Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Pierścionek na szczęście ebook

Lynne Graham  

3.92592592592593 (54)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 150 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Pierścionek na szczęście - Lynne Graham

Angielka Polly Dixon dostała w spadku po matce piękny pierścionek z opalem. Dołączona do niego była informacja, kto jest jej ojcem. Polly jedzie do kraju rodzinnego ojca, licząc, że uda jej się odnaleźć rodzinę. Na granicy przydarzają jej się dziwne rzeczy – zostaje zatrzymana, długo wypytywana, skąd ma pierścień, a następnie z honorami przewieziona do pałacu, gdzie wita ją młody król Rashad. To dopiero początek niespodzianek w jej spokojnym dotychczas życiu…

Opinie o ebooku Pierścionek na szczęście - Lynne Graham

Fragment ebooka Pierścionek na szczęście - Lynne Graham

Lynne Graham

Pierścionek na szczęście

Tłumaczenie:Alina Patkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Król Rashad El-Amin Kuaraishi patrzył na zdjęcia rozłożone na biurku. Po dziadku odziedziczył bardzo wysoki wzrost – górował nad większością ludzi o głowę. Po matce, znanej bliskowschodniej piękności, miał czarne włosy, długie ciemne rzęsy i regularne rysy twarzy. Media społecznościowe kochały go, co nieodmiennie wzbudzało w nim zażenowanie.

– Kobieta idealna – oświadczył żarliwie jego główny doradca Hakim. – Nowa królowa i miejmy nadzieję, że również nowa dynastia! Od tej chwili fortuna będzie patrzeć na Dharię z uśmiechem.

Jego królewski pracodawca nie wykazywał aż takiego entuzjazmu, ale również nie stawiał oporu. Rashad od zawsze wiedział, że ma obowiązek ożenić się i spłodzić dziecko. Niestety, nie miał na to wielkiej ochoty. Raz już był żonaty, w bardzo młodym wieku, i znał wszystkie pułapki małżeństwa. Wiedział, że życie z kobietą, z którą zupełnie nic go nie łączy, jest nieustającym źródłem stresu, a jeśli nie uda mu się szybko począć dziecka, stres jeszcze się zwielokrotni i w związku pojawi się rozczarowanie.

Nie, małżeństwo zupełnie nie pociągało Rashada. Miał tylko nadzieję, że jego przyszła żona okaże odrobinę rozsądku i każde z nich będzie wiodło swoje życie we względnym spokoju. Po doświadczeniach z pierwszą żoną, która oplatała go jak bluszcz, nie spodziewał się od kobiety wsparcia. Pamiętał również bardzo burzliwe małżeństwo rodziców. Mimo wszystko wiedział, że stabilność kraju zależy od tego, czy mu się uda stać się przykładem dla narodu.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat ludzie w Dharii wiele przecierpieli i teraz pragnęli nie innowacji, lecz spokoju, powrotu do tradycyjnych zwyczajów i nieśpiesznego trybu życia. Ojciec Rashada próbował ślepo zaszczepiać zachodnie zwyczaje w tym bardzo konserwatywnym kraju. W rezultacie jego rządy zmieniły się w tyranię i armia musiała wystąpić w obronie konstytucji w imieniu i ze wsparciem ludu. Świadectwem tej ludowej rewolucji były ruiny pałacu dyktatora w mieście Kashan oraz przywrócenie monarchii.

Bomba podłożona w samochodzie zabiła prawie całą rodzinę Rashada. Po tym wydarzeniu wuj ukrył go na pustyni, by zapewnić mu bezpieczeństwo. Rashad był wtedy zaledwie sześcioletnim, wystraszonym chłopcem, o wiele bardziej przywiązanym do angielskiej niańki niż do rodziców, których rzadko widywał. Jednak w zamęcie po zamachu i wprowadzeniu stanu wojennego niańka również zniknęła. Pałac został splądrowany, służba rozproszyła się i życie, jakie Rashad znał dotychczas, wywróciło się do góry nogami.

– Wasza wysokość, czy mógłbym coś zasugerować? – zapytał Hakim.

Rashad przez chwilę miał wrażenie, że jego doradca zamierza wrzucić zdjęcia wszystkich potencjalnych narzeczonych do pudełka i wyciągnąć jedno na chybił trafił. Zapewne nie byłaby to najgorsza metoda, pomyślał cynicznie. W końcu małżeństwo to i tak loteria.

– Proszę – mruknął i zacisnął usta.

Hakim z uśmiechem otworzył teczkę, którą dotychczas trzymał pod pachą, i Rashad zobaczył precyzyjnie narysowany klejnot.

– Pozwoliłem sobie poprosić królewskiego jubilera, żeby spróbował odtworzyć Nadzieję Dharii.

Rashad patrzył na rysunek ze zdumieniem.

– Przecież ten klejnot zaginął. Jak można go odtworzyć?

– Można zrobić kopię tego pierścienia. To był potężny symbol monarchii, najcenniejszy z klejnotów koronnych, ale po tak długim czasie nie ma prawie żadnej szansy na odnalezienie oryginału – stwierdził Hakim poważnie. – Moim zdaniem teraz jest na to odpowiednia chwila. Nasi poddani poczują się bezpieczniej, gdy zobaczą, że podtrzymujemy tradycje…

– Nasi poddani wolą słuchać bajek niż pogodzić się z rzeczywistością i przyznać, że mój świętej pamięci ojciec nie nadawał się do sprawowania władzy, a jego rząd był do gruntu skorumpowany. – Szczerość i bezpośredniość Rashada zawsze zdumiewały bardziej dyplomatycznie nastawionego Hakima. Na jego brodatej twarzy odbiła się konsternacja.

Rashad podszedł do okna, za którym rozciągały się ogrody doglądane przez armię służby. Pierścień, nazywany przez ludność kraju Nadzieją Dharii, zawsze noszony był przez króla przy uroczystych okazjach. Wspaniały ognisty opal w pomarańczowoczerwonym odcieniu, osadzony w złotej obrączce, na której wygrawerowano święte słowa, roztaczał niemal mistyczną aurę. Do rodziny wniosła go prababka Rashada, niezwykle oddana dobroczynności i z tego powodu uwielbiana przez poddanych. W innych krajach królowie nosili korony lub berła, ale w Dharii siła i autorytet monarchii historycznie i emocjonalnie związane były z pierścieniem. Klejnot zaginął, gdy pałac został splądrowany, i choć poszukiwano go przez wiele lat, nigdy nie został odnaleziony. Z pewnością zniknął na zawsze i Rashad rozumiał punkt widzenia Hakima: lepsza dobra kopia niż nic.

– Każ wykonać kopię – rzekł melancholijnie.

Fałszywy pierścień dla fałszywego króla, pomyślał cynicznie. Nie potrafił zapomnieć, że nie urodził się jako następca tronu Dharii. Był najmłodszym z trzech synów. Jego dwaj starsi bracia zginęli razem z rodzicami. Rashad został wtedy w domu i okazało się, że ocaliło mu to życie. Popularność, jaką cieszył się wśród poddanych, nie przestawała go zdumiewać, musiał jednak nieco skorygować swoje ideały, żeby stać się człowiekiem, jakiego ten kraj potrzebował.

Kiedyś bardzo chciał się zakochać. Ożenił się i wielka miłość trwała całe pięć minut, a potem zaczęła się jej powolna, bolesna agonia. Nie, Rashad nie miał ochoty powtarzać tego doświadczenia. Kiedyś wierzył również, że pożądanie jest czymś złym, ale zanim zakończył edukację na brytyjskim uniwersytecie, wielokrotnie padł jego ofiarą. Mimo wszystko cieszył się, że dane mu było zaznać seksualnej wolności, zanim wrócił do domu i przejął obowiązki władcy kraju, gdzie obowiązywały sztywne protokoły dworskie. Rashad żył w złotej klatce, której, o dziwo, wielu ludzi mu zazdrościło. Owszem, jego naród z pewnością przychylnie odniesie się do rekonstrukcji pierścienia, a oczekiwania wobec niego jeszcze wzrosną.

Podeszła do nich blondynka w średnim wieku i Polly spojrzała na swoją siostrę Ellie z wymuszonym uśmiechem. Krótka ceremonia pogrzebu matki właśnie się zakończyła i kościół był niemal pusty.

Dla obu sióstr było to smutne i frustrujące wydarzenie. Ellie, dwa lata młodsza od Polly, w ogóle nie pamiętała matki, Polly zaś zachowała z pierwszych lat życia niejasne wspomnienie uśmiechu i zapachu perfum. Siostry Dixon wychowała babcia, która zmarła przed kilkoma miesiącami. Przez ponad dziesięć lat nie wiedziały nawet, czy ich matka żyje, aż pewnego dnia zupełnie obca kobieta powiedziała im o śmierci Annabel Dixon. To było jak grom z jasnego nieba.

Ta obca kobieta, Vanessa James, wolontariuszka z hospicjum, gdzie zmarła ich matka, czuła się w tej sytuacji równie nieswojo jak one. Szczerze przyznała przez telefon, że próbowała przekonać Annabel, by skontaktowała się z córkami i porozmawiała z nimi przed śmiercią. Z drugiej strony przyznawała, że w ostatnich tygodniach życia ich matkę trudno było zrozumieć, toteż takie spotkanie mogło być dla obu stron bardzo przygnębiające.

– Zarezerwowałam stolik na lunch w hotelowej restauracji – oznajmiła Vanessa, ściskając ich dłonie. – Bardzo mi przykro, że poznajemy się w takich nieszczęśliwych okolicznościach.

Polly zupełnie nie miała apetytu i zaproponowała, żeby zrezygnowały z lunchu.

– To było ostatnie życzenie waszej matki. Zostawiła na to pieniądze – odrzekła Vanessa łagodnie. – To ona was zaprasza, nie ja.

Blada twarz Polly zaczerwieniła się z zażenowania, co było jeszcze bardziej widoczne przy jasnych, niemal białych włosach.

– Nie chciałam być niegrzeczna…

– Z całą pewnością masz wiele powodów, żeby nie czuć się swobodnie w tej sytuacji – stwierdziła sucho Vanessa. – Pozwólcie, że opowiem wam o ostatnich latach waszej matki.

Opowiedziała im o śmiertelnej chorobie, która niedługo po czterdziestych urodzinach odebrała Annabel niezależność i swobodę ruchów. Od tamtej pory ich matka mieszkała w domu opieki i zmarła w hospicjum, gdzie poznała ją Vanessa.

– To takie smutne – westchnęła Ellie, odrzucając z czoła rude włosy. W jej zielonych oczach błysnęło współczucie. – Gdybyśmy o tym wiedziały, mogłybyśmy jej pomóc.

– Ale Annabel nie chciała tego.. Wiedziała, że przez wiele lat pielęgnowałyście babcię i nie zamierzała stawać się dla was kolejnym obciążeniem. Była bardzo niezależna.

Przez dłuższą chwilę wszystkie trzy kobiety siedziały w milczeniu, wpatrując się w karty dań.

– Podobno studiujesz medycynę – powiedziała Vanessa do Ellie. – Annabel była bardzo dumna, gdy o tym usłyszała.

– A skąd się dowiedziała? Przecież już od lat nie kontaktowała się z babcią.

– Jedna z kuzynek waszej matki jest pielęgniarką. Kilka lat temu rozpoznała ją w szpitalu i opowiadała, co słychać w rodzinie. Annabel jej również kazała przyrzec, że nic wam nie powie.

– Ale dlaczego? Przecież potrafiłybyśmy zrozumieć, jak ona się czuje! – wybuchnęła Ellie.

– Nie chciała, żebyście ją widziały i zapamiętały chorą. Zawsze była piękną kobietą i zostało jej trochę próżności – wyjaśniła Vanessa łagodnie.

Polly wiedziała, że ona sama nie dokonała nic, z czego matka mogłaby być dumna. Życie zawsze jakoś krzyżowało jej plany i nadzieje. Gdy Ellie wyjechała na uniwersytet, ona musiała zostać w domu, żeby zająć się chorą babcią. Była zadowolona, że zdobyła się na to poświęcenie. Jej młodsza siostra zawsze była bardzo inteligentna i miała powołanie, by pomagać innym. Ellie niechętnie zostawiała ją samą z babcią, ale doprawdy, dlaczego obydwie miałyby stracić szansę na wykształcenie? Ellie zawsze błyszczała w szkole, a Polly radziła sobie średnio.

– Miałam wielką nadzieję, że jesteście w kontakcie ze swoją młodszą siostrą i przyprowadzicie ją tu dzisiaj – oświadczyła Vanessa i obydwie siostry szeroko otworzyły oczy ze zdumienia.

– Jaką młodszą siostrę? – zawołała Polly.

Vanessa spojrzała na nie z zaskoczeniem i wyjaśniła, że mają jeszcze jedną siostrę, która trafiła do rodziny zastępczej, gdy Annabel nie mogła się już nią zajmować. Dziewczynka była o cztery lata młodsza od Polly i babcia nie chciała już się nią opiekować.

– Nie miałyśmy pojęcia, że mamy jeszcze jedną siostrę – przyznała Ellie ciężko. – Naprawdę wiemy o życiu naszej matki tylko tyle, ile powiedziała nam babcia, a nie mówiła wiele i nic w tym nie było dobrego. Ale babcia nigdy nie wspomniała, że było nas trzy!

– Annabel w młodości prowadziła bardzo ekscytujące życie – przyznała Vanessa. – Była doskonale wykwalifikowaną niańką, dużo podróżowała i przez dłuższe okresy mieszkała za granicą. Pracowała dla bardzo bogatych rodzin i doskonale zarabiała. Ale oczywiście nie mogła zabierać ze sobą własnych dzieci i dlatego trafiłyście pod opiekę babci. Kiedy byłyście jeszcze małe, Annabel wróciła do Londynu i próbowała założyć ośrodek opieki dla dzieci. Włożyła w to wszystkie swoje pieniądze. Chciała was zabrać do siebie, ale wszystko poszło nie tak. Ośrodek nie wypalił, jej związek się rozpadł i okazało się, że znów jest w ciąży.

– Urodziła kolejną dziewczynkę? Jak ma na imię nasza siostra? I dlaczego dowiadujemy się o niej dopiero teraz? – dopytywała się Polly, niezbyt poruszona wiadomością, że matka, której nigdy nie znała, naprawdę chciała wychowywać własne dzieci. Wydawało jej się to bardzo mało prawdopodobne, bo od dzieciństwa była przekonana, że jej matka unika odpowiedzialności. Babcia, która opiekowała się nią i Ellie, była rozgoryczona tym, że musi wychowywać wnuczki w jesieni życia, kiedy miała nadzieję nacieszyć się spokojem.

Ich siostra nazywała się Penelope Dixon, ale Vanessa nie wiedziała o niej nic więcej.

– Zwróciłam się do służb społecznych, ale ponieważ nie jestem krewną, nie mogłam nalegać, by podali mi jakieś informacje. Któraś z was będzie musiała to zrobić. Możliwe, że Penelope została adoptowana. Możecie zostawić dla niej list na wypadek, gdyby kiedyś próbowała odnaleźć swoją biologiczną rodzinę.

Przyniesiono im jedzenie. Kiedy kelnerka odeszła, Vanessa wyjęła z torby trzy koperty.

– Matka zostawiła każdej z was pierścionek. Muszę was prosić, żebyście przechowały kopertę dla swojej młodszej siostry.

– Pierścionek – powtórzyła Polly ze zdumieniem.

– Do każdego pierścionka dołączone jest nazwisko. Przypuszczam, że to nazwiska waszych ojców, choć Annabel nie chciała o tym mówić – przyznała opiekunka ze skrępowaniem. – Muszę was ostrzec, że nie jestem pewna, czy Annabel rzeczywiście wiedziała bez żadnych wątpliwości, kim są wasi ojcowie.

– Och – jęknęła Polly.

– Nie podawała żadnych szczegółów, ale odniosłam wrażenie, że w czasie, gdy opiekowała się dziećmi bogatych pracodawców, chyba dość swobodnie dysponowała własnymi wdziękami – dodała Vanessa przepraszającym tonem.

– To znaczy? Co pani chce powiedzieć? – zapytała niepewnie Polly.

– Że była puszczalska – oznajmiła Ellie śmiało i skrzywiła się. – No cóż, dziękujemy za szczerość. Dzięki temu wiemy, że nie należy się za bardzo podniecać tymi nazwiskami. Ale przy tej konkretnej chorobie Annabel mogły się poplątać wspomnienia i mogła pomieszać jakieś fakty z przeszłości.

Polly, która nigdy nie odznaczała się cierpliwością, natychmiast otworzyła swoją kopertę. Ze środka wypadł ciężki, ozdobny złoty pierścień z dużym kamieniem. Spróbowała założyć go na palec, ale był o wiele za luźny, wyraźnie przeznaczony dla mężczyzny, nie dla kobiety. Kamień migotał różnymi odcieniami czerwonego, pomarańczowego i żółtego.

– To ognisty opal. Niezwykły, ale niezbyt cenny – wyjaśniła Vanessa. – Pierścień jest stary i zrobiony w jakimś obcym kraju.

– No tak – mruknęła Polly i wyjęła z koperty nieduży arkusik papieru. – Zahir Basara… Dharia – przeczytała i zmarszczyła brwi z zaskoczeniem. – Mój ojciec miałby być Arabem? – Ze względu na bardzo jasne włosy i niebieskie oczy często ją pytano, czy pochodzi ze Skandynawii. – Słyszałam o Dharii…

– Wasza matka była tam niańką w królewskiej rodzinie – wyjaśniła Vanessa.

Polly zastanawiała się, czy ma to jakiś związek z imieniem, które miała wpisane w paszporcie i które brzmiało Zariyah. Babci jednak to imię się nie podobało i zawsze nazywała ją Polly.

– Ja mam szmaragd! – wykrzyknęła Ellie z entuzjazmem, jakby rozpakowywała prezent pod choinką. Widać było, że nie traktuje zbyt poważnie ani pierścionka, ani nazwiska.

– A jakie nazwisko? – zaciekawiła się Polly. Miała nadzieję, że to samo nazwisko powtarza się na obu karteczkach, bo to by w każdym razie oznaczało, że związek matki nie był tylko przelotnym romansem.

– Wygląda na włoskie. Na razie zachowam je dla siebie. – Ellie wsunęła kopertę do torebki, ale dziwnie pobladła. Schowała również kopertę przeznaczoną dla Penelope. – Może nasza matka kolekcjonowała pierścionki zaręczynowe…

– Mój pierścień należał do mężczyzny – stwierdziła Polly.

– Może mieli zamiar go zmniejszyć – zauważyła Ellie spokojnie. – Szkoda, że nie zostawiła nam listu i nie napisała czegoś o sobie. Vanesso, czy mogłabym odwiedzić hospicjum? Chciałabym zobaczyć miejsce, gdzie Annabel spędziła ostatnie dni, i porozmawiać z personelem.

Gdy Vanessa i Ellie rozmawiały o wizycie w hospicjum, chorobie, która zabrała życie Annabel, i zbiórce funduszy prowadzonej przez Vanessę, Polly zajęła się własnymi myślami. Zastanawiała się, czy ognisty opal był symbolem miłości. Ellie była bardziej praktyczna, Polly jednak chciała myśleć, że urodziła się jako owoc miłości dwojga ludzi pochodzących z różnych kultur. Musiało to być trudne i być może przeszkody w końcu okazały się zbyt wielkie. Nazwisko, które znalazła w kopercie, roznieciło w niej zaciekawienie Dharią. Czy w jej żyłach płynęła krew tamtejszych ludzi? Czy to możliwe, by jej ojciec jeszcze żył, a jeśli tak, to czy chciałby ją poznać?

Bardzo pragnęła mieć prawdziwych rodziców. Babcia dobrze traktowała wnuczki, ale z całą pewnością ich nie kochała i Polly uważała, że cudownie byłoby mieć rodzica, który naprawdę by się o nią troszczył, dostrzegał jej indywidualność, cieszył się z jej mocnych punktów i wybaczał słabości.

– Przecież nie pojedziesz do jakiegoś obcego kraju, żeby go szukać – zauważyła Ellie sucho. Obejrzawszy pierścionek siostry i karteczkę z nazwiskiem, natychmiast odgadła, w jakim kierunku podążają myśli siostry. – To byłoby zupełne wariactwo.

Polly nigdy w życiu nie zrobiła niczego zwariowanego. Nie sprzeciwiła się babci, gdy ta stwierdziła, że Polly nie może studiować w artystycznym koledżu, bo musi poszukać pracy i pomóc jej w utrzymaniu domu. Zatrudniła się zatem w organizacji dobroczynnej i musiała się zadowolić popołudniowymi zajęciami plastycznymi, na które chodziła razem z innymi amatorami i miłośnikami sztuki.

Nigdy nie była szczególnie odważna i teraz ze ściśniętym sercem pomyślała, że zapewne nigdy nie pojedzie do Dharii. Nie miała pieniędzy na przeloty ani na wakacje i nie stać jej było na to, żeby szukać ojca, mając za punkt wyjścia tylko nazwisko, które mogło się tam okazać równie pospolite jak John Smith w Anglii. Nie, to było tylko marzenie, a Polly wiedziała, że marzenia nigdy się nie spełniają, jeśli nie ma się odwagi zaryzykować.

Stojąc w kolejce do odprawy paszportowej na lotnisku w Kashan, zauważyła, że wszyscy na nią patrzą. To przez te jasne włosy, pomyślała. Kolor jej włosów i oczu był w Dharii czymś niezwykłym.

Znalazła się w kraju swojego ojca. Sama nie mogła uwierzyć, że w końcu tu przyjechała. To dzięki Ellie, która, choć była na ciężkich studiach, znalazła pracę na część etatu i stanowczo oznajmiła, że co najmniej przez jeden semestr poradzi sobie bez finansowego wsparcia siostry. Mimo wszystko Polly musiała oszczędzać przez wiele miesięcy, by zdobyć wystarczające, choć skromne, fundusze na taką podróż. Zamówiła pokój w malutkim pensjonacie przy bazarze w Kashan. Zależało jej tylko na jednym: żeby pokój był czysty, a jeśli nie będzie czysty, to sama zamierzała go wysprzątać.

Poczuła na sobie kolejne spojrzenie ciemnookiego mężczyzny. Zarumieniła się, żałując, że nie zaplotła włosów w warkocz, i obiecała sobie, że następnego dnia, wychodząc, założy kapelusz. W Dharii nie było wielu turystów. Był to konserwatywny kraj. Nie mogła tu nosić szortów i koszulek na ramiączkach, które spakowała do walizki, bo choć nie widziała nigdzie kobiet z zasłoniętymi twarzami, te, które dostrzegła na lotnisku, miały skromne stroje i spódnice dłuższe, niż nakazywała moda.

W końcu stanęła przed urzędnikiem i podała mu paszport. W tej samej chwili do stanowiska podeszło kilku innych mężczyzn i jeden z nich powiedział:

– Proszę pójść z nami.

Poprowadzili ją do hali bagażowej, gdzie odebrała walizkę, którą zaraz potem zarekwirowano jej razem z torebką. Wprowadzono ją do niewielkiego pomieszczenia, gdzie znajdowało się tylko kilka krzeseł i stół, i w jej obecności przeszukano bagaż. Polly zastanawiała się, dlaczego nie oddali jej paszportu i czego szukali w walizce. Narkotyków? Przeszedł ją zimny dreszcz, choć nie miała przy sobie niczego mocniejszego niż tabletki od bólu głowy. Słyszała opowieści o osobistych rewizjach i gdy do pokoju weszła strażniczka, skurczyła się obronnie.

Jeden z ochroniarzy wyjął z jej torebki pierścionek z opalem i podniósł wysoko do góry. Kamień roziskrzył się w świetle żarówki, rzucając barwne refleksy na szare ściany. Troje strażników zaczęło mówić coś z podnieceniem i zaraz potem mężczyźni wyszli, zabierając pierścionek ze sobą, a kobieta została i wpatrzyła się nieruchomo w Polly, która wzięła głęboki oddech, by się uspokoić.

– Jest pani bardzo piękna – nieoczekiwanie powiedziała strażniczka.

Zaskoczona Polly uśmiechnęła się z przymusem.

– Dziękuję – rzekła w końcu, nie chcąc sprawiać wrażenia niegrzecznej.

Mijały kolejne minuty. Zdenerwowanie Polly rosło. Splotła dłonie na kolanach, zastanawiając się, dlaczego jej pierścionek wzbudził takie podniecenie. Czyżby był skradziony? Ale nawet jeśli tak, to jakie były szanse, by od razu rozpoznano skradziony pierścionek, który według Vanessy nie był wiele wart?

W końcu telefon strażniczki zadzwonił i do pomieszczenia weszła jeszcze jedna kobieta z tacą, na której stała aromatyczna herbata. Strażniczka podała Polly filiżankę. Herbata pachniała miętą.

– Dlaczego mnie tu zatrzymano? – ośmieliła się zapytać.

– Czekamy na instrukcje – usłyszała.

– A pierścionek?

Kobiety spojrzały na siebie, ale żadna nie odpowiedziała. Polly była zła, że odebrano jej jedyną pamiątkę po matce. Kiedy zwrócą jej pierścionek? Z drugiej strony pociechą była myśl, że nie urządzono jej rewizji osobistej i przyniesiono herbatę. To na pewno jakieś nieporozumienie, cóż innego? Przecież nie zrobiła nic złego. Ale może jej matka zrobiła coś złego w przeszłości?

Pod wieloma względami jej matka stanowiła zagadkę. Podróżowała luksusowo po całym świecie, żeby opiekować się dziećmi innych ludzi, i zostawiała własne pod opieką babci, która godziła się na to z niechęcią. Mimo wszystko Annabel przez wiele lat wspierała je finansowo. Gdy pieniądze przestały przychodzić, Polly bardzo wiele dowiedziała się o oszczędzaniu.

Siostry nie odziedziczyły po babci nic. Wszystko, co miała, zostawiła swojemu synowi, wujowi Polly, skarżąc się gorzko, że córka zniszczyła jej ostatnie lata życia, zmuszając do wychowywania swoich nieślubnych dzieci. Polly nie cierpiała tego określenia. W młodszym pokoleniu rzadko go używano, by nie stygmatyzować dziecka z powodu czegoś, czemu nie zawiniło, ale dla konserwatywnej babci to słowo znaczyło bardzo wiele. Nie potrafiła pogodzić się z tym, że jej jedyne wnuki urodziły się poza małżeństwem.

Hakim, który rzadko poruszał się szybko, teraz niemal biegł przez główny korytarz pałacu, by jak najszybciej dotrzeć do króla. Jego okrągła twarz była rozpromieniona i zarumieniona, kozia bródka drżała. Rashad jak zwykle pracował w swoim gabinecie.

– Pierścień! – wydyszał Hakim. Uniósł go wysoko w górę jak trofeum i z szacunkiem położył na biurku. – Znalazł się.

Rashad zerwał się z krzesła, wziął pierścień do ręki i uważnie obejrzał.

– Jak się znalazł? Gdzie był?

Gdy Hakim opowiedział mu o brytyjskiej dziewczynie zatrzymanej na lotnisku, ciemne oczy Rashada pociemniały jeszcze bardziej.

– Dlaczego ona jeszcze nie jest w więzieniu?

– Sytuacja jest delikatna – wyjaśnił Hakim. – Nie chcemy dyplomatycznego konfliktu…

– Kradzież to kradzież. Musi zostać ukarana – stwierdził król bez wahania.

– To młoda kobieta. Ona nie mogła ukraść pierścienia. Jeszcze jej nie przesłuchano. Policja z lotniska chciała najpierw sprawdzić w pałacu, czy pierścień jest prawdziwy. Całe Kashan jest poruszone. Na lotnisku zebrały się już tłumy.

Rashad zmarszczył brwi.

– Dlaczego? Jak to możliwe, że wiadomość już się rozniosła?

– Media społecznościowe – wyjaśnił doradca sucho. – Nie da się ukryć tej historii.

– Tłumy? – powtórzył Rashad z oszołomieniem.

– Nie traktują tej kobiety jak złodziejkę, lecz jak kogoś, kto przywiózł Nadzieję Dharii do naszego króla. Dodam jeszcze, że jest młoda i podobno piękna. No cóż, wystarczy sobie przypomnieć, jak prababka waszej wysokości przywiozła Nadzieję pradziadkowi. Nietrudno zrozumieć, dlaczego ludzie wpadli w podniecenie.

Te słowa jednak nie uspokoiły Rashada. Wielkie zgromadzenie podnieconych ludzi łatwo mogło spowodować zamieszki. Nie rozumiał przywiązania swojego doradcy do tej historii, która była tylko legendą rozdmuchaną przez kolejne pokolenia, by przydać monarchii aury romantyczności.

– To było sto lat temu, w innym wieku. Ta historia została zainscenizowana, by osiągnąć dokładnie to, co udało się osiągnąć: małżeństwo, które w tamtym czasie było korzystne dla obydwu krajów.

– Tłum na lotnisku może się stać niebezpieczny. Ośmielam się zasugerować, wasza wysokość, żeby przywieźć tę kobietę na przesłuchanie do pałacu. Tu łatwiej będzie zapanować nad sytuacją.

Rashad pomyślał z żalem o starych lochach w piwnicach pałacowych, ale nie sądził, by Hakim tam właśnie chciał umieścić Brytyjkę.

– Dobrze. Ciekaw jestem, co ona nam opowie.

– To absolutny cud, że Nadzieja Dharii do nas wróciła – oświadczył Hakim z podnieceniem. – A także doskonała wróżba na przyszłość.

Polly wyprowadzono z lotniska, jak jej się zdawało, tylnym wyjściem, do strefy cargo załadowanej kontenerami. Przez cały czas towarzyszyła jej strażniczka. Była spocona ze strachu, ale zaczęła ją też ogarniać złość. Nie złamała żadnych przepisów, była tylko zwykłą turystką, dlaczego zatem narażono ją na takie traktowanie?

– Pojedzie pani do pałacu – oznajmiła strażniczka takim tonem, jakby oczekiwała, że Polly wybuchnie radością. – To wielki zaszczyt. Przysłano po panią samochód i będzie pani towarzyszyć wojskowa eskorta.

Polly wsiadła na tylne siedzenie błyszczącego samochodu i mocno splotła dłonie na kolanach. Starała się spojrzeć na całą sytuację optymistycznie. Ponad dwadzieścia lat temu jej matka pracowała w tym pałacu, dobrze będzie zatem zobaczyć to miejsce, a może nawet uda jej się odnaleźć kogoś, kto pamięta Annabel. Oczywiście, ta rozmowa nie będzie łatwa, pomyślała z zażenowaniem. Czy jej matka naprawdę była puszczalska? I jak Polly miała się tego dowiedzieć, nie narażając się na wstyd? Przypomniała sobie prognozę Ellie o poszukiwaniu igły w stogu siana i pomyślała, że lepiej nie wspominać o prywatnych sprawach, dopóki nie będzie pewna, z jakim przyjęciem się spotka.

Wojskowa ciężarówka pełna uzbrojonych żołnierzy wyprowadziła ich z lotniska. Zdenerwowanie Polly wzrosło na widok tłumu ludzi, który natychmiast otoczył konwój. Do przyciemnianych szyb przyciskały się twarze, dłonie uderzały o dach samochodu, słyszała jakieś okrzyki. Ze spoconym czołem, mocno zacisnęła powieki i zaczęła się modlić. Samochód ruszył powoli, a potem szczęśliwie nabrał szybkości. Jechali nowoczesną ulicą. Po obu stronach stały wysokie budynki, a na chodnikach było mnóstwo ludzi, którzy przyszli tu chyba po to, by popatrzeć na konwój. Tłum był rozluźniony i w dobrym nastroju. Ludzie machali do nich przyjaźnie i Polly zdawało się, że dostrzega na ich twarzach entuzjazm.

Wyjechali z miasta w pustynny krajobraz bez żadnych śladów życia. Rozległe płaszczyzny piasku, gdzieniegdzie upstrzone kamieniami, rozciągały się we wszystkich kierunkach. Na horyzoncie Polly dostrzegła wielkie wydmy pod błękitnym niebem. Było w tym krajobrazie coś, co sprawiło, że miałaby ochotę go namalować, ale czymś innym niż pastele, których zwykle używała. Zamrugała, gdy samochód przejechał przez olbrzymią bramę i znaleźli się w zdumiewająco bujnym ogrodzie pełnym drzew, krzewów i barwnych kwiatów. Przed nimi widać było bardzo stary budynek nakryty mnóstwem kopuł, mniejszych i większych, na pozór umiejscowionych zupełnie przypadkowo.

Ktoś otworzył drzwi samochodu i Polly wyszła na upalne powietrze. Lekkie spodnie i koszulka natychmiast przykleiły się do jej spoconej skóry. Było niewiarygodnie gorąco. Pod olbrzymim portykiem stała jakaś kobieta. Na widok Polly skłoniła się nisko i gestem nakazała jej iść za sobą. Polly pomyślała z ulgą, że chyba jednak nie jest aresztowana.

Kobieta prowadziła ją przez wielki korytarz z rzeźbionymi kolumnami. Dalej były schody i duży, skąpo umeblowany pokój z szeroko otwartymi drzwiami, które wychodziły na ogród. O mój Boże, pomyślała Polly z niechęcią. Znów musiała wyjść na to okropne słońce. Niepewnie stanęła na otoczonym murem dziedzińcu. Jej przewodniczka zniknęła. W fontannie pośród kępy palm bulgotała woda. Dziedziniec wyłożony był kafelkami, które tworzyły misterny wzór, nieco już wyblakły od starości. Polly zatrzymała się w cieniu fontanny.

Inna młoda kobieta w długiej sukni wskazała jej gestem stolik i dwa krzesła, stojące w pełnym słońcu. Polly zaklęła w duchu i podeszła bliżej. Za jej plecami rozległy się szybkie kroki. Młoda kobieta opadła na kolana i pochyliła głowę. Polly zamrugała ze zdziwieniem i obróciła się powoli.

Patrzył na nią bardzo wysoki mężczyzna o kruczoczarnych włosach i przenikliwym spojrzeniu jastrzębia. Analogia do polowania była bardzo trafna, bo Polly poczuła się osaczona i onieśmielona. Otaczała go atmosfera władzy i niebezpieczeństwa. Był to zapewne najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego widziała w życiu, jeśli nie liczyć modeli z reklam. Przed wyjazdem przeczytała w internecie wszystko, co znalazła na temat Dharii, i teraz wiedziała, kto przed nią stoi. To był niedawno koronowany władca Dharii, król Rashad.

Poczuła się wstrząśnięta tym, że dane jej było spotkać osobiście tak ważną osobę. W ustach jej zaschło i nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć, ale on odezwał się pierwszy.

– Panno Dixon, jestem Rashad i chciałbym się dowiedzieć, skąd pani wzięła ten pierścionek.

„Jestem Rashad”, powiedział, tak jakby był jedynym Rashadem na całym świecie. Ale patrząc na niego, Polly pomyślała, że może rzeczywiście w całym arabskim świecie nie ma takiego drugiego. Ten człowiek zjednoczył kraj i zaprowadził w nim pokój, czym zyskał sobie uwielbienie poddanych.

– Prawdę mówiąc, niewiele potrafię wyjaśnić – przyznała drżącym głosem, bo gdy spojrzała w te uderzające brązowe oczy, w których zdawało się płonąć złote światło, zabrakło jej tchu i wszystkie myśli uleciały z głowy.

Tytuł oryginału: The Desert King’s Blackmailed Bride

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2017

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2017 by Lynne Graham

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2018

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3851-9

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.