Wydawca: Klasyka Legimi Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 1885

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
0,00
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 70

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Powrót posła - Julian Ursyn Niemcewicz

Julian Ursyn Niemcewicz - Powrót posła

Opinie o ebooku Powrót posła - Julian Ursyn Niemcewicz

Fragment ebooka Powrót posła - Julian Ursyn Niemcewicz

Julian Ursyn Niemcewicz

Powrót posła

Komedia w 3 aktach

Osoby:
Pan PodkomorzyPani PodkomorzynaStarosta Gadulski, koligat[1]PodkomorzynyStarościna, żona jego z powtórnego małżeństwaTeresa, córka Starosty z pierwszego małżeństwa, wychowana u PodkomorstwaWalery, syn Podkomorstwa, amant TeresySzarmancki, kawaler modny zalecający się do TeresyAgatka, pokojowa PodkomorzynyJakub, lokajKozak[2]Szarmanckiego

Scena na wsi u Podkomorstwa.

Suponuje[3] się, że rzecz się odprawia podczas limity[4] przed zebraniem się nowego wyboru posłów na Sejm 1790 roku.

AKT I

SCENA I

Jakub i Agatka

JAKUB

nakrywając stolik

Imość panna Agatka niech się trochę krząta,

Już to będzie podobno godzina dziesiąta,

Śniadanie czy gotowe?

AGATKA

Od samego ranka

Kłócę się; zwarzyła się dwa razy śmietanka.

JAKUB

Żal mi ciebie, Agatko… Jakże się masz, zdrowa?

AGATKA

Dziękuję ci: herbata i kawa gotowa,

Lecz cóż, imość[5] śpi, pan się dopiero przebudził.

JAKUB

Pan Starosta ich wczoraj tak do późna nudził,

Jak zaczął to o sejmie, to o wojnach bajać,

Ze wszystkimi się sprzeczać, wszystkich kłócić, łajać,

Gęba się nie zamknęła przez całą wieczerzę,

Powywracał butelki, szklanki i talerze;

Na ostatek, chociaż mu nikt nie odpowiadał,

On jednak zapyrzony[6] jak gadał, tak gadał,

I dopiero jak postrzegł, że już wszyscy spali,

Że świece gasły, przecież mrucząc, wyszedł z sali,

I na schodach dokończył ostatka swej mowy;

Prawdziwyż to gaduła!

AGATKA

Potrzeba zajść w głowy

Z takimi natrętami, czyli boska kara!

Prawda, że się wybornie dobrała ta para.

Bo i żona Starosty przednia w swym gatunku,

Wszystkich znudziła, wzdycha w ustawnym frasunku,

Zawsze narzeka; nie wiem co siedzi w tej głowie!

Bóg dał piękny majątek, honory i zdrowie,

A zawsze nieszczęśliwa, we dnie spać się kładzie,

A całą noc się tłucze w dzikiej promenadzie;

Płacze, patrzy na miesiąc[7], gada do obłoków,

Wzywa jakichściś cieniów, jakichściś wyroków.

Starosta się z nią żeniąc musiał być szalony,

Ach co to za różnica od nieboszczki żony!

Już teraz takich nie ma: to to pani rzadka,

Co to za gospodyni, jaka dobra matka!

Jak córkę swą kochała.

JAKUB

Pewnie, że dzisiejsza,

Mniej od pierwszej rozsądna, lecz za to modniejsza.

Byłaby z niej zrobiła pocieszne stworzenie.

Słychać za sceną trąbkę myśliwską

AGATKA

Ale co to za hałas, co to za trąbienie?

JAKUB

To zapewne Szarmancki wyjeżdża na łowy.

AGATKA

Ten sowizdrzał dom cały przewrócić gotowy,

Co też on nie wyrabia! gada bez pamięci,

Lata z kąta do kąta, wierci się i kręci,

Każdą zaczepi; ja mu nie mogę darować,

Wczoraj na schodach chciał mię gwałtem pocałować;

Jam się od tej napaści jak mogła broniła,

Nareszciem go ze złości za włosy chwyciła,

Lecz śmiech mię jeszcze bierze, uciekł przelękniony;

A w ręku mym się został warkocz przyprawiony,

Chcesz? to ci podaruję tę zdobycz ogromną.

JAKUB

Nie chcę, ja mu kawałka tego nie zapomnę.

AGATKA

Nie wiem dla czego trzpiot ten u nas przesiaduje,

Widzę, że Starościnie bardzo nadskakuje,

I samemu Staroście; jeśli nie mylę się,

To podobno zamyśla o pannie Teresie.

JAKUB

Kto? on? niechże Bóg broni: takowe zamęście,

Przyniosłoby tej pannie ostatnie nieszczęście:

Któż by ją znowu oddał trzpiotowi takiemu?

AGATKA

Co jej nigdy nie godzien.

JAKUB

Dajmy pokój temu.

Mówmy raczej o sobie: Agatko kochana!

Ja cię kocham, tyś do mnie trochę przywiązana,

Znasz mię już od lat kilku; jestem państwu wierny,

Pilny w swych powinnościach, a choć zbiorek mierny,

To go pomnoży praca, staranie, a zatem

Będzie człowiek szczęśliwym, będzie i bogatym:

Prawda, że się w podległym stanie urodziłem,

Zawsze jednak poczciwym, rządnym, wiernym byłem.

AGATKA

Nie łudziłam się nigdy chciwością majątku,

Chcę słuchać mego serca, i mego rozsądku,

Miałam znaczne dość partie; wszak wiesz, z tej tu włości

Starał się o mnie długo ów pan Podstarości,

Człek hoży, mający się wcale należycie;

Lecz jakiż los mię czekał, jakie smutne życie?

Mieć męża, co z urzędu daje ludziom plagi,

I na znak dostojeństwa, i silnej powagi,

Widzieć nad mojem łóżkiem kańczug[8] zawieszony:

Nie chcę, by kto od męża mego był dręczony.

Nie przypadł mi do serca urząd ni osoba,

Ten będzie moim mężem kto mi się podoba;

bierze go pod brodę

A tak wiesz, jeśli do mej ręki masz już prawo,

oglądając się

Państwo nadchodzi, czas już pospieszyć się z kawą,

Bądź zdrów.

SCENA II

Pani Podkomorzyna, Pan Podkomorzy i Starosta

STAROSTA

prowadząc Podkomorzynę pod rękę

Com mówił wczoraj, powtarzam dziś rano,

Cóż, waćpani nie jesteś jeszcze przekonaną?

PODKOMORZYNA

z tonem sprzykrzonym

Jestem prawdziwie, milczę, i wszystkiemu wierzę.

STAROSTA

Nie dosyć na tem, bo to zapewne nieszczerze:

Trzeba wchodzić w uwagi, przyczyny, powody,

Tym sposobem przyjdziemy do zupełnej zgody.

Otóż tak, powiedziałem wczoraj na wieczerzy,

Że ta wojna, która się wokoło nas szerzy,

Potrwa, może się mylę, może mniej lub więcej,

Potrwa lat osiemnaście i dziewięć miesięcy;

Potem zgodzą się, jak się każdy już zmorduje.

Bo zwyczajnie po wojnie pokój następuje.

PODKOMORZYNA

Tak dotychczas bywało, lecz siadajmy, proszę.

Siadają, Podkomorzyna nalewa kawę, wszyscy piją, jeden Starosta trzymając w ręku filiżankę, mruczy pod nosem, na boku

Ach! jakie ja też nudy z tym człekiem ponoszę.

STAROSTA

Waćpani nie pamiętasz wojny siedmioletniej.

Właśnie wtenczas, gdy umarł syn mój małoletni.

Pamiętam, że trybunał sądziłem w Piotrkowie.

Kasztelan był Marszałkiem, niech mu Bóg da zdrowie:

Pani wojewodziny sądziliśmy sprawę,

Nie wiem, o dożywocie, czyli[9] o zastawę:

Kiedy przyszła wiadomość, że pokój zawarty.

Ja właśnie u marszałka grałem wtenczas w karty,

Kazaliśmy dać wina, walnieśmy się spili

Za zdrowie Niemców, co się w owych bitwach bili;

Otóż pożar i dzisiaj tak będzie ognisty,

Bo jak zważam gazety i z różnych miejsc listy,

Jak razem kombinuję przeszłe, przyszłe rzeczy,

Wojna potrwa, i nikt mi tego nie zaprzeczy.

PODKOMORZYNA

Ale, Starosto, kawa tymczasem ostygnie.

STAROSTA

pije i gada dalej

Jak się to wszystko skończy, ja tak przewiduję,

I zobaczycie z czasem, jeśli nie zgaduję.

Cała ta długa wojna na tem się zakończy,

Że król pruski z cesarzem najściślej się złączy,

Anglia z Francją obronne uderzy przymierze,

Rosja Krym cały odda, a Chiny zabierze,

Szwed waleczny na zawżdy złączy się z Duńczykiem,

Turczyn zaś wszystkich mocarstw będzie pośrednikiem.

PODKOMORZY

Przyznać należy, że to systema jest nowe.

Względem mojej ojczyzny spokojną mam głowę,

Zawarliśmy z potężnym sąsiadem przymierze,

Jużeśmy dziś pewniejsi.

STAROSTA

Ja temu nie wierzę:

Polska nigdy się z nikim łączyć nie powinna,

Niech cicho siedzi, ale niech nie będzie czynna

A jeżeli koniecznie o przymierze chodzi,

Niech się z dalekim łączy, co jej nie zaszkodzi

Z Hiszpanią, Portugalią, nawet z Ameryką.

PODKOMORZYNA

Z Persami, Tatarami, albo z Siczą[10] dziką.

STAROSTA

Pewnie że lepiej z nimi; pożytek stąd czysty,

Waćpani zawsze sprzeczna.

wchodzi Jakub z listem

PODKOMORZY

Cóż tam?

JAKUB

Z poczty listy.

PODKOMORZY

odpieczętowawszy

A to od mego syna; chwalebna ich praca

Zawieszona na chwilę i syn mój powraca.

Ciesz się, kochana żono, dzisiaj go ujrzymy.

PODKOMORZYNA

Jakżem szczęśliwa! dawno już po nim tęsknimy.

PODKOMORZY

Jam nie tęsknił, gdy zadość czynił urzędowi;

Dom zawsze ustępować powinien krajowi.

W nieprzytomności[11] jego cieszyły mię wieści,

Że się wśród tych cnotliwych mężów syn mój mieści,

Co z przemocy i hańby kraj nasz wydobyli.

STAROSTA

Niedługo się tem wszystkiem będziemy cieszyli,

Bóg wie, co porobiły sejmujące Stany,

Dlaczego ten rząd, po co te wszystkie odmiany?

Alboż źle było dotąd, a nasi przodkowie,

Nie mieliż to rozumu i oleju w głowie?

Byliśmy potężnymi pod ich ustawami,

Jak to Polak szczęśliwie żył pod Augustami[12]!

Co to za dwory, jakie trybunały huczne,

Co za paradne sejmy, jakie wojsko juczne.

Człek jadł, pił, nic nie robił, i suto w kieszeni,

Dziś się wszystko zmieniło i bardziej się zmieni,

Zepsuli wszystko, tknąć się śmieli okrutnicy,

Liberum Veto[13], tej to wolności źrenicy!

płacze

Przedtem bez żadnych intryg, bez najmniejszej zdrady

Jeden poseł mógł wstrzymać sejmowe obrady,

Jeden ojczyzny całej trzymał w ręku wagę,

Powiedział: nie pozwalam, i uciekł na Pragę.

Cóż mu kto zrobił: jeszcze za tak przedni wniosek,

Miał promocje, i dostał czasem kilka wiosek;

Dzisiaj co kto dostanie? Nowomodne głowy

Chcą robić jakieś straże, jakiś sejm gotowy,

Czyste do despotyzmu otwierają pole.

PODKOMORZY

Wskrzeszają mądrą wolność, skracają swywole[14].

Ten to nieszczęsny nierząd, to sejmów zrywanie,

Kraj zgubiło, ściągnęło obce panowanie.

Te zaborów, te srogich klęsk naszych przyczyną,

I my sami byliśmy nieszczęść naszych winą;

Gnijąc w zbytkach, lenistwie, i biesiad zwyczaju,

Myśleliśmy o sobie, a nigdy o kraju;

Klęskami ojców nowe plemię ostrożniejsze,

Wzgardziwszy zyski, było na całość baczniejsze.

Nieba zdarzyły porę, oni ją chwycili,

Ojczyznę z pod ciężkiego jarzma wydobyli,

Walcząc wszystkie przeszkody gorliwą robotą,

Idąc przykładem króla, i własną swą cnotą,

Powracają porządek, i sławę ojczyźnie.

Stokroć szczęśliwy, że choć przy późnej siwiznie,

Ujrzę, że Polska rządna i że poważana.

STAROSTA

Wiem, że waćpanu każda przyjemna odmiana.

W księgach się tych dzikości wszystkich nauczyłeś,

W tych księgach, nad któremi już oczy straciłeś.

Ja, co nigdy nie czytam, lub przynajmniej mało,

Wiem, że tak jest najlepiej, jak przedtem bywało.

Równycheś sentymentów nauczył i syna,

Czysto w zdaniach tatunia swego przypomina.

Pięknie się na dzisiejszym sejmie popisował[15].

PODKOMORZYNA

z żywością

W nieuczciwem go zdaniu nikt nie poszlakował.

STAROSTA

Nie wiem, czyli złe zdanie, czyli też uczciwe,

Może bardzo rozumne, ale niegorliwe;

Każdej rzeczy jakoweś zgłębianie z daleka,

To śmieszne jakieś względy na prawa człowieka,

To zawody sumienia, to delikatności,

To jakieś szanowanie świętych praw własności.

Za naszych czasów na to wszystko nie zważano,

Wszyscy byli kontenci, robiono co chciano.

Rozumiesz, że syn jego dokazywał wiele,

Raz się w tydzień odezwał, lub we dwie niedziele;

Poseł gadać powinien.

PODKOMORZY

Powinien wprzód myślić.

W kilku zważonych słowach łatwiej rzecz jest skreślić,

Niźli w rozwlekłej mowie, bez ładu i związku,

Być upartym pozorem niby obowiązku.

Człek rozumny, co łączy światło z przekonaniem,

Długo waży, niźli się odezwie z swem zdaniem;

Obstaje przy niem, nie przez wrzaski przeraźliwe,

Nie dlatego, że jego, lecz że sprawiedliwe:

Człek cnotliwy jest stałym, człek próżny upartym.

STAROSTA

Ja co mówię i myślę, sposobem otwartym

Powiadam, że uparty człek zawsze wygrywa.

Świeży mam tego przykład: rok ledwie upływa,

Kiedy byłem na dziale Chorążego synów;

Najstarszy jak się uparł, o kilka tam młynów,

Niesłusznie prawda; cośmy się go naprosili!

I nie, i nie: nareszcie bracia ustąpili.

Powiedzże waćpan teraz, że uparty traci.

PODKOMORZY

Wielki zaiste zaszczyt, że ukrzywdził braci.

Jakże waćpan takiego dopuściłeś działu?

STAROSTA

Mówiłem młodszym, żeby szli do Trybunału,

Nie chcieli: wolim cierpieć, niż z bratem się kłócić.

Niechże cierpią; lecz chcąc się do pierwszego wrócić,

Jakież waćpana zdanie o sejmie gotowym!

Czyli się to z rozumem może zgodzić zdrowym,

Żeby poseł w urzędzie był dwa lata trwale?

Sejm powinien być tylko o świętym Michale,

Nie więcej jak sześć niedziel[16], tak przedtem bywało.

PODKOMORZY

I to wszystkich klęsk naszych przyczyną się stało;

W nierządzie i letargu naród zanurzony,

Raz we dwa lata sejmem bywał przebudzony,

Nie dlatego by radził, lecz żeby się kłócił,

W nieładzie wszystko zastał, w nieładzie porzucił.

Kraj ustawnych zaradzeń może potrzebować,

Te powinien w swym rządzie bez zwłoki znajdować.

STAROSTA

Bez zwłoki! to o sejmie nie można powiedzieć,

Dzisiejszy przez dwa lata nie przestał się biedzić:

I cóż ci prawodawcy dobrego zrobili?

Wszystko pozaczynali, a nic nie skończyli.

PODKOMORZY

Narody szybkim pędem do upadku lecą,

Lecz długo trzeba czekać, niźli się oświecą,

Nim się zwalczą przesądy, duch niezgód obłudny,

Nad wkorzenionym błędem tryumf światła trudny.

Czernić sejm ten już rzeczą stało się zwyczajną,

Nie zrobił tyle, co mógł, nikomu nie tajną,

Ale zważając jakie znajdował trudności,

Za to co zrobił, wiele winniśmy wdzięczności.

Nie podlegamy nigdy panowi[17] obcemu,

Zważmy, czemeśmy byli lat tylko dwa temu?

Wewnątrz słabi, niezgodni, srodze uciśnieni,

U postronnych nieznani, albo też wzgardzeni.

Dziś się sława narodu i powaga wraca;

Obywatel z radością podatek opłaca,

Przez wolny sojusz dawna świetność nam oddana,

Mamy dziś sprzymierzeńca, mieliśmy wprzód pana;

Wojska wzrastają pełne szlachetnej ochoty,

Patrz na okryte zbroją cnej młodzieży roty,

Skarby złotem, zbrojownie śpiżem napełnione:

Będą jeszcze dla Polski dni świetne wrócone,

Będą, byleby naród cnotą zapalony,

Chęcią dobra ojczyzny z królem połączony,

Uwodzić się namowom przewrotnym nie dawał,

I w zaczętej już pracy nigdy nie ustawał;

Niech każdy ma szczęśliwość powszechną w pamięci,

I miłość własną kraju miłości poświęci:

Z dawnym wyborem wkrótce nowy się połączy,

Co pierwszy nie dokonał, to drugi dokończy;

Czynnie robiąc, zaradzi powszechnej potrzebie,

Zyskał szczęście dla kraju, a sławę dla siebie.

STAROSTA

Wszystko to piękne słowa i piękne nadzieje,

Lecz na te obietnice ja się tylko śmieję;

W tym rządzie skryta jakaś intryga pracuje;

Ja się na nic nie zgodzę, zaraz protestuję,

z pasją

A gdy zdanie waćpana sprzeczne z mojem wszędzie,

Syn jego mojej córki pewnie mieć nie będzie.

PODKOMORZY

Cóż sprzeczka nasza ma się tykać mego syna?

Żeśmy innego zdania, to nie jego wina,

Porywczo losem córki nie zechcesz rozrządzić,

Raczysz wprzód zięcia poznać i zdatność osądzić;

Najbardziej młodych osób zważyć gust, skłonności.

STAROSTA

Znam je już, dobrodzieju.

SCENA III

Ciż sami i lokaj Starosty
oddaje bilet Podkomorzynie

LOKAJ

Bilet od jejmości.

PODKOMORZYNA

czyta

Bardzo jestem rozgniewana, że nie mogę udać się na przyjemne ich śniadanie; głowa źle mi robiła[18] przez noc całą, i koszmar przeszkadzał mi zamknąć oko; jestem w strasznej feblesie[19], skoro będę lepiej[20], polecę w ręce kochanej kuzynki.

PODKOMORZY

Rozumie kto z waćpaństwa, co ten bilet znaczy?

PODKOMORZYNA

Kuzynka z francuskiego myśli swe tłumaczy.

PODKOMORZY

Głowa źle mi robiła! co za wyraz nowy?

PODKOMORZYNA

Znaczy la tête m’a fait mal francuskiemi słowy[21].

PODKOMORZY

Dziwić się nie należy, jeśli Starościna,

Nie rozumie po polsku; nie jej to jest wina,

Ale tych raczej, co jej dali wychowanie,