Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Sceny wycięte z polskich filmów w okresie PRL-u obrosły legendą czegoś bezpowrotnie utraconego. Taśmy z takimi scenami niszczono, a jedyną po nich pozostałością były osobiste opowieści reżyserów, fragmenty scenopisów i dokumenty kolaudacyjne. Dopiero kilkanaście lat temu okazało się, że istnieje jednak pewien wizualny ślad, pozwalający pełniej wyobrazić sobie te utracone sekwencje: to niewykorzystane wcześniej fotosy filmowe, które fotosiści wykonywali na planie. Z wielu negatywów fotograficznych nie robiono nigdy odbitek, spoczywały przez lata w pudłach i dopiero proces skanowania tych materiałów klatka po klatce pozwolił teraz odkryć, że są tam również fotosy ilustrujące wycięte sceny.
Autor Proszę to wyciąć analizuje najważniejsze polskie filmy pierwszego ćwierćwiecza PRL-u. Za punkt wyjścia bierze właśnie historię wyciętych z nich scen i próbuje odpowiedzieć na pytanie: jakimi filmami byłyby Pokolenie i Niewinni czarodzieje Andrzeja Wajdy, Nikt nie woła Kazimierza Kutza, Zezowate szczęście Andrzeja Munka czy Rejs Marka Piwowskiego, gdyby nie ingerencje cenzorskie? Jakie treści dobudowywały do tych filmów sceny, których usunięcie zostało autorom odgórnie narzucone? Zestawienie archiwalnych dokumentów produkcyjnych i cenzorskich z odkrytymi fotosami oraz wspomnieniami twórców pozwala najpełniej dziś odtworzyć nie tylko historię konkretnych scen wyciętych z filmów, ale także opisać cały skomplikowany proces ingerowania w dzieło filmowe na różnych etapach jego produkcji.
Piotr Śmiałowski – historyk kina polskiego i dziennikarz filmowy. Doktor nauk humanistycznych. W latach 2004‒2019 stały współpracownik miesięcznika „Kino”. Od 2009 roku współpracownik portalu Fototeka Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego oraz Nowych Horyzontów Edukacji Filmowej (noszących od niedawna nazwę Edukacja Młode Horyzonty). Publikował także w „Ekranach”, „Images” i „Pleografie”. Autor monografii Tadeusz Janczar. Zawód: aktor (2007), wywiadu rzeki z reżyserem Tadeuszem Chmielewskim Jak rozpętałem polską komedię filmową (2012) oraz książki Niewidzialne filmy. Uparci debiutanci (2018) o niezrealizowanych projektach debiutów fabularnych Wojciecha Jerzego Hasa, Janusza Morgensterna oraz Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 801
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wprowadzenie
W2006 roku w – istniejącym wówczas wFilmotece Narodowej – Zespole Cyfryzacji Zbiorów Ikonograficznych iInformacji Internetowej rozpoczęła się digitalizacja negatywów fotograficznych przekazanych wczterech transzach do Filmoteki przez Wytwórnię Filmów Fabularnych wŁodzi: przed 1971 rokiem1 oraz wlatach 1974, 1987 i19932. Negatywy te stanowią lwią część zdjęć, jakie wykonali fotosiści na planach polskich filmów produkowanych wŁodzi od 1946 roku. Zbiór liczy wiele dziesiątków tysięcy klatek. Tylko niektóre znich wykorzystano podczas promocji filmu do wykonania odbitki papierowej, która trafiała potem do gablot kinowych ibyła reprodukowana wprogramach czy wprasie. Te znane iwielokrotnie publikowane fotosy tworzyły nazywany zniemiecka Satz, awięc fotosowy zestaw promocyjny. Natomiast większość zpozostałych negatywów leżała przez lata wpudłach inie była przez nikogo wyciągana3. Szczęśliwie nikt zwładz kinematografii nigdy nie pomyślał, by je utylizować. Prawdopodobnie było to zupełnie nieopłacalne idzięki temu przetrwały.
Już podczas pierwszych miesięcy digitalizacji okazało się, że wśród tych materiałów znajdują się werkfotosy odsłaniające kulisy pracy wielu ekip filmowych, zdjęcia próbne aktorów do poszczególnych ról, zdjęcia budowy dekoracji iwreszcie – fotosy ze scen, które nie znalazły się wostatecznej wersji konkretnego filmu. Na szczęście fotosista dokumentował najczęściej wszystko, co działo się na planie iprzed kamerą4, idzięki temu utrwalił także fenomen scen, które, jak się miało okazać, zostaną zfilmów usunięte ibezpowrotnie utracone. Nie było raczej nigdy wątpliwości, że wycięte sceny, októrych opowiadali reżyserzy, rzeczywiście istniały, ale teraz można było pokazać konkretny fotos ipowiedzieć: oto wizualna namiastka tego, czego brakuje.
By Filmoteka mogła wjakiś sposób prezentować opracowaną część jej archiwum fotosowego, wlistopadzie 2009 roku powstał portal Fototeka zadresem www.fototeka.fn.org.pl. Gdy pół roku później dołączyłem do Zespołu Cyfryzacji, kontynuowaliśmy digitalizację iopracowanie negatywów, odkrywając wnastępnych latach jeszcze wiele nieznanych materiałów. Fotosy zusuniętych scen stały się bezpośrednią inspiracją do powstania tej książki ipozwoliły mi myśleć dwutorowo: zarówno oróżnych sposobach analizy iprzedstawienia historii usuniętej sceny ijej fotosu, jak ioróżnych poziomach, na których sceny mogą znikać zfilmu przed powstaniem jego ostatecznej wersji. Oczywiście nie reprodukuję wksiążce wszystkich fotosów zwyciętych scen zfilmów, które omawiam – na to nie starczyłoby ani miejsca, ani środków. Publikuję jednak moim zdaniem najważniejsze, awprzypisach załączam linki iwskazówki, by każdy czytelnik zainteresowany tematem mógł zobaczyć na stronie Fototeki pełną dokumentację fotograficzną scen wyciętych.
Częścią właściwą książki będą oczywiście rozdziały otych scenach, których usunięcie zostało reżyserowi narzucone iczęsto było warunkiem wejścia filmu na ekrany kin. Tytuł Proszę to wyciąć odwzorowuje ton, wjakim najczęściej formułowane były przez decydentów polecenia okaleczenia konkretnych filmów. Gdy jednak ogląda się fotosy zusuniętych scen imożna zacząć sobie wyobrażać sekwencję, której nie ma, chciałoby się strawestować wypowiedź cenionego sprawozdawcy sportowego, Wojciecha Trojanowskiego: „Szkoda, że państwo nie mogą tego zobaczyć”5. Jest wtym żal, że pewne sceny, które były integralną częścią polskich filmów, zostały znich wycięte ibezpowrotnie utracone. Nie wątpię, że wielu reżyserów tytułów tak okaleczonych mogłoby się pod tą frazą podpisać iże gdyby to było możliwe, przywróciliby wswoich filmach to, co kiedyś musieli usunąć.
Zawartość rozdziałów książki ikryterium mojego ostatecznego wyboru poszczególnych tytułów iusuniętych scen determinowało kilka czynników. Starałem się wybrać filmy jak najciekawsze iznaczące whistorii polskiego kina, choć nie zawsze należące do kanonu. Wniektórych przypadkach wycięcia weszły do legendy związanej zfilmem, winnych – choć tych przypadków jest mniej – są mało znanym faktem. Oczywiście pewnym kryterium było istnienie fotosu zwyciętej sceny. Do większości omawianych filmów taki fotos, lub nawet kilka, rzeczywiście udało mi się odnaleźć. Nie chciałem jednak rezygnować ztak ważnych tytułów jak Życie raz jeszcze (1964)Janusza Morgensterna czy Gra (1968) Jerzego Kawalerowicza tylko dlatego, że zachowane fotosy nie dokumentują fragmentów wyciętych ztych filmów. Wobec prawie zupełnego braku papierowej dokumentacji archiwalnej ifotosowej musiałem jednak zrezygnować zrozdziałów oZagubionych uczuciach (1957) Jerzego Zarzyckiego iZaduszkach (1961) Tadeusza Konwickiego, choć wiem zkilku ustnych relacji odaleko idących ingerencjach woba tytuły.
Bezwzględnym kryterium wyboru był fakt wymuszenia na reżyserze zmiany wjego filmie istrata, jaką poniósł. Nawet jeśli okaleczenie nie zawsze jest po latach widoczne iwyczuwalne, interesująca staje się analiza materiału, który został wycięty, umiejscowienie go wkontekście całego filmu irefleksja nad tym, jaką wartość iznaczenia dodawałaby do całej fabuły usunięta scena, gdyby ocalała. Słowem – poszukiwania pełnej potencjalności filmu, zktórego coś musiało wypaść. Albo opis kontrowersji, jak wprzypadku Rejsu (1970) Marka Piwowskiego, które towarzyszyły ingerencji isprawiają, że zdzisiejszej perspektywy trudno nie uznać sensowności cięcia.
Wymuszenie na reżyserze skrótu izabiegi oocalenie sceny odnosiłem do okresu – niekiedy było to kilka lat – gdy film czekał na premierę. Zdarzały się bowiem przypadki, że reżyser, który tuż po skończeniu filmu nie mógł pogodzić się zcięciami, po latach mimo wszystko stwierdzał, iż bez tych scen jego film nic nie stracił. To choćby przypadek Sylwestra Chęcińskiego iretrospektywnej sceny wyciętej zfilmu Sami swoi (1967), wktórej Jaśko Pawlak (Waldemar Dyba) podpala stodołę Kargulom. Tego rodzaju sytuacja to interesujący materiał, by przyjrzeć się, jak może wreżyserze ewoluować poczucie straty po wyciętej scenie iczy funkcjonowanie cenzury mogło przyczyniać się do podniesienia poziomu filmu pod względem artystycznym – poprzez szukanie przez autora metafory czy języka ezopowego – co nie jest przecież dziś poglądem odosobnionym6.
Teresa Rutkowska skomentowała antologię The New Film History: Sources, Methods, Approachespod redakcją Jamesa Chapmana, Marka Glancy’ego iSue Harper wnastępujący sposób:
Nowa Historia Filmu przywiązuje wagę do krytycznej analizy źródeł, nie tylko samych taśm, ale także raportów cenzury, wspomnień, dokumentów wytwórni, kosztorysów, kontraktów, materiałów prasowych, scenariuszy iscenopisów, korespondencji, przepisów prawnych, ostatnio także internetowych grup dyskusyjnych7.
Synteza Rutkowskiej stanowi wciąż aktualną listę źródeł, którą można także odnieść do narracji owyciętej scenie ifotosie, który ją dokumentuje. Jak najbardziej szczegółowe odtworzenie takiej sceny umożliwia scenopis, wktórym zapisane są poszczególne plany iruchy kamery oraz – wprzypadku, gdy takiemu fragmentowi filmowemu miała towarzyszyć niediegetyczna muzyka – partytura. Odwołanie się do politycznego kontekstu cenzorskiej ingerencji szczególną uwagę każe zwrócić nie tylko na kolaudację filmu, podczas której pojawiały się zwykle pierwsze wątpliwości, ale także na te pojedyncze archiwalia, które kontrowersyjną zpunktu widzenia władzy scenę niejako abstrahują zcałego filmu ipoddają krytyce. Krytyka taka nie odnosi się czasem wogóle do całości ocenianego tytułu idlatego można mówić oczęstej próbie przekonania reżysera, że jego generalnie dobry film psuje jakaś nieudana – czytaj: niepożądana – scena.
Dotąd wliteraturze filmoznawczej konkretne wycięcia zfilmów omawiano raczej szczątkowo ina marginesie innych analiz, wykorzystując głównie wspomniane materiały zkolaudacji ministerialnej iformalne wnioski pokolaudacyjne (szerzej omawiam te etapy wpodrozdziale Zarys procesu cenzurowania filmu). Stosunkowo rzadko lub wcale nie wykorzystywano jednak dotąd materiałów wytworzonych przez cenzorów, które dopełniają obraz ingerencji wdzieło filmowe. Dzięki zestawieniu wszystkich wyżej wspomnianych dokumentów można przyjrzeć się zjawisku znikania scen wcałym procesie produkcji. Zdarzało się bowiem – jak wPokoleniu (1954) Andrzeja Wajdyczy Grze – że jakaś scena wzbudzała kontrowersje już na etapie akceptowania scenariusza iże reżyser musiał potem onią walczyć przez cały okres prac nad filmem. Czasem – jak wprzypadku Życia raz jeszcze – problemy zjakąś sceną pojawiały się dość nagle ibyły zaskoczeniem, bo Komisja Ocen Scenariuszy nie zgłaszała wcześniej wobec niej uwag. Można więc powiedzieć, że cenzurowanie filmu było swego rodzaju sejsmografem nastrojów władzy ipolityki społeczno-historycznej wmomencie, gdy film powstawał. Uporządkowanie omawianych wtej książce filmów wbloki odnoszące się do konkretnych okresów PRL-upozwala dostrzec, jak kształtowała się wdanym czasie zależność między polityką asztuką.
Starałem się ze wszech miar przedstawić racje polityczne, którymi kierowała się strona władzy, oraz racje artystyczne – najważniejsze dla twórców filmu. Zestawienie obu tych perspektyw pozwalało często wydobyć istotę konfliktu, który decydował owycięciu sceny. Przy czym zależało mi, by pozostać jak najdalej od tego rodzaju branżowych narracji, wktórych pojawiają się opowieści, jak to ujmował Marcin Adamczak:
ooszukiwaniu władzy iprzechytrzeniu cenzora, ze strukturalnymi, gotowymi do obsadzenia rolami niezłomnego, bezkompromisowego, odważnego filmowca ipartyjnego dygnitarza lub cenzora uosabiającego niecną (diabelsko potężną lub, przeciwnie, głupią) władzę8.
Przy pisaniu kolejnych rozdziałów niniejszej książki korzystałem przede wszystkim zdokumentów zgromadzonych wFilmotece Narodowej – Instytucie Audiowizualnym, Archiwum Akt Nowych, Archiwum Zakładowym Ministerstwa Kultury iDziedzictwa Narodowego, Archiwum Dokumentacji Osobowej iPłacowej wMilanówku, Archiwum Andrzeja Wajdy, Instytucie Teatralnym iMuzeum Literatury wWarszawie. Uzupełniałem je zapiskami zprywatnych archiwów oraz współcześnie przeprowadzonymi wywiadami. Niestety, wśród moich rozmówców zabrakło – zjednym wyjątkiem – montażystek imontażystów9. Ci, którzy montowali filmy omawiane wkolejnych rozdziałach, wwiększości już nie żyją. Montażyści nie byli nigdy tą grupą filmowców, zktórą często przeprowadzano wywiady, itrudno oczekiwać, by wtych nielicznych odbytych jednak rozmowach pytano ich na dodatek szczegółowo ohistorie wyciętych scen10. Ten brak perspektywy montażystów wmojej książce, perspektywy tak różnej przecież od perspektywy reżysera czy scenarzysty, traktuję jako ogromne niezaistnienie11. Zwłaszcza że wycięte sceny są tematem wymagającym podważenia hierarchii źródeł iuporządkowania archiwalnych artefaktów bez dychotomii wrodzaju: kanoniczne–niekanoniczne12. Relacje montażystów mogłyby być zalążkiem narracji nadającej odpowiednią rangę ich perspektywie na najważniejsze filmy zpierwszego ćwierćwiecza PRL-u. Tym bardziej żałuję, że nie mogłem ich przedstawić.
Przypisy:
1Nie udało mi się ustalić daty pierwszego przekazu negatywów. Wdokumencie datowanym na 17 czerwca 1971 r. isporządzonym przez Filmotekę Polską pisano: „Wytwórnia Filmów Fabularnych wŁodzi przekazała nam zbiór negatywów fotosów do filmów polskich zlat 1957–1968. Zbiór został opracowany ogólnie (tytuły iilości sztuk). Należałoby uwzględnić, przy dokładnym opracowaniu, nazwiska występujących aktorów. Do wielu znich należałoby przedtem wykonać wglądówki”. Zob. Materiał na kolegium NZK „Potrzeby iperspektywy Filmoteki Polskiej”, w: Filmoteka Polska. Organizacja, zakres działania, działalność, Archiwum Akt Nowych (dalej: AAN), zespół Naczelnego Zarządu Kinematografii (dalej: NZK), sygn. 2/62, k. 7.
2Warchiwum Zespołu Opracowań Zbiorów FINA znajdują się dwa dokumenty dotyczące przekazania negatywów: niedatowany, podpisany przez Danutę Kowalską, „Starszego Dysponenta Wydziału Techniki Zdjęć iZdjęć Specjalnych” oraz datowany na 9 września 1987 r. ipodpisany przez inż. Walerego Makówkę, „Zastępcę Dyrektora do spraw techn.-produkcyjnych”.
3Więcej pisałem otym wartykule Skąd się wzięły nasze zbiory?, http://fototeka.fn.org.pl/pl/static/39/227/skad-sie-wziely-nasze-zbiory.html (dostęp: 20.07.2023).
4Więcej pisałem otym wartykule Historia polskiego fotosu filmowego,http://fototeka.fn.org.pl/pl/static/39/30/historia-polskiego-fotosu-filmowego.html (dostęp: 20.07.2023).
5Wojciech Trojanowski był przedwojennym lekkoatletą icenionym sprawozdawcą sportowym. Cieszył się na tyle dużą popularnością irozpoznawalnością, że wystąpił nawet wfilmie Sportowiec mimo woli (1939) Mieczysława Krawicza, wcielając się wsiebie samego ikomentując mecz hokeja na lodzie.Kilka lat przed wojną, relacjonując Bieg Narodowy na Bielanach wWarszawie, Trojanowski musiał czymś zapełnić moment, gdy zwycięzcy dobiegli już do mety, lecz sędziowie czekali jeszcze na ostatnich zawodników, by podać całkowite wyniki. Poszedł więc nad Wisłę iroztaczając przed słuchaczami uroki nadrzecznej przyrody, miał powiedzieć „Ach! Jaka szkoda, że państwo nie mogą tego zobaczyć”. „Ludzie się potem trochę ze mnie śmiali – wspominał Trojanowski – aLopek Krukowski, podczas swoich codziennych występów wmodnym podówczas Café-Clubie, zaczął publiczność zabawiać parodią reportażu sportowego i – rzecz nieunikniona – wpakował tam mój okrzyk wkontekście zmienionym, adla niego wygodnym: «Proszę Państwa! – krzyczał. – Walasiewiczówna zdejmuje spodnie, jaka szkoda, że państwo nie mogą tego zobaczyć!». (…) Po latach (…) wielu gotowych było przysiąc, że ode mnie słyszeli to, co im opowiadał Krukowski”. Zob. B. Tuszyński, Wojciech Trojanowski (1904–1988), „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej” XXIX, 2, s. 98.
6Tego rodzaju opinie pojawiają się chociażby wfilmie dokumentalnym Tren na śmierć cenzora (1992) Krzysztofa Magowskiego. Wniniejszej książce prawie we wszystkich przypadkach odnoszę się do cenzury jako „instytucji zakazu”. Jednak rozdział owycięciach wfilmie Sami swoi jest tym fragmentem, który pozwala przybrać inną optykę izastanowić się nad – jak to ujmuje Anna Misiak – „produktywnymi skutkami działania” cenzury. Zob. A. Misiak, Kinematograf kontrolowany. Cenzura filmowa wkraju socjalistycznym idemokratycznym (PRL iUSA). Analiza socjologiczna, Universitas, Kraków 2006, s. 17 oraz fragmenty książki, którą Misiak omawia: A. Kuhn, Cinema, Censorship and Sexuality 1909–1925, Routledge Revivals, London–New York 1988, s. 4.
7T. Rutkowska, Dynamika historii, „Kwartalnik Filmowy” 2009, nr 67–68, s. 310.
8M. Adamczak, Obok ekranu. Perspektywa badań produkcyjnych aspołeczne istnienie filmu, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2014, s. 131.
9Wokresie PRL-uzawód ten wykonywały głównie kobiety. Montażystka Lidia Zonn tak to tłumaczyła: „WPolsce rzeczywiście był to zawód wdużym stopniu sfeminizowany. Myślę, że wiązało się to trochę zodczuciem, że montażystka czuwa nad materiałem jak sekretarka czuwa nad papierami. Zatem zaczęło się od kobiet, ponieważ one są dokładniejsze, cierpliwsze, bardziej uporządkowane, później stało się to już tradycją. Teraz informatyzacja spowodowała zmianę proporcji. Jednym zpowodów jest fakt, że przede wszystkim mężczyźni kształcili się wtechnikach elektronicznych ibyli przygotowani do obsługi nowych technologii”. Zob. P. Makowski, Omontażu przy kawie. Rozmowy zpolskimi montażystami, Ridero, Kraków 2017, s. 19.
10Bardzo cennymi źródłami informacji opracy montażysty wokresie PRL-usą m.in. książki Lidii Zonn: Zasady montażu filmowego. Film dokumentalny, Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna iTeatralna, Łódź 1994; Wmontażowni – wczoraj, Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna iTeatralna im. L. Schillera, Łódź 2008. Ta druga pozycja jest zbiorem wywiadów zmontażystkami, również filmów fabularnych, m.in.: Jadwigą Zajiček, Marią Orłowską, Haliną Prugar-Ketling, Łucją Ośko czy Agnieszką Bojanowską, które pracowały przy filmach Andrzeja Wajdy, Andrzeja Munka, Janusza Nasfetera czy Ewy iCzesława Petelskich. Zkolei wksiążce Pawła Makowskiego, Omontażu przy kawie, dz. cyt., znalazły się rozmowy m.in. zLidią Zonn, Agnieszką Bojanowską iHaliną Prugar-Ketling. Montażowi poświęcony był również monograficzny numer miesięcznika „Kino” zpaździernika 1971 r.
11Ten brak staje się odczuwalny tym bardziej, gdy czyta się takie wywiady jak ten autorstwa Pawła Makowskiego zHaliną Prugar-Ketlig. Montażystka ujawnia wnim m.in. wiele aspektów pracy zAndrzejem Wajdą ikształtowaniem się ostatecznych wersji jego filmów, które montowała wlatach 1968–1985. Mówi także opotyczkach zcenzurą przy filmie Wesele (1972): „Słowa «Cóż tam panie wpolityce» pojawiły się wfilmie dwa razy, tak samo jak wdramacie. Dwa razy, bo przecież Czepiec musi się ztymi słowami przebić do wszystkich gości weselnych. Cenzura kazała wyciąć jedno zdanie tak, by Czepiec krzyczał to tylko raz. Natomiast zdanie «Chińczycy trzymają się mocno» kazali wyciąć całkowicie, bo był wówczas problem polityczny wChinach, rewolucja kulturalna. Ile rzeczy oni kazali nam wtedy wyciąć… Jaś goni na koniu, gubi czapkę zpiór iwidzi ruskich – to także kazali usunąć”. Zob. P. Makowski, Omontażu przy kawie, dz. cyt., s. 42.
12Piszą otym Krzysztof Kornacki iPiotr Zwierzchowski wswoim artykule Metodologiczne problemy badania kina PRL-u, „Kwartalnik Filmowy” 2014, nr 85, s. 32.
Rozdział 1. Ingerencje w projekt filmowy oraz fotos jako nowy przedmiot do badań nad cenzurą
1.1. Zarys procesu cenzurowania filmu
Książka ta zawiera omówienie scen wyciętych zpolskich filmów powstałych wpierwszym ćwierćwieczu PRL-u. Ostatnim analizowanym tytułem jest Rejs Marka Piwowskiego, który pochodzi wprawdzie z1970 roku, lecz jego koncepcja ipierwsze plany produkcyjne kształtowały się uschyłku lat 60. Ponieważ jednak biorę pod uwagę, że wprzyszłości napiszę być może drugą część Proszę to wyciąć, skupiającą się na ingerencjach wfilmy zlat 70. i80., womówieniu procesu cenzurowania filmu oraz wrozdziale zawierającym analizę poszczególnych kategorii fotosów będę się niekiedy, ale niezmiernie rzadko, odwoływał także do tytułów zrealizowanych po 1970 roku, by pokazać ciągłość jakiegoś procesu lub wydobyć szczególnie interesujący przypadek, pasujący do kontekstu. Jednak wswoim trzonie moje relacje dotyczyć będą okresu sprzed 1970 roku.
Cenzurowanie gotowego filmu wokresie PRL-umiało wprawdzie pewną zadekretowaną ścieżkę iprzebieg, lecz było wiele odstępstw od tej drogi wprzypadku, gdy jakiś tytuł wzbudzał szczególne wątpliwości decydentów. Osobną kwestią pozostaje to, że ingerowanie wprojekt filmowy zaczynało się już na etapie zatwierdzania scenariusza, co oczywiście miało wpływ na późniejszy przebieg zdjęć lub mogło wogóle wstrzymać prace1. Jednak wprzypadku gotowego już filmu najważniejszym momentem potencjalnych ingerencji były pokazy dla tych, którzy zadecydowali ojego skierowaniu do produkcji lub ją nadzorowali. Zdarzało się nawet, że władze kinematografii starały się wpłynąć na kształt filmu wtrakcie zdjęć. Tak było wprzypadku omawianych wtej książce: Domu na pustkowiu (1949) Rybkowskiego, Robinsona warszawskiego (1949) Zarzyckiego czy choćby podczas produkcji, októrej jedynie wspominam: Ulicy Granicznej (1948) Aleksandra Forda, gdy nowo powołany dyrektor naczelny Przedsiębiorstwa Państwowego „Film Polski” Stanisław Albrecht (mianowany na miejsce zdymisjonowanego Forda) skontrolował na polecenie Jakuba Bermana nakręcony materiał ipodważył sens realizacji filmu2. Powojenna władza tabuizowała temat żydowski, ponieważ nie znalazła sposobu na otwartą debatę na temat dużej liczby działaczy żydowskiego pochodzenia waparacie partyjnym. Gotowemu filmowi Forda przyglądano się zogromną skrupulatnością, każąc retuszować wiele antypolskich akcentów wobrazie stosunków polsko-żydowskich zokresu wojny. Gdy film odniósł niespodziewany sukces, Ford – jak tłumaczy Tadeusz Lubelski – myślał zapewne: „Ominęliśmy szczęśliwie minę, udało się to bez wielkiego zgrzytu, cieszmy się inie wracajmy na razie do tego”3.
Krytyka powojennej produkcji podczas Zjazdu Filmowców wWiśle wlistopadzie 1949 roku objęła właściwie wszystkie tytuły. Stosunkowo najłagodniej potraktowano Ostatni etap (1947) Wandy Jakubowskiej, którego wymowę ideologiczną iwartość artystyczną trudno było podważyć. Ichociaż widownia czekała na polskie filmy, pomstując na opieszałość „Filmu Polskiego”, władza bardzo ostrożnie klasyfikowała tytuły, którymi dysponowała. Beniaminkiem po Zjeździe okazał się Czarci Żleb (1949)Aldo Vergano iTadeusza Kańskiego, błaha opowiastka oprzemycie dzieł sztuki, góralach iWojskach Ochrony Pogranicza. Albrecht dopatrywał się jednak wfilmie wielu zalet:
Ostatni film naszej produkcji, Czarci Żleb, to interesujący iudany wysiłek stworzenia filmu wprawdzie sensacyjnego, niosącego jednak pozytywne, społeczne wartości. Osiągnięcie to jest niewątpliwie konsekwencją dobrego zapoznania się zobrazowanym środowiskiem iwysunięciem konfliktu typowego dla tego środowiska. Typowość owa nie ma zresztą rysów powszedniości. Konflikt jest ciekawy ichoć dość wyjątkowy wswym przebiegu, typowy pozostaje jego sens społeczny – powstawanie obywatelskich wiadomości wdrodze doświadczeń przynoszonych przez służbę. Film jest oparty osłuszną ideologię idlatego celnie formułuje oceny eksponowanych środowisk ijednostek. Poza interesującym iprawdziwie zarysowanym konfliktem posiada jeszcze jedną wartość – posiada pozytywnego bohatera. Jest to film niewielkiego wymiaru, ale stanowi krok od etapu, jaki zamykamy, do następnego, jaki rozpoczniemy4.
Albrecht nie wspominał jednak, że nawet wprzypadku tak hołubionego Czarciego Żlebu droga od pomysłu do realizacji była itak drogą przez mękę nie tylko zpowodu ideologicznych obostrzeń, ale imiałkości samego scenariusza. Czytane dzisiaj uwagi do tekstu sformułowane przez urzędnika Działu Programowego Wytwórni Filmów Fabularnych mogą wywoływać przede wszystkim uśmiech:
Czy celowe jest podkreślanie głupowatości Jaśka wobec faktu, że scenariusz mógłby mieć fałszywy wydźwięk, sugerując, że chłopiec będący przedmiotem pośmiewiska, októrym mówi się „nic po tobie we wsi”, nadaje się na wyborowego żołnierza WOP-uito wyróżniającego się bohaterstwem5?
Na ekranie nie zafunkcjonowała więc „głupowatość”Jaśka (Tadeusz Schmidt). Film Vergano iKańskiego spełniał swoje zadanie jako utwór rozrywkowy iideologicznie właściwy. Podczas kolaudacji dokonanej przez Komisję Kwalifikacyjną, która odbyła się uschyłku grudnia 1949 roku, awięc już po Zjeździe wWiśle, zebrał oceny dobre ibardzo dobre. Oceniający krytykowali tylko zły dźwięk wscenach zbiorowych oraz rolę Adama Brodzisza, który „zagrał przedwojennego oficerka”, anie „typ oficera naszej rzeczywistości”6. Nie zalecono już jednak żadnych poprawek ani wycięć. Biuro Polityczne, które brało wówczas pod lupę każdy polski film pełnometrażowy, także nie zgłosiło uwag, dzięki czemu Czarci Żleb mógł bez przeszkód wejść do kin wstyczniu 1950 roku, stając się pierwszym filmem zaprezentowanym publiczności po Zjeździe wWiśle.
Na półkach leżały jednak dwa wcześniejsze, całkowicie ukończone: Dwie godziny (1946)Stanisława Wohla iJózefa Wyszomirskiegooraz Powrót (1948; tytuł alternatywny Ślepy tor) Bořivoja Zemana, opowiadające odramatach ludzi wpierwszych godzinach idniach pokoju. Podczas Zjazdu Albrecht powiedział oDwóch godzinach, że to „film błahej mieszczańskiej problematyki ibłahych, naciąganych konfliktów. Film oludziach ze środowisk robotniczych iinteligenckich przedstawionych ubogo inieprawdziwie”7. AWłodzimierz Sokorski, podsekretarz stanu wMinisterstwie Kultury iSztuki, oPowrocie – że jest wnim „fałszywy konflikt, fałszywe założenie ideologiczne, nieprawdziwy konflikt tragedii matki, która nie ma odwagi odebrać dziecka oddanego na wychowanie”8.
Te zarzuty były dookreśleniem wcześniejszych zastrzeżeń ibrzmiały jak nieodwołalny wyrok. Władze kinematografii miały wprawdzie doświadczenia wrealizacji nowej wersji filmu ukończonego izaprezentowanego już nawet publiczności, jak było zprzerobionymi na polecenie Albrechta Zakazanymi piosenkami (1946)Leonarda Buczkowskiego, ale Dwóch godzin9iPowrotu nie zdecydowały się przerabiać. Tym bardziej że nie były to tytuły nowe, októrych pisała prasa ioktóre dopytywali widzowie, awięc obu tych decyzji władze nie musiały właściwie uzasadniać. Dwie godziny weszły do kin dopiero wgrudniu 1957 roku, aPowrót nigdy nie miał swojej oficjalnej premiery. Dla współczesnego odbiorcy ma to ten walor, że pozwala dziś obejrzeć oba filmy wwersjach możliwie najbliższych reżyserskim zamierzeniom10.
Wkontekście Zjazdu wWiśle większego pecha mieli ci twórcy, którzy nie zdołali doprowadzić do premiery swoich filmów przed listopadem 1949 roku. Wefekcie pierwotne wersje Robinsona warszawskiego iDomu na pustkowiu zostały zniszczone, ate, które znamy, są już mniej lub bardziej obciążone powiślańskimi ingerencjami istały się przyczyną konfliktu zpracującymi przy nich pisarzami. Albrecht podczas Zjazdu dużo mówił ostyku filmu iliteratury:
Nasza walka orealizm socjalistyczny wfilmie musi być oparta wpierwszym rzędzie na współpracy zludźmi pióra ibazować na przyswojeniu sobie metod realizmu socjalistycznego przez literaturę. Praca dla filmu zresztą może pomóc naszym pisarzom wznacznej mierze wprzełamaniu trudności na tej drodze. Dlaczego? Bo nakłada mocniejsze dyscypliny wprzemawianiu do odbiorcy realnymi obrazami irealnymi zdarzeniami, bo rezultaty osiągnięć są szybko sprawdzalne przez reakcję najszerszych rzesz widzów wnarodzie. WZwiązku Radzieckim obserwujemy nie tylko ogromny wpływ literatury na film, ale ina odwrót11.
Problem polegał jednak na tym, że już od pierwszych powojennych projektów „Film Polski” robił wszystko, by literatów do kina zniechęcić. Po ingerencjach wtekst scenariusza Ewa Szelburg-Zarembina wycofała swoje nazwisko zczołówki Dwóch godzin, aWanda Żółkiewska iJan Kott – zczołówki filmu Za wami pójdą inni… (1949)Antoniego Bohdziewicza. Piotr Zwierzchowski pisze:
Jednym zelementów walki ofilm realizmu socjalistycznego miała być współpraca zpisarzami. Wezwania do niej pojawiały się niejednokrotnie, m.in. już na styczniowym zjeździe pisarzy wSzczecinie. Ta kooperacja nie układała się najlepiej. Pisarze skarżyli się, że nie można publikować scenariusza, na który została podpisana umowa z„Filmem Polskim”, co ogranicza możliwości zarabiania. Niepokój budziło przerabianie go do tego stopnia, że stawał się nierozpoznawalny dla autorów. Choć co rusz pojawiał się wątek niezbyt poważnego traktowania tej formy twórczości przez literatów, oni zkolei narzekali na lekceważenie scenariuszy przez filmowców. Niechętnie odbierali też coraz silniejsze promowanie amatorów, anie profesjonalistów. Podkreślali również brak czasu na gruntowne studia nad tematem. Filmowcy zkolei uważali, że literaci nie mają pojęcia ospecyfice filmowego medium itraktują scenariusz jako formę oznacznie niższym prestiżu iwartości, nie są ponadto zbyt chętni do współpracy, aich propozycje pozostają niedopracowane istają się przyczyną kłopotów kinematografii12.
Po Zjeździe wWiśle, gdy współpraca literatów ifilmowców miała zostać już formalnie obarczona wymogami socrealizmu, pisarze jeszcze bardziej mieli doświadczyć niewdzięczności kina dla ich pracy. Wprawdzie Dora Gromb, kierowniczka Biura Scenariuszowego (w1954 do jego nazwy dodano przymiotnik Filmowe), zachęcała wkolejnych latach różnych pisarzy do współpracy zkinematografią, lecz potem tym, którzy dali się namówić, bezlitośnie kroiła scenariusze13.
Tadeusz Karpowski, piastujący od końca lat 40. w„Filmie Polskim” stanowisko dyrektora programowego (wcześniej, wlatach 1948–1949, był m.in. wicedyrektorem cenzury, ale nie miał na co dzień do czynienia zfilmem), wspominał, że aż do połowy lat 50. to członkowie Biura Politycznego decydowali opolskich filmach14. Albrecht miał wprawdzie duże ambicje kontrolne, lecz wczasach, gdy sprawował swój urząd, samodzielność decyzji była praktycznie niemożliwa. On sam także przyznawał, że najistotniejsza była projekcja ukończonego filmu dla Biura Politycznego. Mówił jednak otwarcie: „Ja nie pokazywałem filmów niedających się zaakceptować!”15. Zaryzykuję stwierdzenie, że wpierwszych powojennych latach cenzura nie była wkontekście polskiego kina fabularnego instytucją onewralgicznym charakterze16. Karpowski mówił: „Formalnie film musiał mieć zezwolenie cenzury, ale przecież wiedzieliśmy, że każdy film jest oglądany przez Biuro Polityczne, byłoby więc rzeczą bezsensowną, gdybyśmy się jeszcze wymądrzali… Cenzurowaliśmy właściwie tylko «Kronikę Filmową»”17. To dlatego wrelacjach Albrechta czy najważniejszych ówczesnych twórców filmowych nie pojawiają się opowieści ocenzorach wsensie ścisłym. To potęguje wrażenie, że cenzura wodniesieniu do premierowej produkcji filmowej była wówczas mało potrzebna18.
Istniało wprawdzie Kolegium Programowe zajmujące się scenariuszami, Rada Artystyczna przy Dziale Produkcji Filmów oceniająca projekty na różnych etapach produkcji19 oraz Komisja Kwalifikacyjna kolaudująca gotowe filmy, ale zwłaszcza głos tej ostatniej bywał często jedynie doradczy inieostateczny. Decydowali ludzie zsamej góry, tym bardziej że filmów powstawało jeszcze wówczas niewiele iwzięcie przez Biuro Polityczne pod lupę każdego tytułu wydawało się wykonalne, choć niełatwe. Pytanie, kiedy członkowie Biura mieli znaleźć na to czas? Wanda Jakubowska wspominała, że pokaz jej Ostatniego etapu „odbył się wsalce kinowej wpodziemiach Belwederu (…), zaczął się chyba o2.00 wnocy, po posiedzeniu Biura Politycznego”20. Również Albrecht wspominał, że projekcje odbywały się zwykle o4.00 nad ranem. Jednak gdy Biuro dokonało już oceny, dyrektor „Filmu Polskiego” miał niepodważalny argument, by łamać wcześniejszy opór reżyserów iwprowadzać zmiany wich filmach. Nikt nie śmiał się bowiem sprzeciwić opinii Biura. Czy dyskusje członków Biura oprodukcji filmowej protokołowano? Zarówno nocne pory, wktórych się odbywały, jak inieformalny charakter tych narad każą przypuszczać, że nie. Dlatego dziś można jedynie polegać na dość ogólnych relacjach, że – jak mówił Albrecht – Bolesław Bierut nigdy nie odrzucił wcałości żadnego filmu21 i – jak wspominał Karpowski:
Nigdy nie był nastawiony pryncypialnie, nie wypowiadał się zdecydowanie przeciwko. Jego uwagi brzmiały mniej więcej tak: „Trzeba dopracować, ludzie się starali, dali przypuszczalnie maksimum tego, na co ich stać, więc trzeba ich podciągnąć, wiecie…”. Ale to moim zdaniem było lepsze niż niesłychanie czasem ostre uwagi, jakie wygłaszali ludzie, którzy niewątpliwie lepiej orientowali się wsprawach sztuki niż Bierut22.
Zjazd Filmowców wWiśle, choć zaostrzył kurs izadekretował socrealizm, niedużo zmienił wpraktyce cenzurowania filmów przez Biuro Polityczne. Podobnie jak powołanie 1 stycznia 1952 roku – wmiejsce „Filmu Polskiego” – Centralnego Urzędu Kinematografii (CUK) idziałającej wjego ramach Komisji Ocen Filmów iScenariuszy – powstałej zkolei zprzekształcenia Kolegium Programowego oraz Komisji Kwalifikacyjnej. Jeszcze w1954 roku Andrzej Wajda musiał mierzyć się znegatywną oceną swojego debiutanckiego Pokolenia dokonaną przez Biuro Polityczne, co staram się wyjaśnić krok po kroku wpodrozdziale poświęconym temu filmowi. Ludzie współpracujący wróżnej formie zkinematografią zaczęli się wówczas już jawnie buntować przeciwko dominacji recenzenckiej Biura, obniżającej rangę Komisji Ocen Filmów iScenariuszy. Podczas jednego zzebrań Komisji Grzegorz Lasota skarżył się:
[M]yślałem, że usłyszę od tow. Albrechta coś wrodzaju krytyki, bo na jednym zpoprzednich posiedzeń zapadła Uchwała, że Komisja Ocen będzie oceniać filmy przed Biurem Politycznym, atymczasem tego warunku nie dochowano iKariera iPokolenie zostały już przed nami przedstawione wyżej, przez co ocena filmu przez nas staje się fikcją. (…) Po pokazaniu filmów wKierownictwie trzeba było czekać parę tygodni, żeby je zobaczyć. Członkowie Komisji słyszą różne uwagi na temat tych filmów na mieście, anie mogą ich zobaczyć. Ze względu na to, że zTowarzyszami zCUK-unie można się dogadać, pozwoliłem sobie iść do tow. Bermana, bo tego rodzaju sytuacja moralnie jest przykra dla członka partii. Ja zreferowałem tow. Bermanowi, że Komisja działa przy ¼ swego składu, że nic nie przedsięwzięto, żeby ten stan zmienić, poza tym powiedziałem osprawie oglądania filmów, bo my, oglądając filmy po Kierownictwie, czujemy się zwolnieni zoceny politycznej, aograniczamy się do oceny artystycznej. Tow. Berman uważa, że te sprawy nie podlegają dyskusji. Należy przedstawić projekt uzupełnienia Komisji, filmy przez Komisję powinny być wcześniej oglądane itrzeba przepracować formy pracy Komisji23.
Ówczesny wiceprezes CUK, Leonard Borkowicz, starał się tonować nastroje:
[N]ie wiem, czy tow. Albrecht jest zobowiązany do składania samokrytyki. Nie widzę żadnej tendencji, żeby pokazywać filmy wtajemnicy przed Komisją Ocen. Nie możemy się domagać samokrytyki wsprawie, która polegała na tym, że kopie filmowe wykonano wcześniej. Towarzysze zKierownictwa byli bardzo zajęci przygotowaniami do Plenum inie mieli czasu, żeby filmy oglądać, potem dano nam znać, że mają czas ifilmy chcą obejrzeć, więc my byliśmy zobowiązani do ich pokazania. Nam uchwała, która zapadła na Komisji Ocen, bardzo odpowiada ibędziemy się jej trzymać. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tu ludzie czują się zwolnieni zdawania oceny politycznej. (…) Biuro Polityczne odnosi się zpełnym zrozumieniem do uwag twórców. Ja bym tej sprawy nie dramatyzował, tym bardziej że dzisiaj ocenialiśmy film Opowieść atlantycka, który nie był wBiurze Politycznym24.
Karpowski zkolei uzupełniał tłumaczenia Borkowicza: władze kinematografii nie mogą przecież odmówić pokazania filmu, jeśli otrzymują „telefon zBiura Politycznego, że Towarzysze mają czas ichcą film obejrzeć”25. Zapewniał jednak, że takie wypadki, ojakich opowiadał Lasota, należą do przeszłości ipoczynając od Opowieści atlantyckiej (1954) Wandy Jakubowskiej, Komisja będzie oglądać film przed Biurem. Mogłoby się wydawać, że kierownictwo CUK mówi jednym głosem. Jednak wkuluarach coraz częściej szeptano już wówczas, że tak naprawdę „tow. Borkowicz przyszedł na miejsce tow. Albrechta”26. Monografistka Borkowicza Katarzyna Rembacka udowadnia, że jego mianowanie wstyczniu 1954 roku na wiceprezesa CUK wzbudziło niepokój wśród pracowników Urzędu. Wyczuwali oni, że pozycja Albrechta jako szefa jest zagrożona. ABorkowicza nie lubili za jego niefrasobliwość27, szorstkość icięty język… Rembacka pisze wręcz ointrygach iwalkach frakcji28. Taka atmosfera na pewno nie ułatwiała oceny scenariuszy ifilmów.
Już uschyłku lat 40. wdrabince organów oceniających filmy znalazła się Komisja KC PZPR do Spraw Filmu (powołana jeszcze przed kongresem zjednoczeniowym PPR iPPS). Cytowany już stenogram jednego zzebrań, dotyczącego losów Dwóch godzin,pokazuje, że Komisja zajmowała się zwłaszcza przypadkami skomplikowanymi, gdy było wiadomo, że bez przeróbek nie będzie można wprowadzić filmu na ekran29. Natomiast Komisja Kwalifikacyjna nierzadko bardzo szczegółowo oceniała realizację filmu, biorąc pod uwagę różne, nie tylko artystyczne kwestie, awięc: „realizację techniczną” czy „sprawy ekonomiczne”. Wystawiała też filmowi oceny, osobno oceniając scenariusz, realizację artystyczną, realizację techniczną, wartość ideologiczną iwyciągała ztych ocen średnią, która była oceną ogólną filmu. Przez pierwszych kilka lat grono oceniających wramach Komisji Kwalifikacyjnej było dość nieliczne – od 9 do 12 osób. Od lat 50. grona kolaudacyjne liczyły już po kilkanaście osób iskupiały się przede wszystkim na artystycznej ocenie filmu. Uczestnicy Komisji Ocen Filmów iScenariuszy, podobnie jak ich poprzednicy zKomisji Kwalifikacyjnej, także do 1957 roku wystawiali filmom oceny, lecz teraz każdy dyskutant przyznawał swoją (mógł on jednak prosić ozapisanie, że jakiejś części filmu, na przykład muzyce, wystawia osobną ocenę). Później zaczęto przyznawać filmom tzw. kategorie, oczym poniżej. Janina Bauman, która pracowała wBiurze Scenariuszowym CUK, wspominała:
Każdy ukończony film wytwórnia przesyłała do CUK-u, gdzie odbywała się kolaudacja – pierwszy przegląd, wktórym udział brali odpowiedzialni pracownicy programowi iadministracyjni, przedstawiciele partii icenzury oraz kilku niezwiązanych zdanym filmem realizatorów. Wobecności autorów filmu odbywała się dyskusja, wwyniku której często formułowano zalecenia dotyczące poprawek czy poważniejszych zmian. Czasem wprowadzenie tych zmian było warunkiem akceptacji filmu iwtym wypadku po pewnym czasie odbywała się druga kolaudacja30.
Wprocesie cenzurowania Domu na pustkowiu iRobinsona warszawskiego intrygująca staje się rola Wandy Jakubowskiej jako kierowniczki artystycznej Zespołu Autorów Filmowych „ZAF”, powstałego w1948 roku (obok „Bloku” Aleksandra Forda i„Warszawy” Ludwika Starskiego), działającego przez rok irozwiązanego razem zdwoma pozostałymi po Zjeździe wWiśle. To w„ZAF-ie” powstały oba filmy. Wrozdziale oRobinsonie przytaczam opinię autorów iwspółautorów tych filmów, którzy zarzucali Jakubowskiej współudział wniszczeniu pierwotnych zamierzeń obu projektów. Ona sama odpierała po latach te zarzuty, ale kontrowersje związane ztą sprawą stanowią swego rodzaju zapowiedź problemów zwładzą, jaką mieli wswoich rękach kierownicy artystyczni Zespołów powołanych w1955 roku, co stanowiło początek struktury produkcyjnej funkcjonującej wpolskiej kinematografii aż do przełomu ustrojowego.
Elementem cenzury stawał się pokaz wZespole, który produkował film. Była to tzw. kolaudacja zespołowa, odbywająca się prawie zawsze wsali projekcyjnej na 5 piętrze gmachu przy ul. Puławskiej 61, gdzie od początku 1948 roku mieściły się przeniesione zŁodzi biura „Filmu Polskiego” (potem CUK-uiNaczelnego Zarządu Kinematografii), aod 1955 roku – także siedziby Zespołów Filmowych31. Wprzypadku młodszych filmowców, omniejszym doświadczeniu reżyserskim, kierownik Zespołu lub jakiś bardziej doświadczony reżyser ztej grupy pełnił rolę kierownika artystycznego powstającego filmu. Krzysztof Kornacki weseju Wajda acenzura pisze:
System produkcji filmowej wokresie PRL-ubył połączeniem artystycznego samorządu (zespoły filmowe) zetatyzmem (decyzja orealizacji uzależniona od administracji filmowej ipartyjnej). Reżyserzy filmowi mieli wpływ na projekty swoich kolegów, kierując zespołem filmowym lub zasiadając wkomisjach oceniających scenariusze igotowe filmy. Wajda, wprzeciwieństwie do innych filmowców, realny wpływ na produkcję filmową uzyskał dopiero w1972 roku, kiedy powstał Zespół Filmowy „X”. Jako jego szef Wajda wpływał na karierę młodych filmowców. Anie był – jak wspominają członkowie zespołu – łatwym kierownikiem: mocno ingerował wprojekty swoich podwładnych itrzeba było dużej dozy asertywności, aby nie ulec jego wizji. Oczywiście opieka artystyczna nie jest tożsama zocenzurowaniem, ale granica między nią akontrolą jest płynna32.
Jednym zkryteriów, czy ta płynna granica została przekroczona, była perspektywa autora filmu. Jeśli nie zgadzał się zpoprawkami zalecanymi przez kierownika Zespołu, amimo to musiał je wprowadzić, pojawiał się posmak ingerencji cenzorskiej. Częściej jednak kierownik artystyczny stawał się rzecznikiem reżysera ikimś, komu zależy na artystycznym sukcesie. Artyści zrzeszeni wdziałających wróżnych latach Zespołach Filmowych „Kadr” Jerzego Kawalerowicza, „Kamera” Jerzego Bossaka, „X” Andrzeja Wajdy czy „Tor” Stanisława Różewicza mogli liczyć na wsparcie kierowników, którzy brali na siebie rozmowy wMinisterstwie Kultury iSztuki oraz dyskusje oingerencjach cenzury instytucjonalnej. Gdyby nie zręczne zabiegi Jerzego Bossaka, Roman Polański nie mógłby nakręcić Noża wwodzie (1961)33, aOstatni dzień lata (1958) Tadeusza Konwickiego nie powstałby, gdyby nie Jerzy Kawalerowicz, który zaryzykował skromne fundusze na kameralny film, mimo że Konwicki nie miał doświadczenia reżyserskiego34. Natomiast Wajda, chociaż potrafił ingerować wprojekty swoich podopiecznych, szczególnie mocno ujawnił swoje zaangażowanie wlosy ich filmów, gdy wybuchł stan wojenny. Dzięki swojej pozycji iautorytetowi wywalczył ukończenie Kobiety samotnej (1981)Agnieszki Holland iPrzesłuchania (1982)Ryszarda Bugajskiego, które 13 grudnia 1981 roku były jeszcze wfazie produkcji iniosły ze sobą atmosferę kontestacji ówczesnego aparatu władzy.
Wprzypadku kierownika Zespołu, który niczego swojemu podopiecznemu nie narzucał, kolaudacje zespołowe były okazją do twórczej dyskusji ofilmie, po której kierownik proponował reżyserowi pewne poprawki, związane zwykle zartystyczną stroną filmu35. Za takiego, który dawał celne rady, ajednocześnie zostawiał dużą swobodę twórcy, uważano zwłaszcza Stanisława Różewicza kierującego Zespołem „Tor” wlatach 1967–1968 oraz 1972–1980. Jak sam wspominał:
Jeśli po przeglądzie materiałów, po obejrzeniu filmu miałem uwagi, to zawsze je wypowiadałem. Ale wrozmowie zreżyserem podkreślałem, że takie jest moje zdanie. Gdy jakaś scena wydawała mi się niepotrzebna, mówiłem: „Decyduj sam. Bo jeśli ją wyrzucisz, auznasz, że masz rację, to będziesz miał do mnie żal. Przemyśl iweź na siebie odpowiedzialność. To ty podpisujesz film”36.
Głośne były jednak przypadki, gdy kierownik Zespołu ewidentnie nadużywał swojej władzy wobec podopiecznego, by wspomnieć choćby przypadek Jerzego Zarzyckiego, który wswoim Zespole „Syrena” wywołał konflikt zWojciechem Jerzy Hasem. W1956 roku Has miał debiutować w„Syrenie” filmem Ziemia – nakręconym ostatecznie przez samego Zarzyckiego37 – a rok później Zarzycki próbował utrudnić debiut Tadeuszowi Chmielewskiemu. Co więcej, Chmielewski był zdania, że kierownik „Syreny” jemu także chciał odebrać film isamemu dokończyć realizację Ewa chce spać (1957)38. Zkolei Aleksander Ford nie chciał dopuścić do kolaudacji Bazy ludzi umarłych (1958)Czesława Petelskiego nakręconej wjego Zespole „Studio” itylko dzięki fortelowi udało się ją przeprowadzić podczas nieobecności Forda39.
Jeszcze na etapie prac nad filmem rozpoczynała się gra Zespołu zcenzurą instytucjonalną. Pewne pole manewru dawały już same procedury zgłaszania kolaudacji zewnętrznej – tzw. kolaudacji ministerialnej, która do 1966 roku odbywała się wbudynku przy ul. Puławskiej 61, awkolejnych latach – aż do przełomu ustrojowego, gdy skolaudowano ostatni film40 – przy Krakowskim Przedmieściu 21/23 (wsali projekcyjnej Ministerstwa Kultury iSztuki, która jest dziś salką kina „Rejs”, awówczas wchodziło się do niej od strony ul. Trębackiej), dokąd przeniesiono biura szefa kinematografii iNaczelny Zarząd Kinematografii (NZK). Otermin kolaudacji ministerialnej nie było tak łatwo, zwłaszcza że powinna ona była się odbyć wterminie 7 dni od daty zgłoszenia filmu do biura szefa kinematografii41. Filmy zgłaszano bardzo wcześnie, czasem podczas projekcji nie miały jeszcze czołówki. Procedura ta miała pewną lukę, októrej mówił podczas jednej zkolaudacji Aleksander Ścibor-Rylski:
Chciałbym powiedzieć, jak wygląda mechanizm kolaudacji. Otóż ekipa, jak kończy robić film, to zgłasza termin kolaudacji, który zostaje przyjęty przez NZK, adopiero potem film jest pokazywany wZespole. Bardzo często na kolaudacji zespołowej okazuje się, że jest jeszcze szereg rzeczy do poprawienia, ale kolaudacja [ministerialna] ma się odbyć za dwa dni, bo ekipa już wcześniej ustaliła termin. Po kolaudacji zespołowej kopię zabiera się do Łodzi, ale naturalnie wciągu dwóch dni poprawki nie mogą być dokonane. Jestem zdania, że oterminie kolaudacji powinien decydować Zespół, termin ten od Zespołu powinien wypływać, awżadnym wypadku nie może tego robić ekipa42.
Na ogół jednak kolaudacja ministerialna odbywała się po zespołowej ito właśnie Zespół zgłaszał gotowy film do szefa kinematografii. Większość filmów omówiona wrozdziałach tej książki powstała, gdy od schyłku 1957 do maja 1968 roku wiceministrem kultury isztuki był Tadeusz Zaorski, piastujący przez większość tego czasu także funkcję szefa kinematografii43. Został zapamiętany jako urzędnik przychylny filmowcom, skłonny iść im na rękę, jeśli nie proponowali fabuły jawnie obrazoburczej wobec ówczesnej sytuacji politycznej. Stanisław Różewicz pisał na przykład: „Zaorski – szef kinematografii zdecydowanie inny od poprzednich. Tolerancyjny, nie był graczem politycznym, był przyjacielem polskiego filmu”44. ATadeusz Chmielewski mówił: „[O] ile często dostawałem cięgi od różnych działaczy kultury, to bardzo dobre relacje miałem zich szefem (…) Tadeuszem Zaorskim. Nie znać było wnim urzędnika. Poza Józefem Tejchmą Zaorski był chyba jedynym ministrem kultury, który stał po stronie twórców, anie władzy”45.
Od decyzji Zaorskiego zależało dużo. Zwykle kierował film do rozpowszechniania, jeśli jego autor wprowadził poprawki zalecone przez niego samego lub przez cenzora46. Najpierw po kolaudacji ministerialnej Zaorski formułował tzw. uwagi pokolaudacyjne, które miały nie tylko charakter polityczny, lecz odnosiły się także do artystycznej strony filmu. Na przykład wjego uwagach dotyczących filmu Mój drugi ożenek (1963) Zbigniewa Kuźmińskiego znalazła się zarówno sugestia, by „rozważyć możliwość przegrania monologu wewnętrznego Marcina winnej konwencji dźwiękowej”, jak ipolecenie, by „skrócić lub częściowo wyeliminować sceny kościelne” i„uwypuklić, że chłopi nie zdradzają bliższego zainteresowania dla spraw religijnych, bo wczasie procesji lub nabożeństwa załatwiają swoje sprawy”47.
Podobnie wprzypadku filmu Bumerang (1966) Leona Jeannota uwagi miały dwojaki charakter. Polityczny, gdy Zaorski polecał: „Ustawić jaśniej postać ojca (Karczewskiego), by było zrozumiałym, że postępowanie jego uzasadnione jest nie tylko przeżyciami wojennymi, ale iobecnym stanem politycznym iroszczeniami Niemców pod naszym adresem”. Artystyczny, gdy sugerował: „Zdynamizować tempo części pierwszej filmu dla wydobycia lepszego nastroju”48. Tego rodzaju zalecenia wynikały nie tylko z osobistych preferencji szefa kinematografii, ale bywały także summą uwag, jakie padały podczas kolaudacji z ust dyskutantów. Wmomencie, gdy reżyser dokonał wskazanych poprawek lub gdy wyjednał uZaorskiego jakieś ustępstwa, dochodziło do pokazu dla cenzora. Wlatach 1958–1968 naczelnikiem Wydziału Widowisk Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk (GUKPPiW) był Maksymilian Russinow49 ito jego nazwisko figuruje na wielu protokołach zprzeglądów filmów fabularnych dokonanych przez GUKPPiW (zwanych potocznie kartami cenzorskimi50) ztamtego czasu51. Był jednak cenzorem dość łagodnym, niezbyt często zgłaszającym jakieś uwagi (odwołuję się do tego wniektórych rozdziałach), co pokazuje, jak dalece rozwinięty był proces cenzurowania filmu na wcześniejszych etapach. Co istotne, Russinow nie bywał najczęściej na kolaudacjach ministerialnych. Urządzano dla niego osobny pokaz. Jednak od 1966 roku zastąpił go Henryk Olszewski52, który 1 sierpnia został mianowany dyrektorem Departamentu Widowisk GUKPPiW istał się przełożonym Russinowa. Olszewski wprzeciwieństwie do poprzednika, przychodził na kolaudacje ministerialne ibył cenzorem zdecydowanie bardziej ostrym iingerującym wfilmy.
Wydaje się, że ta zmiana sposobu działania cenzorów podyktowana była coraz mniej restrykcyjnym podejściem władz do zasady, że reżyser tylko wsporadycznych przypadkach ma możliwość osobistej rozmowy zcenzorem. Przed 1966 rokiem onakazach wycięć informowany był Zespół, wktórym film powstał, ito jego kierownik artystyczny mógł prowadzić rozmowy wMinisterstwie Kultury iSztuki lub bezpośrednio wcenzurze, by uratować kontrowersyjną scenę. Obecność cenzora Olszewskiego podczas kolaudacji ministerialnych trochę zmieniała tę procedurę, dlatego jakoś zapisał się on wpamięci środowiska filmowego. Russinow natomiast nie, bo po prostu nikt ztwórców go nie spotykał inie mógł znim bezpośrednio porozmawiać. Tak działo się zresztą nie tylko na polu kina. Jan Józef Szczepański opisywał przed laty absurdalną sytuację, gdy chcąc wydać swój Pojedynek (1957), musiał prowadzić rozmowę zcenzorem przez redaktora Wydawnictwa Literackiego, choć jego rozmówca siedział dosłownie wpokoju obok. Redaktor przekazywał pisarzowi karteczki zinstrukcjami od cenzora53. Była to jednak – bądź co bądź – jakaś możliwość negocjacji, której filmowcy do połowy lat 60. praktycznie nie mieli. Fakt, że od pewnego momentu mogli zOlszewskim osobiście pertraktować, dawał im poczucie jakiejś sprawczości, bezpośredniego udziału wzabiegach owłasny film. Proces ten pozwala dziś porównać, jak konkretna sytuacja negocjacji została zapamiętana przez reżysera, ajak zapisana wdokumentach. Kazimierz Kutz wspominał na przykład ingerencję wjego Sól ziemi czarnej (1969):
Jeden (…) fragment musiałem usunąć – gdy wkońcówce do Erwina podchodzi Olo Łukaszewicz, czyli Gabriel, ipyta: „Czemu nam Polska nie pomogła?”. Erwin się chwilę zastanawia imówi: „Albo ma coś innego na głowie, albo mo nos kajś. Czyli wdupie”. Po pierwszej projekcji dostaję list od cenzora tej mniej więcej treści: Panie Kazimierzu, gratuluję… itd., lecz zwracam panu uwagę, że Polska jest faktem tak wysublimowanym, iż nie może mieć dupy. Ten fragment należałoby usunąć.
Cóż, Polska nie ma dupy, to jest jakiś argument – pomyślałem. No iwyciąłem54.
Przypisy:
1Więcej otym pisałem we wprowadzeniu do mojej książki Niewidzialne filmy, uparci debiutanci, Universitas, Kraków 2018, s. 9–24.
2Zob. A. Madej, Aleksander Ford kończy realizację „Ulicy Granicznej”, w: Historia kina polskiego, red. T. Lubelski, K.J. Zarębski, Fundacja Kino, Warszawa 2006, s. 70–72.
3T. Lubelski, Żydowski bohater na ekranie to był dla władzy duży kłopot, rozm. P. Śmiałowski, „Cwiszyn” 2014, nr 3–4, s. 147.
4S. Albrecht, Walka ofilm realizmu socjalistycznego, w: Zjazd Filmowy wWiśle 17–20 XI 1949. Dokumentacja, zbiory Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego (dalej: FINA), sygn. A-101, k. 18.
5Uwagi oscenariuszu T. Kańskiego pt. „Czarci Żleb” (druga wersja), FINA, sygn. A-329, poz. 5, k. 29.
6Protokół zposiedzenia Komisji Kwalifikacyjnej filmu „Czarci Żleb” reżyserowanego przez Tadeusza Kańskiego, 20 grudnia 1949 r., FINA, sygn. A-329, poz. 4, k. 4.
7S. Albrecht, Walka ofilm realizmu socjalistycznego, dz. cyt., k. 16.
8[Przemówienie Włodzimierza Sokorskiego], w: Zjazd Filmowy wWiśle 17–20 XI 1949, dz. cyt., k. 200.
9Warto jednak odnotować, że jeszcze wstyczniu 1949 r. los Dwóch godzin nie był przesądzony. Zinicjatywą wprowadzenia filmu do kin po odpowiednich poprawkach wystąpiła Wanda Jakubowska ikierowany przez nią Zespół Autorów Filmowych „ZAF”. Jakubowska tak uzasadniała swoją propozycję: „Były podobne rzeczy na temat [filmu] Ślepy tor. Mianowicie wiadomości ofilmach wydobywają się dość szybko przez ludzi, którzy się na tym dobrze znają imają swój zdecydowany pogląd na naszą robotę ipo Ślepym torzebyła nieprzychylna atmosfera, przyczem panował vox populi, że wobec tego może pójdzie film Dwie godziny, iinicjatywa ku temu wynikła zwielu rozmów, oburzenia ipewnego rodzaju presji, że co to jest, drugi film idzie na półkę (…). Ponieważ nie widzę żadnej możliwości naprawienia filmu Ślepy tor, który jest od filmu Dwie godziny pod każdym względem gorszy – to jakby świat cofnął się ox lat – irzeczywiście ten film Dwie godziny, co do którego zresztą zawsze zdania były podzielone – czy nie można by ztym coś zrobić?”.Komisja KC do spraw filmu, która zebrała się 12 stycznia 1949 r., zadecydowała jednak odalszym zatrzymaniu filmu Dwie godziny na półce. Zob. Posiedzenie Komisji KC do spraw filmu, AAN, zespół Wydziału Kultury KC PZPR, sygn. 237/XVIII-31. Wypowiedź Jakubowskiej na karcie 7. tego dokumentu.
10Zprzerabiania Powrotu zrezygnowano po tym, gdy zakończył się już właściwy etap produkcji filmu. Natomiast wcześniej, gdy prace były jeszcze wtoku, scenariusz wielokrotnie przerabiano, ado zrealizowanego już materiału dokręcano nowe sceny. Jednak po dokrętkach, wpaździerniku 1948 r. Wydział Artystyczno-Programowy Naczelnej Dyrekcji „Filmu Polskiego” pisał: „Chcąc uratować ze względów merkantylnych, prestiżowych iinnych sytuację, czy nie będą jednak przeróbki syzyfową pracą? Można przerobić niektóre sceny, klimat jednak filmu pozostanie ten sam. Bezideowość, schematyczność, ckliwość pozostaną nadal charakterystycznymi cechami tego filmu, który nie będzie żadną pozycją społeczną ani artystyczną wnaszej kinematografii. Aprzebudowanie wątków iakcentowanie motywu rodziny robotniczej oznacza napisanie nowego scenariusza”. Pod opinią znajduje się odręczny dopisek dyrektora Wydziału Artystyczno--Programowego, Bolesława Lewickiego: „Powyższą opinię Pracowni Tekstów (redagowała ob. R. Dreyerowa) potwierdzam iuznaję ją za swoją własną”. Zob. Uwagi omateriale do filmu „Powrót”, 8 października 1948 r., FINA, sygn. S-469, s. 2. Szczegółowe informacje dotyczące przeróbek scenariusza idokrętek znajdują się wpozostałych teczkach otej samej sygnaturze.
11S. Albrecht, Walka ofilm realizmu socjalistycznego, dz. cyt., k. 20.
12P. Zwierzchowski, Wisła 1949 – „wwalce ofilm realizmu socjalistycznego”, w: Zjazd Filmowy wWiśle. Źródła, komentarze, opracowania, red. B. Giza, A. Wyżyński, FINA, Warszawa 2024, s. 50. Zacytuję jeszcze znamienny fragment stenogramu zposiedzenia Rady Artystycznej „Filmu Polskiego”, przynoszący informację owcześniejszych, nieudanych próbach nawiązania ramowej współpracy zliteratami: „Wyprawa przedstawicieli «Filmu Polskiego» do Wrocławia wosobach Dyr. Albrechta iDyr. Lewickiego nie była zbyt udana, ponieważ literaci zbyt byli zajęci wewnętrznymi sprawami organizacyjnymi iniechętnie ustosunkowali się do dyskusji na tematy filmowe. Jest nadzieja, że przygotowywany przez «Film Polski» kongres artystyczny zdyskusją otworzy drogę do porozumienia się, ale przedtem pożądane jest, aby filmowcy uzgodnili swoje dezyderaty”. Zob. Protokół nr 24 zposiedzenia Rady Artystycznej zdnia 25 XI 47, FINA, sygn. A-561, poz. 1, k. 3. Natomiast rok 1950 przyniósł dalsze pogorszenie współpracy filmowców iliteratów, czemu poświęcona była narada partyjna. Zob. Protokół znarady partyjnej poświęconej omówieniu planu produkcyjnego „Filmu Polskiego” oraz zagadnieniom związanym ztematyką scenariusza filmowego, AAN, zespół Wydziału Kultury KC PZPR, sygn. 237/XVIII-1, k. 135–153.
13Edward Zajiček pisał: „Dora Gromb, kierując FBS (…), umiała sprawić, że po rozmowie znią potencjalni scenarzyści czuli się jeszcze bardziej niezbędni iutalentowani niż przed wejściem do Biura, chociaż nie zatwierdzono im ani jednego tekstu. (…) Gromb nie tylko komplementowała literatów, ale starała się przede wszystkim skłonić reżyserów, by dbali oscenarzystów iich nie zrażali. Nie przyniosło to przełomu. Sprawiło jednak, że na Puławskiej 61 (…), oprócz stałych gości pojawili się także nowi, «pryszczaci»: Roman Bratny, Stanisław Dygat, Tadeusz Konwicki, Andrzej Mularczyk, Jerzy Suszko, Aleksander Ścibor-Rylski, Bohdan Tomaszewski iinni”. Zob. E. Zajiček, Poza ekranem. Kinematografia polska 1918–1991, Filmoteka Narodowa, Wydawnictwa Artystyczne iFilmowe, Warszawa 1992, s. 136. Tadeusz Konwicki tak wspominał to pierwsze spotkanie: „[P]oproszono mnie do biura scenariuszowego Centralnego Urzędu Kinematografii, bo tak się chyba wowych czasach ta zwierzchność nazywała. Przy kawie, wwytwornych okolicznościach, zaproponowano mi karierę scenarzysty. Pamiętam tylko, że stawiałem zacięty opór, że instynktownie broniłem się do upadłego. Ale wkońcu uległem. Napisałem tekst, który wydał mi się scenariuszem filmowym. Potem, korzystając zwielu rad, przerabiałem go bez końca, ogłupiały izbity zpantałyku, aż wreszcie ruszyła kamera. Lepiej chyba nie wymieniać tego tytułu”. Zob. T. Konwicki, Jak zostałem filmowcem, „Film” 1964, nr 28/29, s. 10. Zpotrzeby historycznej precyzji dopowiem jednak: Konwicki miał na myśli film Kariera (1954) Jana Koechera, do którego scenariusz napisał wraz zKazimierzem Sumerskim.
14T. Karpowski, Najważniejsza ze sztuk, rozm. A. Madej, M. Halberda, „Film” 1989, nr 24, s. 3. Biuro Polityczne interesowało się również scenariuszami mającymi szanse na realizację. Jakub Berman tak to tłumaczył: „Do tej pory nam pokazywano filmy wostatnim stadium, jeszcze można było coś niecoś załatać, ale były milionowe straty itrzeba było się godzić. Ale gdybyśmy mogli we wcześniejszym stadium oglądać tworzący się film, to byśmy sobie zaoszczędzili wielu późniejszych przeróbek. Chcemy przez uchwałę instancji partyjnych wzmocnić pracę ideologiczną wtoku tworzenia się, wtoku formowania się ostatecznego tekstu scenariusza izapewnić pracę długofalową na tym odcinku”. Zob. Narada filmowa wdn. 21.9.1950 r., AAN, zespół Wydziału Kultury KC PZPR, sygn. 237/XVIII-1, k. 164.
15S. Albrecht, Wielka gra, rozm. A. Madej, „Kwartalnik Filmowy” 1994, nr 6, s. 206.
16Początkowo, od 19 stycznia 1945 r. cenzura działała jako Centralne Biuro Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Wlistopadzie tego roku cenzurę oddano pod kuratelę Prezydium Rady Ministrów, co usankcjonował dekret z5 lipca 1946 r. powołujący Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk podległy prezesowi Rady Ministrów. Zob. T. Mielczarek, Uwarunkowania prawne funkcjonowania cenzury wPRL, „Rocznik Prasoznawczy” 2010, nr 4, s. 32.
17T. Karpowski, Najważniejsza ze sztuk, dz. cyt., s. 5. Pisze otym także Ewa Gębicka: „Zgodnie zprzyjętym trybem postępowania, scenariusze nadające się do realizacji oceniała na wniosek Prezesa CUK Komisja Ocen Scenariuszy iFilmów. Formalnie ostateczna decyzja oskierowaniu scenariusza do produkcji należała do Stanisława Albrechta. Wpraktyce jednak decyzję tę podejmowała działająca poza kinematografią Komisja Scenariuszowa, reprezentowana przez czynnik partyjno-państwowy (Minister Kultury iSztuki, kierownik Wydziału Kultury KC PZPR, premier, członkowie Biura Politycznego). Podobna sytuacja miała miejsce wprzypadku przyjmowania gotowego filmu ikierowania go do rozpowszechniania. Rola państwowej cenzury była wtym przypadku czysto formalna”. Zob. E. Gębicka, Od Wydziału Propagandy Filmowej do Centralnego Urzędu Kinematografii. Pierwsza dekada partyjno-państwowego monopolu wpolskim kinie, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2022, s. 107, przyp. 33.
18Wokresie 1946–1950 wramach GUKPPiW działał osobny Wydział Filmów, którego naczelniczką była Eugenia Parszewska. Zob. Protokół znarady Wojewódzkich Kierowników Referatów iReferentów Widowiskowych odbytej wGłównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk wdniach 7, 8, 9 lutego 1949 r., wybór, wstęp ioprac. K. Budrowska, w: Dramat iteatr wdokumentach GUKPPiW, red. K. Budrowska, M. Budnik, K. Kościewicz, Alter Studio, Białystok 2017, s. 54. Teczka personalna Parszewskiej (podpisującej się jako Kodrębska-Parszewska) przynosi jednak sprzeczne informacje. Są wniej zarówno dokumenty potwierdzające, że naczelniczką Wydziału Filmów wDziale Widowisk była wlatach 1946–1950, jak itakie, według których naczelniczką została mianowana dopiero 22 lipca 1948 r., awcześniej – od 15 października 1946 r. była wGUKPPiW jedynie referentką. Nie udało mi się wyjaśnić tej sprzeczności. 30 września 1950 r. Parszewska odeszła zcenzury iobjęła stanowisko dyrektorki Departamentu Urządzeń Kulturalnych iSocjalnych Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego. Zob. Parszewska Eugenia (teczka personalna), AAN, zespół GUKPPiW, sygn. 6563, k. 24–25, 29. Zkolei, jak wynika zcennych archiwaliów, do których dotarł Konrad Klejsa, wlatach 1951–1955 naczelnikiem Departamentu Widowisk, któremu podlegały sprawy filmu, był Jerzy Kleyny. Zob. K. Klejsa, Cenzura filmów zagranicznych wPolsce Ludowej lat 1945–1956. Rekonesans, „Kwartalnik Filmowy” 2022, nr 118, s. 159–161, 166, przyp. 6. Wprzypadku Kleynego także istnieje jednak trudna do wyjaśnienia sprzeczność wdokumentach, ponieważ jego teczka personalna przynosi inne informacje. Wynika zniej tylko, że 15 maja 1948 r. Kleyny zatrudnił się wcenzurze na stanowisku referenta, potem – od 1 stycznia 1949 r. był bibliotekarzem, by 1 stycznia 1951 r. objąć stanowisko jednego zszeregowych cenzorów. Zajmował się głównie teatrem ikabaretem. Zcenzury odszedł 31 lipca 1956 r., chcąc poświęcić się pracy pisarskiej. Zob. Kleyny Jerzy (teczka personalna), AAN, zespół GUKPPiW, sygn. 5655, k. 10–11, 19, 21, 24, 37. Uzasadniona staje się zatem wątpliwość, czy teczki personalne cenzorów zawierają pełną dokumentację. Niestety, badania nad cenzurą filmową utrudnia fakt, że zpierwszych powojennych lat odnalazło się dotąd niewiele dokumentów mówiących wprost oingerencjach wfilmy. Jeden ztakich nielicznych przykładów stanowi notatka z1953 r. informująca, że zczołówek Zakazanych piosenek, Ostatniego etapu iUlicy Granicznej usunięto nazwisko autora muzyki Romana Palestra. Powodem ingerencji był wyjazd Palestra do Paryża w1947 r. ito, że przyjeżdżał on do Polski sporadycznie, awkolejnych latach pozostał krytyczny wobec doktryny realizmu socjalistycznego. Zob. List instrukcyjny D/3. Cenzura filmowa, załącznik nr 4, Archiwum Państwowe wRzeszowie, zespół Wojewódzkiego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk wRzeszowie, sygn. 27, k. 183. Pełną treść notatki zob. K. Jajko, K. Klejsa, J. Grzechowiak, E. Gębicka, Rozpowszechnianie filmów wPolsce Ludowej wlatach 1944–1956, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2022, s. 791.
19Ewa Gębicka pisze, że „od marca 1947 r. funkcjonowała wDziale Produkcji Filmów Rada Artystyczna pod przewodnictwem Aleksandra Forda, decydująca owyborze tematów iopiniująca scenariusze. Jej skład tworzyli ponadto: Adam Ważyk, Ludwik Starski, Stanisław Wohl, Kazimierz Korcelli, Wanda Jakubowska, Ludwik Hager, Jerzy Bossak, Eugeniusz Cękalski”. Zob. E. Gębicka, Od Wydziału Propagandy Filmowej do Centralnego Urzędu Kinematografii, dz. cyt., s. 51, przyp. 20. Stenogramy narad Rady Artystycznej pokazują jednak, że skład nie był stały, apodczas zebrań zajmowano się także filmami wfazie montażu. Na przykład stenogram zwrześnia 1947 r. zawiera taki zapis: „Wzwiązku ze sprawozdaniem dyr. Toeplitza dotyczącym produkcji bieżącej, tzw. filmów w«robocie» reż. Cękalski proponuje ustalenie zasady kontroli czy konsultacji na przyszłość, stwierdzając, że wnioski opoziomie filmu oglądanego wmomencie, kiedy jest on jeszcze nieskończony, nie są słuszne, aprzede wszystkim utrudniające pracę reżyserowi. (…) Ten sam pogląd wyraża scenarzysta Starski, dodając, że na przykładzie Stalowych serc, októrych dyrektor Toeplitz stwierdził, że drugi montaż wypadł na korzyść filmu, podczas gdy pierwszy wskazywał na to, że film będzie zły – jest najlepszym dowodem tego, jak bardzo przedwczesne są tego rodzaju sprawozdania”. Jednak Albrecht, który już wówczas przewodniczył Radzie, kontrował postulaty Cękalskiego iStarskiego, twierdząc, że „czuwanie nad filmem musi iść równolegle zjego produkcją”. Zob. Protokół zposiedzenia Rady Artystycznej zdnia 16 września 1947 r., FINA, sygn. A-561, poz. 2, k. 3–4.
20W. Jakubowska, Generalissimus płakał, rozm. T. Lubelski, „Film” 1980, nr 18/19, s. 4.
21S. Albrecht, Wielka gra, dz. cyt.
22T. Karpowski, Najważniejsza ze sztuk, dz. cyt., s. 3.
23Protokół zposiedzenia Komisji Ocen Filmów iScenariuszy wdniu 1 XII 1954 (Szczęśliwa Trzynastka iMoralność Pani Dulskiej), FINA, sygn. A-214, poz. 41, k. 132–133. Zwcześniejszych lat znalazłem tylko jeden ślad podobnego protestu. Wwolnych wnioskach pod koniec zebrania Rady Artystycznej „Filmu Polskiego” wlistopadzie 1947 r. Ludwik Starski protestował przeciwko pokazom świeżo ukończonych filmów „dla czynników oficjalnych iwybranych członków Rady Artystycznej”. Uważał, że filmy powinna oglądać cała Rada Artystyczna jako pierwsza. Jerzy Toeplitz, dyrektor Biura Programowego, iTadeusz Kański, piastujący stanowisko zastępcy dyrektora naczelnego „Filmu Polskiego”, odpowiedzieli mu, że „sprawa ta należy do kompetencji Dyrekcji iże wstatucie Rady Artystycznej nie jest przewidziane pierwszeństwo woglądaniu filmów”. Zob. Protokół nr 24 zposiedzenia Rady Artystycznej zdnia 25 XI 47, dz. cyt., k. 4.
24Protokół zposiedzenia Komisji Ocen Filmów iScenariuszy wdniu 1 XII 1954, dz. cyt., k. 133.
25Tamże.
26Uwagi osytuacji wCUK, 22 listopada 1954 r., AAN, zespół Wydziału Kultury KC PRZR, k. 159, cyt. za: K. Rembacka, Komunista na peryferiach władzy. Historia Leonarda Borkowicza (1912–1989), Instytut Pamięci Narodowej, Szczecin–Warszawa 2020, s. 405.
27Wtym kontekście przytoczę krótką opowieść samego Borkowicza. Jej ironiczny ton pozwala dostrzec coś, co można nazwać „zmęczeniem socrealizmem”, który nie przyniósł do 1954 r. wybitnych dzieł, oraz jałowość wieloetapowych dyskusji nad scenariuszami, które wcale nie polepszały tych tekstów. Borkowicz pisał: „Wpierwszych dniach mojego urzędowania Stach [Albrecht] poprosił mnie, ażebym zastąpił go na premierze prasowej nowego filmu polskiego (chyba Niedaleko Warszawy). Po obejrzeniu filmu zebrani dziennikarze, abył to już rok 1954, zaczęli zadawać agresywne pytania, sprowadzające się wsumie do jednego, dlaczego robi się takie złe filmy. (…) Powiedziałem, że nie znam się na sprawach filmu itym tłumaczy się moja nominacja na kierownicze stanowisko wkinematografii, ale jako widz imiłośnik sztuki filmowej wyobrażam sobie, że niepowodzenie wrealizacji oglądanego właśnie filmu wynikło zwiary jego twórców, że zbardzo złego scenariusza można zrobić dobry film. Wtym momencie wyskoczył obecny (…) na sali Adam Ważyk [autor scenariusza do Niedaleko Warszawy – przyp. P.Ś.] itonem podnieconym zapytał: «Czy tylko mówisz prywatnie, czy wcharakterze wiceprezesa?». Odpowiedziałem zgodnie zprawdą, że prywatnie żadna siła nie skłoniłaby mnie do obejrzenia takiego filmu, czyli że jestem tu wcharakterze urzędowym. Po zakończeniu konferencji prasowej wróciłem do swojego pokoju iprawie natychmiast rozległ się dzwonek telefonu «rządówki», dzwonił Jakub [Berman]: «Wocenie filmu zająłeś stanowisko antypartyjne (…)»”. Zob. Zapiski Leonarda Borkowicza,w: Spuścizna po Leonardzie Borkowiczu, Książnica Pomorska, sygn. 2999, zeszyt 4, s. 79–80, cyt. za: K. Rembacka, Komunista na peryferiach władzy, dz. cyt., s. 410–411.
28Zob. K. Rembacka, Komunista na peryferiach władzy, dz. cyt., s. 404–405.
29Jak pisała jednak Barbara Fijałkowska, Komisja zajmowała się również „ustalaniem ideowo-politycznych wskazówek wzakresie tematyki filmów fabularnych, dokumentalnych, oświatowych; opiniowaniem utworów uznanych za podstawę wstępnej pracy zrealizatorami, autorami izespołami; oceną ideologiczno-artystyczną filmów fabularnych, dokumentalnych ioświatowych; opiniowaniem wszystkich spraw dotyczących całokształtu zadań Państwowego Przedsiębiorstwa «Film Polski»”. Jednak już na początku 1950 r. Komisja KC PZPR do Spraw Filmu wraz zinnymi komisjami, wktórych zasiadali twórcy, nie odgrywała żadnej roli. Zob. B. Fijałkowska, Polityka itwórcy (1948–1959), PWN, Warszawa 1985, s. 92, 124–125. Wskład Komisji wchodzili m.in.: Leon Kruczkowski (jako przewodniczący), Stanisław Albrecht, Aleksander Ford, Wanda Jakubowska, Włodzimierz Sokorski, Jerzy Pański, Jan Wilczek, Lesław Wojtyga iTadeusz Zabłudowski.
30J. Bauman, Nigdzie na ziemi. Powroty. Opowiadania, Officyna, Łódź 2011, s. 83.
31Zob. P. Śmiałowski, Historia budynku przy Puławskiej 61 wWarszawie jako odbicie codziennego życia filmowców wPRL-u(artykuł wdruku).
32K. Kornacki, Wajda acenzura, w: Wajda [katalog wystawy wMuzeum Narodowym wKrakowie], red. R. Syska, Muzeum Narodowe wKrakowie, Kraków 2019, s. 93.
33Zob. R. Polański, Roman, Wydawnictwo Polonia, Warszawa 1992, s. 139.
34Konwicki wspominał, że Kawalerowicz iLudwik Hager, szef produkcji „Kadru”, myśleli pewnie: „Jak go sparło, to niech robi. Chce kina ascetycznego, proszę bardzo”. Zob. T. Konwicki, Pamiętam, że było gorąco, rozm. K. Bielas iJ. Szczerba, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015, s. 35.
35Bardzo celnie atmosferę większości tego rodzaju kolaudacji opisał Janusz Majewski: „Sala projekcyjna była miejscem, gdzie zapadały jedne znajważniejszych decyzji artystycznych. Tam odbywały się pierwsze wewnętrzne pokazy filmów dla kolegów zZespołu: żeby reżyser mógł się dowiedzieć, co myślą, usłyszeć od nich jakieś sugestie iuwagi, często bardzo krytyczne, ale zawsze życzliwe, jak poprawić słabsze fragmenty filmu. Te projekcje były momentem mobilizacji, wszyscy zZespołu starali się na nich być, zwłaszcza że prosił oto kierownik artystyczny”. Moja rozmowa telefoniczna zJanuszem Majewskim z15 lipca 2020 r. przeprowadzona przy okazji zbierania materiałów ohistorii budynku przy ul. Puławskiej 61.
36B. Hollender, Z. Turowska, Zespół Tor, Prószyński iS-ka, Warszawa 2000, s. 85.
37Więcej piszę otym wmojej książce: Niewidzialne filmy, uparci debiutanci, dz. cyt., s. 87–108.
38Zob. P. Śmiałowski, Tadeusz Chmielewski. Jak rozpętałem polską komedię filmową, Trio, Warszawa 2012, s. 77.
39Zob. K. Kornacki, „Baza ludzi umarłych”. Kolejne podejście, w: Przygoda kina. Prace dedykowane Profesorowi Tadeuszowi Lubelskiemu, red. S. Jagielski, M. Podsiadło, Universitas, Kraków 2019, s. 423–424.
40Był to film Nocny gość (1989) Stanisława Różewicza. Zob. Stenogram zposiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych wdniu 29 VI 1989 r. (Nocny gość), FINA, sygn. A-344, poz. 594.
41Ten siedmiodniowy okres funkcjonował początkowo jako niepisany zwyczaj, lecz w1969 r. został usankcjonowany. Zob. Regulamin Komisji dla odbioru filmów fabularnych produkcji krajowej. Załącznik do zarządzenia nr 7 Ministra Kultury iSztuki zdnia 27 stycznia 1969 r., AAN, zespół NZK, sygn 4/14, k. 66.
42Stenogram zposiedzenia Komisji Kolaudacyjnej wdniu 19 IX 1970 r. (Osada) – roboczy tytuł filmu Przystań, FINA, sygn. A-344, poz. 489, k. 8–9.
43Zaorski nie przez cały okres pracy wMinisterstwie był jednocześnie generalnym dyrektorem Naczelnego Zarządu Kinematografii, czyli de facto – szefem kinematografii. Na przykład od grudnia 1960 r. funkcję tę pełnił Jerzy Typrowicz, Zaorski natomiast ograniczył się wówczas do funkcji podsekretarza stanu wMinisterstwie Kultury iSztuki, choć oczywiście nadal miał decydujący wpływ na kinematografię. Zob. E. Zajiček, Poza ekranem. Kinematografia polska 1918–1991, dz. cyt., s. 168. Typrowicz do pracy wkinematografii przyszedł wprost zNajwyższej Izby Kontroli. Nie ufał ludziom inie miał serca do kina. Wpierwszej połowie 1962 r. wszyscy reżyserzy pracujący wZespołach Filmowych napisali do Zaorskiego petycję, wktórej domagali się zwolnienia Typrowicza. Zaorski przychylił się do tego wniosku wsierpniu 1962 r. isam wrócił na fotel szefa kinematografii; na podstawie mojej rozmowy zAndrzejem Zakrzewskim z30 lipca 2020 r. Warto dodać, że na początku szefowania kinematografii Zaorski pełnił tę funkcję jeszcze nie wpełni oficjalnie, tzn. wdrażał się wobowiązki, ale wiele protokólarnych spraw sygnował Jerzy Lewiński, awposiedzeniach Komisji Ocen Scenariuszy iKomisji Kolaudacyjnej NZK reprezentował Jerzy Arct.
44S. Różewicz, Było, minęło… wkuchni ina salonach X Muzy, Iskry, Warszawa 2012, s. 86–87.
45P. Śmiałowski, Tadeusz Chmielewski. Jak rozpętałem polską komedię filmową, dz. cyt., s. 164.
46Pewien wpływ na rozpowszechnianie filmu wkonkretnym regionie miały Wojewódzkie Urzędy Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk mogące na przykład zatrzymać konkretny tytuł mimo decyzji wiceministra kultury. Na przykład wsprawozdaniu GUKPPiW z1959 r. widnieje informacja: „Wycofano zeksploatacji Zagubione uczucia – na wniosek WUKP Szczecin (…). Na terenie woj. katowickiego iopolskiego nie wyświetlano filmu Dwoje zwielkiej rzeki”. Zob. Sprawozdanie zogólnokrajowej narady wGłównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk wdniach 27 i28 lutego 1959 r., Archiwum Państwowe wRzeszowie, zespół Wojewódzkiego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk wRzeszowie, sygn. 59/47/0/1.2/50, k. 40. Dziękuję Konradowi Klejsie za wskazanie tego dokumentu. Można żałować, że wbadaniach ipublikacjach opracy WUKPPiW sprawy filmu zajmują tak mało miejsca lub nie są wcale poruszane. Zob. np. M. Patelski, „Czujni strażnicy demokracji” ludowej. Urząd cenzury wwojewództwie opolskim 1950–1990, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2022 oraz B. Gogol, „Fabryka fałszywych tekstów”. Zdziałalności Wojewódzkiego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk wGdańsku wlatach 1945–1958, Neriton, Warszawa 2021.
47[Pismo Zespołu Produkcji iTechniki Dźwiękowej do Zjednoczonych Zespołów Realizatorów Filmowych], 27 września 1963, FINA, sygn. A-538, poz. 1, k. 26.
48Zalecenia pokolaudacyjne zdnia 6 kwietnia 1966 dot. filmu „Bumerang” (Zespół „Studio”, reż. L. Jeannot), FINA, sygn. A-538, poz. 1, k. 49.
49Ponieważ postać Russinowa pozostaje dotąd zupełnie nieznana wliteraturze filmoznawczej, przytaczam zapisy zjego teczki personalnej: Russinow Maksymilian Józef, ur. 13 marca 1904 r. wZgierzu. Posiadał wykształcenie średnie. Maturę zdał jako ekstern w1923 r. Wlatach 1939–1946 przebywał wZSRR. Po wojnie pracował m.in. jako dyrektor techniczny wCentrali Tekstylnej (1946–1950), jako naczelnik wydziału wMinisterstwie Handlu Zagranicznego (1950–1952) oraz jako naczelnik wydziału wMinisterstwie Przemysłu Lekkiego (1952–1958). Naczelnikiem Wydziału Widowisk GUKPPiW został 1 września 1958 r. Wteczce znajdują się dokumenty opodwyżkach pensji, które Russinow co jakiś czas otrzymywał, co by oznaczało, że dobrze wywiązywał się ze swoich zadań. 21 czerwca 1968 r. złożył podanie do prezesa GUKPPiW, Józefa Siemka, ozwolnienie go zpowierzonej mu funkcji ze względu na zły stan zdrowia. Zcenzury odszedł 31 lipca 1968 r. Nie udało mi się ustalić ani dalszych jego losów, ani kulis odejścia, które, zważywszy na rok, mogły być inne od oficjalnych. Zob. Russinow Maksymilian (teczka personalna), AAN, zespół GUKPPiW, sygn. 6859, k. 2, 3, 5, 24, 25.
50Karta cenzorska zdrugiej połowy lat 50. ipierwszej połowy lat 60. miała bardzo prosty układ: nagłówek „Protokół”, pod nim sformułowanie oprzeglądzie danego filmu, data tego przeglądu, rubryka, wktórej wymienieni byli obecni, oraz umieszczone na dole sformułowanie „Film może być wyświetlany bez zmian”, które było przekreślane, jeśli cenzor zgłaszał jakieś uwagi izapisywał je – najczęściej odręcznie – na dole kartki. Od 1968 r. karta cenzorska trochę się zmieniła. Dodano informację, który Zespół Filmowy wyprodukował oceniany film, ana dole, obok sformułowania „Film może być wyświetlany bez zmian”, pojawiła się także rubryka „Inna decyzja GUKPPiW”, wktórej cenzor mógł wpisać swoje uwagi. Karta cenzorska filmu nie była więc recenzją sensu stricto inie można jej wprost porównywać zwewnętrznymi recenzjami cenzorskimi utworów literackich. Po latach badaczka Anna Wiśniewska-Grabarczyk nazwała recenzje cenzorskie „kryptotekstami”, „czyli tekstami niejawnymi ocelowo ograniczonej dystrybucji, umocowanymi waparacie państwowym, omawiającymi ioceniającymi tekst kultury (dzieło literackie, teatralne, filmowe iin.) tworzonymi przez pracowników Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji iWidowisk (…)”. Zob. A. Wiśniewska-Grabarczyk, „Czytelnik” ocenzurowany. Literatura wkryptotekstach – recenzjach cenzorskich okresu stalinizmu, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2018, s. 113–114. Oile jednak karta cenzorska filmu była rzeczywiście dokumentem niejawnym iumocowanym waparacie państwowym, to już nie zawierała szerszej pisemnej oceny cenzora. Właściwie była tylko dokumentem określającym, czy cenzor był na „tak” czy na „nie” wobec filmu.
51Russinow nie oglądał oczywiście wszystkich filmów. Na protokołach widnieją niekiedy nazwiska innych cenzorów icenzorek: Kani, Sawickiej, Zawistowskiej czy Sztrasera. Warto dodać, że filmy telewizyjne, krótkometrażowe czy animowane oceniali często inni cenzorzy. By jednak odtworzyć dokładną ścieżkę cenzurowania tych rodzajów filmów, potrzebne byłyby dodatkowe badania. Cenzorów do filmów telewizyjnych było co najmniej kilku, m.in.: A. Osiowska, J. Zagórowska, W. Kania iB. Nosal. Sprawy filmów telewizyjnych podporządkowane były w1963 r. NZK. Natomiast od 1964 r. Komitet ds. Radia iTelewizji zatwierdzał scenariusze, aNZK odbierał ikolaudował gotowe filmy.
52Wprzypadku Olszewskiego także przytoczę zapisy zteczki personalnej, bo mimo że jego postać jest znana, droga do pracy wcenzurze – już nie: Olszewski Henryk, ur. 13 lutego 1925 r. wSuchcicach powiat Ostrołęka. Zzawodu był nauczycielem. Pracował m.in. jako kierownik szkoły podstawowej wSuchcicach (1945–1946), jako instruktor wWojskowym Urzędzie Informacji iPropagandy wOlsztynie, jako kierownik wWojskowym Zarządzie Związku Więźniów Politycznych wOlsztynie, jako instruktor KW PPR wOlsztynie (1948), jako zastępca kierownika wydziału KC PZPR wOlsztynie (1949–1950), jako instruktor KC PZPR wWarszawie (1950–1954) oraz jako zastępca kierownika wydziału iinstruktor komisji wCentralnej Radzie Związków Zawodowych wWarszawie. 1 sierpnia 1966 r. objął stanowisko Dyrektora Departamentu Widowisk wGUKPPiW. Wpaździerniku 1969 r. został odznaczony Brązowym Medalem Zasługi dla obronności kraju, awlutym 1970 – Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski IV klasy. 22 stycznia 1973 r. przeszedł do pracy wMinisterstwie Kultury iSztuki, został dyrektorem Centrali Wynajmu Filmów. Jego obowiązki wGUKPPiW przejął Przemysław Marcisz, zostając po reorganizacji struktury urzędu dyrektorem Zespołu Widowisk, Radia iTelewizji GUKPPiW. Zob. Olszewski Henryk (teczka personalna), AAN, zespół GUKPPiW, sygn. 6478, k. 1, 2, 4, 7, 17, 25, 28, 35, 40.
53Zob. J.J. Szczepański, Śnił mi się dyktator bez butów, w: J. Trznadel, Hańba domowa
