Poślubić Greka - Lynne Graham - ebook
Opis

Sander Volakis na prośbę rodziców jedzie do posiadłości znajomych pod Londynem. Przybywają tam też inni weekendowi goście, a wśród nich Tally Spencer, która natychmiast wpada mu w oko. Jest inna od kobiet, z którymi zwykł się spotykać – naturalna, nieprzewidywalna, intrygująca. Postanawia ją uwieść. Nie wie, na co się porywa…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 137

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Lynne Graham

Poślubić Greka

Tłumaczenie:

PROLOG

− Nie interesuje mnie spędzanie weekendów na angielskiej wsi – powiedział bez wahania Sander Volakis do swojego ojca.

Petros Volakis zmusił się do uśmiechu, kolejny raz żałując w duchu, że po śmierci starszego syna nie poświęcił więcej uwagi młodszemu.

Z pozoru Lysander, nazywany przez przyjaciół Sander, był synem, o jakim marzył każdy ojciec. Niezwykle przystojny i wysportowany przyciągał wzrok, a przy tym miał bystry umysł i talent do ekonomii, co zapewniło mu finansową stabilizację w bardzo młodym wieku. Niestety, istniała także mroczna strona Sandera – dzika i nieokiełznana. Cechowały go: upór, arogancja i egocentryzm. Zawsze robił wszystko po swojemu. Dlatego też przez lata nieraz doszło do ostrej wymiany zdań między nim a ojcem.

Jednak śmierć młodszego dziecka, Tita, uzmysłowiła Petrosowi, jak ważne są więzy rodzinne. Poczuł, że musi naprawić relacje z młodszym synem – jedynym, który mu został.

− Powinieneś złożyć wizytę rodzinie Eleni. To nie ich wina, że twój brat zginął w wypadku samochodowym, a ona przeżyła.

Sander uniósł jedną brew i spojrzał ponuro na ojca.

− Eleni ledwo uniknęła oskarżenia o nieostrożną jazdę.

− Jechali w nocy podczas śnieżycy, a droga była zdradliwa – warknął Petros. – Okaż odrobinę współczucia i wyrozumiałości dla ludzkich słabości. Eleni była zdruzgotana po śmierci Tita.

Tak bardzo zdruzgotana, że już po tygodniu próbowała znaleźć pocieszenie u młodszego brata zmarłego narzeczonego, pomyślał Sander z goryczą. Dobrze pamiętał, jak z nim flirtowała, ale zachował tę wiedzę dla siebie. Jego rodzice z pewnością upieraliby się, że źle zrozumiał intencje dziewczyny, więc wolał im o niczym nie mówić.

Śmierć Tita przewróciła życie Sandera do góry nogami. To tragiczne wydarzenie wpłynęło na jego relacje z rówieśnikami. Nagle wszyscy zaczęli go traktować przez pryzmat pieniędzy, które jako jedyny spadkobierca miał kiedyś odziedziczyć po ojcu, potentacie w branży handlu morskiego. Już wcześniej był zamożnym człowiekiem, ale radził sobie sam, bez pomocy rodziny. Jednak ostatnio częściej komentowano jego pochodzenie niż własne osiągnięcia w biznesie.

− Stosunki między naszymi rodzinami unormują się, jeśli tylko przyjmiesz zaproszenie i odwiedzisz Ziakich w ich domu – oświadczył Petros.

Sander zacisnął szczęki. Nie zamierzał zajmować miejsca brata. Lubił swoje życie. Niestety, jego rodzice żywili niedorzeczną nadzieję, że pójdzie za przykładem Tita, spotulnieje i pewnego dnia poślubi Eleni. Oczywiście nie mógł odmówić jej urody ani rozlicznych talentów, ale miał dopiero dwadzieścia pięć lat i nie zamierzał się jeszcze żenić. Pragnął czerpać z życia pełnymi garściami. Chciał przeżyć wiele przygód i poznać wiele kobiet.

− Sander, będę ogromnie zobowiązany – dodał starszy mężczyzna tonem, który świadczył o tym, jak ciężko mu prosić o przysługę.

Sander przyjrzał się badawczo ojcu, na którego twarzy żal odcisnął wyraźne piętno. Musiał przyznać, że ten apel do jego sumienia i lojalności odrobinę nim wstrząsnął. Nie potrafił jednak zapełnić pustki, którą pozostawił Tito. Jego starszy brat od dziecka pozostawał niedoścignionym ideałem. Sander nigdy z nim nie rywalizował, ponieważ zauważył, że rodzice nie lubili, gdy prześcigał w czymś ich pierworodnego. A teraz pojawiła się szansa, by ich zadowolić. W końcu mógł poświęcić im jeden weekend.

− No dobrze, pojadę… ale tylko tym razem. – Musiał dodać te ostatnie słowa w obawie, że nie skończy się na jednej wizycie.

− Dziękuję. Twoja matka odetchnie z ulgą. Jestem pewien, że w posiadłości Westgrave poznasz nowych przyjaciół i nawiążesz przydatne kontakty biznesowe – kontynuował Petros. W końcu możliwość zdobycia większych wpływów i pieniędzy działała na jego syna jak najlepszy wabik.

Napięta atmosfera nie wpłynęła korzystnie na obu mężczyzn. Kierowany poczuciem obowiązku Sander udał się na wyższe piętro rodzinnej rezydencji w Atenach, żeby odwiedzić pogrążoną w żalu matkę Eirene. Gdy szedł na górę, zaczął dzwonić jego telefon, więc spojrzał na wyświetlacz. Od razu rozpoznał numer Liny, jego aktualnej kochanki. Próbowała połączyć się z nim już trzeci raz, odkąd opuścił Londyn. Sander wyciszył komórkę, postanawiając zignorować dziewczynę. Zamierzał zerwać z nią zaraz po powrocie do domu. Nie mógł zrozumieć, dlaczego kolejne kobiety, którym nie obiecywał nic prócz przelotnego romansu, zawsze po kilku tygodniach znajomości z namiętnych kochanek zamieniały się w natrętne, przewidywalne, roszczeniowe złośnice.

W pokoju na górze jego matka jak zwykle opłakiwała śmierć Tita. Zachowywała się tak, jakby straciła syna zaledwie kilka godzin wcześniej. Sander cierpliwie znosił jej wybuchy płaczu i aluzje dotyczące jego braków w porównaniu z idealnym starszym bratem, zanim najszybciej, jak się dało, ruszył w drogę powrotną na lotnisko. Nie mógł doczekać się chwili, gdy odzyska upragnioną wolność. Wiedział, że minie parę miesięcy, zanim zmusi się do kolejnej wizyty w domu – z pewnością równie przygnębiającej jak wszystkie poprzednie.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

− Oczywiście, że powinnaś pojechać i skorzystać z okazji, by lepiej poznać siostrę − powiedziała Binkie, zachwycona perspektywą luksusowego weekendu Tally. – Może dzięki temu choć na chwilę wystawisz nos z podręczników.

Tally nie dziwiło, że starsza kobieta widziała wyłącznie pozytywne strony tej sytuacji. Nie przyznała głośno, że telefon od ojca i zaproszenie na weekend były dla niej niemiłą niespodzianką. Odgarnęła jasne loki z czoła.

– To nie takie proste. Mam wrażenie, że mojemu ojcu zależy na moim przyjeździe tylko dlatego, że potrzebuje niańki dla Cosimy.

− Naprawdę tak powiedział?

− Nie wprost.

− W takim razie może za bardzo poniosła cię wyobraźnia? – zapytała łagodnie Binkie, przyglądając się uważnie zatroskanej twarzy dziewczyny. – Przyznaję, że twój ojciec zbyt rzadko się z tobą kontaktuje, ale to nie powód, żeby zaraz zakładać najgorszy możliwy scenariusz. Może zależy mu, żeby jego córki wreszcie dobrze się poznały.

− Ciekawe, czemu zwlekał z tym tak długo – odparła oschle Tally.

Binkie westchnęła.

– Być może zrozumiał swój błąd. Na starość ludzie bardzo się zmieniają.

Ponieważ nie chciała okazywać rozgoryczenia przed kobietą, która była jej bliska niczym matka, Tally wbiła wzrok w dziurę w stole. Pani Binkiewicz, bo tak naprawdę nazywała się Binkie – Polka z pochodzenia – zajmowała się nią od pierwszych lat życia. Z kolei ojciec Tally, Anatol Karydas – potężny grecki biznesmen – robił, co mógł, żeby ignorować swoją najstarszą córkę. Zachowywał się tak w ramach odwetu na jej matce, Crystal, której nienawidził z całego serca. Crystal była znaną modelką i zaszła w ciążę w okresie narzeczeństwa z Anatolem.

− Oczywiście, że to zaplanowałam – przyznała Crystal w rzadkiej chwili szczerości. – Chociaż byliśmy zaręczeni z twoim ojcem przez ponad rok, jego rodzina mnie nie znosiła, przez co on tracił zainteresowanie ślubem ze mną.

Co gorsze, Crystal została przyłapana na zdradzie. Tally mogła więc przypuszczać, że jej ojciec miał co najmniej jeden powód, by odwołać ślub. Właściwie nie potrafiła sobie wyobrazić, jak dwie tak różne osoby mogłyby być razem szczęśliwe. Anatol nigdy nie wybaczył upokorzenia, które przeżył z powodu niewierności jej matki oraz oczerniających go wywiadów udzielanych przez Crystal wkrótce po zerwaniu zaręczyn. Co więcej, nie chciał uznać ojcostwa. Ostatecznie Crystal została zmuszona rozwiązać sprawę w sądzie. I chociaż jej były narzeczony łożył na wychowanie dziecka, dopiero po jedenastych urodzinach córki zgodził się z nią spotkać. Właśnie wtedy Tally dowiedziała się o istnieniu jego greckiej żony Ariadne i córki Cosimy. Kolejne lata miały utwierdzić ją w przekonaniu, że nigdy nie zyska w jego oczach takiego uznania jak tamte kobiety. Właściwie zawsze czuła się traktowana marginalnie.

Obecnie studiowała projektowanie wnętrz i była zdana na łaskę ojca. To Anatol pokrywał wszelkie koszty, ponieważ jej rozrzutna matka wszystko wydawała na własne przyjemności i zwykle z końcem miesiąca nie miała w portfelu ani pensa.

− Przecież lubisz Cosimę – zauważyła pogodnie Binkie. – Było ci bardzo miło, gdy w zeszłym roku zaprosiła cię na swoje siedemnaste urodziny.

− To co innego. Wtedy byłam gościem – stwierdziła smętnie Tally. – Tym razem ojciec dał mi jasno do zrozumienia, że mam towarzyszyć Cosimie i trzymać ją z dala od kłopotów. Z tego, co zrozumiałam, za dużo imprezuje i pije, a do tego spotyka się z jakimś facetem, którego ojciec nie akceptuje.

− To normalne, że twój ojciec się martwi.

− Ale ja nie rozumiem, co mogłabym w tej sprawie zrobić. Wątpię, żeby Cosima chciała mnie słuchać. Jest strasznie uparta.

− Moim zdaniem to dobrze, że ojciec ufa ci na tyle, by powierzyć Cosimę twojej opiece, a poza tym ona tak bardzo cię lubi…

− Przestanie, jeśli zepsuję jej zabawę – odparła szorstko Tally, chociaż rozumiała punkt widzenia Binkie.

W rzeczywistości po kilku spotkaniach zorganizowanych głównie po to, by zaspokoić ciekawość młodszej siostry, Tally musiała przyznać, że ta piękna, posągowa dziewczyna, która notorycznie pojawiała na łamach gazet u boku sławnych i bogatych, bardzo ją intrygowała. Nie miały ze sobą nic wspólnego. Cosima niezmiennie pozostawała ukochaną córeczką niezwykle bogatego człowieka, nosiła markowe ubrania i drogą biżuterię i uczestniczyła w największych wydarzeniach towarzyskich. Nigdy nawet nie otarła się o twarde realia życia, ponieważ wszyscy dokładali starań, by ją przed nimi chronić. Nie miała pojęcia, jak to jest, gdy trzeba sobie radzić z niezapłaconymi rachunkami, komornikami i matką, która wolała kupić nową sukienkę, niż napełnić pustą lodówkę.

Tydzień później po Tally przyjechała limuzyna. Dziewczyna wręczyła kierowcy małą podręczną walizkę, a sama wskoczyła na tylne siedzenie, gdzie czekała jak zawsze krytyczna młodsza siostra.

– Jesteś kompletnie źle ubrana – westchnęła Cosima, wskazując płaszcz przeciwdeszczowy i dżinsy.

− Poza garderobą typową dla studentki mam tylko dwa eleganckie garnitury, w których chodziłam w zeszłym roku na praktyki – odparła Tally, przyglądając się młodej dziewczynie o długich ciemnych włosach, dużych brązowych oczach i nienagannej figurze uwydatnionej przez modną minisukienkę. – Czyżbyś wybierała się na imprezę?

− Oczywiście. W ten weekend do Westgrave zawitają najlepsze męskie partie mojego pokolenia – wyjaśniła Cosima z szerokim uśmiechem. – Żartowałam! Szkoda, że nie widziałaś swojej miny! Ja tylko cytowałam tatę. Byłby wniebowzięty, gdybym wydała się za jednego z tych megabogatych chłoptasiów. Ale ja jestem zajęta.

− Świetnie. A zdradzisz mi, kim on jest? – zapytała Tally z ożywieniem. Z ulgą przyjęła zmianę tematu, ponieważ rozmowa o ubraniach z Cosimą zawsze wprawiała ją w zakłopotanie.

− Nazywa się Chaz i jest didżejem. – Spuściła wzrok, jakby w ten sposób chciała dać do zrozumienia, że nie zdradzi więcej szczegółów. – A ty się z kimś spotykasz?

− Chwilowo nie. – Tally zaczerwieniła się na myśl o tym, jak dawno nie była z nikim na randce. Jednak mężczyźni, którzy już na pierwszej randce próbowali zaciągnąć ją do łóżka, napawali ją obrzydzeniem, zwłaszcza gdy przy okazji pili na umór.

Wychowana przez religijną i konserwatywną kobietę, jaką była Binkie, Tally raczej nie dogadywała się z rówieśnikami. A barwne życie miłosne jej matki utwierdziło ją w przekonaniu o słuszności zasad Binkie. Chociaż już dawno skończyła czterdzieści lat, Crystal zachowała olśniewającą urodę. Mimo to żaden z jej związków nie przetrwał próby czasu, a większość z nich była oparta na niewybrednych męskich pragnieniach. Dlatego też Tally już dawno zrozumiała, że pragnie czegoś więcej niż żądza, dobra zabawa czy wypchany portfel.

Cosima odebrała telefon i zaczęła rozmawiać po grecku. Chociaż Tally przez kilka lat próbowała nauczyć się tego języka, żeby usatysfakcjonować swojego wiecznie niezadowolonego ojca, nie potrafiła wychwycić sensu rozmowy.

Gdy siostra rozłączyła się, wsunęła komórkę z powrotem do torby i spojrzała badawczo na Tally.

– Chyba wiesz, że nie zamierzam mówić moim przyjaciołom, kim jesteś. Przykro mi, jeśli czujesz się urażona – oświadczyła prosto z mostu. − Gdyby ojciec chciał oficjalnie uznać cię za swoje dziecko, na pewno nosiłabyś jego nazwisko. A skoro tego nie zrobił, musi być, jak jest.

Tally zbladła na twarzy.

– Kim w takim razie jestem dla twoich przyjaciół?

− Tally Spencer, przecież to oczywiste. Twoje nazwisko nic nikomu nie mówi, bo nikt nawet nie pamięta o zaręczynach ojca z twoją matką. A ja nie zamierzam nikomu o tym przypominać. Myślę, że najbezpieczniej będzie mówić, że dla mnie pracujesz.

− A niby na jakim stanowisku? – rzuciła zirytowana Tally.

Cosima zmarszczyła nos.

– Możesz mówić, że jesteś moją osobistą asystentką; robisz dla mnie zakupy, zajmujesz się zaproszeniami i wyszukujesz ciekawe wydarzenia towarzyskie. Niektórzy z moich przyjaciół mają ludzi od takich spraw. Wiesz, że jesteś tutaj tylko dlatego, że tata nie chciał puścić mnie samej?

Tally skinęła głową, z trudem panując nad złością. Wiedziała, że jej młodsza siostra nie chciała być przykra ani niegrzeczna. Zwyczajnie przywykła do myśli, że wszyscy otaczający ją ludzie żyją po to, by spełniać jej zachcianki.

− Jako twoja pracownica nie będę wszędzie wpuszczana, co znaczy, że nie będę miała nad tobą kontroli.

− A po co miałabyś mieć? – rzuciła pogardliwie Cosima. – W towarzystwie moich znajomych będziesz bardzo odstawać.

− Zrobię co w mojej mocy, żeby nie nadepnąć ci na odcisk, ale obiecałam naszemu ojcu, że zaopiekuję się tobą i mam zamiar dotrzymać danego słowa – wypaliła Tally, otwierając szeroko zielone oczy. – A jeśli zamierzasz mi to uniemożliwić, oświadczam, że nigdzie z tobą nie jadę.

− Czyli nie mam wyboru? Tata wpadnie w szał, jeśli spędzę ten weekend bez twojego nadzoru – biadoliła Cosima. – Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy spokrewnione. Straszna z ciebie nudziara. Jak na ironię przypominasz mi tatę.

Tally przemilczała ten komentarz, żeby nie dolewać oliwy do ognia.

− Nawet wyglądasz jak on – dodała rozgoryczona Cosima. – Masz jego nos, a do tego jesteś niska i pulchna. Dziękuję Bogu, że wdałam się w matkę!

Pulchna? Tally nie mogła uwierzyć własnym uszom. To prawda, że miała pełne biodra i duże piersi, ale także bardzo wąską talię i zgrabne nogi. Nigdy nie cierpiała z powodu zbędnych kilogramów. Kipiąc ze złości, wysiadła z samochodu. W tym czasie jej znacznie wyższa siostra witała się z długonogą brunetką.

− Eleni Ziakis, nasza gospodyni – zagruchała radośnie Cosima. – A to Tally Spencer, moja osobista asystentka.

Grupa chichoczących młodych dziewczyn otoczyła Cosimę, gdy ta weszła do salonu, więc Tally sama podążyła za gospodynią na górę. Chwilę później, gdy Tally zaczęła wykładać rzeczy na jedno z bliźniaczo podobnych łóżek, do pokoju weszła jej młodsza siostra.

– Nie mogę dzielić pokoju z drugą osobą – oświadczyła głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Nigdy tego nie robię.

Po trwającej kilka minut niezręcznej ciszy Eleni zaczęła tłumaczyć, że, niestety, wszystkie pokoje gościnne są już zajęte. Ostatecznie jednak Tally została przeniesiona piętro wyżej do pokoju należącego do jednej z pracownic zajmujących się domem. Kobieta sprawiała wrażenie rozwścieczonej faktem, że musi dzielić własne cztery kąty z obcą osobą. A ponieważ Tally nie chciała zaogniać napiętej sytuacji, zostawiła tylko swoje rzeczy i wyszła.

Gdy przemierzała korytarz, jej wzrok przyciągnął wysoki barczysty mężczyzna, który stanął na progu jednego z pokoi. Miał mokre włosy, a jego opalone ciało zasłaniał tylko przepasany na biodrach ręcznik. Tally zamarła i wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana. Nieznajomy mógł mieć nieco ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu i bez wątpienia dbał o formę, na co wskazywały płaski brzuch i umięśnione ramiona. Ciemny zarost dodawał mu seksapilu. Tally chyba nigdy wcześniej nie widziała tak przystojnego mężczyzny.

− Jestem zbyt głodny, żeby czekać do obiadu – oświadczył, spoglądając prosto na nią. − Zjadłbym kanapki i napił się kawy. Mogłabyś się tym zająć?

− Pewnie bym mogła, ale…

− Próbowałem dodzwonić się do kogoś z obsługi, ale nikt nie odbiera – uśmiechnął się szeroko.

− Ale ja tutaj nie pracuję – wyjaśniła Tally ze spokojem.

− Naprawdę? – zdumiał się Sander.

Uważnie przyjrzał się kobiecie i stwierdził, że im dłużej na nią patrzy, tym bardziej mu się podoba. Biły od niej ciepło i życzliwość, a do tego miała burzę kręconych włosów w kolorze ciemny blond, przepiękne zielone oczy, piegowaty nos i zmysłowe usta, na których z pewnością często gościł uśmiech. W przeciwieństwie do większości kobiet, które znał, wyglądała bardzo naturalnie, co niezwykle go zaintrygowało. Poza tym zwrócił uwagę także na jej ubiór. Najwyraźniej nie dbała o to, co nosi, o czym świadczyły proste dżinsy i bluzka w kolorze khaki. Niemniej, skromny strój nie ujmował nic zgrabnej sylwetce dziewczyny. Najbardziej spodobały się Sanderowi jej pełne piersi.

Pod wpływem jego badawczego spojrzenia Tally zaparło dech.

– Nie pracuję tutaj – powtórzyła, zanim dodała bardziej przytomnie: − ale nie należę też do grona gości. Przyjechałam, by opiekować się pewną młodą damą. Ale oczywiście, jeśli spotkam na dole kogoś z obsługi, przekażę pańską prośbę.

− Nazywam się Sander Volakis – przedstawił się, obserwując dziewczynę czujnie jak jastrząb swoją ofiarę. Podobała mu się jej świeżość. Po ostatnim romansie zrozumiał, że potrzebuje odmiany. Pragnął uwieść kobietę nie tak wyrafinowaną i zepsutą jak te, z którymi się dotąd umawiał. Miał dość celebrytek i kapryśnych gwiazdeczek skłonnych w każdej chwili sprzedać szczegóły z jego życia łaknącym skandali brukowcom. − Teraz chyba twoja kolej? – zwrócił się do nieznajomej, gdy ta nie odezwała się słowem przez dłuższy czas.

Tally zamrugała gwałtownie, jakby dopiero teraz dotarł do niej sens jego słów.

– Jestem Tally… Tally Spencer.

− A to zdrobnienie od…?

– Tallulah – wyjaśniła niechętnie.

Sander uśmiechnął się, nie kryjąc rozbawienia.

– Lysander. – Puścił do niej oko, nim wycofał się do swojego pokoju. – O czym myśleli nasi rodzice, gdy wybierali dla nas imiona? – rzucił na odchodne.

Oczarowana Sanderem Tally omal nie wpadła na balustradę. Najwyraźniej była podatna na wdzięki przystojnych mężczyzn bardziej, niż dawniej sądziła. Reakcja jej ciała wprawiła ją nie tylko w zdumienie, lecz także w zakłopotanie. Nigdy przedtem nie czuła tak silnego pożądania. Lysander Volakis, Grek, któremu nadano imię po jednym ze spartańskich generałów, najwyraźniej poruszył w niej jakąś wrażliwą strunę.

Sama Eleni Ziakis, była narzeczona Tita, przyniosła kanapki i kawę do sypialni Sandera, po czym zamarła bez ruchu. Z takim zapałem zapewniała go o swojej gotowości do spełnienia każdej jego zachcianki, że ostatecznie całkiem stracił apetyt. Gdy wyszła, Sander pomyślał ponuro, że ten weekend zaczął się powoli zamieniać w koszmar. Państwo Ziakis przebywali poza domem, co oznaczało, że Eleni i jej młodsza siostra, Kyra, mogły robić, co im się żywnie podobało. W efekcie wszędzie roiło się od rozwydrzonej młodzieży. Na domiar złego, wśród gości znalazły się także dwie byłe dziewczyny Sandera.

Tymczasem Tally zwiedzała rozległe tereny posiadłości. Po godzinie dotarła do stajni, gdzie podziwiała wspaniałe wierzchowce. Zaproponowano jej nawet przejażdżkę następnego dnia po śniadaniu, ale odmówiła, ponieważ nie umiała jeździć konno. Żałowała, że nie zdobyła tej cennej umiejętności w dzieciństwie. Niestety, Crystal uparła się, żeby posłać ją na lekcje baletu, których Tally szczerze nie znosiła.

Ponieważ nie interesowała się zbytnio ubraniami, pieniędzmi ani mężczyznami, Tally nie miała wiele wspólnego z matką. W przeciwieństwie do niej chciała wziąć ster we własne ręce, otworzyć firmę zajmującą się projektowaniem wnętrz i zapewnić sobie stabilizację finansową. Nie zamierzała czekać na mężczyznę, który się nią zaopiekuje.

− Gdzie się podziewałaś? – rzuciła ostro Cosima, gdy Tally weszła do salonu.

− Oglądałam konie.

Cosima skrzywiła się z niesmakiem.

– Na pewno przesiąkłaś ich smrodem!

− Wezmę prysznic przed obiadem – zapewniła Tally pogodnie, zmierzając w kierunku schodów, po których właśnie schodził Sander.

− Byłaś na dworze, Tally? – zwrócił się do niej, omiatając spojrzeniem potargane włosy i zaróżowione policzki. Wyglądała niezwykle zmysłowo i pociągająco. Podobało mu się, że nie brała za punkt honoru, by wyglądać perfekcyjnie. Nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz jakakolwiek kobieta zachowywała się tak swobodnie w jego towarzystwie.

− Oglądałam konie i…

− Może najwyższy czas zająć się prasowaniem rzeczy Cosimy – przerwała jej Eleni Ziakis, która wyrosła jak spod ziemi i najwyraźniej była bardzo niezadowolona. Zmierzyła Tally lodowatym spojrzeniem wyrażającym pogardę.

– Niby dlaczego miałabym to zrobić? Nie jestem jej pokojówką.

− W zupełności się z tobą zgadzam – powiedziała pospiesznie Cosima na widok zmieszanej miny swojej starszej siostry.

Sander domyślił się, że ingerencja Eleni musiała mieć coś wspólnego z jego zainteresowaniem Tally. Prawdopodobnie nie chciała dopuścić do zacieśnienia więzów między nim a nowo poznaną blondynką. Kobiety! Z nimi źle, a bez nich jeszcze gorzej! – pomyślał z irytacją.

− Kiedy zdążyłaś poznać Sandera Volakisa? – wysapała Cosima, podążając za Tally po schodach na górę.

− Wpadliśmy na siebie i dokonaliśmy prezentacji… nic więcej.

− Najwyraźniej Eleni uznała inaczej. Była kiedyś zaręczona ze starszym bratem Sandera, Titem, który zginął w wypadku samochodowym zeszłej zimy. Myślę, że Eleni zagięła parol na kolejnego Volakisa, ale nic jej z tego nie wyjdzie. Sander to prawdziwy kobieciarz!

Tally nie chciała pokazać, jak bardzo zainteresowała ją ta informacja, ale nie potrafiła ujarzmić ciekawości.

– Naprawdę?

− Co miesiąc ma nową kobietę. Nie marnuj na niego czasu – ostrzegła Cosima. – Każda marzy o tym, żeby usidlić Sandera. Nie masz szans w tej konkurencji.

Tally spłonęła rumieńcem.

– Nie mam zamiaru go usidlać – skłamała. Bo chociaż zawsze sądziła, że ma wystarczająco oleju w głowie, by unikać takich aroganckich kobieciarzy jak Sander, musiała przyznać w duchu, że ją pociągał.

− Nie jesteś w jego typie. Spotykał się z naprawdę pięknymi kobietami… modelkami, aktorkami. Ma reputację…

− Nie interesuje mnie Sander Volakis! – przerwała siostrze Tally z irytacją.

Cosima nie próbowała ukryć rozbawienia.

– Ja nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby zwrócił na mnie uwagę. Tata też by się ucieszył. Uważa Sandera za odpowiednią partię.

− Wnioskuję z tego, że jest bogaty.

− Ponoć pierwszy milion zarobił jeszcze na studiach, a do tego jest jedynym dziedzicem rodzinnej fortuny – wyszeptała Cosima z błyszczącymi oczami. Najwyraźniej sama wzmianka o dużych pieniądzach rozbudzała w niej chciwość.

Tally zrobiło się żal Sandera. Kobiety polowały nie tylko na niego, ale także na majątek Volakisów. Niestety zauważyła też, że Cosima oceniała wszystkich przez pryzmat grubości portfela, co mogło oznaczać tylko tyle, że w jej oczach była niewiele warta.

Mimo to, gdy dziewczyna pokazała jej swoją pogniecioną sukienkę, zlitowała się i postanowiła nauczyć Cosimę prasować. I gdy nadzorowała nieudolne próby wygładzania zagnieceń, pierwszy raz w życiu poczuła się jak starsza siostra. Przy tym obie śmiały się do rozpuku.

− A w czym ty wystąpisz? – zapytała Cosima.

− W niczym nadzwyczajnym.

− Mogłabym ci coś pożyczyć, ale obawiam się… − urwała w połowie zdania, ale obie znały zakończenie. Cosima była wysoka i bardzo szczupła, natomiast Tally niska i o bardziej kobiecych kształtach.

− Poradzę sobie.

Założyła prostą czarną sukienkę wieczorową, kupioną właśnie na takie okazje. Wiedziała jednak, że będzie wyglądała jak kruk w stadzie egzotycznych ptaków. Gdy spojrzała w lustro, przeklęła w duchu zły los. Piegi, przypominające sprężynki włosy i obfite piersi nie mieściły się we współczesnych kanonach piękna. Binkie wpajała jej, że wygląd nie jest najważniejszy, ale Tally wiedziała, że to nieprawda. Ładni ludzie zawsze mieli w życiu łatwiej, czy to podczas rozmowy o pracę, czy pierwszej randki. Tak czy inaczej, musiała dołączyć do gości, żeby mieć na oku Cosimę.

Na dole od razu zauważyła Sandera siedzącego u szczytu stołu, tuż obok Eleni Ziakis, ubranej w połyskującą białą sukienkę. Kobieta dwoiła się i troiła, żeby wprawić swojego gościa w dobry nastrój. Z kolei Cosima chichotała i plotkowała po grecku ze swoimi przyjaciółkami, od czasu do czasu zerkając na telefon albo pisząc esemes. Tally postanowiła jej nie przeszkadzać.

− Zamierzam wcześnie pójść spać – oświadczyła Cosima po zakończonej kolacji. Zakryła dłonią usta, żeby stłumić ziewnięcie. – Jestem strasznie śpiąca, a jutro odbędzie się tutaj duża impreza.

Tally poczuła ulgę, że chociaż na chwilę zostanie zwolniona z pełnienia obowiązków przyzwoitki. Zadowolona wstała od stołu i ruszyła w kierunku schodów. Nie mogła doczekać się chwili, gdy wyciągnie się wygodnie z książką w ręku.

− Tally. – Sander stanął jej na drodze. Jego wzrok powędrował po jej ciele, a na ustach zagościł leniwy uśmiech. – Chodź ze mną na drinka.

Tally nie była pewna, co sądzić o jego zaproszeniu.

− Właśnie zamierzałam… − urwała w pół zdania, ponieważ odniosła wrażenie, że mógłby ją nieopatrznie zrozumieć, gdyby poinformowała, że wybiera się do łóżka. Poza tym dostrzegła Eleni Ziakis, która spiorunowała ją wzrokiem. – Dziękuję, ale nie skorzystam – dodała pospiesznie.

Marszcząc czoło, Sander spojrzał na nią z niedowierzaniem. Kobiety rzadko mu odmawiały. Właściwie nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy przeżył coś podobnego.

– Czeka na mnie świetna książka – powiedziała Tally, żeby przerwać krępującą ciszę. Lecz gdy tylko wymówiła te słowa, zdała sobie sprawę, jak głupio musiały zabrzmieć. Zawstydzona odwróciła się na pięcie i uciekła do swojego pokoju.

Na szczęście, gdy zamknęła za sobą drzwi, odkryła, że jej niemiła współlokatorka wyszła. Miała więc trochę czasu tylko dla siebie. Tak jak planowała, wyciągnęła książkę. Historia dotyczyła pewnej kobiety, która uwiodła wielu mężczyzn poza tym jednym, którego naprawdę pragnęła. W zaistniałych okolicznościach nie była to najlepsza lektura, dlatego też Tally zgasiła światło i zamknęła oczy. Jednak sen nie nadchodził, a jej myśli wciąż krążyły wokół Sandera.

Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego wybrał właśnie ją, gdy miał dookoła tyle pięknych kobiet. Nie miała takich wspaniałych strojów jak one ani nie znała konwenansów panujących w ich świecie. Może więc Sander uznał, że łatwo będzie jej zaimponować i zaciągnąć ją do łóżka? Tak czy inaczej, nie mogła zignorować faktu, że zaprosił ją na drinka. A ona uciekła, jak jakaś nieopierzona nastolatka. Powinna była zostać.

Chociaż wkrótce zasnęła, nie spała długo. Obudziło ją światło i głośne tupanie. Usiadła na łóżku, mrugając. Okazało się, że wróciła jej współlokatorka, która najwyraźniej nie zamierzała przejmować się obecnością Tally. Nagle spojrzała w stronę drzwi, gdzie dostrzegła znajomo wyglądającą szkatułkę – własność Cosimy. Pomyślała, że siostra pewnie będzie szukać cennej zguby. Spojrzała na zegarek i gdy zobaczyła, że dopiero minęła północ, zarzuciła szlafrok, wzięła szkatułkę i ruszyła do pokoju siostry.

Zamierzała po cichu wejść do środka i zostawić szkatułkę, jednak kiedy ostrożnie otworzyła drzwi, okazało się, że w sypialni wciąż pali się światło, a łóżko stoi puste. Odkładając szkatułkę na toaletkę, zaczęła się zastanawiać, gdzie podziewała się Cosima. Już na korytarzu odniosła wrażenie, że słyszy przytłumiony głos siostry. Wychyliła się przez balustradę i spojrzała w dół.

Zaskoczona ujrzała Sandera Volakisa prowadzącego po schodach Cosimę. Miała rozmazany makijaż i bełkotała coś niewyraźnie po grecku. Bez wątpienia znajdowała się pod wpływem alkoholu bądź innych używek. Przerażona Tally zbiegła po schodach, żeby zająć się siostrą.

Tytuł oryginału: The Marriage Betrayal

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Lynne Graham

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3387-3

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.