Wydawca: Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
0,00
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 84

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Odcienie miłości - Praca zbiorowa


Odcienie miłości” to zbiór dziesięciu opowiadań nagrodzonych w Konkursie Walentynkowym zorganizowanym przez Wydawnictwo Psychoskok wraz z portalem Autorzy365.pl. Podsumowanie konkursu pozwoliło na wyłonienie dziesięciu najlepszych prac, z którymi możemy zapoznać się wszyscy dzięki darmowej publikacji pozycji w formie elektronicznej.

Miłość pozostaje jednym z najbardziej skomplikowanych typów relacji międzyludzkich. Uczuciem zdolnym nadać sens życiu, odmienić los, wyzwolić najbardziej pozytywne lub negatywne emocje drzemiące w ludzkim wnętrzu. Miłość, która inspiruje od zarania dziejów zdaje się motywem ponadczasowym i niewyczerpanym. Opowiadania zgromadzone w pozycji ”Odcienie miłości” są na to kolejnym dowodem.

Dzięki tym opowiadaniom przekonamy się, że na temat miłości nie powiedziano jeszcze wszystkiego…

Opinie o ebooku Odcienie miłości - Praca zbiorowa

Fragment ebooka Odcienie miłości - Praca zbiorowa

Praca zbiorowa
Wydawnictwo Psychoskok Konin 2016

Praca zbiorowa

„Odcienie miłości”

Copyright © by Joanna Jurkiewicz

Copyright © by Justyna Markowska

Copyright © by Tomasz Mieszalski

Copyright © by Emilia Klepka

Copyright © by Irene

Copyright © by Iza Szlachta

Copyright © by Bianka Kunicka-Chudzikowska

Copyright © by Leonard Jaworski

Copyright © by Lech Grabowski

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Agnieszka Marzol

Projekt okładki: Jakub Kleczkowski, Wioletta Tomaszewska

Zdjęcie okładki ©Fotolia - and.one

Korekta: Marlena Rumak

ISBN: 978-83-7900-588-8

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl

Wstęp

„Odcienie miłości” to zbiór dziesięciu opowiadań nagrodzonych w Konkursie Walentynkowym zorganizowanym przez Wydawnictwo Psychoskok wraz z portalem Autorzy365.pl.

Podsumowanie konkursu pozwoliło na wyłonienie dziesięciu najlepszych prac, z którymi możemy zapoznać się wszyscy dzięki darmowej publikacji pozycji w formie elektronicznej. Miłość pozostaje jednym z najbardziej skomplikowanych typów relacji międzyludzkich. Uczuciem zdolnym nadać sens życiu, odmienić los, wyzwolić najbardziej pozytywne lub negatywne emocje drzemiące w ludzkim wnętrzu.

Miłość, która inspiruje od zarania dziejów zdaje się motywem ponadczasowym i niewyczerpanym.

Opowiadania zgromadzone w pozycji ”Odcienie miłości” są na to kolejnym dowodem. Dzięki tym opowiadaniom przekonamy się, że na temat miłości nie powiedziano jeszcze wszystkiego…

„ZNAMIĘ”

Joanna Jurkiewicz

Niewielkie znamię na jego szyi. Pamiętam, że na początku, w zamierzchłych czasach zeszłego miesiąca trochę mnie ono odrzucało. Czarne jak jego włosy, straszyło czerniakiem i uświadamiało, że jak każdy, on też ma termin ważności.

Wszyscy mamy wytłoczoną datę, gdzieś pomiędzy DNA a duszą, ale nie chodziło mi o jego śmiertelność. Raczej o ten krótki termin przydatności do spożycia. Przeze mnie.

-    ...żebyś ty cierpiała... nie pozwolę na to... - Jego głos brzmi kojąco. Mimo słów, które rwą, jego melodia i tembr dają chwilę wytchnienia, byle nie słuchać treści.

-    Inni wiedzą lepiej, co jest dla mnie dobre. - Odrywam wzrok od znamienia i patrzę na jego gładkie policzki; zawsze świeżo ogolony, nigdy nie podrapał mojej skóry szczeciną dwudniowego zarostu.

Wstaję z łóżka i okrywam się pierwszym lepszym łachem. Stając przy ubranym w ciężką zasłonę oknie, patrzę na wiejski krajobraz i uświadamiam sobie, że owinęłam się kimonem, które dał mi wczoraj. Wydam je biednym? Spalę?

Nie lubię pamiątek.

Staje za mną. Jego ciepłe ręce dotykają moich ud, w uszach mam szept, który coś pierdoli o smutku, przeprasza, irytuje i jednocześnie przyspiesza mój oddech.

A może jebać to? Zdjąć kimonko, pozwolić nam na jeszcze chwilę, na tu i teraz, bo przyszłość i tak już zdefiniowana.

-    Zostaw - warczę.

-    Zrozum i daj mi czas. - Słyszę żal i jakąś autentyczność.

Nabieram się na tyle, że pozwalam mu się obrócić do siebie i musnąć moje usta jego wargom. Nie spojrzę mu w oczy, wytrzymam. Jeśli popatrzę, znowu w nich zginę. Jego język na moich dziąsłach. Pomiędzy zębami. Przygryzam go nimi. Ciało ma naprężone. Ręce zaciskają się na moich pośladkach.

Jednak patrzę. Są takie stalowe. Otoczone gęstymi czarnymi rzęsami niepokoją. Jest oksymoronem, gorącym chłodem, intensywnym spokojem i raniącym ukojeniem.

Ostatkiem sił nie pozwalam mu się wciągnąć głębiej.

Zerkam na obłożoną szarą tapetą ścianę za nim. Pokój a'la glamour wydawał się przyjemny i zmysłowy. Teraz widzę tylko tandetę i powierzchowny blask..

Jebać to... ale które jebać? - jebać i się nie przejmować, korzystając, czy jebać i pokazać mu drzwi, zjeść samej obiad i wracać do domu?

Dźwięk komórki pozwala mi odsunąć się od niego.

- Cześć, maleńka. Tak, mamusia dziś wraca... Szkolenie fajne. Kocham? Najbardziej na świecie...

Stal jego oczu staje się tnąca. Rozcina moje serce, jego serce. Córeczka maluje teraz przy swoim biurku szlaczki pod okiem babci i wierzy, że mama uczy się i dlatego nie spędza z nią czasu. Odkładam telefon i czuję, że nie ma wyjścia. Mimo, że z pokoju na korytarz prowadzą drzwi, dla mnie są zamurowane. Nie chcę go opuścić.

Ostrze spojrzenia łagodnieje. Moje też. Przecież on nie chce ranić... Lęk przed cierpieniem moim. Jego.

Jebać to. Obiad czeka, trzeba nałożyć maski i zejść do współgości, którzy swoje kamuflaże też właśnie zakładają w pokojach.

Idzie za mną korytarzem. Czuję, jak jego wzrok ślizga się po mojej pupie, obejmuje w pasie, pieści kark. Dreszcze. Nie ma innej drogi, tylko ta w dół, do jadalni, teraz hotelowej, a potem domowej, do normalności, stołu i siedzących przy nim tych samych wciąż ludzi.

-    Kaja. - Jego mocny głos dudni. Odwracam się, chwyta moją rękę.

-     Tak się nie da.

-     Jednak te dwa tygodnie się dało.

-     Widocznie dłużej nie potrafię.

-     Albo potrzeba już zaspokojona.

Stal w oczach przesłonięta łzami i ściśnięcie ręki. Zbyt mocno. Wyrywam mu ją i rozcieram nadgarstek.

-    Przepraszam, Kaja, błagam, nie wiem, chcę, ale jak...?

Też nie wiem jak, niczego nie mogę jeszcze chcieć, ale wiem, czego nie chcę. Nie chcę, żeby termin ważności się już kończył. Znów widzę tylko znamię, to od niego rozszerzają się macki niepewności i strachu.

Ono jest winowajcą. Ja bez winy, on bez winy, moje dziecko bez winy. Tamten ma winę, ale to wina stara, zapiekła jak rana. To nie koi sumienia, nie pozwala uznać, że przecież zasłużył. Że ja zasłużyłam. Tamten na rewanż, ja na szczęście.

Widzę, jak zbiera się w sobie, zalepia przeciekające uszczelki, które pozwoliły wydostać się na chwilę słowom, które miały nie paść. Obetonował się, znów jest stal i musi być. Ściska moje ramię, ale tak krzepiąco.

Restauracja wypełniona jest światłem. Nie widzę twarzy współjedzących, jedynie maski uśmiechów. My oboje w naszych, zajmujemy miejsce w rogu, tam gdzie wczoraj siedziało we mnie zadowolenie.

Jak zawsze uprzejmy, odsuwa mi krzesło, dolewa wina. Nauczył mnie je pić, wersja mnie sprzed niego znała tylko półsłodkie, siarkowane, winopodobne twory. On pokazał, jak się delektować. Ja, koneserka jedzenia, zaczęłam odkrywać nowe możliwości ukryte w lekko cierpkawym napoju, który pieści język i przepływa gładko przez gardło.

To już na zawsze zostanie po nim, kimona się pozbędę, ale pijąc wino, będzie przy mnie. Taki jak teraz, bez stali w oczach, uzupełniający mój kieliszek..

- Wiesz, napisali z agencji. Twoje serwetki będą na stołach podczas imprezy. Podeślesz kogoś? - nakłada mi melona w szynce parmeńskiej na biały, kwadratowy talerz.

Coś tam odpowiadam i nabijam na widelec kawałek przekąski.

Rozmowa jak wiele innych, jakby nie było tej nocno-porannej, przerywanej delikatnym kochaniem się, seksem i rżnięciem w zależności od natężenia emocji. Przeplatanej płaczem, zaklęciami, wyznaniami.

Przy stoliku obok siedzi ładna blondynka. Jej zielone oczy uśmiechają się do siedzącej naprzeciwko przyjaciółki, kochanki, a może siostry? Ta druga zakłada co chwilę swoje falowane, rudawe włosy za ucho. Jest spięta, ale uśmiech jasnowłosej jakby ją otwiera.

Wkładam kęs melona do ust. Patrzę w jego oczy i uśmiecham się. Chcę jak sąsiadka ze stolika obok przebić się przez mur. Chcę go i ogrzać, i rozgrzać, żeby był rozpalony, ale i bezpieczny, żeby nie chciał stracić ani ciepła, ani żaru.

Odpowiada mi uśmiechem, widelce kursują od talerzy ku ustom, które rozchylają się także, gdy zbliżają się do nich kieliszki.

Nagle słychać trzask tłuczonego szkła. I odgłos wymierzanego policzka. Ruda ma iskry w oczach, a blondynka trzyma się za czerwony ślad na buzi. Wszystkie lampki wypełnione winem i sztućce zastygają w bezruchu. Stajemy się tłem.

Szklanka rozbita na jasnej podłodze, woda oblała jasne baletki obu dziewczyn.

Przenoszę wzrok na niego i widzę znów tylko znamię. Urosło. Ma pożywkę, którą jest kobieca histeria. Paradoksalnie, znam smak jego łez, ale przecież męski żal to nie jest rozemocjonowana damska przesada. Ma uzasadnienie i traktuje się go z szacunkiem. Kobiece łzy na niego nie zasługują.

-    Sceny w miejscu publicznym - szepcze niezadowolony.

-   Powinny być zakazane, prawda? - Słyszy mój ironiczny ton i podchwytuje konwencję. Pomimo małej tolerancji dla niedociągnięć innych, ma dystans do siebie.

-   I penalizowane. Tym paniom wymierzyłbym naprawdę surowe kary. - Błyska swoimi białymi zębami.

-    Nie wątpię - śmieję się i pokazuję mu język.

Znów jest dobrze. Ciśnienie zeszło, jakby ta rozbita szklanka nadała wszystkiemu jakieś inne proporcje. Moje ciało się rozluźnia, blondynka i ruda opuściły już restaurację zabierając ze sobą napięcie.

Kończymy steki i idziemy na spacer.

Okolica jest nieciekawa, ot zwykła, polska wieś. Ale słońce przebija się przez chmury, a łysy marcowy krajobraz poprzetykany jest już oznakami nadchodzących zmian. Jego ciepła dłoń, promyk na moim policzku, szum wiatru. Kos.

Radość narasta. Pocałunek smakuje jak ten pierwszy, zakazany. Ten, którego nie powinno być. Myślenie - OFF, czucie i bycie - ON.

Jest tak blisko, że widzę zmarszczki wokół jego oczu.

-   Jak myślisz, kim są dla siebie te laski? - pytam, wdychając zapach ziemi.

-   Czy to ważne, jaka to relacja? Są sobie bliskie i jest między nimi iskra. Po co szufladkować i określać wszystko?.

-    I kto to mówi? - Wichrzę mu włosy i kręcę głową.

-   Ale, że co ? - mówi zaczepnym tonem, zadziorny, taki, z jakim mogłabym na koniec świata. A już na pewno na koniec tej wsi. Kos znów śpiewa.

Idziemy dalej, milczenie nie boli. Nie widzę w nim żadnej skazy. Szalik...Ukrył to, co niepokoi. Ale to znamię tam jest, może nawet niepostrzeżenie znów rośnie. To jego wina.

To przez nie, wrócimy dziś. On do swojego zimnego loftu w centrum, ja do mojego wypełnionego śmiechem córki i milczącą urazą męża, domu na przedmieściu.

Ma wizytę kontrolną, więc nie możemy urwać jeszcze jednego dnia, by zanurzyć się w równoległym świecie, w którym chodzi się za rękę i kąpie w szampanie.

Jeśli tylko. Nie, to zbyt szalona myśl... Ale przecież... Gdyby je usunął, może wraz z jego groźbą odszedłby inny strach? Przecież to ono jest winne i wysyła do jego mózgu atomy lęku.

Mijamy ostatnie zabudowania.

-     Wracajmy. Już czas...

Ścisk serca tamuje mi oddech. Wypuszczam jednak powoli powietrze. Nie wypuszczę emocji. Nie mogę stanąć taka bezbronna, tu, w obcej wsi, pod lasem.

Kiwam głową. W drodze powrotnej chłodniej. Luźna rozmowa na tle szarego nieba. Słońca już nie ma, we mnie jednak zostawiło mały promyk.

*

Siedzę w aucie, torba jest w bagażniku. Mam opuszczoną szybę, a on schyla się do mnie. Jego miękkie usta rozgniatają moje. Przesuwam językiem po jego wargach i policzku, aż do ucha i szepczę:

-     Jeśli tylko będzie można, usuń to znamię.

NASZA PROPOZYCJA WYDAWNICZA DLA CIEBIE:

„Nigdy cię nie zapomniałam” Marty W. Staniszewskiej jest lekko opowiedzianą historią trudnego, pełnego meandrów, związku kobiety z mężczyzną. Na zapleczu tej gorącej miłości czai się śmiertelne niebezpieczeństwo. Życie Aleksa jest poważnie zagrożone, a przez związek z Sophie, również ona nie może czuć się bezpiecznie. Czy w takich okolicznościach miłość ma szansę na przetrwanie? Jeśli jest ktoś, kto czyha na ich szczęście, to Aleks będzie musiał go znaleźć. Poruszy niebo i ziemię, lecz nie dziś. Dziś wieczorem wstrząśnie światem jednej dziewczyny. blond anioła, którego kochał jak nikogo dotąd. Żeby było ciekawiej, w powieści pojawiają się aluzje do mitologii nordyckiej. Kim są naprawdę bohaterowie tej książki? Zwykłymi śmiertelnikami czy bóstwami?

KUP KSIĄŻKĘ PAPIEROWĄ: 

http://www.tylkorelaks.pl/30-nigdy-cie-nie-zapomnialam-9788379005.html

„OGRÓD"