Phedon, czyli o nieśmiertelności duszy - Platon - ebook
Opis

Phedon przedstawia spokojność Sokratesa w więzieniu, z jaką oczekuje śmierci, którą uważa za wybawcę duszy swojej z więzów ciała moc jej krępujących, i niedozwalających tej dzielności, jaką by miała, gdyby się od nich uwolniła. Kiedy umrę, mówi, mam nadzieję, że znajdę na tamtym świecie lepszych ludzi, choć tego z pewnością twierdzić nie mogę, jednak że znajdę dobrych bogów, o tym każdego mogę zapewnić. W rozwinięciu tych myśli powiemy, że jest w nas bez wątpienia coś takiego, co się objawia i daje poznać przez działanie rozumu i woli, trwalsze, doskonalsze od ciała, egzystuje i po jego śmierci. Jest to duch jakiś, który raz wyszedłszy z osłony ciała, wolny, sobie zestawiony, wraca do ducha wiecznego, od którego pochodzi. Czym się wtenczas staje? Czy ma poznanie siebie samego? Czy jest czuły na rozkosz i przykrość? Czy zostaje w jakich stosunkach z duchem sobie podobnym? Są to pytania, na które nie można odpowiedzieć, tylko przez przybliżenie. Rozum może nam tylko dać poznać formę i istotę naszego ducha w tym, co towarzyszy jego objawieniu i rozwinięciu, ale nie może odkryć form, jakie już mógł przybrać, albo zachowuje dla niego przyszłość niezbadana. Do tego zmierza w ogóle cały system Phedona: polega on na rozróżnieniu ścisłym panowania rozumu od wiary, pewności od nadziei.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 125

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

Platon

 

Phedon

czyli o nieśmiertelności duszy

 

przełożył Felicjan Kozłowski 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Tekst polski według edycji z roku 1845.

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-650-7 

 

 

 

Phedon

 Pythagorae censuit Deum esse animum

per naturam rerum intentum et commeantem,

ex quo animi nostri carperentur.

Cicero de Natura Deorum.

 Phedon przedstawia spokojność Sokratesa w więzieniu, z jaką oczekuje śmierci, którą uważa za wybawcę duszy swojéj z więzów ciała moc jéj krępujących, i niedozwalających téj dzielności, jakąby miała, gdyby się od nich uwolniła. Kiedy umrę, mówi, mam nadzieję że znajdę na tamtym świecie lepszych ludzi, choć tego z pewnością twierdzić nie mogę, jednak że znajdę dobrych bogów, o tém każdego mogę zapewnić. W rozwinięciu tych myśli powiemy że jest w nas bezwątpienia coś takiego, co się objawia i daje poznać przez działanie rozumu i woli, trwalsze, doskonalsze od ciała, exystuje. i po jego śmierci. Jest to duch jakiś, który raz wyszedłszy z osłony ciała, wolny, sobie zestawiony, wraca do ducha wiecznego od którego pochodzi. Czém się wtenczas staje? czy ma poznanie siebie samego (conscientiam sui)? czy jest czuły na roskosz i przykrość? czy zostaje w jakich stosunkach z duchem sobie podobnym? są to pytania na które nie można odpowiedzieć, tylko przez przybliżenie. Rozum może nam tylko dać poznać formę i istotę naszego ducha w tém co towarzyszy jego objawieniu i rozwinięciu, ale nie może odkryć form, jakie już mógł przybrać, albo zachowuje dla niego przyszłość niezbadana. Do tego zmierza w ogóle cały system Phedona: polega on na rozróżnieniu ścisłém panowania rozumu od wiary, pewności od nadziei. Ztąd dwie powstają jego części. 1a Zajmując trzy części dialogu, przedstawia łańcuch analyz i rozumowań, którychby ścisłość dzisiejszéj nawet filozofii nie odrzuciła. 2ga Dosyć krótka, mieści w sobie przybliżenia, prawdopodobieństwa, i symbola. Po krótkim wstępie z początku, który zawiera w sobie okoliczności tyczące się zgonu Sokratesa, następuje dowodzenie, że jest w nas coś różnego od ciała, myśl i poznanie stanowiące, o tyle doskonalsze i dzielniejsze im więcéj się od ciała oddala, i po jego śmierci nie ginące, to jest dusza. Każdy czuje w gruncie siebie, potrzebę zrobienia ją wolną i niezależną od tego co ją osłabia, morduje: to jest namiętności i egoizmu, słowem ciała.

 Z jéj wolnością wiąże się idea czystego poznania. Przychodzi się do niego przez oddalania się od zmysłów, zwracanie duszy na siebie samą, oraz przyzwyczajanie jéj do użycia téj mocy wewnętrznéj, jaką posiada, za narzędzie do poznawania; a nie zmysłów ciała, tych zwodniczych często środków; bo nie z sensacyi i nocyj przypadkowych i zbiorowych nabywają się idee dobroci, piękności, sprawiedliwości, i tym podobnych, lecz się w gruncie duszy znajdują. Sama więc z siebie, to jest pojęciem najwięcéj oderwaném i czystém, wszystko poznawać powinna. Podług tego jak w tém postępuje, daje dowód swojéj mocy i niezawisłości od ciała, lub przeciwnie słabości i uległości.

 Ztąd pochodzi wszystko złe tego życia: ze związku i stosunku duszy z ciałem, z jéj uległości dla niego, którę sprowadza sprzeczność, błąd, występek, nędzę. Celem więc filozofii jest zapobiegać temu złemu, wieść człowieka do prawdy, pokoju, jedności, wydobywając duszę jego na wolność: to jest nauczając jak się uwalniać od potrzeb ciała. Uwolnienie się to posunięte do najwyższego stopnia: jest śmiercią, bo śmierć jest oddzieleniem duszy od ciała. Filozof sam ją w sobie przysposabia, dozwalając swéj duszy tryumfować nad zmysłami; a gdy umiera, zaczyna być dopiéro w posiadaniu zupełnego życia duszy. Śmierć zatém nie jest przeszkodą, ale owszem piérwszym krokiem do zupełnego życia, niezawisłości i nieśmiertelności duszy.

 Przeciwności rodzą się z siebie, śmierć z życia, życie z śmierci. Byt rzeczy jest niejako kołem wiecznego ruchu, którego przeciwne sobie strony idą ku sobie, spotykają się biegiem przeciwnym i mijają, łącząc dla rozłączenia, rozłączając dla złączenia. Tak wszystko tworzy się dla zniszczenia, niszczy dla tworzenia; powstaje największe z najmniejszego, najmniejsze z największego, najsłabsze z najmocniejszego, najmocniejsze z najsłabszego, najprędsze z najpowolniejszego, najpowolniejsze z najprędszego, wszystko nareszcie z wszystkiego, to co nazywają śmiercią z łona tego co zowią życiem, i na odwrot. I tak być musi: albowiem gdyby z życia powstała śmierć, a z śmierci nie powstało życie, wkrótce zniszczoneby zostało wszystko, co jest żyjące, a przez to harmonia wiecznego bytu naruszona (Circulus aeterni motus). Nie ma więc życie obawiać się czego od śmierci, ani dusza od rozwiązania organów ciała.

 Każde poznawanie jest tylko przypomnieniem. Musimy więc przed narodzeniem się, to jest piérw nim do życia przychodzimy, już wszystko wiedzieć; a zatém i dusza piérw nim przybiéra na siebie formę człowieka, musi już exystować. Skoro piérw nim ciało exystuje, musi i po jego śmierci jeszcze exystować. Gdy zmysły przedstawiają nam jakie rzeczy, na które patrzymy, podobnemi, n. p. drzewa, kamienie, zkądżeśmy wzięli wyobrażenie podobieństwa, podług którego sądzimy że są podobne? Nie trzeba brać rzeczy, które się takiemi wydają, za same podobieństwo. One tylko wydają się podobnemi przez odnoszenie ich do wyobrażenia podobieństwa jakie mamy u siebie, to jest przez porównanie niejako z tą skalą, podług któréj o podobieństwie sądzimy. Samo więc wyobrażenie jest w nas, i nie pochodzi od zmysłów. Musi się ono albo rodzić z nami, albo już przed urodzeniem exystować. Rodzić się nie może: bo wstępując do ciała, nie nabywamy żadnéj władzy, i prędzejbyśmy jaką stracili. Exystuje zatém już przed naszém urodzeniem, i potém tylko się przypomina. Cośmy powiedzieli o wyobrażeniu podobieństwa, toż samo da się wyrzec o wyobrażeniu piękności, dobroci, sprawiedliwości, że nie czerpamy go z wrażeń zewnętrznych, lecz znajdujemy w naszéj duszy, która je już miała przed naszém życiem. Skoro je zaś miała przed naszém życiem, musiała i sama wtenczas exystować, a zatém i po zgonie naszym nie przestanie.

 Tym sposobem poznawanie uważane za przypomnienie, jakże piękne przedstawia nam prawdy! Pokazuje że moc intellektualna wzięta za istotę byt mającą, piérw nim się przedstawia w formie duszy człowieka, już mieści w sobie, albo raczéj sama jest wzorem piękności, dobroci, równości, jedności; i kiedy przechodzi ze stanu istoty umysłowéj do osoby, zaczyna siebie poznawać, myślić, i znajduje w niewyraźném i pomięszaném uczuciu wewnętrznego związku z jéj piérwszym stanem, jako głównym początkiem z którego poszła, wyobrażenie dobroci, piękności, równości, jedności, nieskończoności. Te nie zdają jéj się jako nowe, lecz jako przypomnienie.

 Aby dusza mogła zginąć, potrzeba aby się rozwiązała, rozeszła. Ale cóż się rozwiązuje? To co jest złożone, a nie to, co jest proste i niezłożone. A cóż stanowi niezłożoność? Tożsamość, jednostajność, niezmienność i niewidzialność w formie zmysłowéj. A więc dusza nie ma formy, i im więcéj trzyma się swéj istoty, tém mniéj ulega czasowi i zmianie. Czas i zmiana nie mają na nią wpływu, jak tylko wtenczas, kiedy ona wyrzekając się wolności, która jéj istotę stanowi, pozbywa się własnéj natury, i oddaje niespokojności, oraz burzom namiętności zepsutych, jest więc dusza w swéj istocie prosta i niezłożona.

 Lecz może dusza jest czémciś zbiorowém, wypadkiem czegoś, skutkiem jak harmonia liry! Harmonia czyż nie zdaje się czémciś prostém, niezłożoném, niewidzialném, a jednak niknie kiedy strony i lira się popsują? Nie! dusza która piérw exystuje nim się da widzieć w postaci ciała, nie może być ani zbiorem ani wypadkiem, ani skutkiem ani harmonią części, od których sama piérw exystuje. Nadto zbiór, skutek, wypadek, nie mają własnego bytu, i exystują tylko w elementach które je stanowią, a dusza wie i czuje, że ma byt sama w sobie. Moc każdego złożenia zależy na zgodzie najściślejszéj części składających, a moc duszy przeciwnie polega na oddzieleniu się gwałtem od jéj niby elementów, i ciągłém prowadzeniu walki z niemi. Dusza więc nie jest ani zbiorem, ani skutkiem, ani wypadkiem: jest jednością nierozdzielną, exystującą samą przez się.

 Lecz ta jedność nierozdzielna, która piérw nim ciało exystując, i po jego zgonie exystuje, czy nareszcie nie może kiedy mieć swego końca? Któż zaręczy, że po długim ciągu ożywiania ciał, ten duch umysłowy nie wyczerpa się nareszcie w odnawianiu ciągle swych form? i jak podczas bytu jednéj z tych form nie ma pamięci poprzedzających, któż wié, czy ta już nie jest ostatnią i ostatniém odnowieniem, któremu potrafi wystarczyć moc ducha? Aby to wiedzieć, trzebaby poznać głębiéj powszechne prawa życia i śmierci.

 Tu mieści się w ustępie teorya idej.

 Cała filozofia, która się zawiéra w fenomenach świata zewnętrznego, w tém niedokładna, mówi Plato, że nie dochodzi nigdy przyczyn, i najpiérwszego początku. Fizyka zdaje się że cudów dokazuje, gdy tłumaczy n. p. położenie, w jakiém usiadłem przez rozkład kości, wytężenie muszkuł, nie pomijając nic w drobnych szczegółach swych pozornych tłumaczeń, prócz piérwszego początku i piérwszéj przyczyny fenomenu, to jest oznaczenia mojéj woli. Wspólny błąd ludzi i fizyka który nie jest filozofem, jest, że biorą pozór za rzeczywistość. „Fizyka, mówi Sokrates, gubi się w mnóstwie małych przyczyn, którę nie są przyczynami, i uważa za chymerę, wielką przyczynę która wszystko tworzy, łączy i ożywia. Mówiąc o przyczynie i piérwszym początku, nie potrzeba zastanawiać się nad skutkami, jeżeli kto chce dojść do istoty rzeczy.”

 Przyczyną i najwyższym wszystkiego początkiem jest rozum, myśl (νοῦς).1

 Prawdziwym początkiem i prawdziwemi przyczynami rzeczy są idee.

 Idea jest w każdéj rzeczy element wewnętrzny i istotny, który łącząc się z materyę, układa ją i nadaje swój kształt. Jest wewnętrznym wzorem każdéj rzeczy. Idea nie pochodząc zewnątrz, nie może być pojęta zmysłami. Nie pada pod rozumowanie. Znamieniem jéj jest, że się staje bezpośrednią, prostą i nie dającą się rozłożyć. Na przykład względem piękności: sama idea piękności robi to, że każda rzecz piękna jest piękna. Nie trzeba sądzić że to robi układ części, albo zgoda form; albowiem bezwzględnie na to każda częś, każda forma, niezależnie od układu mogłaby być piękna, i byłaby nawet piękna choćby cały układ ogólny został zmieniony. Piękność objawia się w tém, że nie można znaleść tego niepiękném co jest piękném, i nie postrzedz idei piękności, którą znajdujem. Tożsamo jest z dobrocią, sprawiedliwością, rozległością wielkością, ilością, liczbą, i siłami piérwotnemi natury. Nie tu miejsce badać czy krytyka dzisiejsza uznając gruntowność i głębokość zasad téj sławnej teoryi, mogłaby przyjąć wszystkie jéj tłumaczenia, osobliwie te co się tyczą liczb; lecz nie można wstrzymać się od uwagi ogólnéj, że teoryą Platona ma to własnego i dobrego między idealistami, że nie zastanawia się nad własnością logiczną idej, tylko zaraz w ich istotę wchodzi. Idee Platona nie są tylko przewodnikami dla myśli jak Kategorye Arystotelesa i Kanta, lecz zupełnemi elementami rzeczywistości. Zasady i przyczyny łączą w sobie principium essendi i principium cognoscendi, tak niestosownie oddzielone od siebie przez scholastyczność, jakby istota bytu mogła się obejść bez myśli i rozumu, albo myśl nie była bytem, i bytem zarazem najwięcéj znaczącym i najczystszym. Idee, pierwszy początek i przyczyny, lubo przez związek z rzeczami które ożywiają i stanowią, przypadają na czas i przestrzeń, są jednak w istocie obce dla zmian przestrzeni i czasu; nieznają ani początku, ani końca dla siebie, są wieczne, nie podpadające zniszczeniu. Właściwa cecha prawdziwego początku i prawdziwéj przyczyny jest nieprzypuszczenie nic jéj przeciwnego, i przeciwnego temu, co z niéj wprost pochodzi. Więc podług Platona i całéj szkoły Platońskiej, o któréj Stahl zebrał tylko podania, dusza jest początkiem i przyczyną życia. „Jeżelibyś się spytał, mówi Sokrates, co ciało ogrzewa, nie powiedziałbym że ciepło, lecz, idąc zaraz do początku, powiedziałbym że ogień. Gdyby mi się pytano, co powodem słabości téj osoby, nie powiedziałbym że słabość, lecz febra; jaki powód nieparzystéj liczby, nie powiedziałbym nieparzystość, lecz jedność. Podobnie wznosząc się do idei piérwotnéj, do początku, do przyczyny życia, mówię że nią jest dusza.” Tak więc ona stanowiąc życie i nie przypuszczając w swéj własności jako piérwszym początku tego co jéj jest przeciwne, to jest śmierci, nie ma się czego obawiać od śmierci, i nie przypuszcza jéj w sobie wiecznie. Jest zatém sama wieczną i nie podlegającą zepsuciu.

 Po rozbiorze rzeczy jasnym, ścisłym, głębokim, do którego zarzutów i odpowiedzi dzisiejsza filozofia po dwóch tysiącach lat nie łatwoby mogła co dodać, przyjaciele Sokratesa zostają przekonani. Jeden tylko z nich choć nie ma co zarzucić, wyznaje, że wielkość przedmiotu i słabość naturalna umysłu ludzkiego zostawują mu jeszcze trochę niepewności i małą nieufność. Sokrates nie dziwi się temu, lecz prosi swego przyjaciela, aby do niego często przychodził, i wracał do rozbioru zasad, o których skończyli; a może być pewnym, że im się lepiéj nad niemi zastanowi, tém je więcéj niezawodne i zaspokajające znajdzie. Taka jest piérwsza część Phedona, która podaje za dogmat filozoficzny, że moc intelektualna nie ginie przy rozwiązaniu zewnętrznego organizmu.

 Potém idzie druga część, z wyliczeniem rozmaitych wiar mytologicznych, względem przeznaczenia i stanu dalszego téj siły nieśmiertelnéj po wyjściu z organizmu zewnętrznego, to jest ciała. Piérwsza część była rozbiorem rzeczy między filozofami, druga jest raczéj himnem, ułomkiem epopei; jest w pewnym rodzaju dodatkiem pięknym i przyjemnym dla podniesienia skutku dowodzeń poprzedzających i dla zabawy serca i imaginacyi, kiedy już rozum został zaspokojony.

 Filozofia pokazuje, że jest w człowieku coś takiego, co nie może zaginąć. Lecz aby to przedstawiło się na drugim świecie z temi samemi zdolnościami, temi samemi prawami, jakie miało na tym, żeby miało tam zanieść skutki dobrych i złych czynów jakie tu popełniło, że człowiek cnotliwy zostaje tam w pośród cnotliwych, a zły w pośród złych, jest to piękne podobieństwo do prawdy, które może nie potrafi być ściśle dowiedzione, lecz które utwierdza i uświęca tajemne życzenie serca i zgoda powszechną narodów. Wiary te nie są dzisiejsze, nie zaginą jutro. Niezbędna potrzeba je utworzyła, rozszerza je i będzie zawsze utrzymywać między ludźmi, jako święte dziedzictwo. W istocie, zbytby dumna była taką filozofia, któraby zabraniała mędrcowi w ostatniéj godzinie przyzwać na pomoc tych szanownych powieści, pocieszyć się wiarą w nie, i tą nadzieją rodzaju ludzkiego. Przynajmniéj taką nie jest filozofia Sokratesa. Dosyć mający światła, żeby miał bez braku przyjmować wszystkie allegorye pospolite, które opowiada swoim przyjaciołom, nie jest także zbyt surowym, żeby je miał odrzucać wszystkie.2 Spoczywający na ustach tego dobrego i rozumnego starca pół-uśmiech, wydaje tylko jego względem nich powątpiéwanie, ale nie pogardę.

Przekład Phedona.

Echekrates.3

 Czy sam byłeś Phedonie przy Sokratesie tego dnia, kiedy wypił truciznę w więzieniu, albo o tém słyszałeś od kogo innego?

Phedon.4

 Sam byłem Echekratesie!

Echekrates.

 Cóż więc mówił przed zgonem, i jak zakończył życie? Radbym usłyszyć; bo z naszych obywateli Fliazyjskich żaden od dawna nie udaje się do Aten, ani z tamtąd długo już nikt do nas nie przybył, któryby nam dokładnie mógł donieść o tém, prócz że umarł wypiwszy truciznę; a o reszcie nie ma co powiedziéć.

Phedon.

 Czy nie wiecie zatém o sądzie jakim sposobem się odbył

Echekrates.

 Tak, wiemy... doniósł nam jeden, i dziwiliśmy się, że gdy wyrok od dawna zapadł, on daleko późniéj zdaje się śmierć poniósł. Co za przyczyna tego była Phedonie?

Phedon.

 Zdarzenie szczególne trafiło się. Właśnie na dziéń przed sądem, uwieńczono okręt,5 który Ateńczykowie corocznie wysyłają do Delos.

Echekrates.

 Co za okręt?

Phedon.

 Ten sam, na którym, jak mówią Ateńczykowie, wiózł nie gdyś Thezeusz do Krety siedmiu chłopców i siedm dziewcząt, które potém uratował, siebie ratując. Wtenczas, jak powiadają, zrobili Ateńczykowie ślub Apollinowi, że jeśli ci uratowani zostaną, corocznie wysyłać będą za nich uroczystą procesyą6 do