Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
822 osoby interesują się tą książką
Jedna decyzja. Dwie rodziny. I przyszłość, której żadne z nich nie wybrało.
Leila i Natán mieli jedynie odegrać wyznaczone im role. Zamiast tego trafiają do świata pełnego rodzinnych tajemnic, niebezpiecznych układów i niewygodnych prawd. Szybko odkrywają, że granica między nienawiścią a pożądaniem jest znacznie cieńsza, niż kiedykolwiek przypuszczali.
Im bliżej są odpowiedzi, tym większe grozi im niebezpieczeństwo.
Bo są sekrety, za które płaci się najwyższą cenę.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 343
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
POŚLUBIONA MIMO WOLI
NANA BEKHER
Copyright: Nana Bekher, 2026
Copyright: Oliwia Krakowiak, 2026
Wydanie 1
ISBN 978-83-969648-5-4
Redakcja: Laura Klimek, Karolina Sawicka
Korekta: Ada Jankiewicz, Oliwia Krakowiak
Skład do wersji elektronicznej: Joanna Postój
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci (żyjących obecnie albo w przeszłości) oraz miejsc czy zdarzeń losowych jest czysto przypadkowe.
Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez zgody autora jest zabronione.
•„Szept dawnych lat”
Małe miasteczko. Wielkie uczucia. I tajemnica, która nie pozwoli o sobie zapomnieć.
Rosalie Deverell była jedną z najlepszych – utalentowana adwokatka z przyszłością, o której wielu mogło tylko marzyć. Aż do dnia, gdy wszystko legło w gruzach. Teraz ma tylko walizkę i bilet powrotny do miasteczka, z którego kiedyś uciekła. W Whitefish czeka matka, stare wspomnienia i Lucas – dawna miłość, która nigdy do końca nie wygasła.
Czy uczucia naprawdę znikają, czy tylko czekają, by znów się obudzić?
Co skrywa matka Rosalie? I czy kobieta jest gotowa poznać prawdę, która może wywrócić jej życie do góry nogami?
Niektóre sekrety są zbyt bolesne, by o nich mówić. A niektóre powroty zmieniają wszystko.
•„Wesele, tequila i… tylko nie on!”
Słońce Toskanii, włoskie wesele i mężczyzna, którego nigdy nie miała już zobaczyć.
Daniel był najlepszym przyjacielem jej brata, a Mila zakochała się w nim, choć wiedziała, że ich związek może wszystko skomplikować. Sześć lat temu przekonał ją, że do siebie nie pasują i nie mają wspólnej przyszłości. Zostawił po sobie złamane serce, bolesne wspomnienia i uczucia, które nigdy tak naprawdę nie wygasły.
Kiedy los ponownie stawia ich na swojej drodze podczas rodzinnego wesela w malowniczej Toskanii, Mila jest przekonana, że przeszłość nie ma już nad nią władzy.
Myli się.
Niektóre uczucia potrafią przetrwać lata. Zwłaszcza te, których nigdy nie udało się naprawdę zakończyć.
Tylko czy prawda, którą Daniel ukrywał przez cały ten czas, nie zniszczy ich po raz drugi?
Z całego serca pragnę podziękować moim wspaniałym patronkom za ich pomoc w promocji oraz wyjątkową współpracę. To zaszczyt mieć Was po swojej stronie.
Patronki:
zaczytana_graficzka, mirelamarcinek, do_zaczytania, caroc.poostatniejstronie, ksiazkowa_wrozka89, zaczytana_ania1984, basnie.miedzy.stronam, aspera_czy
NATÁN
Otwieram oczy, gdy słyszę dzwoniący telefon. Próbuję się podnieść, ale jest to niemożliwe, bo do mojego prawego boku przytula się śpiąca brunetka, a do lewego – przebudzająca się blondynka.
Szlag! Tym razem przegiąłem. Zabijcie mnie, ale nawet nie pamiętam ich imion.
Sięgam po komórkę i wyłączam alarm. Rozglądam się dookoła i zdaję sobie sprawę, jak bardzo mam przejebane. Znowu zabalowałem w klubie, dobrze, że ojciec tego nie widzi, bo zacząłby te swoje kazania. A matka? Ona by mi od razu urwała głowę. Wyciągam rękę spod brunetki, ale gdy próbuję wstać, zatrzymuje mnie druga dziewczyna.
Na jej twarzy pojawia się łobuzerski uśmiech.
– A dokąd to uciekasz?
– Właściwie to czas na was.
Wsuwa dłoń pod koc.
– Dziesięć minut nikogo nie zbawi.
Doskonale wiem, co się wydarzy. Nie żebym nie chciał, ale ojciec mnie po prostu zajebie, jak się dowie, co wyprawiam w klubie. Staram się wykazać silną wolą, ale gdy dziewczyna najpierw przesuwa dłonią po moim penisie, a potem go ściska, poruszając ręką w górę i dół, nie jestem w stanie się powstrzymać. Blondynka posyła mi szeroki uśmiech, po czym znika pod kocem i już po chwili czuję, jak jej usta mnie oplatają. Zdecydowanie nie mam silnej woli. Podnoszę lekko koc i natrafiam na zamglony wzrok dziewczyny, od którego robi mi się jeszcze bardziej gorąco.
– O, kurwa! – wydaję zbyt głośny jęk, który budzi brunetkę.
Przeciera oczy i przeczesuje włosy, spoglądając najpierw na mnie, a potem na koc, który raz po raz się unosi.
– Zabawiacie się beze mnie? – udaje oburzenie i zrzuca z nas nakrycie.
Koleżanka podnosi na nią spojrzenie.
– Nie podzielisz się? – pyta brunetka.
– Jestem martwy – mamroczę.
Gdzieś z tyłu głowy mam, że ojciec mnie zabije, ale przynajmniej umrę szczęśliwy i zaspokojony. Dziewczyny na przemian pieprzą mnie ustami, biorąc mnie coraz mocniej, głębiej i szybciej. Zupełnie jakby urządziły sobie jakieś zawody – która zrobi to lepiej? Czuję, jak przez moje ciało zaczynają przepływać rozkoszne prądy. Unoszę nieco głowę, a moje spojrzenie spotyka się z utkwionym we mnie wzrokiem brunetki. Wystarcza mi kilka kolejnych ruchów, po czym kończę w jej ustach.
Dobra, koniec tej zabawy, bo ojciec mnie serio zabije.
Gdy się odsuwają, wstaję i sięgam po ubrania.
– No nic, miłe panie, byłyście świetne, ale musicie znikać.
– Ej, a co z pracą? – pyta blondynka, również się podnosząc.
Marszczę brwi. Nic takiego nie pamiętam.
– Jaką pracą?
– Obiecałeś nam pracę w klubie – wyjaśnia brunetka.
Owszem, trochę wczoraj wypiłem, ale żeby tak urwał mi się film?
Wzdycham.
– Pogadam z menadżerem i zobaczymy, czy możemy kogoś przyjąć – zbywam ją.
– Kpisz sobie? – oburza się blondynka. – Robiłeś z nami, co chciałeś, pieprzyłeś na wszelkie możliwe sposoby i myślisz, że to za darmo?
Śmiałe posunięcie z jej strony, albo raczej głupie, bo chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, z kim zadziera. W dwóch szybkich krokach znajduję się przy niej, chwytam ją za gardło i dociskam do ściany, tak że dziewczyna ledwo łapie oddech.
– Posłuchaj mnie, dziwko – warczę wściekle, patrząc w jej pełne przerażenia oczy. – Jeśli jeszcze kiedykolwiek zechcę cię wypieprzyć, sama grzecznie do mnie przyjdziesz i zrobisz wszystko, co ci każę, inaczej przekonasz się, jak bardzo mam w dupie twoje życie! Rozumiesz to?
– Bo… boli – łka wystraszona.
Dociskam ją mocniej, aż czuję, jak wali jej serce.
– Pytałem, czy rozumiesz?
– Ta… tak – odpowiada, a z jej oczu zaczynają płynąć łzy.
– To bardzo dobrze.
Puszczam ją, a ona odkasłuje, nerwowo łapiąc oddech.
– A teraz obie wypierdalać!
W momencie, gdy nakazuję im to surowym tonem, otwierają się drzwi, w których staje mój ojciec.
To, że jest wściekły, to mało powiedziane. Wygląda niczym sam pan piekieł w swoim najgroźniejszym wydaniu.
– Natán – odzywa się, o dziwo, spokojnie, choć widzę, jak zaciska usta.
Dziewczyny szybko zbierają swoje rzeczy i wręcz wybiegają. Wiem, że ojciec mi nie odpuści. Taki już jest. Ostrzegał mnie, bym tak nie postępował, ale wczoraj była naprawdę dobra impreza.
– Natán, co ty, do kurwy nędzy, wyprawiasz?! – Jego głos przybiera już ten szorstki, władczy ton.
– Wiem, moja wina – przyznaję się.
Rozgląda się po pomieszczeniu.
– Gdzie twoja ochrona?
– Odesłałem ich.
– Natán!
– To się więcej nie powtórzy. Obiecuję.
Prostuje się i wciąga powietrze. Coś kombinuje.
– Owszem, bo odbieram ci klub.
– Co?
– Udowodniłeś, że jesteś gówniarzem, któremu tylko imprezy w głowie, a ja potrzebuję kogoś, kto porządnie zajmie się klubem, zamiast go rozpieprzać – mówi stanowczo.
– Wiem, nawaliłem, ale pozwól mi to naprawić.
– To nie jest klub dla przedszkolaków i nie wszystkie interesy, które tu prowadzimy, są legalne, a ty nas pogrążysz – podkreśla.
– Nie ufasz mi – rzucam. – Fabianowi oddałbyś klub bez mrugnięcia okiem, ale w moich żyłach nie płynie krew Navarro. O to ci chodzi.
– Przestań! – warczy gniewnie. – Grasz nieczysto. Dobrze wiesz, że traktuję cię tak samo jak Fabiana, Felicię czy Naomi. Nie próbuj pogrywać ze mną w ten sposób.
– Więc daj mi szansę.
Przez chwilę milczy. Znam go i wiem, że coś wymyśli. Nie odpuści mi tego.
– Doprowadź się do porządku – odzywa się wreszcie oschle. – Lepiej żeby matka nie widziała cię w takim stanie. Posprzątaj tu i przewietrz – dodaje ze skrzywioną miną.
– Jasne.
Jeszcze raz na mnie spogląda, po czym wychodzi.
Kurwa!
To nieprawda, że traktuje mnie gorzej niż moje przyrodnie rodzeństwo. Gdy kilka lat temu rodzice wyznali mi, że Miguel nie jest moim biologicznym ojcem, byłem na nich wściekły.
A kiedy dowiedziałem się, co zrobił ten, który mnie spłodził, było mi wstyd. To Miguel opowiedział mi, jak mama trafiła do jego domu. Widziałem, że nie był dumny z tego, co zrobił. Owszem, obaj źle postąpili, ale doszedłem do wniosku, że w tym wszystkim to Miguel okazał mamie więcej serca niż James. Może i się mylę, bo nie mam pojęcia, jak to jest być zakochanym, ale mimo tej dziwnej sytuacji oni widocznie się w sobie zakochali. Zdaję sobie sprawę, że pewnie mają jeszcze jakieś tajemnice, ale to ich sprawa. Miguel przez te wszystkie lata udowodnił mi, że jestem dla niego tak samo ważny jak Felicia, Fabian i Naomi.
Muszę się ogarnąć i faktycznie tu posprzątać. Nie chcę stracić klubu. Dobrze go prowadzę, a ta wpadka nie może rzutować na całą moją pracę. Wczoraj była tu dobra impreza. Litry najlepszego alkoholu, najgorętsze tancerki i najbogatsi klienci, którzy zostawili mnóstwo kasy. Przy takich zyskach otworzę jeszcze dziesięć takich miejsc.
Jakiś czas później jadę do siebie. Faktycznie lepiej, żeby mama mnie dzisiaj nie oglądała, bo wpadłaby w histerię. Później do niej zadzwonię i ją uspokoję, zanim sama mnie odwiedzi.
Z domu rodzinnego wyprowadziłem się dwa lata temu. Chciałem posmakować trochę niezależności, choć wcale nie wyjechałem na drugi koniec kraju, bo zamieszkałem zaledwie dziesięć minut drogi od nich, ale mam swój dom, swoje cztery ściany. Mieszka tu ze mną ochrona i gosposia. Nie mam nikogo na stałe, a dziewczyn na jedną noc nie sprowadzam do domu.
Idę pod prysznic w końcu się odświeżyć, po czym wskakuję do łóżka. Powinienem też trochę się przespać, bo w nocy miałem inne zajęcia. Te dwie dziewczyny były całkiem dobre. Choć nie pamiętam, żebym gadał z nimi o pracy. Póki co i tak nie potrzebuję nowych pracownic. Zresztą nie mam czasu, by je porządnie sprawdzić. Ojciec nie do końca wie, co się dzieje w klubie. Z założenia jest to klub tylko ze striptizem, ale dwie moje tancerki chciały sobie dorobić. Generalnie na to nie pozwalam, ale to te dwie ściągają tu najwięcej klientów i nie chciałbym ich stracić. Owszem, zarabiają też więcej niż inne, jednak twierdzą, że mają spore wydatki, dlatego się na to zgodziłem. Pieprzyłyby się poza klubem, a tak mam je pod kontrolą. Obowiązuje je oczywiście tajemnica w tej kwestii i pozostałe dziewczyny nie wiedzą, co te tamte robią w czasie prywatnych tańców, a jeśli cokolwiek wyjdzie na jaw, wylecą, więc mają dużo do stracenia. Sam pilnuję, by ojciec o niczym się nie dowiedział, bo na pewno by się na to nie zgodził.
Następnego dnia przed wyjściem do pracy odbieram telefon od ojca. Pamiętam, że mamy dzisiaj spotkanie z klientem, ale dopiero po obiedzie.
– Tak, tato? – odzywam się zaciekawiony.
– Jesteś już w klubie?
– Jeszcze w domu, zaraz wyjeżdżam.
– Podjedź na chwilę do nas.
– Coś się stało?
Nie wiem dlaczego, ale myślę, że ojciec nie chce się widzieć ze mną ot tak. Coś wymyślił.
– Przekonaj mnie, że jesteś odpowiedzialnym facetem – mówi tajemniczo.
Marszczę lekko brwi. Nie rozumiem go.
– To znaczy?
– Mam dla ciebie propozycję. Przyjedź, a wszystkiego się dowiesz.
– Jasne, będę za dziesięć minut.
Jestem bardzo ciekawy, o co takiego może chodzić, choć mam dziwne przeczucie, że wcale mi się to nie spodoba.
NATÁN
Zabieram od razu wszystkie potrzebne rzeczy i wydaję dyspozycje chłopakom. Jadę z Estebanem i Parkerem, a Dylan zostaje w posiadłości. Ojciec chce, bym udowodnił mu, że jestem odpowiedzialny, więc pewnie powierzy mi jakieś ważne zadanie. To dobrze, bo będę mógł się zrehabilitować i pokazać, że nie jestem głupim gówniarzem. Wiem, ostatnie wydarzenia świadczą o czymś innym, ale ojciec nie wziął pod uwagę sytuacji. To była impreza. Miałem pracowity zeszły tydzień i wystarczyło trochę alkoholu, by mnie rozłożyło. Nawet nie pamiętam, jak znalazłem się z dziewczynami w biurze. Mam jakieś przebłyski. Wspomnienia częściowo powracają. Wiem, że mój kumpel Hudson urwał się wcześniej, ale potem mam pustkę i nagle poranna pobudka.
Po niedługim czasie docieram do domu rodziców. Bez trudu ich znajduję, bo podniesiony głos ojca słychać już na korytarzu. Idę w stronę gabinetu. Z doświadczenia wiem, że dobrze dać im chwilę, bo mogę dowiedzieć się czegoś bardzo ciekawego. Podchodzę blisko drzwi i wyłapuję, o czym rozmawiają.
– Powiedziałam ci, że się na to nie zgadzam – mówi mama.
– A ja ci powiedziałem, że twoje zdanie nie ma żadnego znaczenia – podkreśla ojciec.
– Miguel, proszę cię, nie rób tego. – Głos mamy jest wręcz błagalny, co zaczyna mnie niepokoić. – Wiesz, że nienawidzę tego człowieka. Nie wpuszczaj go do naszej rodziny.
– Ano, przestań! Zawsze kierujesz się uczuciami, a tu chodzi o interesy.
– I o dzieci.
Robi się coraz ciekawiej.
– Zajmij się domem jak do tej pory, dobrze? W moje interesy nie musisz się wtrącać.
– Co ty wygadujesz, Miguel? Wciągasz w to wszystko Natána i oczekujesz, że będę się temu biernie przyglądać?
Czyli jednak chodzi o mnie.
– Oczekuję, że będziesz na tyle rozsądna, by się nie mieszać.
Ojciec stawia na swoim, nie ugnie się przed nią.
– Miguel, zabraniam ci!
Mimo iż brzmi stanowczo, wywołuje to tylko śmiech u ojca.
– Jesteś zabawna, kochanie. Możesz zabronić ogrodnikowi przesadzania tych twoich kwiatków, ale od moich interesów trzymaj się z daleka.
– Twoich?
– Moich, Ano – podkreśla. – Moich interesów, do których nie masz prawa się wtrącać.
Dobra, wystarczy tego. Naciskam klamkę i wchodzę do środka, a rodzice spoglądają na mnie tak, jakby byli świadomi, że słyszałem ich rozmowę.
Patrzę na nich podejrzliwie.
– Skoro już padło moje imię, to możecie mi wyjaśnić, o co chodzi?
– Miguel, proszę cię – mówi cicho mama.
– Ano, lepiej zostaw nas samych.
– Miguel…
– Ano! – warczy władczo ojciec.
Mama podchodzi do mnie i czule obejmuje. Wiem, że się martwi, ale nie wiem dlaczego. Co takiego ojciec wymyślił, że tak bardzo ją zaniepokoiło?
– Ojciec oszalał – szepcze mi do ucha, tak by on nie słyszał. – Na nic się nie zgadzaj – dodaje, po czym uśmiecha się z pewną obawą, gładzi mnie po twarzy i wychodzi.
Teraz i mnie zaczyna się to nie podobać.
Odwracam się w jego stronę.
– Tato?
– Ach! Spotkanie jest przełożone na jutro, więc masz dziś wolne popołudnie – oznajmia, jednak nie to miałem na myśli.
– Dobra, a o co chodziło z mamą?
– Matka jak zawsze niepotrzebnie panikuje – rzuca zupełnie na luzie, podchodzi do barku i nalewa sobie whisky.
– Zdradzisz mi swój plan? – pytam trochę niepewnie.
– Oczywiście – odpowiada i opróżnia szklankę. –
W końcu jesteś jego częścią.
– Co miałbym zrobić?
– Powoli, synu – uspokaja mnie. – Wiesz, jak ważne są dobra pozycja i korzystne sojusze – wyjaśnia, a ja marszczę brwi, bo zgaduję, że znowu połączył siły z kimś szemranym.
Przytakuję.
– Zdaję sobie sprawę.
– Planuję wejść na rynek z dawnym znajomym jako wspólnikiem.
– Dalej nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego – dociekam coraz bardziej niecierpliwie.
– Jak wiesz, ważnym przypieczętowaniem współpracy jest na przykład ślub.
Przełykam głośno ślinę.
– Możesz jaśniej, tato? Czyj ślub?
– Twój i córki mojego wspólnika.
Przymykam na moment oczy i liczę do dziesięciu, bo normalnie nie wierzę, że ojciec wpadł na tak absurdalny pomysł.
– To będzie też twoja szansa na udowodnienie, że jesteś dojrzały, odpowiedzialny, godny powierzania ci ważnych zadań.
Unoszę brwi z zaskoczenia.
– I ślub ma być tego dowodem?
Kręcę głową w niedowierzaniu.
– No dobrze, a z kim mam się ożenić?
To mnie chyba najbardziej ciekawi.
– Mam dla ciebie bardzo dobrą partię, świetną dziewczynę, dobrze wychowaną – wymienia, jakby dawał jej rekomendacje. – Studiuje ekonomię, zna trzy języki obce…
– Tato, do sedna – pospieszam go. – Jak się nazywa?
– Leila Quesada.
Zamieram.
Jakbym dostał obuchem w głowę.
Każda, tylko nie ona.
– Mała Quesada? – upewniam się z nadzieją, że nie o niej ojciec mówi.
– Już nie taka mała. Ma dwadzieścia lat.
I jest zdrowo pojebana.
– I mnie nienawidzi – przypominam mu. – Zresztą vice versa.
– Synu, więcej wiary. Jestem pewien, że się dogadacie, musicie po prostu lepiej się poznać – próbuje mnie przekonać do tego wariactwa.
Ja pierdolę!
Nie ma takiej opcji. Po prostu nie ma. Ta dziewczyna to totalna pomyłka. Okej, przyznaję, wygląda jak bóstwo, ale nie wytrzymam z nią nawet pięciu minut. Mieliśmy pewien epizod trzy lata temu. Ona się we mnie podkochiwała, a ja przeleciałem jej kuzynkę. Cisnęła we mnie takimi gromami, że jestem pewien, iż burza, która się wtedy rozpętała, była jej sprawką. To istna wiedźma. Doskonale rozumiem, dlaczego mama się tak martwiła. Nie dość, że ojciec wymyślił ślub, to jeszcze z córką Quesady, którego mama szczerze nienawidzi. Miguel jest naprawdę szalony.
– To się nie uda.
Wzdycham bezradnie.
– Pozabijamy się. A Quesada wie, co wymyśliłeś?
– Oczywiście, to był nasz wspólny pomysł.
No świetnie, dwóch wariatów.
– Wybacz, tato, ale ja w to nie wchodzę – odmawiam, ale na jego ustach pojawia się cwany uśmieszek.
– Natán, ja cię tylko informuję, a nie pytam, czy wchodzisz w to, czy nie – mówi z wyższością.
Wzruszam ramionami.
– Więc nie mam nic do gadania?
– Opłaci ci się to. Quesada to nie byle kto. Zajmiesz ważne miejsce w firmie. Część udziałów będzie należała do Leili, ale z pewnością nie będzie nimi zarządzać, tylko zajmiesz się tym ty – zachwala, jakby miało mnie to zachęcić.
– Dlaczego akurat ona? Dlaczego to nie może być normalna dziewczyna?
– Synu… – Ojciec urywa, podchodzi do okna i przez moment przez nie wygląda. – Tak musi być. Po prostu.
Też mi wytłumaczenie.
– I jak ty to sobie wyobrażasz? – pytam czysto teoretycznie. – Ten cały śmieszny ślub?
– Za kilka dni spotkamy się z nimi, ustalimy zaręczyny, a potem twoja wybranka…
– Ona nie jest moją wybranką – poprawiam go.
– Twoja przyszła żona – podkreśla. – Przeprowadzi się do ciebie.
– To jakieś szaleństwo! – protestuję. – Jesteśmy jak ogień i… – urywam na moment, szukając w głowie odpowiednich słów – …i ogień – stwierdzam. – To naprawdę nie ma szans.
Podchodzi do mnie i klepie mnie po ramieniu.
– Jesteś Navarro. Poradzisz sobie z kobietą.
Jasne…
Jeszcze przez chwilę rozmawiam z ojcem, ale cały czas mam wrażenie, że jestem w ukrytej kamerze. Nie wiedziałem, co on wymyśli, jednak tego bym się nie spodziewał. Nie ukrywam, że nie chcę tego ślubu, nie jest mi w ogóle na rękę, a do tego z Leilą. Mógłbym liczyć, że ona nie wyrazi zgody, ale skoro ja nie mam nic do gadania, to jej tym bardziej nikt nie będzie pytał o zdanie. Zostanie postawiona przed faktem dokonanym mniej więcej tak jak ja. Nie mam szans, by przekonać ojca. Dla niego liczy się sojusz z Quesadą, któremu najwyraźniej pomysł ze ślubem bardzo się podoba, czyli jestem w dupie. Nie wyobrażam sobie życia z tą dziewczyną.
Miałem jechać do klubu, ale jestem tak rozkojarzony, że nie wiem, co bym tam robił. Rozmowa z ojcem ciągle siedzi mi w głowie i na niczym innym nie mogę się skupić. Wracam do siebie, bo inaczej chyba zwariuję. Całą drogę do domu się nie odzywam. Esteban co jakiś czas zerka w lusterko, ale ani on, ani Parker nie śmią nic powiedzieć. I dobrze. Nie mam zamiaru nikomu się tłumaczyć, wyjaśniać, w ogóle nie chce mi się o tym gadać. Po tym, co dziś usłyszałem, zdecydowanie muszę porządnie się wyżyć. Odpuszczam strzelanie, bo nie ręczę za siebie, dlatego wybieram worek treningowy. Dobrze jest mieć siłownię w domu, nie mam teraz ochoty na towarzystwo. Po krótkiej rozgrzewce zdejmuję koszulkę, zakładam rękawice treningowe i zaczynam napieprzać w worek. Wyprowadzam cios za ciosem, czując, jak wszystkie mieszane uczucia powoli opuszczają moje ciało. To prawda, że praca z workiem bokserskim umożliwia wyładowanie negatywnych emocji i pozbycie się nadmiaru energii. A tych ojciec mi dziś sporo przysporzył tym durnym pomysłem. Chyba spędzę tu całą noc. Nie wyobrażam sobie, jak miałbym wpuścić tę dziewczynę do mojego domu, życia, łóżka…
Aż mnie dreszcz przeszedł. Nie wiem tylko, czy z podniecenia, czy zniechęcenia. Po tym zajściu między nami widziałem ją może ze trzy razy na różnych bankietach. Oczywiście za każdym razem obrzucaliśmy się masą wyzwisk, aż dziwne, że nie doszło do rękoczynów. Choć nie – raz doszło. Mała Quesada wkurzyła się, bo stwierdziła, że byłem dla niej niemiły i zarobiłem z liścia. To wariatka, a ja mam z nią spędzić resztę życia? Nigdy! Muszę pogadać z ojcem, może uda się zawrzeć w umowie okres trwania tej całej szopki, bo nie mam zamiaru zmarnować najlepszych lat na niańczenie rozkapryszonej gówniary.
Muszę coś wykombinować.
Tak się zamyśliłem, że po mocnym uderzeniu w worek dostaję nim w twarz. Koniec na dziś!
NATÁN
Wziąłem na siebie całą papierkową robotę, żeby nie myśleć o tym wszystkim, ale i tak co chwilę staje mi przed oczami obraz tego, co czeka mnie w najbliższej przyszłości. Pojutrze lecimy do Juárez, do posiadłości Quesady. Już wyobrażam sobie, jakie piekło się tam rozpęta. Leila pewnie dowie się o wszystkim dopiero podczas kolacji. Może nawet byłoby mi jej szkoda, gdyby budziła we mnie choć odrobinę sympatii. A że nie budzi żadnych pozytywnych uczuć, nie zamierzam się tym przejmować. Jeśli zrobi awanturę, tym lepiej. Może kiedy rodzice zobaczą na własne oczy, jak bardzo nie potrafimy się ze sobą dogadać, wreszcie zrozumieją, że ten pomysł od początku był skazany na porażkę.
– Żyjesz? – Moje rozmyślania przerywa nagłe wejście Hudsona.
– A co ty tu robisz? – pytam, zaskoczony jego wizytą.
– Nie odzywasz się od kilku dni, więc wolałem sprawdzić, czy przeżyłeś ostatnią imprezę. – Szczerzy się z rozbawieniem.
– Nawet mi nie przypominaj.
Chwilę później podchodzi kelnerka i stawia przed nami po szklance whisky.
– To co? W weekend robimy poprawkę? – proponuje Hudson.
– Daj spokój, nic z tego, mam przejebane – rzucam mimowolnie, a dziewczyna spogląda na mnie z zaciekawieniem. – Potrzebujesz czegoś, mała? – zwracam jej uwagę.
– Przepraszam, szefie. Już wychodzę – odpowiada zmieszana, po czym szybko ucieka.
– Z czym masz przejebane? – docieka Hudson.
– Żenię się – wyznaję.
Unosi brwi z zaskoczenia. Ale już po chwili się śmieje.
– Aż tak zabalowałeś?
– Można tak powiedzieć – mówię i opieram się wygodnie, bo wiem, że czeka mnie opowiedzenie tej absurdalnej historii.
– Kim jest ta szczęściara? – pyta z zainteresowaniem, aż mu oczy błyszczą.
– Najpierw się napij – sugeruję i sam wychylam od razu całą szklankę.
– Czuję, że zaraz zrzucisz na mnie bombę.
Żebyś wiedział.
– Leila Quesada.
Hudson zamiera. Po chwili powoli wstaje z fotela i opiera dłonie o jego oparcie.
– Chyba sobie jaja robisz.
Oczywiście wie, że ze wszystkich kobiet na świecie właśnie Leila jest tą, z którą z własnej woli nie chciałbym spędzić choćby pięć minut. Znamy się od dziesięciu lat i był świadkiem naszych niekończących się starć. Doskonale pamięta też aferę po tym, jak przespałem się z jej kuzynką. Od tamtej pory Leila najchętniej wbiłaby mi nóż między żebra.
– Ta Quesada?
– A znasz inną.
–Ty i ona?
Kręci głową nie dowierzając.
– To pomysł twojego ojca?
– A co myślałeś, że sam na to wpadłem? – rzucam niezadowolony. – Ojciec dobił jakiś interes z Quesadą i chcą go przypieczętować naszym ślubem.
– Rozumiem, że dasz jej popalić?
Uśmiecham się chytrze.
– Zamienię jej życie w piekło.
– I tak ci współczuję.
A co ja mam powiedzieć? Jedyna moja satysfakcja, że ustawię tę małą do pionu. Nie będzie miała ze mną łatwo, nie zamierzam jej ustępować.
– No dobra, a co z Clarą?
– A co ma być?
– Koniec z waszym układem? – Hudson posyła mi ironiczny uśmiech.
– Musisz? – warczę. – Naprawdę musisz teraz o tym gadać?
– W sumie będziesz miał żonę… – rzuca zamyślony.
Tylko w kwestii seksu to nic nie znaczy. Nie narzekam na brak zainteresowania ze strony dziewczyn, jednak tak się składa, że Leila jest ostatnią, która wskoczyłaby mi do łóżka.
– No właśnie, będę miał żonę – przytakuję, odpływając gdzieś myślami. – Pij – dodaję i sięgam po butelkę whisky.
Nagle rozbrzmiewa dźwięk mojego telefonu. Na ekranie wyświetla się imię Fabiana. Ciekawe, co się stało.
– Natán, jesteś w klubie?
– Jestem. Co jest?
– Matka do ciebie jedzie – oznajmia.
Prostuję się.
– Dobra, dzięki. Na razie.
– Na razie.
Odkładam telefon i szybko zbieram papiery porozrzucane na biurku. Wszystkie lądują w szufladzie. Lepiej, żeby mama nie widziała ich zawartości.
Spoglądam na kumpla.
– Stary, moja matka tu jedzie.
Hudson unosi brwi.
– Wyczuwam panią Navarro w bojowym nastroju. To ja będę się zbierał.
Dopija whisky i po chwili znika za drzwiami.
Rozumiem, że mama się o mnie martwi, ale nie jestem już małym chłopcem i nie musi mnie prowadzić za rękę.
Dziesięć minut później pojawia się w klubie. Już od progu widzę, jak bardzo jest zdenerwowana.
– Synku, jak dobrze, że cię widzę – mówi drżącym głosem. – Muszę z tobą porozmawiać.
– Spokojnie. Usiądź. – Wskazuję jej fotel. – Napijesz się kawy?
– Nie, dziękuję – odpowiada nerwowo.
Podnosi na mnie wzrok. Jej oczy są pełne łez.
– Zaczynam się o ciebie bać.
– Co się stało?
– Ojciec wplątał cię w bardzo niebezpieczną sytuację. Myślisz, że się nie martwię?
– Chyba trochę wyolbrzymiasz.
– Natán, Quesada to niebezpieczny człowiek! – podnosi głos, choć wciąż słychać w nim strach.
– Tym bardziej lepiej mieć go po swojej stronie – próbuję ją przekonać.
– On więził twojego… Jamesa – poprawia się. – Handlował kobietami i dziećmi. Groził nam. Pobił Miguela. – Każde kolejne słowo wypowiada z coraz większym trudem. – Naprawdę myślisz, że chcę takiego człowieka w naszej rodzinie?
– Przecież ojciec i tak robi z nim interesy.
– A ty masz poślubić jego córkę. – Te słowa wywołują we mnie nieprzyjemny dreszcz.
Nie mogę pokazać, co naprawdę o tym myślę. Gdyby zobaczyła, jak bardzo nie podoba mi się ten pomysł, zrobiłaby wszystko, żeby do tego ślubu nie dopuścić. A na to nie mogę pozwolić. W tej grze interesy są ważniejsze.
– To nie koniec świata.
– Tak spokojnie do tego podchodzisz – mówi cicho. – Coraz bardziej przypominasz Miguela. Tylko że jego też ostatnio przestaję poznawać.
– Naprawdę umiem o siebie zadbać.
– Chcę tylko, żebyś był bezpieczny. – Patrzy na mnie z troską.
Wstaję i podchodzę do niej. Ujmuję jej drżącą dłoń i delikatnie składam na niej pocałunek. Po policzku mamy spływa pojedyncza łza. Jest o wiele bardziej przerażona, niż przypuszczałem.
– Wszystko będzie dobrze – zapewniam, ściskając jej dłoń.
Delikatnie się uśmiecha.
– Zjesz ze mną kolację?
– Chętnie.
Popołudniowe spotkanie z klientem przełożone z przedwczoraj to tak naprawdę egzekucja. Facet od kilku miesięcy szpiegował dla naszego wroga, przez co straciliśmy sporo kasy i broni. Jego przyjaciel wsypał go po kilkugodzinnych torturach. Załatwilibyśmy skurwiela już wcześniej, ale ojciec oczywiście był zajęty sprawami z Quesadą. Całe szczęście mama nic nie wie o tej części naszej działalności, bo na pewno by dostała zawału. Czasami naprawdę się zastanawiam, jak ona przez te wszystkie lata wytrzymała z ojcem. Chyba faktycznie musi go kochać…
Wieczorem ćwiczę z Estebanem. Jest nie tylko moim ochroniarzem, lecz także trenerem. Nie jestem pewny, czy to dobrze, że dziś trenujemy, bo nie mogę się na niczym skupić, jednak z Estebanem tak jest. Rzuca hasło, że czeka na mnie na ringu, i mam się stawić, inaczej wywlecze mnie z łóżka w środku nocy i da mi popalić. Nie narzekam na kondycję, ale z racji tego, czym się zajmuję, muszę być w formie. Przebieram się w sportowe ciuchy i schodzę na dół.
– Dłużej się nie dało? – Esteban upomina mnie przy wejściu.
– Nie dało – rzucam i sięgam po rękawice.
Ten gość na ringu jest jak czołg, maszyna do zabijania, która jak się rozpędzi, jest nie do zatrzymania.
– No dalej! – pogania mnie. – Mam robotę, ale najpierw muszę ci dokopać.
Wchodzę na ring z zamiarem szybkiego pokonania Estebana i udowodnienia mu, że i ja jestem nie do zatrzymania. Niestety natłok myśli nie pozwala mi się skupić. Esteban wyprowadza cios za ciosem, a ja zdobywam się tylko na uniki. W głowie cały czas mam słowa ojca, matki, świadomość tego, że wkrótce w tym domu zamieszka Leila.
Ja pierdolę…
Oczywiście mój brak koncentracji skutkuje tym, że kolejny jego cios trafia mnie prosto w twarz. Aż huczy mi w głowie.
– Skup się! – warczy mój partner, a ja próbuję odzyskać równowagę.
Zaskoczył mnie. Nie! To moje rozkojarzenie do tego doprowadziło. Przez te cholerne pomysły ojca straciłem czujność, nie potrafię się skupić, zebrać myśli.
– Marnujesz mój czas, Natán – zwraca mi uwagę.
– Tak się składa, że ci płacę – ripostuję i szykuję się do wymierzenia mu ciosu.
– Żądam podwyżki. – Śmieje się, a wtedy moja pięść spotyka się z jego twarzą.
Wyprowadzam kolejny cios, następne trafne uderzenie. Zaczynam zyskiwać przewagę, dlatego atakuję go raz za razem. Esteban jest twardy, ale taka seria ciosów sprawia, że i on traci równowagę. Jestem coraz bardziej zdeterminowany, skupiony i nie pozwalam sobie na odwrócenie ról. Skutecznie blokuję jego uderzenie i teraz to ja zamieniam się w maszynę do zabijania. Esteban jest już nieźle oszołomiony, dlatego zaciskam mocno pięść i uderzam go z taką siłą, że upada na matę.
Na moment się zatrzymuję, pochylając się i opierając dłonie o kolana. Zazwyczaj treningi mnie tak nie wyczerpują, ale wiem, komu zawdzięczam mój obecny stan. Z trudem łapiąc oddech, podchodzę do Estebana.
– Kurwa… – sapie głośno.
– Wspomnij jeszcze raz o podwyżce, a cię zmiotę – rzucam żartobliwie, po czym schodzę z ringu.
Teraz wiem, że właśnie tego mi było potrzeba.
NATÁN
Wkrótce będziemy w Juárez i czeka mnie spotkanie z tą małą diablicą. Już teraz krew mnie zalewa, a co dopiero będzie, kiedy ją zobaczę?
Przez cały lot nie potrafię usiedzieć spokojnie. Ojciec jest pewny swego, mama od początku podróży nie potrafi ukryć zdenerwowania, przez co sam zaczynam wariować. Jest z nami także Fabian, który pewnie w duchu świetnie się bawi kosztem całej tej sytuacji. Samo ustawione małżeństwo jeszcze jakoś bym przełknął, ale świadomość, że moją żoną ma zostać Leila, doprowadza mnie do szału. Każda, tylko nie ona. Jeśli mamy się wzajemnie nie pozabijać, będziemy musieli trzymać się od siebie z daleka. Inaczej tego nie widzę.
Kiedy lądujemy na prywatnym lotnisku Quesadów, dociera do mnie, jak bardzo jestem w dupie. Przez całą drogę do ich posiadłości nie odzywam się ani słowem. Mam ochotę porządnie się napić, bo na trzeźwo tego nie przetrwam.
Cholera jasna!
Poradzę sobie z nią. W gruncie rzeczy to ona będzie w gorszym położeniu. To przecież ona będzie musiała przeprowadzić się do mnie. Dobrze chociaż, że nie odwrotnie.
Ich posiadłość bardziej przypomina pałac niż dom. Leży na obrzeżach miasta, otoczona niewielkim lasem i skutecznie ukryta przed niepowołanymi oczami. Wygląda jak zamknięte miasteczko, do którego wstęp mają tylko nieliczni. Pierwszy posterunek ochrony znajduje się około dwóch i pół mili od rezydencji. Potem już wjeżdżamy na ich terytorium.
Przy głównej bramie zatrzymuje nas ochrona. Po sprawdzeniu wpuszczają nas na teren posiadłości. Kilka minut później zatrzymujemy się na podjeździe, gdzie czekają już Santiago, jego żona Maria i syn Victor. Leili nigdzie nie widać, ale akurat tego nie żałuję. Mama z wyraźnym dystansem wita się mężczyzną, a pani Maria obrzuca mojego ojca gniewnym spojrzeniem.
Zapowiada się naprawdę ciekawy wieczór.
– Natánie – Santiago zwraca się do mnie. – Cieszę się, że będziemy rodziną.
– Ja również – odpowiadam, siląc się na uprzejmy uśmiech.
– I cieszę się, że nie odziedziczyłeś charakteru po swoim ojcu Jamesie, tym nieudaczniku– rzuca z drwiną.
– Nie ma pan prawa wypowiadać się o moim zmarłym mężu! – syczy mama.
– Ano, nie mów, że masz do niego jakiś sentyment po tym wszystkim, co on zrobił – ciągnie dalej nasz gospodarz. – Chyba jednak dobrze się stało, że nie ma go wśród nas. Był mięczakiem bez kręgosłupa moralnego.
Nie pamiętam ojca. Mama niewiele o nim opowiadała, większość dowiedziałem się od Miguela. Wiem, że sprzedał mnie i mamę. Wiem, że współpracował z Quesadą, oszukiwał
i kłamał. Nie mam z nim ani jednego wspomnienia. Może to i lepiej.
– Jak pan śmie tak mówić?! – oburza się mama.
– Wystarczy. – Miguel ucina temat stanowczym tonem.
– Kochani – odzywa się lekko zdenerwowana Maria – nie stójmy na dworze. Obiad już czeka. Zapraszam do środka.
Uśmiecha się uprzejmie, choć widać, że kosztuje ją to sporo wysiłku.
Zanim wchodzimy do domu, do gospodarza podchodzi jeden z ochroniarzy i informuje go, że Leila będzie za piętnaście minut.
Piętnaście minut spokoju.
Odnoszę wrażenie, że tylko on i ojciec naprawdę cieszą się z tego spotkania. Mama i Maria wyglądają na spięte, Fabian z trudem ukrywa ciekawość, a po Victorze widać czystą złość. Sam nie wiem, co czuję. Chyba po prostu czekam na pojawienie się dziewczyny, bo jestem pewien, że wtedy wszystko się zacznie.
Siadamy w jadalni przygotowanej specjalnie na tę okazję. Wszystko wygląda elegancko i luksusowo. Ojciec z Quesadą wychodzą na chwilę na taras, a mama wdaje się w rozmowę z Marią.
Rozglądam się po wnętrzu, gdy nagle napotykam gniewne spojrzenie Victora. Poprawia marynarkę i pewnym krokiem rusza w moją stronę.
– Obaj wiemy, co tu się wydarzy, gdy Leila dowie się o planach ojca – mówi chłodnym tonem.
– Myślę, że będzie zachwycona.
– Nie drwij, Navarro! – syczy Victor. – Nie takich jak ty posyłałem do piachu.
Bez cienia strachu patrzę mu prosto w oczy.
– To mamy coś wspólnego.
Myśli, że mnie przestraszy? Nie rozumiem, dlaczego miałbym się go bać. Jest człowiekiem takim samym jak ja, nie ma żadnych nadprzyrodzonych mocy, więc co może mi zrobić? Pobije mnie? Nic wielkiego. Zabije? Nie podjąłby takiego ryzyka, w końcu będę mężem jego siostry. Naprawdę jest taki głupi?
– Pamiętaj, ona jest moją siostrą – mówi z naciskiem.
– Doskonale o tym pamiętam – odpowiadam spokojnie.
Po chwili wracają do nas ojciec i Santiago. Zapada głucha cisza, ale dzięki niej słyszymy stukot szpilek. Drzwi się otwierają, a ja odwracam się w ich kierunku. Leila zatrzymuje się w progu. Wygląda, jakby zobaczyła ducha.
I wtedy dociera do mnie, że wcale nie jest już tą małolatą.
Cholera.
Utrzymanie rąk przy sobie może okazać się znacznie trudniejsze niż przypuszczałem.
Co mi, do diabła, odbija?
Wygląda jak pieprzona seksbomba, a ja w duchu modlę się, żeby pod tą nową odsłoną nadal kryła się ta sama wredna dziewczyna, której nie potrafiłem znieść. Tylko wtedy będę w stanie zachować zdrowy rozsądek.
Ma na sobie czerwoną sukienkę sięgającą kolan. Dopasowany materiał podkreśla jej kobiecą sylwetkę – wąską talię, zgrabne biodra i pełny biust. Długie, czarne włosy opadają kaskadą na odkryte ramiona, a spojrzenie mówi wszystko. Jest w równie wielkim szoku jak ja.
– Leilo, podejdź, proszę – odzywa się jej ojciec.
– Ta… tato, o co tu chodzi? – pyta zmieszana. – Co ON tu robi? – podkreśla, zerkając na mnie.
– Wybaczcie.
Mężczyzna posyła nam sztuczny uśmiech, po czym podchodzi do córki, chwyta ją za ramię, odciąga na bok i coś do niej mówi, a ona zaczyna kręcić głową.
– Chyba sobie, kurwa, żarty robicie?! – wybucha dziewczyna.
Ojciec mocno nią potrząsa, Maria krzyczy zrozpaczona, więc mężczyzna puszcza Leilę.
– Victor! – syczy gniewnie na syna, a ten podchodzi do siostry i ją uspokaja.
Patrzę na Miguela, na którym ta sytuacja raczej nie robi wielkiego wrażenia, potem na mamę, ta drży z niepokoju. Pani Maria ukradkiem ociera łzy.
– Po moim trupie! – warczy hardo Leila w odpowiedzi na to, co mówi jej brat.
– Nie zmuszaj mnie! – grozi ojciec.
– Santiago, błagam cię – szlocha jej matka. – To twoja córka.
No dobra, nienawidzę jej, ale chyba tylko ja mogę załagodzić teraz sytuację. Quesada jest nieobliczalny i zaraz wszystkich nas tu powystrzela. Może i jest szansa wyplątać się z tego, pod warunkiem, że przeżyjemy.
– Możemy porozmawiać? – zwracam się do dziewczyny, a ona krzywi się z niezadowoleniem.
– Nie testuj mojej cierpliwości – ostrzega ją ojciec.
Naburmuszona bez słowa wychodzi na taras, a ja podążam za nią. Staje tyłem do mnie i ostentacyjnie splata dłonie. Całe jej ciało wyraża sprzeciw wobec decyzji ojca, tylko tak naprawdę nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia. Przymykam drzwi, bo niekoniecznie chcę, by pozostali słyszeli naszą rozmowę.
– Nie powiem, że miło cię widzieć, ale oboje tkwimy w tym gównie – zaczynam, jednak ona nie zwraca na mnie uwagi. – Możesz się do mnie nie odzywać – kontynuuję. –
W sumie nawet lepiej, że nic nie mówisz, chcę tylko, byś wiedziała, że ślub z tobą nie jest moim marzeniem.
– Nie zostanę twoją żoną! – rzuca wściekle.
– To się jeszcze okaże – odpowiadam i staję tuż przed nią, wpatrując się w jej ciemne, pełne gniewu oczy.
Wygląda teraz jak wulkan szykujący się do wybuchu. Aż się gotuje, płonie ze złości. Gdyby mogła, to zabiłaby mnie spojrzeniem. Choć muszę przyznać, że w jakiś sposób mnie to podnieca, a to chyba przeraża mnie najbardziej.
Dziewczyna na moment odwraca się w stronę jadalni, a potem robi krok w moją stronę. Mierzy mnie spojrzeniem, które z jednej strony mówi, jak bardzo jest jej to wszystko obojętne, a z drugiej jak bardzo utrudni mi życie. Nachyla się, a jej długie włosy delikatnie łaskoczą moją skórę. Zaciągam się jej zmysłowym zapachem, zapominając na chwilę, że to mała irytująca Quesada.
– Te voy a matar (hiszp. Zabiję cię) – szepcze mi do ucha, przywołując do rzeczywistości.
– No te tengo miedo (hiszp. Nie boję się ciebie) – odpowiadam równie cicho.
Odsuwa się nieco, oddychając coraz szybciej i bardziej nerwowo.
– Nigdy nie będę twoja – podkreśla stanowczo.
– Nawet cię nie chcę – rzucam beznamiętnie i wsuwam dłonie w kieszenie spodni, ciesząc się tym, jak bardzo podnoszę jej ciśnienie. – A teraz mnie posłuchaj. Zgłodniałem już, więc wrócimy tam i będziesz się grzecznie zachowywać…
– Albo co? – przerywa mi z tą swoją zadziornością, która już powoli doprowadza mnie do szału.
– Albo możesz powiedzieć ojcu, że się nie zgadzasz, ale dobrze wiesz, co on wtedy zrobi – mówię śmiało.
Leila zaciska usta i wyobrażam sobie, jak całą siłą woli powstrzymuje się, by nie rzucić stekiem przekleństw. Zdaje sobie sprawę, że ma związane ręce i tak naprawdę nic nie może zrobić. Ona jeszcze tego nie wie, ale zaczynam dochodzić do wniosku, że to wcale nie jest najgorszy układ. Nie będziemy wchodzić sobie w drogę. Na papierze będziemy małżeństwem, a to, jak naprawdę wygląda nasze życie, będzie wiedzieć tylko nasza dwójka. Tak naprawdę możemy nie widywać się całymi dniami. Mój dom jest wystarczająco duży. Podzielimy go na dwie części, a przed rodzicami odegramy idealną parę. To może się udać…
– Nienawidzę cię, Navarro! – syczy, po czym dumnie wyprostowana wchodzi do środka.
Z nią naprawdę nie da się normalnie rozmawiać. Jest wariatką, ale w końcu ochłonie. A kiedy zrozumie, że nie zamierzam utrudniać jej życia, może wreszcie przestanie rzucać się na mnie przy każdej okazji.
– Rozumiem, że przemyślałaś swoje zachowanie, córko? – Jej ojciec groźnie spogląda na dziewczynę.
Ta odwraca się w naszą stronę i na moment spuszcza wzrok.
– Bardzo państwa przepraszam za moje zachowanie – mówi z wyczuwalną skruchą. – Mam za sobą długą, męczącą podróż, wybaczcie.
– Nie przedłużajmy już. Zapraszam do stołu – odzywa się pan domu, zanim ktokolwiek z nas coś powie.
Zajmuję miejsce naprzeciwko Leili, ale dziewczyna nawet na mnie nie patrzy, a jeśli już, to jej oczy ciskają gromy. Od dawna wiedziałem, że ojciec będzie chciał, by moją żoną została dziewczyna, z której rodziną będą nas łączyć interesy. Wiadome było, że nie będzie to ktoś spoza naszego kręgu, jednak w życiu bym nie przypuszczał, że moją przyszłą żoną okaże się córka naszego wroga.
Obiad przebiega już w nieco spokojniejszej atmosferze, ale szybko okazuje się, że to tylko cisza przed burzą.
– Leilo – mówi poważnym tonem Santiago – jak ustaliliśmy z Miguelem, w sobotę odbędą się zaręczyny twoje i Natána, a w następny weekend przeprowadzisz się do swojego przyszłego męża.
Gdy jej ojciec wypowiada te słowa, czuję, jak wzrok dziewczyny pali mnie żywym ogniem.
Tak mocno zaciska dłoń na kieliszku, jakby miała go za chwilę zmiażdżyć. Podnosi się z krzesła i nalewa sobie wina, powstrzymując przed tym dziewczynę z obsługi, która zmierzała w naszym kierunku. Po chwili siada i wychyla całą zawartość lampki naraz. Jej ojciec patrzy na nią gniewnie, z kolei pani Maria posyła swojemu mężowi błagalne spojrzenie.
– Skończyłaś to przedstawienie! – Quesada uderza pięścią w stół.
– Dopiero się rozkręcam – mamrocze pod nosem, jednak tak by ojciec jej nie słyszał. – Traktujecie mnie jak zabawkę – wyrzuca z siebie z żalem już głośniej. – Najpierw żyłam pod twoje dyktando, ojcze, a teraz oddajesz mnie jak jakiś przedmiot.
– Leilo – zwraca się do niej mój ojciec – mój syn nie jest takim potworem, za jakiego go masz. To dobry chłopak, nie skrzywdzi cię, a zapewni ci bezpieczeństwo.
– Panie Navarro, tu też jestem bezpieczna – odpowiada dziewczyna łagodniejszym tonem, jakby chciała zmiękczyć mojego ojca. – Ja i Natán… – urywa, a mnie przechodzi niespodziewany dreszcz, gdy wypowiada moje imię – …my nawet się dobrze nie znamy – dodaje i krótko spogląda na mnie.
– To się kurwa, poznacie! – rzuca nerwowo mój przyszły teść. – Deser! – nakazuje chłodno.
Czuję, że ten wulkan wybuchnie, gdy znajdzie się pod moim dachem, a wtedy będzie nie do zatrzymania. Mam przerąbane.
LEILA
Tak naprawdę ojciec nigdy nie liczył się z moim zdaniem. Zawsze byłam mu posłuszna. Nawet gdy pozwalał mi podejmować decyzje, to i tak mogłam wybierać tylko spośród jego propozycji. Taka ograniczona samodzielność. Jednak tym razem przeszedł samego siebie.
Natán Navarro…
Boże, jak ja go nie cierpię. Wolałabym do końca swoich dni zostać sama niż spędzić je u boku tego diabła. Cholernie przystojnego diabła, który już raz zniszczył mi życie.
