Opis

Wyczułem kłopoty z chwilą, gdy Katy Swartz wprowadziła się do domu obok. Dużo kłopotów.

Tak, tego właśnie brakowało. Zwłaszcza, że i tak jestem tu obcy. Moi ludzie przybyli na Ziemię z Lux, planety oddalonej o trzynaście miliardów lat świetlnych. Poza tym ludziom nie można przecież ufać. Boją się nas. Potrafimy dokonywać rzeczy, o których oni mogą tylko pomarzyć i, szczerze mówiąc, wyglądają przy nas jak banda cieniasów. Cóż, taka prawda.

Ale Kat ma na mnie zupełnie niespodziewany wpływ i nie mogę przestać jej pragnąć. Ciągle chcę ją chronić. Przez nią staję się słabszy, a przecież jestem najsilniejszy pośród swoich i nakazano mi chronić resztę. A ta dziewczyna… Może oznaczać naszą zagładę. Ponieważ Luxen ma jeszcze większego wroga – Arum. I właśnie dlatego muszę być w formie.

Jeżeli zakocham się w Katy – ludzkiej dziewczynie – zagrozi to nie tylko jej życiu. Wszyscy możemy przez to zginąć. A na to nie mogę pozwolić…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 387

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Rozdział 1

W okamgnieniui zupełnie bezszelestnie biegłemw swojej prawdziwej postaci. Otaczały mnie bujne trawyi pokryte mchem kamienie. Wyglądałem jak smuga światła, gdy tak przemykałem między drzewami. Bycie kosmitąz planety oddalonejo trzynaście miliardów lat świetlnych było naprawdę świetną sprawą.

Z łatwością ominąłem te przeklęte energooszczędne samochody, które stały zaparkowane przy głównej drodze koło mojego domu.

Jak to możliwe, że te samochody byływ stanie ciągnąć za sobą przyczepęz rzeczami przy przeprowadzce?

Chociaż tak naprawdę to nie było teraz takie ważne.

Zwolniłemi przyjąłem ludzką postać, chowając sięw cieniu rzucanym przez gęste dęby.W tej samej chwili samochód wjechał na naszą ulicęi zatrzymał się przy budynku naprzeciwko mojego domu.

– Cholera. To nowi sąsiedzi – wymamrotałem, gdy drzwi od strony kierowcy otworzyły sięi z samochodu wysiadła kobietaw średnim wieku. Obserwowałem, jak się pochylai mówi coś do pasażera.

Zaśmiała sięi nakazała:

– Wysiadajz samochodu.

Osoba, któraz nią była, nie chciała słuchać, więc kobietaw końcu zamknęła drzwi. Weszła po schodach do domui otworzyła frontowe drzwi.

Jak tow ogóle możliwe? Ten dom miał przecież pozostać pusty – każdy domw pobliżu nas powinien być niezamieszkały. Ta droga prowadziła do kolonii Luksjanu podnóża gór Seneca Rocks. Nie wierzę, że gdy ten dom został wystawiony na sprzedażi ktoś go kupił, te dupkiw garniturach tego nie zauważyły.

To się nie mogło dziać.

Poczułem prąd przebiegający po mojej skórze. Z trudem powstrzymałem się od przyjęcia prawdziwej postaci. Wkurzyłem się. Nasz dom był jedynym miejscem, gdzie mogliśmy żyć bez obawy, że ktoś sięo nas dowie.I te dupkiz Departamentu Obrony wiedziałyo tym.

Zacisnąłem dłoniew pięści.

Vaughni Lane, czyli moje osobiste opiekunkiw garniturachz rządu, wiedzielio tym. Musielio tym wiedzieć tydzień temu, gdy wpadli do nasz wizytą.

Drzwi samochodu od strony pasażera otworzyły się, co przyciągnęło moją uwagę. Na początku nie widziałem, kto wysiadł, ale potem ta osoba obeszła samochódi ujrzałem jąw pełni.

–O cholera – wymamrotałem.

To była dziewczyna.

Z tego, co widziałem, musiała być mniej więcejw moim wieku, możeo rok młodsza. Obróciła się powolii przyjrzała drzewom, które nachodziły na podwórka przy naszych domach. Wyglądała, jakby spodziewała się, żew każdej chwiliz lasu wyskoczy puma.

Zbliżyła się do ganku niezdecydowanym krokiem, jakby zastanawiała się, czy naprawdę chce wejść do tego domu. Kobieta, która najprawdopodobniej była jej matką, zostawiła za sobą otwarte drzwi. Dziewczyna zatrzymała sięu stóp schodów.

Zacząłem bezszelestnie poruszać się między drzewami, oglądając ją. Była przeciętnego wzrostu. Właściwie wszystkow niej wydawało się przeciętne – ciemnobrązowe włosy, które miała niedbale związanew węzeł; jasna, okrągła twarz; przeciętna budowa ciała – zdecydowanie nie była jednąz tych wychudzonych dziewczyn, których tak nie znosiłem – i… Dobra. Nie wszystkow niej było przeciętne. Obrzuciłem dokładnie wzrokiem jej nogii inne miejsca.

Kurde, miała naprawdę ładne nogi.

Dziewczyna obróciła sięi dalej przyglądała się drzewom, założywszy ramiona na piersi.

No dobra, jej piersi też nie były przeciętne.

Przyjrzała się drzewomi jej wzrok zatrzymał się dokładniew miejscu, gdzie stałem. Zamarłem. Nawet nie odważyłem się odetchnąć. Patrzyła wprost na mnie.

Ale nie mogła mnie widzieć. Cienie skrywały mnie całkowicie.

Minęło kilka sekund, ażw końcu wyprostowała ramionai powoli ruszyła do domu, zostawiając za sobą otwarte drzwi.

– Mamo?

Przechyliłem głowę, słysząc jej głos, który również był… przeciętny. Nie usłyszałem żadnego akcentu ani niczego, co wskazywałoby na to, skąd się tu wzięły.

Skądkolwiek by nie przybyły, najwyraźniej nie nauczyły się ostrożności, bo żadnaz nich nie pomyślałao tym, by zamknąć za sobą drzwi.Z drugiej strony,w tych okolicach ludzie zazwyczaj myśleli, że są całkowicie bezpieczni. To miasteczko, Ketterman niedaleko Petersburgaw Wirginii Zachodniej, nie miało nawet właściwego samorządu. Lokalne władze przeznaczały więcej czasu na zajmowanie się bydłemi podziałem ziemi niż na walkęz przestępczością.

Nawet jeśliw tej okolicy ludzie często znikali.

Nagle poczułem się gorzej, bo pomyślałemo Dawsonie. Nie tylko ludzie znikali…

Gdy myślałemo moim bracie, czułem narastającą we mnie złość. Była jak wulkan, który ma wybuchnąć. On zniknął –a właściwie zginąłz powodu ludzkiej dziewczyny.A teraz kolejna przeklęta ludzka dziewczyna wprowadziła się do domu naprzeciwko nas.

W rzeczywistości musieliśmy… symulować ludzkie zachowanie, by się wmieszać, musieliśmy zachowywać się jak oni, ale bycie zbyt blisko nich zawsze kończyło się katastrofą.

Zawsze ktoś znikał lub umierał.

Nie miałem pojęcia, jak długo tam stałem, patrząc na ten dom, ale dziewczynaw końcu pojawiła się po raz kolejny. Otrząsnąłem sięz zamyśleniai wyprostowałem, gdy podeszła do tyłu przyczepy. Wyciągnęłaz kieszeni kluczi otworzyła metalowe drzwi.

A właściwie próbowała.

I próbowała.

Zmagała sięz zamkiem chybaw nieskończoność, wydymając usta. Jej policzki się zaróżowiły. Wyglądała, jakby miała ochotę kopnąć tę przyczepę. Dobry Boże, jak długo jedna osoba może otwierać drzwi od przyczepy? Prawie mnie kusiło, by się ujawnić, zaciągnąć tam swoją dupęi pomóc jej otworzyć te cholerne drzwi.

W końcu po dłuższej chwili udało jej się otworzyć drzwii wyciągnąć lampę. Zniknęław środkui zaraz wyszłaz pudłem. Patrzyłem, jak wchodziz nim do domu,a potem znowu się pojawia na zewnątrz. Ponownie weszła do przyczepyi wyszła, niosąc pudło, które, sądząc po jej minie, musiało ważyć więcej od niej.

Zachwiała się przy drzwiach. Nawetz tak dużej odległości widziałem, jak jej ramiona się trzęsą. Zamknąłem oczy, czując irytacjęz powodu… wszystkiego. Udało jej się dotrzeć do schodów. Wiedziałem, że nie byław stanie wejśćz tym pudłem na górę, jednocześnie nie łamiąc sobie karku.

Uniosłem brwi.

Jeśli skręciłaby sobie kark, nie miałbym problemuz tym, że ktoś się tam wprowadził.

Postawiła stopę na pierwszym stopniui lekko się zachwiała. Gdyby teraz upadła, nic by się jej nie stało. Weszła na drugi stopień,a mi zaburczałow brzuchu. Cholera, byłem znowu głodny, chociaż godzinę temu zjadłem dziesięć naleśników.

Znajdowała się już prawie na szczycie schodów. Jeśli upadłaby, na pewno nie skręciłaby sobie karku. Może chociaż złamałaby rękę? Noga byłaby już przesadą. Uniosła nogę, by postawić ją na kolejnym stopniui powoli pociągnęła za sobą drugą nogę.W tej chwili byłem pod wrażeniem jej determinacji, by wnieść tak ciężkie pudło do domu. Gdy zachwiała się niebezpiecznie na szczycie schodów, wymamrotałem przekleństwoi uniosłem rękę.

Celującw pudłow jej ramionach, skorzystałemz mocy Źródła.W myślach skupiłem się na lekkim uniesieniu pudła, by jego ciężar nie opierał się tak bardzo na jej ramionach. Zatrzymała się na ganku na ułamek sekundy, jakby właśnie dotarła do niej ta zmianaw ciężarze,a potem pokręciła głowąi weszła do domu.

Powoli opuściłem rękę, zszokowany tym, co właśnie zrobiłem. Nie było mowy, by domyśliła się, że jakiś głupek stojącyw lesie jej pomógł, ale to nie zmieniało faktu, że byłem tym skończonym głupkiem.

Zawsze istniało prawdopodobieństwo, że ktoś sięo nas dowie, gdy używamy Źródła, nawet jeśli to była tak nieistotna rzecz.

Dziewczyna znowu pojawiła się na ganku. Jej policzki nadal były zaróżowione od wysiłku. Po raz kolejny podeszła do przyczepy, wycierając dłoniew dżinsowe spodenki. Ponownie potknęła się, gdy wyciągała kolejne ciężkie pudło,a ja zacząłem się zastanawiać, gdzie,u diabła, była jej matka?

Dziewczyna zachwiała się,a z pudła dało się słyszeć obijające sięo siebie szkło.

Jako że byłem skończonym głupkiem, dalej stałemw lesiei z burczącym brzuchem pomagałem jej dźwigać pudło za pudłem,a ona nawet nie miałao tym pojęcia.

Gdy już „skończyliśmy” zaciągać ostatnie pudło do domu, byłem wykończony, głodnyi rozważałem, czy skorzystać ze Źródła, by porządnie uderzyć sięw głowę. Poszedłem do własnego domui cicho wszedłem do środka. Nikogo dzisiaj nie było,a ja czułem się zbyt zmęczony, by gotować, więc wypiłem dwa litry mleka, po czym zasnąłem na kanapie.

Moją ostatnią myśl przed zaśnięciem zajmowała nowa sąsiadkai wspaniały plan, by więcej jej nie zobaczyć.

***

Nastała noc. Gęste, ciemne chmuryw całości przysłoniły gwiazdyi księżyc, więc ciemność była całkowicie nieprzenikniona. Nikt nie mógłby mnie zobaczyć. Co chyba było dobrą rzeczą.

Szczególnie, że właśnie stałem na zewnątrz niegdyś pustego domu jak jakiś psychopataz kryminału.I to by było na tyle, jeśli chodzio mój genialny plan, by nigdy więcej jej nie zobaczyć.

Bardzo szybko stało się to moim niepokojącym zwyczajem. Próbowałem sobie wmówić, że to było konieczne. Musiałem dowiedzieć sięo mojej sąsiadce więcej, nim pozna ją moja siostra Deei zdecyduje, że się zaprzyjaźnią. Dee była dla mnie wszystkimi zrobiłbym wiele, by ją chronić.

Spojrzałem na swój domi się zirytowałem. Prawda, że spalenie tego ich cholernego domu byłoby podłą rzeczą? To znaczy, nie dopuściłbym, by ci ludzie spłonęliw tym budynku! Nie jestem aż tak zły.

Jak dla mnie wydawało się to proste.

Nie potrzebowałem kolejnych komplikacji – żadnez nas nie potrzebowało.

Światłow jednejz sypialni na górze ciągle się paliło, chociaż zrobiło się już późno. To była jej sypialnia. Kilka minut temu widziałemw oknie jej sylwetkę. Na moje nieszczęście była całkowicie ubrana.

To, że czułem się tym zawiedziony, było jeszcze bardziej niepokojące niż fakt, że stałem pod jej domem.

Poza tym to, że ktoś się wprowadził do domu naprzeciwko,w dodatku ktośw naszym wieku, było zbyt ryzykowne. Ta dziewczyna była tu zaledwie dwa dni, ale to tylko kwestia czasu, nim Dee ją zauważy. Już pytała mnie kilka razy, czy widziałem naszych nowych sąsiadów. Odpowiedziałem ze wzruszeniem ramion, że to pewnie jakaś podstarzała para, która na stare lata chce mieszkaćz dala od miasta, ale wiedziałem, że taka odpowiedź nie wystarczy Dee na długo, bo będzie chciała zobaczyć ich na własne oczy.

O wilku mowa…

– Daemon. – Jej głos rozległ się szeptemw drzwiach naszego domu. – Co ty tam robisz?

Zastanawiam się, czy spalić dom, gdy nowi sąsiedzi wybiorą się na zakupy, by pozbyć się problemu, pomyślałem.

Wolałem jednak tę odpowiedź zachować dla siebie.

Westchnąłem, obróciłem sięi udałemw kierunku naszego ganku, szurając nogami. Moja siostra opierała sięo barierkęi patrzyła na dom naprzeciwkoz zaciekawieniem na twarzy. Wiatr rozwiewał jej ciemne, długie włosy.

Z wielkim wysiłkiem szedłemw normalnym tempie, ażw końcu znalazłem się przy Dee. Normalnie nigdy nie chodziłem tak wolno, skoro potrafiłem się poruszaćz prędkością światła, ale skoro pojawili się tu nowi sąsiedzi, musiałem znowu zachowywać się jak człowiek.

– Patrolowałem. – Oparłem się biodremo barierkę, plecami do tamtego domu.

Dee uniosła brew, patrząc na mnie. Jej jasne, szmaragdowe oczy,w tym samym kolorze co moje, były wypełnione sceptycyzmem.

– Nie tak to wyglądało.

– Naprawdę? – Założyłem ramiona na piersi.

– Tak. – Wyjrzała ponad moje ramię. – Wyglądało to tak, jakbyś stał pod tamtym domemi obserwował.

– Aha…

Zmarszczyła brwi.

– To co, ktoś już się tam wprowadził?

Dee ostatnie dni spędziław domu Thompsonów, co było błogosławieństwem, chociażi tak nie podobał mi się fakt, że spędzała nocz innym kosmitąw naszym wieku, Adamem. Ale to podziałało. Nie miała pojęcia, kto się wprowadził naprzeciwko,a znając ją, gdyby dowiedziała się, że wprowadziła się tu ludzka dziewczynaw naszym wieku, byłaby równie szczęśliwa, jak gdyby znalazła porzuconego szczeniaczka.

Gdy nie odpowiedziałem, westchnęła ciężko.

– No, dobra. Mam sama zgadnąć?

– Tak, jacyś ludzie już wprowadzili się do tego domu.

Jej oczy się rozszerzyły. Obróciła sięi oparłao barierkę, by dokładniej przyjrzeć się budynkowi z naprzeciwka, jakby chciała prześwietlić go wzrokiem. Nasze umiejętności były naprawdę świetne, jednak żadnez nas nie miało aż tak przenikliwego wzroku.

– Ojej,i to nie są Luksjanie. To ludzie.

Oczywiście potrafiłaby wyczuć, gdyby to byli Luksjanie.

– Tak. Ludzie.

Pokręciła lekko głową.

– Ale dlaczego? Czy onio nas wiedzą?

Przypomniałem sobie dziewczynę próbującą wnieść pudła do domu poprzedniego dnia.

– Wątpię.

– To dziwne. Dlaczego więc DOD pozwolił im się tu wprowadzić? – zapytała,a potem od razu dodała: –A kogo to obchodzi? Mam nadzieję, że są mili.

Zamknąłem oczy. Oczywiście, że Dee nie martwiłaby się, nawet po tym, co stało sięz Dawsonem. Ją obchodziło tylko to, czy byli mili. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, że ich obecność może być dla nas zagrożeniem. Nie, moja siostra nie pomyślałabyo czymś takim. Ona myślałao tęczachi jednorożcach,o samych przyjemnych rzeczach.

– Wiesz, kim oni są? – zapytałaz podekscytowaniemw głosie.

– Nie – skłamałem, otwierając oczy.

Wydęła wargi,odepchnęła się od barierkii klasnęław dłonie, obracając się do mnie. Byliśmy prawie tego samego wzrostu, więc doskonale widziałem iskierkiw jej oczach.

– Mam nadzieję, że to jakiś przystojny chłopak.

Zacisnąłem szczękę.

Zachichotała.

– O! Albo może dziewczyna, najlepiejw moim wieku. To by było niesamowite.

O Boże!

– Wtedy te wakacje byłyby znacznie lepsze, szczególnie, że wiesz, jaka jest Ash – kontynuowała.

– Nie. Nie wiem.

Wywróciła oczami.

– Nie graj niewiniątka, ty dupku. Doskonale wiesz, dlaczego teraz jest taka milutka. Myślała, że całe lato spędzicie…

– Razemw łóżku? – zasugerowałem przebiegle.

– O, fuj! Wcale nie chciałam tego powiedzieć. – Zadrżała,a jaz trudem ukryłem uśmiech, zastanawiając się jednocześnie, czy Ash przyznała się do czegokolwiek, chociaż od dłuższego czasu nic nie robiliśmy. Nie często, ale się zdarzało. – Narzekała, że nie wybraliście się nigdzie tego lata, co jej podobno obiecałeś.

Nie miałem pojęcia,o czym mówiła Dee.

–W każdym razie, mam nadzieję, że ktokolwiek mieszkaw tym domu, jest fajny. – Dee cały czas myślałao jednym. – Może wpadnę tam na…

– Nie waż się kończyć tego zdania, Dee. Nie wiesz, kim są albo jacy są. Trzymaj się od nichz daleka.

Oparła rękę na biodrzei zmrużyła oczy.

– Jak się dowiemy, jakimi są ludźmi, jeśli mamy się trzymać od nichz daleka?

– Ja ich sprawdzę.

– Jakoś nie ufam twojej oceniew kwestii ludzi, Daemonie. – Spojrzała na mnie zabójczym wzrokiem.

–A ja nie ufam twojej ocenie. Tak samo, jak nigdy nie ufałem ocenie Dawsona.

Dee sapnęłai cofnęła sięo krok. Gniew zniknąłz jej spojrzenia.

– Okay. Rozumiem, dlaczego…

– Nie rozmawiajmyo tym. Nie dzisiaj – powiedziałem, wzdychając. Uniosłem rękęi przeczesałem dłonią włosy, które były już za długie. – Jest już późno,a ja muszę zrobić jeszcze jeden obchód, nim się położę.

– Kolejny obchód? – Zapytała cicho. – Uważasz, że… Arumianie sąw pobliżu?

Pokręciłem głową, nie chcąc jej martwić, ale prawda była taka, że oni zawsze znajdowali sięw pobliżu,a byli jednocześnie naszymi naturalnymi wrogami – drapieżnikami jeszczez czasów, gdy nasze planety istniały. Podobnie jak my, nie pochodziliz Ziemi. Pod wieloma względami stanowili nasze przeciwieństwo. Ale my nie zabijaliśmy jak oni. To oni żywili się nami, wchłaniając naszą moc Źródła. Zabijali nasw ten sposób. Byli jak potężne pasożyty.

Starsi mówili nam, że gdy wszechświat się ukształtował, był wypełniony najczystszym światłem, ale przez to ci, którzy żyliw cieniu, czyli Arumianie, zrobili się zazdrośni. Chcieli wchłonąć całe światło.I to wtedy doszło do wojny między naszymi planetami.

Nasi rodzice zmarliw tej wojnie, gdy nasz dom został zniszczony.

Arumianie przybyli tutaj za nami, wykorzystując zjawisko atmosferyczne takie jak deszcz meteorytów, by niepostrzeżenie znaleźć się na Ziemi. Kiedykolwiek tylko spadały meteoryty, zaczynałem się robić niespokojny. Arumianie zazwyczaj pojawiali się przy takich okazjach.

Walkaz nimi nie była łatwa. Mogliśmy pokonać ich bezpośrednio za pomocą Źródła lubz pomocą obsydianu – zaostrzonym kawałkiem czarnego kamienia, przypominającym ostrze, które dla Arumian miało skutek śmiertelny, szczególnie wtedy, gdy się pożywiali. Obsydian posiadał właściwości rozpraszające światło. Niełatwo było go dostać, jednak zawsze starałem się byćw posiadaniu tego kamienia – zazwyczaj nosiłem go przyczepionego do kostki. Dee również miała taki kamień przy sobie.

Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać.

– Po prostu chcę być ostrożny – powiedziałemw końcu.

– Zawsze jesteś.

Uśmiechnąłem sięz napięciem.

Zawahała się,a następnie stanęła na palcach, by pocałować mniew policzek.

– Możei jesteś wymagającym dupkiem, alei tak cię kocham. Chcę, żebyśo tym pamiętał.

Zaśmiałem sięi uścisnąłem ją lekko.

–A ty jesteś wkurzającą gadułą, alei tak cię kocham.

Dee trzepnęła mniew ramię,a następnie odsunęła sięi uśmiechnęła.

– Nie wróć zbyt późno.

Skinąłem głową,a następnie patrzyłem, jak znikaw domu. Dee rzadko robiła cokolwiekw wolnym tempie. Ona od zawsze cierpiała na nadmiar energii. Dawson był tym wyluzowanym,a ja – zaśmiałem się pod nosem – byłem po prostu dupkiem.

Byliśmy trojaczkami.

Teraz już tylko bliźniętami.

Przez kilka chwil patrzyłem na miejsce,w którym wcześniej stała moja siostra. Była jedyną osobą, na której szczerze mi zależało. Ponownie skupiłem się na budynku naprzeciwko. Nawet nie miałem zamiaru się okłamywać. Gdy tylko Dee dowie się, że naszą sąsiadką jest dziewczynaw naszym wieku, będzie caław skowronkach. Nikt nie potrafił się oprzeć mojej siostrze. Była taka optymistycznai towarzyska.

Żyliśmy wśród ludzi, ale nie zbliżaliśmy się do nichz miliona powodów.I nie miałem zamiaru pozwolić Dee, by popełniła ten sam błąd, co Dawson. Zawiodłem go, ale nie zamierzałem pozwolić, by to samo stało sięz Dee. Utrzymam ją przy życiui będzie bezpieczna. Zrobię wszystko, by dotrzymać słowa.

Rozdział 2

Przycisnąłem czoło do szybyi zakląłem pod nosem, głównie dlatego, że wyglądałem przez okno –w stronę tamtego domu. Czekałem. Cały czas czekałem. Miałem wiele ciekawszych rzeczy do zrobienia. Nawet jeśli miałoby to być walenie głowąo beton. Czy słuchanie, jak Deew najmniejszych szczegółach opisywała jednegoz tych facetówz któregoś zespołu,w którym się podkochiwała.A słuchanie tego było wręcz bolesne dla uszu.

Zmusiłem się, by wyjrzeć przez oknoi ziewnąłem, pocierając szczękę. Trzy dni późnieji ja nadal nie wierzyłem, że ktoś wprowadził się naprzeciwko nas. Mogło być gorzej, stwierdziłem. Naszym sąsiadem mógł być facet. Wtedy musiałbym zamknąć Deew jej sypialni.

Dlaczego to nie mogła być dziewczyna, która wygląda jak facet? To by było pomocne, ale nie, ona wcale nie wyglądała jak facet. Była przeciętna, przypomniałem sobie, ale zdecydowanie nie przypominała faceta.

Machnąłem rękąi włączyłem telewizor, przeskakując po kanałach, aż znalazłem kanałz Ghost Investigators. Już wcześniej widziałem ten odcinek, ale zawsze dobrze oglądało się ludzi, którzy uciekaliz budynku, bo myśleli, że zobaczyli coś świecącego. Usiadłem na kanapie, kładąc nogi na stoliku do kawyi próbując nie myślećo dziewczyniez nieprzeciętnymi, opalonymi nogamii zabójczym tyłkiem.

Jak do tej pory widziałem ją dokładnie dwa razy.

Pierwszego dnia, gdy się tu wprowadziła,a ja byłem takim głupkiemi jej pomogłem. Miałem ochotę sobie za to przyłożyć. Oczywiście ona nie miała pojęcia, że zmniejszyłem ciężar tych pudeł, żeby nie upadła, jednak nie powinienem był tego robić. Powinienem być mądrzejszy.

Widziałem ją też wczoraj. Wysiadłaz sedana, mając ze sobą stos książek. Jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech, jakby chwiejąca się wieża książek była warta milion dolców.

To było wszystko takie… To wcale nie było słodkie. Co ja sobie myślałem? Wcale nie takie słodkie!

Rany, jak tu zrobiło się gorąco. Pochyliłem sięi chwyciłem za brzeg koszulki, by ją ściągnąć. Odrzuciłem ją na boki potarłem klatkę piersiową. Odkąd się tu wprowadziła, znacznie częściej chodziłem bez koszulki.

Chwila. Widziałem ją trzy razy, jeśli liczyć ten razw oknie jej sypialni wczorajw nocy.

Cholera, musiałem stąd wyjśći zająć się czymkolwiek. Najlepiej czymś, przy czym mocno bym się spociłi zmęczył.

Nim się spostrzegłem, znowu podszedłem do okna, by przez nie wyjrzeć. Nie chciałem się zastanawiać, dlaczego to zrobiłem.

Odsunąłem zasłonę na bok, marszcząc brwi. Nigdy się nawet do tej dziewczyny nie odezwałem, więc czułem się, jakbym ją prześladowałi czekał na więcej… no właśnie, więcej czego? By zobaczyć więcej jej ciała? Czy może przygotować się na nieuniknione spotkanie?

Gdyby Dee mnie teraz zobaczyła, tarzałaby się po podłodze ze śmiechu.

A gdyby Ash mnie teraz widziała, wydrapałaby mi oczy,a moją nową sąsiadkę wystrzeliław kosmos. Ashi jej bracia przybyli na Ziemięw tym samym czasie co my,a nasz… związek… po prostu samz siebie wyniknął. Bardziejz powodu wygodyi bliskości niż jakiegoś uczucia. Nie spotykaliśmy się od miesięcy, ale wiedziałem, że ona nadal oczekiwała, że kiedyś będziemy razem. Nie dlatego, że mnie pragnęła, ale czegoś takiego po prostu się od nas oczekiwało. Więc nic dziwnego, że nie chciałaby mnie widziećz nikim innym. Ciągle mi na niej zależało, chociaż nie pamiętałem, kiedy widziałem sięz nią bez jej braciw pobliżu.

Kątem oka dostrzegłem jakiś ruch. Obróciłem się niecoi zobaczyłem, jak zamykają się drzwi od jej domu. Cholera.

Zastanawiałem się, gdzie szła.W tej okolicy nie było co robić, a ona nikogo tu nie znała.W pobliżu jej domu nikogo jeszcze nie było, tylko jej mama wyjeżdżałai wracałao dziwnych godzinach.

Dziewczyna zatrzymała się przed samochodem, ocierając ręceo krótkie spodenki. Uśmiechnąłem się lekko.

Nagle obróciła się,a ja zamarłem. Zacisnąłem ręcew pięści na zasłonie,a oddech ugrzązł miw gardle. Nie, ona nie mogła iśćw tym kierunku. Nie miała powodu. Dee nawet jeszcze nie zauważyła, że ta dziewczyna tu była. Nie miała powodu…

Jasna cholera, ona naprawdę tu szła.

Puściłem zasłonęi odsunąłem się od okna,a następnie ruszyłemw stronę drzwi frontowych. Zamknąłem oczyi policzyłem sekundy, przypominając sobie ważną lekcję, której nauczyłem sięw przypadku Dawsona. Ludzie byli dla nas niebezpieczni. Samo przebywanie blisko nich było dla nas ryzykiem –a zbliżenie się do człowieka koniec końców sprawiało, że zostawialiśmy na nim znak Źródła.A skoro Dee miała obsesję na punkcie zaprzyjaźniania się ze wszystkim, co oddycha, było to szczególnie niebezpieczne dla tej dziewczyny. Mieszkała naprzeciwko nasi nie było mowy, żebym kontrolował, ile czasuz nią spędza.

Noi jeszcze fakt, że ja ją obserwowałem. To też było problemem, przypomniałem sobie, zaciskając pięści.

Moja siostra nie podzieli losu Dawsona. Nie ma mowy, bym zniósł jej stratę. To ludzka dziewczyna doprowadziła do jego końca. Ona sprowadziła na niego Arumian. To się często zdarzało wśród naszej rasy. To niekoniecznie była wina człowieka, ale rezultat był taki sam. Nie zgadzałem się na to, by ktokolwiek naraził na niebezpieczeństwo życie Dee, świadomie czy nie. To nie miało znaczenia. Machnąłem rękąi stolik poszybowałw powietrze. Powstrzymałem się na chwilę przed tym, nim uderzyłw ścianę. Wziąłem głęboki oddechi odstawiłem go na podłogę.

Usłyszałem delikatne pukanie do drzwi. Cholera.

Odetchnąłem ciężko. Zignoruj to, powiedziałem sobie. To była właściwa rzecz, którą powinienem był zrobić, jednak zamiast tego ruszyłemw stronę drzwii nim się spostrzegłem, już je otwierałem. Poczułem na skórze ciepłe powietrzei lekki zapach waniliii brzoskwini.

Rany, jak ja kochałem brzoskwinie, takie słodkiei soczyste.

Opuściłem spojrzenie. Była niska – niższa, niż się spodziewałem. Czubkiem głowy ledwie sięgała mojej piersi. Może to dlatego tak się na nią gapiła.A może to dlatego, że nie miałem na sobie koszulki.

Wiedziałem, że podobało jej się to, co widzi. Każdemu się podobało. Ash mówiła, że to połączenie ciemnych, falujących włosówi zielonych oczu, mocnej szczękii pełnych ust. Powiedziała, że to seksowne. Byłem seksowny. Może to zabrzmi arogancko, ale taka była prawda.

Skoro ta dziewczyna tak bezwstydnie mierzyła mnie wzrokiem, to stwierdziłem, że ja też mogę. Bo dlaczego by nie?W końcu to ona staław moich drzwiach.

Ta dziewczyna… Nie była słodka. Jej długie włosy, które nie były ani brązowe, ani blond, opadały na ramiona. Była bardzo niska, nie miała więcej niż metr sześćdziesiąt pięć. Mimo to jej nogi wydawały się nie mieć końca.Z trudem odciągnąłem od nich wzrok.

W końcu spojrzałem na jej koszulkę, na której widniał napis „mój blog jest lepszy niż twój vlog”. Co to niby miało znaczyć?I dlaczego miała na sobie właśnie taką koszulkę…? Słowa „blog”i „lepszy” rozciągały się na jej piersiach.Z trudem przełknąłem ślinę. To nie był dobry znak.

Jej twarz była okrągła, nos zadarty,a skóra gładka. Postawiłbym na milion dolarów, że jej oczy były brązowe – duże, mądre oczy jaku sarny.

Czułem jej wzrok na sobie, gdy podążała nim od linii moich dżinsów do mojej twarzy. Odetchnęła gwałtownie,a jaw tym samym momencie zrobiłem to samo.

Jej oczy nie były brązowe. Były dużei okrągłe,w kolorze jasnej szarości – inteligentnei przejrzyste. Piękne. Nawet ja musiałem to przyznać.

I to mnie wkurzyło. Ogólnie wszystko mnie wkurzało. Dlaczego tak się jej przyglądałem? Dlaczego onaw ogóle tu była? Zmarszczyłem brwi.

–W czym mogę pomóc?

Nie usłyszałem odpowiedzi. Patrzyła na mniez tym dziwnym wyrazem twarzy, jakby chciała, żebym pocałował te jej pełne wargi. Poczułem ciepłow dole brzucha.

– Halo? – Usłyszałem we własnym głosie odrobinę irytacji –a może złości, pożądania, rozdrażnieniai jeszcze więcej pożądania. Ludzie są słabi, stanowią ryzyko… Dawson nie żyje przez takiego człowieka, takiego jak ona. Przypominałemo tym sobiew myślach cały czas. Położyłem rękę na klamce od drzwii się pochyliłem.

– Potrafisz mówić?

To przyciągnęło jej uwagęi przestała mi się tak przyglądać. Jej policzki przybrały ładny odcień różu. Cofnęła sięo krok. Dobrze. Chciała odejść. Tego właśnie chciałem – żeby się odwróciłai pobiegła. Przeczesałem ręką włosyi spojrzałem ponad jej ramieniem,a potemz powrotem na nią. Ciągle tam stała.

Naprawdę musiała zabrać sięz mojego ganku, nim zrobię coś głupiego. Jak na przykład uśmiechnę się, widząc ten uroczy sposób,w jaki się rumieniła. To było nawet seksowne. Zdecydowanie nieprzeciętne.

– Liczę do trzech…

Zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Cholera.

– Zastanawiałam się, gdzie jest najbliższy sklep. Mam na imię Katy.

Katy. Miała na imię Katy. Przypominała mi małego kotka.

– Wprowadziłam się naprzeciwko. – Wskazała na swój dom. – Jakieś trzy dni temu…

– Wiem. – Obserwowałem cię od trzech dni jak jakiś psychopata, pomyślałem.

– Więc miałam nadzieję, że znasz najkrótszą drogę do jakiegoś sklepui może do miejsca, gdzie sprzedają rośliny.

– Rośliny?

Zmrużyła lekko oczy,a ja zmusiłem się, by nie okazać żadnych emocji. Zaczęła się bawić brzegiem swoich spodenek.

– No tak, widzisz, przed moim domem jest grządka…

Uniosłem brew.

– Okay.

Teraz jeszcze bardziej zmrużyła oczy,a irytacja mocniej zabarwiła jej policzki. Rozbawiło mnie to. Wiedziałem, że zachowuję się jak dupek, ale bawiła mnie jej reakcja.A jej złośćw dziwny sposób była podniecająca. Nie podobało mi się to. Przypominała mio czymś…

–I cóż, muszę kupić rośliny… – Spróbowała znowu.

– Na tę grządkę. Łapię. – Oparłem się biodremo framugę, zakładając ramiona na piersi. To się robiło coraz zabawniejsze.

Odetchnęła głęboko.

– Chciałabym znaleźć sklep, gdzie dostanę produkty spożywczei rośliny. – Miała taki ton, jakiego ja używałem przez cały dzieńz Dee. To urocze.

– Masz świadomość tego, że to miasteczko ma tylko jedną sygnalizację świetlną, tak? – Noi się stało.W końcu zobaczyłem ogieńw jej oczach, więc uśmiechnąłem się szeroko. Cholera,w tej chwili nie była tylko urocza. To było coś więcej.

Popatrzyła na mnie pełna niedowierzania.

– Wiem, chciałam tylko jakieś wskazówki. Ale to najwyraźniej zły czas.

Przypomniałem sobieo Dawsoniei uśmiechnąłem się gorzko. Koniec zabawy. Musiałem zdusić tow zarodku. Dla dobra Dee.

– Każdy czas jest zły, kiedy pukasz do moich drzwi, dzieciaku.

– Dzieciaku? – powtórzyła, wytrzeszczając oczy. – Nie jestem dzieciakiem. Mam siedemnaście lat.

– Naprawdę? – Niech mnie szlag, jeśli nie zauważyłem wcześniej, jak bardzo była dojrzała. Nicw niej nie przypominało mi dzieciaka, ale jak powiedziałaby Dee, miałem marne umiejętności interpersonalne. – Wyglądasz na dwanaście. Nie, może trzynaście. Moja siostra ma lalkę, która trochę mi ciebie przypomina. Taką bezmyślnąi z wielkimi oczami.

Otworzyła ustai wtedy zauważyłem, że może posunąłem się trochę za daleko. Cóż, tym lepiej dla niej. Jeśli mnie znienawidzi, będzie trzymać sięz dala od Dee. To działałow przypadku większości dziewczyn.A właściwiew przypadku wszystkich.

Okay. To nie działało na wielez nich, ale one nie mieszkały naprzeciwko, więc co za różnica.

– Wow. Sorry, że cię niepokoję. Nie zapukam więcej do twoich drzwi. Wierz mi. – Zaczęła się odwracać, ale niewystarczająco szybko, bo zdążyłem zauważyć błysk smutkuw jej oczach.

Cholera. Teraz czułem się jak największy dureń na tej planecie.A Dee wpadłabyw szał, gdyby zobaczyła moje zachowanie. Przekląłemw myślachi zawołałem:

– Hej.

Zatrzymała się na ostatnim stopniu, plecami do mnie.

– Co?

– Jedź drogą nr 2i skręć na stanową 220, północną, nie południową. Pojedziesz nią do Petersburga. – Westchnąłem, żałując, żew ogóle otworzyłem jej drzwi. – Foodland jest zarazw mieście. Nie przegapisz go. Chociaż,w sumie, może tobie by się to udało. Gdzieś obok jest sklep ze sprzętem, tak mi się zdaje. Powinni mieć coś do ziemi.

– Dzięki – wymamrotałai dodała: – Palant.

Czy ona właśnie nazwała mnie palantem? Co to niby miało być? Zaśmiałem się, szczerze rozbawiony.

– To nie przystoi damie, Kittycat.

Obróciła się.

– Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj.

Och, chyba uderzyłemw czułe miejsce. Odepchnąłem się od drzwi.

– Brzmi lepiej niż palant, nie sądzisz? To była pouczająca rozmowa. Będęo niej rozmyślał jeszcze przez długi czas.

Zacisnęła dłoniew pięści. Chyba chciała mi przyłożyć.I chyba podobałoby mi się to.A to oznacza, że najwyraźniej miałem coś nie takz głową.

– Wiesz, masz jednak rację. Nie powinnam była nazywać cię palantem. To dla ciebie za łagodne słowo. – Uśmiechnęła się słodko. – Dupekz ciebie.

– Dupek? – Zbyt łatwo mógłbym polubić tę dziewczynę. – To urocze.

Pokazała mi środkowy palec.

Zaśmiałem się, pochylając głowę.

– Bardzo cywilizowane zachowanie, Kotek. Jestem pewny, że masz obszerny zasób ciekawych nazwi gestów dla mojej osoby, ale nie jestem zainteresowany.

Wyglądała, jakby chciała się ze mną zgodzić. Byłem nieco zawiedziony, że się odwróciłai odeszła. Czekałem, aż otworzy drzwi od samochodu. Byłem dupkiem, więc zawołałem za nią:

– Do zobaczenia później, Kotek! – Zaśmiałem się, gdy zobaczyłem, że wyglądała, jakby chciała do mnie podbieci mnie kopnąć.

Zatrzasnąłem za sobą drzwi, oparłem sięo niei znowu zaśmiałem, ale ostatecznie jęknąłem niezadowolony. Przez chwilęw tych mądrych szarych oczach poza niedowierzaniemi gniewem zobaczyłem coś jeszcze. Zranienie. Czułem się źle, wiedząc, że ją zraniłem.

Co było głupie, bo ostatniej nocy planowałem podpalenie jej domui wtedyw ogóle nie czułem się winny. Ale potem zobaczyłem jąz bliskai coś się zmieniło. To stało się jeszcze wtedy, zanim sięw ogóle do niej odezwałem. Nim dostrzegłem, jakie te szare oczy są inteligentnei piękne.

Wróciłem do salonu. Nie byłem zaskoczony widokiem siostry przed telewizorem. Siedziałaz założonymi rękami,a oczy miała zaczerwienione. Minę miała jak ta dziewczyna – wyglądała, jakby chciała kopnąć mniew jaja.

Ominąłem ją szerokim łukiemi ruszyłem do kanapy. Usiadłem, czując się o kilkanaście lat starszy.

– Blokujesz mi telewizor.

– Dlaczego? – zapytała.

– Bo to bardzo dobry odcinek. – Wiedziałem, że nieo tym mówiła. – Ten gość myśli, że jest opętany przez zjawę lub…

– Nie obchodzi mnie jakaś zjawa, Daemon! – Uniosła nogęi uderzyła niąw podłogę wystarczająco mocno, by stolik do kawy zadrżał. – Dlaczego tak się zachowałeś?

Oparłem sięo kanapęi postanowiłem, że będę grał idiotę.

– Nie wiem,o czym mówisz.

Zmrużyła oczy. Dostrzegłemw nich błysk białego światła.

– Nie miałeś powodu, by tak się do niej odzywać. Żadnego. Chciała tylko, żebyś udzielił jej wskazówek,a ty zachowałeś się jak dupek.

Zobaczyłemw myślach szare oczy Katy. Potem od razu pozbyłem sięz głowy tego obrazu.

– Ja zawsze zachowuję się jak dupek.

– Dobra. To akurat prawda. – Zmarszczyła brwi. – Ale zazwyczaj nie jesteś aż taki zły.

Mój żołądek się skurczył.

– Ilez tej rozmowy słyszałaś?

– Wszystko – powiedziała, ponownie tupiąc nogą, od czego zatrząsł się telewizor. – Ja nie mam lalkio pustych oczach. Ja nie mam żadnych lalek, ty głąbie.

Uśmiechnąłem się lekko mimo wszystko, ale po chwili znowu zobaczyłemw myślach szare oczyi dobry humor zniknął.

– Tak musiało być, Dee. Wieszo tym.

– Nie, nie wiem.I ty też nie.

– Dee…

– Ale wiesz, co ja wiem? – Przerwała mi. – Ona wydawała się być normalną dziewczyną, która przyszła tu, by zapytaćo wskazówki. Normalną, Daemon,a ty byłeś dla niej okropny.

Nie musiała mi cały czas przypominać, jak bardzo nawaliłem.

– Nie masz powodu, by tak się zachowywać.

Nie miałem powodu? Czy ona była normalna? Poruszając sięz prędkością światła, zszedłemz kanapyi znalazłem się dokładnie naprzeciwko Dee.

– Czy muszę ci przypominać, co stało sięz Dawsonem?

Moja siostra nie cofnęła się przede mną. Uniosła podbródek,a jej oczy błysnęły bielą.

– Nie. Wszystko pamiętam doskonale, dziękuję.

– Więc jeśli to nie jest problemem, nie mao czym rozmawiać. Powinnaś pamiętać, dlaczego ludzie muszą się trzymać od nasz daleka.

– Ona jest tylko zwykłą dziewczyną. – Dee sapnęła ze złości. – To tyle, Daemon. Ona jest…

– Dziewczyną, która mieszka naprzeciwko. Nie jest jakąś laską ze szkoły. Ona tam mieszka. – Wskazałem rękąw kierunku okna. –A to jesto wiele zbyt blisko nasi zbyt blisko kolonii. Wiesz, co się stanie, jeśli spróbujesz sięz nią zaprzyjaźnić.

Cofnęła się, kręcąc głową.

– Nawet jej nie znaszi nie potrafisz przewidzieć przyszłości.I dlaczego od razu zakładasz, że będziemy przyjaciółkami?

Uniosłem brwi.

– Naprawdę? Nie spróbujesz sięz nią zaprzyjaźnićw momencie, gdy wyjdzieszz tego domu?

Zacisnęła usta.

– Nawet jeszczez nią nie rozmawiałaś,a już pewnie się zastanawiasz, czy na Amazonie dostaniesz bransoletki przyjaźni.

– Na Amazonie można dostać wszystko – wymamrotała. – Jestem pewna, że bym je tam znalazła.

Wywróciłem oczami, zmęczony tą rozmową.W ogóle już wcześniej zmęczyła mnie rozmowaz najbardziej wkurzającą sąsiadką.

– Masz trzymać się od niejz daleka – powiedziałem, po czym obróciłem sięi wróciłem na kanapę.

Moja siostra ciągle staław miejscu, gdy ja usiadłem.

– Ja nie jestem jak Dawson. Kiedyw końcu to zrozumiesz?

– Ja już to wiem. – Byłem dupkiem, więc powiedziałem coś jeszcze gorszego. – Stanowisz większe ryzyko niż on.

Odetchnęłaz trudemi zamarła.

– To… był cios poniżej pasa.

Racja. Przesunąłem ręką po twarzy. To zdecydowanie był cios poniżej pasa.

Dee westchnęła, kręcąc głową.

– Czasami strasznyz ciebie palant.

– Już to słyszałem.

Obróciła się, poszła do kuchni,a po chwili wróciła, trzymającw ręce torebkęi kluczyki od samochodu. Minęła mnie bez słowa.

– Dokąd idziesz? – zapytałem.

– Do sklepu spożywczego.

–O Jezu – wymamrotałem, zastanawiając się, ile ludzkich praw bym złamał, gdybym zamknął siostręw szafie.

– Potrzebne jest nam jedzenie. Wszystko zjadłeś. –I wyszła.

Odchyliłem głowęi oparłem jąo kanapę. Jęknąłem. Dobrze wiedzieć, że to, co mówiłem, wpadało jednym uchem,a wypadało drugim. Nawet nie wiem, po co sięw ogóle kłopotałem. Dee nie da się powstrzymać. Zamknąłem oczy.

Od razu przypomniała mi się rozmowaz moją sąsiadkąi musiałem przyznać, że rzeczywiście zachowałem się po chamsku.

Ale tak będzie lepiej. Mogła mnie nienawidzić,a nawet powinna. Wtedy pewnie będzie się trzymać od nasz daleka. Nie było innego wyjścia, bo ta dziewczyna oznaczała problemy.

A co najgorsze, była problemem, który mi się podobał.

Rozdział 3

Dee dosłowniew kilka godzin zapomniałao wszystkim, co jej powiedziałem. Wróciła ze sklepuz torbami pełnymi różnych rzeczyi uśmiechem na ustach,a ja byłem pewny, że właśnie poznała naszą sąsiadkę.

Gdy jąo to zapytałem, minęła mnie jak rozzłoszczony koliber, unikając odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie odnośnie tego, co robiła.W końcu chyba się wkurzyłai wyszłaz domu. Jako dobry starszy brat – starszy tylkoo kilka minut – podszedłem do okna, by sprawdzić, czy wszystkow porządku. Dee nie poszła do swojego samochodu, tylko do domu naprzeciwko. Nie byłem nawet zaskoczony. Była jużw domu tej dziewczyny. Trudno pilnowało się jejw ciągu roku szkolnego,a teraz to?

Po powrocie do domu, Dee unikała mnie, ale nie przeszkadzało mi to. Nie byłem pewny, czy nie zacznę na nią krzyczeć, gdy na nią wpadnę. Mimo że byłem dupkiem, nie lubiłem się wyżywać na siostrze. Tego wieczoru opuściłem domi wsiadłemw swój samochód, bo już nie mogłem patrzeć na ten dom po drugiej stronie ulicy.W połowie drogi do miasta zadzwoniłem do Andrew, bliźniaka Adamai tego brata Thompsona, który był najbardziej podobny do mnie pod względem charakteru.

Zamierzałem sięz nim spotkaćw Smoke Hole Diner, restauracji niedaleko gór Seneca Rocks – najbliższego łańcucha górskiego,w którym znajdował się beta-kwarc, czyli kryształ, który miał niesamowitą zdolność do ukrywania naszej obecności przed naszym wrogiem – Arumianami. Ale nawet jeśli beta-kwarc ukryłby obecność Luksjan, to gdyby Arumianie dostrzegli człowieka ze znakiem, wiedzieliby, że jesteśmyw pobliżu.

Zająłem miejscez tyłu knajpy, blisko masywnego kominka,w którym zawsze rozpalanow trakcie zimy. Knajpa wyglądała nieźle. Stoliki zostały przyozdobione kawałkami skały. Czułem tę naturalną energię, która od nich płynęła.

Andrew był wysokim blondynem, który przyciągał wzrok, gdy szedł między stolikami.

Ja również przyciągałem wzrok, gdy szedłem do stolika chwilę temu.

Może się wydawać, że trąci to dużą dozą arogancji –i może racja – ale taka była prawda. Połączenie DNA ludzii Luksjani wybór, jaki dostaliśmyw kwestii wyglądu oznaczał, że byliśmy bardzo atrakcyjni. No, bo serio, gdyby można było wybierać, jak się będzie wyglądać, każdy wybrałby ponętną postać. Zielone oczy były cechą rodzinną, ciemne włosy kręciły się trochę na końcach, nieważne, czy tego chciałem, czy nie, ale ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostui wygląd gwiazdy filmowej, to były moje najlepsze cechy.

Andrew usiadł na miejscu naprzeciwko mnie. Spojrzał na mnie jasnoniebieskimi oczami, takimi jaku Ashi Adama.

– Uprzedzę cię. Ash wie, że wyszedłem spotkać sięz tobą. Nie zdziw się, jeśli się tu pojawi.

Cudownie.

Nie okazałem żadnych emocjiz szacunku do niej