Opowiem ci kawał - Alosza Awdiejew - ebook + książka

Opowiem ci kawał ebook

Alosza Awdiejew

3,0

Opis

Przekrój życia ludzkiego w kawał(k)ach

Gdzie kryje się dowcip? Na kartach książki. I to nie jeden. Kilkaset. Nasz człowiek z Rosji Alosza Awdiejew zbiera kawały od 40 lat. Mógł w tym czasie wiele osiągnąć, np. zostać prezydentem Rosji, szefem FIFA, a może nawet rektorem UJ, a poświęcił się żartom (czasami jeszcze koncertuje). Nie zmarnujmy jego ciężkiej pracy. Pośmiejmy się trochę.

– Napijesz się wódki? – pyta Rosjanin przyjaciela.  
– Nie, bo za tydzień mam ważne spotkanie.  

Wszystko to żarty, ale dopiero opowiedziane przez Aloszę przestają trącić złośliwością, a zaczynają być przejawem współodczuwania i zainteresowania drugim człowiekiem.
Andrzej Poniedzielski

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 103

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (2 oceny)
0
1
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




© Wydawnictwo WAM, 2017

Opieka redakcyjna: Damian Strączek

Redakcja: Lidia Kośka

Korekta: Anna Śledzikowska

Projekt okładki: Łukasz Zbieranowski / Fajne Chłopaki

Opracowanie graficzne i skład: Fajne Chłopaki

Przygotowanie wydania elektronicznego: hachi.media

ISBN 978-83-277-0883-0 (ePub)

978-83-277-0884-7 (Mobi)

WYDAWNICTWO WAM

ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków

tel. 12 62 93 200 • faks 12 42 95 003

e-mail: [email protected]

DZIAŁ HANDLOWY

tel. 12 62 93 254-256 • faks 12 62 93 496

e-mail: [email protected]

KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA

tel. 12 62 93 260

www.wydawnictwowam.pl

Od Autora

Od dzieciństwa byłem „nosicielem” kawałów. Zawsze szukałem nowych żartów i pamiętałem stare. Kiedy na przykład usłyszałem jakiś nowy, dobry wic, od razu dążyłem do tego, by go komuś powtórzyć i usłyszeć śmiech. Ten śmiech był dla mnie największą nagrodą za dzielenie się z innymi dobrymi kawałkami humoru. Nadal kocham słyszeć, jak ludzie śmieją się z żartów. Bo, jak powiedział znany filozof Schopenhauer (niestety Niemiec), póki człowiek się śmieje, jest szczęśliwy. A ja uwielbiam patrzeć na szczęśliwych ludzi. Tak bardzo od młodości pokochałem dobre kawały, że zacząłem je zbierać, zapisywać, bo bałem się, że mi uciekną z pamięci. Ponieważ czterdzieści lat mi na tym zbieraniu zeszło, stałem się już człowiekiem leciwym, za to dowcipów nazbierało się dość dużo.

Spotykałem kolekcjonerów, którzy chwalili się, że nazbierali dziesiątki tysięcy kawałów. Prosiłem, żeby opowiedzieli chociaż jeden. Zazwyczaj powtarzali coś mało strawnego. Nie lubię w ogóle, jak w towarzystwie ktoś zaczyna opowiadać dowcipy, bo po pierwsze, zazwyczaj już je znam, a po drugie, dość nużące jest wysłuchiwanie tego wszystkiego, co opowiadaczowi do głowy przyjdzie. Kawały to wykwintny deser, a słodyczy człowiek dużo nie zje. Ja w swoim zbiorze nie postawiłem na ilość, lecz na jakość dowcipów – zapisywałem tylko te naprawdę śmieszne. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wstępuję na dość cienki lód. Znam ludzi, którzy mają takie specyficzne poczucie humoru, że w ogóle nie lubią kawałów, albo takich, którzy znają jakiś jeden mało śmieszny dowcip i ciągle go opowiadają, zaśmiewając się do łez. Najwięcej ludzi żałuje, że nie ma pamięci do kawałów, ale chętnie słuchają i śmieją się, gdy ktoś im je opowiada.

Nie przypadkiem duże wzięcie mają różne kabarety i satyrycy, którzy umieją rozśmieszyć publiczność. Ale jak odróżnić dobry kawał od mało śmiesznego? Jest to zadanie niewiarygodnie trudne, bo wymaga uwzględnienia wielu warunków. Po pierwsze, odbiorca kawałów musi mieć dość rozwinięte poczucie humoru. Na czym to polega? Odbiorca musi mieć wyrobiony nawyk interpretacji humoru. Inaczej mówiąc, jego gotowość do odbioru dowcipu zależy od tego, ile kawałów wcześniej słyszał i ile zrozumiał. Bo każdy dowcip to mała zagadka, którą słuchacz rozwiązuje i z tego powodu się śmieje. Śmieje się, bo jest z siebie zadowolony, że tę zagadkę rozwiązał i jest taki mądry. Wymaga to umiejętności i wyobraźni. Istnieje wiele dowcipów, łatwych i trudnych. Są dowcipy wykwintne, wymagające większego trudu interpretacji, i proste, które nawet dziecko zrozumie. Nie znaczy to oczywiście, że te „trudne” są bardziej śmieszne, bo można być zadowolonym z ich zrozumienia, a śmiechem nie wybuchać, bo „śmieszność” dowcipu polega na czymś innym. I to jest drugi warunek. Każdy odbiorca należy do określonej „wspólnoty śmiechu”. Jest to przynależność do grupy społecznej, która się śmieje z sytuacji określonego typu, a nie śmieje się z innych. Dlatego jeśli odbiorca nie należy do twojej „wspólnoty śmiechu”, twoje dowcipy nie będą go śmieszyć, a jego dowcipy nie będą śmieszyć ciebie. Wreszcie trzecim warunkiem jest stopień rozbawienia słuchacza w momencie opowiadania kawału. Są w życiu człowieka takie sytuacje, kiedy dowcipy są nie na miejscu i lepiej unikać żartowania.

Nadal nie odpowiedziałem na pytanie, dlaczego postanowiłem opublikować swój zbiór dowcipów, co, jak uważam, wymaga odpowiedzialności i odwagi, ponieważ, jak powiedział pewien mędrzec, człowiek jest taki, jakie dowci­py lubi. Wydawanie drukiem mało śmiesznych żartów może niejednego zdyskwalifikować – przeczytałem setki zbiorów dowcipów w różnych znanych mi językach i znalezienie w nich chociaż kilku dobrych żartów graniczyło z cudem. Dlaczego zaliczam siebie do ekspertów humoru, czy mam ku temu powody? Po pierwsze, sam opowiadam kawały ze sceny już trzydzieści lat i zazwyczaj mogę przewidzieć, kiedy publiczność się zaśmieje i zacznie bić brawo. Po drugie, prawie codziennie śledzę strony internetowe poświęcone dowcipom, tropiąc te, moim zdaniem, najlepsze, a po trzecie, pochodzę z Piwnicy pod Baranami, czyli od lat trzydziestu jestem zanurzony w atmosferze codziennego humoru, dowcipkowania i żartowania. Mój wspaniały przewodnik duchowy śp. Piotr Skrzynecki, kiedy opowiadałem mu jakiś mało śmieszny kawał, wydawał z siebie ironiczny, niepowtarzalny jęk: „E-e-e-e!”, co oznaczało, że tego kawału nie mogę nikomu powtórzyć bez narażania się na drwiny. W ten sposób uczyłem się pokory i rozwijałem swoje poczucie dobrego humoru. I nawet teraz, kiedy wchodzę do mrocznych lochów Piwnicy, po powitaniu z koleżankami i kolegami jestem zazwyczaj pytany: I co nowego? Od razu wiem, że muszę opowiedzieć ludziom jakiś dobry dowcip. A takim koleżkom jak Leszek Wójtowicz czy Piotrek Kubowicz opowiedzieć byle co byłoby wstydem i hańbą. Idąc do Piwnicy, w panice wydobywam więc z pamięci jakieś ostatnio zasłyszane lub przeczytane dowcipy, by sprostać oczekiwaniom tego legendarnego gremium.

Od lat pięćdziesięciu mieszkam w Krakowie i uważam to za niezwykle szczęśliwy wybór życiowy. Kraków, jak wiadomo, był i jest miastem wielokulturowym, od wieków był tyglem, w którym mieszały się różne osiągnięcia humoru polskiego, czeskiego, żydowskiego i wschodniego. Jestem więc reprezentantem krakowskiej wspólnoty śmiechu. A z czego się śmieją krakusy? Z wielu rzeczy, ale za to w sposób wyrafinowany. Zapraszam więc do wspólnego śmiechu, który nas chociaż na chwilę uszczęśliwia.

***

Życie ludzkie ma różne strony. Strony z bazgrołami, strony do kolorowania, strony dla majsterkowiczów. I wszystkie one mogą być zabawne. Generalnie: popatrzmy na życie od zabawnej strony. Nie od śmieszniejszej strony, nie o to chodzi, nie. Zwyczajnie – od zabawnej strony.

Wystarczy spróbować żyć, by złapać, w czym rzecz. Przespacerujmy się teraz jak po krakowskim rynku przez nasze życie, korzystając z doświadczeń Szkotów, Czukczów, mieszkańców Wąchocka czy Żydów, którzy (o zgrozo!) zabarwili humor Polaków abstrakcyjną nutą. A na koniec będzie Puenta, jakaś być musi.

Dzieci

Dzieci to nasze największe osiągnięcie życiowe. Tym bardziej że niektórych nie stać na nic więcej. Rosną i rozwijają się na naszych oczach, często demonstrując nasze własne wady i zalety.

Małe dzieci nie dają spać, a dorosłe – nie dają żyć.

– Ej, ty, dlaczego wyszedłeś z basenu? – mówi trener do chłopca.

– Bo już się napiłem – odpowiada dziecko.

– Miałam dziś fatalny dzień – skarży się młoda matka. – Najpierw mojemu dziecku wyszedł pierwszy ząbek, a chwilę później moje dziecko zrobiło swój pierwszy kroczek, upadło i ten pierwszy ząbek sobie wybiło. Ale to nie wszystko, bo po tym upadku dziecko wstało i powiedziało swoje pierwsze słówko.

– Co robicie z dziewczętami na przerwie? – pyta ojciec pierwszoklasistę.

– Łapiemy je, a później robimy z nimi to samo, co ty robisz z małymi rybkami: wypuszczamy, żeby trochę podrosły.

– Mamo, co się robi z samochodem, kiedy już zupełnie się zepsuje?

– Sprzedaje się go naszemu ojcu.

– Kaziu, spokojnie, nie szalej! – mówi młody tata prowadzący wózek.

– Jaki pan jest cierpliwy! – zachwyca się kobieta obok. – I ten pana Kazek jest taki śliczny!

– To ja jestem Kazek! – odpowiada młody tata.

Chłopak chodzi wkoło z kwaśną miną.

– Co ci jest? – pyta go przechodzień.

– Zrobiłem kupkę w majtki – odpowiada chłopak.

– No to leć do domu i zmień majtki – radzi przechodzień.

– Ale ja jeszcze nie skończyłem – mówi chłopak.

– Uprzedzam – mówi nauczyciel muzyki do ucznia – jeśli nadal będziesz się tak zachowywał, to powiem twoim rodzicom, że masz talent!

Chłopak długo chodził po cmentarzu, czytając napisy na nagrobkach. Potem wrócił do taty i zapytał:

– Tato, a gdzie są pochowani źli ludzie?

Tatuś często opowiadał mi o wojnie. Wtedy zastanawiałem się, po co oprócz niego byli tam potrzebni inni żołnierze.

Jeśli rodzice są zatrwożeni ciągłym siedzeniem dziecka przed komputerem, muszą pamiętać, że ma do wyboru zdrowsze rozrywki: karty, wino i dziewczynki.

Szkoła

Szkoła jest instytucją, która każde utalentowane dziecko usiłuje przerobić na uległego matoła. Na szczęście nie każde dziecko się daje, z takich biorą się laureaci Nagrody Nobla. Dzieci i rodzice przeżywają szkołę jak przewlekłą chorobę i czują prawdziwą radość, kiedy dostają świadectwo jej ukończenia.

– Mamusiu, nauczycielka od matematyki powiedziała mi, że z tego przedmiotu jestem do niczego i wpisała mi do dziennika jakąś liczbę.

– Jasiu! Na stole siedzą cztery muchy. Jeśli jedną zabiję, ile much zostanie?

– Ta jedna zabita!

– Tatusiu, dlaczego w dzienniczku podpisałeś się trzema krzyżykami?

– Bo nie chcę, żeby twój nauczyciel myślał, że normalny człowiek może być ojcem takiego cymbała!

– Ty, dlaczego nie byłeś wczoraj w szkole?

– Bo nam się chałupa spaliła.

– A przedwczoraj?

– Przedwczoraj żeśmy meble wynosili...

Mały Hans miał napisać wypracowanie o swojej rodzinie. Przeglądając stare fotografie, zauważył na jednej z nich dziadka wyprostowanego jak struna, wykonującego gest faszystowskiego pozdrowienia.

– Dziadku – pyta Hans – czy byłeś może członkiem NSDAP?

– Nie, chcieli mnie zapisać, ale wyciągnąłem do nich rękę i powiedziałem: „Chwileczkę!”.

– Michał, czy zrobiłeś zadanie domowe?

– Przepraszam, ale wczoraj odwiedzałem siostrę w szpitalu i nie miałem czasu.

– Siadaj, dwója! Stefan, a ty zrobiłeś zadanie domowe?

– Ja bardzo przepraszam, ale wczoraj pomagałem mamusi sprzątać i nie zdążyłem zrobić zadania.

– Siadaj, dwója!

– Jasiu, może ty zrobiłeś zadanie domowe.

– Nie zdążyłem, niestety, bo wczoraj mój brat wrócił z więzienia, mieliśmy takie rodzinne spotkanie.

– Ty mnie swoim bratem nie zastraszysz. Siadaj, trója!

Lekcja w szkole gruzińskiej. Nauczyciel mówi:

– Giwi, narysuj trójkąt równoramienny.

Giwi narysował.

– A teraz udowodnij, że ten trójkąt jest równoramienny.

– Przysięgam na moją mamusię! – mówi Giwi.

Kazik przychodzi ze szkoły zadowolony i oznajmia, że wygrał konkurs zoologiczny.

– Fajnie – mówi matka – a jakie były pytania?

– Pytanie było jedno: „Ile nóg ma struś?”, powiedziałem: trzy.

– Ale struś ma dwie nogi.

– Reszta powiedziała, że cztery.

– Fajną pupkę ma nasza nowa nauczycielka! – szepcze Kazik do Jasia podczas sprawdzianu.

– Kazik – odzywa się nauczycielka – nie podpowiadaj, Jasiu sam wszystko wie.

Studenci i wykładowcy

Na szczęście nie wszyscy idą na wyższe studia. Lepsza część tych biedaków, którzy idą, jakoś załatwia sobie dyplom i kończy katorgę edukacji. Gorsza część, niestety, jest skazana na kształcenie się do końca życia.

– Który dzisiaj jest? – zapytał profesor swoją żonę.

– Data jest w gazecie – odpowiedziała.

– Ale ja mam wczorajszą!

– Jak się dostanę na ulicę Reymonta? – pyta stary profesor idący ulicą.

– Pójdzie pan prosto i skręci w lewo.

– Dziękuję, niech pan siada!

– Jestem bardzo zadowolony i stawiam panu czwórkę z matematyki – powiedział profesor.

– Niech pan postawi mi piątkę i będzie pan w pełni szczęśliwy – odpowiedział student.

Były student odwiedza swą Alma Materi rozmawia ze starym wykładowcą:

– I co, teraz na egzaminach są zupełnie inne pytania?

– Nie, pytania są takie same – odpowiada wykładowca – ale odpowiedzi są inne.

Do rektora przychodzi dziekan wydziału fizyki i prosi o środki materialne.

– Wy, fizycy, zawsze jesteście tak wymagający. Proszę popatrzeć, filologowie proszą tylko o papier, ołówki i gumki, a na przykład filozofowie nawet z gumek zrezygnowali.

– Jakie funkcje pełni śledziona? – zapytał profesor na egzaminie.

– Śledziona, śledziona... – zamamrotał student – pamiętałem, ale zapomniałem.

– O, nieszczęsny! – zawołał profesor. – Pan był jedynym człowiekiem na ziemi, który o tym wiedział, i pan o tym zapomniał!

– Ilu studentów studiuje na pańskim wydziale? – zapytano dziekana.

– Coś około połowy – odpowiedział.

– Zaraz przedstawię państwu, co mam na myśli – powiedział profesor i wszystko starł z tablicy.

Żeby mało zarabiać, trzeba się długo uczyć.

Napis w laboratorium: „Popatrzcie na żółwia – nie idzie naprzód, póki nie wysunie głowy ze skorupy”.

Odbyła się obrona pracy doktorskiej na temat Wprowadzanie alkoholu przez odbytnicę. Autor naukowo udowodnił zalety tego rodzaju działania: z ust nie jedzie, nie potrzeba zagrychy itd.

– A jak przy tym można wypić bruderszaft? – zapytał ktoś z obecnych.

– Będzie to temat mojej habilitacji – odpowiedział naukowiec.

Czym różni się akademik męski od żeńskiego? W żeńskim naczynia są myte po jedzeniu, w męskim – przed.

Praktyka: kiedy wszystko pracuje, ale nie wiadomo dlaczego.

Teoria: kiedy wszystko wiadomo, ale nic nie pracuje.

Łączenie teorii i praktyki: kiedy nic nie pracuje i nie wiadomo dlaczego.

Pytanie na zaliczenie na uniwersytecie amerykańskim: Jakiego koloru jest wykładowca?

W pierwszym dniu wykładów zarozumiały wykładowca zwraca się do grupy:

– Jeśli w tej grupie są idioci, niech wstaną.

Jeden ze studentów wstaje.

– Czy pan uważa się za idiotę? – pyta wykładowca.

– Nie, ale nie chcę, żeby pan sam tutaj stał.

–––––––––––––––––––––––––––––

Praca

Praca może być nieszczęściem, jeśli ktoś jej nie lubi, ale tego, który lubi każdą pracę, można bez dwóch zdań nazwać hipokrytą. Ponieważ największym szczęściem jest nic nie robić, a potem jeszcze i odpocząć.

– Kaziu, gdzie ty pracujesz?

– Nigdzie.

– A co robisz?

– Nic.

– To wspaniałe zajęcie!

– Ale duża konkurencja!

– Czy naprawiłeś dzwonek u Kowalskich?

– Nie. Chodzę, dzwonię do nich bez przerwy, ale nikt nie otwiera...

Praca w ZSRR:

– Czy mógłby pan pracować po ćwiartce?

– Tak, mógłbym.

– A po pół litrze?

– Też mógłbym.

– A po litrze?

– Przecież pracuję!

– Dowiedziałem się, że wczoraj umarł pana wspólnik. Mógłbym zająć jego miejsce...

– To do mnie pan przychodzi? Porozmawiaj pan z grabarzami!

Jeśli dyrektor po kilka razy opowiada ten sam dowcip, to należy z szacunku śmiać się za każdym razem w innym miejscu.

– Co pan możesz robić?

– Mogę kopać.

– Co jeszcze?

– Mogę nie kopać.

W nowo wybudowanym domu nastąpiła prawdziwa katastrofa: nawaliła kanalizacja, woda zalała bezpieczniki i wyłączyła elektryczność. Między piętrami utkwiła winda, w której znajdowali się hydraulik, elektryk i specjalista od windy.

Po dniówce na budowie jeden z budowniczych rozdeptał ślimaka.

– Po co to zrobiłeś? – zapytał go kolega.

– Zdenerwował mnie, łaził za mną cały dzień.

– Panie kierowniku, chciałbym z panem porozmawiać w trzy oczy...

– Chyba w cztery oczy?

– Nie, w trzy, bo na to, co zaproponuję, trzeba będzie jedno oko przymknąć.

– Już trzeci dzień nie chce mi się pracować. Co by to znaczyło?

– Dzisiaj jest środa.

– Dlaczego pan nie zjawił się w pracy o ósmej?

– A co się tu stało o ósmej?

Murzyn przychodzi do urzędu pracy w Londynie i pyta:

– Czy dla takiego Murzyna jak ja jest jakaś praca?

– Ależ oczywiście – odpowiada agent – służbowe mieszkanie, laptop, samochód i dwadzieścia tysięcy funtów miesięcznie.

– Pan chyba żartuje – zdziwił się Murzyn.

– Tak, ale pan zaczął!

– Ile przestrzeni zajmuje Windows?

– Tyle, ile znajdzie!

–––––––––––––––––––––––––––––

Miłość

O miłości już tyle powiedziano, że nadal nie wiemy, skąd to się bierze i co to jest, ale jest to jedyne uczucie, dla którego warto żyć.

Pewien mąż i żona mieszkali i spali w różnych pokojach.

– A co robi twój mąż, kiedy zechce być z tobą? – pyta znajoma.

– Wychodzi na korytarz i gwiżdże.

– A jeśli ty zechcesz być z nim?

– Wtedy wychodzę na korytarz i pytam: Mężu, czy może przed chwilą gwizdałeś?

– Tobie jest dobrze – mówi żona do męża – bo ty masz mnie. A ja jestem samotna.

Pewien chłopak zakochał się w sąsiadce i zwierzył się z tego ojcu.

– Wiesz co – powiedział mu przejęty ojciec – nie możesz chodzić z tą dziewczyną, bo miałem kiedyś romans z jej matką i ona jest twoją przyrodnią siostrą.

Zrozpaczony chłopak zwierzył się matce.

– Nie przejmuj się tym – powiedziała mu matka – bo on nie jest twoim ojcem.

– Kochany mężu, byłam u lekarza i dowiedziałam się, że jutra nie dożyję. Moim ostatnim życzeniem jest upojna noc z tobą.

– Tobie to łatwo mówić, bo nie musisz rano wstawać.

– Czy ty kochasz Andrzeja?

– Nie, ale ze wszystkich mężczyzn, których nie kochałam, on jest najbardziej kochany.

– Wyobraź sobie, kochana, że twój były narzeczony zabił swoją żonę za zdradę!

– No widzisz, jak to dobrze się stało, że wyszłam za ciebie!

Rodzina

Rodzina to legalny związek, który pozwala na wszystko, co wcześniej musiałeś robić nielegalnie. Jedyną przerażającą rzeczą w rodzinie jest fakt, że musisz kochać cały tłum zupełnie obcych ci ludzi, związanych pokrewieństwem z twoim mężem lub żoną. Tylko bardzo wytrzymały człowiek może to znieść. Krewnych daje nam los, jakie szczęście, że przyjaciół możemy wybierać sami.

Ojciec przed śmiercią wzywa trzech synów i mówi:

– Popatrzcie, oto gałązka. Jedną gałązkę łatwo złamać. A teraz połączę ze sobą cały pęk gałęzi. Próbujcie je złamać.

Starszy syn spróbował i nie złamał. Średni syn spróbował i też nie złamał. Wtedy tę wiązkę wziął młodszy syn i złamał.

– Jak byłeś durniem – odezwał się umierający ojciec – tak i nim pozostaniesz.

– Tatuś – pyta czarne dziecko – dlaczego ty jesteś taki biały, a ja jestem taki czarny.

– Ach, synku, taka balanga była… – mówi tatuś. – Ciesz się, że nie szczekasz!

Dedykacja: „Mojej żonie i córce, bez których cennych rad i pomocy książka ta byłaby napisana dwa razy szybciej...”.

– Ile masz dzieci?

– Pięcioro, wliczając męża.

– Mamusiu, dlaczego tak krzyczałaś na tatusia?

– Bo idzie trzepać dywany.

– Przecież sama go o to prosiłaś!

– Tak, ale on to robi lepiej, jak jest zły.

– Ty jesteś taki idiota, że na konkursie idiotów zająłbyś drugie miejsce – mówi żona.

– Dlaczego drugie? – pyta mąż.

– Bo jesteś idiota.

Dzwoni telefon. Mąż mówi do żony:

– Jeśli to do mnie, powiedz, że mnie nie ma.

– Bardzo mi przykro – mówi żona do słuchawki – ale mój mąż jest w domu.

– Przecież miałaś powiedzieć, że mnie nie ma!

– Tak, ale to nie był telefon do ciebie.

Matka śpiewa kołysankę dziecku. Nagle puka sąsiad:

– Proszę pani, niech już lepiej to dziecko płacze!

– Czy pan jest krewnym tego pana?

– Bardzo dalekim: ja byłem pierwszym dzieckiem mojej matki, a on piątym.

W kawiarni siedzi pani z dziećmi. Nagle mężczyzna z naprzeciwka głośno beknął.

– Czy pan tak również robi przed swymi dziećmi? – pyta oburzona pani.

– U nas w rodzinie jest pełna demokracja – odpowiada mężczyzna. – Czasem ja to robię przed nimi, czasem one po mnie.

– Moja żona zbiegła z moim najlepszym przyjacielem.

– Co ty mówisz? Jak się nazywa?

– Nie wiem, nie znam go.

Jeden przyjaciel mówi do drugiego:

– Szkoda, że w dzieciństwie nie słuchałem mojej matki.

– A co ona do ciebie mówiła? – pyta przyjaciel.

– No właśnie, nie słuchałem jej.

Żona ogląda się w lustrze i mówi sama do siebie z satysfakcją:

– A niech ma tę ohydę!

– W twoim wieku – mówi matka do dorastającej córki – pisałam pamiętniki.

– Staroświecki zwyczaj – odpowiada córka. – Ja założyłam kartotekę...

– Dziecko nie może zasnąć, może zaśpiewać mu kołysankę? – pyta żona.

– Dlaczego od razu kołysankę – mówi mąż – spróbuj najpierw po dobroci.