Przed telewizorem. Wiersze lekkostrawne - Siwiec Bartłomiej - ebook

Przed telewizorem. Wiersze lekkostrawne ebook

Siwiec Bartłomiej

0,0

Opis

Bartłomiej Siwiec (ur. w 1975 r. w Bydgoszczy) – prozaik, poeta, krytyk literacki.

Autor czterech powieści Zbrodnia, miłość, przeznaczenie, Autodestrukcja, Przypadek Pana Paradoksa, 16 schodów, zbioru opowiadań Wszyscy byliśmy uczeni i sześciu zbiorów wierszy Instrukcja zabicia ptaka, Matka i róża, Przepompownia, Starsza pani poezja, Domyty na temat Ruxa, Samotny mężczyzna spokojnie konsumuje floszkę Heinza. Jego ostatnia książka poetycka Martwy gołąb ukazała się we wrześniu 2024 r. w poznańskim wydawnictwie FONT.

Jego wiersze, szkice i recenzje były drukowane na łamach pism: „Arcana”, „Akant”, „Epea”, „Format Literacki”, „Fraza”, „Nowy Napis Co Tydzień”, „Okolica Poetów”, „Topos”, „Wyspa”.

Od marca 2023 r. Bartłomiej Siwiec jest prezesem bydgoskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 19

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Bartłomiej Siwiec

Przed telewizorem.

Wiersze lekkostrawne

Czas to kucharz, który przyrządza z nas niezbyt smaczne potrawy.

Mości Panie, Mości Panowie!

Za wysoko nosicie głowy, zapominając, że czas morowy

nadejdzie szybciej niż wam się zdaje. A że ja jestem

mąż honorowy i słów na wiatr nie rzucam wcale –

słowo wam daję!

Rozważania o idealnym zakończeniu – motyw muzyczny

Chciał mieć pogrzeb świecki – taka teraz moda, więc nieraz myślał

o idealnym zakończeniu z motywem muzycznym, który by się wpisał

w jego wiadomo co. Myślał o muzyce poważnej, która w sposób klamrowy

zamknęłaby jego wszystkie ziemskie doświadczenia i gorycze, ale stwierdził,

że to jest jednak mało poważne – bo słabo znał się na tego typu muzyce.

Później pomyślał o swoim młodzieńczym idolu Robercie Smisie

z punkowo-rockowej kapeli The Cure, którego zdawało mu się, że kocha

ponad życie, ale teraz to przecież już bez znaczenia, gdy sygnały wysyła mu

czarna jak śmierć ziemia (a ponadto jak można kogoś kochać,

skoro tak naprawdę się go nie zna?).

I jeszcze o Beatlesach, którzy są ponoć nieśmiertelni, a jednak i oni –

choć głosy mieli piękne i mocne jak dzwony, rozsypują się powoli

w atomy. I ten niedokonany wybór motywu muzycznego wprowadził go

w stan pewnego zawieszenia – to go trzyma wiadomo przy czym, więc

lepiej nie mieć z góry przygotowanego idealnego zakończenia.

Życie jak w Madrycie

Mówili mi w dzieciństwie w najciemniejsze noce

stanu wojennego, gdy bałem się, że źli ludzie aresztują tatę:

„Zobaczysz, będziemy jeszcze mieli dobre życie, będziemy

żyli jak w Madrycie”. A jak to jest w tym Madrycie? – pytałem.

Synku, będziesz pił i jadł do syta. Lubisz czekoladę z orzechami,

batoniki Marsy, mandarynki, pomarańcze?

To wszystko jest w Madrycie? – Nie dowierzałem.

A mówiła mi to ta jedyna, niepowtarzalna – ta, co daje życie.

Ona nie może się mylić.

Zobaczysz, to się skończy, to się musi skończyć.

Żyłem więc bajką o Madrycie. Przesuwałem pionka po planszy Eurobiznesu.

Wszyscy wtedy grali w tę grę. Tam też był Madryt, ale nie wydawał się taki

bogaty jak Paryż, Londyn czy Wiedeń. Kumpel, podniecony rywalizacją,

miętosił w rękach sztuczne dolary i chciał jak najwięcej zagarnąć dla siebie.

Jaki Madryt? – pytałem – gdy paczkę z ulubionymi słodyczami dostaliśmy

z Niemiec, a nie z Hiszpanii. Tam były czekolady, batoniki, ciastka i żelki.

Na szczęście nie aresztowali taty, choć stracił pracę, a później mama

przedwcześnie odeszła. Lekarz powtarzał mi wiele razy, że mam wysoki