Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
To nie jest kolejny pesymistyczny manifest.
To plan odzyskania nadziei. Dominika Lasota, jedna z najbardziej rozpoznawalnych działaczek młodego pokolenia, udowadnia, że strach nie musi prowadzić do apatii – może stać się paliwem do realnej zmiany. Odwagi! to unikalne połączenie osobistego reportażu z praktycznym podręcznikiem wpływania na rzeczywistość. Autorka prowadzi czytelnika przez swoją drogę: od zlęknionej jedenastolatki czekającej na koniec świata w 2012 roku, po jedną z liderek zmiany, która potrafi spojrzeć w oczy politykom i żądać od nich odpowiedzialności. Szczera opowieść osoby, która ma dość bezradnego przyglądania się, jak system stawia zyski nielicznych ponad nasze życie i bezpieczeństwo. W świecie, który przeraża, autorka wskazuje, jak możemy ocalić to, co najcenniejsze.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 122
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
NIEBAWEM W SERII „PŁOMIENIE”
Paweł Jędral, Co poprzedza masakrę?
[biopolityka w wojnie w Gazie]
Weronika Grzebalska, Na rozdrożu
[o obronności]
Justyna Drath, Szkoła przetrwania
[o edukacji]
Dla wszystkich odważnych, które były przede mną, i wszystkich tych, które nadchodzą.
Nie byłoby mnie tutaj bez Was.
Pamiętam tamtą środę, jakby to było wczoraj. Około godziny 11.50. Piąta klasa. Lekcja WF. Rozgrzewamy się na salce gimnastycznej w mojej podbydgoskiej podstawówce. Od wielu tygodni w radiu mówiono, że dokładnie o godzinie 12.00 będzie po wszystkim. W samo południe 12 grudnia 2012 roku. Według medialnych doniesień to właśnie wtedy miał nastąpić koniec świata. Pan od WF zarządził odliczanie – ale tylko do dwóch, bo mieliśmy podzielić się na drużyny zbijaka. Minuty upływały jak w zwolnionym tempie, a ja – świeżo po jedenastych urodzinach – szybko przesuwałam w głowie wspomnienia z tych kilku lat mojego świadomego życia. Jeśli to miały być nasze ostatnie chwile przed spełnieniem się przepowiedni Majów, chciałam myśleć tylko o tych dobrych rzeczach. Czekając na przydzielenie do grupy zbijakowej, wpatrywałam się w zegar na sali. 50, 51, 52… Adrenalina rosła. 53, 54, 55, 56… Serce waliło mi jak oszalałe. 57, 58, 59… biorę głęboki oddech i –
NIC.
Cisza.
Nerwowo wyjrzałam przez okno. Nasze miasteczko było takie jak zawsze. Pierwszaki kończyły już lekcje, a z gminnej przychodni wychodzili ostatni poranni pacjenci. Spojrzałam w niebo. „Może jakieś opóźnienie…” – pomyślałam. Może ten meteoryt potrzebował minuty więcej. Wtem z tego apokaliptycznego transu wybudziły mnie krzyki wuefisty. Zaczynaliśmy grę. Żadnego końca świata na horyzoncie nie było widać.
A miało być przecież tak widowiskowo. Internet od miesięcy zalewały doniesienia o zbliżającym się finale naszej ziemskiej wędrówki. Media co rusz zapraszały tego lub innego „wybitnego” jasnowidza, który analizował prawdopodobieństwo spełnienia się przepowiedni Majów. Kilka lat wcześniej Hollywood zwietrzyło już okazję, by zarobić, wypuszczając film katastroficzny o złowieszczym tytule – 2012. Byłam dość aspołecznym dzieciakiem, dlatego siedziałam w tym temacie głęboko, intensywnie tworząc w wyobraźni wizje tego, jak ów koniec będzie wyglądał na moim skrajnie niehollywoodzkim osiedlu. Nie było w tym ani krztyny zabawy. Przekonana o tym, że społeczny alarm musi oznaczać coś naprawdę groźnego, przygotowywałam się na ten dzień nomen omen śmiertelnie poważnie.
W życiu by mi wówczas nie przyszło do głowy, że cały ten szum okaże się jedną wielką farsą. A na pewno nie byłabym w stanie sobie wyobrazić, że jak prawdziwy koniec świata będzie nam zaglądać prosto w oczy, to doznamy takiego paraliżu, jakiemu ulegamy teraz.
Wracam do tych wspomnień dokładnie trzynaście lat później. Jest grudzień 2025 roku. Mam 24 lata i pięć lat doświadczenia w niemalże codziennym działaniu w obliczu końca świata, zwanego katastrofą klimatyczną. Chciałabym móc powiedzieć jedenastoletniej sobie, że nie ma się czym martwić, bo jej dziecięce strachy były przesadzone i wszystko ułożyło się dobrze. Niestety tamta ja nie wiedziała jeszcze, co ją czeka. Przerażenie ówczesną przepowiednią to będzie pikuś w porównaniu ze wstrząsem, który nastąpi kilka lat później, gdy jako nastoletnia kujonka zderzę się ze zmianą klimatu. Z niedowierzaniem, którego doświadczę za każdym razem, gdy znowu przekonam się, w jak niesprawiedliwej i niebezpiecznej rzeczywistości przyszło mi dorastać. Z przytłoczeniem spowodowanym wieściami o każdym kolejnym kryzysie niszczącym nie tylko moje naiwne nastawienie do świata, ale przede wszystkim życie tysięcy niewinnych ludzi.
Chciałabym, by mniejsza Domi mogła w tamtych momentach liczyć na większe wsparcie. By pojawił się ktoś potrafiący logicznie wytłumaczyć to, co tak bardzo nie mieściło mi się w głowie. By wpadła mi wtedy w ręce książka ze wskazówkami, jak tę niezgodę, którą w sobie nosiłam, przekuć w działanie.
Zmorą naszych czasów jest to, że żaden rycerz na białym koniu nie przyjdzie nas uratować. Żadna czarodziejka nie odmieni losów ludzkości machnięciem swojej magicznej różdżki. Zakładam również, że mało kto z nas ma na koncie miliardy dolarów, które zagwarantują dostęp do antyatomowego schronu bądź biletu ewakuacyjnego na Marsa. (Jeśli się mylę, to pogadajmy! Chętnie doradzę, co lepszego można zrobić z tą kasą). Jesteśmy z tym bałaganem sami i same. Chociaż można to też ująć inaczej – w to bagno wrzucono nas wszystkich. Każdą i każdego z osobna oraz wszystkich razem. Musimy jednak zdecydować, jakie podejmiemy kroki.
Istnieje ścieżka prosta. W obliczu ciągłego strachu i niepewności postanawiamy skupić się tylko na sobie i własnym podwórku. Winą za codzienne trudności obarczamy pierwszego lepszego kozła ofiarnego – choćby migranta albo nastolatków z tęczą. Gdy chodzi o polityków, albo załamujemy ręce, powtarzając, że i tak nic nigdy się nie zmieni, albo wkręcamy się w coraz skrajniejsze ruchy polityczne. Regularnie oglądamy filmiki, w których panowie w drogich garniturach nawołują, abyśmy nie oglądali się na nic i nikogo, bo Ziemia jest nam poddana, a kraj ma być tylko dla takich jak my. Głosujemy na ekipę żądnych władzy macho, a po ich wygranej w milczeniu obserwujemy, jak napędzana jest przez nich przemoc wobec różnych grup ludzi, a planeta niszczona do cna.
Opis tej ścieżki może zdawać się przerysowany, lecz tak naprawdę działania skrajnie prawicowych ruchów, które w ostatnich latach zyskują na sile, są o wiele bardziej brutalne niż to, co tu wymieniłam. I to właśnie tym nośnym, tyrańskim podejściem przekonują coraz większe tłumy do podążania ich śladem.
Ten przewodnik opisuje jednak inną ścieżkę.
To ścieżka trudniejsza, bardziej zawikłana i karkołomna, ale zarazem taka, która da nam szansę na godne życie, a nie jedynie walkę o przetrwanie. Tą książką zapraszam was do zadania sobie trudnych pytań. Wspólnie przypomnijmy sobie o sile, która w nas wszystkich tkwi. Stawimy czoła cynicznym opiniom, w myśl których wszystko jest już przesądzone. Przyszłość jednak waży się każdego dnia, wraz z każdym wyborem, którego dokonujemy. Rzeczywistość, w której żyjemy obecnie, jest konsekwencją wielu krótkowzrocznych decyzji podjętych w ostatnich dekadach przez ludzi kierujących się chciwością. Rzeczywistość, w której przyjdzie nam żyć w przyszłości, jest jednak w naszych rękach.
Trzymam kciuki, abyśmy podejmowały i podejmowali właściwe kroki. Nie mamy na co czekać – głęboki oddech i cała naprzód!
Jeśli trzymacie tę książkę w ręku, prawdopodobnie macie ten moment już za sobą. Pierwsze trzęsienie ziemi. Być może zobaczyłaś coś wstrząsającego w telewizji. Może w autobusie, którym jechałeś, zaatakowano jakąś bezbronną osobę. Twój tata stracił pracę z dnia na dzień wskutek decyzji jakiegoś polityka na wyższym szczeblu. Przeczytałaś post o lodowcu, który zniknął, i nie mogłaś przestać o tym myśleć. Twoi znajomi powiedzieli ci, że histeryzujesz, kiedy mówiłeś im o bombardowaniu cywilów w odległym miejscu. Dla każdej i każdego z nas ten moment – moment zderzenia się z niesprawiedliwością – może wyglądać inaczej. Niektórzy z nas doświadczają jej na własnej skórze, inni codziennie słyszą o niej w wiadomościach. Niezależnie od tego, do której grupy należysz, jedno jest pewne – gdy poczujesz niezgodę na daną sytuację i zrozumiesz, że sprawy mogłyby wyglądać inaczej, nie ma już odwrotu. Błoga niewiedza nie wróci. Nic po tym uświadomieniu nie będzie takie samo.
W ruchach społecznych taki moment często nazywa się historią własną (ang. story of self). Chodzi o punkt zwrotny, który stał się impulsem do działania. Po raz pierwszy spotkałam się z takim określeniem, kiedy parę lat temu poznałam ekipę działaczy z międzynarodowej organizacji na rzecz praw człowieka – Avaaz. Od 2007 roku Avaaz internetowo gromadzi miliony ludzi, dając im możliwość wpływania na sprawy lokalne, krajowe i globalne – od problemów z korupcją i ubóstwem, przez konflikty zbrojne, aż po kryzys klimatyczny. Samo słowo avaaz oznacza, z perskiego, „głos”, a model działania organizacji o tej nazwie opiera się właśnie na głosach ludzi – na eksponowaniu ich osobistych historii.
Oczywiście nie musimy mieć jednego, konkretnego punktu zwrotnego, może to być cała seria. Sama wielokrotnie się nad tym zastanawiałam i miałam problem z tym, żeby wskazać wydarzenie, które całkowicie odmieniło moje myślenie o świecie. Dlatego od razu zaznaczam, że „historia własna” niekoniecznie musi być jakąś wiekopomną sceną osobistej transformacji, której towarzyszą głośne eksplozje, wszechogarniający szok czy wiwaty publiczności. Moja historia była wybitnie niewidowiskowa, ale jak to z niespodziewanym wstrząsem bywa, wyznaczył w mojej głowie cezurę na nastoletni czas „przed” i „po”.
Miałam wtedy około 15 lat. Siedziałam w naszym rodzinnym domu, za oknem było już ciemno. Parę dni wcześniej w internecie widziałam reklamę najnowszego filmu dokumentalnego pt. Czy czeka nas koniec? z Leonardem DiCaprio jako narratorem. DiCapria znałam dobrze z Titanica, ale dotąd nie oglądałam niczego o klimacie. Nie wchodziłam w szczegółowy opis filmu – dla mnie liczyło się to, że będzie to coś o planecie i o polityce, dwóch tematach, w których jako kujonka byłam zanurzona. I to na tyle mocno, że w którymś momencie namówiłam mamę, żeby kupiła mi w Biedronce świecący globus, na który patrzyłam codziennie przed snem. Czasami razem z bratem bawiliśmy się w losowanie miejsca jakiejś dalekiej wyprawy. Choć za dzieciaka moje życie kręciło się wokół szkoły i placu zabaw w naszej rodzinnej miejscowości pod Bydgoszczą, to czułam, że świat stoi przede mną otworem. Tyle było przygód do przeżycia i miejsc do odkrycia. Przyszłość zdawała się świetlana. Aż nagle ten blask zniknął.
Siedząc sama tamtego wieczoru, z laptopem z komunii na kolanach, zamilkłam. Półtorej godziny seansu wywróciło moje spojrzenie na ten – jeszcze chwilę temu kolorowy – świat do góry nogami. Zamiast miłej, naukowej opowiastki dostałam historię o rozpadającej się planecie, która niszczona jest każdego dnia przez toksyczny biznes i zaślepionych władzą ludzi. Przyroda, którą dotychczas znałam z atlasów, płonęła, wysychała albo była dewastowana przez agresywny przemysł. Społeczności, które od pokoleń budowały bogactwo ekologiczne różnych zakątków globu, były zatruwane, wyrzucane z własnych domów, często pozbawiane życia. Jak to możliwe, że coś takiego się dzieje? Jak to możliwe, że ktoś na to pozwala? Jak to możliwe, że dowiaduję się o tym dopiero teraz?
Odjęło mi mowę. Rozpadły się moje dziecięce iluzje. Byłam w szoku i co gorsza – czułam, że jestem z tym sama. Moi rodzice byli akurat zajęci jakimiś obowiązkami domowymi, a młodszy brat miał ciekawsze sprawy niż seanse z siostrą kujonką. Poszłam do swojego pokoju i po jakimś czasie zasnęłam, czując, jakby grunt usunął mi się spod nóg.
I nie, to nie tak, że następnego ranka wstałam, wzięłam megafon w dłoń, wyszłam na moją wiejską ulicę i zaczęłam zmieniać świat. W tamtym momencie o istnieniu megafonów pewnie nawet nie wiedziałam, nie mówiąc już o aktywizmie. Z tym całym pogubieniem i przerażeniem nie zrobiłam nic przez kilka kolejnych dni, tygodni, miesięcy.
Choć nie mogłam już uwolnić się od artykułów o katastrofie klimatycznej i innych kryzysach, to miałam poczucie, że do jakiegokolwiek „poważniejszego” działania absolutnie się nie nadaję. Mój tata powiedziałby, że jako maluch umiałam pyskować, ale po pójściu do szkoły zrobiłam się potwornie strachliwa. Podziwiałam tych, którzy z łatwością zabierali głos, kumplowali się ze wszystkimi dookoła. Dla mnie takie zagadywanie czy nawiązywanie relacji z ludźmi było abstrakcją. Funkcjonowałam raczej na uboczu. Zatracałam się więc w nauce, licząc, że może chociaż tak – nawet jeśli nieśmiało i w pojedynkę – zapewnię sobie jakieś szanse na przyszłość. Kiedy jednak dotarło do mnie, że rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej niż to, co sobie wyobrażałam, nadzieje na przyszłość prysły.
Można powiedzieć, że to błaha historia. „Proszę, proszę, małolata nagle odkryła, że świat nie jest taki kolorowy… kto by się spodziewał!” Dla ludzkości nie był to żaden wielki moment, lecz dla mnie był on przełomowy. Nagle straciłam tę wcześniejszą naiwność, wiarę we wszechobecne dobro, poczucie bezpieczeństwa. Z perspektywy czasu wiem, że to zderzenie się z prawdą o stanie naszej planety było początkiem odkrywania, w jak głębokim kryzysie tkwimy. I że kwestia klimatu to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Dalsza część w wersji pełnej
Dominika Lasota
Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]
Warszawa 2026
Copyright © by Dominika Lasota, 2026
Copyright © for this edition byWydawnictwo Krytyki Politycznej, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-68823-16-5
Redakcja: Paulina Bieniek
Korekta: Joanna Kłos
Opieka redakcyjna: Patryk Walaszkowski
Projekt graficzny serii: Marcin Hernas | tessera.org.pl
Książka powstała przy wsparciu European Climate Foundation. Odpowiedzialność za informację i opinie w niej przedstawione spoczywa na autorce. European Climate Foundation nie ponosi odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych lub wyrażonych w niej treści.
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
ul. Jasna 10, lok. 3
00- 013 Warszawa
krytykapolityczna.pl/wydawnictwo
Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w kawiarni Łoskot x Prześniona (ul. Jasna 10, Warszawa), księgarni internetowej KP (krytykapolityczna.pl/wydawnictwo) oraz w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.
Okładka
Karta tytułowa
Spis treści
1 Czy jestem z tym sama?
Miało być wielkie bum
Przebudzenie
Karta redakcyjna
Okładka
Strona tytułowa
Spis treści
Dedykacja
Meritum publikacji
Strona redakcyjna
![Odwagi! [o zaangażowaniu młodych] - Dominika Lasota - ebook + książka](https://files.legimi.com/images/d854f3b4e533ffc21346f2837bcdca84/w200_u90.jpg)