Nowy układ - Kinga Litkowiec - ebook + książka

Nowy układ ebook

Litkowiec Kinga

4,3

79 osób interesuje się tą książką

Opis

GDY DIABEŁ ODKRYWA, ŻE MA SERCE, MOŻE ZROBIĆ SIĘ NIEBEZPIECZNIE.

Wydaje się, że życie Jess nabiera sensu. W domu Liama O’Dire’a odnalazła coś, czego przez całe życie jej brakowało. Oddała serce diabłu i sprawiła, że on odkrył dla niej istnienie swojego. Jednak czy będzie potrafił zaakceptować stan, do którego nigdy nie chciał dopuścić?

Piekło wcale nie zamarza.

Temperatura zaczyna wzrastać.

Liam odsłania więcej kart. Jessica przyjmuje wyzwanie.

Gra wciąż trwa, ale zmieniają się zasady. Dochodzą nowi gracze, którzy nie zamierzają postępować fair. Pragną tego, co ma Liam.

 

Sam diabeł spłonąłby rumieńcem, czytając gorącą powieść Kingi Litkowiec. ,,Nowy układ” to nie jest słodkie, ckliwe i pełne uroku czytadełko dla grzecznych dziewczynek. To mroczna i diabelnie seksowna książka! Co się stanie, gdy diabeł nagle obnaży swoje ludzkie oblicze, a na horyzoncie pojawią się nowe wyzwania? Historia Liama i Jess nabiera rozpędu i… cóż, będzie się działo! - Katarzyna Ewa Górka, katherine_the_bookworm

 

Fenomenalna, ostra i piekielnie seksowna. Jeśli chcesz podnieść sobie ciśnienie, nie zwlekaj. Weź do ręki tę książkę i zanurz się w głębi pragnień, gdzie miłość przeplata się z pożądaniem. Odkryj świat pełen niebezpieczeństw i przemocy. Nasyć wyobraźnię, w której dominacja to wisienka na torcie. Pozwól porwać się fali ekstazy, jaką odnajdziesz podczas czytania. -Małgorzata Wiśniewska, Zakochana Zaczytana

 

Kinga Litkowiec stworzyła piekielnie seksowną opowieść. Autorka wykreowała świat, w którym króluje diabelska żądza. Przepadnijcie w czeluściach ,,Nowego układu” i poddajcie się urokowi samego pana piekieł. -  Patrycja Piasecka, zaczytana_matka_Patka

 

Liam to diabeł w ludzkiej skórze, a Jessica pod przykrywką delikatnej kobiety skrywa równie demoniczne oblicze. W połączeniu tworzą piekielnie dobrą parę. „Nowy układ” to świetna książka, w której autorka pokazała, jak człowiek może się zmienić dla tej odpowiedniej osoby. Mocna i dość brutalna historia; jestem w niej zakochana już od pierwszego tomu. Polecam Wam całą serię „Demony z Los Angeles”. Gwarantuję, że nie będziecie żałować czasu, który upłynął Wam podczas czytania. - Dorota Poneta, kobieta_inspiruje

 

Ta część jest niczym mafijny pistolet: szybko kieruje się do serca i z zaskoczeniem rozkłada czytelnika na kawałki. Wsiąknęłam na nowo w historię Jessiki i Liama już od pierwszej strony. To powieść pełna emocji, zwrotów akcji i namiętności. Napięcie i ciekawość nie opuszczą Was do samego końca. Kinga postarała się o to, by książka kusiła, bawiła i cieszyła. Polecam! - Kinga Ksel, Iskierka_czyta

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 288

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (290 ocen)
176
53
37
18
6
Sortuj według:
Adrianka90

Nie oderwiesz się od lektury

❤️
10
Gosia243

Dobrze spędzony czas

Pod koniec książki coś się zadziało czasem można przyjąć w połowie... jak dla mnie mocna 4.
10
Ruda0488

Nie oderwiesz się od lektury

Czekam na kolejną ❤️
00
agnexs

Z braku laku…

Wymęczona, słaba i jak dla mnie bez sensu. Ona wiecznie czekajaca w sypialni, on ciagle akurat coś musi załatwić. Do kolejnej częsci już raczej nie zajrzę.
00
Katarzyna19820725

Nie oderwiesz się od lektury

calkiem niezla
00

Popularność




Copyright © by Kinga Litkowiec, 2019Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2021 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta I: Paulina Aleksandra Grubek

Korekta II: Magdalena Zięba-Stępnik

Zdjęcie na okładce: © by Volodymyr TVERDOKHLIB/Shutterstock.com

Projekt okładki: Marta Lisowska

Ilustracje wewnątrz książki: © by pngtree.com

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek

Wydanie I - elektroniczne

ISBN 978-83-67024-15-0

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Dla mojego męża

Spis treści

1.JESSICA

2. LIAM

3. JESSICA

4. LIAM

5. JESSICA

6. LIAM

7. JESSICA

8. LIAM

9. JESSICA

10. LIAM

11. JESSICA

12. LIAM

13. JESSICA

14. LIAM

15. JESSICA

16. LIAM

17. JESSICA

18. LIAM

19. JESSICA

20. LIAM

21. JESSICA

22. LIAM

23. JESSICA

24. LIAM

25. JESSICA

26. LIAM

27. JESSICA

28. LIAM

29. JESSICA

30. LIAM

31. JESSICA

32. LIAM

33. JESSICA

34. LIAM

35. JESSICA

36. LIAM

37. JESSICA

38. LIAM

39. JOAQUIN

Playlista

Like A Storm – Love The Way You Hate Me

Michele Morrone – Drink Me

Ciara ft. Justin Timberlake – Love sex magic

Niykee Heaton – Dream Team

Kehlani – Gangsta

Skillet – Awake And Alive

Enigma – Je T’aime Till My Dying Day

Chord Overstreet – Hold On

Ne-Yo – Beautiful Monster

Boy Epic – Tell Me You Love Me

1.JESSICA

Nic ci nie obiecuję. Po prostu muszę coś sprawdzić. Czy potrafiękochać.

Mówi mi coś takiego i tak po prostu sobie wychodzi? Ja chyba zaraz zwariuję. Ile jeszcze razy będę przez to przechodzić? Znów zrobił krok do przodu, żeby za chwilę cofnąć się o trzy? Nie mogę nadążyć za tym, czym kieruje się ten facet. Chyba nie ma na świecie nikogo, kto wiedziałby, co chodzi mu po głowie. Wydaje mi się, że nawet on sam tego niewie.

Chciałabym wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza, ale nie mogę. Duszę się tutaj. Nie jestem w stanie skupić się na jego słowach, które wciąż dudnią w mojejgłowie.

Podejmuję ryzykowną decyzję i otwieram drzwi. Wychylam lekko głowę, nikogo nie ma. Przynajmniej nie tutaj. Znam już drogę do jadalni, więc idę prowadzącym do niej korytarzem. Boję się pójść gdzie indziej; nie mam pojęcia, co mogę zobaczyć w miejscu, w którym nie jestem mile widziana. Nie wiem nawet, po co w ogóle to robię. Przecież nie ma szans, żebym tak po prostu sobie wyszła. Mimo wszystko idę dalej. Prowadzi mnie mieszanka emocji, która doszczętnie pozbawiła mnie racjonalnegomyślenia.

Byłam naiwna, licząc na to, że uda mi się przejść. Za każdym razem mijałam kilku ludzi Liama. Jakim cudem teraz miałoby nikogo niebyć?

– Szef wie, że jego laleczka wychodzi bezpytania?

Obleśny koleś zbliża się do mnie. Ma nieprzyjemny wyraz twarzy, a podchodząc za blisko, zachowuje się jak psychopata. Przełykam głośno ślinę, gdy staje naprzeciwko mnie. Wpatruje się szeroko otwartymi oczami, a jego usta układają się w krzywy uśmiech zadowolenia. Ma może pięć centymetrów więcej ode mnie, jednak boję się go przez to, jak mi się przygląda. Poprawia przydługie, potargane włosy, zaczesując je dłonią do tyłu, po czym robi jeszcze jeden krok w moim kierunku. Cofam się i uderzam plecami o ścianę. Przełykam mocno ślinę i próbuję zamaskować strach, który przejął kontrolę nad moimciałem.

– Możesz go zawołać? Nie mam jak się z nim skontaktować, a muszę z nim porozmawiać. – Staram się wyglądać na pewną siebie, ale nie wiem, na ile mi towychodzi.

– Coś za coś, maleńka.

Unoszę jednąbrew.

– Obciągnij mi. – Uśmiecha sięszeroko.

– Sam sobie obciągnij, kutasie! – krzyczę tak głośno, na ile jestem wstanie.

– Zamknij się! – Rozgląda się na boki i przykłada mi dłoń do ust. – Zaraz zobaczysz, na co mnie stać, ty mała ździro – sapie, a jego oczy wydają się jeszcze bardziejszalone.

Chcę mu się wyrwać, ale jest za silny, choć na pierwszy rzut oka wcale na takiego nie wygląda. Przyciska mnie do ściany i mówi coś pod nosem. Nie słyszę go, bo staram się krzyczeć jak najgłośniej, mimo przystawionego łapska do mojej twarzy. Łapie mnie za pierś, chcę go kopnąć, ale robiunik.

Dostrzegam jakąś postać kątem oka; nie wiem, kto to. Modlę się jedynie o to, by był to Liam lub ktokolwiek, kto obroni mnie przed tymzboczeńcem.

– Co ty, kurwa, robisz?!

Psychol mnie puszcza i odwraca się w stronę mężczyzny, który pewnie mnieuratował.

– Nie widać? Maleństwo się zgubiło. – Śmieje się szeroko, jakby uważał to za świetnązabawę.

– A wiesz, idioto, kim jest to maleństwo?! – Mężczyzna podnosi głos tak bardzo, że nawet ja się goboję.

– Nową laleczką szefa. – Wariat znów się uśmiecha jak skończonypajac.

– Wypierdalaj stąd, zanim odstrzelę ci ten pusty łeb! – Mężczyzna w ciągu sekundy wyciągabroń.

Na szczęście ten oblech cofa się, unosząc ręce, i odchodzi. Zostaję z moim wybawicielem, który podchodzi do mnie bliżej. Przyglądam mu się przez chwilę; to wysoki brunet o ciemnych, brązowych oczach. Patrzy na mnie z kamienną twarzą, przez co zaczynam się denerwować. Nie wiem, kim jest, ale wyraz jego twarzy z każdą sekundą przeraża mnie jeszczebardziej.

– Co ty tu robisz? – pyta poirytowanymtonem.

– Szukam Liama – odpowiadamroztrzęsiona.

– Od kiedy możesz wychodzić sama z sypialni? – Patrzy na mnie karcąco jak na niegrzecznedziecko.

– Nie mogę, ale…

– Nie każdy wie, kim dokładnie jesteś. Niektórzy przychodzą tu raz na kilka tygodni, tak jakFizzy.

– Ty wiesz, choć ciebie też nigdy nie widziałam – odpowiadamnieśmiało.

– Moim zadaniem jest wiedzieć wszystko. Chodź, odprowadzę cię do sypialni, zanim szef cię tuzobaczy.

Kiwam głową i idę za nim, jednak on zatrzymuje się na chwilę, zmuszając mnie, żebym szła przodem. Zerkam na niego odruchowo co kilka sekund, bo nadal wolę zachować jakąkolwiek ostrożność. W tym domu nikt nie jest normalny. Wiem, że nikomu nie mogę tu ufać. Jestem tu więźniem; otoczona przez samychmężczyzn.

Gdy stoimy już pod drzwiami, odwracam się doniego.

– Zgaduję, że teraz chcesz mi powiedzieć, żebym nie mówiła O’Dire’owi o tym, co sięstało?

– Jak dla mnie, możesz mu powiedzieć – odpowiada rozbawiony. – Ten kretyn i tak zginie szybciej, niż mu się wydaje. Zastanów się tylko, czy chcesz się przyznać, że wyszłaś sama z sypialni. Z tego, co wiem, nie możesz tegorobić.

– To prawda. – Spuszczamgłowę.

– Idź do środka, zaraz przyniosę ciobiad.

– A Morris? – pytamzaskoczona.

Przez myśl przechodzi mi, że podzielił los Kim. Od razu uświadamiam sobie, że jego jest mi bardziej szkoda. To cholernie dziwne, bo nawet nie mogę znieść widoku tego mężczyzny, a Kim przecież na początku była dla mnie miła i polubiłam ją bardzo szybko. Być może do Morrisa mam więcej zaufania, bo Liam właśnie jemu zlecił zajmowanie się mną, a jestmężczyzną.

– Wyjechał w interesach, wróci jutro. Spokojnie, nie jesteś na mnie skazana na długo. – Uśmiecha sięszeroko.

– Dlaczego ty gozastępujesz?

– Szef nie pozwoli wejść do ciebie nikomu, do kogo nie ma wystarczającego zaufania. Morris zastąpił Kim, choć z reguły zajmuje się dziwkami, ale jest też prawą ręką O’Dire’a – odpowiada niecoznudzony.

– A ty czym sięzajmujesz?

– Wolałabyś tego nie wiedzieć. – Unosi lekko kącikust.

– Dlaczego? Nic mnie już nie zaskoczy. – Wzruszamramionami.

– Zajmuję się szantażami, torturami i morderstwami. Teraz zaspokoiłem twojąciekawość?

– Robisz takie rzeczy, a zgodziłeś się na noszenie obiadów? – Uśmiecham sięmimowolnie.

– Nie miałemwyjścia.

– Ale śniadania nie dostałam. – Robię nadąsaną minę, po czym znów uśmiecham sięszeroko.

– Widocznie nie zasłużyłaś. – Odwzajemnia mój uśmiech. – A prawda jest taka, że dopiero niedawno dostałem takie zadanie. Jeśli to już koniec pytań, wejdź w końcu dośrodka.

– Mam jeszcze jedno. Jak masz naimię?

– Joaquin. – Wzdychaciężko.

Wchodzę do środka w nieco lepszym humorze. Zastępca Morrisa wydaje się całkiem w porządku. Mimo że torturuje, szantażuje i zabija, wzbudza we mnie większą sympatię. Może dlatego, że nie sprowadza dziwek i nie zajmuje się sprzedażą dziewictwa. To chyba bardziej mnie przeraża. Może jestem po prostudziwna.

Joaquin przynosi mi obiad kilka minutpóźniej.

– Teraz bez pytań, bo trochę się śpieszę – mówi, stawiając tacę zjedzeniem.

– Tylko jedno i krótkie. Nie wiesz, kiedy przyjdzieLiam?

– Niedługo powinien tubyć.

Mężczyzna od razuwychodzi.

Podchodzę do stolika z obiadem. Nie jestem w sumie głodna, choć wszystko wygląda apetycznie. Przez to, co stało się na korytarzu, mam ściśnięty żołądek. Zmuszam się jednak do zjedzenia sałatki i siadam na łóżku. Po chwili po prostu się rozbieram i wchodzę pod kołdrę. Sama nie wiem, czy chce mi się spać, czy jestem jedynie wykończona psychicznie. Ale dobrze mi to robi. Zamykam oczy i mogępomyśleć.

Trudno mi wyciągnąć wnioski. Już nawet nie próbuję wmówić samej sobie, że to nie jest miłość. Kocham go, mimo że jest największym sukinsynem, który chodzi po tejziemi.

Miłość jest ślepa, ale i głupia. Gdyby kobiety mogły same wybrać sobie mężczyznę, w którym chcą się zakochać, byłoby zdecydowaniełatwiej.

Liam wraca po godzinie. Leżę tyłem do drzwi i nie mam nawet zamiaru sięodwracać.

– Śpisz w ciągu dnia? – pyta spokojnymtonem.

– Nie, tylko leżę. Zamknięta w sypialni nie mam zbyt wielu rozrywek – odpowiadam obojętnie, choć w środku cała siętelepię.

– Brakuje cirozrywki?

– Brakuje mizajęcia.

– Cośwymyślimy.

Słyszę, że się rozbiera. Doskonale wiem, co wymyślił. Nie ukrywam, że tego też mi brakuje. Jednak nie jestem pewna, czy to najlepszymoment.

Wchodzi powoli pod kołdrę, delikatnie przykłada usta do moichpleców.

– Odwróć się domnie.

Robię, co mówi, patrzę mu w oczy, próbując odczytać jegomyśli.

– Nie cofnę już tego, co powiem, ale nie powtórzę się drugi raz. – Zakłada mi włosy za ucho. – Chcę spróbować. Nie wiem, czy jest w ogóle sens, ale chcętego.

Jest tak poważny, a jego ton pewny… To daje mi nadzieję, chociaż wciąż boję się, że zrani mnie po razkolejny.

– O czym dokładnie teraz mówisz? – pytamcicho.

– Doskonale wiesz, mała. Jeśli po wszystkim oboje będziemy chcieli być razem, takbędzie.

– Po wszystkim? – pytamzaskoczona.

– Wiem o tobie dużo, ale ty o mnie nie wiesz nic. Zmienimyto.

– Jaka jest szansa, że jutro albo jeszcze dziś nie zmienisz zdania? – Patrzę na niegowymownie.

– Daję ci na to moje słowo. Chcę tego, muszęzaryzykować.

– Rozmawiałeś z Valerią? – Uśmiecham sięlekko.

– Dziś nie. Rozmawiałem zMorrisem.

– Z Morrisem? Facet od dziwek udzielił ci rady? Teraz nie wiem, czy dobrze cięzrozumiałam.

Naprawdę zaczynam siębać…

– Facet od dziwek, kiedyś nim nie był, kotku.

– A kim był? – Nawet nie ukrywam tego, jak bardzo jestemciekawa.

– Bardzo zakochanym w pewnej dziewczynie chłopakiem, za którą zabił – odpowiada spokojnym, zamyślonymgłosem.

– Co? – Otwieram szerokooczy.

– Każdy człowiek ma jakąś przeszłość. Bywa, że to przez nią ludzie zamieniają się wpotwory.

– Z tobą też takbyło?

– Nie.

Chcę zapytać, co w takim razie stało się z nim. Jednak zamyka moje usta namiętnympocałunkiem.

Wiem, że powie mi tyle, ile będzie chciał powiedzieć, więc nie próbuję nawet protestować. Oddaję się chwili zapomnienia, która z każdą sekundą dostarcza mi coraz więcejprzyjemności.

Liam wchodzi na mnie, nie przerywając pocałunku nawet na sekundę. Czuję jego twardego penisa, który ociera się o moją cipkę. Jęczę cicho, kiedy zaczyna we mnie wchodzić. Na początku bardzo wolno, ale nagle jednym pchnięciem wchodzi do końca. Odchylam głowę i wydaję z siebie głośny jęk. Jego dłonie łapią moje w nadgarstkach, zakłada mi je za głowę i pieprzy coraz mocniej, nie spuszcza ze mnie wzroku. Dzikość jego spojrzenia jest w tym momencie nie do opisania, tak samo jak intensywność jego ruchów. Nie mogę się poruszyć, ale on właśnie tego chce – mieć nade mną pełną władzę; pozwolić mi na tyle, na ile będzie chciał. Nie przeszkadza mi to, pod warunkiem, że mnie tym nie rani. Podoba mi się jego dominacja, podnieca mnie i sprawia, że pragnę go jeszczebardziej.

– Jesteś tylko moja, Jess – mówi, gdy zaczyna pieprzyć mnie jeszczemocniej.

Mam wrażenie, że łóżko się porusza. Odlatuję, jest mi chyba zbyt dobrze. Z moich ust wydostaje się głośny jęk, a cipka zaciska się mocno na jego penisie. Przymykam powieki. Liam zwalnia, oddycha coraz ciężej. Opada na mnie wolno, czuję bijące serce na mojej piersi. Mam ochotę powiedzieć mu coś na ten temat, ale gryzę się w język. To nie czas na takieuwagi.

– Jutro zabiorę cię w pewne miejsce – mówi, kładąc się obokmnie.

– Dokąd?

– Można powiedzieć, że toniespodzianka.

– Czuję, że mi się niespodoba.

– Tak będzie na pewno, ale coś ci przecież obiecałem. Jedynie widząc, czym dokładnie się zajmuję, możesz zdecydować, czy chcesz być ze mną na tyle mocno, żeby tozaakceptować.

Nie odpowiadam. Patrzę w te przerażająco mroczne oczy, w których po raz pierwszy widzę coś nowego. Nie wiem, czy to na pewno miłość, czy tylko sobie to wmawiam, ale mam nadzieję, że się niemylę.

2. LIAM

To będzie dla niej test. Nie jestem pewien, czy to wytrzyma. Wiem, jakie ma zdanie na ten temat. Mogę się przyznać, że coś do niej czuję, ale nie mogę dla niej zrezygnować z tego, co robię. Wszystko ma swoje granice. Jeśli naprawdę jest gotowa być ze mną, to tylko na moich zasadach. Wciąż jestem tym samym sukinsynem, którym byłem, gdy do mnie trafiła. Nie zamierzam robić niczego, co kłóci się z mojąnaturą.

Biorę szybki prysznic, żeby przed kolacją załatwić kilka spraw. Gdy wracam do sypialni, Jess jest jeszcze włóżku.

– Zjemy razem, Joaquin przyjdzie po ciebie – informuję ją, zanimwychodzę.

– Dobrze. Mógłby zająć miejsce Morrisa. Wolę już mordercę niż gościa oddziwek.

– Skąd wiesz, czym zajmuje się Joaquin? – pytam zaskoczony i zdecydowaniewkurwiony.

– Powiedział mi. – Wzruszaramionami.

– Nie urządzaj sobie pogawędek z moimi ludźmi – unoszęsię.

– Zapytałam go tylko, czym się zajmuje. Czemu się wściekasz? – Patrzy na mnie zaskoczona, czym wkurwia mnie jeszczebardziej.

– Nie wściekam się. Moi ludzie mają robić, co im każę, w ich obowiązkach nie ma rozmów ztobą!

– Dobrze. Więc może ty rozmawiaj ze mną częściej? – pyta oskarżycielskimtonem.

– Postaram się – odpowiadambeznamiętnie.

Wychodzę wściekły zsypialni.

Nie podoba mi się, że Jessica rozmawia z moimipracownikami.

Morris to co innego, ona nigdy go nie polubi, bo brzydzi ją sam fakt, że on zajmuje się dziwkami. Ledwo go toleruje i to tylko dlatego, że nie ma innegowyjścia.

Spotykam Joaquina przed moim gabinetem, więc postanawiam od razu załatwić tęsprawę.

– Przyprowadzisz Jessicę na kolację. Tym razem postaraj się wykonać moje polecenie tak, jaknależy.

Patrzy na mniezaskoczony.

– Twoim obowiązkiem nie jest rozmowa znią.

Wchodzę do biura, nie czekając już nawet na jego odpowiedź. Chuj mnie obchodzi, co ma mi do powiedzenia. Nie zamierzam tego tolerować. Nikt nie ma prawa wchodzić z nią w jakiekolwiekrelacje.

Siadam na fotelu i od razu wyciągam telefon, muszę zadzwonić doMorrisa.

– Co jest, szefie?

– Jesteś już namiejscu?

– Tak. Załatwiłem kilka dziewczyn. Rano zabiorę resztę. Po południuwrócę.

– Jutro chcę wszystko zorganizować – informujębeznamiętnie.

– Jasne. Zadzwonię zaraz do kilku chłopaków. Zaczną przygotowania sali jeszcze dzisiaj… Szefie, na pewno nie chcesz dziewicy? Całkiem przypadkiem trafiłem najedną…

– Nie – przerywam mu, bo w ogóle nie interesuje mnie ten temat. – Jeśli tak jej zależy, to niech trzyma nogi złączone. Może za miesiąc zmienię zdanie – stwierdzamsurowo.

Po ostatnim incydencie nie zamierzam ryzykować. To jeszcze nie czas, żeby ponownie w towchodzić.

– No dobra. Zostawić ci jakąś? Chcesz kogoś nowego? – Jego ton niemal wytrąca mnie z równowagi, ale ignorujęto.

– Nie. Kiedy wrócisz, zajmiesz się też tymi dwiema dziwkami, które są u mnie. Nie chcę żadnej – odpowiadamobojętnie.

Morris przez chwilę milczy; gdy się odzywa, ton jego głosu zmienia sięznacząco.

– Nie ma sprawy. Dam je do chłopaków. – Nie widzę go, ale wiem, że uśmiecha się teraz podnosem.

– Rób z nimi, cochcesz.

Rozłączam się. Odkładam telefon na biurko, ale przypominam sobie, że to nie koniec interesów. Teraz czeka mnie ich jeszcze wiele. Zawiadamianiem o licytacji zajmuję się zawszeosobiście.

Wyciągam notes ze wszystkimi numerami ludzi, których to interesuje. Wybieram dwudziestu, nie ma sensu zapraszać większejliczby.

Po godzinie kończę ostatnią rozmowę. Każdy przyjdzie. Niektórym pewnie będzie trudno wytrzymać do jutra. Wielu z nich zawsze czeka na telefon ode mnie. Doskonale wiedzą, że Morris zna się na rzeczy, przywozi tylko dziewczyny warte niemałejuwagi.

Zerkam na zegarek. Porawyjść.

Wchodzę do jadalni, Jessica już tu jest. Siadam naprzeciwko niej. Patrzy na mnie przez chwilę z zamyślonąminą.

– Mogę mieć do ciebie prośbę? – pytanieśmiało.

– Zależy jaką – odpowiadam bezprzekonania.

– Chciałabym mieć dostęp do ubrań. Ty ostatnio o tym zapominasz – mówi oskarżycielskimtonem.

Dopiero teraz widzę, że jest w tej samej sukience, w której była rano. To prawda, zapomniałem jej dać coś na zmianę. A na pewno wykąpała się, kiedy wyszedłem. Jest jednak plus tej sytuacji. Jestem przekonany, że nie założyła bielizny. Uśmiecham się lekko na tę myśl, zerkając na jej biust. Miałem rację, pod spodem jestnaga.

– Dobrze, na to mogę sięzgodzić.

– Będę mogła chodzić do sypialni, w której są wszystkie ubrania? Czy znów wrócimy do trzech kompletów do wyboru? Ostatnio szybko o tym zapomniałeś. – Znów ten sam ton, choć wydaje się, że teraz przede wszystkim po prostunarzeka.

– Możesz chodzić do drugiej sypialni. Poinformuję o tym moich ludzi. Ale na niektóre wyjścia ja będę wybierał, co masz założyć. Na przykład na jutrzejszywieczór.

– No dobrze. To i tak dużo. – W końcu uśmiecha siędelikatnie.

To, co ostatnio się dzieje, jest dla mnie czymś nowym. Wciąż nie wiem, czy dobrze robię. Jednak tak naprawdę nie mam wyjścia. Obiecałem, że się nie wycofam. Nie mogę znów zachować się jak tchórz. Niejednokrotnie myślę o tym, czy dobrze postanowiłem. Czy nie był to kolejny impuls, który powinien był zostać przeze mnie zignorowany. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym mniej rozumiem samsiebie.

W sypialni myślę już tylko o jednym. Chcę ją mieć; chcę wiedzieć, że odda mi się w całości. Tylko tak to wszystko może sięudać.

Wcześniej robiła to, bo musiała, teraz zdaje sobie sprawę z tego, że może pozwolić sobie nawięcej.

– Rozbierz się – szepczę jej do ucha. – Szybko.

Obserwuję, jak pośpiesznie ściąga z siebie ubrania, jest przy tym niesamowicie seksowna. Na ten widok mój kutas zaczyna wyrywać się ze spodni. Podchodzi do mnie naga. Uśmiecham się lekko i wydaję kolejnepolecenie.

– Teraz rozbierz mnie. – Uśmiecham się lubieżnie, unosząc przy tym jednąbrew.

Robi to bez słowa, nawet nie muszę jejpomagać.

Na mojej twarzy pojawia się diabelski uśmiech, kiedy stoję już całkiem nagi, a ona uważnie mi się przygląda. Nie udaje nawet, że tego nierobi.

Wie, że to widzę, ale mimo wszystko nie czuje się z tym nieswojo. Łapię ją za włosy i ciągnę za nie delikatnie do tyłu. Całuję ją tak mocno, jak tylko potrafię. Lądujemy na łóżku, chwytam za krągłe biodra i odwracam ją tyłem do siebie. Mój penis wchodzi w idealnie wilgotną cipkę Jess, a ja wiem, że nie potrzebuję żadnej innej kobiety. Ta jedna mi wystarcza, mogę z nią zrobić wszystko, na co mam ochotę. Nigdy mi się nie znudzi, bo za każdym razem czuję się inaczej. Wchodzę w nią coraz mocniej i szybciej, wsłuchując się w jej seksownyjęk.

Po kilku minutach ściskam jej pośladki i wyciągam penisa, po czym naprowadzam go na jej tyłek. Nic nie mówi, ale czuję, że się spięła. Jej uległość mnie kręci, nawet teraz nie sprzeciwia się temu, co chcę z nią zrobić. Powoli wchodzę w jej ciasną pupę, dając jej czas na przyzwyczajenie się do mojego kutasa. Jęczy cicho. Nie wiem, czy z bólu, czy z podniecenia. Ale znając tę kobietę, to mieszanka tych dwóch, na pozór odmiennych doznań. Ona po prostu to lubi, chce tego; chce, żebym pieprzył ją tak, jak mi się podoba. A ja właśnie torobię.

Puszczam jeden pośladek i kładę dłoń na cipce. Pieszczę ją palcami, wiem, gdzie dotknąć, znam już to ciało, jest przecieżmoje.

Zapominam się, zaczynam coraz intensywniej poruszać biodrami. Jessica krzyczy, ale szybko dochodzi do mnie, że to nie przez ból. Zaczyna szczytować. Wkładam dwa palce w jej mokrą cipkę i upewniam się, że mam rację. Dochodzi, a ja zaraz poniej.

Takobieta.

Ona jestidealna.

Idealna dlamnie…

*

Po raz pierwszy po przebudzeniu nie mam ochoty strzelić sobie w łeb po tym, jak za dużo powiedziałem. Teraz nawet nie myślę, że tak było. Przyznałem się do czegoś, co siedziało we mnie już od dawna. Nie wiem sam, kiedy to wszystko się zaczęło. Valeria miała rację, Jessica jest moim wybawieniem. Nigdy nie sądziłem, że w ogóle go potrzebuję. Jednak ona jestidealna.

Seks nigdy nie smakował mi tak dobrze… Żadna kobieta nie wzbudzała we mnie emocji… W sumie na żadnej jeszcze mi niezależało.

Wpadłem. Ale koniec z wypieraniem się, z wmawianiem sobie, że tonieprawda.

Patrzę na nią, gdy jeszcze śpi, i uśmiecham się mimowolnie. To piękny widok, jest tylko dlamnie.

Wiem, że dziś wszystko może się zmienić. Jessica będzie musiała zdecydować. Już niedługo po tym wieczorze może nie być odwrotu. Muszę jednak to zrobić; ona jest pewna, że chce być ze mną. Ja jestem pewien jedynie, że chcę spróbować. To wystarczy, by pokazać jej mój świat, ale myślę, że jej się nie spodoba. Pytanie tylko, czy mimo wszystko będzie w stanie tozaakceptować.

Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Muszę wziąć szybki prysznic i sprawdzić, jak idą przygotowania sali. Wszystko musi byćperfekcyjne.

Strumienie letniej wody pozwalają mi nieco oczyścić umysł, jednak nie mogę pozbyć się dziwnego lęku przed tym, co może się stać. Chciałbym pojechać do Valerii; wiem, że myśli o mnie i Jess. Jest ciekawa, co się u nas dzieje. Jestem jej to winny. Muszę jej o wszystkim opowiedzieć i poprosić ją o radę. Ona jedna będzie w stanie wskazać mi, co mamrobić.

Nie mam zbyt wiele czasu. Licytacja jest dopiero wieczorem, ale mam od zajebania innych obowiązków. Potrzebuję kogoś na miejsce Kim. Nie jestem w stanie sam wszystkiego dopilnować, ale nie chcę kolejnej kobiety. Nie wiem, czy robię to bardziej dla siebie, czy dla niej. Jednak pamiętam dzień balu, jej spojrzenie, gdy zerknąłem na Alice. Tak naprawdę zrobiłem to z przyzwyczajenia, ale widok jej tyłka w ogóle mnie nie poruszył. Kontynuowałem to, bo chciałem zobaczyć reakcję Jess. Jak gówniarz, nie mogłem się temuoprzeć.

Wychodzę z łazienki, zerkam od razu na małą. Jeszcze śpi. Podchodzę do niej, całuję delikatnie jej czoło… Robię to już po raz drugi, ale po raz pierwszy nie żałuję, że to zrobiłem. Otwiera powoli oczy, uśmiecha się na mój widok, a ja to odwzajemniam. Jest mi dobrze. Nigdy nie sądziłem, że tego właśnie potrzebuję, ale teraz jestem tegopewien.

– Zjesz ze mną śniadanie, mała?

– Ile mam czasu na zebranie się? – pyta jeszczezaspana.

– Piętnaście minut. Przyniosę ci coś doubrania.

Wiem, że chce ze mną zjeść, więc nie czekam na jej odpowiedź. Wstaję i wychodzę. Idę do jej sypialni, w garderobie jestem chwilę. Od razu wpada mi w oko czerwona sukienka. Krótka, z długim rozcięciem na nodze, idealnie do niej pasuje. Rozglądam się jeszcze przez chwilę. Nachodzi mnie myśl, że część tych ubrań powinna zmieścić się w mojej garderobie. Zaczynam przerażać sam siebie. To za duży krok, a ja nawet nie wiem, czego od niej tak naprawdęchcę.

Gdy wracam, Jess nie ma w sypialni. Podchodzę do uchylonych drzwi w łazience. Przez chwilę obserwuję, jak maluje się przed lustrem. Na jej widok w samej bieliźnie, mimowolnie wzrasta miciśnienie.

Wracam do sypialni i siadam na łóżku. Wolę zaczekać tutaj. Nie mamy teraz czasu na to, co zaczęło chodzić mi pogłowie.

Mała wraca z szerokim uśmiechem na twarzy. Bez słowa podchodzi do mnie i zabiera sukienkę. Całuje mnie delikatnie, po czym odchodzi o krok. Ubiera się szybko, wkłada buty, które wyciąga spod łóżka… O tym też zapomniałem. Może wspólna garderoba nie jest tak głupimpomysłem.

– Idziemy? – Jess staje naprzeciwkomnie.

Kiwam głową i podnoszę się złóżka.

Na korytarzu łapię ją mocno w pasie, a ona wtula się wemnie.

Czuję, że coś w moim wnętrzu pęka. Nie rozumiem tego, nie jestem w stanie określić, czy na pewno ją kocham. Czy to nie jest zwykłafascynacja.

Przez chwilę jemy w ciszy. Pogrążyłem się w myślach, a Jessica od razu to zauważyła. Zerkam na nią, chyba się boi, że zaraz wszystko cofnę. To przecież bardzo do mnie podobne, ale nie tym razem. Żeby ją trochę uspokoić, uśmiecham się nieznacznie. Jej mina od razu sięzmienia.

– Nie powiesz mi, dokąd mnie dziś zabierasz? – pyta, gdy tylko dostrzega, że wszystko jest wporządku.

– Wszystkiego dowiesz się w swoimczasie.

– Ale to będziewieczorem?

Kiwamgłową.

– Co do tego czasu będęrobić?

– Poczekasz w sypialni. Muszę załatwić kilka spraw. Po śmierci Kim nie mam nikogo dopomocy.

– AMorris?

– On zajmuje się czarnymiinteresami.

– Podobno miałeś zatrudnić Alice. – Patrzy na mnie wymownie, a w jej oczach szaleje czystazazdrość.

– Spokojnie, mała. Nie będzie u mnie pracować. Morris ma znaleźć mi mężczyznę na tostanowisko.

Widzę ulgę na jej twarzy, choć stara się ją ukryć. Po raz kolejny nie jestem pewien, czy dobrze robię. Ona chce wierności. Wątpię, żebym wytrzymał zbyt długo. Teraz nie potrzebuję nikogo innego, ale nie wiem, jak długo topotrwa.

Po śniadaniu odprowadzam Jess do sypialni. Wcześniej z jej garderoby zabieramy komplet ubrań na wieczór. Zostawiam ją niezadowoloną; wiem, że nie podoba jej się strój, jaki wybrałem. Na pewno myśli teraz, co takiego planuję. Jednak musi poczekać. Gdy będzie na miejscu, zrozumie.

Przed garażami widzę Joaquina, to dobrze. Czeka na niego trochępracy.

– Sprawdź, jak idą przygotowania sali, miałem sam to zrobić, ale już nie zdążę. Dopilnuj wszystkiego. Kiedy przyjedzie Morris, przypomnij mu, że musi wyrobić się ze wszystkim. Nie zapomnij o obiedzie dla Jess, w sypialni masz być nie dłużej niż pół minuty. – Ostatnie zdanie wymawiam wolnym, stanowczym tonem, żeby dokładnie to zrozumiał. – Przed licytacją jedź do Barry’ego, dziś mija termin. Jeśli nie zapłaci, wiesz, corobić.

– Jasne, szefie.

Wchodzę do garażu, rozglądam się przez chwilę, po czym wsiadam do pagani i wyjeżdżam z piskiem opon naplac.

Gdy jestem już na drodze, odpływam myślami. Nie wiem, jaka decyzja Jess będzie dla mnie lepsza. Dziś pozwolę jej zadać mi trzy pytania, które jej obiecałem. Domyślam się, co będzie chciała wiedzieć. Jednak skoro dałem jej już słowo, nie mogę sięwycofać.

Nawet nie pamiętam drogi. Wydaje mi się, że dopiero co wsiadłem do samochodu, a jestem już na miejscu. Myśli zawładnęły moim umysłem, ostatnio jest ich zadużo.

Ten dom już tak mnie nie przeraża. Po remoncie nie muszę się martwić, że się zawali. Chociaż to był jedyny i skuteczny pretekst do zmiany tematu, gdy Valeria zaczynała mówić o czymś, co było mi nie na rękę. Teraz nie mam już niczego, czym mógłbym sięobronić.

– Co tu robisz? Znowu sam? – Wita mnie z bojowąminą.

– Daj spokój. Zanim zaczniesz krzyczeć, daj mi coś powiedzieć. Nie wiem, czy nie zrobiłem źle, ale postanowiłem spróbować z Jess. Wciąż nie jestem przekonany, czy potrafiękochać.

Wyraz jej twarzy nieco łagodnieje, choć moje ostatnie słowa sprawiły, że wciąż patrzy na mnie wściekłymwzrokiem.

– Potrafisz. Wmawiasz sobie, że nie masz serca, ale to nieprawda. Widzę po tobie, że masz wątpliwości. Po prostu sięboisz.

– Nie dziw mi się. Nie mam pojęcia, jak to sięskończy.

– Ona jest dla ciebie idealna. Przy niej wcale nie musisz z niczego rezygnować ani się zmieniać. Z jakiegoś powodu cię kocha, a ja wiem, że ty kochasz ją – mówi wolno ispokojnie.

– Skąd ta pewność, skoro nawet ja o tym niewiem?

Tym razem naprawdę chcę to wiedzieć. Może czegoś niedostrzegam.

– Bo jesteś idiotą, wszystko dochodzi do ciebie dużo później. Oby tylko nie za późno. A ja po prostu to wiem. Wystarczy mieć oczy, żeby widzieć, jak na nią patrzysz. To piękne, Liam. W końcu nie chodzisz cały czas z miną mordercy. Ona ci pomaga i nie oczekuje w zamian zbytwiele.

– Nie wiem, czy wszystko się nie spieprzy – mówię szczerze, czując, że to może stać się właśniedziś.

– Jeśli ty nie zrobisz niczego głupiego, ona się od ciebie nieodwróci.

– Pójdę już. Mam dużo pracy. – Kończę tę rozmowę, wiedząc, że teraz muszę znów pomyśleć w samotności. Jaknajszybciej.

– Idź. Nie rób tylko niczego pod wpływem emocji. Nie jesteś wtedysobą.

Nie odpowiadam. Wychodzę i wsiadam od razu doauta.

Wszystko, co powiedziała Valeria, ma sens. Łącznie z tym, że jestem idiotą. Tak, jestem nim. Wciąż nie mam pewności, czy ją kocham. Jednak ja nie wiem, co to miłość, więc trudno określić mi uczucie, którym ją darzę. Nigdy nikogo nie kochałem… Nie w ten sposób. Miłość do rodziców to coś innego, poza tym o niej też już nie pamiętam. Najbliższą dla mnie osobą była Valeria. Tak, była… Tego jestem pewien, bo Jessica jest dla mnie ważniejsza. Jednak wciąż nie jestem w stanie powiedzieć, że jąkocham.

Wracam do domu, nie mam czasu na sprawdzenie, co robi Jess. Przed wieczorem muszę załatwić zbyt wiele spraw, choć wyobraźnią jestem w mojej sypialni. Nie mam wpływu na myśli, które wciąż wracają do niej, mimo że staram się jezagłuszyć.

3. JESSICA

Gdy zostaję sama w sypialni, nie jestem w stanie przestać patrzeć na strój, jaki dał mi Liam. Ma być adekwatny do sytuacji. Co to w takim razie za sytuacja? Już chyba wolę się nie domyślać. Czarna, skórzana sukienka, bez pleców, ze sporym dekoltem, ledwo zakrywająca pupę. Do tego same stringi i wysokieszpilki.

Do pory obiadowej nie mogę znaleźć sobie zajęcia. Stresuję się dzisiejszym wieczorem, prawie tak bardzo jak balem. To chyba dlatego, że nie mam pojęcia, gdzie trafię tym razem; a strój, jaki mam dzisiaj nałożyć, z każdą chwilą przeraża mnie jeszczemocniej.

Joaquin przychodzi z obiadem. Stawia tacę na stoliku i odwraca się w stronę drzwi. Wiem, że Liam na pewno dał mu zakaz rozmowy ze mną, ale i takpróbuję.

– Co jest dziświeczorem?

– Skoro nie wiesz, to znaczy, że nie powinnaświedzieć.

Widzę, że zauważa mój strój, który leży na skrajułóżka.

– Ale chyba dowiesz się w swoimczasie.

– Nie możesz mi nicpodpowiedzieć?

– Masz coś zobaczyć? – pyta tajemniczymtonem.

– Co? – Nie ukrywam zaskoczenia jegopytaniem.

– Szef chce ci coś pokazać? Wiesz, w jakim celu tam idziesz? – Podchodzi do mnie. – Masz przekonać się, corobi?

– Tak to zrozumiałam. Skąd tepytania?

– Wierz mi, to cholernie ważne dla ciebie pytania. Możesz tam iść z dwóch różnychpowodów.

– Przerażasz mnie – mówię ochrypłymgłosem.

– Nie chciałem cię przestraszyć. Wątpię, że szef zrobiłby coś takiego. Pewnie chce, żebyś sobie popatrzyła. – Wymuszauśmiech.

– Ale naco?!

– Dowiesz się w swoimczasie.

Wychodzi, zostawiając mnie oniemiałą jegosłowami.

Nie wiem, co miał na myśli, ale aż boję się o tym pomyśleć. Jego głos i wyraz twarzy były naprawdę dziwne. Tak, jakby martwił się o to, co się dziś ze mną stanie. Teraz jestem jeszcze bardziejprzerażona.

Mimo lęku, po siedemnastej zaczynam się zbierać. W rzeczywistości nie wiem nawet, na którą mam być gotowa. Liam nic niepowiedział.

Po kąpieli zaczynam się malować. Domyślam się, że dziś wskazany jest mocny makijaż. Robię kreski czarną kredką, rozcieram ciemnobrązowy cień na powiece i mocno tuszuję rzęsy. Kości policzkowe podkreślam bronzerem, a na usta nakładam bordową szminkę. Wyglądam jak dziwka… Ubieram się bez większego pośpiechu. Do tej pory nikt do mnie nie przyszedł, więc zgaduję, że mam jeszczeczas.

Gotowa czekam jeszcze dobre dwadzieścia minut. Liam wpada do sypialni jak burza. Niemal biegnie do swojej garderoby. Obserwuję go, kiedy się rozbiera i wkłada inne ciuchy. Dopiero po chwili przypomina sobie o mnie, przynajmniej tak to wygląda. Dokładnie ogląda mnie od góry do dołu, uśmiecha się lekko i wraca do ubierania. To mi wystarczy, wiem, że podoba mu się to, co widzi. Jestem chora, bo od razu robi mi się przez tolepiej.

Wychodzi w ciemnych spodniach, białym T-shircie z głębszym dekoltem i czarnej, skórzanej kurtce. Ze spodni, które ściągnął, wyjmuje broń, zabiera ją ze sobą, choć to akurat wcale mnie niedziwi.

– Chodźmy, zostało już małoczasu.

Idę, prowadzona przez O’Dire’a innymi korytarzami niż zwykle. Robi się coraz ciemniej, mijamy wielu ludzi, którzy niemal kłaniają sięmężczyźnie.

W końcu wchodzimy za podwójne, czarne drzwi. Wydaje mi się, że znajdujemy się na jakiejś estradzie. Schody w dół prowadzą do owalnego pomieszczenia, na którego środku znajduje się okrągły podest. Prowadzi do niego coś, co przypomina mi wybieg, który zaczyna się za drzwiami, zasłoniętymi czarną kurtyną. Wokół sceny zaczynają siadać jacyś mężczyźni. Tu, gdzie stoimy, znajduje się kilku ludzi, większość z nich widziałam choć raz. Niektórych twarze znam dość dobrze; Morris i Joaquin stoją obok wielkiego fotela i patrzą w naszym kierunku. Czuję, że Liam mnie obserwuje. Wiem, że sprawdza moją reakcję, a ja już chyba wiem, co tu się zarazodbędzie.

– Nie organizujesz pokazów mody? – pytam go, nie spuszczając oczu zesceny.

– Nie. – Przykłada usta do mojego ucha. – Jesteś gotowa poznać mójświat?

Zastanawiam się przez sekundę, może dwie. Odwracam głowę w jego stronę; jest spokojny, jakby znałodpowiedź.

– Pokaż migo.

Łapie mnie w talii, prowadzi do fotela, na którym od razu siada. Ciągnie mnie za rękę i przyciąga do siebie. Układam się wygodnie na jego kolanach, zakładając mu jedną rękę na szyję. Kładzie dłoń na moim udzie i uśmiecha się domnie.

Nagle światło przygasa, jedynie wybieg i scena sąpodświetlone.

Pojawia się pierwsza dziewczyna. Jej uroda jest bardzo wulgarna i nienaturalna. Ma na sobie czarną, bardzo skąpą bieliznę. Obraca się wolno kilka razy na scenie i staje w lekkim rozkroku. Zielone światło pojawia się na jej środku, a męskie głosy wydobywają się z ciemności. Mężczyźni zaczynająlicytację.

– Powinna się cieszyć, jak ktoś kupi ją za dziesięćtysięcy.

Boże, ja to powiedziałam na głos! Co mi strzeliło dogłowy?

Wiem, że nie tylko Liam patrzy na mnie zaskoczony. Nie on jeden to usłyszał. Mogę udawać głupią i rzucić, że tak mi się tylko powiedziało, albo wysilić się na szczerość. To prawda, że moje myśli zaskakują mnie samą, ale zmieniam się tu. Nic na to nieporadzę.

Odwracam się w stronę zaciekawionego moimi słowamiLiama.

– No co? Jest brzydka. Jej usta wyglądają jak tyłek pawiana, a cycki, jakby miały zaraz wybuchnąć przez nadmiar silikonu – odpowiadam bez większychemocji.

O’Dire wybucha śmiechem, a po chwili licytacja się kończy, ale on niespecjalnie się tym interesuje. Patrzy namnie.

– Jesteś niesamowita – mówi zpodziwem.

Odwracam się w stronę sceny, wychodzi właśnie druga dziewczyna. Kiedy ją widzę, w ogóle już nie przeszkadza mi to, czym zajmuje się Liam. Kolejna bardzo sztuczna dziwka, która na własne życzenie się tuznalazła.

– Wszystkie zawsze wyglądają jak robocopy? Czy Morrisowi schrzanił się zmysł estetyki? – pytam, nie kryjącrozbawienia.

Wiem, że stoi w wystarczającej odległości od nas, żeby mnieusłyszeć.

– Są różne, każdy woli inny typ – odpowiada mi spokojnieLiam.

– A ty jaki typ lubisz? – szepczę mu doucha.

– Popatrz w lustro, a się przekonasz. – Uśmiecha się przy tym diabelsko, a ja czuję ciarki naplecach.

Następne dziewczyny były do siebie bardzo podobne, choć muszę przyznać, że każda kolejna wydawała się nieco ładniejsza. Nie nudzi mnie to, nie czuję niesmaku anidyskomfortu.

Liam wciąż na mnie patrzy, te dziewczyny w ogóle go nie interesują. To dla niego po prostu interes, sposób na szybką forsę. Wiem, że w takich okolicznościach mogę tozaakceptować.

– To już ostatnia. – Morris podchodzi bliżej. – Spodoba ci się – mówi do mężczyzny, a mi posyła wrednyuśmiech.

Serce przyśpiesza mi z nerwów. Odwracam się w stronę sceny. Idzie nią dziewczyna o figurze modelki, bardzo zgrabna i dość naturalna. Jak na dziwkę. Delikatnie odwracam głowę w stronę Liama. Muszę widzieć, czy na nią patrzy; jakpatrzy.

Gdy tylko czuje na sobie mój wzrok, zerka na mnie. Uśmiecha się przy tymdelikatnie.

– Zazdrosna o dziwkę? – Unosibrwi.

– A mampowód?

– Nie. Nawet nie dorasta ci do pięt, mała.

Nachylam się do niego, niemal dotykam ustami jego ucha. Muszę o tozapytać.

– Możesz mniepocałować?

Moje pytanie brzmi bardziej jak prośba, ale potrzebuję tego. Nie wiem jedynie, czymogę.

Po kilku sekundach czuję jego gorące usta. Szum, jaki niesie ze sobą licytacja, znika. Jesteśmy wyłącznie ja i on. Na te kilka sekund nie istnieje już nic więcej. Tylkomy…

4. LIAM

Nie mógłbym odmówić jej pocałunku. Zaskoczyła mnie, po raz kolejny nie potrafię wyjść z podziwu. Ona jest stworzona do bycia moją kobietą. Zaczyna mi się nawet podobać jej zazdrość. Mógłbym się do tego przyzwyczaić. Chyba nawet już tozrobiłem…

Po wszystkim moi ludzie zajmują się resztą. Teraz czas na drugą rundę, ta należy do niej. Zaczynam się trochę denerwować. Wiem, o co mnie zapyta. Obiecałem szczerość, więc będę się tego trzymał. Jednak o niektórych rzeczach wolałbym nie mówić nikomu. Nie łudzę się jednak, że tego uniknę. Wiem, co najbardziej ją ciekawi, dlatego przygotowuję się do tejrozmowy.

Gdy jesteśmy już w sypialni, Jessica podchodzi do mnie i całuje mnie tak, jak tylko ona potrafi. Zsuwa z moich ramion kurtkę i rozpinakoszulę.

– Nie chcesz najpierw porozmawiać? – pytam zaskoczony jejzachowaniem.

– Nie. Chcę, żebyś mnie najpierw pieprzył… Weź mnie – mruczy cicho w mojeusta.

– Mówiłem ci już, że jesteśidealna?

Nie daję jej szansy na odpowiedź. Łapię ją w pasie i unoszę. Owija się nogami wokół moich bioder. Przyciskam jej plecy do ściany i ściskam za pupę, puszczam jedną dłonią, rozpinam zamek spodni. Wyciągam z bokserek kutasa i naprowadzam go na cipkę Jess. Jednym palcem odsuwam pasek jej stringów. Wchodzę w nią całą długością. Zaciska nogi, a ja chwytam mocniej jej pośladki i poruszam się powoli. Chcę, żeby poczuła dokładnie każdy mójcentymetr.

Gdy zaczyna jęczeć cicho, stawiam ją na podłodze. Odwracam jej drobne ciało tyłem do siebie, po czym wchodzę w nią jednym pchnięciem. Dyszę do jej ucha, gdy pieprzę jej ciasną cipkę ze zwierzęcą intensywnością. Krzyczy moje imię, kiedy zaczyna dochodzić, to działa na mnie bardziej, niż mogłoby się wydawać. Uderzam biodrami o jej pośladki, z każdym kolejnym pchnięciem coraz mocniej. Krzyczy, a ja nie potrafię przestać. Zamieniam się na te kilka chwil w potwora, którego nic nie jest w staniepowstrzymać.

Spuszczam się i zaczynam wracać do rzeczywistości. Dochodzi do mnie, że mogłem zrobić jej krzywdę. Wychodzę z niej powoli i czekam na reakcję. Odwraca się w moją stronę. Jest zaskoczona, przez moment milczy. Patrzy na mnie swoimi dużymi oczami, ale nic nie mówi. Oddycha ciężko, jednak w końcu bierze głęboki oddech i otwierausta.

– To było zajebiste – mówi wolno, niemalsylabami.

– Poważnie? – Śmieję się w głos. – Mogłem ci zrobić krzywdę. Nie kontrolowałem tego, corobię.

– Ale nie zrobiłeś – odpowiada obojętnie. – Poza tym, sam przecież powiedziałeś, że lubię ostry seks. Powinieneś się cieszyć, że miałeśrację.

Uśmiecha się szeroko, odpowiadam jej tym samym, kręcąc przy tym głową zzaskoczenia.

– Ty jesteśnienormalna.

– Z jakiegoś powodu chcę być z tobą. To wystarczy, żeby wywnioskować, że coś ze mną jest nie tak. – Mija mnie i idzie w stronę łazienki. – Muszę wziąć prysznic. Mógłbyś dołączyć, mam wrażenie, że nogi mi sięrozjeżdżają.

Znów się uśmiecham. Ta dziewczyna jest inna. Teraz gdy pozwalam jej na więcej swobody, doskonale to widzę. Ma swój charakter, ale oddaje mi się bez wahania. To mój ideał, nie wiem, czym sobie zasłużyłem, żeby stanęła na mojej drodze, ale, kurwa, nie zamierzam więcej od niejuciekać.

Idę za nią do łazienki. Już prawie zapomniałem o lęku. Nie boję się tego uczucia. Chcę się na nie otworzyć. Nie wiem, czy mi się uda; czy już dawno zapomniane serce zacznie znowu żyć. Jednak zrobię wszystko, żeby to mogło się udać. Wszystko, na co jestem w stanie sięzgodzić.

Prysznic trwał kilka minut, starałem się nie myśleć o tym, co czeka mnie ponim.

Ale jużczas.

Jess kładzie głowę na moim ramieniu, a dłonią delikatnie przejeżdża pobrzuchu.

Gładzę ją po plecach, uświadamiając sobie, że nigdy wcześniej tego nierobiłem.

Z nią wiele rzeczy robię po raz pierwszy. Podoba mi się ten spokój, który przy tymczuję.

– Mogę zadać ci trzy pytania? – odzywa się po chwilimilczenia.

– Tak.

– I na wszystkie odpowieszszczerze?

– Zgadzasię.

– No dobrze… Mógłbyś być tylko z jednąkobietą?

Nie spodziewałem się tegopytania.

Byłem pewien, że zacznie od czegoś bardziej osobistego. Jednak dochodzi do mnie, że to, co chce wiedzieć, masens.

– Pytasz, czy mam zamiar cięzdradzać?

– To zależy, jak patrzysz na to, co nas łączy. Jeśli uważasz to za związek, to tak, pytam, czy będziesz mnie zdradzał – odpowiadapewnie.

– Teraz nie potrzebuję nikogo innego – odpowiadam ochrypłymgłosem.

– Sprecyzuj słowoteraz.

– Mała, nie wiem, co mam ci powiedzieć. Nigdy nie byłem w prawdziwym związku. Kobiety, które były przed tobą, to coś innego. Spotykałem się z nimi z jakichś powodów i nie myślałem wtedy o tym, że je zdradzam. Nic do nich nie czułem. Z tobą jest inaczej. Nie pociąga mnie żadna inna kobieta, zaczynam brzydzić się dziwkami. Jest mi z tobą kurewsko dobrze. Jeśli dalej tak będzie, nie pomyślę nawet o pieprzeniu innej kobiety. Ale nie pytaj mnie o takie rzeczy, kiedy ja sam nie mam pojęcia, co do ciebie dokładnie czuję. Muszę być pewien, że to miłość i że wcale mi się nie wydaje. A ja zapomniałem, co to znaczy miłość. Daj mi czas, żebym mógł sobieprzypomnieć.

Nie planowałem tak długiej odpowiedzi, ale to sama prawda. Ona chciała szczerości, dostała ją i to ze szczegółami. Nie wiem jedynie, czy to jejwystarczy.

– Ile tego czasu jeszczepotrzebujesz?

– Niewiem.

Nie widzę jej, ale wiem, że moja odpowiedź jej nie zadowoliła. Myśli, że to tak, jakbym powiedział, że pewnie ją zdradzę, ale bardzo się myli. Musi zrozumieć, że zrobiłem duży krok doprzodu.

– Powiesz mi, kiedy będziesz już wiedział? – pytanieśmiało.

– Tak, mała. – Wypuszczam głośno powietrze. – Nie wiem, czy zauważyłaś, ale wyczerpałaś swój limitpytań.

Patrzy na mnie przez przymrużoneoczy.

Chce coś powiedzieć, pewnie wyrazić sprzeciw, ale ja odzywam siępierwszy.

– No dobrze, powiedzmy, że to było jednopytanie.

Jessica podnosisię.

Siada na łóżku, odwracając się domnie.

Ma niepewną minę, ale to nie ma raczej nic wspólnego z nasząrozmową.

– Jak to się stało, że jesteśtaki?

– Jaki?

– Wiesz, o co mi chodzi. Cholera, nie wiem, jak dobrać słowa… Chcę po prostu wiedzieć, jaki byłeś kiedyś; chcę, żebyś mi opowiedział o swojejrodzinie.

– To raczej więcej niż jedno czy dwa pytania. – Unoszę kącikust.

– Liam, proszęcię.

– Wiedziałem, że będziesz chciała o to zapytać. – Poprawiam się na łóżku. – Pochodzę z normalnej rodziny. Moja matka jest, a przynajmniej była farmaceutką, a ojciec pracował do pewnego czasu jako budowlaniec. Miał ciężki wypadek, leżał w szpitalu kilka tygodni. Potrzebowaliśmy pieniędzy na jego rehabilitację. Wtedy poznałem faceta, który zaproponował mi dużą forsę, ale praca była nielegalna. Zgodziłem się. Sprzedawałem głównie prochy, ale poznałem przy tym kilku ludzi, którzy uznali, że nadaję się do tego biznesu. Opłaciłem leczenie mojego ojca na kilka miesięcy z góry. Moja matka wiedziała, że nie zarobiłem tego uczciwie, ale nie odzywała się. Sama nie zebrałaby takich pieniędzy. Jednak ja zasmakowałem tego świata. Z każdym tygodniem rosłem w siłę. Byłem coraz ważniejszy, władza mnie napędzała. Z czasem miałem swoich ludzi, swoje interesy i kupę pieniędzy. Wtedy moja mama dała mi ultimatum. Albo rodzina, albo to, corobię…

– Wybrałeś to drugie? – pytacicho.

– Myślałem, że tylko tak mówi. Więc tak, wybrałem drugą opcję, łudząc się, że za bardzo mnie kocha, żeby tak po prostu się ode mnie odwrócić. Zrozumiałem to, gdy wróciłem tego samego dnia do domu. Było już po północy, a na werandzie stały walizki, na jednej z nich była doczepiona kartka z dopiskiem: „Nie mam już syna”. – Ostatnie słowa z trudem przechodzą mi przezgardło.

– Co wtedyzrobiłeś?

– Odszedłem i zamieszkałem w Los Angeles. Tu rozłożyłemskrzydła.

– Gdzie mieszkałeśwcześniej?

– WDowney.

– Nie miałeś do tej pory kontaktu z rodzicami? – pytazaskoczona.

– Nie.

– Ale wiesz, co się u nichdzieje?

– Jeden z moich ludzi ma mnie poinformować w przypadku ich śmierci – odpowiadambeznamiętnie.

– Nie jesteś ciekaw, czy wszystko u nich wporządku?

– Nie.

– A twój ojciec? On przecież nie brał w tymudziału.

– To on powiedział matce, co ma robić. – Unoszę się na łóżku, kładę dłoń na policzku Jess. – Zadałaś mi dużo więcej pytań, niż było w naszej umowie. Kładź sięspać.

Kiwa delikatnie głową i znów opiera głowę na moimramieniu.

Mimowolnie wracam pamięcią do tamtych chwil. Dla rodziny byłem gotów umrzeć, wiedziałem, że to właśnie może mnie spotkać. Zaryzykowałem, bo musieliśmy zgromadzić sporą sumę pieniędzy. Odtrącili mnie, gdy nie potrzebowali już mojej pomocy. Nagle to, co robię, zaczęło imprzeszkadzać.

Zamykam oczy, próbując zasnąć. Powrót do przeszłości odbija się na mnie bardziej, niż mogłem się tego spodziewać. Zapomniane wydarzenia sprzed kilku lat wracają, nie podoba mi się to… Chciałbym już zasnąć, bo tylko sen może uratować mnie od tychobrazów.

Otworzyłem się przed nią, przed pierwszą osobą, jaką do tej poryspotkałem…

5. JESSICA

Nie tego się spodziewałam. Myślałam o wielu scenariuszach. Stawiałam raczej na ojca, który był mafiosem. Nie na coś takiego. Teraz chociaż rozumiem, dlaczego stał się taki. Urodził się z mroczną duszą, odkrył ją, gdy potrzebował pieniędzy. Jednak to jego rodzice zamrozili jego serce. To przykre. Nie wiem, co ja zrobiłabym na miejscu matki Liama, ale nie potrafię wyobrazić sobie, że wyrzucam z domu własnedziecko.

Gdy budzę się rano, Liama już nie ma. Robi mi się trochę smutno, bo wiem, że uciekł, żeby ze mną nie rozmawiać. Obawiał się kolejnych pytań, ale ja wcale nie zamierzam drążyć tego tematu. Chciałabym tak po prostu się do niegoprzytulić.

Wstaję z łóżka i wkładam szlafrok. Wolnym krokiem wychodzę z sypialni. Nie mam ubrań, więc muszę je wybrać sama, ale to mnie cieszy. Mogę poczuć się swobodniej w tym domu. Z pewnego punktu widzenia wciąż jestem w więzieniu. Jednak ja, od pewnego czasu, przestałam się takczuć.

Wchodzę od razu do garderoby. Nie wiem, w co mogłabym dzisiaj się ubrać. Przejeżdżam dłonią po rzędzie materiałów, jakby miało mi to pomóc w wyborze, ale niepomaga.

– Ładnie ci wczerwieni.

Podskakuję, przykładam dłoń do klatki piersiowej, a moje serce bije jakszalone.

– Przestraszyłeśmnie!

– Wybacz. – Joaquin uśmiecha się delikatnie. – Przyniosłem ci śniadanie, nie było cię, więc musiałem sprawdzić, czy wszystko wporządku.

– Znowu ty? Przecież wrócił Morris – odpowiadamzaskoczona.

– Załatwia sprawy związane z licytacją i szuka kogoś na miejsceKim.

– Jasne.

Odwracam się w stronę ubrań. Kątem oka widzę, że Joaquin podchodzi bliżej. Staje naprzeciwko mnie, jest tak blisko, że czuję zapach jego mocnych, korzennych perfum. Wyciąga dłoń nad moją głowę, zbliżając się przy tym jeszcze bardziej. Zastygam i przestaję oddychać do momentu, w którym oddala się ode mnie, choć wciąż jest zbyt blisko. Podaje mi czerwoną sukienkę, uśmiechając się przy tymszelmowsko.

– Włóż to. – Patrzy na mnie w tak dziwny sposób, przez co czuję sięskrępowana.

– Sama potrafię wybrać sobie strój – cedzę przezzęby.

– Będzie idealna na dzisiaj. Zaufajmi.

– A co takiego dziś mnieczeka?

– Zobaczysz. – Unosi jeden kącikust.

– Z tego, co wiem, nie wolno ci ze mnąrozmawiać.

– Z tego, co widzę, lubisz ze mną rozmawiać. A szefa nie ma. – Patrzy na mnierozbawiony.

– Kiedywróci?

– A czy toważne?

– Dla mnie ważne – mówię, już niecowkurwiona.

Joaquin odsuwa się okrok.

– Będzie naobiad.

Mijam go i wychodzę z garderoby. Nie chcę wkładać tej sukienki, ale jeszcze bardziej nie mam ochoty na stanie z nim tamdłużej.

Wychodzę na korytarz. Czuję, że idzie tuż za mną. Zaczynam tęsknić zaMorrisem.

Zamykam drzwi sypialni od razu za sobą. Odwracam się w ich stronę, a serce zaczyna bić mi dużo szybciej. Boję się, że on tu wejdzie. Odliczam każdą kolejną sekundę. Gdy dochodzę do dziesięciu, a drzwi wciąż są zamknięte, oddycham zulgą.

Odwracam się w stronę tacy ze śniadaniem. Sama nie wiem, czy jestemgłodna.

Siadam jednak przy stoliku i decyduję się na jeszcze ciepłyomlet.

Muszę się ubrać, ale wcześniej potrzebuję prysznica. Dziwnie się tu czuję, wiedząc, że Liama nie ma w domu. Boję się. Wątpię, żeby któryś z jego ludzi był na tyle głupi, żeby mi coś zrobić, ale przecież niedawno jedenpróbował.

Pod prysznicem przypominam sobie, co stało się w garderobie. Oczy Joaquina niemal płonęły przez ułamek sekundy. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Wcześniej mnie uratował, ale dziś przez chwilę bałam się, że coś chodzi mu pogłowie.

Wychodzę z kabiny i staję przed lustrem. Powoli robię sobie makijaż, nie śpieszy mi się. Liam ma być dopiero w porze obiadu, a nie ma jeszcze jedenastej, mam sporo czasu. Na powieki nakładam ciemnozielony cień, tuszuję rzęsy i maluję usta szminką w odcieniu delikatnegobrązu.

W sypialni szybko zrzucam z siebie szlafrok i wkładam sukienkę. Przez to całe zamieszanie w garderobie zapomniałam o bieliźnie, więc muszę być bez niej. Spod łóżka wygrzebuję buty, te same co wczoraj. Ubrana, podchodzę do lustra, żeby się sobie przyjrzeć. Sukienka, jaką mam na sobie, jest dość prosta. Krótka, obcisła, na ramiączkach, w odcieniu krwistej czerwieni. Brak stanika nie rzuca się mocno w oczy, więc można powiedzieć, że jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Te ubrania zaczynają mi się nawet podobać. Porzuciłam jeansy, bluzy i T-shirty dla seksownych ciuchów. Zmieniłam się, zmieniam się każdegodnia.

Po południu Liam pojawia się w sypialni. Leżę na środku łóżka, patrząc w sufit. Unoszę się i opieram na łokciach, gdy do mniepodchodzi.

– Pięknie wyglądasz – mówi niskim, ochrypłymgłosem.

– Dziękuję. – Uśmiecham siępromiennie.

– Zjesz ze mnąobiad?

– Jasne!

Niemal zeskakuję z łóżka. Lubię spędzać z nim czas, a rzadko kiedy zdarza się ku temu okazja. Zazwyczaj nie ma go tutaj, bo albo pracuje w gabinecie, albo jest gdzieś poza domem i robi rzeczy, o których chyba wolałabym niewiedzieć.

Przed jadalnią stoi Joaquin. Patrzy na mnie przez sekundę i odwraca wzrok w stronę O’Dire’a.

– Co jest? – pyta go Liam, gdy docieramy dodrzwi.

– Mam potwierdzenie dzisiejszego przejęcia towaru – odpowiada tajemniczymtonem.

– Wszyscy mają stawić się o dwudziestej. Ty i Morris jedziecie z nami. Zbierzcie jeszcze kilku ludzi – mówi oschłym, władczymtonem.

– Już się do tegozabieram.

Wchodzimy do środka. Gdy siadamy przy stole, postanawiam się odezwać i zapytać o to, co teraz siedzi mi wgłowie.

– O czymrozmawialiście?

– O interesach. Przejmujemy transportbroni.

– Co? – Otwieram szerokooczy.

W sumie nie powinno mnie to dziwić. Wiem przecież, jak wyglądają jegointeresy.

– Nie będę ci tłumaczył, jak to wygląda. Nie musisz znaćszczegółów.

– Długo cię niebędzie?

– Nas. – Patrzy na mniewymownie.

– Jak to nas? Zabierasz mnie na jakiś napad na transport z bronią? – pytamprzerażona.

– Zabieram cię do klubu, kiedy już wszystko zostanie przejęte. Nie biorę udziału w takich akcjach już od dawna. Robią to za mnie inni. Nie mogę wpaść, bo to dla mnie zbytryzykowne.

– Dlaczego mam iść ztobą?

– Bo już nie udajesz mojej kobiety, tylko naprawdę nią jesteś. Musisz poznać mój świat i wiedzieć, co robię. A ja muszę przekonać się, czy jesteś na tyle twarda, żeby dać sobie z tymradę.

Zaskakują mnie jego słowa. Czy jestem twarda? Myślę, że teraz nic nie jest w stanie mnie przerazić na tyle, żebym mogła się wycofać. Przerobiłam już zdjęcia trupów i licytację dziwek. Jeśli się nie mylę, dziś zobaczę jedynie broń. Jeśli w ogóle ktoś ją tam przyniesie, choć to raczej małoprawdopodobne.

Liam znów zostawia mniesamą.

Po odprowadzeniu do sypialni przekazał mi tylko, że ktoś przyniesie mi ubrania na wieczór. Oby tym kimś był Morris. Nigdy bym się nie spodziewała, że taka myśl przejdzie mi kiedyś przezgłowę.

*

Gdy wieczorem wychodzę z łazienki, po raz drugi podskakuję na widokJoaquina.

– Aż taki straszny jestem? – Śmieje sięgłośno.

– Musisz się zawsze takzakradać?

– Taki już mamzawód.

– Ale skoro nie planujesz mnie zabić, mógłbyś dać mi znać, że jesteś – odpowiadamzirytowana.

– Może następnym razem… Przyniosłem ci ubrania. Nie masz zbyt wiele czasu na zebraniesię.