypominały patchworkowy dywan w barwach jesieni.

Kiedy parkował, jego uwagę przykuł widok w lusterku wstecznym. Tuż za nim zatrzymał się samochód Line. Komisarz zabrał teczkę i wysiadł. Powietrze było ostre, przesiąknięte zapachem zwiędłych liści i chłodnej ziemi.

Amalie siedziała na przednim siedzeniu, mocując się z pasem bezpieczeństwa. Gdy w końcu udało jej się go rozpiąć, wysiadła z samochodu i podbiegła do Wistinga.

– Dziadku!

Uśmiechnął się i ukucnął, żeby się z nią przywitać. Dziewięciolatka rzuciła mu się w ramiona. Powoli stawała się za ciężka, żeby ją podnieść. Wybuchnęła głośnym śmiechem, gdy mimo wszystko podjął próbę.

– Hej, tato! – zawołała Line i otworzyła bagażnik.

Najpierw wyjęła różowy plecak, a potem większą torbę, zapinaną na zamek i wypchaną po same brzegi.

– Spakowałaś się na cały miesiąc? – zażartował, stawiając wnuczkę na ziemi.

– Tylko na tydzień – odparła Amalie.

Line zamknęła bagażnik.

– Dzięki temu nie będziesz musiał robić prania – wyjaśniła z uśmiechem. – Ale jeśli czegoś wam zabraknie, wystarczy podejść i to wziąć.

Zrobił krok w jej stronę.

– Pomóc ci? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, schylił się po większą torbę.

Amalie pierwsza podbiegła do drzwi i teraz czekała niecierpliwie, aż dziadek je otworzy. Miała u niego swój własny pokój, ten, który kiedyś należał do jej mamy.

Wisting postawił torbę w korytarzu. Wnuczka zabrała różowy plecak i wbiegła do środka, a potem po schodach na górę. Odgłos małych, szybkich kroków wypełnił dom, a po chwili rozległ się huk, gdy Amalie zatrzasnęła drzwi.

Komisarz zdjął buty i wyprostował się.

– Masz czas? Możesz chwilę ze mną posiedzieć?

Uśmiechnęła się i rzekła:

– Wylatuję dopiero jutro.

Przeszli do kuchni. Wisting stanął przy zlewie i odkręcił kran, czekając, aż zacznie lecieć naprawdę zimna woda.

– Napijesz się czegoś?

– Woda w zupełności wystarczy.

Wyjął dwie szklanki, napełnił je, po czym jedną z nich postawił przed córką na stole i usiadł na krześle naprzeciwko.

– Przygotowałam ci krótką ściągę – powiedziała, wyciągając kartkę z tylnej kieszeni spodni. – Tutaj masz zapisane godziny, kiedy musisz zawieźć Amalie na zajęcia pozalekcyjne i kiedy trzeba ją z nich odebrać. A na samej górze numery telefonu do prowadzących zajęcia – wyjaśniła. – Są tam też numery moich lotów, więc jeśli chcesz, możesz mnie śledzić na Flightradarze.

Położyła przed nim notatkę.

– Zapisałam ci również nazwę hotelu w Kapsztadzie i numer telefonu do recepcji. Gdyby coś się stało, a nie mógłbyś skontaktować się ze mną przez komórkę, możesz tam zadzwonić.

Przyjrzał się kartce.

– Dziękuję – powiedział z uśmiechem.

Line wyjęła telefon komórkowy.

– Wyślę ci jeszcze numer do Guro – rzekła.

Guro była dziennikarką, z którą Line wybierała się w podróż. Miały spędzić tydzień w RPA, żeby zrealizować projekt, nad którym Line pracowała od dłuższego czasu. Chodziło o zaginioną kobietę. A właściwie nie tylko. Sprawa w równym stopniu dotyczyła też Adriana Stillera, nowo mianowanego szefa jednostki Kripos3 badającej stare, niewyjaśnione sprawy.

Jego południowoafrykańska dziewczyna zaginęła bez śladu, gdy ponad dwadzieścia lat temu, jako nastolatek, mieszkał w Kapsztadzie. Line uważała, że właśnie to wydarzenie nie tylko ukształtowało jego życie, lecz także zadecydowało o wyborze zawodu i pracy w jednostce cold cases.

Line znała Stillera z czasów, gdy była dziennikarką kryminalną w „VG” i relacjonowała wiele spraw, które on prowadził. Teraz został szefem znanej i cenionej ekipy śledczej, co ułatwiło jej, wolnemu strzelcowi, przekonanie redakcji „VG” do swojego pomysłu. Line i Guro miały nagrać podcast i stworzyć reportaż. Dla Line była to również okazja do odzyskania pozycji w pracy, której od dawna nie wykonywała.

Przed wyjazdem Line miała przenocować u Guro w Oslo. Dzięki temu następnego dnia łatwiej im będzie dotrzeć wczesnym rankiem na lotnisko Gardermoen, a poza tym będą miały możliwość przedyskutowania projektu w szczegółach.

Wisting jeszcze raz rzucił okiem na kartkę i odłożył ją na bok.

– Rozmawiałaś ostatnio ze Stillerem? – zapytał.

Pociągnęła łyk wody i pokręciła przecząco głową.

– Nadal nie zgadza się na udział w podcaście, ale tak naprawdę nie potrzebujemy jego głosu, by opowiedzieć tę historię. Sprawa i osoby z jego dawnego otoczenia w zupełności wystarczą.

– To również jego historia – zauważył. – Powinien przedstawić swój punkt widzenia.

Line się uśmiechnęła.

– On już taki jest. Nie chce nagłaśniać ani traktować priorytetowo własnej sprawy. A tym bardziej opowiadać publicznie o sobie. To wiele o nim mówi jako człowieku. Woli skupiać się na innych przypadkach niż na własnej tragedii.

Wisting siedział przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad słowami córki. To, że Stiller nie chciał koncentrować się na własnej traumie, mogło być prawdą, ale komisarz znał go również od innej strony. Współpracował z Adrianem nad kilkoma starymi sprawami i dzięki temu zyskał wgląd w jego sposób działania.

W relacjach z kolegami i współpracownikami Stiller bywał postrzegany jako zręczny strateg, któremu zdarza się manipulować innymi. Rzadko działał bez planu lub jakiegoś większego celu. Niekoniecznie był trudny w obyciu, chociaż dla niektórych mógł stanowić wyzwanie.

Poza tym bywał pragmatyczny. Nie łamał zasad bez powodu, ale potrafił tak je nagiąć, żeby osiągnąć swoje cele. Wisting zdziwił się, że Stiller nie chce wziąć udziału w projekcie Line. Być może jakaś część jego osobowości obawiała się utraty kontroli nad tym, jak zostanie przedstawiona jego własna historia.

Usłyszeli Amalie zbiegającą po schodach. Po chwili pojawiła się w drzwiach kuchni, przebrana w dresowe spodnie i luźny sweter.

– Co będzie na obiad? – zapytała.

Wisting uśmiechnął się i odpowiedział:

– Spaghetti.

Wnuczka skinęła głową z zadowoleniem i usiadła na jednym z krzeseł przy stole. Line zerknęła na zegarek. Wstała i odniosła szklankę do zlewu, po czym odwróciła się do ojca.

– Powinnam już iść.

Podeszła do córki i delikatnie objęła ją ramionami. Amalie na chwilę oparła się o nią.

– Pa, mamo – powiedziała cicho.

– Pa, kochanie – rzekła Line, głaszcząc ją po włosach. – Bądź grzeczna i słuchaj dziadka.

Dziewczynka uśmiechnęła się i skinęła głową, zanim Line puściła ją i wyprostowała plecy.

Wisting wstał, żeby odprowadzić ją na korytarz. Line włożyła kurtkę.

– Mam nadzieję, że w tym czasie nie pojawią się żadne poważne sprawy – rzekła z uśmiechem. – Zasługujecie na to, żeby spędzić razem trochę czasu. Trzymam kciuki, żeby praca ci w tym nie przeszkodziła.

Wzruszył lekko ramionami. Nie mógł przestać myśleć o Eriku Kaplinie, ale nie chciał martwić córki, opowiadając jej o zwolnieniu mężczyzny z więzienia ani o liście śmierci.

– Nie jestem jedynym śledczym w wydziale – skomentował.

Line skinęła głową, wyraźnie uspokojona. Rzuciła ostatnie spojrzenie na salon, po czym otworzyła drzwi.

– Do zobaczenia za tydzień! – zawołała i szybko pomachała na pożegnanie.

Wisting stał na schodach, gdy wycofywała samochód z podwórka.

Rześkie wieczorne powietrze owionęło mu twarz. Kiedy auto córki zniknęło mu z oczu, wszedł do środka, żeby pokazać wnuczce, jak się robi spaghetti.

Spędzili razem prawie godzinę, bo tyle zajęło im przygotowanie kolacji – głównie dlatego, że Amalie uparła się, żeby wykonać większość pracy.

Leżący na kuchennym blacie telefon zawibrował, kiedy Wisting opłukiwał talerze. Chwycił ścierkę kuchenną, wytarł ręce i zerknął na wyświetlacz. Dzwonił Ove Dokken.

Wisting zmarszczył brwi. Nieczęsto zdarzało się, żeby po godzinach pracy kontaktował się z nim były szef wydziału. Komisarz podniósł smartfon i odebrał połączenie.

– Wisting, słucham.

– Cześć, Williamie – powiedział Dokken znajomym, chropowatym głosem. – Nie przeszkadzam?

– Nie – odparł. – O co chodzi?

– Chciałem umówić się z tobą na spotkanie – wyjaśnił. – Masz czas jutro?

– Jutro może być ciężko. Erik Kaplin wychodzi na wolność.

– Ten sukinsyn – skomentował Dokken. – Byłem pierwszym, który go aresztował. Miał wtedy zaledwie czternaście lat. Opowiadałem ci o tym?

Opowiadał, ale Wisting pozwolił mu powtórzyć historię. Kaplin zaatakował kijem chłopaka z sąsiedztwa. Złamał mu rękę i spowodował wstrząśnienie mózgu.

– Kaplin nie okazał najmniejszej skruchy – mówił dalej Dokken. – Patrząc mi prosto w twarz, stwierdził, że tamten na to zasłużył.

– Planuję być tam, kiedy go wypuszczą – oznajmił komisarz. – Żeby wiedział, że go obserwujemy. Siedzi w Ringerike. To dwie godziny jazdy, więc zajmie mi to większość dnia.

– To może w środę? – zaproponował Dokken.

– Jestem wolny od dziewiątej do czternastej – rzekł. – A o co chodzi?

Usłyszał, jak Dokken bierze głęboki oddech. Brzmiało to tak, jakby dokuczał mu ból gardła.

– Och, chodzi o starą sprawę – odparł. – Z czasów tuż przed moim przejściem na emeryturę. Pojawił się nowy trop.

Wistinga ogarnęła ciekawość.

– Pracowałeś nad tą sprawą? – zapytał, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.

– To nie jest sprawa z naszego okręgu policyjnego – wyjaśnił. – Ale dostałem coś, co powinno zostać zbadane przez technika kryminalistyki. W dzisiejszych czasach co chwilę pojawia się coś nowego, jeśli chodzi o badania DNA.

Wisting uśmiechnął się pod nosem. Ove Dokken zawsze był dyskretny i skryty. Niechętnie zdradzał innym więcej, niż to było konieczne, nawet jeśli plan wymagał koordynacji działań. Tym trudniej było go rozgryźć i tym ciekawiej się z nim współpracowało.

– Nie wolałbyś zaangażować w to Maren? – zapytał Wisting.

Dokken zarechotał. Maren była jego wnuczką. Pracowała w wydziale od niemal sześciu lat i szybko wyrobiła sobie markę dokładnej i oddanej śledczej.

– Nie tym razem – odpowiedział. – Chyba najlepiej będzie, jeśli przedyskutuję to z tobą. Masz doświadczenie i potrafisz pociągnąć za sznurki, żeby nadać sprawom bieg. Przyjdę do ciebie w środę. O dziewiątej.

– W takim razie do zobaczenia – zakończył rozmowę komisarz.

W drzwiach kuchni stanęła Amalie.

– Nie powinniśmy zjeść deseru?

Roześmiał się.

– W zamrażarce są lody – odparł.

Wnuczka wyjęła pucharki i rozdzieliła lody. Potem otworzyła szafkę i znalazła paczkę kolorowych czekoladowych drażetek, którymi posypała obficie deser.

Skończyła jeść na długo przed nim. Odnosząc pucharek do kuchni, powiedziała:

– Pooglądam telewizję.

Został sam przy stole. Lody w stojącej przed nim miseczce powoli topniały. Znajomy niepokój wkradł się do jego myśli. Przeczucie, że coś poza jego kontrolą nabiera kształtów i już wkrótce wypłynie na powierzchnię.

3 Kripos (Den nasjonale enhet for bekjempelse av organisert og annen alvorlig kriminalitet) – do 1 stycznia 2005 roku Centrala Policji Kryminalnej, obecnie Centralna Jednostka ds. Przestępczości Zorganizowanej i Przestępstw o Wysokiej Szkodliwości Społecznej.

3

W restauracji panował gwar. Line pochyliła się i wyjęła laptop z bagażu podręcznego. Położyła go na stole przed sobą i otworzyła.

Urządzenie nie spieszyło się z połączeniem z bezprzewodową siecią lotniska. Za oknem wciąż było ciemno. Jakiś samolot powoli kołował na pas startowy. Zatrzymał się na moment, a potem silniki zwiększyły moc i maszyna elegancko wystartowała, szybko wznosząc się w szare od deszczu, przedpołudniowe niebo.

Guro opadła na krzesło naprzeciwko Line z dwiema kawami i kanapkami. Do wejścia na pokład zostały jeszcze trzy kwadranse. Przesunęła jeden z papierowych kubków w stronę Line, a z drugiego upiła duży łyk.

Line podniosła kubek i ostrożnie napiła się kawy. Napój był gorący. Ledwo poczuła jego smak, zanim odstawiła kubek na stół.

Zawibrował jej telefon. Wiadomość od ojca. Otworzyła ją i zobaczyła zdjęcie, na którym dziadek i wnuczka stali przed bramą szkoły. Amalie uśmiechała się szeroko, ubrana w żółty płaszcz przeciwdeszczowy i z plecakiem przewieszonym przez ramię. Ojciec dołączył krótką wiadomość: „Szczęśliwej podróży!”.

W odpowiedzi Line wysłała mu serduszko. Wiedziała, że wiadomość nie była zwykłym pozdrowieniem, lecz także informacją, że w domu wszystko w porządku, Amalie dotarła do szkoły i Line nie musi się niczym martwić.

Na jej laptopie załadowały się nowe maile. Temat jednego z nich brzmiał „Julia Delcourt”. Do wiadomości, pochodzącej od jednego z kontaktów Line w Kapsztadzie, było dołączone zdjęcie. Nie czytając maila, odwróciła ekran w stronę Guro.

– Dostałam nowe zdjęcie Julii – powiedziała.

Fotografia przedstawiała Julię Delcourt stojącą na zewnątrz w naturalnym świetle. Ciemnobrązowe, lekko falowane włosy opadały jej luźno na ramiona, mieniąc się w słońcu. Uśmiechała się delikatnie, a jej pełne zadumy spojrzenie emanowało ciepłem. Tło było rozmazane, ale przypuszczalnie zdjęcie zrobiono w plenerze.

– Dobre – skomentowała Guro. – Lepsze od poprzednich. Masz coś, co mogłybyśmy wykorzystać?

Line skinęła głową i odstawiła kubek.

– To jest od Nandi Wekesy – odpowiedziała i odwróciła ekran do siebie. – Chodziły razem do liceum. Okazała się niezwykle pomocna. Spotkamy się z nią w czwartek.

Guro ugryzła kawałek bułki.

– Potrzebujemy zdjęć Julii z Adrianem Stillerem.

Line przytaknęła i zaczęła czytać maila.

– Pisze, że ma w domu więcej zdjęć, ale zeskanowała tylko te, które uznała za najlepsze. Obiecała, że popyta wśród przyjaciółek.

Czytała dalej. Nandi była bardzo emocjonalna. „Zaginięcie Julii spowodowało ogromną wyrwę w naszych sercach. Ona była spoiwem, które trzymało tak wielu z nas razem. Teraz czujemy się tak, jakby światło naszego życia przygasło na zawsze”. Słowa wydawały się przesadne, wręcz egzaltowane, ale język angielski dobrze sprawdziłby się w podcaście, gdyby Nandi powtórzyła swoją wypowiedź podczas nagrania.

To właśnie takie chwile – drobne, ale znaczące krople – napawały ją optymizmem. Historia zaczynała już nabierać kształtu w jej głowie, niczym patchworkowa kołdra wspomnień, szczegółów i emocji, która pozwoli Julii Delcourt jeszcze raz przemówić.

Podcast miał opowiadać o tajemnicy zaginięcia Julii. Narracyjny serial w odcinkach, który stopniowo odkrywałby nowe wątki i wciągał słuchaczy coraz głębiej w sprawę. Reportaż i artykuł miały inny cel: opowiedzieć o Adrianie Stillerze i o tym, jak zniknięcie jego dziewczyny ukształtowało go jako człowieka i wpłynęło na jego późniejsze decyzje.

Natknęła się na tę historię przypadkiem, jak wielu innych dziennikarzy, którzy trafiają na coś, co okazuje się chwytliwym tematem. Adrian Stiller pojawił się w Larviku kilka lat temu w związku ze starą sprawą zaginięcia. Współpracował z jej ojcem, żeby ustalić, co stało się z niejaką Kathariną Haugen dwadzieścia cztery lata wcześniej. Line przyczyniła się do wyjaśnienia sprawy. W tamtym czasie badała własne drzewo genealogiczne i odnalazła w swojej rodzinie kilka osób o nazwisku Stiller. Po przeszukaniu archiwów musiała odrzucić myśl o tym, że z Adrianem Stillerem łączą ją jakieś koligacje rodzinne, ale to, czego dowiedziała się przy okazji, rozbudziło jej ciekawość. Po przeprowadzce do Norwegii Adrian zmienił nazwisko z Palm na Stiller. Gdy wpisała do wyszukiwarki jego dawne nazwisko, natknęła się na artykuł zamieszczony w gazecie z RPA, w którym opisywano sprawę zaginięcia osiemnastoletniej dziewczyny Adriana Palma.

Pamiętała, jak pochłonęła ją ta historia. Przeczytała wszystkie archiwalne artykuły, przekopała internet, byle tylko coś znaleźć. Ale nawet po tym, jak odłożyła ten temat na bok, nie mogła przestać myśleć o Julii Delcourt. Sprawa jej zaginięcia stała się projektem w głowie Line, historią, która domagała się opowiedzenia. I w końcu ta chwila nadeszła.

Line zorientowała się, że Guro coś do niej mówi, ale jej słowa zagłuszył otaczający je gwar.

– Hmm? – spytała.

Przyjaciółka uśmiechnęła się i pociągnęła łyk kawy.

– Powiedziałam tylko, że musimy opracować jakiś plan, żeby Stiller zgodził się z nami współpracować.

Line odłożyła kanapkę i wytarła palce w serwetkę.

– Myślę, że wiele zależy od tego, z czym wrócimy z RPA – odparła. – Jeśli uda nam się przeciągnąć na naszą stronę jego rodziców, być może Adrian spojrzy na to z innej perspektywy. Musimy tylko zrobić dobre wrażenie i pokazać, że traktujemy tę sprawę poważnie. Jeśli oni uznają za wartościowe to, co próbujemy osiągnąć, istnieje szansa, że ich syn również tak to potraktuje.

Mówiąc to, bawiła się serwetką. Kiedy spotkała Adriana Stillera po raz pierwszy, poczuła fascynację i zdziwienie. Z mężczyzny biła naturalna pewność siebie, ale też pewien dystans, który sprawiał, że Stiller wydawał się niedostępny, jakby celowo unikał poufałości.

Widziała to wyraźnie, kiedy współpracował z jej ojcem w sprawie Katharine. Adrian miał tendencję do przejmowania kontroli w rozmowach, co nierzadko wywoływało spięcia. Ale był bystry, metodyczny i zawsze o krok przed innymi. I osiągał doskonałe wyniki.

Niepewność wzbudzał w niej sposób, w jaki unikał pytań dotyczących jego samego. Odpowiadał spokojnie, ale raczej chłodno i okrągłymi zdaniami. Tak, żeby sprawiać wrażenie osoby otwartej i szczerej, a zarazem nie ujawnić choćby szczegółu ze swojego życia osobistego.

– Wiesz może, czy odwiedzał Kapsztad po przeprowadzce do Norwegii? – zapytała Guro.

Line podniosła wzrok.

– Nie, nie wiem – przyznała. – Nigdy go o to nie pytałam. Wiem tylko, że jego rodzice są tam raz w roku.

Zgniotła serwetkę. Pobyt w Kapsztadzie będzie niezapomnianym przeżyciem, pomyślała. To miejsce, gdzie piękno i brutalność szły ręka w rękę. Ikoniczne góry i białe piaszczyste plaże były równie słynne, jak jaskrawe kontrasty między bogactwem a ubóstwem, a mroczna przeszłość miasta wciąż rzucała na nie złowrogi cień. Ustalenie czegoś więcej na temat zaginięcia Julii Delcourt będzie sporym wyzwaniem, a może nawet bardzo wyczerpującym doświadczeniem. Być może wiara w to, że znajdą odpowiedzi na pytania, które pozostawały zagadką przez tyle lat, była jedynie pobożnym życzeniem. Ale bez względu na to, co uda im się odkryć, przynajmniej opowiedzą ciekawą historię.

Guro wstała.

– Chodź – powiedziała. – Musimy już iść.

4

Wisting spojrzał na zegarek. Za dziesięć dwunasta. Deszcz bębnił lekko o szybę samochodu. Monotonny dźwięk przerywał panującą w aucie ciszę. Betonowy mur przed nimi był niemal czarny od wilgoci, a woda spływała cienkimi strużkami po chropowatej powierzchni. Nad murem rozciągał się las niczym wielobarwna rama na tle szarego nieba. Jesienne liście mieniły się czerwienią, pomarańczem i żółcią, ostro odcinając się od ponurych budynków więzienia.

Hammer siedział z ramionami skrzyżowanymi na piersi i wzrokiem utkwionym w niebieską bramę, która pomimo weselszego koloru była równie nieprzenikniona jak reszta muru.

Na wewnętrznej stronie przedniej szyby osiadła para, przez co widok stał się jeszcze bardziej niewyraźny. Wisting włączył silnik, uruchamiając wentylator. Rozległ się cichy szum. Pod wpływem ciepłego powietrza para zaczęła stopniowo znikać.

– Zawsze pada, kiedy czekamy w takim miejscu – mruknął Hammer, bardziej do siebie niż do partnera.

Na parking wjechał samochód. Stary Volkswagen Transporter w kolorze szarym, z tylko jednym sprawnym reflektorem. Komisarz śledził auto wzrokiem. Kierowca posłał im szybkie spojrzenie. Wisting natychmiast rozpoznał szczupłą, kanciastą twarz.

– To Aslak Tangen – powiedział do Nilsa. – Przyjechał po Kaplina.

Transporter zajął wolne miejsce między samochodami pracowników zakładu karnego. Silnik wciąż pracował, a kłęby spalin utworzyły szarą mgłę, po czym rozpłynęły się i zlały z deszczem, który padał bez przerwy.

Zadzwonił telefon komórkowy umieszczony w uchwycie na desce rozdzielczej. To był dyrektor więzienia. Wisting zapisał jego numer po ich poprzedniej rozmowie. Wyciągnął rękę i odebrał połączenie. Z głośników doleciał głos Mortena Hellanda.

– Mówi Helland – rzucił krótko. – Czekacie na zewnątrz?

– Tak – potwierdził komisarz.

– Kaplin jest właśnie wypisywany – kontynuował dyrektor. – Wyjdzie za kilka minut. Obserwuję go na monitorach.

Hammer odwrócił się i sięgnął po aparat fotograficzny z dużym obiektywem, leżący na tylnej kanapie.

– Powiedział coś? – zapytał Wisting.

– Nie. Kaplin nie jest zbyt rozmowny, a kiedy już coś mówi, rzadko są to miłe słowa.

– Co ze sobą zabiera?

– Niewiele. Trochę ubrań i dokumenty. Resztę zostawił w celi.

– Dobrze – skomentował Wisting. – Później się tym zajmiemy.

Przez chwilę słychać było jedynie szum płynący z głośników. Była w nim pustka, jakby dźwięk niósł echo sterylnego, zamkniętego środowiska więziennego. Potem znów rozległ się głos Hellanda.

– Kaplin jest gotowy do wyjścia. Prowadzą go w kierunku śluzy.

– Dziękuję – powiedział krótko Wisting i zakończył rozmowę.

Otworzył drzwi i wyszedł na wilgotne powietrze. Chłodne i ciężkie krople deszczu padały mu na twarz. Włożył płaszcz przeciwdeszczowy, naciągnął na głowę kaptur i mocniej go zacisnął.

Hammer stał już na zewnątrz, regulując duży teleobiektyw. Wydawał się niewzruszony ulewą, za to w pełni skoncentrowany na bramie.

Komisarz zerknął na Transportera. Aslak Tangen siedział za kierownicą, świadomy obecności policjantów. Gdy napotkał spojrzenie Wistinga, ten pozdrowił go lekkim skinieniem głowy.

O to właśnie chodziło – żeby się ujawnić. Chcieli dać jasno do zrozumienia, że obserwują Kaplina i że bez względu na to, jak bardzo czuł się wolny, od nich nie zdoła się uwolnić.

Komisarz ponownie odwrócił głowę w stronę bramy. Przed nią na asfalcie siedziało kilka wron. Rozdziobywały coś niewidzialnego dla oka, nic sobie nie robiąc z silnego deszczu. Poruszały się powoli, skubiąc metodycznie zdobycz, jakby próbowały ocenić, czy warto zostać tu na dłużej.

Nagle brama zaczęła się otwierać. Przestraszone wrony gwałtownie poderwały się do lotu. Uderzając mocno skrzydłami, zniknęły za murem.

Po chwili w otwartej bramie ukazał się mężczyzna. Był wysoki i barczysty, ubrany w ciemną, znoszoną kurtkę, która luźno na nim wisiała. W obu rękach trzymał białą foliową torbę.

Za nim stał umundurowany strażnik więzienny. Poczekał, aż zwolniony mężczyzna odejdzie nieco dalej i brama zacznie się zamykać. Dopiero wtedy odwrócił się i zniknął w budynku.

Hammer zrobił krok naprzód i stanął na szeroko rozstawionych nogach. Wisting usłyszał stłumiony trzask migawki aparatu.

Zsunął kaptur z głowy. Deszcz spływał mu po twarzy, ale to mu nie przeszkadzało. Śledził wzrokiem Kaplina, który spokojnie ich minął, kołysząc lekko plastikowymi torbami.

Transporter wycofał się i stanął gotowy do wyjazdu z parkingu. Tangen wysiadł z samochodu. Otworzył boczne drzwi, zrobił krok w stronę Kaplina i pomógł mu schować torby do bagażnika. Obaj rzucili ponure spojrzenia na Wistinga i Hammera.

Tangen zdecydowanym ruchem otworzył drzwi i usiadł za kierownicą. Tymczasem Kaplin stał, jakby się zastanawiał, czy powinien jakoś zareagować. Jego włosy zrobiły się mokre od rzęsistego deszczu. Przeczesał je palcami i po dłuższej chwili w końcu wsiadł do samochodu.

Silnik lekko zarzęził, zanim Transporter ruszył, unosząc za sobą cienkie, szare kłęby spalin. Komisarz patrzył za nim, aż auto zniknęło mu z oczu, po czym odwrócił się i ruszył w stronę bramy więzienia.

5

Wisting stał w drzwiach, oparty dłonią o framugę. Pierwsze, co go uderzyło, to cisza. I zapach. Woń przepoconej bawełny i czegoś gorzkiego, być może starej kawy albo wilgotnego tynku. Kaplin opuścił celę, ale coś z niego tu pozostało. Nie sposób było nie zauważyć drobnych śladów długiej egzystencji odciśniętych na ścianach: ciemnych kwadratów w miejscach, gdzie wcześniej wisiały zdjęcia.

Komisarz wszedł do środka i spojrzał na wąskie okno. Krople deszczu zbierały się i tworzyły smugi, zamazując świat za szybą.

Na podłodze stał czajnik elektryczny, cały pokryty kamieniem i z uchwytem, który wydawał się luźny. Szuflada biurka była do połowy wysunięta. Materac stał oparty dłuższą krawędzią o ścianę, a płócienny worek z poszwami i ręcznikami czekał przy drzwiach, aż ktoś go odniesie do pralni. Obok czarnego worka na śmieci stał karton pełen makulatury.

Na kartonie leżała wyrwana z notatnika, zmięta kartka papieru. Wisting podniósł ją i przestudiował krótki tekst. Pismo było rozwlekłe i mocno wciśnięte w papier, co wskazywało na duże zaangażowanie piszącego. Wyglądało na to, że jedną z pierwszych rzeczy, które zaplanował Kaplin, był zakup telefonu. W następnej linijce wspominał coś o pieniądzach i zanotował dwa imiona: Jarle i Stig. Być może chodziło o stary dług. Dalej była wzmianka o samochodzie, ale bez żadnych konkretów. Na liście znalazły się również inne praktyczne zadania: nowy paszport, wizyta w banku i wyrobienie prawa jazdy. Na samym dole kartki widniało nazwisko osoby do kontaktu w NAV. Niektóre zadania były wykreślone, jakby stały się nieaktualne lub jakby Kaplin zdążył się nimi zająć jeszcze przed wyjściem z więzienia.

Wisting podał kartkę Hammerowi.

– Jest systematyczny – skomentował sucho. – Trzeba mu to oddać.

Do celi wszedł dyrektor więzienia. Zbliżył się do tablicy korkowej na ścianie nad biurkiem i powiedział, wskazując:

– Lista z waszymi nazwiskami wisiała tutaj. W końcu została zasłonięta innymi kartkami, ale wisiała tu przez cały czas.

Komisarz wcisnął pinezkę, która wciąż tkwiła w używanej przez kilkadziesiąt lat tablicy, i przyjrzał się powierzchni pełnej dziurek.

– Zabrał ją ze sobą? – zapytał Hammer.

Helland wzruszył ramionami.

– Tego nie wiem. Przy zwolnieniach przeprowadzamy standardową kontrolę rzeczy osobistych. Pozostałych przedmiotów nie sprawdzamy.

Wisting wysunął krzesło spod biurka i usiadł, żeby przejrzeć karton z makulaturą. Była to mieszanina zmiętych kartek i zużytych zeszytów. Niektóre poukładano w stosy, inne wrzucono do środka w przypadkowej kolejności.

Wyjął wierzchnią warstwę i zaczął ją przeglądać, czując na sobie wzrok Hellanda i Hammera. Znalazł zszyty plan zajęć z kursu zarządzania gniewem, pełen list kontrolnych i ćwiczeń pomagających radzić sobie z trudnymi emocjami i obniżyć poziom frustracji. Pod spodem znajdowały się materiały z kursu komunikacji i rozwiązywania konfliktów, z tytułami w rodzaju „Rozpoznawanie potrzeb innych” i „Strategie konstruktywnego dialogu”. Wisting odłożył je na bok. Nie wierzył, że Kaplin wiele się na tym kursie nauczył.

Na dnie kartonu leżał stos wycinków z gazet. Nagłówki wielu z nich dotyczyły przestępczości, procesów sądowych i życia w więzieniu. Szybko je przewertował, zanim wyciągnął kilka kartek wyrwanych z magazynu, na których znajdowały się zdjęcia żaglówek. Zarówno nowoczesnych i eleganckich, jak też starszych, wysłużonych łodzi, które z pewnością wiele lat spędziły na morzu. Część kartek miała małe dziurki w rogach. Najwyraźniej wisiały przyczepione pinezkami do tablicy korkowej jako wyraz pragnienia lub przypomnienie.

Z boku leżał plik karteczek z notatkami spisanymi tym samym twardym i zdecydowanym pismem, co lista zadań do wykonania. Niektóre zawierały numery i adresy, ale Wisting nie dopatrzył się w nich żadnego znaczenia.

– Nie ma jej tu – powiedział w końcu, wkładając papiery z powrotem do pudełka. – Musiał ją zabrać ze sobą.

Hammer schylił się, chwycił czarny worek na śmieci i szybkim ruchem wysypał jego zawartość na wytarte linoleum. Były tam używane ubrania, przeróżne drobiazgi i rupiecie. Przejrzał je systematycznie, wrzucając większość z nich z powrotem do worka. Wśród bałaganu leżała para zniszczonych sandałów, plastikowe opakowania po daniach z makaronu, łysa szczoteczka do zębów, pozostałość po dezodorancie w sztyfcie i zmięta ścierka do mycia. Żadnej podpowiedzi, żadnej wskazówki dotyczącej dalszych planów Erika Kaplina.

Wisting podszedł do biurka i wyciągnął wysuniętą do połowy szufladę. W środku leżały dwa długopisy z bladym logo Norweskiej Służby Więziennej. Pozostałe szuflady były puste.

Hammer stał z kilkoma podartymi zdjęciami w dłoniach i próbował ułożyć je w całość. Wisting stanął obok niego.

Fotografie przedstawiały grupę młodych, dwudziestokilkuletnich mężczyzn na wycieczce. Uśmiechali się szeroko, słońce świeciło im w oczy. Na jednym z kawałków komisarz dostrzegł rękę wyciągającą homara w stronę obiektywu. Na innym – drewnianą łódź zacumowaną przy pomoście, z sieciami i olinowaniem w tle.

Jednym z młodych mężczyzn był Kaplin. Przewijał się na kilku fotografiach. Czasem pośrodku, wyraźnie widoczny, obejmujący ramieniem kumpla, a czasem na drugim planie, schowany za plecami innych.

Hammer uniósł fragment podartej fotografii i skierował go pod światło. Spoglądającą z niego twarz przysłaniał daszek wyblakłej od słońca czapki, ale charakterystycznych rysów nie dało się pomylić: szeroka szczęka, wąskie oczy i blizna na brodzie, ukośna i biała, jak stare skaleczenie, które nigdy porządnie się nie zagoiło.

– Niemiec – powiedział. – Nie widziałem go całe wieki.

– Znasz któregoś z pozostałych?

Nils przez chwilę przyglądał się fragmentom, zanim wskazał mężczyznę na drugim planie, częściowo schowanego za plecami kolegów. Miał zaczesane do tyłu, ciemne włosy, kanciastą twarz, wysokie kości policzkowe i intensywne spojrzenie. I w przeciwieństwie do pozostałych w ogóle się nie uśmiechał.

– Myślę, że to Claes Engh – rzekł Hammer. – Dawniej bardzo aktywny w środowisku, ale potem z niego wyleciał.

Naczelnik więzienia podszedł do nich i pochylił się, żeby mu się przyjrzeć.

– Tak, to Claes Engh – potwierdził. – Siedział tu kilka lat temu, w bloku C. Pracował w dziale mechanicznym. Odciął sobie dwa palce na jednej z maszyn. – Uniósł dłoń i zademonstrował. – Nie ma palca wskazującego i środkowego lewej ręki.

Hammer tasował fragmenty zdjęć, aż znalazł znajomą twarz.

– A ten to musi być Bajas – powiedział.

Mężczyzna na zdjęciu przechylał się w stronę aparatu z aroganckim uśmieszkiem. Wykonywał gest, jakby wskazywał na siebie lub na kogoś poza kadrem. Potargane blond włosy, spłowiałe od słońca, i delikatny dołek w brodzie nadawały mu zawadiacki, pewny siebie wygląd.

– Bastian Lorentz – skomentował Wisting. – O nim też dawno nie słyszałem.

Hammer przesunął kciukiem po oderwanym kawałku zdjęcia, jakby chciał przywołać wspomnienia tamtych czasów.

– Gdy Kaplin został aresztowany, całe środowisko się rozpadło – powiedział. – Nikt nie był gotowy, by przejąć władzę, nikt nie miał odpowiednich kontaktów.

Wisting skinął głową. Kilku próbowało wypełnić pustkę, ale to byli drobni gracze, słabo zorganizowani, zbyt chaotyczni w działaniu. Kaplin potrafił utrzymać ludzi w ryzach, wiedział, jak ich skutecznie kontrolować. Kiedy zniknął, zapanował zamęt i ludzie się rozeszli.

– Co robimy? – spytał Hammer, lekko rozsuwając podarte zdjęcia.

Wisting spojrzał na rozkawałkowane twarze członków niegdyś zgranej ekipy. Kaplin podarł fotografie na strzępy z taką determinacją, jakby należały do przeszłości, z którą chciał zerwać.

– Zabierzemy je ze sobą – postanowił komisarz.

Hammer włożył fragmenty zdjęć do plastikowej koszulki, po czym kontynuował przeglądanie rzeczy pozostawionych przez Kaplina. Wisting podwinął rękawy koszuli i przyszedł mu z pomocą. Wyciągał śmieci z czarnego worka i dokonywał ich błyskawicznej oceny, a następnie wrzucał je z powrotem do worka. Większość z nich miała związek z codzienną rutyną. Puste butelki po szamponie, słoik po kawie rozpuszczalnej, zużyte jednorazowe sztućce, zgniecione papierki po czekoladzie, otwarta paczka herbatników, torebka orzechów, puste opakowania po chipsach.

Dalsza cześć książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Zatrzymanie

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji