Psychologia miłości. Intymność - Namiętność - Zobowiązanie - Bogdan Wojciszke - ebook
lub
Opis

Poszerzone wydanie najlepiej sprzedającej się książki psychologicznej o miłości od lat. Wybitny psycholog profesor Bogdan Wojciszke po raz kolejny wprowadza nas w świat wielkich uczuć widzianych z perspektywy psychologii społecznej. To książka, której nie można przegapić.

Miłość jest najważniejszym wydarzeniem między narodzinami a śmiercią człowieka. I choć trudno o pogląd mniej oryginalny, to właśnie on stał się przyczyną napisania tej książki. Wybitny psycholog prof. Bogdan Wojciszke przedstawia najnowsze, znacznie poszerzone wydanie wyjątkowego bestsellera. Książka „Psychologia miłości” dawno przekroczyła granice uniwersyteckich murów. Uniwersalny temat i jego piękne ujęcie sprawiły, że sięgnęły po nią dziesiątki tysięcy Polaków. Gdyby któregoś dnia z literatury wykreślono słowo "miłość", lwia część piśmiennictwa, a zwłaszcza literatury pięknej, uległaby unicestwieniu – nie byłoby już baśni, wierszy ani nawet piosenek. Po cóż więc jeszcze jedna książka o miłości? Przede wszystkim po to, żeby zgłębić tajemnicę uczucia, które stało się natchnieniem dla tak wielu twórców, lecz zgłębić ją w sposób nie literacki, a naukowy, jako że źródłem tej pracy są odkrycia współczesnej psychologii, odsłaniające mechanizmy rządzące naszymi zachowaniami, myśleniem i emocjami.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 509

Popularność


Copyright © by Bogdan Wojciszke & Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne,

Sopot, 2009, 1994.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Redaktor prowadzący: Karolina Bączek

Redakcja naukowa: Krystyna Drat-Ruszczak

Redakcja polonistyczna: Katarzyna Budna, Małgorzata Jaworska

Korekta: Joanna Sadowska, Justyna Nosal-Bartniczuk

Projekt okładki: Monika Pollak

Opracowanie graficzne: Piotr Geisler

Zdjęcie na okładce © Images.com/Corbis

Wydanie piąte poszerzone

ISBN 978-83-7489-637-5

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81–753 Sopot

tel./faks 0-58 551 61 04

e-mail: gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

Skład wersji elektronicznej: Tomasz Szymański

konwersja.virtualo.pl

Rozdział 1Przemiany miłości

Trzy składniki miłości

Intymność

Namiętność

Zobowiązanie

Rozwój związku miłosnego

Zakochanie

Romantyczne początki

Związek kompletny

Związek przyjacielski

Związek pusty i jego rozpad

Podsumowanie

Zmiana jest nieodłączną towarzyszką życia – wszystko, co żyje, ulega zmianom. Brzmi to dość banalnie, dopóki nie uświadomimy sobie, że w odniesieniu do wielu zjawisk żywimy wewnętrznie sprzeczne pragnienia, aby żyły, a jednocześnie nie ulegały żadnym zmianom. Jednym z takich zjawisk jest niewątpliwie miłość – niezmienność tego uczucia jest przecież powszechnie uważana za znamię i rękojmię jego prawdziwości. Jednakże liczne, może nawet wszystkie związki miłosne ulegają w trakcie swego trwania daleko idącym przemianom. W dużym stopniu zmienia się treść uczucia łączącego partnerów, czyli sama istota miłości. Wystąpienie takich zmian jest zwykle traktowane albo jako pojawienie się, albo jako zanik „prawdziwej” miłości. „Dopiero teraz naprawdę ją kocham” – konstatują szczęściarze. Ci zaś, którzy mieli mniej szczęścia lub tylko dłużej czekali z wyciąganiem ostatecznych wniosków, stwierdzają: „To nie mogła być prawdziwa miłość, skoro tak niewiele z niej zostało”. Przyczyn takich zmian upatrujemy zwykle w negatywnych cechach partnera lub własnych („On jest zbyt samolubny na to, by mógł się zdobyć na prawdziwą miłość”). W ostateczności można jeszcze westchnąć nad ułomnością ludzkiej natury w ogóle. Z drugiej strony jednak takie obserwacje raczej mogą skłaniać do refleksji raczej o naturze miłości niż o naturze zaangażowanych w dany związek osób. W tym właśnie kierunku podążają rozważania zawarte w niniejszej książce, w której staram się przedstawić koncepcję miłości nie jako pewnego stanu uczuć tego czy innego człowieka, lecz jako procesu zachodzącego w długotrwałym związku dwojga ludzi. W myśl tej koncepcji nieuchronność zmian związku miłosnego nie wynika ani ze słabości charakteru jednego bądź obojga partnerów, ani z oddziaływania jakichkolwiek innych, zewnętrznych wobec związku czynników. Wynika ona z wewnętrznej natury takiego związku i samego uczucia miłości.

Trzy składniki miłości

Kiedy badacz napotyka złożone zjawisko, a takim niewątpliwie jest miłość, stara się je rozłożyć na jakieś prostsze składniki, które łatwiej zrozumieć. W odniesieniu do miłości jest to może odstręczające, ale niezbędne. Robert J. Sternberg (1986) wyróżnia trzy zasadnicze składniki miłości: intymność, namiętność i zobowiązanie do utrzymania związku. Omówię pokrótce naturę każdego z tych składników, zwracając szczególną uwagę na ich dynamikę, to znaczy szybkość przyrostu i spadku każdego z nich w miarę trwania związku.

Intymność

Intymność oznacza tutaj te pozytywne uczucia i towarzyszące im działania, które wywołują przywiązanie, bliskość i wzajemną zależność partnerów od siebie. Badania wskazują, że na tak pojmowaną intymność składają się:

– pragnienie dbania o dobro partnera,

– przeżywanie szczęścia w obecności partnera i z jego powodu,

– szacunek do partnera,

– przekonanie, że można nań liczyć w potrzebie,

– wzajemne zrozumienie,

– wzajemne dzielenie się przeżyciami i dobrami, zarówno duchowymi, jak i materialnymi,

– dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia,

– wymiana intymnych informacji,

– uważanie partnera za ważny element własnego życia.

Jeżeli Czytelnik zaczął właśnie sprawdzać, czy wszystko to czuje wobec kochanej przez siebie osoby, to spieszę dodać, że Jego związek może być intymny, nawet jeśli któregoś z wymienionych uczuć czy zachowań brakuje w jego związku. Albowiem nie wszystkie te uczucia muszą być przeżywane, a działania podejmowane, aby można było mówić o zaistnieniu intymności. Do jej pojawienia się wystarczy dowolna konfiguracja wystarczająco dużej liczby tych składników. Badania Sternberga (1986) wykazują również, że struktura intymności (czyli skład mieszanki wymienionych punktów) nie zależy od tego, czy idzie o miłość do partnera życiowego, ojca, matki, rodzeństwa, czy też przyjaciela tej samej płci. Sugeruje to, że choć intymność pojawia się w tych związkach z różną siłą, jest ona zbiorem przeżyć charakterystycznych dla miłości w ogóle, nie zaś dla tylko jednej jej odmiany. Przeciwieństwem będzie tu namiętność, typowa dla miłości erotycznej lub romantycznej, raczej nieobecna w innych rodzajach miłości (może z wyjątkiem miłości małego dziecka do matki).

Dynamika (przemiany) intymności jest łagodna – siła uczuć i działań składających się na intymność rośnie powoli i jeszcze wolniej opada, jak to ilustruje rycina 1.1. Pozytywne emocje składające się na intymność wynikają w dużej mierze z umiejętności komunikowania się, wzajemnego zrozumienia i udzielania sobie wsparcia i pomocy, a takie umiejętności wykształcają się dopiero w trakcie wzajemnego poznawania się partnerów. W początkowym stadium związku partnerom często trudno się porozumieć, a wzajemne próby pomagania sobie mogą nawet przy najlepszych chęciach kończyć się niepowodzeniem wskutek nietrafnego rozpoznania i zrozumienia rzeczywistych potrzeb partnera, albo też nieumiejętności ich zaspokojenia. Jakże często gnani niecierpliwością serca chcielibyśmy zrobić dla niego czy dla niej „wszystko”, choć nie bardzo jeszcze wiemy, co by to właściwie miało być i jak tego dokonać. Ta chropowatość kontaktów ustępuje jednak w miarę upływu czasu i wykształcania się scenariuszy wzajemnych kontaktów, czyli pewnych niezmiennych ciągów działań obojga partnerów w najczęściej powtarzających się sytuacjach. Wykształcenie takich scenariuszy jest początkowo silnie nagradzające i przyjemne dla partnerów. Na przykład znalezienie skutecznego sposobu pocieszenia partnera, kiedy jest on w depresji, stanowi bardzo przyjemne wydarzenie i dla pocieszanego, i dla pocieszyciela. Ona może odkryć, że jemu wcale nie robi się lepiej od szczegółowego roztrząsania problemów stale stwarzanych przez zawistnego szefa, natomiast doskonale działa wyjście do kina czy placek z pobliskiej cukierni. On może się zorientować, że sposobem na jej nieporozumienia z matką nie jest ponawianie propozycji, aby zaprzestać z nią kontaktów (skoro są tak irytujące), lecz rozmowa o tych dawnych, szczęśliwych czasach, gdy kłótni jeszcze nie było. I tak dalej. Wzrost liczby takich udanych wzorców kontaktowania się i umiejętności wzajemnego zaspokajania potrzeb przez partnerów wymaga oczywiście czasu i dobrych chęci obojga zainteresowanych. W rezultacie intymność rośnie dość powoli w miarę trwania związku, jak to ilustruje rycina 1.1.

Rycina 1.1.

Wzrost i spadek intymności w miarę trwania związku

Źródło: Sternberg, 1986. Copyright © by American Psychological Association.

Udane scenariusze, według których układają się wzajemne kontakty, mają oczywiście tendencję do utrwalania się właśnie dlatego, że są udane i przynoszą partnerom różne korzyści. Z tego samego powodu udane scenariusze automatyzują się – zaczynają być odgrywane bez namysłu i bez wysiłku, a przecież z pozytywnym skutkiem. Jest to przyjemne i kojące, choć tkwi w tym być może najbardziej zdradliwa pułapka wielu pomyślnie rozwijających się związków. Już oto wiemy, czego ukochanemu najbardziej potrzeba, a w dodatku nikt inny nie wie tego aż tak dobrze i przenigdy nie potrafiłby równie płynnie zrealizować recepty na szczęście i nagle… okazuje się, że ukochany odchodzi z inną, która wcale nie zna ani jego, ani sposobu na jego kłopoty z szefem.

Co się stało? Dlaczego to, co dotąd było najlepsze, stało się bezwartościowe? Nie stało się nic ponad ujawnienie się prawidłowości, którą wszyscy dobrze znamy – rutyna jest zabójcza dla uczuć, szczególnie pozytywnych. Teorie opisujące pojawianie się i przebieg uczuć zakładają, że warunkiem niezbędnym do powstania jakichkolwiek emocji jest przerwanie automatyzmów i wystąpienie zdarzeń nieoczekiwanych, odbiegających od tego, co jest zawsze. Dopóki wszystko jest tak jak zwykle, dopóty niewiele jest powodów do przejmowania się (chyba że „zwykle” oznacza stany silnie nieprzyjemne, do których trudniej się przyzwyczaić niż do stanów przyjemnych, z natury bardziej podatnych na zobojętnienie). Skoro tak, to również uczucia w bliskim związku przeżywane są tak długo, jak długo partnerzy doświadczają niepewności i jej usuwania, jak długo w trakcie ich stosunków pojawiają się zaburzenia czy różnego rodzaju chropowatości i niespodzianki. Ponieważ w miarę trwania udanego związku wszelkie zgrzyty stopniowo zanikają, zanikają tym samym warunki niezbędne do pojawiania się uczuć pozytywnych, a w konsekwencji – same uczucia.

Zamieranie uczuć związanych z intymnością na ogół jest jednak bardzo powolne, ponieważ zanik ten powstrzymują bezpośrednie zyski psychiczne wynikające z wykształcenia scenariuszy silnie nagradzających i unikatowych (jeżeli jesteśmy przekonani, że tylko dany partner jest w stanie nas zrozumieć czy skutecznie służyć pomocą). Krzywa ilustrująca natężenie intymności na rycinie 1.1 opada więc bardzo powoli. Jednakże zwykle opada, ponieważ zyski psychiczne maleją z upływem czasu. Jest to wyraz innej prawidłowości, polegającej na tym, że wartość każdej nagrody (zysku) spada na skutek wzrostu częstości jej otrzymywania.

Namiętność

Namiętność jest konstelacją silnych emocji zarówno pozytywnych (zachwyt, tkliwość, pożądanie, radość), jak i negatywnych (ból, niepokój, zazdrość, tęsknota), często z mocno uwydatnionym pobudzeniem fizjologicznym. Emocjom tym towarzyszy bardzo silna motywacja do maksymalnego połączenia się z partnerem. Wiele typowych przejawów miłości, wskazywanych przez ludzi jako takie, to przejawy właśnie namiętności: pragnienie i poszukiwanie bliskości fizycznej, przypływy energii, uczucie podniecenia, bicie serca, dotykanie, pieszczenie, całowanie, kontakty seksualne, obsesja na punkcie partnera, marzenia na jawie, psychiczna nieobecność pod nieobecność partnera i tak dalej (co można sprawdzić w każdej książce z serii „Harlequin”, a także w bardziej naukowych źródłach – Shaver i in., 1987).

Dominującym elementem namiętności są zwykle w tej czy innej postaci pragnienia erotyczne, aczkolwiek nie sposób namiętności utożsamić z potrzebą seksualną ani założyć, że jest to jedyna potrzeba w nią uwikłana. Oprócz niej w grę może wchodzić potrzeba samourzeczywistnienia czy odnalezienia sensu życia, dowartościowania własnej osoby, dominacji, opiekuńczości i tym podobne.

Podczas gdy dynamika intymności jest łagodna, dynamika namiętności jest dramatyczna. Namiętność intensywnie rośnie, szybko osiągając swoje szczytowe natężenie, i niemal równie szybko gaśnie. Początkowy wzrost namiętności jest procesem przebiegającym lawinowo, na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego: im silniejsza namiętność, tym więcej pociąga ona za sobą zachowań jeszcze bardziej ją nasilających. Najłagodniejsze z tych zachowań to częste kontakty, bliskość fizyczna, długotrwałe patrzenie sobie w oczy – zgodnie z wynikami licznych badań każdy z tych czynników nasila wielkość przeżywanych przez człowieka emocji czy to pozytywnych, czy negatywnych. Jeżeli chcemy komuś wyznać, jak bardzo go kochamy, zrobimy to w bliskim kontakcie i patrząc mu w oczy. Jeżeli chcemy kogoś skutecznie zelżyć lub postraszyć, zrobimy to również z bliskiej odległości i w kontakcie wzrokowym. Podobnie, choć jeszcze silniej, oddziałuje izolowanie się partnerów od świata zewnętrznego, prowadzenie rozmów koncentrujących się na ich uczuciach (a rozpamiętywanie każdego uczucia prowadzi do jego nasilenia), kontakty erotyczne i tak dalej.

Wewnętrzna logika namiętności polega na tym, że może ona jedynie rosnąć, a samo tylko trwanie jest zapowiedzią jej śmierci. Choć prawda to oczywista, w równie oczywisty sposób odrzucamy ją wtedy, gdy akurat sami przeżywamy namiętność. Namiętność nie może wzrastać w nieskończoność, podobnie jak nawet największa lawina nie może spadać bez końca. Załamanie wzrostu namiętności stanowi zatem nieuchronną konsekwencję jej początkowo lawinowego wzrostu. Dobrze o tym wiedzą autorzy romansów z serii „Harlequin”, gdzie kolejność kluczowych zdarzeń jest z reguły podobna, niezależnie od tego, czy on jeździ srebrzystym bentleyem, czy raczej ubiera się u Harrodsa. Po początkowym wybuchu namiętność z jakiegoś zewnętrznego powodu (kamerdyner źle przekazał wiadomość) ulega zawieszeniu. Nie wygasa jednak, choć przez następnych pięćdziesiąt stron istnieje raczej potencjalnie niż faktycznie. Akcja nabiera rumieńców z chwilą ponownego wybuchu namiętności (przeszkoda została usunięta) i czym prędzej się kończy w momencie zapowiadającym niechybny spadek miłosnych porywów. Bohaterkom harlequinów robi się co prawda rozkosznie słabo, ale w istocie za nic mają samą namiętność, wiedząc, że i tak przeminie. Domagają się całej miłości, a więc i intymności, i zobowiązania.

Rycina 1.2.

Wzrost i spadek namiętności w miarę trwania związku

Źródło: Sternberg, 1986. Copyright © by American Psychological Association.

Dodajmy też, że namiętność jest ponadto uczuciem z natury swej nierealistycznym. Wymaga absolutnego uwielbienia partnera, a to jest możliwe jedynie za cenę braku realizmu, gdyż żaden śmiertelnik nie zasługuje na absolutny podziw i uwielbienie. Życie wymusza realistyczne spojrzenie na partnera i już sam ten realizm musi zabić namiętność, a przynajmniej ją osłabić. Istotą namiętności jest wreszcie jej zaborczość i zachłanność – ponieważ na mocy definicji namiętność to sprawa najważniejsza dla przeżywających ją ludzi, odsuwa ona na plan dalszy lub wyłącza inne rodzaje ich aktywności życiowej. Dodatkowym czynnikiem kładącym kres namiętności może więc być niemożliwy już do zniesienia poziom dezorganizacji pozostałych dziedzin życia.

Namiętność bywa porównywana z uzależnieniem od narkotyków, środków nasennych czy alkoholu. Osiąganie stałego poziomu pożądanych przez człowieka rezultatów działania owych trucizn wymaga stałego zwiększania dawki w miarę przedłużania się okresu ich zażywania. Powstałe w ten sposób uzależnienie nieuchronnie prowadzi do konieczności zwiększenia dawki trującej substancji, ponieważ tylko w ten sposób można uniknąć niezwykle przykrych objawów jej odstawienia. Jeżeli do odstawienia w końcu dojdzie, pojawia się głęboka depresja, rozdrażnienie i obsesyjna tęsknota za trucizną. Dopiero bardzo długi okres abstynencji umożliwia powrót do stanu wyjściowego.

Porównanie namiętności do fizjologicznego uzależnienia nie jest zbyt liryczne i – jak każda analogia – tylko w pewnym stopniu trafne. Dostarcza jednak przekonywających intuicji co do przebiegu ostatniej, zejściowej fazy namiętności. Po początkowo szybkim spadku jej natężenia następuje trwające dość krótko ustabilizowanie namiętności na niższym poziomie (plateau), po czym dochodzi do całkowitego jej wygaszenia. Tej ostatniej fazie towarzyszy depresja, a jednocześnie i tęsknota za namiętnością, i niechęć do niej. Tak więc podczas gdy intymność spada powoli i często w ogóle nie osiąga punktu zerowego, namiętność nie tylko spada do zera, ale jej ostateczny koniec jest w dodatku połączony z negatywnymi emocjami (por. rycina 1.2, a także bardziej szczegółowe rozważania nad naturalną śmiercią namiętności w rozdziale 4.).

Zobowiązanie

Zobowiązanie jest tu rozumiane jako decyzje, myśli i działania ukierunkowane na przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek oraz na utrzymanie tego związku pomimo występowania różnych przeszkód. Podczas gdy namiętność jest tym składnikiem miłości, który niemal w ogóle nie poddaje się rozumowi i woli samych zainteresowanych, a intymność poddaje im się tylko umiarkowanie, zobowiązanie jest wysoce podatne na świadomą kontrolę kochających się ludzi. Stanowi to zarówno o sile, jak i o słabości tego składnika. Z jednej strony bowiem silne zobowiązanie partnerów (bądź nawet jednego z nich) może być jedynym, choć skutecznym czynnikiem podtrzymującym związek. Z drugiej strony zaś, zobowiązanie jest zwykle rezultatem świadomej decyzji, a ta może zostać zmieniona czy odwołana, w związku z czym ten składnik miłości może przestać istnieć niemal z dnia na dzień. W sytuacji gdy jest to już jedyny czynnik podtrzymujący trwanie związku, zanik zobowiązania prowadzi do szybkiego rozpadu samego związku.

W udanym związku jednak zobowiązanie jest na ogół jego najbardziej stabilnym składnikiem. Wysiłek wkładany w utrzymanie związku automatycznie zapoczątkowuje proces jego samopodtrzymywania się. Wycofanie wysiłku byłoby równoznaczne z przyznaniem się przed sobą i innymi, że wysiłek ów został źle zainwestowany, co oczywiście niezbyt pochlebnie świadczy o samym inwestorze. Natomiast pochlebnie świadczy o nim (lub o niej) wysiłek wydatkowany sensownie i stosownie. Tak więc samo wkładanie wysiłku w dany związek zwiększa szansę, że inwestor będzie przekonywał zarówno siebie, jak i innych, iż jego postępowanie jest słuszne, i tym chętniej będzie czynił to nadal. Dalszymi czynnikami podtrzymującymi zobowiązanie są: dodatni bilans zysków i strat w danym związku oraz mała atrakcyjność innych (alternatywnych) związków dla nich dostępnych, a także liczne bariery przeszkadzające w zerwaniu związku. Bariery te mogą mieć charakter zarówno nieformalny (własny system wartości, naciski rodziny i przyjaciół), jak i formalny, jeżeli związek został zalegalizowany jako małżeństwo.

Dość złożona komputerowa symulacja rozwoju związku interpersonalnego (Huesmann i Levinger, 1976) sugeruje, że zanim krzywa zobowiązania osiągnie swój maksymalny i niezmienny poziom, jej wzrost ma charakter esowaty, jak to ilustruje rycina 1.3. Oznacza to, że początkowo zobowiązanie rośnie wolno, a w miarę narastania namiętności i intymności jego wzrost jest coraz szybszy. Następujące potem ustabilizowanie zobowiązania trwa w zasadzie aż do końca związku. Przerwanie związku jest zwykle równoznaczne z zaprzestaniem działań związek ów podtrzymujących, a więc z wycofaniem zobowiązania (które spada do zera).

Rycina 1.3.

Zmiany wielkości zobowiązania w miarę czasu trwania związku

Źródło: Sternberg, 1986. Copyright © by American Psychological Association.

Rozróżnienie pomiędzy intymnością, namiętnością i zobowiązaniem jako trzema odrębnymi składnikami miłości wymaga oczywiście jakiegoś odrębnego pomiaru każdego z tych składników. Pewnym krokiem w tym kierunku jest zamieszczony w ramce 1.1 kwestionariusz, który skonstruowałem na podstawie trójskładnikowej koncepcji miłości (Wojciszke, 1995). Zawiera on trzy grupy twierdzeń (skale), z których każda mierzy jeden z tych składników. Treść twierdzeń składających się na każdą ze skal ilustruje, na czym polega różnica między trzema omówionymi składnikami miłości.

Wadą kwestionariuszy jest oczywiście opieranie się na słownych deklaracjach, które bywają zawodne. Po pierwsze dlatego, że ludzie nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, o co są pytani. Na przykład, choć najczęściej ludzie dobrze sobie zdają sprawę z przeżywanych uczuć, bardzo często nie wiedzą, co tak naprawdę uczucia te wywołało. Mogą tu mieć różne opinie, które najczęściej są wyrazem nie faktów, lecz zdroworozsądkowych teorii o tym, co wywołuje uczucia. Po drugie dlatego, że niemal wszyscy ludzie (a nie tylko politycy) zwykle pragną dobrze wypaść we własnych i cudzych oczach, w związku z czym deklaracje są z reguły ładniejsze od rzeczywistości. Dlatego psychologowie poszukują bardziej wiarygodnych metod pomiaru niż same deklaracje, takich jak badanie aktywności mózgu czy też wydzielania hormonów.

Ramka 1.1

Pomiar miłości

Kwestionariusz ten składa się z opinii na temat Waszego związku i uczuć, jakie Was łączą oraz możliwych opinii na temat uczuć w ogóle. Prosimy o ustosunkowanie się do każdej z tych opinii. Im bardziej zgadza się Pan/i z daną opinią, a więc im lepiej wyraża ona Pana/i uczucia do NN, tym większą liczbę prosimy zakreślić przy danym twierdzeniu. (NN to oczywiście partner/ka bliskiego związku.)

1

2

3

4

5

6

7

2. Bywa, że sam widok NN wprawia mnie w podniecenie.

1

2

3

4

5

6

7

3. NN potrafi dodać mi otuchy.

1

2

3

4

5

6

7

4. Właściwie we wszystkim, co robię, mam na względzie dobro naszego związku.

1

2

3

4

5

6

7

5. Wspomnienia wspólnych chwil z NN często na nowo wzbudzają we mnie pożądanie.

1

2

3

4

5

6

7

6. Zawsze mogę liczyć na zrozumienie u NN.

1

2

3

4

5

6

7

7. Jestem gotowa/y na wiele wyrzeczeń, jeżeli to podniesie szansę, że będziemy razem szczęśliwi.

1

2

3

4

5

6

7

8. Często pragnę NN.

1

2

3

4

5

6

7

9. Mamy dla siebie z NN wiele wzajemnej życzliwości.

1

2

3

4

5

6

7

10. Nasze wspólne dobro jest dla mnie ważniejsze od własnego.

1

2

3

4

5

6

7

11. Czasami nie mogę się uwolnić od marzeń o NN.

1

2

3

4

5

6

7

12. W potrzebie zawsze mogę liczyć na NN.

1

2

3

4

5

6

7

13. W mój związek z NN wkładam wiele świadomie ukierunkowanych wysiłków.

1

2

3

4

5

6

7

14. Często myślę o różnych pieszczotach z NN.

1

2

3

4

5

6

7

15. Nawet nie prosząc o to, znajduję u NN wsparcie i pomoc.

1

2

3

4

5

6

7

16. Swoje działania zawsze dostosowuję do naszego wspólnego dobra.

1

2

3

4

5

6

7

17. NN jest dla mnie niezmiernie pociągający.

1

2

3

4

5

6

7

18. Sama obecność NN przynosi mi spokój.

1

2

3

4

5

6

7

19. Gdy trzeba, potrafię zacisnąć zęby i trwać przy naszym byciu razem.

1

2

3

4

5

6

7

20. Czuję, jak wszystko we mnie topnieje, gdy patrzę NN w oczy.

1

2

3

4

5

6

7

21. Nasze kontakty z NN pełne są ciepła i serdeczności.

1

2

3

4

5

6

7

22. Często myślę o tym, jak uniknąć różnych niebezpieczeństw czyhających

1

2

3

4

5

6

7

23. Przyglądanie się, jak NN wygląda, mówi czy porusza się, wprowadza mnie czasem w zachwyt.

1

2

3

4

5

6

7

24. NN rzeczywiście potrafi mnie wysłuchać.

1

2

3

4

5

6

7

25. Staram się rozwiązywać problemy nękające nasz związek.

1

2

3

4

5

6

7

26. Tylko NN potrafi mi dać prawdziwą rozkosz.

1

2

3

4

5

6

7

27. Mogę NN całkowicie zaufać.

1

2

3

4

5

6

7

28. Staram się sprawiedliwie rozłożyć nasze obowiązki.

1

2

3

4

5

6

7

29. Kocham dotykać NN.

1

2

3

4

5

6

7

30. Myślę o NN ze spokojem i przyjemnością.

1

2

3

4

5

6

7

31. Podejmuję wiele starań, by nasz związek nigdy się nie rozpadł.

1

2

3

4

5

6

7

32. Nie znam nikogo bardziej godnego pożądania niż NN.

1

2

3

4

5

6

7

33. Po rozmowie z NN często okazuje się, że problemy, od których ona się zaczęła, znikły.

1

2

3

4

5

6

7

34. Zmienił/a/bym pracę, gdyby tego wymagało dobro naszego związku.

1

2

3

4

5

6

7

35. Przeżywam z NN chwile uniesienia.

1

2

3

4

5

6

7

36. Rozumiemy się z NN bez słów.

Jak obliczyć i interpretować wyniki?

Wynikiem skali namiętności jest suma pozycji 2, 5, 8, 11, 14, 17, 20, 23, 26, 29, 32 i 35.

Wynikiem skali intymności jest suma pozycji 3, 6, 9, 12, 15, 18, 21, 24, 27, 30, 33 i 36.

Wynikiem skali zobowiązania jest suma pozycji 1, 4, 7, 10, 13, 16, 19, 22, 25, 28, 31 i 34.

Większość ludzi wypełniających ten kwestionariusz uzyskuje dość wysokie wyniki – dalece przekraczające środek skali (czyli wartość 48). Aby poprawnie zinterpretować własną punktację, należy ją porównywać nie ze środkiem skali, lecz z wynikami innych ludzi. Do tego celu służy zamieszczona tu tabela, opierająca się na badaniach 1000 osób w różnym wieku.

Namiętność

Intymność

Zobowiązanie

Niskie wyniki

12–44

12–49

12–45

Średnie wyniki

45–77

50–80

46–75

Wysokie wyniki

78–84

81–84

76–84

Najkrócej mówiąc, badania sugerują silny związek namiętności z dopaminą, intymności zaś – z oksytocyną. Dopamina nazywana bywa hormonem szczęścia, a oksytocyna – hormonem macierzyństwa i więzi społecznej, choć nie są to oczywiście jedyne ich funkcje. Badania nad aktywnością mózgu za pomocą tak zwanego neuroobrazowania przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego wykazały, że kiedy zakochani przyglądają się twarzom swoich partnerów (ale nie zwyczajnych znajomych), rośnie aktywność tych układów mózgu, które są odpowiedzialne za wzrost wydzielania dopaminy (Fisher, 2007). Są to te same części mózgu, które wchodzą w skład „układu nagrody”, aktywnego podczas odczuwania przyjemności i ekstazy, ogólnego pobudzenia i działania ukierunkowanego na osiąganie przyjemnych stanów. Neuronaukowcy przypuszczają, że namiętność może uzależniać, tak jak uzależnia jedzenie czy alkohol i narkotyki. Z kolei poziom oksytocyny u kobiet podczas ciąży i w okresie po urodzeniu dziecka dość silnie wiąże się z natężeniem zachowań macierzyńskich, takich jak dotykanie dziecka, patrzenie na nie, wokalizacje i reagowanie na dziecko pozytywnymi emocjami (Feldman i in., 2007). Prawdopodobnie oksytocyna jest uwikłana nie tylko w więzi macierzyńskie, ale więzi społeczne w ogóle. Na przykład donosowe podanie oksytocyny w sprayu powoduje u mężczyzn wzrost skłonności do uznawania twarzy innych ludzi za znane i już widziane, nawet gdy nie jest to prawdą (Rimmele i in., 2009). Poziom oksytocyny we krwi rośnie, gdy ludzie spotykają się z przejawami ufności innych i kiedy sami zachowują się w ufny sposób (Zak i in., 2005). Wygląda na to, że oksytocyna towarzyszy nasilonemu przeżywaniu intymności, tak jak wzrost dopaminy w ośrodkowym układzie nerwowym towarzyszy namiętności. Jednak badania na ten temat są jeszcze w powijakach.

Trójca intymność – namiętność – zobowiązanie przewija się w pracach różnych autorów. Na przykład w jednym z badań dostarczono uczestnikom listę 68 możliwych cech miłości z prośbą o ocenę, jak dalece każda z nich jest typowa dla tego uczucia (Aron i Westby, 1996). Analiza danych (za pomocą tak zwanej analizy czynnikowej) ujawniła trzy odrębne wiązki cech. Pierwsza (namiętność) obejmowała takie cechy, jak wpatrywanie się sobie w oczy, euforia, przyspieszone bicie serca, zachwyt, pociąg seksualny, podniecenie, przypływ energii, dostrzeganie samych zalet. Druga (intymność) obejmowała takie cechy, jak otwartość, poczucie, że można rozmawiać o wszystkim, wsparcie, zaufanie, zrozumienie, wzajemność, dzielenie się, wybaczanie, cierpliwość, troska. Wreszcie trzecia wiązka obejmowała takie cechy, jak oddanie, poświęcenie, wyrzeczenie, zaangażowanie, przedkładanie kochanej osoby nad wszystko inne, ochrona, lojalność, ofiarność, trwałość. Phillip Shaver i współpracownicy (1996, s. 93) powiadają zaś, że kochać oznacza jeden (lub wszystkie) z trzech stanów:

– „Moje szczęście i poczucie bezpieczeństwa zależą od ciebie. Kiedy cię nie ma, jestem samotny i zaniepokojony, kiedy jesteś blisko odczuwam ulgę i przypływ sił. Chcę, żebyś mnie koił, wspierał i troszczył się o mnie. Przywiązanie do ciebie to część mojego Ja” (intymność nazywana przez Shavera „miłość jako przywiązanie”).

– „Czerpię ogromną przyjemność z troszczenia się o ciebie, wspierania ciebie, wspomagania twojego rozwoju, postępów, zdrowia i szczęścia. Część mojego Ja to troska o ciebie; gdybyś zniknął, czułabym pustkę, smutek, obniżenie własnej wartości i zapewne poczucie winy” (zobowiązanie nazywane przez Shavera „miłość jako opieka”).

– „Pociągasz mnie seksualnie i nie mogę przestać o tobie myśleć. Podniecasz mnie i »nakręcasz«, czuję, że przy tobie żyję. Chcę ciebie widzieć, dotykać, chłonąć całą sobą, zlać się z tobą w jedność, zatracić się w tobie” („miłość jako pociąg seksualny” – w następnym rozdziale przekonamy się, że namiętność i seks silnie się wiążą, ale nie są tożsame).

Rozwój związku miłosnego

Miłość to słowo używane do nazwania podniecenia seksualnego u młodych, przyzwyczajenia u ludzi

w sile wieku i wzajemnego uzależnienia u starych.

John Cardi

Jeśli przyjąć, że dynamika intymności, namiętności i zobowiązania rzeczywiście zbliżona jest do tego, co ilustrują ryciny 1.1–1.3, wynika z tego kilka istotnych wniosków. Oto w miarę trwania związku miłosnego nie tylko mogą pojawić się ważne zmiany w jego treści i intensywności, ale zmiany takie są wręcz nieuchronne jako następstwo zróżnicowanej dynamiki trzech podstawowych składników miłości. Zmiany postaci, w jakiej miłość tych samych partnerów istnieje i się przejawia, zasadniczo wynikają nie z nacisków i okoliczności zewnętrznych, lecz z samej istoty miłości. Okoliczności decydują raczej o tempie czy nasileniu zmian, natomiast sam fakt ich występowania jest po prostu nieuchronną konsekwencją rozwoju związku. Jak zobaczymy na dalszych stronach, stopień owej nieuchronności jest różny dla różnych zmian: niektórych uniknąć nie sposób, innych uniknąć można (choć nie zawsze się to zainteresowanym udaje, nawet jeśli tego pragną).

Spróbujmy sprecyzować te twierdzenia, rozważając już nie przemiany każdego ze składników miłości z osobna, lecz wszystkich trzech łącznie. Pomocne będzie tu nałożenie na siebie trzech poprzednich rycin. Aby tego dokonać, przyjmijmy jeszcze kilka dodatkowych, prostych założeń. Po pierwsze, życie każdego ze składników miłości rozpoczyna się w tym samym momencie, jak to bywa w wypadku nowo poznanej osoby.

Rycina 1.4.

Zróżnicowanie dynamiki trzech podstawowych składników miłości i wynikająca z niego typowa sekwencja faz związku miłosnego, rozpoczynającego się miłością od pierwszego wejrzenia

Źródło: Wojciszke, 2002a. Copyright © by Komitet Psychologii PAN.

Po drugie, maksymalne natężenie namiętności jest znacznie większe od maksymalnych natężeń intymności i zobowiązania (które nie różnią się między sobą pod tym względem).

Po trzecie, przyjmijmy istnienie pewnego progowego, krytycznego natężenia każdego ze składników, które na rycinie 1.4 wyraża pozioma gruba kreska. Jeżeli zaś natężenie danego składnika znajduje się poniżej tej wartości, składnika tego jeszcze „nie ma”, to znaczy nie liczy się on przy określaniu ogólnego charakteru związku. Jeżeli natężenie składnika przekracza tę wartość i pojawia się nad kreską, składnik ten „jest”, to znaczy występuje w związku jako jego istotna właściwość.

Przyjęcie tych założeń pozwala wyróżnić kilka typowych faz związku miłosnego, układających się w pewną naturalną kolejność. O charakterze każdej fazy decyduje to, jakie składniki miłości są w danym momencie obecne w związku z ponadprogową intensywnością:

1 – zakochanie (tylko namiętność);

2 – romantyczne początki (namiętność i intymność);

3 – związek kompletny (namiętność, intymność i zobowiązanie);

4 – związek przyjacielski (intymność i zobowiązanie, ale już bez namiętności);

5 – związek pusty (zobowiązanie, ale już bez intymności);

6 – rozpad związku (wycofanie zobowiązania).

Krótkie charakterystyki kolejnych faz zawiera ramka 2.2. Ponad tysiąc badanych przez nas osób dostawało te charakterystyki (oczywiście zamieszczone w przypadkowej kolejności) z prośbą o wskazanie, która z nich najlepiej opisuje stan ich związku (Wojciszke, 2002a). Aż 94% badanych zgodziło się, że jeden z tych opisów dobrze oddaje stan ich związku, co sugeruje, że owych sześć faz wyczerpuje niemal wszystkie postaci miłości, jakich subiektywnie doświadczają nasi badani.

Fakt, że prawie wszyscy badani doświadczają miłości w postaci pokrywającej się z którąś fazą opisywanego tutaj modelu miłości, sam w sobie nie stanowi jeszcze dowodu na trafność tego modelu. Sugeruje jednak, że ten sześciofazowy model uwzględnia niemal wszystkie spotykane u ludzi postaci miłości. Nieco silniejszym argumentem jest następstwo przeszłych i obecnych postaci związku, tak jak to spostrzegają sami badani. W tym celu spytaliśmy, czy ich związek wyglądał w przeszłości inaczej, a jeśli tak – to jak wyglądał.

Ramka 2.2

Fazy miłości

Różne małżeństwa/związki różnie wyglądają – na przykład tak, jak w przedstawionych niżej opisach. Prosimy te opisy przeczytać i wybrać ten, który najbardziej do Państwa pasuje.

Prosimy wpisać właściwą literę tutaj:

A. Jestem zakochana/y. Ciągle myślę o NN, choć niewiele o nim/niej wiem i słabo się znamy. Chciał/a/bym, abyśmy się bliżej poznali, bo NN szalenie mi się podoba i mnie pociąga.

B. Kochamy się namiętnie. Rozmawiamy całymi godzinami, zawierzając sobie dosłownie wszystko. To, co mówi NN, jest fascynujące. Dobrze nam ze sobą i nie możemy bez siebie wytrzymać. Wygląda na to, że to coś poważnego.

C. Teraz jest w naszym związku wszystko: przywiązanie, przyjaźń, zaufanie, namiętność i pasja, troska i starania o to, aby nasz związek był szczęśliwy i trwał zawsze.

D. W tej chwili nie ma w naszym związku wielkich porywów namiętności, ale jest głęboka przyjaźń, wzajemna troska i starania, aby nasz związek był trwały i szczęśliwy.

E. Obecnie jest w naszym związku więcej przyzwyczajenia niż serdecznej przyjaźni czy porywów namiętności. Jesteśmy sobie właściwie obojętni i pozostajemy razem tylko siłą rozpędu, bądź też z przyczyn, które niewiele mają wspólnego z naszymi uczuciami.

F. Ten związek się rozpada i wygląda na to, że nie da się tego zatrzymać. Albo się kłócimy, albo traktujemy się z obojętnością i rezygnacją. Przynajmniej jedno z nas nie chce tego drugiego. To już koniec.

G. Żaden z tych opisów do nas nie pasuje.

Czy poprzednio Państwa związek wyglądał tak samo?   tak   nie

Jeżeli nie, to który z tych opisów najbardziej pasuje do Państwa w przeszłości?

Prosimy wpisać właściwą literę tutaj:

Jak wskazują dane z tabeli 1.1, duża część badanych deklarowała brak zmian, uważając, że ich związek wyglądał w przeszłości tak samo, jak w momencie badania. Jednakże było to charakterystyczne głównie dla początkowych faz miłości. Zmian nie widziało aż 79% badanych w fazie zakochania, a zaledwie 10–11% w fazie związku pustego i rozpadu. Wydaje się to zgodne z modelem sześciofazowym, szczególnie jeśli uwzględni się pewną ogólniejszą prawidłowość. Mianowicie ludzie są mocno konserwatywni w wykrywaniu zmian swoich opinii – wykrywają takie zmiany z opóźnieniem bądź wcale, a kiedy przypominają sobie swoje wcześniejsze poglądy, zwykle za punkt wyjścia biorą poglądy obecne i w rezultacie widzą przeszłość jako bardziej podobną do teraźniejszości, niż to faktycznie jest (Ross, 1989). Drugim argumentem na rzecz sześciofazowego modelu miłości jest znacznie większa liczba zmian zgodnych niż niezgodnych z modelem, jak to ilustrują dwie ostatnie linijki tabeli 1.1. Na przykład w fazie miłości przyjacielskiej już większość badanych (52%) twierdzi, że w przeszłości ich związek wyglądał inaczej niż obecnie, przy czym deklarując, jak wyglądał, aż 46% wskazuje na jedną z poprzednich faz (to jest zakochanie, romantyczne początki lub miłość kompletną), a tylko 6% wskazuje niezgodną z modelem fazę następną (to jest związek pusty albo rozpad).

Tabela 1.1.

Odsetki osób deklarujących różne odpowiedzi na pytanie, czy ich związek wyglądał w przeszłości inaczej niż obecnie – w zależności od aktualnej fazy związku

Zakochanie

Romantyczne początki

Miłość kompletna

Miłość przyjacielska

Związek pusty

Rozpad

Brak zmian

79

63

53

48

11

10

Zmiana zgodna

29

38

46

82

90

Zmiana niezgodna

21

8

9

6

7

Źródło: na podstawie danych w: Wojciszke, 2002a.

Zakochanie

Jeżeli wszystkie trzy składniki miłości zaczynają się rozwijać równocześnie w momencie poznania nowej osoby (tak jak to ilustruje rycina 1.4), to namiętność – jako składnik najintensywniej przybierający na sile – pojawi się najszybciej jako dominująca cecha całego uczucia. W języku potocznym mówi się tu o zakochaniu – intensywnym stanie uczuć, opiewanym przez poetów, ale także określanym jako szybko przemijająca choroba (przez miłośników prozy). Intuicja potoczna wyraźnie odróżnia zakochanie od miłości. Zakochanie jest ślepe, krótkotrwałe, daje silne uczucie szczęścia nieskalanego myślą i jest cokolwiek egoistyczne, a przynajmniej bardziej skoncentrowane na tym, kto kocha, niż na tym, kto jest kochany. „Kocham cię – cóż to cię obchodzi” – pisał Goethe. Miłość jest powolniejsza, trwalsza, mądrzejsza i bardziej się koncentruje na osobie kochanej niż kochającej, a oprócz szczęścia zawiera również ból. Literatura piękna przynosi liczne opisy takiej namiętności od pierwszego wejrzenia, uderzającej gwałtownie i nieoczekiwanie niczym grom z jasnego nieba.

Zakochanie nie musi być pierwszą fazą miłości – przypływ namiętności może zdarzyć się nawet po długiej znajomości i być nieoczekiwanym rezultatem powoli narastającej intymności. Tak więc początkowa kolejność faz przedstawionych na rycinie 1.4 może wyglądać nieco inaczej – cały związek może rozpocząć się od przyjaźni. Co ciekawe, starzy przyjaciele bywają nie mniej zaskoczeni pojawiającą się w ich relacji zmianą niż kochankowie od pierwszego wejrzenia. Ich nagła namiętność wcale nie musi być mniej ekscytująca. Jednakże najbardziej typowy obraz miłości w naszej kulturze to miłość od pierwszego wejrzenia, rozpoczynająca się zakochaniem. W miłość od pierwszego wejrzenia wierzy ponad połowa ludzi w naszym kręgu kulturowym (55% Polaków, 77% Niemców, 52% Amerykanów) i mniej więcej tyle samo deklaruje osobiste doświadczenie tego uczucia (TNS OBOP, 2001).

Romantyczne początki

Istotnym elementem zakochania jest pragnienie możliwie najczęstszych i najbliższych kontaktów z ukochaną osobą. Jeżeli więc zakochanie spotyka się z wzajemnością, a przynajmniej nie zostanie odrzucone przez obiekt namiętności, to naturalną konsekwencją narastających kontaktów jest rozwój intymności. Oznacza to wejście w fazę romantycznych początków. Ta faza również jest raczej krótkotrwała, ponieważ silnie nagradzające połączenie gwałtownych rozkoszy namiętności z łagodnymi urokami intymności samo w sobie wzbudza skłonność do utrzymania i rozbudowy tak przyjemnego związku. W rezultacie pojawia się decyzja partnerów o zaangażowaniu się w utrwalenie związku, który jednak przestaje wtedy być romantyczny, a staje się w pełni dojrzałą miłością, czyli związkiem kompletnym.

Kolejność zdarzeń doprowadzających do zapoczątkowania stałego związku jest dość zgodnie opisywana przez różnych badaczy, którzy opierają swe opisy na subiektywnych sprawozdaniach osób badanych z przebiegu ich związków, bądź też (rzadziej) na obserwowaniu rzeczywistych związków w trakcie ich powstawania. Wygląda to zwykle tak:

1. Partnerzy spotykają się częściej, na dłużej, w coraz bardziej różnorodnych sytuacjach.

2. W przypadku rozdzielenia usiłują znowu być razem, co dostarcza im satysfakcji, jeśli się powiedzie.

3. Otwierają się przed sobą nawzajem – wyjawiają tajemnice i łączą ich intymne kontakty fizyczne.

4. Stają się mniej zahamowani i bardziej skłonni do dzielenia się uczuciami pozytywnymi i negatywnymi, do wzajemnego chwalenia się i ganienia.

5. Rozwijają własny system porozumiewania się i doskonalą jego używanie.

6. Narasta ich zdolność do zauważania i przewidywania punktu widzenia partnera.

7. Zaczynają wzajemnie synchronizować swoje cele i postępowanie oraz wykształcają trwałe scenariusze wzajemnych kontaktów.

8. Zwiększają wysiłek wkładany w związek, podkreślając w ten sposób jego ważność we własnej przestrzeni życiowej.

9. Coraz silniej odczuwają, że ich indywidualny interes jest nieodłączny od istnienia i jakości łączącego ich związku.

10. Narasta ich wzajemne lubienie się, zaufanie i miłość.

11. Zaczynają uważać swój związek za niemożliwy do zastąpienia, a przynajmniej za niepowtarzalny.

12. Coraz częściej i silniej występują jako para (a nie dwie jednostki) w relacjach z innymi ludźmi (Burgess i Huston, 1979, s. 8).

Jeśli wierzyć literaturze pięknej, to miłość tak długo jest zjawiskiem interesującym, wartym opisu i artystycznej analizy, jak długo zachowuje swój romantyczny charakter. Z chwilą utraty tego charakteru (a więc wyjścia poza fazę zakochania i romantycznych początków) związek przestaje być dla kogokolwiek interesujący, nie wyłączając samych partnerów. Tak było w XIX wieku – na przykład Sienkiewicz zakończył swoje Ogniem i mieczem, gdy Helena Kurcewiczówna i Jan Skrzetuski stanęli na ślubnym kobiercu, by rozpocząć Potop, który również zakończył ślubem głównych bohaterów, by rozpocząć Pana Wołodyjowskiego… i tak dalej. W XXI wieku ogromną popularnością cieszą się powieści Małgorzaty Musierowicz, która sama powiada, że w zasadzie każda z nich jest opisem narodzin uczucia, choć już nie dalszego ciągu.

Najbardziej romantyczne są opowieści, które kończą się źle (przeważnie śmiercią jednego z partnerów, a jeszcze lepiej obojga) i nigdy się nie stabilizują. Opowieści o romansach udanych, które dobrze się kończą, zwykle dobiegają kresu przed ołtarzem, a więc w momencie, kiedy miłość romantyczna ostatecznie przekształca się w miłość kompletną. Nie bez znaczenia jest tu zapewne fakt, że przeszkody, jakie mają do pokonania początkujący kochankowie romantyczni, są bardziej dramatyczne i widowiskowe niż uciążliwe trudności, z którymi mozolą się partnerzy w późniejszych fazach związku. Tak czy owak, dla sztuki miłość najwyraźniej przestaje być interesująca z chwilą ustabilizowania się związku.

Kult miłości romantycznej jako jedynej wartej przedstawiania przez sztukę i przeżywania przez ludzi jest w naszej kulturze równie rozpowszechniony, co niedorzeczny, przez większość życia bowiem kochamy swoich partnerów w inny, nieromantyczny sposób. W rezultacie ani z powieści, ani z filmów prawie w ogóle nie dowiadujemy się, co interesującego można zrobić ze swą miłością, gdy przeminie jej romantyczna faza, jako jedyna opisywana w niezliczonych baśniach, powieściach, wierszach, filmach, wideoklipach i piosenkach. Co gorsza, stereotyp miłości romantycznej jako uczucia, które dzieje się „samo”, właściwie bez wysiłku, a często nawet wbrew wysiłkom zaangażowanych w uczucie partnerów, rodzi katastrofalne w skutkach przekonanie, że również na inne formy miłości oddziaływać nie należy (bo wtedy miłość przestaje być „autentyczna”) albo że po prostu nie da się tego zrobić (jeżeli tylko miłość jest wystarczająco autentyczna). Dalsze partie tej książki mają na celu między innymi przekonanie Czytelnika do poglądu, że kiedy miłość wyjdzie poza fazę romantycznych początków, większość tego, co dzieje się w niej „samo”, zmierza prostą drogą do zagłady związku. Natomiast droga do jego utrzymania w postaci cieszącej obie strony wiedzie jedynie poprzez zamierzone i świadome ingerencje samych partnerów w kształt ich związku. Jeżeli ona poprzestaje na „bezprzytomnym osuwaniu się w jego ramiona”, a on – na odczuwaniu „oszalałego bicia swego serca”, to prostą (choć ekscytującą) drogą prowadzą swój związek do nieuchronnego końca. Z pewnością jest wzruszające, że on ma oczy „koloru tropikalnej zatoki”. Jednak czytając książki z serii „Harlequin” (z nich pochodzą wszystkie te cytaty), szybko orientujemy się, że tym, co pozwala naprawdę dostrzec kolor tak wyszukany, jest towarzyszący owym oczom kolosalny spadek po bogatej ciotce, świetnie prosperująca firma, a przynajmniej posiadanie „srebrzystego bentleya”. Powstaje pytanie, nad którym czytelniczki serii „Ogrodów Miłości” wolą się nie zastanawiać: co zrobić, kiedy on dysponuje dziesięcioletnim używanym samochodem, w którym siada jak nie resor, to skrzynia biegów, kiedy jego fortuna ogranicza się do wynajętego mieszkania, kiedy jego oczy, cóż… jak oczy – patrzą z udręczeniem na cieknący w łazience kran. Tęsknota za srebrzystym bentleyem jest tyleż zrozumiała, co pozbawiona realizmu. Realizm zaś, wedle skwapliwie podsycanej tradycji romantycznej, jest w miłości traktowany jako coś brzydkiego, wyrachowanego i sprzecznego z samą istotą miłości. W rzeczywistości jednak ani realizm, ani rozsądek nie tylko miłości nie zabijają, ale są niezbędne do trwania związku dwojga ludzi i uchronienia go przed katastrofą.

Związek kompletny

Prawdopodobnie większość związków, jakie ludzie nawiązują, szczególnie w młodości, nigdy nie wykracza poza fazę romantycznych początków. Albo miłość romantyczna przemija, albo brakuje wystarczającego zaangażowania, by przetworzyć związek w stałą relację (z powodu braku równie silnych uczuć partnera), albo jedno i drugie. Przejście od fazy romantycznych początków do kompletnego związku jest więc wydarzeniem dość rzadkim w życiu człowieka i ma konsekwencje, których ważności nie sposób przecenić.

Zgodnie z przedstawioną na rycinie 1.4 koncepcją rozwoju miłości czynnikami niezbędnymi do pojawienia się „ponadprogowego”, a więc już liczącego się zobowiązania, przekształcającego miłość w związek kompletny (co zwykle oznacza zawarcie małżeństwa, lub przynajmniej zamieszkanie razem), są namiętność i intymność, czyli przeżywanie miłości romantycznej. Przytaczane w rozdziale 3. badania nad kryteriami wyboru partnera życiowego przekonują, że miłość romantyczna (oraz takie cechy partnera, które umożliwiają jej doświadczanie, to znaczy promują namiętność i intymność) wyłania się współcześnie jako główne kryterium tego wyboru. Jest to jednak zjawisko dość świeżej daty – do niedawna miłość romantyczna była uważana nie tylko za kiepską podstawę małżeństwa, ale wręcz za uczucie niemożliwe do pogodzenia z wymogami, jakie stawia przed partnerami stały związek.

Jak wyraził się Johann von Goethe: „Miłość to sprawa idealna, małżeństwo – realna. Połączenie rzeczy realnej z idealną nigdy nie uchodzi bezkarnie”.

Miłość kompletna jest niewątpliwie najbardziej zadowalającą fazą związku, najsilniej nasyconą emocjami, zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. Końcem tej fazy jest zanik namiętności, niekoniecznie całkowity, ale poniżej poziomu oznaczającego jej dominację w miłosnej relacji. Jeśli uwierzyć poprzednim rozważaniom nad dynamiką namiętności, zanik ten wydaje się nieuchronny. Badania nad długotrwałymi związkami wskazują, że przez pierwsze dwa lata ich trwania namiętność pozostaje niezmiennie wysoka, potem zaś wyraźnie spada jako funkcja czasu trwania związku. Po przekroczeniu dwóch lat ujemna korelacja czasu trwania związku z namiętnością jest wyraźna (–0,32), podczas gdy ujemna korelacja czasu z intymnością jest bardzo słaba (–0,10; Wojciszke, 2002a). Co ciekawe, w badaniach tych w ogóle nie stwierdziliśmy fazy wzrostu namiętności. Albo więc namiętność pojawia się od razu w skrajnym natężeniu, albo jej przyrosty następują w skali dni lub tygodni, ale już nie miesięcy (w przytoczonych badaniach czas związku mierzono w miesiącach). Tak czy owak, namiętność rośnie bardzo szybko, a po dwóch latach spada, jej spadek zaś jest znacznie szybszy od spadku intymności.

Z faktu, że namiętność zanika po prostu dlatego, iż taka jest jej natura, wynika jeden wniosek praktyczny. Jeżeli wygasa czy słabnie namiętność jednego czy obojga partnerów, to nie ma większego sensu twierdzenie, jakoby przyczyną były negatywne cechy któregokolwiek z nich („On nie potrafi kochać”) czy ich związku („To nie była prawdziwa miłość”). Równie bezsensowne byłoby obwinianie drzew, że opadły z nich liście, albo twierdzenie, że lata tak naprawdę nie było, skoro po nim nadeszła jesień. Akceptacja tej prawdy mogłaby uchronić wiele par przed goryczą rozczarowań czy rozstań. Optymistyczna metafora cyklicznych pór roku została tu przywołana nie bez przyczyny. Zanikająca w związku namiętność niekoniecznie musi bowiem wybuchnąć na nowo w odniesieniu do innego partnera. Prawdopodobnie jest to możliwe w stosunku do tego samego partnera – na przykład wtedy, gdyby partnerom udało się utrzymać zadowalający poziom intymności, dzięki czemu cały ich związek nie stałby się dla nich odstręczający. Nie znam rzetelnych danych, które potwierdzałyby tę tezę, choć można tu przytoczyć anegdoty w rodzaju dwukrotnego małżeństwa Elizabeth Taylor i Richarda Burtona, którzy – jak przystało na ikony Hollywoodu – zawierali liczne małżeństwa, opierające się jedynie na namiętności. Jeżeli pobierali się dwa razy na tej zasadzie, to ich wzajemna namiętność musiała wybuchnąć co najmniej dwukrotnie (podobno planowali pobrać się po raz trzeci, czego jednak Burton nie dożył z powodu swoich innych namiętności). Nieco trudniej uwierzyć, że to, co zdarzyło się Taylor i Burtonowi, zdarza się wszystkim, ale można przynajmniej założyć, iż to się zdarzyć może.

Związek przyjacielski

Gdyby ludzie budowali swoje związki tylko na bazie namiętności, miałyby one niewielkie szanse na trwałość. Dlatego też liczne systemy etyczne nakazują ludziom nie kierować się namiętnością przy wyborze partnera, a niektóre starają się ich nakłonić, by namiętności nie przeżywali wcale, bądź przynajmniej przeżywali ją w sposób możliwie beznamiętny.

Pomijając rozważania nad tym, czy jest to w ogóle możliwe i naprawdę najlepsze, stwierdzić można, że oparta na intymności i zobowiązaniu miłość przyjacielska jest najdłuższą spośród jeszcze satysfakcjonujących faz udanego związku dwojga ludzi (por. ryc. 1.5). Co więcej, jest to ta faza, której przedłużenie pozostaje w mocy obojga zainteresowanych, jeśli tylko wykażą po temu odpowiednie chęci i umiejętności. Potoczna obserwacja sugeruje, że chęci wykazują prawie wszyscy, gorzej przedstawia się sprawa umiejętności. Podstawowym problemem, który partnerzy mają do pokonania w fazie związku przyjacielskiego, jest powstrzymanie spadku intymności, a więc utrzymanie wzajemnego przywiązania, lubienia się, zaufania, chęci pomagania i otrzymywania pomocy.

Intymność oczywiście zamiera pod wpływem egoizmu, nietolerancji, agresji, braku wsparcia czy zdrady. Każdego z tych niebezpieczeństw mogą partnerzy uniknąć, a przynajmniej wiedzą, że unikać ich powinni, jeżeli łączący ich związek ma być nadal zadowalający. Niezbyt logiczna logika ludzkich uczuć w połączeniu z beznadziejnością usiłowań prowadzących do realizacji mitu miłości romantycznej (który dla wielu stanowi jedyną definicję miłości) sprawia jednak, że na partnerów nawet w udanym związku czyha wiele pułapek. Paradoksalnie pułapki te wynikają z tego właśnie, że związek jest udany, a partnerzy pełni są najlepszych chęci. W rozdziale 5. opisuję szczegółowo kilka takich pułapek, jak:

–pułapka dobroczynności, polegająca na tym, że stałe i wzajemne ofiarowywanie dobra (oraz unikanie wyrządzania partnerowi krzywd) w miarę trwania związku prowadzi do tego, iż zdolność do sprawiania partnerowi przyjemności maleje, wzrasta zaś zdolność do sprawiania mu bólu;

–pułapka bezkonfliktowości, polegająca na tym, że stałe unikanie konfliktów w imię utrzymania wspólnoty działań, interesów i uczuć (oraz świętego spokoju) prowadzi do zaniku tej wspólnoty (a święty spokój zamienia się w spokój wręcz śmiertelny);

–pułapka obowiązku, polegająca na tym, że systematyczne podpieranie własnych uczuć do partnera poczuciem obowiązku może prowadzić do ich zaniku – własne działania mogą być widziane jako rezultat jedynie własnej obowiązkowości, nie zaś uczuć żywionych do partnera;

–pułapka sprawiedliwości, polegająca na tym, że domaganie się przede wszystkim sprawiedliwości we wzajemnej wymianie świadczeń przez partnerów sprowadza się w praktyce głównie do odwzajemniania zachowań negatywnych, a więc sprawiedliwości typu „oko za oko, ząb za ząb”.

Pułapki te oczywiście nie każdej parze muszą się zdarzyć, choćby dlatego, że niektóre wzajemnie się wykluczają. Są one różnymi drogami pogarszania się jakości związku, a dróg takich jest oczywiście wiele i niestety więcej niż dróg prowadzących do związku szczęśliwego. Niewiele jest bowiem sposobów przeżywania szczęścia, bardzo wiele zaś sposobów bycia nieszczęśliwym. Pułapki są drogami zdradliwymi, bo paradoksalnymi – ludzie wpadają w nie w imię wysiłków, których deklarowanym i świadomym (choć nie zawsze rzeczywistym) celem jest polepszenie bądź utrzymanie związku.

Związek pusty i jego rozpad

Niekonieczny, choć prawdopodobny i częsty zanik intymności doprowadza miłość (a raczej byłą miłość) do fazy związku pustego, którego jedynym elementem jest występowanie motywacji i działań nadal podtrzymujących ów związek.

Ten typ relacji w naszej kulturze jest zwykle pozostałością po poprzednich, szczęśliwszych fazach związku (inaczej jest w kulturach praktykujących małżeństwa aranżowane, gdzie związek rozpoczyna się od samego zobowiązania). Ponieważ związek pusty opiera się tylko na zobowiązaniu, czynniki podtrzymujące ten związek są w zasadzie tożsame z czynnikami podtrzymującymi samo zobowiązanie. Sprawia to, że warunki podtrzymujące zobowiązanie stają się bardziej istotne dla trwania związku, niż były w fazach poprzednich. W szczególności związek pusty bardziej niż inne fazy miłości narażony jest na zniweczenie, gdy w życiu przynajmniej jednego z partnerów pojawi się szansa na zbudowanie innego, nowego związku, bardziej pociągającego niż dotychczasowy. Jest to o tyle prawdopodobne, że atrakcyjność związku pustego staje się bardzo niewielka.

Współcześnie coraz silniejsza staje się norma kulturowa nakazująca, aby zaangażowaniu w związek towarzyszyła intymność. Związki zdrowe to takie, w których motywacji i działaniom ukierunkowanym na ich utrzymanie towarzyszy przeżywanie intymności; zanik intymności pociąga za sobą (i w odczuciu partnerów usprawiedliwia) zanik zobowiązania. Tego rodzaju norma jest dość powszechna w krajach Zachodu, choć z niejednakową siłą obowiązuje w różnych grupach społecznych i krajach. Jej pojawienie się może wpływać na wzrost częstości rozwodów i spadek ważności przyczyn, jakie uznawane są za wystarczające do rozwodu. Zanik intymności w związku zapewne nie jest najważniejszą ani jedyną przyczyną rozwodu, ale coraz częściej sami zainteresowani uznają go za przyczynę wystarczającą.

Podsumowanie

Oczywiście etapy związku przedstawione na rycinie 1.4 w żadnym wypadku nie składają się na kolejność obowiązującą, a więc na to, co być powinno, lecz jedynie na to, co bywa najczęściej. (Nauka w ogóle nie mówi o tym, co być powinno, lecz tylko o tym, co jest, a przynajmniej – co jest prawdopodobne.)

Im wcześniejsza faza, tym krócej trwa. Jak ilustruje rycina 1.5, osoby deklarujące fazę zakochania pozostawały w związku zaledwie rok, podczas gdy osoby deklarujące miłość przyjacielską były w związku prawie 11 lat. Wzrost średniego czasu trwania kolejnych faz nie ma jednak charakteru prostoliniowego – wyraźnie załamuje się po fazie miłości przyjacielskiej, a średni czas trwania związku dotkniętego rozpadem wynosi tylko pięć lat. Z jednej strony może to być skutek niejednakowego tempa spadku intymności dla różnych par. Niektóre pary lepiej sobie radzą z pułapkami intymności i potrafią utrzymać ją na zadowalającym poziomie (i pozostać w fazie miłości przyjacielskiej), podczas gdy inne radzą sobie gorzej i szybciej popadają w związek pusty. Z drugiej strony związki w fazie rozpadu są zapewne bardzo niejednorodne, ponieważ rozpad może nastąpić nie tylko na zakończenie całej sekwencji, ale także po każdej zmianie fazowej, czyli po każdym z poprzednich etapów, kiedy z tych czy innych względów nie pojawia się faza następna. Jeżeli zakochanie nie zostanie odwzajemnione, to jakaś postać rozpadu pojawia się już po pierwszej fazie. Prawdopodobnie tak kończy się większość przypadków zakochania – ponad 90% badanych studentów relacjonuje, że zdarzyło im się odrzucić czyjąś miłość, a podobny odsetek donosi, że sami doznali odrzucenia przez obiekt namiętności (Baumeister, Wotman i Stillwell, 1993). Kiedy nasz wybranek okazuje się już zajęty (ma żonę i dwójkę dzieci), rozpad może nastąpić już po romantycznych początkach, gdyż niemożliwe jest obustronne zobowiązanie. Jeżeli hołdujemy hollywoodzkiemu ideałowi miłości romantycznej, to do rozpadu może dojść tuż po zaniku namiętności, czyli po fazie miłości kompletnej. Wreszcie, jeżeli wierzymy, że zdrowy związek to taki, w którym ludzie obdarzają się przynajmniej przyjaznymi uczuciami, to rozpad pojawi się po zaniku intymności, czyli po fazie miłości przyjacielskiej.

Rycina 1.5.

Średni czas trwania związku w zależności od fazy, w jakiej się obecnie znajduje

Źródło: na podstawie danych w: Wojciszke, 2002a.

Jako że trzy pierwsze fazy związku napędzane są namiętnością i jej zmianami (a namiętność słabo poddaje się świadomej i dowolnej kontroli tych, którzy ją przeżywają), zakochanie, romantyczne początki i związek kompletny prawie nieuchronnie skazane są na przemijanie. Inaczej mają się sprawy z trzema pozostałymi fazami, napędzanymi głównie dynamiką zobowiązania (która niemal całkowicie pozostaje pod kontrolą zainteresowanych) i intymności (która w pewnym stopniu poddaje się kontroli, choć wymaga to i chęci, i umiejętności). Jak będę starał się pokazać w dalszych partiach tej książki, niektóre próby oddziaływania partnerów na własną miłość wydają się z góry skazane na niepowodzenie, podczas gdy inne mogą zostać uwieńczone sukcesem i uchronić związek przed rozpadem. Wszystko zależy od tego, na jakie składniki miłości zainteresowani wywierają wpływ i kiedy (w jakiej fazie związku) to czynią.

Krzywe szybciej lub wolniej opadające na rycinie 1.4 napawają melancholią i zdają się wyrazem nazbyt pesymistycznego spojrzenia na szanse trwania związku dwojga kochających się ludzi. Cóż, pesymizm i realizm mają ze sobą wiele wspólnego, jak dawno temu zauważył znakomity filozof Władysław Tatarkiewicz. Faktem jest, że w przeciętnym małżeństwie satysfakcja obojga partnerów ze związku maleje z wolna w miarę jego trwania, a możliwych tego przyczyn jest aż nazbyt wiele, o czym mowa dalej. Jednak ogólne przesłanie tej książki jest raczej optymistyczne niż pesymistyczne – jakkolwiek wiele związków istotnie kończy się fazą pustą i zerwaniem, wcale tak być nie musi. Partnerzy mogą wiele zrobić, by utrzymać swój związek w satysfakcjonującej postaci, głównie poprzez podtrzymywanie intymności i unikanie zagrażających jej pułapek. Dalszy ciąg tej pracy nie zawiera szczegółowego wykazu takich działań – sformułowanie podobnego zbioru przepisów na udany związek, niczym recepty na placek, wydaje się niemożliwe i obrażałoby rozum Czytelnika. Opisuję jednak logikę wielu procesów doprowadzających do powstania i zaniku miłości, a taki opis może stanowić pewną podstawę do podjęcia konkretnych działań przez samego Czytelnika, który zdecyduje, w jakiej fazie jest jego związek i czego mu najbardziej potrzeba.

Jedno nie ulega wątpliwości – działania pozwalające utrzymać miłość na dłużej wymagają nie tylko poświęcenia i wysiłku, ale przede wszystkim myślenia i mądrości obojga partnerów. Wysiłek, myślenie i mądrość słabo kojarzą się nam z miłością, o której skłonni jesteśmy raczej sądzić, że powinna dziać się sama, jeżeli tylko jest prawdziwa. Jest to ubolewania godna konsekwencja wspomnianego już, charakterystycznego dla naszej kultury traktowania miłości romantycznej jako jedynej postaci miłości wartej zainteresowania i przeżycia. Jest to także skutek złudzenia, że myślenie zabija uczucia, choć w istocie je wzbogaca, pokazując ogromne możliwości, jakie w uczuciach się kryją. Kiedy historia związku wyjdzie poza fazę miłości romantycznej, to, co się w nim dzieje „samo” (spontanicznie, bez świadomych wysiłków mających na celu zmianę biegu wydarzeń), działa raczej na szkodę niż na korzyść uczuć. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że zdanie się na samo odczuwanie, nieskażone myślą, doprowadza miłość prostą drogą do fazy związku pustego. Natomiast sterowany myśleniem wysiłek stwarza szansę uniknięcia tej fazy i utrzymania związku w fazie przyjacielskiej.