54,90 zł
CZY ZWIERZĘTA ROZUMIEJĄ ŚMIERĆ?
Trudno sobie wyobrazić, jak mogłyby jej nie rozumieć. Zwierzę, które nie pojmowałoby śmierci, znalazłoby się na bardzo niekorzystnej pozycji w darwinowskiej walce o przetrwanie. Ale to by oznaczało, że zwierzęta rozumieją wieczność lub nieskończoność niewiele lepiej niż my. Jak w związku z tym pojmują śmierć? I czy może to wyjaśnić, jak my - także zwierzęta - rozumiemy śmierć?
W listopadzie 2009 roku magazyn "National Geographic" opublikował zdjęcie, które zachwyciło zarówno czytelników, jak i naukowców. Przedstawiało zmarłą, czterdziestokilkuletnią szympansicę Dorothy. Na drugim planie grupa szesnastu szympansów zebranych za ogrodzeniem wpatrywała się w swoją towarzyszkę. Zdjęcie zafascynowało wiele osób ze względu na to, że pozostałe osobniki ze stada, z którym Dorothy spędziła ostatnie osiem lat życia w Centrum Ratowania Szympansów Sanaga-Yong w Kamerunie, zebrały się, by ją pożegnać. Czyżby szympansy przeżywały coś podobnego do naszej żałoby po śmierci bliskiej osoby? Czy rozumiały, co się stało z Dorothy? Czy wiedziały, że prędzej czy później czeka je to samo?
Opos to zwierzę, które żyje na kontynencie amerykańskim. Najbardziej zadziwiającą cechą tego zwierzęcia jest zachowanie, jakie przejawia, gdy czuje się zagrożone. Jeśli widzi, że nie ma szans na ucieczkę, nieruchomieje, kładzie się na boku i przyjmuje pozycję embrionalną z podwiniętym ogonem, szeroko otwartymi oczami, rozdziawionym pyskiem i ze zwisającym językiem. Temperatura ciała spada o 0,6°C, tętno obniża się o 46%, oddech zaś spowalnia o 31%. Język, który normalnie jest różowy, staje się niebieskawy. W tym stanie, przypominającym zwłoki w fazie rozkładu, opos pozostaje bez ruchu, dopóki trwa zagrożenie. Można go uszczypnąć, a nawet obciąć mu ogon - nie zareaguje. Jednak pomimo tej przekonywującej gry, dzięki której by nas oszukał, gdybyśmy nie znali tej sztuczki, wciąż żyje. W zupełnym bezruchu, z funkcjami życiowymi ograniczonymi do minimum, roztaczając trupi fetor, zwierzę dokładnie obserwuje co się wokół niego dzieje, gotowe wrócić do zwykłych czynności, gdy tylko niebezpieczeństwo minie. Można by powiedzieć, że podobnie jak kot ze słynnego paradoksu Erwina Schrödingera, opos jest jedocześnie żywy i martwy.
Ta książka przedstawia przekonującą teorię dotyczącą tego, co my ludzie - i pozostałe zwierzęta - pojmujemy, kiedy uzmysławiamy sobie złożoność śmierci. Czy jeśli chcemy zrozumieć samych siebie, powinniśmy się zwrócić ku filozofom, czy ku zwierzętom? Susana Monsó, filozofka, i to z pewnością utalentowana, skonstruowała potężny argument, który dowodzi, że musimy się odwoływać do jednych i do drugich.
Mark Rowlands, autor wstępu
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 284
Susana Monsó
Opos Schrödingera
Jak zwierzęta przeżywają i rozumieją śmierć
Przekład: Maria Schneider
Tytuł oryginału: La zarigüeya de Schrödinger. Cómo viven y entienden la muerte los animales
Tłumaczenie z języka hiszpańskiego: Maria Schneider
Redakcja językowa: Małgorzata Grygierowska-Augustynowicz
Korekta: Artur Figarski
Projekt składu i skład: Artur Figarski
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.
Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.
Autor oraz wydawca dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawca nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce.
Redaktor prowadzący: Jacek Włodarczyk Book Marketing Research Sp. z o.o.
Helion S.A.
ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice
tel. 32 230 98 63
e-mail: [email protected]
WWW: wydawnictwosploty.pl
Drogi Czytelniku!
Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres
wydawnictwosploty.pl/user/opinie/oposch_ebook
Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.
Wydanie I, 2026
ISBN: 978-83-289-2796-4
First published in Spanish by Plaza y Valdés Editores, 2021, 2022
© Plaza y Valdés Editores, 2021, 2022
© Susana Monsó, 2021
Polish edition copyright © 2026 by Helion S.A.
Dla Tote, któremu w dużej mierze zawdzięczam to, kim jestem.
Śmierć jest zwyczajna, dlatego jeśli czujemy imperatyw teoretyzowania na jej temat, powinniśmy robić to w sposób jak najbardziej zwyczajny.
Bob Plant, The Banality of Death
(Banalność śmierci)
Tytułowy kruk z wiersza Edgara Allana Poe powiedział: „Nigdy więcej”. Wydaje się, że aby zrozumieć, iż ktoś umarł, musisz uświadomić sobie, że już nigdy nie wróci. Już nigdy więcej nie zobaczysz jego twarzy. Już nigdy więcej nie usłyszysz jego głosu. Już nigdy więcej nie będziecie razem. Przynajmniej nie w tym życiu, tej płaszczyźnie istnienia.
Nigdy więcej stanowi jednak bardziej złożoną koncepcję. Nigdy więcej przywołuje wieczność. Nigdy, w żadnej chwili, zmarła osoba nie pojawi się obok nas. Nigdy implikuje, że tak już będzie zawsze, a zawsze to inny sposób mówienia o wieczności. Ale czy naprawdę musimy zrozumieć wieczność, aby pojąć śmierć? Kto z nas tak naprawdę rozumie pojęcie wieczności? Wieczność to po prostu nieskończone trwanie, nieskończona ilość czasu, która oddziela zmarłego od rodziny i przyjaciół. A kto z nas tak naprawdę rozumie nieskończoność? Być może nikt. Nawet matematycy nie są zgodni, czy coś takiego istnieje.
Czy oznacza to, że nikt z nas nie rozumie śmierci, z wyjątkiem być może jednostek o ponadprzeciętnych zdolnościach poznawczych? Byłby to osobliwy wniosek. Przecież wszyscy wiemy, czym jest śmierć. Choć może nie lubimy o niej myśleć. Niektórzy filozofowie twierdzą, że z perspektywy egzystencjalnej przed nią uciekamy. Nie chcemy jej zaakceptować, staramy się o niej nie myśleć. Wyobrażamy sobie własną śmierć jako jakieś odległe wydarzenie, które będzie miało miejsce w raczej nieokreślonej przyszłości. Ale jeśli uciekamy przed własną śmiercią w taki sposób – mówią ci sami filozofowie – to tylko dlatego, że tak naprawdę rozumiemy ją aż nazbyt dobrze.
Jako ludzie jesteśmy bardzo złożonymi istotami. Można nawet twierdzić, że zbyt skomplikowanymi. Z pewnością mamy tendencję do utrudniania. Pod tym względem najgorsi są filozofowie. Dla niektórych filozofia zmienia się w sztukę przesadnego komplikowania. Nie istnieje nic tak prostego, aby myśliciele nie byli w stanie przekształcić tego w formy o niewyobrażalnej, niepotrzebnej i ostatecznie nieprawdopodobnej złożoności. Filozofowie mogliby nauczyć się odrobiny intelektualnej powściągliwości. Jednym ze sposobów na jej osiągnięcie jest uczenie się od istot, które nie mają naszej skłonności do nadmiernego komplikowania. Takimi stworzeniami są zwierzęta.
W niniejszej książce Susana Monsó dostarcza nam antidotum na niefortunną tendencję filozofów do przesadnego problematyzowania. Czy zwierzęta rozumieją śmierć? Trudno sobie wyobrazić, jak mogłyby jej nie rozumieć. Zwierzę, które nie pojmowałoby śmierci, znalazłoby się na bardzo niekorzystnej pozycji w darwinowskiej walce o przetrwanie. Ale to oznaczałoby, że zwierzęta rozumieją wieczność lub nieskończoność niewiele lepiej niż my. Co w związku z tym rozumieją zwierzęta, kiedy pojmują śmierć? I czy może to wyjaśnić, co my – także zwierzęta – mamy na myśli, kiedy rozumiemy śmierć?
Ta książka przedstawia przekonującą teorię dotyczącą tego, co my ludzie – i pozostałe zwierzęta – pojmujemy, kiedy ogarniamy złożoność śmierci. Jeśli chcemy zrozumieć samych siebie, powinniśmy zwrócić się ku filozofom czy ku zwierzętom? Susana Monsó, filozofka, i to z pewnością utalentowana, skonstruowała potężny argument, który dowodzi, że musimy odwoływać się do jednych i do drugich.
Mark Rowlands
W listopadzie 2009 roku w magazynie „National Geographic” opublikowano zdjęcie, które zachwyciło zarówno czytelników, jak i naukowców. Przedstawiało czterdziestokilkuletnią szympansicę Dorothy leżącą na taczce pchanej przez dwie osoby. Na drugim planie grupa szesnastu szympansów zebranych za ogrodzeniem wpatruje się w swoją towarzyszkę (ilustracja 1.). Zdjęcie zafascynowało wiele osób ze względu na fakt, że pozostałe osobniki ze stada, z którym Dorothy spędziła ostatnie osiem lat w Centrum Ratowania Szympansów Sanaga-Yong w Kamerunie, zebrały się, by ją pożegnać.
Monica Szczupider, fotografka, która uwieczniła ten moment, tak opisała zdjęcie: „Szympansy nie są ciche. Są to gromadne, głośne, wręcz hałaśliwe stworzenia, zwykle umiejące skupić uwagę tylko na krótki czas. A jednak w tym przypadku nie mogły oderwać wzroku od Dorothy, a ich cisza, bardziej niż cokolwiek innego, mówiła sama za siebie”1. Ale co dokładnie znaczyła? Czyżby szympansy przeżywały coś podobnego do naszej żałoby po śmierci bliskiej osoby? Czy rozumiały, co stało się z Dorothy? Czy wiedziały, że prędzej czy później czeka je to samo?
Ilustracja 1. Fotografia zatytułowana The grieving chimps (Szympansy w żałobie), autor: Monica Szczupider
Zdjęcie przedstawiające zmarłą Dorothy wzbudziło tak duże zainteresowanie, że wielu naukowców zdecydowało się pokazać podobne przypadki, które zaobserwowali wcześniej, a dowody na nie trzymali przez lata w szufladzie, inni zaś zaczęli zwracać znacznie większą uwagę na zachowania związane ze śmiercią, jakie wykazywały badane przez nich zwierzęta. W ten sposób narodziła się nowa dyscyplina, tanatologia porównawcza. Dziedzina ta zajmuje się badaniem emocji i zachowań zwierząt w obliczu śmierci: jak reagują na osobniki, które zmarły lub są umierające, jakie procesy fizjologiczne leżą u podstaw tych reakcji oraz co te zachowania mówią nam o umysłach zwierząt. Choć pierwotnie badania koncentrowały się na naczelnych, ostatnie lata przyniosły gwałtowny wzrost liczby publikacji dotyczących tanatologii gatunków znacznie dalszych filogenetycznie, takich jak słonie, walenie, konie, krukowate, a nawet niektóre owady.
Tanatologia porównawcza jest dyscypliną na pograniczu etologii i psychologii porównawczej. Pierwsza z nich stanowi gałąź biologii skupiającą się na badaniu zachowania zwierząt i podobnie jak tanatologia porównawcza chętnie korzysta z badań terenowych przeprowadzanych w mniej lub bardziej naturalnych środowiskach. Z kolei psychologia porównawcza stara się eksperymentalnie badać umysły zwierząt, porównując, jak różne gatunki radzą sobie z podobnymi problemami i jakich mechanizmów poznawczych używają do ich rozwiązywania. Tanatologia porównawcza dzieli z tą dyscypliną zainteresowanie psychologią zwierząt, a także zawdzięcza wielu jej badaniom cenny wkład do dyskusji o tym, jak zwierzęta doświadczają śmiertelności i jak ją rozumieją.
Jednakże autorką niniejszej książki nie jest etolożka ani psycholożka, lecz filozofka. Czytelnik może być tym zaskoczony, jeśli jego wyobrażenie filozofa odpowiada obrazowi brodatego, palącego fajkę starca, siedzącego w fotelu i zastanawiającego się nad sensem życia. Nie zaprzeczę, ten opis pasuje do niektórych myślicieli. Nie ulega jednak wątpliwości, że filozofia stanowi niezwykle heterogeniczną dyscyplinę, co sprawia, iż możemy znaleźć filozofów, którzy badają tak różne tematy, jak zmiany klimatyczne, terroryzm, gry wideo, medycyna czy pornografia.
Zawdzięczamy to pewnym cechom szczególnym filozofii, które odróżniają ją od innych dyscyplin. W przeciwieństwie do innych gałęzi nauk ścisłych i humanistycznych filozofia nie ma z góry określonego przedmiotu badań. Może istnieć filozofia czegokolwiek, ponieważ filozofia jest przede wszystkim metodą myślenia, analizy i krytycznego badania świata, a nie jedynie zbiorem faktów o konkretnych zjawiskach. Pozwala to filozofom na ciągły dialog z innymi naukowcami, płynne przechodzenie z jednej dyscypliny do drugiej, nieprzyjmowanie niczego za pewnik, kwestionowanie wszelkich założeń oraz oferowanie nowych i świeżych punktów widzenia, które mogą służyć jako katalizator każdej debaty.
Ta książka wpisuje się w nurt stosunkowo młodej dyscypliny znanej jako filozofia umysłu zwierzęcego. Chociaż refleksja nad umysłem sięga co najmniej starożytnej Grecji, w całej historii koncentrowała się prawie wyłącznie na człowieku. Filozofia umysłu zwierzęcego podważa to zawężenie, broniąc tezy, że badanie inteligencji zwierząt jest wartościowe nie tylko ze względu na lepsze zrozumienie nas samych, lecz także jako cel sam w sobie. Traktuje ona psychologię innych gatunków jako zagadnienie poznawczo interesujące niezależnie od jej potencjalnych implikacji dla wiedzy o umyśle ludzkim. Jednocześnie pozostaje w ścisłym dialogu z naukami empirycznymi, podejmując refleksję nad metodami badania zachowań i procesów poznawczych zwierząt, wskazując możliwe źródła uprzedzeń oraz dążąc do większej precyzji pojęciowej.
Tanatologia porównawcza, jako dyscyplina istniejąca dopiero od dekady, pilnie potrzebuje filozoficznego podejścia, które pomoże zidentyfikować ukryte założenia, mogące wpływać na badania, a także wyjaśnić znaczenie kluczowych pojęć. Moja książka w szczególności koncentruje się na identyfikowaniu i usuwaniu antropocentrycznych uprzedzeń, które leżą u podstaw badań nad tym, jak zwierzęta odnoszą się do śmiertelności. Kluczowym pojęciem, na którym się skupiam i które stanowi fundament całej argumentacji, jest pojęcie śmierci. Co dokładnie oznacza rozumieć śmierć? Czy omawiane pojęcie jest binarne, zero-jedynkowe, wszystko albo nic, czy też możemy postrzegać je jako spektrum, jako coś, co dopuszcza większą lub mniejszą złożoność? Czy miałoby sens mówienie o różnych pojęciach śmierci, które uchwyciłyby perspektywę różnych gatunków?
Znaczna część zagadnień, które podejmuję w niniejszej książce, ma zatem charakter analizy pojęciowej. Nie jest to jednak tylko praca nad wyjaśnieniem terminów językowych, ponieważ tego rodzaju analiza pozwala wyciągnąć wnioski na temat świata. Na przykład aby ustalić, czy eksperymenty wykazujące altruistyczne zachowania u zwierząt są dowodem na to, że zwierzęta mają moralność, musimy zacząć od jasnej definicji, co oznacza posiadanie moralności. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku mojej książki. Dzięki analizie pojęcia śmierci możemy spojrzeć na dostępne dowody innymi oczami. Co więcej, taka analiza pozwoli nam bardzo wyraźnie określić, jakie są wymogi poznawcze dla zrozumienia śmierci; jaka jest architektura psychologiczna, którą zwierzę musi posiadać, aby być świadomym śmiertelności. Kiedy już to wiemy, możemy spojrzeć poza tanatologię porównawczą i zastanowić się, co inne dziedziny, takie jak biologia ewolucyjna, mogą nam powiedzieć o tym, na ile powszechna może być ta zdolność w przyrodzie.
Czy zwierzęta rozumieją śmierć? W niniejszej książce, aby odpowiedzieć na to pytanie, wykorzystuję konceptualne i argumentacyjne narzędzia, jakich dostarcza filozofia, do analizy empirycznych dowodów, które tanatologia porównawcza zgromadziła w ciągu ostatniej dekady. Jak zobaczymy, od momentu swojego powstania ta dyscyplina wykazuje pewne antropocentryczne skrzywienie, skłaniające tanatologów do nadmiernego intelektualizowania pojęcia śmierci i kładzenia zbyt dużego nacisku na żałobę jako reakcję emocjonalną na czyjąś śmierć. Jeśli zlokalizujemy i wyeliminujemy te uprzedzenia, będziemy w stanie dostrzec, że pojęcie śmierci wymaga niewielkiej złożoności poznawczej i że istnieje wiele sposobów, w jakie zwierzęta mogą na śmierć emocjonalnie reagować i się o niej uczyć. Jeśli twierdzenia, które przedstawiam, są poprawne, pojęcie śmierci jest znacznie łatwiejsze do przyswojenia, niż zakładano, i prawdopodobnie jest szeroko rozpowszechnione w królestwie zwierząt.
Dla Czytelników nieobytych z koncepcjami dotyczącymi zwierząt i ich emocji, wszystko to może brzmieć dziwnie. Dlatego proszę o kredyt zaufania, ponieważ moja książka ma być przystępna dla laika i nie wymagać znajomości skomplikowanych pojęć z zakresu psychologii zwierząt. Natomiast z myślą o Czytelnikach, którzy wątpią w to, że zwierzęta mają umysły, nie tylko omówię stosunek zwierząt do śmierci, ale także przytoczę zarówno argumenty filozoficzne, jak i liczne dowody empiryczne potwierdzające pogląd, iż ludzie nie są jedynymi istotami posiadającymi życie psychiczne. Jeśli zatem jesteś Czytelnikiem sceptycznym, znajdziesz w tej książce materiał do przemyśleń.
Na kolejnych stronach rozpoczniemy od filozofii i zagłębimy się w tanatologię porównawczą oraz inne, pokrewne nauki empiryczne. Chciałam napisać książkę przeznaczoną dla szerokiego grona odbiorców, dlatego ograniczyłam do minimum fachową terminologię, a gdy była ona absolutnie konieczna, starałam się ją dokładnie wyjaśnić, a także, aby nieco rozluźnić atmosferę, pozwoliłam sobie na żarty, choć może nie zawsze fortunne. Odniesienia bibliograficzne zamieściłam w przypisach końcowych, aby nie przeszkadzały w lekturze. Czytelników, którym zrozumienie rozważań filozoficznych nastręcza trudności, proszę o cierpliwość. Każdemu, kto szuka opowieści o zwierzętach, obiecuję, że się tutaj pojawią. Bez dalszych dygresji, drodzy Czytelnicy, bardzo dziękuję, że wybraliście moją książkę. Mam nadzieję, że będzie dla Was wartościową lekturą.
Kiedy miałam osiem lat, Święty Mikołaj przyniósł mi mikroskop. Poprosiłam o niego po obejrzeniu reklamy telewizyjnej, w której dzieci w okularach i białych fartuchach badały różne zwyczajne przedmioty, które po powiększeniu stawały się niezwykle ciekawe. Bardzo się z tego prezentu cieszyłam. Do czasu.
Kiedy bowiem zaczęłam się bawić swoim nowym nabytkiem, szybko zdałam sobie sprawę, że wcale nie jest tak fascynujący, jak wydawał się w reklamie. Właściwie był wręcz nudny. Do mikroskopu dołączono kilka próbek, jednak zdecydowanie za mało i nie były one tak pasjonujące, jak sądziłam. A rzeczy dostępne w domu nie były odpowiednio przezroczyste, były zbyt duże albo po prostu za mało ciekawe, aby je badać. Potrzebowałam czegoś bardziej intrygującego.
Wtedy wpadłam na genialny pomysł, aby przyjrzeć się z bliska mrówce. Kogo nie zdumiewa wygląd tych owadów podobnych do kosmitów, z gigantycznymi oczami, groźnymi szczękami i niepokojącymi czułkami? Zapowiadało się emocjonujące doświadczenie, jakiego szukałam.
Mój plan miał tylko jedną małą wadę: musiałam znaleźć martwą mrówkę. W przeciwnym razie nieustannie wierciłaby się i nie dałoby się jej dokładnie zbadać. Jedyna znana mi metoda uśmiercania tych owadów – klasyczne rozdeptanie – sprawdziłaby się świetnie, gdybym chciała zbadać purée z tego stawonoga, ale mnie bardziej interesował nienaruszony okaz.
Dlatego pewnego ranka wzięłam jedną z probówek, które były w komplecie z mikroskopem, złapałam w nią mrówczą robotnicę i postanowiłam poczekać, aż skończy się jej tlen. Wstydzę się tego, ale przez cały dzień nosiłam probówkę w kieszeni spodni, wyjmując ją od czasu do czasu, aby sprawdzić, czy mrówka już zdecydowała się współpracować dla dobra nauki i uprzejmie raczyła wyciągnąć kopyta. Ale gdzie tam. Była wciąż żywa. Żywiuteńka. Ani ona, ani ja nie wiedziałyśmy tego w tamtym momencie, ale ta problematyczna wola przetrwania ostatecznie uratowała jej życie.
Późnym popołudniem, z kakaowym wąsem zaschniętym pod nosem, w pełni uświadomiłam sobie, co właściwie robię. Z jakiegoś powodu nagle postawiłam się w sytuacji mrówki i zrobiło mi się jej strasznie szkoda (byłam ciekawa, ale nie bezduszna). Jak mogłam skazać ją na śmierć? Kim byłam, żeby odbierać życie niewinnej istocie? Nagle uznałam to za niedopuszczalne okrucieństwo.
Pamiętam, że podeszłam do pięknego krzewu róży rosnącego na osiedlu i ostrożnie otworzyłam probówkę, pozwalając mrówce zbiec na jeden z liści. Biedaczka wyszła powoli, zdezorientowana, jakby się zastanawiała, dlaczego wcześniej tak brutalnie ją porwano. I najprawdopodobniej wkrótce potem umarła, ale w tamtej chwili czułam, że ją ocaliłam, że postąpiłam słusznie. Niczym mała superbohaterka.
Tamten moment więzi i empatii wobec mrówki, który tak wyraźnie zapisał się w mojej pamięci, z pewnością przyczynił się do tego, jaką osobą jestem dziś. Chociaż wtedy chciałam zostać malarką, ostatecznie poświęciłam się etyce zwierząt.
Etyka pojawi się na kolejnych stronach, stanowiąc stałe tło dla moich opowieści, ale to nie dlatego przywołałam tę historię. W tej książce piszę o tym, jak przeżywają i rozumieją śmierć zwierzęta. Oczywiście my również jesteśmy zwierzętami, więc siłą rzeczy ludzkie pojęcie śmierci będzie tutaj wszechobecne. Będzie ono służyć jako kontrapunkt i przewodnik w moich rozważaniach na temat rozumienia śmiertelności.
Anegdota o mrówce jest istotna, ponieważ odzwierciedla moje ówczesne pojęcie śmierci. Wiedziałam, że badany insekt należy do klasy bytów, które mogą umrzeć (w przeciwieństwie na przykład do kamienia, który nie jest żywy i nie umiera). Potrafiłam przewidzieć, że po śmierci mrówka przestanie się ruszać, co pozwoli mi ją zbadać pod mikroskopem. Miałam również pewną wiedzę na temat tego, co może spowodować zgon owada (chociaż, sądząc po wybranej mało skutecznej metodzie, trzeba przyznać, że ta wiedza nie była specjalnie zaawansowana). Ponadto byłam w stanie stwierdzić, że mrówka nadal żyje, i mogłabym też stwierdzić jej zgon. Na koniec byłam zdolna poczuć empatię i postrzegać śmierć mrówki jako zdarzenie tragiczne, zdecydowanie negatywne, którego chciałam uniknąć. Wszystko to wskazuje na dość złożone pojęcie śmierci.
Możemy dostrzec pewne podobieństwa między tą historią a powszechną reakcją samych mrówek na śmierć towarzyszki. Po pierwsze, owady te mobilizują się do wspólnego działania, aby zapobiec śmierci jednej z sióstr. W niedawno przeprowadzonym eksperymencie1 za pomocą umieszczonych pod piaskiem nylonowych sideł złapano jedną z lokatorek mrowiska, symulując w ten sposób sytuację, która często ma miejsce w naturze, gdy insekty te zostają unieruchomione przez pajęczyny. Badacze zaobserwowali, że pozostałe mrówki usilnie próbowały ją oswobodzić. Na początku kopały w piasku i ciągnęły za odnóża uwięzionej, starając się ją wyciągnąć z pułapki. Kiedy ich wysiłki nie przyniosły rezultatu, mrówki skupiły się na sidłach i gryzły nylonową nić, aż ją zerwały, ratując w ten sposób swoją towarzyszkę.
Po drugie, mrówki potrafią stwierdzić zgon. Kiedy w kolonii jedna z nich umrze, pozostałe osobniki są zdolne to rozpoznać i niezwłocznie usuwają zwłoki z gniazda. Zjawisko to nazywamy nekroforezą.
Pomimo podobieństw można z dużą dozą pewności stwierdzić, że mrówkom obce jest pojęcie śmierci. Mrówka ratująca uwięzioną towarzyszkę nie przewiduje i nie próbuje zapobiec jej śmierci, lecz reaguje na sygnał chemiczny wysyłany przez mrówkę znajdującą się w niebezpieczeństwie. Gdybyśmy bowiem wprowadzili uwięzioną mrówkę w narkozę, pozostałe nie rzuciłyby się jej na ratunek, ponieważ potrzebują chemicznego sygnału, który wywoła ich zachowanie.
Podobnie rzecz się ma z nekroforezą. Nie chodzi o to, że owady zrozumiały, iż ich towarzyszka jest martwa, lecz po prostu reagują w zaprogramowany sposób na bodziec chemiczny. Nekroforeza rozpoczyna się po wykryciu kwasu oleinowego wydzielanego przez mrówcze zwłoki. Kiedy inne mrówki go wykryją, natychmiast reagują na martwego osobnika jak na „śmieć, który należy usunąć z gniazda”. Ze względu na rygorystyczność tego mechanizmu bardzo łatwo byłoby je oszukać. Otóż gdybyśmy złapali żywą mrówkę i umieścili na jej odwłoku kroplę kwasu oleinowego, inne potraktowałyby ją jak martwą, czyli natychmiast wyniosłyby z gniazda2. Nie byłyby w stanie wywnioskować, że nie jest martwa, nawet gdyby „zwłoki” się poruszały i próbowały uwolnić od porywaczek.
Jednak fakt, że te zachowania są skutkiem wykrycia składników chemicznych, nie oznacza, iż nie dopuszczają pewnej elastyczności. Mrówki ratujące uwięzioną koleżankę wykazują pewne zrozumienie sytuacji: jeśli jedna strategia nie działa, są w stanie zmienić taktykę i ostatecznie dochodzą do wniosku, że problem leży w samej pułapce, mimo iż nie jest to element, który można spotkać w naturze.
W przypadku nekroforezy dzieje się podobnie. Chociaż jest to zachowanie, którego źródłem jest mechanizm bodziec – reakcja, mogą mieć na nie wpływ inne czynniki. Przede wszystkim kwas oleinowy nie jest jedynym bodźcem wywołującym nekroforezę. Tę funkcję mogą również pełnić inne substancje chemiczne powstające w procesie rozkładu. Niektóre gatunki mrówek mogą reagować jeszcze przed rozpoczęciem procesu gnicia, a zatem może wystarczać brak chemicznej oznaki życia (takiej jak określone feromony). Istnieją gatunki, które odróżniają świeże zwłoki od starych i te pierwsze zakopują, a drugie wyrzucają z gniazda3. Kontekst również może mieć znaczenie: mrówka w stanie rozkładu znaleziona podczas poszukiwania pożywienia nie inicjuje procesu nekroforezy, chyba że znajduje się bardzo blisko gniazda. Jeśli nie można usunąć zwłok z kolonii z powodu czynników środowiskowych, takich jak mróz lub powódź, mieszkanki kopca mogą zdecydować się na inne metody ich eliminacji, takie jak pochówek czy nawet kanibalizm4.
W obliczu powyższej elastyczności w zachowaniu mrówek, skąd możemy mieć pewność, że nie jest im znane pojęcie śmierci? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zrobić małą dygresję filozoficzną, która pozwoli zrozumieć, czym jest pojęcie5.
Pojęcia są podstawowymi elementami wielu naszych myśli. Na przykład zdanie „stół się chwieje” składa się z pojęć „stół” i „chwiać się”. Chociaż, jak zobaczymy, nie każda forma myślenia wymaga pojęć, istota niezdolna do myślenia nie operuje pojęciami. Dlatego zanim zajmiemy się kwestią tego, czy zwierzęta posługują się pojęciami, musimy zmierzyć się z pytaniem bardziej ogólnym: czy zwierzęta mają umysł?
W 1982 roku filozof Donald Davidson opublikował słynny artykuł, w którym argumentował przeciwko poglądowi, że zwierzęta posiadają życie umysłowe6. Davidson przedstawił eksperyment myślowy z psem, który goni kota sąsiada po ogrodzie. Kot ucieka prosto w kierunku dębu, ale w ostatniej chwili robi unik i wskakuje na inne drzewo, klon. Pies nie zauważa tego manewru i biegnie zaślepiony do dębu. Zatrzymuje się pod nim, opiera przednie łapy o pień i zaczyna obszczekiwać koronę. Gdybyśmy byli świadkami tej sceny, powiedzielibyśmy: „Pies myśli, że kot jest na dębie”7. A zatem wyjaśnilibyśmy zachowanie czworonoga, przypisując mu przekonanie, które jest rodzajem myśli. Davidson dostrzega jednak dwa istotne problemy z taką atrybucją.
Pierwszy dotyczy granic naszej wiedzy. Nie jesteśmy w stanie przyjąć perspektywy psa, dlatego nie mamy bezpośredniego dostępu do jego sposobu rozumienia świata. A dostęp ten jest kluczowy, gdy chcemy komuś przypisać przekonanie. Na przykład reporterce Lois Lane możemy przypisać przekonanie, że pracuje z Clarkiem Kentem, ale nie przekonanie, że pracuje z Supermanem, mimo iż Clark Kent i Superman to ta sama osoba. Lois Lane bowiem nie wie, że Clark Kent i Superman to ta sama osoba, w związku z czym musimy użyć nazwiska „Clark Kent”, gdy mówimy, jak postrzega ona swojego kolegę z pracy. Problem w naszym przypadku polega na tym, że nie mamy możliwości dowiedzieć się, jakie dokładnie przekonanie ma pies. Nie wiemy, czy pies jest przekonany, że kot wszedł na „najstarsze drzewo w ogrodzie”, na „drzewo, które najładniej pachnie”, czy może na „drzewo, na które kot wszedł poprzednim razem”. Przypisanie psu konkretnego przekonania napotkałoby przeszkodę nie do pokonania.
Ponadto, według wspomnianego filozofa, żadne przekonanie nigdy nie występuje w izolacji, lecz aby miało sens, potrzebuje innych, powiązanych z nim przekonań. Pies nie może sądzić, że jakiś przedmiot jest drzewem, nie mając całego zbioru ogólnych przekonań na temat drzew: że rosną, mają liście, gałęzie i korzenie, potrzebują wody i światła i tak dalej. To samo dotyczy przekonań na temat kota: być przekonanym, że jest to kot, oznacza mieć przekonanie, że jest to ssak, ma cztery łapy, miauczy itd. Chociaż nie ma stałej listy ogólnych przekonań, które trzeba mieć, aby wierzyć, że dany przedmiot jest drzewem lub kotem, to zdaniem Davidsona bez przypisania niektórych z nich psu, przypisanie mu przypuszczenia, że kot jest na drzewie, przestaje mieć sens. Jednak ponownie nie możemy wiedzieć, które z tych przekonań ma pies, jeśli w ogóle jakiekolwiek ma.
Niewielu filozofów przekonał omówiony argument Davidsona8. Wskazano, że tego rodzaju problemy występują – choć w mniej wyraźnej formie – kiedy konkretne przekonanie przypisujemy innym ludziom. Nigdy bowiem nie możemy dokładnie wiedzieć, co dzieje się w głowach innych osób, ani znać z najdrobniejszymi szczegółami ich sposobu postrzegania świata. Nie przeszkadza nam to jednak w dokonywaniu przybliżonych przypuszczeń na podstawie tego, co wiemy o ich osobowości czy ich życiu. Być może Lois Lane myśli o koledze jako o „okularniku”, a nie o „Clarku Kencie”, ale to także jest bardziej właściwe określenie niż „Superman”, ponieważ wiemy, że dziennikarka jeszcze nie odkryła jego słodkiej tajemnicy.
Przeciwnicy Davidsona podnosili także, że zbyt pesymistycznie postrzega on naszą wiedzę o zwierzętach. Jeśli badamy zachowanie zwierząt w kontrolowanych warunkach, możemy dość dobrze poznać ich sposób rozumienia świata, co pozwala nam określić ich przekonania znacznie dokładniej, niż sądzi Davidson.
Argumentowano również, że wbrew temu, co zakłada Davidson, przekonania zwierząt nie muszą składać się z pojęć. Może być na przykład tak, że pies nie postrzega kota jako czworonożnego ssaka, który miauczy, lecz w kategoriach działań, które kot umożliwia: jako coś, co można na przykład gonić lub zjeść.
Wreszcie podkreślano, że argument Davidsona – pod warunkiem że nie byłby tak wątpliwej jakości – pozwoliłby nam jedynie stwierdzić, iż nie wiemy, jakie przekonania mają zwierzęta, natomiast nie daje nam żadnego powodu, aby sądzić, że nie mają żadnych. Problem tego, co dokładnie dzieje się w ich głowach, to coś zupełnie innego niż kwestia, czy w ogóle mają umysł.
Jednak Davidsonowi nie chodzi jedynie o to, że nie mamy możliwości dowiedzieć się, jakie przekonania mają zwierzęta, lecz o to, iż sama idea posiadania przez nie umysłu jest problematyczna. Filozof przedstawia następujący argument: ktoś, kto ma jakieś przekonanie, musi być zdolny do odczuwania zdziwienia, ponieważ właśnie zdziwienie polega na uświadomieniu sobie, że rzeczywistość nie jest taka, jak myślał, nie jest zgodna z jego przekonaniem. Na przykład jeśli jestem zdziwiona, widząc debet na swoim koncie bankowym, wynika to z faktu, iż jestem w stanie przetworzyć kontrast między kwotą, którą myślałam, że mam, a kwotą, którą faktycznie posiadam. Davidson twierdzi, że aby jednostka była zdolna do odczuwania zdziwienia, a tym samym do posiadania przekonania, musi mieć pojęcieprzekonania, być zdolna rozumieć, że to, co sądzi, jest jedną rzeczą, a zupełnie inną jest to, jak wygląda świat. Gdy okazuję zdziwienie, widząc saldo swojego rachunku bankowego, pokazuję, że rozumiem różnicę między fantazją, którą stworzyłam w swojej głowie, a trudną rzeczywistością.
Dla Davidsona język jest warunkiem niezbędnym do ukształtowania pojęcia przekonania. Język pozwala nam przeciwstawić to, co myślimy, temu, co myślą inni, a tym samym skonstruować pojęcie obiektywnej rzeczywistości, która jest niezależna od wszystkich naszych subiektywnych przekonań. Jako że tylko ludzie mają język – a przynajmniej język wystarczająco wyrafinowany, by radzić sobie z tym zadaniem – tylko oni mogą mieć pojęcie przekonania, a zatem i same przekonania. A ponieważ zdaniem Davidsona są one podstawowe i fundamentalne dla wszelkiego rodzaju myślenia, uważa on, że tylko ludzie mają umysł.
Również w tym przypadku niewielu filozofów dało się przekonać. Na przykład zarzucono Davidsonowi, że stawia wóz przed koniem. Chociaż bowiem istnieje związek między zdolnością posiadania przekonania, pojęciem przekonania oraz językiem, najprawdopodobniej relacja ta zachodzi w odwrotnym kierunku. Oznacza to, że posiadanie przekonania byłoby konieczne do rozwinięcia języka i pojęcia przekonania, a nie na odwrót. Podobnie założenie, że przekonanie wymaga zarówno języka, jak i pojęcia przekonania, oznaczałoby, iż dzieci, zanim uzyskają umiejętność posługiwania się językiem, nie mają przekonań. To z kolei sprawia, że nie sposób wyjaśnić, jak to możliwe, iż przyswajają język. Bardzo trudno jest wyjaśnić, jak bez przekonań, z głową całkowicie pozbawioną myśli, każdy z nas był w stanie przyswoić sobie nazwy rzeczy i nauczyć się wyrażać idee.
Argumenty Davidsona nie są zatem zbyt przekonujące, ale na razie wykazaliśmy jedynie, że akurat ten jeden filozof się mylił. A jakie możemy przedstawić pozytywne argumenty przemawiające za istnieniem zwierzęcych umysłów? Istnieją trzy główne typy argumentów: argument z podobieństwa, argument z wnioskowania do najlepszego wyjaśnienia oraz argument z oszczędności ewolucyjnej9.
Argument z podobieństwa skupia się na właściwości X, o której wiemy, że jest powiązana ze zdolnościami umysłowymi u ludzi, co pozwala wywnioskować przez analogię, iż zwierzęta wykazujące tę właściwość X muszą również posiadać umysł. Na przykład zdolność rozwiązywania problemów lub elastyczność behawioralna to cechy, które zależą od naszych zdolności umysłowych. Przez analogię możemy więc stwierdzić, że zwierzęta, które są w stanie rozwiązywać problemy lub wykazują elastyczność zachowania, także mają umysły. I rzeczywiście istnieje ogromna i stale rosnąca liczba badań z zakresu psychologii porównawczej, które wskazują, że wiele gatunków pozaludzkich jest zdolnych do wyciągania wniosków, przypominania sobie przeszłości, przewidywania przyszłości, planowania, wprowadzania innowacji, dostosowywania się do zmieniających się okoliczności oraz posiada liczne inne umiejętności, które u nas wymagają jakiejś formy myślenia.
Argument z wnioskowania do najlepszego wyjaśnienia natomiast opiera się na idei, że założenie, iż zwierzęta mają umysły, jest najlepszym sposobem na wyjaśnienie pewnych zachowań, które u nich obserwujemy, takich jak na przykład zachowania, które wydają się błędne lub nieprzystające do rzeczywistości. Ponieważ kot tak naprawdę nie siedzi na dębie, lecz na klonie, najlepszym wyjaśnieniem zachowania, które obserwujemy u psa, jest to, że jest on przekonany, iż kot jest na dębie. Argument z wnioskowania do najlepszego wyjaśnienia wykorzystuje również ideę, że możemy nie tylko najlepiej wyjaśnić pewne zachowania poprzez przypisanie stanów mentalnych, ale także przewidywać na podstawie tych stanów mentalnych. Na przykład jeśli założymy, że pies ma pragnienie polować na kota i przekonanie, iż kot jest na dębie, możemy przewidzieć, że kiedy zda sobie sprawę, iż uciekinier tak naprawdę jest na klonie, najpierw będzie zdziwiony, a następnie pobiegnie do miejsca, gdzie jak stwierdził, znajduje się kot. Jeżeli nasze przewidywania się sprawdzą, najlepszym wyjaśnieniem tego sukcesu znów okaże się założenie, że zwierzęta rzeczywiście mają umysły.
Z kolei argument z oszczędności ewolucyjnej opiera się na naszej wiedzy na temat ewolucji biologicznej i doboru naturalnego. Wszystkie gatunki są ze sobą spokrewnione. Możemy wybrać dwa z nich i bez względu na to, jak bardzo się różnią, okaże się, że mają wspólnego przodka. Im bliższe pokrewieństwo, tym więcej podobieństw między nimi. Dotyczy to również zdolności umysłowych. Gatunki, które znajdują się blisko siebie na filogenetycznym drzewie życia, z dużym prawdopodobieństwem dzielą takie zdolności. Kiedy u bliskich nam gatunków widzimy zachowania, o których wiemy, że u nas angażują zdolności umysłowe, możemy założyć, iż te gatunki także mają umysły, co jest najprostszym wyjaśnieniem. Argument ten sugeruje, że im bliżej dany gatunek jest z nami spokrewniony – lub z gatunkami, których psychologia jest dobrze zbadana – tym bardziej jest prawdopodobne, że jego przedstawiciele mają umysły10.
Załóżmy, że przynajmniej niektóre zwierzęta są w stanie myśleć, mimo iż nie posługują się językiem. Nie musi to oznaczać, że operują pojęciami, ponieważ niektóre formy myślenia mogą być zasadniczo niekonceptualne. Wyobraźmy sobie na przykład wiewiórkę, która planuje, jak dostać się z gałęzi, na której siedzi, na gałąź drzewa naprzeciwko. W tym celu nie musi posiadać ani pojęcia gałęzi, ani pojęcia drzewa. Wystarczyłoby, aby była w stanie myśleć obrazami, stworzyć mentalną mapę drzewa, na której w myślach przećwiczy możliwe trasy. To nie oznacza, że wiewiórki nie operują pojęciami, lecz jedynie, że ich nie potrzebują do tej konkretnej formy myślenia. Abyśmy mogli powiedzieć, że zwierzę posługuje się pojęciami, musi ono wykazywać nie tylko zdolność myślenia, lecz także pewne inne zdolności.
Po pierwsze, zwierzę posługujące się pojęciami powinno mieć zdolność, mniej lub bardziej trafną, rozróżniania obiektów, do których odnoszą się te pojęcia. Na przykład jeśli Carla posiada pojęcie psa, powinna być w stanie odróżnić go od innych obiektów, czy to przedmiotów, takich jak but bądź parasol, czy to innych żywych istot, takich jak żaba lub nietoperz. Carla może nie być całkowicie nieomylna w rozróżnianiu psów. Jeżeli bowiem wszystkie psy, które w swoim życiu widziała, to mastify pirenejskie, to kiedy po raz pierwszy spotka rasę chihuaha, może pomyśleć, że jest to inne zwierzę, ale to bynajmniej nie oznacza, że przestała posiadać pojęcie psa. Posiadanie pojęcia nie oznacza zatem, że nie można dokonać błędnej klasyfikacji, oznacza natomiast, iż ma się zdolność uczenia się i doskonalenia posiadanego pojęcia. Jeśli wyjaśnimy Carli, że chihuahua to także pies, powinna być w stanie wyjąć go z kategorii „prawdopodobnie gryzoń” i umieścić w kategorii „psy”, aby następnym razem, gdy ją napotka, mogła dokonać poprawnej klasyfikacji.
Po drugie, posiadanie pojęcia oznacza nie tylko zdolność do rozróżniania bytów, do których to pojęcie się odnosi, ale także pewne zrozumienie jego semantycznej treści, jego znaczenia. Ponownie posłużmy się przykładem Carli: nie tylko będzie ona w stanie odróżnić psy od innych bytów, lecz także będzie miała pewną wiedzę na temat tego, czym jest pies. Będzie na przykład wiedziała, że jest to ssak pokryty sierścią, ma cztery łapy, szczeka, a nawet, że pobiegłby na łeb, na szyję za piłką. Oznacza to, zgodnie z tym, co twierdził Davidson, że każde pojęcie jest połączone z innymi w rodzaj sieci semantycznej. Pojęcie psa jest powiązane z takimi pojęciami jak ssak i szczekanie.
Jednocześnie treść każdego pojęcia nie jest ani statyczna, ani stała. Wręcz przeciwnie, będzie się różnić w zależności od czasu, kultury i osoby. Tak więc dzisiejsze pojęcie psa bardzo się różni od tego sprzed dwóch tysięcy lat, kiedy wiedza naukowa nie była tak rozwinięta. Ponadto pojęcie psa, jakie funkcjonuje w Europie, gdzie psy są przede wszystkim zwierzętami domowymi, pupilami, może różnić się od pojęcia psa w innych rejonach świata, w których zwierzęta te mogą być postrzegane na przykład jako przysmak. Również moje obecne pojęcie psa – po szesnastu latach spędzonych z psem pod jednym dachem – jest inne niż to, które miałam, gdy byłam dzieckiem i strasznie się psów bałam. Na dodatek moje pojęcie psa będzie się różniło od pojęcia psa, które posiada moja kuzynka Almudena, ponieważ jest ona weterynarką i ma na temat anatomii i fizjologii psów wiedzę, której nie mam ja.
Po trzecie, rozumienie semantycznej zawartości pojęcia pozwala również na wyciąganie dotyczących go wniosków. Na przykład wyobraźmy sobie, że chcemy oszukać Carlę, aby myślała, iż nasz kot Winifred jest foksterierem, więc go czeszemy tak, by przypominał psa. Chociaż Carla może początkowo dać się zwieść (jeżeli jesteśmy mistrzami zwierzęcego fryzjerstwa, a ona nie jest zbyt bystra), to jeśli posiada solidnie ugruntowane pojęcie psa, prędzej czy później zda sobie sprawę, że sposób, w jaki Winifred się porusza i rusza ogonem, nie za bardzo przypomina psi. W momencie gdy Winifred zamiauczy lub pokaże pazurki, czar natychmiast pryśnie i Carla wywnioskuje, że Winifred wcale nie jest psem. A na dodatek, że my jesteśmy perfidni, bo próbowaliśmy ją oszukać w tak prymitywny sposób.
Po czwarte, pojęcia nie są powiązane z konkretnym bodźcem sensorycznym. Pojęcie psa, jakie posiada Carla, nie odnosi się wyłącznie do psów określonej rasy albo o sierści tego czy innego koloru, lecz pozwala jej rozpoznać jako psy zwierzęta o rozmaitym wyglądzie. Posiadane przez nią pojęcie niekoniecznie też jest związane z bodźcami wzrokowymi, może bowiem sklasyfikować psa za pomocą innych zmysłów. Na przykład jeśli usłyszy szczekanie lub skomlenie, będzie wiedziała, że w pobliżu znajduje się pies. Gdyby weszła do czyjegoś domu i poczuła zapach psa, wywnioskowałaby, że gospodarze mają to zwierzę. Gdyby w nocy poczuła mokry nos przyciskający się do jej ramienia, wiedziałaby, że ich pies przyszedł ją obudzić. Tak naprawdę Carla nie potrzebuje nawet bodźca sensorycznego w postaci obecnego przy niej psa, aby pomyśleć: „Chciałabym adoptować jakiegoś psa” albo „Co robi teraz pies mojej babci?”. Posiadane przez nią pojęcie jest zatem całkowicie niezależne od bodźców zmysłowych.
Po piąte i ostatnie, pojęcia nie wywołują stałej reakcji behawioralnej. To, jak Carla zareaguje na psa, będzie zależało od tego, jak złożone jest posiadane przez nią pojęcie psa, a także od jej nastroju, osobowości, upodobań, doświadczeń oraz wszelkich przekonań i pragnień, jakie ma w danym momencie. Być może pewnego dnia, gdy natknie się na psa w parku, podejdzie do niego, aby go pogłaskać, ponieważ z doświadczenia wie, że psy są zwykle otwarte na tego rodzaju interakcję. Jeśli futrzak zareaguje obnażeniem kłów, być może następnym razem zastanowi się dwa razy, zanim do niego podejdzie, albo zrobi to tak, by nie narażać się na ugryzienie. Reakcje Carli mogą kontrastować z reakcjami innych osób, które również posiadają pojęcie psa. Być może Lidia, która w dzieciństwie miała traumatyczne doświadczenia z owczarkiem niemieckim, nigdy nie odważyłaby się zbliżyć do żadnego przedstawiciela psowatych, a Bea, która ma potworną alergię na psią sierść, również unika ich za wszelką cenę.
Pojęcia mają zatem pięć głównych cech: (1) pozwalają z większym lub mniejszym stopniem trafności rozróżnić obiekty, do których się odnoszą, (2) wymagają pewnej wiedzy na temat semantycznej treści pojęcia, która to wiedza będzie się różnić w zależności od osoby (osobnika) i czasu, (3) umożliwiają wnioskowanie, (4) nie są powiązane z konkretnym bodźcem sensorycznym oraz (5) nie powodują stałego zachowania. Mając to wszystko na uwadze, możemy teraz powrócić do przykładu z mrówkami i zobaczyć, dlaczego możemy być całkowicie pewni, że te owady nie operują pojęciem śmierci. W tym celu skupimy się na nekroforezie – zachowaniu mrówek polegającym na wynoszeniu martwych towarzyszek z gniazda – ponieważ dostarcza ona najbardziej bezpośrednich dowodów na ewentualne posługiwanie się przez te stworzenia pojęciem śmierci.
Jak już wspomniałam, aby można było mówić, że mrówki posiadają pojęcie śmierci, musiałyby być w stanie wystarczająco trafnie rozróżniać byty, do których ma zastosowanie to pojęcie. Innymi słowy, musiałyby umieć odróżnić martwą mrówkę od żywej. Widzieliśmy już, że potrafią to dzięki obecności lub nieobecności chemicznych markerów śmierci lub życia, takich jak kwas oleinowy. Jednak ponieważ ta zdolność identyfikacji martwych koleżanek jest całkowicie uzależniona od owej substancji, tak łatwo jest je oszukać i sprawić, aby traktowały żywego osobnika, jakby był martwy. O ile nam wiadomo, nie są w stanie zauważyć, że dokonały błędnej identyfikacji. A mrówka oszołomiona własnym „pochówkiem” nie ma możliwości przekonać inne mieszkanki mrowiska, że to pomyłka, że tak naprawdę nie jest martwa.
Nic nie wskazuje na to, że owady te są w stanie zrozumieć, co to znaczy być martwym. Wykazują jedynie szereg następujących po sobie reakcji behawioralnych, które są uruchamiane przez bodźce sensoryczne związane ze śmiercią. Nie są w stanie wnioskować, że mrówka żyje, gdy otrzymują sprzeczne sygnały, ani nauczyć się lepiej stwierdzać zgon. Nie ma też żadnego powodu, by sądzić, że są zdolne myśleć o zmarłych, tym bardziej przy braku konkretnego bodźca zmysłowego.
Przykład mrówek i anegdota, od której rozpoczął się ten rozdział, pozwalają nam rozróżnić dwa rodzaje reakcji na śmierć, jakie można zaobserwować w królestwie zwierząt: stereotypowe i poznawcze (ilustracja 2.).
Reakcje stereotypowe na śmierć
Reakcje poznawcze na śmierć
Wrodzone
Wyuczone
Sztywne
Elastyczne
Automatyczne
