Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ogar to jedno z najbardziej dekadenckich i mrocznych opowiadań H.P. Lovecrafta. Dwaj znudzeni estetycy, w pogoni za coraz bardziej wynaturzonymi doznaniami stają się rabusiami grobów. Ich kolekcja makabrycznych trofeów rośnie aż do feralnej nocy, gdy z holenderskiego cmentarza wykradają zielony, nefrytowy amulet w kształcie skrzydlatego ogara – przeklęty artefakt opisany w zakazanym Necronomiconie. Wkrótce zaczynają słyszeć w nocy odległe szczekanie, łopot ogromnych skrzydeł i drapanie u okien. Zrozumieją zbyt późno, że są tropieni przez coś, co wykracza poza śmierć – a strażnik grobu domaga się zwrotu tego, co mu zabrano.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 16
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
H.P Lovecraft
Ogar
Przetłumaczył Marcin Gołda
W moich umęczonych uszach rozbrzmiewa nieustannie koszmarny świst iłopot, aw oddali słaby, daleki skowyt niczym jakiegoś olbrzymiego psa. To nie sen – i, jak się obawiam, nawet nie obłęd – nazbyt wiele już bowiem zaszło, by zostawić mi te miłosierne wątpliwości. St.John leży roztrzaskany, zmasakrowany; ja jeden wiem dlaczego, awiedza ta jest tego rodzaju, iż za chwilę roztrzaskam sobie czaszkę zlęku przed podobnym losem. Mrocznymi, bezkresnymi korytarzami niesamowitej fantasmagorii pędzi za mną czarne, bezkształtne Nemezis, które gna mnie ku samozagładzie.
Niechże niebiosa wybaczą głupotę, która przywiodła nas obu do tak potwornego końca! Znużeni banałem prozaicznego świata, wktórym nawet uciechy romansu iprzygody szybko tracą smak, St.John ija zzapałem oddawaliśmy się każdemu prądowi estetycznemu iintelektualnemu, który zdawał się obiecywać wytchnienie od trawiącej nas nudy. Zagadki symbolistów iekstazy prerafaelitów – wszystko to było naszym udziałem wswoim czasie, lecz każdy nowy nastrój zbyt prędko tracił urok świeżości iuwodzicielską moc. Jedynie posępna filozofia dekadentów potrafiła nas zatrzymać, ai ona okazywała się skuteczna tylko wówczas, gdy stopniowo pogłębialiśmy nasze wtajemniczenia inadawaliśmy im coraz bardziej diaboliczny charakter. Baudelaire iHuysmans rychło wyczerpali swój zasób dreszczy, aż wkońcu pozostały nam już tylko bardziej bezpośrednie podniety wpostaci nienaturalnych przeżyć iosobistych eskapad. To właśnie owa straszliwa potrzeba uczuciowa pchnęła nas wkońcu na ścieżkę odrażającą, októrej nawet teraz, wmoim obecnym przerażeniu, wspominam ze wstydem ilękliwym wahaniem – ku owej ohydnej krańcowości ludzkiej zbrodni, ku wzgardzonemu procederowi rabowania grobów.
Nie mogę zdradzić szczegółów naszych wstrząsających wypraw ani choćby częściowo wyliczyć najpotworniejszych trofeów zdobiących bezimienne muzeum, które urządziliśmy wwielkim kamiennym domostwie, gdzie mieszkaliśmy razem, samotni ibez służby. Nasze muzeum było miejscem bluźnierczym, niewyobrażalnym, gdzie zszatańskim smakiem neurotycznych wirtuozów zgromadziliśmy cały wszechświat grozy irozkładu, by podniecać nasze stępiałe zmysły. Była to tajemna komnata głęboko, głęboko pod ziemią, gdzie ogromne skrzydlate demony rzeźbione wbazalcie ionyksie wypluwały zszeroko rozdziawionych paszczy upiorne zielone ipomarańczowe światło, aukryte rury pneumatyczne wprawiały w
