Ona - Adrian Bednarek - ebook + książka
BESTSELLER

Ona ebook

Bednarek Adrian

3,9

161 osób interesuje się tą książką

Opis

Ona ma na imię Alicja. Jest jedyną kobietą, której pożądam. Gdy byliśmy nastolatkami, potajemnie odwiedzałem jej pokój, śledziłem ją, poznawałem sekrety i próbowałem się do niej zbliżyć. Ona nigdy nie zwracała na mnie uwagi. Potem wyjechała, ale ja z niej nie zrezygnowałem. Zmieniłem wygląd, rozkochałem w sobie jej przyjaciółkę, nauczyłem się trudnej sztuki manipulowania ludzkimi uczuciami. Po sześciu latach Ona wróciła, a ja wreszcie jestem gotowy. Nie obchodzi mnie, że wkrótce ma wyjść za mąż. Nie obchodzi mnie, że jest zakazaną trucizną, a to, co zamierzam, wywoła chaos. Ona mnie pokocha, nawet jeśli nasz świat będzie musiał stanąć w płomieniach.

Adrian Bednarek

Urodzony w 1984 roku w Częstochowie. Uwielbia pisać historie, w których głównymi bohaterami są skomplikowane czarne charaktery. Autor 14 opublikowanych powieści oraz kilku opowiadań. Laureat nagród Złoty Kościej 2018 za powieść „Skazany na zło”, Złoty Kościej 2021 za powieść „Zapomniany”, zdobywca tytułu Thriller Roku 2021 wortalu Granice.pl za powieść „Zapomniany”. Czytelnicy określają go mianem mistrza thrillerów psychologicznych i jedynym w swoim rodzaju kreatorem psychopatycznych postaci.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 347

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (170 ocen)
75
38
36
11
10
Sortuj według:
Malwi68

Dobrze spędzony czas

" Ona " to świetny i bardzo pokrętny erotyk z odważnymi scenami napisanych ze smakiem, niepozbawiony wyobraźni i pikanterii. Adrian Bednarek nie byłby sobą, gdyby nie połączył tych namiętnych scen, z thrillerem. Taka kompozycja gatunków literackich przyniosła bardzo ciekawy efekt emocjonalny. Z jednej strony podniecenie, a z drugiej strony strach. Bo gdy dwa chore umysły połączą się w jeden związek, to może być bardzo niebezpiecznie i nieprzewidywalnie. Tak właśnie jest w tej powieści. Autor bardzo trafnie pokazał mroczną i bardzo skomplikowaną naturę człowieka owładniętego obsesją. Po mistrzowsku pokazał, do czego jest zdolny człowiek, który całe swoje życie poświęcił w dążeniu do spełnienia swojej fantazji.
30
Kamil1904

Nie oderwiesz się od lektury

Adrian Bednarek jak zawsze niezawodny
10
Felunia1981

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawy pomysł na książkę ale jednak wolę poprzedni styl pisania Pana Bednarka.
10
Kaganaabooklover

Dobrze spędzony czas

„Ona” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Adriana Bednarka, który słynie z dobrych kryminałów. Ta książka jest zdecydowanie inna, bo to thriller erotyczny. Tytułowa ona, czyli Alicja, to kobieta, która od dawna jest niespełnionym marzeniem Piotra. Niepozorny i niewzbudzający zainteresowania sąsiadki, obsesyjnie dąży do zdobycia jej wszystkimi możliwymi sposobami. Czy mu się to uda? I za jaką cenę? Autor zaserwował nam powieść napisana w narracji pierwszoosobowej z dobrze wykreowanymi bohaterami i sporą dawką emocji. Adrian Bednarek włada lekkim piórem i wciąga w opowiadaną historię. Fabuła intryguje, a czytelnik chce się dowiedzieć jakie zakończenie będzie miała ta historia. Dzięki zastosowanej retrospekcji sporo dowiadujemy się również o przeszłości Piotra, jego dzieciństwie, dzięki czemu możemy go lepiej poznać. Jego pokręcone rozumienie miłości, knucie sieci intryg w dążeniu do upragnionego celu. Autor świetnie „wszedł” w głowę bohatera ukazując jego myśli i uczucia. Dzięk...
00
Czadowska1

Nie oderwiesz się od lektury

Świetnie napIsany erotyk z doza tajemniczości i imtrygi.
00

Popularność




Dla Darii. Dzięki Tobie mam odwagę mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami.

PROLOG

Upalny czerwcowy wieczór, słońce ciągle nie chce zajść, a moje nastoletnie hormony wariują. Co chwilę wychylam się przez okno, żeby spojrzeć za płot. Nasz dom sąsiaduje z ostatnim przy lesie. W ogródkach nie ma żywej duszy. Z drugiej strony budynków dochodzą głośne męskie śmiechy. Osiedlowy establishment jak zwykle spożywa alkohol na ulicy. U sąsiadów okno w pokoju na piętrze jest otwarte, co jeszcze bardziej pobudza moją wyobraźnię. Próbuję się powstrzymać, ale zamiast myśleć o czymś innym, zaczynam przeglądać zdjęcia, które zrobiłem jej rano, kiedy szła ulicą. Uwielbiam podziwiać jej wdzięki. Niewysoka szatynka, piękne włosy sięgające łopatek. Ciągle spina je w koczek. Ma srebrny kolczyk w pępku, nieduże piersi i kosogłosa wydzierganego na lewym biodrze. W gorący dzień włożyła koszulkę odsłaniającą płaski brzuch i spodenki podkreślające wcięcia między udami a pupą. Prezentują się niesamowicie na powiększeniu w komputerze. Alicja Dunaj jest moją rówieśniczką, mieszka tu od lat. My wprowadziliśmy się jesienią ubiegłego roku.

Wkrótce po przeprowadzce natknąłem się na nią, gdy wychodziła z domu. Przywitała mnie zniewalającym uśmiechem. Właśnie ten uśmiech, niby słodki i niewinny, a jednak w połączeniu z tajemniczym spojrzeniem zielonych oczu mający w sobie coś uwodzicielskiego, sprawił, że wbiła się w moje serce niczym torpeda trafiająca do celu. Byłem tak zszokowany, że nie potrafiłem nic powiedzieć. Następnego dnia namierzyłem ją, gdy szła na przystanek autobusowy. Wtedy się przedstawiłem i od razu spróbowałem się z nią umówić. Odparła, że ma chłopaka, w ogóle nie była zainteresowana nawiązaniem znajomości. Zbyła mnie dość bezczelnie.

Później było jeszcze trudniej. Nadeszła zima, Alicja zaczęła się izolować. Do szkoły zawoził ją ojciec, a kiedy wychodziła wieczorami, zawsze przyjeżdżali po nią jacyś znajomi. Mimo wielu przeciwności sporo się o niej dowiedziałem. Wiem, do jakiego liceum uczęszcza, kim są jej najlepsze przyjaciółki, które knajpy preferuje. Zauważyłbym, gdyby miała chłopaka. Jest sama, mimo to rozumiem jej wykręt. Moje nazwisko nie cieszy się dobrą sławą, a ona wiedziała, kto wprowadza się obok, i postanowiła, tak jak jej rodzice, trzymać się od nas z daleka. Raz spróbowałem wyciągnąć od niej numer, ale powiedziała, że mi go nie da, bo nie ma takiej potrzeby. Nie przyjęła mnie do znajomych na Facebooku, nie pozwoliła się obserwować na Instagramie. Unikała kontaktu, ale wiedziałem, że w głębi ducha ona też czuje, że powinniśmy spróbować…

Wraz z nadejściem upalnych dni Alicja zaczęła wysyłać sygnały. Wczoraj, gdy tylko usłyszała, że odpalam kosiarkę, wyszła do ogródka w kostiumie kąpielowym i leżała na kocu, udając, że jest pochłonięta jakąś książką. Płot odgradzający nasze ogródki jest niższy ode mnie. Wiedziała, że będę się na nią gapił. Ułożyła się na plecach, krokiem w moją stronę. Rozsunęła prowokująco nogi. Kosząc, podziwiałem jej rozgrzane słońcem ciało. Widziałem, jak pot spływa wzdłuż jej ud, jak brzuch unosi się powoli z każdym oddechem, jak wygina palce u stóp i napręża łydki. Kiedy skończyłem kosić, obserwowałem ją z okna pokoju i robiłem zdjęcia. Ostatnio oboje podlewamy kwiatki w swoich ogródkach. Wchodzimy wtedy na drabiny przy altankach, w rękach trzymamy konewki i udajemy, że na siebie nie patrzymy.

Zamykam folder, który nazwałem „Ona”. Zapisałem w nim prawie dwieście zdjęć Alicji. Uwielbiam ją fotografować z ukrycia. Te z wczorajszego opalania stanowią rarytas. Czuła, że ją fotografuję, i celowo mi pozowała. Chciała, żebym ją uwiecznił, a potem patrzył, podziwiał i fantazjował. Ona lubi skomplikowane gry. Nie dała się zaprosić na randkę, wzbrania się przed podaniem numeru, a podlewa w spodenkach krótszych niż majtki. Oboje wiemy, że jest teraz sama. Jej matka pracuje w teatrze, w piątki zawsze mają przedstawienia. Ojciec suszy browar z sąsiadami. Otwarte okno stanowi jasny przekaz. Alicja zaprasza mnie do siebie. Nie zamierzam jej zawieść.

Wychodzę z pokoju. W domu ten sam obrazek co w każdy piątkowy wieczór. Tata i jego dwudziestoośmioletnia partnerka siedzą w sypialni, popijają wino i oglądają jakiś serial. Mają gdzieś, co robię. Na dole znajdują się drzwi prowadzące do ogródka. Gdy przekraczam próg i spoglądam na altankę sąsiadów, dopada mnie pierwsza obawa. Wiem, że jeśli jej ojcu znudzi się żłopanie piwa z kumplami, może przyleźć do ogródka. Gdyby mnie przyłapał, narobiłby rabanu na całe osiedle, a ja wyszedłbym na zboczeńca, choć według mnie tylko ten, kto nie pragnie jego córki, powinien być uznany za zboczonego.

Odganiam złe myśli. Wizja mnie i Alicji splecionych w idealnym, choć zakazanym układzie ciał, warta jest każdego ryzyka.

Przeskakuję płot i ląduję w ogródku sąsiadów. Serce bije mocniej, podniecenie miesza się ze strachem. Przy ścianie domu stoi drabina. Opieram ją o nogę altanki i wchodzę na górę. Na czworaka przesuwam się wzdłuż dachu. Twarda, poliwęglanowa powierzchnia parzy, jakbym stąpał po rozgrzanej płycie kuchenki elektrycznej. Po kilku metrach docieram przed otwarte okno. Układ pomieszczeń w domu Alicji jest identyczny jak w naszym. Drugie okno, zasłonięte seledynową roletą, również należy do jej pokoju.

Opuściła roletę, żeby zrobić odpowiedni nastrój…

Kucam, nie mogąc dłużej znieść gorąca. Chwytam dłońmi parapet, żeby utrzymać równowagę. W pokoju panuje cisza. Trzy razy pukam we framugę. Brak odpowiedzi.

Alicja milczy, choć wiem, że jest w środku. Czuję jej obecność. Delikatny kokosowy zapach kremów miesza się z ostrym aromatem kobiecego potu. W ten upał nie da się nie pocić. Jej brak reakcji uzmysławia mi, że to kolejny element gry. Ona testuje moją determinację. Podciągam się na parapecie i wsadzam głowę do środka.

– Dzień dobry – witasz mnie delikatnym, choć podrasowanym jakąś zwariowaną pewnością siebie głosem i wreszcie przestajesz być mi obca. Zwabiłaś mnie do swojego pokoju, a to wszystko zmienia. – Długo kazałeś na siebie czekać.

Łóżko stoi w rogu przy ścianie. Leżysz na nim oparta o poduszkę na wezgłowiu. Ubrałaś się stosownie do sytuacji. Krótka materiałowa spódniczka w kwiatki i czarny stanik. Włoski oczywiście spięłaś w kok. Zżera mnie ciekawość, co masz pod spódniczką. Przekładam nogę przez okno i po chwili jestem w środku.

– Wakacje trwają od tygodnia, nie znudziła ci się nauka? – pytam, bo w ręce trzymasz jakieś notatki. Chcę brzmieć luźno, jakby to, co robię, nie powodowało stresu.

Zbliżając się do ciebie, ukradkiem lustruję wnętrze. Nie masz plakatów, jedynie dwa obrazy martwej natury, twoja szafa jest duża, podobnie regał z książkami. Nie masz komputera stacjonarnego, wolisz malutkiego ultrabooka. Jesteś leniwa, bo zamiast wrzucić wczorajsze ubrania do kosza na brudy, powiesiłaś je na fotelu obok. Na samej górze zostawiłaś koronkowe majtki. Specjalnie dla mnie. Pijesz dużo wody, cztery puste butelki stoją obok kosza na śmieci. Lubisz biżuterię. Pokaźna kolekcja wisi na drzwiczkach od toaletki.

– Nie uczę się, czytam umowę wyjazdu na wakacje – odpowiadasz. – Co zajęło ci tyle czasu?

Staję przy łóżku. Gapię się na ciebie jak zahipnotyzowany. Jeszcze nigdy nie miałem tak dużo ciebie w tak bliskiej odległości. Dostrzegam detale, które zawsze chciałem poznać. Pieprzyk na wysokości żeber, myszka na łydce, niewielka blizna pod lewym kolanem.

– Nie byłem pewien, czy wietrzysz pokój, czy jednak wysłałaś mi zaproszenie.

Siadam na skraju łóżka, moje kolano dotyka twojego. Dostaję gęsiej skórki. Widzisz to, odkładasz papiery, kładziesz dłoń na mojej nodze i zaczynasz jeździć po niej paznokciami.

– Gdybyś nie był pewien, to byś nie przyszedł.

Nie pozostaję dłużny i chwytam cię za udo. Wiem, że blizny na moich rękach ci nie przeszkadzają. Nurzam opuszki palców w twoim pocie i coraz śmielej wędruję w górę. Nie oponujesz, patrzysz na mnie z bezczelną miną. Kręci cię świadomość, że zrobiłbym wszystko, byle móc dostać kawałek ciebie. Twoje spojrzenie jest coraz bardziej mętne. Po czole spływają kolejne krople potu. Też masz gęsią skórkę.

– Wiesz, że w naszym przypadku randki nie mogą mieć miejsca? – pytasz, lekko zwilżając usta językiem.

Podciągam twoją spódniczkę. Masz czarne majtki, komplet do stanika. Kutas zaraz rozerwie mi spodnie.

– Randki są przereklamowane, lepiej potajemnie dawać upust swoim potrzebom – próbuję na głos odgadnąć twoje myśli. Chwytam cię za uda i rozsuwam nogi. Nie stawiasz oporu. – Nic tak nie łączy jak wspólna tajemnica.

Gapię się to na twój krok, to na usta, szukając jakichś oznak sprzeciwu.

– Byłam pewna, że zrozumiesz moje potrzeby… – Twoja dłoń skrada się pod moje spodenki, mija ciasną zaporę bokserek. Przełykam głośno ślinę. – Między nami nie może być nic poza pożądaniem. – Chwytasz mnie za kutasa i mocno ściskasz.

Kręci mi się w głowie, w oczach robi się ciemno. Jestem bliski eksplozji, jeszcze kilka ruchów i zabawa dobiegnie końca. Nie mogę na to pozwolić.

– Czyste pożądanie to najlepsze, co dwoje ludzi może sobie zaoferować. – Wstaję, uwalniając penisa z objęcia twojej dłoni. Robię wszystko, żeby nie dobiec do mety jeszcze przed startem.

Jesteś zdziwiona, marszczysz brwi. Nie spodziewałaś się tego, ale ja mam ci wiele do zaoferowania. Klękam na łóżku, językiem sunę po twojej nodze ku najrozkoszniejszemu miejscu. Lekko pojękujesz, jakbyś najlepsze dźwięki chciała zostawić na później. Im jestem bliżej, tym zapach staje się intensywniejszy. Oszałamia mnie. Całuję oba uda i szybkim ruchem pozbawiam cię majtek. Razem z nimi ściągam spódniczkę. Przez krótką chwilę podziwiam wspaniały widok.

Chciałbym gapić się na ciebie i zapamiętać każdy fragment cipki, żeby odtwarzać go w samotne wieczory, gdy będziesz wypełniać moje myśli, ale nie mogę. Nerwowo poruszasz biodrami, dając znak, że masz już dosyć czekania. Pragniesz jednego, tak samo jak ja. Szybko wsuwam język do środka. Nie chcę cię całować, przytulać, okazywać czułości, która i tak nie ma znaczenia. Chcę słyszeć twój krzyk, spijać twój prawdziwy smak, chcę widzieć, że jest ci dobrze.

Moje usta wypełnia intymny posmak. Słyszę twój przyspieszony oddech, czuję, jak unosisz się lekko i opadasz. Język jest już głęboko, oblizuję każdy fragment ciebie. Dołączam palec, a za nim drugi. Ty chwytasz mnie za włosy.

– Troszkę szybciej… – mówisz zniekształconym przez podniecenie głosem. Chcesz mieć kontrolę, prowadzić mnie wedle swoich potrzeb. – Właśnie tak! Nie przestawaj!

Moje palce cię wypełniają, język nie przestaje lizać, wszystko toczy się przy akompaniamencie krzyków. Spijam twój smak. Chcę dać ci rozkosz, bo tylko ona jest w stanie przyciągnąć cię do mnie na dłużej.

– Jeszcze chwilka! – Wyginasz się, jakbyś chciała nadziać się na moją głowę. Zerkam na twoją twarz. Jest czerwona, masz zamknięte oczy, wysunęłaś język i dotykasz nim zagłębienia pod nosem. – Bosko!

Słysząc, że jesteś na granicy, wolną ręką chwytam twoją dłoń. Nasze palce splatają się ze sobą. Ściskasz mnie, jakbyś potrzebowała wsparcia w tym najważniejszym momencie.

– Jessst! – Wydajesz wspaniały okrzyk, a po chwili opadasz na łóżko i obejmujesz mi głowę udami.

– Właśnie wylądowałem w najrozkoszniejszym miejscu na ziemi. – Zwalniam, delikatnie głaszczę twoją cipkę, całując ją przy tym subtelnie.

Najchętniej zostałbym w tej pozycji dłużej, ale masz inne plany. Chwytasz mnie za ramiona, ciągnąc w górę. Sama też wstajesz. Klęczymy przed sobą na pościeli.

– Ja myślę, że wycieczka w to miejsce dopiero się zaczęła. – Muskasz wargami moje usta, jakbyś koniecznie chciała poczuć smak orgazmu. – Kładź się! – Rzucasz mnie z powrotem na łóżko.

Sama klękasz na podłodze. Ściągasz mi spodenki razem z bokserkami i przyglądasz się mojej męskości, jakbyś oceniała towar na wystawie. W końcu, gdy uznajesz, że zbudowałaś odpowiednie napięcie, dajesz mu buziaka. Kontakt z twoimi wilgotnymi ustami sprawia, że wydaję dźwięk bardziej kojarzący się z cierpieniem niż rozkoszą. Zdajesz się usatysfakcjonowana moją reakcją.

– Jesteś niesamowita… – Nic więcej nie umiem powiedzieć.

Rzucasz mi kokieteryjne spojrzenie i przejeżdżasz językiem wzdłuż penisa. Oblizujesz go, potem opierasz główkę na języku, zaciskasz dłoń na penisie i poruszasz w górę i w dół. Chciałbym, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, ale wiem, że nie dam rady jej zatrzymać.

– Odlot! – Próbuję dać ci znać, że już się zbliżam. Sama zadecyduj, czy masz ochotę na coś więcej, czy nasze pierwsze spotkanie zakończy się w tak intymny, pozbawiony wszelkiego wstydu sposób.

Spoglądasz na mnie, lekko się uśmiechasz i jeszcze bardziej przyspieszasz ruchy dłoni. Łatwo zdecydowałaś. Twój język wciąż spoczywa na kutasie, jest bierny w przeciwieństwie do ręki. Czuję, jak nadchodzę, nie umiem w żaden sposób tego powstrzymać. Chwytam cię za dłoń, chcę skończyć tak samo jak ty, w pełnym splocie naszych ciał. Kutas drży, napinam mięśnie, zaraz zaleję ci usta.

– Nie, tato! Nie kopsnę się do Żabki po piwo! Jestem zmęczona! – Z dołu dobiega wściekły, choć piękny krzyk.

Zaraz po nim następuje trzaśnięcie drzwiami. Znikasz, rozpływasz się w powietrzu. Zostaję sam na twoim łóżku i dochodzę w czarne majtki, które wziąłem z fotela. Obok mnie leży kwiecista spódniczka. Momentalnie wracam do świata realnego. Jesteś na dole, wróciłaś za wcześnie. Przecież w piątki zawsze długo siedzisz u koleżanki, nie wiem, czemu nagle zmieniłaś plany. Słyszę twoje kroki na schodach. Idziesz na górę! W panice podciągam spodenki, chowam twoje majtki do kieszeni. Rzucam spódniczkę na fotel i wychodzę przez okno na dach altanki. Gdy jestem na brzegu, słyszę dźwięk zamykanych drzwi od pokoju. Nie używam drabiny, skaczę. Lądowanie z dwóch i pół metra jest bolesne, ale to nieważne. Uciekam, po drodze kładąc drabinę na trawie. Nie mam czasu odkładać jej na miejsce, a jeśli twój ojciec znajdzie ją w takiej pozycji, pomyśli, że znowu wywrócił ją któryś z kotów sąsiadów. Szybki sus przez płot i jestem u siebie. Serce wali jak oszalałe, cały się trzęsę. Mimo to stoję na środku ogródka, udając, że wszystko jest w porządku, a ja sprawdzam długość trawy. Gram na wypadek, gdybyś podeszła do okna.

– O, Piotruś, hej! – Zamiast ciebie pojawia się Julita, dziewczyna mojego taty. Gorąca sztuka. Wyszła do altanki zajarać. – Skończyło mi się wino. – Pokazuje ostatnie krople w kieliszku. – Nalejesz? Jeśli masz ochotę, też sobie weź, nie wydam cię tacie. – Rzuca chytry uśmiech.

Julita jest w porządku, choć czasem lubi się mną wysługiwać.

– Pewnie. – Podchodzę i powstrzymując drżenie rąk, odbieram od niej kieliszek. – Wino jest tym, czego mi teraz potrzeba.

O mały włos nie zaliczyłem wpadki, ale wiem, że było warto. Mam coś, co należy do ciebie, od dziś moje fantazje staną się pełniejsze.

1.

Gdy po raz pierwszy zanurzyłem się w intymności twojego pokoju, zrozumiałem, że jesteś tą jedyną. Ty nawet nie zauważyłaś moich odwiedzin, bo nadal zachowywałaś się jak wcześniej. Ciągle wysyłałaś sygnały. Opalałaś się w ogródku, podlewałaś kwiatki w coraz krótszych spodenkach, prawie zawsze wychodziłaś na zewnątrz, kiedy kosiłem trawę, ale wciąż nie chciałaś ze mną rozmawiać. Dusiłaś każdą moją próbę nawiązania kontaktu. Udawałaś, że czytasz książkę, kiedy perfidnie przyglądałem ci się zza płotu. Innym razem, gdy wylegiwałaś się na leżaku, a ja proponowałem lemoniadę, symulowałaś pogrążoną we śnie. Jak tylko odebrałem prawo jazdy, z miejsca zaoferowałem ci podwózkę do miasta. Pokręciłaś tylko głową, założyłaś słuchawki i ostentacyjnie słuchałaś muzyki. Tamtego lata odwiedziłem twój pokój jeszcze trzy razy. Efektem moich wycieczek są: stanik, koszulka, szczotka do włosów i dwie pary majtek, które traktuję z godnym ciebie namaszczeniem. Wraz z końcem lata nadeszła prawdziwa katastrofa. Twoja matka postanowiła się rozwieść. Wyprowadziłaś się tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego.

Na początku nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Zdawało mi się, że wpadam w prymitywny stan nazywany depresją. Świadomość, że nie mogę cię obserwować, nie wiem, kiedy wychodzisz, kiedy wracasz, a przede wszystkim paskudny brak ciebie za płotem zżerały mnie od środka. Ale przecież ja się nie załamuję, ani nie daję za wygraną. Co najwyżej wycofuję się, żeby obrać nową taktykę. Dlatego szybko wziąłem się w garść.

Choć tego nie wiesz, Alicjo, poświęciłem ci ostatnie siedem lat życia. Wszystko, co robiłem – każdą decyzję, każdą zmianę, każde działanie – podporządkowałem tobie. Nie było łatwo, ale przecież nic, co wartościowe, nie przychodzi łatwo, a ty jesteś najwspanialszą nagrodą, jaką może zaoferować mi życie.

– Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, w jaki sposób rozkwitło twoje piękno… – mówię do mojego ulubionego zdjęcia, które wisi w centralnym punkcie Ołtarza Spełnienia. Zrobiłem je, gdy po raz ostatni opalałaś się w ogródku. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że się wyprowadzasz.

Na zdjęciu siedzisz po turecku, masz na sobie kremowy kostium kąpielowy. Chwilę wcześniej brałaś prysznic. Twoje włosy są mokre, wreszcie je rozpuściłaś. Woda ścieka po ramionach i piersiach. W lewej dłoni trzymasz smartfon. Wbijasz wzrok w ekran. Uśmiechasz się leciutko. Nie wiem, co czytasz, ale sprawia ci to radość. W swoich wizjach wysyłam ci moje nagie zdjęcie. Odczuwasz frajdę, kiedy na nie patrzysz, jednocześnie robisz się lekko podniecona.

– Masz ochotę na pokaz w trójwymiarze? – pytam, myślami przenosząc się do twojego ogródka.

Podnosisz wzrok znad telefonu. Wcześniej nie zauważyłaś, że przeskoczyłem przez płot.

– Po takim trailerze… – Moje uszy pieści wyobrażenie twojego głosu. – Nie mogłabym odpuścić całego filmu. Zwłaszcza w wersji 3D.

– Czuję się zaszczycony, mogąc zaprosić cię na seans.

Patrzę na zdjęcie w antyramie, rozpinam spodnie i szybko zsuwam je do kostek. W prawą dłoń biorę twoje majtki. Reszta jest wyobraźnią…

Zwinnym ruchem rozwiązuję sznurek w dolnej części kostiumu kąpielowego i zbliżam penisa do twoich ud. Rozchylasz je zachęcająco. Chwytam cię za ręce. Wzrok masz rozbiegany, pełny radosnego spokoju, jak po ziole. Daję ci nieśmiałego buziaka. Potem kolejnego i jeszcze jednego. Z każdym pocałunkiem siła twojego spojrzenia zdaje się słabnąć. Jesteś rozczarowana, co łatwo zauważyć. Uśpiłem twoją czujność, pokazując wrażliwą część siebie. Ocierasz się udem o moje biodro, jakbyś chciała zachęcić mnie do działania, a ja nadal bawię się w nieśmiałe pocałunki. Znudzona złączasz wargi. W tym samym momencie napinam penisa i na oślep wbijam się w ciebie. Chcesz jęknąć, ale natychmiast wypełniam ci usta językiem. Mocno ściskasz moje dłonie, nasz pocałunek trwa. Mamy otwarte oczy, obserwujemy się. Twoje spojrzenie znów ożyło. Przyciskam brzuch do twojego brzucha. Parzy mnie nagrzany od słońca kolczyk w pępku. Rodzaj bólu, który potrafi być przyjemny. Poruszam biodrami, rozpoczynając grę jednostajnie przyspieszonych ruchów, mających doprowadzić nas na sam szczyt.

– Kurwa! – drę się, gdy dzwonek telefonu sprowadza mnie na ziemię. Stoję przed zdjęciem, gapiąc się na twój krok wydrukowany w najwyższej rozdzielczości. – Nie mogłaś utknąć na jakimś przejeździe albo złapać kapcia?!

Zdenerwowany wyciągam telefon z kieszeni dżinsów i odbieram.

– Cześć, Dafne – mówię na powitanie. – Już jesteś?

Zdaję sobie sprawę, że dziś nie powinienem był przychodzić pod Ołtarz Spełnienia, ale nie umiałem się powstrzymać. Nie chciałem iść na spotkanie z tobą naładowany jak karabin przed bitwą, bo wtedy przestaję logicznie myśleć. Niestety, brakło mi kilku minut do opróżnienia magazynku…

– Schodzisz czy mogę wejść? – pyta swoim subtelnym głosem Dafne.

Wiedziałem, że będzie chciała wejść na górę. Przecież zawsze próbuje. Wiedziałem, że po mnie przyjedzie, bo tak się umówiliśmy. Nawet pożyczyłem jej swój samochód, a przecież mogłem ustawić się z nią na mieście. Częstochowa jest mała, wszędzie mam blisko. Ale to napięcie, podniecenie… wyprało mi mózg.

– Nie trzeba, już schodzę. – Z namaszczeniem odkładam majtki i podciągam spodnie.

Rozglądam się po pokoju w poszukiwaniu kluczy. Pomieszczenie, w którym oddaję się swoim fantazjom, ma trwale zaryglowane od wewnątrz okna, ściany pomalowane na fioletowo, oświetlane jest przez trzy nieduże żarówki. Na prawo od wejścia znajduje się Ołtarz. Podłogę wyłożyłem włochatym dywanem w kolorze czerwonym. Pod oknem stoi biurko, a na nim ultrabook.

– Serio? – Dafne jest zawiedziona. – Ja rozumiem, że to mieszkanie jest specyficzne, tak jak cała otoczka dotycząca twojej rodziny, ale jeszcze trochę i zacznę podejrzewać, że urządziłeś tam sobie miejsce schadzek.

Dwupokojowe mieszkanie w starym, pełnym emerytów bloku w dzielnicy Północ przez lata należało do babci. Po jej śmierci tata chciał pozbyć się nieruchomości wartej marne grosze. Wtedy w mojej głowie zakiełkował pomysł. Powiedziałem mu, że chętnie je przejmę. Śmiał się, twierdząc, że w życiu nie zamieszkam w takiej klitce. Wyjaśniłem, że na razie mieszkam u Dafne, a mieszkanie może się przydać, gdybym od czasu do czasu potrzebował zaszyć się w samotni lub gdybyśmy zerwali, a ona wykopałaby mnie na bruk. Nadmieniłem, że zawsze lepsze to niż powrót do jego domu. Odkąd się wyprowadziłem, mój pokój stał zamknięty na klucz, bo nie chciałem pozbywać się swoich rzeczy, a tata i Julita coraz częściej narzekali na brak wolnego pomieszczenia. Dałem im pretekst, to wystarczyło. Tata zapisał mi mieszkanie babci.

– To skrytka firmowa. – Przyjmuję konspiracyjny ton. – Za dwie minuty jestem na dole. – Znajduję w końcu klucze, zapinam spodnie, przechodzę do wąskiego przedpokoju.

– A może wejdę na górę, stanę przed drzwiami, ty przewiążesz mi oczy i wtedy zaprosisz do środka? Potem ściągniesz mi spódniczkę i… Cóż, reszta zależy od ciebie. – Dafne nie daje za wygraną. – Mamy jeszcze trochę czasu, więc możemy go odpowiednio wykorzystać. Teoretycznie byłabym w mieszkaniu, ale jakby mnie tam nie było. – Nie wie, że jej wysiłki są daremne.

– Za późno, już prawie wyszedłem. – Zakładam kłódkę na drzwi skrywające moje sekrety i wychodzę.

Chwile spędzone z Dafne stanowią świetny przerywnik w monotonii oczekiwania. W normalnych okolicznościach być może zgodziłbym się podjąć tak podniecające ryzyko, ale dziś myślę tylko o jednym. Za półtorej godziny wreszcie cię zobaczę, Alicjo, i tym razem zrealizuję swoje fantazje.

2.

– Cześć, przystojniaku. – Wsiadam do mojego mitsubishi lancerevo X, a Dafne wita się ze mną stałym tekstem. Ciągle czuję się nieswojo, gdy nazywa mnie przystojniakiem. – Szkoda, że nie mogłam odegrać roli ślepej laski. – Chwyta mnie za twarz i całuje. Paznokciami wyrywa trochę jasnych włosów z kilkudniowego zarostu.

– Powtarzam po raz tysięczny, mieszkanie babci to strefa zamknięta. Wchodzimy tylko ja i tata, nawet Julity tam nie zabiera. Jego sprawy nie są do końca wyjaśnione, a gdyby coś się wydarzyło, ty mogłabyś mieć kłopoty. – Spotykamy się od roku, cały czas karmię ją tą samą ściemą.

W rzeczywistości tata jest czysty, odpokutował swoje, a resztę grzechów z pomocą księgowego udało się wymazać. Dafne o tym nie wie. Nie wie też, że spotykam się z nią wyłącznie ze względu na ciebie. To ty sprawiłaś, że wykupiłem pakiet treningów u Olgi Domagalskiej, trenerki personalnej, przez znajomych nazywanej Dafne. Dalej samo poszło.

– No dobra, a tył nie jest zakazany? – Wskazuje kciukiem kubełkowe fotele, na których leży jej torba ze strojem treningowym. – Skoro boisz się okłamać tatusia, zaserwujmy sobie coś publicznego. Dziadki, które tu spacerują, na pewno się ucieszą. Popatrzą sobie, bo przecież nic innego im nie zostało – stwierdza półżartem.

Dafne zalicza się do ludzi, za którymi ksywka z podstawówki ciągnie się przez całe życie. Kiedyś była pięknie rudą dziewczynką o zgrabnej figurce i rysach twarzy tak delikatnych, jakby narysowano je ołówkiem. Chodziła w krótkich spódniczkach, nosiła kolorowe rajstopki. Na zdjęciach z tamtego okresu wyglądała jak młodsza wersja bohaterki Scooby-Doo. Choć jej dorosły wygląd zdecydowanie odbiega od oryginału, ksywka przylgnęła niczym blizna będąca pamiątką po wypadku w dzieciństwie.

– Po co? I tak już zostawiłaś swój pot na tylnym fotelu – rzucam złośliwym tonem. Nie znoszę, gdy nie chowa torby do bagażnika.

Dafne jest o rok starsza ode mnie. Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl, gdy na nią patrzę, to wyuzdanie. Włosy przypominające rdzę zabrudzoną smarem codziennie kręci lokówką. Sięgają za łopatki. Ma ciemną karnację, jakby dorastała na południu Europy. Jej czarne oczy zdają się flirtować zawsze, gdy na kogoś spojrzy. Ma pociągłą, kościstą twarz i pełne usta. Prezentują się identycznie podczas ataku śmiechu i podczas szczytowania. To niezwykłe zjawisko, lecz prawdziwym jej atutem jest figura. Uda wyrzeźbione na leg press, pośladki dopieszczone niezliczoną ilością przysiadów, brzuch twardy jak beton. Jedyny defekt stanowią kilkucentymetrowe blizny pod piersiami. Pamiątki po powiększeniu biustu. Najczęściej chodzi w krótkich spódniczkach. Wszędzie, gdzie się pojawi, przykuwa męskie spojrzenia. Siedemdziesiąt procent jej klientów stanowią faceci. Jest piękna, ale dzisiaj wydaje mi się mało atrakcyjna.

– No to co robimy? – Wzrusza ramionami. – Nie będziemy siedzieć pod blokiem i obserwować emerytów.

Charakter ma adekwatny do wyglądu. Nie bała się, że uznam ją za łatwą, i przespała się ze mną już na pierwszej randce. Jest odważna, zaczepna, lubi ryzyko i wie, czego chce. Ma kredyt na kawalerkę, sama sobie szefuje, więc większą część jej życia pochłania praca, przez co obsesyjnie szuka stabilizacji. Wystarczyły trzy miesiące znajomości, żeby zaproponowała mi przeprowadzkę. Zgodziłem się, nawet ochoczo dokładam się do rat kredytowych, choć mógłbym od ręki kupić tę jej kawalerkę. Zamieszkałem z Dafne, żeby poznać nową odmianę relacji. Wcześniej związki były mi całkowicie obce.

– Przede wszystkim zamieniamy się miejscami. – Wskazuję na kierownicę. Dafne robi skwaszoną minę i odpina pas. – Zanim się przesiądziesz, schowaj torbę do bagażnika. Uwielbiam twój pot, ale tylko wtedy, kiedy kapie z ciebie. Wiesz, że…

– Tak, tak, wiem. Jebane fotele Sparco się brudzą! – kończy za mnie z dużą dozą ironii. Wie, jak dbam o samochód.

Związek, choć sztuczny, mogę nazwać udanym. Sporo czasu spędzamy osobno, bo Dafne ciągle potrzebuje forsy. Nakręcają ją endorfiny i praktycznie się nie męczy, co sprawia, że wraca do domu napalona. Będąc z nią, zyskuję łóżkową testerkę, na której sprawdzam nowe pomysły. Ona ma swoją stabilizację, odciążony budżet i chyba naprawdę jest we mnie zakochana. Ma też smutną przeszłość, ale o tym nie lubię z nią rozmawiać. O swojej w ogóle nie wspominam. Wszystko z nią robię po to, żeby w najważniejszym momencie zaczarować ciebie, Alicjo. Stworzymy jedność dopiero, gdy nasze ciała i umysły nabiorą doświadczenia…

– Powinieneś zastanowić się nad innym zawodem. – Dafne otwiera drzwi, wysiada i nie bacząc na dwie staruszki idące wzdłuż chodnika, bezczelnie podciąga spódniczkę. – Po kilku godzinach obcowania z cyferkami stajesz się nieznośny. – Prezentuje czarne stringi w groszki, daje mi się chwilę na nie napatrzeć, po czym opuszcza miniówkę i trzaska drzwiami.

– Lubię cyferki, dają mi przewagę nad tymi, którzy nie wiedzą, jak się nimi posługiwać – oznajmiam, gdy zajmujemy właściwe miejsca w samochodzie.

Rok temu skończyłem studia z finansów, dałem się namówić tacie i zacząłem prowadzić własne biuro rachunkowe. W praktyce wygląda to tak, że założyłem prawie fikcyjną firmę i pięć razy w tygodniu przez sześć godzin przyglądam się, jak pracuje księgowy taty lub wykonuję jego polecenia, które on nazywa nauką. Pod koniec każdego miesiąca wystawiam faktury za usługi księgowe jednej z firm staruszka i otrzymuję od niego przelew. Dafne uważa, że zachowuję się jak zagubiony dzieciak, ale mam to gdzieś. Tylko w ten sposób zdobędę zaufanie taty, sam będę mógł prowadzić księgowość i uzyskam dostęp do kont. Wtedy, wzbogacony o odpowiednią wiedzę, rozpocznę proces przywłaszczania znacznej części jego majątku. To główny cel mojej pracy. Dafne nie ma o tym pojęcia.

– Przejedźmy się bez celu. – Zakładam lustrzane okulary przeciwsłoneczne. – Pomarnujmy benzynę.

Nie czekając na zgodę, włączam silnik i ruszam. Muszę się odprężyć przed naszym spotkaniem.

3.

Po twojej wyprowadzce i moim krótkim załamaniu obrałem nową taktykę. Stałem się twoim stałym, niewidzialnym towarzyszem aż do czasu, kiedy zdałaś maturę. Po rozwodzie rodziców zamieszkałaś z mamą w eleganckim mieszkaniu na Małopolskiej. Twój tryb życia niewiele się zmienił. Szkoła, przyjaciółki, czasami jakiś wyjazd. Nie randkowałaś, bo w podświadomości czułaś, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Jeśli spotykałaś się z ojcem, to na pewno poza domem. Ani razu nie widziałem cię na naszym osiedlu, gdzie ciągle mieszka stary wulkanizator. Uczyłaś się więcej niż wcześniej, doszły jakieś korepetycje, zapisałaś się na prawo jazdy. Szło ci nieźle, kilka razy śledziłem twoją elkę. Po maturze wyjechałaś do Wrocławia studiować na uniwersytecie.

Chciałem złożyć papiery na tę samą uczelnię, ale w lipcu znowu zatrzymali tatę i sytuacja się skomplikowała. Znów oskarżyli go o wyłudzanie VAT-u. Za pierwszym razem, po głośnym procesie, którym żyło całe miasto, został uniewinniony. Miał świetne układy w ratuszu, znał wielu wpływowych ludzi, a wyłudzona forsa pomagała się bronić. Jedyne, co stracił, to anonimowość. Jego twarz pojawiała się w gazetach i wiadomościach, całe miasto miało go za złodzieja. Nie przejmował się, zawsze powtarza, że opinia ludzi znaczy mniej niż mocz, który spuszcza w kiblu. Drugi proces był inny. Sądzili go w Katowicach, z daleka od lokalnego piekiełka. Dostał półtora roku bez zawiasów.

Przez ten czas musiałem mieszkać z Julitą i razem z księgowym doglądać rodzinnego majątku. Siłą rzeczy studia skończyłem na lokalnym uniwerku, ale dzięki Julicie inaczej spojrzałem na świat. Kiedy księgowy stawał na głowie, czyszcząc resztę majątku, ja cierpliwie przygotowywałem się do batalii o zdobycie twojego serca. Jednocześnie starałem się ciebie obserwować. Podjeżdżałem pod twoje okno, gdy wracałaś z Wrocławia na święta lub dłuższe weekendy. Nie byłem jeszcze gotów spojrzeć ci w twarz. Proces wdrażania zmian wymagał czasu.

Gdy doszedłem do punktu, w którym mogłem wreszcie zaaranżować przypadkowe spotkanie, kompletny idiota wmówił ci, że go kochasz. Widziałem was ledwie kilka razy. On był szczęśliwy, ty omamiona. Pojąłem swój błąd. Czekałaś na mnie tak długo, aż w końcu straciłaś cierpliwość. Zanim zdążyłem pokazać ci nowego siebie, wplątałaś się w związek, a po skończeniu studiów wyjechałaś z tym dupkiem do Stanów.

Od tamtej pory nie mogę cię obserwować. Brak dostępu do twoich profili w mediach społecznościowych to dla mnie utrapienie. Pewnie przez lata cały czas się zmieniasz, a ja nic o tobie nie wiem. Związek z Dafne był jedyną szansą, żeby móc się do ciebie zbliżyć.

***

– Chyba już starczy bezcelowego marnowania wachy? – Dafne przerywa potok moich myśli, gdy wjeżdżamy w III Aleję, nieformalne serce miasta. – Do spotkania zostało dziesięć minut – przypomina.

Parkuję przy samej knajpie. Przychodzimy pierwsi, zarezerwowany stolik na zewnątrz już czeka. Zamawiamy kawę i wodę.

– Kojarzysz w ogóle moją przyjaciółkę? Chyba przez chwilę mieszkaliście po sąsiedzku? – Dafne pierwszy raz pyta mnie o ciebie.

W dawnych czasach kręciła się przy tobie z jeszcze jedną, młodszą dziewczyną. Byłaś z nimi zżyta. Trzy koleżanki z tej samej szkoły. Przypomniałem sobie o niej po twoim wyjeździe do Stanów. Dafne, w przeciwieństwie do ciebie, nie chroni tak bardzo prywatności na Facebooku i w innych mediach. Wszyscy mogą obejrzeć każdy jej post i każde zdjęcie. Pod kilkoma fotkami na jej Instagramie umieściłaś komentarze, z których jasno wynikało, że nadal utrzymujecie kontakt i nie możecie się doczekać spotkania po twoim powrocie z USA. To mi wystarczyło.

– Nazwisko Dunaj kojarzy mi się przede wszystkim z piwem i świńskim śmiechem – odpowiadam prawie szczerze. – Ale córkę tego prymitywa też pamiętam. – Spoglądam w niebo, jakbym się zastanawiał. – Nadąsana damulka z wielkim mniemaniem o sobie. Nigdy nie udało mi się wymienić z nią więcej niż dwóch zdań.

Celowo mówię o tobie źle. Kołdrą utkaną z niechęci łatwiej przykryć prawdziwe uczucia.

– Była niedojrzałą nastolatką. – Dafne od razu staje w twojej obronie. – Ludzie się zmieniają. Zresztą za chwilę będziesz miał okazję się przekonać. – Wskazuje palcem srebrnego nissana parkującego w dalszej części ulicy. Nie widać kierowcy ani pasażera. – To chyba ich auto.

Moje serce momentalnie przyspiesza, oddech staje się cięższy, palce zaczynają drżeć. Maskuję tę ostatnią oznakę stresu, oburącz ściskając telefon. Już tu jesteś. Chciałbym przyjrzeć się, jak wysiadasz z auta, sprawdzić, czy prowadzisz, czy jednak pozwalasz dominować swojemu dupkowi. Ale nerwy wymagają uspokojenia. Byłyby mniejsze, gdyby Dafne odebrała mnie sprzed Ołtarza kilka minut później.

– Zaraz wrócę. – Wstaję. Mięśnie nóg napinają się wbrew mojej woli.

– Teraz? – Dafne nie kryje zdziwienia.

Nic jej nie odpowiadam, znikam w głębi lokalu. Moim celem jest łazienka. Muszę się opanować, bo inaczej rzucę się na ciebie jak dzikie zwierzę, a nie poświęciłem siedmiu lat, żeby zniweczyć wszystko już na wstępie.

4.

Stoję przed umywalką i płuczę twarz w lodowatej wodzie. Napięcie powoli opada, woda chłodzi nerwy, drżenie rąk ustaje. Przeglądam się w lustrze, żeby odzyskać pewność siebie. Wyglądam znakomicie. Lata katorżniczych treningów sprawiły, że mojemu mierzącemu sto osiemdziesiąt centymetrów ciału blisko do sylwetki zawodowych piłkarzy. Jedyny defekt stanowią rzucające się w oczy rozstępy na ramionach i w dolnych częściach brzucha. Pamiątki po dawnych czasach i drodze, jaką przebyłem. Dochodzą jeszcze blizny na dłoniach. Ich nie lubię, choć Dafne uważa, że są sexy. Twarz, kiedyś okrągła i pyzata, teraz jest owalna i nieco koścista. Gdy pozbyłem się z niej tłuszczu, na policzkach zacząłem dostrzegać dołeczki pojawiające się za każdym razem, kiedy się uśmiecham. Utrzymuję kilkudniowy zarost, bo nie lubię się golić. Włosy w kolorze karmelu sięgają połowy uszu, z grzywką luźno zachodzącą na czoło. Wyróżniają się w tłumie wszechobecnych pompadurów, wygolonych przedziałków i irokezów. Dafne uważa, że pierwszym, co ją we mnie zaintrygowało, były oczy. Bursztynowe tęczówki wpadające w miedź niemal zlewają się z kolorem włosów. Julita twierdzi, że przypominają oczy węża czyhającego na swoją ofiarę.

– Ile jeszcze? – Twardy męski głos odrywa mnie od lustra. Jakiś niewysoki facet wyszedł z toalety i chce umyć ręce. – Jeśli będziesz się na siebie tak gapił, to twoją randkę znudzi czekanie i nici z ciupcianka – dodaje, rechocząc.

Mógłbym złamać mu szczękę za to, że mówi o tobie w tak prymitywny sposób, zamiast tego sięgam po ręcznik i wycieram twarz.

– Jeszcze chwila – odpowiadam spokojnie, cofam się o dwa kroki i niemal stykam z tym facetem. Wizja zderzenia jego skromnej sylwetki z moją ścianą mięśni powoduje, że się odsuwa.

Podnoszę ręce, żeby się upewnić, że na czarnej koszulce z przydymionym logo Supermana nie ma żadnych plam potu. Schylam się i sprawdzam, czy dżinsy nie zsuną się, kiedy usiądę, a twoim oczom nie ukaże się nieprzyjemny widok.

– Zamierzasz się dziś oświadczać? – Facet jest coraz bardziej zniecierpliwiony. Mimo to pokornie czeka, aż skończę.

– Oświadczyny to przekonanie kobiety o jej wyjątkowości. Tylko skończony przygłup robiłby to w takiej spelunie – tłumaczę mu, ostatni raz spoglądam w lustro, biorę głęboki wdech i wychodzę z łazienki.

W lokalu panuje straszny zgiełk. Wszystkie stoliki są zajęte, przy barze kolejka ludzi spragnionych piwa, ciasta albo kawy. Przeciskam się między nimi i w końcu udaje mi się wyjść na zewnątrz. Od razu cię dostrzegam.

Usiadłaś na moim miejscu, obok Dafne, zupełnie jakbyś instynktownie wyczuła moje ciepło na krześle. Jeszcze mnie nie widzisz, patrzysz na przyjaciółkę. Uśmiechasz się. Twój uśmiech nadal wygląda słodko i uwodzicielsko. Wyostrzyły ci się rysy twarzy. Mniej przypominasz naburmuszoną dziewczynkę, bardziej dojrzałą kobietę. Włosy masz spięte w tradycyjny koczek, niewielki kosmyk uwolnił się spod gumki i opada ci na policzek. Mam straszną ochotę polizać twoje ucho, a potem szyję.

Oczy emanują pewnością, na prawym nadgarstku nosisz złotą bransoletkę, na lewym zieloną z rzemyka. Nie pasuje do ciebie. Na szyi wisi łososiowy naszyjnik. Pierścionek, chyba zaręczynowy, bardzo mnie drażni. Zwłaszcza błękitny kamień.

Choć na dworze jest parno, koszulka zakrywa ci brzuch i maskuje piersi. Dawniej chwaliłabyś się swoimi atutami, pokazałabyś pępek i dziarę. Włożyłabyś krótkie spodenki, aby czuć na sobie przepełniony pożądaniem męski wzrok, teraz wolisz zieloną spódniczkę za kolana. Mąci zmysły, podobnie jak grafitowe conversy. Jesteś mieszanką stylów, wyglądasz lepiej, niż sobie wyobrażałem.

Naprzeciwko ciebie siedzi dupek. Wygląda jak typowy leszcz z hurtowej produkcji przeciętniaków myślących, że są zajebiści. Włosy ulizane na prawo, gęsta broda. Umięśnione łapy i lekko odstający brzuch. Jasnoniebieska koszulka polo, krótkie spodnie rybaczki i zegarek z wielką busolą. Już go nienawidzę.

– Piotrek, nareszcie! – Dafne pierwsza mnie zauważa. Staję przy jej krześle, tuż obok ciebie. – To mój facet. – Z dumą klepie mnie w ramię, jakby prezentowała upolowanego dzika albo złowioną rybę. – Pamiętasz go? Mieszkaliście po sąsiedzku.

Podnosisz się z krzesła. Wreszcie mogę dokładnie przyjrzeć się twojej figurze. Jest pełniejsza, nabrałaś kształtów. Staje mi na myśl o tajemnicach, jakie skrywasz pod spódniczką. Zastanawiam się, jakiego koloru masz bieliznę, nosisz stringi czy figi? Kiedyś nosiłaś tylko stringi…

– Piotrek? Ten Piotrek Lange? – zwracasz się do mnie swoim czarującym głosem. – No tak, mój były sąsiad! – Uśmiechasz się słodko, a ja widzę swojego kutasa ocierającego się o policzki w trakcie wędrówki między twoje wargi. – Ależ się zmieniłeś! – Odbywasz szybką wycieczkę zaskoczonym wzrokiem wzdłuż mojego ciała. – W życiu bym cię nie poznała! – Kręcisz głową z niedowierzaniem. Na ułamek sekundy twój wzrok zatrzymuje się na rozporku. Czyżbyś dostrzegła moje podniecenie?

– Tak twierdzi większość osób, z którymi kiedyś utrzymywałem kontakty. – Przełykam ślinę, siląc się na poważny ton. – Jak widać ci, którzy ich unikali, mają podobne zdanie. – Na tym etapie musisz uwierzyć, że nawet cię nie lubię.

– Dawne dzieje… – Rumienisz się i uciekasz gdzieś wzrokiem. Jest ci głupio. – Teraz jesteśmy dorośli, prawda?

Gdy ostatni raz mnie widziałaś, wyglądałem zupełnie inaczej. Ważyłem sto pięć kilo. Byłem krępym, nieustannie pocącym się grubaskiem, który w ogóle nie przejmował się swoim wyglądem. Myślałem, że on nie ma znaczenia, gdy w grę wchodzą uczucia. Nie miałem pojęcia, jak bardzo się mylę. Wygląd spalił mi pierwszy kontakt. Dlatego ciągle mnie ignorowałaś. Nie chodziło o interesy mojego taty. W twoich wizjach mężczyzna marzeń prezentował się zupełnie inaczej. Ja byłem niewarty otwierania ust i wypuszczania z nich dwutlenku węgla. Kusiłaś, bo sprawiało ci to frajdę. Czułaś się lepsza od napalonego tłuścioszka, a ja naiwnie myślałem, że wysyłasz mi sygnały. Dopiero Julita wytknęła mi wszystkie błędy, zmuszając mnie do podjęcia radykalnych kroków.

– Ty w ogóle się nie zmieniłaś. Ciągle wyglądasz jak dziewczynka z sąsiedztwa – rzucam z udawaną beztroską.

Opierasz prawą dłoń na biodrze, lewą nerwowo poruszasz. Wprowadziłem cię w stan zakłopotania. Najchętniej schowałabyś dłonie do kieszeni, których nie masz, albo wzięła telefon. Obojętne, byle czymś je zająć.

– Skoro jestem już godzien rozmowy, będzie lepiej, jeśli wymażemy dawne dzieje. Ten Piotrek Lange – przedstawiam się ironicznie.

Wyciągam rękę, żeby przypieczętować oficjalne powitanie, ale ty szybko poskramiasz wstyd, olewasz moją dłoń, nawet nie zerkając na blizny, przysuwasz się i całujesz mnie w policzek. Wyczuwam gorzkawy zapach twojej skóry, usta są gorące i lekko wilgotne. Chciałbym ich skosztować.

– Dziewczynka z sąsiedztwa, ale mów mi Alicja.

Robisz cwaną minę w geście triumfu, świadoma wybrnięcia z trudnej potyczki słownej. Przestałaś się rumienić.

Odsuwam się od ciebie, muszę usiąść, zanim wszyscy zobaczą, jak bardzo mnie podnieciłaś. Pierwszy kontakt przypomina pierwszy kieliszek wódki wychylony po wieloletniej przerwie. Rozpala wnętrze, pobudza zmysły, ale to zbyt mało, żeby poczuć upojenie. Potrzebuję więcej, ale muszę postępować ostrożnie, inaczej doprowadzę do nieodwracalnego stanu przedawkowania.

5.

Przedawkowanie mogłoby nastąpić już teraz, gdyby dupek albo Dafne zauważyli, co dzieje się w moich spodniach.

– Adam Kucharczyk. – Na szczęście zanim udaje mi się usiąść, dupek już daje mi grabę.

Kontakt z oślizgłą męską dłonią likwiduje wszelkie oznaki podniecenia. Flaczeję niczym przebita dętka.

– Miło mi poznać – ściemniam. Najlepiej dla ludzkości byłoby, gdyby on się w ogóle nie urodził.

Siadam naprzeciwko Dafne.

– Twoja rodzina ma bujną przeszłość. – Dupek chyba chce się odgryźć za bezczelność, z jaką potraktowałem jego narzeczoną. Zwraca też uwagę na blizny, ale szybko ucieka wzrokiem, próbując je ignorować.

– Cóż poradzić, od sławy się nie odetniesz. – Upijam łyk wody.

– Czytałem w gazetach. Swoją drogą szacun, dymanie skarbu państwa to najlepszy biznes, jaki uczciwi ludzie mogą wymyślić. – Niezrażony moją biernością próbuje podjąć temat. Udaję, że nie słyszę. – Skoro jesteśmy w komplecie i formalności mamy za sobą, złóżmy zamówienie. – Dupek zdaje się nie zauważać, że ja i Dafne mamy już napoje.

Jest głośny, rozpycha się. Jego rzeczy zajmują pół stolika. Fajki, telefon, kluczyki od nissana, okulary, portfel. Aż strach pomyśleć, gdzie to wszystko schowa, gdy przyniosą jego zamówienie.

– Dla mnie soczek ananasowy – mówisz, a ja wyobrażam sobie lekki, słodkawy posmak, którym przesiąkną twoje usta po wypiciu soku.

– My, Piotrek, piwerko? – Dupek gapi się na mnie, a jego oczy zaczynają błyszczeć. Przypomina dzieciaka przed wejściem do lunaparku. – Chyba że preferujesz coś mocniejszego. – Liczy na typowo samcze zapoznanie przy alkoholu.

Obserwuję twoją reakcję. Marszczysz czoło, spoglądasz na niego w jakiś dziwny, karcący sposób. Nie lubisz, gdy pije, denerwuje cię to. Kiedyś sama często wychodziłaś do knajp, może ci się to znudziło i szukasz mężczyzny, który będzie cię pieścił w długie wieczory, zamiast chrapać po zalaniu alkoholem.

– Zostaję przy wodzie – odpowiadam. Zależy mi na zdobyciu sympatii dupka, zdążyłem pojąć, jaką siłę ma pierwszy kontakt, ale ważniejsze jest to, żebyś widziała we mnie ideał. Facet odmawiający alkoholu z pewnością zapadnie ci w pamięć. – Tak jak ty, skarbie. – Podnoszę się, wychylam przez stół i całuję Dafne.

Robię to celowo. Chcę, żebyś jej zazdrościła, żeby skręcało cię w żołądku, że to właśnie ją całuję, a nie ciebie. Przystojny, wrażliwy, trochę zaczepny i totalnie nieosiągalny chłopak twojej przyjaciółki. Wkrótce stanę się twoją fantazją, tak jak ty stałaś się moją.

***

Nasze spotkanie rozkręca się z każdą kolejną szklanką wody i z każdym piwem wypitym przez dupka. Razem z Dafne gadacie jak najęte. Opowiadasz o Stanach. Mieszkaliście w Nowym Jorku. Bardzo dużo pracowałaś, odkładałaś forsę. Byłaś opiekunką do dzieci, przedszkolanką, udało ci się zaczepić w jakiejś wybitnej restauracji. Dupek jest równie gadatliwy. Twierdzi, że podczas waszego wyjazdu zajmował się szukaniem wartościowych kanałów do sprowadzania aut. Ponoć jego rodzina zarządza siecią komisów samochodowych, centralę mają w Częstochowie, a oddziały w kilku innych miastach na Śląsku. Wkrótce ma przejąć jeden komis, za drugi zabierze się po ślubie. Gdy słyszę słowo „ślub”, mam ochotę skręcić mu kark. Z miejsca pojawiają się pytania, których nie mogę zadać.

Naprawdę chcesz za niego wyjść?

Macie już datę?

Wybraliście salę?

Gdzie zamieszkacie?

Wiesz, ile później będzie komplikacji przy rozwodzie?

Chcąc utemperować dupka, pokazuję mu swoje evo. Czterysta koni zawsze robi wrażenie na takich szpanerach.

– Niezły kawałek przywłaszczonego VAT-u – mówi, gdy wysiadamy z fury. Jego uszczypliwy komentarz świadczy o zazdrości.

On i jego rodzina muszą zapierdalać, wciskając frajerom używane bryczki, nam wystarczają kreatywni księgowi i tata z duszą hazardzisty.

– Piotruś! Możesz podejść?! – Dafne macha do mnie, choć evo stoi kilka metrów od naszego stolika.

– Słucham, piękna? – Siadam i daję jej buziaka w czubek głowy. Kolejny z pozoru nic nieznaczący gest, którego powinnaś jej zazdrościć.

– Masz kontakty w kilku lokalnych firmach, prawda? – pyta Dafne. Potwierdzam skinieniem głowy. – Alicja weszła we wstępną fazę szukania pracy. Skończyła rachunkowość, może mógłbyś szepnąć słówko tu i ówdzie. Może ktoś szuka pracowników do działu księgowości.

Część wyłudzonej kasy, którą udało się wybronić, tata ulokował w czeskich bankach. Resztę nadal inwestuje. Zna kilku radnych, jego firma budowlana wygrywa różne przetargi. Mógłbym załatwić ci ciepłą posadkę i mieć cię blisko siebie.

– Podeślij mi CV, a ja zobaczę, co da się…

– Alicjo, przecież już o tym rozmawialiśmy! – Dupek szorstkim tonem przerywa mi w pół zdania.

– I na rozmowach się skończyło! – odgryzasz się kąśliwie.

Brzmisz niesamowicie, kiedy jesteś zła. Władczy głos kojarzący się z seksowną nauczycielką. Podobnie musisz brzmieć, gdy masz ochotę dominować w łóżku. Chciałbym, żebyś jeszcze chwilę pokrzyczała, ale milkniesz. W ogóle wszyscy milkną, wasza krótka wymiana zdań niszczy atmosferę.

– Zostajecie na stałe w Częstochowie, prawda? – Dafne próbuje przywrócić luźny nastrój.

– Wynajęliśmy dom – oznajmiasz, a twoja twarz promienieje. – Wiem, brzmi jak szaleństwo, ale raz się żyje! – Uśmiechasz się szczerze. – Dzisiaj w południe podpisaliśmy umowę. – Naprawdę się cieszysz. – W weekend planujemy zabrać się za przeprowadzkę…

– Po powrocie jesteśmy w lekkim rozbiciu. – Dupek wchodzi ci w słowo i robi to w bardzo wkurwiający sposób. Brzmicie, jakbyście się uzupełniali. – Można powiedzieć, że siedzimy na walizkach.

– Albo na kartonach – dodajesz. – Jutro zabieramy się za szukanie firmy zajmującej się przeprowadzkami.

– Mamy kawał gabarytu do przewiezienia, wprawdzie dom jest umeblowany, ale…

– Nasze stare pokoje przypominają jedno wielkie kartonowisko. – Znowu uzupełnienie.