Pojedynek pod piramidami - Sławomir Klimkiewicz - ebook

Pojedynek pod piramidami ebook

Klimkiewicz Sławomir

0,0
12,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Autor w barwny sposób opisuje walkę oddziałów brytyjskich i włoskich na terenach Afryki Północnej w latach 1940–1943. Zacięte zmagania wśród piasków pustyni, ze zmiennym szczęściem, toczyli wówczas nie tylko żołnierze różnych rodzajów broni, ale także agenci wywiadów mocarstw zaangażowanych w konflikt. Dzięki zdolności autora do dobrej narracji książkę czyta się szybko i przyjemnie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Powrót majora Cienci

Słońce powoli wsta­wało nad pusty­nią i roz­pra­szało rześki chłód poranka. Upły­nęła szó­sta, potem i ósma godzina rano, a zapo­wie­dzia­nego samo­chodu z Kom­pa­nii Auto-Sahara nie było. Cienci wyjął z fute­rału lor­netkę i jesz­cze raz omiótł ginący w roze­dr­ga­nym powie­trzu kra­niec wyschnię­tego wadi1. Pusto. Zszedł z wydmy po skrzy­pią­cym pia­sku do samo­chodu. Wóz stał w niszy utwo­rzo­nej przez dwie wyso­kie, usy­pane przez wiatr, diuny. Był cał­ko­wi­cie zasło­nięty, a jed­no­cze­śnie z miej­sca, w któ­rym stał, można było obser­wo­wać długi odci­nek wyschnię­tego koryta rzeki, która teraz pozba­wiona kro­pli wody słu­żyła jako droga.

Cienci wło­żył lor­netkę do fute­rału i się­gnął po manierkę z wodą. Pocią­gnął długi łyk i skrzy­wił się z nie­sma­kiem – była już cie­pła i miała nie­miły, meta­liczny smak. Pomy­ślał z żalem: to nie to samo, co fili­żanka pach­ną­cej i aro­ma­tycz­nej kawy, jaką pił jesz­cze trzy dni temu w Kairze.

Opu­ścili Kair wcze­snym popo­łu­dniem, chcąc wyko­rzy­stać chłód nocy na jazdę. Robi tak wiele osób jadą­cych na połu­dnie, więc nie wzbu­dziło to niczy­ich podej­rzeń. Cóż zresztą mogło być dziw­nego, że wła­ści­ciel jed­nego z więk­szych maga­zy­nów wyro­bów skó­rza­nych i przy tym ich dostawca dla jed­no­stek armii bry­tyj­skiej sta­cjo­nu­ją­cych w del­cie Nilu, jak co roku udaje się do Sudanu po zapas nowych skór.

Lewan­tyń­czyk Dża­lid znany był z obrot­no­ści i zna­ko­mi­tej intu­icji kupiec­kiej. Zabie­rał zwy­kle ze sobą swoją prawą rękę w przed­się­bior­stwie – kuzyna Ahmeda – ale tym razem w samo­cho­dzie obok niego sie­dział zna­jomy, który przy­je­chał do Kairu kilka tygo­dni temu. Dża­lid przed­sta­wiał go hur­tow­ni­kom jako przed­sta­wi­ciela jed­nej z turec­kich kom­pa­nii, zaj­mu­ją­cych się han­dlem skó­rami.

Cienci zro­zu­miał, że roz­mowa jest skoń­czona. Odru­chowo zasa­lu­to­wał – w dal­szym ciągu był jesz­cze ubrany w kom­bi­ne­zon lot­ni­czy, który dostał w Kufrze – i wyszedł z pokoju. Sze­fo­stwo wywiadu ulo­ko­wało go w dwu­oso­bo­wym apar­ta­men­cie prze­zna­czo­nym dla wyż­szych ofi­ce­rów. Z przy­jem­no­ścią wziął prysz­nic i wycią­gnął się na łóżku. Ale sen, mimo zmę­cze­nia, nie przy­cho­dził.

Po chwili wró­cił myślami do wyjazdu z Kairu. Jemu udało się powró­cić bez­piecz­nie, ale nie­po­koił się, czy nie napro­wa­dził kontr­wy­wiadu bry­tyj­skiego na ślad trzech sia­tek wło­skich. W ten spo­sób wywiad wło­ski pozba­wiony by został napływu świe­żych wia­do­mo­ści. Odrzu­cił tę myśl od sie­bie, zacho­wał prze­cież mak­si­mum ostroż­no­ści.

Cienci był zwo­len­ni­kiem kon­cep­cji Wiel­kich Włoch, przy­po­mi­na­ją­cych zasię­giem impe­rium rzym­skie. Na rok przed agre­sją prze­ciw Abi­sy­nii, w 1935 r., wystę­pu­jąc w cha­rak­te­rze kupca, zjeź­dził cały kraj wzdłuż i wszerz, pro­wa­dząc roz­po­zna­nie terenu i miej­sco­wych sto­sun­ków.

Nawią­zał kon­takty z przed­sta­wi­cie­lami kilku rodów ary­sto­kra­tycz­nych prze­ciw­nych Hajle Sel­la­sje i goto­wych sprzy­mie­rzyć się z każ­dym, aby się­gnąć po tron w Addis Abe­bie. Wyniki dzia­łań Cien­ciego i innych podob­nych mu agen­tów uła­twiły w dużym stop­niu Wło­chom wyko­rzy­sta­nie waśni wewnętrz­nych do pod­boju Abi­sy­nii. Wbrew pozo­rom nie było to łatwe. Mimo iż armia abi­syń­ska nie dys­po­no­wała żad­nym uzbro­je­niem poza zwy­czaj­nymi kara­bi­nami, pod­bój zajął wiele mie­sięcy. Prze­ciwko bez­bron­nym rzu­cono czołgi, samo­loty i arty­le­rię, a mimo to zwy­cię­stwo zostało oku­pione dużymi stra­tami. Zresztą kraj nie został ni­gdy poko­nany do końca – w górach nie­po­dziel­nie kró­lo­wała par­ty­zantka abi­syń­ska.

Cienci, podob­nie jak wielu jego współ­pra­cow­ni­ków z wywiadu i woj­ska, w napię­ciu obser­wo­wał prze­bieg dzia­łań wojen­nych po napa­dzie Nie­miec hitle­row­skich na Pol­skę. Wypo­wie­dze­nie wojny przez Fran­cję i Wielką Bry­ta­nię odczy­tano w pierw­szej chwili jako zapo­wiedź początku końca III Rze­szy. Ale oby­dwa mocar­stwa, wbrew obiet­ni­com, nie tylko nie pospie­szyły Pol­sce z pomocą, lecz rów­nież nie pod­jęły rze­czy­wi­stych dzia­łań prze­ciwko Niem­com.

Prze­dłu­ża­nie się „dziw­nej wojny” ugrun­to­wało prze­ko­na­nie w eli­cie par­tii faszy­stow­skiej i Naczel­nym Dowódz­twie, iż zwy­cię­stwo Nie­miec hitle­row­skich jest tylko kwe­stią czasu. Duce na posie­dze­niach Wiel­kiej Rady Faszy­stow­skiej snuł plany zaję­cia znacz­nej czę­ści śród­ziem­no­mor­skiego wybrzeża Fran­cji, Gre­cji, Egiptu, kra­jów Magh­rebu i Sudanu.

– Zbliża się okres rady­kal­nego zwrotu w histo­rii Włoch. Nie możemy prze­ga­pić wła­ści­wego momentu – grzmiał duce, wsłu­chu­jąc się z zado­wo­le­niem w ton wła­snego głosu.

Gospo­darkę Włoch prze­sta­wiono na tory wojenne, dążono do powięk­sza­nia pro­duk­cji zbro­je­nio­wej, ale bra­ko­wało wszyst­kiego – surow­ców, pie­nię­dzy na ich stałe zakupy. Kraj bole­śnie odczu­wał wysi­łek zbro­je­niowy.

W Libii lądo­wały cią­gle nowe jed­nostki, a przez Kanał Sueski pły­nęły statki z woj­skiem, sprzę­tem i zaopa­trze­niem dla for­mo­wa­nych armii w gra­ni­czą­cej z Suda­nem Ery­trei i na przy­gra­ni­czu soma­lij­sko-kenij­skim. Czy­nione przy­go­to­wa­nia były widoczne, a ich roz­miary znane dowódz­twu wojsk bry­tyj­skich sta­cjo­nu­ją­cych w stre­fie Kanału.

Nie­jed­no­krot­nie zwra­cano się z zapy­ta­niem do Lon­dynu, czy nie nale­ża­łoby zamknąć Kanału dla wło­skich trans­por­tów woj­sko­wych. Ale za każ­dym razem odpo­wiedź była nega­tywna. Mimo wkro­cze­nia Nie­miec do Fran­cji, Bel­gii i Holan­dii, Wło­chy nie wypo­wie­działy wojny i dla­tego w Lon­dy­nie uwa­żano, że im dłu­żej uda się utrzy­mać ten stan, tym lepiej. Stąd nie podej­mo­wano kro­ków, które Wło­chy mogłyby potrak­to­wać jako pre­tekst do zerwa­nia sto­sun­ków.

Rzym odczy­tał brak reak­cji bry­tyj­skiej jako objaw sła­bo­ści i ugru­po­wa­nia prące ku woj­nie wyko­rzy­sty­wały to jako argu­ment prze­ma­wia­jący za wyko­rzy­sta­niem sytu­acji dla zaję­cia Egiptu i Sudanu jed­no­cze­snym ude­rze­niem.

Cienci do wie­czora prze­glą­dał i porząd­ko­wał przy­wie­zione mate­riały, a potem, przy fili­żance kawy, zasiadł do pisa­nia raportu. Był zado­wo­lony z reali­za­cji zadań, któ­rych się pod­jął. Dzia­ła­jące od kilku lat siatki wło­skie zdo­łały dość dobrze roz­po­znać struk­turę i uzbro­je­nie jed­no­stek bry­tyj­skich sta­cjo­nu­ją­cych w Egip­cie, sieć dróg i lot­nisk, por­tów oraz sys­tem zabez­pie­cze­nia Kanału Sueskiego.

Jed­nym z naj­cen­niej­szych kon­tak­tów dla wywiadu wło­skiego, któ­rego utrzy­ma­nie kosz­to­wało bar­dzo wiele, był pra­cow­nik kar­to­teki poli­cji kry­mi­nal­nej w Kairze. Dostar­czył on wielu cen­nych infor­ma­cji o oso­bi­sto­ściach świata kair­skiego i dworu króla Faruka. Za jego pośred­nic­twem tra­fiono rów­nież do kilku ofi­ce­rów bry­tyj­skich zaplą­ta­nych w z góry przy­go­to­wane afery. Cienci zabrał ze sobą listę poten­cjal­nych kan­dy­da­tów do wer­bunku. Byli to ci, któ­rzy popeł­nili wykro­cze­nia finan­sowe, zata­jone przy pomocy znacz­nej łapówki, albo też pro­wa­dzili nie­le­galne trans­ak­cje.

Korup­cja panu­jąca w admi­ni­stra­cji króla Egiptu Faruka sta­no­wiła wodę na młyn wywiadu wło­skiego. Nie było to zada­nie zbyt skom­pli­ko­wane, ponie­waż sam król był cichym zwo­len­ni­kiem Włoch.

Pene­tra­cję agen­tur wło­skich, a póź­niej, jak się oka­zało, i nie­miec­kich uła­twiała sytu­acja w Egip­cie. Do 1936 roku kraj pozo­sta­wał pod oku­pa­cją Wiel­kiej Bry­ta­nii. Układ z 26 sierp­nia 1936 roku zapew­nił Egip­towi nie­pod­le­głość, która miała jed­nak jedy­nie for­malny cha­rak­ter – na­dal pozo­stały tu woj­ska bry­tyj­skie pod pre­tek­stem ochrony Kanału Sueskiego. Ponadto miały one prawo do korzy­sta­nia z lot­nisk, dróg i zaso­bów mate­rial­nych kraju. Stan ten w pełni odpo­wia­dał kró­lowi Faru­kowi, o któ­rym wia­domo było, że jest zain­te­re­so­wany jedy­nie swoim boga­tym życiem oso­bi­stym.

W dniu 3 wrze­śnia 1939 roku Egipt zerwał sto­sunki dyplo­ma­tyczne z Niem­cami i Wło­chami, dekla­ru­jąc jed­no­cze­śnie swoją neu­tral­ność.

Amba­sada wło­ska w Kairze oraz kon­su­laty w Alek­san­drii i Port Saidzie musiały zamknąć swoje podwoje. Od tej pory infor­ma­cje zbie­rać mogły tylko agen­tury sze­roko roz­bu­do­wa­nego wywiadu.

Naza­jutrz w połu­dnie Cienci zamel­do­wał się z goto­wym rapor­tem. Skła­dał się on z kilku czę­ści, poświę­co­nych oce­nie sytu­acji poli­tycz­nej w Egip­cie, sile i wypo­sa­że­niu jed­no­stek bry­tyj­skich, a także zawie­rał plan pod­ję­cia na tyłach frontu dzia­łal­no­ści dywer­syj­nej oraz sabo­ta­żo­wej. Całość dopeł­niały opisy lot­nisk cywil­nych i woj­sko­wych oraz głów­nych arte­rii komu­ni­ka­cyj­nych wraz z pla­nem zablo­ko­wa­nia ich przez grupy dywer­syjne.

Puł­kow­nik Ber­tollo prze­dys­ku­to­wał z ich auto­rem nasu­wa­jące się wnio­ski, wniósł kilka wła­snych popra­wek i raport, w zala­ko­wa­nej koper­cie z napi­sem „ści­śle tajne”, zna­lazł się na biurku mar­szałka lot­nic­twa Balbo, szefa Comando Supe­riore in Libia, jed­nego z nie­licz­nych dowód­ców wło­skich, któ­rzy nie ule­gali magii cyfr przed­sta­wia­ją­cych potęgę armii wło­skiej. Balbo zamy­ślił się nad rapor­tem.

– Dowódz­two bry­tyj­skie jest obec­nie w sta­nie skie­ro­wać w rejon przy­gra­niczny z Libią nie wię­cej niż pięt­na­ście, dwa­dzie­ścia tysięcy ludzi. Całość sił bry­tyj­skich, sta­cjo­nu­ją­cych w Egip­cie i Iraku, nie prze­kra­cza pięć­dzie­siąt, sześć­dzie­siąt pięć tysięcy ludzi.

Mar­sza­łek z zacie­ka­wie­niem prze­rzu­cił kilka kar­tek i zatrzy­mał wzrok na opi­sie sił lot­ni­czych.

– No cóż, wszystko wska­zuje na to, że nasza Regia Aero­nau­tica ma wię­cej maszyn, ale czy rze­czy­wi­ście jeste­śmy sil­niejsi, na to sam nie potra­fię odpo­wie­dzieć.

Pod­szedł do olbrzy­miej mapy zaj­mu­ją­cej całą ścianę.

– Dwa­dzie­ścia, no powiedzmy trzy­dzie­ści tysięcy ludzi do utrzy­ma­nia frontu o dłu­go­ści trzy­stu kilo­me­trów – powie­dział sam do sie­bie. – Ale z dru­giej strony nie należy zapo­mi­nać, iż naj­krót­sza droga do Kairu wie­dzie wzdłuż wybrzeża, co bar­dzo skraca front i uła­twia obronę, a nam utrud­nia atak.

Ciszę, która zapa­no­wała w gabi­ne­cie, prze­rwał dzwo­nek tele­fonu.

– Panie mar­szałku – w słu­chawce roz­legł się głos adiu­tanta – nasłuch donosi, iż we Fran­cji woj­ska nie­miec­kie prze­ła­mały linię obrony i spy­chają siły fran­cu­skie ku pozy­cjom na rze­kach Somma i Aisne. Ponadto w przed­po­koju czeka ofi­cer dyżurny z pil­nym szy­fro­gra­mem z Rzymu.

– Dobrze, niech wej­dzie – powie­dział Balbo.

Po chwili miał przed sobą zie­loną kartkę papieru prze­kre­śloną czer­wo­nym paskiem, przez który bie­gły słowa: „Natych­mia­stowy przy­lot z mate­ria­łami do Rzymu”.

Były to ostat­nie dni maja 1940 roku.

Na pięć przed dwunastą

Samo­lot wylą­do­wał miękko na woj­sko­wym lot­ni­sku pod Rzy­mem. Przy schod­kach na mar­szałka Balbo i towa­rzy­szące mu osoby cze­kała grupa ofi­ce­rów z Naczel­nego Dowódz­twa. Przy­by­sze z Afryki z przy­jem­no­ścią wchła­niali rześ­kie i chłodne powie­trze czerw­cowe.

Nie to co w Try­po­li­sie – pomy­ślał Cienci.

W szta­bie Comando Supremo zostali przy­jęci przez głów­no­do­wo­dzą­cego mar­szałka Pie­tro Bado­glio. Wysłu­chał on z uwagą zwię­złego raportu Balbo. W sku­pie­niu prze­czy­tał raz jesz­cze wrę­czone mu memo­ran­dum na temat sytu­acji mili­tar­nej w Afryce Pół­noc­nej.

– Mar­szałku – zwró­cił się do Balbo – spro­wa­dzi­łem tutaj pana wraz z grupą naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków i eks­per­tów po to, aby­śmy wspól­nie prze­ana­li­zo­wali sytu­ację na pogra­ni­czu libij­sko-egip­skim oraz w Afryce Wschod­niej. Dzień przed panem do Rzymu przy­le­ciał wysłan­nik wice­króla, księ­cia d’Aosta, dowódcy naszych wojsk w Ery­trei i Abi­sy­nii. Znam obec­nie pań­ski punkt widze­nia i zga­dzam się z sze­re­giem wnio­sków, w szcze­gól­no­ści doty­czą­cych stanu przy­go­to­wań wojsk bry­tyj­skich. Wydaje mi się, iż dzieli nas pogląd w spra­wie słusz­no­ści podej­mo­wa­nia w naj­bliż­szym cza­sie dzia­łań ofen­syw­nych. Za trzy godziny przyj­mie nas duce, który – zna­jąc pań­ski pogląd na sprawę – wyra­ził życze­nie spo­tka­nia się z panem i wysłan­nikiem wice­króla. Teraz prze­ślę mu pań­ski raport. Tym­cza­sem pro­szę zapo­znać się z ostat­nimi mel­dun­kami z dzia­łań wojen­nych we Fran­cji: woj­ska fran­cu­skie i bry­tyj­skie zamknięte w rejo­nie Dun­kierki albo prze­do­stały się do Anglii, albo tra­fiły do nie­woli. Wynik całej bata­lii nie powi­nien już budzić wąt­pli­wo­ści.

Gabi­net Mus­so­li­niego w Palazzo Vene­zia był urzą­dzony z prze­py­chem. Sty­lowe meble tonęły w olbrzy­miej sali, która swoim roz­mia­rem miała wzmac­niać w gościach wra­że­nie potęgi jej wła­ści­ciela.

Mus­so­lini, po krót­kim powi­ta­niu, przy­stą­pił natych­miast do sedna sprawy.

– Pano­wie – nasz nie­miecki sojusz­nik zde­cy­do­wa­nie prze­chy­lił szalę zwy­cię­stwa na swoją korzyść. Nie tylko dla tak wytraw­nych stra­te­gów jak wy jest rze­czą oczy­wi­stą, iż dni Fran­cji są poli­czone. Siły bry­tyj­skie we Fran­cji zostały roz­bite; z Dun­kierki na Wyspy dotarły już nie jed­nostki, ale grupy roz­bit­ków. Cały ciężki sprzęt pozo­stał na polach bitew­nych. Armia bry­tyj­ska prze­stała się prak­tycz­nie liczyć. Te jed­nostki, które stoją obec­nie na wyspie, za żadną cenę nie zostaną z niej wyco­fane. Jestem głę­boko prze­ko­nany, że już nie­długo i one znajdą się w ogniu.

Mus­so­lini wstał i zaczął ner­wowo prze­cha­dzać się po mięk­kim, puszy­stym dywa­nie.

– Wło­chy nie mogą prze­oczyć – nie wyko­rzy­stać – naj­lep­szej oka­zji, jaka się nam obec­nie nada­rza. Możemy za jed­nym zama­chem popra­wić gra­nicę z Fran­cją i roz­bu­do­wać nasze impe­rium afry­kań­skie. Mar­szałku Bado­glio, pro­szę przejść do mapy i krótko zre­fe­ro­wać sytu­ację w Afryce Wschod­niej i na pogra­ni­czu egip­sko-libij­skim.

Bado­glio wstał, wyjął z nese­seru kilka stron maszy­no­pisu i pod­szedł do mapy. Zaczął mówić:

– Gene­ral­nie rzecz bio­rąc, sytu­acja mili­tarna jest dla nas korzystna. Zaczy­na­jąc od Africa Set­ten­trio­nale – w Libii należy stwier­dzić, że w wyniku kon­se­kwent­nych wysił­ków od 1936 roku roz­bu­do­wa­li­śmy sieć dróg i lot­nisk oraz wznie­śli­śmy w rejo­nach przy­gra­nicz­nych pas umoc­nień. Droga nad­mor­ska pozwoli na szyb­kie prze­rzu­ce­nie rezerw. Przez porty w Tobruku, Barce i Derne można bez­po­śred­nio dostar­czać wypo­sa­że­nie z Włoch. W chwili obec­nej mamy w Libii pod bro­nią dwie­ście sie­dem tysięcy ludzi. Piąta armia osła­nia Try­po­li­ta­nię i gra­nicę z Tune­zją na wypa­dek ataku wojsk fran­cu­skich. W Cyre­najce sta­cjo­nują jed­nostki dzie­sią­tej armii. Połu­dnie osła­nia spe­cjal­nie sfor­mo­wana dywi­zja saha­ryj­ska. Woj­ska te dys­po­nują osiem­dzie­się­cioma czte­rema nowo­cze­snymi bom­bow­cami, stu czter­dzie­stoma czte­rema myśliw­cami i stu trzy­na­stoma maszy­nami trans­por­to­wymi i roz­po­znaw­czymi. Dys­po­nu­jemy rów­nież wystar­cza­jącą ilo­ścią sprzętu zme­cha­ni­zo­wa­nego. Pew­nym nie­do­stat­kiem jest sła­bość naszej arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej.

Mus­so­lini prze­rwał nie­cier­pli­wie:

– Pomy­śl­cie, pano­wie, że gdy wkro­czy­li­śmy do Libii, wystar­czało nam osiem­dzie­siąt tysięcy ludzi. Teraz mamy dwa i pół raza wię­cej. Mar­szałku, pro­szę nie wcho­dzić w szcze­góły… A teraz Afryka Wschod­nia.

Bado­glio cią­gnął:

– I tutaj, w ciągu krót­kiego czasu, zdo­ła­li­śmy zgro­ma­dzić znaczne siły, które w moim prze­ko­na­niu są w pełni zdolne nie tylko do połą­cze­nia się z jed­nost­kami, które dotrą do Kairu, ale i zajmą całe Somali Bry­tyj­skie i Kenię. Łącz­nie nasze siły liczą tam trzy­sta pięć­dzie­siąt tysięcy ludzi.

– Mar­szałku Balbo, raport jest zna­ko­mity – powie­dział duce. – Duża zasługa pań­ska i majora Cienci. Myślę, że już nie­długo będziemy mogli tytu­ło­wać go puł­kow­ni­kiem.

Cienci poczuł, jak rumie­niec zalał mu twarz.

Ale Mus­so­lini zmie­nił temat:

– Co mogą prze­ciw­sta­wić nam Fran­cuzi i Bry­tyj­czycy? Myślimy bowiem o zre­ali­zo­wa­niu marze­nia Rady Faszy­stow­skiej – utwo­rze­nia w Afryce dru­gich Włoch… Wnio­ski są jed­no­znaczne: musimy ude­rzyć teraz. Ani chwili póź­niej.

Bado­glio, wie­dząc że decy­zja zapa­dła, oddał głos Balbo.

Balbo mówił spo­koj­nie, ale twardo:

– Duce, pra­gnę zwró­cić uwagę, iż naszym woj­skom w Try­po­li­ta­nii i Cyre­najce bra­kuje arty­le­rii prze­ciw­pan­cer­nej i prze­ciw­lot­ni­czej oraz czoł­gów zdol­nych do walki z Bry­tyj­czy­kami. Ci ustę­pują liczeb­nie, ale prze­wyż­szają nas jako­ścią sprzętu. Ponadto – klu­czowe – bra­kuje wypo­sa­że­nia, paliwa, amu­ni­cji. Nasze woj­ska są nie­wy­szko­lone. Bez przy­naj­mniej jed­nej dywi­zji pan­cer­nej oraz znacz­nych posił­ków kam­pa­nia jest ryzy­kowna. Jedyna moż­liwa for­muła to wojna bły­ska­wiczna.

Mus­so­lini skrzy­wił się:

– Mar­szałku, wszy­scy dowódcy powta­rzają tę samą melo­dię…

Następ­nie zwró­cił się do Fur­riego, przed­sta­wi­ciela wojsk wschod­nio­afry­kań­skich.

– Na 350 tysięcy ludzi tylko 60 tysięcy to Włosi. Reszta – oddziały miej­scowe, o ogra­ni­czo­nej lojal­no­ści – powie­dział Furri. – Braki takie same jak w Cyre­najce. Ale wie­rzymy, że poko­namy Bry­tyj­czy­ków w Somali i przej­dziemy Sudan. Jed­nak wynik zależy od tego, jak szybko mar­sza­łek Balbo dotrze do Nilu.

Mus­so­lini roz­pro­mie­nił się:

– Bra­vis­simo! Roz­wa­żymy prze­rzu­ce­nie eskadr z Dode­ka­nezu i zwięk­szymy dostawy paliwa. A arty­le­rię i ciężką broń pie­choty można zdo­być po dru­giej stro­nie – w Tune­zji. Wystar­czy po nią się­gnąć ręką.

– Mar­szałku Bado­glio – odprawę uwa­żam za zamkniętą. Pro­szę przy­go­to­wać roz­kazy. Nasze woj­ska należy posta­wić w stan goto­wo­ści. Wypo­wie­dze­nie wojny Fran­cji i Anglii jest kwe­stią dni – jeśli nie godzin.

W dro­dze do sztabu Bado­glio pró­bo­wał łago­dzić sytu­ację:

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.Wadi – suche łoży­ska rzek na pusty­niach płd.-zach. Azji i płn. Afryki, wypeł­nia­jące się wodą tylko w porze desz­czo­wej. [wróć]