Wydawca: Bellona Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 348 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Polki przeklęte - Jarosław Molenda

Opisywane w tej książce Polki dzielą dekady i różny status społeczny, ale oprócz narodowości łączy jedno – jakieś fatum, które ciążyło nad nimi, czego efektem była tragiczna śmierć, najczęściej w młodości. Wyjątkiem jest Wiera Gran, która dożyła sędziwego wieku, ale jej ciężkie przejścia przypominały polowanie na czarownice, doprowadzając ją pod koniec życia niemal do obłędu. Wybrane przez autora bohaterki były ofiarami zdrady, prześladowań w czasie wojny i okupacji, a także ofiarami niespełnionej miłości i przestępczych porachunków. Należy ocalić pamięć autentycznego bohaterstwa i miłości widzianego nie tylko jako podstawowy a zarazem prosty obowiązek wierności Ojczyźnie. Te bohaterki nie zdradzały ani wiadomości wojskowych, ani swoich przekonań. Niejednokrotnie kobiety te wykazywały większą odporność i powściągliwość aniżeli mężczyźni.        Oto opowieść o Polkach, dla których los nie był łaskawy i nie pozwolił cieszyć się pełnią życia.

Opinie o ebooku Polki przeklęte - Jarosław Molenda

Fragment ebooka Polki przeklęte - Jarosław Molenda

Projekt okładki i stron tytułowych: Anna Damasiewicz Redaktor prowadzący: Zofia Gawryś Redaktor merytoryczny: Anita Widman-Drzewiecka Redaktor techniczny: Beata Jankowska Korekta: Ewa Grabowska

Copyright © for the Polish edition by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2014 Copyright © by Jarosław Molenda, Warszawa 2014

Zapraszamy na stronywww.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebookuwww.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Bellona SA ul. Bema 87, 01-233 Warszawa Księgarnia i Dział Wysyłki: tel. 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78 faks 22 652 27 01 e-mail: biuro@bellona.plwww.bellona.pl

ISBN 978-83-11-15143-7

Skład wersj ielektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Od autora

Opisywane w tej książce „Polki przeklęte” dzieli bardzo wiele: pochodzenie, status społeczny, także wiek, czasem są to nawet całe dekady, ale jest też coś niezmiernie ważkiego, co oprócz narodowości jednak je łączy. Nazwałem to fatum. Jego efektem była tragiczna śmierć przedstawianych tu kobiet, najczęściej śmierć w młodości. Wyjątek stanowi Wiera Gran, której udało się dożyć sędziwego wieku. Jej historia jednak to niełatwe dzieje wykluczenia, obłędu, oskarżeń o kolaborację z gestapo, które w konsekwencji spowodowały okrutną izolację. Nic zatem dziwnego, że po wielu latach Gran wyznała: „Nie boję się samotności. Jedyne, co mnie przeraża, to drugi człowiek”[1].

Można by w samym tylko jej przypadku zadać całe mnóstwo pytań i stworzyć odrębną książkę. Piękna, błyszczała na scenie, podczas gdy inni cierpieli głód, choroby, by w końcu umrzeć na ulicach. Czy znienawidzono ją, bo ośmieliła się być gwiazdą w getcie? A może oskarżenia rzucali ci, którzy sami mieli coś na sumieniu i próbowali w ten sposób przenieść na nią ciężar swej winy? Trudno odpowiedzieć na te pytania. Jedno wszak nie ulega wątpliwości: Wiera chciała żyć. Nieważne, że czasy były straszne. I być może właśnie na tym polegała jej wina.

Niezwykłe bohaterki mojej książki były ofiarami zdrady, prześladowań w czasie wojny i okupacji sowieckiej, a także ofiarami niespełnionej miłości i przestępczych porachunków. Dzieje najnowsze wciąż stanowią przedmiot ostrych sporów i dyskusji. Bo relacje z tych samych czasów na ten sam temat potrafią być sprzeczne.

Jak pokazują historie tych kobiet, niektórym osobom wystarczą nawet pojedyncze, subiektywnie dobrane fakty, mniej lub bardziej świadomie zniekształcone do granic nonsensu, aby przedstawić kogoś jako „bohatera” lub „zdrajcę”. Do problemów szczególnie „gorących” należy między innymi ocena ludzi, którzy zdecydowali się na współpracę z wrogiem. Ale kto ma prawo do ferowania wyroków?

Z pewnością nie ci, którzy nie doświadczyli koszmaru getta i prześladowań hitlerowskich. Przecież to były czasy, gdy często trzeba było decydować – niczym w Wyborze Zofii – czy ratować matkę, siostrę czy żonę? Czy żyjący wtedy postąpili słusznie? Nie sposób tego ocenić, zwłaszcza że obowiązywała wówczas zupełnie inna norma tego, co uznaje się za moralne.

„Było w nas i przerażenie, i głód, i ogromne zdumienie niezasłużonej męki” – pisała w swej powieści Bomby i myszy Mina Tomkiewicz. „Naokoło nas, za murami i drutem kolczastym, był pożar i szaleństwo” – wyznawała. „Spaliły się w płomieniach ludzkie i boskie normy, bo w ogniu hartuje się tylko stal, bardzo rzadko – ludzie. Zostaliśmy sami, każdy ze swoim obnażonym do krwawego ciała życiem i z kilkoma strzępami przestarzałych wartości i pojęć, dla których zabrakło miejsca. Byli tacy, którzy do ostatniej chwili trzymali się tych strzępów kurczowo. Byli tacy, którzy zanurzyli się w odmęty, dając się od razu porwać fali. Niektórzy odrąbywali innym palce, bo na ratunkowych łupinach nie było miejsca dla wszystkich. Chcieli ratować życie w świecie, na który nie padało światło żadnej latarni”[2].

Niniejsza książka to świadectwo losu Polek, którym bez wątpienia przyszło żyć w niezwykle trudnym okresie. Wydaje się, że obecnie nadszedł czas na spokojniejsze i bardziej wyważone oceny. „Dzisiaj może dziwić łatwowierność i w ogóle naiwność tych wszystkich, którzy wierzyli w jakieś obietnice, «słowa honoru» oficerów UB, ale przecież lekcja stalinowskiej moralności była lekcją bardzo trudną i dotąd w Polsce poza starymi komunistami, którzy już nie żyli, nikt jej w całości «nie przerobił»” – zauważa, nie bez racji, Barbara Fijałkowska, biografka dokonań osławionego oficera UB[3].

Tragiczna śmierć wielu wspaniałych ludzi pobudzać musi do refleksji nad tysiącami niewinnie więzionych i zamordowanych AK-owców, którzy za walkę z hitlerowskim okupantem otrzymali „nagrodę” w postaci więzień, deportacji, prześladowań, tortur i świadomego wymazywania z pamięci społeczeństwa. Do gorzkiej refleksji pobudza również kwestia katyńska i nie tylko swoiście pojmowana moralność sowiecka, ale przede wszystkim obecne podejście rządów państw zachodnich i instytucji międzynarodowych, które, jak się wydaje, nie wyciągnęły żadnych wniosków z II wojny światowej i późniejszych wydarzeń.

Jestem przekonany, że książki ukazujące postaci żyjące w trudnych czasach wojny i powojennych są potrzebne, choćby tylko po to, by ocalić pamięć autentycznego bohaterstwa, widzianego nie tylko jako podstawowy, a zarazem prosty obowiązek wierności ojczyźnie. Moje bohaterki nigdy nie wyrzekły się swoich ideałów. Często wykazywały większą odporność i powściągliwość aniżeli niejeden mężczyzna. Oto niezwykła opowieść o Polkach, dla których los okazał się niełaskawy i nie pozwolił im cieszyć się pełnią życia.

1 H. Samson, Obnażona Wiera Gran, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9401039,Obnazona_Wiera_Gran.html; dostęp: 07.07.2014.

2 M. Tomkiewicz, Bomby i myszy. Powieść mieszczańska, Londyn 1966, s. 99.

3 B. Fijałkowska, Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce, Olsztyn 1995, s. 189.

Eugenia Lewicka (1896–1931)

Józef Piłsudski podczas zwiedzania wyspy Madery łodzią motorową. Widoczna m.in. lekarka Marszałka Eugenia Lewicka. Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji, NAC sygnatura 1-A-127-9, na licencji Creative Commons, wikipedia.org/wiki/Plik:Eugenialewicka

Rozdział I   Klątwa marszałka Piłsudskiego

Życie Piłsudskiego opisywano już wielokrotnie. Na ogół jednak autorzy skupiali się na jego działalności politycznej, o życiu prywatnym czasem tylko wspominając. Ostatnio pojawiło się jednak kilka ważnych pozycji, skupiających się na życiu uczuciowym marszałka, które tę lukę nieco wypełniły. Spośród pięciu kobiet, które Komendant darzył uczuciem, dwie skończyły w tyleż tragicznych, co i zastanawiających okolicznościach. Niestety, zagadka ich tajemniczych śmierci do dzisiaj nie została wyjaśniona. Zresztą o kobietach tych niewiele wiadomo, najczęściej są oceniane przez pryzmat opinii Piłsudskiego lub jego otoczenia. Zacznijmy jednak od początku.

Maria z Billewiczów Piłsudska, matka Józefa Piłsudskiego, była kobietą wątłą i chorowitą, a mimo to wydała na świat aż dwanaścioro dzieci. Marszałek ubóstwiał swą matkę. To ona uczyła młodego Józia patriotyzmu. Nic dziwnego, że na zawsze znalazła miejsce w jego sercu.

Z uwagi na bliskie pokrewieństwo rodziców, na zawarcie ślubu z Marią, o dziesięć lat młodszą od swego męża, który w roku zawierania małżeństwa liczył 30 lat, zgodę musiał wyrazić biskup. Było to zresztą podstawą do snucia przypuszczeń, że z tego powodu na rodzinę spadło wiele nieszczęść. Jedna z sióstr przyszłego marszałka zmarła w młodym wieku jako obłąkana, a dwoje bliźniąt odeszło jeszcze w wieku niemowlęcym[4].

„Jest pewnym paradoksem, że ten silny człowiek polskiej polityki, porównywany bardzo często do Herkulesa nie tylko przez apologetów, wyrastał w cieniu matki i moglibyśmy powiedzieć, że był niemalże maminsynkiem” − zauważył Tomasz Nałęcz. „Z bardzo wielu przekazów, a także ze wszystkich przekazów Piłsudskiego, który bardzo często wracał wspomnieniami do czasów dzieciństwa, widać dominujący wpływ matki. Postać ojca właściwie wcale się nie pojawia, chociaż to była kochająca się pełna rodzina i ojciec nie funkcjonował na marginesie”[5].

Jeśliby szukać w naszych niezbyt odległych dziejach przykładu klasycznego macho, traktującego kobiety instrumentalnie, Józef Piłsudski nadawałby się do tego idealnie. Powiedzieć, że Komendant był kochliwy, to z pewnością za mało! On wprost uwielbiał chełpić się swoimi podbojami. W dzisiejszych sfeminizowanych czasach taka postawa mogłaby razić, ale w jego epoce wizerunek „twardziela” był nieodzownym elementem działalności politycznej. Toteż kobiety lgnęły do tego owianego legendą bojowca niczym pszczoły do miodu.

Był wyjątkowo czuły na ich wdzięk i urodę. Życie prywatne Marszałka, jak na męża stanu, było dość nietypowe. Nie mieściło się w ówczesnych konwencjach obyczajowych. Jego pierwsze małżeństwo naznaczył długoletni romans z koleżanką z PPS. Spokój drugiego związku zachwiała „przyjaźń” z piękną lekarką, młodszą od niego o 30 lat.

Niekonwencjonalne koleje życia prywatnego Naczelnego Wodza wykorzystali skrzętnie jego polityczni przeciwnicy. W prawicowej prasie Narodowa Demokracja, która głosiła hasła odnowy moralnej, atakowała lewicę. Piłsudskiego i skupionych wokół niego polityków przedstawiano jako rozpustników. Ganiono na przykład za to, że kilka miesięcy wcześniej zdradzona żona generała Kasprzyckiego wyskoczyła z okna, a żona generała Sosnkowskiego popełniła samobójstwo[6].

Opinię publiczną bulwersowało również drugie małżeństwo prezydenta Mościckiego z dużo młodszą od niego byłą żoną adiutanta, którego skłonił do rozwodu. Przez pewien czas plotkowano także o ciepłych stosunkach Marszałka z Kazimierą Iłłakowiczówną. W latach 1925–1935 była ona jego osobistą sekretarką. W tym przypadku sympatia była jednak raczej jednostronna. To poetka okazywała uwielbienie. Niektórzy biografowie uważają, że za zauroczeniem osobowością szefa kryło się nieodwzajemnione uczucie[7]. Ale po kolei.

Gdy w 1887 roku Piłsudski został skazany na pięć lat zesłania, trafił do Kirieńska we wschodniej Syberii, gdzie dotarł w przeddzień Wigilii. Kirieńsk był niewielkim miasteczkiem, prawie wsią z typowo syberyjską, drewnianą zabudową. Żyła tam dość liczna kolonia polskich zesłańców. Ziuk − na Kresach bowiem zdrobniale nazywano Józefa Juziukiem lub Ziukiem − zaprzyjaźnił się ze Stanisławem Landym i właśnie w jego domu poznał pierwszą kobietę swego życia − Leonardę Lewandowską[8].

Gorąca miłość w syberyjskich mrozach

Zachowało się trzydzieści listów Piłsudskiego do Leosi, pisanych już w późniejszym okresie, gdy zostali rozdzieleni. Wynika z nich, że Ziuk kochał Leosię i był przez nią kochany, że obojgu miłość ta sprawiała wiele radości i dawała nadzieję na przetrwanie. Piłsudski wspominał w nich, jak szybko i przyjemnie upłynął mu czas, gdy nie chcąc nocą przechodzić przez skutą lodami Lenę, został u Leosi do rana[9].

Zdaniem Ludwika Malinowskiego dzięki tej miłości Piłsudski odzyskał to, czego został tak nagle i brutalnie pozbawiony, przede wszystkim namiastkę rodzinnego domu, bliskość osoby kochanej i kochającej. Tęsknota za domem i najbliższymi sprawiała, że coraz bardziej przywiązywał się do Leosi. Nie był to, jak się wydaje, przelotny romans, lecz prawdziwa miłość. Ale już ich, a właściwie jego późniejsza korespondencja mogłaby wprawić w zdumienie niejednego psychologa: Piłsudski bez ogródek pisał o innych swoich związkach, traktując Leosię raczej jak spowiednika niż kochankę.

Jak wynika z listów, Leosia była nie tylko czułą i kochającą przyjaciółką, podporą duchową, ale również organizatorką domowego życia; osobą, która dbała o sprawy bytowe, o porządek w domu i gorące posiłki. Zachowana fotografia przedstawia dziewczynę o prawie chłopięcym wyglądzie, z krótkimi, zaczesanymi do tyłu włosami, ogromnymi oczami o poważnym spojrzeniu.

„On bardzo kobiety cenił” – zwraca uwagę na ciekawy rys charakterologiczny Komendanta Roman Zawadzki. „To matka stworzyła mu taki wzór kobiety pozytywnej, czyli kobiety ciepłej, serdecznej, od której człowiek nie spodziewa się niczego złego. Stąd miał takie zaufanie do kobiet i był wobec nich bardzo otwarty i szczery. Ba, na podstawie ocalałych relacji można wywnioskować, że jeśli się komuś zwierzał, to właśnie kobietom – przy nich się rozluźniał…”[10].

Z pewnością wart uwagi jest fakt, że druga żona Piłsudskiego, Aleksandra, pisząc o pobycie swego męża na Syberii, ani słowem nie wspomina o Leonardzie. Jak się łatwo domyślić, nie jest to przypadkowe przemilczenie, gdyż niewątpliwie wiedziała o niej, chociażby z publikacji o Piłsudskim, jakie ukazały się jeszcze przed II wojną światową.

„Dzięki temu, że cztery czy pięć razy siedziałem przy stole koło marszałkowej, to oczywiście jak najbardziej uprzejmie i taktownie starałem się od niej wyciągnąć, co tylko się dało o Marszałku” – przyznaje Wacław Zbyszewski. „Marszałkowa mówiła mało, była bardzo ostrożna, bardzo formalna […], nigdy nie mówiła o swoim mężu «Ziuk» czy «Marszałek», ale zawsze «mój mąż» i wszystko, co na moje pytania odpowiadała, było tylko i wyłącznie poprawnymi banałami”[11].

Wkrótce w listach do zakochanej Leosi zaczął coraz częściej pisać o innych kobietach, zwłaszcza o dwóch Polkach z Ukrainy. Nie zważając na uczucia biednej kobiety, donosił jej na przykład, że jedna z nich jest bliska zakochania się w nim i gdyby chciał, to bez większego trudu zawróciłby jej w głowie. Można sobie tylko wyobrazić, co czuła po przeczytaniu takich słów: „Leosiu! Nie pisałem ci tak długo, dlatego że nie miałem siły i serca ci powiedzieć, że stosunek nasz taki, jakim był, nadal pozostać nie może. Leosiu! Zapomnij o mnie, jam ciebie nie godzien i jeżeli możesz, przebacz mi. Chciałbym… lecz nie wszystkiego, co bym ci chciał powiedzieć, papieru nie starczy, więc wszystko jedno Miła, Droga bądź szczęśliwa”[12].

Nie wiadomo, kto zwiódł wówczas na pokuszenie Piłsudskiego, ale jakie to mogło mieć znaczenie dla porzuconej Leonardy? Za szczyt megalomanii mężczyzny uznać można obwinianie Leosi o to, że związek z jej następczynią – mówiąc kolokwialnie – nie wypalił, ponieważ Marszałek wciąż… coś do niej czuł! Przyszły Naczelny Wódz sił zbrojnych Polski nie miał odwagi zerwać z pierwszą miłością, tylko „łaskawie” pozostawił jej możliwość podjęcia decyzji. Widać łatwiej zdobyć się na męstwo na polu bitwy, niż wykazać odwagą cywilną.

Niektórzy tę jego żołnierską „wrażliwość” tłumaczą rubasznym poczuciem humoru oraz nawykami nabytymi w czasie wojny, kiedy takie kontrowersyjne zachowanie było jak najbardziej usprawiedliwione. Ponoć Komendant dla podreperowania morale wojska miał nawet zwyczaj żartować z rannych, czego przykładem może być jego reakcja na zachowanie żołnierza rozpaczającego po stracie nogi. Piłsudski miał mu wówczas powiedzieć: „Czego krzyczysz… tylko noga? A tamtemu głowę urwało i nie krzyczy, a ty o takie głupstwo”[13].

Tę prostotę Piłsudskiego minister spraw zagranicznych Włoch, hrabia Carlo Sforza tak tłumaczył: „[…] po prostu był to syn szlachty polskiej, hałaśliwej klasy pasowanych wojowników, czasami samoofiarnych i aktywnych, lecz przeważnie leniwych i darmozjadów, zawsze nieżyciowych, nierealnych i nietrzeźwych, gdyż marzenia ich są zbyt górnolotne i zbyt dalekie, niemających zrozumienia mentalności europejskiej, ani też pojęć potrzeb ludzi niezrodzonych do miecza”[14].

Leonarda domagała się wyjaśnień i już w październiku otrzymała odpowiedź. Była ona jednak bardzo wykrętna. Ziuk przyznawał, że zbliżył się do innej kobiety, ale że już z nią nie jest. Prosił także o wybaczenie:

„[…] Leosiu, jeżeli ty po dojrzałym i dobrym namyśle przekonasz się, że ten wypadek nie zostawi śladu, nie mówię w stosunku twoim ku mnie, lecz w twem sercu i uczuciu, zatelegrafuj mi tak: «Piszi». Jeżeli zaś przekonasz się, że po zaszłem ty nie możesz patrzeć na mnie tak jak dawniej, nie zwracaj uwagi na to, że będzie to na razie ciężko, pomyśl wszak: to cała przyszłość od tego zależy, wtedy telegrafuj: «nie piszi»”[15].

Mimo, że Leokadia nie zerwała kontaktu, to dalsza korespondencja między kochankami nie była już tak ożywiona. Listy, zwłaszcza te od Piłsudskiego, stawały się coraz chłodniejsze i jakby obojętne. Trudno powiedzieć coś o nastawieniu drugiej strony, zwłaszcza że władze carskie nałożyły na nie cenzurę pocztową. Korespondencja urwała się nagle i już nigdy nie została wznowiona. Nic dziwnego, że po powrocie z zesłania, które nastąpiło latem 1892 roku, nie pojechał do Leosi na Ukrainę.

Postępowanie Piłsudskiego próbował tłumaczyć Wacław Jędrzejewicz: „Było to coś nowego w monotonnym życiu zesłańca, lecz trwało krótko, zaledwie jeden rok, gdyż w lipcu 1890 r. Leosia Lewandowska po odbyciu kary wyjechała na Ukrainę. Jeszcze czas jakiś trwała ich korespondencja, lecz uczucia, powstałe w tak innych warunkach na Syberii, nie ostały się w nowej sytuacji życia po powrocie Piłsudskiego z zesłania”[16].

Mężczyznę stać było zaledwie na wysłanie do niej listu z Ciechocinka. Co symptomatyczne: nie nazywał jej już „Leosią”, „Leosieńką”, „Mileńką”, „Ukochaną”, ale zwracał się oficjalnie „Szanowna Panno Leonardo”[17]. Na ten zdawkowy, wyzbyty dawnej serdeczności list kobieta musiała czekać ponad pół roku! Widać miłość do Leonardy przypominała już skutą lodem syberyjską rzekę, nad której brzegiem się zaczęła. Mimo to kobieta chyba liczyła na cud, bo dopiero na wieść o ślubie Marszałka popełniła samobójstwo, które zresztą − to bardzo ciekawy rys w charakterze Komendanta − niezbyt go przygnębiło.

Piękna pani

Nim doszło do tej tragedii, przyszły marszałek, po pięciu latach zesłania, zjawił się w Wilnie. Był 1 lipca 1892 roku. Trudy syberyjskiego bytowania, wyprawy łowieckie, wyrąb tajgi i inne przeżycia sprawiły, że nie został rozpoznany nawet przez… ukochaną siostrę Zulę, czyli Zofię Kadenacową[18].W tym czasie Piłsudski miał prawie trzydzieści lat i był niewątpliwie przystojnym mężczyzną. Tak opisywał go działacz PPS Józef Dąbrowski:

„Towarzysz Wiktor, dla bliższych znajomych – Ziuk, a dla najbliższych, zwłaszcza dla towarzyszek – oczywiście zaocznie – Ziuczek, był wtedy trzydziestoletnim bardzo przystojnym i zawsze starannie ubranym mężczyzną. Wzrost – więcej niż średni, sylwetka lekko pochylona, gęsta, ciemna, ostrzyżona średnio na jeża i odporna wszelkim usiłowaniom grzebieniowym czupryna, twarz okolona gęstą, w różny sposób, przeważnie jednak na tępy szpic przyciętą brodą, duży nastroszony wąs, wysunięte w przód i wciąż jakby dmuchające wargi – to jego ówczesny portret. Przy pierwszym spotkaniu Wiktor sprawiał niezwykle sympatyczne wrażenie […]. Mówił Wiktor apodyktycznie z wielką pewnością siebie i swego zdania. […] Styl miał ładny i często wytworny; w prywatnych zaś pogawędkach jego serdeczny śmiech, jakim co chwila wybuchał, dowcipy, specjalny ich, gęsto przetykany rosyjskimi charakterystycznymi wyrażeniami język, a przy tym proste ujmowanie każdej sprawy, usposabiały doń bardzo mile”[19].

Wacław Sieroszewski, ówczesny publicysta „Dziennika Polskiego”, choć był ideowym oponentem Piłsudskiego, przyznawał: „Dziwna jest tajemnica jego siły. Opowiadają o magnetycznym wpływie stalowych jego oczu, pod krzaczastymi brwiami głęboko w czaszce osadzonych. Ale te oczy działają pewno dlatego tak magnetycznie, że okala je aureola legendy. […] Tajemnica jego siły nie daje się przez analizę rozłożyć na elementy proste”[20].

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

4 Zob. L. Malinowski, Dramaty ludzi władzy II Rzeczypospolitej, Łomża 2001, s. 205.

5 Zapis ścieżki dźwiękowej filmu dokumentalnego Marszałek Józef Piłsudski – Człowiek, który dał nam wolność, reż. A. Rogala, Polska 2009.

6 Zob. I. Sobczyk, Kobiety w życiu Marszałka, „Kalejdoskop Tygodnia” 1996, 24 maja, s. 14.

7 Ibidem.

8 W. Suleja, Józef Piłsudski, Wrocław 1995, s. 17.

9 Zob. Piłsudski, Listy, „Zeszyty Historyczne” 1962, z. 2, s. 166.

10 Zapis ścieżki dźwiękowej filmu dokumentalnego Marszałek Józef Piłsudski – Człowiek, który dał nam wolność, reż. A. Rogala, Polska 2009.

11 W. Zbyszewski, Gawędy o ludziach i czasach przedwojennych, Warszawa 2000, s. 104.

12 J. Piłsudski, op. cit., s. 180.

13 I. Kienzler, Kobiety w życiu Marszałka Piłsudskiego, Warszawa 2012, s. 223.

14 L. Malinowski, Dramaty…, s. 225.

15 J. Piłsudski, Listy…, s. 181.

16 W. Jędrzejewicz, Józef Piłsudski 1867–1935. Życiorys, Londyn 1993, s. 8.

17 J. Piłsudski, Listy…, s. 228.

18 W. Suleja, op. cit., s. 21.

19 J. Grabiec (Józef Dąbrowski), Czerwona Warszawa przed ćwierćwiekiem, Poznań 1925, s. 74–75.

20 Cyt. za: [B. Motz], Józef Piłsudski – Twórca Legionów i Polskiej Organizacji Wojskowej. Obecnie Tymczasowy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Wódz Naczelny Wojsk Polskich, Paryż [1919], s. 4.