69,00 zł
NOWE SPOJRZENIE NA PSYCHOLOGIĘ OPARTE NA WYKŁADACH PROWADZONYCH PRZEZ PAULA BLOOMA NA YALE UNIVERSITY.
W jaki sposób w mózgu rozwijają się inteligencja i świadome przeżycia? Czy Freud miał rację, uważając, że wszystkich nas dręczą zakazane pragnienia seksualne? Jak działa świadomość? Jaką rolę odgrywają emocje, takie jak np. wstręt, wdzięczność i wstyd? Co z naszą pamięcią i uczeniem się? Dlaczego tworzymy grupy i jak w nich funkcjonujemy?
Słynny psycholog Paul Bloom w tej fascynującej książce poświęconej wiedzy naukowej na temat umysłu odpowiada na kluczowe pytania dotyczące ludzkiej psychiki. A że jest nie tylko badaczem, ale i błyskotliwym wykładowcą, robi to w sposób zabawny i zajmujący. Pełna niezapomnianych anegdot Psychika to wciągający przewodnik po najważniejszym temacie, jaki istnieje – nas samych.
Historia ludzkiego umysłu opowiedziana przez najlepszego gawędziarza wśród psychologów. Paul Bloom zabiera nas we wspaniałą podróż od neuronu do otoczenia oraz do wszystkich punktów pomiędzy – dostarczając nam kolejną świetną książkę. - Daniel Gilbert, profesor psychologii na Harvard University, autor „Na tropie szczęścia”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 651
Moim chłopcom – Maxowi i Zachary’emu
Pewnego letniego niedzielnego poranka wiele lat temu wstałem w bardzo złym nastroju. Miałem za sobą długi ciąg trudnych dni, kiedy to borykałem się z problemami w pracy i w relacjach międzyludzkich. Odczuwałem napięcie i prawie się nie odzywałem. Mojego ośmioletniego syna zaproszono na przyjęcie urodzinowe w miejscu odległym o mniej więcej godzinę jazdy samochodem. Kiedy wychodziliśmy z domu, złapałem cienką książkę w twardej okładce ze stosu leżącego przy drzwiach. Zachary był niewyspany i przez całą drogę drzemał, cicho pochrapując na tylnej kanapie, co mi odpowiadało. Po dotarciu na przyjęcie odbywające się w ogrodzie za rezydencją na przedmieściach w stanie Connecticut porozmawiałem przez chwilę o niczym z dorosłymi, a potem dyskretnie się oddaliłem, usiadłem pod drzewem, wyjąłem książkę i zacząłem czytać.
Był to Początek wszechświata Johna Barrowa, fizyka teoretyka1. Barrow przedstawia odkrycie Edwina Hubble’a, że wszechświat się rozszerza, a następnie przechodzi do dowodów popierających teorię Wielkiego Wybuchu, od którego wszystko się zaczęło.
W miarę jak czytałem, moje serce biło coraz szybciej. To było tak fascynujące, że zdobyliśmy całą tę wiedzę, że czytam o zdarzeniach sprzed czternastu miliardów lat. Być może takie poczucie ogarnia osoby wierzące, kiedy czytają Pismo Święte – że objawiane są im wielkie prawdy. Poznając informacje o kosmosie, czułem się mało istotny, malutki w czasie i przestrzeni. Jednocześnie odczuwałem dumę z naszego gatunku, dumę, że potrafiliśmy aż tyle się dowiedzieć o niewiarygodnie odległej przeszłości i zrobiliśmy spory postęp w próbach odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytanie. A kiedy przyjęcie się skończyło i poszedłem po syna, świat był pełen światła.
Podczas powrotu do domu rozmawiałem z Zacharym o tym, co przeczytałem, i snułem fantazje o rzuceniu pracy profesora psychologii, podjęciu nowych studiów i zdobyciu dyplomu kosmologa. Wiedziałem jednak, że jestem tam, gdzie moje miejsce. Na nagrobku filozofa Immanuela Kanta wyryto cytat z jego Krytyki praktycznego rozumu: „Dwie rzeczy napełniają umysł coraz to nowym i wzmagającym się podziwem i czcią, im częściej i trwalej się nad nimi zastanawiamy: niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie”1. Spędziłem tamto przedpołudnie, ekscytując się gwiaździstym niebem, a po latach miałem zmienić kierunek swoich badań na moralność i psychologię moralności i przeżywać te same „podziw i cześć” co Kant.
Szczerze mówiąc, niemal cała psychologia tak mnie emocjonuje. Zajmuje się ona najbardziej interesującym tematem, jaki istnieje – nami. Naszymi uczuciami, doświadczeniami, planami, celami, fantazjami, czyli najbardziej intymnymi aspektami naszego istnienia.
Książka, którą masz przed sobą, czytelniku, powstała na bazie wykładów ze wstępu do psychologii od wielu lat prowadzonych przeze mnie jako profesora na Yale University. Jest to jeden z najpopularniejszych kursów tej uczelni. Uczestniczyły w nim tysiące studentów studiów licencjackich; czasem były to dla nich pierwsze zajęcia uniwersyteckie. Wykorzystałem te wykłady do stworzenia kursu online, na który dotychczas zapisało się około miliona studentów2.
Z ogromną przyjemnością wykładam wstęp do psychologii, jednak w cyklu wykładów nie sposób omówić wszystkich zagadnień, bo tak wiele ich jest. Dlatego postanowiłem napisać Psychikę. Książka obejmuje szeroki zakres materiału, jeśli zatem zdecydujesz się ją przeczytać od początku do końca, zyskasz podstawową wiedzę o wszystkich głównych aspektach psychologii. Udziela ona najlepszych odpowiedzi, jakie obecnie mamy, między innymi na następujące pytania:
W jaki sposób mózg – półtorakilogramowy kawałek krwistego mięsa – zmienia się w źródło inteligencji i świadomych doświadczeń?
Które poglądy Freuda na temat ludzkiej natury były słuszne?
Które poglądy Skinnera na temat ludzkiej natury były słuszne?
Skąd bierze się wiedza?
Pod jakimi względami umysł dziecka różni się od umysłu dorosłego?
Jaki jest związek między językiem a myśleniem?
Jak nasze uprzedzenia wpływają na postrzeganie i zapamiętywanie świata?
Czy jesteśmy istotami rozumnymi?
Co nas motywuje – i po co są nam uczucia takie, jak strach, wstręt i współczucie?
Co myślimy o innych ludziach – w tym ludziach z innych grup etnicznych i społecznych?
Jak (i dlaczego) różnimy się osobowością, inteligencją i innymi cechami?
Jakie są przyczyny i leczenie różnych zaburzeń psychicznych?
Co daje ludziom poczucie szczęścia?
Każdy rozdział tej książki stanowi osobną całość, zatem jeśli masz ochotę, możesz od razu poczytać o Freudzie, języku czy zaburzeniach psychicznych – a nawet przeskoczyć do końca, do rozdziału poświęconego poczuciu szczęścia. Nikt nie będzie cię osądzał. Książka ta ma jednak określony tok, a niektóre tematy i koncepcje przechodzą z rozdziału do rozdziału i przyjemnie jest śledzić tę rozwijającą się opowieść we właściwym jej porządku.
Pewne fragmenty tej opowieści mogą być trudne do przyjęcia. Przekonamy się, że współczesna psychologia uznaje mechanistyczną koncepcję życia psychicznego, która jest materialistyczna (umysł postrzega jako rzecz fizyczną), ewolucyjna (naszą psychikę traktuje jako produkt biologicznej ewolucji kształtowany w dużej mierze przez dobór naturalny) oraz wynikowa (nasze myśli i działania uznaje za rezultat oddziaływania genów, kultury i indywidualnych doświadczeń).
Być może niepokoisz się, że czegoś tu brakuje. Taka koncepcja życia psychicznego wydaje się sprzeczna ze zdroworozsądkowo przyjmowanym istnieniem wolnego wyboru i odpowiedzialności moralnej oraz zderza się z poglądem o transcendentnej i duchowej naturze człowieka. Doskonałą ilustrację tych sprzeczności znajdujemy w książce Rabbit at Rest Johna Updike’a, w scenie, kiedy Harry „Królik” Angstrom rozmawia z Charliem o operacji, którą przyjaciel niedawno przeszedł:
– Świńskie zastawki. – Królik stara się ukryć obrzydzenie. – To musiało być okropne. Rozcięli ci klatkę piersiową, a krew puścili przez maszynę?
– To małe piwo. Byłem kompletnie nieprzytomny. Zresztą co ci przeszkadza przepuszczanie krwi przez maszynę? A ty niby czym jesteś, mistrzu?
Jedyną w swoim rodzaju istotą stworzoną przez Boga, który tchnął w nią duszę nieśmiertelną. Naczyniem łaski. Polem bitwy dobra ze złem. Terminującym aniołem…
– Jesteś tylko miękką maszyną – upiera się Charlie3.
Można się do tego wszystkiego odnosić w rozmaity sposób. Znam filozofów i psychologów, którzy z całym przekonaniem twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak wolna wola ani odpowiedzialność moralna. Spotkałem też innych, którzy w ogóle odrzucają psychologię jako naukę, uważając, że mechanistyczne podejście do umysłu odbiera ludziom ich wyjątkowość, że jest dla nas ujmą. Jest zbyt redukcjonistyczne i prostackie. Sprowadza nas do roli komputerów, zbiorów komórek lub szczurów laboratoryjnych. „Jeśli psychologia zamierza mi wmawiać, że jestem tylko maszyną, że najbardziej intymne aspekty mojego istnienia to nic więcej niż aktywność neuronów – przekonują – to dajmy sobie spokój z tą psychologią”.
Moim zdaniem możemy znaleźć wspólny grunt w tych kwestiach. Sądzę, że naukowy punkt widzenia będący podstawą współczesnej psychologii absolutnie nie wyklucza istnienia wyboru, moralności i odpowiedzialności. Owszem, jakkolwiek by na to patrzeć, jesteśmy miękkimi maszynami – ale nie tylko.
Na zakończenie tej przedmowy pragnę z pokorą przyznać, że choć tak dużo wiemy o świecie fizycznym, to o życiu psychicznym bardzo mało. Nie oznacza to bynajmniej, że fizycy są mądrzy, a psycholodzy głupi. Ta dysproporcja wynika raczej z faktu, że wybrana przeze mnie dziedzina badań jest znacznie trudniejsza niż ta, którą zajmował się Barrow. Okazuje się, że ludzkiemu umysłowi łatwiej jest pojąć tajemnice czasu i przestrzeni niż te związane ze świadomością i wyborem. W tej książce będę szczerze informował o ograniczeniach naszej młodej nauki i krytycznie odnosił się do kolegów, którym się wydaje, że znaleźli odpowiedzi na wszystkie pytania.
Bycie częścią młodej nauki przynosi jednocześnie wiele radości. Przekonałem się, że badania psychologiczne mogą być równie ekscytujące jak poznawanie kosmosu, i mam nadzieję, że ty również zaczniesz je postrzegać w taki sposób. Zrobiliśmy duże postępy w naszej dziedzinie i nie mogę się doczekać, żeby o nich opowiedzieć. W związku z tą książką mam ogromną nadzieję, że omówione w niej teorie i odkrycia wzbudzą w czytelniku podziw podobny do tego, jaki odczuwałem, gdy siedząc przed laty pod drzewem, czytałem o początkach wszechświata.
I. Kant, Krytyka praktycznego rozumu, przeł. J. Gałecki, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, s. 256 (wszystkie przypisy oznaczone gwiazdką odnoszą się do wydania polskiego). [wróć]
—————
Późnym popołudniem 13 września 1848 roku pewnemu młodemu brygadziście ekipy robotników pracujących przy budowie linii kolejowej w Cavendish w stanie Vermont przydarzyło się coś niewiarygodnego i strasznego. Phineas Gage przygotowywał podtorze, na którym miały być ułożone tory, zawsze wykonując wymagane czynności w określonym porządku. Wiercił w skale otwory, umieszczał w nich proch strzelniczy i spłonkę i zasypywał całość piaskiem. Potem sięgał po przypominający oszczep żelazny pręt o długości około metra i wadze ponad sześciu kilogramów. Ubijał nim zawartość każdego otworu, tworząc swego rodzaju zatyczkę nad ładunkiem wybuchowym. Później odpalał ładunki, a wybuch odrzucał skałę.
Nikt dokładnie nie wie, co się zdarzyło tamtym razem – być może coś rozproszyło Gage’a – ale zaczął uderzać prętem w otwór, zanim nasypał do niego piasek, a wówczas proch eksplodował. Metalowy pręt wystrzelił z ogromną siłą. Przeszył Gage’owi szczękę z lewej strony, przeszedł za okiem i przez lewą stronę mózgu i przebiwszy czaszkę, spadł o wiele metrów dalej.
Gage stracił przytomność, ale na krótko. Pracownicy pomogli mu wsiąść do wozu ciągniętego przez woły i zawieźli go do gospody Cavendish Inn, gdzie wynajmował pokój. Usiadł tam na werandzie i w oczekiwaniu na pomoc medyczną opowiadał gapiom, co go przed chwilą spotkało. Kiedy lekarz w końcu przybył, Gage powiedział do niego: „Doktorze, ma pan tu sporo do roboty”.
Przez pewien czas rokowania były kiepskie, bo wdało się zakażenie i wymagał poważnego leczenia. Po kilku miesiącach zdawało się jednak, że wyzdrowiał. Nie stracił wzroku, nie był sparaliżowany, zachował umiejętność mówienia i rozumienia mowy i nie zaobserwowano, żeby pogorszyły się jego zdolności intelektualne. Można by pomyśleć, że naprawdę miał ogromne szczęście.
Niestety wcale tak nie było. Jak pisał jego lekarz, John Martyn Harlow, Gage był niegdyś „niezwykle skutecznie działającym i kompetentnym człowiekiem, człowiekiem o wstrzemięźliwych nawykach i bardzo energicznym usposobieniu oraz bystrym, inteligentnym przedsiębiorcą”. Dalej jednak czytamy, że później „Gage nie był już sobą. Stał się niespokojny i zuchwały, a czasami pozwalał sobie na najbardziej wulgarne przekleństwa, okazując całkowity brak szacunku wobec kolegów”. Według Harlowa był „intelektualnie dzieckiem”, ale ze „zwierzęcymi żądzami silnego mężczyzny”.
Gage nie mógł wrócić do poprzedniej pracy, więc w następnych latach imał się różnych zajęć. Był między innymi kierowcą dyliżansu w Chile oraz atrakcją w Barnum’s American Museum w Nowym Jorku, gdzie prezentował pręt, który przebił mu czaszkę, i opowiadał swoją historię. Jedenaście lat po wypadku zaczęły się u niego napady padaczkowe, a kilka miesięcy później zmarł w domu matki.
Przypadek Phineasa Gage’a jest doskonałą ilustracją tego, jak uszkodzenie mózgu (a konkretniej uszkodzenie płata czołowego znajdującego się tuż za czołem) może drastycznie wpłynąć na pewne najważniejsze aspekty tego, kim jesteśmy – na naszą zdolność kontrolowania impulsów, sposób traktowania innych czy charakter.
Od dawna toczą się spory dotyczące szczegółów tego, co spotkało Gage’a, a z upływem czasu opowieść o nim stawała się coraz bardziej przesadzona4. W powyższej relacji starałem się jak najwierniej przedstawić fakty. Nawiasem mówiąc, na świecie są tysiące Gage’ów, zdarza się bowiem wiele nieszczęśliwych przypadków uszkodzeń mózgu powodujących głębokie zmiany osobowości.
Poznajmy zatem kolejny, z innymi skutkami. Jest to historia Grega F. opisana przez neuronaukowca Olivera Sacksa w artykule zatytułowanym The Last Hippie5. Jako nastolatek Greg był niecierpliwy i buntowniczy. Rzucił szkołę, żeby przystąpić do ruchu Hare Kryszna, i przeprowadził się do jego świątyni w Nowym Orleanie. Po pewnym czasie przywódca duchowy tej wspólnoty zaczął darzyć go podziwem i nazywać Świętym Człowiekiem. Greg stopniowo tracił wzrok. Nie uznano tego jednak za chorobę, którą należy leczyć, tylko za wydarzenie duchowe.
Wyjaśnili mu, że stał się „oświeconym” i przybiera w nim na sile „wewnętrzne światło”. […] I rzeczywiście z dnia na dzień wydawał się bardziej uduchowiony – ogarnął go niezwykły spokój. Nie przejawiał już wcześniejszej niecierpliwości ani pragnień, a czasem znajdowano go w stanie jakby oszołomienia, z dziwnym (wielu twierdziło, że „transcendentnym”) uśmiechem na twarzy. To błogość, wyjaśnił jego swami, staje się świętym.
Po czterech latach świątynia pozwoliła rodzicom Grega go odwiedzić, a kiedy to zrobili,
ogarnęło ich przerażenie. Ich szczupły syn z pięknymi włosami stał się otyły i łysy. Na twarzy nieustannie miał „głupi” uśmiech (tak przynajmniej nazwał go ojciec Grega), co chwilę nagle zaczynał śpiewać lub recytować i robić „idiotyczne” uwagi, a jednocześnie nie okazywał żadnych głębszych uczuć („jakby go wydrążyli, pusty w środku”, opowiadał ojciec). Całkowicie stracił zainteresowanie bieżącymi sprawami, był zdezorientowany – i zupełnie oślepł.
Okazało się, że Greg miał w mózgu guz wielkości pomarańczy, który zniszczył większość obszarów odpowiedzialnych za widzenie, uszkodził też górną część płatów czołowych i płaty skroniowe. Guz usunięto, ale szkody były nieodwracalne. Stan Grega F. był znacznie gorszy niż Phineasa Gage’a. Nie tylko oślepł, ale utracił również większość wspomnień z dwudziestu pięciu lat życia i nie był zdolny do tworzenia nowych. Stał się potulny, odrętwiały i wymagał stałej opieki.
Przypadki Phineasa Gage’a, Grega F. i wielu innych osób ilustrują to, co Francis Crick, biolog i laureat Nagrody Nobla, nazwał zdumiewającą hipotezą:
Ty, twoje radości i smutki, twoje wspomnienia i ambicje, twoje poczucie tożsamości i wolna wola, nie są w rzeczywistości niczym innym niż sposobem, w jaki zachowuje się ogromny zbiór komórek nerwowych i związanych z nimi cząsteczek61.
Krótsza wersja tej koncepcji znajduje się w jednym z notatników Karola Darwina, który napisał: „Mózg tworzy myśli”7.
—————
Filozoficznym terminem na określenie koncepcji Darwina i Cricka jest materializm (nie mylić z innym znaczeniem tego słowa, związanym z pieniędzmi). Zdaniem zwolenników materializmu istnieje tylko materia – wszystko ma charakter fizyczny i nie ma tu miejsca dla pozbawionej materii duszy.
Ten pogląd jest przestarzały i sprzeczny z naturą8. Znacznie więcej osób jest przekonanych do doktryny dualizmu, według której umysł (lub dusza) jest czymś całkowicie różnym od ciała. Nie jesteśmy zatem jednym bytem, tylko dwoma – ciałem i duszą. Ta koncepcja występuje w wielu religiach i systemach filozoficznych (na przykład Platon był żarliwym zwolennikiem poglądu dualistycznego). Filozofem, który w najbardziej przemyślany i elokwentny sposób bronił dualizmu, był Kartezjusz. Na jego cześć koncepcję, że umysł i ciało są od siebie odrębne, nazywa się często dualizmem kartezjańskim.
W pierwszej połowie XVII wieku Kartezjusz napisał argumentację na rzecz dualizmu, poruszającą kwestię ograniczeń rzeczy materialnych. Być może cię to zaskoczy, ale znał już roboty. Zwiedził francuskie ogrody królewskie, które filozof Owen Flanagan określił mianem „prawdziwego siedemnastowiecznego Disneylandu”9, a tam ogromne wrażenie zrobiły na nim automaty napędzane siłą hydrauliczną:
Może miałeś okazję widzieć w grotach i fontannach na terenach królewskich ogrodów, że prosta siła, z jaką porusza się woda wypływająca ze swojego źródła, jest wystarczająca, żeby wprawić w ruch różne maszyny, a nawet spowodować, żeby różne instrumenty grały lub wydobywały z siebie słowa, zależnie od rozmaitych rozmieszczeń rur doprowadzających wodę. […] [Przybysze] po wejściu nieuchronnie następują na pewne płyty chodnika lub miejsca, które są tak zaprojektowane, że kiedy zwiedzający zbliżają się do kąpiącej się Diany, powodują, że chowa się ona w pąkach róż. A kiedy usiłują za nią pójść, sprawiają, że rusza ku nim Neptun, wygrażając im trójzębem10.
W funkcjonowaniu tego systemu widać analogię do ludzkiego ciała. Sprężyny i silniki automatów są odpowiednikami ścięgien i mięśni, a rury nerwów. Można się zatem zastanawiać: Czy jesteśmy jedynie skomplikowanymi maszynami?
Kartezjusz uważał, że nie. Taka analogia, twierdził, jest trafna w odniesieniu do zwierząt, których wszelkie działania są wytworem ich fizycznej „konstrukcji”. Są one niczym więcej niż maszynami zwierzęcymi (bêtes-machines). Krążyły mrożące krew w żyłach opowieści, zapewne wątpliwej autentyczności, że Kartezjusz uczestniczył w wiwisekcjach – operacjach na żywych psach, rzekomo przekonany, że ich wycie podczas tych męczarni jest odpowiednikiem dźwięków, jakie czasem wydają zepsute maszyny. Nie mając duszy, są wszak niezdolne do odczuwania.
Ludzie natomiast są inni. Widać to w nieprzewidywalnym charakterze naszych działań. Kiedy lekarz stuknie cię w kolano, twoje podudzie gwałtownie podskoczy – i zrobi to automatycznie, na tej samej zasadzie, na jakiej poruszały się roboty Diana i Neptun. W każdej chwili możesz jednak zdecydować, że wyrzucisz w górę nogę, tak sobie, bez powodu. Jest to przykład celowego działania, którego, jak uważał Kartezjusz, rzecz fizyczna nie może wykonać. A zatem ludzie nie są fizycznymi rzeczami.
Lepiej znane są inne argumenty Kartezjusza na rzecz dualizmu. Zaczął od pytania: Czego możemy być pewni? – i doszedł do wniosku, że niewielu spraw. Sądzisz, że urodziłeś się w takim a takim miejscu, ale może cię okłamano. Może, jak fantazjują niektóre dzieci, w twoich żyłach płynie królewska krew i tylko w wyniku nieszczęśliwych okoliczności utknąłeś w nieciekawej rodzinie zwykłych ludzi, którzy cię wychowali. Albo, żeby było naprawdę dziwacznie, może wszechświat powstał pięć sekund temu, a wszystkie twoje wspomnienia są fałszywe. Jest to nieprawdopodobne, ale możliwe.
Możesz być przekonany, że znajdujesz się teraz w określonym fizycznym otoczeniu, siedzisz w fotelu z wiernym psem leżącym obok i trzymasz w jednej ręce moją książkę, a w drugiej cygaro (lub coś innego). Kartezjusz zauważył, że takich rzeczy doświadczamy przeważnie wówczas, gdy śnimy. Jeśli w tej chwili protestujesz, że nie śpisz, to pamiętaj, że większość osób śniących nie wie, że śnią.
A kto wie, czy się nie mylisz, uważając, że masz ciało. Filozofów od dawna niepokoiło to, że nasze doświadczenia mogą być iluzją tworzoną przez demona; współczesną wersję tych obaw znajdujemy w moim ulubionym filmie zatytułowanym Matrix. Przedstawia on świat, w którym codzienne ludzkie przeżycia są iluzją tworzoną przez wrogie komputery. Niektórzy filozofowie posuwają się jeszcze dalej, twierdząc, że stanowimy część symulacji komputerowej – jesteśmy postaciami z gry wideo. Pewnie zgodzisz się ze mną, że to zwariowany pomysł, ale czy możemy być tego całkowicie pewni?
Nie możemy. Kartezjusz wskazywał jednak, że jest taka rzecz, w którą nie można wątpić – nasze własne istnienie jako istot myślących. Wyraził to słynnymi słowami Cogito ergo sum – myślę, więc jestem. Nawet jeśli nie jesteś pewien, że masz ciało, wiesz z całą pewnością, że to ty zadajesz pytanie o jego istnienie. Dokonawszy rozróżnienia między tym, jak myślimy o umyśle, i tym, jak myślimy o ciele, Kartezjusz konkluduje:
Poznałem stąd, że jestem substancją, której całą istotą lub przyrodą jest jeno myślenie i która, aby istnieć, nie potrzebuje żadnego miejsca, ani nie zależy od żadnej rzeczy materialnej; tak iż to ja, to znaczy dusza, przez którą jestem tym, czym jestem, jest zupełnie odrębna od ciała […]11.
Taki wniosek wydaje się słuszny. Intuicyjnie czujemy, że nie jesteśmy tożsami z naszym ciałem – że raczej je zamieszkujemy. Jesteśmy „duchem w pancerzu”, jak to sugestywnie nazwał Masamune Shirow w mandze Ghost in the Shell. Dlatego tak łatwo przychodzi nam tworzenie utworów literackich, w których ciała i dusze zostają rozdzielone, i dlatego tak dobrze je rozumiemy. Weźmy choćby opowiadanie Przemiana Franza Kafki, rozpoczynające się zdaniem: „Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka”2. Albo scenę z Odysei, w której czarodziejka Kirke zamienia towarzyszy Odyseusza w świnie: „Bowiem łby ich, szczecina, kwiczenie, kształt cały były świńskie; li człecze mózgi im zostały”3. Lub inne niezliczone opowieści o opętaniu, zamianie ciał, przerażających lub uroczych duchach i temu podobne12.
Dualizm niesie ze sobą kuszące praktyczne konsekwencje. Skoro nie jesteś swoim ciałem, możesz przetrwać jego zniszczenie, na przykład znaleźć się w jakiegoś rodzaju duchowym świecie, wstąpić do nieba lub zająć ciało innej osoby. Nawet materialiści mogą pomysłowo dojść do swego rodzaju wiary w istnienie życia po życiu – uzasadniając ją choćby zdolnością Boga do reanimowania ciała, naprawienia go jak zegarmistrz naprawia zepsuty zegarek. W przeważającej mierze jednak materializm jest ponurą doktryną wiążącą nasze przetrwanie z losem zbyt delikatnego ciała.
—————
Skoro tyle przemawia za dualizmem z całą jego atrakcyjnością, dlaczego współcześni psycholodzy są tak przekonani, że prawidłowym podejściem jest jego odwrotność, czyli materializm?
Wróćmy do argumentacji Kartezjusza. Miał rację co do ograniczeń rzeczy materialnych – ale setki lat temu. Dziś znacznie lepiej rozumiemy, do czego obiekty materialne są zdolne. Dla Kartezjusza absurdalny byłby pomysł, że maszyna może robić coś tak skomplikowanego jak gra w szachy. Przecież wymaga to rozumnego zastanowienia, a nie automatycznych odruchów. Obecnie istnieją jednak maszyny grające w szachy, i to znacznie lepiej od ludzi. Naturalnie nasuwa się pytanie o inne ograniczenia rzeczy materialnych, jak choćby, czy komputery potrafią odczuwać, ale tymi wątpliwościami zajmiemy się nieco później. Teraz chodzi tylko o dostrzeżenie, że wywody Kartezjusza nie wytrzymały próby czasu. Wiemy bowiem, że złożoność naszych działań nie jest dowodem na dualizm.
A wracając do tego, co Kartezjusz mógłby sobie wyobrazić lub nie, wielu filozofów zarzucało mu, że zbyt pochopnie zakładał, iż tego rodzaju ćwiczenie konceptualne może wyjaśnić, jak naprawdę wygląda sytuacja. Owszem, możesz zwątpić, czy masz ciało, i wyobrazić sobie siebie bez niego. Ale wyobrażenie sobie nie oznacza, że to jest możliwe. W końcu mogę sobie wyobrazić statek kosmiczny poruszający się z prędkością nadświetlną – i wielu twórców fantastyki naukowej już to zrobiło. Metoda rozumowania Kartezjusza odzwierciedla to, jak myślimy o umyśle, a nie to, jaka jest prawda na ten temat.
Przyjrzyjmy się problemom z dualizmem i świadczącym na jego niekorzyść dowodom. Psycholog Steven Pinker odniósł się do niematerialnej duszy kartezjańskiej, pisząc: „Jak widmo współdziała ze stałą materią? Jak eteryczne nic reaguje na błyski, szturchnięcia i dźwięki oraz sprawia, że ręce i nogi się poruszają?”13. To zastrzeżenie powtarza się od bardzo dawna. W 1643 roku Elżbieta Stuart, była królowa Czech, pisząc do Kartezjusza, skarżyła się na to, jak trudno jest traktować poważnie koncepcję, że „niematerialna rzecz mogłaby poruszać ciałem i być przez nie poruszana”14.
Należy jednak szczerze przyznać, że druga opcja, czyli że mózg tworzy myśli, jest dla niektórych równie trudna do przełknięcia. Gottfried Leibniz w 1712 roku napisał: „Przypuściwszy zaś, że istnieje maszyna, której budowa pozwala, aby myślała, czuła, miewała postrzeżenia, będzie można pomyśleć ją, z zachowaniem tych samych proporcji, tak powiększoną, by można do niej wejść jak do młyna. Założywszy to, odnaleźlibyśmy wewnątrz przy zwiedzaniu jej tylko części, które popychają siebie wzajemnie, nigdy jednak nic, co tłumaczyłoby postrzeżenie”15. Nawet współcześnie sporo neurobadaczy pod koniec kariery dało się skusić dualizmowi; często posługiwali się podobnymi argumentami co Leibniz – spędzili całe życie na badaniach mózgu i nie znaleźli żadnych fizycznych oznak świadomości, która by się tam znajdowała, więc może należy ona jednak do sfery duchowej.
Ostatecznie kwestię tę rozstrzygają dowody, że mózg w istocie uczestniczy w myśleniu, choć nie w taki sposób, żeby było to widoczne dla osoby zaglądającej do otwartej czaszki. Zmiany w usposobieniu Phineasa Gage’a spowodował całkowicie fizyczny metalowy pręt, który przebił się przez całkowicie fizyczną głowę. I oczywiście nie trzeba było czekać do roku 1848, żeby stało się jasne, że cios w głowę może mieć wpływ na świadomość i pamięć człowieka, a jeśli jest bardzo silny, nawet na stałe je zniszczyć. Każdy wie, że otępienie może pozbawić nas zdolności racjonalnego myślenia, a kawa i alkohol mogą, choć w różny sposób, rozbudzić namiętność. (Jak ujmuje to Pinker: „Wiemy teraz, że rzekomo niematerialna dusza może zostać przepołowiona nożem, zmieniona substancjami chemicznymi, poruszona lub zatrzymana prądem elektrycznym i zniszczona silnym uderzeniem lub brakiem tlenu”16).
Zmianą w stosunku do wcześniejszych czasów jest to, że obecnie możemy obserwować mózg podczas pracy. Obrazowanie tego narządu za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego pokazuje, które jego obszary uaktywniają się w danej chwili, a to pozwala stwierdzić, czy ten, kto jest badany, myśli o ulubionej piosence, planie mieszkania czy zadaniu matematycznym. A być może już niedługo, przyglądając się obrazowi mózgu osoby śpiącej, będziemy potrafili rozpoznać, o czym śni17.
Czy jest jakaś szansa na obronę stanowiska Kartezjusza? Istnieją poważne różnice między zdarzeniami umysłowymi i fizycznymi, w związku z czym niektórzy współcześni filozofowie opowiadają się za – jak to nazywają – łagodną formą dualizmu18. Warto omówić te poglądy, lecz nie w tym miejscu. Prawie nikt jednak nie broni ekstremalnego dualizmu głoszonego przez Kartezjusza, tak zwanego dualizmu substancjalnego, zgodnie z którym umysł jest czymś zupełnie odrębnym od mózgu, a proces myślenia przebiega w sferze niematerialnej, w oderwaniu od praw natury. Ta teoria jest martwa, tak martwa, że bardziej być nie może.
No dobrze, ale co w takim razie jest fizyczną siedzibą myśli? Co jest źródłem naszych emocji, decyzji, namiętności, cierpień i wszystkiego innego? Nawet dualiści muszą znaleźć odpowiedź na jakąś wersję tego pytania. Dusza musi przecież w którymś miejscu łączyć się z naszym bytem fizycznym, żeby ciało mogło działać i odbierać informacje zmysłowe. (Kartezjusz uważał, że takim łącznikiem jest szyszynka).
Przez większość dziejów sądzono, że odpowiedzią jest serce. Wierzyły w to różne populacje na całym świecie, w tym Majowie, Aztekowie, Inuici, Hopi, Żydzi, Egipcjanie, Indusi i Chińczycy. Taki pogląd leży też u podstaw zachodniej filozofii. Arystoteles pisał: „Oczywiście mózg nie odpowiada w ogóle za żadne doznania. Właściwy pogląd [jest taki], że siedzibą i źródłem doznań jest okolica serca. […] Ruchy przyjemności i bólu, a ogólnie wszelkie doznania, mają wyraźnie swoje źródło w sercu”4. Rzeczywiście serce reaguje na uczucia – wali, kiedy ogarnia nas gniew lub pożądanie, a ucisza się, gdy jesteśmy spokojni19.
Mózg jednak jest dla niego poważnym rywalem. Z pewnych eksperymentów psychologicznych wynika, że w dość powszechnej opinii nasza świadomość jest umiejscowiona powyżej szyi20. W badaniach prowadzonych wspólnie z moją współpracowniczką i żoną, Christiną Starmans, odkryliśmy, że nawet małe dzieci, kiedy poprosi się je na różne sposoby o wskazanie, „gdzie” znajduje się ich osoba, „ja”, najczęściej odpowiadają, że nie w klatce piersiowej, tylko dokładnie między oczami21.
Głowa czy serce? Debatuje się nad tym od wieków, co zgrabnie wyrażają słowa z Kupca weneckiego napisanego pod koniec XVI wieku:
Powiedz, gdzie się miłość rodzi?
Czy w głowie, czy w sercu wschodzi?22
Jak zapewne słyszałeś, dziś już znamy odpowiedź – myśli powstają w głowie. Masa mózgu stanowi zaledwie jedną pięćdziesiątą masy ciała, ale zużywa on około jednej czwartej kalorii, które spalamy, pozostając w spoczynku. Dosłownie pochłania energię. Poza tym jest ogromny. Głowa noworodka jest nieproporcjonalnie duża i dlatego właśnie poród u kobiet jest tak długi i bolesny w porównaniu z porodami samic innych gatunków.
Jeśli nigdy nie widziałeś mózgu, być może wyobrażasz sobie, że ma imponujący wygląd. W końcu nieraz opisuje się go jako najbardziej skomplikowaną rzecz w znanym nam wszechświecie. Może się jarzy albo błyska kolorowymi światełkami? A jednak nie, bo to po prostu mięso. Można go jeść – sam próbowałem z sosem śmietanowym (oczywiście nie ludzki mózg, bo tego absolutnie nie powinno się jeść, gdyż można się zarazić kuru, straszną chorobą podobną do choroby szalonych krów, co jest jednym z powodów, by nie uprawiać kanibalizmu). Po wyjęciu z czaszki mózg jest matowoszary, natomiast w głowie – jasnoczerwony dzięki silnemu ukrwieniu.
Terry Bisson napisał opowiadanie science fiction, w którym świetnie uchwycił, jakie to dziwne23. Jest to dialog dwójki hiperinteligentnych obcych przemierzających wszechświat w poszukiwaniu istot rozumnych i znajdujących nas:
– Z mięsa. One są z mięsa.
– Z mięsa?
– Nie ma wątpliwości. Wyłapaliśmy kilka z różnych części planety, wzięliśmy na pokład statków zwiadowczych i dogłębnie zbadaliśmy. Samo mięso.
– To niemożliwe. A te sygnały radiowe? Komunikaty do gwiazd?
– Używają fal radiowych, ale sygnały nie pochodzą z nich. Pochodzą z maszyn.
– A kto zrobił maszyny? To z nimi się chcemy skontaktować.
– One zrobiły maszyny. To ci właśnie próbuję powiedzieć. Mięso zrobiło maszyny.
– Idiotyzm. Jak mięso może zrobić maszynę? Wmawiasz mi, że istnieje mięso, które myśli.
Ostatecznie obcy postanawiają usunąć te dane z rejestrów i zgłosić, że nasz układ słoneczny jest niezamieszkany.
—————
Zgłębianie tajemnicy „myślącego mięsa” rozpoczniemy skromnie od neuronów i stopniowo przejdziemy do bardziej skomplikowanych spraw. Wagowo większość mózgu stanowią tłuszcz i krew, ponadto znajdują się w nim jeszcze inne komórki oprócz neuronów (mniej więcej połowa mózgu jest zbudowana z komórek glejowych, które wzmacniają, uprzątają i odżywiają komórki nerwowe). Mimo to opowieść o życiu umysłowym jest zasadniczo opowieścią o neuronach i dlatego dziedzinę zajmującą się badaniem biologicznych podstaw myślenia nazwano neuronauką24. Poniżej przedstawiono części neuronu.
Podobnie jak inne komórki neurony mają ciało komórki utrzymujące ją przy życiu, a w nim mieści się jądro komórkowe zawierające chromosomy składające się z DNA. Ciało komórki koordynuje też sygnały dopływające z innych neuronów i zmysłów. Odbiera te informacje za pomocą dendrytów, czyli wychodzących z niego wypustek rozgałęziających się jak konary drzew (stąd ich nazwa wywodząca się od greckiego słowa oznaczającego drzewo). Jeśli ciało komórki otrzyma odpowiedni sygnał wejściowy z dendrytów, dochodzi do wygenerowania potencjału czynnościowego (zwanego też iglicowym lub w skrócie iglicą), który przesuwa się wzdłuż długiej części neuronu zwanej aksonem. Dendryty są krótkie, natomiast aksony długie – mogą przebiegać nawet od rdzenia kręgowego do dużego palca u stopy. Aksony mają osłonkę mielinową – otoczkę zbudowaną między innymi z cząsteczek lipidowych – która pełni funkcję podobną do izolacji przewodu elektrycznego, usprawniając komunikację neuronów. Choroby takie jak np. stwardnienie rozsiane powodują niszczenie osłonek mielinowych, co prowadzi do zaburzeń ruchowych oraz zaburzeń procesów percepcji i myślenia.
Neurony porozumiewają się zatem między sobą oraz, rzadziej, z narządami i mięśniami.
Podsumowując, typowy przepływ informacji wygląda następująco:
dendryty > ciało komórki > akson > dendryty innych neuronów
Neurony czuciowe (dośrodkowe) odbierają informacje z zewnętrznego świata. Neurony ruchowe (odśrodkowe) wysyłają sygnały mające skutki na zewnątrz. Kiedy po dotknięciu gorącego przedmiotu odczuwasz ból, dzieje się tak dzięki neuronom czuciowym. Jeśli po coś sięgasz, jest to możliwe dzięki neuronom ruchowym. Jeszcze inne neurony – kojarzeniowe (interneurony) – nie komunikują się bezpośrednio ze światem zewnętrznym, tylko między sobą, i w ten sposób odbywa się myślenie.
Kryje się tu pewna zagadka. Porozumiewanie się neuronów między sobą i łączność ze światem odbywają się na zasadzie wszystko albo nic. Potencjał czynnościowy powstaje albo nie, a kiedy powstanie, jego wielkość dla danego neuronu jest zawsze taka sama. To jak z wystrzałem z pistoletu – kula nie poleci szybciej tylko dlatego, że z całej siły pociągnąłeś cyngiel. Natomiast percepcja i wykonywane ruchy są stopniowane. Odczuwasz różnicę, dotykając ciepłego talerza i gorącego piekarnika, a szturchnąć kogoś możesz delikatnie albo bardzo mocno.
Rozwiązanie tej zagadki polega na tym, że zespoły neuronów mają swoje sposoby, żeby informować o intensywności doświadczenia i potrzebnego działania. Jednym z nich jest liczba neuronów generujących potencjał czynnościowy. Jeśli N neuronów odpowiada za łagodne doświadczenie, N x 100 może odpowiadać za silniejsze. Inny sposób to częstotliwość wytwarzania potencjału czynnościowego przez poszczególne neurony. Przy łagodnych doznaniach jej wzorzec może wyglądać tak: iglica … iglica … iglica … iglica, a przy intensywnych następująco: iglicaiglicaiglicaiglica. Podobnym sposobem kodowania można wyjaśnić przesyłanie przez neurony ruchowe informacji o intensywności ruchu, który ma być wykonany, co pozwala nam zarówno uderzyć pięścią w ścianę, jak i delikatnie pogłaskać niemowlę.
Jednego z ważnych odkryć dotyczących neuronów dokonał prekursor neuronauki Santiago Ramón y Cajal pod koniec XIX wieku. Wspomniałem wcześniej, że neurony porozumiewają się ze sobą, a informacje przepływają od aksonu jednej komórki nerwowej do dendrytu drugiej. Tyle że neurony nie stykają się ze sobą, między aksonem jednego a dendrytem drugiego znajduje się bowiem wąska szczelina, której szerokość wynosi zazwyczaj od 20 do 40 nanometrów. Nazywa się ją synapsą.
W ostatnim stuleciu toczyła się szeroko zakrojona dyskusja dotycząca tego, w jaki sposób komunikat przedostaje się przez tę szczelinę – czy przesyłany jest chemicznie, czy elektrycznie. Nazwano te spory wojną zupy z iskrami25. Bez wdawania się w szczegóły podsumuję, że wygrała zupa. Jak odkrył Cajal, kiedy w neuronie powstaje potencjał czynnościowy, akson uwalnia do szczeliny związki chemiczne, które dziś nazywamy neuroprzekaźnikami. To one przebywają synapsę i oddziałują na dendryty drugiego neuronu.
Wcześniej wspomniałem, że ciało komórki nerwowej decyduje, kiedy wygenerować potencjał czynnościowy, na podstawie sygnałów otrzymywanych od dendrytów. Teraz mogę nieco rozwinąć to stwierdzenie. Neuroprzekaźniki docierające do dendrytów mogą mieć działanie pobudzające, co zwiększa prawdopodobieństwo wygenerowania potencjału czynnościowego, lub hamujące, co zmniejsza takie prawdopodobieństwo. Ciała komórek sumują wartości tych napływających sygnałów, obliczając, czy suma jest dostatecznie wysoka, by powstała iglica.
Neuroprzekaźniki odgrywają ważną rolę w opowieści o pracy mózgu i mają ogromne znaczenie praktyczne. Pełnią w organizmie liczne funkcje, a rozmaitość ich interakcji z różnymi związkami chemicznymi wykorzystano przy opracowywaniu wielu leków, w rezultacie otrzymując środki farmakologiczne, które leczą choroby, zwiększają przyjemność lub poprawiają koncentrację.
Albo zabijają. Przykładem śmiertelnej interakcji z neuroprzekaźnikami może być działanie kurary, substancji używanej przez niektóre południowoamerykańskie plemiona podczas polowań – wystarczy nałożyć niewielką ilość na czubek strzały wypuszczanej z łuku lub strzałki z dmuchawki. Kurara jest antagonistą, czyli utrudnia działanie konkretnych neuroprzekaźników. Mówiąc dokładniej, blokuje wrażliwość na acetylocholinę, która służy neuronom ruchowym do porozumiewania się z mięśniami. W ten sposób kurara paraliżuje zwierzynę. W odpowiednio dużej dawce zabija, bo neurony ruchowe są niezbędne również do oddychania. Co bardzo wygodne, kurara nie działa na przewód pokarmowy, toteż można spożyć zwierzynę upolowaną z jej pomocą.
Inne preparaty są z kolei agonistami, czyli zwiększają dostępność neuroprzekaźników, które może wykorzystywać mózg. A konkretniej zwiększają skuteczność neuroprzekaźników takich jak np. noradrenalina, które uczestniczą w pobudzeniu, zwiększaniu przyjemności i czujności oraz poprawie skupienia uwagi. Według takiego mechanizmu działają amfetamina, kokaina i Ritalin, choć na różne sposoby i z różną intensywnością.
—————
Myślenie to zatem „rozmowy” neuronów z neuronami za pośrednictwem neuroprzekaźników. Według jednego z szacunków mózg dorosłego człowieka zawiera około osiemdziesięciu sześciu miliardów neuronów, z których każdy kontaktuje się z tysiącami lub dziesiątkami tysięcy innych, co daje setki bilionów połączeń i niewyobrażalną liczbę kombinacji26.
Ale w jaki sposób to porozumiewanie się neuronów prowadzi do doświadczania przez nas takich czy innych przeżyć? Jak to możliwe, że generowanie lub nie potencjałów czynnościowych według różnych wzorców powoduje nasz śmiech po przeczytaniu świetnego tweeta lub rozpacz po śmierci ukochanej osoby? A co z podejmowanym przez nas działaniem? Nasze mózgi są obiektami fizycznymi, lecz tak zaprogramowanymi, by skłaniać nas do działania w sposób pozornie wykraczający poza prawa fizyki. William James przedstawił to następująco:
Jeśli na stole rozsypie się opiłki żelaza, a w ich pobliżu umieści się magnes, opiłki przelecą pewną odległość w powietrzu i przylgną do jego powierzchni. […] Gdyby jednak zasłonić tekturą bieguny magnesu, opiłki przyczepią się do kartonu i pozostaną tam na zawsze, nie próbując ominąć jego brzegów. […] Jeśli teraz przejdziemy od takich jak te działań do postępowania istot żywych, zauważymy wyraźną różnicę. Romeo pragnie Julii jak opiłki pragną magnesu, więc jeśli nie napotka przeszkód, posuwa się w jej kierunku po linii prostej, tak jak opiłki. Natomiast gdyby między Romeo a Julią wzniesiono mur, nie tkwiliby przy nim, głupio przyciskając do niego twarze po przeciwnych stronach jak magnes i opiłki rozdzielone tekturą. Romeo szybko znajduje okrężną drogę, wspinając się na mur lub radząc sobie w inny sposób, żeby pocałować usta Julii. W przypadku opiłków droga jest ustalona, a to, czy dotrą do celu, zależy od przypadków. Natomiast dla zakochanego ustalony jest cel, a droga może być modyfikowana w nieskończoność27.
Inne stworzenia obdarzone mózgiem również mają zdolność odczuwania i racjonalnego działania. Szympans może trząść się ze strachu lub wyrażać gniew rykiem. Gepard goniący antylopę, która wbiega za drzewo, nie wpadnie z rozpędem na pień, tylko go okrąży. Jak mózgi robią to wszystko?
Ludzie często wpadają w pułapkę pozornie paradoksalnego pytania: Czy to nie dziwne, że wykorzystujemy swój mózg do zrozumienia swojego mózgu? Fizyk Emerson M. Pugh napisał: „Gdyby ludzki mózg był tak prosty, że potrafilibyśmy go zrozumieć, bylibyśmy tak prości, że nie moglibyśmy tego zrobić”. Z kolei komik Emo Philips stwierdził: „Kiedyś sądziłem, że mózg jest najwspanialszym narządem mojego ciała. Potem uświadomiłem sobie, kto mi to mówi”.
Karol Darwin miał na ten temat własne zdanie – twierdził, że ludzki mózg jest drugim najbardziej interesującym obiektem w przyrodzie. Co mogłoby być wspanialsze? Cóż, spójrz na ziemię:
Przecież znanym powszechnie jest fakt, że nawet bardzo nieznaczna ilość substancji nerwowej może być siedliskiem doskonale rozwiniętych władz duchowych. Tak np. zwoje mózgowe mrówek objętością swoją nie przenoszące ćwierci grubości główki od szpilki, są skupiskiem doskonałych instynktów, niezmiernych zdolności oraz wielkiej ilości wszelkich uczuć. Pod tym względem mózg mrówki jest jednym z najwięcej zdumiewających atomów substancji, dużo więcej od ludzkiego mózgu zasługującym na podziw28.
Mamy jednak powody do optymizmu, jeśli chodzi o zrozumienie, jak to się dzieje, że dzięki mózgowi jesteśmy inteligentni, my i mrówki. Kiedy mówiłem o dualizmie kartezjańskim, podałem komputery jako przykład czysto fizycznych obiektów dysponujących możliwościami, które kojarzymy z inteligencją. Teraz możemy pójść dalej i uświadomić sobie, że praca komputerów polega na prostych procesach, składających się z głupich czynności, takich jak zmienianie 0 w 1 lub 1 w 0. Jeśli dostateczną liczbę tego typu procesów zestawimy razem we właściwy sposób, otrzymamy zdolność gry w szachy, wykonywania obliczeń matematycznych, rozbioru zdania i realizowania wielu innych zadań. I tu dochodzimy do punktu stycznego informatyki z neuronauką, te binarne operacje są bowiem zaskakująco podobne do podstawowej dychotomii przejawianej przez neurony, które generują potencjał czynnościowy lub nie. I na tym polega postęp w naszych rozważaniach. Przykład komputerów wskazuje, że projekt neuronauki jest wykonalny – że inteligencja może powstać w wyniku odpowiednich interakcji elementów całkowicie pozbawionych inteligencji. Jak w latach czterdziestych XX wieku rozważał polimata Alan Turing, umysł ludzki może być maszyną liczącą29.
Umysł jako komputer? Takie stwierdzenie nieraz spotyka się z lekceważącą reakcją. Były przecież czasy, gdy mózg postrzegano jako maszynę hydrauliczną lub zegar, później jako sieć telegraficzną, następnie jako centralę telefoniczną i teraz w końcu jako komputer. Być może to po prostu kolejna metafora – takie sobie gadanie, które kiedyś zostanie zastąpione czymś nowym.
Zgadzam się, że mówienie o mózgu jako obiekcie zbliżonym do maca lub peceta jest tylko przenośnią, i to nienajlepszą. Neurony komunikują się znacznie wolniej niż części komputera, a mózg jest „zaprogramowany” inaczej niż urządzenie, na którym piszę te słowa. Większość obszarów mózgu działa jednocześnie – równolegle – podczas gdy komputery działają szeregowo [obecnie komputery w większości też prowadzą obliczenia równoległe – przyp. tłum.].
Poza tym istnieją tysiące bardziej konkretnych różnic w funkcjonowaniu komputerów i mózgów. Weźmy choćby przypadek, który dokładniej wyjaśnię później, przy omawianiu pamięci. Okazuje się, że kiedy zadajemy komuś pytanie o minione wydarzenie, samo to pytanie może zmienić wspomnienie danej sceny w umyśle pytanej osoby. Jeśli pokażesz komuś film, a potem go zapytasz: „Widziałeś dzieci wsiadające do szkolnego autobusu?”, zwiększa się prawdopodobieństwo, że ten ktoś będzie później pamiętał obecność szkolnego autobusu w filmie, nawet jeśli go tam nie było30. Co więcej, wielokrotne powtarzanie pytania może prowadzić do stworzenia fałszywych wspomnień. Komputery natomiast nie działają w taki sposób. Możesz setki razy wyszukiwać frazę „szkolny autobus”, ale nie spowoduje to utworzenia na twardym dysku pliku o nazwie „szkolny autobus”. Pamięci ludzka i komputerowa działają w zupełnie inny sposób.
Istnieje jednak aspekt pozwalający porównywać mózg do komputera. Mózg przetwarza informacje – liczy. Jeszcze nie tak dawno, w czasach, gdy Alan Turing prowadził swoje pionierskie prace, które położyły podwaliny pod sztuczną inteligencję, angielskie słowo computer oznaczało osobę wykonującą obliczenia, czyli rachmistrza. Nazwanie mózgu komputerem w takim właśnie sensie nie jest metaforą. Jest za to ciekawym twierdzeniem. Oznacza bowiem, że mózg przeprowadza obliczenia matematyczne i logiczne, że operuje symbolami. Obliczenie, że jeden dodać jeden równa się dwa, jest przetwarzaniem danych, podobnie jak rozumowanie, że jeśli wszyscy mężczyźni są śmiertelni i Sokrates jest mężczyzną, to Sokrates jest śmiertelny. Koncepcja, że mózgi w tym sensie są komputerami, wpłynęła na psychologiczne teorie życia umysłowego, i wrócimy do niej przy omawianiu takich zdolności jak mowa i postrzeganie.
Traktowanie mózgu jako komputera niesie ze sobą ciekawe konsekwencje – otóż podobnie jak badanie przetwarzania informacji może dostarczyć nam wiedzy przydatnej w psychologii, tak badania umysłu mogą pomóc w tworzeniu lepszych komputerów. Kiedy chce się skonstruować maszynę, która potrafi chodzić po linii prostej, rozpoznaje twarze i rozumie mowę, warto ustalić, jak robią to ludzie, biorąc przykład z Leonarda da Vinci, który badał skrzydła ptaków, żeby zrozumieć, jak zbudować maszynę latającą.
—————
Mózg nie jest po prostu dużą miską owsianki. Zawiera części mające różne funkcje. Te części nazywa się nieraz obszarami, układami, modułami lub zdolnościami umysłowymi. Językoznawca Noam Chomsky nazwał je nawet „narządami umysłowymi”, żeby podkreślić, że mogą one tak się od siebie różnić jak narządy leżące poniżej szyi, na przykład nerki i śledziona31.
Prawdę mówiąc, pomysł, że życie psychiczne dzieli się na części, był popularny już w czasach, gdy nikt jeszcze nie miał pojęcia o mózgu. Na przykład Platon wyróżniał w nim trzy części – „duszę”, która mieszka w klatce piersiowej i angażuje się w słuszny gniew, „apetyt” mieszczący się w żołądku i związany z pożądaniem i pragnieniami oraz „rozum” w głowie (wreszcie!), który nadzoruje dwie pozostałe części.
Próbę podziału mózgu na części podjął między innymi Franz Joseph Gall, twórca szkoły frenologii. Gall stworzył bardzo dobrą koncepcję i drugą bardzo złą. Dobra głosiła, że różne części mózgu specjalizują się w różnych rzeczach, i jeśli chodzi o niektóre z nich, takie jak liczby, czas i mowa, wielu współczesnych neuronaukowców by się z nim zgodziło. W początkach XIX wieku jego poglądy cieszyły się popularnością. Z tamtych czasów pozostały nam ilustracje przedstawiające czaszkę z kropkowanymi liniami oddzielającymi poszczególne części, przypominające plansze z podziałem krowy na karkówkę, polędwicę, udziec i tak dalej, tyle że tutaj częściami są cechy i zdolności umysłowe.
W złej koncepcji – frenologii – Gall twierdził, że poszczególne obszary mózgu, odpowiedzialne za konkretne funkcje, tym bardziej fizycznie się rozwijają, im częściej są używane – co powoduje powstanie uwypukleń na powierzchni czaszki. Jak utrzymywał, osoba obdarzona odpowiednimi umiejętnościami z zakresu frenologii może poznać czyjś charakter, kładąc badanemu ręce na głowie. Frenologia była w swoim czasie bardzo popularna. Jej gorącym zwolennikiem był między innymi Karol Marks, który czasem obmacywał głowy nowo poznanych osób. Również królowa Wiktoria była oczarowana tą koncepcją i zatrudniała frenologów do badania czaszek swoich dzieci32.
Nie muszę chyba mówić, że to niemądra koncepcja. Natomiast jeśli chodzi o przekonanie, że poszczególne części mózgu odpowiadają za różne funkcje – i to nie ogólne, jak rozum czy apetyt, tylko specjalistyczne, jak mowa – Gall był naukowcem wyprzedzającym swoje czasy.
—————
Skoro mózg składa się z części, możemy lepiej poznać jego działanie, gdy go rozłożymy. Zgrabnie wyraził to anatom Nicolaus Steno w 1669 roku:
Skoro mózg jest w istocie maszyną, nie możemy mieć nadziei, że odkryjemy jego manipulacje sposobami różnymi od tych, które stosuje się do poznania manipulacji innych maszyn. Pozostaje zatem zrobić to, co byśmy zrobili w przypadku każdej innej maszyny, czyli rozłożyć go na części kawałek po kawałku i sprawdzić, co mogą one robić samodzielnie, a co razem33.
Można uznać, że właściwa neuronauka narodziła się, gdy uczeni zaczęli wprowadzać w życie powyższą strategię, analizując te smutne przypadki, w których mózg uległ uszkodzeniu z przyczyn naturalnych. W 1861 roku francuski lekarz Paul Broca zetknął się z pacjentem, który był inteligentny i rozumiał wszystko, co się do niego mówiło, ale wypowiadał tylko jedno słowo – „tan”, zazwyczaj dwukrotnie, „tan, tan” – niezależnie od tego, o co chodziło jego rozmówcom. Kiedy zmarł, przeprowadzono sekcję, która wykazała uszkodzenia w części płata czołowego obecnie nazywanej ośrodkiem Broki.
Wiele lat później neurolog Carl Wernicke miał do czynienia z pacjentką z innym zaburzeniem mowy – miała ona trudności ze zrozumieniem cudzych wypowiedzi, a sama mówiła płynnie i szybko, tyle że nonsensownie. Było to związane z innym obszarem mózgu znajdującym się w tylnej części płata skroniowego, zazwyczaj w lewej półkuli mózgu. Nazwano go ośrodkiem Wernickego. (Warto podkreślić, że ustalenie dokładnej lokalizacji ośrodków Broki i Wernickego jest bardzo ważne ze względów praktycznych. Lekarze przeprowadzający operacje mózgu muszą wiedzieć, gdzie znajdują się obszary odpowiedzialne za istotne funkcje).
Ośrodki mowy to tylko jeden z przykładów odmiennych możliwości różnych części mózgu. Przyjrzyjmy się teraz innym podczas krótkiego zwiedzania mózgu.
Kora mózgowa jest zewnętrzną częścią mózgu znajdującą się tuż pod czaszką. Pod nią z kolei mieszczą się liczne struktury, zwane podkorowymi, mające ogromne znaczenie dla naszego życia psychicznego. Usłyszałem kiedyś bardzo zgrabne porównanie mózgu do brzoskwini – jej skórka to kora mózgowa, a pestka zawiera elementy podkorowe. (Miąższ brzoskwini ilustruje istotę białą, w dużej mierze składającą się z komórek glejowych). Do struktur podkorowych należą:
Rdzeń przedłużony, który kontroluje funkcje odruchowe, w tym tętno, ciśnienie tętnicze i przełykanie.
Móżdżek, uczestniczący w kontrolowaniu ruchów i postawy, uczeniu się ruchów i niektórych aspektach mowy. (Chcąc pojąć ogromną złożoność tych struktur, warto wiedzieć, że w móżdżku znajduje się około trzydziestu miliardów neuronów).
Podwzgórze, odgrywające rolę w regulacji snu i czuwania, głodu i pragnienia oraz pożądania seksualnego. (Ta struktura najlepiej pasuje do tego, co Platon mówił o pożądliwej części duszy, chociaż umiejscawiał ją w żołądku).
Układ limbiczny, regulujący emocje.
Hipokamp, który uczestniczy w przechowywaniu informacji w pamięci długotrwałej oraz utrwalaniu śladów pamięciowych dotyczących lokalizacji i przestrzennego usytuowania obiektów.
Szyszynka, która reguluje cykl snu i czuwania poprzez produkcję melatoniny. Jest strukturą interesującą dla historyków nauki i filozofii, bo, zdaniem Kartezjusza, służyła jako łącznik między ciałem i duszą.
Przejdźmy teraz do skórki naszej brzoskwini. Pierwszym, co rzuca się w oczy po spojrzeniu na mózg, jest jego silne pofałdowanie. Jest on jakby pognieciony [jak kartka w dłoni – przyp. tłum.]. Gdyby korę rozprostować, zajęłaby powierzchnię około 0,2 metra kwadratowego.
Kora mózgowa dzieli się na płaty – czołowy (dość wygodnie położony z przodu), ciemieniowy, potyliczny i skroniowy (obok skroni!).
W niektórych częściach kory znajdują się „mapy” – obszary mózgu odpowiadające częściom ciała. Przy działaniu słabym prądem elektrycznym na neurony w pierwszorzędowej korze ruchowej obserwuje się drgnięcie w odpowiadającej im części ciała. Z kolei bodźce elektryczne oddziałujące na korę czuciową wywołują odczucia w odpowiadających danym miejscom obszarach. Rozkład tych skupisk neuronów w korze mózgowej nazwano mapami, są one bowiem izomorficzne z ciałem. Oznacza to, że na przykład część mózgu odzwierciedlająca prawy palec wskazujący znajduje się blisko części mózgu reprezentującej prawy kciuk, a ta z kolei w pobliżu części odzwierciedlającej prawy nadgarstek.
O ile jednak układy elementów map ruchowej i czuciowej odpowiadają układowi części ciała, o tyle ich wielkości już nie. Wielkość poszczególnych obszarów w mózgu jest zależna raczej od intensywności i skomplikowania funkcji wykonywanych przez odpowiednią część ciała. Na przykład część kory mózgowej odzwierciedlająca dłoń jest większa od tej odpowiadającej klatce piersiowej, bo w dłoni przebiega znacznie więcej procesów czuciowych, którymi musi kierować większy obszar mózgu.
Poza opisanymi wcześniej mapami większa część kory mózgowej bierze udział w funkcjach wyższego rzędu, takich jak mowa, rozumowanie i ocena moralna. Ryby nie mają kory mózgowej, gady i ptaki mają odrobinę, ssaki więcej, a naczelne, w tym człowiek, mają jej dużo.
Skąd wiemy, co robią poszczególne części mózgu? Była już mowa o bodźcach elektrycznych stosowanych w różnych częściach tego narządu, ale taką metodę wykorzystuje się rzadko i zazwyczaj u osób przechodzących operację mózgu. Znacznie bardziej rozpowszechnione jest badanie w czasie rzeczywistym aktywności mózgu zdrowych osób bez urazów głowy. Często wykorzystuje się do tego metodę funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) – za jej pomocą, dzięki silnemu polu magnetycznemu, można mierzyć przepływy krwi w mózgu i obserwować, które jego części uaktywniają się, gdy badany myśli o różnych rzeczach. Jest to zatem okazja, żeby niemal dosłownie czytać komuś w myślach.
Stale też opracowywane są nowe techniki badań. Jedna z nich nie obrazuje mózgu, tylko na niego wpływa. Przezczaszkowa stymulacja magnetyczna (TMS), bo o niej mowa, polega na wykorzystywaniu pól magnetycznych do pobudzania komórek mózgowych. Zastosowana do odpowiedniej części mózgu może na przykład upośledzić mowę, a do innej – wywołać u pacjenta ruchy bezwiedne. (Sam miałem okazję doświadczyć jej działania podczas zwiedzania laboratorium w Kioto – dziwnie było patrzeć, jak moje palce poruszały się same).
Bardzo dużo dowiadujemy się o mózgu również dzięki tak zwanym eksperymentom naturalnym, dostarczającym danych z badań osób, które doznały udaru lub uszkodzeń w wyniku wypadku albo mają guz, podobnie jak to było z nieszczęsnymi Phineasem Gage’em i Gregiem F. W następstwie takich tragicznych zdarzeń odkrywamy, które części mózgu odpowiadają za które funkcje, co pomaga zrozumieć konkretne powiązania umysłu z mózgiem.
Przyjrzyjmy się choćby przykładowi uszkodzenia mózgu, które powoduje agnozję, czyli zaburzenia percepcji. Osoby z agnozją wzrokową widzą dobrze, ale nie potrafią rozpoznawać obiektów. Zdarza się, że po pokazaniu im obrazka opisują jego poszczególne części, natomiast nie rozpoznają całości. Jednym z rodzajów agnozji jest prozopagnozja polegająca na niezdolności rozpoznawania twarzy. Wiele lat temu Oliver Sacks napisał klasyczną już książkę Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem34. Przedstawia w niej analizy przypadków osób mających nietypowe zaburzenia neurologiczne, między innymi mężczyzny z tak silną prozopagnozją, że nie potrafił odróżnić twarzy swojej żony od jej kapelusza. Przy łagodniejszych i bardziej rozpowszechnionych formach tego zaburzenia dotknięte nim osoby umieją rozpoznać twarze jako twarze, ale do kogo należą, już nie. Wszystko to ilustruje różnicę między doznaniem a percepcją, czym zajmiemy się w dalszej części książki.
—————
Gdyby spojrzeć na mózg wyjęty z czaszki i położony na stole, wyda nam się symetryczny. Ale taki nie jest. Przejawem jego asymetrii jest ręczność. Część osób jest praworęczna, część leworęczna, a ponieważ motoryką steruje mózg, wskazuje to, że on sam jest asymetryczny. Ma półkule lewą i prawą, które wcale nie są identyczne.
Popularne artykuły często z dużą przesadą opisują różnice między półkulami. Nie ma czegoś takiego jak „osoby prawopółkulowe” i „osoby lewopółkulowe”. Większość funkcji mózgu jest wykonywana w obu półkulach.
Mimo wszystko różnice istnieją. Lewa półkula zazwyczaj w większym stopniu jest zaangażowana w mowę oraz rozumowanie i logiczne myślenie, a prawa w interakcje społeczne, wyobraźnię i muzykę. Niektóre z różnic między prawą a lewą stroną są wrodzone, a inne powstają w wyniku doświadczeń. Jednym z ciekawych przykładów kształtowania naszych mózgów przez kulturę jest nauka czytania – stosunkowo niedawny ludzki wynalazek. U osoby uczącej się czytać dochodzi do stopniowej rekonfiguracji mózgu, w którym w lewej półkuli powstaje obszar uaktywniający się podczas patrzenia na słowa (nazywany „skrzynką literową”), a przetwarzanie widoku twarzy przesuwa się bardziej w stronę prawej półkuli35.
Półkule mózgowe kontaktują się ze światem na zasadzie organizacji przeciwstronnej – wskutek nie do końca zrozumiałego kaprysu ewolucji prawa półkula widzi lewą stronę świata, a lewa półkula prawą. Podobnie prawa półkula kontroluje lewą stronę ciała, a lewa prawą.
Powiedzmy, że psycholog szybko pokazałby ci obrazek w lewym polu widzenia – zbyt szybko, żebyś mógł odwrócić wzrok i spojrzeć na niego wprost. Potem poprosiłby o nazwanie obiektu z obrazka. Informacja dotycząca obrazka trafiłaby do prawej strony mózgu. Zazwyczaj jednak to lewa półkula przetwarza mowę, dlatego nastąpiłby ułamek sekundy zwłoki, zanim nazwałbyś obiekt, bo informacja musiałaby przepłynąć na lewą stronę, gdzie zmagazynowane są nazwy. Gdyby obrazek pokazano ci w prawym polu widzenia, zareagowałbyś odrobinę szybciej.
Informacje przepływają z jednej półkuli do drugiej głównie przez spoidło wielkie, zwane też ciałem modzelowatym – sieć neuronów znajdującą się w połowie mózgu. Jeśli wyobrazisz sobie, że dwie półkule są miastem przeciętym na pół rzeką, jak Budapeszt Dunajem, spoidło wielkie będzie pełniło funkcję tysięcy małych mostów łączących obie strony.
A co by się stało, gdyby ciało modzelowate przeciąć? Stosowano taką metodę jako zabieg ostatniej szansy w przypadkach skrajnie ciężkiej padaczki. To, co dzieje się w mózgu podczas napadu padaczkowego, można porównać do burzy elektrycznej, a przecięcie spoidła wielkiego miało na celu ograniczenie jej do jednej półkuli. I taka operacja rzeczywiście pomagała. Ale jej następstwem było uniemożliwienie swobodnej komunikacji obu półkul, co niosło ze sobą poważne skutki.
W jednym z przypadków pacjentka z podzielonym mózgiem uświadomiła sobie, że zaczęła ubierać się prawą ręką, a rozbierać lewą. Inny pacjent podczas robienia zakupów wkładał produkty do koszyka jedną ręką, a wyjmował drugą. Jeszcze inny nagle bezwiednie uderzał lewą ręką swoją żonę; lewa ręka kolejnego pacjenta usiłowała go udusić. Taki typ zachowania zdarza się na tyle często u osób z podzielonym mózgiem, że nadano mu nazwę – zespół obcej ręki36. Dwie części mózgu po rozdzieleniu nie są już w stanie zgodnie działać i można je traktować jako dwa podmioty zajmujące jedno ciało, a czasem o nie walczące.
Przypadki osób z podzielonym mózgiem posłużyły niektórym naukowcom i filozofom za podstawę niepokojących wniosków. Twierdzą oni, że u każdego z nas, włącznie z tymi z nienaruszonym spoidłem wielkim, można traktować każdą półkulę mózgu jako oddzielną osobę. Jesteś posługujący się mową ty – osoba, która przeważnie rządzi i która czyta te słowa. Ale jest też drugi ty – cichy wspólnik, również świadomy, siedzący obok używającego mowy ja. Kiedy podzielisz mózg, uwolnisz milczące ja od dominującego i oba te ja mogą walczyć o kontrolę. To radykalne podejście budzi jednak kontrowersje, a poza tym nie ma zgodnego stanowiska na temat tego, co naprawdę dzieje się w umyśle (lub umysłach) osoby z podzielonym mózgiem37.
—————
Nasza krótka wycieczka po mózgu dobiegła końca. W następnych rozdziałach będziemy zgłębiać procesy psychiczne, takie jak podejmowanie decyzji, zapamiętywanie i przeżycia emocjonalne. Wiemy, że wszystkie one są wynikiem aktywności mózgu – zgodnej współpracy neuronów. Jest to niesamowite odkrycie.
Niestety niektórzy nadmiernie skupiają się na mózgu i zaniedbują umysł. Od czasu do czasu natykamy się na neuronaukowców twierdzących, że to ich dziedzina jest prawdziwą nauką. Owszem, można sobie dyskutować o koncepcjach, emocjach, pamięci krótkotrwałej i tym podobnych, ale w gruncie rzeczy poważne teorie dotyczą obszarów mózgu, neuronów i neuroprzekaźników. To właśnie się liczy. W świetle możliwości neuronauki psychologia staje się nieistotna.
Takie ataki na psychologię wynikają z niezrozumienia, na czym polega wyjaśnienie naukowe. Znajomość biologii molekularnej nie oznacza bynajmniej, że przestaniemy się interesować sercem, nerkami, oddychaniem i tak dalej. Anatomia i fizjologia nie przestały być potrzebne. Samochody składają się z atomów, jednak dla zrozumienia ich działania należy przeanalizować funkcje struktur wyższego rzędu, takich jak silnik, skrzynia biegów czy hamulce – i dlatego fizycy nigdy nie zastąpią mechaników samochodowych. Albo rozważmy analogię bliższą psychologii. Najłatwiej zrozumiesz strategię wykorzystywaną przez komputer podczas gry w szachy, gdy przeanalizujesz stosowane przez niego programy, a nie materiały, z których jest zrobiony. Ten sam program może być realizowany na komputerze typu mainframe z lat osiemdziesiątych XX wieku, na komputerze stacjonarnym z lat dziewięćdziesiątych, na laptopie z lat dwutysięcznych i na współczesnym smartfonie. Z każdym pokoleniem zmienia się konstrukcja sprzętu, ale program może pozostać niezmienny.
Jeśli hipotetyczny neuronaukowiec podchodzi sceptycznie do tych argumentów, można go spytać, jak by zareagował, gdyby fizyk powiedział mu, że prawdziwa nauka o umyśle to w ostatecznym rozrachunku nauka o atomach i cząsteczkach, które z kolei składają się z cząstek elementarnych, więc po co marnuje czas, opowiadając o neuronach, komórkach glejowych, hipokampie i temu podobnych. Neuronaukowiec natychmiast zaprotestowałby, że pewnych ważnych odkryć naukowych, jak tego, że hipokamp uczestniczy w przechowywaniu wspomnień albo że w chorobie Parkinsona występuje niedobór dopaminy, nie sposób przedstawić w języku fizyki. I to byłaby dobra odpowiedź. Psycholog mógłby powiedzieć neuronaukowcowi mniej więcej to samo.
W rzeczywistości można się zajmować psychologią, nie poznawszy tajników mózgu, mimo że umysł jest mózgiem. Niektórych z najbardziej zdumiewających odkryć w naszej dziedzinie dokonali naukowcy, którzy nie potrafią odróżnić neuronu od nicienia. A skoro o tym mowa, można być psychologiem, nawet jeśli się nie zgłębiało ewolucji, chociaż mózg jest owocem ewolucji. I można nim być, nawet jeśli się nie studiowało rozwoju dziecka, mimo że wszyscy kiedyś byliśmy dziećmi. Wiele dróg zrozumienie ma, jak ująłby to Yoda.
Myślę, że entuzjastyczne podejście do mózgu jest częściowo odbiciem zdroworozsądkowego dualizmu, o którym była mowa wcześniej. Osobom rozwodzącym się nad skutkami jakiegoś rodzaju psychoterapii lub interwencji pedagogicznej zdarza się stwierdzić: „To zmienia mózg!”. Rzecz w tym, że wszystko zmienia mózg. Przeczytanie tego zdania właśnie zmieniło twój mózg, bo o nim myślisz, a myślenie odbywa się w mózgu. Co więcej, przeczytanie tego zdania powoduje zmiany długoterminowe, jako że część z niego zapamiętasz do jutra (gwarantuję), a to oznacza, że struktura twojego mózgu zostanie zmodyfikowana w wyniku tego doświadczenia. Gdyby istniała aktywność umysłowa, która nie zmieniałaby mózgu, byłby to dowód na dualizm kartezjański i jedno z najbardziej zdumiewających odkryć naszych czasów. To jednak nigdy się nie zdarzy, Kartezjusz bowiem się mylił.
Na tej samej zasadzie można by stwierdzić, że choć szczegóły relacji między umysłem a mózgiem są interesujące, zaangażowanie mózgu w życie psychiczne należy postrzegać jako oczywiste – a nie zawsze tak jest. Wiele lat temu „New York Times” w dziale poświęconym nauce opublikował artykuł zatytułowany In Pain and Joy of Envy, the Brain May Play a Role [Mózg może odgrywać rolę w cierpieniu i radości towarzyszącym zawiści]. Może? – pomyślałem. A niby gdzie indziej miałyby się mieścić cierpienie i radość, w dużym palcu u nogi?
—————
Niektórzy uważają, że neuronauka niewiele nam mówi o psychologii, i podchodzą z obojętnością zwłaszcza do lokalizacji funkcji w mózgu. Filozof Jerry Fodor napisał: „Jeśli w kosmosie w ogóle trafia się umysł, to znajduje się gdzieś na północ od szyi. Jaki dokładnie pożytek płynie z wiedzy, jak daleko na północ?”38. Matthew Cobb, przenikliwy obserwator rzeczywistości, dorzuca swoje trzy grosze w podobnym tonie: „Mapa – nawet najlepsza dzięki danym z fMRI – nie pokazuje, jak coś działa. Gdzie nie oznacza jak. Kiedy następnym razem przeczytasz, że konkretną zdolność, emocję czy pojęcie przyporządkowano konkretnemu obszarowi ludzkiego mózgu przy wykorzystaniu fMRI, zadaj sobie pytanie: I co z tego?”39.
Ja nie podchodzę do tej kwestii aż tak sceptycznie. Wprawdzie uważam, że często przecenia się przydatność neuronauki, ale niektóre jej odkrycia rzeczywiście mają duże znaczenie dla teorii psychologicznych.
Przykładem mogą być badania Naomi Eisenberger i jej współpracowników. W jednym z nich prowadzono obrazowanie mózgu uczestników, którzy grali w wirtualną grę polegającą na rzucaniu do siebie nawzajem piłki. Każdy z badanych sądził, że gra z dwiema osobami40. W rzeczywistości był to program komputerowy zaprojektowany tak, by dwoje wirtualnych graczy rzucało piłkę do siebie nawzajem, co w rezultacie wywoływało u uczestnika poczucie wykluczenia.
To boli. Odrzucenie skutkuje cierpieniem, a to badanie przeprowadzono w celu sprawdzenia teorii, że ból odtrącenia wykazuje głębokie podobieństwa z bólem fizycznym. A co pokazało obrazowanie mózgu? U badanych wykluczonych społecznie w porównaniu z tymi, którzy nie zostali odrzuceni, zwiększyła się aktywacja w takich obszarach mózgu, jak część grzbietowa przedniego zakrętu obręczy i przednia część wyspy, czyli tych samych, które uaktywniają się podczas odczuwania fizycznego bólu. Ma to zaskakujące (choć kontrowersyjne) implikacje: uśmierzenie jednego rodzaju bólu powinno złagodzić również ból drugiego rodzaju. I rzeczywiście są pewne dowody na to, że leki takie jak np. Tylenol (paracetamol), przeznaczone do zwalczania dolegliwości fizycznych, mogą również łagodzić cierpienie spowodowane samotnością41.
Psychologii nie można redukować do neuronauki, ale neuronauka może dostarczać nam ciekawych informacji o pracy mózgu.
—————
Poznaliśmy uzasadnienie materializmu, czyli teorii głoszącej, że źródłem życia psychicznego jest mózg. Sporo wiemy o związkach konkretnych aktywności mózgu z doświadczeniem i potrafimy to obserwować za pomocą takich narzędzi jak np. fMRI. Uważny neuronaukowiec – niczym Święty Mikołaj z piosenki śpiewanej przez Binga Crosby’ego – potrafi stwierdzić, kiedy śpisz, a kiedy czuwasz; a być może wkrótce będzie w stanie powiedzieć, czy jesteś grzeczny, a przynajmniej czy masz grzeczne czy niegrzeczne myśli.
Pozostaje jednak kwestia, którą filozof David Chalmers nazwał trudnym problemem świadomości42. Jak to się dzieje, że uaktywnianie się różnych obszarów mózgu odpowiada świadomym doświadczeniom? Wiemy, że tak jest. Wiemy, że działania fizycznego obiektu – mięsa – są źródłem odczuć towarzyszących przytrzaśnięciu ręki drzwiami samochodu, zjedzeniu jajecznicy z ostrym sosem czy pocałowaniu kogoś po raz pierwszy. Ale w jaki sposób do tego dochodzi? Wydaje się, że to magia.
Przyjrzyjmy się temu problemowi z innej strony, wracając w tym celu do komputerów. Mój laptop potrafi robić inteligentne rzeczy, na przykład grać w szachy. Przeczy to poglądom Kartezjusza, który twierdził, że rzeczy materialne są niezdolne do złożonych działań. Z tego, co wiemy, mój laptop nie odczuwa jednak smutku samotności, rozgorączkowania towarzyszącego gniewowi ani innych emocji. Czy wygrywa, czy przegrywa – nie czuje nic. Gdybym zrzucił go ze schodów, nikt oprócz mnie by nie cierpiał, a jeśli postanowię go rozłożyć i wykorzystać części, z całą pewnością nie będzie to morderstwo. Czego tu zatem brakuje? Czym należałoby uzupełnić maszynę, żeby posiadła zdolność odczuwania? A jeśli to niemożliwe? Jeśli świadoma może być tylko istota z krwi i kości?
By poznać odpowiedzi na te pytania, możemy podążać wieloma drogami i niektóre z nich wybierzemy w następnym rozdziale. Myślę jednak, że uczciwa odpowiedź, przynajmniej obecnie, brzmi: nikt tego jeszcze nie wie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Jeśli nie oznaczono inaczej, odniesienia do źródeł cytatów znajdują się w przypisach. [wróć]
https://publio.pl/przemiana-franz-kafka,p110029.html [dostęp 21.04.2025]. [wróć]
Odyseja, przeł. L. Siemieński, Wolne Lektury, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/homer-odyseja.html [dostęp 16.05.2025]. [wróć]
Arystoteles, O częściach zwierząt, przeł. P. Siwek, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1979. [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
John D. Barrow, The Origin of the Universe: Science Masters Series, Basic Books, New York 1997 [wydanie polskie: Początek wszechświata, przeł. S. Bajtlik, Świat Książki, Warszawa 1999]. [wróć]
Z bezpłatnego kursu można skorzystać pod adresem https://www.coursera.org/learn/introduction-psychology. [wróć]
John Updike, Rabbit at Rest, Alfred A. Knopf, New York 1990, s. 206. [wróć]
Malcolm Macmillan, Phineas Gage—Unravelling the Myth, „Psychologist” 21, 2008, s. 828–831. [wróć]
Oliver Sacks, The Last Hippie, „New York Review of Books”, 26 marca 1992, s. 53–62. [wróć]
Francis Crick, The Astonishing Hypothesis: The Scientific Search for the Soul, Scribner, New York 1994, s. 3 [wydanie polskie: Zdumiewająca hipoteza, czyli nauka w poszukiwaniu duszy, przeł. B. Chacińska-Abrahamowicz, M. Abrahamowicz, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 17]. [wróć]
Matthew Cobb, The Idea of the Brain: The Past and Future of Neuroscience, Profile Books, London 2020, s. 104. [wróć]
Paul Bloom, Descartes’ Baby: How the Science of Child Development Explains What Makes Us Human, Random House, New York 2005. [wróć]
Owen J. Flanagan, The Science of the Mind, MIT Press, Cambridge 1991, s. 1. [wróć]
Cytat użyty przez Flanagana w The Science of the Mind, s. 2. [wróć]
René Descartes, Descartes: Philosophical Essays and Correspondence, Roger Ariew (red.), Hackett Publishing Company, Indianapolis 2000, s. 61 [wydanie polskie: Rozprawa o metodzie, przeł. T. Boy-Żeleński, https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/rozprawa-o-metodzie.pdf (dostęp 20.04.2025)]. [wróć]
Paul Bloom, op. cit. Krytykę teorii „intuicyjnego dualizmu” można znaleźć w: Michael Barlev, Andrew Shtulman, Minds, Bodies, Spirits, and Gods: Does Widespread Belief in Disembodied Beings Imply That We Are Inherent Dualists?, „Psychological Review” 128, nr 6, 2021, s. 1007–1021. [wróć]
Steven Pinker, How the Mind Works, W.W. Norton, New York 1997, s. 64 [wydanie polskie: Jak działa umysł, przeł. M. Koraszewska, Zysk i S-ka, Poznań 2022]. [wróć]
Cobb, op. cit., s. 42. [wróć]
Ibid., s. 43 [cytowany fragment dzieła Leibniza w: Monadologia, przeł. S. Cichowicz, PWN, Warszawa 1969, §. 17]. [wróć]
Pinker, op. cit., s. 64. [wróć]
Tomoyasu Horikawa i in., Neural Decoding of Visual Imagery During Sleep, „Science” 340, nr 6132, 2013, s. 639–642. [wróć]
Omówienie patrz: Howard Robinson, Dualism, Stanford Encyclopedia of Philosophy Archive (jesień 2020), Edward N. Zalta (red.), https://plato.stanford.edu/archives/fall2020/entries/dualism/. [wróć]
Cobb, op. cit., s. 20 [wróć]
Franco Bertossa i in., Point Zero: A Phenomenological Inquiry into the Subjective Physical Location of Consciousness, „Perceptual and Motor Skills” 107, 2008, s. 323–335. [wróć]
Christina Starmans, Paul Bloom, Windows to the Soul: Children and Adults See the Eyes as the Location of the Self, „Cognition” 123, nr 2, 2012, s. 313–318. [wróć]
Cobb, op. cit., s. 32 [fragment Kupca weneckiego w tłumaczeniu L. Ulricha, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/Shakespeare-kupiec-wenecki/ (dostęp 8.11.2025)]. [wróć]
Terry Bisson, They’re Made Out of Meat, „VOICES–NEW YORK” 39, nr 1, 03, s. 66–68 [wydanie polskie: One są z mięsa, przeł. J. Kowal, „Creatio Fantastica” 2018, t. 2, nr 59, s. 199]. [wróć]
Przystępne omówienie podstaw anatomii i fizjologii mózgu patrz: Diane Beck, Evelina Tapia, The Brain, w: Noba Textbook Series: Psychology, Robert Biswas-Diener, Ed Diener (red.), DEF Publishers, Champaign 2022, http://noba.to/jx7268sd; Sharon Furtak, Neurons, w: Noba Textbook Series: Psychology, http://noba.to/s678why4; Uta Frith, Chris Frith, Alex Frith, Two Heads: A Graphic Exploration of How Our Brains Work with Other Brains, Scribner, New York 2022. [wróć]
Cobb, op. cit. [wróć]
Frederico A.C. Azevedo i in., Equal Numbers of Neuronal and Nonneuronal Cells Make the Human Brain an Isometrically Scaled‐Up Primate Brain, „Journal of Comparative Neurology” 513, nr 5, 2009, s. 532–541. [wróć]
William James, The Principles of Psychology, Henry Holt, New York 1908, s. 6–7. [wróć]
Fragment zacytowany przez Cobba: The Idea of the Brain, s. 110–111 [polskie tłumaczenie fragmentu pochodzi z: K. Darwin, O pochodzeniu człowieka, przeł. M. Ilecki, Bibljoteka Dzieł Naukowych, Warszawa 1936, s. 62]. [wróć]
Andrew Hodges, Alan Turing, Stanford Encyclopedia of Philosophy (zima 2019), Edward N. Zalta (red.), https://plato.stanford.edu/archives/win2019/entries/turing/. [wróć]
Elizabeth F. Loftus, Leading Questions and the Eyewitness Report, „Cognitive Psychology” 7, nr 4, 1975, s. 560–572. [wróć]
Stephen R. Anderson, David W. Lightfoot, The Human Language Faculty as an Organ, „Annual Review of Physiology” 62, nr 1, 2000, s. 697–722. [wróć]
Cobb, op. cit., s. 80. [wróć]
Cobb, op. cit., s. 40. [wróć]
Oliver Sacks, The Man Who Mistook His Wife for a Hat and Other Clinical Tales, Vintage Canada, Toronto 2021 [wydanie polskie: Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem, przeł. B. Jarząbska-Ziewiec, Zysk i S-ka, Poznań 2024]. [wróć]
Stanislas Dehaene i in., How Learning to Read Changes the Cortical Networks for Vision and Language, „Science” 330, nr 6009, 2010, s. 1359–1364. [wróć]
Iftah Biran, Anjan Chatterjee, Alien Hand Syndrome, „Archives of Neurology” 61, nr 2, 2004, s. 292–294. [wróć]
Edward H.F. de Haan i in., Split-Brain: What We Know Now and Why This Is Important for Understanding Consciousness, „Neuropsychology Review” 30, nr 2, 2020, s. 224–233. [wróć]
Jerry Fodor, Diary: Why the Brain?, „London Review of Books” 21, nr 19, 1999, s. 68–69. [wróć]
Cobb, op. cit., s. 236. [wróć]
Naomi I. Eisenberger, Matthew D. Lieberman, Kipling D. Williams, Does Rejection Hurt? An fMRI Study of Social Exclusion, „Science” 302, nr 5643, 2003, s. 290–292. [wróć]
C. Nathan DeWall i in., Acetaminophen Reduces Social Pain: Behavioral and Neural Evidence, „Psychological Science” 21, nr 7, 2010, s. 931–937. [wróć]
David Chalmers, The Hard Problem of Consciousness, w: The Blackwell Companion to Consciousness, Max Velmans, Susan Schneider, Jeffrey Gray (red.), Blackwell Publishers, Oxford 2007, s. 225–235. [wróć]
Tytuł oryginału: Psych: The Story of the Human Mind
Copyright © 2023 by Paul Bloom
All rights reserved
Copyright © for the Polish e‑book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2025
Informacja o zabezpieczeniach
