Wydawca: The Facto Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 343 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Planeta Korporacja - Maciej Balcerzak

Planeta Korporacja - Jak przetrwać, zrobić karierę i zostać Prezesem? to poradnik opisujący świat korporacji, działających w polskich realiach, widziany oczami korporacyjnego niewolnika. Poradnik w sposób praktyczny opowiada, jak pracować w korporacjach, jak budować karierę i pozycję, na co uważać i gdzie szukać swoich szans, tak by zostać Prezesem. Odpowiada na wiele istotnych pytań - jak pisać CV, jak się ubierać czy jak budować relacje z innymi. Wszystko to jest pokazane w sposób dowcipny i lekki, okraszone licznymi historiami i anegdotami z życia autora. A autor, Maciej Balcerzak, od wielu lat pracuje w korporacjach (min. Ernst & Young, Orange), pełniąc funkcje dyrektorskie i managerskie i zna Planetę Korporację, jak mało kto. Chcesz zostać Prezesem, przeczytaj Poradnik Korporacyjny!

Opinie o ebooku Planeta Korporacja - Maciej Balcerzak

Fragment ebooka Planeta Korporacja - Maciej Balcerzak

MA­CIEJ BAL­CE­RZAK

PLA­NE­TA KOR­PO­RA­CJA

JAK PRZE­TRWAĆ ZRO­BIĆ KA­RIE­RĘZO­STAĆ PRE­ZE­SEM

War­sza­wa 2013

Pro­jekt okład­ki i gra­fi­ki: Elż­bie­ta Ol­szew­ska

Zdję­cie wy­ko­rzy­sta­ne na okład­ce:

Ka­ta­rzy­na Ra­in­ka

Re­dak­cja, ko­rek­ta i ła­ma­nie:

Aga­ta Mo­ścic­kaBer­na­de­ta Le­kacz

Bar­ba­ra Paw­li­kow­ska

ISBN 978-83-61808-34-3

© Co­py­ri­ght by Ma­ciej Bal­ce­rzak 2013

© Co­py­ri­ght by The Fac­to 2013

Wy­daw­ca:

The Fac­to Sp. z o.o.

ul. Skier­nie­wic­ka 21/53, 01-230 War­sza­wa

www.the­fac­to.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Mo­jej Ma­mie

Dzię­ku­ję wszyst­kim, któ­rych po­zna­łem na Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji. Z wie­lo­ma kor­po­ra­cyj­ny­mi nie­wol­ni­ka­mi za­ko­le­go­wa­łem się, a na­wet za­przy­jaź­ni­łem. Bez nich nie by­ło­by tej książ­ki, bo kor­po­ra­cje to przede wszyst­kim lu­dzie.

WSTĘP

Pla­ne­ta Kor­po­ra­cja moją mi­ło­ścią? Bez prze­sa­dy, ale pra­cu­ję dla niej sie­dem­na­ście lat. Za­czy­na­łem jesz­cze w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych po­przed­nie­go wie­ku, w nowe mi­le­nium wsze­dłem jako kon­sul­tant, póź­niej ucie­kłem do świa­ta ban­ko­wo­ści i fi­nan­sów. Do­cią­gną­łem do 2013 roku w sek­to­rze te­le­ko­mu­ni­ka­cyj­nym. Sie­dem­na­ście lat? Jak na zwią­zek, przy­najm­niej dla mnie, to cała wiecz­ność. Tyle lat wier­nie słu­żyć jed­nej pani.

Znam jej do­bre stro­ny, znam też i złe, dla­te­go pew­ne­go dnia rzu­ci­łem pa­pie­ra­mi roz­wo­do­wy­mi, mó­wiąc „Good bye”, „Au re­vo­ir”, „Do wi­dze­nia”. Do­brze, że nie po­wie­dzia­łem „Że­gnaj”, bo mój ów­cze­sny po­mysł na ży­cie nie wy­pa­lił i kor­po­ra­cja wspa­nia­ło­myśl­nie przy­tu­li­ła mnie raz jesz­cze do swej ob­fi­tej pier­si.

Z nie­jed­ne­go pie­ca chleb ja­dłem. Dzia­ła­łem w róż­nych bran­żach. Pra­co­wa­łem i miesz­ka­łem w róż­nych mia­stach. Ob­je­cha­łem dwie trze­cie (a może trzy czwar­te) Eu­ro­py i przez do­bre kil­ka mi­nut mu­szę od­twa­rzać w gło­wie li­stę wszyst­kich sta­no­wisk, któ­re zaj­mo­wa­łem. A że było tego tro­chę, to wi­zy­tó­wek mam tyle, ile nie­je­den agent pod­ro­bio­nych pasz­por­tów. Jed­nym sło­wem, żad­nej kor­po­ra­cji się nie boję!

Przez lata zdo­by­łem ta­jem­ną wie­dzę. Mam w ma­łym pa­lusz­ku całą praw­dę o Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji. Chcesz wie­dzieć:

Jak

pra­co­wać w kor­po­ra­cji?

Jak

uni­kać min i za­sa­dzek, ja­kie sztucz­ki sto­so­wać, by spraw­nie i szyb­ko prze­miesz­czać się po dra­bin­ce ka­rie­ry?

Jak

wy­glą­da­ją pol­skie kor­po­ra­cje?

Czym

róż­nią się od firm na świe­cie? Czy do koń­ca zo­sta­ły roz­kra­dzio­ne przez obcy ka­pi­tał i czy bez zna­jo­mo­ści an­giel­skie­go nie masz tu cze­go szu­kać?

Czy

kor­po­ra­cje to­le­ru­ją ro­man­se, pary, mał­żeń­stwa?

Czy

moż­na za­ko­chać się w swo­im sze­fie lub pod­wład­nym albo w jed­nym i dru­gim na­raz? A je­śli do ro­man­su doj­dzie, dla­cze­go NIE war­to go ukry­wać?

Czy

kor­po­ra­cje okra­da­ją z ży­cia pry­wat­ne­go?

Za­bie­ra­ją

czas

wol­ny, urlo­py, week­en­dy? Czy da się w nich nor­mal­nie funk­cjo­no­wać? Wy­cho­dzić z biu­ra o roz­sąd­nej po­rze i pra­co­wać wie­le lat bez oba­wy, że wy­ro­sną Ci wą­si­ki i ogon, jak u kor­po­ra­cyj­ne­go szczu­ra?

Jak

wy­glą­da­ją osła­wio­ne wy­jaz­dy in­te­gra­cyj­ne?

Co

ozna­cza ASAP, CITO, CEO? Czy „go­rą­cy kar­to­fel” może za­mie­nić się w „tru­pa w sza­fie” lub od­wrot­nie?

Jak

zo­stać naj­waż­niej­szym z naj­waż­niej­szych, naj­więk­szym z naj­więk­szych, naj­grub­szym z naj­grub­szych, jed­nym sło­wem: PRE­ZE­SEM?! Albo naj­ład­niej­szą z naj­ład­niej­szych i naj­mą­drzej­szą z naj­mą­drzej­szych, czy­li PRE­ZE­SKĄ?!

Ko­niecz­nie prze­czy­taj Po­rad­nik Kor­po­ra­cyjny!

„Chciał­byś, bym stu­dio­wa­ła mar­ke­ting i za­rzą­dza­nie, i po­tem po­szła ha­ro­wać do ja­kie­goś ban­ku?! W ży­ciu bym tam nie pra­co­wa­ła!” – wy­krzyk­nę­ła moja zna­jo­ma, kie­dy za­da­łem jej py­ta­nie, dla­cze­go wy­bra­ła kul­tu­ro­znaw­stwo. Dla wie­lu świat kor­po­ra­cji jest rów­no­le­głą rze­czy­wi­sto­ścią, ter­ra in­co­gni­ta – zie­mią nie­zna­ną, o któ­rej nie­wie­le sły­sze­li, a je­śli już – same złe rze­czy. Me­dia, ga­ze­ty, in­ter­net peł­ne są in­for­ma­cji o prze­krę­tach i ban­kruc­twach, za­wy­żo­nych wy­ni­kach fi­nan­so­wych i ko­smicz­nych, wy­śru­bo­wa­nych pod sam su­fit wy­na­gro­dze­niach pre­ze­sów. Wiel­kie fir­my są po­strze­ga­ne jako miej­sce nie­wo­li, gdzie wy­koń­cze­ni, pod­da­wa­ni re­gu­lar­ne­mu pra­niu mó­zgu nie­wol­ni­cy za­su­wa­ją po go­dzi­nach i w week­en­dy.

Pla­ne­ta Kor­po­ra­cja świa­tem stra­chu? Nie wierz w to. Nikt mnie do tej pory nie po­żarł, nie zgwał­cił in­te­lek­tu­al­nie, nie­źle się trzy­mam – przy­najm­niej mam taką na­dzie­ję – i ra­dzę so­bie cał­kiem do­brze. Na po­cząt­ku nie było jed­nak ła­two. Kie­dy za­czy­na­łem moją przy­go­dę z Ernst & Young, za­gu­bio­ny błą­dzi­łem jak dziec­ko we mgle w rze­czy­wi­sto­ści ure­gu­lo­wa­nej ty­sią­ca­mi pro­ce­dur, prze­pi­sów, za­rzą­dzeń, któ­re krę­po­wa­ły mnie i uci­ska­ły przy naj­mniej­szym na­wet ru­chu. Po­rad­nik po­zwo­li Ci le­piej zo­rien­to­wać się w tej dżun­gli, oba­li mity, po­wie, co jest praw­dą, co fał­szem, a przede wszyst­kim bę­dzie prak­tycz­nym dro­go­wska­zem, któ­ry po­mo­że obrać wła­ści­wy kie­ru­nek w ży­ciu, pra­cy i ka­rie­rze w pol­skich kor­po­ra­cjach.

Po­rad­nik na­pi­sa­łem z per­spek­ty­wy kor­po­ra­cyj­ne­go niewol­ni­ka, cor­po­ra­te sla­ve, za któ­rym bę­dziesz stro­na po stro­nie po­dą­żać, ob­ser­wu­jąc świat jego ocza­mi. Kor­po­ra­cja to przede wszyst­kim lu­dzie spę­dza­ją­cy w niej więk­szą część swo­je­go ży­cia, to miej­sce spo­tkań i kłót­ni, szczę­śli­wych i nie­szczę­śli­wych mi­ło­ści, miej­sce wiel­kich suk­ce­sów i sro­mot­nych po­ra­żek, sro­gich roz­cza­ro­wań i mi­łych nie­spo­dzia­nek, wresz­cie – miej­sce wie­lo­go­dzin­nej, wy­tę­żo­nej pra­cy, cza­sa­mi po go­dzi­nach, cza­sa­mi w week­en­dy, ale i bez­czyn­ne­go pa­trze­nia w su­fit. Do­pie­ro po tym wszyst­kim, w dal­szej ko­lej­no­ści są stra­te­gie, biz­ne­spla­ny, bu­dże­ty, kosz­ty, wy­ni­ki fi­nan­so­we, struk­tu­ry or­ga­ni­za­cyj­ne, re­gu­la­mi­ny pra­cy, ak­cjo­na­riu­sze, gru­py ka­pi­ta­ło­we i cała ta bez­dusz­na, ure­gu­lo­wa­na do bólu rze­czy­wi­stość wy­wo­łu­ją­ca tak dużą nie­chęć u mo­jej zna­jo­mej z kul­tu­ro­znaw­stwa.

Czy wiesz, żetwór­cyGo­ogle – Lar­ry Page i Ser­gey Brin – po­mysł na wy­szu­ki­war­kę in­ter­ne­to­wą mie­li już w 1996 roku, jesz­cze jako stu­den­ci Uni­wer­sy­te­tu Stan­for­da w Ka­li­for­nii. Do­me­nę Go­ogle za­re­je­stro­wa­li rok, a spół­kę z biu­rem w ga­ra­żu zna­jo­mej – dwa lata póź­niej. Te­raz Go­ogle to mię­dzy­na­ro­do­wa kor­po­ra­cja za­trud­nia­ją­ca po­nad czter­dzie­ści ty­się­cy osób, ma­ją­ca biu­ra na ca­łym świe­cie, w tym w Pol­sce. W sie­dzi­bie fir­my, na­zy­wa­nej Go­ogle­plex, pra­cow­ni­cy mogą ko­rzy­stać z dar­mo­we­go je­dze­nia, ro­we­rów, po­miesz­czeń do re­kre­acji z ping-pon­giem, sto­ła­mi bi­lar­do­wy­mi, a na­wet z dar­mo­wej pral­ni.

Kor­po­ra­cje są wszę­dzie. Ży­cie bez nich jest nie­moż­li­we. Trzy­masz pie­nią­dze w ban­ku Pe­kao, wy­cią­gasz je z ban­ko­ma­tu Mil­le­nium, pła­cisz kar­tą Ci­ti­ban­ku. Idziesz z ro­dzi­ną na co­ty­go­dnio­we za­ku­py do Li­dla, Te­sco, Car­re­fo­ura albo Bie­dron­ki. Sie­dzisz w fo­te­lu z Ikei i bez­myśl­nie pstry­kasz pi­lo­tem, ga­piąc się w pła­ski ekran te­le­wi­zo­ra Sony. Po­tem za­kła­dasz buty Adi­da­sa czy Nike’a i idziesz roz­pro­sto­wać ze­sztyw­nia­łe od sie­dze­nia nogi. Na mie­ście upi­jasz się jac­kiem da­niel­sem z coca-colą, a po­tem ły­kasz na kaca aspi­ry­nę bay­er. Rano w ra­mach die­ty od­chu­dza­ją­cej jesz lek­ki jo­gur­cik od Da­no­ne’a, bo dzień wcze­śniej na­pcha­łaś(eś) się piz­zą z Piz­za Hut i kur­cza­ka­mi z KFC. Je­śli czy­tasz po­rad­nik, naj­praw­do­po­dob­niej ku­pi­łaś(eś) go w Em­pi­ku w jed­nym z cen­trów han­dlo­wych, do któ­rych walą tłu­my przy­jeż­dża­ją­ce peu­ge­ota­mi, ško­da­mi, fia­ta­mi albo ko­mu­ni­ka­cją miej­ską i au­to­bu­sa­mi man. To wszyst­ko kor­po­ra­cje! Nie ist­nie­je­my bez nich, na­wet moja zna­jo­ma z kul­tu­ro­znaw­stwa.

Kor­po­ra­cje dają lu­dziom pra­cę, są naj­więk­szy­mi pra­co­daw­ca­mi. Or­len (pa­li­wa i sta­cje ben­zy­no­we z ubra­ną w czer­wo­ne ku­bracz­ki ob­słu­gą) za­trud­nia dwa­dzie­ścia dwa ty­sią­ce pra­cow­ni­ków. Tyle samo Oran­ge Pol­ska (kie­dyś Te­le­ko­mu­ni­ka­cja Pol­ska z te­le­fo­na­mi sta­cjo­nar­ny­mi i bud­ka­mi te­le­fo­nicz­ny­mi, te­raz ko­mór­ki i in­ter­net z Ser­cem i Ro­zu­mem). W mie­dzio­wym gi­gan­cie – KGHM – tro­chę mniej, bo osiem­na­ście ty­się­cy, w hi­per­mar­ke­tach Te­sco – dwa­dzie­ścia osiem ty­się­cy. A to tyl­ko pra­cow­ni­cy w ro­zu­mie­niu Ko­dek­su pra­cy, czy­li na eta­cie, z płat­ny­mi zwol­nie­nia­mi i urlo­pa­mi wy­po­czyn­ko­wy­mi, do­sta­ją­cy na kon­to mie­sięcz­ną pen­sję i kwar­tal­ne pre­mie. Je­śli do­dać do tego set­ki firm i ty­sią­ce współ­pra­cow­ni­ków ob­słu­gu­ją­cych kor­po­ra­cje, zro­bi się tego znacz­nie wię­cej i oka­że się, że na Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji nie dość, że jest strasz­nie cia­sno, to jesz­cze pa­nu­je me­ga­kon­ku­ren­cja. Tym bar­dziej mu­sisz prze­czy­tać po­rad­nik.

Mogę się z Tobą za­ło­żyć, że wśród zna­jo­mych, przy­ja­ciół, w ro­dzi­nie znaj­dziesz przy­najm­niej jed­ne­go cor­po­ra­te sla­ve, czy­li ta­kie­go go­ścia jak ja, za­su­wa­ją­ce­go w Szkla­nych Do­mach – wy­so­kich do nie­ba biu­row­cach. Je­śli nie masz, wy­gry­wasz za­kład, a ja fun­du­ję Ci big maca w McDo­nal­dzie.

Pla­ne­ta Kor­po­ra­cja to też wiel­kie kosz­ty wy­na­gro­dzeń, prą­du, wody, kom­pu­te­rów, te­le­fo­nów, nie­ru­cho­mo­ści, sa­mo­cho­dów, wszyst­kie­go. Taka drob­nost­ka – pa­pie­ro­we ręcz­ni­ki, w któ­re wy­cie­ra­my ręce po my­ciu. Daj­my na to, że fir­ma za­trud­nia dzie­sięć ty­się­cy osób, z któ­rych każ­da umy­je ręce śred­nio czte­ry razy dzien­nie i zu­ży­je każ­do­ra­zo­wo trzy pa­pie­ro­we ręcz­ni­ki. Tyl­ko jed­ne­go dnia tra­fi ich do ko­sza… sto dwa­dzie­ścia ty­się­cy! Spraw­dzi­łem, na sto dwa­dzie­ścia ty­się­cy ręcz­ni­ków skła­da się trzy­dzie­ści pa­czek po czter­dzie­ści zło­tych każ­da, co daje ty­siąc dwie­ście zło­tych dzien­nie, czy­li trzy­sta ty­się­cy rocz­nie, przyj­mu­jąc, że w roku jest dwie­ście pięć­dzie­siąt dni ro­bo­czych. Pew­nie kor­po­ra­cje pła­cą mniej, bo ku­pu­ją hur­to­wo, ra­zem z in­ny­mi tak zwa­ny­mi środ­ka­mi ni­sko­cen­ny­mi, czy­li dłu­go­pi­sa­mi, ołów­ka­mi, tor­ba­mi, re­kla­mów­ki, no­te­sa­mi, ale i tak na tym przy­kła­dzie wy­raź­nie wi­dać, ile kosz­tu­je utrzy­ma­nie wiel­kiej or­ga­ni­za­cji, sko­ro na same głu­pie ręcz­ni­ki idzie tyle kasy (nie chcę na­wet my­śleć, jak się spra­wy mają z pa­pie­rem to­a­le­to­wym).

Mimo tych wszyst­kich kosz­tów Pla­ne­ta Kor­po­ra­cja ge­ne­ru­je ogrom­ne przy­cho­dy, abs­trak­cyj­ne i nie­zro­zu­mia­łe dla zwy­kłe­go śmier­tel­ni­ka. Czy je­steś w sta­nie wy­obra­zić so­bie dwa mi­liar­dy sto sześć­dzie­siąt dzie­więć mi­lio­nów dzie­więć­set dzie­więć­dzie­siąt ty­się­cy zło­tych (2 169 990 000) za­ro­bio­ne na czy­sto przez PKN Or­len w 2012 roku? Albo osiem­set pięć­dzie­siąt pięć mi­lio­nów zło­tych (855 000 000) zy­sku Gru­py Oran­ge w tym sa­mym roku? Czy wresz­cie czte­ry mi­liar­dy osiem­set dwa mi­lio­ny sześć­set dzie­więć­dzie­siąt trzy ty­sią­ce zło­tych (4 802 693 000) KGHM-u? Toż to ist­ny ko­smos! Po­myśl, ile za czte­ry mi­liar­dy moż­na ku­pić ręcz­ni­ków.

A mó­wi­my tyl­ko o Pol­sce, kra­ju ani spe­cjal­nie du­żym, ani spe­cjal­nie za­moż­nym. Zo­bacz rocz­ne zy­ski świa­to­wych kon­cer­nów, wła­ści­cie­li więk­szo­ści pol­skich kor­po­ra­cji. To są do­pie­ro licz­by! Gi­gant pa­li­wo­wo-ga­zo­wy Exxon Mo­bil w 2012 roku za­ro­bił bli­sko czter­dzie­ści pięć mi­liar­dów do­la­rów ame­ry­kań­skich, pro­du­ku­ją­cy opro­gra­mo­wa­nia i kom­pu­te­ry oso­bi­ste Ap­ple – czter­dzie­ści je­den, sieć McDo­nald’s – po­nad pięć, a wie­lo­bran­żo­wy Ge­ne­ral Elec­tric – bli­sko czter­na­ście mi­liar­dów. I to jest tyl­ko zysk rocz­ny!

Przy oka­zji wy­mie­nio­nych sum. Nie ma nic bar­dziej nud­ne­go od po­rad­ni­ka prze­ła­do­wa­ne­go cy­fer­ka­mi, tak więc przy­się­gam na ko­deks kor­po­ra­cyj­ne­go nie­wol­ni­ka i uro­czy­ście de­kla­ru­ję uni­kać da­nych i liczb, choć kil­ka się pew­nie jesz­cze po­ja­wi. Jed­no­cze­śnie gwa­ran­tu­ję mnó­stwo aneg­dot, dow­ci­pów, hi­sto­ry­jek, bo pra­ca w kor­po­ra­cji to też kupa śmie­chu. Lu­dzi dużo, spraw mul­tum, stąd za­baw­nych sy­tu­acji – rów­nież tych z ka­te­go­rii trosz­ku śmiesz­no, trosz­ku strasz­no – bez liku.

Po­ka­żę, jak kor­po­ra­cje ewo­lu­owa­ły przez trzy ostat­nie de­ka­dy. Co się zmie­ni­ło na lep­sze, co na gor­sze, a co jest sta­łe i nie­zmien­ne nie­za­leż­nie od cza­sów, ro­dza­ju dzia­łal­no­ści, przy­cho­dzą­cych i od­cho­dzą­cych pre­ze­sów.

Roz­po­czy­na­my prze­pra­wę przez kor­po­ra­cyj­ne nie­bo, pie­kło, czy­ściec. Jak w Bo­skiej ko­me­dii Dan­te­go Ali­ghie­ri będę Two­im ci­ce­ro­ne po Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji. A przy oka­zji po­czu­jesz się jak na ko­me­dii Sta­ni­sła­wa Ba­rei, bo sce­nek ro­dem z Mi­sia czyAl­ter­na­tyw4 jest tu co nie­mia­ra. I naj­waż­niej­sze. Do­wiesz się, jak zo­stać pre­ze­sem albo na­wet pre­ze­ską!

Wy­ścig szczu­rów czas za­cząć!

ROZ­DZIAŁ 1

Bieg na orien­ta­cję, zna­jo­mo­ści, ukła­dy, head hun­te­rzy, Ro­ger Fe­de­rer, czy­li jak pi­sać CV i zna­leźć pra­cę w kor­po­ra­cji

Co spo­wo­do­wa­ło, że zo­sta­łem praw­ni­kiem, a w kon­se­kwen­cji – rad­cą praw­nym ob­słu­gu­ją­cym kor­po­ra­cje, a póź­niej pra­cu­ją­cym dla nich jako ma­na­ger? Czy idąc na pra­wo i ad­mi­ni­stra­cję na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim, my­śla­łem, że kil­ka­na­ście lat póź­niej będę sie­dział w gar­ni­tu­rze przy biur­ku, na­wa­lał w kla­wia­tu­rę kom­pu­te­ra i roz­ma­wiał jed­no­cze­śnie przez ko­mór­kę i te­le­fon sta­cjo­nar­ny? Gdzie tam, nic ta­kie­go nie cho­dzi­ło mi po gło­wie. Po­sta­no­wi­łem zo­stać praw­ni­kiem, bo uzna­łem, że eg­za­mi­ny wstęp­ne są na tyle ła­twe, że po­wi­nie­nem je zdać. Oto, co zde­cy­do­wa­ło o mo­ich póź­niej­szych losach. Nie po­wiem, je­stem za­do­wo­lo­ny, w sumie świet­nie tra­fi­łem, ale rów­nie do­brze mógł­bym za­li­czyć ży­cio­wą ka­ta­stro­fę. Ty, wy­bie­ra­jąc pra­cę, fir­mę, ka­rie­rę, bądź roz­sąd­niej­sza(y) ode mnie, kie­ruj się znacz­nie bar­dziej ra­cjo­nal­ny­mi kry­te­ria­mi.

Mówi oj­ciec do syna:

– Synu, zna­la­złem Ci wspa­nia­łą kan­dy­dat­kę na żonę!

– Tato, sam po­tra­fię zna­leźć so­bie dziew­czy­nę, ale kto to jest?

– Cór­ka Kul­czy­ka!

– Su­per! Trze­ba było tak od razu!

Oj­ciec idzie do Kul­czy­ka:

– Dzień do­bry, Pa­nie Pre­ze­sie! Zna­la­złem do­sko­na­łe­go kan­dy­da­ta na męża pań­skiej cór­ki!

– Ale ja nie szu­kam męża dla mo­jej cór­ki.

– Ale to wi­ce­pre­zes Or­le­nu!

– Cu­dow­nie! To zmie­nia po­stać rze­czy!

Oj­ciec idzie do pre­ze­sa Or­le­nu:

– Wi­tam, Pa­nie Pre­ze­sie! Przy­cho­dzę z do­brą no­wi­ną! Mam ide­al­ne­go kan­dy­da­ta na wi­ce­pre­ze­sa w pań­skiej fir­mie.

– Nie szu­kam ni­ko­go ta­kie­go.

– Jest Pan pe­wien?! To zięć Kul­czy­ka!

– Ooo! Chy­ba że tak!

Nie­ste­ty, nie każ­dy może się po­chwa­lić tak ob­rot­nym oj­cem za­ła­twia­ją­cym za jed­nym za­ma­chem świet­ną pra­cę i su­per­par­tię do że­niacz­ki lub ożen­ku. Ale za to masz mnie, sta­re­go kor­po­ra­cyj­ne­go wygę. Sko­ro czy­tasz po­rad­nik, je­steś am­bit­na(y), nie za­do­wa­lasz się byle czym i ce­lu­jesz w naj­lep­sze sta­no­wi­ska na ryn­ku. I bar­dzo do­brze. Jak mówi sta­ro­pol­skie przy­sło­wie „You want the best, you got the best”, czy­li „Chcesz naj­lep­sze, masz naj­lep­sze”.

Naj­go­rzej jest na po­cząt­ku ka­rie­ry, kie­dy nie masz za wie­le amu­ni­cji w po­sta­ci ar­gu­men­tów i atu­tów mo­gą­cych za­in­te­re­so­wać po­ten­cjal­ne­go pra­co­daw­cę. Wia­do­mo, żół­to­dziób ma naj­bar­dziej pod gór­kę, wiatr w oczy i tak da­lej. Cza­sy, kie­dy wy­star­czył ję­zyk an­giel­ski, wyż­sze stu­dia, chęć do pra­cy i w mia­rę do­brze po­ukła­da­ne w gło­wie, daw­no się skoń­czy­ły. Naj­prze­róż­niej­sze uczel­nie pry­wat­ne i pań­stwo­we pro­du­ku­ją ma­so­wo no­wych ma­gi­strów i li­cen­cja­tów po tak eg­zo­tycz­nych kie­run­kach jak ko­sme­to­lo­gia. Wy­edu­ko­wa­nych żół­to­dzio­bów jest zde­cy­do­wa­nie wię­cej niż szew­ców, kraw­ców czy pie­ka­rzy, któ­rym znacz­nie ła­twiej zna­leźć pra­cę. Kło­pot w tym, że w kor­po­ra­cjach nie szu­ka­ją rze­mieśl­ni­ków.

Tak duże na­sy­ce­nie ryn­ku skut­ku­je ogrom­ną kon­ku­ren­cją i co­raz więk­szy­mi wy­ma­ga­nia­mi wo­bec kan­dy­da­tów. Do­dat­ko­wym kło­po­tem dla po­cząt­ku­ją­cych jest masa naj­róż­niej­szych branż i pod­mio­tów w Pol­sce. Jak nie za­błą­dzić w tym gąsz­czu i zna­leźć wła­ści­wą kor­po­ra­cję? Oczy­wi­ście w in­ter­ne­cie. Stron z naj­róż­niej­szy­mi ran­kin­ga­mi, ze­sta­wie­nia­mi, por­ta­li po­śred­nic­twa pra­cy jest mnó­stwo i ko­rzy­sta­jąc z tej bazy, mo­żesz stwo­rzyć li­stę in­te­re­su­ją­cych firm i sta­no­wisk. Stu­diu­jesz pra­wo, ma­rzysz o kon­sul­tin­gu – go­oglu­jesz „fir­my praw­ni­cze lub do­rad­cze”. Chcesz pra­co­wać w fi­nan­sach – w wy­szu­ki­war­kę wpi­su­jesz „ban­ki”, w bran­ży spo­żyw­czej, ko­sme­tycz­nej – wrzu­casz „ry­nek FMCG” (fast-mo­ving con­su­mer go­ods, czy­li pro­duk­ty szyb­ko­zby­wal­ne, jak sło­dy­cze, al­ko­ho­le, ko­sme­ty­ki, pa­pie­ro­sy). Lu­bisz wy­grze­wać się w cie­płych kra­jach w li­sto­pa­dzie, grud­niu i stycz­niu? Szu­kaj za­ję­cia w fir­mach tu­ry­stycz­nych. Daw­niej w po­szu­ki­wa­niu ofert za­trud­nie­nia wer­to­wa­li­śmy pra­sę, na przy­kład po­nie­dział­ko­wą „Ga­ze­tę Wy­bor­czą”, te­raz wpi­sa­nie ha­sła „pra­ca” w Go­ogle daje… po­nad trzy­sta mi­lio­nów re­zul­ta­tów(!!!).

Skąd masz wie­dzieć, kto po­trze­bu­je pra­cow­ni­ków? Zwłasz­cza te­raz, w cza­sach kry­zy­su, kie­dy co chwi­la wy­bu­cha bom­ba me­dial­na z in­for­ma­cją o ma­so­wych zwol­nie­niach? Nie przej­muj się. Kor­po­ra­cje pro­wa­dzą re­kru­ta­cje nie­za­leż­nie od sy­tu­acji na ryn­ku. Wy­obra­żasz so­bie, że nie znaj­dziesz cza­su na rand­kę z me­ga­przy­stoj­nym chło­pa­kiem / pięk­ną dziew­czy­ną? Oczy­wi­ście, że się spo­tkasz, nie prze­pu­ścisz ta­kiej oka­zji. Kor­po­ra­cje my­ślą do­kład­nie tak samo. Kie­dy po­ja­wia się moż­li­wość za­trud­nie­nia bar­dzo do­bre­go pra­cow­ni­ka, pie­nią­dze za­wsze się znaj­dą. Poza tym na Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji, o czym da­lej w po­rad­ni­ku, jest cią­gły ruch, lu­dzie przy­cho­dzą, od­cho­dzą, li­kwi­do­wa­ne są sta­re sta­no­wi­ska, w ich miej­sce two­rzo­ne nowe. Za­po­trze­bo­wa­nie na lu­dzi jest cały czas, na­wet je­śli ofi­cjal­nie nie ma żad­nych re­kru­ta­cji. Tra­fi­łem do Oran­ge Pol­ska (wte­dy jesz­cze Te­le­ko­mu­ni­ka­cji Pol­skiej) w roku 2009, kie­dy przez fir­mę prze­cho­dzi­ła ko­lej­na fala zwol­nień gru­po­wych.

Poza prze­cze­sy­wa­niem in­ter­ne­tu sprawdź wśród zna­jo­mych, przy­ja­ciół, ro­dzi­ny, kto może Ci po­móc. Te oso­by nie mu­szą pra­co­wać w kor­po­ra­cji, wy­star­czy, by sły­sza­ły, że któ­raś z firm szu­ka pra­cow­ni­ków, może będą mo­gły Cię ko­muś po­le­cić. Nie ba­ga­te­li­zuj tych kon­tak­tów, nie wstydź się py­tać. Nie ukry­waj, je­śli wy­la­li Cię z pra­cy, chcesz ją zmie­nić albo za mało za­ra­biasz, choć prze­cież wszy­scy za mało za­ra­bia­my, nie­praw­daż? Zwłasz­cza że ży­jesz w Pol­sce, gdzie zna­jo­mo­ści nadal od­gry­wa­ją bar­dzo istot­ną rolę. Im da­lej na wschód Eu­ro­py, tym są waż­niej­sze. W Ro­sji, na Ukra­inie, Bia­ło­ru­si ni­cze­go bez nich nie wskó­rasz. W prze­ci­wień­stwie do Skan­dy­na­wii, gdzie samo wy­sła­nie CV po­win­no w zu­peł­no­ści wy­star­czyć. Cho­ciaż le­ży­my w środ­ku Eu­ro­py, od bli­sko dzie­się­ciu lat na­le­ży­my do Unii Eu­ro­pej­skiej, przez te wszyst­kie ko­mu­ni­zmy i inne PRL-e wciąż po­zo­sta­ło w nas spo­ro cech homo so­vie­ti­cus.

W 2009 roku zo­sta­łem na lo­dzie, bo nie wy­pa­lił bu­do­wa­ny z dwo­ma ko­le­ga­mi, Jur­kiem i Mi­cha­łem, pro­jekt ogól­no­pol­skiej sie­ci bro­ke­rów hi­po­tecz­nych Mort­ga­ge Bro­ker. Pierw­sze, co zro­bi­łem, ob­dzwo­ni­łem zna­jo­mych, py­ta­jąc, czy mogą mnie ko­muś po­le­cić. Wi­dać, ten ka­nał kon­tak­tów jest bar­dzo sku­tecz­ny, bo ro­bią tak prak­tycz­nie wszy­scy. Nie mo­żesz być od nich gor­sza(y). Sam, jako dy­rek­tor biu­ra za­rzą­du Lu­kas Ban­ku (obec­nie Crédit Agri­co­le, ale na po­trze­by po­rad­ni­ka po­zo­sta­nę przy na­zwie Lu­kas), za­trud­ni­łem Mar­ce­li­nę, któ­rą za­re­ko­men­do­wa­ła pra­cu­ją­ca ze mną Mag­da. Po­wie­dzia­ła, że ma faj­ną, in­te­li­gent­ną i roz­gar­nię­tą zna­jo­mą. Bar­dzo za­chwa­la­ła, prze­ka­za­ła CV i na­ma­wia­ła, bym się z nią spo­tkał. Tak też zro­bi­łem i mimo że wcze­śniej spraw­dzi­łem wie­lu kan­dy­da­tów re­ko­men­do­wa­nych przez HR (dział fir­my od­po­wie­dzial­ny za po­li­ty­kę per­so­nal­ną, o któ­rym prze­czy­tasz w roz­dzia­le siód­mym), Mar­ce­li­na oka­za­ła się naj­lep­sza. Umia­ła na­wet od­po­wie­dzieć na py­ta­nie: „Kto wy­grał naj­wię­cej tur­nie­jów wiel­kosz­le­mo­wych w hi­sto­rii mę­skie­go te­ni­sa (Ro­ger Fe­de­rer)?”, któ­re za­da­łem, wi­dząc, że w za­in­te­re­so­wa­niach wpi­sa­ła te­nis. Nie pra­cu­ję w Lu­kas Ban­ku od 2008 roku, po­rzu­ci­łem go na rzecz nie­szczę­sne­go Mort­ga­ge Bro­ke­ra, Mag­da ode­szła jesz­cze przede mną, a Mar­ce­li­na zo­sta­ła z nas naj­dłu­żej, bo aż do 2013 roku.

Nie mo­żesz lek­ce­wa­żyć żad­nej szan­sy, na­wet naj­bar­dziej od­le­głych zna­jo­mo­ści. Przy­kład Mar­ce­li­ny po­ka­zu­je, jak cen­ny jest wła­ści­wy kon­takt, na­kie­ro­wa­nie, po­moc w do­tar­ciu do wła­ści­wej oso­by, wie­dza, któ­ra fir­ma szu­ka pra­cow­ni­ków. To nie­zwy­kle waż­ne przy ta­kiej licz­bie ofert, sta­no­wisk, branż. Wy­obraź so­bie na­ukow­ca, któ­ry wy­my­ślił ge­nial­ny wy­na­la­zek. Je­śli nie znaj­dzie wła­ści­we­go od­bior­cy, na przy­kład z le­kiem na AIDS bę­dzie ude­rzał do bran­ży pa­li­wo­wej, nic nie za­ro­bi, umrze z gło­du, a świat nie sko­rzy­sta z wy­na­laz­ku. Pew­nie po­wiesz, że da­le­ko Ci do ge­nial­nych wy­na­laz­ców, ale z gło­du na pew­no nie chcesz umrzeć, a do­bra pra­ca war­ta jest każ­dych pie­nię­dzy.

Same zna­jo­mo­ści, choć­by naj­lep­sze, nie za­ła­twia­ją spra­wy. Prze­waż­nie ogra­ni­czą się do prze­ka­za­nia in­for­ma­cji, uła­twie­nia kon­tak­tu. Resz­ta bę­dzie za­le­żeć wy­łącz­nie od Cie­bie. Resz­ta, czy­li naj­waż­niej­sze za­da­nie, prze­ko­na­nie po­ten­cjal­ne­go pra­co­daw­cy, że war­to Cię za­trud­nić. Jak to zro­bić, prze­czy­tasz w tym i trze­cim roz­dzia­le. Dla­te­go moim zda­niem zna­jo­mo­ści nie są tym sa­mym, czym sła­wet­ne ukła­dy, ko­le­sio­stwo, ku­mo­ter­stwo, ne­po­tyzm, czy­li fa­wo­ry­zo­wa­nie przy­ja­ciół, ro­dzi­ny przy ob­sa­dza­niu sta­no­wisk bez wzglę­du na ich umie­jęt­no­ści i kwa­li­fi­ka­cje, we­dle za­sa­dy mier­ny, bier­ny, ale wier­ny.

Je­śli nie masz zna­jo­mo­ści, może za­dzwoń do ob­rot­ne­go ojca z dow­ci­pu z Kul­czy­kiem. Mam na­dzie­ję, że praw­ni­cy pre­ze­sa Kul­czy­ka nie sko­czą mi do gar­dła, ale przy­wo­łu­ję ten ka­wał nie bez po­wo­du. Chcę po­ka­zać, że nie­kon­wen­cjo­nal­ne me­to­dy mogą być bar­dzo sku­tecz­ne. Do­bry po­mysł to po­ło­wa suk­ce­su! Dwa przy­kła­dy z prak­ty­ki:

Przy­kład nr 1

Pi­sząc pra­cę ma­gi­ster­ską o pol­skim show-biz­ne­sie, spo­ty­ka­łem się z praw­ni­ka­mi spe­cja­li­zu­ją­cy­mi się w tej dzie­dzi­nie, pro­sząc o ko­men­ta­rze, róż­ne faj­ne hi­sto­ryj­ki na po­trze­by mo­jej ma­gi­ster­ki. Po­tem już z go­to­wą pra­cą ma­gi­ster­ską, wte­dy nie w wer­sji elek­tro­nicz­nej za­pi­sa­nej na gwizd­ku, ale ład­nie opra­wio­ną w skó­rza­ne okład­ki, od­wie­dzi­łem ich po­now­nie, li­cząc, że za­pro­po­nu­ją mi an­gaż. Za­dzia­ła­ło! Je­den z nich, szef kan­ce­la­rii Żu­kow­ski & Part­ne­rzy, za­dzwo­nił do mnie w po­nie­dzia­łek, a w śro­dę już prze­kła­da­łem u nie­go pierw­sze pa­pier­ki. W ten spo­sób bez wy­sła­nia jed­ne­go CV zna­la­złem pierw­sze za­trud­nie­nie. Po­ra­dzi­łem so­bie, bo mia­łem faj­ny po­mysł. Moi ko­le­dzy po stu­diach albo bar­dzo dłu­go szu­ka­li pra­cy, albo ją czę­sto zmie­nia­li. Ja tra­fi­łem ide­al­nie, pra­co­wa­łem u Żu­kow­skie­go pra­wie czte­ry lata, aż pod­ku­pił mnie Ernst & Young. Inna spra­wa, że te­raz wi­dzę, jak bar­dzo moja ka­rie­ra za­wo­do­wa od­bie­gła od pier­wot­nej spe­cja­li­za­cji, ale o tym da­lej w po­rad­ni­ku.

Przy­kład nr 2

Łu­kasz, je­den z mo­ich zna­jo­mych, znu­dzo­ny pra­cą w Bruk­se­li i Unii Eu­ro­pej­skiej po­sta­no­wił wró­cić do Pol­ski. Wy­słał CV do Te­le­ko­mu­ni­ka­cji Pol­skiej, ale nie do dzia­łu HR, jak po­wi­nien uczy­nić zgod­nie ze sztu­ką, ale znacz­nie wy­żej, bo bez­po­śred­nio do człon­ka za­rzą­du. Nie znał go, ale jego ad­res zna­lazł w sie­ci. Jak wi­dzisz, in­ter­net to becz­ka bez dna, trze­ba tyl­ko wie­dzieć, jak szu­kać. Czło­nek za­rzą­du prze­słał CV do pra­cow­ni­ków HR-u, któ­rzy bar­dzo szyb­ko do Łu­ka­sza za­dzwo­ni­li, za­pro­si­li go na spo­tka­nie, a że aku­rat ko­goś ta­kie­go po­trze­bo­wa­li, zo­stał za­trud­nio­ny. Jego suk­ces rów­nież tkwi w po­my­śle. Gdy­by po­stą­pił w spo­sób kon­wen­cjo­nal­ny, skon­tak­to­wał się z dzia­łem HR, na ja­ką­kol­wiek od­po­wiedź, je­śli w ogó­le, cze­kał­by znacz­nie dłu­żej. A jak do­ssier prze­ka­zu­je wi­ce­pre­zes, wów­czas spra­wa we­dle kor­po­ra­cyj­nych re­guł do­sta­je naj­wyż­szy prio­ry­tet. Oczy­wi­ście, nie za­chę­cam do roz­sy­ła­nia ży­cio­ry­su do za­rzą­dów naj­więk­szych pol­skich przed­się­biorstw. Na­ma­wiam za to, abyś za­sta­no­wił(a) się nad Two­im wła­snym au­tor­skim po­my­słem, któ­ry wpisz jako przy­kład nr 3. Prze­ślij go póź­niej do mnie na ad­res pla­ne­ta­kor­po­ra­cja@gma­il.com, a je­śli uznam go za naj­cie­kaw­szy, do­sta­niesz eg­zem­plarz po­rad­ni­ka z moim au­to­gra­fem.

Je­śli nie masz od­po­wied­nich kon­tak­tów, nie wpadł Ci do gło­wy ża­den sza­tań­ski po­mysł, wów­czas po­zo­sta­je tyl­ko wy­słać CV do firm na­mie­rzo­nych w in­ter­ne­cie. Nie martw się, brak zna­jo­mo­ści wca­le nie eli­mi­nu­je Cię z gry o fo­tel pre­ze­sa. Ja bez ni­czy­jej po­mo­cy zna­la­złem za­trud­nie­nie w Lu­kas Ban­ku. Kie­dy wy­la­li mnie z Ernst & Young, wy­dru­ko­wa­łem kil­ka­dzie­siąt eg­zem­pla­rzy CV w pol­skiej i an­giel­skiej wer­sji, ku­pi­łem pół ki­lo­gra­ma ko­pert i da­łem do­brze za­ro­bić Po­czcie Pol­skiej, mu­ze­al­nej in­sty­tu­cji wy­sył­ko­wej. Ob­dzwo­ni­łem naj­róż­niej­sze fir­my po­śred­nic­twa pra­cy, tak zwa­nych head hun­te­rów. Je­den z nich za­in­te­re­so­wał się mną, za­pro­sił w pią­tek po­po­łu­dniu na spo­tka­nie z Fran­cu­zem Mi­che­lem, któ­ry oka­zał się człon­kiem za­rzą­du Lu­ka­sa. Po­roz­ma­wia­li­śmy tro­chę po fran­cu­sku, kon­wer­sa­cja prze­bie­gła miło i na­tu­ral­nie (nad tą na­tu­ral­no­ścią pra­co­wa­łem kil­ka go­dzin, ze szcze­gó­ła­mi roz­pi­su­jąc, co chcę po­wie­dzieć). Wy­pa­dło na tyle do­brze, że w po­nie­dzia­łek rano od­dzwo­ni­li, pro­po­nu­jąc sta­no­wi­sko dy­rek­to­ra biu­ra za­rzą­du. Tak więc wi­dzisz, do­brze tra­fi­łaś(eś), trzy­maj się mnie, czy­taj po­rad­nik, a da­le­ko zaj­dziesz.

Zaj­mij­my się te­raz sa­mym CV, czy­li cur­ri­cu­lum vi­tae, co po ła­ci­nie ozna­cza do­słow­nie bieg ży­cia, ale na na­sze po­trze­by bar­dziej ade­kwat­ne wy­da­je się okre­śle­nie „bieg na orien­ta­cję w po­szu­ki­wa­niu pra­cy”. Nie­za­leż­nie od po­ten­cjal­nych zna­jo­mo­ści bez wy­sła­nia ży­cio­ry­su się nie obej­dzie. Dla­te­go mu­sisz go mieć kla­sa przy­go­to­wa­ne­go. Jest bar­dzo wie­le wzo­rów. W in­ter­ne­cie na ha­sło: „jak pi­sać CV”, wy­ska­ku­je pół mi­lio­na re­zul­ta­tów. Jak­by tego było mało, licz­ni spe­ce i fa­chow­cy pro­po­nu­ją w roz­ma­itych ga­ze­tach i por­ta­lach naj­lep­sze spo­so­by na wy­strza­ło­we do­ssier. Wzo­rów mul­tum, co wca­le nie zna­czy, że wszyst­kie do­bre. Mo­żesz się

Czy wiesz, że Ju­sty­na Ko­wal­czyk jest twa­rzą Ra­if­fe­isen Po­lbank, Mar­ty­na Woj­cie­chow­ska – Oran­ge, Ma­rek Kon­drat – ING, Piotr Adam­czyk – Eu­ro­ban­ku, a Kuba Wo­je­wódz­ki – Play? Bank BZ WBK re­kla­mu­ją za­gra­nicz­ne gwiaz­dy, jak bry­tyj­ski ko­mik John Cle­ese, ak­to­rzy Gérard De­par­dieu, Dan­ny de­Vi­to, An­to­nio Ban­de­ras i Chuck Nor­ris. Ge­tin Bank za­an­ga­żo­wał Pio­tra Fron­czew­skie­go w to­wa­rzy­stwie sym­pa­tycz­ne­go psa Fą­fla. W kam­pa­niach mar­ke­tin­go­wych wy­stę­po­wa­li Mi­cha­el Jack­son (Pep­si), An­tho­ny Hop­kins (Barc­lays), An­ge­li­na Jo­lie (Shi­se­ido), Sean Con­ne­ry (Ci­tro­ën).

w tym po­gu­bić, dla­te­go zo­staw te wszyst­kie in­ter­ne­to­wo-ga­ze­to­we kal­ki. Wy­ko­rzy­staj moje CV. Po­wsta­wa­ło wie­le lat i prze­szło licz­ne te­sty bo­jo­we, do tej pory oka­zu­jąc się sku­tecz­nym orę­żem przy zmie­nia­niu pra­cy. Nie bój się jed­nak wpro­wa­dzać mo­dy­fi­ka­cji, tak by po­wstał do­ku­ment naj­le­piej od­da­ją­cy nie tyl­ko Two­je do­świad­cze­nie, ale i oso­bo­wość.

Jak pi­sać CV

➢Im kró­cej, tym le­piej. Kor­po­ra­cje pę­ka­ją w szwach od prze­sła­nych CV, dla­te­go nie myśl, że aku­rat nad Two­im po­chy­li się cały dział HR i prze­czy­ta z uwa­gą oraz pie­czo­ło­wi­to­ścią mę­dr­ców ana­li­zu­ją­cych Pi­smo Świę­te. Wręcz prze­ciw­nie, ktoś je otwo­rzy w kom­pu­te­rze i jesz­cze szyb­ciej za­mknie. Je­śli ży­cio­rys tra­fi do rąk sta­rej pan­ny albo ka­wa­le­ra ob­se­syj­nie szu­ka­ją­cych dru­giej po­łów­ki, ta lub ten spoj­rzy może z cie­ka­wo­ści na hob­by, wiek i stan cy­wil­ny. A resz­tę da­nych prze­le­ci od nie­chce­nia jed­nym okiem, co ra­zem zaj­mie góra trzy mi­nu­ty, wli­cza­jąc roz­mo­wę z ko­le­żan­ką z po­ko­ju. Dla­te­go nie roz­pi­suj się, po­da­waj wy­łącz­nie naj­waż­niej­sze in­for­ma­cje. Pa­ra­dok­sal­nie, im dłu­żej pra­cu­jesz i wy­żej sto­isz w hie­rar­chii, tym mniej mu­sisz pi­sać. Sta­no­wi­ska i obo­wiąz­ki będą wy­star­cza­ją­cą re­fe­ren­cją. Pre­zes Pe­kao wy­star­czy, że poda, iż za­rzą­dzał tym fi­nan­so­wym gi­gan­tem. Wy­obraź so­bie jed­noz­da­nio­we CV: „Na­zy­wam się Bill Ga­tes” albo „Zyg­munt So­lorz-Żak, naj­bo­gat­szy Po­lak”. Tak nie­wie­le, a każ­da kor­po­ra­cja chcia­ła­by się z nimi spo­tkać. Py­ta­nie tyl­ko, czy pa­no­wie Ga­tes i So­lorz-Żak by­li­by za­in­te­re­so­wa­ni? Je­śli ich spo­tkasz, spy­taj w moim imie­niu.

➢Naj­pierw prze­ka­zu­jesz dane per­so­nal­ne: imię, na­zwi­sko, wiek, stan cy­wil­ny oraz kon­takt do sie­bie (te­le­fon ko­mór­ko­wy, e-mail). Mo­żesz do­dać swo­je zdję­cie, ale mało osób tak robi.

➢Póź­niejin­for­ma­cje, kie­dy i gdzie pra­co­wa­łaś(eś) z po­da­niem waż­niej­szych obo­wiąz­ków i pro­jek­tów. Co w sy­tu­acji, kie­dy je­steś żół­to­dzio­bem i cier­pisz na brak do­świad­cze­nia za­wo­do­we­go? Wte­dy po­mi­jasz tę ru­bry­kę, ale za­znacz, je­śli masz za sobą choć­by do­ryw­cze za­ję­cia, na­wet ta­kie, jak wa­ka­cyj­na pra­ca na zmy­wa­ku czy sta­cji ben­zy­no­wej. Nie ma się cze­go wsty­dzić, to może być waż­ny sy­gnał dla po­ten­cjal­ne­go pra­co­daw­cy, że umiesz o sie­bie za­dbać, nie zbi­jasz bą­ków na gar­nusz­ku ro­dzi­ców.

➢Na­stęp­nym punk­tem jestedu­ka­cja. Wy­star­czy, je­śli skon­cen­tru­jesz się na stu­diach, ewen­tu­al­nie ma­tu­rze, li­ceum oraz do­dat­ko­wych kur­sach i szko­le­niach, o ile są istot­ne z per­spek­ty­wy przy­szłe­go pra­co­daw­cy. Gdy w cza­sie na­uki dzia­ła­łaś(eś) jako wo­lon­ta­riusz w róż­nych or­ga­ni­za­cjach po­za­rzą­do­wych, fun­da­cjach, sa­mo­rzą­dach stu­denc­kich, ko­niecz­nie o tym na­pisz. Zan­ga­żo­wa­nie spo­łecz­ne robi fu­ro­rę na Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji. Sam przy­ją­łem na staż Ane­tę, któ­ra wcze­śniej była wo­lon­ta­riusz­ką przy or­ga­ni­za­cji Mi­strzostw Eu­ro­py w Pił­ce Noż­nej Euro 2012. Po prak­ty­ce u mnie bez pro­ble­mu zna­la­zła pra­cę w agen­cji re­kla­mo­wej.

➢Ję­zy­ki obce z in­for­ma­cją o stop­niu ich zna­jo­mo­ści. Ja sto­su­ję ska­lę od 1 (naj­niż­szy sto­pień za­awan­so­wa­nia) do 5 (naj­wyż­szy). Uwa­ga, bądź kry­tycz­na(y) wo­bec sie­bie. Już na spo­tka­niu re­kru­ta­cyj­nym roz­mów­cy mogą zwe­ry­fi­ko­wać, jak znasz przy­kła­do­wo an­giel­ski. Le­piej, by byli miło za­sko­cze­ni niż moc­no roz­cza­ro­wa­ni, że wpi­sa­ny w CV po­ziom ad­van­ced jest le­d­wie pre-in­ter­me­dia­te. Za­wsze sta­ram się spraw­dzać prak­tycz­ną zna­jo­mość an­giel­skie­go czy fran­cu­skie­go kan­dy­da­tów do mo­je­go ze­spo­łu. Przy­znam, że kom­plet­nie nie przy­wią­zu­ję wagi do tego, czy mają róż­ne dy­plo­my, cer­ty­fi­ka­ty, waż­ne, by umie­li się ko­mu­ni­ko­wać w da­nym ję­zy­ku.

➢Ostat­ni punkt to hob­by. My­ślisz, że nie ma zna­cze­nia? Dla­cze­go Two­je za­in­te­re­so­wa­nia mia­ły­by ko­go­kol­wiek ob­cho­dzić? Wbrew po­zo­rom są istot­ne, zwłasz­cza w cza­sach, kie­dy fir­my, bu­du­jąc swój bar­dziej ludz­ki wi­ze­ru­nek, zwra­ca­ją uwa­gę na po­za­za­do­wo­we ży­cie pra­cow­ni­ków. Acz­kol­wiek nie prze­sa­dzaj z roz­pię­to­ścią za­in­te­re­so­wań. We­ry­fi­ku­ję, co wpi­sa­li kan­dy­da­ci, i na spo­tka­niu re­kru­ta­cyj­nym mam w za­na­drzu py­ta­nie spraw­dza­ją­ce, jak zro­bi­łem to z Mar­ce­li­ną i Wiel­kim Szle­mem w te­ni­sie. A Gra­ży­nę, któ­ra wpi­sa­ła te­atr, spy­ta­łem o śro­dek lo­ko­mo­cji wy­ko­rzy­sta­ny przez Ada­ma Ha­nusz­kie­wi­cza w in­sce­ni­za­cji Bal­la­dy­ny (mo­tor). Cho­ciaż nie wie­dzia­ła, zna­la­zła za­trud­nie­nie w biu­rze za­rzą­du.

➢Na koń­cu ko­niecz­nie do­daj oświad­cze­nie, że wy­ra­żasz zgo­dę na prze­twa­rza­nie da­nych oso­bo­wych za­war­tych w CV do pro­ce­su re­kru­ta­cji. Kor­po­ra­cje są nie­zwy­kle czu­łe na punk­cie le­gal­no­ści swo­ich dzia­łań i dla­te­go uzy­sku­ją, gdzie tyl­ko moż­na, sze­reg zgód, za­bez­pie­cza­jąc się przed po­ten­cjal­ny­mi oskar­że­nia­mi i od­szko­do­wa­nia­mi idą­cy­mi w mi­lio­ny do­la­rów.

➢W ja­kim ję­zy­ku pi­sać CV? Mam CV po pol­sku i an­giel­sku, cho­ciaż znam jesz­cze fran­cu­ski. Je­śli jed­nak mó­wisz tyl­ko po pol­sku, ogra­nicz się do tej wer­sji, nie ma sen­su pro­du­ko­wać in­nych, któ­rych i tak nie bę­dziesz ro­zu­mieć. Na­to­miast bądź świa­dom(a), że nie­zna­jo­mość ję­zy­ka an­giel­skie­go bar­dzo ogra­ni­cza moż­li­wo­ści ka­rie­ry na Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji. Może z sa­mym zna­le­zie­niem pra­cy na niż­szych sta­no­wi­skach nie po­win­no być jesz­cze kło­po­tu, ale póź­niej­szy awans, zwłasz­cza na po­zio­mie ma­na­ger­skim, bę­dzie sza­le­nie utrud­nio­ny. Pa­mię­taj, an­giel­ski to pod­sta­wa i czym prę­dzej za­cznij się go uczyć (o ję­zy­kach ob­cych czy­taj w roz­dzia­le ósmym). Tak samo z pra­wem jaz­dy, ko­niecz­nie zrób je jak naj­szyb­ciej. Bez praw­ka nikt nie da Ci za­trud­nie­nia na przy­kład w struk­tu­rach te­re­no­wych sprze­da­ży z obo­wiąz­kiem ob­jeż­dża­nia pla­có­wek roz­rzu­co­nych od sie­bie o wie­le ki­lo­me­trów. W ten spo­sób stra­cisz oka­zję na zna­le­zie­nie pra­cy z (uwa­ga!) au­tem służ­bo­wym do dys­po­zy­cji (te­mat sa­mo­cho­dów roz­wi­jam w roz­dzia­le pią­tym).

➢Sprawdź do­kład­nie, czynie ma żad­nych błę­dów – or­to­gra­ficz­nych, sty­li­stycz­nych i wszel­kich in­nych. Mi­chel z Lu­kas Ban­ku z góry eli­mi­no­wał CV z błę­da­mi ję­zy­ko­wy­mi. Przez te wszyst­kie in­ter­ne­ty, ma­ile, SMS-y pi­sze­my co­raz go­rzej, tak więc uwa­żaj. Uży­waj rów­nież pol­skich czcio­nek, bez nich jest duże ry­zy­ko, że do­ku­ment przy­najm­niej we frag­men­tach bę­dzie nie­czy­tel­ny (o ś, ź, dź w kor­po­ra­cyj­nej ko­re­spon­den­cji czy­taj w roz­dzia­le pią­tym).

➢Nie kon­fa­bu­luj, nie ściem­niaj. Nie po­pra­wiaj i nie pu­druj rze­czy­wi­sto­ści. Ktoś z dzia­łu HR zwe­ry­fi­ku­je po­da­ne in­for­ma­cje i bę­dziesz w nie­zręcz­nej sy­tu­acji. Świat jest mały. Zmy­ślisz, że by­łaś miss szko­ły albo przed ma­tu­rą zdo­by­łeś ty­tuł naj­lep­sze­go kul­tu­ry­sty, a dziw­nym tra­fem ży­cio­rys tra­fi w ręce ko­goś, kto star­to­wał w tym kon­kur­sie pięk­no­ści albo za­wo­dach kul­tu­ry­stycz­nych (albo w jed­nym i dru­gim jed­no­cze­śnie).

➢Za­łącz list mo­ty­wa­cyj­ny, w któ­rym na­pisz, dla­cze­go wy­sy­łasz CV. Prze­waż­nie li­sty prze­wod­nie są ogól­ne i grzecz­no­ścio­we, choć zda­rza­ją się wy­brań­cy losu pró­bu­ją­cy udo­wod­nić, że bez nich fir­ma so­bie nie po­ra­dzi i naj­pew­niej splaj­tu­je. Nie bierz z nich przy­kła­du, ale wy­ja­śnij krót­ko i uprzej­mie, dla­cze­go apli­ku­jesz o dane sta­no­wi­sko. Za­znacz, że je­steś do dys­po­zy­cji na wy­pa­dek py­tań, i do­daj coś in­dy­wi­du­al­ne­go od sie­bie. W ten spo­sób wy­róż­nisz się na tle bez­oso­bo­wej pi­sa­ni­ny wy­sła­nej przez in­nych kan­dy­da­tów.

Jak już bę­dziesz mieć kla­sa przy­go­to­wa­ne CV, wy­sy­łasz je ma­ilem do dzia­łów HR, chy­ba że zde­cy­du­jesz się pójść śla­dem Łu­ka­sza. Je­śli nie chcesz, by znu­dzo­ny spe­cja­li­sta do spraw re­kru­ta­cji zro­bił z Two­je­go ży­cio­ry­su la­ta­ją­cy sa­mo­lo­cik i pu­ścił do sie­dzą­cej przy są­sied­nim biur­ku ko­le­żan­ki, pro­po­nu­ję wziąć te­le­fon i do nie­go za­dzwo­nić. Pra­cow­nik dzia­łu HR po­wi­nien wów­czas spraw­dzić, czy Two­je CV do­tar­ło pod wła­ści­wy ad­res. W ten spo­sób, po pierw­sze, do­pil­nu­jesz, że zo­sta­nie ono prze­czy­ta­ne, choć­by pod­czas roz­mo­wy te­le­fo­nicz­nej, po dru­gie, re­kru­tu­ją­cy zo­ba­czą, że je­steś am­bit­na(y) i pil­nu­jesz swo­ich spraw, po trze­cie, do­wiesz się z pierw­szej ręki, czy mają ja­kąś ofer­tę pra­cy. Szan­sa, że od razu za­pro­szą na spo­tka­nie, jest co praw­da nie­wiel­ka, ale przy­najm­niej dasz sy­gnał o swo­im ist­nie­niu.

Kie­dy mogą się ode­zwać? Kor­po­ra­cyj­ne mły­ny mie­lą bar­dzo wol­no i na­staw się na­wet na kil­ka mie­się­cy cze­ka­nia, chy­ba że aku­rat wstrze­lisz się w wa­kat, wte­dy skon­tak­tu­ją się z dnia na dzień. Brak od­po­wie­dzi nie jest rów­no­znacz­ny z tym, że Cię nie chcą. Two­je CV nie prze­pad­nie, wpad­nie do bazy da­nych imoże wresz­cie, oby szyb­ciej niż póź­niej, ktoś za­dzwo­ni. Nie ma re­gu­ły, to tak jak z to­to­lot­kiem, ob­sta­wiasz na chy­bił tra­fił.

Szu­ka­jąc pra­cy za­raz po za­koń­cze­niu na­uki lub w jej trak­cie, mu­sisz uzbro­ić się w cier­pli­wość nie­za­leż­nie od tego, ile szkół, ję­zy­ków i jaką śred­nią ocen wpi­szesz w CV. Brak do­świad­cze­nia moc­no ogra­ni­czy pro­po­zy­cje za­wo­do­we. Z wy­jąt­kiem sy­tu­acji, kie­dy Twoi ro­dzi­ce są wła­ści­cie­la­mi lub sze­fa­mi fir­my.

Pre­zes wiel­kiej mię­dzy­na­ro­do­wej kor­po­ra­cji wzy­wa do sie­bie jed­ne­go ze swo­ich lu­dzi.

– Pół roku temu za­czy­na­łeś u mnie jako ku­rier, po mie­sią­cu zo­sta­łeś kie­row­ni­kiem dzia­łu, na­stęp­nie dy­rek­to­rem re­gio­nu, a po­tem głów­nym ko­or­dy­na­to­rem na Pol­skę. Po czte­rech mie­sią­cach pra­cy awan­so­wa­łeś na wi­ce­pre­ze­sa. Po­sta­no­wi­łem odejść na eme­ry­tu­rę, chcę, że­byś mnie za­stą­pił i zo­stał pre­ze­sem. Co Ty na to?

– Dzię­ku­ję.

– Tyl­ko tyle? Dzię­ku­ję?!

– Dzię­ku­ję, tato!

Hu­bert, mój zna­jo­my, nie miał ta­kie­go szczę­ścia. Wy­słał po stu­diach po­nad sie­dem­dzie­siątCV, a i tak przez prze­szło rok nie zna­lazł żad­nej in­te­re­su­ją­cej ofer­ty.

Ży­je­my w cza­sach róż­no­rod­no­ści, pa­ry­te­tów, rów­ne­go trak­to­wa­nia pra­cow­ni­ków bez wzglę­du na płeć, wy­zna­nie, orien­ta­cję sek­su­al­ną. Dla­te­go pol­skie kor­po­ra­cje, nie tyle z wła­snej woli, ale przy­mu­sza­ne przez za­gra­nicz­nych wła­ści­cie­li, wzię­ły na pierw­szy ogień kwe­stię rów­no­upraw­nie­nia ko­biet w pra­cy. Do tej pory na Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji w dy­rek­tor­skich i pre­ze­sow­skich fo­te­lach roz­py­cha­li się głów­nie fa­ce­ci. Jed­nak od kil­ku lat ko­bie­ty są co­raz czę­ściej awan­so­wa­ne na ma­na­ge­rów oraz ob­sa­dza­ne w za­wo­dach wcze­śniej za­re­zer­wo­wa­nych dla męż­czyzn, jak in­for­ma­ty­cy, au­dy­to­rzy, fi­nan­si­ści, ana­li­ty­cy biz­ne­so­wi. Po­my­śl­cie o tym dziew­czy­ny! Za­miast stu­dio­wać ko­sme­to­lo­gię, le­piej iść na po­li­tech­ni­kę, fi­nan­se, eko­no­mię, a po­tem skła­dać pa­pie­ry do kor­po­ra­cji. Zy­ska­cie na star­cie lep­szą po­zy­cję wyj­ścio­wą w sto­sun­ku do cho­dzą­cej w spodniach kon­ku­ren­cji. Do te­ma­tu pań w Szkla­nych Do­mach, w tym ba­rier na­zy­wa­nych szkla­nym su­fi­tem, po­wró­cę w roz­dzia­le dzie­wią­tym.

Na po­cząt­ku ka­rie­ry za­daj so­bie py­ta­nie, jak bar­dzo je­steś go­to­wa(y) po­świę­cić dla niej swo­je ży­cie. By­najm­niej nie cho­dzi mi o to, że bę­dziesz dużo pra­co­wać. Ha­rów­ka jest czę­ścią kor­po­ra­cyj­nej gry i zwłasz­cza na po­cząt­ku fir­ma wchła­nia po same uszy. Co po­wiesz o prze­no­si­nach do in­ne­go mia­sta? W Pol­sce nie­chęt­nie zmie­nia­my miej­sce za­miesz­ka­nia, a je­śli już – głów­nym kie­run­kiem jest War­sza­wa. Po pierw­sze – zwięk­szysz w ten spo­sób za­kres po­szu­ki­wań, bo nie sku­pisz się wy­łącz­nie na jed­nym mie­ście. Po dru­gie – przy tak na­sy­co­nym ryn­ku mo­żesz uzy­skać prze­wa­gę nad kon­ku­ren­ta­mi. Tak jak ja, kie­dy w 2002 roku za­mie­ni­łem War­sza­wę na Wro­cław i Lu­kas Bank. De­cy­zję pod­ją­łem prak­tycz­nie z dnia na dzień, nie bę­dąc nig­dy wcze­śniej we Wro­cła­wiu. Czy sko­rzy­sta­łem na prze­no­si­nach? Tak! War­szaw­ski ry­nek pra­cy już wte­dy był moc­no na­sy­co­ny, a w Lu­ka­sie zo­sta­łem dy­rek­to­rem w wie­ku trzy­dzie­stu lat. Bar­dzo do­bra pen­sja oraz klu­by wo­kół Ryn­ku Głów­ne­go z na­wiąz­ką re­kom­pen­so­wa­ły mi roz­łą­kę z do­mem. Tak bar­dzo mi się spodo­ba­ło, że zo­sta­łem aż pięć lat, mimo że pla­no­wa­łem góra pół­to­ra­rocz­ny po­byt. Naj­le­piej prze­no­sić się do in­ne­go mia­sta w mło­dym wie­ku, kie­dy i go­to­wość na wy­zwa­nia więk­sza, i brak ba­la­stu w po­sta­ci ro­dzi­ny.

Nie masz jed­nak ocho­ty na prze­pro­wadz­kę? Uwa­żasz, że za wie­le wy­ma­gam? Po­słu­chaj hi­sto­rii mo­je­go ku­zy­na Pio­tra. Przez trzy lata pięć dni w ty­go­dni, od po­nie­dział­ku do piąt­ku, każ­de­go ran­ka wsia­dał w Ło­dzi, gdzie miesz­kał, w po­ciąg i je­chał do War­sza­wy, gdzie pra­co­wał. W pra­cy był o dzie­wią­tej rano, po­tem o pią­tej po po­łu­dniu pę­dził na łeb na szy­ję, by zdą­żyć na po­ciąg po­wrot­ny. Do domu do­cie­rał przed dzie­wią­tą wie­czo­rem, a wsta­wał o pią­tej rano. I tak przez bli­sko osiem­set po­ran­ków, wie­czo­rów, dni. Do­dam, że Pio­trek ma żonę, dwój­kę dzie­ci i jed­no­cze­śnie sta­rał się pro­wa­dzić nor­mal­ne do­mo­we ży­cie. Dla mnie su­per­man. Opła­ca­ło się, po tych trzech mor­der­czych la­tach zo­stał sze­fem łódz­kie­go biu­ra fir­my i te­raz rzad­ko od­wie­dza War­sza­wę.

Jak tro­chę po­pra­cu­jesz, na­bę­dziesz kor­po­ra­cyj­nej ogła­dy, za­in­te­re­su­ją się Tobą wspo­mnia­ni head hun­te­rzy, czy­li łow­cy głów. Bez obaw, nikt nie bę­dzie ścią­gał Ci skal­pu z gło­wy. Head hun­te­rzy nie mają nic wspól­ne­go z Oj­cem chrzest­nym i Vito Cor­le­one, nie na­le­żą do żad­nej ro­dzi­ny ma­fij­nej. Spe­cja­li­zu­ją się w do­radz­twie per­so­nal­nym, aran­żu­ją kon­tak­ty po­mię­dzy po­ten­cjal­nym pra­co­daw­cą a pra­cow­ni­ka­mi i pro­wa­dzą re­kru­ta­cje. Dwu­krot­nie zo­sta­łem za­trud­nio­ny za ich po­śred­nic­twem. Pierw­szy raz do Ernst & Young, dru­gi raz do Lu­kas Ban­ku. W wy­pad­ku Ern­sta head hun­te­rzy na­mie­rzy­li mnie, in­for­mu­jąc, że „jed­na z firm o mię­dzy­na­ro­do­wym za­się­gu jest za­in­te­re­so­wa­na moim pro­fi­lem za­wo­do­wym”. Zaj­mo­wa­łem się wte­dy pra­wem au­tor­skim i wła­sno­ścią in­te­lek­tu­al­ną, a na ryn­ku nie było wie­lu praw­ni­ków z tej dzie­dzi­ny. Zgo­dzi­łem się na spo­tka­nie. Łow­ca głów oka­zał się pulch­ną pa­nią śred­nie­go wzro­stu na siłę uda­ją­cą, że jest bar­dzo wy­lu­zo­wa­na (czę­sty przy­pa­dek cho­ro­by kor­po­ra­cyj­nej), któ­ra za­da­ła mi masę py­tań do­ty­czą­cych do­świad­cze­nia, zna­jo­mo­ści ję­zy­ków ob­cych, ocze­ki­wań fi­nan­so­wych. Sama jed­nak po­zo­sta­ła ta­jem­ni­cza, nie zdra­dza­jąc, o jaką „fir­mę o mię­dzy­na­ro­do­wym za­się­gu” cho­dzi. Dzwo­ni­ła po­tem i usta­la­ła ko­lej­ne szcze­gó­ły, by wresz­cie za­pro­sić na dru­gie spo­tka­nie, już z udzia­łem – nie­spo­dzian­ka! – przed­sta­wi­cie­la „fir­my o mię­dzy­na­ro­do­wym za­się­gu”. Była nim Elż­bie­ta, moja przy­szła sze­fo­wa w Ern­ście. Nie bar­dzo się tam rwa­łem, pew­nie in­tu­icyj­nie prze­czu­wa­jąc, że mnie póź­niej zwol­nią. Wi­docz­nie jed­nak mój pro­fil za­wo­do­wy spodo­bał się na tyle, że osta­tecz­nie zo­sta­łem prze­ko­na­ny i kil­ka mie­się­cy póź­niej prze­nio­słem się do nich. Skąd head hun­te­rzy będą mie­li Twój mail, te­le­fon? Spo­koj­na gło­wa, po­ra­dzą so­bie, ale jak chcesz im po­móc w kon­tak­cie, po­szu­kaj w in­ter­ne­cie, wpi­su­jąc „do­radz­two per­so­nal­ne”, i za­in­te­re­suj swo­im CV, jak zro­bi­łem, szu­ka­jąc pra­cy w Lu­kas Ban­ku.

Pra­cu­jąc w kor­po­ra­cji, ostroż­nie i dys­kret­nie roz­glą­daj się po ryn­ku. For­mal­nie nikt nie może za­bro­nić Ci kon­tak­tu z in­ny­mi fir­ma­mi i head hun­te­ra­mi, ale w prak­ty­ce róż­ne mogą być re­ak­cje sze­fo­stwa (o ro­dza­jach prze­ło­żo­nych czy­taj w roz­dzia­le ósmym). Prze­ko­nał się o tym naj­le­piej mój ko­le­ga Sła­wek, któ­ry wła­śnie z tego po­wo­du wy­le­ciał z pra­cy. Łow­ca głów na­mó­wił go na spo­tka­nia z kon­ku­ren­cją. Sła­wek był wte­dy dy­rek­to­rem do spraw sprze­da­ży i nie pla­no­wał zmie­niać pra­cy, ale trud­no nie spo­tkać się z po­ten­cjal­nym pra­co­daw­cą, z ta­kich oka­zji się nie re­zy­gnu­je. Zwłasz­cza że uma­wia­li się w dro­gich re­stau­ra­cjach z de­se­rem w po­sta­ci do­brej whi­sky. Nie­ste­ty, szef do­wie­dział się o wszyst­kim i zwol­nił Sław­ka bez par­do­nu, twier­dząc, że stra­cił do nie­go za­ufa­nie.

A co z Fa­ce­bo­okiem? Przy­da się? Poza moż­li­wo­ścią na­pi­sa­nia ma­ili do zna­jo­mych Fa­ce­bo­ok jest ra­czej bez­u­ży­tecz­ny. Za to mo­żesz sko­rzy­stać z Lin­ke­dIn, mię­dzy­na­ro­do­we­go ser­wi­su spo­łecz­no­ścio­we­go spe­cja­li­zu­ją­ce­go się w kon­tak­tach za­wo­do­wo-biz­ne­so­wych. Po­dob­nie jak na Fa­ce­bo­oku two­rzysz tam swój pro­fil z tą róż­ni­cą, że kon­cen­tru­jesz się na Two­jej ścież­ce ka­rie­ry, wpi­su­jesz bran­że i bu­du­jesz sieć kon­tak­tów. W czerw­cu 2013 roku Lin­ke­dIn miał po­nad dwie­ście dwa­dzie­ścia mi­lio­nów użyt­kow­ni­ków. Ja, co praw­da, nie za­ło­ży­łem tam kon­ta, ale wie­lu mo­ich zna­jo­mych – owszem.

Ob­dzwo­ni­łaś(eś) wszyst­kich zna­jo­mych, na­wet swo­ich ex. Po­mo­gło! Zdo­by­łaś(eś) tro­chę cen­nych kon­tak­tów, wy­sła­łaś(eś) hur­to­wo CV, w efek­cie za­in­te­re­so­wa­ło się kil­ka kor­po­ra­cji. Za­czę­ły się pierw­sze te­le­fo­ny. Jesz­cze nie chcie­li się spo­ty­kać, na ra­zie do­py­ty­wa­li o szcze­gó­ły, zwłasz­cza jed­na z firm. Mają się ode­zwać za kil­ka dni. Pa­mię­taj tyl­ko, by w tych emo­cjach nie wy­brać pierw­szej lep­szej pra­cy i po­tem wie­le lat mę­czyć się za nie­wła­ści­wym biur­kiem, na nie­wła­ści­wej po­sa­dzie.

Pierw­szy od­ci­nek bie­gu na orien­ta­cję za­li­czo­ny! Masz prze­rwę re­ge­ne­ra­cyj­ną, któ­rą prze­zna­czasz na ko­lej­ne in­for­ma­cje o Pla­ne­cie Kor­po­ra­cji.