Oni albo my! 2: Izrael i Bliski Wschód. Zachód kontra świat islamu, przyszłość Izraela oraz prawidła wojen na Bliskim Wschodzie - Piotr Plebaniak - ebook + książka

Oni albo my! 2: Izrael i Bliski Wschód. Zachód kontra świat islamu, przyszłość Izraela oraz prawidła wojen na Bliskim Wschodzie ebook

Piotr Plebaniak

0,0
48,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Książka autora najlepszej geopolitycznej książki roku 2023 (konkurs Polskiego Towarzystwa geopolitycznego). Wydanie II, poszerzone i zaktualizowane.

Bliski Wschód to zasoby energii, które potrzebne są wszystkim. Stan endemicznej wojny, obecny w tym regionie praktycznie od zarania dziejów, sprawia, że dostępność tych zasobów jest nieprzewidywalna. Jedno jest pewne – wielka wojna ogarniająca cały Bliski Wschód jest jedynie kwestią czasu.

Ta książka jest zbiorem najważniejszych spostrzeżeń oraz prawideł pozwalających zbudować wizję logiki wojen i konfliktów na Bliskim Wschodzie. Autorzy prezentują kluczowe zdarzenia oraz Ewolucję taktyki oraz uzbrojenia żołnierzy i bojowników stron: ISIS, IDA, Hamasu i irańskich oddziałów Ghods.

„Konfliktujące agendy” to klucz do zrozumienia logiki konfliktu o supremację nad światem, który toczy się przed naszymi oczami.

Dwa proste słowa, będące mottem tego tomu, tłumaczą cały beznadziejnie powikłany chaos koncepcyjny i informacyjny, który staramy się przeniknąć. Tłumaczą erupcje emocji, którymi zaprogramowali nas ci, którzy nie chcą, abyśmy widzieli rzeczy takimi, jakie są w swojej istocie.

ENDEMICZNA WOJNA PO KRES ŚWIATA?

Izrael to inkluzja Zachodu w oceanie Islamu i nacji arabskich. Izrael to zakotwiczony na Bliskim Wschodzie zatapialny lotniskowiec Stanów Zjednoczonych. Ma on w promieniu operacyjnym większość rozpoznanych zasobów ropy naftowej – nośnika energii, bez którego nasza pełna luksusów i swobód osobistych współczesna cywilizacja obfitości oraz my wszyscy nieodwołalnie wrócimy do naturalnego stanu – bezpardonowej walki o życiodajne zasoby.

W tej walce logika „oni albo my” to oczywistość, a wyzysk kolonialny i zniewalanie i innych to kolejny oczywisty fakt życia, oparty na prostej logice gry o sumie zerowej. To dlatego ten, kto chce mieć wpływ na losy świata, musi na Bliskim Wschodzie być. Być i destabilizować.

Dwa filary dominacji zachodu to supremacja w półprzewodnikach, A więc Tajwan oraz niewiarygodnie tania energia ropy i gazu. A więc Bliski Wschód. A więc Izrael.

W tym tomie znajdziesz wszystkie informacje potrzebne do tego, aby patrzeć na zmagania potężnych mocarstw i zrozumieć logikę ich decydentów… Patrzeć na aktorów niepaństwowych i zrozumieć powodujące nimi ideologie i wirusy kulturowe. To wszystko pozwoli ci zrozumieć egzystencjalny mus prowadzenia konfliktów, w który były i będą uwikłane po kres dziejów.

Znajdziesz tu wyjątkowo klarowne wyjaśnienia takich spraw jak różnice między szyitami i sunnitami, sposób funkcjonowania mentalności plemiennej oraz wszystkie inne aspekty konfrontacji Zachodu zarówno z islamem, jaki potężnymi projektami Chin, takimi jak BRICS czy „globalne południe”. Sprawi to, że zrozumiesz logikę „oni albo my” oraz „przetrwanie jest wszystkim!”, które są tkanką i tworzywem walki o „Palestynę od rzeki do morza” ale też wszelkich jawnych i ukrytych wojen, toczących się wokół nas.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dziękuję za zakup! – Piotr Plebaniak

Wszystkie* e-booki Autora w prezencie. Wspierający autora w portalu patronite.pl otrzymują dożywotni dostęp do wszystkich e-booków.(... Wszystkie, do których autor ma prawa: czyli 16 z 17 na lipiec 2026 roku.)
Szczegóły na końcu książki.

Piotr Plebaniak

ONI albo my!

Tom 2 Zachód kontra świat islamu:

Przyszłość Izraela oraz prawidła wojen na Bliskim Wschodzie

Wydanie Drugie

Wydawnictwo Chiron Kraków 2026

Copyright by Piotr Plebaniak, 2023–2026.

Copyright for the Polish edition by Piotr Plebaniak, 2026.

© All rights reserved.

Pełny tytuł

Oni albo my! Tom 2. Przyszłość Izraela oraz prawidła

wojen na Bliskim Wschodzie

Redakcja językowa i pierwsza korekta

Grzegorz Antoszek

Konsultacja

Marcin Kwapiński i in.

Opracowanie map i rycin oraz zdjęcia (jeśli nie opisano inaczej)

Piotr Plebaniak

Ilustracja na okładce:

Piotr Plebaniak, Łukasz Matuszek

Wydawca

Wydawnictwo Chiron

Wydanie II (druk 2026.10)

ISBN 978-83-971970-1-5 (oprawa miękka)

ISBN 978-83-978177-5-3 (e-book)

Informacja o dystrybucji

[email protected];

https://chiny.pl/dla-ksiegarzy

Motto dla adeptów filozofii wojny

Konfliktujące agendy

– Motyw filozoficzny filmu Hyena Road (2015)

Motto uczestników i obserwatorów wydarzeń

Dom jest wszystkim

– Ali w filmie Monachium (2005)

Zastrzeżenia autora

Autor tomu oświadcza, że nie utożsamia się ze wszystkimi poglądami i wizjami świata, jakie prezentuje w niniejszej książce. Autor oświadcza, że za porozumieniem stron Wydawca nie miał wglądu w treść niniejszej książki przed jej przekazaniem do druku przez Autora, ani nie ingerował w żaden sposób w proces powstawania treści merytorycznych w niej zawartych.

Autor i Wydawca proszą o kontakt w celu autoryzowania wypowiedzi, opinii lub twierdzeń odnośnie powyższych kwestii. Dane kontaktowe znajdują się na stronie redakcyjnej (s. 4).

Zastrzeżenie etyczne i światopoglądowe

Autor z rozmysłem nie zajmuje stanowiska etycznego w kwestiach opisywanych w niniejszej książce konfliktów i dylematów moralnych.Autor z rozmysłem stara się unikać rozstrzygania w kwestii tego, kto ma, a kto nie ma racji moralnych do działania, które sam uważa za obronę. Intencją autora jest napisanie książki, która w sposób możliwie bezstronny pokazuje prawidła wojen i konfliktów. Wszelka zbieżność wywodu i tez przedstawianych przez autora z interesem stron konfliktów ma charakter wyłącznie przygodny. Niniejsze zastrzeżenie dotyczy zwłaszcza wstępu i zawartych w nim spostrzeżeń, co w dostateczny sposób wyjaśnione jest przy omawianiu kwestii tzw. „konfliktujących agend”.

Podziękowania

Ta książka pozwala uzyskać wgląd w proces budowania potęgi mocarstw i naturę sił zaprzęganych do tych mocarstw zniszczenia. Wiedza z tego zakresu była przedmiotem studiów i rozważań starożytnych mędrców, filozofów, wodzów i władców od czasów prehistorycznych. Wyposażeni we współczesną wiedzę z zakresu psychologii, antropologii i ekonomii możemy stanąć na ramionach tych wielkich dawnych mistrzów obserwacji świata i ludzkiej natury, by spojrzeć o wiele głębiej i dalej w mechanizmy tworzenia i niszczenia imperiów.

Niniejsza książka, w pakiecie z Prawidłami geopolitycznej gry o przetrwanie oraz Siłami psychohistorii, ale też z pierwszym tomem cyklu Oni albo my! (Tajwan oraz Stany Zjednoczone kontra Chiny) oraz pozostałymi tomami serii „Wzorce” to twórcza kompilacja wiedzy starożytnej i współczesnej, akumulowanej przez pokolenia często zapomnianych i niedocenianych praktyków i teoretyków.

To im właśnie składam tu podziękowania. Schylam się w pokorze ku uchu giganta, na którego ramionach wszyscy – autor i czytelnicy – stoimy. Jego ciałem jest dorobek cywilizacyjny uzbierany przez całą historię ludzkości… Praca pokoleń ludzi chcących pojąć to, czym w swojej najgłębszej naturze jest wojna i konflikt… I przetrwać.

Piotr Plebaniak

System odnośników i konwencje użyte w książkach serii „Wzorce”

Cztery tomy serii „Oni albo my!” to część serii „Wzorce”, którą zapoczątkowała publikacja bestsellera pt. 36 forteli. Każdy tom serii zawiera odniesienia do pozostałych tomów. Dzięki temu Autor może uniknąć powtórzeń, a przy tym nie zmusza czytelnika do wertowania pozostałych tomów.

►36.II.4.C — Odwołanie do innego tomu serii „Wzorce”. „36” to 36 forteli, „SW” to Sun Zi i jego Sztuka wojny, „SP” — Siły psychohistorii (wyd. II), „WD” — Wzorce Dowodzenia (wyd. 2027) oraz „SK” — Siły i kontrsiły (wyd. 2027).

Pojęcia i koncepcje kluczowe: są wyróżnione podwójnie: kursywą i podkreśleniem (np. Moc). Ich indeks znajduje się na s. 660. Wyjaśnienia koncepcji kluczowych rozsiane są w kolejnych tomach serii „Wzorce”, ale ich kompleksowe omówienie znajduje się w vademecum tworzenia i niszczenia imperiów – książce Siły psychohistorii.

W passusach i cytatach: jeśli nie zostały oznaczone inaczej, pogrubienia czcionki oraz komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą od autora.

Zdjęcia i ilustracje: jeśli nie zostały podpisane, wykonał je sam autor.

Przypisy: Kod QR obok prowadzi do listy odwołań do treści on-line przywołanych w przypisach (w tym kopii archiwalnych materiałów źródłowych.

https://plebaniak.com/prz/14

„Konfliktujące agendy”

Wstęp–wizja

Wizja dla tomu drugiego Oni albo my! oraz prawidła i koncepcje zdefiniowane w innych tomach serii „Wzorce”

Oprogramowanie kulturowe

Homo Sapiens jest gatunkiem żyjącym społecznie, a swoją zdolność przetrwania (reprodukcji, zdobywania zasobów) generuje na poziomie nie jednostkowym, a kooperujących wspólnot. Zdolność do tworzenia spójnych i skutecznie walczących o przetrwanie wspólnot opieramy na mechanizmach obyczajowych, prawie, zdolności do samokontroli. Te wzorce kulturowe nabywamy w procesie socjalizacji. Ich jakość akumuluje się (udoskonala) w przekazie międzypokoleniowym.

Ultrakooperacja

Duże grupy obcych sobie ludzi mogą współpracować, gdy łączy ich wiara w tzw. wspólny mit i zaufanie rozumiane jako dobro publiczne. Wspólny mit to także mit energetyzujący i mobilizujący do podejmowania wszelkich typów wysiłku kolektywnego. Historycznie najskuteczniejszym generatorem takiego mitu były religie, zwłaszcza abrahamowe. Są one pakietem oprogramowania kulturowego, który powołuje do życia zjawisko ultrakooperacji.

Społeczności zdolne są do przetrwania dzięki podatnym na zakłócenia i atak zjawiskom emergentnej ultrakooperacji – zdolności współpracy ludzi niezależnie od więzów pokrewieństwa, różnic światopoglądowych i innych cech. Zachowania kooperacyjne trzeba wymusić na członkach społeczności dla ich własnego dobra, ale kosztem ich osobistych swobód. Atak na oprogramowanie kulturowe, które odpowiada za uruchamianie instrumentów przymusu, poskutkuje zniszczeniem zdolności atakowanej społeczności do generowania takich dóbr publicznych jak zaufanie społeczne czy akty indywidualnego poświęcenia. Dobra te są kluczowe w generowaniu ultrakooperacji.

Potencjał i ukształtowanie psychiki do ultrakooperacji da się rozłożyć na osobne parametry analogicznie do wskaźnika IQ. Taki zestaw parametrów charakteryzuje zarówno indywidualnych ludzi, jak i całe ich społeczności. Współcześnie nie jest to praktykowane, przynajmniej jawnie, niemniej wskaźnik taki miałby użyteczność o wiele większą przy zarządzaniu zasobami ludzkimi, niż IQ. Byłby miernikiem odporności (antykruchości) społeczeństw poddanych oddziaływaniom w tzw. wojnach nieograniczonych.

Myślenie plemienne

Na przeciwnym krańcu skali w kwestii ukształtowania psychiki ludzi do sprzyjania ultrakooperacji są mentalność i myślenie plemienne i klanowy charakter struktur społecznych. Klanowość odpowiada za istnienie niewidzialnego sufitu dla rozrostu wspólnot ludzkich z poziomu plemion czy rodów do wielkości „ultra-”, liczonej w dziesiątkach i setkach tysięcy, a potem w milionach.

Mówiąc nieco poetycko, mentalność plemienna oznacza zredukowanie zdolności ufania obcym i współpracy z nimi, uniemożliwiające utworzenie instytucji „demokratycznych” i będące źródłem takich zachowań i obyczajów jak zemsta rodowa, moralność Kalego (relatywizacja ocen uczynków zależnie od przynależności klanowej) i wielu innych.

Sztandarowym i świetnie udokumentowanym przykładem jest szokująca różnica w statystykach krwiodawstwa między południem, a północą Włoch. Najlepszym studium tej problematyki jest wręcz natchniona książka Josepha Henricha pt. The WEIRD-est People in the World. Innym ikonicznym wglądem w cechy człowieka ultrakooperującego jest słynne studium badające w Nowym Jorku korelację pochodzenia dyplomatów z ilością nieopłaconych mandatów za złe parkowanie (►SP VII.3). Statystyki w sposób wręcz zadziwiający zgodne są z „krzywdzącymi” stereotypami dotyczącymi rozmaitych krajów i nacji.

Kluczem jest tu prospołeczność, a więc forma odnoszenia się z szacunkiem do innych członków społeczeństwa. Tak jak przy krwiodawstwie, da się ją opisywać i oceniać w kategoriach „my–oni”. Dobrym, choć może nieco nie do końca licującym z powagą sprawy, symbolem zdolności do ultrakoperacji jest wózek sklepowy w USA. Wózki nie mają tam łańcuszków na monetę, odstawianie ich na miejsce jest przejawem zachowania prospołecznego wobec osób całkowicie obcych, ale w domyśle należących do jakiegoś rodzaju wspólnoty. Za nieodstawienie wózka nie grozi ani sankcja prawna, ani jakakolwiek inna, może poza sporadycznym krzywym spojrzeniem kogoś przechodzącego pomimo.

Gry o sumie zerowej

Jednym z podstawowych parametrów psychiki kontrastujących w zestawieniu plemienny–ultrakooperujący jest postrzeganie konfliktów jako gry o sumie zerowej (wygrana jednego jest stratą drugiego) lub niezerowej. Zdolność do ultrakooperacji przejawia się większą predyspozycją do postrzegania konfliktu jako szkodliwego. Takie zero-jedynkowe postrzeganie świata i oprogramowanie mentalne, w tej książce określane frazą „oni albo my”, wynika także z wielu innych czynników, m.in. faktycznej i postrzeganej dostępności zasobów niezbędnych do przetrwania.

Moralność

Uczestnicy geopolitycznych rozgrywek z rozdrażnieniem wyrzucają moralność, to zawadzające, upierdliwe „coś” do kosza. Dla wszelkich walczących o „nowy kształt świata”

LI-CZY SIĘ WY-ŁĄCZ-NIE PRZE-TRWA-NIE I DO-MI-NAC-JA!

Adept geopolityki, który chce zrozumieć proces decyzyjny uczestników wydarzeń historycznych lub bieżących, musi przyjąć do wiadomości tę amoralność i pozamoralność, które są tkanką geopolitycznych rozgrywek.

Wojna i konfliktujące agendy

Słuchając opisów wojen domowych otrzymujemy opisy czegoś, co śmiało można nazwać duchową apokalipsą. Słyszymy frazy takie jak „brat zabijał brata” czy „sąsiad sąsiada”. Pośród licznych relacji z Rzezi Wołyńskiej przeczytamy, jak to mąż Ukrainiec musiał zamordować własną żonę Polkę wraz z dziećmi. „Nawet jeśli ktoś się fizycznie uratował, to zdrowym już nigdy nie był”1, czytamy słowa tych, którym udało się przetrwać.

Wszystkie linki zewnętrzne są dostępne na stronie https://plebaniak.com/prz/14 w formie kodu QR oraz klikalnego linku. Treści docelowe zostały przez Autora zarchiwizowane i w przypadku usunięcia ich z oryginalnych źródeł dostępne w charakterze materiału badawczego po prośbie skierowanej do autora.

Niniejszy przypis: https://plebaniak.com/p/332

Wojna z prawdziwego zdarzenia to nie tylko zabijanie i osobiste traumy. Wojna niszczy struktury wspólnotowe i tę część psychiki ludzkiej, która, odpowiadając za podejście do innych istot ludzkich, wpędza nas w stan pierwotnej dzikości w aspektach takich jak lojalność rodzinna, narodowa czy religijna. Słowem – znikają więzy kooperacyjne między nieznajomymi. Znika zdolność do ufania drugiej istocie ludzkiej. Znika cywilizacja.

Ale fraza „konfliktujące agendy” to sygnał, że dzieje się jeszcze coś innego, być może dalece ważniejszego. Każdy człowiek jest częścią wielu wirtualnych wspólnot, względem których przejawia lojalność i wdzięczność czy za przetrwanie których gotów jest na poświęcenia, z oddaniem życia włącznie. Zwykle te lojalności nie konfliktują ze sobą. Albo nie konfliktują w sposób dokuczliwy.

Ale wojna jest stanem kolektywnych umysłów ludzkich wspólnot, w którym sieci społecznych zależności doznają radykalnego, skokowego przeformowania. Nagle ludzie, zamiast trwać w zawieszeniu i neutralności, muszą wybrać stronę. Nagle znajdują siebie samych w grupie morderców lub grupie zaszczutych ofiar. Pistolet przystawiony do głowy – prawdziwy lub metaforyczny – sprawia, że zamiast labiryntu sprzeczności, mającego w sobie coś z idei książki pt. Złudzenia, które pozwalają żyć, stajemy przed czarno-białą alternatywą. Zabijać będziemy my albo zabijać będą nas! Oni albo my.

Obejrzyj, Czytelniku, mistrzowską wizję konfliktujących agend, odmalowaną w filmie Hyena Road (reż. Paul Gross, 2015). Uwaga, dalej zdradzam istotną część fabuły! Kanadyjski generał nadzoruje tam budowę tytułowej szosy przez pustkowia Afganistanu. Przedsięwzięcie blokuje aktywność lokalnego wpływowego watażki. Pracuje on i dla Kanadyjczyków, i dla talibów… i dla CIA. Generał wydaje nieformalny rozkaz odstrzelenia delikwenta. „Dowolnym sposobem”, co z uwagi na konieczność oszukania CIA realizujący intrygę oficer rozumie bez słów. Oficer ten dostraja się z planem do pasztuńskich obyczajów zemsty klanowej i obrony honoru rodu.

Maszyneria ludzkiej natury gra imponującą symfonię zdarzeń, które w jednej „pięknej” całości widoczne są jedynie dla makiawelicznego intryganta, oficera wywiadu z nieformalnym rozkazem. W kulminacyjnym momencie krzyczy on nawet przez radio do snajpera, aby powstrzymać oddanie strzału. Jednak procedury operacyjne sprawiają, że rozkaz jest nieważny. Niewygodny watażka ginie. Odpowiedzialność spada na niefortunne okoliczności, a sam snajper, niewinny jak dziecko, jeśli można użyć takiego określenia wobec snajpera, ginie w wydarzeniach będących następstwem własnej decyzji.

Wojna, w obliczu której stoi „kolektywny Zachód”, jest wręcz utkana z konfliktujących agend. Jak to wojna. Można z tego i innych ciągów zdarzeń ukuć nawet nieco niezgrabne, ale wieczne prawidło:

Wojna to wykuty z konfliktujących agend stan usunięcia cywilizacji z umysłów ludzi.

Kruk nie-krukowi oko wykole

Cywilizacja to w dużej mierze postęp moralności. Cywilizacja łagodzi formy rozwiązywania konfliktów. Dzięki temu, że niesie ze sobą postęp technologiczny, pozwala konfliktów o zasoby uniknąć… stwarzając przy tym nowe. Najbardziej perfidną pułapką konfliktujących agend niesie nam proces dekolonizacji francuskich stref wpływów. Oto mamy „postęp moralności” – Francja i jej interesy gospodarcze rugowana jest właśnie z państw afrykańskiego Sahelu. Dzieje się tak głównie dzięki rozciągniętym na dekady wysiłkom Chin i Rosji.

Ale te wpływy to dla Francji bezpieczne źródło uranu, bez którego aż 56 francuskich reaktorów przestanie dostarczać energię elektryczną nie tylko do własnych obywateli, ale i do Niemiec, i Wielkiej Brytanii. Inne źródła, Rosja i Kazachstan, przestały być pewne. Za chwilę może się okazać, że Francja i Francuzi…i Niemcy staną przed wyborem: utracić zdolność zasilania przemysłu, albo powrócić do starych „dobrych” czasów, w których brali z całego świata to, co chcieli i musieli. By przetrwać. Gdy to nastąpi, agenda „bycia moralnym” i „szanowania suwerenności innych nacji” brutalnie zderzy się z agendą „musimy zdobyć uran, albo sami zginiemy”. Pod hasem tego dylematu toczyła się cała historia ludzkości!

To takie dylematy były źródłem ideologii pozbawienia „onych” zasobów, które „my” potrzebowaliśmy do przetrwania: zachowania godności i napełnienia własnego żołądka. Kto zasłuży na karę za swoje bestialskie zbrodnie? Za butę? Za pogardę okazaną innym? Oni! Kto ma prawo zabrać coś innym siłą? My! Kto wszystkiemu winien? Oni! Kto ma moralne prawo przetrwać i – w kolejnym cyklu historii – poniżać tamtych? My! Kto reprezentuje cywilizację? My! (To kwestia z filmu Monachium) Kto reprezentuje barbarzyństwo, które trzeba wypalić żelazem? Oni.

Inny przykład. Żydzi i Polacy

Mamy więc Żydów-syjonistów w Izraelu, którzy mit mobilizujący swojej wspólnoty wykuwają ze szkalowania Polaków przypisywaniem im współudziału w holokauście Żydów w czasie II wojny światowej. Mamy polskie elity życia kulturalnego, które prestiż swojej pozycji utrwalają wypowiedziami takimi jak słynne „ja już nie czuję potrzeby kontaktu z tym narodem” aktorki Krystyny Jandy. Ale mamy też potrzebę geopolityczną – Izrael i jego istnienie jest zwornikiem systemu Pax Americana. Bez tego przyczółka na Bliskim Wschodzie „kolektywny Zachód”, a więc i my, utraci zdolność „trzymania w dole” państw arabskich, które kontrolują największe zasoby kluczowego surowca – ropy naftowej.

W obliczu poczynań IDF (izraelskiej armii), wielu z nas życzyłoby Izraelowi jak najgorzej. Ale... Gdy Izrael upadnie, Polska, „kraj pełen antysemitów”, będzie zasadniczo pierwszym miejscem, do którego skierują się uciekinierzy. Uciekinierzy uzbrojeni i w rozmaitym stopniu „oszaleli”

z traumy utraty własnych domów i własnego świata. O tym spekuluje tekst zamykający niniejszy tom. Ktoś więc mógłby jednak życzyć Izraelowi przetrwania. Mimo wszystko albo ponieważ wszystko.

Spójrzmy na wojnę na Ukrainie. Zachód potrzebuje jej surowców i ogólnie zasobów, ale jednocześnie potrzebuje jej silnej, jako strefy buforowej. My Ukraińcom chcemy pomóc – ich kraj i tkanka narodowa są niszczone, ale coraz więcej ludzi jest tym przymusem wkurzonych. Pod szczytnymi hasłami, że „potrzebującym trzeba pomagać”, działają aktywiści przemycający antropopotoki przez granicę

z Białorusią, a z drugiej strony zarabiają krocie na wpuszczaniu infiltrujących Europę ekstremistów, których rolą („zadaniem”) jest zniszczenie społeczeństw Unii Europejskiej.

„Gdzie jest przyjaciel, gdzie jest wróg?!”, śpiewał Jacek Kaczmarski. I niech słowa barda wybrzmią na końcu tych rozważań. Każdy z nas jest i wrogiem i przyjacielem. A naszą lojalność i gotowość obrony wartości ujawnią wydarzenia, których z całą pewnością nie chcemy być częścią.

Cóż w takich dylematach przetrwania warte są dumne i górnolotne deklaracje? Jaki wpływ na zapadające gdzieś tam decyzje mają pielęgnowane przez pokolenia tradycje? Gdy pochwyci nas w swą władzę kłąb sprzecznych agend, eleganckich moralnych wywodów o naturze człowieka, rachunków za i przeciw oraz poplątanych lojalności, który nieprecyzyjnie przeszłe pokolenia nazywały i przyszłe będą nazywać wojną… odpowiedź zawsze będzie jedna. Przetrwanie będzie wszystkim. Zawsze. Przetrwają oni, albo my.

Tym jest wojna.

Tajpej, wrzesień 2026

1Wspomnienia z Wołynia…, https://plus.dziennikbaltycki.pl/wspomnienia-z-wolynia-wsrod-swoich-krzywda-sie-wam-nie-stanie-archiwalne-zdjecia/ar/11416417 [dostęp: 2024-06-27].

Śmierć Izraelowi! Albo nie... Jezus, Maria! Ratujmy Izrael!

Wstęp

It’s simple numbers. They have more.  – film Żołnierze kosmosu (1997).

Izrael i Pax Americana

Atak Hamasu z 7 października 2023 roku był operacją natchnioną w bardzo trudnym do dostrzeżenia aspekcie. Został celowo zaprojektowany do tego, aby wywołać adekwatną reakcję Izraela. W myśl doktryny tzw. dominacji eskalacyjnej reakcja taka zawsze była bezpardonowa. Hamas uruchomił decyzję o likwidacji Strefy Gazy. Tym samym doprowadził on do kolejnej, tym razem globalnej intifady, powstania palestyńskiego – całkowicie przy tym przekreślając realność tzw. rozwiązania dwupaństwowego.

Diaboliczna przebiegłość tego planu polega na tym, że jego częścią jest fenomenalnie sprawne, szykowane przez lata uderzenie narracyjne. Mimo 1400 ofiar izraelskich, Palestyńczycy stanęli w pozycji moralnej wyższości, a Izrael w pozycji państwa zbrodniarzy realizujących ludobójstwo1 Palestyńczyków w Strefie. Śmierć cywili, w tym dzieci, jest skalkulowanym poświęceniem wynikającym ?z potrójnej logiki całego konfliktu. Ludzie ci bądź nie chcą opuścić swoich domów, bądź nie mogą. Najprawdopodobniej są też do pozostania zmuszani przez Hamas.

Nieuniknionym kolejnym aktem dramatu jest presja na sojuszników, czyli nas − Europę (kolektywny Zachód) – i wszystkich, którzy by chcieli wesprzeć Izrael, z embargiem na ropę włącznie. Embargiem równie dotkliwym, jak to z 1973 roku, wymierzone przeciw Stanom Zjednoczonym.

Kontrolować światowe przepływy energii

Destabilizacja Bliskiego Wschodu była, jest i zawsze będzie sensem istnienia Izraela. Tak dyktuje kluczowe prawidło rządzące hierarchicznymi porządkami świata. W latach 30. XX wieku na Bliskim Wschodzie zaczęto odkrywać gigantyczne pokłady ropy w wielu lokalizacjach. Pod koniec II wojny światowej Brytyjczycy uznali, że funkcję „pokoju kontrolnego”, pozwalającego mieć oko na zasobne w ropę państwa, będzie pełnić państwo żydowskie. Drugim czynnikiem był Kanał Sueski. Ta krytyczna droga wodna była niezbędna całej nie tylko Brytyjczykom, ale i całej Europie. Postanowienie to przekuto w decyzje polityczne i geopolityczne.

Ale rezultatem II wojny światowej była kardynalna zmiana układu sił. Żydzi wyrwali się spod kontroli brytyjskiej i dobili targu z Ameryką. Ta zaś w wyniku zwycięstwa w II wojnie światowej, mając do dyspozycji najpotężniejszą gospodarkę planety, przejęła rolę globalnego imperium.

Niewielu z nas w pełni zdaje sobie sprawę z tego, do jakiego stopnia ropa jest niezbędna dla istnienia współczesnych państw. Z całym naszym dobrobytem. Z całym postępem moralności. Ze wszystkimi swobodami podróży i wyboru miejsca zamieszkania. Ze wszystkimi marzeniami o przyszłości i oczekiwaniami godnego życia. Z całym pakietem swobód osobistych, które tak po prawdzie są skutkiem ubocznym tego, że potrafimy zastąpić ludzką pracę energią pozyskiwaną z węgla i węglowodorów.

Ryc. 1. Kadr z przygotowanymi do protestu flagami palestyńskimi na jednym z uniwersytetów w Zjednoczonym Królestwie. (Źródło: media społecznościowe)

Na dzień dzisiejszy Zachód – a Stany Zjednoczone w szczególności – kontrolują działanie światowego systemu dystrybucji energii oraz opracowują gros kluczowych technologii, służących tej ultymatywnej władzy. Dzierżymy kolektywnie władzę nad życiem i śmiercią ludzi oraz nad prosperitą i poniżającym ubóstwem państw i narodów. Polska jest częścią „kolektywnego Zachodu”, z czego wynikają określone konsekwencje. Jesteśmy w tym samym systemie sojuszy, którego częścią jest Izrael. Jesteśmy kluczowym państwem wspomagającym wysiłek wojenny Ukrainy przeciw agresji militarnej Rosji. Jesteśmy krajem monoetnicznym, białym. To stawia nas na celowniku wszystkich sił, które chcą pokonać, zniszczyć lub doprowadzić do załamania cywilizacyjnego w tym, co określane jest takimi pojęciami jak „kolektywny Zachód”.

Wręcz porażające znaczenie ataku Hamasu w tak zarysowanym układzie sił polega na tym, że jest on efektem decyzji ekstremistów po obydwu stronach barykady. A to właśnie ekstremiści, w rytm innego wiecznego prawidła, nadają ton przebiegowi wszelkich konfliktów. To dlatego rozkręcane przez Chiny „globalne południe” i wszelkie inne formalne i nieformalne sojusze będą wymierzone także w nasz dobrobyt i zdolność kolektywnego przetrwania.

Dwa filary siły Zachodu

Dwa kluczowe filary stabilności tej sytuacji to źródła dwóch krytycznych zasobów, bez których może nie cofnie nas do ery kamienia łupanego, ale do średniowiecza na pewno tak. I to bez szans powrotu do współczesnej nam ery powszechnego dobrobytu i dostatku. Na to jest już za mało łatwo dostępnych złóż węgla, gazu ziemnego i ropy. Albo teraz, nasza iteracja ludzkiej cywilizacji, stanie się cywilizacją kosmiczną, albo ta szansa zniknie z naszego horyzontu bezpowrotnie.

Pierwszy filar to półprzewodniki, bez których nasz zbudowany z technologii świat przestanie po prostu funkcjonować. To Tajwan, na którym wytwarza się 60% wszelkich i 92% tych najbardziej zaawansowanych chipów. Precyzując, chodzi o układy logiczne (procesory). Układy pamięci to specjalność Korei Południowej. Dane na 2021 rok poka-zują, że dwie koreańskie firmy – Samsung i SK hynix – mają 70% rynku układów pamięci. Oba kraje są położne geograficznie tuż obok ChRL – głównego konkurenta Stanów, który z pełnym zaangażowaniem buduje niezależność od dostaw i technologii rozwijanych przez Zachód2.

Drugi zasób to energia – ropa i gaz. Ich kluczowe zasoby (najłatwiejsze do wydobycia i do regulowania wolumenem ich produkcji mechanizmów cenowych) znajdują się na Bliskim Wschodzie. Potężne zasoby są oczywiście w innych częściach świata, ale ich kluczową dla tej książki cechą jest to, że poza wyjątkami takimi jak amerykańskie łupki, nie są zlokalizowane na terenach rdzennych mocarstw Zachodnich. Tak jak w przypadku Japonii, która nie mając na macierzystych wyspach praktycznie żadnych surowców, musiała ruszy na podbój sąsiadów lub sczeznąć, sytuacja generuje konieczność prowadzenia polityki imperialnej i hegemonicznej. Ideologia dekolonizacji jest w tej wizji krytyczną kontrsiłą dla przetrwania Zachodu.

A w nieunikniony sposób kontrsiłą, którą Europa musi wykształcić w odpowiedzi, by przetrwać, to odtworzenie siły i ideologii imperialnych. Jeśli chce przetrwać, oczywiście.

Ktokolwiek uruchomił wojnę Hamasu z Izraelem, ryzykuje katastrofę cywilizacyjną świata. Stawka usprawiedliwia to ryzyko. Celem jest doprowadzenie do zagłady Izraela, a więc usunięcia amerykańskiego instrumentu kontroli światowego systemu dystrybucji energii. Paradoksalnie jest to zachowanie samozgubne, jeśli decydentem był jakiś ośrodek arabski. Dojdzie – już doszło – do nieodwracalnej destabilizacji regionu. Dodatkowo, gdy ten plan osłabienia kontroli Zachodu się powiedzie, Europa stanie nieodwołalnie w obliczu głodu energetycznego. A to oznacza koniec naszego dobrobytu, jeśli nie więcej.

Dziś widzimy profesjonalnie organizowane protesty i marsze wsparcia sprawy palestyńskiej3. Ale te same siły, które przez lata przygotowywały je i warunki do ich sukcesu, szykują już następny krok. Krokiem tym jest wygenerowanie w przestrzeni debaty międzynarodowej moralnej presji. Skuteczna realizacja tej akcji uzasadniałaby odcięcie państw „kolektywnego Zachodu” od taniej energii.

Mało kto wie, że w 1973 roku, w którym Ameryka tak dotkliwie odczuła embargo nałożone przez państwa arabskie, Europa nie odczuła go z jednego tylko powodu – została zawczasu zastraszona do nieudzielania pomocy Izraelowi. Sprawa rozegrała się przed i w trakcie wojny Jom Kipur. Informacje na ten temat są skrzętnie pomijane w większości opracowań opisujących przebieg wojny. Analizując materiały szykowane do książki Wzorce zwyciężania t. 2 znalazłem jednak opis esencji tamtych zakulisowych zawirowań i presji.

Aby zorganizować przerzut uzbrojenia przez Atlantyk, rząd Stanów Zjednoczonych pierwotnie zwrócił się do komercyjnych przewoźników. Ci gremialnie odmówili, uzasadniając decyzję obawą, że po wojnie zostaną objęci bojkotem państw arabskich. 14 października Amerykanie uruchomili więc transport sprzętu za pomocą własnych środków wojskowych. W ramach operacji „Nickel Grass” przez miesiąc przerzucono 22 tysiące ton sprzętu, od całych czołgów po części zamienne do myśliwców.

Co znamienne, za wyjątkiem Portugalii, która udostępniła Amerykanom lotnisko na Azorach, żadne państwo Europy Zachodniej nie wspomagało tego wysiłku. Więcej – Amerykanie musieli starannie planować przeloty nad Morzem Śródziemnym tak, aby nie naruszyć przestrzeni powietrznej nie tylko państw arabskich, ale i europejskich!

Kluczowym aspektem tej „gimnastyki” było to, że działania w trakcie wojny Jom Kipur zostały zainicjowane przez Egipt. Był on de facto agresorem inicjującym działania zbrojne, a więc przynajmniej teoretycznie stanął w zwykle niefortunnej roli „tego, kto zaczął”. Widać więc, że dla wszystkich było jasne, iż państwa arabskie mają siłę oddziaływania, która ogranicza wszechwładzę superpotężnych Amerykanów. W tej rozgrywce o „racje moralne” podobnie jest dziś. To Hamas zainicjował eskalację konfliktu z Izraelem. Mimo tego w tym momencie to Izrael stawiany jest w pozycji braku racji moralnych do odwetu.

Wiele wskazuje na to, że w skali strategicznej pierwotnym planem inicjatorów ataku Hamasu z października 2023 była eskalacja wojny między jemeńskimi Huti, a Arabią Saudyjską i skłonienie państw arabskich do jakiejś formy gremialnego udzielenia wsparcia sprawie palestyńskiej. Logika pułapki jest godna podziwu i godzi w wysiłek wojenny Arabii Saudyjskiej. Saudowie od lat walczą z Huti za pomocą amerykańskiej broni i zachodnich specjalistów ją obsługujących. Jeśli Huti zaczną zwalczać Izrael w akcie pomocy Hamasowi, Saudowie nie odważą się podnieść na nich ręki. Na czerwiec 2024 roku Amerykanom udało się, póki co, opanować tę sytuację. Ale dla Izraela sytuacja wciąż jest fatalna. Jest ona dla nich bez wyjścia i ma klasyczną formę paskudnego dylematu „oni albo my”, Stąd właśnie tytuł niniejszej dwutomowej książki. Oto przesłanki:

Rozwiązanie dwupaństwowe. Atak Hamasu sprawił, że rozwiązanie polegające na ustanowieniu państwa palestyńskiego w granicach takich jak dzisiejszy Zachodni Brzeg stało się całkowicie nierealne. Pod bokiem Izraela powstałoby skrajnie wrogie, funkcjonalne państwo z własnymi granicami i armią. Jego ludność powodowana byłaby ideologią skrajnej nienawiści wobec Izraela, a więc nadal rządzona chęcią stworzenia Palestyny „od rzeki do morza”. Wcześniej takie rozwiązanie również było niemożliwe, gdyż wymagałoby m.in. wyjścia z Zachodniego Brzegu nielegalnych osadników izraelskich, czego rząd żadnego demokratycznego państwa by nie przetrzymał. I czego nawet nie próbowałby więc realizować.Rozwiązanie jednopaństwowe, czyli stworzenie wspólnego państwa w granicach obecnego tzw. „Większego Izraela”, jest równie niedorzeczne i z równie oczywistych powodów. Oznaczałoby zniknięcie państwa żydowskiego, a pojawienie się państwa, w którym Żydów i Arabów byłoby mniej więcej po równo. Choćby z uwagi na większą dzietność Palestyńczyków doprowadziłoby to do przejęcia przez Arabów władzy politycznej, a więc końca Izraela jako monoetnicznego państwa żydowskiego.Kontynuacja aktualnej sytuacji, czyli polityki zbliżonej do apartheidu4, również przestała być rozwiązaniem pozwalającym na stabilne trwanie i rozwój Izraela. Składają się na to procesy demograficzne i słabnięcie siły oddziaływania Stanów na świecie. Przede wszystkim jest to jednak po mistrzowsku prowadzona proarabska operacja propagandowa na obszarze całego kolektywnego Zachodu.Czystki etniczne. I one właśnie mają miejsce − w postaci operacji wyrugowania Palestyńczyków z całej Strefy Gazy. Taktyką jest tu sprawienie, aby Gaza przestała być miejscem zdatnym do zamieszkania. Realizację widzimy w mediach praktycznie codziennie.

Podsumowując, mylimy arabską narrację wojenną z trzeźwym analizowaniem prawideł wojny i propagandy wojennej. To nie Netanjahu jest wcieleniem Hitlera. (Zło musi mieć twarz – to jedna z kardynalnych zasad propagandy wojennej). Obecna sytuacja jest starannie zaplanowanym doprowadzeniem do eskalacji konfliktu i wmanewrowania Izraela w sytuację bez wyjścia.

Atak Hamasu z 7 października 2023 roku był aktem zastawienia na Izrael pułapki sytuacyjnej, w której stawką jest przetrwanie państwa izraelskiego. Pułapka udała się perfekcyjnie! Po pierwsze, Izrael po prostu musi robić to, co robi, gdyż jest to jego jedyną drogą przetrwania na dłuższą metę. Po drugie, na tę chwilę największą porażką Izraela nie jest potępienie ze wszystkich stron świata. To tylko widoczna warstwa tego, co dzieje się naprawdę. W ostatnich miesiącach Izrael utracił kluczową zdolność obronną – możność posługiwania się tzw. dominacją eskalacyjną. To zdolność odwetu wielokrotnie przekraczającego skalę pierwotnego ataku. Przejawem jej utraty jest i ugrzęźnięcie w Strefie Gazy, i ograniczony odwet w wymianie ciosów z Iranem w kwietniu 2024 roku5.

Nas, mieszkańców Europy, sprawa dotyczy w egzystencjalnej skali. Ze stuprocentową pewnością mówię, że czekają nas poważne kroki mające zniechęcić, zastraszyć i przymusić Europę do tego, by nie udzieliła Izraelowi wsparcia. A rządy państw Zachodu będą musiały jakoś pomagać – bez tego w oczach Świata siła i prestiż Zachodu znikną tak samo dotkliwie, jak znikłyby w wyniku przegrania przez Ukrainę wojny z Rosją. W rytm dokładnie tej samej melodii zakończenie wojny o Ukrainę zostanie wynegocjowane przez Zachód i Rosję tak, aby obie strony mogły odtrąbić zwycięstwo strategiczne.

Na razie bezrefleksyjnie absorbujemy propagandę arabską. Ale stawką w tej grze narracyjnej jest nie tylko przetrwanie fizyczne. Stawką jest zachowanie naszych wartości – demokracji, poszanowania praw człowieka i wywalczonego w triumfalnym pochodzie postępu prawa każdej osoby do nazywania się kobietą, jeśli tylko czuje się kobietą… Podczas gdy w świecie kultur pasterskich Bliskiego Wschodu miano kobiety przysługuje głównie kozie bez sierści z płaskimi paznokciami, bo faktyczne kobiety – sprowadzone do roli wpół niewolników – praw politycznych i wolności do kroczenia samodzielnie wybraną drogą życia, nie mają6.

Ale już z pełną powagą – Europa pozbawiona jest samowystarczalności energetycznej. Jesteśmy podatni nie tylko na szantaż energetyczny i embarga. W ostatnich dniach dzięki nadzwyczajnej odwadze osobistej premiera Donalda Tuska udało się przełamać jeden z czarów rosyjskiej, putinowskiej propagandy. Jesteśmy także atakowani tzw. antropopotokami. W tumulcie medialnym po zamordowaniu polskiego żołnierza przez włamującego się do naszego kraju agresora migracyjnego, premier oświadczył – w końcu – że przemyt migrantów, aktywnie organizowany m.in. przez organizacje typu NGO i medialnie, i wizerunkowo wspierany przez funkcjonariuszy polskiego rządu (vide słynne zdjęcie premiera Hołowni w towarzystwie nielegalnych imigrantów, wykonane w Sejmie), należy ukrócić.

Zagrożeniem są antropopotoki, czyli strumienie ludzi składających się z de facto najemników, w tym osób szkolonych przez służby bezpieczeństwa Rosji i Białorusi, a pozujących na imigrantów i uchodźców7. Ich wtargnięcie do naszego kraju jest nie tylko zagrożeniem bezpieczeństwa wewnętrznego RP. Co powszechnie głoszą eksperci w zakresie tematyki ideologii islamistycznej i ideologii dżihadu, to najazd „migrantów” to przykrywka dla infiltracji społeczeństw Europy przez skrajnie niebezpiecznych ekstremistów, których celem – co opisywał m.in. dr Wojciech Szewko – jest destabilizacja społeczeństw zachodu Europy. Czego Szewko nie dopowiada, operacja islamistyczna polega na korupcji lewicowych elit za pomocą siły głosów diaspor muzułmańskich (s. 639, sekcja Największa zdrada w historii świata).

Wciąż nie rozumiemy natury działań hybrydowych

Pewien komentator YouTubowy, którego tożsamości nie wspomnę (nie ma znaczenia, gdyż dziwujących się w opisywanym tu epizodzie jest dużo), we wrześniu 2024 roku dziwował się na wieść o niemieckich planach sprowadzenia 250 tysięcy pracowników z Kenii. Niemal równolegle Niemcy uszczelniły granicę przed strumieniami ludzi płynącymi po niemiecki socjal m.in. przez Polskę i Białoruś. Ta druga decyzja wynika z drastycznego załamania bezpieczeństwa publicznego.

Jak pogodzić te pozornie sprzeczne działania? Ano, bardzo prosto. Mamy do czynienia z realizacją jednej, a skutkami zupełnie innej operacji hybrydowej. Ta pierwsza to realizowanych z ogromnym rozmachem projekt destabilizacji państw zachodu Europy przez m.in. przeciążenie systemu świadczeń społecznych. Jest realizowana dzięki temu, że sukcesem zakończył się postulowany od dekad przez komunistów tzw. marsz przez instytucje. Ta druga to efekt dekad kultywowania i implementowania ideologi porażająco bzdurnych w płaszczyźnie merytorycznej. Ale nie „merytoryka” jest silnikiem ich działania. Jest nim zdolność do destrukcji oprogramowania psychicznego nas wszystkich. Te oprogramowanie to poszanowanie prawa własności prywatnej, autonomia jednostki, swoboda wymiany idei.

Jedną z ich myśli przewodnich operacji psychologicznej skierowanej przeciw Zachodowi jest dezintegracja przekazu międzypokoleniowego wymienionych powyżej elementów oprogramowania kulturowego. Zalanie państw Europy przybyszami ze stref wojennych i obszarów zacofanych kulturowo to nie tylko likwidacja przekazu międzypokoleniowego na poziomie biologicznym. To tylko metoda. Kluczem jest tu zlikwidowanie wszystkich czynników, mentalnościowych, systemów zarządzania sprawiedliwością i motywatorów aktywności ekonomicznej, które s niezbędne dla podtrzymania istnienia wspólnot narodowych i siły politycznej i militarnej, która państwom Zachodu są niezbędne do zdobycia niezbędnych zasobów i podtrzymania homeostazy

Rok 2024 to ataki antropopotokami wymierzonymi w Polskę i mającymi charakter już całkowicie jawny. Głównym celem tego ataku są jednak jedność i siła gospodarcza Unii Europejskiej. Stany Zjednoczone, będące w roku wyborczym, znajdują się pod podobnym oddziaływaniem. Sierpień i wrzesień 2024 roku upłynął Amerykanom pod znakiem szoku kulturowego: nielegalnie sprowadzanych Haitańczyków, przyłapanych na zjadaniu kotów domowych i kaczek z publicznych parków.

Możemy tylko mieć nadzieję, że obywatele RP zdołają dostrzec zagrożenie, którego cynicznie wykorzystywaną cechą są nasze najlepsze cechy, wykształcone w cywilizacji chrześcijańskiej – tolerancja i humanitaryzm. Miejmy nadzieję, że i Polacy, i „obywatele Rzeczpospolitej” staną się wspólnie w tych kwestiach wzorem dla reszty Europy tak, jak byliśmy 4 czerwca 1989 roku, kiedy wolą nas wszystkich wyszliśmy z rosyjskiej strefy wpływów i wróciliśmy w sferę cywilizacji europejskiej.

Alishan, 4 czerwca 2024

1 Precyzyjnie, celem strategicznym Izraela jest całkowite zlikwidowanie Strefy Gazy. Cel ten obejmuje całe spektrum metod: zabijanie, rugowanie, czynienie strefy obszarem niezdatnym do życia. Eksterminacja, oznaczająca fizyczne zgładzenie całości populacji, zdaje się nie określać celów wojennych Izraela w sposób precyzyjny.

2 Kwestia szczegółowo omówiona w tomie 1 Oni albo my!, s. 27-62.

3 Znakomita dokumentacja pokazująca, że protesty są zaawansowaną operacją narracyjno-psychologiczną: Ryan Mauro, Marching Toward Violence. The Domestic Anti-Israeli Protest Movement, Capital Research Center 2025, https://capitalresearch.org/app/uploads/Marching-Toward-Violence-1.pdf [dostęp: 2026-01-10].

4 20% populacji Izraela to Arabowie posiadający prawa obywatelskie, a więc i prawo głosu. Stąd określanie systemu społecznego mianem apartheidu jest nadużyciem.

5 Aaron Miles, Escalation Dominance In America’s Oldest New Nuclear Strategy, https://warontherocks.com/2018/09/escalation-dominance-in-americas-oldest-new-nuclear-strategy [dostęp: 2024-04-12].

6 Greps z kozą jest nawiązaniem do akademickiej anegdoty. W wersji którą znam, jakiś złośliwy kolega Platona poprosił go o definicję człowieka. Platon odpowiedział: „Nieopierzony dwunóg”, w czego następstwie następnego dnia pod drzwiami sadyby znalazł oskubaną z pierza kurę. Stąd modyfikacja: „człowiek to nieopierzony dwunóg z płaskimi paznokciami”.

7 Witold Sokała, Antropopotoki imigrantów lepsze od czołgów. Jak atakuje Rosja? https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/swiat/artykuly/9445866,antropopotoki-imigrantow-lepsze-od-czolgow-jak-atakuje-rosja.html [dostęp: 2024-06-02].

Część ITeoria i praktyka zmiany porządku światowego

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Chiński głód energetyczny i Bliski Wschód

Zarys hipotezowanej wielkiej strategii Chin

„Niechaj rozbrzmiewa debata Stu Szkół!” to niezrozumiały dla nas pean na cześć buzującej aktywności intelektualnej Okresu Walczących Państw. Ta epoka chińskiej starożytności pełna była tumultu i wojen między mocarstwami, których władcy aspirowali do stania się hegemonem ówczesnego chińskiego świata. Swoboda idei i ich twórców była tkanką i fundamentem postępu cywilizacyjnego, na którego podstawie powstało imperium Pierwszego Cesarza, pierwszego, który zjednoczył chiński świat po stuleciach powolnego upadku poprzedniego reżimu mającego zdolność hegemoniczną.

Współczesna debata geopolityczna, w drugiej i trzeciej dekadzie XXI wieku, daleka jest od poziomu, jakości i samej natury tamtej starożytnej machiny kreatywności. Współczesna debata to bardziej jazgot osób uwikłanych w kwestie finansowania, zadowalania i gromadzenia słuchaczy, sterowania przez służby wywiadowcze. Wielu ekspertów musi przemilczać lub w najlepszym razie ograniczyć się do błaznowania i autocenzury. W przypadku wypowiedzi on-line na platformie YouTube generuje zjawiska wręcz groteskowe: mówienie szyfrem, unikanie wypowiadania nazw takich jak Izrael itp. W całym tym klamorze giną perełki prawdy – perełki prawideł, których dostrzeżenie w kalejdoskopie wypowiedzi, debat i awantur graniczy z cudem. W rezultacie działania tych wszystkich ograniczeń, nawet najbardziej kompetentni eksperci nie mówią wszystkiego.

Dwie najważniejsze prawidła współczesnych rozgrywek o władzę nad światem

Historia powstania technologii wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego z łupków pokazuje w sposób niepodważalny, że opracowanie tej technologii nie było projektem geopolitycznym, sterowanym, inicjowanym czy finansowanym przez tzw. deep state (ukryte struktury władzy) czy siedziby kluczowych instytucji decyzyjnych Stanów – Dystryktu Kolumbii w Waszyngtonie.

Ale to właśnie łupki zmieniły wszystko. Bez nich Stany nie stałyby się czwartym co do wolumenu eksporterem ropy na świecie. Bez łupków Stany musiałyby konkurować z Chinami o ropę i gaz wydobywane w rejonie Bliskiego Wschodu. Taki obrót sprawy doprowadziłby w sposób nieuchronny do kolizji hegemonicznych aspiracji Pekinu i wciąż dominujących militarnie i gospodarczo Stanów.

Kluczową informacją, której na próżno nasłuchiwać, jest to, że bogactwo energetyczne zaklęte w łupkach, a więc skałach o twardości betonu, nie jest nieskończone1. Poza tym łupki mają wredną właściwość z punktu widzenia długoterminowego. Są w aspekcie geopolitycznym potężną i potworną pułapką dla aktywności inwestycyjnej w wydobycie ropy i gazu ziemnego.

Natura pułapki: Odwierty łupkowe dają bardzo szybki zwrot nakładów inwestycyjnych. Działa tu zasada 80–20. Wszyscy przerzucili się na łupki, niemal całkowicie zaniedbując inwestowanie w tradycyjne złoża.

Spójrzmy ponownie (prezentowałem go w tomie 1 tej książki) na wykres typów wydobywanych w USA węglowodorów.

Musimy pamiętać, że Chiny potrzebują importowanej z całego świata energii do tego, aby być fabryką świata, czyli kontynuować swoją działalność jako element obiegu energii, do którego zostały włączone w latach 80. decyzją Zachodu.

Te przeoczenie zemści się na Amerykanach w najbliższej dekadzie. Bez łupków Stany byłyby… i będą zmuszone pozyskiwać energię z zewnątrz. Kosztem reszty świata. Kosztem Chin. Bez energii zabranej z rynku przez Amerykę, Chiny automatycznie przestałyby być „fabryką świata”.

To wizja pełna paradoksów i pozornych paradoksów. Przykładowo, dziwić może, dlaczego Chiny uruchamiają potężne machiny wpływu mające doprowadzić do zablokowania wydobycia węglowodorów z łupków w USA. Dlaczego amerykańscy demokraci intensywnie i od dekad zwalczają produkcję tego typu ropy oraz gazu?

Ryc. 1. Struktura wydobycia ropy naftowej w USA, według typu i lokalizacji złoża

Hipoteza

Drugim najważniejszym prawidłem porządków, które znamy jako Pax Americana jest złowieszcza rekonceptualizacja celów geopolitycznych decydentów pekińskich. Jeśli celem jest zniszczenie Zachodu i jego światowej dominacji, to optymalną metodą jest odcięcie „kolektywnego Zachodu” od źródeł energii. Ameryka bez łupków, a Europa bez węglowodorów z Afryki (Algierii, Bliskiego Wschodu, Nigerii) to miejsca, w których cywilizacja dozna gwałtownej zapaści. To miejsca, w których nastąpi katastrofalny niedobór energii, a w rezultacie załamanie porządku społecznego i cywilizacji.

Doprowadzenie rękami arabskimi, choćby Hamasu, do usunięcia Izraela z mapy Bliskiego Wschodu jest nieodzownym krokiem w takim planie. A w nim skrywa się – a jakże – inny plan. Powtórzenie szantażu energetycznego z roku 1973, w którym to państwa europejskie same zaniechały z pomagania Izraelowi w wysiłku wojennym wojny Jom Kipur. Przesłanką potwierdzającą taki scenariusz jest choćby to, że dwie organizacje palestyńskie – Hamas i Fatah, właśnie w Pekinie podpisały porozumienie o „narodowym zjednoczeniu”2, potrzebnym do utrzymania w rękach palestyńskich Strefy Gazy.

Protesty pro-palestyńskie na uniwersytetach kolektywnego zachodu są tylko przedsmakiem większych aktów oporu społecznego przeciw działaniom Izraela. Jeśli te protesty staną się skutecznym narzędziem powstrzymującym zachodnie wsparcie dla izraelskiego wysiłku wojennego, to możliwe stanie się sprokurowanie takiej sytuacji, w której zdolność kontynuowania wojny przez Izrael zostanie w istotny sposób naruszona. A bez Izraela, Stany utracą zdolność oddziaływania na Bliski Wschód za pomocą instrumentarium innego, niż brutalna siła militarna.

Ale kluczowym efektem takiej eskalacji będzie to, że nastąpić może powtórka embarga z 1973 roku. Ropa bliskowschodnie przestanie płynąć do Europy, ale nadal będzie płynąć do Chin.

Na coś takiego Amerykanie nie mogą pozwolić. Ale tu należy zadać pytanie – kim są ci „Amerykanie”? Z pewnością nie są to demokraci, którzy zdają się dyrygować całym pakietem ideologii i ruchów animowanych nienawiścią do silnej Ameryki. Ich wspólnym mianownikiem jest ideologia dekolonizacji.

W sferze tej wojny ideologicznej, tak jak i w kwestii ropy łupkowej, demokraci, na koniec 2024 roku nie ma już co do tego wiele wątpliwości, demokraci są największym geopolitycznym sprzymierzeńcem Chińskiej Republiki Ludowej. I to jest bonusowe, trzecie spostrzeżenie, które tylko niewielu komentatorów ośmiela się poddawać pod uwagę swoich widzów i słuchaczy. ■

1 Uporczywe poszukiwania odpowiedzi na to pytanie w 2024 roku pozwoliły mi natrafić na niezobowiązująco rzuconą opinię „anonimowego” eksperta o czasie gwałtownego wyczerpania złóż w USA. 11 lat. Tylko!

2 Hamas and Fatah sign unity deal in Beijing aimed at Gaza governance, https://www.aljazeera.com/news/2024/7/23/palestinian-rivals-hamas-and-fatah-sign-unity-deal-brokered-by-china [dostęp: 2026-04-24].

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Wojna sześciodniowa 1967

Perypetie z rozliczalnością i przypisaniem sprawstwa

Prawidło geopolityki: Ze względu na dążenie aktorów wydarzeń geopolitycznych do ukrywania swoich działań nie jest możliwe definitywne, oparte na rygorach metody naukowej przypisanie tym aktorom odpowiedzialności historycznej.

Wojny założycielskie

W eseju pt. „Kłamstwa założycielskie”, w Siłach psychohistorii przybliżam termin mit założycielski. To obraz mentalny mający generować poczucie wspólnoty narodowej oraz etycznie i historycznie uprawomocnić poczynania podmiotu geopolitycznego, którego definiowany naród jest tkanką.

Innym bardzo pożytecznym terminem, którym płynnie przejdziemy do tematu aspiracji państwotwórczych, jest wojna założycielska. Dla Stanów Zjednoczonych była to rewolucja amerykańska (1765–1783), której proces militarny (wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych) przebiegł w latach 1775–1783. Dla narodu niemieckiego to wszczęta sprytnie przez Prusy wojna z Francją 1870–1871, której wynikiem było zakończenie z sukcesem procesu zjednoczenia Niemiec (1866–1871) w jeden podmiot – II Rzeszę Niemiecką.

Dla współczesnego nam świata wojną założycielską jest II wojna światowa i System z Bretton Woods. Ład walutowy narzucony przez Stany Zjednoczone to system, który umożliwił m.in. rzecz w historii ludzkości niespotykaną – państwom i narodom bardziej opłacało się potrzebne zasoby kupić, niż je zagrabić. Trafnym określeniem tego wyjątkowego okresu jest sformułowanie „pauza geopolityczna”, a najbardziej znanym – a przy tym mylącym – „koniec historii”. Pax Americana może nie być wielu osobom w smak, ale dał on naszemu światu złotą erę prosperity. Jej alternatywą są czasy, w których jedyne chwile pokoju opisywane są maksymą Roberta Ingresolla:

To, co [chrześcijańscy królowie] nazywają pokojem, to krótki czas spędzony na konieczności przeładowywania broni.

Dla państwa Izrael wojną założycielską była ta stoczona w latach 1948–1949. Utrwaliła ona nowe status quo narzucone w rejonie Palestyny przez ONZ rezolucją nr 181 z 29 listopada 1947 roku. Rezolucja przydzielała państwu żydowskiemu 56% powierzchni, a arabskiemu – 42% powierzchni spornego regionu1. Wojna założycielska – po hebrajsku „wojna o niepodległość” lub „wojna wyzwoleńcza” – zakończyła się przejęciem przez państwo żydowskie kontroli nad 78% terytorium Palestyny.

Ryc. 1. Konsolidacja faktycznej kontroli państwa izraelskiego w latach 1946–2012. Szkic poglądowy. Nota: szkic ten wedle niektórych narracji izraelskich nie oddaje natury procesów politycznych i innych zdarzeń.

Wystarczy zerknąć na mapę podziału, by zdać sobie sprawę z przemieszania ludności arabskiej z żydowską oraz braku głębi strategicznej niezbędnej do obrony terytorium Izraela przed inwazją. Nieuchronność kolejnych konfliktów stanie się oczywista. Stan ustanowiony przez traktaty i porozumienia był z natury niestabilny. W podobny sposób, co rezultat I wojny światowej w Europie. To dlatego z punktu widzenia przetrwania Izraela obrona musi mieć charakter zaczepny i wyprzedzający.

Tło wojny – planowa konsolidacja

Determinacja do utworzenia własnego państwa zderzyła się z długim na stulecia zasiedzeniem terytorium przez kolonizujące region ludy, w większości arabskie i w większości wyznające islam2. Konflikt tych dwóch woli geopolitycznych i narodowych jest równie nieuchronny, jak oczywiste jest dążenie decydentów Izraela do zabezpieczenia nie tylko głębi strategicznej, ale i do usunięcia z zajmowanego terytorium jego poprzednich mieszkańców. Zaproponowany w rezolucji ONZ podział na trzy terytoria dla każdej ze stron wraz ze wspólnymi korytarzami łączącymi, jest całkowicie nierealistyczny i niestabilny.

To kwestia nie tylko bezpieczeństwa wewnętrznego i głębi strategicznej, ale zbudowania jedności narodowej oraz wspólnoty losu – czy to budowanej na fundamencie rasowym, religijnym, czy quasi-religijnym (tzw. religia holokaustu, określana przez natywną ludność krajów zachodnich mniej uprzejmą frazą „przedsiębiorstwo holokaust”).

Imperatyw uzyskania głębi strategicznej zrealizowano m.in. przez zajęcie Wzgórz Golan. Ta wyżyna ma nie tylko znaczenie wojskowe, ale również rolnicze (znakomity mikroklimat) i gospodarcze, gdyż stanowi dla Izraela ważne źródło pozyskiwania wody. Konflikt o wodę i kwestia budowy przez Izrael Narodowego Systemu Wodnego to główna przyczyna tzw. wojny o wodę i protestów państw arabskich w latach 60. XX wieku.

Drugi imperatyw to rozciągnięty na dziesięciolecia wysiłek kolonizacyjny połączony z rugowaniem ludności palestyńskiej. O kolejnych epizodach tego procesu, m.in. o budowie coraz to nowych osiedli żydowskich, słyszymy w mediach regularnie.

Fot. 1. Zniszczony syryjski Sturmgeschütz III porzucony na Wzgórzach Golan (Źródło: https://wwiiafterwwii.wordpress.com/2016/09/04/panzers-in-the-golan-heights/)

Ale jest też trzecia kwestia, która odgrywa dużą historyczną i psychologiczną rolę – ustanowienie stolicy państwa żydowskiego w Jerozolimie. Domniemanie realizacji tego celu jest oczywiście wciąż tylko domniemaniem, wynika jednak z całokształtu sytuacji. Jeśli przyjąć tę linię rozumowania, to wybuch wojny sześciodniowej był dla Izraela nie tylko kolejnym etapem w zapewnieniu fizycznego przetrwania państwa, lecz także naturalnym krokiem w kierunku odzyskania historycznego terytorium. A jeśli tak, to kluczową kwestią dla izraelskich decydentów było nie czy, ale kiedy zaistnieją optymalne warunki dla skokowej zmiany stanu geopolitycznej szachownicy. Pisząc „skokowa zmiana”, mam oczywiście na myśli wojnę.

Mała niejasność w przebiegu wydarzeń

W wydarzeniach bezpośrednio poprzedzających wybuch wojny sześciodniowej jest jeden szczegół, który mocno mnie zafrapował. To kwestia sowieckiej ingerencji w wydarzenia poprzez poinformowanie czynników decyzyjnych Izraela o zbliżającym się ataku państw arabskich. Ten ruch jest tłumaczony wolą Związku Sowieckiego, by pośrednio osłabić Stany Zjednoczone. W maju 1967 roku Sowieci poinformowali wizytującego w Moskwie prezydenta Egiptu Sadata o agresywnych planach Izraela.

Bezustanne ćwiczenia izraelskie w zakresie ruchów ofensywnych, zgodne z ówczesną doktryną wojskową, wedle której skuteczną obroną przed atakiem państw arabskich jest uderzenie wyprzedzające, utwierdziły Sadata w przekonaniu, że Izrael planuje w bliskiej przyszłości atak. 15 maja, a więc trzy tygodnie przed początkiem wojny, Egipcjanie wprowadzili swoje wojska na Synaj i zamknęli Cieśninę Tirańską dla izraelskiej żeglugi. Użyteczny casus belli dostał więc Izrael na srebrnej tacy.

Tytułem dygresji warto wspomnieć, że wojna sześciodniowa była ostatnim dużym starciem czołgów i wozów bojowych pamiętających II wojnę światową. Na przykład niemieckie PzKpfw IV czy StuG III były sprzedawane do państw Bliskiego Wschodu w latach 50. XX wieku głównie przez Francję i Czechosłowację. W latach 40. toczyły one epickie, elektryzujące wyobraźnię boje w konflikcie, którego rezultatem jest geopolityczny układ sił istniejący zasadniczo po dziś dzień. Pancerne kolosy walczące pierwotnie na stepach Ukrainy, przedpolach Moskwy i Stalingradu, pokrytych słynnymi żywopłotami przestrzeniach Normandii i gdzie tam jeszcze przewędrowały kawał świata, by znaleźć miejsce swej honorowej śmierci w boju. Fascynująca historia.

Kogo obarczyć „winą” za wszczęcie wojny sześciodniowej między Izraelem a koalicją państw arabskich w 1967 roku? Czy to Sowieci uznali, że chcą likwidacji Izraela i przez podsunięcie fałszywego ostrzeżenia o nieuchronnej izraelskiej agresji uruchomili logikę wydarzeń prowadzącą do konfrontacji? Czy też po prostu chcieli uzależnić kraje arabskie od swojego wsparcia?

Skąd wiadomo, w którym momencie zapadła decyzja o powiedzeniu Arabom, że Izrael zamierza zaatakować? I jaka była faktyczna intencja? A jeśli była to osoba działająca na polecenie z Izraela, mająca uprawomocnić izraelski atak w oczach światowej opinii?

A może – niepotwierdzona hipoteza – to Izrael uznał, że czas na kolejny, nieuchronny etap budowania losów tego państwa w postaci konsolidacji strategicznej przez definitywne rozstrzygnięcie tzw. bitwy o wodę (1964–1967) oraz przejęcie Jerozolimy. Czy wizja agresji arabskiej została zasiana przez agenta w szeregach sowieckich decydentów, czy przez podpuszczenie samej Moskwy? A może obraz mentalny pchający do dojścia do „właściwych” wniosków sprawił, że strona arabska sama doszła do „swojej” decyzji? Być może zadziałała czyjaś tajemnicza ręka, podobnie jak przy słynnej depeszy emskiej, której sprytnie zmanipulowany przekład sprowokował władcę Francuzów do wypowiedzenia wojny Prusom.

Stan permanentnej wojny

7 czerwca, w drugim dniu wojny, spadochroniarze IDF wkroczyli do Starego Miasta i na Wzgórze Świątynne Jerozolimy. 27 czerwca Kneset rozszerzył jurysdykcję na obszar Wschodniej Jerozolimy. Całość świętego miasta trzech religii monoteistycznych dostała się pod kontrolę Izraela. A gdy ucichły buldożery niszczące przeszkody na granicy obu części miasta, lewiatan światowego organizmu geopolitycznego zastygł w nowym stabilnym stanie równowagi homeostatycznej.

Trzynaście lat później, w 1980 roku, Izrael ogłosił Jerozolimę swoją stolicą. Ale dopiero pół wieku po wojnie sześciodniowej, w 2018 roku, nastąpiła kolejna istotna zmiana. Izrael oficjalnie przeniósł swoją stolicę z Tel-Awiwu do Jerozolimy. Zostało to uznane przez dwa państwa – Stany Zjednoczone i Gwatemalę – co przypieczętowano decyzją przeniesienia ambasad do tego miasta. Jaki następny kamień milowy osiągnie Izrael, czasem porównywany do samotnego fortu Cywilizacji Zachodniej pośród arabskiego morza, dowiemy się w najbliższych latach.

Zapewne po fakcie.

■

1 Pozostałe 2% to tereny święte, które zostały umiędzynarodowione.

2 Istnieją Arabowie wyznający chrześcijaństwo i judaizm.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Izraelski i irański program atomowy

Filozofia odstraszania i jej praktyczne przykłady

Izrael nigdy nie potwierdził tego, że dysponuje bronią jądrową. Taki brak oficjalnego potwierdzenia ma same zalety. W procesy decyzyjne przeciwników Izraela wprowadza czynnik niepewności i bardzo trudne do skalkulowania ryzyko w sytuacjach eskalacji konfliktu. Utrzymywanie przeciwnika w niepewności starożytny autor traktatu Sztuka wojny definiuje jako utrzymywanie siebie w stanie tzw. Bezforemności. To forma, której przeciwnik nie potrafi rozwikłać i zrozumieć do celów podejmowania decyzji ani działania. Śmieszne są wręcz w związku z tym nagłówki materiałów prasowych głoszące, że jakieś państwo, a zwłaszcza Izrael, ujawniło swoją strategię obronną1.

Innym ważnym aspektem jest kwestia respektowania Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (ang. NPT – Non-Proliferation Treaty), który zaczął funkcjonować w 1968 roku. Układ w swojej intencji m.in. stabilizuje układ sił, w którym dominujący głos na arenie międzynarodowej mają mocarstwa już dysponujące bronią jądrową, a więc zdolne są do budowania własnego quasi-feudalnego systemu sojuszników o zasięgu przynajmniej regionalnym. Aspekt ten był szczególnie istotny w czasie zimnej wojny.

Na trzecią dekadę XXI wieku traktat podpisały wszystkie państwa za wyjątkiem kochającej się pary Indie–Pakistan, Izraela i Sudanu Południowego. Przypadkami szczególnymi są Tajwan (przestrzega, ale nie podpisał) oraz Korea Północna, która przystąpiła doń w 1985 roku, ale wystąpiła jednostronnie w 2003 roku.

Wiele krajów takich jak – z całą pewnością – Japonia, ale także Tajwan, którego dwa niezależnie realizowane podejścia zostały ujawnione przez „sygnalistów”, są „o jedno przekręcenie śrubokręta”2 od stworzenia funkcjonalnej broni atomowej. Sfinalizowanie wysiłków zmierzających do jej posiadania blokowane jest presją mocarstw na górze hierarchii, przede wszystkim światowego hegemona, Stanów Zjednoczonych. Ale taki potencjalny nuklearny awans w sferze sprawczości geopolitycznej ma swoje bardziej namacalne konsekwencje. Wywołuje obawy o naruszenie status quo regionu i uruchomienie atomowego wyścigu zbrojeń przynajmniej w skali regionalnej3.

Dla ekspertów zajmujących się tymi kwestiami oczywiste jest istnienie kilkunastu państw posiadających odpowiednią bazę technologiczną, zapas lub dostęp do uranu i ekspertów do tego, aby w przypadku pojawienia się zagrożenia geopolitycznego były w stanie natychmiastowo wzmóc wysiłki i wyprodukować użyteczną na polu walki broń w czasie od kilkunastu tygodni do pół roku. Jest niemal pewne, że państwa te zadbały o przygotowanie zawczasu odpowiednich komponentów przyspieszających działanie, gdy przyjdzie na nie czas4.

Powstaje więc specyficzny paradoks. Teoretycznie każdy chciałby broń atomową mieć. Jest ona gwarantem suwerenności i umożliwia zablokowanie potencjalnych prób inwazji przez sąsiada dysponującego konwencjonalną przewagą militarną. Ale… Nikt „na górze” nie pozwoli małym państwom wznieść się do poziomu sprawczości, który pozwalałby na suwerenne stanowienie o własnym losie, bez ingerencji kolonialnej, neokolonialnej czy nazywanej innymi eufemizmami. „Lennej” – to akurat nie eufemizm.

Posiadanie i zdolność do szybkiego wejścia w posiadanie instrumentów nuklearnego odstraszania ma swoje konsekwencje. Najważniejszą z nich jest przesunięcie konfliktów i działań wrogich do sfery tzw. hybrydowej, czyli użycia asortymentu oddziaływań wojen nieograniczonych. Esencją natury takich wojen jest takie zaatakowanie systemu politycznego i systemu motywacyjnego wrogiego społeczeństwa, które nie wywoła jawnego zagrożenia militarnego, a więc nie uruchomi decyzji o zastosowaniu broni atomowej nawet na etapie prewencji i odstraszania.

Inaczej mówiąc, uruchomienie broni atomowej zależy od zdarzeń, które trzeba zdefiniować jako zagrożenie i mieć systemową zdolność do ich kontrowania (np. trendy demograficzne), a nie akty oddziaływania militarnego, które można i trzeba dostrzec w zalążku (np. przygotowania militarne do przekroczenia Kanału Sueskiego przez armię egipską w 1973 roku).

Jak świat dowiedział się o izraelskim arsenale atomowym

Rząd USA po raz pierwszy dowiedział się o tajnym izraelskim programie nuklearnym w Dimonie od amerykańskiego urzędnika korporacyjnego. Kluczową wypowiedź usłyszał on w rozmowie z dyplomatami USA w Tel Awiwie w połowie 1960 roku. Ta data jest możliwa do ustalenia dzięki upublicznieniu treści odtajnionego 15 kwietnia 2015 roku dokumentu opublikowanego przez Archiwum Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych5.

Izraelska potrzeba opanowania technologii jądrowych była pilna i oczywista. Jej realizacja obfituje w olbrzymie ilości „wrażliwych” informacji. Oto w czerwcu 1959 roku Izrael nawiązał współpracę z Norwegią. Na mocy tajnego porozumienia Norwegia za pośrednictwem Zjednoczonego Królestwa miała sprzedawać Izraelowi ciężką wodę. Ewentualne ujawnienie tej współpracy mogło narazić Norwegię na utratę reputacji „uczciwego pośrednika”, niezbędną do występowania w roli mediatora w konfliktach międzynarodowych, w tym na Bliskim Wschodzie.

Generalnie przekopywanie się przez właśnie odtajniane dokumenty rządowe to fascynujące zajęcie. Jednym z cenniejszych wykopów jest informacja o zakupach yellowcake, a więc tlenku uranu przez Izrael od Argentyny. Transakcje miały miejsce głównie w latach 1963–1964 – przedilowano 80–100 ton tej cennej substancji6.

Kwestia ta jest jak najbardziej krytyczna dla całej historii, podobnie jak czas uruchomienia ośrodka i wydajność jego pracy. Reaktor był bowiem tego samego typu, co amerykański w Savannah River w Karolinie Południowej – mógł wytwarzać pluton. Skracając kwestię do minimum, już w latach 1963–19647 Izraelczycy produkowali pluton poza jakimkolwiek mechanizmem zewnętrznej kontroli, nawet amerykańskiej. Śmieszy więc oświadczenie IAEA (Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej) z 1977 roku, wedle którego Izrael posiadł zdolność produkcji plutonu.

Zakupy od Argentyny były formą uniezależnienia się Izraela od woli mocarstw europejskich i Ameryki. Ale incydent z Pittsburgha dowodnie pokazuje, że całe te wysiłki wywiadów w celu wykrycia zakupów izraelskich były czystym teatrzykiem (były zupełnie bez znaczenia) wobec woli politycznej i sprawczości syjonistów będących częścią machiny administrującej Stanami Zjednoczonymi.

Podsumowując ten wątek, wszystkie powyżej opisane wysiłki zdobycia uranu ze wszelkich możliwych źródeł i w dużych ilościach wynikają z ograniczeń technologicznych. Reaktor zużywa wzbogacony uran, a dopiero zużyte wkłady paliwowe nadają się do produkcji plutonu. Proces powstawania plutonu jest wyjątkowo trudny do przeprowadzenia, a przy tym − paradoksalnie − trudny do wykrycia bez restrykcyjnie realizowanych inspekcji instytucji międzynarodowych…

To właśnie ten aspekt sprawy może być przyczyną, dla której państwa o niskiej sprawczości, takiej jak Polska, są w rozmaity sposób blokowane w ich próbach zbudowania nawet całkowicie niemilitarnych elektrowni atomowych. Pierwszy ładunek do reaktora izraelskiego to 4 tony otrzymane od Francji, 10 ton z RPA i 10 ton produkcji własnej Izraela8.

Fabryka tkanin w Dimonie

Izraelski ośrodek atomowy powstał w ścisłym sekrecie w miejscu zwanym Dimona na pustyni Negew. Działający wtedy reaktor, zbudowany przy współpracy z Francuzami, został wzmiankowany w dokumentach pisanych przez pracowników ambasady amerykańskiej. Współpracę z Francuzami zainicjował izraelski premier Perez w połowie lat 50., a najwcześniejsze daty widoczne w publicznie dostępnych dokumentach to rok 1953 oraz 1954.

Biały Dom próbował już wtedy wymusić przyjęcie inspekcji amerykańskiej i międzynarodowej w placówce, oficjalnie prowadzącej badania nad całkowicie pokojowym zastosowaniem energii atomowej. Bezskutecznie. Niektóre dokumenty z tamtych negocjacji są utajnione po dziś dzień. I nic dziwnego. Wywiad amerykański szacował, że już w połowie lat 60. ośrodek był w stanie wyprodukować dość plutonu na zbudowanie 1–2 bomb rocznie.

Na użytek przyjęcia inspekcji Izraelczycy uciekli się do niezwykle wyrafinowanych przygotowań. Polegały one m.in. na zamurowaniu i zamaskowaniu przejść do tych części kompleksu, w których realizowano działania związane z zastosowaniem wojskowym. Wizyty, uzgodnione w 1963 roku, w roku następnym pozwoliły stronie amerykańskiej stwierdzić, że już w styczniu 1964 roku izraelski reaktor osiągnął zadane parametry funkcjonowania i był w pełni zdolny do podtrzymania kontrolowanej reakcji łańcuchowej9.

Tu warto wtrącić, że Izrael nie wykonywał próbnych detonacji. Podejrzewa się jednak, że kraj ten jedną próbę przeprowadził przy współpracy z RPA w 1979 roku. Ten i podobne epizody niejasności są bardzo liczne. Otacza je kłąb dezinformacji, emocjonalnych reakcji i mniej lub bardziej zawoalowanych gróźb. Wszystkie one sprawiają, że do twardych faktów nie dotrzemy najpewniej nigdy.

Vanunu

Przełom w ujawnieniu światu programu militarnego nastąpił dopiero w 1986 roku. Mordechaj Vanunu to technik nuklearny, który przepracował 8 lat w ściśle wówczas tajnym10 ośrodku nuklearnym Dimona.

Technik był aktywistą pacyfistycznym. Skrupulatnie zebrał dokumentację działalności ośrodka i przekazał redakcji brytyjskiego dziennika „Sunday Times” w 1986 roku. Aktywista zdołał nie tylko dostarczyć szczegółowy plan tajnej części kompleksu, ale też 60 fotografii. Były potrzebne, bo rewelacje, z jakimi przyszedł do gazety, były wręcz fenomenalne. Dwa lata później został za swój wyczyn skazany przez sąd izraelski na 18 lat więzienia. Vanunu został porwany, sprowadzony do Izraela i doprowadzony przed oblicze sprawiedliwości.

Interesującym wydarzeniem było wystąpienie byłego przewodniczącego Knesetu, Avrahama Burga, w grudniu 2013 roku. Burg „złamał tabu”, gdy zadeklarował, że Izrael posiada broń atomową i chemiczną. Określił przy tym, że utrzymywana wtedy polityka nieujawniania tego stanu rzeczy jest „przestarzała i dziecinna”. W reakcji jedna z prawicowych grup parlamentarnych wezwała formalnie do wszczęcia policyjnego śledztwa w sprawie zdrady11.

Cenzura izraelskiej armii działała w sposób sektorowy. Wewnątrz samego Izraela – działała. Armia latami zabraniała lokalnym mediom opisywania historii zarówno Vanunu, jak innych wydarzeń i wycieków. Fakty były jednak powszechnie znane, a to dzięki zagranicznej literaturze historycznej. Oficjalnym uzasadnieniem cenzury była kalkulacja, by nie prowokować sąsiednich krajów arabskich i nie zapoczątkować nuklearnego wyścigu zbrojeń w całym regionie.

Jak dowiedziała się FBI?

Wszystko zaczęło się 21 marca 1980 roku w czasie przesłuchania przez agenta FBI pracownika NUMEC, zakładu wzbogacania uranu w Pittsburghu, w Pensylwanii. Pracownik zeznał, że był świadkiem wywożenia z zakładu transportu uranu wzbogaconego do 95%. Odkrycie nastąpiło przypadkiem, w czasie pracy w nadgodzinach, w godzinach wieczornych. Przesłuchiwany zeznał, że zdołał zerknąć na dokumenty wywozowe i odczytać kraj przeznaczenia – Izrael. Sam incydent miał miejsce w roku 1965.

W dalszym toku rozmowy pracownik zeznał, że starano się go nastraszyć i zmusić do milczenia na temat tego, co zobaczył. Uciszenie realizowali m.in. przedstawiciele związków zawodowych. Samą operację „zagubienia uranu” nadzorował prezes firmy Zalman Shapiro. Shapiro był Żydem i dodatkowo syjonistą. Miał też bardzo rozległe kontakty w Izraelu i zaangażowany był w negocjowanie budowy w tym kraju niewielkich elektrowni atomowych.

Źródła oficjalne szacują ilość zagubionego w 1965 roku uranu na 93 kilogramy. Nie był to jednak pojedynczy incydent, co ma swoją wartość satyryczną. Łącznie do 1968 roku zapodziało się 269 kilogramów uranu, a potem kolejne 76 kilogramów.

Incydent pokazuje bardzo ciekawą prawidłowość, a raczej fakt, a mianowicie niewątpliwe istnienie w aparacie administracyjnym Stanów Zjednoczonych równoległej, niezwykle potężnej struktury decyzyjnej. Dzięki niej Izrael wszedłby w posiadanie broni atomowej niezależnie od samodzielnie realizowanych wysiłków.

Ile głowic ma Izrael?

Prostą i oczywistą odpowiedzią jest „ma ich wystarczająco dużo”. Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI) szacuje izraelski arsenał na 90 do 300 sztuk. Szwedzi, opierając się na komercyjnie pozyskiwanych zdjęciach satelitarnych informują także, że ośrodek w Dimonie jest od 2021 roku znacznie rozbudowywany.

Środki przenoszenia

Izrael ma do dyspozycji kompletny wachlarz środków: samoloty F-16, F-15 i F-35, pojazdy naziemne, okręty podwodne oraz – co nie jest wspominane – wywiad mogący dostarczyć ładunki nuklearne skrycie i zawczasu.

Izraelska broń jądrowa może być wystrzeliwana za pomocą lądowych pocisków balistycznych Jerycho. Eksperci komentujący obronność Izraela twierdzą, że miejscem stacjonowania tych pocisków jest baza lotnicza Sdot Micha w pobliżu Zekharia, około 25 kilometrów na zachód od Jerozolimy. Izrael posiada pięć zbudowanych w Niemczech dieslowsko-elektrycznych okrętów podwodnych typu „Dolphin”. Operują one z portu w Hajfie na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Nie ma publicznie dostępnych informacji w kwestii tego, czy w broń atomową uzbrojone są wszystkie, czy też tylko niektóre z tych okrętów.

Ładunki dostosowane do „dostarczania” do celu drogą powietrzną (samoloty i rakiety) są najprawdopodobniej przechowywane w pobliżu baz lotnictwa takich jak baza Tel Nof w centralnym Izraelu lub baza Hatzerim na pustyni Negew. Jak w kwestiach opisanych powyżej, informacje są skąpe i niemożliwe do potwierdzenia, gdyż ich źródłem są jedynie m.in. wypowiedziane mimochodem wzmianki. Jedną z nich jest wypowiedź urzędnika Stanów Zjednoczonych na temat ćwiczeń brytyjsko-izraelskich w 2019 roku. Izraelska eskadra sześciu F-16 z Tel Nof została nazwana frazą „izraelska eskadra nuklearna”.

Jednym słowem, państwa kolektywnego Zachodu, zapewne w uzgodnieniu z Izraelem, straszą. □

Spostrzeżenia i przemyślenia na wynos

A. Irański program atomowy a Izrael. Trochę filozofii na zakończenie.

Zgodnie z wiecznym prawidłem głoszącym, że

państwo silne to takie, które wokół ma państwa słabe,

Izrael musi pilnować, aby państwa sąsiedzkie nie posiadły technologii nuklearnych, a zwłaszcza nie dysponowały bronią jądrową. Musi istnieć należyty dystans w hierarchii sprawczości. Między tymi, którym wolno wszystko i mają ku temu narzędzia, a tymi, którzy czekają na swój czas w biegu dziejów.

W tej kalkulacji strategicznej nie chodzi tyle o realizację jakiegoś wariantu słynnej doktryny MAD (ang. Mass Assured Desctruction), ale o całe piekło kwestii użycia broni jądrowej w sposób hybrydowy, tj. bez ujawniania swojej tożsamości przez realizatora ataku.

Niezależnie od tych rozważań Izrael twardo i bezwzględnie realizował militarne niszczenie instalacji nuklearnych budowanych w krajach arabskich. Najsłynniejszą akcją było zniszczenie irackiego reaktora w 1981 roku. Ale już w XXI wieku, w 2007 roku, Izrael przeprowadził kolejną, bardzo podobną operację – „Orchard”. Zespół F-15 i F-16 zbombardował instalacje atomowe innego sąsiada – Syrii.

B. Wariant „opcji Samsona”

Zastrzegam, że poniższy „pomysł” to wyłącznie niepoparta żadną wiedzą ani obserwacjami spekulacja. Skoro szacowany izraelski arsenał atomowy to co najmniej 100 bomb, to oczywistą taktyką „martwej ręki” byłoby dla Izraela przemycić ładunki do krajów sąsiednich i przygotować je do detonacji w dużych ośrodkach miejskich.

Nie piszę tu nic, co byłoby tajemnicą lub „odmętami szaleństwa”. Taka operacja jest wariantem oficjalnie nieoficjalnej doktryny defensywnej Izraela zwanej „opcją Samsona”, zmodyfikowaną jedynie o element wojen nieograniczonych. Zgodnie z tą doktryną w sytuacji znalezienia się na skraju zagłady Izrael miałby zrealizować zmasowany atak atomowy na agresora lub agresorów.

Warto zwrócić uwagę, co robią zresztą eksperci, że „opcja Samsona” jest strategią nieskuteczną do walki z Hamasem. Nie jest też użyteczna do walki z „naturalnymi” zjawiskami demograficznymi, takimi jak większa dzietność ludności arabskiej w obrębie tzw. Większego Izraela i innych zagrożeń, takich jak załamanie systemu politycznego i jedności narodowej wewnątrz Izraela.

Eksperci wskazują często, że nie da się ostatecznie pokonać Hamasu, gdyż jest on tworem hybrydowym. Jest zbrojną emanacją woli politycznej istniejącej w całej tkance narodu Palestyńskiego. Jest ideą. A Idee – jak słyszymy w natchnionym w tej kwestii filmie V for Vendetta – są kuloodporne.

Jako pracę domową proponuję czytelnikowi zastanowić się, jakie wydarzenia ze sfery hybrydowej uruchomiłyby „opcję Samsona”. Jaka jest konkretna, alarmująca wartość dysproporcji wskaźnika urodzeń arabskich mieszkańców Izraela właściwego (liczonego bez Zachodniego Brzegu)?

Należy tu dodać, że istnieje oczywiste wyjście z tej hybrydowej pułapki decyzyjnej. Jest nim rezygnacja ze zdefiniowania punktu krytycznego w postaci działania wroga. Zamiast niego punktem podjęcia decyzji byłby jakiś zdefiniowany stan homeostatyczny samego Izraela, choćby krytyczne załamanie porządku społecznego lub funkcjonowania sił zbrojnych.

C. O mały włos w czasie wojny Jom Kipur (1967)

Jedna z najsłynniejszych niepotwierdzonych informacji w temacie izraelskiej bomby to legenda o tym, jakoby w chwili, w której zdawało się, że Izrael wojnę przegra, ówczesna premier Golda Meir nakazała przygotować do akcji samolot(y) F-4 Phantom uzbrojone w jakiś rodzaj broni atomowej, zapewne bomby. Jedna z wersji tej legendy mówi o planie detonacji stacjonarnej bomby gdzieś na pustyni Synaj w taki sposób, aby grzyb eksplozji był widziany nawet z Kairu.

Przebieg wojny i przygotowania operacyjne obu stron wskazują jednak, że nie było takiego zagrożenia, a IDF miał sytuację praktycznie przez cały czas pod kontrolą, wprowadzając wojska egipskie w starannie zaaranżowane kill zones12.

Na kwestię istnienia i wielkości izraelskiego arsenału więcej światła rzucają kolejne odtajniane dokumenty. Jednym z ciekawszych wydarzeń była publikacja całego pakietu dokumentów przez waszyngtońskie Centrum Wilsona. Były to zapisy wywiadu utrwalające przebieg posiedzeń rządu Izraela z końca maja 1967 roku oraz transkrypcja ocenzurowanego wywiadu z 1999 roku z Ichakiem „Jacą” Jaakowem, generałem brygady zaangażowanym w operację pozyskiwania broni nuklearnej przez IDF. Sprawę jako pierwszy opisał „The New York Times”.

Z dokumentów wynika, że w 1967 roku izraelska armia faktycznie przygotowała alternatywny plan na wypadek, gdyby zaczęła przegrywać wojnę. Operacja „Samson” miała polegać na pokazowej, odstraszającej detonacji bomby nuklearnej na pustyni Synaj. Bombę miał dostarczyć na miejsce eksplozji helikopter. Planu nie zrealizowano, gdyż Izrael wypracował decydującą przewagę już w pierwszych godzinach wojny (zob. esej Wojna Jom Kipur na s. 146).

■

1 Taki nagłówek popełnił portal Defence24 przy komentowaniu „ujawnionej” przez Izraelczyków doktryny obronnej. Tytułowi tekstu przeczy treść pierwszego akapitu: chodzi o jawną część doktryny. Zob. Izrael ujawnił strategię obrony, https://defence24.pl/sily-zbrojne/izrael-ujawnil-strategie-obrony [dostęp 2024-09-15].

2 Zob. tekst „Jedno przekręcenie śrubokręta” w tomie Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie, ►PG III.6.

3 Istotą problemu jest kwestia odpowiednio dużego gradientu sprawczości między graczami dominującymi (aktualnie Stany Zjednoczone) i ich „wasalami. Antropologiczne i psychologiczne aspekty tej kwestii omówione są w rozdziale Broń rytualna i status książki Feudalizm we wszystkim….

4 Mam własną hipotezę na ten temat. Ukryję ją sprytnie tutaj, w przypisie. Korea Północna, której egzystencja niemal bez reszty zależy od woli Pekinu, dysponuje technologią broni atomowej i środków jej przenoszenia. Korea działa poza międzynarodowymi systemami rozliczania odpowiedzialności, co jest jej podstawową, niezwykle użyteczną dla Chin cechą. Korea jest więc, lub może być perfekcyjnym, hybrydowym instrumentem w rękach ChRL, który w wybranej chwili geopolitycznego tumultu mógłby gwałtownie przyspieszyć proces erozji systemu bezpieczeństwa ustanowionego przez Stany.

5 Większość faktów w tej sekcji zaczerpnięto z tekstu książki Israel and the Bomb, red. Avner Cohen. Szczegóły on-line: The U.S. Discovery of Israel’s Secret Nuclear Project, https://nsarchive2.gwu.edu/nukevault/ebb510/[dostęp: 2024-09-02].

6 The Israel-Argentina Yellowcake Connection, https://nsarchive2.gwu.edu/nukevault/ebb432/ [dostęp: 2024-09-12].

7 Yellowcake to dosł „żółte ciasto” i jest nazwą potoczną, a nawet handlową produktu końcowego rafinacji rud uranowych – sproszkowanego tlenku uranu, który jest przedmiotem obrotu handlowego.

8 Uran Izraelczycy pozyskiwali z fosfatów wydobywanych z rejonie Morza Martwego. Więcej szczegółów tego epizodu: Recipe for an Israeli Nuclear Arsenal, https://merip.org/1986/11/recipe-for-an-israeli-nuclear-arsenal [dostęp: 2024-09-21].

9 How Israel Built a Nuclear Program Right Under the Americans’ Noses, https://nsarchive.gwu.edu/documents/duplicity-deception-self-deception-israel-united-states-dimona-inspections-1964-65/Haaretz-article.pdf [dostęp: 2024-10-15].

10 Współrzędne geograficzne: 31° 0’5.97”N 35° 8’48.18”E.

11Avraham Burg panned for breaking ‘nuclear ambiguity’, http://www.timesofisrael.com/avraham-burg-panned-for-breaking-nuclear-ambiguity [dostęp: 2024-07-10].

12 Dosł. strefy zabijania. Zwykle terminu używa się do opisu walk na poziomie taktycznym, gdy obrońca szykuje strefy przykryte starannie zaplanowanym ogniem broni maszynowej.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Temat VIslamistyczna machina wrogich przejęć

Nothing is what it seems, no one is who they claim to be.1

Szekspir

1 Z angielskiego: Nic nie jest tym, czym się wydaje. Nikt nie jest tym, kim twierdzi, że jest.

Nieudane przejęcie Jordanii

Dżihadyści kontra Zachód i Izrael: Fedaini, OWP, Hamas, „Palestyńczycy” etc.

Duch… Duch… To ty stworzyłeś tego ducha! Generał Cornwallis w filmie Patriota (2001)