Przewodnik po Polsce z filozofią w tle. Tom I Wielkopolska i Kujawy - Grzegorz Senderecki - ebook
Opis

Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy filozofia ma rację bytu, ta książka jest dla Ciebie. Weź ją do swojego plecaka w podróż, ale nie spodziewaj się zwykłego przewodnika turystycznego po najlepszych hotelach Wielkopolski i Kujaw. Weź tę książkę ze sobą i zacznij wędrówkę przez Poznań, Gniezno, Toruń, Ciechocinek, Kalisz i inne miejscowości – rozpoczynając od zabytków, a kierując się w głąb siebie. Znajdziesz tu historyczne zagadki i filozoficzne paradoksy. Tylko od Ciebie zależy, co będzie rzeczywiste, a co niekoniecznie…

Jeśli wszechświatów jest nieskończenie wiele, tak iż jeden od drugiego różni się dla przykładu tylko tym, że w pierwszym podrapałem się przed chwilą w czoło prawą ręką, a w drugim lewą ręką, powstaje pytanie, czy ma sens mówić, że coś istnieje. Istnienie jest przejściem z możliwości do realności. Jeśli wszystko, co możliwe, jest też realne, pojęcie istnienia traci sens.

Grzegorz Senderecki
Rocznik 1972, absolwent filozofii oraz prawa
na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Radca prawny, podróżnik.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 295

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


ROZDZIAŁ IPOZNAŃ

1

Autorzy książki Civitas Posnaniensis. Studia z dziejów średniowiecznego Poznania uznali, że nazwa miasta wywodzi się od starosłowiańskiego imienia Poznan, które miało oznaczać człowieka znanego, sławnego. Nie wiadomo natomiast, kim konkretnie ów Poznan był. W rodzie Piastów nie występował nikt o takim imieniu. Film Stara baśń nakręcony przez Jerzego Hoffmana na motywach wziętych z powieści Kraszewskiego, ale w tym akurat miejscu odbiegający od literackiego pierwowzoru, zaczyna się sceną powrotu do Gniezna drużyny Piastuna po zdobyciu grodu Poznana. Dux Poznan pojawia się w kronice węgierskiego dziejopisa Szymona Kézy, który przedstawił go jako księcia na dworze króla Stefana. Z kroniki wynika, że dux Poznan przyczynił się do zwycięstwa króla Stefana w bitwie pod Kopannym. Ród o nazwisku Hunt-Poznan był jednym z większych rodów arystokratycznych w średniowiecznych Węgrzech. Jego majątki zlokalizowane były wokół Nitry, leżącej obecnie w zachodniej Słowacji, a w IX wieku w centrum państwa wielkomorawskiego. Pod poznańską katedrą oraz w okolicach Poznania archeolodzy odnaleźli liczne ozdoby używane przez możnych z państwa wielkomorawskiego, zwłaszcza gombiki, czyli klamry służące do spinania paradnych szat. Najbardziej prawdopodobne wydaje się zatem, że założycielem, a przynajmniej współtwórcą poznańskiego grodu, był nieznany bliżej możnowładca wielkomorawski, po którym miasto odziedziczyło swą nazwę.

Kojarzone z Poznaniem imię Lech jest natomiast literacką fikcją. Żyjący w XIV wieku czeski kronikarz Dalimil stworzył przypowieść o braciach Czechu i Lechu. Imię Lech zaczerpnął prawdopodobnie od plemienia Lechitów, które bynajmniej nie zamieszkiwało okolic Poznania, lecz okolice Przemyśla.

Poznańska katedra należy do najczęściej dotykanych przez los zabytków. Co kilkanaście lat świątynię zalewała Warta, waliły się wieże, płonęły dachy, burzyli ją najeźdźcy. Ostatnio została zniszczona w 1945 roku, ponieważ znalazła się na linii ognia pomiędzy nadciągającą ze wschodu Armią Czerwoną a żołnierzami Wehrmachtu kryjącymi się w poznańskiej Cytadeli. W wyniku ostrzału zostały zniszczone barokowe i neoklasycystyczne dobudówki katedry – ostały się tylko gotyckie mury, dlatego podjęto decyzję o jej odbudowie w stylu gotyckim.

Podręczniki podają, że Kościół katolicki założył pierwsze w Polsce biskupstwo właśnie w Poznaniu, bo już w roku 968, podczas gdy arcybiskupstwo w Gnieźnie oraz biskupstwa w Krakowie, we Wrocławiu i w Kołobrzegu powstały dopiero w roku 1000. Sprawa jest jednak sporna. Historycy, którzy bronią pierwszeństwa Poznania, odwołują się do krótkich, jednozdaniowych informacji, które odnaleziono w kronice niemieckiego dziejopisa Thietmara oraz w projekcie bulli papieskiej. Dodają do tego, że w Poznaniu nie znaleziono pogańskich przedmiotów kultowych – założenie biskupstwa nie wymagało aktywnej walki z poprzednim kultem, podczas gdy Gniezno było centrum pogańskiego kultu bóstwa Nyi. Niektórzy historycy idą jeszcze dalej, broniąc poglądu, iż to Poznań był stolicą państwa Mieszka I. W X wieku był wszak najlepiej obwarowanym grodem na terenie całego państwa polskiego. Wysokość drewniano-kamiennego wału obronnego sięgała dziesięciu metrów, a stała załoga Poznania była niewiele mniejsza od stałej załogi Gniezna. Pierwszych władców piastowskich pochowano prawdopodobnie w Poznaniu.

 

Katedra w Poznaniu

 

Profesor Gerard Labuda – w latach 1962-1965 rektor Uniwersytetu, obrońca pierwszeństwa Gniezna – twierdził, że spora część uznanych za autentyczne wydarzeń to zmyślenia. W książce Mieszko I bronił poglądu, że biskupstwo w Poznaniu powstało dopiero w roku 1000. W Średniowieczu każdy kraj, którego władca decydował się na przyjęcie chrześcijaństwa, przechodził długi okres rezydowania episcopus gentium, czyli biskupa misyjnego bez stałej siedziby. Na Węgrzech okres ten trwał około trzydziestu lat, w Czechach aż siedemdziesiąt. Pogląd, że w Polsce przybycie pierwszego biskupa, Jordana, w roku 968 wiązało się od razu z założeniem stałego biskupstwa, brzmi niewiarygodnie. Biskupstwo poznańskie musiałoby podlegać arcybiskupstwu magdeburskiemu, ale ani w Magdeburgu, ani w Rzymie nie znaleziono dokumentu, który świadczyłby o takiej zwierzchności. Poza tym Mieszko przyjął chrześcijaństwo z Czech, a nie z Niemiec.

W podróż do Poznania zabrałem ze sobą Kronikę polską Galla Anonima. Kronika poświęcona jest głównie trzem Bolesławom: Chrobremu, Śmiałemu oraz Krzywoustemu. Wzmianka o Mieszku liczy sobie zaledwie dwa akapity i brzmi dzisiaj nieco uciesznie:

 

Mieszko objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych i coraz częściej napastować ludy dookoła. Dotychczas jednak w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał. W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dąbrówka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem1.

 

Gall Anonim nie podaje co prawda, jakimi cnotami odznaczał się Mieszko, ale z jego Kroniki wynika, że prawie wszyscy Piastowie byli odważni, hojni i pobożni. Cnoty te były rozumiane nieco inaczej niż obecnie, gdyż biorąc pod uwagę konkretne przypadki opisane przez kronikarza, odwaga przechodziła bardzo często w okrucieństwo, hojność w ostentację, a pobożność w zabobon. Były to jednak cnoty (albo wady), które pozwalały utrzymać młode państwo w całości.

Pod podłogą obecnej świątyni znajdują się resztki pierwszej katedry – wybudowanej za panowania Mieszka I, zniszczonej przez księcia czeskiego Brzetysława w 1038 roku, oraz resztki drugiej – romańskiej, wybudowanej przez Kazimierza Odnowiciela. Poznańska katedra była jedną z pierwszych budowli kamiennych w Polsce. Koszt jej wzniesienia był ogromny, ponieważ do łączenia kamieni używano zaprawy z kurzych jaj. Kamieni nie ciosano. Na środku podziemi stoją resztki misy. Zdaniem większości archeologów jest to misa chrzcielna, dawniej przedzielona na pół i osłonięta parawanem. Chrzest przyjmowano nago przez zanurzenie się w misie, z jednej strony mężczyźni, z drugiej kobiety.

 

Misa w podziemiach katedry

 

Przewodniki podają, że jest to misa chrzcielna Mieszka I. Profesor Labuda uważał to za mało prawdopodobne. Chrzest Mieszka w Poznaniu w roku 966 byłby odebrany jako prowokacja. Książę zdawał sobie zapewne sprawę, że przyjęcie chrztu jest koniecznością, bo w ówczesnej Europie tylko władcy ochrzczeni traktowani byli jako równi sobie. Z drugiej jednak strony zbyt wielu wpływowych ludzi – pogańskich kapłanów oraz możnych skoligaconych z Mieszkiem dzięki wielożeństwu – musiało być przeciwnych chrystianizacji. Mieszko byłby lekkomyślny, ryzykując zamieszki w jednym z największych grodów swojego księstwa. Ochrzcił się prawdopodobnie na Ostrowie Lednickim, gdzie pośród jezior i kniei nakazał wybudować pałac, aby znalazła tam schronienie Dobrawa, a potem biskup Jordan. Archeolodzy odkryli w ruinach kaplicy pałacowej na wyspie dwie misy chrzcielne.

Już po ukazaniu się książki Labudy dalsze prace archeologiczne przesunęły datowanie budowy baptysterium na Ostrowie Lednickim na lata siedemdziesiąte albo nawet osiemdziesiąte X wieku. Więc może jednak Poznań?

Pomysł wybudowania reprezentacyjnej kaplicy dla pochowania szczątków dwu pierwszych władców Polski zrodził się w roku 1816 w kręgu poznańskiej kurii. Pieniądze miały pochodzić ze składek społecznych. Przez 12 lat zebrano zaledwie piątą część niezbędnych środków, dlatego do sprawy włączył się jeden z najzamożniejszych ówczesnych Wielkopolan Edward hrabia Raczyński, który sfinansował przedsięwzięcie niemal w połowie. Hrabia wybrał do zaprojektowania kaplicy Franciszka Marię Lanciego, a do zaprojektowania posągów Christiana Daniela Raucha. Zadecydował o odnowieniu kaplicy w stylu bizantyńskim na wzór bazylik z Rawenny, ponieważ w czasach pierwszych Piastów styl bizantyński osiągnął swą pełnię. Zadecydował również o kroju użytych liter, wzorując je na inskrypcjach z najstarszego w Polsce słupa drogowego odnalezionego w Koninie. Zażyczył sobie umieszczenia na cokole pomnika napisu: „DO TEJ KAPLICY OFIARUJE EDWARD NAŁĘCZ RACZYŃSKI”. Postać Mieszka została wyobrażona w typie kapłana i mędrca, zaś postać Bolesława w typie wojownika i zdobywcy. Kaplica ma oddawać ideę, że przyjęcie chrztu było zarazem przyjęciem cywilizacji europejskiej, a władza pochodzi od Boga.

 

Złota Kaplica

 

Choć Raczyński poświęcił odnowieniu kaplicy mnóstwo pieniędzy oraz wysiłku, poznański sejm zażądał od niego złożenia wyjaśnień, czy nie doszło do defraudacji środków publicznych i dlaczego wybrał akurat tych artystów, a nie innych. Raczyński nie wytrzymał napięcia nerwowego – 17 stycznia 1845 roku kazał murarzowi odkuć napis z imieniem fundatora, po czym pojechał nad jezioro w Zaniemyślu, przepłynął na wyspę pośrodku jeziora i tam strzelił sobie w głowę. Przyczyny samobójstwa stały się przedmiotem gorących sporów. Krążyły plotki o chorobie psychicznej albo o lęku wobec przeczuwanej rewolucji. Tuż przed śmiercią hrabia miał powiedzieć do swojego służącego: „Mnie kości połamią, mojej żonie kości połamią i tobie kości połamią”2. Niektórzy widzieli w nim później protoplastę postaci hrabiego Henryka z Nie-Boskiej komedii Krasińskiego. Najbardziej prawdopodobną przyczyną samobójstwa wydaje się jednak depresja wywołana atakami przeciwników Raczyńskiego, zarzucającymi mu megalomanię. Słabością hrabiego była niewątpliwie skłonność do podkreślania własnych zasług. Z drugiej jednak strony nie reagował nigdy na ataki i czynił konsekwentnie to, co uważał za swoją powinność. „Ludzie mię odpychali – przyjmij mię, Panie”3 – napisał w testamencie.

 

2

W sąsiedztwie katedry stoi gotycka kaplica Najświętszej Marii Panny. Szczęśliwie uniknęła losu katedry i nie zaznała zniszczeń, ale od przeszło dwustu lat stoi zamknięta. Decyzję o jej zamknięciu podjęły władze pruskie, uzasadniając to ryzykiem katastrofy budowlanej. Przez dwieście lat żadna katastrofa nie nastąpiła.

 

Kaplica Najświętszej Marii Panny

 

Niedawno przeprowadzone prace archeologiczne wokół kaplicy Najświętszej Marii Panny wykazały, że w tym miejscu w X wieku stał pałac kamienny położony prostopadle do obecnego budynku kaplicy. Do pałacu została dobudowana niewielkich rozmiarów kaplica, której szczątki zachowały się pod poziomem gruntu po południowej stronie obecnej budowli. Do pierwotnej kaplicy wchodziło się wyłącznie z wnętrza pałacu. Mogła pomieścić zaledwie kilka osób. Zdaniem archeologów została wybudowana jeszcze przed rokiem 966, dlatego jest najprawdopodobniej najstarszym chrześcijańskim obiektem kultowym w Polsce.

W miejscu tym doznał objawienia Kazimierz Odnowiciel. Nie układało mu się jako księciu. Pewnej nocy zszedł do kaplicy z myślą o porzuceniu życia świeckiego. Legł przed ołtarzem, lecz wówczas usłyszał głos z nieba (w wolnym tłumaczeniu ze staropolskiego): „Czego śpisz? Wstań! Weź miecz swój i ruszaj na wroga”4. Na te słowa książę zerwał się, pobudził swych wojów i uczynił taką rzeź Masławowi, który zdradziecko sprzymierzył się z Prusami, że tamten już nigdy mu nie zagroził.

 

3

Obok katedry znajduje się pałac arcybiskupi. Pochodzi z XV wieku, ale ostateczną, neoklasycystyczną formę zyskał dopiero w roku 1854, kiedy to poddano go całkowitej przebudowie. Balkonowy portyk wsparty na jońskich kolumnach pochodzi z roku 1829. Pałac ten stał się jedną ze scen sporu, jaki rozegrał się między arcybiskupem Juliuszem Paetzem a księdzem profesorem Tomaszem Węcławskim. W 2001 roku pięć osób zarzuciło arcybiskupowi przypadłość, która doprowadziła Gustawa von Aschenbacha do śmierci w Wenecji. Arcybiskupa wzięło w obronę 26 osób – wybitnych osobistości Poznania – na co z kolei zareagował Węcławski. Wskutek całego zamieszania arcybiskup Paetz został w roku 2002 najmłodszym arcybiskupem seniorem, a ksiądz Węcławski pięć lat później wystąpił najpierw ze stanu duchownego, a następnie z Kościoła. Oficjalnie decyzje te tłumaczył przemyśleniami, do których doszedł w wyniku własnych studiów chrystologicznych.

 

Pałac arcybiskupi

 

Arcybiskup Paetz był jednym z ostatnich hierarchów Kościoła, który prowadził swoją posługę z iście książęcym dostojeństwem. Był miłośnikiem biesiad, koncertów muzyki klasycznej, mecenasem sztuki. Ksiądz Węcławski był natomiast typem intelektualisty. Napisał wiele prac teologicznych, ale również książkę filozoficzną – Wspólny świat religii. Praca ta została wydana w roku 1995, ale może stanowić podparcie dla krytyków Węcławskiego, gdyż już wtedy pisał: „Gotowość wewnętrznego utożsamienia się z obcymi doświadczeniami religijnymi można – i jak się wydaje, trzeba – wyrazić przynajmniej przez (choćby czasowe) powstrzymanie czy zawieszenie wypowiadanych o tych doświadczeniach sądach wartościujących”5. Kto, choćby dla próby, rezygnuje ze swoich przekonań – mogą argumentować teraz krytycy – ten przygotowuje grunt dla porzucenia ich na serio. O ateizmie Węcławski pisał:

 

Nie należy jednak tego samodzielnego podjęcia odpowiedzialności rozumieć zbyt prymitywnie i jednowymiarowo – na przykład tak, jakoby człowiek, który tak myśli, w każdym wypadku, w poczuciu własnej wartości, stawiał siebie samego na miejscu Boga. Jakkolwiek bowiem większość prób, o których tu mówimy, prowadzi do świadomego ateizmu, są wśród nich i takie, które to, co powszechnie nazywa się ateizmem, traktują jako najpoważniejszy, w pełni konsekwentny i konieczny wysiłek doświadczenia i przeżycia, kim naprawdę może być Bóg6.

 

Pogląd ten nie jest nowy, bo już u Dostojewskiego można doszukać się myśli, że ateizm działa jak płomień wypalający w ludzkich umysłach wszelkie zbędne atrybuty, które w naszej naiwności przypisujemy Bogu. Z drugiej jednak strony trudno wyobrazić sobie, aby tego typu spostrzeżenie mogła wyrazić osoba, która w swym życiu nigdy nie przeszła przez fazę dojrzałego ateizmu. Biorąc to wszystko pod uwagę, mimo okładania się przez obie strony religijnymi zaklęciami, mam wrażenie, iż w pierwszej kolejności mieliśmy w Poznaniu do czynienia ze zderzeniem dwu silnych, ale całkowicie odmiennych osobowości – wytrawnego sybaryty i pryncypialnego ateisty.

Najbardziej oryginalne we Wspólnym świecie religii są chyba końcowe partie części trzeciej, dotyczące problemu wolności człowieka w różnych religiach. W chrześcijaństwie silny wpływ zdobył sobie nurt myślowy, który przypisywał człowiekowi moc powiedzenia Bogu „nie” (Węcławski jako przykład podawał Erazma z Rotterdamu). Jest to wizja partnerskiego układu Bóg – człowiek, w którym Bóg musi się liczyć i szanować zdanie swojego stworzenia. Wizja ta wywarła silny wpływ na myślenie europejskie, ale gdyby przenieść ją na grunt religii Wschodu, tamtejsi wyznawcy skwitowaliby ją jako ułudę. Dla religii Wschodu podejmowanie sporów z Bogiem (albo z przeznaczeniem) jest niedorzecznością. Człowiek, który nie akceptuje sytuacji, w jakiej się znalazł, co najwyżej czyni nieszczęśliwym samego siebie. Próbując odpowiedzieć na pytanie, na czym w praktyce polega wolność dla człowieka Wschodu, Węcławski odwoływał się do chińskiego filozofa Czuang-cy:

 

Należy zgadzać się z tym, co jest, nawet jeśli jest bez wartości. Należy liczyć się z ludźmi, choćby byli nikczemni. Należy wykonywać własne zadania także wtedy, kiedy nikt nie patrzy. Należy formułować prawa, nie zważając na ich niedokładność. Należy spełniać obowiązki, nawet jeśli nie ma w nich nic ciekawego. Kochać i obdarzać miłością, oto dobry styl. Żyć w zgodzie z zasadami, a nie być ich więźniem, oto porządek. Postępować wielkodusznie, ale z umiarem, oto rozważne działanie. Jedność, która odnajduje się nieustannie we wszystkich zmianach: tak właśnie. Należy pracować, chociaż rezultat zależy od daru z góry, oto prawo nieba7.

 

Węcławski zwracał uwagę, że postacią, która w chrześcijaństwie akceptowała bezwarunkowo wszystko, co niosło jej przeznaczenie, była Maryja. Ten maryjny aspekt chrześcijaństwa zbliża je do religii Wschodu.

 

4

W 1253 roku Poznań otrzymał prawa miejskie, co wiązało się z przeniesieniem centrum życia publicznego z Ostrowa Tumskiego na obecne Stare Miasto. W Średniowieczu każdy duży gród posiadał trakt królewski, czyli zespół ulic, którymi prowadzono wielkich gości. W Krakowie trakt królewski biegł ulicą Floriańską i Grodzką na Wawel. Poznański trakt królewski rozpoczynał się na Ostrowie Tumskim, prowadził ulicą Chwaliszewo (w Średniowieczu było to odrębne miasto) i ulicą Wielką do ratusza, a następnie ulicą Franciszkańską na Górę Przemysła – na zamek. Przy ulicy Wielkiej mieszkali najbogatsi rzemieślnicy Poznania. Ulicę tę zamyka wykusz kamienicy. Aby ominąć go, pozostaje skręcić w lewo. Odsłania się wówczas imponujący widok ratusza. Widok ten jest przedsięwzięciem zamierzonym. Ratusz zostaje ujęty w ramy dwu kamienic, dzięki czemu powstaje złudzenie optyczne, jakby wypełniał swym ogromem niemal cały plac. Budynek ratusza nie jest ustawiony równolegle do pozostałych budynków, ale w sposób najbardziej efektowny dla gościa wjeżdżającego z ulicy Wielkiej.

Pierwotny budynek ratusza spłonął w pierwszej połowie XVI wieku. Rada miejska podjęła wówczas decyzję o jego odbudowie w stylu włoskiego renesansu i zaprosiła w tym celu architekta Jana Quadro z Lugano (na północnej ścianie ratusza znajduje się gmerk, czyli znak firmowy Quadra). Prace nad nowym budynkiem zostały ukończone w 1560 roku, przy czym obecna wieża, w stylu klasycystycznym, została wzniesiona dopiero w latach pięćdziesiątych XX wieku, ponieważ poprzednia uległa zniszczeniu w czasie wojny. Pierwsze piętro zajmuje Wielka Sień, zwana też Salą Renesansową – słynna dzięki sklepieniu wypełnionemu kasetonami z dekoracją sztukatorską i malarską.

 

Domki budnicze i ratusz

 

W 1857 roku powstało Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, utworzone na wzór Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie. Towarzystwa naukowe zyskały popularność w epoce Oświecenia, stając się poważną konkurencją dla uniwersytetów. Zwolennicy eksperymentów, którzy nie mogli znaleźć miejsca na skostniałych uniwersytetach, prowadzili i ogłaszali swoje badania w ramach towarzystw naukowych. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk przez przeszło pół wieku występowało jako substytut uniwersytetu, którego nie udało się otworzyć z uwagi na problemy finansowe i niechęć władz. Pierwszym jego prezesem został August hrabia Cieszkowski, który uchodził za jednego z największych filozofów nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Na drugim piętrze ratusza znajduje się tableau z 1893 roku z portretami członków Towarzystwa, wykonane na cześć Cieszkowskiego z okazji pięćdziesięciolecia jego pracy literackiej. Hrabia mieszkał w dworku (obecnie hotel) w Wierzenicy, kilka kilometrów na wschód od Poznania. Mając 43 lata, ożenił się ze swoją kuzynką Haliną Cieszkowską, która cztery lata później zmarła przy porodzie drugiego syna.

 

Nie sposób zrozumieć Cieszkowskiego bez znajomości Hegla. Filozofię Hegla można streścić w taki oto sposób: świat to myśl Absolutu, w której Absolut przeżywa i poznaje sam siebie. Hegel pisał o „Absolucie”, nie o „Bogu”, gdyż pisał o obiekcie bezosobowym. Jeśli świat, a więc ludzie, drzewa, kamienie, gwiazdy, są myślą Absolutu, istnieje tożsamość między światem fizycznym a myślą. To zaś oznacza, że prawa rządzące myśleniem rządzą również światem fizycznym. Myśl tworzy tezę, po niej pojawia się pogląd przeciwny – antyteza, by na wyższym jakościowo poziomie pogodzić je, tworząc syntezę. To prawo dialektyki, które zdaniem Hegla rządzi myślą, rządzi więc światem. Hegel uważał, że przy pomocy dialektyki jest w stanie zrozumieć dzieje ludzkości i nadać im sens.

W tym miejscu pojawił się hrabia Cieszkowski, który ogłosił w Prolegomenie do historiozofii, że przy pomocy dialektyki jest w stanie nie tylko zrozumieć minione dzieje ludzkości, ale przewidzieć także jej przyszłość, podobnie jak astronom, który potrafi przewidzieć przyszłe położenia ciał niebieskich. Cieszkowski rozumował tak: w Starożytności dominowała cielesność, z pojawieniem się chrześcijaństwa dominację przejął duch – świat idealny. Jeśli pierwszą epokę uznać za tezę, drugą za antytezę, ich syntezą będzie epoka pojednania ciała z duchem. Efektem tego będzie między innymi zanik etyki, bo etyka pochodzi ze świata idealnego i jako partykularna musi zostać przezwyciężona. Nie oznacza to, że ludzie będą zachowywać się niegodziwie, lecz że etyka przyjmie wyłącznie formę czynu. Tam, gdzie nikt nie kradnie, przykazanie „nie kradnij” staje się zbędne albo niezrozumiałe. Cieszkowski nadał temu wszystkiemu wymiar religijny i twierdził, że po epokach Ojca i Syna nastąpi epoka Ducha.

 

Odtąd przeto, przez absolutne zdobycie świadomości, duch rozwijać się będzie na dalszej swej drodze z zupełnie inną stanowczością i odtąd dopiero w swoich obiektywnych i absolutnych manifestacjach poczuje się u siebie jak w domu8.

 

Po Cieszkowskim zjawił się Marks, który zastąpił epokę Ducha epoką komunizmu. Być może to na wpół religijne pochodzenie marksizmu dało w efekcie system, który, jak twierdził Bertrand Russell, przybrał postać świeckiej religii. Leszek Kołakowski w pierwszym tomie Głównych nurtów marksizmu umieścił Cieszkowskiego, jako jednego z głównych bohaterów swojej książki, pomiędzy Heglem a Marksem.

Podstawowym zarzutem, jaki można wysunąć w stosunku do wszystkich heglistów, jest okoliczność, że ani fizyka, ani biologia, ani żadna inna nauka empiryczna nie znalazły dotąd potwierdzenia, jakoby opisywane przez nie zjawiska podlegały prawom dialektyki. Przypominam sobie tylko jeden jedyny akapit z książki nieżyjącego już amerykańskiego biologa Stephena Goulda, w którym rozważał on podobieństwo praw dialektyki do praw punktualizmu. Punktualizm jest pewną hipotezą w ramach teorii ewolucji, która to hipoteza głosi, że nowe gatunki powstają gwałtownie w wyniku nagromadzenia się drobnych zmian. Pomijając dowolność takiego porównania i wysoce hipotetyczny charakter samego punktualizmu, tak wąskie zastosowanie praw dialektyki wobec bombastycznych ambicji Hegla i jego następców skłania do stwierdzenia, że góra zrodziła mysz. Hegliści mogą jednak odpowiedzieć, że heglizm i nauka są dwoma konkurencyjnymi systemami poznania, dlatego nie można oceniać jednego za pomocą kryteriów drugiego.

Jednym z najaktywniejszych członków Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk był Heliodor Święcicki. Urodził się w roku 1854, miał sześcioro rodzeństwa. Jego ojciec, Tadeusz, był wziętym lekarzem w Śremie. Życie rodzinne Święcickich układało się pogodnie do roku 1861. Wtedy to w ciągu zaledwie czterech lat zmarły kolejno dwie ośmioletnie siostry i dwuletni brat Heliodora. Gdy Heliodor miał 18 lat, zmarł jego ojciec, zaraziwszy się wąglikiem. Kilka miesięcy później zmarła matka na raka płuc. W niespełna dwa miesiące później samobójstwo popełniła siostra, prawdopodobnie wskutek nieudanego małżeństwa. Dwa lata od tego zdarzenia zmarła kolejna siostra, w wieku szesnastu lat. Pozostał jedynie Heliodor i jego starsza siostra Wanda. Rodzeństwem zaopiekowali się krewni. Pasmo nieszczęść, jakie dotknęło rodzinę, uczyniło ze Święcickiego samotnika przekonanego o nieuchronnej tragiczności życia. W 1873 roku Święcicki rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Wrocławskim, a w 1878 roku przeniósł się do Poznania. Związał się z Poznańskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk, dając w ramach jego działalności liczne odczyty. Osiągnąwszy wiek dojrzały, odzyskał humor. Został ginekologiem i ożenił się ze swoją pacjentką, Heleną Dąmbską, która wniosła do jego majątku posag o znacznej wartości. Dzięki temu stał się jednym z najbogatszych poznaniaków. Zakupił kilka parceli w Poznaniu, a na własne potrzeby wynajął od Władysława hrabiego Zamoyskiego całe drugie piętro Pałacu Działyńskich przy Starym Rynku 78. Pałac Działyńskich, podobnie jak większość kamienic wokół, powstał pod koniec XVIII wieku. Jego fundatorem był marszałek wielki litewski Władysław Gurowski, którego herb rodowy znajduje się na środku fasady. Pompatyczność budowli nadają płaskorzeźby rzymskich legionistów, posągi kobiet grających fanfary i szeroki na całą fasadę balkon.

 

Pałac Działyńskich

 

W pracy O estetyce w medycynie Święcicki bronił poglądu, że praca lekarza jest poniekąd pracą artysty, gdyż lekarz pracuje na ciele ludzkim, a to jest przedmiotem estetyki. Lekarz powinien jawić się nie tylko jako zwykły wyrobnik, ale posiadać przymioty typowe dla artysty albo kapłana, gdyż zdrowie ciała jest wprost zależne od zdrowia duszy:

 

Zewnętrzna postać lekarza powinna być nienaganną. Jego sposób mówienia, głos i ruchy powinny mieć znamiona powagi kapłańskiej. Z dala trzymać się winien lekarz od wirów partyjnych, bo, jak mówi poeta, „droga moja ni w lewo ni w prawo, ja idę prosto do biednej tej chaty, co nędzą swoją odbija jaskrawo od głównych haseł rozdwojeń i kłótni”.

Formy towarzyskie winny być poważne i szlachetne, odznaczać się skromnością, a przy tym pewną dumą w dobrym tego słowa znaczeniu. Gorączkowość i zbytnia skwapliwość psują wewnętrzną harmonię.

Zewnętrzny spokój i równowaga zdradzają wewnętrzne skupienie9.

 

Współczesne badania neurobiologiczne potwierdzają, że postawa lekarza może mieć niekiedy decydujące znaczenie dla zdrowia chorego, ponieważ wpływa na ośrodkowy układ nerwowy. Pomiędzy ośrodkowym układem nerwowym a układem odpornościowym istnieje stały przepływ informacji przy wykorzystaniu neuropeptydów, hormonów i cytokin. W konsekwencji zaburzenia w układzie nerwowym wpływają destrukcyjnie na układ odpornościowy i na odwrót.

 

5

Trakt królewski prowadzi dalej ulicą Franciszkańską na Górę Przemysła. Do połowy XIII wieku rolę książęcej rezydencji pełniło palatium, którego szczątki odnaleziono pod kaplicą Najświętszej Marii Panny na Ostrowie Tumskim. Prawdopodobnie w 1249 roku książę Przemysł I wzniósł na Górze murowaną wieżę, zaś jego syn, Przemysł II, w latach osiemdziesiątych XIII wieku postawił rezydencję królewską. W roku 1295 koronował się w Gnieźnie na króla Polski, po raz pierwszy od czasów Bolesława Śmiałego. Zamek w obecnym kształcie powstał niedawno, gdyż w latach 2010-2013. Stanowi próbę rekonstrukcji budowli na podstawie opisów pochodzących z XVI wieku.

 

Zamek królewski

 

Oryginalny zamek został zniszczony w trakcie wojny północnej w wyniku ostrzału przez Szwedów w roku 1703 oraz ostrzału przez Rosjan i Sasów rok później. Przez niemal cały wiek popadał w ruinę, aż do momentu, gdy zainteresował się nim Kazimierz Raczyński, dziadek Edwarda. Kazimierz Raczyński był wrogiem demokracji szlacheckiej. Pragnął przywrócić praworządność i ład, dlatego z własnych środków wzniósł dla miasta skromny i surowy budynek z przeznaczeniem na sąd grodzki, który zaczął w nim działać w roku 1783. W gruncie rzeczy był on zamkiem tylko z nazwy, bo poza miejscem posadowienia, na szczycie wzgórza, nie różnił się niczym od innych budynków w najbliższej okolicy. Mieści się w nim obecnie Muzeum Sztuk Użytkowych.

Schodząc ze wzgórza na północ ulicą Zamkową, natkniemy się na zachowany fragment średniowiecznych murów miejskich. Na skwerze stoi zbudowana z cegły półokrągła gotycka baszta artyleryjska na kamiennym fundamencie.

 

Baszta artyleryjska

 

Drewniano-kamienny wał, jaki ochraniał miasto w X wieku, otaczał jedynie Ostrów Tumski. Budowę ceglanego muru wokół Starego Miasta rozpoczęto dopiero pod koniec XIII wieku i kontynuowano przez następne stulecia. Zachowany fragment baszty pochodzi z pierwszej połowy XV wieku. Była to jedna z przeszło trzydziestu baszt, która wraz z czterema bramami oraz wieżą tworzyła system obronny miasta.

 

6

Na zachód od Góry Przemysła rozpościera się Plac Wolności, wokół którego stoi kilka znaczących budynków: Biblioteka Raczyńskich, Muzeum Narodowe, Bazar oraz hotel „Rzymski” (działający od 1840 roku).

Edward hrabia Raczyński był jednym z pierwszych dobrodziejów, który systematycznie gromadził narodowe dobra kultury. Odnajdywał rękopisy pochodzące z czasów I Rzeczypospolitej i wydawał je drukiem. Największym sukcesem wydawniczym okazały się opublikowane po raz pierwszy w roku 1836 Pamiętniki Jana Chryzostoma Paska. Drugą serię wydawniczą stanowiły tłumaczenia literackich dzieł Starożytności. Pomnikowe dzieło hrabiego to Biblioteka Raczyńskich, pochodząca z lat dwudziestych XIX wieku, pierwszy w Polsce budynek wzniesiony na cele biblioteczne. Biblioteka wzorowana jest na wschodniej fasadzie paryskiego Luwru, ale w przeciwieństwie do Luwru pozbawiona została wyraźnego akcentu nad wejściem głównym. Korynckie kolumny tworzą jednolity wzór na całej długości, wyróżniony jedynie niewielkim trójkątnym naczółkiem. Bibliotekę otwarto w roku 1829. Korzystali z niej głównie poznańscy uczniowie szkół średnich.

 

Biblioteka Raczyńskich

 

Młodszy brat Edwarda Raczyńskiego, Atanazy, pragnął ufundować ogólnodostępną galerię sztuki oraz szkołę plastyczną. W roku 1828 wykupił na ten cel działkę znajdującą się naprzeciwko biblioteki, po drugiej stronie obecnych Alei Marcinkowskiego, ale dziewięć lat później sprzedał niemal gotowy już budynek, zaś swoje zbiory wywiózł do Berlina. Decyzja Atanazego wywołana była nikłym zainteresowaniem galerią, ale także wybuchem powstania listopadowego. Atanazy nie krył swojej odrazy do powstania. Uznał, że naród, który wszczyna tak niegodziwy, a zarazem pozbawiony sensu bunt, jakim było powstanie listopadowe, nie jest wart galerii sztuki. Atanazy uważał się za patriotę i gdy nadarzała się ku temu okazja, bronił polskich interesów, ale zawsze na drodze legalnej. I właśnie jako patriota powtarzał, że Rosjanie powinni utopić powstanie listopadowe we krwi. Budynek zakupił Niemiec Ernst Schwartz, który urządził w nim hotel. Przewrotność losu sprawiła, że zbiory wywiezione do Berlina wróciły po latach do Poznania, ponieważ w miejscu, w którym ulokował je Raczyński, postanowiono wznieść budynek Reichstagu. Niemcy przewieźli zbiory do nowo otwartego Muzeum im. Cesarza Wilhelma w Poznaniu. Galeria w obecnym kształcie powstała na początku XX wieku według projektu Karola Hinckeldeyna, w stylu neorenesansowym. Działa jako Muzeum Narodowe.

 

Muzeum Narodowe

 

Klasycystyczny Bazar, otwarty w 1842 roku, był jednocześnie hotelem, sklepem, restauracją, cukiernią, kasynem, czytelnią gazet, klubem dyskusyjnym Polaków i miejscem spotkań towarzyskich. To tutaj Hipolit Cegielski otworzył swój pierwszy sklep żelazny. To tutaj 26 grudnia 1918 roku z balkonu narożnikowego na pierwszym piętrze Ignacy Jan Paderewski wygłosił do zgromadzonego tłumu przemówienie, po którym wybuchło powstanie. Sam Paderewski spędził je w łóżku, gdyż jako oficjalny przedstawiciel rządu dyplomatycznie zachorował.

W roku 1902 cesarz Wilhelm II podpisał decyzję o rozbiórce murów obronnych Poznania. Rozwój artylerii sprawił, że mury stały się anachronizmem. Zastąpił je system betonowych fortów. Uzyskaną dzięki zburzeniu murów wolną przestrzeń władze postanowiły zagospodarować, tworząc od zachodu Königs Ring, czyli Pierścień Królewski – niemiecką dzielnicę, która architekturą i wystrojem miała przypominać miasta Saksonii, Nadrenii czy Hesji. Najokazalszą budowlą dzielnicy był zamek cesarski, otwarty w roku 1910. Składał się z części urzędowej oraz prywatnych apartamentów cesarza i jego rodziny. Zamek wybudowano w stylu neoromańskim. Aby uzyskać odpowiedni efekt, obłożono go piaskowcowymi płytami. Obecnie mieści się w nim Centrum Kultury.

 

Zamek cesarski

 

W okresie międzywojennym cesarski zamek stał się Collegium Maius nowo utworzonego Uniwersytetu Poznańskiego, zwanego początkowo Wszechnicą Piastowską. W zamku odbywały się wykłady z matematyki, na które uczęszczali Marian Rejewski, Henryk Zygalski i Jerzy Różycki. W połowie lat trzydziestych rozpracowali oni działanie niemieckiej maszyny szyfrującej zwanej Enigmą. W lipcu 1939 roku wszystkie efekty pracy poznańskich matematyków zostały przekazane Francuzom oraz Brytyjczykom. Wcześniejsze niepowodzenia brytyjskiego wywiadu brały się z traktowania szyfrów jako problemu filologicznego, a nie matematycznego. W okresie międzywojennym brytyjscy kryptolodzy byli wciąż statecznymi dżentelmenami posługującymi się biegle greką i łaciną. Polacy zetknęli się z szyframi matematycznymi w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Złamanie kodu używanego przez Rosjan pozwoliło ustalić, że duża część sił bolszewickich skierowana zostanie na południe. Dzięki temu Piłsudski mógł zastosować manewr oskrzydlający decydujący o zwycięstwie w bitwie warszawskiej. Złamanie kodu w 1920 roku było osiągnięciem dość przypadkowym, gdyż będącym zasługą tylko jednego człowieka – porucznika Jana Kowalewskiego, który wskutek zbiegu okoliczności zyskał dostęp do zakodowanych informacji. Okazało się, że Kowalewski, o czym sam dotąd nie wiedział, posiada zdolność dokonywania niezwykle złożonych obliczeń. Po tym doświadczeniu, aby uniknąć podobnej przypadkowości, Polacy zdecydowali się na utworzenie w ramach katedry matematyki Uniwersytetu Poznańskiego tajnego kursu kryptologii.

Po przeciwnej stronie zbudowano w tym samym stylu gmach Ziemstwa, obecnie będący siedzibą Filharmonii Poznańskiej oraz Dyrekcji Poczty. W niedalekim sąsiedztwie, przy ulicy Fredry 9, znajduje się Teatr Wielki. Budowany był z myślą o publiczności niemieckiej, ale zaledwie dziewięć lat po otwarciu, bo wroku 1919, stał się gmachem Polskiego Teatru Operowego, jednej z ważniejszych scen operowych w Polsce.

 

Teatr Wielki

 

Przed stu laty większość budynków użyteczności publicznej w Poznaniu dzielono na polskie albo niemieckie. Polskim teatrem był otwarty w roku 1875 teatr stojący przy obecnej ulicy 27 Grudnia 8.

 

7

Przed neorenesansowym budynkiem Collegium Minus, wzniesionym w roku 1910 według projektu Edwarda Fürstenau dla pruskiej Akademii Królewskiej, znajduje się ławeczka, a na niej nienagannie ubrany Heliodor Święcicki. Krewni Święcickiego oskarżali go o przesadny pedantyzm, a zwłaszcza o nadmierną dbałość o własny wygląd: „aurę wytworności podkreślał we wszystkim – nawet w stroju; chodził stale w długim czarnym surducie z jedwabnymi wyłogami i wielką perłą w plastronie pełniącym funkcję krawata”10.

Podczas bankietu na zamku cesarskim wydanym przez Wilhelma II w sierpniu 1913 roku Święcicki otrzymał tytuł profesora. Narodowa Demokracja skomentowała wydarzenie, stwierdzając, iż sprzedał się „za cenę jednego tytułu profesorskiego”11. W 1919 roku Święcicki stał się głównym organizatorem Uniwersytetu Poznańskiego. Został jego pierwszym rektorem. Nie miał dzieci, jego żona zmarła po piętnastu latach małżeństwa na gruźlicę, dlatego umierając w 1923 roku, zapisał swój pokaźny majątek fundacji mającej wspierać Uniwersytet.

 

Ławeczka Heliodora Święcickiego

 

W roku 1948 rektorem Uniwersytetu Poznańskiego został jeden z największych polskich filozofów – Kazimierz Ajdukiewicz. Urodził się w Tarnopolu w roku 1890, gimnazjum oraz studia filozoficzne ukończył we Lwowie. W 1915 roku, walcząc w armii austriackiej we Włoszech, uratował grupę żołnierzy porażonych gazem bojowym. Pięć lat później zgłosił się ochotniczo do walki z bolszewikami. Ukończył służbę w randze kapitana artylerii i jak sam potem powtarzał, wolałby zostać raczej generałem niż profesorem. W okresie międzywojennym wykładał naprzemiennie we Lwowie i w Warszawie. Na czele lwowskiej katedry filozofii stał wówczas Kazimierz Twardowski, którego styl filozofowania odznaczał się niespotykaną dotąd precyzją. Grono jego uczniów zwano Szkołą Lwowsko-Warszawską. Do dzisiaj uchodzi ona za największe osiągnięcie polskiej filozofii. Ajdukiewicz ożenił się z córką Twardowskiego, Marią, z którą miał dwójkę dzieci. Po wojnie przeniósł się ze Lwowa do Poznania.

 

Collegium Minus

 

Na początku XX wieku francuscy filozofowie zwrócili uwagę na okoliczność, że wiele twierdzeń naukowych to tylko przyjęte dla wygody konwencje. Rozważmy pewien przykład. Jedną z typowych konwencji naukowych jest wybór wzorca długości. Możemy umówić się, że pomiarów długości dokonywać będziemy za pomocą metalowego pręta, ale równie dobrze możemy umówić się, że będzie to pręt z wosku. Ta pozornie drobna różnica ma kolosalne znaczenie dla całej fizyki, ponieważ wosk relatywnie szybko zwiększa swą objętość pod wpływem ciepła. Ten sam przedmiot, jak płyta chodnikowa albo deska, mierzony metalowym prętem zachowa taką samą długość w trakcie mrozu i upału, ale mierzony prętem z wosku zimą okaże się dłuższy, a latem krótszy. Jeśli umówimy się, że pomiarów długości dokonujemy prętem z wosku, skutkiem przyjęcia takiej umowy będzie prawo fizyki głoszące, że pod wpływem ciepła ciała fizyczne kurczą się. Jest to prawo najzupełniej odwrotne od obowiązującego w obecnej fizyce, zgodnie z którym większość ciał fizycznych pod wpływem ciepła rozszerza się, a nie kurczy. Jak widać, wybór pręta mierniczego może zadecydować o tym, czy będzie obowiązywało dane prawo fizyki, czy też prawo brzmiące dokładnie odwrotnie. Co więcej, alternatywna fizyka, stworzona dzięki umownemu wyborowi woskowego pręta jako miary długości, będzie opisywała nasz świat zupełnie poprawnie, choć odmiennie niż fizyka, której uczymy się w szkole. Nie będzie ona fałszywa, lecz będzie stanowiła alternatywny opis naszego świata. Dlaczego nie wybrano pręta z wosku jako miary długości? Ponieważ fizyka stworzona na gruncie takiej konwencji byłaby znacznie bardziej skomplikowana niż ta, którą znamy. Nie ma konwencji prawdziwych albo fałszywych, są tylko mniej lub bardziej użyteczne. A ta, która czyni woskowy pręt miarą długości, jest wyjątkowo mało użyteczna.

Wydawać by się mogło, że ustalenie najbardziej użytecznych konwencji nie powinno stanowić większego problemu, ale tak nie jest. Aż do czasu Einsteina uważano, że ruch pręta mierniczego nie ma wpływu na jego długość. Zgodnie ze szczególną teorią względności pręty miernicze, które pozostają w ruchu, ulegają skróceniu w kierunku ruchu. Einstein zrezygnował z dotychczasowej konwencji, zgodnie z którą ruch nie ma wpływu na długość pręta, ponieważ zachowując ją, musiałby zanegować stałą wartość prędkości światła albo przyjąć, że czasoprzestrzeń kurczy się pod wpływem oddziaływania ciał w ruchu. Takie założenie prowadziłoby do jakiejś rozbudowanej ogólnej teorii względności, w której czasoprzestrzeń zmieniałaby swe kształty nie tylko pod wpływem grawitacji, ale każdego ruchu.

Obecnie spór filozoficzny nie dotyczy już istnienia konwencji, gdyż ich istnienie uznaje się za oczywiste, a jedynie problemu, które twierdzenia są, a które nie są konwencjami. Kazimierz Ajdukiewicz doszedł do przekonania, że nie tylko twierdzenia naukowe zawierają elementy konwencji, lecz dotyczy to także zdań języka potocznego, które relacjonują przebieg zwykłych wydarzeń: że pada deszcz, że biegnie pies, że gwiazdy mrugają. Dlatego nazywał swój konwencjonalizm radykalnym.

Rozważania nad rolą języka stały się bardzo popularne zwłaszcza po rewolucji przeprowadzonej przez Einsteina, ponieważ w dużym stopniu polegała ona na zmianie znaczenia używanych dotąd przez fizyków pojęć. Zdanie „Wenus, Ziemia i Mars tworzą trójkąt” jest prawdziwe zarówno na gruncie mechaniki Newtona, jak i na gruncie mechaniki relatywistycznej, ale nie oznacza tego samego, ponieważ Newton uważał każdy trójkąt za figurę płaską, a Einstein tylko w pewnych przypadkach. Na gruncie ogólnej teorii względności Wenus, Ziemia i Mars tworzą trójkąt, ale nie płaski, lecz nieco wypukły, na podobieństwo powierzchni nadmuchanego balonika. To samo zdanie na gruncie dwu różnych teorii nie musi oznaczać tego samego. Na gruncie teorii Newtona wyrażenie myśli o wypukłym trójkącie w ogóle nie było możliwe, gdyż teoria ta nie dopuszczała innego znaczenia słowa „trójkąt” niż jako figury płaskiej. Ajdukiewicz komentował:

 

To przejście nie polega po prostu na zmianie słów albo na zubożeniu aparatury pojęciowej. Polega ono na wybraniu nowej aparatury pojęciowej, która w żadnym punkcie nie pokrywa się z dawną aparaturą pojęciową12.

 

Zdanie „Słońce świeci” może oznaczać, że istnieje pewna gwiazda, zwana Słońcem, która wytwarza promieniowanie widzialne. Może oznaczać również, że promieniowanie widzialne wytwarzają gwiazdy w ogóle, ponieważ zwano je dawniej „słońcami”. Może oznaczać, że aktualnie jest dzień, a nie noc. Może oznaczać wreszcie, że jest słoneczna pogoda. Dla użytkowników języka polskiego ta ostatnia interpretacja będzie najbardziej oczywista – stwierdzenie „Słońce świeci” oznacza zazwyczaj po prostu tyle, że w miejscu, w którym się znajdujemy, jest bezchmurne niebo. Czy wobec tego tylko ostatnia interpretacja jest prawdziwa, a poprzednie trzy fałszywe? Zdanie jest prawdziwe, ale tylko wewnątrz struktury językowej, którą się posługujemy. Jeśli posługujemy się językiem potocznym, zdanie „Słońce świeci” będzie fałszywe wtedy, gdy niebo pokrywają chmury. Kiedy jednak zdanie to wypowiada fizyk w trakcie wykładu, nie ma żadnego znaczenia, czy za oknem są chmury czy nie. Rozważania te są dosyć trywialne, ale wypływające z nich wnioski nie są wcale oczywiste – że nie ma zdań prawdziwych w ogóle, lecz prawda jest zawsze zrelatywizowana do języka, którym się posługujemy. Zdanie jest prawdziwe tylko na gruncie danego języka. W innym języku może być fałszywe. Nie oznacza to, że nie ma obiektywnej prawdy, a jedynie że prawdy nie da się wyrazić inaczej, jak wewnątrz pewnej struktury językowej, i to ta struktura jako całość współdecyduje, czy dane zdanie jest prawdziwe, czy fałszywe.

Pod koniec roku 1945 Ajdukiewiczowie zamieszkali w uniwersyteckim budynku Collegium Maius przy ulicy Fredry 10. Później przeprowadzili się do gmachu przy ulicy Śniadeckich 60. Neobarokowy budynek Collegium Maius został oddany do użytku w roku 1910 jako jedna z budowli cesarskiej dzielnicy Poznania z przeznaczeniem na siedzibę Komisji Kolonizacyjnej, która zajmowała się wykupem gruntów na wschodnich rubieżach Cesarstwa. Po I wojnie światowej budynek przejął Uniwersytet Poznański na potrzeby wydziału medycznego. Ajdukiewicz nie tylko w nim zamieszkał, lecz również prowadził tu wykłady dla studentów.

 

Collegium Maius

 

Po zakończeniu wojny Ajdukiewicz przyjął postawę, którą przyjęła spora część polskiego społeczeństwa: komuniści nie są mile widziani, ale sytuacja geopolityczna jest taka, że są oni zarazem jedyną realną siłą zdolną zaprowadzić względny porządek i spokój po kilku latach wojennych okrucieństw i bezprawia. Ajdukiewicz uchylał się od jednoznacznych deklaracji politycznych, ale włączył się aktywnie w dzieło odbudowy. Znalazłszy się w Wielkopolsce, skupił się na reaktywowaniu prac Uniwersytetu Poznańskiego, którego został wkrótce rektorem. Były to czasy, gdy wyższe uczelnie straciły autonomię prawną, rektor zaś stał się urzędnikiem podległym ministrowi. Ze wspomnień osób związanych z Ajdukiewiczem wynika, że pełniąc funkcję rektora, starał się ignorować naciski z góry i chronić resztki autonomii uniwersyteckiej. W roku 1950 ograniczono mu możliwość wykładania filozofii do samej logiki. Na początku 1952 roku Ajdukiewicz został zaatakowany przez jednego z czołowych polskich marksistów, Adama Schaffa, który w trakcie prelekcji wygłoszonej w Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR stwierdził:

 

Konwencjonalizm jest jednym z subiektywno-idealistycznych kierunków rozkładającej się filozofii burżuazyjnej epoki imperializmu. „Radykalny konwencjonalizm” jest szczególnie ostrą i reakcyjną formą konwencjonalizmu; tym niebezpieczniejszą, że istotną swą treść maskuje formalnym bagażem naukowego języka13.

 

Ajdukiewicz zrezygnował ze stanowiska rektora. Mogłoby się wydawać, że filozofia zajmująca się logicznymi relacjami pomiędzy zdaniami jest zupełnie odległa od wszelkiej polityki. Ajdukiewicz tymczasem został uznany przez marksistów za niebezpiecznego pseudonaukowego imperialistę. Czy to oskarżenie ma sens? Wbrew pozorom ma. Wykład Schaffa został wydany w formie broszury. Przekładając to, co napisał Schaff, z języka marksizmu na język potoczny, można ująć problem w ten sposób: na świecie istnieją struktury, które determinują różne zjawiska. Dla przykładu: pewne struktury cząsteczkowe wymuszają osobliwy wygląd płatków śniegu, kryształów soli, diamentów etc. Pozostaje zagadką, dlaczego w naszym świecie w ogóle takie struktury istnieją. Dlaczego świat nie jest zupełnym chaosem? Jedną z takich struktur jest struktura ekonomiczna społeczeństwa ludzkiego. Marksiści głosili, że determinuje ona wszystkie zachowania społeczne. Pojawienie się poglądu, że oto istnieje jakaś inna, niezależna struktura – językowa – która mocą własnych wewnętrznych relacji może wpływać na zachowania ludzkie, było nie do pogodzenia z poglądem, że struktura ekonomiczna decyduje o wszystkim, co dzieje się pośród ludzi. Swoje prawo do zabijania, torturowania i okradania arystokracji oraz burżuazji, a potem także siebie nawzajem, komuniści czerpali z przekonania, że nie istnieje żadna niezależna struktura etyczna. Etyka zależy tylko od ekonomii. Jeśli sytuacja ekonomiczna dojrzeje do tego, że wskazane jest zabijać i kraść, należy zabijać i kraść. Pogląd, że istnieje jakaś niezależna od ekonomii struktura językowa, był zbyt bliski poglądowi, że istnieje niezależna od ekonomii struktura etyczna. Komuniści nie byli w stanie znieść myśli o możliwości istnienia takiej struktury.

 

8

Gwałtowny rozwój architektoniczny Poznania przypadł na pierwsze dziesięciolecie XX wieku – epokę, w której w architekturze dominowała secesja. Skutkiem tego w Poznaniu znajduje się największa w Polsce liczba budowli w stylu secesyjnym. Secesja ma w architekturze odzwierciedlać piękno naturalnego krajobrazu, stąd najłatwiej rozpoznać ją po łamaniu symetrii, łukach, wykuszach, zdobieniach roślinnych, motywach mitologicznych. Jest to świat woli i płodności. Najbogatsze wille secesyjne znajdują się przy ulicach Konopnickiej i Orzeszkowej, kamienice wolnostojące przy ulicy Roosevelta, a kamienice w zabudowie zwartej przy ulicach Matejki i Dąbrowskiego.

Spółka budowlana, której przewodził architekt Hermann Böhmer, tuż przed rokiem 1904 nabyła nieruchomości wzdłuż obecnych ulic Roosevelta i Dąbrowskiego, na których wybudowała kilka szeregów secesyjnych kamienic. Jedną z najlepiej rozpoznawalnych jest kamienica przy ulicy Roosevelta 4. Na fasadzie budynku znajduje się płaskorzeźba nagiej kobiety oplecionej we wstęgę i łodygę winorośli. W zależności od miejsca, z którego ją oglądamy, subiektywnie zmienia swoje wymiary. Miłośników kobiet o kształtach rubensowskich proszę o ustawienie się przodem do frontu kamienicy, miłośników kobiet nieco szczuplejszych proszę o ustawienie się z boku.

 

Kamienica przy ulicy Roosevelta 4

 

Secesja