12,99 zł
Autor w barwny sposób opisuje walkę oddziałów brytyjskich i włoskich na terenach Afryki Północnej w latach 1940–1943. Zacięte zmagania wśród piasków pustyni, ze zmiennym szczęściem, toczyli wówczas nie tylko żołnierze różnych rodzajów broni, ale także agenci wywiadów mocarstw zaangażowanych w konflikt. Dzięki zdolności autora do dobrej narracji książkę czyta się szybko i przyjemnie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Słońce powoli wstawało nad pustynią i rozpraszało rześki chłód poranka. Upłynęła szósta, potem i ósma godzina rano, a zapowiedzianego samochodu z Kompanii Auto-Sahara nie było. Cienci wyjął z futerału lornetkę i jeszcze raz omiótł ginący w rozedrganym powietrzu kraniec wyschniętego wadi1. Pusto. Zszedł z wydmy po skrzypiącym piasku do samochodu. Wóz stał w niszy utworzonej przez dwie wysokie, usypane przez wiatr, diuny. Był całkowicie zasłonięty, a jednocześnie z miejsca, w którym stał, można było obserwować długi odcinek wyschniętego koryta rzeki, która teraz pozbawiona kropli wody służyła jako droga.
Cienci włożył lornetkę do futerału i sięgnął po manierkę z wodą. Pociągnął długi łyk i skrzywił się z niesmakiem – była już ciepła i miała niemiły, metaliczny smak. Pomyślał z żalem: to nie to samo, co filiżanka pachnącej i aromatycznej kawy, jaką pił jeszcze trzy dni temu w Kairze.
Opuścili Kair wczesnym popołudniem, chcąc wykorzystać chłód nocy na jazdę. Robi tak wiele osób jadących na południe, więc nie wzbudziło to niczyich podejrzeń. Cóż zresztą mogło być dziwnego, że właściciel jednego z większych magazynów wyrobów skórzanych i przy tym ich dostawca dla jednostek armii brytyjskiej stacjonujących w delcie Nilu, jak co roku udaje się do Sudanu po zapas nowych skór.
Lewantyńczyk Dżalid znany był z obrotności i znakomitej intuicji kupieckiej. Zabierał zwykle ze sobą swoją prawą rękę w przedsiębiorstwie – kuzyna Ahmeda – ale tym razem w samochodzie obok niego siedział znajomy, który przyjechał do Kairu kilka tygodni temu. Dżalid przedstawiał go hurtownikom jako przedstawiciela jednej z tureckich kompanii, zajmujących się handlem skórami.
Cienci zrozumiał, że rozmowa jest skończona. Odruchowo zasalutował – w dalszym ciągu był jeszcze ubrany w kombinezon lotniczy, który dostał w Kufrze – i wyszedł z pokoju. Szefostwo wywiadu ulokowało go w dwuosobowym apartamencie przeznaczonym dla wyższych oficerów. Z przyjemnością wziął prysznic i wyciągnął się na łóżku. Ale sen, mimo zmęczenia, nie przychodził.
Po chwili wrócił myślami do wyjazdu z Kairu. Jemu udało się powrócić bezpiecznie, ale niepokoił się, czy nie naprowadził kontrwywiadu brytyjskiego na ślad trzech siatek włoskich. W ten sposób wywiad włoski pozbawiony by został napływu świeżych wiadomości. Odrzucił tę myśl od siebie, zachował przecież maksimum ostrożności.
Cienci był zwolennikiem koncepcji Wielkich Włoch, przypominających zasięgiem imperium rzymskie. Na rok przed agresją przeciw Abisynii, w 1935 r., występując w charakterze kupca, zjeździł cały kraj wzdłuż i wszerz, prowadząc rozpoznanie terenu i miejscowych stosunków.
Nawiązał kontakty z przedstawicielami kilku rodów arystokratycznych przeciwnych Hajle Sellasje i gotowych sprzymierzyć się z każdym, aby sięgnąć po tron w Addis Abebie. Wyniki działań Cienciego i innych podobnych mu agentów ułatwiły w dużym stopniu Włochom wykorzystanie waśni wewnętrznych do podboju Abisynii. Wbrew pozorom nie było to łatwe. Mimo iż armia abisyńska nie dysponowała żadnym uzbrojeniem poza zwyczajnymi karabinami, podbój zajął wiele miesięcy. Przeciwko bezbronnym rzucono czołgi, samoloty i artylerię, a mimo to zwycięstwo zostało okupione dużymi stratami. Zresztą kraj nie został nigdy pokonany do końca – w górach niepodzielnie królowała partyzantka abisyńska.
Cienci, podobnie jak wielu jego współpracowników z wywiadu i wojska, w napięciu obserwował przebieg działań wojennych po napadzie Niemiec hitlerowskich na Polskę. Wypowiedzenie wojny przez Francję i Wielką Brytanię odczytano w pierwszej chwili jako zapowiedź początku końca III Rzeszy. Ale obydwa mocarstwa, wbrew obietnicom, nie tylko nie pospieszyły Polsce z pomocą, lecz również nie podjęły rzeczywistych działań przeciwko Niemcom.
Przedłużanie się „dziwnej wojny” ugruntowało przekonanie w elicie partii faszystowskiej i Naczelnym Dowództwie, iż zwycięstwo Niemiec hitlerowskich jest tylko kwestią czasu. Duce na posiedzeniach Wielkiej Rady Faszystowskiej snuł plany zajęcia znacznej części śródziemnomorskiego wybrzeża Francji, Grecji, Egiptu, krajów Maghrebu i Sudanu.
– Zbliża się okres radykalnego zwrotu w historii Włoch. Nie możemy przegapić właściwego momentu – grzmiał duce, wsłuchując się z zadowoleniem w ton własnego głosu.
Gospodarkę Włoch przestawiono na tory wojenne, dążono do powiększania produkcji zbrojeniowej, ale brakowało wszystkiego – surowców, pieniędzy na ich stałe zakupy. Kraj boleśnie odczuwał wysiłek zbrojeniowy.
W Libii lądowały ciągle nowe jednostki, a przez Kanał Sueski płynęły statki z wojskiem, sprzętem i zaopatrzeniem dla formowanych armii w graniczącej z Sudanem Erytrei i na przygraniczu somalijsko-kenijskim. Czynione przygotowania były widoczne, a ich rozmiary znane dowództwu wojsk brytyjskich stacjonujących w strefie Kanału.
Niejednokrotnie zwracano się z zapytaniem do Londynu, czy nie należałoby zamknąć Kanału dla włoskich transportów wojskowych. Ale za każdym razem odpowiedź była negatywna. Mimo wkroczenia Niemiec do Francji, Belgii i Holandii, Włochy nie wypowiedziały wojny i dlatego w Londynie uważano, że im dłużej uda się utrzymać ten stan, tym lepiej. Stąd nie podejmowano kroków, które Włochy mogłyby potraktować jako pretekst do zerwania stosunków.
Rzym odczytał brak reakcji brytyjskiej jako objaw słabości i ugrupowania prące ku wojnie wykorzystywały to jako argument przemawiający za wykorzystaniem sytuacji dla zajęcia Egiptu i Sudanu jednoczesnym uderzeniem.
Cienci do wieczora przeglądał i porządkował przywiezione materiały, a potem, przy filiżance kawy, zasiadł do pisania raportu. Był zadowolony z realizacji zadań, których się podjął. Działające od kilku lat siatki włoskie zdołały dość dobrze rozpoznać strukturę i uzbrojenie jednostek brytyjskich stacjonujących w Egipcie, sieć dróg i lotnisk, portów oraz system zabezpieczenia Kanału Sueskiego.
Jednym z najcenniejszych kontaktów dla wywiadu włoskiego, którego utrzymanie kosztowało bardzo wiele, był pracownik kartoteki policji kryminalnej w Kairze. Dostarczył on wielu cennych informacji o osobistościach świata kairskiego i dworu króla Faruka. Za jego pośrednictwem trafiono również do kilku oficerów brytyjskich zaplątanych w z góry przygotowane afery. Cienci zabrał ze sobą listę potencjalnych kandydatów do werbunku. Byli to ci, którzy popełnili wykroczenia finansowe, zatajone przy pomocy znacznej łapówki, albo też prowadzili nielegalne transakcje.
Korupcja panująca w administracji króla Egiptu Faruka stanowiła wodę na młyn wywiadu włoskiego. Nie było to zadanie zbyt skomplikowane, ponieważ sam król był cichym zwolennikiem Włoch.
Penetrację agentur włoskich, a później, jak się okazało, i niemieckich ułatwiała sytuacja w Egipcie. Do 1936 roku kraj pozostawał pod okupacją Wielkiej Brytanii. Układ z 26 sierpnia 1936 roku zapewnił Egiptowi niepodległość, która miała jednak jedynie formalny charakter – nadal pozostały tu wojska brytyjskie pod pretekstem ochrony Kanału Sueskiego. Ponadto miały one prawo do korzystania z lotnisk, dróg i zasobów materialnych kraju. Stan ten w pełni odpowiadał królowi Farukowi, o którym wiadomo było, że jest zainteresowany jedynie swoim bogatym życiem osobistym.
W dniu 3 września 1939 roku Egipt zerwał stosunki dyplomatyczne z Niemcami i Włochami, deklarując jednocześnie swoją neutralność.
Ambasada włoska w Kairze oraz konsulaty w Aleksandrii i Port Saidzie musiały zamknąć swoje podwoje. Od tej pory informacje zbierać mogły tylko agentury szeroko rozbudowanego wywiadu.
Nazajutrz w południe Cienci zameldował się z gotowym raportem. Składał się on z kilku części, poświęconych ocenie sytuacji politycznej w Egipcie, sile i wyposażeniu jednostek brytyjskich, a także zawierał plan podjęcia na tyłach frontu działalności dywersyjnej oraz sabotażowej. Całość dopełniały opisy lotnisk cywilnych i wojskowych oraz głównych arterii komunikacyjnych wraz z planem zablokowania ich przez grupy dywersyjne.
Pułkownik Bertollo przedyskutował z ich autorem nasuwające się wnioski, wniósł kilka własnych poprawek i raport, w zalakowanej kopercie z napisem „ściśle tajne”, znalazł się na biurku marszałka lotnictwa Balbo, szefa Comando Superiore in Libia, jednego z nielicznych dowódców włoskich, którzy nie ulegali magii cyfr przedstawiających potęgę armii włoskiej. Balbo zamyślił się nad raportem.
– Dowództwo brytyjskie jest obecnie w stanie skierować w rejon przygraniczny z Libią nie więcej niż piętnaście, dwadzieścia tysięcy ludzi. Całość sił brytyjskich, stacjonujących w Egipcie i Iraku, nie przekracza pięćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć tysięcy ludzi.
Marszałek z zaciekawieniem przerzucił kilka kartek i zatrzymał wzrok na opisie sił lotniczych.
– No cóż, wszystko wskazuje na to, że nasza Regia Aeronautica ma więcej maszyn, ale czy rzeczywiście jesteśmy silniejsi, na to sam nie potrafię odpowiedzieć.
Podszedł do olbrzymiej mapy zajmującej całą ścianę.
– Dwadzieścia, no powiedzmy trzydzieści tysięcy ludzi do utrzymania frontu o długości trzystu kilometrów – powiedział sam do siebie. – Ale z drugiej strony nie należy zapominać, iż najkrótsza droga do Kairu wiedzie wzdłuż wybrzeża, co bardzo skraca front i ułatwia obronę, a nam utrudnia atak.
Ciszę, która zapanowała w gabinecie, przerwał dzwonek telefonu.
– Panie marszałku – w słuchawce rozległ się głos adiutanta – nasłuch donosi, iż we Francji wojska niemieckie przełamały linię obrony i spychają siły francuskie ku pozycjom na rzekach Somma i Aisne. Ponadto w przedpokoju czeka oficer dyżurny z pilnym szyfrogramem z Rzymu.
– Dobrze, niech wejdzie – powiedział Balbo.
Po chwili miał przed sobą zieloną kartkę papieru przekreśloną czerwonym paskiem, przez który biegły słowa: „Natychmiastowy przylot z materiałami do Rzymu”.
Były to ostatnie dni maja 1940 roku.
Samolot wylądował miękko na wojskowym lotnisku pod Rzymem. Przy schodkach na marszałka Balbo i towarzyszące mu osoby czekała grupa oficerów z Naczelnego Dowództwa. Przybysze z Afryki z przyjemnością wchłaniali rześkie i chłodne powietrze czerwcowe.
Nie to co w Trypolisie – pomyślał Cienci.
W sztabie Comando Supremo zostali przyjęci przez głównodowodzącego marszałka Pietro Badoglio. Wysłuchał on z uwagą zwięzłego raportu Balbo. W skupieniu przeczytał raz jeszcze wręczone mu memorandum na temat sytuacji militarnej w Afryce Północnej.
– Marszałku – zwrócił się do Balbo – sprowadziłem tutaj pana wraz z grupą najbliższych współpracowników i ekspertów po to, abyśmy wspólnie przeanalizowali sytuację na pograniczu libijsko-egipskim oraz w Afryce Wschodniej. Dzień przed panem do Rzymu przyleciał wysłannik wicekróla, księcia d’Aosta, dowódcy naszych wojsk w Erytrei i Abisynii. Znam obecnie pański punkt widzenia i zgadzam się z szeregiem wniosków, w szczególności dotyczących stanu przygotowań wojsk brytyjskich. Wydaje mi się, iż dzieli nas pogląd w sprawie słuszności podejmowania w najbliższym czasie działań ofensywnych. Za trzy godziny przyjmie nas duce, który – znając pański pogląd na sprawę – wyraził życzenie spotkania się z panem i wysłannikiem wicekróla. Teraz prześlę mu pański raport. Tymczasem proszę zapoznać się z ostatnimi meldunkami z działań wojennych we Francji: wojska francuskie i brytyjskie zamknięte w rejonie Dunkierki albo przedostały się do Anglii, albo trafiły do niewoli. Wynik całej batalii nie powinien już budzić wątpliwości.
Gabinet Mussoliniego w Palazzo Venezia był urządzony z przepychem. Stylowe meble tonęły w olbrzymiej sali, która swoim rozmiarem miała wzmacniać w gościach wrażenie potęgi jej właściciela.
Mussolini, po krótkim powitaniu, przystąpił natychmiast do sedna sprawy.
– Panowie – nasz niemiecki sojusznik zdecydowanie przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Nie tylko dla tak wytrawnych strategów jak wy jest rzeczą oczywistą, iż dni Francji są policzone. Siły brytyjskie we Francji zostały rozbite; z Dunkierki na Wyspy dotarły już nie jednostki, ale grupy rozbitków. Cały ciężki sprzęt pozostał na polach bitewnych. Armia brytyjska przestała się praktycznie liczyć. Te jednostki, które stoją obecnie na wyspie, za żadną cenę nie zostaną z niej wycofane. Jestem głęboko przekonany, że już niedługo i one znajdą się w ogniu.
Mussolini wstał i zaczął nerwowo przechadzać się po miękkim, puszystym dywanie.
– Włochy nie mogą przeoczyć – nie wykorzystać – najlepszej okazji, jaka się nam obecnie nadarza. Możemy za jednym zamachem poprawić granicę z Francją i rozbudować nasze imperium afrykańskie. Marszałku Badoglio, proszę przejść do mapy i krótko zreferować sytuację w Afryce Wschodniej i na pograniczu egipsko-libijskim.
Badoglio wstał, wyjął z neseseru kilka stron maszynopisu i podszedł do mapy. Zaczął mówić:
– Generalnie rzecz biorąc, sytuacja militarna jest dla nas korzystna. Zaczynając od Africa Settentrionale – w Libii należy stwierdzić, że w wyniku konsekwentnych wysiłków od 1936 roku rozbudowaliśmy sieć dróg i lotnisk oraz wznieśliśmy w rejonach przygranicznych pas umocnień. Droga nadmorska pozwoli na szybkie przerzucenie rezerw. Przez porty w Tobruku, Barce i Derne można bezpośrednio dostarczać wyposażenie z Włoch. W chwili obecnej mamy w Libii pod bronią dwieście siedem tysięcy ludzi. Piąta armia osłania Trypolitanię i granicę z Tunezją na wypadek ataku wojsk francuskich. W Cyrenajce stacjonują jednostki dziesiątej armii. Południe osłania specjalnie sformowana dywizja saharyjska. Wojska te dysponują osiemdziesięcioma czterema nowoczesnymi bombowcami, stu czterdziestoma czterema myśliwcami i stu trzynastoma maszynami transportowymi i rozpoznawczymi. Dysponujemy również wystarczającą ilością sprzętu zmechanizowanego. Pewnym niedostatkiem jest słabość naszej artylerii przeciwpancernej.
Mussolini przerwał niecierpliwie:
– Pomyślcie, panowie, że gdy wkroczyliśmy do Libii, wystarczało nam osiemdziesiąt tysięcy ludzi. Teraz mamy dwa i pół raza więcej. Marszałku, proszę nie wchodzić w szczegóły… A teraz Afryka Wschodnia.
Badoglio ciągnął:
– I tutaj, w ciągu krótkiego czasu, zdołaliśmy zgromadzić znaczne siły, które w moim przekonaniu są w pełni zdolne nie tylko do połączenia się z jednostkami, które dotrą do Kairu, ale i zajmą całe Somali Brytyjskie i Kenię. Łącznie nasze siły liczą tam trzysta pięćdziesiąt tysięcy ludzi.
– Marszałku Balbo, raport jest znakomity – powiedział duce. – Duża zasługa pańska i majora Cienci. Myślę, że już niedługo będziemy mogli tytułować go pułkownikiem.
Cienci poczuł, jak rumieniec zalał mu twarz.
Ale Mussolini zmienił temat:
– Co mogą przeciwstawić nam Francuzi i Brytyjczycy? Myślimy bowiem o zrealizowaniu marzenia Rady Faszystowskiej – utworzenia w Afryce drugich Włoch… Wnioski są jednoznaczne: musimy uderzyć teraz. Ani chwili później.
Badoglio, wiedząc że decyzja zapadła, oddał głos Balbo.
Balbo mówił spokojnie, ale twardo:
– Duce, pragnę zwrócić uwagę, iż naszym wojskom w Trypolitanii i Cyrenajce brakuje artylerii przeciwpancernej i przeciwlotniczej oraz czołgów zdolnych do walki z Brytyjczykami. Ci ustępują liczebnie, ale przewyższają nas jakością sprzętu. Ponadto – kluczowe – brakuje wyposażenia, paliwa, amunicji. Nasze wojska są niewyszkolone. Bez przynajmniej jednej dywizji pancernej oraz znacznych posiłków kampania jest ryzykowna. Jedyna możliwa formuła to wojna błyskawiczna.
Mussolini skrzywił się:
– Marszałku, wszyscy dowódcy powtarzają tę samą melodię…
Następnie zwrócił się do Furriego, przedstawiciela wojsk wschodnioafrykańskich.
– Na 350 tysięcy ludzi tylko 60 tysięcy to Włosi. Reszta – oddziały miejscowe, o ograniczonej lojalności – powiedział Furri. – Braki takie same jak w Cyrenajce. Ale wierzymy, że pokonamy Brytyjczyków w Somali i przejdziemy Sudan. Jednak wynik zależy od tego, jak szybko marszałek Balbo dotrze do Nilu.
Mussolini rozpromienił się:
– Bravissimo! Rozważymy przerzucenie eskadr z Dodekanezu i zwiększymy dostawy paliwa. A artylerię i ciężką broń piechoty można zdobyć po drugiej stronie – w Tunezji. Wystarczy po nią sięgnąć ręką.
– Marszałku Badoglio – odprawę uważam za zamkniętą. Proszę przygotować rozkazy. Nasze wojska należy postawić w stan gotowości. Wypowiedzenie wojny Francji i Anglii jest kwestią dni – jeśli nie godzin.
W drodze do sztabu Badoglio próbował łagodzić sytuację:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.Wadi – suche łożyska rzek na pustyniach płd.-zach. Azji i płn. Afryki, wypełniające się wodą tylko w porze deszczowej. [wróć]
