Oddaję oskarżonemu głos - Stefan Galicki - ebook + audiobook

Oddaję oskarżonemu głos ebook i audiobook

Stefan Galicki

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

W obliczu upadku Francji w 1940 roku marszałek i premier rządu, Philippe Pétain, na mocy decyzji Zgromadzenia Narodowego otrzymał pełnię władzy. Jednak zamiast kontynuować walkę, oglosił kapitulację i został szefem kolaboracyjnego państwa zależnego od III Rzeszy. Po wojnie stanął przed sądem. W książce został opisany proces, który zakończył się wyrokiem skazującym byłego już marszałka na śmierć za zdradę stanu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 90

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 54 min

Lektor: Jacek Jońca

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ilu­stra­cja na okładce: GMJ DTP: ThoT

Copy­ri­ght © for this edi­tion by Dres­sler Dublin sp. z o.o., Oża­rów Mazo­wiecki 2026

Pro­du­cent: Dres­sler Dublin sp. z o.o. 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki, ul. Poznań­ska 91 e-mail: sekre­ta­riat@dres­sler.com.pl

Dane do kon­taktu: Wydaw­nic­two Bel­lona 02-103 War­szawa, ul. Han­kie­wi­cza 2 e-mail: biuro@bel­lona.pl www.bel­lona.pl www.face­book.com/Wydaw­nic­two.Bel­lona

Księ­gar­nie inter­ne­towe: swiatk­siazki.pl, ksiazki.pl, czy­tam.pl

Dys­try­bu­cja: Dres­sler Dublin sp. z o.o. 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki, ul. Poznań­ska 91 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl tel. + 48 22 733 50 31/32 www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-11-18843-3

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Klęska

Fran­cja doby Pétaina po dzień dzi­siej­szy przy­ciąga uwagę histo­ry­ków i wszyst­kich zain­te­re­so­wa­nych zarówno dzie­jami dru­giej wojny świa­to­wej, bądź też po pro­stu feno­me­nami spo­łecz­nymi wstrzą­sa­ją­cymi dwu­dzie­sto­wieczną Europą.

I choć zdrada rządu Pétaina jest nie­wąt­pliwa, wciąż rodzą się pyta­nia, jak mogło do niej dojść, jakie siły spo­łe­czeń­stwa fran­cu­skiego pono­szą współ­od­po­wie­dzial­ność. Oma­wia­jąc okres „pano­wa­nia” Vichy należy pamię­tać, że nie było to jakieś „deus ex machina”, nad­zwy­czajne wyda­rze­nie poli­tyczno-spo­łeczne, które ot, nagle, spa­dło nie wie­dzieć skąd i czemu, choć ow­szem, wyda­rze­nia towa­rzy­szące były nad­zwy­czajne: wojna.

Ona wyzwo­liła jed­nak tylko sprę­żyny, które tkwiły już przed­tem w spo­łe­czeń­stwie. Mniej­sza o poszcze­gólne osoby two­rzące lub zaplą­tane w sys­tem pań­stwa fran­cu­skiego pod wodzą Pétaina, waż­niej­sze jest pyta­nie o grupy, które nale­gały na okre­ślone roz­wią­za­nia. Grupy spo­łeczne zaś, wraz z ich poglą­dami i kon­cep­cjami, nie rodzą się z dnia na dzień.

A więc wszystko się zawa­liło. III Repu­blika, powstała po klę­sce cesar­stwa Napo­le­ona III w wyniku wojny pru­sko-fran­cu­skiej, wła­ści­wie już nie ist­nieje, dogo­rywa. Przed­wo­jenne rządy ode­szły w dal. „Mężem opatrz­no­ścio­wym” jest zwy­cięzca spod Ver­dun – Pétain.

Jest 13 czerwca 1940 roku. W jed­nym z zam­ków nad Loarą, tam gdzie – jak nie­któ­rzy uwa­żają – we Fran­cji jest naj­pięk­niej, mar­sza­łek Pétain w dro­dze do Bor­de­aux zarzą­dza impro­wi­zo­wane posie­dze­nie rady mini­strów. Wszy­scy zbie­rają się w zamku Cangé.

Pétain przed­sta­wia krótką dekla­ra­cję: „Tylko emi­gru­jąc lub dezer­te­ru­jąc rząd może opu­ścić tery­to­rium fran­cu­skie. Cokol­wiek nastąpi, obo­wiąz­kiem jego jest pozo­stać w kraju pod groźbą, iż nie będzie już uzna­wany. Pozba­wie­nie Fran­cji jej natu­ral­nych obroń­ców w okre­sie powszech­nej roz­terki ozna­cza odda­nie jej na pastwę nie­przy­ja­ciela, zamor­do­wa­nie ducha Fran­cji, ozna­cza w kon­se­kwen­cji unie­moż­li­wie­nie jej odro­dze­nia się. Odnowy fran­cu­skiej powin­ni­śmy ocze­ki­wać w znacz­nie więk­szym stop­niu, pozo­sta­jąc na miej­scu, od duszy naszego kraju, którą tym spo­so­bem będziemy chro­nić, niż w ocze­ki­wa­niu na odbi­cie tery­to­rium za pomocą sprzy­mie­rzo­nych dzia­łań, w warun­kach i w cza­sie nie­moż­li­wym do prze­wi­dze­nia. Jestem więc zda­nia, że nie należy opusz­czać ziemi fran­cu­skiej i zaak­cep­to­wać cier­pie­nie, jakie zosta­nie narzu­cone ojczyź­nie i jej synom. Odro­dze­nie fran­cu­skie będzie owo­cem tego cier­pie­nia… Oświad­czam, w tym co się tyczy mojej osoby, że nawet gdy­bym nie był człon­kiem rządu, jeśli do tego doj­dzie, odmó­wię opusz­cze­nia tery­to­rium metro­po­lii. Pozo­stanę wśród fran­cu­skiego narodu, by dzie­lić jego trudy i nie­szczę­ścia. W moich oczach zawie­sze­nie broni sta­nowi waru­nek prze­trwa­nia wiecz­nej Fran­cji”.

Oświad­cze­nie to stało się jak gdyby pod­stawą zało­że­nia reżimu vichy­stow­skiego i jego pierw­szym uspra­wie­dli­wie­niem. Zawie­sze­nie broni staje się już fak­tem doko­na­nym, kon­se­kwen­cją klę­ski, pra­wica przej­muje ster rzą­dów w swoje ręce i nic nie jest już przy­pad­kiem. Jesz­cze przed oświad­cze­niem Pétaina gene­rał Wey­gand zło­żył swoje, stra­sząc rze­ko­mym powsta­niem rządu komu­ni­stycz­nego w Paryżu.

Panu­jące zamie­sza­nie nie sprzy­jało w żad­nej mie­rze jed­no­znacz­nej wykładni tego, co się stało i doko­ny­wało. Odczu­wała to zwłasz­cza prasa.

W dzień po oświad­cze­niu Pétaina „Le Cour­rier du Cen­tre”, uka­zu­jący się w Limo­ges, pisał o decy­zji senatu ame­ry­kań­skiego, który wyra­ził zgodę na sprze­daż broni alian­tom, o tysią­cach armat, które nie­ba­wem zawi­tają do Fran­cji, a także o Anglii, która miała wysłać swych żoł­nie­rzy na front fran­cu­ski. „Nasze oddziały zdo­by­wają osiem kilo­me­trów w wyniku kontr­ataku na Oise..”. – brzmiał komu­ni­kat fran­cu­skiego sztabu gene­ral­nego.

W cztery dni póź­niej, to zna­czy 18 czerwca, czy­tel­nicy dowia­dują się, iż Fran­cja wystą­piła z pro­po­zy­cją zawie­sze­nia broni i zapo­znają się z tre­ścią oświad­cze­nia mar­szałka.

Tego samego dnia po raz pierw­szy z Lon­dynu falami eteru bie­gnie do Fran­cu­zów głos gene­rała de Gaulle’a. Ludzie Pétaina nie doce­niają go wtedy jesz­cze, a on sam dostrzega pewne, sen­sowne jego zda­niem, aspekty reżimu Vichy w obli­czu sta­łej, bez­po­śred­niej groźby nie­przy­ja­ciel­skiej. Ale wiele lat póź­niej powie: „Vichy skom­pro­mi­to­wało mię­dzy innymi ideę odnowy poli­tycz­nej, bo ją ska­ry­ka­tu­ry­zo­wało”.

Wkrótce Pétain żąda zaocz­nego ska­za­nia de Gaulle’a na karę śmierci za nie­sub­or­dy­na­cję.

Reak­cja de Gaulle’a:

„Pétain upodo­bał sobie hasło: Praca, rodzina, ojczy­zna. Ojczy­znę ten zwy­cięzca spod Ver­dun zdra­dził! Jeśli cho­dzi o rodzinę, to prze­cież ten stary liber­tyn ni­gdy nie chciał mieć dzieci! A w tym, co się tyczy pracy, to od dawna stra­cił ów nawyk!”

Ale de Gaulle, zawo­dowy woj­skowy, widzi jesz­cze coś waż­niej­szego:

„Mar­sza­łek nie pojął, iż w tej woj­nie Marna znaj­do­wała się na wyso­ko­ści Morza Śród­ziem­nego. Pla­ne­tarny aspekt kon­fliktu umyka mu cał­ko­wi­cie. Powiada on sobie: prze­gra­li­śmy w 1870, wygra­li­śmy w 1918, prze­gra­li­śmy w 1940 raz jesz­cze. Była to trze­cia runda, a przed nami czwarta. Jego per­spek­tywa nie wysuwa się poza tra­dy­cyjny anta­go­nizm fran­cu­sko-nie­miecki. Widzi tylko powtó­rze­nie poprzed­nich kon­flik­tów. A do tego porzuć­cie mie­sza­ninę spo­łecz­nego kon­ser­wa­ty­zmu i strach przed komu­ni­zmem. I oto macie całe Vichy. Ach, co innego zostać poko­na­nym, a jesz­cze co innego warunki, w jakich się zostaje poko­na­nym”.

I jesz­cze o Pétainie: „Za bar­dzo go kocha­łem, żeby go teraz nie nie­na­wi­dzić”.

Pani de Gaulle słu­cha. Jej syn prze­ma­wia przez radio. Jest ciężko chora. Schro­niła się w Bre­ta­nii. Dwu­dzie­stego szó­stego czerwca de Gaulle mówi: „Panie mar­szałku, ponad morzem, poprzez fale radiowe prze­mówi do pana żoł­nierz fran­cu­ski. Wczo­raj sły­sza­łem pana głos, który znam tak dobrze, i nie bez wzru­sze­nia słu­chałem tego, co pan mówił Fran­cu­zom, by uspra­wie­dli­wić to, co pan uczy­nił”.

W rodzi­nie de Gaulle’ów rebe­lia prze­ciw mar­szał­kowi Fran­cji to dra­mat. Ale pani de Gaulle nie waha się. Jej syn jest patriotą. Pamięta jesz­cze z dzie­ciń­stwa, z 1870 roku, zapła­ka­nych rodzi­ców: „Mar­sza­łek Baza­ine ska­pi­tu­lo­wał”.

Pani de Gaulle wkrótce umiera. Nie usły­szy już sen­ten­cji wyroku śmierci na swego syna. Został wydany w lipcu 1940 roku.

Moty­wa­cję spi­sze póź­niej sam Pétain. Po latach jest krę­tacko łagodna:

„Wyrok na gene­rała de Gaulle’a narzu­cał się: Z powodu koniecz­no­ści dys­cy­pliny woj­sko­wej. Jako przy­kład słu­żący zakoń­cze­niu ucie­czek ofi­ce­rów fran­cu­skich za gra­nicę.

Jest rze­czą jasną, że wyrok ten, jako zaoczny, może być utrzy­many tylko dla zasady. Nie zamie­rza­łem mu ni­gdy nadać dal­szego ciągu. Jestem nato­miast gotów sprzy­mie­rzyć się z każ­dym dzia­ła­niem, które umoż­liwi przy­wró­ce­nie we Fran­cji porządku i zwią­zek serc mię­dzy wszyst­kimi Fran­cu­zami”.

Tekst ów pozba­wiony jest daty. Praw­do­po­dob­nie pisany był pod koniec „epo­pei” mar­szałka.

Ważne jest tutaj co innego. Przede wszyst­kim de Gaulle, szef Wol­nych Fran­cu­zów, został ska­zany na karę śmierci z całą powagą. Po dru­gie, jeśli Pétain nie miał zamiaru go roz­strze­li­wać, gdyby nawet mógł to uczy­nić, to opi­nia publiczna o tym prze­cież nie wie­dzia­łaby.

Nato­miast Laval mówił, że kara śmierci to naj­lep­sza przy­sługa wyświad­czona de Gaulle’owi.

Pétain w wię­zie­niu! „Ja ska­za­łem de Gaulle’a na śmierć i on mnie ska­zał na śmierć, jeste­śmy kwita”.

Pétain na­dal nic nie rozu­mie. Ale akt oskar­że­nia de Gaulle’a po woj­nie gdzieś ginie.

Dwuznaczności i jednoznaczność

Przez pierw­sze lata trwa­nia wojny część pół­nocna i połu­dniowa Fran­cji róż­niły się od sie­bie nie­po­mier­nie. Stan taki trwał do listo­pada 1942 roku, kiedy to cały kraj zna­lazł się pod nie­miecką oku­pa­cją. Róż­nice mię­dzy dwiema stre­fami doty­czyły w pierw­szym okre­sie wszyst­kich nie­mal prze­ja­wów życia, można jed­nak zary­zy­ko­wać twier­dze­nie, iż naj­więk­szy podział doko­nał się i utrwa­lił w sfe­rze psy­cho­lo­gicz­nej.

Gdy nastą­piła cał­ko­wita oku­pa­cja tery­to­rium naro­do­wego, zróż­ni­co­wa­nie to zaczęło się zmniej­szać, ni­gdy wszakże nie znik­nęło cał­ko­wi­cie. W Paryżu, na przy­kład, Niemcy, gestapo, insty­tu­cje III Rze­szy znaj­do­wały się na miej­scu, a Pétain daleko. Stąd też legen­dzie łatwiej było powstać i zna­leźć miej­sce w ser­cach i umy­słach Fran­cu­zów, któ­rzy pra­gnęli wie­rzyć, iż gdzieś tam czuwa nad nimi wielki i zmyślny patriota.

Zwieść dawali się nie­kiedy nawet ludzie przy­tomni i świa­domi opcji poli­tycz­nych i spo­łecz­nych mar­szałka. Choć czę­sto­kroć nie podzie­lali jego poglą­dów, chcieli jed­nak wie­rzyć, że mimo wszystko ist­nie­nie Vichy to moż­li­wość sta­wia­nia legal­nego oporu. Z obrzy­dze­niem gotowi byli wyba­czać nawet faszy­stow­skie cią­gotki, nim się jesz­cze wykształ­ciły struk­tury kola­bo­ra­cji.

A kola­bo­ra­cja w spo­sób ewi­dentny miała rzą­dowi Vichy posłu­żyć do rewanżu za lata mię­dzy­wo­jenne, kiedy to ni­gdy skrajna pra­wica nie zdo­łała tak naprawdę dorwać się do wła­dzy. Miała to być zemsta nie tylko na ide­ach mniej lub bar­dziej socja­li­stycz­nych bądź postę­po­wych, ale wręcz na poję­ciu demo­kra­cji. Zastą­pie­nie haseł o wol­no­ści, rów­no­ści i bra­ter­stwie przez hasła o pracy, rodzi­nie, ojczyź­nie było tego naj­do­bit­niej­szym przy­kła­dem, a jed­no­cze­śnie dowo­dem. Należy pamię­tać, że Pétain i jego ludzie doszli do wła­dzy po eks­pe­ry­men­cie Frontu Ludo­wego.

Fran­cu­skie środki maso­wego prze­kazu z dnia na dzień zaczy­nały przy­po­mi­nać gazety i roz­gło­śnie nie­miec­kie. Przy tym doko­nano misty­fi­ka­cji pole­ga­ją­cej na nie­ustan­nym glę­dze­niu o patrio­ty­zmie, na hołu­bie­niu folk­loru, który miał być namiastką suwe­ren­no­ści.

A do tego wszę­dzie, od rana do rana, pétainowsko-patrio­tyczne śpiewy, emble­maty fran­cu­sko-faszy­stow­skie, jed­ność, por­trety, okrzyki. Filo­zo­fia Führerprinzip góruje nad wszyst­kim. A führerem Fran­cji jest Pétain, nacjo­na­li­styczny wódz nowego ładu fran­cu­skiego.

Na nowe sta­no­wi­ska i urzędy wyciąga się z lamusa róż­nych dobrze uro­dzo­nych, całą admi­ni­stra­cję prze­nika woj­sko. Prze­mysł znaj­duje się w rękach „komi­te­tów orga­ni­za­cyj­nych”, a te są ści­śle kon­tro­lo­wane przez wiel­kie firmy. W tej dzie­dzi­nie wzo­rem były Wło­chy Mus­so­li­niego.

Kiedy już nowy ład został usta­no­wiony, przy­szła kolej na repre­sje.

Tu niby fran­cu­ski patrio­tyzm, gdzie indziej szo­wi­nizm, zwłasz­cza skie­ro­wany prze­ciw Anglii, jesz­cze gdzie indziej bez­przy­kładne wychwa­la­nie Nie­miec i Hitlera, two­rze­nie fran­cu­skiego SS, a po cichu dawa­nie do zro­zu­mie­nia, że to wszystko tak tro­chę na niby, bo w grun­cie rze­czy Vichy Fran­cję ratuje. Prze­ciętny Fran­cuz mógł być zdez­o­rien­to­wany.

Wybitny dzien­ni­karz fran­cu­ski, wów­czas młody czło­wiek, a wkrótce jeden z przy­wód­ców Ruchu Oporu, Claude Bour­det, tak opi­suje swoje ówcze­sne wra­że­nia po roz­mo­wie z Labusquière’em, sze­fem gabi­netu gene­rała Hunt­zin­gera, który pia­sto­wał god­ność mini­stra wojny rządu Vichy:

– Z kim wła­ści­wie trzy­ma­cie? Z Angli­kami, z Niem­cami, czy Vichy jest naprawdę neu­tralne?

Labusquière odpo­wie­dział bez waha­nia: – Nie zmie­ni­li­śmy soju­szy; pew­nego dnia popro­wa­dzimy wojnę dalej, u boku Angli­ków. Na razie nic nie możemy zro­bić. Wszystko, czego nam trzeba, to zyskać na cza­sie.

– No, ale w takim razie – czy zda­je­cie sobie sprawę z tego, co robi­cie z kra­jem? Wasze radio, wasza prasa, wszyst­kie ofi­cjalne prze­mó­wie­nia pełne są anty­an­giel­skiej pro­pa­gandy. Nie krę­pu­je­cie się niczym: nie tra­ci­cie żad­nej oka­zji, by oskar­żać Bry­tyj­czy­ków o wszyst­kie grze­chy, by Hitle­rowi wyba­czać, a nawet chwa­lić go i jego armię, a wszystko to czy­ni­cie w imie­niu ojczy­zny z nie­li­chym pod­nie­ce­niem i w łopo­cie trój­ko­lo­ro­wych sztan­da­rów, gra­jąc bez reszty na pre­stiżu zwy­cięzcy spod Ver­dun. Jakże więc znaczna część kraju ma znaj­do­wać się pod wpły­wem owej akcji? Co uczy­ni­cie w dniu, gdy zechce­cie zmie­nić sytu­ację i powró­cić do naszej daw­nej poli­tyki?

Labusquière uśmiech­nął się łagod­nie i przy­jaź­nie, lecz z nie­jaką wynio­sło­ścią: – Mój mały, nie powi­nie­neś się nie­po­koić. Nic prost­szego: ośmio­dniowa kam­pa­nia pra­sowa i wszystko będzie jak daw­niej”.

Młody Bour­det rozu­miał coraz mniej. Coś tu było nie tak. Prze­cież widział co dnia, jak – poza całym cyr­ko­wym kabo­tyń­stwem rządu Vichy i jego pro­mi­nen­tów – ta gło­szona poli­tyka jest naprawdę reali­zo­wana, że to nie teatr z jego umow­no­ścią. Spró­bo­wał więc nie­śmia­łego pro­te­stu:

– Ale czy nie lęka się pan tego, że wielu ludzi bie­rze dosłow­nie waszą dzi­siej­szą poli­tykę, że anga­żują się oni w nią bez reszty i biorą was za słowo tak dalece, że nie będą już potem mogli włą­czyć wstecz­nego biegu?

Labusquière uśmiech­nął się ponow­nie: – Tylko kre­tyni znajdą się w takim poło­że­niu.

Dia­log ów jest nie­zmier­nie inte­re­su­jący, uka­zuje bowiem, że u pod­łoża decy­zji i sko­ło­wa­nia nie­któ­rych osób leżała wiara w moż­li­wość „podwój­nej gry” i prze­ko­na­nie, że Pétain jest istot­nie jej czo­ło­wym gra­czem. A zwa­żyw­szy na zało­że­nia ustroju i wyni­ka­jącą z nich kola­bo­ra­cję, reszta była kon­se­kwent­nym dopeł­nie­niem matac­kich począt­ków i kon­se­kwen­cją kro­cze­nia za przy­kła­dem Pétaina rów­nież i tych, któ­rzy połą­czyli się z Vichy w dobrej wie­rze.

Ówcze­sny amba­sa­dor ame­ry­kań­ski w Vichy tak pisał po latach, gdy rela­cjo­no­wał swoje roz­mowy z przy­wód­cami reżimu:

„To, co się rzuca w oczy w owych roz­mo­wach, to nie­sa­mo­wite wra­że­nie, iż przy­wódcy fran­cu­scy chcą wyrwać z korze­niami to wszystko, co Fran­cja uosa­biała w cza­sie ostat­nich dwóch poko­leń, że klę­ska zarówno z mate­rial­nego, jak i moral­nego punktu widze­nia była tak cał­ko­wita, iż przy­jęli za swoją myśl o tym, że Fran­cja mia­łaby się stać pro­win­cją nazi­stow­skich Nie­miec. Nadto, by mieć jak naj­licz­niej­szy orszak nie­doli, żywią nadzieję, że Anglia zosta­nie rychło i cał­ko­wi­cie poko­nana przez Niemcy i że Wło­chy zaznają tego samego losu. Ich nadzieją jest ujrzeć, jak Fran­cja staje się uprzy­wi­le­jo­wa­nym lan­dem Nie­miec”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki