Pamiętnik nastolatki 6 - Beata Andrzejczuk - ebook + książka

Pamiętnik nastolatki 6 ebook

Beata Andrzejczuk

4,7

Opis

Znów są wakacje. Sądziłam, że nastanie czas błogiego lenistwa w moim życiu, ale gdzie tam! Wewnętrzne rozterki i ciągłe intrygi nie dają mi spokoju. Maksym w szpitalu. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie chodził. Koło mnie znów zaczyna się kręcić Bartosz. Na horyzoncie pojawia się też Jeremi. I te dwie kosmiczne intrygantki - Kamila i Aleksandra. Czy uda im się skutecznie wetknąć kij w mrowisko mojego życia. Czy zdołam wreszcie jakoś sensownie to wszystko poukładać? Czy kiedykolwiek będę na tyle dorosła, żeby wiedzieć czego ja sama chcę?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 268

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




1 lipca

Wypadek na motocyklu. Krew, dużo krwi. Zerwany łańcuszek leży na drodze. Szpital. Maksym. Ja wypowiadająca wciąż te same słowa: „Jesteś największą miłością mojego życia! Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie ani teraz, ani za 20 lat. Słyszysz, wariacie?”.

Ten obrazek prześladował mnie każdego dnia. Zrywałam się w nocy z krzykiem, myśląc że wydarzyło się to zaledwie kilka sekund temu. Potem budziła się we mnie nadzieja, że był to tylko zły sen, że nie wydarzyło się to naprawdę, że Maksym zaraz przyjdzie, przytuli mnie mocno, delikatnie dotknie mojej twarzy i powie: „Kocham cię”, a ja będę się wpatrywała w jego wielkie, niebieskie oczy. On wtedy zapyta: „Aż tak bardzo ci się podobam?”. A potem uśmiechnie się szelmowsko. Rety, jak bardzo brakowało mi jego zadziornego uśmiechu i tej lekkiej zarozumiałości.

– Jeśli myślisz, że kiedykolwiek wsiądę do samolotu i polecę z tobą do Nowego Jorku, to się grubo mylisz – powiedziałam kiedyś.

– A ja myślę, że jeśli naprawdę mnie kochasz, to pójdziesz ze mną na koniec świata – uśmiechnął się łobuzersko. – A ja wiem, że mnie kochasz – puścił do mnie oko, a ja szturchnęłam go łokciem w bok.

Nic już nie będzie takie jak przedtem. Maksym zaraz po wypadku przeszedł operację. Z tego, co tata mówi, to na tej jednej się nie skończy. Nigdy mi tego nie wybaczy! Gdyby nie mój głupi upór, gdybym nie wspomniała wtedy o Bartoszu, być może nic by się nie stało. Aleksandra wyszła z tego wypadku prawie bez szwanku. Potłuczona, ze złamaną nogą. Inni motocykliści podobnie. W ciężkim stanie jest jeszcze tylko jeden chłopak. Gdy zobaczyłam ją dwa dni później w szpitalu z nogą w gipsie, odważyłam się wejść do jej sali.

– Cześć – powiedziałam cicho.

– Po co tu przyszłaś? – rzuciła ostro w moją stronę. – Do Maksyma i tak cię nie wpuszczą. Jest po operacji, na intensywnej terapii. Poza tym nie jesteś rodziną.

– Wiem – szepnęłam. – Miałam jednak nadzieję, że uda mi się go zobaczyć.

– Trzeba było myśleć wcześniej – wycedziła przez zaciśnięte usta. – Maksym jest doświadczonym motocyklistą. Wie, jak radzić sobie w takich sytuacjach. Ja puściłam motor, a on nie. Wpakował się w sam środek karambolu. Nie mogę uwierzyć w to, co zrobił. Mamy solidne kombinezony. Naprawdę są w stanie nas ochronić. A nawet jakby nie, to mamy dzięki nim większą szansę, aby wyjść z wypadku cało. Jak myślisz – była wyraźnie zła – dlaczego on nie puścił motocykla?

– Nie mam pojęcia – szepnęłam.

– To ja ci powiem! – prawie krzyknęła. – Nie puścił, bo zamiast o akcji i o własnym bezpieczeństwie myślał o kłótni z tobą. To przez ciebie on jest w takim stanie! Gdyby nie ta twoja dziecinada, być może miałby połamane żebra, nogę, rękę, ale nie walczyłby teraz o życie!

Słuchałam tych słów i najchętniej uciekłabym stamtąd, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Słowa Aleksandry bolały, tak jakby ktoś rzucał we mnie rozgrzanymi do czerwoności kamieniami. Wiedziałam, że ma rację! Wiedziałam. Przecież w ten sam sposób myślałam. To stało się przeze mnie i przez tę kłótnię na kilka minut przed tym, gdy Maksym odjechał. Jednak nikt do tej pory nie powiedział mi tego prosto w twarz. Zrobiła to dopiero ona. Właściwie wykrzyczała.

– No i co tak stoisz ze spuszczoną głową?! – dobiegł do mnie jej głos. – Jesteś najgorszą rzeczą, jaka go w życiu spotkała! Tyle pięknych i mądrych dziewczyn chodzi po tym świecie, a on musiał się zakochać właśnie w tobie?! To jego życiowy pech!

– Ja też go kocham i to bardzo – wykrztusiłam z siebie.

– Nie wiesz, co to miłość! Nie masz o niej zielonego pojęcia! Wydaje ci się, że go kochasz, a to dwie różne sprawy! Wiesz co?! Najlepiej zniknij z jego życia teraz! Żeby nigdy już cię nie zobaczył! Żeby nigdy przez ciebie już nie cierpiał!

– Zamierzam naprawić swoje błędy i więcej ich nie powtórzyć – wypowiadanie słów przychodziło mi z ogromną trudnością.

– Naprawić swoje błędy?! – zaśmiała się ironicznie. – Wiesz co ci powiem?! – sarkazm nie znikał z jej twarzy. – Ty jesteś gówniarą, a nie dziewczyną poważnie myślącą o przyszłości z Maksymem. Zwykłą smarkulą. On nie takiej dziewczyny potrzebuje. Jest za poważny na zabawę w miłość. Maksym szukał prawdziwego uczucia i, niestety, nie znalazł go przy tobie. Zresztą, wynoś się stąd! Daj nam wszystkim spokój!

– Aleksandro, rozumiem twoje rozgoryczenie, ale uspokój się. To nie pomoże Maksymowi – usłyszałam za plecami głos taty. – A w ogóle, dzień dobry. Jak się czujesz?

– Dzień dobry – odparła. – Ja? – spojrzała na mnie z nienawiścią. – Ja to akurat czuję się dobrze.

– Przyniosłem dla ciebie owoce, soki i czekoladę, żebyś się wzmocniła – powiedział spokojnie i położył na stoliczku obok łóżka.

– Dziękuję, nie trzeba było – odparła surowym, ale już spokojnym tonem. – Wie pan, co z Maksymem?

– Niewiele. Do sali mnie nie wpuścili, ale po operacji wykonali szereg badań i teraz czekają na wyniki.

– A jak on się czuje? Wiadomo, w jakim jest stanie? Nie tylko fizycznym, ale i psychicznym? – Aleksandra zaczęła normalnie rozmawiać z moim tatą, traktując mnie jak powietrze.

– Odkąd obudził się po operacji, nie chce z nikim rozmawiać. Lekarz mówi, że dużo śpi, ale to dobrze, bo potrzebuje odpoczynku. Będzie miał konsultację psychologiczną – wyjaśnił.

– Jutro przylatuje ze Stanów ojciec Maksyma – powiedziała Aleksandra. – Wiem od lekarza.

– To, prawda. Rozmawiam z nim prawie codziennie przez telefon. Dopytuje się o stan zdrowia nie tylko Maksyma, ale i twój, Aleksandro. Prosił, aby cię serdecznie pozdrowić.

– Podziękuję mu jutro osobiście – odpowiedziała.

Jeszcze o czymś chwilę rozmawiali, ale wyszłam na korytarz. Tata, mój tata, któremu bezgranicznie ufałam, rozmawiał z ojcem Maksyma i nie wspomniał mi o tym ani słowem? Zawiodłam się. Poczułam się oszukana. I jeszcze na dodatek jutro przylatuje do Polski. Właściwie nie wiem, dlaczego mnie to zaskoczyło? Normalnie powinnam się dziwić, że jeszcze go tu nie ma. Teraz jednak myślałam zupełnie innymi kategoriami. Ojciec Maksyma jawił się w moim umyśle jako wróg, kolejna osoba, która będzie mnie nienawidziła za to, co się stało. Czy w ogóle pozwolą mi się zobaczyć z Maksymem? Czy jego ojciec i Aleksandra dopuszczą mnie do niego?

2 lipca

Przepłakałam całą noc. Chyba dopiero nad ranem udało mi się zasnąć, ale może tylko na godzinkę albo dwie. Gdy tata wszedł do pokoju, musiałam wyglądać okropnie. Zresztą od płaczu bardzo bolała mnie głowa. Usiadł koło mnie na łóżku i próbował mnie pogłaskać, ale szybko się odsunęłam.

– Co się stało? – zapytał.

– Nic – wzruszyłam ramionami.

– Przecież widzę.

– Byłeś świadkiem tego, co wykrzykiwała Aleksandra i pytasz, co się stało?! – podniosłam głos. – Poza tym ufałam ci, a ty mnie oszukałeś!

– Ja? – prawie zbladł. – Nigdy w życiu cię nie oszukałem.

– Wiedziałeś o przyjeździe taty Maksyma. Szkoda tylko, że nic mi o tym nie powiedziałeś – wycedziłam ironicznie i nagle się rozpłakałam. Zupełnie nie umiałam zapanować nad emocjami. Przechodziłam ze skrajności w skrajność. Straciłam nad nimi kontrolę.

– Natalia – powiedział ciepło. – Wiem, że jest ci bardzo ciężko, ale ta sytuacja z Aleksandrą czy rozmowy telefoniczne nie są teraz istotne. Kluczowe jest to, czy Maksym... – zawahał się – wyzdrowieje, czy będzie sprawny, czy będzie mógł chodzić. I myślałem, że dla ciebie to jest właśnie najważniejsze. Nie chciałem cię dodatkowo obciążać pobocznymi sprawami. Gdybyś zapytała, powiedziałbym ci prawdę.

– Tato! – zawołałam. – Co ty w ogóle wygadujesz?! Kocham go tak bardzo, że jest to dla mnie oczywiste, że wyzdrowieje i będzie chodził!

– Natalia, nie zachowuj się jak dziecko, proszę – pogładził mnie po policzku. – Czy równie mocno będziesz go kochała, gdy się okaże, że nigdy nie wróci do dawnej sprawności?! Przemyśl to sobie, proszę – cmoknął mnie w czoło.

– Nie chcę nawet o tym słyszeć! – krzyknęłam.

Nie kontynuował tematu, tylko patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Milczał dłuższą chwilę, a potem dodał:

– A co do Aleksandry, zrozum ją. W tej chwili jest rozgoryczona. Daj jej po prostu więcej czasu.

– A to, że ja myślę dokładnie tak samo jak ona, też cię nic nie obchodzi? – spytałam, patrząc mu poważnie w oczy.

– Bardzo mnie to obchodzi, córeczko. Teraz jednak musimy się wszyscy wziąć w garść i myśleć o teraźniejszości i przyszłości. Czasu nie cofniesz i niczego już nie zmienisz.

– Ale wszyscy myślicie, że to moja wina! – zawołałam. – Wiem o tym! Mama odzywa się do mnie wyłącznie dyplomatycznie. Zuzka po wypadku mnie zwymyślała, a ty ani razu nie powiedziałeś, że nie ma w tym mojej winy! – byłam rozżalona.

– One też to bardzo przeżywają. Mają się śmiać po tym wszystkim i tryskać radością? Zastanów się. Każdy to przeżywa na swój własny sposób. Ty też, Natalia. Wszyscy potrzebujemy czasu, żeby to sobie poukładać – westchnął głęboko. – A co do winy, to ja myślę, że tu jest winien splot różnych okoliczności. Tak się to wszystko fatalnie ułożyło.

Łzy znów pociekły mi ciurkiem po policzkach i zaczęły spływać do gardła. Bolała każda rozmowa na ten temat, ale w tym bólu ostatnie słowa ojca przyniosły mi ulgę.

– Za niecałe dwie godziny jadę na lotnisko odebrać tatę Maksyma – powiedział ojciec, wychodząc. – Chcesz pojechać ze mną?

– Tato! Oszalałeś? On musi mnie nienawidzić! Pewnie tak jak wszyscy uważa, że to moja wina.

– Powiedziałem ci już, co o tym sądzę. Nie ukrywam jednak, że tata Maksyma stwierdził, że mu bardzo przykro z waszego braku porozumienia w kwestii tych motocykli. Najważniejsze jednak w tej chwili jest dla niego zdrowie Maksyma – dodał i wyszedł.

– Ja cię nie ogarniam! – w drzwiach stanęła Zuzka.

– Jeśli zamierzasz mnie krytykować, wyjdź stąd. Sama nie najlepiej o sobie myślę.

– Nie o to mi chodzi! – była wyraźnie zła. – Po prostu przestań się przejmować tym, co o tobie wszyscy myślą i mówią. Oni za ciebie życia nie przeżyją.

– Wiem – westchnęłam – wszystko to wiem, ale czasem nie potrafię. Nie masz pojęcia, jak się czułam, gdy Aleksandra wywaliła mi wszystko, co o mnie myśli. Ty też tak uważasz?

– Nawrzeszczałam na ciebie wtedy po wypadku, ale to wszystko było w emocjach – powiedziała poważnie. – Tak wtedy czułam. Teraz zaczynam łapać do tego dystans i myślę raczej tak jak tata, że był to tragiczny zbieg okoliczności. Na dobrą sprawę, to nie twoja wina, że zachowałaś się tak, a nie inaczej.

– Co masz na myśli? – przerwałam.

– „To nie magiczna osiemnastka sprawia, że stajemy się dorośli, ale doświadczenia z naszego życia” – odparła popularnym cytatem krążącym po internecie.

– Uważasz tak jak Aleksandra? Że czasem zachowuję się jak gówniara? – spojrzałam jej prosto w oczy.

– Tak – odpowiedziała szczerze – ale masz do tego prawo. Ja też zachowuję się czasem jak idiotka, a nie jak myślący człowiek. Wszyscy popełniamy błędy. Przecież to na nich się uczymy.

– Zuzka, ale mało kto popełnia błędy, które mogą pozbawić kogoś życia. A ja właśnie taki popełniłam.

Nic nie odpowiedziała. Stała tak w drzwiach, patrząc na mnie smutnymi oczami. Potem podeszła, przytuliła mnie mocno i – nic nie mówiąc – opuściła mój pokój. Poczułam, że w tej chwili stała mi się szczególnie bliska. Nie ściemniała, że nie ma w tym w ogóle mojej winy. Po prostu pokazała mi, że jest ze mną w tym trudnym czasie i że mogę na nią liczyć.

3 lipca

Nie spodziewałam się, że tata przywiezie ojca Maksyma do naszego domu. Nie miałam pojęcia! Zatelefonował wczoraj ze szpitala.

– Jesteśmy u Maksyma. Za jakąś godzinę będziemy w domu. Nie chcę, by Piotr po tym wszystkim został sam. Przygotujcie z Zuzą obiad, żeby czymś poczęstować naszego gościa. Mama pewnie zostawiła coś w lodówce.

W tej chwili strach poraził mnie bardziej, niż przepływ prądu elektrycznego. Stałam w kuchni i nie mogłam się ruszyć z miejsca.

– Co się stało? – Zuza pojawiła się na wprost mnie. – Co się stało? – chciała koniecznie wiedzieć.

– Za godzinę będzie tu tata Maksyma – wykrztusiłam po dłuższej chwili milczenia.

– No i co dalej?

– Nie rozumiesz?! On mnie zabije!

– A jak się czuje Maksym? – spytała złośliwie.

– Nie bądź świnią – byłam teraz na nią naprawdę wściekła. – Chciałam na spokojnie wypytać tatę, gdy wróci. Przecież wiesz, że nikogo do tej pory nie chcieli wpuścić. Tylko nasz tata rozmawiał z lekarzami. Myślałam, że zawiezie ojca Maksyma do szpitala, dowie się czegoś i wróci do domu. Nie miałam pojęcia, że przyjadą razem.

– Sorki, siostra! Czasem mnie ponosi – przyznała Zuza. – Po prostu zgadzam się z tatą, że Maksym jest w całej tej sytuacji najważniejszy, nie Aleksandra i jego ojciec. Czasem wydaje mi się, że ja w takiej chwili siedziałabym ciągle pod szpitalnymi drzwiami.

Zrobiło mi się przykro. Bardzo, bardzo smutno. W czasie operacji nie ruszyłam się ze szpitala nawet na krok, ale był tam też Witosz, Zuza, moi rodzice i babcia Maksyma. Lekarze powiedzieli, że operacja się udała, ale więcej będą wiedzieć, gdy wykonają szereg dodatkowych badań i z pewnością na tej jednej się nie skończy. Oświadczyli także, że musi dużo odpoczywać i że nikogo spoza rodziny nie wpuszczą. Na chwilę do sali pooperacyjnej weszła tylko jego babcia. Znajomi i przyjaciele mieli szansę odwiedzić go dopiero wtedy, gdy poczuje się lepiej. Więc kim ja byłam? Przyjaciółką? Znajomą? Koleżanką? Jaki ten świat jest okrutny! W jednej sekundzie uświadomiłam sobie, jak przykre i bolesne jest zetknięcie się z brutalną rzeczywistością. Bo niewątpliwie cała ta szpitalna rzeczywistość była brutalna. Przecież Maksym mówił, że jestem miłością jego życia. Byłam jego dziewczyną. Kochałam go! W sytuacji krytycznej okazywało się jednak, że jestem wyłącznie „kimś spoza rodziny”.

– Co znów rozkminiasz?! – Zuza pomachała mi przed twarzą. – Heloł! Jestem tutaj.

Powiedziałam jej, o czym myślałam.

– Maksym potrzebuje dużo odpoczynku, więc chcą ograniczyć wizyty do minimum. Przecież jego babcię wpuścili tylko na chwilkę, a jest z rodziny – Zuzka próbowała mnie pocieszać.

Jej słowa sprawiły, że nagle coś sobie przypomniałam i po raz kolejny, świat stanął w miejscu.

– Zuza, Zuza – dukałam. – Tata powiedział Aleksandrze, że Maksym jest w dołku psychicznym i nie chce z nikim rozmawiać. To znaczy, że ze mną też nie chce, w przeciwnym wypadku lekarze pewnie by mnie wpuścili.

– Natka, nie myśl o tym, proszę. Musimy wszyscy poczekać, aż on poczuje się lepiej. Dopiero wtedy wszystko się wyjaśni. Ogarnij się i idź do sklepu, bo mama przygotowała zupę i pieczeń, ale nie ma ani jednego ziemniaka. Trzeba też kupić coś na surówkę.

– Dzięki, że mnie sprowadzasz na ziemię. Mama zostawiła kasę na zakupy?

– Tak, leży na stole – pokazała palcem. – Obudź się, dziewczyno!

Wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Pomyślałam, że Zuzie łatwo mówić, żebym się wzięła w garść. Z każdej strony atakowały mnie myśli, że jestem kimś spoza rodziny, że Maksym nie chce ze mną rozmawiać, że Aleksandra mnie nienawidzi, że Piotr Górski lada moment mi wszystko wygarnie, a najgorszą z nich była ta, że wszystko to stało się przeze mnie. Raz mój świat stawał, innym razem wirował, ale bez względu na to, co robił, czynił to w smutnych barwach.

Uporałam się z zakupami i wróciłam szybko do domu. Zuza zdążyła już nakryć do stołu, więc zaczęłam obierać ziemniaki. Spojrzałam na zegarek. Niedługo powinni być! Jak ja mu spojrzę w oczy? Co mam powiedzieć? Jak on zareaguje na mój widok? Dawno nie miałam tak ściśniętego żołądka ze strachu. Serce, gdyby mogło, wyskoczyłoby mi z klatki piersiowej! Biło głośno i szybko.

– Zuza! – w całej tej panice wpadł mi do głowy pomysł. – Ja się stąd zmywam. Powiedz tacie, że... – przerwałam, szukając dobrego usprawiedliwienia. – Powiedz, że babcia się gorzej poczuła i musiałam do niej iść albo wymyśl coś lepszego. Nie mogę się teraz spotkać z ojcem Maksyma. Rozumiesz? Nie dam rady!

– Nigdzie nie pójdziesz! – zawołała. – Dociera to do ciebie?! Stawisz temu czoła!

– Boję się! Nie dam rady! Nie teraz! – powtarzałam jak w amoku. – Nie dam rady! – szybko zaczęłam zakładać trampki na nogi i skierowałam się w stronę drzwi.

– Jesteś tchórzem! – zawołała. – Stój! – próbowała mnie zatrzymać, ale wyszarpnęłam się jej i zaczęłam zbiegać po schodach. Znalazłam się na podwórku i szybkim krokiem zaczęłam iść w stronę Odry. Myślałam tylko o tym, się by znaleźć jak najdalej od domu, by nikogo po drodze nie spotkać. Chciałam być sama! Nie wiedziałam, co będzie później, ale w tej chwili nie mogłam się widzieć z ojcem Maksyma. Jeśli spotkał się z Aleksandrą w szpitalu, to na pewno przedstawiła mu swoją wersję wydarzeń!

4 lipca

Wczoraj wróciłam do domu wieczorem. Mama zapytała tylko, gdzie byłam. Spojrzałam wyczekująco na Zuzę, bo nie wiedziałam, czy w końcu skłamała w mojej obronie, czy nie.

– Mówiłam Zuzie, że muszę pilnie wyjść – odparłam wymijająco. – Pomogłam jej przygotować obiad – dodałam.

– U Blanki już wszystko w porządku? – zapytała mama.

Zorientowałam się, że siostra jednak skłamała, by mnie usprawiedliwić.

– Tak – odpowiedziałam pospiesznie.

– Pogodziła się już z tym swoim chłopakiem?

– Jeszcze nie, ale rozmawiali przez telefon – brnęłam dalej. – Umówili się na rozmowę. Zmęczona jestem, idę do pokoju – dodałam i ulotniłam się.

Po chwili przyszła do mnie Zuza.

– To jest żenada! To po prostu żałosne, co ty odstawiasz! – mówiła szeptem, ale była wściekła jak mało kiedy. – Nie znam większego tchórza od ciebie. Więcej ci nie pomogę. Wstyd mi za to, jak się zachowałaś. Po prostu mi wstyd. A teraz łaskawie uprzedź Blankę, żeby wiedziała, że się pokłóciła z Marcelem. Bo jak znam mamę, to na pewno ją o to zapyta.

– Powiem mamie, żeby nie pytała, bo to jej prywatne sprawy.

– Mamy nie znasz?! – Zuza wciąż była wściekła.

– Dobra, uprzedzę ją – zgodziłam się.

– A jak się między wami układa, to znaczy między tobą i Blanką? – trochę złagodniała.

– Podobno przyjaciół poznaje się w biedzie. Jeśli to prawda, to ona zachowała się jak przyjaciółka. Codziennie rozmawiamy na Tlenie, przysyła SMS-y i pyta, jak czuje się Maksym i jak sobie z tym radzę.

– Wiesz, trzeba się bardziej postarać, by móc się cieszyć szczęściem i sukcesami przyjaciela. Jeśli te dwie rzeczy idą w parze, to dopiero można mówić o prawdziwej przyjaźni.

– Może masz rację – powiedziałam po chwili namysłu – ale nie mam teraz siły się nad tym zastanawiać. Wiesz może, co u Maksyma?

– Bez zmian. Lekarze ciągle robią nowe badania. W każdym razie jego ojciec z nim rozmawiał. Podałam im obiad i zostawiłam samych. Mimo całej tej sytuacji tata Maksyma był bardzo miły.

– Dla ciebie – burknęłam. – Dla mnie nigdy nie był miły, nawet przed wypadkiem. A tata coś więcej powiedział?

– Wyszli razem. Tata uprzedził mamę, że nie będzie go na noc. W końcu ma urlop, więc chce pomóc Górskiemu.

– W takim razie kładę się, bo i tak nie dowiem się dziś niczego więcej. Jutro pogadam z Blanką.

– Spoko. I pamiętaj, że więcej ci nie pomogę – powiedziała i poszła, a ja nie wiem, kiedy zasnęłam, choć wciąż dręczyły mnie koszmary.

Gdy się obudziłam, bolała mnie głowa. Zwlokłam się z łóżka i poszłam sprawdzić, czy jest już tata. Nie było go, więc odpaliłam komputer, by porozmawiać z Blanką. Miałam szczęście. Była na Tlenie.

Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w monitor. Właściwie od dnia wypadku, na kompie używałam wyłącznie do rozmów z Blanką przez Tlena. Kilka razy pisałam też z Bartoszem, Moniką, Krzyśkiem i raz z Jackiem. Te rozmowy były mi potrzebne jak tlen do oddychania, bo stanowiły cząstkę normalnego życia. Czułam się winna, a słowa Blanki, mówiącej pod adresem Aleksandry: „Co ona, zwariowała?!”, spłycały poczucie winy na krótką chwilę. Gdyby nie to, chyba bym zwariowała. Bałam się wchodzić portale społecznościowe. Nie wiedziałam, czego mogę się tam spodziewać. A jeśli wszyscy roztrząsają sprawę wypadku? Jeśli przeczytam same złe rzeczy na swój temat? Zwyczajnie się bałam. Przerażało mnie to. Przecież często jest tak, że ktoś popełni błąd i wtedy największą karą dla niego jest świadomość, że go popełnił. Nosi to poczucie w sobie, śpi z nim i budzi się w jego towarzystwie. Na dodatek bez przerwy o tym myśli. Prowadzi wewnętrzny dialog, a od ludzi potrzebuje innego rodzaju rozmowy, takiej zwyczajnej. Nie chce z nimi analizować, roztrząsać, oceniać sytuacji. Często nawet nie ma ochoty się wygadać, przecież i tak na okrągło gada z własnym sumieniem. Po co przerabiać to samo z ludźmi? To boli jeszcze bardziej. Zwyczajnie dołuje. To taki dodatkowy ciężar. Nie każdy jest w stanie go udźwignąć, a gdy do tego dochodzi, krytyka, taka jak od Aleksandry czy też na zwyczajnym fejsie, przygniata. Nie można się ruszyć ani wstać. I jeśli ktoś nie zdejmie z nas tego, nie pomoże, nie poda ręki, to jesteśmy w stanie tak tkwić do końca życia. Z rozmyślania wyrwał mnie dźwięk komunikatora. Spojrzałam znów w monitor.

Rozmawialiśmy jeszcze dość długo. Wyznałam Bartoszowi, że boję się wchodzić na portale społecznościowe i nawet nie musiałam mu wyjaśniać dlaczego. Rozumiał mnie doskonale i szybko ogarnął Facebooka, po czym powiedział, że bez obaw mogę wchodzić, a ja zgodziłam się na wieczorne lody. Z dużym lękiem zalogowałam się najpierw na Twitterze. Był bezpieczniejszy. Niedużo osób spośród moich znajomych z niego korzystało. Ogarnęłam, co słychać w świecie i dopiero zdecydowałam się wejść na fejsa. Wzięłam głęboki oddech. Zerknęłam z niepokojem na tablicę główną. Nie działo się nic szczególnego.

Andżelika zamieściła na swoim profilu obrazek z napisem:

Pomyślałam, że bardzo bym chciała, żeby tak było w moim przypadku. Moja siostra także dodała obrazek:

Krzysiek zamieścił:

Przejrzałam inne posty znajomych:

Marcel, chłopak Blanki, uparł się na fejsową stronę „Jestem szlachta”. Na jego profilu roiło się od obrazków i napisów udostępnionych z fanpage.

Odważyłam się i weszłam także na fejsowe grupy zamknięte. Tutaj również panował spokój. Pisano raczej o tym, gdzie i kiedy kto wyjeżdża. Ja już wiedziałam, że nie ruszę się na krok z Wrocławia, bo chcę być przy Maksymie. Nawet, jeśli jeszcze się z nim nie widziałam, to wierzyłam, że to nastąpi.

– Cześć, Natalia – z zamyślenia wyrwał mnie głos taty.

– Nareszcie! – zawołałam. – Nie mogłam się ciebie doczekać. Co z Maksymem?!

– Jest dobrze. Widzieliśmy się z nim, nawet trochę żartowaliśmy. Odrzucił pomoc psychologa. Powiedział, że po prostu nie miał ochoty z nikim rozmawiać, bo musiał pewne rzeczy przemyśleć, a że był w słabej formie fizycznej, to wolniej mu to szło.

– Można go odwiedzać, tato? Kiedy będę mogła go zobaczyć? Czy on chce mnie w ogóle widzieć? – zarzuciłam ojca pytaniami.

– Spokojnie. Pytał o ciebie. Właściwie o nikogo innego nie pytał, tylko o ciebie. Wiedział, że z Aleksandrą wszystko jest w porządku i że ten chłopak, równie poszkodowany jak on, wyjdzie z tego.

– Więc chce się ze mną zobaczyć, tak? – niecierpliwiłam się.

– Prosił, bym ci przekazał, że potrzebuje jeszcze trochę czasu, bo to wszystko nie jest takie proste i byś mu zaufała.

– Nie wierzę! – spojrzałam na ojca przerażonymi oczami. – Nie chce się ze mną teraz widzieć?! Ma do mnie żal? Też uważa, że to moja wina?!

– Daj mi dokończyć – przerwał. – Powiedziałem mu, że się obwiniasz o ten wypadek i bardzo się o niego martwisz. Prosił, by ci powtórzyć, że nie ma w tym twojej winy, bo to on nie zachował podstawowych zasad bezpieczeństwa.

– To dlaczego nie chce mnie widzieć? Tato, co się dzieje?!

– Nie wiem, Natalia. Myślę, że tu chodzi o stan jego zdrowia. Może nie chce cię tym wszystkim obciążać?

– Co ty w ogóle mówisz? – byłam zrozpaczona. – Przecież Maksym czuje się już dobrze.

– Tak, ale nie zapominaj, że czeka go kolejna operacja i to chyba już niedługo.

– Nie ogarniam! Tato, nie kminie! Co ma druga operacja do tego, że Maksym nie chce się ze mną widzieć?

– On jest unieruchomiony w łóżku. Rozumiesz? Nie może wstawać ani się poruszać. Nikt nie wie, jak to się wszystko skończy. Maksym też nie wie. Może chce ci tego oszczędzić?

– Co za bzdury! Nie chce mnie widzieć, bo ma do mnie żal.

Ojciec usiadł i ukrył twarz w dłoniach.

– Czasem nie mam do ciebie siły – westchnął głęboko. – Od dłuższego czasu próbuję ci uświadomić, że nikt nie zna odpowiedzi na najważniejsze pytania: Jaki będzie finał tego wszystkiego? Czy Maksym wróci do pełnej sprawności fizycznej?

– Oczywiście, że wróci! – zawołałam. – Też ci już o tym mówiłam.

– Patrzysz na świat albo skrajnie pesymistycznie, albo optymistycznie, ale nigdy nie realistycznie – skwitował. Podniósł się z łóżka i wolnym krokiem opuścił mój pokój.

Nie wytrzymam tego! O co w tym wszystkim chodzi?! Za dużo się dzieje przygnębiających rzeczy! Jak mam sobie z tym poradzić?! Co mam robić?! Czuję się bezradna i to dobija mnie najbardziej. Ta bezsilność! Czy mam na coś wpływ?! Czy jedyne, co mogę, to siedzieć i się dołować?

– To ty powinnaś sobie odpowiedzieć na te pytania – powiedział Bartosz, gdy wieczorem po spałaszowaniu wielkich lodów poszliśmy nad Odrę. Było ciepło, ale już nie upalnie, bo słońce zbliżało się do linii horyzontu.

– Gdybym znała odpowiedź, wiedziałabym, co zrobić.

– Natka, Maksym to twardziel. Wyjdzie z tego. Jestem o tym przekonany. Zresztą w tej kwestii dobrze mu życzę, ale nie bardzo w moim interesie leży to, aby ci odpowiedzieć na to pytanie.

– Nie ogarniam życia, Bartosz. Nie rozumiem, o czym do mnie mówisz.

– Bo rzadko się nad czymkolwiek zastanawiasz – roześmiał się. – Podchodzisz do życia wyłącznie emocjonalnie.

– Nieprawda! – oburzyłam się. – Przecież usiłuję ci właśnie powiedzieć, że nic innego od dłuższego czasu nie robię, tylko wszystko rozkminiam. Dlaczego w twoim interesie nie leży, aby mi pomóc? Chyba jesteś moim kumplem? Może nawet przyjacielem?

– Przyjacielem? – powtórzył po mnie i zamyślił się na dłuższą chwilę. Wiesz, to chyba nie jest dobry moment na tę rozmowę.

– Zacząłeś, więc dokończ – nie dawałam za wygraną, choć podświadomie domyślałam się, co chce mi powiedzieć i ta chwila rzeczywiście nie wydawała się odpowiednia. I miałam rację.

– Zawsze związki traktowałem bardzo lekko. Nigdy nie miałem zamiaru się wiązać z kimś na poważnie. Zakładałem raczej, że będę z dziewczyną tak długo, jak będzie miło. Gdy przestanie być przyjemnie, naturalne było dla mnie, że należy się rozstać. Do ciebie miałem podobny stosunek – przerwał i spojrzał na mnie z lekkim niepokojem. – Chyba się nie obrazisz, że mówię szczerze?

– Nie – odparłam. – Mów dalej.

– A więc takie miałem podejście do wszystkich związków. Do naszego też, ale tylko na samym początku. To się potem zmieniło, chociaż walczyłem z tym trochę, chcąc zachować wolność. Nie chciałem się angażować uczuciowo, ale się zaangażowałem. Gdy mówiłem, że cię kocham, to była prawda. Wcześniej wielokrotnie mówiłem to innym dziewczynom, ale nigdy tego nie czułem. Przy tobie poczułem to po raz pierwszy. Przyznaję, broniłem się przed tym, ale mi się to nie udało – roześmiał się nagle. – Wiesz, że tutaj, w tym miejscu ze mną zerwałaś? – wskazał okolice parku. – Wracaliśmy ze szkoły. To było w czerwcu i dzień był równie ciepły jak dzisiejszy, a ty nagle powiedziałaś: „Bartosz, zrywam z tobą”. Gdy to usłyszałem, nie mogłem uwierzyć, że zdecydowałaś się zakończyć ten związek po tylu fajnych chwilach, które przeżyliśmy.

– A ty powiedziałeś: „Nie zgadzam się” – uśmiechnęłam się na to wspomnienie.

– Na co odparłaś, że nie pytasz mnie o zgodę – odwzajemnił mój uśmiech. – Chyba żadna dziewczyna mnie tak nie potraktowała – dodał żartobliwie, ale zaraz spoważniał. – Powiedziałem coś jeszcze. Pamiętasz?

– Tak – skinęłam głową.

– Powiedziałem, że cię kocham i zapytałem, czy ty też mnie kochasz. Przypominasz sobie, co odpowiedziałaś?

– W tej chwili nie za bardzo – wyznałam. – Gdy byliśmy razem, wydawało mi się, że cię kocham.

– Wydawało ci się, czy mnie kochałaś?

– Trudno mi to teraz ocenić. Wiem jedno. Nigdy nikogo nie kochałam tak bardzo, jak kocham Maksyma. Tej miłości nie da się porównać z żadną inną. Wszystkie przy niej bledną.

– Nawet ta do Jacka?

– Tak, nawet ta. Był moment, że obaj byliście dla mnie bardzo ważni. Ale gdy poznałam Maksyma i poczułam to, co czuję teraz, to już sama nie wiem, czy było to zakochaniem, zauroczeniem czy fascynacją. Mam nadzieję, że teraz ty się nie obrazisz za moją szczerość?

– Nie, nie gniewam się, ale żałuję, że tak się to skończyło. Jestem pewien, co wtedy czułem i wiem, że było to coś znacznie więcej niż fascynacja. Może gdybyśmy byli wówczas o kilka lat starsi, sprawy inaczej by się ułożyły... – zamyślił się.

– Może – przyznałam. – Ale po co się nad tym zastanawiać, Bartosz? To przeszłość. Mamy miłe wspomnienia i fajnie, że takie mamy. Tylko że do przeszłości nie ma co wracać.

– W twoim życiu, Natka. W moim nie do końca. Gdy cię zobaczyłem na domówcie sylwestrowej, wszystko wróciło – popatrzył na mnie poważne. – Nic na to nie poradzę. Ech! – machnął ręką. – Mówiłem, że to nie jest dobry moment na tego typu rozmowy.

– Fakt – westchnęłam głęboko. – Bartosz, nie wiem, jak to powiedzieć – zawahałam się. – Wiesz, że z mojej strony możesz liczyć wyłącznie na przyjaźń?

– Znasz mnie. Nie odpuszczę, póki się sam nie przekonam. Ale spoko, zrobię to dopiero wtedy, gdy Maksym stanie na nogi. Walczę uczciwie. Jeśli przegram, zadowolę się przyjaźnią – puścił do mnie oko.

– Jesteś wariat! – powiedziałam i roześmiałam się.

– Wariat, który sprawił, że choć na chwilę zapomniałaś o swoich problemach – zauważył.

– Nie, nie zapomniałam, ale masz taki stosunek do życia, że przez ten czas przynajmniej się tym nie zadręczałam tak bardzo – przyznałam.

– Wniosek z tego prosty. Musisz spędzać ze mną więcej czasu.

– Hm, będę musiała się nad tym poważnie zastanowić – odparłam pół żartem, pół serio. Miałam pewne obawy po wyznaniu Bartosza. Może lepiej dla niego byłoby, gdybyśmy nie spotykali się zbyt często. Sam przecież powiedział, że wszystko w nim odżyło, gdy mnie zobaczył na domówce. Nie chciałam go ranić, a sytuacja w ogóle była skomplikowana, biorąc pod uwagę wypadek Maksyma.

– Spoko, już mówiłem, że dopóki Maksym nie stanie na nogi, nie będę z nim o ciebie walczył – powiedział, jakby czytał w moich myślach. – Wiem, że jest ci potrzebne wsparcie, więc jeśli będziesz miała doła, wbijaj do mnie o każdej porze dnia i nocy, OK?

– OK. Wracamy?

– Tak, odprowadzę cię – wstał z trawy, rzucił kamieniem w stronę Odry i podał mi rękę, abym mogła się podnieść. – Wtedy, gdy powiedziałaś, że ze mną zrywasz, a ja zapytałem o twoje uczucia, odparłaś, że nie wiesz, co do mnie czujesz – dodał. – Jak mogłaś tak powiedzieć, jędzo? – spytał wesoło i zadziornie.

Roześmiałam się. Szliśmy dość szybko, bo komary przystąpiły do wzmożonego ataku, a mieliśmy koszulki z krótkimi rękawkami. Gdy zatrzymaliśmy się przed bramą, Bartosz zastanawiał się dłuższą chwilę nad czymś.

– Chcesz coś jeszcze powiedzieć? – spytałam. – Jeśli tak, to błagam, zrób to szybko, bo jestem cała w bąblach.

– Chyba jestem kretynem i działam wbrew swoim interesom, ale powiem ci, co powinnaś zrobić w związku z tą sytuacją.

– Zamieniam się w słuch.

– Chodzi mi o to, że Maksym nie chce na razie rozmawiać, bo chce więcej czasu, zanim się z tobą zobaczy... – przerwał i przyglądał mi się uważnie.

– Tak?

– Nie czekaj. Idź do niego i to jak najszybciej. Mówię poważnie, Natka. Walcz o to uczucie, jeśli ci na Maksymie tak bardzo zależy. Porozmawiaj z nim i wyjaśnijcie sobie wszystko.

Zamurowało mnie. Stałam i patrzyłam na Bartosza z rozdziawioną buzią. Musiałam wyglądać idiotycznie, bo się roześmiał.

– Spadam, Natka – cmoknął mnie w policzek, zrobił kilka kroków przed siebie, po czym przystanął, obejrzał się w moją stronę i dodał: – Jestem idiotą, że ci podsuwam najlepsze dla was rozwiązanie, ale gdy już z nim pogadasz, to przekaż mu ode mnie, że gdy wyjdzie w końcu ze szpitala, to ja tu będę. A ja tak łatwo nie odpuszczam – uśmiechnął się i puścił do mnie oko.

5 lipca