Psychika: Historia ludzkiego umysłu - Paul Bloom - ebook + książka

Psychika: Historia ludzkiego umysłu ebook

Paul Bloom

0,0
69,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

NOWE SPOJRZENIE NA PSYCHOLOGIĘ OPARTE NA WYKŁADACH PROWADZONYCH PRZEZ PAULA BLOOMA NA YALE UNIVERSITY.

W jaki sposób w mózgu rozwijają się inteligencja i świadome przeżycia? Czy Freud miał rację, uważając, że wszystkich nas dręczą zakazane pragnienia seksualne? Jak działa świadomość? Jaką rolę odgrywają emocje, takie jak np. wstręt, wdzięczność i wstyd? Co z naszą pamięcią i uczeniem się? Dlaczego tworzymy grupy i jak w nich funkcjonujemy?

Słynny psycholog Paul Bloom w tej fascynującej książce poświęconej wiedzy naukowej na temat umysłu odpowiada na kluczowe pytania dotyczące ludzkiej psychiki. A że jest nie tylko badaczem, ale i błyskotliwym wykładowcą, robi to w sposób zabawny i zajmujący. Pełna niezapomnianych anegdot Psychika to wciągający przewodnik po najważniejszym temacie, jaki istnieje – nas samych.

Historia ludzkiego umysłu opowiedziana przez najlepszego gawędziarza wśród psychologów. Paul Bloom zabiera nas we wspaniałą podróż od neuronu do otoczenia oraz do wszystkich punktów pomiędzy – dostarczając nam kolejną świetną książkę. - Daniel Gilbert, profesor psychologii na Harvard University, autor „Na tropie szczęścia”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 651

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dedykacja

Moim chłop­com – Maxowi i Zachary’emu

Przedmowa

Pew­nego let­niego nie­dziel­nego poranka wiele lat temu wsta­łem w bar­dzo złym nastroju. Mia­łem za sobą długi ciąg trud­nych dni, kiedy to bory­ka­łem się z pro­ble­mami w pracy i w rela­cjach mię­dzy­ludz­kich. Odczu­wa­łem napię­cie i pra­wie się nie odzy­wa­łem. Mojego ośmiolet­niego syna zapro­szono na przy­ję­cie uro­dzi­nowe w miej­scu odle­głym o mniej wię­cej godzinę jazdy samo­cho­dem. Kiedy wycho­dzi­li­śmy z domu, zła­pa­łem cienką książkę w twar­dej okładce ze stosu leżą­cego przy drzwiach. Zachary był nie­wy­spany i przez całą drogę drze­mał, cicho pochra­pu­jąc na tyl­nej kana­pie, co mi odpo­wia­dało. Po dotar­ciu na przy­ję­cie odby­wa­jące się w ogro­dzie za rezy­den­cją na przed­mie­ściach w sta­nie Con­nec­ti­cut poroz­ma­wia­łem przez chwilę o niczym z doro­słymi, a potem dys­kret­nie się odda­li­łem, usia­dłem pod drze­wem, wyją­łem książkę i zaczą­łem czy­tać.

Był to Począ­tek wszech­świata Johna Bar­rowa, fizyka teo­re­tyka1. Bar­row przed­sta­wia odkry­cie Edwina Hub­ble’a, że wszech­świat się roz­sze­rza, a następ­nie prze­cho­dzi do dowo­dów popie­ra­ją­cych teo­rię Wiel­kiego Wybu­chu, od któ­rego wszystko się zaczęło.

W miarę jak czy­ta­łem, moje serce biło coraz szyb­ciej. To było tak fascy­nu­jące, że zdo­by­li­śmy całą tę wie­dzę, że czy­tam o zda­rze­niach sprzed czter­na­stu miliar­dów lat. Być może takie poczu­cie ogar­nia osoby wie­rzące, kiedy czy­tają Pismo Święte – że obja­wiane są im wiel­kie prawdy. Pozna­jąc infor­ma­cje o kosmo­sie, czu­łem się mało istotny, malutki w cza­sie i prze­strzeni. Jed­no­cze­śnie odczu­wa­łem dumę z naszego gatunku, dumę, że potra­fi­li­śmy aż tyle się dowie­dzieć o nie­wia­ry­god­nie odle­głej prze­szło­ści i zro­bi­li­śmy spory postęp w pró­bach odpo­wie­dzi na naj­bar­dziej pod­sta­wowe pyta­nie. A kiedy przy­ję­cie się skoń­czyło i posze­dłem po syna, świat był pełen świa­tła.

Pod­czas powrotu do domu roz­ma­wia­łem z Zacha­rym o tym, co prze­czy­ta­łem, i snu­łem fan­ta­zje o rzu­ce­niu pracy pro­fe­sora psy­cho­lo­gii, pod­ję­ciu nowych stu­diów i zdo­by­ciu dyplomu kosmo­loga. Wie­dzia­łem jed­nak, że jestem tam, gdzie moje miej­sce. Na nagrobku filo­zofa Imma­nu­ela Kanta wyryto cytat z jego Kry­tyki prak­tycz­nego rozumu: „Dwie rze­czy napeł­niają umysł coraz to nowym i wzma­ga­ją­cym się podzi­wem i czcią, im czę­ściej i trwa­lej się nad nimi zasta­na­wiamy: niebo gwiaź­dzi­ste nade mną i prawo moralne we mnie”1. Spę­dzi­łem tamto przed­po­łu­dnie, eks­cy­tu­jąc się gwiaź­dzi­stym nie­bem, a po latach mia­łem zmie­nić kie­ru­nek swo­ich badań na moral­ność i psy­cho­lo­gię moral­no­ści i prze­ży­wać te same „podziw i cześć” co Kant.

Szcze­rze mówiąc, nie­mal cała psy­cho­lo­gia tak mnie emo­cjo­nuje. Zaj­muje się ona naj­bar­dziej inte­re­su­ją­cym tema­tem, jaki ist­nieje – nami. Naszymi uczu­ciami, doświad­cze­niami, pla­nami, celami, fan­ta­zjami, czyli naj­bar­dziej intym­nymi aspek­tami naszego ist­nie­nia.

Książka, którą masz przed sobą, czy­tel­niku, powstała na bazie wykła­dów ze wstępu do psy­cho­lo­gii od wielu lat pro­wa­dzo­nych przeze mnie jako pro­fe­sora na Yale Uni­ver­sity. Jest to jeden z naj­po­pu­lar­niej­szych kur­sów tej uczelni. Uczest­ni­czyły w nim tysiące stu­den­tów stu­diów licen­cjac­kich; cza­sem były to dla nich pierw­sze zaję­cia uni­wer­sy­tec­kie. Wyko­rzy­sta­łem te wykłady do stwo­rze­nia kursu online, na który dotych­czas zapi­sało się około miliona stu­den­tów2.

Z ogromną przy­jem­no­ścią wykła­dam wstęp do psy­cho­lo­gii, jed­nak w cyklu wykła­dów nie spo­sób omó­wić wszyst­kich zagad­nień, bo tak wiele ich jest. Dla­tego posta­no­wi­łem napi­sać Psy­chikę. Książka obej­muje sze­roki zakres mate­riału, jeśli zatem zde­cy­du­jesz się ją prze­czy­tać od początku do końca, zyskasz pod­sta­wową wie­dzę o wszyst­kich głów­nych aspek­tach psy­cho­lo­gii. Udziela ona naj­lep­szych odpo­wie­dzi, jakie obec­nie mamy, mię­dzy innymi na nastę­pu­jące pyta­nia:

W jaki spo­sób mózg – pół­to­ra­ki­lo­gra­mowy kawa­łek krwi­stego mięsa – zmie­nia się w źró­dło inte­li­gen­cji i świa­do­mych doświad­czeń?

Które poglądy Freuda na temat ludz­kiej natury były słuszne?

Które poglądy Skin­nera na temat ludz­kiej natury były słuszne?

Skąd bie­rze się wie­dza?

Pod jakimi wzglę­dami umysł dziecka różni się od umy­słu doro­słego?

Jaki jest zwią­zek mię­dzy języ­kiem a myśle­niem?

Jak nasze uprze­dze­nia wpły­wają na postrze­ga­nie i zapa­mię­ty­wa­nie świata?

Czy jeste­śmy isto­tami rozum­nymi?

Co nas moty­wuje – i po co są nam uczu­cia takie, jak strach, wstręt i współ­czu­cie?

Co myślimy o innych ludziach – w tym ludziach z innych grup etnicz­nych i spo­łecz­nych?

Jak (i dla­czego) róż­nimy się oso­bo­wo­ścią, inte­li­gen­cją i innymi cechami?

Jakie są przy­czyny i lecze­nie róż­nych zabu­rzeń psy­chicz­nych?

Co daje ludziom poczu­cie szczę­ścia?

Każdy roz­dział tej książki sta­nowi osobną całość, zatem jeśli masz ochotę, możesz od razu poczy­tać o Freu­dzie, języku czy zabu­rze­niach psy­chicz­nych – a nawet prze­sko­czyć do końca, do roz­działu poświę­co­nego poczu­ciu szczę­ścia. Nikt nie będzie cię osą­dzał. Książka ta ma jed­nak okre­ślony tok, a nie­które tematy i kon­cep­cje prze­cho­dzą z roz­działu do roz­działu i przy­jem­nie jest śle­dzić tę roz­wi­ja­jącą się opo­wieść we wła­ści­wym jej porządku.

Pewne frag­menty tej opo­wie­ści mogą być trudne do przy­ję­cia. Prze­ko­namy się, że współ­cze­sna psy­cho­lo­gia uznaje mecha­ni­styczną kon­cep­cję życia psy­chicz­nego, która jest mate­ria­li­styczna (umysł postrzega jako rzecz fizyczną), ewo­lu­cyjna (naszą psy­chikę trak­tuje jako pro­dukt bio­lo­gicz­nej ewo­lu­cji kształ­to­wany w dużej mie­rze przez dobór natu­ralny) oraz wyni­kowa (nasze myśli i dzia­ła­nia uznaje za rezul­tat oddzia­ły­wa­nia genów, kul­tury i indy­wi­du­al­nych doświad­czeń).

Być może nie­po­ko­isz się, że cze­goś tu bra­kuje. Taka kon­cep­cja życia psy­chicz­nego wydaje się sprzeczna ze zdro­wo­roz­sąd­kowo przyj­mo­wa­nym ist­nie­niem wol­nego wyboru i odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej oraz zde­rza się z poglą­dem o trans­cen­dent­nej i ducho­wej natu­rze czło­wieka. Dosko­nałą ilu­stra­cję tych sprzecz­no­ści znaj­du­jemy w książce Rab­bit at Rest Johna Updike’a, w sce­nie, kiedy Harry „Kró­lik” Ang­strom roz­ma­wia z Char­liem o ope­ra­cji, którą przy­ja­ciel nie­dawno prze­szedł:

– Świń­skie zastawki. – Kró­lik stara się ukryć obrzy­dze­nie. – To musiało być okropne. Roz­cięli ci klatkę pier­siową, a krew puścili przez maszynę?

– To małe piwo. Byłem kom­plet­nie nie­przy­tomny. Zresztą co ci prze­szka­dza prze­pusz­cza­nie krwi przez maszynę? A ty niby czym jesteś, mistrzu?

Jedyną w swoim rodzaju istotą stwo­rzoną przez Boga, który tchnął w nią duszę nie­śmier­telną. Naczy­niem łaski. Polem bitwy dobra ze złem. Ter­mi­nu­ją­cym anio­łem…

– Jesteś tylko miękką maszyną – upiera się Char­lie3.

Można się do tego wszyst­kiego odno­sić w roz­ma­ity spo­sób. Znam filo­zo­fów i psy­cho­lo­gów, któ­rzy z całym prze­ko­na­niem twier­dzą, że nie ma cze­goś takiego jak wolna wola ani odpo­wie­dzial­ność moralna. Spo­tka­łem też innych, któ­rzy w ogóle odrzu­cają psy­cho­lo­gię jako naukę, uwa­ża­jąc, że mecha­ni­styczne podej­ście do umy­słu odbiera ludziom ich wyjąt­ko­wość, że jest dla nas ujmą. Jest zbyt reduk­cjo­ni­styczne i pro­stac­kie. Spro­wa­dza nas do roli kom­pu­te­rów, zbio­rów komó­rek lub szczu­rów labo­ra­to­ryj­nych. „Jeśli psy­cho­lo­gia zamie­rza mi wma­wiać, że jestem tylko maszyną, że naj­bar­dziej intymne aspekty mojego ist­nie­nia to nic wię­cej niż aktyw­ność neu­ro­nów – prze­ko­nują – to dajmy sobie spo­kój z tą psy­cho­lo­gią”.

Moim zda­niem możemy zna­leźć wspólny grunt w tych kwe­stiach. Sądzę, że naukowy punkt widze­nia będący pod­stawą współ­cze­snej psy­cho­lo­gii abso­lut­nie nie wyklu­cza ist­nie­nia wyboru, moral­no­ści i odpo­wie­dzial­no­ści. Ow­szem, jak­kol­wiek by na to patrzeć, jeste­śmy mięk­kimi maszy­nami – ale nie tylko.

Na zakoń­cze­nie tej przed­mowy pra­gnę z pokorą przy­znać, że choć tak dużo wiemy o świe­cie fizycz­nym, to o życiu psy­chicz­nym bar­dzo mało. Nie ozna­cza to by­naj­mniej, że fizycy są mądrzy, a psy­cho­lo­dzy głupi. Ta dys­pro­por­cja wynika raczej z faktu, że wybrana przeze mnie dzie­dzina badań jest znacz­nie trud­niej­sza niż ta, którą zaj­mo­wał się Bar­row. Oka­zuje się, że ludz­kiemu umy­słowi łatwiej jest pojąć tajem­nice czasu i prze­strzeni niż te zwią­zane ze świa­do­mo­ścią i wybo­rem. W tej książce będę szcze­rze infor­mo­wał o ogra­ni­cze­niach naszej mło­dej nauki i kry­tycz­nie odno­sił się do kole­gów, któ­rym się wydaje, że zna­leźli odpo­wie­dzi na wszyst­kie pyta­nia.

Bycie czę­ścią mło­dej nauki przy­nosi jed­no­cze­śnie wiele rado­ści. Prze­ko­na­łem się, że bada­nia psy­cho­lo­giczne mogą być rów­nie eks­cy­tu­jące jak pozna­wa­nie kosmosu, i mam nadzieję, że ty rów­nież zaczniesz je postrze­gać w taki spo­sób. Zro­bi­li­śmy duże postępy w naszej dzie­dzi­nie i nie mogę się docze­kać, żeby o nich opo­wie­dzieć. W związku z tą książką mam ogromną nadzieję, że omó­wione w niej teo­rie i odkry­cia wzbu­dzą w czy­tel­niku podziw podobny do tego, jaki odczu­wa­łem, gdy sie­dząc przed laty pod drze­wem, czy­ta­łem o począt­kach wszech­świata.

I. Kant, Kry­tyka prak­tycz­nego rozumu, przeł. J. Gałecki, Wydaw­nic­two Naukowe PWN, War­szawa 2004, s. 256 (wszyst­kie przy­pisy ozna­czone gwiazdką odno­szą się do wyda­nia pol­skiego). [wróć]

PODSTAWY

1

—————

„Mózg tworzy myśli”

Zdumiewająca hipoteza

Póź­nym popo­łu­dniem 13 wrze­śnia 1848 roku pew­nemu mło­demu bry­ga­dzi­ście ekipy robot­ni­ków pra­cu­ją­cych przy budo­wie linii kole­jo­wej w Caven­dish w sta­nie Ver­mont przy­da­rzyło się coś nie­wia­ry­god­nego i strasz­nego. Phi­neas Gage przy­go­to­wy­wał pod­to­rze, na któ­rym miały być uło­żone tory, zawsze wyko­nu­jąc wyma­gane czyn­no­ści w okre­ślo­nym porządku. Wier­cił w skale otwory, umiesz­czał w nich proch strzel­ni­czy i spłonkę i zasy­py­wał całość pia­skiem. Potem się­gał po przy­po­mi­na­jący oszczep żela­zny pręt o dłu­go­ści około metra i wadze ponad sze­ściu kilo­gra­mów. Ubi­jał nim zawar­tość każ­dego otworu, two­rząc swego rodzaju zatyczkę nad ładun­kiem wybu­cho­wym. Póź­niej odpa­lał ładunki, a wybuch odrzu­cał skałę.

Nikt dokład­nie nie wie, co się zda­rzyło tam­tym razem – być może coś roz­pro­szyło Gage’a – ale zaczął ude­rzać prę­tem w otwór, zanim nasy­pał do niego pia­sek, a wów­czas proch eks­plo­do­wał. Meta­lowy pręt wystrze­lił z ogromną siłą. Prze­szył Gage’owi szczękę z lewej strony, prze­szedł za okiem i przez lewą stronę mózgu i prze­biw­szy czaszkę, spadł o wiele metrów dalej.

Gage stra­cił przy­tom­ność, ale na krótko. Pra­cow­nicy pomo­gli mu wsiąść do wozu cią­gnię­tego przez woły i zawieźli go do gospody Caven­dish Inn, gdzie wynaj­mo­wał pokój. Usiadł tam na weran­dzie i w ocze­ki­wa­niu na pomoc medyczną opo­wia­dał gapiom, co go przed chwilą spo­tkało. Kiedy lekarz w końcu przy­był, Gage powie­dział do niego: „Dok­to­rze, ma pan tu sporo do roboty”.

Przez pewien czas roko­wa­nia były kiep­skie, bo wdało się zaka­że­nie i wyma­gał poważ­nego lecze­nia. Po kilku mie­sią­cach zda­wało się jed­nak, że wyzdro­wiał. Nie stra­cił wzroku, nie był spa­ra­li­żo­wany, zacho­wał umie­jęt­ność mówie­nia i rozu­mie­nia mowy i nie zaob­ser­wo­wano, żeby pogor­szyły się jego zdol­no­ści inte­lek­tu­alne. Można by pomy­śleć, że naprawdę miał ogromne szczę­ście.

Nie­stety wcale tak nie było. Jak pisał jego lekarz, John Mar­tyn Har­low, Gage był nie­gdyś „nie­zwy­kle sku­tecz­nie dzia­ła­ją­cym i kom­pe­tent­nym czło­wie­kiem, czło­wie­kiem o wstrze­mięź­li­wych nawy­kach i bar­dzo ener­gicz­nym uspo­so­bie­niu oraz bystrym, inte­li­gent­nym przed­się­biorcą”. Dalej jed­nak czy­tamy, że póź­niej „Gage nie był już sobą. Stał się nie­spo­kojny i zuchwały, a cza­sami pozwa­lał sobie na naj­bar­dziej wul­garne prze­kleń­stwa, oka­zu­jąc cał­ko­wity brak sza­cunku wobec kole­gów”. Według Har­lowa był „inte­lek­tu­al­nie dziec­kiem”, ale ze „zwie­rzę­cymi żądzami sil­nego męż­czy­zny”.

Gage nie mógł wró­cić do poprzed­niej pracy, więc w następ­nych latach imał się róż­nych zajęć. Był mię­dzy innymi kie­rowcą dyli­żansu w Chile oraz atrak­cją w Bar­num’s Ame­ri­can Museum w Nowym Jorku, gdzie pre­zen­to­wał pręt, który prze­bił mu czaszkę, i opo­wia­dał swoją histo­rię. Jede­na­ście lat po wypadku zaczęły się u niego napady padacz­kowe, a kilka mie­sięcy póź­niej zmarł w domu matki.

Przy­pa­dek Phi­ne­asa Gage’a jest dosko­nałą ilu­stra­cją tego, jak uszko­dze­nie mózgu (a kon­kret­niej uszko­dze­nie płata czo­ło­wego znaj­du­ją­cego się tuż za czo­łem) może dra­stycz­nie wpły­nąć na pewne naj­waż­niej­sze aspekty tego, kim jeste­śmy – na naszą zdol­ność kon­tro­lo­wa­nia impul­sów, spo­sób trak­to­wa­nia innych czy cha­rak­ter.

Od dawna toczą się spory doty­czące szcze­gó­łów tego, co spo­tkało Gage’a, a z upły­wem czasu opo­wieść o nim sta­wała się coraz bar­dziej prze­sa­dzona4. W powyż­szej rela­cji sta­ra­łem się jak naj­wier­niej przed­sta­wić fakty. Nawia­sem mówiąc, na świe­cie są tysiące Gage’ów, zda­rza się bowiem wiele nie­szczę­śli­wych przy­pad­ków uszko­dzeń mózgu powo­du­ją­cych głę­bo­kie zmiany oso­bo­wo­ści.

Poznajmy zatem kolejny, z innymi skut­kami. Jest to histo­ria Grega F. opi­sana przez neu­ro­nau­kowca Oli­vera Sacksa w arty­kule zaty­tu­ło­wa­nym The Last Hip­pie5. Jako nasto­la­tek Greg był nie­cier­pliwy i bun­tow­ni­czy. Rzu­cił szkołę, żeby przy­stą­pić do ruchu Hare Kryszna, i prze­pro­wa­dził się do jego świą­tyni w Nowym Orle­anie. Po pew­nym cza­sie przy­wódca duchowy tej wspól­noty zaczął darzyć go podzi­wem i nazy­wać Świę­tym Czło­wie­kiem. Greg stop­niowo tra­cił wzrok. Nie uznano tego jed­nak za cho­robę, którą należy leczyć, tylko za wyda­rze­nie duchowe.

Wyja­śnili mu, że stał się „oświe­co­nym” i przy­biera w nim na sile „wewnętrzne świa­tło”. […] I rze­czy­wi­ście z dnia na dzień wyda­wał się bar­dziej udu­cho­wiony – ogar­nął go nie­zwy­kły spo­kój. Nie prze­ja­wiał już wcze­śniej­szej nie­cier­pli­wo­ści ani pra­gnień, a cza­sem znaj­do­wano go w sta­nie jakby oszo­ło­mie­nia, z dziw­nym (wielu twier­dziło, że „trans­cen­dent­nym”) uśmie­chem na twa­rzy. To bło­gość, wyja­śnił jego swami, staje się świę­tym.

Po czte­rech latach świą­ty­nia pozwo­liła rodzi­com Grega go odwie­dzić, a kiedy to zro­bili,

ogar­nęło ich prze­ra­że­nie. Ich szczu­pły syn z pięk­nymi wło­sami stał się otyły i łysy. Na twa­rzy nie­ustan­nie miał „głupi” uśmiech (tak przy­naj­mniej nazwał go ojciec Grega), co chwilę nagle zaczy­nał śpie­wać lub recy­to­wać i robić „idio­tyczne” uwagi, a jed­no­cze­śnie nie oka­zy­wał żad­nych głęb­szych uczuć („jakby go wydrą­żyli, pusty w środku”, opo­wia­dał ojciec). Cał­ko­wi­cie stra­cił zain­te­re­so­wa­nie bie­żą­cymi spra­wami, był zdez­o­rien­to­wany – i zupeł­nie oślepł.

Oka­zało się, że Greg miał w mózgu guz wiel­ko­ści poma­rań­czy, który znisz­czył więk­szość obsza­rów odpo­wie­dzial­nych za widze­nie, uszko­dził też górną część pła­tów czo­ło­wych i płaty skro­niowe. Guz usu­nięto, ale szkody były nie­od­wra­calne. Stan Grega F. był znacz­nie gor­szy niż Phi­ne­asa Gage’a. Nie tylko oślepł, ale utra­cił rów­nież więk­szość wspo­mnień z dwu­dzie­stu pię­ciu lat życia i nie był zdolny do two­rze­nia nowych. Stał się potulny, odrę­twiały i wyma­gał sta­łej opieki.

Przy­padki Phi­ne­asa Gage’a, Grega F. i wielu innych osób ilu­strują to, co Fran­cis Crick, bio­log i lau­reat Nagrody Nobla, nazwał zdu­mie­wa­jącą hipo­tezą:

Ty, twoje rado­ści i smutki, twoje wspo­mnie­nia i ambi­cje, twoje poczu­cie toż­sa­mo­ści i wolna wola, nie są w rze­czy­wi­sto­ści niczym innym niż spo­so­bem, w jaki zacho­wuje się ogromny zbiór komó­rek ner­wo­wych i zwią­za­nych z nimi czą­ste­czek61.

Krót­sza wer­sja tej kon­cep­cji znaj­duje się w jed­nym z notat­ni­ków Karola Dar­wina, który napi­sał: „Mózg two­rzy myśli”7.

—————

Filo­zo­ficz­nym ter­mi­nem na okre­śle­nie kon­cep­cji Dar­wina i Cricka jest mate­ria­lizm (nie mylić z innym zna­cze­niem tego słowa, zwią­za­nym z pie­niędzmi). Zda­niem zwo­len­ni­ków mate­ria­lizmu ist­nieje tylko mate­ria – wszystko ma cha­rak­ter fizyczny i nie ma tu miej­sca dla pozba­wio­nej mate­rii duszy.

Ten pogląd jest prze­sta­rzały i sprzeczny z naturą8. Znacz­nie wię­cej osób jest prze­ko­na­nych do dok­tryny duali­zmu, według któ­rej umysł (lub dusza) jest czymś cał­ko­wi­cie róż­nym od ciała. Nie jeste­śmy zatem jed­nym bytem, tylko dwoma – cia­łem i duszą. Ta kon­cep­cja wystę­puje w wielu reli­giach i sys­te­mach filo­zo­ficz­nych (na przy­kład Pla­ton był żar­li­wym zwo­len­ni­kiem poglądu duali­stycz­nego). Filo­zo­fem, który w naj­bar­dziej prze­my­ślany i elo­kwentny spo­sób bro­nił duali­zmu, był Kar­te­zjusz. Na jego cześć kon­cep­cję, że umysł i ciało są od sie­bie odrębne, nazywa się czę­sto duali­zmem kar­te­zjań­skim.

W pierw­szej poło­wie XVII wieku Kar­te­zjusz napi­sał argu­men­ta­cję na rzecz duali­zmu, poru­sza­jącą kwe­stię ogra­ni­czeń rze­czy mate­rial­nych. Być może cię to zasko­czy, ale znał już roboty. Zwie­dził fran­cu­skie ogrody kró­lew­skie, które filo­zof Owen Fla­na­gan okre­ślił mia­nem „praw­dzi­wego sie­dem­na­sto­wiecz­nego Disney­landu”9, a tam ogromne wra­że­nie zro­biły na nim auto­maty napę­dzane siłą hydrau­liczną:

Może mia­łeś oka­zję widzieć w gro­tach i fon­tan­nach na tere­nach kró­lew­skich ogro­dów, że pro­sta siła, z jaką poru­sza się woda wypły­wa­jąca ze swo­jego źró­dła, jest wystar­cza­jąca, żeby wpra­wić w ruch różne maszyny, a nawet spo­wo­do­wać, żeby różne instru­menty grały lub wydo­by­wały z sie­bie słowa, zależ­nie od roz­ma­itych roz­miesz­czeń rur dopro­wa­dza­ją­cych wodę. […] [Przy­by­sze] po wej­ściu nie­uchron­nie nastę­pują na pewne płyty chod­nika lub miej­sca, które są tak zapro­jek­to­wane, że kiedy zwie­dza­jący zbli­żają się do kąpią­cej się Diany, powo­dują, że chowa się ona w pąkach róż. A kiedy usi­łują za nią pójść, spra­wiają, że rusza ku nim Nep­tun, wygra­ża­jąc im trój­zę­bem10.

W funk­cjo­no­wa­niu tego sys­temu widać ana­lo­gię do ludz­kiego ciała. Sprę­żyny i sil­niki auto­ma­tów są odpo­wied­ni­kami ścię­gien i mię­śni, a rury ner­wów. Można się zatem zasta­na­wiać: Czy jeste­śmy jedy­nie skom­pli­ko­wa­nymi maszy­nami?

Kar­te­zjusz uwa­żał, że nie. Taka ana­lo­gia, twier­dził, jest trafna w odnie­sie­niu do zwie­rząt, któ­rych wszel­kie dzia­ła­nia są wytwo­rem ich fizycz­nej „kon­struk­cji”. Są one niczym wię­cej niż maszy­nami zwie­rzę­cymi (bêtes-machi­nes). Krą­żyły mro­żące krew w żyłach opo­wie­ści, zapewne wąt­pli­wej auten­tycz­no­ści, że Kar­te­zjusz uczest­ni­czył w wiwi­sek­cjach – ope­ra­cjach na żywych psach, rze­komo prze­ko­nany, że ich wycie pod­czas tych męczarni jest odpo­wied­ni­kiem dźwię­ków, jakie cza­sem wydają zepsute maszyny. Nie mając duszy, są wszak nie­zdolne do odczu­wa­nia.

Ludzie nato­miast są inni. Widać to w nie­prze­wi­dy­wal­nym cha­rak­te­rze naszych dzia­łań. Kiedy lekarz stuk­nie cię w kolano, twoje pod­udzie gwał­tow­nie pod­sko­czy – i zrobi to auto­ma­tycz­nie, na tej samej zasa­dzie, na jakiej poru­szały się roboty Diana i Nep­tun. W każ­dej chwili możesz jed­nak zde­cy­do­wać, że wyrzu­cisz w górę nogę, tak sobie, bez powodu. Jest to przy­kład celo­wego dzia­ła­nia, któ­rego, jak uwa­żał Kar­te­zjusz, rzecz fizyczna nie może wyko­nać. A zatem ludzie nie są fizycz­nymi rze­czami.

Lepiej znane są inne argu­menty Kar­te­zju­sza na rzecz duali­zmu. Zaczął od pyta­nia: Czego możemy być pewni? – i doszedł do wnio­sku, że nie­wielu spraw. Sądzisz, że uro­dzi­łeś się w takim a takim miej­scu, ale może cię okła­mano. Może, jak fan­ta­zjują nie­które dzieci, w two­ich żyłach pły­nie kró­lew­ska krew i tylko w wyniku nie­szczę­śli­wych oko­licz­no­ści utkną­łeś w nie­cie­ka­wej rodzi­nie zwy­kłych ludzi, któ­rzy cię wycho­wali. Albo, żeby było naprawdę dzi­wacz­nie, może wszech­świat powstał pięć sekund temu, a wszyst­kie twoje wspo­mnie­nia są fał­szywe. Jest to nie­praw­do­po­dobne, ale moż­liwe.

Możesz być prze­ko­nany, że znaj­du­jesz się teraz w okre­ślo­nym fizycz­nym oto­cze­niu, sie­dzisz w fotelu z wier­nym psem leżą­cym obok i trzy­masz w jed­nej ręce moją książkę, a w dru­giej cygaro (lub coś innego). Kar­te­zjusz zauwa­żył, że takich rze­czy doświad­czamy prze­waż­nie wów­czas, gdy śnimy. Jeśli w tej chwili pro­te­stu­jesz, że nie śpisz, to pamię­taj, że więk­szość osób śnią­cych nie wie, że śnią.

A kto wie, czy się nie mylisz, uwa­ża­jąc, że masz ciało. Filo­zo­fów od dawna nie­po­ko­iło to, że nasze doświad­cze­nia mogą być ilu­zją two­rzoną przez demona; współ­cze­sną wer­sję tych obaw znaj­du­jemy w moim ulu­bio­nym fil­mie zaty­tu­ło­wa­nym Matrix. Przed­sta­wia on świat, w któ­rym codzienne ludz­kie prze­ży­cia są ilu­zją two­rzoną przez wro­gie kom­pu­tery. Nie­któ­rzy filo­zo­fo­wie posu­wają się jesz­cze dalej, twier­dząc, że sta­no­wimy część symu­la­cji kom­pu­te­ro­wej – jeste­śmy posta­ciami z gry wideo. Pew­nie zgo­dzisz się ze mną, że to zwa­rio­wany pomysł, ale czy możemy być tego cał­ko­wi­cie pewni?

Nie możemy. Kar­te­zjusz wska­zy­wał jed­nak, że jest taka rzecz, w którą nie można wąt­pić – nasze wła­sne ist­nie­nie jako istot myślą­cych. Wyra­ził to słyn­nymi sło­wami Cogito ergo sum – myślę, więc jestem. Nawet jeśli nie jesteś pewien, że masz ciało, wiesz z całą pew­no­ścią, że to ty zada­jesz pyta­nie o jego ist­nie­nie. Doko­naw­szy roz­róż­nie­nia mię­dzy tym, jak myślimy o umy­śle, i tym, jak myślimy o ciele, Kar­te­zjusz kon­klu­duje:

Pozna­łem stąd, że jestem sub­stan­cją, któ­rej całą istotą lub przy­rodą jest jeno myśle­nie i która, aby ist­nieć, nie potrze­buje żad­nego miej­sca, ani nie zależy od żad­nej rze­czy mate­rial­nej; tak iż to ja, to zna­czy dusza, przez którą jestem tym, czym jestem, jest zupeł­nie odrębna od ciała […]11.

Taki wnio­sek wydaje się słuszny. Intu­icyj­nie czu­jemy, że nie jeste­śmy toż­sami z naszym cia­łem – że raczej je zamiesz­ku­jemy. Jeste­śmy „duchem w pan­ce­rzu”, jak to suge­styw­nie nazwał Masa­mune Shi­row w man­dze Ghost in the Shell. Dla­tego tak łatwo przy­cho­dzi nam two­rze­nie utwo­rów lite­rac­kich, w któ­rych ciała i dusze zostają roz­dzie­lone, i dla­tego tak dobrze je rozu­miemy. Weźmy choćby opo­wia­da­nie Prze­miana Franza Kafki, roz­po­czy­na­jące się zda­niem: „Gdy Gre­gor Samsa obu­dził się pew­nego rana z nie­spo­koj­nych snów, stwier­dził, że zmie­nił się w łóżku w potwor­nego robaka”2. Albo scenę z Ody­sei, w któ­rej cza­ro­dziejka Kirke zamie­nia towa­rzy­szy Ody­se­usza w świ­nie: „Bowiem łby ich, szcze­cina, kwi­cze­nie, kształt cały były świń­skie; li człe­cze mózgi im zostały”3. Lub inne nie­zli­czone opo­wie­ści o opę­ta­niu, zamia­nie ciał, prze­ra­ża­ją­cych lub uro­czych duchach i temu podobne12.

Dualizm nie­sie ze sobą kuszące prak­tyczne kon­se­kwen­cje. Skoro nie jesteś swoim cia­łem, możesz prze­trwać jego znisz­cze­nie, na przy­kład zna­leźć się w jakie­goś rodzaju ducho­wym świe­cie, wstą­pić do nieba lub zająć ciało innej osoby. Nawet mate­ria­li­ści mogą pomy­słowo dojść do swego rodzaju wiary w ist­nie­nie życia po życiu – uza­sad­nia­jąc ją choćby zdol­no­ścią Boga do reani­mo­wa­nia ciała, napra­wie­nia go jak zegar­mistrz napra­wia zepsuty zega­rek. W prze­wa­ża­ją­cej mie­rze jed­nak mate­ria­lizm jest ponurą dok­tryną wią­żącą nasze prze­trwa­nie z losem zbyt deli­kat­nego ciała.

—————

Skoro tyle prze­ma­wia za duali­zmem z całą jego atrak­cyj­no­ścią, dla­czego współ­cze­śni psy­cho­lo­dzy są tak prze­ko­nani, że pra­wi­dło­wym podej­ściem jest jego odwrot­ność, czyli mate­ria­lizm?

Wróćmy do argu­men­ta­cji Kar­te­zju­sza. Miał rację co do ogra­ni­czeń rze­czy mate­rial­nych – ale setki lat temu. Dziś znacz­nie lepiej rozu­miemy, do czego obiekty mate­rialne są zdolne. Dla Kar­te­zju­sza absur­dalny byłby pomysł, że maszyna może robić coś tak skom­pli­ko­wa­nego jak gra w sza­chy. Prze­cież wymaga to rozum­nego zasta­no­wie­nia, a nie auto­ma­tycz­nych odru­chów. Obec­nie ist­nieją jed­nak maszyny gra­jące w sza­chy, i to znacz­nie lepiej od ludzi. Natu­ral­nie nasuwa się pyta­nie o inne ogra­ni­cze­nia rze­czy mate­rial­nych, jak choćby, czy kom­pu­tery potra­fią odczu­wać, ale tymi wąt­pli­wo­ściami zaj­miemy się nieco póź­niej. Teraz cho­dzi tylko o dostrze­że­nie, że wywody Kar­te­zju­sza nie wytrzy­mały próby czasu. Wiemy bowiem, że zło­żo­ność naszych dzia­łań nie jest dowo­dem na dualizm.

A wra­ca­jąc do tego, co Kar­te­zjusz mógłby sobie wyobra­zić lub nie, wielu filo­zo­fów zarzu­cało mu, że zbyt pochop­nie zakła­dał, iż tego rodzaju ćwi­cze­nie kon­cep­tu­alne może wyja­śnić, jak naprawdę wygląda sytu­acja. Ow­szem, możesz zwąt­pić, czy masz ciało, i wyobra­zić sobie sie­bie bez niego. Ale wyobra­że­nie sobie nie ozna­cza, że to jest moż­liwe. W końcu mogę sobie wyobra­zić sta­tek kosmiczny poru­sza­jący się z pręd­ko­ścią nad­świetlną – i wielu twór­ców fan­ta­styki nauko­wej już to zro­biło. Metoda rozu­mo­wa­nia Kar­te­zjusza odzwier­cie­dla to, jak myślimy o umy­śle, a nie to, jaka jest prawda na ten temat.

Przyj­rzyjmy się pro­ble­mom z duali­zmem i świad­czą­cym na jego nie­ko­rzyść dowo­dom. Psy­cho­log Ste­ven Pin­ker odniósł się do nie­ma­te­rial­nej duszy kar­te­zjań­skiej, pisząc: „Jak widmo współ­działa ze stałą mate­rią? Jak ete­ryczne nic reaguje na bły­ski, szturch­nię­cia i dźwięki oraz spra­wia, że ręce i nogi się poru­szają?”13. To zastrze­że­nie powta­rza się od bar­dzo dawna. W 1643 roku Elż­bieta Stu­art, była kró­lowa Czech, pisząc do Kar­te­zju­sza, skar­żyła się na to, jak trudno jest trak­to­wać poważ­nie kon­cep­cję, że „nie­ma­te­rialna rzecz mogłaby poru­szać cia­łem i być przez nie poru­szana”14.

Należy jed­nak szcze­rze przy­znać, że druga opcja, czyli że mózg two­rzy myśli, jest dla nie­któ­rych rów­nie trudna do prze­łknię­cia. Got­t­fried Leib­niz w 1712 roku napi­sał: „Przy­pu­ściw­szy zaś, że ist­nieje maszyna, któ­rej budowa pozwala, aby myślała, czuła, mie­wała postrze­że­nia, będzie można pomy­śleć ją, z zacho­wa­niem tych samych pro­por­cji, tak powięk­szoną, by można do niej wejść jak do młyna. Zało­żyw­szy to, odna­leź­li­by­śmy wewnątrz przy zwie­dza­niu jej tylko czę­ści, które popy­chają sie­bie wza­jem­nie, ni­gdy jed­nak nic, co tłu­ma­czy­łoby postrze­że­nie”15. Nawet współ­cze­śnie sporo neu­ro­ba­da­czy pod koniec kariery dało się sku­sić duali­zmowi; czę­sto posłu­gi­wali się podob­nymi argu­men­tami co Leib­niz – spę­dzili całe życie na bada­niach mózgu i nie zna­leźli żad­nych fizycz­nych oznak świa­do­mo­ści, która by się tam znaj­do­wała, więc może należy ona jed­nak do sfery ducho­wej.

Osta­tecz­nie kwe­stię tę roz­strzy­gają dowody, że mózg w isto­cie uczest­ni­czy w myśle­niu, choć nie w taki spo­sób, żeby było to widoczne dla osoby zaglą­da­ją­cej do otwar­tej czaszki. Zmiany w uspo­so­bie­niu Phi­ne­asa Gage’a spo­wo­do­wał cał­ko­wi­cie fizyczny meta­lowy pręt, który prze­bił się przez cał­ko­wi­cie fizyczną głowę. I oczy­wi­ście nie trzeba było cze­kać do roku 1848, żeby stało się jasne, że cios w głowę może mieć wpływ na świa­do­mość i pamięć czło­wieka, a jeśli jest bar­dzo silny, nawet na stałe je znisz­czyć. Każdy wie, że otę­pie­nie może pozba­wić nas zdol­no­ści racjo­nal­nego myśle­nia, a kawa i alko­hol mogą, choć w różny spo­sób, roz­bu­dzić namięt­ność. (Jak ujmuje to Pin­ker: „Wiemy teraz, że rze­komo nie­ma­te­rialna dusza może zostać prze­po­ło­wiona nożem, zmie­niona sub­stan­cjami che­micz­nymi, poru­szona lub zatrzy­mana prą­dem elek­trycz­nym i znisz­czona sil­nym ude­rze­niem lub bra­kiem tlenu”16).

Zmianą w sto­sunku do wcze­śniej­szych cza­sów jest to, że obec­nie możemy obser­wo­wać mózg pod­czas pracy. Obra­zo­wa­nie tego narządu za pomocą funk­cjo­nal­nego rezo­nansu magne­tycz­nego poka­zuje, które jego obszary uak­tyw­niają się w danej chwili, a to pozwala stwier­dzić, czy ten, kto jest badany, myśli o ulu­bio­nej pio­sence, pla­nie miesz­ka­nia czy zada­niu mate­ma­tycz­nym. A być może już nie­długo, przy­glą­da­jąc się obra­zowi mózgu osoby śpią­cej, będziemy potra­fili roz­po­znać, o czym śni17.

Czy jest jakaś szansa na obronę sta­no­wi­ska Kar­te­zju­sza? Ist­nieją poważne róż­nice mię­dzy zda­rze­niami umy­sło­wymi i fizycz­nymi, w związku z czym nie­któ­rzy współ­cze­śni filo­zo­fo­wie opo­wia­dają się za – jak to nazy­wają – łagodną formą duali­zmu18. Warto omó­wić te poglądy, lecz nie w tym miej­scu. Pra­wie nikt jed­nak nie broni eks­tre­mal­nego duali­zmu gło­szo­nego przez Kar­te­zju­sza, tak zwa­nego duali­zmu sub­stan­cjal­nego, zgod­nie z któ­rym umysł jest czymś zupeł­nie odręb­nym od mózgu, a pro­ces myśle­nia prze­biega w sfe­rze nie­ma­te­rial­nej, w ode­rwa­niu od praw natury. Ta teo­ria jest mar­twa, tak mar­twa, że bar­dziej być nie może.

Rozumne mięso

No dobrze, ale co w takim razie jest fizyczną sie­dzibą myśli? Co jest źró­dłem naszych emo­cji, decy­zji, namięt­no­ści, cier­pień i wszyst­kiego innego? Nawet duali­ści muszą zna­leźć odpo­wiedź na jakąś wer­sję tego pyta­nia. Dusza musi prze­cież w któ­rymś miej­scu łączyć się z naszym bytem fizycz­nym, żeby ciało mogło dzia­łać i odbie­rać infor­ma­cje zmy­słowe. (Kar­te­zjusz uwa­żał, że takim łącz­ni­kiem jest szy­szynka).

Przez więk­szość dzie­jów sądzono, że odpo­wie­dzią jest serce. Wie­rzyły w to różne popu­la­cje na całym świe­cie, w tym Majo­wie, Azte­ko­wie, Inu­ici, Hopi, Żydzi, Egip­cja­nie, Indusi i Chiń­czycy. Taki pogląd leży też u pod­staw zachod­niej filo­zo­fii. Ary­sto­te­les pisał: „Oczy­wi­ście mózg nie odpo­wiada w ogóle za żadne dozna­nia. Wła­ściwy pogląd [jest taki], że sie­dzibą i źró­dłem doznań jest oko­lica serca. […] Ruchy przy­jem­no­ści i bólu, a ogól­nie wszel­kie dozna­nia, mają wyraź­nie swoje źró­dło w sercu”4. Rze­czy­wi­ście serce reaguje na uczu­cia – wali, kiedy ogar­nia nas gniew lub pożą­da­nie, a uci­sza się, gdy jeste­śmy spo­kojni19.

Mózg jed­nak jest dla niego poważ­nym rywa­lem. Z pew­nych eks­pe­ry­men­tów psy­cho­lo­gicz­nych wynika, że w dość powszech­nej opi­nii nasza świa­do­mość jest umiej­sco­wiona powy­żej szyi20. W bada­niach pro­wa­dzo­nych wspól­nie z moją współ­pra­cow­niczką i żoną, Chri­stiną Star­mans, odkry­li­śmy, że nawet małe dzieci, kiedy poprosi się je na różne spo­soby o wska­za­nie, „gdzie” znaj­duje się ich osoba, „ja”, naj­czę­ściej odpo­wia­dają, że nie w klatce pier­sio­wej, tylko dokład­nie mię­dzy oczami21.

Głowa czy serce? Deba­tuje się nad tym od wie­ków, co zgrab­nie wyra­żają słowa z Kupca wenec­kiego napi­sa­nego pod koniec XVI wieku:

Powiedz, gdzie się miłość rodzi?

Czy w gło­wie, czy w sercu wscho­dzi?22

Jak zapewne sły­sza­łeś, dziś już znamy odpo­wiedź – myśli powstają w gło­wie. Masa mózgu sta­nowi zale­d­wie jedną pięć­dzie­siątą masy ciała, ale zużywa on około jed­nej czwar­tej kalo­rii, które spa­lamy, pozo­sta­jąc w spo­czynku. Dosłow­nie pochła­nia ener­gię. Poza tym jest ogromny. Głowa nowo­rodka jest nie­pro­por­cjo­nal­nie duża i dla­tego wła­śnie poród u kobiet jest tak długi i bole­sny w porów­na­niu z poro­dami samic innych gatun­ków.

Jeśli ni­gdy nie widzia­łeś mózgu, być może wyobra­żasz sobie, że ma impo­nu­jący wygląd. W końcu nie­raz opi­suje się go jako naj­bar­dziej skom­pli­ko­waną rzecz w zna­nym nam wszech­świe­cie. Może się jarzy albo bły­ska kolo­ro­wymi świa­teł­kami? A jed­nak nie, bo to po pro­stu mięso. Można go jeść – sam pró­bo­wa­łem z sosem śmie­ta­no­wym (oczy­wi­ście nie ludzki mózg, bo tego abso­lut­nie nie powinno się jeść, gdyż można się zara­zić kuru, straszną cho­robą podobną do cho­roby sza­lo­nych krów, co jest jed­nym z powo­dów, by nie upra­wiać kani­ba­li­zmu). Po wyję­ciu z czaszki mózg jest mato­wo­szary, nato­miast w gło­wie – jasno­czer­wony dzięki sil­nemu ukrwie­niu.

Terry Bis­son napi­sał opo­wia­da­nie science fic­tion, w któ­rym świet­nie uchwy­cił, jakie to dziwne23. Jest to dia­log dwójki hiper­in­te­li­gent­nych obcych prze­mie­rza­ją­cych wszech­świat w poszu­ki­wa­niu istot rozum­nych i znaj­du­ją­cych nas:

– Z mięsa. One są z mięsa.

– Z mięsa?

– Nie ma wąt­pli­wo­ści. Wyła­pa­li­śmy kilka z róż­nych czę­ści pla­nety, wzię­li­śmy na pokład stat­ków zwia­dow­czych i dogłęb­nie zba­da­li­śmy. Samo mięso.

– To nie­moż­liwe. A te sygnały radiowe? Komu­ni­katy do gwiazd?

– Uży­wają fal radio­wych, ale sygnały nie pocho­dzą z nich. Pocho­dzą z maszyn.

– A kto zro­bił maszyny? To z nimi się chcemy skon­tak­to­wać.

– One zro­biły maszyny. To ci wła­śnie pró­buję powie­dzieć. Mięso zro­biło maszyny.

– Idio­tyzm. Jak mięso może zro­bić maszynę? Wma­wiasz mi, że ist­nieje mięso, które myśli.

Osta­tecz­nie obcy posta­na­wiają usu­nąć te dane z reje­strów i zgło­sić, że nasz układ sło­neczny jest nie­za­miesz­kany.

—————

Zgłę­bia­nie tajem­nicy „myślą­cego mięsa” roz­pocz­niemy skrom­nie od neu­ro­nów i stop­niowo przej­dziemy do bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych spraw. Wagowo więk­szość mózgu sta­no­wią tłuszcz i krew, ponadto znaj­dują się w nim jesz­cze inne komórki oprócz neu­ro­nów (mniej wię­cej połowa mózgu jest zbu­do­wana z komó­rek gle­jo­wych, które wzmac­niają, uprzą­tają i odży­wiają komórki ner­wowe). Mimo to opo­wieść o życiu umy­sło­wym jest zasad­ni­czo opo­wie­ścią o neu­ro­nach i dla­tego dzie­dzinę zaj­mu­jącą się bada­niem bio­lo­gicz­nych pod­staw myśle­nia nazwano neu­ro­nauką24. Poni­żej przed­sta­wiono czę­ści neu­ronu.

Ryc. 1.

Podob­nie jak inne komórki neu­rony mają ciało komórki utrzy­mu­jące ją przy życiu, a w nim mie­ści się jądro komór­kowe zawie­ra­jące chro­mo­somy skła­da­jące się z DNA. Ciało komórki koor­dy­nuje też sygnały dopły­wa­jące z innych neu­ro­nów i zmy­słów. Odbiera te infor­ma­cje za pomocą den­dry­tów, czyli wycho­dzą­cych z niego wypu­stek roz­ga­łę­zia­ją­cych się jak konary drzew (stąd ich nazwa wywo­dząca się od grec­kiego słowa ozna­cza­ją­cego drzewo). Jeśli ciało komórki otrzyma odpo­wiedni sygnał wej­ściowy z den­dry­tów, docho­dzi do wyge­ne­ro­wa­nia poten­cjału czyn­no­ścio­wego (zwa­nego też igli­co­wym lub w skró­cie iglicą), który prze­suwa się wzdłuż dłu­giej czę­ści neu­ronu zwa­nej akso­nem. Den­dryty są krót­kie, nato­miast aksony dłu­gie – mogą prze­bie­gać nawet od rdze­nia krę­go­wego do dużego palca u stopy. Aksony mają osłonkę mie­li­nową – otoczkę zbu­do­waną mię­dzy innymi z czą­ste­czek lipi­do­wych – która pełni funk­cję podobną do izo­la­cji prze­wodu elek­trycz­nego, uspraw­nia­jąc komu­ni­ka­cję neu­ro­nów. Cho­roby takie jak np. stward­nie­nie roz­siane powo­dują nisz­cze­nie osło­nek mie­li­no­wych, co pro­wa­dzi do zabu­rzeń rucho­wych oraz zabu­rzeń pro­ce­sów per­cep­cji i myśle­nia.

Neu­rony poro­zu­mie­wają się zatem mię­dzy sobą oraz, rza­dziej, z narzą­dami i mię­śniami.

Pod­su­mo­wu­jąc, typowy prze­pływ infor­ma­cji wygląda nastę­pu­jąco:

den­dryty > ciało komórki > akson > den­dryty innych neu­ro­nów

Neu­rony czu­ciowe (dośrod­kowe) odbie­rają infor­ma­cje z zewnętrz­nego świata. Neu­rony ruchowe (odśrod­kowe) wysy­łają sygnały mające skutki na zewnątrz. Kiedy po dotknię­ciu gorą­cego przed­miotu odczu­wasz ból, dzieje się tak dzięki neu­ro­nom czu­cio­wym. Jeśli po coś się­gasz, jest to moż­liwe dzięki neu­ro­nom rucho­wym. Jesz­cze inne neu­rony – koja­rze­niowe (interneu­rony) – nie komu­ni­kują się bez­po­śred­nio ze świa­tem zewnętrz­nym, tylko mię­dzy sobą, i w ten spo­sób odbywa się myśle­nie.

Kryje się tu pewna zagadka. Poro­zu­mie­wa­nie się neu­ro­nów mię­dzy sobą i łącz­ność ze świa­tem odby­wają się na zasa­dzie wszystko albo nic. Poten­cjał czyn­no­ściowy powstaje albo nie, a kiedy powsta­nie, jego wiel­kość dla danego neu­ronu jest zawsze taka sama. To jak z wystrza­łem z pisto­letu – kula nie poleci szyb­ciej tylko dla­tego, że z całej siły pocią­gną­łeś cyn­giel. Nato­miast per­cep­cja i wyko­ny­wane ruchy są stop­nio­wane. Odczu­wasz róż­nicę, doty­ka­jąc cie­płego tale­rza i gorą­cego pie­kar­nika, a szturch­nąć kogoś możesz deli­kat­nie albo bar­dzo mocno.

Roz­wią­za­nie tej zagadki polega na tym, że zespoły neu­ro­nów mają swoje spo­soby, żeby infor­mo­wać o inten­syw­no­ści doświad­cze­nia i potrzeb­nego dzia­ła­nia. Jed­nym z nich jest liczba neu­ro­nów gene­ru­ją­cych poten­cjał czyn­no­ściowy. Jeśli N neu­ro­nów odpo­wiada za łagodne doświad­cze­nie, N x 100 może odpo­wiadać za sil­niej­sze. Inny spo­sób to czę­sto­tli­wość wytwa­rza­nia poten­cjału czyn­no­ścio­wego przez poszcze­gólne neu­rony. Przy łagod­nych dozna­niach jej wzo­rzec może wyglą­dać tak: iglica … iglica … iglica … iglica, a przy inten­syw­nych nastę­pu­jąco: igli­ca­igli­ca­igli­ca­iglica. Podob­nym spo­so­bem kodo­wa­nia można wyja­śnić prze­sy­ła­nie przez neu­rony ruchowe infor­ma­cji o inten­syw­no­ści ruchu, który ma być wyko­nany, co pozwala nam zarówno ude­rzyć pię­ścią w ścianę, jak i deli­kat­nie pogła­skać nie­mowlę.

Jed­nego z waż­nych odkryć doty­czą­cych neu­ro­nów doko­nał pre­kur­sor neu­ro­nauki San­tiago Ramón y Cajal pod koniec XIX wieku. Wspo­mnia­łem wcze­śniej, że neu­rony poro­zu­mie­wają się ze sobą, a infor­ma­cje prze­pły­wają od aksonu jed­nej komórki ner­wo­wej do den­drytu dru­giej. Tyle że neu­rony nie sty­kają się ze sobą, mię­dzy akso­nem jed­nego a den­dry­tem dru­giego znaj­duje się bowiem wąska szcze­lina, któ­rej sze­ro­kość wynosi zazwy­czaj od 20 do 40 nano­me­trów. Nazywa się ją synapsą.

W ostat­nim stu­le­ciu toczyła się sze­roko zakro­jona dys­ku­sja doty­cząca tego, w jaki spo­sób komu­ni­kat prze­do­staje się przez tę szcze­linę – czy prze­sy­łany jest che­micz­nie, czy elek­trycz­nie. Nazwano te spory wojną zupy z iskrami25. Bez wda­wa­nia się w szcze­góły pod­su­muję, że wygrała zupa. Jak odkrył Cajal, kiedy w neu­ro­nie powstaje poten­cjał czyn­no­ściowy, akson uwal­nia do szcze­liny związki che­miczne, które dziś nazy­wamy neu­ro­prze­kaź­ni­kami. To one prze­by­wają synapsę i oddzia­łują na den­dryty dru­giego neu­ronu.

Wcze­śniej wspo­mnia­łem, że ciało komórki ner­wo­wej decy­duje, kiedy wyge­ne­ro­wać poten­cjał czyn­no­ściowy, na pod­sta­wie sygna­łów otrzy­my­wa­nych od den­dry­tów. Teraz mogę nieco roz­wi­nąć to stwier­dze­nie. Neu­ro­prze­kaź­niki docie­ra­jące do den­dry­tów mogą mieć dzia­ła­nie pobu­dza­jące, co zwięk­sza praw­do­po­do­bień­stwo wyge­ne­ro­wa­nia poten­cjału czyn­no­ścio­wego, lub hamu­jące, co zmniej­sza takie praw­do­po­do­bień­stwo. Ciała komó­rek sumują war­to­ści tych napły­wa­ją­cych sygna­łów, obli­cza­jąc, czy suma jest dosta­tecz­nie wysoka, by powstała iglica.

Neu­ro­prze­kaź­niki odgry­wają ważną rolę w opo­wie­ści o pracy mózgu i mają ogromne zna­cze­nie prak­tyczne. Peł­nią w orga­ni­zmie liczne funk­cje, a roz­ma­itość ich inte­rak­cji z róż­nymi związ­kami che­micz­nymi wyko­rzy­stano przy opra­co­wy­wa­niu wielu leków, w rezul­ta­cie otrzy­mu­jąc środki far­ma­ko­lo­giczne, które leczą cho­roby, zwięk­szają przy­jem­ność lub popra­wiają kon­cen­tra­cję.

Albo zabi­jają. Przy­kła­dem śmier­tel­nej inte­rak­cji z neu­ro­prze­kaź­ni­kami może być dzia­ła­nie kurary, sub­stan­cji uży­wa­nej przez nie­które połu­dnio­wo­ame­ry­kań­skie ple­miona pod­czas polo­wań – wystar­czy nało­żyć nie­wielką ilość na czu­bek strzały wypusz­cza­nej z łuku lub strzałki z dmu­chawki. Kurara jest anta­go­ni­stą, czyli utrud­nia dzia­ła­nie kon­kret­nych neu­ro­prze­kaź­ni­ków. Mówiąc dokład­niej, blo­kuje wraż­li­wość na ace­ty­lo­cho­linę, która służy neu­ro­nom rucho­wym do poro­zu­mie­wa­nia się z mię­śniami. W ten spo­sób kurara para­li­żuje zwie­rzynę. W odpo­wied­nio dużej dawce zabija, bo neu­rony ruchowe są nie­zbędne rów­nież do oddy­cha­nia. Co bar­dzo wygodne, kurara nie działa na prze­wód pokar­mowy, toteż można spo­żyć zwie­rzynę upo­lo­waną z jej pomocą.

Inne pre­pa­raty są z kolei ago­ni­stami, czyli zwięk­szają dostęp­ność neu­ro­prze­kaź­ni­ków, które może wyko­rzy­sty­wać mózg. A kon­kret­niej zwięk­szają sku­tecz­ność neu­ro­prze­kaź­ni­ków takich jak np. nora­dre­na­lina, które uczest­ni­czą w pobu­dze­niu, zwięk­sza­niu przy­jem­no­ści i czuj­no­ści oraz popra­wie sku­pie­nia uwagi. Według takiego mecha­ni­zmu dzia­łają amfe­ta­mina, koka­ina i Rita­lin, choć na różne spo­soby i z różną inten­syw­no­ścią.

—————

Myśle­nie to zatem „roz­mowy” neu­ro­nów z neu­ro­nami za pośred­nic­twem neu­ro­prze­kaź­ni­ków. Według jed­nego z sza­cun­ków mózg doro­słego czło­wieka zawiera około osiem­dzie­się­ciu sze­ściu miliar­dów neu­ro­nów, z któ­rych każdy kon­tak­tuje się z tysią­cami lub dzie­siąt­kami tysięcy innych, co daje setki bilio­nów połą­czeń i nie­wy­obra­żalną liczbę kom­bi­na­cji26.

Ale w jaki spo­sób to poro­zu­mie­wa­nie się neu­ro­nów pro­wa­dzi do doświad­cza­nia przez nas takich czy innych prze­żyć? Jak to moż­liwe, że gene­ro­wa­nie lub nie poten­cja­łów czyn­no­ścio­wych według róż­nych wzor­ców powo­duje nasz śmiech po prze­czy­ta­niu świet­nego twe­eta lub roz­pacz po śmierci uko­cha­nej osoby? A co z podej­mo­wa­nym przez nas dzia­ła­niem? Nasze mózgi są obiek­tami fizycz­nymi, lecz tak zapro­gra­mo­wa­nymi, by skła­niać nas do dzia­ła­nia w spo­sób pozor­nie wykra­cza­jący poza prawa fizyki. Wil­liam James przed­sta­wił to nastę­pu­jąco:

Jeśli na stole roz­sy­pie się opiłki żelaza, a w ich pobliżu umie­ści się magnes, opiłki prze­lecą pewną odle­głość w powie­trzu i przy­lgną do jego powierzchni. […] Gdyby jed­nak zasło­nić tek­turą bie­guny magnesu, opiłki przy­cze­pią się do kar­tonu i pozo­staną tam na zawsze, nie pró­bu­jąc omi­nąć jego brze­gów. […] Jeśli teraz przej­dziemy od takich jak te dzia­łań do postę­po­wa­nia istot żywych, zauwa­żymy wyraźną róż­nicę. Romeo pra­gnie Julii jak opiłki pra­gną magnesu, więc jeśli nie napo­tka prze­szkód, posuwa się w jej kie­runku po linii pro­stej, tak jak opiłki. Nato­miast gdyby mię­dzy Romeo a Julią wznie­siono mur, nie tkwi­liby przy nim, głu­pio przy­ci­ska­jąc do niego twa­rze po prze­ciw­nych stro­nach jak magnes i opiłki roz­dzie­lone tek­turą. Romeo szybko znaj­duje okrężną drogę, wspi­na­jąc się na mur lub radząc sobie w inny spo­sób, żeby poca­ło­wać usta Julii. W przy­padku opił­ków droga jest usta­lona, a to, czy dotrą do celu, zależy od przy­pad­ków. Nato­miast dla zako­cha­nego usta­lony jest cel, a droga może być mody­fi­ko­wana w nie­skoń­czo­ność27.

Inne stwo­rze­nia obda­rzone mózgiem rów­nież mają zdol­ność odczu­wa­nia i racjo­nal­nego dzia­ła­nia. Szym­pans może trząść się ze stra­chu lub wyra­żać gniew rykiem. Gepard goniący anty­lopę, która wbiega za drzewo, nie wpad­nie z roz­pę­dem na pień, tylko go okrąży. Jak mózgi robią to wszystko?

Ludzie czę­sto wpa­dają w pułapkę pozor­nie para­dok­sal­nego pyta­nia: Czy to nie dziwne, że wyko­rzy­stu­jemy swój mózg do zro­zu­mie­nia swo­jego mózgu? Fizyk Emer­son M. Pugh napi­sał: „Gdyby ludzki mózg był tak pro­sty, że potra­fi­li­by­śmy go zro­zu­mieć, byli­by­śmy tak pro­ści, że nie mogli­by­śmy tego zro­bić”. Z kolei komik Emo Phi­lips stwier­dził: „Kie­dyś sądzi­łem, że mózg jest naj­wspa­nial­szym narzą­dem mojego ciała. Potem uświa­do­mi­łem sobie, kto mi to mówi”.

Karol Dar­win miał na ten temat wła­sne zda­nie – twier­dził, że ludzki mózg jest dru­gim naj­bar­dziej inte­re­su­ją­cym obiek­tem w przy­ro­dzie. Co mogłoby być wspa­nial­sze? Cóż, spójrz na zie­mię:

Prze­cież zna­nym powszech­nie jest fakt, że nawet bar­dzo nie­znaczna ilość sub­stan­cji ner­wo­wej może być sie­dli­skiem dosko­nale roz­wi­nię­tych władz ducho­wych. Tak np. zwoje mózgowe mró­wek obję­to­ścią swoją nie prze­no­szące ćwierci gru­bo­ści główki od szpilki, są sku­pi­skiem dosko­na­łych instynk­tów, nie­zmier­nych zdol­no­ści oraz wiel­kiej ilo­ści wszel­kich uczuć. Pod tym wzglę­dem mózg mrówki jest jed­nym z naj­wię­cej zdu­mie­wa­ją­cych ato­mów sub­stan­cji, dużo wię­cej od ludz­kiego mózgu zasłu­gu­ją­cym na podziw28.

Mamy jed­nak powody do opty­mi­zmu, jeśli cho­dzi o zro­zu­mie­nie, jak to się dzieje, że dzięki mózgowi jeste­śmy inte­li­gentni, my i mrówki. Kiedy mówi­łem o duali­zmie kar­te­zjań­skim, poda­łem kom­pu­tery jako przy­kład czy­sto fizycz­nych obiek­tów dys­po­nu­ją­cych moż­li­wo­ściami, które koja­rzymy z inte­li­gen­cją. Teraz możemy pójść dalej i uświa­do­mić sobie, że praca kom­pu­te­rów polega na pro­stych pro­ce­sach, skła­da­ją­cych się z głu­pich czyn­no­ści, takich jak zmie­nia­nie 0 w 1 lub 1 w 0. Jeśli dosta­teczną liczbę tego typu pro­ce­sów zesta­wimy razem we wła­ściwy spo­sób, otrzy­mamy zdol­ność gry w sza­chy, wyko­ny­wa­nia obli­czeń mate­ma­tycz­nych, roz­bioru zda­nia i reali­zo­wa­nia wielu innych zadań. I tu docho­dzimy do punktu stycz­nego infor­ma­tyki z neu­ro­nauką, te binarne ope­ra­cje są bowiem zaska­ku­jąco podobne do pod­sta­wo­wej dycho­to­mii prze­ja­wia­nej przez neu­rony, które gene­rują poten­cjał czyn­no­ściowy lub nie. I na tym polega postęp w naszych roz­wa­ża­niach. Przy­kład kom­pu­te­rów wska­zuje, że pro­jekt neu­ro­nauki jest wyko­nalny – że inte­li­gen­cja może powstać w wyniku odpo­wied­nich inte­rak­cji ele­men­tów cał­ko­wi­cie pozba­wio­nych inte­li­gen­cji. Jak w latach czter­dzie­stych XX wieku roz­wa­żał poli­mata Alan Turing, umysł ludzki może być maszyną liczącą29.

Umysł jako kom­pu­ter? Takie stwier­dze­nie nie­raz spo­tyka się z lek­ce­wa­żącą reak­cją. Były prze­cież czasy, gdy mózg postrze­gano jako maszynę hydrau­liczną lub zegar, póź­niej jako sieć tele­gra­ficzną, następ­nie jako cen­tralę tele­fo­niczną i teraz w końcu jako kom­pu­ter. Być może to po pro­stu kolejna meta­fora – takie sobie gada­nie, które kie­dyś zosta­nie zastą­pione czymś nowym.

Zga­dzam się, że mówie­nie o mózgu jako obiek­cie zbli­żo­nym do maca lub peceta jest tylko prze­no­śnią, i to nie­naj­lep­szą. Neu­rony komu­ni­kują się znacz­nie wol­niej niż czę­ści kom­pu­tera, a mózg jest „zapro­gra­mo­wany” ina­czej niż urzą­dze­nie, na któ­rym piszę te słowa. Więk­szość obsza­rów mózgu działa jed­no­cze­śnie – rów­no­le­gle – pod­czas gdy kom­pu­tery dzia­łają sze­re­gowo [obec­nie kom­pu­tery w więk­szo­ści też pro­wa­dzą obli­cze­nia rów­no­le­głe – przyp. tłum.].

Poza tym ist­nieją tysiące bar­dziej kon­kret­nych róż­nic w funk­cjo­no­wa­niu kom­pu­te­rów i mózgów. Weźmy choćby przy­pa­dek, który dokład­niej wyja­śnię póź­niej, przy oma­wia­niu pamięci. Oka­zuje się, że kiedy zada­jemy komuś pyta­nie o minione wyda­rze­nie, samo to pyta­nie może zmie­nić wspo­mnie­nie danej sceny w umy­śle pyta­nej osoby. Jeśli poka­żesz komuś film, a potem go zapy­tasz: „Widzia­łeś dzieci wsia­da­jące do szkol­nego auto­busu?”, zwięk­sza się praw­do­po­do­bień­stwo, że ten ktoś będzie póź­niej pamię­tał obec­ność szkol­nego auto­busu w fil­mie, nawet jeśli go tam nie było30. Co wię­cej, wie­lo­krotne powta­rza­nie pyta­nia może pro­wa­dzić do stwo­rze­nia fał­szy­wych wspo­mnień. Kom­pu­tery nato­miast nie dzia­łają w taki spo­sób. Możesz setki razy wyszu­ki­wać frazę „szkolny auto­bus”, ale nie spo­wo­duje to utwo­rze­nia na twar­dym dysku pliku o nazwie „szkolny auto­bus”. Pamięci ludzka i kom­pu­te­rowa dzia­łają w zupeł­nie inny spo­sób.

Ist­nieje jed­nak aspekt pozwa­la­jący porów­ny­wać mózg do kom­pu­tera. Mózg prze­twa­rza infor­ma­cje – liczy. Jesz­cze nie tak dawno, w cza­sach, gdy Alan Turing pro­wa­dził swoje pio­nier­skie prace, które poło­żyły pod­wa­liny pod sztuczną inte­li­gen­cję, angiel­skie słowo com­pu­ter ozna­czało osobę wyko­nu­jącą obli­cze­nia, czyli rach­mi­strza. Nazwa­nie mózgu kom­pu­te­rem w takim wła­śnie sen­sie nie jest meta­forą. Jest za to cie­ka­wym twier­dze­niem. Ozna­cza bowiem, że mózg prze­pro­wa­dza obli­cze­nia mate­ma­tyczne i logiczne, że ope­ruje sym­bo­lami. Obli­cze­nie, że jeden dodać jeden równa się dwa, jest prze­twa­rza­niem danych, podob­nie jak rozu­mo­wa­nie, że jeśli wszy­scy męż­czyźni są śmier­telni i Sokra­tes jest męż­czy­zną, to Sokra­tes jest śmier­telny. Kon­cep­cja, że mózgi w tym sen­sie są kom­pu­te­rami, wpły­nęła na psy­cho­lo­giczne teo­rie życia umy­sło­wego, i wró­cimy do niej przy oma­wia­niu takich zdol­no­ści jak mowa i postrze­ga­nie.

Trak­to­wa­nie mózgu jako kom­pu­tera nie­sie ze sobą cie­kawe kon­se­kwen­cje – otóż podob­nie jak bada­nie prze­twa­rza­nia infor­ma­cji może dostar­czyć nam wie­dzy przy­dat­nej w psy­cho­lo­gii, tak bada­nia umy­słu mogą pomóc w two­rze­niu lep­szych kom­pu­te­rów. Kiedy chce się skon­stru­ować maszynę, która potrafi cho­dzić po linii pro­stej, roz­po­znaje twa­rze i rozu­mie mowę, warto usta­lić, jak robią to ludzie, bio­rąc przy­kład z Leonarda da Vinci, który badał skrzy­dła pta­ków, żeby zrozu­mieć, jak zbu­do­wać maszynę lata­jącą.

—————

Mózg nie jest po pro­stu dużą miską owsianki. Zawiera czę­ści mające różne funk­cje. Te czę­ści nazywa się nie­raz obsza­rami, ukła­dami, modu­łami lub zdol­no­ściami umy­sło­wymi. Języ­ko­znawca Noam Chom­sky nazwał je nawet „narzą­dami umy­sło­wymi”, żeby pod­kre­ślić, że mogą one tak się od sie­bie róż­nić jak narządy leżące poni­żej szyi, na przy­kład nerki i śle­dziona31.

Prawdę mówiąc, pomysł, że życie psy­chiczne dzieli się na czę­ści, był popu­larny już w cza­sach, gdy nikt jesz­cze nie miał poję­cia o mózgu. Na przy­kład Pla­ton wyróż­niał w nim trzy czę­ści – „duszę”, która mieszka w klatce pier­sio­wej i anga­żuje się w słuszny gniew, „ape­tyt” miesz­czący się w żołądku i zwią­zany z pożą­da­niem i pra­gnie­niami oraz „rozum” w gło­wie (wresz­cie!), który nad­zo­ruje dwie pozo­stałe czę­ści.

Próbę podziału mózgu na czę­ści pod­jął mię­dzy innymi Franz Joseph Gall, twórca szkoły fre­no­lo­gii. Gall stwo­rzył bar­dzo dobrą kon­cep­cję i drugą bar­dzo złą. Dobra gło­siła, że różne czę­ści mózgu spe­cja­li­zują się w róż­nych rze­czach, i jeśli cho­dzi o nie­które z nich, takie jak liczby, czas i mowa, wielu współ­cze­snych neu­ro­nau­kow­ców by się z nim zgo­dziło. W począt­kach XIX wieku jego poglądy cie­szyły się popu­lar­no­ścią. Z tam­tych cza­sów pozo­stały nam ilu­stra­cje przed­sta­wia­jące czaszkę z krop­ko­wa­nymi liniami oddzie­la­ją­cymi poszcze­gólne czę­ści, przy­po­mi­na­jące plan­sze z podzia­łem krowy na kar­kówkę, polę­dwicę, udziec i tak dalej, tyle że tutaj czę­ściami są cechy i zdol­no­ści umy­słowe.

W złej kon­cep­cji – fre­no­lo­gii – Gall twier­dził, że poszcze­gólne obszary mózgu, odpo­wie­dzialne za kon­kretne funk­cje, tym bar­dziej fizycz­nie się roz­wi­jają, im czę­ściej są uży­wane – co powo­duje powsta­nie uwy­pu­kleń na powierzchni czaszki. Jak utrzy­my­wał, osoba obda­rzona odpo­wied­nimi umie­jęt­no­ściami z zakresu fre­no­lo­gii może poznać czyjś cha­rak­ter, kła­dąc bada­nemu ręce na gło­wie. Fre­no­lo­gia była w swoim cza­sie bar­dzo popu­larna. Jej gorą­cym zwo­len­ni­kiem był mię­dzy innymi Karol Marks, który cza­sem obma­cy­wał głowy nowo pozna­nych osób. Rów­nież kró­lowa Wik­to­ria była ocza­ro­wana tą kon­cep­cją i zatrud­niała fre­no­lo­gów do bada­nia cza­szek swo­ich dzieci32.

Nie muszę chyba mówić, że to nie­mą­dra kon­cep­cja. Nato­miast jeśli cho­dzi o prze­ko­na­nie, że poszcze­gólne czę­ści mózgu odpo­wia­dają za różne funk­cje – i to nie ogólne, jak rozum czy ape­tyt, tylko spe­cja­li­styczne, jak mowa – Gall był naukow­cem wyprze­dza­ją­cym swoje czasy.

—————

Skoro mózg składa się z czę­ści, możemy lepiej poznać jego dzia­ła­nie, gdy go roz­ło­żymy. Zgrab­nie wyra­ził to ana­tom Nico­laus Steno w 1669 roku:

Skoro mózg jest w isto­cie maszyną, nie możemy mieć nadziei, że odkry­jemy jego mani­pu­la­cje spo­so­bami róż­nymi od tych, które sto­suje się do pozna­nia mani­pu­la­cji innych maszyn. Pozo­staje zatem zro­bić to, co byśmy zro­bili w przy­padku każ­dej innej maszyny, czyli roz­ło­żyć go na czę­ści kawa­łek po kawałku i spraw­dzić, co mogą one robić samo­dziel­nie, a co razem33.

Można uznać, że wła­ściwa neu­ro­nauka naro­dziła się, gdy uczeni zaczęli wpro­wa­dzać w życie powyż­szą stra­te­gię, ana­li­zu­jąc te smutne przy­padki, w któ­rych mózg uległ uszko­dze­niu z przy­czyn natu­ral­nych. W 1861 roku fran­cu­ski lekarz Paul Broca zetknął się z pacjen­tem, który był inte­li­gentny i rozu­miał wszystko, co się do niego mówiło, ale wypo­wia­dał tylko jedno słowo – „tan”, zazwy­czaj dwu­krot­nie, „tan, tan” – nie­za­leż­nie od tego, o co cho­dziło jego roz­mów­com. Kiedy zmarł, prze­pro­wa­dzono sek­cję, która wyka­zała uszko­dze­nia w czę­ści płata czo­ło­wego obec­nie nazy­wa­nej ośrod­kiem Broki.

Wiele lat póź­niej neu­ro­log Carl Wer­nicke miał do czy­nie­nia z pacjentką z innym zabu­rze­niem mowy – miała ona trud­no­ści ze zro­zu­mie­niem cudzych wypo­wie­dzi, a sama mówiła płyn­nie i szybko, tyle że non­sen­sow­nie. Było to zwią­zane z innym obsza­rem mózgu znaj­du­ją­cym się w tyl­nej czę­ści płata skro­nio­wego, zazwy­czaj w lewej pół­kuli mózgu. Nazwano go ośrod­kiem Wer­nickego. (Warto pod­kre­ślić, że usta­le­nie dokład­nej loka­li­za­cji ośrod­ków Broki i Wer­nickego jest bar­dzo ważne ze wzglę­dów prak­tycz­nych. Leka­rze prze­pro­wa­dza­jący ope­ra­cje mózgu muszą wie­dzieć, gdzie znaj­dują się obszary odpo­wie­dzialne za istotne funk­cje).

Ośrodki mowy to tylko jeden z przy­kła­dów odmien­nych moż­li­wo­ści róż­nych czę­ści mózgu. Przyj­rzyjmy się teraz innym pod­czas krót­kiego zwie­dza­nia mózgu.

Kora mózgowa jest zewnętrzną czę­ścią mózgu znaj­du­jącą się tuż pod czaszką. Pod nią z kolei miesz­czą się liczne struk­tury, zwane pod­ko­ro­wymi, mające ogromne zna­cze­nie dla naszego życia psy­chicz­nego. Usły­sza­łem kie­dyś bar­dzo zgrabne porów­na­nie mózgu do brzo­skwini – jej skórka to kora mózgowa, a pestka zawiera ele­menty pod­ko­rowe. (Miąższ brzo­skwini ilu­struje istotę białą, w dużej mie­rze skła­da­jącą się z komó­rek gle­jo­wych). Do struk­tur pod­ko­ro­wych należą:

Rdzeń prze­dłu­żony, który kon­tro­luje funk­cje odru­chowe, w tym tętno, ciśnie­nie tęt­ni­cze i prze­ły­ka­nie.

Móż­dżek, uczest­ni­czący w kon­tro­lo­wa­niu ruchów i postawy, ucze­niu się ruchów i nie­któ­rych aspek­tach mowy. (Chcąc pojąć ogromną zło­żo­ność tych struk­tur, warto wie­dzieć, że w móżdżku znaj­duje się około trzy­dzie­stu miliar­dów neu­ro­nów).

Pod­wzgó­rze, odgry­wa­jące rolę w regu­la­cji snu i czu­wa­nia, głodu i pra­gnie­nia oraz pożą­da­nia sek­su­al­nego. (Ta struk­tura naj­le­piej pasuje do tego, co Pla­ton mówił o pożą­dli­wej czę­ści duszy, cho­ciaż umiej­sca­wiał ją w żołądku).

Układ lim­biczny, regu­lu­jący emo­cje.

Hipo­kamp, który uczest­ni­czy w prze­cho­wy­wa­niu infor­ma­cji w pamięci dłu­go­trwa­łej oraz utrwa­la­niu śla­dów pamię­cio­wych doty­czą­cych loka­li­za­cji i prze­strzen­nego usy­tu­owa­nia obiek­tów.

Szy­szynka, która regu­luje cykl snu i czu­wa­nia poprzez pro­duk­cję mela­to­niny. Jest struk­turą inte­re­su­jącą dla histo­ry­ków nauki i filo­zo­fii, bo, zda­niem Kar­te­zju­sza, słu­żyła jako łącz­nik mię­dzy cia­łem i duszą.

Przejdźmy teraz do skórki naszej brzo­skwini. Pierw­szym, co rzuca się w oczy po spoj­rze­niu na mózg, jest jego silne pofał­do­wa­nie. Jest on jakby pognie­ciony [jak kartka w dłoni – przyp. tłum.]. Gdyby korę roz­pro­sto­wać, zaję­łaby powierzch­nię około 0,2 metra kwa­dra­to­wego.

Kora mózgowa dzieli się na płaty – czo­łowy (dość wygod­nie poło­żony z przodu), cie­mie­niowy, poty­liczny i skro­niowy (obok skroni!).

W nie­któ­rych czę­ściach kory znaj­dują się „mapy” – obszary mózgu odpo­wia­da­jące czę­ściom ciała. Przy dzia­ła­niu sła­bym prą­dem elek­trycz­nym na neu­rony w pierw­szo­rzę­do­wej korze rucho­wej obser­wuje się drgnię­cie w odpo­wia­da­jącej im czę­ści ciała. Z kolei bodźce elek­tryczne oddzia­łu­jące na korę czu­ciową wywo­łują odczu­cia w odpo­wia­da­ją­cych danym miej­scom obsza­rach. Roz­kład tych sku­pisk neu­ro­nów w korze mózgo­wej nazwano mapami, są one bowiem izo­mor­ficzne z cia­łem. Ozna­cza to, że na przy­kład część mózgu odzwier­cie­dla­jąca prawy palec wska­zu­jący znaj­duje się bli­sko czę­ści mózgu repre­zen­tu­ją­cej prawy kciuk, a ta z kolei w pobliżu czę­ści odzwier­cie­dla­ją­cej prawy nad­gar­stek.

Ryc. 2.

O ile jed­nak układy ele­men­tów map rucho­wej i czu­cio­wej odpo­wia­dają ukła­dowi czę­ści ciała, o tyle ich wiel­ko­ści już nie. Wiel­kość poszcze­gól­nych obsza­rów w mózgu jest zależna raczej od inten­syw­no­ści i skom­pli­ko­wa­nia funk­cji wyko­ny­wa­nych przez odpo­wied­nią część ciała. Na przy­kład część kory mózgo­wej odzwier­cie­dla­jąca dłoń jest więk­sza od tej odpo­wia­dającej klatce pier­sio­wej, bo w dłoni prze­biega znacz­nie wię­cej pro­ce­sów czu­cio­wych, któ­rymi musi kie­ro­wać więk­szy obszar mózgu.

Poza opi­sa­nymi wcze­śniej mapami więk­sza część kory mózgo­wej bie­rze udział w funk­cjach wyż­szego rzędu, takich jak mowa, rozu­mo­wa­nie i ocena moralna. Ryby nie mają kory mózgo­wej, gady i ptaki mają odro­binę, ssaki wię­cej, a naczelne, w tym czło­wiek, mają jej dużo.

Skąd wiemy, co robią poszcze­gólne czę­ści mózgu? Była już mowa o bodź­cach elek­trycz­nych sto­so­wa­nych w róż­nych czę­ściach tego narządu, ale taką metodę wyko­rzy­stuje się rzadko i zazwy­czaj u osób prze­cho­dzą­cych ope­ra­cję mózgu. Znacz­nie bar­dziej roz­po­wszech­nione jest bada­nie w cza­sie rze­czy­wi­stym aktyw­no­ści mózgu zdro­wych osób bez ura­zów głowy. Czę­sto wyko­rzy­stuje się do tego metodę funk­cjo­nal­nego rezo­nansu magne­tycz­nego (fMRI) – za jej pomocą, dzięki sil­nemu polu magne­tycz­nemu, można mie­rzyć prze­pływy krwi w mózgu i obser­wo­wać, które jego czę­ści uak­tyw­niają się, gdy badany myśli o róż­nych rze­czach. Jest to zatem oka­zja, żeby nie­mal dosłow­nie czy­tać komuś w myślach.

Stale też opra­co­wy­wane są nowe tech­niki badań. Jedna z nich nie obra­zuje mózgu, tylko na niego wpływa. Prze­zczasz­kowa sty­mu­la­cja magne­tyczna (TMS), bo o niej mowa, polega na wyko­rzy­sty­wa­niu pól magne­tycz­nych do pobu­dza­nia komó­rek mózgo­wych. Zasto­so­wana do odpo­wied­niej czę­ści mózgu może na przy­kład upo­śle­dzić mowę, a do innej – wywo­łać u pacjenta ruchy bez­wiedne. (Sam mia­łem oka­zję doświad­czyć jej dzia­ła­nia pod­czas zwie­dza­nia labo­ra­to­rium w Kioto – dziw­nie było patrzeć, jak moje palce poru­szały się same).

Bar­dzo dużo dowia­du­jemy się o mózgu rów­nież dzięki tak zwa­nym eks­pe­ry­men­tom natu­ral­nym, dostar­cza­ją­cym danych z badań osób, które doznały udaru lub uszko­dzeń w wyniku wypadku albo mają guz, podob­nie jak to było z nie­szczę­snymi Phi­ne­asem Gage’em i Gre­giem F. W następ­stwie takich tra­gicz­nych zda­rzeń odkry­wamy, które czę­ści mózgu odpo­wia­dają za które funk­cje, co pomaga zro­zu­mieć kon­kretne powią­za­nia umy­słu z mózgiem.

Przyj­rzyjmy się choćby przy­kła­dowi uszko­dze­nia mózgu, które powo­duje agno­zję, czyli zabu­rze­nia per­cep­cji. Osoby z agno­zją wzro­kową widzą dobrze, ale nie potra­fią roz­po­zna­wać obiek­tów. Zda­rza się, że po poka­za­niu im obrazka opi­sują jego poszcze­gólne czę­ści, nato­miast nie roz­po­znają cało­ści. Jed­nym z rodza­jów agno­zji jest pro­zo­pa­gno­zja pole­ga­jąca na nie­zdol­no­ści roz­po­zna­wa­nia twa­rzy. Wiele lat temu Oli­ver Sacks napi­sał kla­syczną już książkę Męż­czy­zna, który pomy­lił swoją żonę z kape­lu­szem34. Przed­sta­wia w niej ana­lizy przy­pad­ków osób mają­cych nie­ty­powe zabu­rze­nia neu­ro­lo­giczne, mię­dzy innymi męż­czy­zny z tak silną pro­zo­pa­gno­zją, że nie potra­fił odróż­nić twa­rzy swo­jej żony od jej kape­lu­sza. Przy łagod­niej­szych i bar­dziej roz­po­wszech­nio­nych for­mach tego zabu­rze­nia dotknięte nim osoby umieją roz­po­znać twa­rze jako twa­rze, ale do kogo należą, już nie. Wszystko to ilu­struje róż­nicę mię­dzy dozna­niem a per­cep­cją, czym zaj­miemy się w dal­szej czę­ści książki.

—————

Gdyby spoj­rzeć na mózg wyjęty z czaszki i poło­żony na stole, wyda nam się syme­tryczny. Ale taki nie jest. Prze­ja­wem jego asy­me­trii jest ręcz­ność. Część osób jest pra­wo­ręczna, część lewo­ręczna, a ponie­waż moto­ryką ste­ruje mózg, wska­zuje to, że on sam jest asyme­tryczny. Ma pół­kule lewą i prawą, które wcale nie są iden­tyczne.

Popu­larne arty­kuły czę­sto z dużą prze­sadą opi­sują róż­nice mię­dzy pół­ku­lami. Nie ma cze­goś takiego jak „osoby pra­wo­pół­ku­lowe” i „osoby lewo­pół­ku­lowe”. Więk­szość funk­cji mózgu jest wyko­ny­wana w obu pół­ku­lach.

Mimo wszystko róż­nice ist­nieją. Lewa pół­kula zazwy­czaj w więk­szym stop­niu jest zaan­ga­żo­wana w mowę oraz rozu­mo­wa­nie i logiczne myśle­nie, a prawa w inte­rak­cje spo­łeczne, wyobraź­nię i muzykę. Nie­które z róż­nic mię­dzy prawą a lewą stroną są wro­dzone, a inne powstają w wyniku doświad­czeń. Jed­nym z cie­ka­wych przy­kła­dów kształ­to­wa­nia naszych mózgów przez kul­turę jest nauka czy­ta­nia – sto­sun­kowo nie­dawny ludzki wyna­la­zek. U osoby uczą­cej się czy­tać docho­dzi do stop­nio­wej rekon­fi­gu­ra­cji mózgu, w któ­rym w lewej pół­kuli powstaje obszar uak­tyw­nia­jący się pod­czas patrze­nia na słowa (nazy­wany „skrzynką lite­rową”), a prze­twa­rza­nie widoku twa­rzy prze­suwa się bar­dziej w stronę pra­wej pół­kuli35.

Pół­kule mózgowe kon­tak­tują się ze świa­tem na zasa­dzie orga­ni­za­cji prze­ciw­stron­nej – wsku­tek nie do końca zro­zu­mia­łego kaprysu ewo­lu­cji prawa pół­kula widzi lewą stronę świata, a lewa pół­kula prawą. Podob­nie prawa pół­kula kon­tro­luje lewą stronę ciała, a lewa prawą.

Powiedzmy, że psy­cho­log szybko poka­załby ci obra­zek w lewym polu widze­nia – zbyt szybko, żebyś mógł odwró­cić wzrok i spoj­rzeć na niego wprost. Potem popro­siłby o nazwa­nie obiektu z obrazka. Infor­ma­cja doty­cząca obrazka tra­fi­łaby do pra­wej strony mózgu. Zazwy­czaj jed­nak to lewa pół­kula prze­twa­rza mowę, dla­tego nastą­piłby uła­mek sekundy zwłoki, zanim nazwał­byś obiekt, bo infor­ma­cja musia­łaby prze­pły­nąć na lewą stronę, gdzie zma­ga­zy­no­wane są nazwy. Gdyby obra­zek poka­zano ci w pra­wym polu widze­nia, zare­ago­wał­byś odro­binę szyb­ciej.

Infor­ma­cje prze­pły­wają z jed­nej pół­kuli do dru­giej głów­nie przez spo­idło wiel­kie, zwane też cia­łem modze­lo­wa­tym – sieć neu­ro­nów znaj­du­jącą się w poło­wie mózgu. Jeśli wyobra­zisz sobie, że dwie pół­kule są mia­stem prze­cię­tym na pół rzeką, jak Buda­peszt Duna­jem, spo­idło wiel­kie będzie peł­niło funk­cję tysięcy małych mostów łączą­cych obie strony.

A co by się stało, gdyby ciało modze­lo­wate prze­ciąć? Sto­so­wano taką metodę jako zabieg ostat­niej szansy w przy­pad­kach skraj­nie cięż­kiej padaczki. To, co dzieje się w mózgu pod­czas napadu padacz­ko­wego, można porów­nać do burzy elek­trycz­nej, a prze­cię­cie spo­idła wiel­kiego miało na celu ogra­ni­cze­nie jej do jed­nej pół­kuli. I taka ope­ra­cja rze­czy­wi­ście poma­gała. Ale jej następ­stwem było unie­moż­li­wie­nie swo­bod­nej komu­ni­ka­cji obu pół­kul, co nio­sło ze sobą poważne skutki.

W jed­nym z przy­pad­ków pacjentka z podzie­lo­nym mózgiem uświa­do­miła sobie, że zaczęła ubie­rać się prawą ręką, a roz­bie­rać lewą. Inny pacjent pod­czas robie­nia zaku­pów wkła­dał pro­dukty do koszyka jedną ręką, a wyj­mo­wał drugą. Jesz­cze inny nagle bez­wied­nie ude­rzał lewą ręką swoją żonę; lewa ręka kolej­nego pacjenta usi­ło­wała go udu­sić. Taki typ zacho­wa­nia zda­rza się na tyle czę­sto u osób z podzie­lo­nym mózgiem, że nadano mu nazwę – zespół obcej ręki36. Dwie czę­ści mózgu po roz­dzie­le­niu nie są już w sta­nie zgod­nie dzia­łać i można je trak­to­wać jako dwa pod­mioty zaj­mu­jące jedno ciało, a cza­sem o nie wal­czące.

Przy­padki osób z podzie­lo­nym mózgiem posłu­żyły nie­któ­rym naukow­com i filo­zo­fom za pod­stawę nie­po­ko­ją­cych wnio­sków. Twier­dzą oni, że u każ­dego z nas, włącz­nie z tymi z nie­na­ru­szo­nym spo­idłem wiel­kim, można trak­to­wać każdą pół­kulę mózgu jako oddzielną osobę. Jesteś posłu­gu­jący się mową ty – osoba, która prze­waż­nie rzą­dzi i która czyta te słowa. Ale jest też drugi ty – cichy wspól­nik, rów­nież świa­domy, sie­dzący obok uży­wa­ją­cego mowy ja. Kiedy podzie­lisz mózg, uwol­nisz mil­czące ja od domi­nu­ją­cego i oba te ja mogą wal­czyć o kon­trolę. To rady­kalne podej­ście budzi jed­nak kon­tro­wer­sje, a poza tym nie ma zgod­nego sta­no­wi­ska na temat tego, co naprawdę dzieje się w umy­śle (lub umy­słach) osoby z podzie­lo­nym mózgiem37.

—————

Nasza krótka wycieczka po mózgu dobie­gła końca. W następ­nych roz­dzia­łach będziemy zgłę­biać pro­cesy psy­chiczne, takie jak podej­mo­wa­nie decy­zji, zapa­mię­ty­wa­nie i prze­ży­cia emo­cjo­nalne. Wiemy, że wszyst­kie one są wyni­kiem aktyw­no­ści mózgu – zgod­nej współ­pracy neu­ro­nów. Jest to nie­sa­mo­wite odkry­cie.

Nie­stety nie­któ­rzy nad­mier­nie sku­piają się na mózgu i zanie­dbują umysł. Od czasu do czasu naty­kamy się na neu­ro­nau­kow­ców twier­dzą­cych, że to ich dzie­dzina jest praw­dziwą nauką. Ow­szem, można sobie dys­ku­to­wać o kon­cep­cjach, emo­cjach, pamięci krót­ko­trwa­łej i tym podob­nych, ale w grun­cie rze­czy poważne teo­rie doty­czą obsza­rów mózgu, neu­ro­nów i neu­ro­prze­kaź­ni­ków. To wła­śnie się liczy. W świe­tle moż­li­wo­ści neu­ro­nauki psy­cho­lo­gia staje się nie­istotna.

Takie ataki na psy­cho­lo­gię wyni­kają z nie­zro­zu­mie­nia, na czym polega wyja­śnie­nie naukowe. Zna­jo­mość bio­lo­gii mole­ku­lar­nej nie ozna­cza by­naj­mniej, że prze­sta­niemy się inte­re­so­wać ser­cem, ner­kami, oddy­cha­niem i tak dalej. Ana­to­mia i fizjo­lo­gia nie prze­stały być potrzebne. Samo­chody skła­dają się z ato­mów, jed­nak dla zro­zu­mie­nia ich dzia­ła­nia należy prze­ana­li­zo­wać funk­cje struk­tur wyż­szego rzędu, takich jak sil­nik, skrzy­nia bie­gów czy hamulce – i dla­tego fizycy ni­gdy nie zastą­pią mecha­ni­ków samo­cho­do­wych. Albo roz­ważmy ana­lo­gię bliż­szą psy­cho­lo­gii. Naj­ła­twiej zro­zu­miesz stra­te­gię wyko­rzy­sty­waną przez kom­pu­ter pod­czas gry w sza­chy, gdy prze­ana­li­zu­jesz sto­so­wane przez niego pro­gramy, a nie mate­riały, z któ­rych jest zro­biony. Ten sam pro­gram może być reali­zo­wany na kom­pu­terze typu main­frame z lat osiem­dzie­sią­tych XX wieku, na kom­pu­terze sta­cjo­nar­nym z lat dzie­więć­dzie­sią­tych, na lap­to­pie z lat dwu­ty­sięcz­nych i na współ­cze­snym smart­fo­nie. Z każ­dym poko­le­niem zmie­nia się kon­struk­cja sprzętu, ale pro­gram może pozo­stać nie­zmienny.

Jeśli hipo­te­tyczny neu­ro­nau­ko­wiec pod­cho­dzi scep­tycz­nie do tych argu­men­tów, można go spy­tać, jak by zare­ago­wał, gdyby fizyk powie­dział mu, że praw­dziwa nauka o umy­śle to w osta­tecz­nym roz­ra­chunku nauka o ato­mach i czą­stecz­kach, które z kolei skła­dają się z czą­stek ele­men­tar­nych, więc po co mar­nuje czas, opo­wia­da­jąc o neu­ro­nach, komór­kach gle­jo­wych, hipo­kam­pie i temu podob­nych. Neu­ro­nau­ko­wiec natych­miast zapro­te­sto­wałby, że pew­nych waż­nych odkryć nauko­wych, jak tego, że hipo­kamp uczest­ni­czy w prze­cho­wy­wa­niu wspo­mnień albo że w cho­ro­bie Par­kin­sona wystę­puje nie­do­bór dopa­miny, nie spo­sób przed­sta­wić w języku fizyki. I to byłaby dobra odpo­wiedź. Psy­cho­log mógłby powie­dzieć neu­ro­nau­kow­cowi mniej wię­cej to samo.

W rze­czy­wi­sto­ści można się zaj­mo­wać psy­cho­lo­gią, nie poznaw­szy taj­ni­ków mózgu, mimo że umysł jest mózgiem. Nie­któ­rych z naj­bar­dziej zdu­mie­wa­ją­cych odkryć w naszej dzie­dzi­nie doko­nali naukowcy, któ­rzy nie potra­fią odróż­nić neu­ronu od nicie­nia. A skoro o tym mowa, można być psy­cho­lo­giem, nawet jeśli się nie zgłę­biało ewo­lu­cji, cho­ciaż mózg jest owo­cem ewo­lu­cji. I można nim być, nawet jeśli się nie stu­dio­wało roz­woju dziecka, mimo że wszy­scy kie­dyś byli­śmy dziećmi. Wiele dróg zro­zu­mie­nie ma, jak ująłby to Yoda.

Myślę, że entu­zja­styczne podej­ście do mózgu jest czę­ściowo odbi­ciem zdro­wo­roz­sąd­ko­wego duali­zmu, o któ­rym była mowa wcze­śniej. Oso­bom roz­wo­dzą­cym się nad skut­kami jakie­goś rodzaju psy­cho­te­ra­pii lub inter­wen­cji peda­go­gicz­nej zda­rza się stwier­dzić: „To zmie­nia mózg!”. Rzecz w tym, że wszystko zmie­nia mózg. Prze­czy­ta­nie tego zda­nia wła­śnie zmie­niło twój mózg, bo o nim myślisz, a myśle­nie odbywa się w mózgu. Co wię­cej, prze­czy­ta­nie tego zda­nia powo­duje zmiany dłu­go­ter­mi­nowe, jako że część z niego zapa­mię­tasz do jutra (gwa­ran­tuję), a to ozna­cza, że struk­tura two­jego mózgu zosta­nie zmo­dy­fi­ko­wana w wyniku tego doświad­cze­nia. Gdyby ist­niała aktyw­ność umy­słowa, która nie zmie­nia­łaby mózgu, byłby to dowód na dualizm kar­te­zjań­ski i jedno z naj­bar­dziej zdu­mie­wa­ją­cych odkryć naszych cza­sów. To jed­nak ni­gdy się nie zda­rzy, Kar­te­zjusz bowiem się mylił.

Na tej samej zasa­dzie można by stwier­dzić, że choć szcze­góły rela­cji mię­dzy umy­słem a mózgiem są inte­re­su­jące, zaan­ga­żo­wa­nie mózgu w życie psy­chiczne należy postrze­gać jako oczy­wi­ste – a nie zawsze tak jest. Wiele lat temu „New York Times” w dziale poświę­co­nym nauce opu­bli­ko­wał arty­kuł zaty­tu­ło­wany In Pain and Joy of Envy, the Brain May Play a Role [Mózg może odgry­wać rolę w cier­pie­niu i rado­ści towa­rzy­szą­cym zawi­ści]. Może? – pomy­śla­łem. A niby gdzie indziej mia­łyby się mie­ścić cier­pie­nie i radość, w dużym palcu u nogi?

—————

Nie­któ­rzy uwa­żają, że neu­ro­nauka nie­wiele nam mówi o psy­cho­lo­gii, i pod­cho­dzą z obo­jęt­no­ścią zwłasz­cza do loka­li­za­cji funk­cji w mózgu. Filo­zof Jerry Fodor napi­sał: „Jeśli w kosmo­sie w ogóle tra­fia się umysł, to znaj­duje się gdzieś na pół­noc od szyi. Jaki dokład­nie poży­tek pły­nie z wie­dzy, jak daleko na pół­noc?”38. Mat­thew Cobb, prze­ni­kliwy obser­wa­tor rze­czy­wi­sto­ści, dorzuca swoje trzy gro­sze w podob­nym tonie: „Mapa – nawet naj­lep­sza dzięki danym z fMRI – nie poka­zuje, jak coś działa. Gdzie nie ozna­cza jak. Kiedy następ­nym razem prze­czy­tasz, że kon­kretną zdol­ność, emo­cję czy poję­cie przy­po­rząd­ko­wano kon­kret­nemu obsza­rowi ludz­kiego mózgu przy wyko­rzy­sta­niu fMRI, zadaj sobie pyta­nie: I co z tego?”39.

Ja nie pod­cho­dzę do tej kwe­stii aż tak scep­tycz­nie. Wpraw­dzie uwa­żam, że czę­sto prze­ce­nia się przy­dat­ność neu­ro­nauki, ale nie­które jej odkry­cia rze­czy­wi­ście mają duże zna­cze­nie dla teo­rii psy­cho­lo­gicz­nych.

Przy­kła­dem mogą być bada­nia Naomi Eisen­ber­ger i jej współ­pra­cow­ni­ków. W jed­nym z nich pro­wa­dzono obra­zo­wa­nie mózgu uczest­ni­ków, któ­rzy grali w wir­tu­alną grę pole­ga­jącą na rzu­ca­niu do sie­bie nawza­jem piłki. Każdy z bada­nych sądził, że gra z dwiema oso­bami40. W rze­czy­wi­sto­ści był to pro­gram kom­pu­te­rowy zapro­jek­to­wany tak, by dwoje wir­tu­al­nych gra­czy rzu­cało piłkę do sie­bie nawza­jem, co w rezul­ta­cie wywo­ły­wało u uczest­nika poczu­cie wyklu­cze­nia.

To boli. Odrzu­ce­nie skut­kuje cier­pie­niem, a to bada­nie prze­pro­wa­dzono w celu spraw­dze­nia teo­rii, że ból odtrą­ce­nia wyka­zuje głę­bo­kie podo­bień­stwa z bólem fizycz­nym. A co poka­zało obra­zo­wa­nie mózgu? U bada­nych wyklu­czo­nych spo­łecz­nie w porów­na­niu z tymi, któ­rzy nie zostali odrzu­ceni, zwięk­szyła się akty­wa­cja w takich obsza­rach mózgu, jak część grzbie­towa przed­niego zakrętu obrę­czy i przed­nia część wyspy, czyli tych samych, które uak­tyw­niają się pod­czas odczu­wa­nia fizycz­nego bólu. Ma to zaska­ku­jące (choć kon­tro­wer­syjne) impli­ka­cje: uśmie­rze­nie jed­nego rodzaju bólu powinno zła­go­dzić rów­nież ból dru­giego rodzaju. I rze­czy­wi­ście są pewne dowody na to, że leki takie jak np. Tyle­nol (para­ce­ta­mol), prze­zna­czone do zwal­cza­nia dole­gli­wo­ści fizycz­nych, mogą rów­nież łago­dzić cier­pie­nie spo­wo­do­wane samot­no­ścią41.

Psy­cho­lo­gii nie można redu­ko­wać do neu­ro­nauki, ale neu­ro­nauka może dostar­czać nam cie­ka­wych infor­ma­cji o pracy mózgu.

—————

Pozna­li­śmy uza­sad­nie­nie mate­ria­li­zmu, czyli teo­rii gło­szą­cej, że źró­dłem życia psy­chicz­nego jest mózg. Sporo wiemy o związ­kach kon­kret­nych aktyw­no­ści mózgu z doświad­cze­niem i potra­fimy to obser­wo­wać za pomocą takich narzę­dzi jak np. fMRI. Uważny neu­ro­nau­ko­wiec – niczym Święty Miko­łaj z pio­senki śpie­wa­nej przez Binga Crosby’ego – potrafi stwier­dzić, kiedy śpisz, a kiedy czu­wasz; a być może wkrótce będzie w sta­nie powie­dzieć, czy jesteś grzeczny, a przy­naj­mniej czy masz grzeczne czy nie­grzeczne myśli.

Pozo­staje jed­nak kwe­stia, którą filo­zof David Chal­mers nazwał trud­nym pro­ble­mem świa­do­mo­ści42. Jak to się dzieje, że uak­tyw­nia­nie się róż­nych obsza­rów mózgu odpo­wiada świa­do­mym doświad­cze­niom? Wiemy, że tak jest. Wiemy, że dzia­ła­nia fizycz­nego obiektu – mięsa – są źró­dłem odczuć towa­rzy­szą­cych przy­trza­śnię­ciu ręki drzwiami samo­chodu, zje­dze­niu jajecz­nicy z ostrym sosem czy poca­ło­wa­niu kogoś po raz pierw­szy. Ale w jaki spo­sób do tego docho­dzi? Wydaje się, że to magia.

Przyj­rzyjmy się temu pro­ble­mowi z innej strony, wra­ca­jąc w tym celu do kom­pu­te­rów. Mój lap­top potrafi robić inte­li­gentne rze­czy, na przy­kład grać w sza­chy. Prze­czy to poglą­dom Kar­te­zju­sza, który twier­dził, że rze­czy mate­rialne są nie­zdolne do zło­żo­nych dzia­łań. Z tego, co wiemy, mój lap­top nie odczuwa jed­nak smutku samot­no­ści, roz­go­rącz­ko­wa­nia towa­rzy­szą­cego gnie­wowi ani innych emo­cji. Czy wygrywa, czy prze­grywa – nie czuje nic. Gdy­bym zrzu­cił go ze scho­dów, nikt oprócz mnie by nie cier­piał, a jeśli posta­no­wię go roz­ło­żyć i wyko­rzy­stać czę­ści, z całą pew­no­ścią nie będzie to mor­der­stwo. Czego tu zatem bra­kuje? Czym nale­ża­łoby uzu­peł­nić maszynę, żeby posia­dła zdol­ność odczu­wa­nia? A jeśli to nie­moż­liwe? Jeśli świa­doma może być tylko istota z krwi i kości?

By poznać odpo­wie­dzi na te pyta­nia, możemy podą­żać wie­loma dro­gami i nie­które z nich wybie­rzemy w następ­nym roz­dziale. Myślę jed­nak, że uczciwa odpo­wiedź, przy­naj­mniej obec­nie, brzmi: nikt tego jesz­cze nie wie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Jeśli nie ozna­czono ina­czej, odnie­sie­nia do źró­deł cyta­tów znaj­dują się w przy­pi­sach. [wróć]

https://publio.pl/prze­miana-franz-kafka,p110029.html [dostęp 21.04.2025]. [wróć]

Ody­seja, przeł. L. Sie­mień­ski, Wolne Lek­tury, https://wol­ne­lek­tury.pl/kata­log/lek­tura/homer-ody­seja.html [dostęp 16.05.2025]. [wróć]

Ary­sto­te­les, O czę­ściach zwie­rząt, przeł. P. Siwek, Pań­stwowe Wydaw­nic­two Naukowe, War­szawa 1979. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

John D. Bar­row, The Ori­gin of the Uni­verse: Science Masters Series, Basic Books, New York 1997 [wyda­nie pol­skie: Począ­tek wszech­świata, przeł. S. Baj­tlik, Świat Książki, War­szawa 1999]. [wróć]

Z bez­płat­nego kursu można sko­rzy­stać pod adre­sem https://www.cour­sera.org/learn/intro­duc­tion-psy­cho­logy. [wróć]

John Updike, Rab­bit at Rest, Alfred A. Knopf, New York 1990, s. 206. [wróć]

Mal­colm Mac­mil­lan, Phi­neas Gage—Unra­vel­ling the Myth, „Psy­cho­lo­gist” 21, 2008, s. 828–831. [wróć]

Oli­ver Sacks, The Last Hip­pie, „New York Review of Books”, 26 marca 1992, s. 53–62. [wróć]

Fran­cis Crick, The Asto­ni­shing Hypo­the­sis: The Scien­ti­fic Search for the Soul, Scrib­ner, New York 1994, s. 3 [wyda­nie pol­skie: Zdu­mie­wa­jąca hipo­teza, czyli nauka w poszu­ki­wa­niu duszy, przeł. B. Cha­ciń­ska-Abra­ha­mo­wicz, M. Abra­ha­mo­wicz, Pró­szyń­ski i S-ka, War­szawa 1997, s. 17]. [wróć]

Mat­thew Cobb, The Idea of the Brain: The Past and Future of Neu­ro­science, Pro­file Books, Lon­don 2020, s. 104. [wróć]

Paul Bloom, Descar­tes’ Baby: How the Science of Child Deve­lop­ment Expla­ins What Makes Us Human, Ran­dom House, New York 2005. [wróć]

Owen J. Fla­na­gan, The Science of the Mind, MIT Press, Cam­bridge 1991, s. 1. [wróć]

Cytat użyty przez Fla­na­gana w The Science of the Mind, s. 2. [wróć]

René Descar­tes, Descar­tes: Phi­lo­so­phi­cal Essays and Cor­re­spon­dence, Roger Ariew (red.), Hac­kett Publi­shing Com­pany, India­na­po­lis 2000, s. 61 [wyda­nie pol­skie: Roz­prawa o meto­dzie, przeł. T. Boy-Żeleń­ski, https://wol­ne­lek­tury.pl/media/book/pdf/roz­prawa-o-meto­dzie.pdf (dostęp 20.04.2025)]. [wróć]

Paul Bloom, op. cit. Kry­tykę teo­rii „intu­icyj­nego duali­zmu” można zna­leźć w: Michael Bar­lev, Andrew Shtul­man, Minds, Bodies, Spi­rits, and Gods: Does Wide­spread Belief in Disem­bo­died Beings Imply That We Are Inhe­rent Duali­sts?, „Psy­cho­lo­gi­cal Review” 128, nr 6, 2021, s. 1007–1021. [wróć]

Ste­ven Pin­ker, How the Mind Works, W.W. Nor­ton, New York 1997, s. 64 [wyda­nie pol­skie: Jak działa umysł, przeł. M. Kora­szew­ska, Zysk i S-ka, Poznań 2022]. [wróć]

Cobb, op. cit., s. 42. [wróć]

Ibid., s. 43 [cyto­wany frag­ment dzieła Leib­niza w: Mona­do­lo­gia, przeł. S. Cicho­wicz, PWN, War­szawa 1969, §. 17]. [wróć]

Pin­ker, op. cit., s. 64. [wróć]

Tomoy­asu Hori­kawa i in., Neu­ral Deco­ding of Visual Ima­gery During Sleep, „Science” 340, nr 6132, 2013, s. 639–642. [wróć]

Omó­wie­nie patrz: Howard Robin­son, Dualism, Stan­ford Encyc­lo­pe­dia of Phi­lo­so­phy Archive (jesień 2020), Edward N. Zalta (red.), https://plato.stan­ford.edu/archi­ves/fall2020/entries/dualism/. [wróć]

Cobb, op. cit., s. 20 [wróć]

Franco Ber­tossa i in., Point Zero: A Phe­no­me­no­lo­gi­cal Inqu­iry into the Sub­jec­tive Phy­si­cal Loca­tion of Con­scio­usness, „Per­cep­tual and Motor Skills” 107, 2008, s. 323–335. [wróć]

Chri­stina Star­mans, Paul Bloom, Win­dows to the Soul: Chil­dren and Adults See the Eyes as the Loca­tion of the Self, „Cogni­tion” 123, nr 2, 2012, s. 313–318. [wróć]

Cobb, op. cit., s. 32 [frag­ment Kupca wenec­kiego w tłu­ma­cze­niu L. Ulri­cha, https://wol­ne­lek­tury.pl/kata­log/lek­tura/Sha­ke­spe­are-kupiec-wenecki/ (dostęp 8.11.2025)]. [wróć]

Terry Bis­son, They’re Made Out of Meat, „VOICES–NEW YORK” 39, nr 1, 03, s. 66–68 [wyda­nie pol­skie: One są z mięsa, przeł. J. Kowal, „Cre­atio Fan­ta­stica” 2018, t. 2, nr 59, s. 199]. [wróć]

Przy­stępne omó­wie­nie pod­staw ana­to­mii i fizjo­lo­gii mózgu patrz: Diane Beck, Eve­lina Tapia, The Brain, w: Noba Text­book Series: Psy­cho­logy, Robert Biswas-Die­ner, Ed Die­ner (red.), DEF Publi­shers, Cham­pa­ign 2022, http://noba.to/jx7268sd; Sha­ron Fur­tak, Neu­rons, w: Noba Text­book Series: Psy­cho­logy, http://noba.to/s678why4; Uta Frith, Chris Frith, Alex Frith, Two Heads: A Gra­phic Explo­ra­tion of How Our Bra­ins Work with Other Bra­ins, Scrib­ner, New York 2022. [wróć]

Cobb, op. cit. [wróć]

Fre­de­rico A.C. Aze­vedo i in., Equal Num­bers of Neu­ro­nal and Non­neu­ro­nal Cells Make the Human Brain an Iso­me­tri­cally Sca­led‐Up Pri­mate Brain, „Jour­nal of Com­pa­ra­tive Neu­ro­logy” 513, nr 5, 2009, s. 532–541. [wróć]

Wil­liam James, The Prin­ci­ples of Psy­cho­logy, Henry Holt, New York 1908, s. 6–7. [wróć]

Frag­ment zacy­to­wany przez Cobba: The Idea of the Brain, s. 110–111 [pol­skie tłu­ma­cze­nie frag­mentu pocho­dzi z: K. Dar­win, O pocho­dze­niu czło­wieka, przeł. M. Ilecki, Bibl­jo­teka Dzieł Nauko­wych, War­szawa 1936, s. 62]. [wróć]

Andrew Hod­ges, Alan Turing, Stan­ford Encyc­lo­pe­dia of Phi­lo­so­phy (zima 2019), Edward N. Zalta (red.), https://plato.stan­ford.edu/archi­ves/win2019/entries/turing/. [wróć]

Eli­za­beth F. Loftus, Leading Questions and the Eyewit­ness Report, „Cogni­tive Psy­cho­logy” 7, nr 4, 1975, s. 560–572. [wróć]

Ste­phen R. Ander­son, David W. Light­foot, The Human Lan­gu­age Faculty as an Organ, „Annual Review of Phy­sio­logy” 62, nr 1, 2000, s. 697–722. [wróć]

Cobb, op. cit., s. 80. [wróć]

Cobb, op. cit., s. 40. [wróć]

Oli­ver Sacks, The Man Who Mistook His Wife for a Hat and Other Cli­ni­cal Tales, Vin­tage Canada, Toronto 2021 [wyda­nie pol­skie: Męż­czy­zna, który pomy­lił swoją żonę z kape­lu­szem, przeł. B. Jarząb­ska-Zie­wiec, Zysk i S-ka, Poznań 2024]. [wróć]

Sta­ni­slas Deha­ene i in., How Lear­ning to Read Chan­ges the Cor­ti­cal Networks for Vision and Lan­gu­age, „Science” 330, nr 6009, 2010, s. 1359–1364. [wróć]

Iftah Biran, Anjan Chat­ter­jee, Alien Hand Syn­drome, „Archi­ves of Neu­ro­logy” 61, nr 2, 2004, s. 292–294. [wróć]

Edward H.F. de Haan i in., Split-Brain: What We Know Now and Why This Is Impor­tant for Under­stan­ding Con­scio­usness, „Neu­rop­sy­cho­logy Review” 30, nr 2, 2020, s. 224–233. [wróć]

Jerry Fodor, Diary: Why the Brain?, „Lon­don Review of Books” 21, nr 19, 1999, s. 68–69. [wróć]

Cobb, op. cit., s. 236. [wróć]

Naomi I. Eisen­ber­ger, Mat­thew D. Lie­ber­man, Kipling D. Wil­liams, Does Rejec­tion Hurt? An fMRI Study of Social Exc­lu­sion, „Science” 302, nr 5643, 2003, s. 290–292. [wróć]

C. Nathan DeWall i in., Ace­ta­mi­no­phen Redu­ces Social Pain: Beha­vio­ral and Neu­ral Evi­dence, „Psy­cho­lo­gi­cal Science” 21, nr 7, 2010, s. 931–937. [wróć]

David Chal­mers, The Hard Pro­blem of Con­scio­usness, w: The Blac­kwell Com­pa­nion to Con­scio­usness, Max Vel­mans, Susan Schne­ider, Jef­frey Gray (red.), Blac­kwell Publi­shers, Oxford 2007, s. 225–235. [wróć]

Tytuł ory­gi­nału: Psych: The Story of the Human Mind

Copy­ri­ght © 2023 by Paul Bloom

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e‑book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2025

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach