Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Książka Regionalizm literacki — historia i pamięć wśród wielu zalet, z których najważniejszymi są tworzące ją artykuły, ma i tę cechę, że skutecznie łączy dwie strategie: zarówno metodologicznej oryginalności i odrębności, jak i sięgania po literaturę istotną dla tego, co regionalne, literaturę nie tylko funkcjonującą dotąd poza głównym nurtem, ale także taką, która odgrywa w nim kluczową rolę. Przy czym nie bez znaczenia jest fakt, że chodzi nie tylko o utwory literatury polskiej czy współtworzące ją teksty fundujące na przykład piśmiennictwo kaszubskie. Recenzowana monografia okazuje się bardzo użyteczna w konfrontowaniu naszej literatury przede wszystkim z literaturą niemiecką. Jedną z szczęśliwych konsekwencji zajmowania się regionalizmem literackim jest przecież szansa patrzenia na to, co — konstytutywne dla regionów — dzieje się na naszych, europejskich pograniczach i wszędzie tam, gdzie mimo zmieniającej się przynależności państwowej trwa lokalna tożsamość: pamięć, historia i literatura.
dr hab. Dariusz Kulesza, prof. UwB
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 995
Rok wydania: 2017
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czy od literackich badań regionalnych można oczekiwać innych historii oraz odmiennych pamięci niż te wypracowane i podejmowane w głównym nurcie historiografii bądź literaturoznawstwa? Czy przeszłość peryferyjna może wprowadzać korekty do historii centralnej, państwowej, narodowej, a może sama podlegała lub podlega wyłącznie korektom zaplanowanym w centrali? Czy do zadań literatury regionów należy pełnienie roli narzędzia transmisji i aktywnego czynnika kształtującego współczesną pamięć kulturową? Te pytania towarzyszyły kolejnemu, piątemu już spotkaniu zespołu badawczego projektu „Nowy regionalizm w badaniach literackich”, które odbyło się w Olsztynie w kwietniu 2016 roku. Olsztyn dla badań regionalnych jest miejscem szczególnym – to właśnie w tym środowisku literacko-naukowym w latach dziewięćdziesiątych XX wieku zostały sformułowane idee otwartego regionalizmu i polifonii pamięci, które tak inspirująco wpłynęły na rozwój tego nurtu badawczego. Nie bez przyczyny zatem artykulacje problematyki historii i pamięci, rozwijanej w wielu odsłonach, formach i mediach, tak często sięgały do tych lokalnych doświadczeń pracy z odpominaniem, przywracaniem wypartej przeszłości.
Pierwsza część tomu koncentruje się wokół zagadnień pisania historii – kierunek poszukiwań wyznacza tu zarówno pisanie historii regionalizmu literackiego, jak też refleksja o charakterze metodologicznym, a więc pytania o reguły i osobliwości regionalnych historii literatury. Stałym punktem odniesienia jest w takiej sytuacji napięcie pomiędzy optyką centralną a peryferyjną, zauważalne choćby w przedwojennych i peerelowskich dziejach regionalizmu, syntetycznie przedstawionych przez Małgorzatę Mikołajczak. Regionalne i lokalne historie literatury wymagają również uwzględnienia – jak postuluje Jerzy Madejski – takich czynników jak twórczość niepublikowana (w PRL-u), grupy czy lokalne szkoły literackie. Jan Galant zwraca z kolei uwagę na poetykę i retorykę historii miejsc peryferyjnych skonfrontowanych z wielką historią wydarzeniową, a Daniel Kalinowski, na przykładzie literatury kaszubskiej, na lokalne strategie literackie radzenia sobie z dyrektywami z centrum, umożliwiające trwanie tożsamości kulturowej i języka. Analogiczny problem relacji centro-peryferyjnych może być jednak rozważany w innej skali – literatury popularnej. Dariusz Skórczewski śledzi to napięcie na przykładzie serii młodzieżowej Przygody Pana Samochodzika, która pomimo zmieniających się autorów cyklu i cezury politycznej roku 1989 dalej utrwala mechanizmy „hegemoniczne”, a przy okazji, dzięki swej atrakcyjności fabularnej, prowadzi do symulakryzacji regionalnych peryferii.
Jednym z kluczowych pojęć regionalizmu literackiego stała się kategoria pogranicza – poddana krytycznemu przewartościowaniu przez Jarosława Ławskiego, który wskazuje, że ekspansja, nadmierne rozszerzenie semantyki oraz ideologizacja sprowadziły obecnie to pojęcie do poziomu symplifikatu. Niezbędne jest czyśćcowe oczyszczenie kategorii pogranicza, toteż Ławski postuluje powrót do realiów i zmniejszenie skali zastosowania. Pogranicze bowiem – by nie podlegać symplifikacji – winno być ugruntowane w konkretnych doświadczeniach i historiach geograficznych.
Takie ugruntowane w realiach historycznych rekonstrukcje przeszłości pojawiają się w kolejnych częściach tomu. Ich horyzont problemowy wyznaczają z jednej strony badania nad pamięcią, a z drugiej badania zogniskowanie na skonkretyzowanych topograficznie miejscach, których splątana przeszłość generuje wciąż nowe poszukiwania. Choć wydawać by się mogło, że koniunktura memorialna winna wejść już w fazę wyczerpania, to jednak spory, tabuizowane tematy, lęki społeczne w obszarach poszczególnych regionów ciągle znajdują swój oddźwięk w literaturze. Do takiego spornego problemu w Białymstoku odwołuje się Danuta Zawadzka, wskazując, że to literatura jako czynnik aktywizujący pracę pamięci ma potencjalnie możliwość transmisji i przekazu międzypokoleniowego. Doniosłą rolę odgrywają w tym procesie zabiegi kanonizacyjne piśmiennictwa regionalnego (nagrody literackie) i tworzenie za ich sprawą aktywnej społecznie pamięci kulturowej. Poza statyczne ujęcia pamięci wykracza również Kinga Siewior, która nawiązując do ustaleń trzeciej fali memory studies, dowodzi, iż taką nową propozycją badawczą jest kategoria pamięci poruszonej (wędrówki i migracje pamięci). W przeciwieństwie do miejsc pamięci, ufundowanych jednak na idei locus, koncentrują się one na trajektoriach ruchu obiektów materialnych i symbolicznych, praktyk i narracji; proponują nie tyle archeologię miejsca, ile horyzontalne mapowanie dyslokacji pamięci. Na jeszcze inne aspekty zwracają uwagę kolejne artykuły: o roli milczenia i zapominania dla kultur mniejszościowych traktuje tekst Katarzyny Sawickiej-Mierzyńskiej; o ewolucji literatury postpamięci pisze Ewa Szczepkowska; Janusz Łastowiecki analizuje „los” pamięci w słuchowisku, w którym bohaterem jest radio.
Regionalny punkt widzenia siłą rzeczy nakierowany jest na przestrzenie i miejsca, to one stanowią bowiem residua pamięci, niekiedy wbrew oficjalnej historiografii lub wyraźnym aktom niszczycielskim. W tej części tomu Zbigniew Chojnowski zwraca uwagę na manipulacje historią lokalną i śledzi proces jej „disneylandyzacji” w działaniach turystyczno-marketingowych; Wojciech Browarny przywołuje najnowsze przykłady alternatywnych opowieści o Sudetach, by wskazać na ich anty-ideologiczny wydźwięk; Arkadiusz Kalin dowodzi, że tzw. nurt literatury małych ojczyzn/obczyzn został pogrzebany nazbyt pospiesznie, a warto podjąć badania nad nim w kontekście Heimatliteratur; Tomasz Cieślak stawia pytanie o przyczyny nieobecności w pamięci zbiorowej Łodzi rewolucji 1905 roku; Agnieszka Czyżak pisze o selektywnych rekonstrukcjach przeszłości w retrokryminałach, wskazując na ich protetyczno-terapeutyczne funkcje; Beata Tarnowska analizuje poetyckie i kulturowe obrazy Jerozolimy, a Andrzej Baranow śledzi związki z pamięcią autobiograficzną w poezji polskiej literatury Litwy. Pamięć o przeszłości regionu może być także zachowana w toponimach literackich (Jarosław Petrowicz), krajobrazie kulturowym (Marta J. Bąkiewicz) czy osobliwych miejscach przecięcia realnego i wyobrażonego, jakimi są Ogród Sztuk (Mirosława Szott) lub literackie obrazy piramidy w Rapie (Jerzy Marek Łapo).
W części Inne historie, inne pamięci podjęte tematy ujawniają problem równouprawnienia, wypierania i ekspansji, przeplotu i równoległości różnych pamięci, przypisywanych danemu regionowi. Kształtowane są one przez świadomość lokalną i tradycję historyczną (w tym literacką), ale też przez stopień nachylenia etnocentrycznego. Pisze o tym Tadeusz Bujnicki, biorąc pod uwagę udział Mickiewiczowskiej tradycji w międzywojennym Wilnie. Kornelia Ćwiklak i Joanna Szydłowska śledzą powstawanie nowej i zindywidualizowanej pamięci o Warmii i Mazurach, wyzwalającej się z uprzedzeń ufundowanych na stereotypach etnicznych. Zbigniew Kopeć ujmuje rywalizację odmiennych sposobów pamiętania i opowiadania Syberii w literaturze polskiej od czasów romantyzmu po okres najnowszy. Dramat, konflikty, ambiwalencje różnych pamięci w związku z innymi historiami regionu prowadzić mogą do krystalizowania się „przeciw-pamięci” i odejścia w kierunku apolityczności i ahistoryczności, co w perspektywie śląskiej rozpatrują Krystian Węgrzynek i Marek Mikołajec.
Ponowiona lektura literatury regionalnej z okresu powojennego pozwala zrewidować pogląd o istnieniu tabu wobec pamięci i historii z powodu niegdyś niewygodnych wydarzeń i procesów. Ksymena Filipowicz-Tokarska dementuje przekonanie o rzekomo „zakazanej pamięci”, jaka miała obowiązywać w pamiętnikach i beletrystyce autorek lat sześćdziesiątych XX wieku wobec kobiet, które zostały wysiedlone z tzw. Ziem Odzyskanych. Metodologiczna propozycja Elżbiety Rybickiej, zainspirowana ideami nowej humanistyki, daje możliwość odkrywania regionów w literaturze ponad antagonizującymi wyobrażeniami w nawarstwiających się „śladach pamięci” zapisanych w zróżnicowanym nazewnictwie roślinności. Kluczowy jest tu związek pamięci kulturowej i świata roślinnego, umownie określony jako „biopamięć”.
Genealogie i archeologie grupują artykuły, które drążą nieznane, zapomniane lub niedointerpretowane źródła literatury regionalnej i refleksji nad nią. Autorzy rekonstruują rodowody sposobów badania i kreowania regionu, a przede wszystkim rozważają i dokumentują historyczne przesłanki literackich „modeli”, uwzględniających już w przeszłości folklor (Monika Jurkowska), zróżnicowanie kulturowe i „czynniki terytorialne” (Marek Lubański), historię lokalną – jej nadreprezentację, deformację lub nieobecność (Krystyna Krawiec-Złotkowska, Aleksandra Kmak-Pamirska, Kamila Bialik, Agnieszka Piekarska, Janusz Mosakowski, Kamila Gieba). Kaszuby, Podlasie, Kurpie, Warmia i Mazury, Gdańsk z Pomorzem, Ziemia Lubuska przedstawiane są jako regiony, których opisywanie-wyobrażanie zdeterminowane jest przez rozmaite strategie i ideologie wobec historii widzianej z perspektywy peryferii bądź centrum. Mijanie się z prawdą historyczną niekiedy usprawiedliwia literackość wypowiedzi (prawo do fikcyjności), ale częściej wynika z dążenia do wytworzenia sztucznej, „logicznej” i „spójnej” ciągłości kulturowej, która ma gwarantować np. prawo danego państwa czy narodu do posiadania wydzielonego terytorium.
Regionalne projekcje wielkiej historii dotyczą zagadnienia partykularnych odniesień w utworach podejmujących tematykę przełomowych i szeroko rozpropagowanych wydarzeń dziejowych. Joanna Chłosta-Zielonka znajduje uzasadnienie dla powieści z czasów PRL-u o polskich zmaganiach z Zakonem Krzyżackim nie tylko w polityce historycznej, ale również w teorii Haydena White’a. Adela Kuik-Kalinowskaw piśmiennictwie Kaszubów przywołuje liczne świadectwa rozdwojenia, polegającego na ich przymusowym uczestnictwie w I wojnie światowej po stronie niemieckiej i nadziejach politycznych związanych z odrodzeniem się polskiej państwowości. Małgorzata Czabańska-Rosada systematyzuje odzwierciedlony w literaturze proces kształtowania się stosunku Niemców do „ucieczek i wypędzeń” – od „poczucia winy” do „poczucia krzywdy”. Elżbieta Dutka znajduje i analizuje fotograficzne i literackie zapisy doświadczeń ekspatriacji Kresowian w perspektywie śląskiej.
Zderzenie losów jednostkowych i (o)dziedziczonych narracji historycznych z następstwami dziejowych zdarzeń, polityczno-ideologicznych ograniczeń, a także interesów etnicznych czy państwowych powoduje stan rozregulowania pamięci i świadomości historycznej. To sprawia, że zarówno historia, jak i wyobrażone figury przeszłości danego regionu podlegają przemianom, naruszeniom, weryfikacjom, czynnościom dostosowawczym i erozji. W literaturze regionalnej jednak historia i pamięć mają tę wartość, że jawią się czytelnikowi bardziej namacalnie, w dającej się uchwycić ramie terytorialnej.
Uniwersytet Zielonogórski
„Wyrok skazujący” to metafora, którą posłużył się Jacek Kolbuszewski, charakteryzując sytuację literatury regionalnej w PRL-u1. Powojenna uniformizacja modelu kultury i związane z tym rozbicie ruchu regionalistycznego zaciążyły, stwierdza badacz, na kondycji tej twórczości i sprawiły, że „nad współczesnością i dziejami literackich aspektów regionalizmu zapanowało w okresie powojennym całkowite milczenie”2. Należałoby dopowiedzieć i wyjaśnić, że chodziło nie tyle o odmówienie literackiemu regionalizmowi prawa głosu, gdyż zarówno twórczość regionalna, jak i refleksja regionalistyczna były po roku 1945 uprawiane, ile o jego reglamentowanie i marginalizację, a w efekcie – o pozbawienie głosu, który byłby samodzielny, słyszalny i który liczyłby się w świecie powojennej kultury.
Przyjmując w punkcie wyjścia tę diagnozę, chciałabym się przyjrzeć oskarżeniom, które były podstawą „wyroku”, i prześledzić, jak kształtowały się ich przesłanki. Proponowane ujęcie będzie uwzględniać chronologicznie szerszy, tj. wychodzący poza okres PRL-u, kontekst, zamierzam bowiem pokazać, że sytuacja, w jakiej po wojnie znalazł się regionalizm literacki, nie była konsekwencją „werdyktu” opartego na jednorazowym osądzie, a zarzuty, które po roku 1945 formułowano pod adresem literatury regionalnej, wyrastały z wcześniejszej tradycji. Owe zarzuty kształtowały się pod wpływem wielu czynników, głównie jednak polityki kulturalnej przechodzącej w latach 1945–1989 kolejne fazy rozwojowe. Były też niejednorodne i mimo że cechowała je charakterystyczna dla „krytyki nowego typu”3 „monotonia powtarzających się (…) haseł, ujęć, tematów, argumentów, interpretacji, uogólniających formuł”4, to miały zróżnicowaną stylistykę, zmienną siłę oddziaływania i rangę, dotyczyły też różnych aspektów twórczości regionalnej, tj. jej treści, formy, recepcji, tradycji itd.
Zarysowując tę sytuację, trzeba wspomnieć, że negatywne oceny znajdowały odpór w wypowiedziach obrońców regionalizmu. Głosy podnoszące wartość literatury regionalnej były jednak zdecydowanie mniej liczne i mniej wyraziste na tle krytyki regionalistycznej okresu, a przede wszystkim nie stanowiły dominującego dyskursu, w którym na plan pierwszy wysuwał się „tryb oskarżycielski” – i z tego względu nie będą tutaj brane pod uwagę.
***
Niełatwo zrekonstruować obfitującą w sprzeczności regionalistyczną narrację krytycznoliteracką jako spójny przekaz. Trudno też wyodrębnić elementy poddawane krytyce, gdyż najczęściej, wzmacniając negatywny obraz regionalnej twórczości, traktowano je łącznie i operowano etykietkami o charakterze ogólników. Niemniej warto na wstępie spróbować oddzielić te oceny, które odwoływały się do kryteriów estetycznych i posiłkowały argumentami natury literacko-artystycznej, od zarzutów, które miały podbudowę polityczną i przylgnęły do twórczości literackiej jako do współoskarżonej w procesie wytoczonym regionalizmowi. Od tych drugich zacznę.
Po zakończeniu wojny i krótkim, gdyż trwającym niecałe trzy lata, okresie, w którym reaktywowano działalność przedwojennych organizacji regionalnych (np. regionalnych towarzystw kultury) i kiedy można było przez pewien czas mieć nadzieję, że dziedzictwo polskiego ruchu regionalistycznego zostanie zagospodarowane w instytucjonalnych ramach państwa odradzającego się po wojnie, inicjatywy regionalne zaczęły być wygaszane. Reorientacja polityki kulturalnej, rozpoczęta w 1947 roku5, zaowocowała niechętnym stosunkiem do regionalizmu z lat dwudziestych i trzydziestych. Na fali krytyki Polski przedwrześniowej oraz walki z tzw. odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym i postawą inteligencką (skompromitowaną, jak przyjęto uważać, przez wojnę) – a wziąwszy pod uwagę korzenie ruchu, można przypuszczać, że również pod wpływem obsesji antyfrancuskiej6 – przedwojenny regionalizm postawiono w stan oskarżenia jako ruch inteligencko-burżuazyjny, który pragnął wykorzystywać do celów politycznych masy chłopskie.
Tej oceny, będącej podstawą myślenia na temat literackiego regionalizmu w PRL-u, nie zweryfikowały kolejne zmiany polityki kulturalnej. Nawet jeśli po roku 1956 stwierdzono, że likwidacja wielu form ruchu regionalnego była pochopna i wynikła z „niesłusznych (…) sekciarskich poczynań okresu kultu jednostki”7, stosunek do idei, którą głosił Aleksander Patkowski, zmienił się w niewielkim stopniu. W przedmowie do edycji pism wybranych Patkowskiego z 1958 roku, Stanisław Arnold zarzucał promotorowi polskiego regionalizmu, że wiążąc się z „niewątpliwie postępowymi czynnikami, zgrupowanymi w okresie międzywojennym w Związku Nauczycielstwa Polskiego, nie zdołał wyjść poza zakres pewnych obiektywistycznie słusznych, ale politycznie niejasnych koncepcji programowych”, że wiele jego poglądów „uległo dzisiaj całkowitej dezaktualizacji”, a ponadto „cały szereg ocen, zestawień, wniosków, opartych na materiale okresu międzywojennego, jest i politycznie nieraz błędnych, i naukowo dziś nie do utrzymania”8.
Także po przełomie 1968 roku, gdy uznano, że „ruch regionalistyczny związany z nazwiskami Żeromskiego, Bujaka, Patkowskiego wprowadzał ożywcze idee w zatęchły świat elitarnej kultury”9, obowiązywała dezawuująca wykładnia. Przedwojenny regionalizm, objaśniał w latach siedemdziesiątych Bronisław Gołębiowski, został zmonopolizowany przez przedstawicieli „inteligenckiego getta”, którzy kontynuując tradycje burżuazyjno-szlacheckie, przejęli „panowanie nad kulturą” i zostali wykorzystani ideologicznie przez decydentów burżuazyjno-obszarniczego państwa10. Przedstawiając tę interpretację, autor Kultury i ruchu społecznego tłumaczył:
Działalność regionalnych organizacji i towarzystw powinna była intensywnie przyczynić się do integracji ziem polskich w jedną całość, do zacierania różnic dzielnicowych i partykularyzmów regionalnych czy środowiskowych. W rzeczywistości jednak ustrój społeczny nie sprzyjał odpowiedniemu do potrzeb rozwinięciu się takiej integracyjnej funkcji ruchu regionalnego, szczególnie tego nurtu, który chcąc pozostać wierny swoim radykalno-demokratycznym tradycjom, często nadal musiał spełniać rolę instytucji kulturalnych, których nie powołało do życia burżuazyjno-obszarnicze państwo lub uzupełniać musiał funkcjonowanie oficjalnych instytucji kulturalnych tego państwa11.
W analogiczny sposób w książce poświęconej przedwojennej kulturze literackiej (z roku 1972) interpretował regionalizm Stefan Żółkiewski, przy czym jego ocena była surowsza i bardziej dosadna. Zdaniem badacza, na którego pracach opierał później swą koncepcję literatury regionalnej Erazm Kuźma12, był to wytwór garstki inteligencji pozostającej na usługach rządu, w szczególności sanacji, który „skupiał przeciwników kosmopolityzmu, urbanizmu, industrializacji” i angażował „antydemokratycznych krytyków kultury krajowej”13. A ponadto, ucinając wątpliwości co do znaczenia regionalizmu, autor monografii poświęconej kulturze literackiej dwudziestolecia stwierdzał, że „był [regionalizm przedwojenny – przyp. M.M.] jałowy i skazany na klęskę”14.
Dlatego po roku 1956, na fali promowania inicjatyw oddolnych, ruchowi przedwojennemu przeciwstawiono regionalizm „o charakterze ludowo-demokratycznym”, którego wzorcem był „regionalizm ludowo-plebejski” i reformatorski, reprezentowany m.in. przez Związek Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”, założony w roku 192815. Jego emanacją była kultura ludowa i twórczość, którą późniejsi badacze określili mianem „folkloryzmu”. Ta tradycja, wzbogacona o selektywnie dobrane, „postępowe” elementy przedwojennego regionalizmu państwowego, stała się podwaliną konstruktu społeczno-kulturowego realizującego politykę państwa, jakim był sui generis powojenny ruch regionalistyczny.
Wyżej wspomniany Gołębiowski w charakterystyce kierunków rozwoju kultury w okresie PRL-u pisał o swoistej metamorfozie, jaką przeszedł polski regionalizm w latach 1939–1955, ewoluując od zjawiska o nachyleniu inteligencko-ludowym do ruchu o charakterze klasowo-plebejskim16. Była to jednak nie tyle metamorfoza, ile wymiana znaczeń sygnowanych hasłem „regionalizm”. Ruch proklamowany i uprawiany w PRL-u stanowić miał bowiem całkiem nową jakość, co zresztą starano się zaznaczyć za pomocą takich propozycji nazewniczych, jak „neoregionalizm” czy „nowy regionalizm”17. Uzasadnienia dla terminów, które szerzej się nie przyjęły, szukać by należało także w polityce kulturalnej dotyczącej tzw. Ziem Północnych i Zachodnich, którą propagowano po roku 1968. Spełniwszy funkcje integracyjne i polonizacyjne, regionalizm uprawiany na tych terenach wchodził bowiem od końca lat 60. w nową fazę i łączyć się miał z koncepcją nowego człowieka i nowej kultury.
Niezależnie jednak od tego, jakie treści przypisywano kolejnym konceptualizacjom regionalizmu, novum opierało się na wyraźnie skrystalizowanym obliczu ideologicznym, a linię rozwojową nurtu wyznaczały dwie współrzędne: myśl marksistowsko-leninowska i centralizm. O ile w dwudziestoleciu istniała względna równowaga działań sterowanych odgórnie (top-down) i inicjatyw podejmowanych oddolnie (bottom-up)18, zjawisk endemicznie wypływających z regionu i narzuconych przez politykę kulturalną państwa, o tyle po wojnie proporcja ta została zachwiana do tego stopnia, że należałoby mówić nie o regionalizmie, ale o regionalizacji jako formie realizowania socjalistycznej polityki kulturalnej. Adekwatny jest tu także termin „regionalizm koncesjonowany” czy – sięgając po określenie Zbigniewa Zielonki – „limitowany regionalizm”19.
Ów regionalizm miał być instrumentem homogenicznie narodowego scentralizowanego państwa i wzmacniać „faszystowski szkielet młodej demokracji ludowej”, jak określił kierunek tej polityki Gustaw Herling-Grudziński20. Stąd, wolno przypuszczać, wśród oskarżeń formułowanych pod adresem przedwojennego regionalizmu okazjonalnie tylko podnoszono kwestię jego związków z ideologią nazistowską21. Znacznie częściej – sięgając po argumenty przedwojennej endecji – straszono tym, co mogło rozbić państwową wspólnotę, tj. regionalistycznymi separatyzmami22.
To tylko jeden z licznych paradoksów towarzyszących rozwojowi tego ruchu w PRL-u. Największy z nich polegał na tym, że dystansując się wobec przedwojennej instrumentalizacji regionalizmu, przeciwstawiano jej ruch politycznie sterowany, a wpadając w pułapkę samoodniesienia uderzano w istotę zjawiska – z założenia decentralistycznego, partykularnego, ufundowanego na dążeniu do autonomii. Wewnętrznie sprzeczna formuła autokompromitowała powojenny regionalizm, który w powszechnym odczuciu stanowił wytwór sztuczny i nieautentyczny w swych przejawach. Jego kulturową reprezentacją był folkloryzm, a wizytówkami, które z czasem stały się jednymi z sygnatur PRL-u, łowickie wycinanki, Cepelia, ludowe zespoły pieśni i tańca. Świadomość tej przebieranki subwersywnie wybrzmiewała w stawianych regionalizmowi zarzutach, a także w takich określeniach, jak „regionalizm akcesoryjny”23 czy pseudoregionalizm. I choć pod adresem literatury regionalnej uprawianej w PRL-u nie padały, bo nie mogły, oskarżenia ideologiczne, żywa była krytyka innego rodzaju. Dlatego rację miał Zdzisław Hierowski, gdy w nawiązaniu do wypowiedzi Stefanii Skwarczyńskiej z 1937 roku, twierdził, że podstawowym niebezpieczeństwem dla regionalizmu jest przeobrażenie go w literackie hasło24. Przytaczając opinię badaczki, że „wszelka tendencja, zwłaszcza narzucona od zewnątrz, jest zdecydowanym złem”, Hierowski przemilczał jednak ciąg dalszy tej wypowiedzi, w którym Skwarczyńska argumentowała: „bo literatura na rozkaz, czy na przynętę nie tryśnie z dna przetrawionych, własnych treści duchowych artysty”25. W owej niemożności właśnie, jak wolno przypuszczać, tkwiła główna przyczyna słabości powojennej regionalnej literatury.
Bez wątpienia na stosunku do literatury regionalnej zaciążyło polityczne odium. Z jednej strony niechęć budziły jej związki z przedwojennym, konserwatywnym i „wstecznym” ruchem inteligencko-prawicowym, z drugiej – zaangażowanie we współpracę z powojenną władzą. W obu wypadkach literatura regionalna była stygmatyzowana jako ekspresja pewnych idei politycznych czy też koncepcji wyrastających na ich gruncie. W krytyce literackiej jednak te kwestie bezpośrednio nie wybrzmiały, a najpowszechniejszym i zarazem najpoważniejszym z zarzutów był grzech tradycjonalizmu, tropiony zarówno w literaturze wywodzącej się z tradycji dwudziestolecia, jak i w twórczości uprawianej w PRL-u.
„Regionalizm w nowoczesnym świecie? Cóż to za anachronizm?”26 – dziwił się Lech Bądkowski, prowokując jedną z pierwszych dyskusji na temat kształtu powojennego regionalizmu, która prowadzona była na łamach czasopisma „Życie i Myśl” w 1961 roku. W opinii autora artykułu, który już w tytule zawierał postulat (Nie chodzi o rezerwat – ale o konstruktywną siłę), ruch ten „opiera się na kulturze materialnej i duchowej zaścianka i to zaścianka przeszłości”27. Zaściankowość przypisywano też literackiemu regionalizmowi. „W okresie dwudziestolecia był to już program nietwórczy, jałowy, anachroniczny, który tylko opóźniał rozwój życia literackiego w środowiskach prowincjonalnych”28 – oceniał Hierowski i w książce poświęconej przedwojennemu życiu literackiemu na Śląsku zgłaszał postulaty jego unowocześnienia. O tym, jak żywotny był to problem w całym powojennym okresie, świadczą dyskusje dotyczące kultury regionalnej, prowadzone m.in. na łamach takich czasopism, jak „Życie i Myśl”, „Miesięcznik Literacki” i „Kontrasty”, którym patronowała właśnie dialektyka zacofania i postępu.
Z grubsza rzec biorąc, można wskazać trzy najczęściej podnoszone kwestie, wokół których skupiły się wypowiedzi krytyczne. Oprócz wspomnianego tradycjonalizmu (1) były to: niska wartość artystyczna tekstów (2) i partykularyzm rozumiany dwojako: jako wąskość tematyczna i jako ograniczenie kręgu odbiorców (3). Te zagadnienia, mimo że dotyczyły różnych aspektów literatury regionalnej (tradycjonalizm głównie wymiaru ideowego, słabość literacka kwestii warsztatowych, partykularyzm warstwy treściowej i recepcji), były ze sobą ściśle powiązane i gdyby pokusić się o skonstruowanie modelu literatury regionalnej w oparciu o powojenne wypowiedzi krytyczne, to obejmowałby on zjawiska mieszczące się w obszarze zakreślonym wierzchołkami tego trójkąta.
(1) Tradycjonalizm, który synonimicznie określano jako anachronizm, reliktowość, zaściankowość, starzyzna, staroświecczyzna i skansen, miał różne oblicza. Utożsamiano go z przywiązaniem do przeszłości (historii, tradycji), znajdującym wyraz w treści i warstwie ideowej utworu, ale też z twórczością ludową oraz z tradycyjną formą, np. z „kontynuowaniem poetyk przebrzmiałych i skonwencjonalizowanych”29, które ganił Hierowski, pisząc o literaturze śląskiej. Zapatrzenie w przeszłość zarzucano też utworom powstającym w środowisku olsztyńskim, w którym dyskusję nad literaturą regionalną po roku 1956 inicjowała wypowiedź zatytułowana Pochód staroświecczyzny.Jej autor dowodził, że twórczość tego typu „uczy (…) umiłowania tej ziemi, za cenę przestarzałych wierzeń i powtarzania prawd już przebrzmiałych”30.
W każdym ze wskazanych przejawów tradycjonalizmu regionalizm był wyrazem regresu i stanowił zaprzeczenie figury postępu, wykorzystywanej jako narzędzie kolonizowania regionu przez centrum31. Krytykę sięgającą po ów instrument dyscyplinujący dobrze obrazuje eksregionalny dyskurs Erazma Kuźmy, w którym literatura szczecińska została określona jako zachowawcza, zanurzona w XIX wieku, realizująca się w modelu romantyczno-pozytywistycznym32.
(2) Tradycjonalizm był równoznaczny z niską wartością artystyczną utworów. Literaturze regionalnej najczęściej wytykano właśnie brak eksperymentów formalnych oraz prosty mimetyzm, co miało walor szczególnie deprecjonujący w dobie królowania strukturalizmu, preferującego autoteliczny model dzieła literackiego. Zarazem kryterium estetyczne obejmowało znacznie szerszy krąg zarzutów, rozciągający się od warsztatowej konwencjonalności po niedomagania formalne, brak świadomego działania artystycznego, prymitywizm, uproszczenia, epigoństwo i wtórność koncepcji, manierę publicystyczną i sentymentalno-modernistyczną, niedoskonałość, anachroniczność obrazu itd. Krytycy operowali tu szeroką skalą ocen i wykazywali się sporą inwencją pojęciową. Z wypowiedzi, padających pod adresem literatury regionalnej, wyekscerpować można całą gamę pojęć dyskredytujących – oto np. zamiast o utworach regionalnych pisano o „wyczynach regionalnych”33, „produktach mody”, „regionalnych ramotkach”34, grafomanii, „książkach, które nie udały się artystycznie”35. Bodaj najsurowiej wypowiadał się na temat wartości artystycznych tej literatury czy raczej ich braku Hierowski, oceniając, że jest to „oczywista grafomania” i wytykając utworom regionalnym „stylizatorstwo na ludowy prymityw”, artystyczną wtórność i naśladownictwo, utrzymanie w granicach obiegowych konwencji literackich36.
Część niepochlebnych ocen brała się stąd, że literaturę regionalną utożsamiano z twórczością popularną i ludową. Odmawiając jej miana sztuki wysokiej, wskazywano na uproszczenia i spłycenia, np. brak zgłębienia skomplikowanej psychiki Ślązaka (UŚRL 47). Zdaniem Zbigniewa Kubikowskiego, „literatura regionalna jest jedną z gałęzi popularnej literatury masowej, którą czasami nazywa się literaturą drugorzędną, tak jak powieść kryminalna, podróżnicza, jak popularny romans”37.
Niski poziom artystyczny deprecjonował nie tylko literaturę regionalną, ale też jej twórców. Pisarzom regionalnym wytykano słabą świadomość teoretyczną, braki w edukacji i niskie wykształcenie, a także deficyt odwagi i myślenia z ducha awangardy. Kubikowski pisał o nich ironicznie:
Regionalni pisarze mają nawet pomniki i stoją na nich brązowi i monumentalni, niedobrzy, ale regionalni. Bo twórczość regionalna jest Poświęceniem i Służbą. Bo ambicją regionu jest mieć swoją literaturę regionalną38.
W innym tonie, choć równie bezceremonialnie, obszedł się z pisarzami śląskimi Hierowski, stwierdzając, że:
(…) poza Morcinkiem, którego twórczość jest przejawem dużego talentu, grupę śląskich pisarzy regionalnych stanowią ludzie o niewielkiej skali uzdolnień literackich, niebogatych możliwościach twórczych, indywidualności przeciętne, mało oryginalne, czujące się dobrze tylko w swoim regionalnym „domku ciasnym, ale własnym”. Brak u nich wyraźnie ambicji i dążenia do literackiego kształtowania tematów i motywów regionalnych dla potrzeb ogólnonarodowych (UŚRL 49).
(3) „Ciasny” krąg tematów, zasklepianie się w obrębie własnych spraw i brak otwarcia na zagadnienia ogólnonarodowe czy uniwersalne – to słabości, które najczęściej wymieniano jako przejaw partykularyzmu, pogardliwie określanego jako prowincjonalizm. Obiekcje budziło ograniczenie do spraw regionalnych, ze względu na które już sam termin „literatura regionalna” wydawał się podejrzany – tak traktował go Kubikowski, stwierdzając, że „(…) opatrzenie słowa «literatura» przymiotnikiem, który nie ma żadnego artystycznego sensu, a oznacza pewien zespół cech pozaartystycznych automatycznie degraduje samą literaturę. Jej jakość i jej ambicje”39. Po inny typ argumentu sięgał Edward Martuszewski, definiując literaturę regionalną jako „sztuczny separatyzm tematyczny poszczególnych utworów”40.
Przyczyn marginalizacji upatrywano również w wąskiej grupie czytelników. Dlatego już sama koncepcja literatury regionalnej oparta na takim kryterium była deprecjonująca. W ujęciu zwolennika takiego myślenia, Kuźmy, który ustalił obowiązującą przez lata definicję tej twórczości, podstawowy czynnik, który reguluje i rozstrzyga, co jest, a co nie jest tekstem regionalnym, stanowi krąg odbiorców – twórczość regionalna to taka, twierdzi badacz, która funkcjonuje jedynie w regionalnym obiegu i nie oddziałuje poza granice regionu41. Na tej podstawie dezawuuje ją też Hierowski, który podsumowując śląski regionalizm literacki, pisze:
Wciąż jeszcze granica regionu jest linią, na której kończy się i urywa oddziaływanie ich [śląskich pisarzy regionalnych – przyp. M.M.] twórczości, poza którą nie znajdują czytelników ani oddźwięku. Dla tworzącej się nowej inteligencji śląskiej utwory ich są jeszcze atrakcyjne i ciekawe, ale już nie zaspokajają jej wymagań literackich. Pozostaje więc jako odbiorca dla ich twórczości śląski pół-inteligent, chłop, robotnik i do niego książka ta przeważnie trafia. Możemy mówić zatem o regionalnej literaturze popularnej, pozbawionej jeszcze elementów twórczych, warunkujących postęp i rozwój. W reprezentantach jej odnajdziemy wiele jeszcze cech dawnych śląskich pisarzy ludowych, używając tego określenia dla pisarzy z ludu pochodzących i z przeznaczeniem dla ludu tworzących (UŚRL 51).
Warto nadmienić, że także wypowiedzi cytowanego wyżej krytyka odnoszące się do pobłażliwego traktowania twórczości regionalnej, prób jej usprawiedliwiania i rozgrzeszenia (UŚRL 46) dają assumpt, by ujmować słabości tej literatury w kategorii „grzechów głównych”.
Śledząc zarysowane tu wybiórczo i pobieżnie argumenty peerelowskiej krytyki, trudno nie zauważyć, że owej krytyce towarzyszyły liczne paradoksy. W dużym stopniu były one pochodną wyżej wspomnianej wewnętrznie sprzecznej formuły regionalizmu lansowanego w tamtym okresie. Część z nich bazowała na znoszącej się argumentacji, co m.in. wynikało stąd, że wypowiedzi krytyczne współbrzmiały z oficjalną narracją i zdarzało się, że to, co było przedmiotem krytyki w minionym okresie, w kolejnym nie rodziło już negatywnych emocji. Najbardziej jaskrawy przykład stanowią wypowiedzi Jerzego Kossaka, pochodzące z końca lat sześćdziesiątych i reprezentujące oficjalne stanowisko rządu. W artykule opublikowanym w 1968 roku krytykował on zamknięcie się na „nowinki” i postulował „zerwanie z wszelkiego typu zaściankowością i lokalnym szowinizmem” oraz „unowocześnienie życia i kultury na własnym «regionalnym» terenie”42. Rok później dystansował się wobec „zwolenników szczególnie pojmowanej nowoczesności”, którzy „starali się zbyt łatwo przerzucić pomost między sferą techniki i sferą kultury”43. Zmiana wiązała się, jak można przypuszczać, z prowadzoną w tym czasie dyskusją na temat regionalizmu na tzw. Ziemiach Północno-Zachodnich. Z pewnością krytyka regionalistyczna dotycząca literatury powstającej na obszarach przyłączonych do Polski po wojnie domaga się osobnego studium. Tu sygnalnie wskażę tylko na paradoksalną sytuację tej twórczości, która m.in. polegała na tym, że jej uprawianie stanowiło niemal rację stanu (miało mieć performatywną moc ustanawiania nowej – polskiej i zarazem socjalistycznej rzeczywistości), a jednocześnie wystawione było na największą krytykę, co wiązało się z dyskusjami na temat zadań literatury regionalnej, podejmowanymi podczas kolejnych Zjazdów Pisarzy Ziem Północnych i Zachodnich. Dość przywołać cytowane wyżej oceny Hierowskiego i Kubikowskiego, a także lekceważące opinie Henryka Horosza, Marii Korolkiewicz, Jana Strzelczyka, Lecha Bądkowskiego, Edwarda Martuszewskiego czy Erazma Kuźmy.
Jeśli uchylić perspektywę diachroniczną i spojrzeć na krytykę regionalistyczną en bloc jako na „znieruchomiałą konfigurację idei, dążeń i praktyk”44, jak czyni to Janusz Sławiński w odniesieniu do krytyki socrealistycznej, można by też wskazać charakterystyczne sprzeczności, które zasadzają się na znoszących się oczekiwaniach wobec literatury regionalnej. Po pierwsze, wymagając unowocześnienia, wyznaczano jej miejsce w skansenie kultury ludowej. Pisząc o „anachroniczności tej formy udziału w kulturze” i o tym, że stanowi „relikt XIX-wiecznej działalności oświatowej, nie przystosowany do nowoczesnego życia”, preferowano „bogactwo wątków folklorystycznych”45. Znamienne, że pod hasłem nowego regionalizmu propagowana była właśnie literatura ludowa albo… historyczna: Jerzy Pomorski w artykule zatytułowanym Nowy regionalizm do „nowego nurtu regionalnego” zaliczał książki poświęcone zabytkom Krakowa46.
Kolejny z paradoksów dotyczył recepcji. Z jednej strony krytykowano literaturę regionalną za partykularyzm, przejawiający się m.in. ograniczonym zasięgiem recepcji, z drugiej – za jej masowy, popularny charakter. Zarazem, promując literaturę regionalną jako ekspresję ruchu docierającego do szerokiego odbiorcy, przede wszystkim do mas chłopskich, dyskredytowano jej odbiorców. Na przykład zdaniem Hierowskiego trafiać ona może tylko do czytelnika o małych wymaganiach literackich, którym jest „śląski pół-inteligent, chłop, robotnik” (UŚRL 51). W tym kontekście kuriozalnie brzmiały tłumaczenia Jana Gisgesa, usprawiedliwiającego grafomanię jako element świadomej strategii:
Jeżeli pisałem wiersze proste, szczerzę mówię – w granicach grafomanii, to zdawałem sobie sprawę, że te wiersze muszą dotrzeć do ludzi, którzy tym polskim językiem jeszcze właściwie nie władają, że go właściwie nie rozumieją47.
Piętno tych aporii nosi wyżej wspomniana definicja literatury regionalnej Kuźmy – z założenia wolna od wartościowania, w istocie oparta na kryterium stanowiącym negatywny wyróżnik. W myśl tej koncepcji, dodajmy, wskazując na jeszcze jeden aspekt „niemożliwej” sytuacji tej literatury, twórczość regionalna jest najlepsza wówczas, gdy uniwersalizuje swój przekaz i wyzbywa się „kolorytu lokalnego”.
Trzeba zauważyć, że regionalizm nie znalazł w PRL-u promotorów w osobach literaturoznawców, a autorzy prac z tego zakresu okazywali się wobec niej najbardziej krytyczni. O statusie tekstów regionalnych wymownie świadczy również fakt, że hasła „literatura regionalna” nie ma w jednym z najważniejszych powojennych kompendiów literaturoznawczych, jakim jest Słownik terminów literackich pod redakcją Janusza Sławińskiego, Aleksandry Okopień-Sławińskiej, Teresy Kostkiewiczowej i Michała Głowińskiego. Bardziej otwarci na twórczość regionalną byli kulturoznawcy, niemniej i w tym kręgu regionalizm traktowany był jako konstrukt historyczny, a literatura regionalna jako zanikająca twórczość ludowa. Pisząc o regionalizmie literackim, Roch Sulima proponował, aby „produkty regionalizmu choćby na moment odebrać regionalizmowi, a przyznać człowiekowi”48.
Podsumowując, można by powiedzieć, że literatura regionalna w PRL-u znalazła się w sytuacji klinczu: stawiano przed nią oczekiwania, które były nie do spełnienia, i równocześnie poddawano frontalnej krytyce. Dlatego regionalizm peerelowski jawi się w swej postulatywnej sferze nie tylko jako obiekt oskarżenia, ale też jako zjawisko pełne paradoksów i byt niemożliwy.
„Rebelia prowincji”, zapoczątkowana w roku 1989, nie zmieniła, przynajmniej nie od razu, sytuacji literatury regionalnej. Mimo że załamał się centralistyczny układ i jego ideologiczna podbudowa, a w związku z tym instancji, która wydała „wyrok skazujący”, cofnięto mandat, nie dokonał się proces rehabilitacji, w obronie literackiego regionalizmu stanęli nieliczni. Do odosobnionych należał głos Jacka Kolbuszewskiego, który w przywołanym na początku artykule z 1993 roku objaśniał nieporozumienia narosłe wokół regionalizmu literackiego w PRL-u i upomniał się o jego przewartościowanie czy raczej „odwartościowanie”. Zdaniem badacza, „pojęcia regionalizmu, literatury regionalnej i regionalistycznej, a także regionalizmu literackiego nie mają bowiem charakteru wartościującego i nie mogą być wykorzystywane w roli kategorii aksjologicznej”49. Pokazując różne „oblicza regionalizmu”, badacz przekonywał, że może on przejawiać „najwyższe aspiracje twórcze”, a wyprzedzając kierunek myślenia, który usankcjonowały późniejsze badania kulturowe, postulował: „trzeba umieć dostrzec, iż nawet utwór artystycznie słaby może w specyficznym obiegu regionalnym odegrać rolę społecznie istotną”50.
W tamtym czasie jednak tego apelu nie podjęto, a do zarzutów stawianych twórczości regionalnej doszły nowe, związane z krucjatą przeciwko tzw. literaturze małych ojczyzn. W autorytatywnej krytyce narracji korzennej Robert Ostaszewski stwierdzał, że „pisarze zdecydowanie przegrzali koniunkturę na wszelkiego rodzaju literackie potyczki z regionalizmami, wydając dziesiątki bardzo podobnych do siebie książek, powielając nużący schemat”51 i oskarżał literaturę małoojczyźnianą o eskapizm, nostalgiczne sięganie do przeszłości, „intelektualną łatwiznę”, brak „przepracowania problemu”, minimalizm poznawczy i artystyczny, powtarzanie tych samych chwytów i schematyzm52.
Oskarżenia te nie były nowe. Krytyka „literatur korzennych” przejęła argumenty, które przed rokiem 1989 wysuwano przeciwko literaturze regionalnej, stąd można by ją potraktować jako „chroniczny pogłos”53 wcześniejszej niechęci, „mimowiedną pochodną socrealistycznej, marksistowskiej i pseudomarksistowskiej” – po prostu: socjalistycznej – awersji do regionalizmu toto tenere,jak pisał Kolbuszewski, tłumacząc, skąd wzięło się „negatywne myślenie o regionalizmie jako zjawisku konserwatywnym”54.
Przyczyn dezaprobaty można upatrywać również w postmonocentrycznym układzie, ukształtowanym po roku 1989, którego reprezentanci, pochodzący z dużych ośrodków, odziedziczyli niechęć centrali do prowincji. Zwłaszcza że wciąż żywa była w tym kręgu postawa kolonizatora, wskazującego wymóg modernizacji i postępu, dlatego twórczości, która się doń nie dostosowywała, odmawiano prawa głosu. Charakterystyczny jest triumf, z jakim obwieszczano zmierzch tej literatury. „Wydaje się, że proza «małych ojczyzn» najlepsze lata ma już za sobą” – stwierdzał w roku 2002 Ostaszewski. „Na szczęście formuła «małych ojczyzn» (…) wydaje się wyczerpana” – oznajmiał dwanaście lat później Piotr Michałowski55. Co charakterystyczne, do krytyków literatury małoojczyźnianej dołączali twórcy regionalni, samozwrotnie dezawuujący twórczość peryferii. „A poza tym jesteśmy dość głęboką prowincją, przeciętnością”56 – stwierdzał Czesław Sobkowiak, jeden z najbardziej znanych poetów lubuskich, zabierając głos w dyskusji na temat uwiądu lokalnej twórczości.
Wydaje się, że po transformacji ustrojowej otrzymaliśmy w pewnym stopniu powtórkę sytuacji powojennej: tak jak na stosunku do literatury regionalnej po roku 1945 zaciążyły jej wcześniejsze tradycje, tak po roku 1989 odbierano ją przez pryzmat polityki PRL-u. Była to zarazem niechęć do twórczości uprawianej przez dysponentów systemu, gdyż koncesje na uprawianie literatury regionalnej mieli w przeważającej części literaci hołubieni przez władzę, zrzeszeni w regionalnych oddziałach Związku Literatów Polskich. Niechęć do regionalizmu, sytuująca się między awersją i resentymentem, łączyła się z kontestacją polityki kulturalnej minionego okresu – dystans wobec literatury regionalnej wyrażał triumf „potęgi smaku”, o której w znanym wierszu (Potęga smaku) pisał Zbigniew Herbert.
Trzeba wreszcie dopuścić i taką – najbardziej uzasadnioną – możliwość, że smak właśnie odgrywał tu decydującą rolę i że pobudki estetyczne były główną przyczyną krytyki. Cytowany wyżej Sobkowiak, oceniając dorobek zielonogórskiego Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów, orzekł, że „(…) są to publikacje w ograniczonym stopniu spełniające wymogi literackie. Czasami dwa, trzy wiersze daje się zaakceptować. Bywa, że więcej, lecz bardzo rzadko. (…) Jest ilość, nie ma jakości”, i dodawał: „Tak się manifestuje pewna normalność, że są różne poziomy i różne kategorie twórczości”57.
Z pewnością uproszczeniem byłoby łączenie negatywnego stosunku do literatury regionalnej z degradacją regionalizmu, która dokonała się w czasie PRL-u, zwłaszcza że większość zarzutów, które po roku 1945 formułowano pod jej adresem, pojawiło się jeszcze przed wojną. Nie tylko Hierowski z rezerwą wypowiadał się w 1947 roku o entuzjastach grzeszących prymitywizowaniem zagadnień regionalnych, co odbijało się na jakości literackich tekstów (UŚRL 47). Na niebezpieczeństwa ideowego podejścia do literackiego regionalizmu wskazywała dziesięć lat wcześniej Stefania Skwarczyńska58, separatyzm zarzucał autorom regionalnym krytyk literacki i teatralny Jan Nepomucen Miller59, a niedojrzałość, brak samodzielności i poprzestawanie na opisowości Julian Przyboś60. O słabości artystycznej regionalnych utworów pisali przed wojną m.in. Konstanty Troczyński61, Stanisław Czernik62, Bożena Stelmachowska. Zdaniem tej ostatniej:
Regionalizm literacki czyni w ogólnej sumie wrażenie, że literaci współcześni nie zrozumieli à fond jego istoty. Najczęściej identyfikują go z wyczynami literackimi na tematy lokalne, rozgrzeszając się przy tym często z wartości estetycznych. Wydaje się, jakoby moment regionalny, cieszący się powszechną sympatią w opinii publicznej, usuwał – nawet u krytyków – na plan dalszy, wartość formy artystycznej, głębię treści, dynamikę przeżyć, czyli ogólną sumę walorów literackich, kwalifikując z założeń specjalnie pojętego regionalizmu pewien utwór jako czyn literacki. Przyjęła się też szczególna pobłażliwość, zaciemniająca zdrowy sąd o rzeczy, ponieważ opinia przecenia, być może, znaczenie regionalizmu w literaturze, a poza tym ulega błędnym w tym kierunku pojęciom. Regionalizm staje się w ten sposób równoznaczny z wyrazem dążeń umysłowych pewnej grupy społecznej, zamkniętej w ramach jakiejś jednostki administracyjnej, miasta, wsi, czy powiatu63.
W publicystyce dwudziestolecia odnaleźć można niezwykle bogaty wachlarz oskarżeń, a także określeń deprecjonujących regionalizm. Nazywano go „hodowlą odrębności etnicznych” i gloryfikacją rodzinnego „zatęchłego podwórka”64, „demagogią ambicji regionalnych”65. Utyskiwano, że „obniża kulturę środków pisarskich, wymagając techniki prostackiej i przezwyciężonych, i skompromitowanych metod sugestii artystycznej” oraz „stwarza typ artysty nieco dla naszych wyrafinowanych nerwów brutalny”66. Oceniano, że we „współczesnej poezji regionalistycznej dużo jest makulatury, dużo powierzchowności, znaczny stopień dogmatycznej programowości, która zazwyczaj przynosi poezji jakąś szkodę”67. Pod adresem regionalizmu padały także niewybredne inwektywy, m.in. pisano o nim, że „stał się etykietką pokrywającą często zupełne brednie”68, „wielkim głupstwem”69.
Dwa ostatnie określenia pochodzą z artykułu Czesława Miłosza, ogłoszonego w roku 1931 na łamach wileńskich „Pionów”. Autor Sensu regionalizmu postawił wówczas regionalizmowi zarzuty, które okazują się zadziwiająco aktualne: o „zamiłowanie do fałszywej ludowości”, anachroniczność, kult zewnętrzności, „zabawy w teatralność życia”, przede wszystkim jednak o to, że jest narzędziem w rękach polityków („oliwą mającą łagodzić tarcia narodowościowe na Kresach”)70.
Analogiczna krytyka, posiłkująca się podobnymi argumentami, wychodziła z lewicowych kręgów, m.in. ze środowiska skupionego wokół czasopisma „Nowa Wieś”, na łamach którego Ignacy Fik (występując pod pseudonimem Ignacy Gojan) przestrzegał przed pułapkami, jakie niesie z sobą regionalizm. W takiej optyce regionalizm okazywał się nie tyle bezwartościowy artystycznie, ile niebezpieczny. Stanowił nie tylko „teren ekspansji podejrzanych co do swej wartości dążności, utrudniając równocześnie w danym środowisku pozycję czystej sztuki”71 i zjawisko artystycznie podejrzane ze względu na „fałszowanie ludowości”72, ale też „chytrą sanacyjną sztuczkę, zmierzającą ponownie do rozbicia jedności mas całego kraju”73. Tak pisała o nim we wstępie poprzedzającym wyżej cytowany artykuł redakcja „Nowej Wsi”. Stąd autorowi Zasadzek regionalizmu patronował cel demaskatorski: „chęć wyświetlenia «faszystowskiego regionalizmu» i «burżuazyjnej propagandy regionalizmu»” jako „narzędzia w ręku klas panujących”74.
Warto zauważyć, że już w łonie krytyki lat dwudziestych i trzydziestych pojawiły się główne wątki organizujące powojenną dyskusję na temat literackiego regionalizmu, m.in. kwestia uniwersalizmu i partykularyzmu regionalnej literatury, jej funkcji integracyjnej i separatystycznej, problem konserwatyzmu i modernizacji oraz – co się z tym wiąże – starego i nowego regionalizmu75. W toczących się wówczas sporach do głosu dochodziły też podobne paradoksy i sprzeczności, wśród nich konflikt między przeświadczeniem, że regionalizm jest wynalazkiem nowoczesności, i przekonaniem, że stanowi anachronizm oraz ostoję tradycjonalizmu – ta kwestia podzieliła uczestników dyskusji prowadzonej w roku 1933 na łamach „Dziennika Poznańskiego”. Rzecz znamienna, że już przed wojną pojawiały się postulaty, by „regionalizmowi muzealnemu przeciwstawić regionalizm żywy, pojęty jako próba aktualizowania ogólnych zagadnień socjalnych, związanych z pewnymi częściami kraju”76. Te oczekiwania, a także przywołane wyżej przykłady należy jednak osadzić w odpowiednim kontekście i zauważyć, że różnica między krytyką przedwojenną i tą, którą uprawiano po roku 1945, zasadzała się na proporcji. Wielość krytycznych wypowiedzi pod adresem regionalizmu, które padały w latach dwudziestych i trzydziestych, świadczy przede wszystkim o tym, że regionalizm był zagadnieniem żywo obecnym w przedwojennym dyskursie i angażował licznych pisarzy, krytyków literackich, publicystów. Zarazem przed wojną krytyka ta znajdowała żywy respons w głosach zwolenników regionalizmu i nie stanowiła bynajmniej głównego nurtu recepcji. Dopiero rok 1945 uciął ów polilog, dopuszczając do głosu te ujęcia, które akcentowały słabe strony literackiego regionalizmu.
Najcelniej wypunktował owe słabości Ignacy Fik w książce poświęconej literaturze dwudziestolecia, a wyłożone przezeń stanowisko wraz z towarzyszącym mu zestawem argumentów oraz ostrzeżeniem przed separatyzmem, partykularyzmem i wstecznością regionalizmu oferowało gotowy scenariusz powojennej krytyki77. Aktualne było także stwierdzenie Fika, że „regionalizm jest usprawiedliwiony o tyle, o ile przestaje być regionalizmem burżuazyjnym i tylko i wyłącznie burżuazji służącym”78. Nic dziwnego, że właśnie cytowany tekst stał się narracją założycielską krytyki prowadzonej w PRL-u, do stanowiska jego autora odwoływano się też najczęściej, pisząc o literaturze regionalnej.
Dwudziestolecie międzywojenne, obfitujące w ożywione dyskusje na temat regionalizmu, uznać należy za okres, w którym kształtuje się regionalistyczna recepcja krytyczna, jednakże początki tej krytyki są znacznie wcześniejsze. Śledząc dzieje regionalizmu, można zauważyć, że, mająca rozmaite źródła, kontestacja stanowi jego nierozłączny komponent i jest jednym z czynników dynamizujących rozwój ruchu. Rzecz charakterystyczna, że regionalizm już od momentu narodzin rozwijał się w ogniu polemik z oponentami. Już Jean Charles-Brun, zarysowując program estetycznej teorii regionalizmu w sztuce, przyjmował postawę obronną i odnosił się do stawianych tej estetyce zarzutów, przede wszystkim o separatyzm i partykularyzm79. Także na gruncie polskim idea regionalistyczna od momentu jej narodzin, które można lokować w okresie działalności krajowych szkół romantycznych80, spotykała się z oporem. Między innymi Stefan Witwicki w Wieczorach pielgrzyma sprzeciwiał się zdobywającej wówczas popularność regionalnej modzie jako utwierdzającej zaborcze podziały81.
Podejrzenia o separatyzm z pewnością nie służyły uprawianiu literatury regionalnej, wydaje się jednak, że bardziej brzemienne w skutki, gdyż uderzające w lokalne ambicje i kompleksy, były wątpliwości formułowane pod adresem wartości poznawczych i artystycznych tej twórczości. Broniąc literackiego regionalizmu, Charles-Brun wskazywał jako „najbardziej znamienny” sprzeciw wobec wiązania literatury z pewnym ściśle określonym środowiskiem, które może skutkować zawężeniem zarówno kręgu odbiorców, jak i pola widzenia twórcy. Referując stanowisko adwersarzy, pytał:
Czy nie stanie się to przyczyną pewnej zrozumiałej niezgody pomiędzy prowincjami francuskimi i nie doprowadzi nas drogą okrężną do tego chełpienia się zaściankowymi znakomitościami (…)? I czyż literatura nasza nie odwróci się przez to od wszelkiej tematyki o doniosłości powszechnej i naprawdę ogólnoludzkiej?82
Kluczowy dla krytyki regionalistycznej temat konfliktu między partykularnym i powszechnym, między preferencją dla tematu lokalnego i przeświadczeniem, że literatura powinna podejmować uniwersalne tematy (konflikt pozorny, jak oceniał go autor Literatur regionalnych), odsyła do sporów, jakie romantycy toczyli z klasykami. Właśnie owe polemiki uznać można za jeden z momentów założycielskich omawianego tu regionalistycznego dyskursu.
Także w wymiarze programowym regionalizm literacki przedstawiał się jako defensywa, tj. jako kierunek nastawiony na obronę wartości uznanych za cenne. Narodził się wszak z zaniepokojenia „stopniowym zanikiem malowniczości i oryginalności prowincji”83 czy – sięgając po bardziej dosadne określenie – z „przerażenia widokiem Francji, zmierzającej do jednostajności”84. Dlatego w zamierzeniu twórców literackiego regionalizmu, którymi byli przedstawiciele stowarzyszenia Felibrów z Frédérikiem Mistralem na czele, regionalizm stanowił program ozdrowieńczy; „soczyste treści” utworów powstających na prowincji miały zasilić „skostniałą, umarłą, jednostajną literaturę francuską”85. Dodajmy, że analogiczne nastawienie towarzyszyło polskiemu regionalizmowi, mimo że kształtował się on w odmiennych warunkach. „Otóż, najmocniej podkreślić trzeba, że zadaniem dobrze pojętego regionalizmu jest z tworzywa miejscowego wnosić istotne i nowe wartości do ogólnej kultury narodowej”86 – stwierdzał Kazimierz Czachowski, rysując w okresie dwudziestolecia obraz polskiej literatury.
***
Opisane przygody krytyki traktować można jako konsekwencję defensywnego statusu regionalizmu literackiego i pochodną ruchu zasilanego duchem buntu oraz „regionalną ambicją”, przenikniętego misją ocalenia wartości uznanych za cenne (w tym świętości, jaką jest „kraj lat dziecinnych”), który w ich obronie daje się zaciągać pod różne sztandary. W tym świetle „wyrok skazujący”, jaki wydano na regionalizm literacki w PRL-u, nie wydaje się ewenementem. Niezależnie od meandrów historii i uwarunkowań polityki regionalizm wciąż pozostaje bowiem „w stanie podejrzenia”. Nieustannie też – jeśli spojrzeć na to z drugiej strony – domaga się rozgrzeszenia artystycznych niedostatków, usprawiedliwiając je rangą (regionalnego) tematu. Dlatego na koniec warto wskazać przynajmniej jeden z pożytków płynących z krytyki literatury regionalnej – ten mianowicie, który zawiera się w jej funkcji stymulującej. Zarzuty stawiane pod adresem literatury regionalnej wydają się bowiem jednym z ważniejszych czynników, które mobilizują tę twórczość, by szukała dla siebie uzasadnień w świecie estetyki i uprawomocniała się jako wartość artystyczna, a dzięki temu utwierdzała „sens regionalizmu”, o który swego czasu upominał się Miłosz87.
1 Nazwą „PRL” wprowadzoną w 1952 roku posługuję się tak, jak to czyni Jacek Kolbuszewski – na oznaczenie całego okresu obejmującego lata 1945–1989 – i traktuję ją jako określenie symboliczne, które w takim znaczeniu funkcjonuje w świadomości powszechnej.
2 J. Kolbuszewski, Literackie oblicza regionalizmu, [w:] Regionalizm literacki w Polsce. Zarys historyczny i wybór źródeł,red. Z. Chojnowski, M. Mikołajczak, wstęp M. Mikołajczak, Kraków 2016, s. 440.
3 Tym mianem Janusz Sławiński określa krytykę socrealistyczną. Wyróżnione przez badacza cechy tej krytyki – rzeczona monotonia, a także imperatywy wtórności i doktrynalności – w dużym stopniu odnieść można do literackiej krytyki regionalistycznej uprawianej w latach 1947–1989. J. Sławiński, Krytyka nowego typu, [w:] tegoż, Teksty i teksty, Warszawa 1991, s. 130–152.
4 Tamże, s. 131.
5 Za datę znaczącą uznać należy listopad 1947 roku i przemówienie Bolesława Bieruta z okazji otwarcia radiostacji we Wrocławiu, w którym sformułowany został postulat planowania w kulturze, co Stefan Żółkiewski na łamach „Kuźnicy” ocenił jako „rozpoczęcie nowego etapu w naszej polityce kulturalnej”. S. Żółkiewski, Przed nowym etapem w polityce kulturalnej, „Kuźnica” 1947, nr 50. Por. na ten temat M. Fik, Kultura polska 1944–1956,[w:] Polacy wobec przemocy 1944–1956, red. B. Otwinowska, J. Żaryn, Warszawa 1996, s. 225; J. Sławiński, Krytyka nowego typu,dz. cyt., s. 132–134.
6 Por. M. Fik, Kultura polska 1944–1956, dz. cyt., s. 245.
7 B. Gołębiowski, Funkcje regionalnego ruchu kulturalnego, [w:] tegoż, Kultura i ruch społeczny, Olsztyn 1976, s. 139.
8 Por. S. Arnold, Słowo wstępne,[do:] A. Patkowski, W hołdzie dla ziemi rodzinnej, wstępami poprzedzili S. Arnold, P. Banaczkowski, Warszawa 1958, s. 8–9.
9 J. Kossak, Tradycje i współczesność polskiego regionalizmu (1), „Miesięcznik Literacki” 1969, nr 7, s. 24. Reinterpretując tradycję przedwojennego regionalizmu, Kossak podkreślał zasługi Patkowskiego w przeciwstawianiu się tradycyjnemu szlachecko-arystokratycznemu modelowi kulturalnemu o korzeniach feudalnych i w ukazywaniu nowej „prawdy codziennego życia polskiego chłopa”(tamże).
10 Por. B. Gołębiowski, Funkcje regionalnego ruchu kulturalnego, dz. cyt., s. 136.
11 Tamże, s. 137.
12 Por. E. Kuźma, Współczesny regionalizm jako rodzaj komunikacji literackiej, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 413–431.
13 S. Żółkiewski, Społeczny obieg kultury,[w:] tegoż, Kultura literacka (1918–1932), Wrocław 1973, s. 400.
14 Tamże.
15 Por. J. Kossak, Tradycje i współczesność polskiego regionalizmu (1), dz. cyt.
16 Por. B. Gołębiowski, Regionalizm współczesny, „Region Lubelski” 1986, nr 1, s. 19.
17 Por. L. Goliński, Neoregionalizm konkretniej, „Polityka” 1961, nr 37 (z 16 grudnia); J. Kossak, Nowy regionalizm, „Kultura i Ty” 1968, nr 3, s. 24–26; J. Pomorski, Nowy regionalizm, „Życie Literackie” 1980, nr 16, s. 13.
18 Na temat znaczenia i rozróżnienia obu terminów por. R. Bieniada, Regionalizm i regionalizacja w definicji. Wybrane problemy teoretyczne,cejsh.icm.edu.pl/.../R. Bieniada-regionalizm-i-regionalizacja-w-definicji.wybrene-prob [dostęp: 19.05.2016].
19 Por. Z. Zielonka, Być sobą i być u siebie,„Pomerania” 1990, nr 1, s. 4–6.
20 G. Herling-Grudziński, „Kultura” 1947, nr 2/3, cyt. za: M. Fik, Kultura polska 1944–1956, dz. cyt., s. 237.
21 Por. S. Skwarczyńska, Kierunek geograficzny (kierunek naukowy i regionalistyczny), [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt.
22 Ów zarzut dotyczył przede wszystkim Śląska; por. Z. Hierowski, Uwagi o śląskim regionalizmie literackim, [w:] tegoż, 25 lat literatury na Śląsku 1920–1945,Katowice–Wrocław 1947, s. 46 (dalej lokalizuję tę pozycję w tekście głównym, stosując oznaczenie UŚRL i podając numer strony); W. Szewczyk, Czy regionalizm jest korfantyzm,„Życie Literackie” 1966, nr 41.
23 Określenie E. Martuszewskiego, cyt. za: J. Szydłowska, Wokół regionalizmu, [w:] tejże, Narracje pojałtańskiego Okcydentu. Literatura polska wobec pogranicza na przykładzie Warmii i Mazur (1945–1989), Olsztyn 2013, s. 208.
24 Por. Z. Hierowski, W służbie regionalizmu i przeciw regionalizmowi,[w:] Regionalizm literacki w Polsce,dz. cyt., s. 337.
25 S. Skwarczyńska, Regionalizm a główne kierunki teorii literatury, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 237; wyróżnienie w oryginale.
26 L. Bądkowski, Nie chodzi o rezerwat – ale o konstruktywną siłę,[w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 317.
27 Tamże.
28 Z. Hierowski, W służbie regionalizmu i przeciw regionalizmowi, dz. cyt., s. 345.
29 Tamże, s. 205.
30 Wypowiedź M. Korolkiewicza i J. Strzeleckiego, cyt. za: J. Szydłowska, Wokół regionalizmu, dz. cyt., s. 205.
31 Jak zauważa Dorota Wojda, figura postępu „stanowi (…) w historiografii zakamuflowany argument na rzecz ekspansji – przy jej użyciu zbiorowości uznane za mniej rozwinięte określane są jako poddawane obcej władzy ze względu na konieczność misji cywilizacyjnej” (D. Wojda, Polska Szeherezada. Swoje i obce z perspektywy postkolonialnej,Kraków 2015,s. 473). Sytuację literatury regionalnej jako skolonizowanej obrazuje też „idea organicznej całości”, o której pisze badaczka, „uzasadniająca imperialne poglądy, co przyjmuje w syntezie historycznoliterackiej postać legitymizowania jednorodnej literatury narodowej, wolnej rzekomo od heterogenicznych pierwiastków, w istocie jednak tłumiącej ich znaczenie” (tamże).
32 Więcej na ten temat piszę w artykule pt. Dyskurs regionalistyczny we współczesnym (polskim) literaturoznawstwie – pytania o status, poetykę i sposób istnienia,[w:] Nowy regionalizm w badaniach literackich. Badawczy rekonesans i zarys perspektyw, red. M. Mikołajczak, E. Rybicka, Kraków 2012, s. 40–42.
33 Z. Hierowski, W służbie regionalizmu i przeciw regionalizmowi, dz. cyt., s. 355.
34 Z. Kubikowski, W raju fałszywych ambicji, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 330.
35 Tamże.
36 Por. Z. Hierowski, Początki regionalizmu literackiego,[w:] tegoż, Życie literackie na Śląsku w latach 1922–1939, Katowice 1969, s. 129.
37 Z. Kubikowski, W raju fałszywych ambicji, dz. cyt., s. 330.
38 Tamże, s. 329.
39 Tamże.
40 Wypowiedź E. Martuszewskiego, cyt. za: J. Szydłowska, Wokół regionalizmu, dz. cyt., s. 207.
41 Por. E. Kuźma, Regionalizm,[w:] Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, t. 2: P–Z, red. A. Hutnikiewicz, A. Lam, Warszawa 2000, s. 95.
42 Por. J. Kossak, Nowy regionalizm,dz. cyt., s. 25.
43 Por. tenże, Tradycje i współczesność polskiego regionalizmu (2), „Miesięcznik Literacki” 1969, nr 12, s. 33.
44 J. Sławiński, Krytyka nowego typu, dz. cyt., s. 131.
45 J. Kossak, Tradycje i współczesność polskiego regionalizmu (2), dz. cyt., s. 33.
46 Por. J. Pomorski, Nowy regionalizm, dz. cyt.
47 Wypowiedź J. Gisgesa, cyt. za: J. Szydłowska, Wokół regionalizmu,dz. cyt., s. 206.
48 R. Sulima, W stronę literatur regionalnych, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 411.
49 J. Kolbuszewski, Literackie oblicza regionalizmu, dz. cyt., s. 444; wyróżnienie w oryginale.
50 Tamże, s. 444.
51 R. Ostaszewski, Lokalni hodowcy korzeni, „Dekada Literacka” 2002, nr 7/8, s. 44–45. Więcej na ten temat por. E. Rybicka, „Małe ojczyzny” – projekt zaniechany,[w:] tejże, Geopoetyka. Przestrzeń i miejsce we współczesnych teoriach i praktykach literackich,Kraków 2014, s. 333–338.
52 R. Ostaszewski, Lokalni hodowcy korzeni, dz. cyt., s. 45.
53 Por. R. Nycz, „Nie leczony, chroniczny pogłos”. Trzy uwagi o polskim dyskursie postzależnościowym,[w:] Kultura po przejściach, osoby z przeszłością. Polski dyskurs postzależnościowy – konteksty i perspektywy badawcze,red. tenże, Kraków 2011, s. 11.
54 J. Kolbuszewski, Literackie oblicza regionalizmu, dz. cyt., s. 444.
55 P. Michałowski, Małe ojczyzny i pogranicze jako dialog kultur, [w:] tegoż, Narożnikowo, centralnie, pogranicznie. Szkice szczecińskie i europejskie, Szczecin-Bezrzecze 2014, s. 57.
56 C. Sobkowiak, Odpowiedź, „Pro Libris” 2013, nr 2, s. 10.
57 Tamże.
58 S. Skwarczyńska, Regionalizm a główne kierunki teorii literatury, dz. cyt., s. 235.
59 J.N. Miller, Epigonizm romantyczny w nowej poezji polskiej, „Tygodnik Wileński” 1925, nr 3.
60 J. Przyboś, Koniunktura literacka na Śląsku, „Zaranie Śląskie” 1930, nr 1.
61 K. Troczyński, Regionalizm w literaturze, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 169–171.
62 S. Czernik, Regionalizm w polskiej poezji współczesnej, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 191–196.
63 B. Stelmachowska, Regionalizm etnograficzny na tle przykładów z współczesnej twórczości literackiej Polski Zachodniej. (Przyczynek do teorii regionalizmu), Poznań 1936, s. 212.
64 Określenie J. Jankowskiego, cyt. za: T. Łopalewski, Regionalizm a literatura, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 53.
65 K. Troczyński, Regionalizm w literaturze, dz. cyt., s. 171.
66 Tamże.
67 S. Czernik, Regionalizm w polskiej poezji współczesnej, dz. cyt., s. 193.
68 Cz. Miłosz, Sens regionalizmu, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 157.
69 Tamże, s. 159.
70 Tamże, s. 51.
71 K. Troczyński, Regionalizm w literaturze, dz. cyt., s. 171.
72 B. Stelmachowska, Regionalizm etnograficzny na tle przykładów z współczesnej twórczości literackiej Polski Zachodniej,dz. cyt., s. 234.
73 I. Gojan, Zasadzki regionalizmu, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 197.
74 Tamże.
75 Por. J. Birkenmajer, O „starym” i „nowym” regionalizmie, [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt.
76 I. Fik, 20 lat literatury polskiej (1918–1938), [w:] Regionalizm literacki w Polsce, dz. cyt., s. 274.
77 Tamże.
78 Tamże.
79 Najpoważniejszym z nich było oskarżenie o separatyzm, które autor Regionalizmu francuskiego odpierał słowami „dewizą naszą wspólną jest: «wszystko w ramach jedności francuskiej»” (Ch. Brun, Regionalizm francuski, [w:] Ruch regionalistyczny w Europie. Książka zbiorowa,t. 1, red. A. Patkowski, Warszawa 1934, s. 284). Opinia S. Witwickiego, cyt. za: M. Ruszczyńska, Estetyczny i regionalny wymiar „szkoły literackiej” w krytyce XIX wieku,[w:] tejże, Studia i szkice literackie,Zielona Góra 2015, s. 24.
80 Por. M. Ruszczyńska, Estetyczny i regionalny wymiar „szkoły literackiej” w krytyce XIX wieku,dz. cyt.,s. 15–26.
81 Opinia S. Witwickiego, cyt. za: tamże, s. 24.
82 Ch. Brun, Literatury regionalne, tłum. T. Dmochowska, [w:] Teoria badań literackich za granicą. Antologia,t. 1: Romantyzm i pozytywizm, cz. 2: Kierunki pozytywistyczne, krytyka subiektywna i kierunki postpozytywistyczne,wybór, rozprawa wstępna, komentarze S. Skwarczyńska, Kraków 1966, s. 397–398. Przytoczonemu stanowisku Brun zarzucał brak logiki: „Otóż doprawdy nie mogę zrozumieć, dlaczego podobnie jak w zakresie pojmowania patriotyzmu przeciwstawia się charakter Prowansalczyka czy Bretończyka charakterowi Francuza (co jest poważnym błędem logicznym), miałoby się przeciwstawiać charakter mieszkańca prowincji charakterowi człowieka jako takiego. Byłby to błąd równie poważny. Wprost przeciwnie, dostrzegam w literaturach klasycznych arcydzieła, które są zarazem regionalistyczne w tym właśnie znaczeniu, w jakim ten wyraz pojmujemy, czyli wybitnie zróżnicowane, mocno przepojone odrębnością plemienną i regionalną, a mimo to są najwyższymi arcydziełami ludzkości” (tamże, s. 398).
83 Tamże, s. 268–269.
84 Tamże, s. 271.
85 Tamże.
86 K. Czachowski, Obraz współczesnej literatury polskiej 1884–1934, t. 3: Ekspresjonizm i neorealizm, Lwów 1934, s. 658.
87 Cz. Miłosz, Sens regionalizmu, dz. cyt.
Uniwersytet Szczeciński
Ten szkic powstał na marginesie opracowania o literaturze szczecińskiej, które dotyczy problemów związanych z pisaniem historii literatury regionalnej. Nasza – bo opracowanie jest zbiorowe – odpowiedź na pytanie, jak dzisiaj odtworzyć dzieje literatury współczesnej, brzmi: można opowiedzieć o wybranych z siedmiu powojennych dekad poszczególnych książkach, eksponując gatunek, i przedstawić reprezentatywne tomy dla różnych form piśmiennictwa1.
Realizacje cząstkowych i regionalnych historii literatury poprzedzane bywają refleksją nad tym, dlaczego potrzebujemy nowej historii literatury. W tym wypadku przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, starzeją się dotychczasowe historie. Po drugie, wiemy, że w konstruowaniu dziejów literatury należy uwzględniać nowe książki i nowe zjawiska estetyczne. Po trzecie, zdajemy sobie sprawę z tego, że powinniśmy budować historie literatury z uwzględnieniem aktualnych koncepcji metodologicznych, czyli np. tych, których dzisiaj dostarcza u nas Kulturowa historia literatury pod redakcją Anny Łebkowskiej i Włodzimierza Boleckiego2. Już na podstawie tej książki można by powiedzieć, co współcześni historycy chcą robić z literaturą. Są tacy, którzy spierają się o daty w ustalaniu periodyzacji, oraz tacy, którzy traktują literaturę w większych całościach. Jedni badacze widzą literaturę w diachronii, inni zaś zmierzają raczej do konstrukcji rozmaitych wariantów synchronii (np. historii jednego roku). Są propozycje rewizji wynikające ze zmiany charakteru współczesnej kultury. Jeśli np. zajmuje nas problematyka pokoleń literackich, to wyzwaniem interpretacyjnym jest twórczość tych, którzy jednocześnie piszą i działają w różnych obszarach kultury. Niektórzy proponują ciągle jeszcze historię pisma, inni zaś uznają, że potrzebujemy historii głosu (w rozmaitych uzasadnieniach i wariantach). Jedni w swoich propozycjach pragną ocalić swojskość naszego piśmiennictwa, inni zaś sądzą, że tylko włączenie literatury polskiej – na rozmaitych zasadach – do literatury światowej może przeciwdziałać marginalizacji tekstów powstających nad Wisłą, Wartą i Odrą.
Niezależnie od tych dylematów powstają opracowania, które pełnią funkcję historii literatur. Autonomizują się też pewne działy piśmiennictwa. Ze względu na „słownik”, jak i z uwagi na teorię silniej powiązane są z transnarodowymi historiami niż kulturami lokalnymi. Tak dzieje się w obszarze współczesnej teorii o literackich utopiach i dystopiach3. Podobnie jest z twórczością komiksową, bo – jak wiemy – jest ona zasilana tyleż swojskimi inspiracjami4, co i międzynarodowym ruchem zwolenników „świata przerysowanego”5.
Ponadto historia literatury obejmuje dzisiaj nie tylko estetyczne, ale i codzienne praktyki piśmiennicze. A wiąże się to również z lokalnymi odniesieniami do literatury. Najkrócej rzecz ujmując, pisze się historie literatury nie tylko na uniwersytecie, ale i w ramach licznych przedsięwzięć koordynowanych przez rozmaite organizacje. Coraz częściej też powstają historie w powiązaniu z działalnością wielu instytucji (już nie tylko teatru, Kościoła, szkoły, ale też filmu, telewizji, radia, muzeum, zakładu pracy, klubu itd.).
To właśnie w kontekście tych różnych dylematów zrozumiałe są historie literatur będące rezultatem radykalnych wyborów. Michał Paweł Markowski zaproponował np. wykład polskiej literatury nowoczesnej na przykładzie trzech poetyk pisarskich: Bolesława Leśmiana, Brunona Schulza, Stanisława Ignacego Witkiewicza. Jednak ten cel zasadniczy łączy się z innymi:
Książka niniejsza chce pokazać, że świat zdarzeń codziennych, świat polityki i historii oraz świat mediów nie są jedynymi światami, w których żyją wielcy pisarze. Z tego powodu głównymi bohaterami tego wykładu są wielcy polscy pisarze metafizyczni – Leśmian, Schulz, Witkacy – których dzieła pokazują nam nieoczekiwane oblicze rzeczywistości, różniące się od spojrzeń zdeterminowanych politycznie czy społecznie. Na tym właśnie – na wytrącaniu nas z oczywistości myślenia i odczuwania, na „wytrącaniu nas ze snu” – polega działanie wielkiej literatury, w tym chyba przede wszystkim – literatury krytycznej nowoczesności, której rola, od stu lat, polega na poddawaniu w wątpliwość naszych przeświadczeń na temat nas samych i otaczających nas rzeczywistości6.
Czy jednak nie najbardziej radykalny model opisu literatury współczesnej przedstawili autorzy podręcznika Literatura polska po 1989 roku? Tezy autorów opracowania ilustruje jeden pisarz i jedna powieść – Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej Michała Witkowskiego7.
To są zagadnienia ważne w konstruowaniu historii literatury w ogóle. A przecież sprawy wyglądają inaczej, jeśli zastanawiamy się nad regionalną historią literatury. I tu będę odnosił się przede wszystkim do literatury na Pomorzu Zachodnim. Wydaje się, że możliwe są rozwiązania najprostsze. Pierwsze polega na „nadpisywaniu” nowej historii literatury nad starą. Mamy zatem opracowanie Literatura na Pomorzu Zachodnim do końca XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny8.Zważywszy, że jego współredaktorką była Inga Iwasiów, która stale zajmuje się literaturą pomorską, naturalnym rozwiązaniem byłoby rozbudowanie przewodnika o nowe hasła (biograficzne i problemowe). I rzeczywiście, także dzisiaj można bronić koncepcji tego słownika. Ale przecież i ta historia literatury zakrojona jest nazbyt ambitnie. Tytuł sugeruje objęcie zainteresowaniem piśmiennictwa Pomorza Zachodniego, a dominują autorzy szczecińscy, co tylko do pewnego stopnia jest zrozumiałe. Ponadto ta historia literatury utrwalona w słowniku jest wyrazem przynajmniej trzech wyrazistych koncepcji autorskich: Mirosława Lalaka (który był jednym z inicjatorów tego przedsięwzięcia), Erazma Kuźmy i Ingi Iwasiów.
Lalak interesował się socjologią życia literackiego, dynamiką działań literatów choćby tylko dobrze się zapowiadających. Stworzył procesualną teorię debiutu literackiego9, pisał o twórcach regionalnych w ogólnopolskich „Nowych Książkach”, redagował periodyk kulturalny „Pogranicza”. Do pewnego stopnia jego historia literatury była naturalnym przedłużeniem prac organizacyjnych i merytorycznych w szczecińskim kwartalniku literackim.
Kuźma, najogólniej mówiąc, w słowniku „przepisał” literaturę „Ziem Odzyskanych” z książki Pisarze Pomorza Zachodniego10 na historię literatury pomorskiej (tworzonej w języku polskim oraz niemieckim). Zajmując się regionem, wzmiankował np. o wspomnieniach Klausa von Bismarcka, w których opisuje on odwiedziny rodzinnego dworu w Kulicach koło Nowogardu11. Ale tę swoją wizję literatury Kuźma wzmocnił, wprowadzając do rozpoznania zjawisk estetycznych teorie regionalizmu12, mitografizmu13, a także problematykę metodologiczną konstruktywizmu. To właśnie myśl Niklasa Luhmanna przydała się w syntetycznym ujęciu polskojęzycznej literatury pomorskiej (w którym zresztą Kuźma wspominał również pracę nad swoim przewodnikiem):
Wyodrębnienie się systemu społecznego i subsystemów, jak gospodarka, polityka, nauka, sztuka, literatura przebiega według sprzężonych procesów różnicowania i znoszenia różnic (Differenzierung – Entdifferenzierung). Systemy i subsystemy mogą istnieć jako samoreprodukujące się, samostwarzające (Autopoesis) tylko wtedy, gdy docierające do nich bodźce z otoczenia (Umwelt) potrafią przetworzyć na reprodukcję, kiedy jest swoista homeostaza między odniesieniem do otoczenia i do samego siebie (Fremdreferenz – Selbstreferenz) i kiedy wytworzą binarny kod dla komunikacji wewnętrznej. Otóż literatura polska na Pomorzu Zachodnim miała być takim samozwrotnym systemem dzięki komunikacji binarnie kodowanej: słowiańskość – niemieckość, morskość – lądowość, regionalizm – uniwersalizm14.
Inga Iwasiów nadała nowej historii rys genderowy i pokoleniowy. Widzimy to zarówno przy doborze jej haseł, jak i w konstrukcji omówień poszczególnych pisarek i pisarzy. Oto fragment noty słownikowej poświęconej Dariuszowi Bitnerowi:
Bohaterowie B. podejmują kolejne wątki, by spotkać na swojej drodze kolejną kobietę – Szeherezadę – czy własną opowieść, zmierzającą do nieuchronnego autopowtórzenia, tautologii. W tautologicznym geście pisarskim jest zgoda na nieuchronny tragizm egzystencji, na przekleństwo kondycji artysty i nadzieja na niekończącą się opowieść15.
W tym wyimku uchwycone są nie tylko zasadnicze problemy sztuki epickiej Bitnera (poetyka autopowtórzenia) i nie tylko ważkie zagadnienia nastawienia badawczego i estetycznego Iwasiów (portretowanie kobiet przez pisarzy w literaturze polskiej), ale także programowe, dotyczące opracowania regionalnej historii literatury (hasło słownikowe ma zawierać nie tylko dane bio- i bibliograficzne, lecz winno mieć charakter interpretacyjny).
Jeśli więc nie jest możliwa historia literatury polskiej na Pomorzu Zachodnim, to może jest do opracowania historia literatury w Szczecinie?16 I z tym przedsięwzięciem są kłopoty, bo takie nowe dzieje literatury są tylko wstępem do kolejnych przedsięwzięć. Jeśli do pomyślenia jest historia literatury w Szczecinie, to przecież i w innych miastach regionu. Rzeczywiście czekają na opracowanie historie literatur: Koszalina, Kołobrzegu, Stargardu, Świnoujścia, Łobza, Myśliborza, Choszczna, Chojny… W każdym z tych miast są środowiska literackie oraz pisarze o znacznym dorobku. Niektóre mają poważne czasopisma literackie i naukowe17.
A przecież gdy zaczynamy myśleć o literaturze w kategoriach miasta, to musimy zapytać także o Berlin. Bo przecież możliwa jest historia paralelna: Szczecin–Berlin. Obejmowałaby ona twórczość pisarzy szczecińskich, którzy mieszkają w stolicy Niemiec, lecz nie tracą kontaktu ze swoim miejscem urodzenia, dzieciństwa, młodości (m.in. Brygida Helbig, Krzysztof Niewrzęda, Leszek Oświęcimski). Taka historia ma już zresztą swoich kronikarzy18.
W zasadzie wspominam tu o literaturze powojennej. Sprawy się komplikują, gdy interesują nas większe całości historyczne. Jeśli akcentujemy historię miasta, to właściwie czeka nas zbudowanie dziejów literatury Stettina i Szczecina, czyli również pisanej po niemiecku (oraz w innych językach). Patronem tego przedsięwzięcia byłby Alfred Döblin, który mieszkał w Szczecinie i który budzi zainteresowanie szczecińskich germanistów19. A przecież możliwa jest szerzej zakrojona historia miasta, w której literatura byłaby tylko jednym ze składników świata kultury (czyli historia: kina, muzyki, architektury…)20.
Jeszcze bardziej skomplikowanym przedsięwzięciem byłoby zaprezentowanie dziejów literatury pomorskiej. Mamy jego pierwsze wersje. Kilka razy próbę opisania tej literatury, w różnych wariantach, podejmował Erazm Kuźma21.
I to są kwestie ogólne. Trochę inaczej wygląda konstruowanie historii literatury, jeśli odnosimy ją do poszczególnych pisarzy. Józef Bursewicz, przykładowo, nie znalazł się w naszej „małej historii literatury szczecińskiej”. I to, co tu przedstawiam, jest jakimś wyjaśnieniem tego pominięcia. Ale też biografia i twórczość Bursewicza w modelowy sposób obrazuje kłopoty, jakie mamy z przedstawianiem historii literatury miasta i regionu (w tym wypadku Szczecina i Pomorza Zachodniego).
Józef Bursewicz urodził się w 1927 roku w Wilnie. Do Szczecina przybył w roku 1945, w lipcu, a więc wtedy, gdy ostatecznie ustalano granice zachodniej Polski i granice Szczecina. Za życia opublikował trzy zbiory poezji: Arkusz Poetycki (1956), Kroki we mgle. Poezje (1959), Chłód nocy. Poezje (1966)22. Po śmierci poety ukazał się zbiór pod tytułem Wiersze wybrane (1999)23, a ostatnio wznowiono jego debiut24.
Bursewicz nie jest powszechnie znany. Nie znajdziemy jego wierszy w ogólnopolskich antologiach poezji. Bywa odnotowany w tych najbardziej ambitnie pomyślanych, czyli wielotomowych, syntezach literatury polskiej. Odszukamy więc jego nazwisko w Agonii i nadziei Piotra Kuncewicza. Poza informacjami encyklopedycznymi Kuncewicz podaje trzy formuły interpretacyjne: „Interesująco zapowiadał się”, „trochę ironista”; „Jego twórczość rozproszyła się ostatecznie w szyderczym zapędzie”25. Aby zobrazować swoje uwagi interpretacyjne Kuncewicz cytuje wiersz Wyjście26.
Poeta jest oczywiście obecny w syntezach literatury regionu. Ma swoje miejsce w małej historii literatury Erazma Kuźmy i Marii Kowalewskiej pt. Pisarze Pomorza Zachodniego, zarówno w części pierwszej (narracyjnej), jaki i w drugiej (zawierającej biogramy pisarzy). Kuźma zwrócił uwagę na rolę Bursewicza w odświeżaniu języka poezji. Przytoczył też i krótko komentował wiersz pt. Kolęda, jako poświadczenie, że w 1955 roku „historia nabrała cech tragicznych i ironicznych”27. Wiersz jest rzeczywiście bardzo dobry, bo wstrząsający:
Czarny czarny deszcz
Spod nijakich nieb
na wigilię leszcz
i gliniany chleb
hej kolęda kolęda
leszcz z wytartych łusek
w środku cienkie ości
nie przyjdzie Jezusek
nie przyjdzie tu w gości
hej kolęda kolęda
świerki są czerwone
krwi kropelki słone
kolęda kolęda
w krwi się śnieg roztopił
rozgnietli go chłopi
butami z nawozu
kołami od wozu
hej kolęda kolęda
hej kolęda kolęda
kolęda psiakrew
22 XII 5528
Jak widzimy, to jakby kolęda negatywna, która ma zresztą świetne realizacje w poezji polskiej (np. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego). Wiersz powstał w 1955 roku i mógłby być uznany za lokalny i regionalny wariant Poematu dla dorosłych Adama Ważyka.
Biogram Bursewicza, napisany przez Kuźmę, jest także w przewodniku Literatura na Pomorzu Zachodnim. O tomie Kroki we mgle Kuźma wzmiankował, że ukazany w nim podmiot „poszukuje trudnych do odnalezienia wartości”29. Bursewicz jest też reprezentowany w regionalnych antologiach. W wyborze Nazywanie Ziemi odszukamy dwa wiersze poety: Nowe Warpno oraz Noce i świty w mieście Szczecinie30. Ale Bursewicz pojawiał się też w nowszych opracowaniach. Komentarz do jego biografii i twórczości znajdziemy w książce szkiców Edwarda Balcerzana Pochwała poezji. Poznański profesor w tekście Szczecińskie inspiracje literackie rozprawiał o Bursewiczu z entuzjazmem. Balcerzan pisał w 2012 roku, sięgał jednak pamięcią do drugiej połowy lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy był początkującym poetą i uczestnikiem szczecińskiego życia literackiego:
Drugi wiersz dla mnie nad wyraz istotny – był pierwszym wierszem wolnym, napisanym w Szczecinie przez założyciela grupy poetyckiej „Metafora”, Józefa Bursewicza, naszego – w jednej osobie – Przybyszewskiego i Peipera, arcycygana i programotwórcę. Poznaliśmy się w okresie socrealistycznym, gdy faworyzowano metrum regularne. Jeżeli pojawiały się – dopuszczone do społecznego obiegu – bezrymowe wiersze wolne, to głównie w przekładach poematów Lorci, Hikmeta, Aragona, Nerudy. Czytaliśmy ich tomiki, ale nadal, jak w klatkach, krążyliśmy w przestrzeniach sylabizmu, sylabotonizmu i tonizmu. I nagle Bursewicz „wystrzelił” takim tekstem:
Tramwaje nie zawsze są potrzebne
przeszkadzają topolowym świecznikom
denerwują spadające gwiazdy
do północy i bez nich można dojść
wystarczą świerszcze
kolczyki potrząsane w ręku
Cóż szczególnego w organizacji języka oswobodzonej z regularności sylab i akcentów metrum? Dziś – to banał, dobro niczyje, wtedy było Rubikonem nowych rytmów, tym bardziej wiarygodnym dla mnie, że tak zaczął pisać jeden z nas. Znałem stałą trasę tramwajową Józka Bursewicza, „topolowe świeczniki”, latarnie, zieleń, „betonowy most” na ulicy Mickiewicza, która stała się jego wierszem… wolnym!31
Ten komentarz zasługuje na uwagę. To prawda, że pochwałę Bursewicza głosi Balcerzan w sytuacji uroczystej. W pierwotnej wersji jest to mowa dziękczynna wygłoszona z okazji odebrania doktoratu honoris causa Uniwersytetu Szczecińskiego. Lecz uwagi historyka i teoretyka literatury godne są przemyślenia i jeszcze do nich powrócę. Już teraz jednak zasygnalizuję, że ze wzmianki Balcerzana możemy wyłuskać nie tylko fascynację starszym kolegą, który wprowadzał kiedyś adepta literatury w warsztat poetycki, ale i sugestię co do pozycji Bursewicza w literaturze. Jego miejsce jest zarówno w dziejach poezji (przynajmniej regionu), jak i w historii ugrupowań poetyckich („Metafora”) oraz w kronikach życia literackiego (Bursewicz jako Przybyszewski). Słowem, Bursewicz to nie tylko poeta, ale i dandys (w realiach PRL), dekadent (z Klubu XIII Muz) oraz regionalny outsider. Zauważmy, że wszystkie te określenia prowadzą do innych historii literatur, raczej socjologizujących (dzieje grup literackich, dekadentyzm jako prąd literacki oraz poetyka).
Nota bene Edward Balcerzan nie umieszczał już szczecińskiego poety w swoich syntezach powojennej poezji polskiej32. Ta historia jest ciekawa, bo Balcerzan chyba jako pierwszy tak konsekwentnie przedstawił historię poezji w kontekście historii sztuki, również sztuki popularnej i folkloru. Było w niej więc miejsce również na regionalizm. Ostatecznie zwyciężyła centrystyczna historia poezji polskiej.
Mamy więc potwierdzenie rangi Bursewicza. A jednak szczeciński poeta jest pewnym wyzwaniem dla tych, którzy chcą opisywać historię literatury (regionalnej). Dla wyrazistości dylematy związane z umieszczaniem poety w dziejach literatury przedstawię, odwołując się do dwóch utworów Bursewicza. Pierwszy to liryk Do Boga słów kilka:
Inne tu kwiaty, inne tu drzewa,
O, obce pola.
Jeśli rzuciłeś nas na te ziemie,
Twoja to wola.
Kwiaty nie pachną, drzewa nie szumią,
O, u nas inaczej.
Lecz my żyjemy, tak jak kazałeś,
Smutkiem i płaczem.
Inne tu rzeki, obce ich brzegi.
Pusto i głucho.
Jeśli masz litość i kochasz ludzi,
Nastaw swe ucho.
Szczecin, 28 – I – 195233
Liryk pochodzi z tomu Wiersze wybrane, wydanego w roku 1999, a więc wiele lat po śmierci pisarza (Bursewicz zmarł w 1982 roku). Utwór nie był wcześniej opublikowany. I być może nie warto byłoby o nim wspominać, gdyby nie rok jego powstania – 1952. W tym miejscu rodzą się pytania. Czy Bursewicz podejmował próby opublikowania wiersza (choć w ówczesnych warunkach politycznych nie miał na to szans), czy też myślał o ogłoszeniu tego utworu w przyszłości? A być może uznał, iż liryk nie nadaje się do publikacji z powodów estetycznych i warsztatowych?
Jeśli chodzi o kwestię pierwszą, jak widzimy, wiersz nie mieści się w estetyce socrealistycznej. I to przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, ówczesne poetyki zalecały optymizm, wiersz Bursewicza jest pesymistyczny. Po drugie, z punktu widzenia ówczesnych założeń, „Ziemie Odzyskane” były afirmowane, Bursewicz tęskni za tym, co utracone, czyli za Wilnem. Po trzecie, w wierszu mamy wyrazistą koncepcję Boga. Z tego punktu widzenia należy on do liryki metafizycznej. Są w nim nawet cytaty z modlitwy powszechnej („Twoja to wola”). Jakkolwiek w twórczości powojennej (i w polityce) nie brakowało odniesień religijnych, to wiersz Bursewicza jest zdecydowanie „reakcyjny”. Byłoby inaczej, gdyby zamiast odwołań do Boga pojawiły się odniesienia do ówczesnych przywódców politycznych34.
