Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
16 osób interesuje się tą książką
Więcej niż futbol. Odkryj nieznaną historię mistrzostw świata!
Czy wiesz, że Alexandre Villaplane, kapitan reprezentacji Francji na mundialu w 1930 roku, stanął później na czele francuskiego Gestapo i zginął przed plutonem egzekucyjnym? Albo że piłkarze Zairu w 1974 roku wychodzili na boisko sparaliżowani groźbami dyktatora Mobutu Sese Seko, a ich absurdalne zachowanie w meczu z Brazylią było w rzeczywistości walką o życie? Takich wstrząsających faktów nie znajdziesz w zwykłych sportowych kronikach.
Jonathan Wilson, wielokrotnie nagradzany autor bestsellerów, takich jak Odwrócona piramida czy Aniołowie o brudnych twarzach, powraca w swojej najwyższej formie. To kompleksowa historia mundiali, pełna historycznych, politycznych i społecznych kontekstów. Dzięki nieznanym wcześniej źródłom autor przedstawia tu informacje niedostępne w innych publikacjach. Wilson łączy analizę z niezwykle wciągającą narracją, udowadniając przy tym, że za kulisami mundiali od zawsze kryły się wielka polityka i bezwzględne machinacje.
Ta książka to nie tylko fascynująca opowieść o legendarnych piłkarzach, fantastycznych golach i niesamowitych meczach. Dzięki tej lekturze zrozumiesz przede wszystkim, że futbol to potężne narzędzie, które służy państwom i narodom do kreowania własnego wizerunku i wywierania wpływu na cały świat. Przekonasz się, jak wielką rolę odegrał ten turniej w różnych krajach oraz jak politycy bezwzględnie wykorzystują go do walki o pozycję w zglobalizowanym świecie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 878
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dla Nicoli
PROLOG
Końcowy gwizdek – Urugwaj zostaje pierwszym mistrzem świata! Dwie postacie w jasnych koszulkach obejmują się i upadają na ziemię. Jeden z piłkarzy podskakuje z radości i wznosi ręce nad głową. Na trybunach powiewają flagi, a wiwatujący fani wymachują czapkami. Mężczyźni w garniturach wbiegają na boisko i ściskają zawodników. Ludzie klepią się po plecach. Dwóch mężczyzn, między innymi umundurowany policjant, niesie kogoś na rękach – to kapitan drużyny, José Nasazzi. Kiedy piłkarze wykonują uroczyste okrążenie wokół boiska, z bukietem kwiatów i trofeum – mierzącą 36 centymetrów figurką Nike, bogini zwycięstwa – dołączają do nich chłopcy w szortach.
Żołnierze wznoszą szable, tworząc honorowy szpaler; gdy zawodnicy pod nim przechodzą, orkiestra gra Marsyliankę. Być może to hołd dla Jules’a Rimeta, francuskiego prezydenta FIFA i pomysłodawcy mistrzostw świata… ale przecież jeszcze kilka lat wcześniej był to oficjalny hymn Colorado, partii prezydenta Urugwaju, Juana Campisteguya. Kogo zatem chce uhonorować orkiestra? Piłkę nożną, FIFA, zwycięzców czy może polityków, którzy do tego doprowadzili i którzy zyskali na tym wizerunkowo? Ta niejednoznaczność istniała od początku piłkarskich mistrzostw świata i tak naprawdę nigdy nie zniknęła.
Już po czterech latach turniej „przejął” Mussolini, promując za jego pomocą swój ideał prężnych, odnoszących sukcesy Włoch. Argentyńska junta poniekąd odziedziczyła mistrzostwa świata w 1978 roku – były one dla niej ogromnym obciążeniem finansowym, ale wykorzystała je równie bezwzględnie jak Mussolini. Na długo zanim do powszechnego użycia wszedł termin sportswashing*, lata przed tym, jak Rosja i Katar pokazały, że nie trzeba wygrać mundialu, a wystarczy go zorganizować, żeby odnieść propagandowy sukces, turnieju używano do celów politycznych. Każdy kolejny gospodarz próbował zademonstrować za pośrednictwem mistrzostw własną siłę i pewność siebie, pokazać światu rozwój i nowoczesność kraju albo po prostu udowodnić, że jest ważnym członkiem szerszej międzynarodowej społeczności.
Ale nie chodzi tylko o organizację mundialu. Sportowe sukcesy dają przywódcom okazję do popisywania się i wygłaszania podniosłych przemówień o symbolicznych konsekwencjach zwycięstwa. Piłka nożna – jeśli wierzyć takim przemowom wygłaszanym w chwilach największej chwały – umieściła Urugwaj na mapie świata, ponownie zintegrowała powojenną Republikę Federalną Niemiec z globalną społecznością i położyła kres rasizmowi we Francji. To oczywiście kompletne bzdury – co nie znaczy, że z takich sformułowań nie można się czegoś dowiedzieć. Przy tym futbol rzeczywiście ma duże znaczenie: oferuje wgląd, często nieuświadomiony, w pragnienia i wątpliwości danej kultury – a nigdy nie jest to wyraźniejsze niż w czasie rozgrywanego raz na cztery lata Pucharu Świata. Turniej tworzy zbiorowe wspomnienia, które przenikają społeczeństwa głębiej niż niemal wszystko inne. Czy jakikolwiek cytat z lat 60. porusza Anglików bardziej niż słynne słowa: „Oni myślą, że to już koniec!”**? „Ręka Boga” Diego Maradony wpłynęła na uczucia Brytyjczyków wobec Argentyny tak samo jak wojna o Falklandy. Nie ma sugestywniejszego obrazu przejścia od pragmatycznego thatcheryzmu do bardziej sentymentalnych lat 90. (niezależnie od tego, jak bardzo były one uwarunkowane neoliberalizmem) niż łzy Gazzy. Podobne piłkarskie skojarzenia mają także inne narody – komentarz Herberta Zimmermanna z Republiki Federalnej Niemiec pod koniec finału mistrzostw świata w 1954 roku, taniec Papy Bouby Diopa po zdobyciu bramki dla Senegalu w meczu z Francją w 2002, słynny strzał Pelégo w 1958, niesamowity gol Saeeda al-Owairana strzelony Belgii w 1994, porażka Francji z RFN w Sewilli w 1982, nieprawdopodobne zwycięstwo Korei Północnej w Middlesbrough w 1966…
To, co Rimet rozpoczął w 1930 roku, rozwinęło się w ogromny spektakl o światowym zasięgu. Finał mundialu jest najczęściej oglądanym wydarzeniem sportowym na Ziemi. Być może najlepiej w piłkę gra się w Lidze Mistrzów, lecz to mundiale przyciągają uwagę, wzbudzają namiętności całych narodów i zapewniają wieczną chwałę. Ale – jak można było się przekonać już w pierwszej edycji, w czasie nieco dziwacznej rywalizacji 13 drużyn w Montevideo – to, co popularne, szybko staje się potężne, a to, co potężne, zawsze będzie przyciągać politykę i polityków, których zainteresowanie nie ogranicza się do samej gry.
Ta książka opowiada o mistrzostwach świata w piłce nożnej: o wielkich piłkarzach, fantastycznych golach i niesamowitych meczach – ale także o futbolu jako narzędziu służącym do tworzenia obrazu samego siebie oraz wywierania wpływu, o roli, jaką odegrał ten sport w tworzeniu narodów, i o tym, jak państwa wykorzystują go do walki o pozycję w zglobalizowanym świecie.
Od samego początku mundial służył nie tylko piłce nożnej…
*Sportswashing – praktyka polegająca na wykorzystywaniu wydarzeń sportowych do poprawy wizerunku państw, rządów czy wielkich korporacji, często poprzez odwracanie uwagi od poważnych problemów, takich jak łamanie praw człowieka, różnego rodzaju działania nieetyczne czy szkodliwe dla środowiska – przyp. tłum.
**** They think it’s all over… – słowa wypowiedziane przez Kennetha Wolstenholme’a, brytyjskiego korespondenta sportowego, w ostatnich sekundach dogrywki finałowego meczu mundialu w 1966 roku (Anglia – RFN), kiedy Geoff Hurst strzelił gola na 4:2 dla Anglii, a na boisko zaczęli wbiegać brytyjscy kibice – przyp. tłum.
1930
Marzyciele
Conte Verde – transatlantyk nazwany tak na cześć Amadeusza VI, hrabiego Sabaudii zwanego „Zielonym Hrabią” – został zbudowany w stoczni w Dalmuir niedaleko Glasgow w 1923 roku, a zatonął w roku 1945, kiedy pływał już w służbie japońskiej marynarki wojennej pod nazwą Kotobuki Maru. Dwie dekady między tymi datami były czasem niezwykle obfitującym w ważne wydarzenia. W 1936 roku statek przewiózł chińską drużynę olimpijską do Berlina, a rok później osiadł na mieliźnie podczas tajfunu na wschodnim krańcu Hongkongu. Na jego pokładzie 17 tysięcy żydowskich uchodźców uciekło przed nazistowskimi prześladowaniami do Szanghaju. Później jednostka została wykorzystana w masowej wymianie internowanych dyplomatów i innych obywateli między Japonią a USA w 1942 roku. Ale wcześniej, bo w roku 1930, Conte Verde przewiózł drużyny narodowe Francji, Belgii i Rumunii, czterech sędziów (jednym z nich był trener Rumunii Costel Rădulescu) i prezydenta FIFA Jules’a Rimeta przez Atlantyk na pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej.
„Przypominało to obóz wakacyjny – opowiadał później francuski napastnik Lucien Laurent, zdobywca pierwszego gola w dziejach mundiali. – Dopiero po latach doceniliśmy nasze miejsce w historii. Traktowaliśmy to po prostu jako przygodę. Byliśmy młodymi ludźmi, którzy świetnie się bawili”1. Członkiem drużyny był także brat Luciena, Jean. Wyjazd do Urugwaju na mistrzostwa świata był dla nich fantastyczną zabawą, wyjątkową okazją do przełamania monotonii codziennej pracy w fabryce Peugeota w Sochaux, w której obaj byli zatrudnieni, podobnie jak ich koledzy z reprezentacji – André Maschinot i Étienne Mattler.
Podróż trwała nieco ponad dwa tygodnie. „Nie było żadnych rozmów na temat taktyki ani niczego podobnego, żadnych wskazówek od trenera – opowiadał Laurent. – Po prostu ćwiczyliśmy na pokładzie. A pod nim rozciągaliśmy się, skakaliśmy, biegaliśmy po schodach, podnosiliśmy ciężary. Był tam też basen, z którego wszyscy korzystaliśmy, dopóki nie zrobiło się chłodniej. Rozrywka sprowadzała się do występów komików i słuchania kwartetu smyczkowego”. Piłkarze trenowali wcześnie rano, aby nie przeszkadzać innym pasażerom2.
Rumuński napastnik Constantin Stanciu opowiadał, że Francuzi mieli obsesję na punkcie kondycji, co zaniepokoiło jego kolegów z drużyny na tyle, że zaczęli się do nich przyłączać podczas ćwiczeń. Wprawdzie wielu zawodników cierpiało na chorobę morską, lecz na pokładzie panowało „doskonałe koleżeństwo”. Stanciu uważał Rimeta za „bardzo charyzmatycznego”, ale wiedział, że prezydent FIFA jest „rozczarowany” tym, że na turniej wybrało się tak niewiele europejskich drużyn. „Wierzył, że mistrzostwa świata w piłce nożnej mogą być początkiem zmian na lepsze” – mówił3.
Czy Rimet nie zmieniłby zdania, gdyby spędził więcej czasu z kapitanem drużyny Francji, eleganckim środkowym obrońcą urodzonym w Algierii, Alexandre’em Villaplane’em? Pośród niewinności i ekscytacji kryło się zło. W czasach gdy francuski futbol był jeszcze teoretycznie amatorski, Villaplane regularnie zmieniał kluby, przyciągany perspektywą coraz większych korzyści. Później został ukarany, gdy okazało się, że jego drużyna Antibes ustawiła mecz o mistrzostwo z zespołem z Lille w sezonie 1932/33, pierwszym z udziałem drużyn zawodowych. Po debiutanckich mistrzostwach świata Villaplane nie zagrał już w reprezentacji Francji, ponieważ tamtejsza federacja zdała sobie sprawę, że mimo umiejętności piłkarskich jest postacią niezwykle kłopotliwą. Już w latach 20. utrzymywał regularne kontakty z półświatkiem, przepuszczając zarobki w kabaretach, kasynach i na torach wyścigowych. W 1935 roku trafił do więzienia za ustawianie wyścigów konnych, a później przebywał za kratkami za różne przestępstwa, w końcu zaś, wkrótce po tym, jak Francja znalazła się pod okupacją nazistów w 1940 roku, skazano go za wymuszenia rozbójnicze i szantaż.
Potem było jeszcze gorzej – Villaplane został kierowcą osławionego Henriego Lafonta, człowieka, który po zniszczeniu belgijskiego ruchu oporu stanął na czele Carlingue, czyli organizacji nazywanej francuskim gestapo4. Piął się po szczeblach kariery i miał za zadanie zlikwidować ruch oporu na południu Francji. Były gracz Trójkolorowych wykonywał zadanie z cyniczną skutecznością, obiecując swoim ofiarom bezpieczeństwo, jeśli mu zapłacą, a potem i tak nasyłając na nie zbirów5. W roku 1944 został schwytany przez siły francuskie i skazany na śmierć, a następnie stracony wraz z Lafontem 26 grudnia, dzień po swoich 39. urodzinach6.
Niezależnie od tego, co Rimet myślał o młodym piłkarzu, wydawał się on dobrze bawić na pokładzie; uczestniczył w dowcipnych rozmowach z belgijskim sędzią Johnem Langenusem i jego spokojniejszym kolegą Henrim Christophe’em7 oraz wygrał konkurs taneczny po zrobieniu dla swojej partnerki tekturowej czapki z niebieską gwiazdą na czerwonym tle, tak aby nakrycie głowy przypominało komin statku.
Po dopłynięciu do Urugwaju został zaproszony na grilla do prezydenta Campisteguya. Od początku zatem łatwo było zrozumieć, że turniej ma również polityczne znaczenie. W mistrzostwach świata nigdy nie chodziło tylko o piłkę…
FIFA powstała ze względów praktycznych. Być może zakładając tę organizację w 1904 roku, związki piłkarskie z Belgii, Danii, Francji, Holandii, Hiszpanii, Szwecji i Szwajcarii kierowały się w pewnym stopniu idealizmem, ale istniał także powód, dla którego Francuz Robert Guérin przeforsował ten pomysł. Był on członkiem Union des sociétés françaises de sports athlétiques, jednego z trzech organów, które w tamtym czasie starały się uregulować funkcjonowanie futbolu nad Sekwaną. Jako przedstawiciel Francji w międzynarodowej federacji zyskiwał stosowną legitymację – pierwszy artykuł statutu FIFA stanowi, że jej członkowie powinni wzajemnie uznawać się za jedyne stowarzyszenia zarządzające piłką nożną w swoich krajach8.
Do 1920 roku FIFA organizowała turniej piłkarski na igrzyskach olimpijskich. W tym czasie, w następstwie pierwszej wojny światowej, na świecie zaczęto kwestionować rolę sportu9. Rywalizacja nabrała aspektu nacjonalistycznego, co prawdopodobnie było nie do uniknięcia: zarówno w angielskich szkołach publicznych, jak i w niemieckich klubach zwanych Turnen i wielu innych miejscach panowało przeświadczenie, że sport jest świetnym przygotowaniem do wojny, a przynajmniej do służby wojskowej za granicami kraju10.
Jednak od 1921 roku FIFA miała prezydenta, który był zdeterminowany, aby to zmienić. Urodzony w 1873 roku Jules Rimet był żarliwym katolikiem, ogromny wpływ wywarła na niego encyklika papieża Leona XIII z 1891 roku o kapitale i pracy, Rerum novarum11, która miała na celu pomoc i przyniesienie ulgi klasie robotniczej znajdującej się „w stanie niezasłużonej, a okropnej niedoli”12. Rimet postrzegał sport jako kluczową broń w tej walce i w roku 1897 założył w Paryżu klub piłkarski Red Star FC. W nowym zespole – co wówczas było rzadkością – nie zwracano uwagi na różnice klasowe, a dyskusje na tematy polityczne były zakazane. Rimet organizował odczyty poezji, aby pomóc w edukacji i rozwoju piłkarzy, i sprzeciwiał się amatorstwu, bo uznawał je za barierę, która uniemożliwia zaangażowanie w piłkę nożną klasie robotniczej, dlatego nazywał je „antyspołeczną pretensją uprzywilejowanej oligarchii”13.
„Wierzył, że sport może zjednoczyć świat”14, i postrzegał FIFA jako coś w rodzaju piłkarskiej Ligi Narodów. Brytyjskie stowarzyszenia pozostały sceptyczne, co łatwo było zresztą przewidzieć: głos Anglii miałby ważyć tyle samo co głos Urugwaju, Paragwaju, Brazylii, Egiptu, Boliwii czy Rosji? Jak po sporze w FIFA dotyczącym ponownego przyjęcia Niemiec w szeregi organizacji powiedział na spotkaniu Football Association w 1919 roku Charles Sutcliffe, przedstawiciel angielskiej ligi, byłoby to „powiększaniem karzełka”15.
Szczerze mówiąc, także na igrzyskach olimpijskich w 1920 roku piłka nożna nie sprawiała wrażenia sportu, którego siłę można by wykorzystać do łagodzenia konfliktów. Czechosłowacja opuściła boisko w 39. minucie meczu finałowego z Belgią w proteście przeciwko usunięciu z boiska Karela Steinera, co doprowadziło do dyskwalifikacji drużyny i skomplikowanej rozgrywki o srebrny i brązowy medal. Nie zmieniało to faktu, że futbol był największą atrakcją spośród wszystkich dyscyplin na igrzyskach.
W 1924 roku piłka nożna trafiła na pierwsze strony gazet głównie dzięki fenomenalnej grze Urugwaju. Propagowany przez Eduardo Galeano mit głosił, że drużyna, która pojechała do Francji, składała się z pakowaczy mięsa, sprzedawców lodu, szlifierzy marmuru i handlarzy artykułami spożywczymi, co bynajmniej nie było prawdą (ale autor ten, niezależnie od jego zalet jako pisarza i teoretyka politycznego, nigdy nie przejmował się faktami). Urugwajscy piłkarze nie byli może wprost profesjonalistami – liga urugwajska pozostawała oficjalnie amatorska aż do 1932 roku – ale nie pracowali też na pełny etat w innych branżach. Jednym z powodów, dla których Argentyna nie wysłała na igrzyska swojej drużyny, był brak pewności, czy jej zawodnicy zostaliby uznani za amatorów; nie jest pewne, czy Urugwaj przeszedłby ten test, gdyby nie interwencja Rimeta po apelacji tamtejszej federacji piłkarskiej16. Kiedy wiceprezydent FIFA Gabriel Bonnet pochwalił Szwajcarię – drużynę, którą Urugwaj pokonał w finale – jako „prawdziwych amatorów”, było oczywiste, co miał na myśli17.
Niezależnie jednak od zastrzeżeń dotyczących statusu piłkarzy trzeba przyznać, że Urugwaj grał genialnie.
Urugwaj powstał jako państwo buforowe między Argentyną a Brazylią – z pomocą Wielkiej Brytanii – formalnie ogłaszając niepodległość w roku 1830. Reszta XIX wieku minęła na krwawych walkach: mieszkańcy pochodzenia europejskiego najpierw zmasakrowali rdzenną ludność, a potem sami padli ofiarą serii wojen domowych między Blancos, konserwatystami broniącymi praw właścicieli ziemskich, a Colorados, liberałami działającymi głównie w Montevideo. Mimo że Colorados wygrywali wszystkie wybory w latach 1865–1958, minęło sporo czasu, zanim nastąpiła względna stabilizacja. Do roku 1900 Urugwaj przeżył około 50 zamachów stanu i powstań18.
Piłka nożna pojawiła się tam za sprawą Brytyjczyków. Pierwszy oficjalny mecz w Urugwaju odbył się w czerwcu 1881 roku, kiedy Montevideo Cricket Club zmierzył się z Montevideo Rowing w spotkaniu sędziowanym przez brytyjskiego konsula generalnego Edmunda Monsona. Kluczową rolę w popularyzacji dyscypliny odegrał William Leslie Poole, Szkot urodzony w hrabstwie Kent, który przybył do Montevideo w 1885 roku w wieku 18 lat i został nauczycielem w angielskiej szkole średniej, do której uczęszczały dzieci zarówno Brytyjczyków, jak i lokalnych elit. Uważając, że piłka nożna jest niezbędna do zaszczepienia młodym ludziom odporności fizycznej, pracy zespołowej i umiejętności przyjmowania ze spokojem tak zwycięstwa, jak porażki, Poole zabierał uczniów tramwajem konnym na pola Punta Carretas, gdzie La Plata spotyka się z Atlantykiem – i tam ćwiczyli nową grę19.
Poole został czołowym graczem Albionu, pierwszego klubu piłkarskiego założonego w Urugwaju, a później pełnił funkcję prezesa zarówno Urugwajskiego Związku Piłki Nożnej (Asociación Uruguaya de Fútbol, AUF), jak i ligi. Jest powszechnie uznawany za ojca urugwajskiego futbolu w duchu „muskularnego chrześcijaństwa”, którego doświadczył w szkole i na Uniwersytecie Cambridge i które w naturalny sposób połączył z pozytywizmem w duchu Comte’a* – nurtem kształtującym edukację w Montevideo20. Sport nabrał jeszcze bardziej centralnej roli po uwolnieniu się Kuby spod władzy Hiszpanii w 1898 roku, co doprowadziło do powszechnych obaw, że Latynosi nieuchronnie zostaną „przejęci” przez Anglosasów. „Nasza edukacja nie jest tak męska, jak ludzi z północnej Europy i Ameryki Północnej” – mówił Pablo De María, rektor Uniwersytetu Republiki21.
Piłka nożna zaczęła z czasem odgrywać specyficzną rolę: była rozrywką, sposobem na wzmocnienie fizycznego hartu i symbolem braterstwa, czyli czymś, co mogły docenić obie strony wciąż nie do końca zakończonej wojny domowej. Na przykład w Niedzielę Wielkanocną w 1897 roku, dzień po bitwie pod Cerro Colorado, rekordowy tłum – półtora tysiąca osób – śledził starcie Albionu, jednego z najlepszych urugwajskich klubów, z drużyną British Navy XI22. Punta Carretas, jak ogłosiła gazeta „El Día”, stały się „prawdziwą przestrzenią publiczną, miejscem spotkań społeczeństwa”, a futbol okazał się zjawiskiem ekumenicznym, przestrzenią kontaktów mężczyzn i kobiet, białych i czarnych, bogatych i biednych, młodych i starych, Brytyjczyków i criollo, Blancos i Colorados24. W każdym razie na trybunach – bo na boisku nadal rywalizowali ze sobą biali mężczyźni.
Śmierć lidera Blancos, Aparicio Saravii, w 1904 roku położyła kres kolejnemu epizodowi wojny domowej, a druga kadencja José Batlle y Ordóñeza na stanowisku prezydenta przyniosła wreszcie pokój i stabilizację. Zainwestowano w poprawę warunków sanitarnych i elektryfikację sieci tramwajowej, dokonano przeglądu praw pracowniczych, wprowadzono powszechne prawo wyborcze, a wraz z rozkwitem eksportu wołowiny edukacja w szkołach średnich stała się bezpłatna dla wszystkich. Sport natomiast był promowany przez Narodową Komisję Wychowania Fizycznego25. Pod rządami Batlle’a zaczęto również – z początku powoli i nieśmiało – zauważać czarną część populacji Urugwaju26, co ostatecznie doprowadziło do powołania do reprezentacji narodowej pomocnika Juana Delgado i napastnika Isabelino Gradína. Obaj byli kluczowymi członkami drużyny, która wygrała inauguracyjny turniej Campeonato Sudamericano de Selecciones** w 1916 roku.
Futbolowa polityka pozostawała jednak skomplikowana, a dwa najpopularniejsze kluby, Peñarol i Nacional, nieustannie toczyły ze sobą spory. W roku 1922 ten pierwszy został wydalony z AUF za rozegranie meczu towarzyskiego z argentyńskim klubem Racing, który odłączył się od Argentyńskiego Związku Piłki Nożnej (Asociación del Fútbol Argentino, AFA). Peñarol założył wówczas własną federację (FUF), dzięki czemu w 1923 roku odbyły się dwa odrębne turnieje o mistrzostwo Urugwaju. Decyzja AUF o przystąpieniu do FIFA w tym samym roku była w dużej mierze podyktowana chęcią rozwiązania problemu rozłamu poprzez uczynienie siebie jedynym oficjalnie usankcjonowanym organem piłkarskim we własnym kraju. Minister spraw zagranicznych Pedro Manini Ríos, jeden z założycieli Nacionalu i lider AUF, skontaktował się z ministrem pełnomocnym Urugwaju w Szwajcarii, Enrique Buero, i poprosił go o udział w kongresie FIFA w Genewie, by zagwarantować Urugwajowi przyjęcie do światowej federacji. Na kongresie Buero podjął samodzielną decyzję, że w następnym roku Urugwaj powinien wziąć udział w igrzyskach olimpijskich27.
Tu jednak dały o sobie znać dwa główne problemy. Po pierwsze, biorąc pod uwagę rozłam, nie było jasne, którzy gracze będą mogli uczestniczyć w igrzyskach. Po drugie, nikt nie wiedział, skąd AUF weźmie na to środki. Istotne było jednak zaangażowanie Maniniego Ríosa, co sugerowało, że udział Urugwaju w turnieju piłkarskim zaaprobowano, a może nawet wspierano, na najwyższych szczeblach władzy.
Ostatecznie do reprezentacji nie powołano żadnego zawodnika z Peñarolu i Centralu, członków „rebelianckiego” FUF. Podróż piłkarzy przez Atlantyk częściowo opłacił Atilio Narancio, prezes AUF, który zastawił swój dom jako zabezpieczenie pożyczki. Chociaż później postrzegano to jako wspaniały gest, gracze nie cieszyli się większym zainteresowaniem. Kiedy odpływali do Europy, nie żegnały ich wiwatujące tłumy. A na statku czekało ich kiepskie jedzenie i ograniczona przestrzeń do treningu.
Aby zdobyć fundusze, Urugwaj rozegrał w Hiszpanii dziewięć meczów towarzyskich – wszystkie wygrał. Zawodnicy z Ameryki Południowej prezentowali zupełnie nowy styl gry w piłkę, łączący indywidualne talenty poszczególnych graczy z organizacją i strukturą. Autor artykułu zamieszczonego w hiszpańskiej gazecie „El Eco” opisał Urugwajczyków jako „konsekwentnie stosujących swoją strategię”, „prawdziwy zespół”, stwierdził także, że „rzadko podnoszą piłkę nad ziemię, są szybcy, bardzo otwarci, świetnie się poruszają. Ale tym, co naprawdę urzeka, […] jest jakość ich podań”28.
We Francji zawodnicy Urugwaju zatrzymali się w pobliżu stadionu Colombes, w Argenteuil – w północno-zachodniej części aglomeracji paryskiej. Mieszkali w willi, która była okazjonalnie używana jako siedziba niemieckiego sztabu generalnego po zajęciu Paryża podczas wojny francusko-pruskiej. Nie stracili formy z Hiszpanii, pokonując Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców***, USA i Francję – zdobyli w tych spotkaniach łącznie 15 bramek, stracili jedną. Po ich zwycięstwie 5:1 nad gospodarzami w ćwierćfinale pisano na łamach dziennika „Le Figaro” o „precyzji, szybkości i doskonałych zagraniach” Urugwaju i „cudownej obronie w osobach [Pedro] Arispe i [José] Nasazziego”29. Eseista i powieściopisarz Henry de Montherlant porównał grę południowoamerykańskiej drużyny do pisarstwa XVII-wiecznego bajkopisarza Jeana de la Fontaine’a i stwierdził: „Wielka sztuka zawsze jest prosta”30. Styl gry Urugwajczyków w meczu z Francją doskonale opisał kataloński pisarz Enrique Guardiola Cardellach: „Siedemnaście czy osiemnaście krótkich podań, jedno po drugim, bez zatrzymywania piłki w miejscu ani na chwilę”. W akcjach brali udział wszyscy zawodnicy z pola, a Héctor Scarone obił po nich oba słupki31.
Urugwajski futbol zawsze szczycił się czymś, co nazywano garra, a co dosłownie znaczy „pazur”. Choć w zasadzie termin ten opisuje twardość, odporność i uliczny spryt, często używany był do usprawiedliwiania najgorszych ekscesów urugwajskich piłkarzy. Zdaniem poety i eseisty Aldo Mazzucchellego niewiele wskazuje na to, że termin ten jakoś specjalnie celnie charakteryzuje drużynę z lat 20. XX wieku – choć koncepcja garra może być atrakcyjnym rodzajem wyjaśnienia, w jaki sposób tak mały kraj mógł w dziedzinie futbolu przewodzić światu32.
W półfinale Urugwaj pokonał Holendrów 2:1, pomimo niezwykłego występu ich bramkarza Gejusa van der Meulena****, który umieścił w siatce małą maskotkę królika i obronił tyle strzałów, że Scarone zaczął wierzyć w jego magiczną moc33. W tym czasie zespół z Ameryki Południowej znajdował się na pierwszych stronach wszystkich gazet34. Kiedy w Argenteuil zaczęły pojawiać się zastępy dziennikarzy, którzy chcieli odkryć sekret Urugwajczyków, piłkarze wygłupiali się, twierdząc, że ich umiejętność dryblingu wynika z faktu, że w młodości gonili kurczaki – żart ten został potraktowany poważnie przez zaskakującą liczbę periodyków35.
Kapitan drużyny, obrońca José Nasazzi, oraz środkowy napastnik Héctor Scarone byli graczami o wielkich umiejętnościach; Pedro Petrone, środkowy napastnik o nieskazitelnie lśniących włosach, był szybki i świetnie wykańczał akcje, ale Urugwajczykiem, który przyciągnął największą uwagę, był José Leandro Andrade, powszechnie określany w tamtym czasie jako pierwsza globalna supergwiazda futbolu36. Ten poruszający się swobodnie po boisku środkowy pomocnik miał oczywiście wielkie umiejętności i był jednym z czterech graczy, którzy przyczynili się zarówno do olimpijskich triumfów Urugwaju, jak i do sukcesów tej drużyny na mistrzostwach świata, ale z dzisiejszej perspektywy czarnoskóry Andrade wydaje się bardziej mitem niż człowiekiem z krwi i kości, a jego życie to zbiór nieprawdopodobnych historii.
Urodził się w Salto w roku 1901. Jego matka była Argentynką; o ojcu nic nie wiadomo, choć podejrzewano, że był nim 98-letni José Ignacio Andrade, urodzony w Afryce ekspert w dziedzinie magii, który był niewolnikiem w Brazylii, skąd uciekł, a następnie trafił do Urugwaju. W akcie urodzenia przyszłego środkowego pomocnika pojawia się on jako świadek37. W młodym wieku José Leandro Andrade przeniósł się do Montevideo, aby zamieszkać z ciotką. Zarabiał, czyszcząc buty i sprzedając gazety na rogach ulic, ale znalazł również pracę jako muzyk i był na tyle uzdolniony, że prowadził sekcję perkusyjną w karnawałowych paradach38.
Jednak jego prawdziwym talentem okazała się piłka nożna. Był szybki i wysportowany, przynajmniej na początku kariery, ale brylował w meczach bardziej dzięki wyczuciu przestrzeni niż przewadze fizycznej. Cieszył się opinią gracza zdolnego niezwykle czysto odebrać piłkę rywalowi wślizgiem. Opracował w tym celu technikę zwaną la tijera (nożyce) – padał na ziemię z wyciągniętą lewą nogą i zagrywał piłkę prawą. Ale w Paryżu rzucał się w oczy nie tylko jego talent. Do 1924 roku na igrzyskach olimpijskich nigdy nie grał czarnoskóry piłkarz, w oczach francuskich kibiców i europejskich dziennikarzy Andrade był zatem postacią nieco egzotyczną. A jeśli do tej „egzotyki” dodać jego charyzmę i fakt, że świetnie wyglądał, to trudno się dziwić, że miał status prawdziwego celebryty.
Pisarka Colette – później najbardziej znana ze swojej powieści Gigi, ale w tamtym czasie głównie z lesbijskiego pocałunku na scenie w Moulin Rouge – została wysłana przez redakcję dziennika „Le Matin”, aby zrelacjonować przyjęcie w willi Urugwajczyków w Argenteuil, zorganizowane dla uczczenia zwycięstwa nad USA w drugiej rundzie*****. Andrade i jego kolega z drużyny Alfredo Zibechi przebrali się w wyszukane kostiumy i przy dźwiękach argentyńskiej orkiestry – która w Paryżu grała do jednego z musicali – zademonstrowali szereg tańców. „Urugwajczycy w dziwny sposób łączą w sobie cywilizację i barbarzyństwo****** – pisała Colette. – Kiedy tańczą tango, są wspaniali, wysublimowani, lepsi niż najlepszy fordanser. Ale tańczą też afrykańskie tańce kanibali, które przyprawiają o dreszcze”39.
Uderzające jest to, jak wiele relacji skupiało się na rasie Andrade. Kiedy na przykład jego zdjęcie pojawiło się na okładce dziennika „L’Auto”******* w czerwcu 1924 roku, towarzyszący mu tekst opisywał go jako „cudownego czarnego pomocnika”40. Takie opisy Andrade zostały w dużym stopniu ukształtowane przez wczesny modernizm41, którego popularność – wyrażająca się poprzez twórczość malarzy, od Picassa po Chagalla, pisarstwo Apollinaire’a i muzykę Strawińskiego – osiągała wówczas w Paryżu prawdziwy szczyt42. Nic lepiej niż jazz nie wyrażało przekonania, że „czarna” czy też „afrykańska” kultura była jednocześnie prymitywna i nowoczesna, dlatego też musiało dojść do spotkania Andrade z Josephine Baker, piosenkarką, która również dorobiła się przydomku „Czarna Perła”. Dwa lata później Baker zyskała światową sławę dzięki swojemu danse sauvage, wykonywanemu jedynie w spódnicy składającej się z 16 bananów i kilku strategicznie rozmieszczonych naszyjników. To, że Andrade i Baker zatańczyli razem tango, to fakt potwierdzony przez wielu świadków, ale nie wiemy, czy ich relacja się rozwinęła.
Z pewnością dochodziło do romansów piłkarzy z zamożnymi i wytwornymi Francuzkami – nawet jeśli możemy podejrzewać, że opowieści o nich często zawierały wiele przesady i były mocno podkolorowane. Andrade często opuszczał willę w nocy, a kiedy pewnego wieczoru zaniepokojeni działacze wysłali jego kolegę z drużyny, Ángela Romano, aby go wytropił, ten znalazł Andrade „w luksusowym apartamencie w jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic miasta, otoczonego pięknymi kobietami niczym sułtan w haremie”43. Po powrocie do Montevideo Andrade ubierał się jak dandys, nosił skórzane buty, żółte rękawiczki, jedwabny fular i cylinder.
Po igrzyskach Andrade nadal lubił się bawić i regularnie opuszczał treningi z drużyną klubu Nacional. Podczas podróży po Europie w 1925 roku zachorował – po wizycie u lekarza w Brukseli zdiagnozowano u niego kiłę. Pojechał do Paryża na kurację, ale zanim wrócił do Montevideo, schudł i stracił swoją „iskrę”. Początkowo nie chciał jechać do Amsterdamu na igrzyska olimpijskie w 1928 roku, ale zmienił zdanie, gdy zobaczył swoich kolegów z drużyny wsiadających na pokład parowca, którym mieli przepłynąć Atlantyk. W Holandii ponownie odegrał kluczową rolę, pomimo incydentu w półfinale, w którym wpadł na słupek. Niektórzy twierdzili, że to przez ten wypadek stracił wzrok w jednym oku, inni uważali, że stało się tak przez kiłę.
Finał mistrzostw świata w 1930 roku był ostatnim meczem, w którym Andrade zagrał w reprezentacji. Później opuścił Nacional na rzecz jego największego rywala, Peñarolu. Po zakończeniu kariery zmagał się zaś z licznymi problemami. Nie można było na nim polegać, za dużo pił. Nie mógł utrzymać pracy i popadł w biedę. Był gościem honorowym na mistrzostwach świata w 1950 roku, gdzie jego siostrzeniec, Víctor Rodríguez Andrade – który używał nazwisk obojga rodziców z szacunku dla swojego wielkiego wuja – odegrał kluczową rolę w zwycięstwie Urugwaju. Po kolejnych sześciu latach niemiecki dziennikarz Fritz Hack odnalazł Andrade w Montevideo. Były piłkarz żył w strasznych warunkach i znajdował się w takim stanie, że nie potrafił nawet odpowiadać na pytania. Kilka miesięcy później, bez grosza przy duszy i uzależniony od alkoholu, trafił do przytułku, a wkrótce potem zmarł w wieku zaledwie 56 lat. Nawet historia jego życia – od ubóstwa do chwały i z powrotem do ubóstwa – wydaje się częścią mitu. Paryż był szczytem kariery Andrade.
Tłumy ludzi chciały oglądać paryski finał. Oficjalnie na stadion wpuszczono nieco ponad 40 tysięcy widzów, choć widownia mogła być tak naprawdę liczniejsza. Około dziesięciu tysięcy chętnych zostało przed bramami obiektu. Ci, którym udało się wejść, zobaczyli, jak Urugwaj wygrywa ze Szwajcarią 3:0. Wielu Europejczyków zachwycało się mistrzami i ich umiejętnościami. Znakomity dziennikarz sportowy Gabriel Hanot – zresztą były reprezentant Francji w piłce nożnej – zasugerował, że Wielka Brytania nie jest już najlepszą drużyną świata. Napisał, że „to jak porównywanie arabskich koni czystej krwi do koni rolniczych”44. Jak podkreślano, dla Urugwajczyków liczyło się to, że o Urugwaju w ogóle się mówi. „To wy jesteście teraz ojczyzną, chłopcy… – pisał Lorenzo Batlle Berres na łamach »El Día«. – Jesteście symbolem tej małej, prawie niewidocznej kropki na mapie […], która staje się coraz większa, większa i większa”45.
Chodziło o coś więcej niż tylko o gazetę świętującą zwycięstwo swojego kraju. Dziennik „El Día” miał związki z Colorados. Co więcej, Batlle Berres był bratankiem byłego prezydenta, José Batlle y Ordóñeza. Można było odnieść wrażenie, że triumf Urugwaju to wygrana ruchu Batllismo i reprezentowanych przez niego wartości: nowoczesności, liberalizmu, racjonalizmu i przekonania o urugwajskiej wyjątkowości. „W południowoamerykańskich kręgach dyplomatycznych mówi się, że występ drużyny Urugwaju […] zrobił więcej dla promocji kraju niż tysiące dolarów wydanych na propagandę” – pisali dziennikarze46.
Kiedy reprezentacja wróciła do kraju, ogłoszono święto narodowe – pracownicy państwowi dostali dzień wolny – i zorganizowano bilety kolejowe do stolicy za pół ceny, aby cały naród mógł dołączyć do wielkiej imprezy. Przez wiele dni na ulicach Montevideo odbywała się prawdziwa fiesta. Podkreślając, że było to zwycięstwo narodowego projektu, poczta wprowadziła do obiegu znaczek na cześć mistrzów olimpijskich. Ilustrowany magazyn „Mundo Uruguayo” napisał, że Urugwaj nie będzie już ignorowany ani mylony z większymi sąsiadami, a drużyna piłkarska udowodniła, że Urugwajczycy są „cywilizowanym narodem”, który poza mięsem może też eksportować kulturę47.
Wszyscy czuli, że Urugwaj nie tylko przezwyciężył niepewność związaną z europejskimi wpływami, ale wręcz odwrócił sytuację, zwracając Staremu Światu wymyśloną tam grę w bardziej wyrafinowanej formie. Jeśli nie było w tym takiego edypalnego dreszczu emocji, jakiego doznała na przykład hiszpańska literatura w reakcji na latynoamerykański modernizm48, to tylko dlatego, że prawdziwi rodzice futbolu – Brytyjczycy – byli nieobecni na igrzyskach olimpijskich i nie doznali porażki. Ostatecznie doszło do tego później, w rywalizacji Anglii z Argentyną.
Pochwały dla Urugwaju bardzo irytowały Argentyńczyków. Byli oni przekonani, że gdyby tylko wysłali drużynę do Paryża, to z pewnością pokonaliby swojego małego sąsiada (choć prawda jest taka, że do tego czasu Argentyna wygrała Campeonato Sudamericano de Selecciones raz, Urugwaj zaś dokonał tego czterokrotnie, a na dwadzieścia cztery spotkania między obiema drużynami Argentyńczycy wygrali tylko pięć spotkań). Zorganizowano zatem dwumecz – rywale mieli zagrać u siebie i na wyjedzie – który miał zadecydować (przynajmniej zdaniem Argentyńczyków), kto jest prawdziwym mistrzem futbolu.
Starcie w Montevideo zakończyło się wynikiem 1:1. Drugie spotkanie, w Buenos Aires, przerodziło się w kompletny chaos. Przepełnienie stadionu Estadio Sportivo Barracas doprowadziło do przełożenia meczu o cztery dni. Aby powstrzymać tłumy, przed trybunami wzniesiono ogrodzenia, ale nie zapobiegło to zakłóceniom porządku. Ostatecznie Argentyna wygrała 2:1; pierwszego gola zdobył Cesáreo Onzari bezpośrednio z rzutu rożnego – trafienie to określono później mianem gol olimpico********. Potem gra była coraz bardziej brutalna – doszło do tego, że argentyński obrońca Adolfo Celli doznał złamania nogi. Kibice zaczęli rzucać kamieniami w Urugwajczyków, szczególnie w Andrade. Piłkarze gości odpowiedzieli tym samym, a gdy interweniowała policja, Scarone został aresztowany za kopnięcie funkcjonariusza. Urugwajczycy zeszli z boiska, a Argentyna ogłosiła się zwycięzcą. Do aktów wrogości doszło też następnego dnia na nabrzeżu, gdy przyjezdni wyruszali do domu – piłkarze i wściekły tłum rzucali w siebie bryłkami węgla. Wszystko to budziło głęboki niesmak.
W roku 1928 Argentyna miała szansę na zdobycie prawdziwego medalu olimpijskiego, bo reprezentacja tego kraju popłynęła do Amsterdamu. Awansowała do finału, pokonując USA 11:2, Belgię 6:3 i Egipt 6:0 – w każdym spotkaniu Domingo Tarasconi zdobył co najmniej hat tricka.
Tym razem urugwajską kadrę – już z zawodnikami Peñarolu – w porcie w Montevideo żegnały entuzjastyczne tłumy, a w Hawrze i Amsterdamie witali ją równie entuzjastyczni fani. Enrique Buero – który przeniósł się z Berna, aby zostać ambasadorem Urugwaju w Belgii i Holandii, i który w tamtym momencie był stuprocentowo przekonany, że sprawy piłki nożnej także leżą w jego kompetencjach – zarezerwował dla drużyny stary wiejski dom, położony około 45 minut od Amsterdamu. Nie była to jednak powtórka z Paryża. Urugwaj nie był już ciekawostką, którą należało się zachwycać, lecz najlepszą na świecie drużyną piłkarską, którą każdy chciał pokonać.
Henryk, książę Niderlandów – książę małżonek królowej Wilhelminy – osobiście dokonał losowania drużyn. Kiedy okazało się, że gospodarze mają grać z Urugwajem, natychmiast przeprosił i zapytał, zapewne żartem, czy może spróbować jeszcze raz. Van der Meulen i jego maskotka królika robili, co mogli, ale Urugwaj wygrał 2:0. Ćwierćfinał z Niemcami był brzydkim, brutalnym meczem: Nasazzi i dwaj Niemcy zostali wyrzuceni z boiska, a Urugwaj wygrał 4:1. Włochy, które pokonały Francję i Hiszpanię, mogły pretendować do miana najlepszej drużyny w Europie i w półfinale początkowo objęły prowadzenie, ale Urugwaj odrobił straty i wygrał 3:2. Pod nieobecność Wielkiej Brytanii – która odmówiła wysłania drużyny po 1920 roku z powodu sporu o definicję amatorstwa – i w sytuacji masowego exodusu zawodników i trenerów z Węgier, spowodowanego różnymi kryzysami politycznymi i gospodarczymi49, niewielu wątpiło, że najlepiej w piłkę gra się w Ameryce Łacińskiej. Spotkanie Urugwaju i Argentyny w finale naprawdę było starciem najlepszych drużyn w turnieju.
Przez cały czas trwania igrzysk ogromne tłumy gromadziły się przed redakcjami gazet w Montevideo i Buenos Aires, by słuchać na bieżąco relacji z meczów. Korespondenci na stadionie wysyłali do swoich redakcji telegramy o długości 15 słów – redakcja argentyńskiego dziennika „La Nación” twierdziła, że najszybszy dotarł w zaledwie 52 sekundy50 – które następnie były przekazywane przez głośnik ludziom czekającym na zewnątrz. W Europie zainteresowanie było niewiele mniejsze. Chętnych na bilety na mecz finałowy było 250 tysięcy – stadion mógł pomieścić ledwie ósmą część tej liczby. Bez wątpienia futbol stał się na całym świecie zjawiskiem masowym…
„Argentyna gra w piłkę nożną z dużą fantazją i elegancją, ale przewaga techniczna nie może zrekompensować braku taktyki” – napisał włoski dziennikarz Gianni Brera51. Taką charakterystykę odrzuca Aldo Mazzucchelli, który twierdzi, że to element projekcji wstecznej z późniejszych dekad, kiedy to Urugwaj stał się drużyną, która w znacznie większym stopniu polegała na uporze i organizacji52. W książce 100 años de fútbol, zbiorze tekstów opublikowanych w prasie w okresie poprzedzającym mistrzostwa świata w 1970 roku, urugwajski pisarz Julio Bayce sugeruje, że Urugwaj był drużyną w dużej mierze opierającą swoją taktykę na kontrataku53 – ale Mazzucchelli nie zgadza się również z takim podejściem, twierdząc, że Bayce pozostawał pod wpływem komentarzy radiowych Estebana Eleny, który często wymyślał akcje, aby wypełnić luki między kolejnymi depeszami. Prawda jest taka, że tam, gdzie brakuje nagrań wideo, bardzo trudno to stwierdzić – zwłaszcza biorąc pod uwagę brak precyzyjnej terminologii, konieczność „przerzucania się” pomiędzy językami oraz różne oczekiwania. Na podstawie nagrań filmowych z mistrzostw świata w 1930 roku na pewno możemy powiedzieć, że Urugwaj wyglądał na drużynę bardzo dobrze wyszkoloną technicznie54.
Po kontuzji Héctora Castro – piłkarza, który w wieku 13 lat stracił prawą rękę w wypadku z piłą mechaniczną – Urugwaj przez większą część meczu grał w dziesiątkę. Dowiózł jednak wynik 1:1, a w powtórzonym meczu objął prowadzenie – na wieść o tym w Montevideo zawyły wszystkie syreny. Dzień był dżdżysty – na zdjęciach widać, że większość ludzi zgromadzonych przed redakcjami gazet trzyma parasole. Argentyna wyrównała, ale ostatecznie na 17 minut przed końcem decydującą bramkę zdobył Scarone.
Był prawdopodobnie najlepszym piłkarzem swojego pokolenia – niskim i szybkim, znanym ze swojego nieoczywistego balansu ciała i wyskoku, dzięki któremu radził sobie zaskakująco dobrze w powietrzu jak na kogoś, kto miał zaledwie 168 centymetrów wzrostu. Był apodyktyczny i wymagający, ale tego, jak znaczącą postacią został w reprezentacji Urugwaju, dowodzi fakt, że w latach 1917–1930 wychodził zawsze w pierwszym składzie tej drużyny, o ile nie zmagał się akurat z kontuzją.
Dla Urugwajczyków olimpijskie sukcesy ich kadry mają takie samo znaczenie jak te na mistrzostwach świata – dlatego gracze z tego kraju noszą na koszulkach cztery gwiazdki: dwie za zwycięstwa na mundialach i dwie za złote medale na igrzyskach. „W rzeczywistości były to naprawdę mistrzostwa świata” – zgodził się Rimet55. Jakość i różnorodność drużyn na turniejach w Paryżu w 1924 roku i w Amsterdamie w 1928 roku niewiele różniła się od składu mistrzostw świata w okresie międzywojennym, a fakt, że Urugwaj wygrał zmagania organizowane w Europie, czyni olimpijskie triumfy prawdopodobnie nawet większym osiągnięciem niż zdobycie Pucharu Świata u siebie w 1930 roku.
FIFA już od jakiegoś czasu zdawała sobie sprawę, że potrzebuje własnego turnieju. W Anglii piłka nożna była sportem zawodowym od 1885 roku, a w połowie lat 20. XX wieku zawodnikom płacono także w Austrii, na Węgrzech, we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych, przez co nie mogli oni wziąć udziału w igrzyskach olimpijskich. Urugwaj i Argentyna nie były jedynymi krajami, które funkcjonowały w szarej strefie pomiędzy amatorstwem a pełnym profesjonalizmem. Było jasne, że – jak to ujął sekretarz generalny FIFA Henri Delaunay – „piłka nożna nie mieści się już całkowicie w ramach statusu olimpijskiego i najlepsi gracze z wielu krajów nie mogą brać udziału w turnieju olimpijskim”56. Obecność piłkarzy na igrzyskach i tak zresztą stawała się coraz trudniejsza: w 1928 roku olimpijskie zmagania oficjalnie zaczęły się 28 lipca, podczas gdy turniej piłkarski trwał od 27 maja do 13 czerwca, co wynikało z konieczności dostosowania go do różnych sezonów ligowych, a także z problemów z zakwaterowaniem57. W maju 1928 roku, na 17. kongresie FIFA w Amsterdamie, uzgodniono, że światowa federacja powinna zorganizować własny turniej w 1930 roku.
Ważni urugwajscy politycy szybko uznali, że powinni ubiegać się o goszczenie imprezy; wygodny zbieg okoliczności sprawił, że w 1930 roku przypadała setna rocznica uzyskania przez Urugwaj niepodległości. FIFA miała nadzieję, że Niemcy zgłoszą się na ochotnika jako gospodarz – ale te zdecydowanie opowiadały się przeciwko profesjonalizmowi. Organizacją turnieju zainteresowane były Węgry, Włochy, Holandia, Hiszpania i Szwecja, a w efekcie na kongresie w Barcelonie w 1929 roku po raz pierwszy pojawiło się egoistyczne politykierstwo, tak charakterystyczne dla późniejszych działań federacji58. Buero był doskonałym negocjatorem59, ale chociaż zapewnił sobie głosy bloku środkowoeuropejskiego, na czele z Włochami, podejrzewał, że Europejczycy uważali Urugwaj co najwyżej za użyteczny zaścianek, gdzie można przeprowadzić turniej FIFA, a tym, na czym naprawdę im zależało, były ich własne turnieje narodowe i klubowe – Central European International Cup (Puchar Europy Środkowej w piłce nożnej)********* i Mitropa Cup. Włochy mogłyby nawet wziąć udział w turnieju, gdyby nie niefortunny wakat na stanowisku lidera Włoskiego Komitetu Olimpijskiego, który pojawił się, kiedy wcześniej sprawujący tę funkcję Augusto Turati został zmuszony do rezygnacji po tym, jak ujawniono, że bywał w sadomasochistycznym burdelu60.
Urugwaj, obiecując dofinansowanie podróży dla wszystkich rywalizujących drużyn, wygrał głosowanie. Ale to była tylko połowa sukcesu – w kraju panowało rozgoryczenie z powodu niechęci europejskich drużyn do podróżowania, mówiono wręcz o bojkocie. Tyle że większość europejskich federacji, podobnie jak Argentyna w 1924 roku, rzeczywiście nie miała środków ani woli organizacyjnej, by podjąć się tak długiej podróży. Europejskie reprezentacje trudno było nakłonić do udziału w turnieju nawet wtedy, gdy uzgodniono, że pierwsza runda zostanie rozegrana w systemie grupowym, dzięki czemu nikt nie będzie musiał podróżować na pojedynczy mecz. Rimet zagwarantował obecność na mistrzostwach Francji, choć jej trener Gaston Barreau i czołowy środkowy napastnik Manuel Anatol zostali w domu. Belgijski wiceprezydent FIFA Rodolphe Seeldrayers – przy wsparciu kampanii medialnej zorganizowanej przez Buero – zdołał przekonać swoją drużynę narodową do wyprawy, choć zespół był osłabiony, ponieważ jego wielka gwiazda, napastnik Raymond Braine, otworzył kawiarnię, naruszając w ten sposób przepisy swojej federacji piłkarskiej dotyczące amatorstwa – a piłka nożna w Belgii wciąż była sportem amatorskim. Rumunia wysłała drużynę tylko dlatego, że nalegał na to nowo koronowany król Karol II, który zresztą sam wybrał skład i zagwarantował zawodnikom trzymiesięczny płatny urlop. Chyba tylko kadra Jugosławii wyruszyła na turniej z prawdziwym entuzjazmem.
Dwa zaproszone kraje azjatyckie – Japonia i Syjam – wycofały się (Japonia byłaby reprezentowana przez drużynę Imperial University). Piłkarze Egiptu, jedyni reprezentanci Afryki, którzy osiągnęli znaczące wyniki na igrzyskach olimpijskich, pokonując Węgry w 1924 roku i docierając do półfinału w 1928 roku, zostali zatrzymani przez burzę na Morzu Śródziemnym, przez co przegapili połączenie w Marsylii; powinni popłynąć do Urugwaju parowcem Florida, razem z Jugosłowianami. W rezultacie pierwszy Puchar Świata odbył się z udziałem jedynie 13 drużyn.
W roku 1930, jeszcze zanim świat w pełni odczuł skutki krachu na Wall Street, Montevideo było kwitnącym miastem z tętniącym życiem kulturalnym. Le Corbusier, który odwiedził je w 1927 roku, chwalił modernistyczną stolicę. Plakat turnieju został stworzony przez malarza Guillermo Laborde, jednego z twórców ruchu artystycznego Planismo, którego przedstawiciele sięgali po charakterystyczne surowe, geometryczne linie; wyraźnie widać to w stylizowanym wizerunku bramkarza wyciągającego się, by złapać piłkę zmierzającą w okienko bramki.
Juan Antonio Scasso, architekt, dyrektor wydziału robót publicznych w Montevideo, a później także prezes Peñarolu, został wyznaczony do zaprojektowania obiektu, który byłby nie tylko centralnym punktem mistrzostw świata, ale także monumentem dla uczczenia stulecia niepodległości Urugwaju. Tak powstał pierwszy na świecie stadion ze zbrojonego betonu, którego cztery dwupoziomowe trybuny miały otwierać się jak płatki kwiatu, symbolizując rozkwit państwa. Najbardziej jednak rzucała się w oczy wieża, której dziewięć pięter symbolizowało dziewięć pasów na fladze Urugwaju; budowla wznosiła się z głównej trybuny na wysokość ponad 100 metrów nad nisko położoną płytę boiska.
Były tylko dwa problemy. Krach z 1929 roku nadszarpnął budżet organizatorów, więc pojemność stadionu – początkowo planowana na 90 tysięcy ludzi – została ograniczona do 69 tysięcy widzów. Co gorsza, budowa została opóźniona przez ulewne deszcze. Wyścig organizatorów z czasem, aby zdążyć ukończyć infrastrukturę przed rozpoczęciem turnieju, stał się zresztą później motywem towarzyszącym wielu mundialom. W tym przypadku oznaczało to, że po porannych opadach śniegu inauguracyjne mecze Pucharu Świata rozgrywano jednocześnie na mieszczącym 20 tysięcy kibiców Estadio Parque Central oraz na Estadio Pocitos, gdzie trybuny mogły pomieścić 10 tysięcy ludzi.
I to właśnie widzowie na tym mniejszym stadionie mieli zaszczyt zobaczyć pierwszą bramkę na mistrzostwach świata, który padła w meczu Francji z Meksykiem: w 19. minucie bramkarz Alex Thépot z klubu Red Star FC (założonego przez Rimeta) zagrał długą piłkę do Augustina Chantrela, ten podał do Ernesta Libératiego, który wycofał ją do Laurenta, a po uderzeniu z woleja tego ostatniego futbolówka znalazła się w siatce. Był 13 lipca, przeddzień święta narodowego Francji. Później, kiedy Thépot doznał kontuzji głowy, prawy obrońca Chantrel musiał przez ostatnią godzinę spotkania stać na bramce, ale Francja i tak wygrała 4:1. Na dziennikarzach z „El Día” widowisko nie zrobiło wrażenia – napisali, że mecz „kompletnie rozczarował publiczność”61.
Tymczasem na stadionie Parque Central Stany Zjednoczone pokonały Belgię 3:0. Reporter dziennika „El Diario” określił oparty na kontratakach styl USA jako „monotonny i czasami dziecinny”62. Urugwajscy obserwatorzy mieli dokładne wyobrażenie, jak powinna wyglądać piłka nożna, a to, co zobaczyli w dniu otwarcia mistrzostw świata, prezentowało się zupełnie inaczej.
Dziwnie ułożony terminarz zmusił Francuzów do rozegrania meczu z Argentyną już 48 godzin po inauguracyjnym spotkaniu z Meksykiem. Choć z powodu licznych kontuzji drużyna z Europy szybko musiała zacząć grać w dziewiątkę, wytrzymała do 81. minuty, kiedy to kapitan Argentyny Luis Monti strzelił gola z rzutu wolnego. Później, na sześć minut przed końcem, gdy francuski napastnik Marcel Langiller pędził akurat z piłką na bramkę przeciwnika i stanął oko w oko z bramkarzem, sędzia odgwizdał koniec meczu. Rozradowani argentyńscy kibice wbiegli na boisko, ale Francuzi zaprotestowali i mecz został ostatecznie wznowiony. Południowoamerykański zespół utrzymał wynik, ku ogromnemu oburzeniu Urugwajczyków na trybunach. Ich reakcja była tak wroga, że argentyńscy piłkarze zagrozili wycofaniem się z turnieju – uspokoiły ich dopiero gwarancje bezpieczeństwa udzielone osobiście przez prezydenta Campisteguya.
Pierwsze mistrzostwa świata miały w sobie element farsy. FIFA odchodziła od amatorstwa, lecz piłka nożna pozostawała na ujmująco amatorskim poziomie. Rzuty karne były wyznaczane w niewłaściwych miejscach, policja wkraczała na boisko, decyzje sędziów budziły wątpliwości, a tożsamość niektórych strzelców bramek pozostaje niejasna. Nolo Ferreira, kapitan i środkowy napastnik reprezentacji Argentyny, po pierwszym meczu musiał wrócić do Buenos Aires, by zdać egzaminy prawnicze. W drugim meczu, z Meksykiem, zastąpił go mierzący 168 centymetrów środkowy napastnik Guillermo Stábile, który strzelił pięć goli w meczach grupowych z Meksykiem i Chile.
Jugosławia szybko zdominowała swoją grupę, pokonując chaotycznie grającą Brazylię, której wyraźnie przeszkadzały zimny wiatr i błoto po topniejącym śniegu na stadionie Parque Central. Był to pierwszy pełny turniej międzynarodowy Brazylii od pięciu lat, a wewnętrzne spory sprawiły, że wzięli w nim udział wyłącznie gracze mieszkający w Rio de Janeiro: Araken Patusca, napastnik Santosu, ominął bojkot Paulisty, rejestrując się przed turniejem w drużynie z Rio, Flamengo, dla której nigdy nie zagrał. Kolejne zwycięstwo – 4:0 w meczu z Boliwią – zapewniło Jugosławii miejsce w finałowej czwórce.
Pierwszym zawodnikiem w historii mistrzostw świata, który został usunięty z boiska, był Plácido Galindo z Peru, który po złamaniu nogi rumuńskiemu obrońcy Adalbertowi Steinerowi został wyrzucony z boiska przez Alberto Warnkena z Chile. Na trybunach zasiadało zaledwie 300 widzów**********, co z kolei było najniższą frekwencją w całej historii mundialu. Znacznie więcej widzów zgromadził drugi mecz Peru, w którym drużyna ta zmierzyła się z Urugwajem; był to pierwszy mecz gospodarzy, przełożony na 18 lipca, aby ci mogli rozpocząć swoją mundialową kampanię dokładnie 100 lat po podpisaniu konstytucji swojej ojczyzny. Na Estadio Centenario wpuszczono około 57 tysięcy kibiców – obiekt nie był jeszcze ukończony, więc ze względów bezpieczeństwa ograniczono liczbę widzów.
Przez osiem tygodni przed turniejem piłkarze Urugwaju przebywali w odosobnieniu w hotelu Prado, który znajdował się w pewnym parku w Montevideo, gdzie przygotowywali się do gry. Gracze czuli się ograniczeni tym zamknięciem, a bramkarz Andrés Mazali, który niedawno się ożenił, został przyłapany z butami w ręku, kiedy po schadzce próbował zakraść się z powrotem do swojego pokoju już po narzuconej przez trenera „godzinie policyjnej”. Gracz ten zdobył dwa złote medale olimpijskie, ale i tak wyleciał z drużyny, a jego miejsce zajął Enrique Ballestrero. Zawodnicy Nacionalu w geście solidarności zagrozili opuszczeniem reprezentacji, ale ostatecznie Mazali przekonał ich do pozostania w drużynie.
Urugwaj pokonał Peru tylko 1:0, a bramkarz gości był o włos od obronienia decydującego strzału Castro. Czy gospodarzom źle się grało na rozmiękłym boisku? Czy sparaliżowała ich stawka meczu? A może trener Alberto Suppici przetrenował podopiecznych?
Wcześniej Rumunia pokonała Peru 3:1. W ostatnim meczu grupowym – przesuniętym na 21 lipca w związku ze strajkiem generalnym – Urugwaj odzyskał formę i pokonał Rumunów 4:0, co oznaczało, że drużyna z Europy pożegnała się z turniejem. Na statku, którym zespół ten wracał do domu, pomocnik Alfred Eisenbeisser (znany również jako Fredi Fieraru) zakochał się w 17-letniej Brazylijce, która płynęła do Paryża ze swoim opiekunem. „Wykończyła mnie – napisał w dzienniku należącym do jego kapitana Rudy’ego Wetzera. – Jest piękniejsza niż Pola Negri”**********. Nie chcąc, aby ktokolwiek inny tańczył z obiektem jego uczuć, piłkarz nie opuszczał parkietu, choć potężnie się przy tym pocił i bolały go plecy63.
Eisenbeisser został zbadany przez lekarza, który zdiagnozował u niego obustronne zapalenie płuc. Zawodnik miał gorączkę, kaszlał krwią i szybko tracił na wadze. Ksiądz, którego wezwano, aby udzielił reprezentantowi Rumunii namaszczenia chorych, poprosił go o wyznanie grzechów. „Coś mi powiedziało, że jeśli obrócę tę sytuację w żart, wszystko będzie dobrze…” – wspominał potem piłkarz. „Zgrzeszyłem, proszę księdza! – powiedział zatem. – Popełniłem duży błąd w meczu przeciwko Peru. Myślałem, że piłka wyjdzie na aut. Tymczasem [José María] Lavalle dośrodkował, co skończyło się golem…”64
Kiedy statek zacumował w Genui, Eisenbeisser pozostał w sanatorium. Wkrótce pojawiły się pogłoski o jego śmierci, a pogrążona w żałobie matka piłkarza zorganizowała mu pogrzeb. Jak głosi opowieść, zawodnik – który podróżował drogą lądową – pojawił się w domu w połowie stypy. Nie tylko nie umarł, ale wyzdrowiał na tyle, by zdobyć trzy mistrzostwa Rumunii z drużyną Venus Bukareszt i zająć 13. miejsce w łyżwiarstwie figurowym, w konkurencji par sportowych, na zimowych igrzyskach olimpijskich w 1936 roku w Garmisch-Partenkirchen.
W pierwszym meczu półfinałowym Argentyna rozgromiła USA 6:1, choć spotkanie nie było tak jednostronne, jak mógłby sugerować wynik. Zanim Monti, który musiał opuścić boisko po przerwie z powodu skręconego kolana, dał Argentynie prowadzenie, Ralph Tracey zmarnował kilka szans dla USA. W drugiej połowie bramkarz Jim Douglas doznał kontuzji nogi, a sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały, gdy amerykański pomocnik Andy Auld został tymczasowo oślepiony przez fizjoterapeutę Jacka Colla, gdy ten upuścił butelkę chloroformu, opatrując zawodnikowi rozciętą wargę65.
Urugwaj łatwo wygrał mecz półfinałowy z Jugosławią, jednak nie obyło się bez kontrowersji. Mecz zakończył się wynikiem 6:1, ale europejska drużyna czuła się wyraźnie pokrzywdzona.
Oznaczało to finał, którego wszyscy oczekiwali i na który wszyscy może liczyli – rewanż za starcie w Amsterdamie w 1928 roku, 111. derby Ameryki Łacińskiej, największy mecz piłkarski, jaki kiedykolwiek rozegrano. Popyt na bilety po obu stronach La Platy był ogromny. Szacuje się, że 15 tysięcy Argentyńczyków wsiadło na parowce i transatlantyki, które miały zatrzymać się w Montevideo w drodze do Europy. Tysiące innych witały ich w porcie, skandując: „Argentinos, sí! Uruguayos, no!”. Niestety gęsta mgła sprawiła, że niewielu przybyszów zdołało pokonać ujście La Platy, by zdążyć na mecz. Zamknięto biura, choć wielu pracowników w nich pozostało, by wspólnie słuchać radia; w fabryce General Motors zatrzymano linię produkcyjną, a Izba Deputowanych zrezygnowała z popołudniowego posiedzenia. Szacuje się, że 50 tysięcy ludzi zebrało się przed redakcjami gazet, aby śledzić wiadomości przekazywane teleksem.
Oficjalnie ma trybunach zasiadło 68 346 widzów, choć niektóre szacunki sugerują, że było ich nawet o 25 tysięcy więcej. Ulice wokół stadionu wypełniły nieprzebrane tłumy. Kibiców przeszukiwano w poszukiwaniu broni, a belgijski sędzia John Langenus tak bardzo obawiał się o swoje bezpieczeństwo, że przygotował sobie drogę ucieczki na statek zacumowany w porcie. Kwestia sporna pojawiła się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – Argentyńczykom nie podobała się piłka, którą chcieli grać gospodarze turnieju. Langenus zdecydował, że pierwsza połowa zostanie rozegrana futbolówką preferowaną przez Argentyńczyków (wyprodukowaną w Szkocji), a w drugiej odsłonie drużyny będą używały piłki Urugwajczyków (wyprodukowanej w Anglii)************. Nie była to jedyna sytuacja, która wydałaby się dziwna współczesnym kibicom, przyzwyczajonym do bardzo szczegółowych reguł i przepisów. Juan Evaristo, argentyński prawy pomocnik, grał w berecie, Nasazzi w swojej charakterystycznej białej czapce, a Andrade, zamiast mieć na sobie czarne spodenki, jak reszta jego drużyny, grał w białych. Sam Langenus – potężny mężczyzna, który górował nad oboma kapitanami – nosił marynarkę, pumpy i żółty krawat w paski.
Dwa dni przed meczem Monti otrzymał groźbę śmierci, którą potraktował tak poważnie, że początkowo odmówił gry. Dla Argentyńczyków był to ogromny problem – nie tylko dlatego, że ich kapitan był świetnym graczem, zawodnikiem twardym i znakomitym technicznie, ale także dlatego, że oczywisty kandydat do zajęcia jego miejsca, doświadczony pomocnik Adolfo Zumelzú, zmagał się z kontuzją. Ostatecznie rano w dniu meczu Monti zdecydował, że jednak zagra, ale cała sytuacja wpłynęła na przygotowania i morale całego zespołu.
Jeszcze 80 lat później Pancho Varallo, argentyński prawy łącznik, nie mógł wybaczyć koledze. „Urugwajczycy pokonali nas, ponieważ byli przebiegli – mówił. – Wykorzystali to, że byli gospodarzami. Luis Monti był świetnym graczem, ale tego dnia był blady jak ściana”66. Varallo, który zmarł w roku 2010, był ostatnim żyjącym uczestnikiem finału z 1930 roku, dzięki czemu mógł narzucać narrację długo po tym, jak odeszli ci, którzy mogli mu zaprzeczyć. Jego wspomnienia o występie Montiego potwierdza jednak raport miesięcznika „El Gráfico”, w którym napisano, że kapitan Argentyny „stał w miejscu, grał bez wyrazu, w niczym nie przypominał wielkiego rozgrywającego, jakim byłby w normalnych okolicznościach”67.
Varallo zagrał pomimo kontuzji kolana – rano w dniu meczu zaliczył test sprawności fizycznej, który obejmował oddawanie strzałów w kurniku w pobliżu hotelu. Jego ojciec był jednym z niewielu Argentyńczyków na trybunach, ale nawet on skończył owinięty flagą Urugwaju, aby móc bezpiecznie opuścić stadion.
Urugwaj szybko objął prowadzenie, gdy jednoręki Castro – wybrany do składu reprezentacji dopiero po tym, jak Anselmo zasugerował, że dzięki swojej waleczności lepiej nadaje się do roli środkowego napastnika w starciu z Argentyną – zareagował najszybciej na zablokowane uderzenie Scarone i po ziemi podał piłkę w prawo do Pablo Dorado, który strzelił gola. Jednak strata bramki jakby uspokoiła Argentynę; lewy łącznik Ferreira, który wrócił już z egzaminów prawniczych, wypuścił skrzydłowego Carlosa Peucelle, który wykończył akcję. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy Stábile wyprowadził Argentynę na prowadzenie. Był to już ósmy gol najlepszego strzelca turnieju; co ciekawe, cztery mecze, w których zagrał na mistrzostwach świata, stanowiły jego jedyne występy w reprezentacji Argentyny.
„Wygrywaliśmy spokojnie – wspominał potem Varallo. – Zmuszaliśmy ich do tańca”68. Argentyna dwukrotnie miała szansę na podwyższenie prowadzenia – najpierw za sprawą kolejnego strzału Stábile, a później po próbie Varallo. „Dostałem piłkę w trakcie kontrataku – opowiadał ten ostatni. – Strzeliłem, piłka minęła bramkarza i leciała prosto w górny róg bramki. […] Stadion zamilkł. Jednak piłka uderzyła w spojenie, a następnie wypadła poza boisko. Najgorsze było to, że po tym silnym strzale doznałem kontuzji kolana. Do końca meczu utykałem. Ten gol zmieniłby wszystko…”
Kilka minut później Urugwaj wyrównał, kiedy Pedro Cea wykorzystał sprytne podkręcone podanie Scarone. Później Ernesto Mascheroni uciekł Varallo, ruszył naprzód i zagrał do Santosa Iriarte, którego niski strzał minął argentyńskiego bramkarza Juana Botasso, zanim ten zdążył się rzucić. „Przegraliśmy, bo zabrakło nam odwagi – powiedział Varallo. – Niektórzy nasi zawodnicy naprawdę poczuli się zastraszeni i stchórzyli”69. Główka Castro w ostatniej minucie przypieczętowała zwycięstwo Urugwaju 4:2.
Rimet wręczył trofeum Raúlowi Jude, prezesowi urugwajskiej federacji, Langenus bezpiecznie dotarł na statek, a Urugwaj cieszył się z inwestycji, która się opłaciła. Nikt jeszcze nie wiedział – nie mógł wiedzieć – czym z czasem stanie się mundial, ale Urugwajczycy zostali pierwszymi mistrzami świata, a ich status najlepszej drużyny piłkarskiej na ziemi, ugruntowany sukcesami olimpijskimi, został jednoznacznie potwierdzony. To był triumf Scarone, Nasazziego, Andrade i Cei, czterech graczy, którzy zagrali we wszystkich trzech finałach, ale był to także triumf Urugwaju i wizji politycznej Batllismo.
Jednak wielka radość po zwycięstwie nie mogła przetrwać ekonomicznych konsekwencji krachu na giełdzie. W 1931 roku Campisteguy został zastąpiony przez Gabriela Terrę, który w listopadzie 1932, w obliczu pogarszającej się sytuacji finansowej, odciął się od przywódców Batllismo, a w nocy 31 marca 1933 roku przeprowadził zamach stanu, po którym rządził jako dyktator aż do wyborów w roku 1934, kiedy to uzyskał mandat do przeprowadzenia reform prezydenckich.
Tymczasem bezpośrednio po finale mistrzostw świata w Buenos Aires zapanowały bardzo nieprzyjemne nastroje. Zaatakowano między innymi urugwajską ambasadę, a kobieta, która na balkonie wymachiwała urugwajską flagą, została obrzucona kamieniami. Autor wstępniaka w dzienniku „La Prensa” obwiniał o porażkę „mężczyzn, którzy upadają po pierwszym uderzeniu, którzy mdleją przy pierwszym ataku, nawet jeśli dobrze pracują nogami”. Konkluzja była taka, że tych „zniewieściałych graczy” należy z reprezentacji usunąć70.
Inni szukali przyczyn porażki na zewnątrz. „Langenus pozwolił Urugwajczykom na brutalne zagrania – napisał Alfredo Rossi w »El Gráfico«. – Niewłaściwe było także zachowanie Urugwajczyków poza boiskiem: naszym piłkarzom grożono za pośrednictwem anonimowych telefonów i listów”71. „Critica” ogłosiła Argentyńczyków „moralnymi zwycięzcami” – to slogan, który miał być wielokrotnie wykorzystywany przez następne dekady. Prawie nie sposób ustalić, na ile te protesty były uzasadnione. Jak zauważa Mazzucchelli, pierwsze skargi ze strony Argentyńczyków zaczęły pojawiać się dopiero dwa dni po finale, głównie ze strony niezwykle eleganckiego szefa ich delegacji, Augusto Rouquette’a72.
Rimet miał wizję mistrzostw świata, które nie tylko byłyby turniejem dla profesjonalistów, ale także wzmacniałyby ducha braterstwa między narodami. Nie trzeba było długo czekać na upadek tych ideałów. „Mistrzostwa świata dobiegły końca – można było przeczytać w artykule redakcyjnym »El Gráfico«. – Z ich zakończenia cieszą się Urugwajczycy, którzy odnieśli triumf, ale także wszyscy inni, ponieważ trzeba przyznać, że przebieg rozgrywek przyniósł nie tylko nieprzyjemną, ale i niewdzięczną atmosferę”. Autor tekstu zastanawiał się także, czy takie międzynarodowe turnieje są w ogóle warte zachodu. „Piłka nożna ponownie stała się […] narzędziem do pokazów braku kultury na wielką skalę, brutalnych zachowań, pasji i obelg […]. Wyglądało to tak, jakby w tych 22 mężczyznach próbujących kopnąć piłkę do bramki przeciwnika narody widziały całą swoją przyszłość”73.
Wzorzec został ustalony.
* Pozytywizm Comte’a, kładący nacisk na uczenie się jako dobro społeczne i na racjonalność jako podstawę podejmowania decyzji, stanowił fundament większości teorii edukacyjnych w Ameryce Południowej pod koniec XIX w. Leży on także u podstaw obecnego na fladze Brazylii motta Ordem e Progresso (Ład i postęp) i był wprost akceptowany przez Dominigo Faustino Sarmiento, prezydenta republiki argentyńskiej, jako sposób na walkę z zacofaniem. Urugwaj był w tej kwestii nie mniej entuzjastyczny.
** Turniej, który od 1967 roku nosi nazwę Copa América.
****** Nazwa „Królestwo Jugosławii” funkcjonowała oficjalnie dopiero od 1929 roku.
*** Van der Meulen był z zawodu lekarzem pediatrą; po zakończeniu kariery piłkarskiej otworzył klinikę w Haarlemie. Po dołączeniu do ruchu narodowosocjalistycznego w Holandii stał się jawnym zwolennikiem obowiązkowych hitlerowskich przepisów sterylizacyjnych. Po niemieckiej inwazji wstąpił do SS, służył na froncie wschodnim, a po wojnie trafił do więzienia za kolaborację.
**** Redaktor, który ją tam wysłał, Henry de Jouvenel, był jej byłym mężem, a ich małżeństwo zakończyło się po części dlatego, że Colette uwiodła jego 16-letniego syna, swojego pasierba, argumentując, że nadszedł czas, aby stał się mężczyzną.
***** Jest to niewątpliwie odniesienie do użycia tego wyrażenia podczas argentyńskiej wojny domowej (1814–1853) przez Partię Unitariańską, która przeciwstawiała „cywilizację” – liberalne, europejskie ideały – „barbarzyństwu” ich odrzucenia. Zostało ono użyte przez Sarmiento w jego pracy z 1845 roku zatytułowanej Facundo Civilización y Barbarie; sięgnął po nie także Alexandre Dumas (ojciec) w powieści Montevideo albo nowa Troja z 1850 roku, która odwołuje się do Sarmiento, jednocześnie traktując o urugwajskiej wojnie domowej.
****** Z inicjatywy Henriego Desgrange’a, założyciela tego magazynu, odbył się pierwszy wyścig Tour de France.
******* Termin ten pokazuje, jakie znaczenie miało to wydarzenie dla Argentyńczyków: oryginalny „gol olimpijski” nie był bramką zdobytą na igrzyskach olimpijskich, ale przeciwko mistrzom olimpijskim w meczu, który Argentyna uznawała za de facto decydujący mecz olimpijski. W rzeczywistości gdyby bramka została zdobyta na igrzyskach olimpijskich w 1924 roku, nie uznano by jej.
******** Turniej rozgrywany w systemie kołowym (każdy z każdym), czasami nazywany od nazwiska polityków, którzy zapewniali trofeum: najpierw był to Antonín Švehla, premier Czechosłowacji, a po drugiej wojnie światowej dr Josef Gerö, dyrektor ÖFB, Austriackiego Związku Piłki Nożnej.
********* Według oficjalnych danych FIFA mecz ten oglądało 2549 widzów, co i tak pozostaje najniższą frekwencją w historii mistrzostw świata – przyp. tłum.
********** Pola Negri – polska aktorka i piosenkarka, kochanka m.in. Charliego Chaplina i Rudolfa Valentino.
*********** A przynajmniej taką historię się opowiada. W rzeczywistości nie ma żadnych ówczesnych wzmianek na ten temat – także Langenus, choć opisuje rzut monetą, który miał zadecydować o wyborze piłki, nie wspomina o tym w autobiografii. Piłka preferowana przez Argentynę została zachowana i znajduje się w Narodowym Muzeum Piłki Nożnej w Manchesterze. Jeśli w drugiej połowie użyto innej piłki, to musiała ona zaginąć.
Przypisy końcowe
1930. Marzyciele
1 S. Burnton, World Cup stunning moments: the Conte Verde’s trip to Uruguay in 1930, „Guardian”, 10 maja 2018.
2 F. Havekost, V. Stahl, Fußballweltmeisterschaft 1930 Uruguay, s. 42.
3 J. Spurling, Death or Glory, s. 5.
4 P. Aziz, Tu Trahiras Sans Vergogne.
5 M.-C. de Taillac, Marga, Comtesse de Palmyre.
6 P. Auclair, The Collaborator, „Blizzard”, nr 1, 2011.
7 F. Havekost, V. Stahl, Fußballweltmeisterschaft 1930 Uruguay, s. 43.
8 FIFA, One Hundred Years of Football, s. 59.
9 D. Goldblatt, The Ball is Round, s. 228.
10 D. Winner, Those Feet, s. 6–40; Goldblatt, The Ball is Round, s. 160–161.
11 M. Duggan, The Catholic visionary who founded the World Cup, „Catholic Herald”, 14 czerwca 2018.
12 Papież Leon XIII, encyklika Rerum Novarum, polska wersja dostępna na stronie: https://www.mop.pl/doc/html/encykliki/Rerum%20novarum.htm.
13 R. Leblond, Y. Rimet, Jules Rimet, le père du Mondial.
14 J. Lichfield, Jules Rimet: the man who kicked off the World Cup, „Independent”, 5 czerwca 2006.
15 D. Goldblatt, The Ball is Round, s. 244.
16 S. Mocchi-Radichi, R. Viqueira, Between Offside and Orsaí, s. 117.
17 A. Campomar, Golazo, s. 104.
18 M. da Cruz, From Beauty to Duty, s. 10.
19 Tamże, s. 18–19.
20 Więcej na temat „muskularnego chrześcijaństwa” i tego, jak kształtowało ono rozwój piłki nożnej w angielskich szkołach publicznych – zob. J. Wilson, Odwrócona piramida.
21 A. Mazzucchelli, Del Ferrocarril al Tango, s. 49.
22 M. da Cruz, From Beauty to Duty, s. 59.
23 Tamże, s. 38.
24 Tamże, s. 49.
25 Tamże, s. 202.
26 G. Reid Andrews, Blackness in the White Nation, s. 85–111.
27 A. Mazzucchelli, Del Ferrocarril al Tango, s. 273.
28 A. Campomar, Golazo, s. 98.
29 „Le Figaro”, 2 czerwca 1924.
30 H. de Montherlant, „Revue de l’Amerique Latine”, 2 lipca 1924.
31 A. Mazzucchelli, Del Ferrocarril al Tango, s. 17.
32 Tamże, s. 31.
33 Tamże, s. 367.
34 „Le Miroir des Sports”, 12 czerwca 1924.
35 A. Mazzucchelli, Del Ferrocarril al Tango, s. 348.
36 B. Oliver, The First Superstar, „Blizzard”, nr 29, 2018.
37 H.U. Gumbrecht, In Praise of Athletic Beauty, s. 249.
38 G. Reid Andrews, Rhythm Nation, „ReVista – Harvard Review of Latin America”, zima 2003.
39 „Le Matin”, 2 czerwca 1924.
40 „L’Auto”, czerwiec 1924.
41 S. Mocchi-Radichi, R. Viqueira, Between Offside and Orsaí, s. 122–123; wystawa w Orangerie w Paryżu w 2023 r. pokazała wpływ kolekcjonera Paula Guillaume’a, który był szkolony przez Apollinaire’a, na modę. Guillaume nie tylko wystawiał Picassa i Matisse’a, ale także promował Modiglianiego, Soutine’a, Laurencina i Déraina.
42 S. Lemke, Primitivist Modernism.
43 B. Oliver, Before Pelé there was Andrade, „Observer”, 24 maja 2014.
44 „Le Miroir des Sports”, 12 czerwca 1924.
45 L. Prats, Crónica celeste, s. 55.
46 A. Mazzucchelli, Del Ferrocarril al Tango, s. 362–363.
47 „Mundo Uruguayo”, 19 czerwca 1924.
48 A. Mejías-López, The Inverted Conquest, s. 9 (choć oczywiście autor odnosi się do Harolda Blooma i jego Lęku przed wpływem).
49 J. Wilson, Nazwiska dawno niesłyszane.
50 T. Mason, Passion of the People?, s. 36.
51 G. Brera, Storia critica del calcio italiano, s. 98.
52 A. Mazzucchelli, Del Ferrocarril al Tango
