Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
47 osób interesuje się tą książką
Operacyjniacy widzą rzeczy, o których inni woleliby nie wiedzieć. Wchodzą do domów, w których wydarzyła się tragedia. Rozmawiają z mordercami, ofiarami i ich bliskimi. Zdobywają informatorów, przenikają do półświatka, obserwują, słuchają i czekają. Czasem tygodniami. Czasem miesiącami.
Muszą podejść blisko. Ale nigdy za blisko.
Bo w tej pracy zaufanie jest narzędziem, kłamstwo może prowadzić do prawdy, a człowiek, który dziś dostarcza informacji, jutro może zacząć prowadzić własną grę. Wystarczy chwila nieuwagi, jeden błąd, jedna relacja, która przestaje być wyłącznie służbowa, żeby znaleźć się po niewłaściwej stronie cienkiej niebieskiej linii.
Robert Młodzian i jego koledzy z wydziału kryminalnego słupskiej policji wracają. Wraz z nimi historie brutalnych zbrodni, zaginięć i ludzkich tragedii, które wydarzyły się naprawdę. Tym razem jednak Adrian Ksycki i Michał Łańko zaglądają jeszcze głębiej za kulisy pracy operacyjnej i pokazują nie tylko, jak kryminalni zdobywają informacje i rozwiązują sprawy, lecz także jaką cenę płacą za lata spędzone zbyt blisko zła.
„Operacyjniak. Historie (nie)zapomniane” to druga część fabularyzowanego reportażu true crime opartego na doświadczeniach policjantów kryminalnych.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 267
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by Grupa Wydawnicza Literatura Inspiruje Sp. z o.o. Copyright © by Adrian Ksycki i Michał Łańko
Wszelkie prawa zastrzeżone
All rights reserved
Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.
Redakcja: Katarzyna Woźniak
Korekta: Aleksandra Płotka
Projekt graficzny okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz z wykorzystaniem grafiki wygenerowanej za pomocą sztucznej inteligencji (ChatGPT)
DTP: Justyna Jakubczyk
ISBN 978-83-68924-15-2
Warszawa 2026
Wydawnictwo [email protected] www.literaturainspiruje.pl
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Wszelkie imiona, nazwiska i pseudonimy zostały zmienione, ale historie przedstawione w niniejszej książce oparliśmy na prawdziwych śledztwach prowadzonych przez Wydział Kryminalny Komendy Miejskiej Policji w Słupsku w latach 2009–2017. Postać sierżanta Roberta Młodziana et consortes stanowi literackie odzwierciedlenie funkcjonariuszy operacyjno-śledczych pracujących w tamtym okresie.
Autorzy
OSOBY:
Naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Słupsku:
Paweł Frątczak
Funkcjonariusze pionu operacyjno-śledczego:
Robert Młodzian
Jacek „Świeżak” Świerczewski
Krystian „Bojówa” Bojko
Tomasz „Tomaszek” Zakrzewski
Piotr „Sosna” Sosnowski
Funkcjonariusze pionu dochodzeniowo-śledczego:
Maciej Bugaj
Nie ma nic trudniejszego na świecie niż szczerość.
Fiodor Dostojewski
Fakty rosną w ciemności.
Anne Carson
Rozmowa Roberta Młodziana z młodszą aspirant Anną Brzozowską, psychologiem z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, 5 lipca 2016 roku
Młodzian: Czy ta rozmowa jest naprawdę konieczna?
Brzozowska: Wezwał mnie pana przełożony, więc zakładam, że tak.
Młodzian: Co powiedział?
Brzozowska: Przedstawił ogólny zarys sytuacji, ale szczegóły chciałabym usłyszeć od pana.
Młodzian: Pracowała pani kiedyś w terenie?
Brzozowska: Nie, nigdy. Ukończyłam studia psychologiczne i wstąpiłam do policji, żeby pomagać kolegom takim jak pan, wykonującym tak ciężką pracę.
Młodzian: Służbę... Pracować to można w sklepie. Widać, że pani nie ma pojęcia o operacyjniakach. Jak zatem i w czym może mi pani pomóc?
Brzozowska: Znam problemy, które dotykają ludzi – policjantów w szczególności. Mam wiedzę, która pozwala ocenić, czy poradzi pan sobie z następstwami tego, co się wydarzyło.
Młodzian: Po prostu chcecie się upewnić, czy nadaję się do służby. Zgadza się?
Brzozowska: To zależy od przebiegu naszej rozmowy. Podobno zbyt agresywnie zadziałał pan przy ostatnim zatrzymaniu osoby.
Młodzian: Zbyt agresywnie?! A jak pani zdaniem powinno przebiegać zatrzymanie dynamiczne? Chyba zaczynam rozumieć, o co tutaj chodzi. Naczelnik wysłał mnie do pani, żeby mieć dupochron w razie skargi ze strony poturbowanego figuranta.
Brzozowska: Przepraszam, kogo?
Młodzian: Osobę pozostającą w zainteresowaniu operacyjnym. Zresztą nieważne.
Brzozowska: Rozumiem. Odnoszę wrażenie, że pana agresja to jedynie zasłona dymna. Ja chciałabym zajrzeć, co kryje się pod nią. To nie jest przesłuchanie. Nie ma dobrych czy złych odpowiedzi.
Młodzian: Czego w takim razie pani ode mnie chce?
Brzozowska: Prawdy, sierżancie. Chcę pomóc, ale musi mi pan opowiedzieć wszystko od początku.
Kiedy słońce znika za horyzontem,
zaciera się granica między złem a dobrem.
Nocą ulica przedstawia swe oblicza,
słychać diabła śmiech – on nigdy nie zasypia.
Bez Cenzury
Słupsk, 30 marzec 2011 roku
Zapis rozmowy z dyżurnym Komisariatu Policji I,godzina 4:39
Zabiłem ją... Zadźgałem ją, kurwa...
Halo, kto mówi? Gdzie pan jest?
Ona tam leży... Może ją uratujecie, może nie... Nie wiem, kurwa.
Proszę powiedzieć, co się stało.
Pierdolę... Idę się utopić... Ze mną już koniec... Ale może ją uratujecie.
Halo, proszę pana. Niech się pan nie rozłącza. Halo! Halo!
Ciemnowłosa dziewczyna zeskanowała ostatni z artykułów i uniosła wzrok.
– Sto pięćdziesiąt siedem złotych – oznajmiła sucho. – Kartą czy gotówką?
– Kartą – odparłem równie beznamiętnym tonem. Zapakowałem zakupy do reklamówek i zbliżyłem plastik do czytnika.
– Transakcja odrzucona.
Spojrzałem na dziewczynę, jakby powiedziała to w obcym języku.
– Co? To jakaś pomyłka. Możemy spróbować jeszcze raz?
Kasjerka powtórzyła operację. Minęło pięć pełnych napięcia sekund.
– Przykro mi. Znowu odrzucono.
Przeanalizowałem szybko w myślach wspólne wydatki z Ulą: pieluchy, mleko w proszku dla naszego dziewięciomiesięcznego synka, czynsz za mieszkanie, rachunki, benzyna, żarcie...
„No tak – pomyślałem. – Policyjna wypłata nie dźwignęła tego wszystkiego”.
– Zapłacę gotówką – powiedziałem ciężko.
W portfelu znalazłem ostatnie dwie stówy. Do wypłaty zostały dwa dni. Dobrze, że w budżetówce przelewy przychodziły na początku miesiąca, inaczej musielibyśmy pożyczać od rodziców.
Podałem banknoty, kasjerka wydała resztę. Wyszedłem z supermarketu. W kieszeni zadzwoniła komórka.
– Halo? – odebrałem.
– Siema, Młodzian, czy ty masz dziś wolne?
Głos w słuchawce należał do Pawła Frątczaka, naczelnika Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Słupsku. Tego samego, który dwa lata wcześniej przyjmował mnie do wydziału po tym, jak rozbiliśmy grupę nieuchwytnych złodziei.
– No mam, a czemu pan naczelnik pyta?
– Sorry, Robert – zaczął z wyraźnym żalem – ale musisz przyjechać na ulicę Prostą, do jednego z bloków od Słowackiego.
– Wiem, gdzie to jest. Ale kiedy?
– Najlepiej od razu.
Była dziesiąta trzydzieści. Odwiozłem zakupy do domu, porozmawiałem chwilę z żoną, po czym ruszyłem w ciemno zgodnie z poleceniem przełożonego. Przed południem przejechanie trzech i pół kilometra zajęło mi niecałe dziesięć minut. Słupsk jest małym, ciasno upakowanym miastem. Centrum tworzą zwarte kwartały starych kamienic, wąskie uliczki, oficyny i charakterystyczna zabudowa stojąca niemal ściana w ścianę.
Przy ulicy Prostej znajdował się kompleks czteropiętrowych bloków z wyznaczonymi miejscami parkingowymi. O tej porze byłoby tu cicho i spokojnie, gdyby nie policyjne radiowozy i karetka pod jednym z budynków. Kawałek dalej stał zaparkowany samochód jednego ze słupskich zakładów pogrzebowych, co jednoznacznie wykluczało tradycyjne włamanie do piwnicy czy mieszkania. Swoją drogą, pewnie po dziś dzień łapiduchy nasłuchują korespondencji dyżurnego stacji pogotowia ratunkowego i na hasło „zgon”, „trup” czy „zimny” startują na miejsce w oczekiwaniu na rodzinę denata. Business is business.
Naczelnik czekał przed wejściem do klatki schodowej. Gdy mnie zobaczył, zgasił peta i skinął głową, dając znak, żebym poszedł za nim.
Weszliśmy do środka, a potem zeszliśmy do piwnicy. Jarzeniówki rzucały zimne światło na kamienne sklepienie i betonową posadzkę. W kącie walały się puste butelki po winie. Ktoś musiał tu pić, może było jakieś spotkanie lokatorskie, może coś innego. Został tylko bałagan i smród zastanego powietrza zmieszanego z zapachem taniego jabola.
Piwnica nie była wyłącznie ciągiem komórek lokatorskich pełnych rowerów, sanek, opon i słoików. Część podziemi zaadaptowano na biura.
Naczelnik zaprowadził mnie na sam koniec korytarza.
Metaliczny zapach krwi uderzył mnie w nozdrza, zanim jeszcze przekroczyłem próg.
– Wejdź i zobacz – polecił Frątczak.
Biuro powstało z połączenia trzech komórek. Miało jedno niewielkie, prostokątne okienko tuż pod sufitem. Na podłodze, przed moimi butami, rozlewała się ciemnoczerwona kałuża krwi. Była gęsta, niemal czarna przy brzegach, jak skrzepła melasa.
Kobieta, na oko około pięćdziesiątki, leżała na plecach. Długie, ciemne włosy, oczy nieruchome, szeroko otwarte. Smuga krwi prowadziła w stronę biurka, na którym stał telefon. Najprawdopodobniej próbowała się doczołgać i wezwać pomoc. Nie dała rady. Albo zrezygnowała. Życie uszło z niej właśnie w tej pozycji.
– Wiadomo, kim była?
– To Aldona Mokrzycka. Pracowała w firmie sprzątającej.
Zauważyłem wiadro ze środkami chemicznymi i odkurzacz w kącie pomieszczenia, co potwierdzało słowa naczelnika.
Czekaliśmy na technika. Pochyliłem się tylko na tyle, by przyjrzeć się ranom. Jedna, druga, trzecia. Ślady wskazywały na użycie ostrego przedmiotu, może noża albo szpikulca. Więcej wykaże sekcja zwłok.
Odsunąłem się, nie chcąc zostawić śladów.
– Sprzątała tu w nocy?
– Tak. Taki mieli system. Biuro należy do wspólnoty mieszkaniowej. Pracownica, która przyszła o dziesiątej, znalazła denatkę w takiej pozycji. Nic nie ruszała. Zadzwoniła od razu na policję.
– Coś zginęło?
– Na razie nic na to nie wskazuje. Gdyby chodziło o rabunek, sprawca zabrałby telefon. – Naczelnik wskazał na biurko. – A ten leży nietknięty.
Miał rację.
Zwłoki leżały w kałuży krwi, w której wyraźnie odcisnęły się ślady obuwia. Denatka miała na sobie sportowe buty o gładkiej podeszwie, tymczasem odbite ślady należały do obuwia z masywnym, głęboko rzeźbionym bieżnikiem, które bardziej pasowały do traperów albo butów roboczych.
Prawdopodobnie należały do sprawcy tego okrutnego mordu.
W tej chwili w biurze pojawił się technik. Ubrany w kombinezon, ściskając w dłoniach walizki, wyprosił nas na zewnątrz.
Zanim wyszedłem, zwróciłem jeszcze uwagę na ręce i ramiona denatki. Nie było na nich ran, które powstałyby na skutek obrony. Albo została ogłuszona, zanim morderca zaczął ją dźgać, albo już pierwszy cios był decydujący.
– Biała czapka z daszkiem leży na fotelu – powiedział naczelnik. – Obstawiam, że należała do sprawcy.
Wyciągnąłem komórkę i zrobiłem zdjęcie. Nigdy nie wiadomo, co może się przydać.
– A narzędzie zbrodni?
Frątczak pokręcił głową.
– W tym problem, Młodzian. Trzeba będzie przetrząsnąć teren. Zakładam, że to był nóż. Jeśli sprawca gdzieś go wyjebał, musimy go znaleźć.
Wyszliśmy przed blok. Na zewnątrz słońce świeciło, przynosząc wiosenne ciepło, ale w cieniu panowała jeszcze zima. Spaliliśmy po fajce i kiedy przyjechał dodatkowy patrol, zaczęliśmy przeczesywać teren: śmietniki, krzaki, okolice drogi.
Z czasem pojawiło się więcej ludzi z wydziału. Karetka odjechała – lekarz stwierdził zgon. Dwóch mężczyzn z zakładu pogrzebowego zabrało ciało do prosektorium.
Zrobiło się nerwowo, gdy zjawili się dziennikarze. Aparaty, pytania, szybkie notatki: „Co się stało?”, „Kim była ofiara?”, „Czy są świadkowie?” i moje ulubione: „Czy macie już podejrzanych?”.
Nie mieliśmy nic do powiedzenia.
– Musimy znaleźć tego skurwiela, Robert – wyszeptał Frątczak, kiedy zaczęliśmy przeszukiwać teren.
– Jasna sprawa, naczelniku – odparłem, ale sprawa wcale nie była taka jasna.
Statystycznie największą liczbę zabójców w tamtym okresie stanowili mężczyźni w wieku od dwudziestu pięciu do czterdziestu czterech lat, zwykle bezrobotni i uzależnieni od alkoholu lub narkotyków. Najczęstszym motywem były silne emocje. Sprawca zwykle znał ofiarę: mógł być partnerem, członkiem rodziny, sąsiadem lub kolegą od kieliszka. Ale to była jedynie statystyka, która zawężała grono podejrzanych. Tak naprawdę mordercą mógł być każdy. I mógł wyrzucić nóż gdziekolwiek.
– Szukamy chyba wiatru w polu – skomentowałem naszą sytuację.
– Niekoniecznie – odparł naczelnik.
Spojrzałem na niego.
– O co chodzi?
Frątczak zbliżył się do mnie i powiedział cicho:
– Mamy nagranie.
– Jakie nagranie?
– Tego jeszcze nie puszczamy w eter, ale ktoś dzwonił w nocy. Przyznał się do zabójstwa.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Adrian Ksycki
Potępieni
Poznań. Eksplozja kamienicy na Dębcu wstrząsa miastem, a to dopiero początek koszmaru.
Gdy sekcja zwłok ujawnia, że jedna z ofiar została brutalnie zamordowana jeszcze przed wybuchem, sprawa przestaje być uważana za tragiczny wypadek. W śledztwie bierze udział mentor Krystiana Feusette’a, profesor Czesław Lasota, który odkrywa przerażającą prawdę. Ginie on jednak w zamachu na oczach tłumu, nim zdoła ją wyjawić.
Feusette i Emilia – córka zamordowanego profesora – ścigani przez policję i zmuszeni działać poza systemem, próbują odkryć, kto naprawdę pociąga za sznurki. Ślady prowadzą ich do zamkniętej radykalnej społeczności działającej w ukryciu. Im bliżej są prawdy, tym wyraźniej widzą, że zagrożenie jest znacznie większe, niż przypuszczali.
A czasu jest coraz mniej...
Janusz Onufrowicz
Portfel z ludzkiej skóry
Jedno znalezisko na drodze. Drugie na odludziu. Dwa śledztwa prowadzące w ten sam mrok.
Kotlina Kłodzka. W rzeczach ofiary wypadku policja odnajduje portfel uszyty ze skóry człowieka – makabryczny dowód na to, że ktoś wykonuje trofea z ludzkich ciał. Na fermie drobiu kilkanaście kilometrów dalej odkryty zostaje mężczyzna więziony jak niewolnik przez ponad dwadzieścia lat.
Sprawę przejmuje elegancki i bezwzględny śledczy podkomisarz Sławbor „Kosmos” Kosmowski. Towarzyszy mu Marta Olszak – miejscowa policjantka próbująca pogodzić pracę z wychowaniem córki.
Kiedy kilka dni później w szpitalu zostaje brutalnie zamordowany właściciel osobliwego portfela, a na jego czole ktoś kreśli krwisty symbol gwiazdy Dawida, pytania mnożą się szybciej niż odpowiedzi.
Portfel z ludzkiej skóry to brutalny kryminał o świecie, w którym ofiary znikają bez śladu, sprawcy są bezkarni, a prawda potrafi być gorsza niż sam koszmar.
Powieści obyczajowe, kryminały, thrilleryWciągające i niebanalneZaczytaj się!
www.prozami.pl
Księgarnia wysyłkowawww.literaturainspiruje.pl
