Pamiętniki Adama i Ewy - Mark Twain - ebook + audiobook + książka

Pamiętniki Adama i Ewy ebook i audiobook

Mark Twain

4,3

Opis

To pełna humoru, ponadczasowa opowieść o tym jak mogły wyglądać początki znajomości pierwszej kobiety z pierwszym mężczyzną na ziemi... Ona: Wczorajszym popołudniem śledziłam z pewnego oddalenia ten drugi Eksperyment, żeby – o ile zdołam – przekonać się, do czego może służyć. Nie udało mi się. Sądzę, że to mężczyzna. Nigdy jeszcze nie widziałam mężczyzny, ale ten wygląda mi na mężczyznę, i jestem pewna, że tym właśnie jest. Zdaję sobie sprawę, że bardziej mnie interesuje, niż każdy inny przedstawiciel gadów. On: Nowe stworzenie mówi, że ma na imię Ewa. W porządku, nie mam nic przeciwko. Stworzenie mówi, że tak właśnie mam je wołać, gdy zechcę, żeby przyszło. Powiedziałem wtedy, że to zbyteczne. Słowo to najwyraźniej zjednało mi szacunek stworzenia. W istocie, jest ono pojemne, dobre i nadaje się do powtarzania. Stworzenie mówi, że nie jest "ono", tylko "ona." Jest to rzecz dość wątpliwa, ale i tak wszystko mi jedno. To, czym ona jest, nie ma dla mnie znaczenia, byleby sobie poszła i nie gadała tyle.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 104

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 18 min

Lektor: Mark Twain

Oceny
4,3 (10 ocen)
5
4
0
1
0

Popularność




Mark Twain

Pamiętniki Adama i Ewy

SAGA Egmont

Pamiętniki Adama i Ewy

Copyright © 2006, 2018 Mark Twain i SAGA

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788711662724

1. Wydanie w formie e-booka, 2018

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA oraz autora.

SAGA Books, spółka wydawnictwa Egmont

Fragmenty z Pamiętnika Adama przetłumaczone z oryginalnego języka

[Uwaga tłumacza1 – Parę lat temu przetłumaczyłem część tego pamiętnika, a mój przyjaciel wydrukował kilka niekompletnych kopii, jednak czytelnicy nigdy nie mieli okazji się z nimi zapoznać. Od tamtego czasu rozszyfrowałem jeszcze więcej hieroglifów Adama i myślę, że stał się on na tyle ważną postacią, że niniejsza publikacja jest w pełni uzasadniona.

- M.T.J

Poniedziałek

To nowe stworzenie z długimi włosami bez przerwy mi przeszkadza. Ciągle za mną łazi. Nie podoba mi się to – nie przywykłem do towarzystwa. Chciałbym, żeby trzymało się pozostałych zwierząt … Mamy dziś pochmurny dzień, wiatr wieje ze wschodu, myślę, że czeka nas ulewa… Nas? Skąd przyszło mi do głowy to słowo? Ach, pamiętam, to nowe stworzenie stale go używa!

Wtorek

Oglądałem dziś wielki wodospad. Myślę, że to najpiękniejsze miejsce na naszej ziemi. Nowe stworzenie nazywa go Wodospadem Niagara – doprawdy, nie mam pojęcia dlaczego! Mówi, że wygląda jak Wodospad Niagara. Nie ma w tym krzty sensu, tylko samowola i głupota! Nie mam szans samemu czegokolwiek nazwać! To nowe stworzenie nazywa wszystko, co pojawia się na drodze, zanim zdołam przeciw temu zaprotestować. I zawsze ma tę samą odpowiedź – „wygląda jak”! Na przykład dodo. Skoro tylko ujrzało dodo, od razu mówi – „wygląda jak dodo”! Bez wątpienia nazwa ta się przyjmie. Naprawdę nie chcę się tym dręczyć, bo i tak nie wyniknie z tego nic dobrego. Dodo! To zwierzę wcale nie przypominało dodo, w każdym razie nie bardziej niż ja sam!

Środa

Zbudowałem sobie schronienie przed deszczem, ale nawet tam nie zaznałem spokoju. Nowe stworzenie wdarło się do środka. Kiedy próbowałem się go pozbyć, zaczęło wylewać wodę otworami, przez które patrzy, wycierać ją wierzchem swych łap i wydawać takie odgłosy jak zranione zwierzę. Chciałbym, żeby wreszcie zamilkło – ciągle gada! Wiem, że łatwo mi drwić z biednego stworzenia, ale wcale tego nie chcę. Naprawdę nie mam takiego zamiaru. Nigdy przedtem nie słyszałem ludzkiego głosu. Każdy nowy i niezwykły dźwięk zakłócający uroczystą ciszę tego pustkowia rani moje uszy i zdaje się być fałszywą nutą. A ten nowy głos odzywa się tak blisko mnie, tuż przy moim ramieniu, tuż przy moim uchu, raz z jednej, raz z drugiej strony, a ja przecież jestem przyzwyczajony do bardziej odległych dźwięków!

Piątek

Proces nazywania brawurowo posuwa się naprzód, wbrew wszelkim moim wysiłkom! Miałem bardzo dobrą nazwę dla naszych włości, ładną i pięknie brzmiącą – Rajski ogród. Właściwie, prywatnie, wciąż go tak nazywam, jednak już nie publicznie. Nowe stworzenie mówi, że te lasy, skały i całe otoczenie w ogóle nie przypominają ogrodu. Mówi, że teren ten wygląda jak park, nic innego tylko park. Dlatego też, bez żadnych konsultacji ze mną, stworzenie nadało naszej ziemi nową nazwę – Park wodospadu niagara. Tak, to wydaje się dość apodyktyczne2. I niemal natychmiast pojawił się znak:

Nie deptać trawy!

Moje życie nie jest już tak szczęśliwe jak przedtem.

Sobota

Nowe stworzenia zjada za dużo owoców. Niedługo całkiem ich nam zabraknie! Znowu to „nam”! Tak często słyszałem to słowo, że sam zacząłem go używać. Dość mglisty poranek. Jeśli chodzi o mnie, to nie wychodzę w taką mgłę, w przeciwieństwie do tego nowego stworzenia. Ono wychodzi w każdą pogodę, a potem wraca z ubłoconymi stopami! I bez przerwy gada! A kiedyś było tu tak przyjemnie i cicho!

Niedziela

Jakoś przeszła. Ten dzień staje się coraz bardziej męczący. W listopadzie wybrano go i oddzielono od reszty jako dzień odpoczynku. Niegdyś wszystkie dni tygodnia były dla mnie niedziełami! Dziś rano nakryłem nowe stworzenie na tym, jak grudkami ziemi próbowało strącać jabłka z zakazanego drzewa.

Poniedziałek

Nowe stworzenie mówi, że nazywa się Ewa. W porządku, jeśli o mnie chodzi, nie mam nic przeciwko temu. Ono mówi, że właśnie tak mam je nazywać, gdy będę chciał je do siebie przywołać. Wówczas stwierdziłem, że to reduntantne3. Słowo to wyraźnie zrobiło wrażenie na tej istocie! To wspaniałe, dobre słowo i godne częstego powtarzania. Stworzenie mówi, że wcale nie nazywa się Ono tylko Ona! Bardzo w to wątpię, szczerze mówiąc, wszystko mi jedno, kim lub czym ona jest, byleby tylko zostawiła mnie w spokoju i przestała gadać!

Wtorek

Zaśmieciła całą posiadłość wstrętnymi nazwami i obraźliwymi znakami:

Tędy do wiru wodnego

Tędy do koziej wyspy

Jaskinia wiatrów – tędy

Ona mówi, że park doskonale nadaje się na letni kurort, jak gdyby w ogóle istniało coś takiego! Letni kurort – kolejny jej wymysł – same słowa, pozbawione znaczenia! Czym właściwie jest letni kurort? Jednak lepiej jej nie pytać – tak chętnie wszystko wyjaśnia!

Piątek

Zaczęła zaklinać mnie, abym przestał wyprawiać się nad wodospad. A niby czemu? Mówi, że przyprawia ją to o dreszcze. Zastanawiam się, dlaczego. Zawsze to robiłem – zawsze lubiłem się kąpać, lubiłem dreszczyk emocji i chłód wody. Myślę, że właśnie po to jest nasz Wodospad. O ile wiem, nie ma żadnego innego zastosowania, a przecież na pewno został stworzony w jakimś celu. Ona twierdzi, że powstał dla ozdoby – tak jak nosorożce i mastodonty4.

Spłynąłem z wodospadu w beczce – nie była zadowolona. Wypróbowałem więc balię – to też jej się nie spodobało. Przepłynąłem wiry i progi rzeczne w stroju z liści figowych. Niewiele z niego zostało. Od tego czasu zamęcza mnie nudnymi narzekaniami na moją ekstrawagancję. Bez przerwy mi przeszkadza. Potrzebuję zmiany otoczenia.

Sobota

We wtorek w nocy uciekłem. Szedłem dwa dni, po czym zbudowałem nowe schronienie w odległym miejscu. Zacierałem ślady najlepiej, jak potrafiłem, ale ona wytropiła mnie za pomocą bestii, którą oswoiła i nazwała wilkiem. Znowu zaczęła jęczeć jak ranione zwierzę i wylewać wodę z otworów, którymi patrzy. Musiałem więc z nią wrócić, jednak znów ucieknę, gdy tylko nadarzy się okazja. Ona zajmuje się samymi idiotycznymi rzeczami – próbuje między innymi odkryć, dlaczego zwierzęta zwane lwami i tygrysami żywią się trawą i kwiatami, podczas gdy, jej zdaniem, ich uzębienie wskazuje na to, że powinny zjadać się nawzajem i tym samym powodować coś, co, o ile dobrze zrozumiałem, zwie się „śmiercią”. Śmierć, jak mi powiedziano, nie nawiedziła jeszcze Parku. Cóż, nawet trochę tego żałuję.

Niedziela

Jakoś minęła.

Poniedziałek

Już wiem, po co wymyślono tydzień – daje czas, by odpocząć po Niedzieli. Niezła myśl … Ona znów wspinała się na to drzewo. Ściągnąłem ją stamtąd. Odparła, że nikt nie patrzył. Zdaje się, że to dla niej wystarczające uzasadnienie wszelkich ryzykownych działań. Powiedziałem jej to. Słowo „uzasadnienie” wzbudziło jej zachwyt i, jak sądzę, również zazdrość. To dobre słowo.

Czwartek

Powiedziała mi, że powstała z mojego żebra. To co najmniej wątpliwe. Nie brakuje mi ani jednego … Teraz martwi się o myszołowa. Mówi, że trawa zupełnie się dla niego nie nadaje. Boi się, że go nie odchowa, ponieważ myśli, że myszołów powinien się żywić padliną. Cóż, musi się przyzwyczaić do tego, co mu dajemy. Nie możemy zmieniać boskiego planu dla jednego myszołowa.

Sobota

Wczoraj wpadła do sadzawki, w której się przeglądała, co robi niemal bez przerwy. Prawie się utopiła i powiedziała, że było to bardzo nieprzyjemne uczucie. Dlatego zrobiło się jej żal żyjących tam stworzeń, które nazywa rybami. Oczywiście, wciąż nadaje imiona stworzeniom, które ich nie potrzebują i wcale nie przychodzą, kiedy się je woła. Dla niej nie ma to znaczenia – taka jest tępa! Wczoraj wyjęła mnóstwo ryb z sadzawki, przyniosła je i włożyła do mojego łóżka, aby się ogrzały. Obserwowałem je przez cały dzień i wcale nie widzę, by wyglądały na szczęśliwsze niż przedtem – są tylko trochę cichsze. Gdy nadejdzie noc, wyrzucę je wszystkie. Nie mam zamiaru znów z nimi spać. Są nieprzyjemne w dotyku i lepią się do skóry.

Niedziela

Jakoś przebrnąłem.

Wtorek

Teraz zaprzyjaźniła się z wężem. Pozostałe zwierzęta są zadowolone, ponieważ ciągle im przeszkadzała i robiła na nich różne eksperymenty. Ja też jestem szczęśliwy – wąż gada, więc mogę trochę odpocząć.

Piątek

Ona mówi, że wąż radzi jej, by spróbowała owocu z zakazanego drzewa, co ma skutkować wspaniałą i wielce szlachetną wiedzą! Powiedziałem jej, że będzie też inny skutek – skosztowanie owocu sprowadzi do naszego świata śmierć. To był błąd – naprawdę lepiej byłoby, gdybym zachował tę uwagę dla siebie, ponieważ poddało jej to nowy pomysł. Ubzdurała sobie, że mogłaby uratować chorego myszołowa i dostarczyć świeże mięso przygnębionym lwom i tygrysom! Poradziłem jej, by trzymała się z daleka od drzewa. Powiedziała, że mnie nie posłucha. Przeczuwam kłopoty. Zamierzam się ulotnić.

Środa

Ostatnio nie brakowało mi wrażeń. Tamtej nocy uciekłem i pędziłem galopem, mając nadzieję, że uda mi się wydostać z Parku i ukryć gdzieś daleko, nim zaczną się kłopoty. Tak jednak się nie stało. Jakąś godzinę po wschodzie słońca jechałem przez kwiecistą równinę, gdzie tysiące zwierząt pasło się, spało lub bawiło ze sobą tak, jak to miały w zwyczaju. Nagle wybuchła przeraźliwa wrzawa i w jednej chwili cała równina wypełniła się wściekłym wrzaskiem, a każde stworzenie atakowało swojego sąsiada. Wiedziałem, co to znaczy – Ewa zjadła zakazany owoc i na świecie pojawiła się śmierć …

Tygrysy zjadły mojego konia, nie zważając na to, że rozkazałem im przestać. Pewnie zjadłyby i mnie, gdybym nie uciekł ile sił w nogach … Znalazłem to miejsce poza Parkiem i przez kilka dni było mi całkiem dobrze. Niestety, ona mnie wytropiła. Znalazła mnie, a miejsce to nazwała Tonawanda – powiedziała, że tak właśnie wygląda. Właściwie nie żałowałem, że przyszłą, bo tutaj prawie nie było owoców, a ona przyniosła kilka tych jabłek. Byłem tak głodny, że musiałem je zjeść. Było to zupełnie wbrew moim zasadom, jednak odkryłem, że zasady nie mają żadnej rzeczywistej mocy, chyba, że ma się pełny żołądek … Przyszła ubrana w gałęzie i wiązki liści, a kiedy spytałem, czemu ma służyć ten idiotyzm, zdzierając je z niej i odrzucając na bok, ona zachichotała i oblała się rumieńcem. Nigdy przedtem nie widziałem, żeby ktoś chichotał i się rumienił! Wydawało mi się to nietwarzowe i pozbawione sensu. Odparła, że wkrótce sam zobaczę, jak to jest. Miała rację. Choć byłem głodny, zjadłem tylko pół jabłka – najlepszego, jakie kiedykolwiek jadłem, biorąc pod uwagę późną porę roku, w której je zerwano – po czym ubrałem się w te same liście i gałęzie, które wcześniej odrzuciłem. Następnie surowo nakazałem jej, aby przyniosła więcej listowia i sama nie robiła z siebie widowiska, chodząc nago. Zrobiła to, a później podkradliśmy się do miejsca, gdzie rozgrywała się walka między zwierzętami. Zebraliśmy tam parę skór i kazałem jej połączyć je ze sobą w kilka strojów stosownych na oficjalne okazje. Prawda, są one niewygodne, ale modne, a taka jest przecież główna funkcja ubrania … Odkryłem, że Ewa jest całkiem dobrą towarzyszką. Bez niej czułbym się samotny i przygnębiony, zwłaszcza teraz, kiedy utraciłem moją ziemię. Po drugie, ona twierdzi, że od tej chwili musimy pracować na nasze utrzymanie. Z pewnością okaże się bardzo pożyteczna. Ja pokieruję jej pracą.

Dziesięć dni później

Ona wini mnie za całą katastrofę! Z rozbrajającą szczerością przyznała, że Wąż zapewnił ją, że zakazany owoc nie był jabłkiem, ale kasztanem! Powiedziałem, że w takim razie jestem bez winy, bo nie zjadłem żadnych kasztanów. Odparła, że Wąż pouczył ją, że „kasztan” to metaforyczna nazwa przestarzałego i wyświechtanego żartu5. Słysząc to zbladłem, ponieważ wymyśliłem wiele żartów, by jakoś przetrwać trudny czas i niektóre z nich mogły być tego rodzaju, choć w owym czasie naprawdę myślałem, że były one całkiem nowe. Spytała mnie, czy wymyśliłem jakiś żart w czasie poprzedzającym katastrofę. Musiałem przyznać, że istotnie zażartowałem sobie, ale w duchu, nie wypowiadając moich myśli na głos. To było to. Rozmyślałem o Wodospadzie i powiedziałem sobie: „Jaki to wspaniały widok – ten bezmiar wód lecący w dół!” Potem, w jednej chwili wpadła mi do głowy błyskotliwa myśl i wyraziłem ją, mówiąc: „Byłoby o wiele wspanialej, zobaczyć ten bezmiar wód lecący pod górę!”Myślałem, że umrę ze śmiechu, kiedy cała natura nagle się zbuntowała i musiałem ratować życie. „Masz teraz!” – zawołała tryumfująco – „To jest to! Wąż wspomniał właśnie ten dowcip i nazwał go Pierwszym Kasztanem, mówiąc że powstał w chwili Kasztan stworzenia świata!” Zatem to naprawdę moja wina! Gdybym nie był dowcipny, och, gdybym tylko nie miał tej błyskotliwej myśli!

Rok pózniej