Płomienie winy: część 5 - Inger Gammelgaard Madsen - ebook + audiobook

Płomienie winy: część 5 ebook

Inger Gammelgaard Madsen

0,0
3,99 zł

lub
Opis

Liv Løkke ma koszmary senne wywołane rozdrapywaniem ran z przeszłości w związku z pożarem jej domu. Kontaktuje się z nią Anne Larsen. Dziennikarka odwiedziła też jej brata. Liv jest bardzo ciekawa tego, o czym rozmawiała Anne z Villadsem, i niechętnie zgadza się na spotkanie w kawiarni w Randers. Jednak oskarżenia dziennikarki wywołują u niej taką wściekłość, że rozgniewana opuszcza kawiarnię. Kiedy w tabloidzie "Ekstra Bladet" czyta, że syn Johana Boje widział zbiegłego kierowcę, jedzie do domu Johana Boje i spotyka jego syna przed garażem, w miejscu, gdzie mieszkańcy zostawiają kwiaty i kartki, aby uczcić pamięć zmarłego funkcjonariusza.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 36




Inger Gammelgaard Madsen

Płomienie winy: część 5

Saga

Płomienie winy: część 5Tytuł oryginału: Brændende skyld: Afsnit 5Przełożyła: PBTCopyright © 2016, 2019 Inger Gammelgaard Madsen i SAGA EgmontWszystkie prawa zastrzeżoneISBN: 9788726146028

1. Wydanie w formie e-booka, 2019Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Płomienie winy

Część 5

Żar był nie do zniesienia. Powodował powstawanie na skórze pęcherzy, które swędziały, gdy pękały. Przerażonym wzrokiem wpatrywała się w swoje dłonie, na których zaczęły się pojawiać ścięgna i kości, bo skóra powoli się topiła. Usłyszała krzyk matki. Krzyk, który wdzierał się głęboko w jej gotujący się mózg. Nie mogła poruszyć nogami, jakby wrosły w ziemię. I wtedy go zobaczyła. Villadsa. Szedł otępiały po omacku, a płomienie tańczyły dokoła niego. Chciała krzyczeć, żeby uciekał, żeby jechał z powrotem do Kopenhagi i nie wracał stamtąd, ale paliło ją gardło i cały przełyk aż do żołądka. Z jej ust dobywały się jedynie płomienie, jakby była smokiem. Nagle została wciągnięta w to piekło. Stawiała opór, próbowała się czegoś uczepić, ale nie było nic, czego mogłaby się trzymać. Wołała Villadsa. Wołała też matkę, ale sama była w ogniu, który zmienił się we wściekłego czerwonego potwora o pełnych nienawiści oczach i syczącym języku, dosięgnął jej i zaczął ją spalać, kawałek po kawałku. Krzyczała.

Liv usiadła roztrzęsiona na łóżku. Obudził ją jej własny krzyk. Z czoła spływał pot i gdy próbowała otrzeć twarz, poczuła, że spociły jej się dłonie.

Na zewnątrz było ciemno, a czerwone cyfry budzika pokazywały godzinę pierwszą trzydzieści pięć. Z wolna odzyskała kontrolę nad oddechem. To był tylko sen, mimo że taki rzeczywisty. Koszmary senne powróciły. To była jego wina. Johana Boje. Położyła się z powrotem na mokrym od potu prześcieradle. Kołdra leżała na podłodze, ale było jej tak gorąco, że nie podniosła jej. Wpatrywała się w sufit, przerażona i pełna obaw, że koszmar powróci, jeśli tylko zamknie oczy.

Musiała jednak zasnąć, bo gdy zadzwonił budzik, obudziła się, drżąc. Z trudem podniosła się na łóżku i niemal przewróciła, gdy wstała i potknęła się o leżącą na podłodze kołdrę. Budzik stał na regale pod ścianą, więc musiała wstać, aby go wyłączyć. Gdyby stał obok łóżka, wyłączyłaby go po prostu i spała dalej. Dlaczego w ogóle ustawiła go tak wcześnie? Dotarło do niej, że tego dnia miała wolne. Zamierzała pojechać do Randers, gdzie o dwunastej trzydzieści była umówiona na badania krwi w szpitalu. Jeszcze mnóstwo czasu. Nagle zrobiło jej się zimno, bo była ubrana jedynie w majtki. W nocy było jej tak gorąco, że zrzuciła z siebie przepoconą koszulę nocną. Musiała wziąć prysznic. Czuła, że brzydko pachnie.

Właśnie zjadła dwa tosty z masłem i grubą warstwą nutelli i wypiła dwa kubki kakao, gdy na stole zawibrował jej telefon komórkowy. Wzięła go do ręki z wahaniem. Jeśli kiedykolwiek miała telefon, to zazwyczaj dzwonił ktoś z supermarketu. Albo z ośrodka dla niepełnosprawnych Engly. Może coś się stało Villadsowi. Nie znała numeru, który wyświetlił się na ekranie. Może był to jeden z natrętnych telemarketerów, ktoś z instytut badań społecznych lub organizacji charytatywnej.

– Tak, słucham?

– Cześć, czy to Liv? Może mnie pamiętasz? Tu Anne Larsen z TV2 Østjylland.

To była ta dziennikarka. Liv niemal przerwała połączenie, gdy usłyszała głos tej kobiety.

– Przepraszam, że znowu przeszkadzam, ale przedwczoraj odwiedziłam twojego brata. Bardzo mi przykro, że doznał tak rozległych obrażeń. Nie wiedziałam o tym. Teraz rozumiem, dlaczego nie chciałaś o tym rozmawiać. Jak zły jest naprawdę jego stan? Odniosłam wrażenie, że próbował się ze mną skontaktować… Halo?

Zaległa krótka cisza, podczas której Liv zastanawiała się, czy powinna zakończyć tę rozmowę, ale coś jej nie pozwalało. W jaki sposób ta dziennikarka dowiedziała się, że Villads mieszkał w ośrodku opieki w Engly? Czego tam szukała?

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.