Po zmierzchu - Haruki Murakami - ebook + książka
NOWOŚĆ

Po zmierzchu ebook

Haruki Murakami

4,5

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Piękna dziewczyna, Eri, leży w domu od dwóch miesięcy pogrążona w tajemniczym śnie. Jej młodsza siostra Mari, tego wieczoru szczególnie zmęczona niezrozumiałą dla niej sytuacją, postanawia spędzić noc na czytaniu książki w otwartej przez całą dobę restauracji. Spotyka tam Takahashiego, grającego na puzonie studenta prawa. On przedstawia ją Kaoru, byłej zapaśniczce, a obecnie szefowej love hotelu, w którym nieznany klient pobił chińską prostytutkę. Mówiąca po chiński Mari godzi się pomóc Kaoru. To początek powieści, której akcja rozgrywa się podczas jednej nocy. Autor prowadzi nas po wąskich uliczkach nocnego Tokio, do jego barów, love hoteli, opuszczonych biurowców. Co znajdą tam bohaterowie? Kogo spotkają? Jak ta noc zmieni ich życie? I czy Eri się obudzi?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 197

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (2 oceny)
1
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Tytuł oryginału japońskiego:

Afutādāku

Tytuł przekładu angielskiego: After Dark

Projekt okładki: Przemek Dębowski

Redaktorzy prowadzący: Małgorzata Burakiewicz i Maja Lipowska

Redakcja techniczna: Zbigniew Katafiasz

Korekta: Redaktornia.com

© 2004 by Harukimurakami Archival Labyrinth

Originally published by Kodansha Ltd.

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2007, 2024

© for the Polish translation by Anna Zielińska-Elliott

ISBN 978-83-287-3335-0

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2024

–fragment–

1

Patrzymy na miasto.

Ogarniamy ten widok z lotu nocnego ptaka szybującego wysoko po niebie. W naszym szerokim polu widzenia miasto jawi się jako olbrzymie stworzenie. A może jak jakaś zbiorowość powstała ze splątania kilku żywych organizmów. Niezliczone naczynia krwionośne, rozciągając się aż po krańce tego niezdefiniowanego ciała, umożliwiają obieg krwi i nieustannie odtwarzają komórki. Wysyłają nowe informacje, odprowadzają stare. Wysyłają nowe materiały, odprowadzają stare. Wysyłają nowe sprzeczności, odprowadzają stare. Ciało pulsuje światłami w rytmie tętna, wije się, jego temperatura wzrasta. Zbliża się północ, więc minął już szczyt jego aktywności, lecz utrzymująca je przy życiu podstawowa przemiana materii dokonuje się z niesłabnącą energią. Rozlega się basso continuo jednostajnego, monotonnego, lecz brzemiennego przeczuciem pomruku miasta.

Nasz wzrok wyławia miejsce, w którym jest skupisko świateł, i koncentruje się na nim. Spokojnie obniża się ku temu punktowi. Morze barwnych neonów. To tak zwana dzielnica handlowo-rozrywkowa. Ogromne cyfrowe ekrany przymocowane do ścian budynków ucichną z wybiciem północy, lecz głośniki u wejść sklepów będą dalej niewzruszenie wybijały tony hip-hopu z przesadnie podkręconymi basami. Salon gier z tłumem młodych ludzi. Hałaśliwe elektroniczne dźwięki. Grupa studentów wracających zapewne z jakiejś imprezy na mieście. Nastoletnie dziewczyny o utlenionych blond włosach pokazują spod minispódniczek zdrowe nogi. Pracownicy firm, którzy chcą zdążyć na ostatni pociąg, pośpiesznie przechodzą przez gigantyczne skrzyżowanie. Mimo późnej pory naganiacze z barów karaoke nadal hałaśliwie nawołują klientów. Tandetnie ozdobione czarne kombi przepływa powoli ulicą, jakby przeprowadzało inspekcję miasta. Okna ma oklejone ciemną folią. Przywodzi na myśl stworzenie o skórze i skrzelach przystosowanych do życia na dnie oceanu. Dwóch młodych stremowanych policjantów patroluje ulice, ale prawie nikt nie zwraca na nich uwagi. O tej porze miasto żyje, rządząc się własnymi prawami. Zbliża się koniec jesieni. Nie ma wiatru, lecz powietrze jest chłodne. Za chwilę zmieni się data.

Znajdujemy się teraz w czynnej całą dobę restauracji Denny’s.

Jest tu mało oryginalne, lecz funkcjonalne oświetlenie, są pozbawione wyrazu sale i nijakie naczynia, rozkład wnętrza szczegółowo i drobiazgowo wyliczony przez inżynierów technologów, w tle nieszkodliwa muzyka, pracownicy dokładnie przeszkoleni w obsłudze klientów zgodnie z procedurami. „Witamy w Denny’s”. Wszystkie sprzęty i przedmioty są anonimowe i łatwe do zastąpienia nowymi. Prawie nie ma wolnych miejsc.

Przebiegamy restaurację wzrokiem i nasze oczy zatrzymują się na dziewczynie siedzącej przy oknie. Dlaczego na niej? Dlaczego nie na kimś innym? Nie wiemy z jakiej przyczyny. Ale ta dziewczyna jakoś przyciąga nasze spojrzenie. Bardzo naturalnie. Siedzi przy czteroosobowym stoliku i czyta książkę. Ma na sobie szarą bluzę z kapturem, dżinsy i żółte, spłowiałe zapewne od wielokrotnego prania, adidasy. Na oparciu krzesła obok wisi kurtka baseballowa. Też nie robi wrażenia nowej. Dziewczyna wygląda na studentkę mniej więcej pierwszego roku. Jest już po maturze, ale zachowała jeszcze w sobie coś z licealistki. Włosy ma czarne, krótkie, proste. Prawie nie jest umalowana, nie nosi też żadnych ozdób. Szczupła, drobna twarz. Okulary w czarnych oprawkach. Między brwiami od czasu do czasu pojawia się poważna zmarszczka.

Dziewczyna w wielkim skupieniu czyta książkę. Prawie nie odrywa od niej wzroku. To gruby tom w sztywnej oprawie, ale ponieważ obłożono go w papier firmowy księgarni, nie wiadomo, jaki ma tytuł. Sądząc ze skupienia czytającej, treść musi być mało zrozumiała. Wydaje się, że niczego nie pomija, że dziewczyna dokładnie wczytuje się w każdą linijkę.

Na stole filiżanka kawy. I popielniczka. Obok popielniczki granatowa czapka baseballowa. „B” oznaczające bostońską drużynę Red Sox. Czapka może być trochę za duża. Na sąsiednim krześle leży brązowa skórzana torba na ramię. Jest bardzo wypchana, ktoś musiał w pośpiechu powrzucać do niej co popadło. W regularnych odstępach czasu dziewczyna ujmuje filiżankę i podnosi do ust, lecz nie wydaje się, żeby kawa szczególnie jej smakowała. Ma ją przed sobą i pije chyba tylko z obowiązku. Nagle sobie coś przypomina, wkłada do ust papierosa i zapala plastikową zapalniczką. Mruży oczy, wypuszcza niedbale dym, odkłada papierosa na popielniczkę i dotyka skroni, jakby chciała odegnać zbliżający się ból głowy.

W restauracji cicho gra Go Away Little Girl orkiestry Percy’ego Faitha. Oczywiście nikt nie słucha. Wielu różnych ludzi przyszło późno wieczorem do Denny’s, żeby coś zjeść czy napić się kawy, ale ta dziewczyna jest jedyną kobietą, której nikt nie towarzyszy. Od czasu do czasu podnosi głowę znad książki i spogląda na zegarek. Lecz zdaje się, że czas nie płynie tak szybko, jak by sobie tego życzyła. Chyba na nikogo nie czeka, z nikim się tu nie umówiła. Nie rozgląda się po restauracji, nie patrzy na wejście. Tylko czyta w samotności książkę, czasami zapala papierosa, mechanicznie podnosi do ust filiżankę, pragnąc, by czas płynął choć odrobinę szybciej. Ale oczywiście do świtu jeszcze bardzo daleko.

Dziewczyna przerywa czytanie i patrzy przez okno. Z pierwszego piętra widać gwarną ulicę. Nawet o tej porze jest jeszcze wielu przechodniów, wszędzie jasno od świateł. Ludzie mający dokąd iść i niemający się gdzie podziać. Zmierzający do jakiegoś celu i idący bez celu. Pragnący powstrzymać czas lub go przyśpieszyć. Przez pewien czas dziewczyna przygląda się tej chaotycznej ulicznej scenie, bierze głęboki oddech i wraca do książki. Sięga po filiżankę z kawą. Papieros, którym zaledwie kilka razy się zaciągnęła, zmienia się w popielniczce w popiół, zachowując pierwotny kształt.

Otwierają się automatyczne drzwi wejściowe, wchodzi młody, wysoki, tyczkowaty chłopak. Czarny, krótki skórzany płaszcz, wymięte oliwkowe spodnie z bawełny, brązowe ciężkie buty. Włosy dość długie, tu i tam skołtunione. Może w ciągu ostatnich paru dni nie miał okazji ich umyć? Albo dopiero co przedzierał się przez jakieś chaszcze? A może potargane włosy to dla niego stan naturalny, coś, z czym się dobrze czuje? Jest szczupły, ale sprawia wrażenie raczej niedożywionego niż zgrabnego. Na ramieniu niesie duży futerał na instrument. Instrument dęty. Prócz tego ma ze sobą brudną płócienną torbę, która wygląda na wypchaną nutami i czymś jeszcze. Na jego prawym policzku widnieje zwracająca uwagę głęboka blizna. Jest krótka, jakby wyżłobiona czymś ostrym. Poza tym nic innego w jego wyglądzie nie rzuca się w oczy. Zupełnie zwyczajny chłopak. Przypomina zbłąkanego kundla, poczciwego, ale mało rozgarniętego.

Podchodzi do niego kelnerka i prowadzi do stolika w głębi. Przechodzą obok krzesła czytającej dziewczyny. Chłopak mija ją, zatrzymuje się – chyba coś mu przyszło do głowy – powoli się cofa, jakby przewijał film, i wraca do jej stolika. Przechyla głowę i przygląda się jej z wielkim zainteresowaniem. Szuka czegoś w pamięci. Przypomnienie sobie tego zajmuje mu dużo czasu. Pewnie należy do ludzi, którym wszystko zajmuje dużo czasu.

Dziewczyna zauważa go, podnosi wzrok znad książki i patrzy na niego spod zmrużonych powiek. Ponieważ jest wysoki, musi zadzierać głowę. Ich oczy się spotykają. Chłopak uśmiecha się szeroko. Tym uśmiechem chce pokazać, że nie ma złych zamiarów.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz