Przez nica i cacy. Wiersze wybrane 2000–2025 - Kacper Bartczak - ebook

Przez nica i cacy. Wiersze wybrane 2000–2025 ebook

Bartczak Kacper

0,0

Opis

Wiersze z lat 2000–2025 laureata Wrocławskiej Nagrody Literackiej Silesius za całokształt twórczości. Autorski wybór koncentruje się na pracy języka, który „gubi siebie”, uruchamiając nieprzewidziane przebiegi sensu. Wiersze sprawdzają kontury pojęć, naginają je i wprawiają w drżenie, włączając w ten proces materię świata: ciało, energię, środowisko. Znaczenia wyłaniają się w napięciach i przesunięciach, w uskoku między słowem a rzeczą. Pojawia się doświadczenie „pulsującej teraźniejszości” – intensywności bycia w języku, który przekracza własne użycia. Jak pisze Jakub Skurtys, tekst Bartczaka podlega rafinacji: przetwarza i oczyszcza dyskursy, aż osiągną stan maksymalnej wyrazistości. Wiersz działa tu jak układ: zapis, który jednocześnie bada i przetwarza własne warunki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 134

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



POEZJE 306

KACPER BARTCZAK: Przez nica i cacy. Wiersze wybrane 2000–2025

PROJEKT OKŁADKI • Artur Burszta i Julia Koźmin

SKŁAD I PROJEKT TYPOGRAFICZNY • Artur Burszta

REDAKCJA I KOREKTA • Joanna Mueller

Copyright © by Kacper Bartczak, 2026 Copyright © by Julia Koźmin, 2026 Copyright © by Anna Kałuża, 2026 Copyright © by Karol Poręba, 2026 Copyright © by Jakub Skurtys, 2026 Copyright © by Biuro Literackie, 2026

BIURO LITERACKIE

[email protected]

www.biuroliterackie.pl

ISBN 978-83-68759-84-6

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Strefa błędów urojonych(2000, wyd. biblioteka)

.

Człowiek znikąd

Zawsze trzeba komponować I co z tego

zostanie po kilku wódkach Te Zespoły Szkół

Hotelarskich małe gastronomie i inne

komunikaty Ludzie schowani za twarzami

zapominają o nich i twarze zostają same

Argument brzóz przy autostradzie był anachroniczny

Ich umykający bezruch nie przekonywał

Interesowały go samochody Ruch świateł

spajał zapomniane rozmowy w klarowne twierdzenia

których dowody rodzą się za późno

Rzeczywiście rytm oczyszcza z grzechu

Jest tylko ciężar ciała który rozpuszczasz

w błękicie gdy wychodzisz w górę

z obu nart Śnieg się wyjaśnia

ale cały zjazd jest doskonale bezcelowy

.

Łowca zbiegłych okoliczności

Świat biegnie w zupełnie innym kierunku a mnie

obchodzą wariatka na skrzyżowaniu mężczyzna

z pustą butelką i dzierlatka w mini na szczycie

ruchomych schodów Ciągi pojazdów i liczb wyminą się

sprawnie w jednej sekundzie i ujrzysz całą prawdę

o prehistorii chwili która wykwita za plecami

niczym zastygła eksplozja naszych najśmielszych oczekiwań

Takie przypadki się zdarzają a nawet jeśli nic

nie dzieje się przypadkiem nie należy wpadać w panikę

Istnieje inny punkt widzenia Zgiełk tych dni

uleci jak fascynujący majak o geniuszu

hipotetycznych kultur Zostanie białe tło

pocałunek kobiety o tysiącu twarzy

której ciała nie da się dotknąć Badania trwają

ale z tych obserwacji nic nie wynika Dlatego

wynika z nich więcej Nareszcie możesz z czystym sumieniem

rozliczyć się z uniesień na widok obłoków

w nowoczesnych elewacjach wieżowców

.

Ten kraj jest zielony

Ten kraj jest zielony a ja między innymi

pasażerami wciśnięty w róg przedziału

dla palących systematycznie przesiąkam

tęsknotami które rosną wtopione w propozycje

krajobrazu i wtedy zjawiają się nowe

interpretacje zdarzeń Co z nich zostanie

po zderzeniu z płynnymi formami racjonalności

gdy zaczniemy tłumaczyć sens sinego koloru dali

na któryś ze znanych języków Ten kraj

jest zielony lekko pofałdowany

i są w nim pola i pomniki a także serca

w urnach i sarkofagach ale nikt inny

tu nie mieszka tylko ty w porannym blasku

gdy przewracasz kartki i od nowa recytujesz

sprzeczne wyznanie wiary Kochamy

te strony i chcemy tu zostać ale prędzej

czy później zwracamy się ku poszukiwaniom

rytmu kroków który wyłożyłby paradoks

słonecznego popołudnia w samym sercu

deszczowego lata gdy pociąg kończy bieg

.

Genialny spadkobierca

Ktoś chciał odkleić swoje pragnienia

od oczekiwań Nie znałem go

ale gdyby mu się udało

to byłbym ja a pragnienia

byłyby impetem pociągu

z naprzeciwka który tasuje myśli

i obrazy i już nie możesz

za nimi nadążyć W cytrynowej

zawierusze jesieni kasuję

śmieszne nostalgie i moje dziewczyny

mieszkają wśród nagich pejzaży

Możesz się śmiać

bo masz usta jak ciepłe łąki

na sennych przedmieściach

w których odnajduję się przypadkiem

kompletnie zdezorientowany

Domy mediowe(2003, wyd. biblioteka)

.

Dom którego nikt nie zbudował

Jest tak

jakby moje okno

wychodziło na niewidoczny hotel

Bohdan Zadura, „Brzózka na murze”

Osty i rumianki są niezwykłe Rosną razem

w zrudziałym kamieniu nasypu Niepokoją

patrzących z okien wagonu

którzy nie znają rozmiarów opóźnień

i uparcie przewożą bagaże twarzy

z miasta A do miasta Z Gdy wysiadają

ich myśli zostają w biegu

i piszą się na twoich oczach Cały świat

jest ich pięknym śladem: brzózki

na murach kamienic jak wieże widokowe

nad dalekim lasem i turyści którzy oglądają

pocztówki z miejsc w których są

.

Od zera do setki w zero sekund

Człowiek jest tajemnicą Od trzydziestu paru lat

konkuruję na rynku pracy i biorę udział

w banku życiorysów Chciałoby się

coś z tego mieć Jakiś życiorys

przysłany priorytetem odsyła mnie

do deski kreślarskiej

mojego ojca mam jedną pracę i nie daję rady

Gdy będę miał dwie prace

wypracuję serie uników

które mnie odsłonią i odkryją we mnie ojca

własnego ojca Zatrudnię swój hologram

i wykonam kilka strategicznych telefonów

z tych maleńkich telefonów Będę mobilny

Korpuskuły będą mnie żywiły i fale

Czy tego chcesz? Tego się po mnie

spodziewa struktura mocy? Nocą

słychać ryk motorów Kawasaki i malutki Suzuki

z niewidzialną czarną skrzyneczką

która kryje szybkość Jasne

że nie ma światła bez szybkości światła

ale trzeba mknąć w wielkiej tajemnicy

Przecież zawsze ci o tym mówiłem

.

Horyzont nadarzeń

Ludzie marzną w marszu Marzą o locie i lądują

na własnych myślach Grzeją się jak na dłoni

która karmi Po drodze notuję asystę

ich spojrzeń Czy jak oni chcesz znać

wiadomość ostatniej chwili Przeczuć

jaki uzyskałeś czas Z oczu do oczu

płynie wiadoma łza Czas

biegnie bez wątpienia

a ja wpisuję się w przestrzeń pomiędzy

jak w hipotetyczny zimny ogień W bramie

zawisa kilka płatków śniegu

hojnie ofiarowanych przez nieruchome powietrze

a mróz układa się z kamieniem

w naszej sprawie Pociąg który biegnie z wielu nocy

przywozi dziwną otuchę Mogę zawrzeć

pakt z waszą widzialnością

i niespodziewana okazja ptaków i nieba

nadarzy się jak zdanie Jesteśmy tu

bo wyszliśmy z domu i nigdzie

nie musimy dojść

Życie świetnych ludzi(2009, Kwadratura)

.

Arboretum o wszystkich porach

Nazajutrz jesteśmy naczyniami

wlewamy się w siebie

jak czarki z bladym wlewem

Na twojej i mojej twarzy

rozpuszcza się czyjaś ręka

i znika Ktoś chyba popełnił błąd

Ojciec nie jest tarczą dla dziecka

Ojca nie ma Jest mój przyjaciel

ostrzyciel noży Nad ranem widzimy się

w kuchni Myślimy miazga mówimy

o słojach Mówimy o miodzie Pali gardło

tylko ten o którym nie ma mowy

.

Wolni od szczęścia

Usłyszał że wszystko co widać

jest jak wiadomość która napływa

o fiasku negocjacji toczonych

za zamkniętymi oknami Syn powraca

do czerwieni snu

i arteria rodzinnego miasta

widziana z niespodziewanej góry

zastawia się budynkami

jak przezroczyste gabloty

pełne naczyń których nie poznajesz

choć ich potrzebujesz Pytaj dalej

czy budynki stoją w realności

w której są zastane A jeśli tak

to czemu niebo zawsze się odrywa

a światło w ścianach płynie jasną żyłą

i przywodzi na myśl treść A jeśli nie

to gwiazdozbiór powinien opaść

i wytoczyć regularny chaos

żeby nic się nie zdawało Oto nocą

klatki płoną w czerwonych pionach

Niewidzialni ludzie śnią nas

jak jakąś oś

.

Krótki sen o nicości

Pszczoła przeszła w stan mojego umysłu

z całą siłą jaką mogła z siebie dać

w tym życiu Dziecko powiedziało

nie ma śmierci w czystej postaci

Później jechałem obok

byłego kiosku który był już barem

szybkiej obsługi na przystanku

z którego nic nie jeździło Z form

widziałem foremki blachy faliste

pojemniki na substancje

spożywcze

Ludzie wracali

w zwykłych ubraniach do miejsc

które zamieszkiwali choć wydawało się

to niemożliwe Odór chloru

przeniósł nas do baśniowej krainy dzieciństwa

Nie wiem czy wiesz ale

wszyscy o tobie myślimy Dziecko powiedziało

z życiem jest podobnie

.

Życie świetnych ludzi

Czy jest chwila wyjęta

z życia dzieci które z teczkami

każdego dnia jadą do biur? Nie

chwila niewyjęta nie szczędzi

im łączenia się z innymi chwilami

w czekanie W efekcie ulice

pełne są nas którzy widzimy

się w szybach i może gdzieś pójdziemy

pustą ulicą bez dokumentów Tak też się dzieje

ale czynimy to zbyt pochopnie psując

całą zabawę We śnie dzieci patrzą

w moją śnioną twarz Ich godziny

urzędowania mówią za nie i zaczynamy

się rozumieć Ciężko mieści się dni

ale dziecko jest łagodne Widzi świat

który jest wszędzie lecz nie da się oddać

jego przylegań Mam wszystko

do stracenia W wierszu

jak w życiu chodzi o książkę

która sama będzie się czytać Jej słowa

płyną prosto ze słów Dają i biorą tyle

o ile uda ci się w tym zabłysnąć

.

Bajka straganiarska

Wtorek i środa mają blokadę

i nigdy nie wyjadą

za przedmieścia składane

z dat ważności i powietrza

Hurtownie palety

nie prowadzą biletów

embargo embargo bardzo embargo

Czwartek negocjuje wyjścia

z kryzysu Niektórzy

degustują niebyłe pokoje

w bazie hotelowej miasta

Noc z czwartku przechodzi

do soboty Piątek się wchłonął

na poziomie ustroju Opis wykazał

antydaty Co tylko ma sens

kryje go w sobie

Co ma apetyt na sens

trawi w sobotę Nie tyka prasy

a tam hurtownie palety

nie prowadzą biletów

embargo jak najbardziej embargo

żeby w niedzielę bić się

z cieniem chudnąć chłonąć

poniedziałkową pocztę Antidotum

.

Koniec tęsknoty

Gdyby przechwycić ten dzień

w tym co ma na sobie Brać go jak stoi

Wejść mu na nieruchomość Zamrozić

aktywa Odmówić prawa

do jednego telefonu

i przełożyć w stanie czystym

do gabloty której tematem jest

nicość Czy byłbyś szczęśliwy?

Oto spieszy ku nam

kustosz natura z naręczem

twierdzeń o sieci połączeń

których nie da się z nas usunąć

ani wojną ani miłością Dlatego łączymy

się w ciągi liczb i uniesień W planach

jest parking piętrowy urząd gier

zaświaty Koncepcja

jest taka Zwiedzamy sami

i sami to sobie ustalamy

.

Poza zasadą bezsilności

Coś się zdarzy i zaraz się znajdzie

wśród innych zdarzeń Wiem

że najcięższe sny są tylko złudzeniem

Wiem to z doświadczenia Widzę własne

doświadczenie już po jego zakończeniu

Oczywiście nadal jest żywe statystyczne

i boskie

Później wiersz

nie zadaje mi żadnych pytań

o żonę dzieci pracę i zdjęcia

Po prostu daję mu pić

ze studni Woda wasza

jest klarowna z nutą żelaza

mówi i pije łapczywie

jak jakiś uchodźca

schizmatyk

Przenicacy(2013, Wojewódzka Biblioteka Publicznai Centrum Animacji Kultury w Poznaniu)

.

Wiersz wolny przybliżony z elementami

O tyle o ile są jeszcze strzechy czy coś na podobieństwo

O tyle o ile utylizujesz odpady

O tyle o ile ropopochodna jest twoja karta (o ile ropo ropopopo)

O tyle o ile masz napęd na cztery

O tyle o ile jesteś już cały antybio (czytaj bajo

Czytaj ulotkę konsultuj się z i lub

Czytaj mapę pogody z panią i panem w kostiumach

Czytaj sympatyczne klauzule drukiem na dole umowy

Czytaj nastrój w pigułce

W pigułce dom masz swój i schowanie)

O tyle o ile znaszli ten kraj

O tyle o ile pod twoją obronę uciekną się dranie

O tyle o ile ojciec nasz

O tyle o ile matka Polka

O tyle o ile oficjalny dzień życia

O tyle o ile ludzie siedzą przed odbiornikiem krajową komisją do spraw

O tyle o ile komisja im wciska

O tyle o ile dziecko kocham

O tyle o ile dziecko w lot czyta pigułkę i nastrój (a nastrój się we mnie odkłada z pokoleń)

O tyle ten wiersz cię przenika nie trawi sam go przenikasz

O tyle pozwala ci przejść się zobaczyć sam sobie pozwalasz

O tyle o ile są jeszcze strzechy czy coś na podobieństwo

O tyle o ile ludzie siedzą przed odbiornikiem

O tyle niech tam nie trafia

.

Kaspar Hauser mówi w godzinie lunchu

Byłem dzieckiem na Times Square w blasku Nasdaq Verizon Bank of America