Nowoczesnosc i egzotyka - Mikołaj Paczkowski - ebook

Nowoczesnosc i egzotyka ebook

Mikołaj Paczkowski

0,0

Opis

Książka poświęcona została polskim relacjom z podróży do Afryki, Ameryki Południowej oraz Azji, które powstały w latach 1918‒1939. Analizie poddano publikacje różnorodne gatunkowo i stylistycznie, zarówno obecne do dziś w obiegu czytelniczym, jak i zupełnie zapomniane. Centralne miejsce w pracy odgrywają dwie tytułowe kategorie: nowoczesność oraz egzotyka, uwidaczniające się i przecinające w praktykach podróżopisarskich dwudziestolecia międzywojennego. Relacje z pozaeuropejskich wypraw analizowane są w monografii wieloaspektowo, z uwzględnieniem trybu podróży, wykorzystywanego środka transportu czy uwikłania w rodzime projekty kolonialne, związane z mocarstwowymi aspiracjami Drugiej Rzeczypospolitej. Pozwoliło to nakreślić szeroką panoramę polskiej literatury podróżniczej okresu międzywojennego, a tym samym wzbogacić dotychczasową wiedzę na temat dziejów pisarstwa niefikcjonalnego.

W istocie Paczkowski materiał podróżopisarski rozpatruje w szerokim kontekście kultury, co pozwala mu na umieszczenie obok siebie relacji autorów znanych, zapomnianych, zapoznanych czy w ogóle nieznanych, bez uwzględniania hierarchii estetycznej. Autor- literaturoznawca napisał książkę o walorach interdyscyplinarnych, opartą na niejednorodnych narzędziach badawczych, która może zainteresować nie tylko polonistów, ale też szereg czytelników zainteresowanych historią, życiem społecznym i polityką II RP, antropologią podróży, przeszłością turystyki, interakcjami międzykulturowymi czy meandrami kolonializmu.

[z recenzji prof. UMCS dr hab. Ewy Pogonowskiej-Bezrąk]

Mikołaj Paczkowski – dr, literaturoznawca i kulturoznawca, kierownik projektu grantowego „Nowoczesność i egzotyka. Podróżopisarstwo polskie w dwudziestoleciu międzywojennym” na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także pracownik Biblioteki Narodowej w Warszawie. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół historii literatury i kultury artystycznej XX wieku (ze szczególnym uwzględnieniem okresu międzywojennego), komparatystyki literackiej i kulturowej oraz kontekstów antropologicznych w literaturoznawstwie. Publikował m.in. w „Porównaniach”, „Zagadnieniach Rodzajów Literackich” czy „Postscriptum Polonistycznym”.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 476

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



WPROWADZENIE

Tadeusz Wittlin wksiążce Ostatnia cyganeria (1989) poświęconej wspomnieniom zokresu międzywojennego, rozczarowany niepowodzeniami zawodowymi, pisał:

Idąc wściekły wstronę autobusowego przystanku, jeszcze boleśniej niż kiedykolwiek dotąd żałuję, że musiałem rzucić Szkołę Morską. Gdybym pisywał opowieści zdalekich wypraw, tłumaczono by mnie na obce języki igwizdałbym na wszystko.

Atak, ech… szkoda gadać…!1

Przekonanie Wittlina osukcesie (również finansowym), jaki przynieść mogło podróżopisarstwo, nie było bezzasadne. Autor wyrażał je wdrugiej połowie lat trzydziestych, kiedy triumfy święcili zawodowi globtroterzy, tacy jak Arkady Fiedler, Ferdynand Goetel czy Aleksander Janta-Połczyński. Relacje zdalszych czy bliższych podróży masowo ukazywały się jednak już wcześniej. Helena Zaworska pisze o „odnowieniu myśli i wyobraźni” po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, dzięki któremu podróż stała się zupełnie nowym doświadczeniem2. Do roku 1918, zdaniem badaczki, funkcjonował bowiem specyficzny, wykształcony wromantyzmie wzorzec pisarstwa podróżniczego, stawiający wcentrum wewnętrzne rozdarcie autora pomiędzy radością wynikającą zdoświadczania odwiedzanych miejsc apamięcią ocierpieniu ojczyzny3. Podobną opinię wyraża Zygmunt Ziątek, zaznaczając, że okresy wzmożonego zainteresowania światem oraz własnym państwem zawsze łączą się z dynamicznym rozwojem literatury podróżniczej4. Tym samym wskazywał on dwa główne nurty tematyczne wmiędzywojennym piśmiennictwie tego rodzaju: krajoznawczy oraz zagraniczny. Wniniejszej publikacji interesował mnie będzie ten drugi.

Ziątek podkreśla różnorodność relacji zpodróży wlatach dwudziestych i trzydziestych, wprowadzając ich ogólną klasyfikację z podziałem na sprawozdania oraz reportaże5. Do pierwszych badacz zalicza literackie świadectwa wypraw turystyczno-sportowych, turystyczno-wyczynowych czy naukowo-badawczych, w których podróżnicy łączyli wyzwanie sportowe lub pracę z poznawaniem obcych krajów ikultur. Reportaże podróżnicze dzieli na przygodne (uprawiane przez ludzi różnych zawodów okazjonalnie wyjeżdżających poza Polskę) oraz profesjonalne (autorstwa zawodowych podróżników). Badacz wskazuje również przyczyny wyjazdów, które często determinowały wybór kierunku podróży, na przykład zainteresowanie współczesną cywilizacją, życie polskiej emigracji (tu przede wszystkim obie Ameryki, ale także Palestyna), myślistwo (głównie Afryka) czy aspiracje kolonialne (Afryka iAmeryka Południowa). Zkolei Helena Zaworska dostrzega różnicę między podróżopisarstwem lat dwudziestych, wktórym dominowały optymizm, fascynacja nowymi możliwościami przemieszczania się oraz zainteresowanie codziennością życia w odległych krajach, apełnymi niepokoju iukazującymi coraz to nowe podziały świata relacjami zpodróży pisanymi wlatach trzydziestych6. Dorota Kozicka natomiast odnotowuje, że wokresie międzywojennym następował stopniowo pogłębiający się podział na reportaże podróżnicze, prezentujące rzeczywistość odwiedzanych miejsc, oraz literackie opisy podróży, wktórych centrum znajdował się autor ijego przeżycia duchowe7.

Podobną różnorodność możemy zaobserwować, przyglądając się podróżopisarskiej spuściźnie lat 1918–1939 zperspektywy genologicznej. Janusz Sławiński zwraca uwagę, że dziedzina piśmiennictwa, jaką jest podróż, obejmuje bardzo szeroki zakres tekstów: od sprawozdań zrzeczywistych peregrynacji po opowiadania owyprawach zmyślonych (w konwencji realistycznej, ale ibaśniowej czy fantastycznej)8. Węższe ujęcie proponuje natomiast Zlatko Klátik, podkreślając, iż wcentrum utworów podróżopisarskich znajduje się podróż rozumiana jako poznawczy iemotywny proces, który uskutecznia się przy spotkaniu będącego wruchu podmiotu zobiektywną rzeczywistością, zwłaszcza nową inieznaną; autentyczność doświadczeń autora-podróżnika stanowi więc immanentną cechę tekstu9. Na autobiograficzny ireferencyjny charakter relacji zpodróży zwraca również uwagę Roman Zimand10. Jednak nawet przy uwzględnieniu spostrzeżeń obu badaczy za podróżopisarstwo uznaje się utwory znaczne zróżnicowane: od pamiętników, wspomnień, dzienników lub listów po sprawozdania ireportaże zpodróży11. Odnotować należy, że autorzy-podróżnicy wykorzystują wswoich tekstach elementy charakterystyczne dla innych form genologicznych, takich jak powieść, traktat, esej, szkic publicystyczny czy poetycka impresja12. Wszystko to sprawia, że jednoznaczna klasyfikacja gatunkowa poszczególnych książek zaliczanych do podróżopisarstwa jest zazwyczaj trudna. Potwierdzają to słowa Magdaleny Piechoty dotyczące kryteriów uznania analizowanych przez nią relacji z podróży do Stanów Zjednoczonych za reportaże:

Należy na wstępie podkreślić, że takiej nazwy gatunkowej można tu użyć na zasadzie pewnego uogólnienia iuwzględnienia współczesnej teorii reportażu. Eksploracja krytyki iprac teoretycznych zarówno okresu dwudziestolecia międzywojennego, jak i powojennych prac teoretycznych ikrytycznych dowiodła, że teksty podróżnicze i krajoznawcze nie zawsze były identyfikowane zgatunkiem reportażu. Inne określenia funkcjonujące na oznaczenie tych utworów to: literatura podróżnicza, podróżopisarstwo, relacje zpodróży, książki odanym kraju. Swoista hybrydyczność iwielokształtność tych utworów uprawnia do szerokiego rozumienia ich reportażowości. Ubocznym aspektem jest tu także ich wielostylowość (od suchej dziennikarskiej informacyjności przez dyskursywność do niemal poetyckiej obrazowości), różnorodność strategii tekstowych i różnostrukturowość13.

Za kluczowy czynnik spajający tak rozmaite utwory uznaje badaczka (jak Klátik czy Zimand) ich dokumentarność, awięc sugestię całości, że są one oparte na faktach idokumentach14. Podobnie postępuję wtej pracy, rezygnując jednak zterminu „reportaż podróżniczy” na rzecz szerszych kategorii: „podróżopisarstwo” oraz „relacja z podróży”. Pozwoliło mi to uwzględnić korpus różnorodnych tekstów poświęconych pozaeuropejskim podróżom Polaków do Afryki, Azji oraz Ameryki Południowej iwłaśnie nimi będę się zajmował. Ich odnalezienie wymagało przeprowadzania szczegółowych kwerend badawczych obejmujących przede wszystkim międzywojenną prasę. Dotyczyły one periodyków takich jak „Wiadomości Literackie”, „Nowa Książka”, „Rocznik Literacki”, „Na Szerokim Świecie”, „Morze” czy „Ziemia”. Analizowane utwory są niejednorodne nie tylko pod względem gatunkowym. W poszczególnych rozdziałach interesują mnie zarówno teksty do dziś obecne wkanonie literackim oraz świadomości czytelniczej, jak ite kompletnie zapomniane, aczęsto nawet słabo dostrzegane wmomencie publikacji. Różnica dotyczy także jakości artystycznej, są to bowiem książki pisane nie tylko przez zawodowych literatów. Często ich autorami byli przygodni podróżnicy, arelacja z wyprawy stanowiła ich jedyny opublikowany utwór, co rodziło niekiedy problemy z ustaleniem podstawowych danych biograficznych piszącego. Kontekstowo wykorzystuję również publikacje krajoznawcze oraz artykuły prasowe. Międzywojenna literatura podróżnicza, nawet przy ograniczeniu do wskazanych przeze mnie obszarów geograficznych, nadal stanowi niezwykle szeroki wachlarz tekstów, stąd konieczność dokonania selekcji. Starałem się, aby był to wybór reprezentatywny i odzwierciedlał wspomnianą różnorodność tego piśmiennictwa. Zdecydowałem się również włączyć do obiegu naukowego publikacje mniej lub zupełnie dziś nieznane, ale według mnie warte wyciągnięcia zmroku czasopism. Wreszcie znaczącym czynnikiem przy wyborze tekstów były wyznaczone przeze mnie cele badawcze. Należą do nich: zaprezentowanie szerokiej panoramy podróżopisarstwa polskiego zlat 1918–1939 oraz przeanalizowanie związków nowoczesności iegzotyki uwidaczniających się w różnorodnych praktykach podróżopisarskich. Lektura międzywojennych tekstów podróżniczych pozwoliła mi bowiem dostrzec wnich problematykę będącą splotem dążeń modernizacyjnych II Rzeczpospolitej z poszukiwaniem egzotyki. Stąd właśnie te dwie kategorie: nowoczesność oraz egzotyka, pojawiły się wtytule książki.

Nowoczesność (bądź nowoczesności15), jak iterminy pokrewne „modernizm”, „modernizacja”, doczekała się ogromnej liczby studiów oraz definicji zzakresu filozofii, socjologii, antropologii, politologii, historii kultury czy literaturoznawstwa16. Dlatego w niniejszym studium ograniczę się do kilku sposobów rozumienia nowoczesności. Po pierwsze procesualnie, awięc jako modernizacja, dążenie do rozwoju infrastrukturalno-społecznego, niezwykle istotnego po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Tendencje te dostrzec można choćby warchitekturze międzywojnia: modernizm jako styl stał się bowiem jednym z elementów oficjalnej prezentacji II Rzeczpospolitej, która chciała być utożsamiana z nowoczesnością ikulturą Zachodu17. Po drugie jako paradygmat kulturowy, zktórym wiążą się takie zjawiska jak kolonizacja idekolonizacja, turystyka masowa czy określony rodzaj twórczości literackiej. Po trzecie jako doświadczenie, za Ryszardem Nyczem rozumiane zarówno jako przeżycie, które przynosi nowoczesność (na przykład lot samolotem), jak i doświadczanie nowoczesności, to jest doświadczanie (najczęściej negatywne) świata poddanego rygorom modernizacji18.

Definicyjny nadmiar dotyczy także pojęcia „egzotyka”, bardzo często pojawiającego się wbadaniach literaturoznawczych. Słownikowe definicje podkreślają przede wszystkim jego pochodzenie – wyraz wywodzi się z greckiego éksō, oznaczającego ‘na zewnątrz’19. W etymologii zawarty jest więc przestrzenny charakter tej kategorii: coś może znajdować się poza określonym obszarem, poza granicą. Nie wszystko, co obce, jest jednak egzotyczne – według Andrzeja Banacha „obcy może być sąsiad, ale egzotyczny będzie dopiero wtedy, gdy jest czarny, gdy mówi nieznanym językiem lub przyjechał zdaleka”20. Z takiego założenia wynika, iż posługujemy się swoistą skalą obcości, wktórej egzotyczność oznacza obcość szczególnie silnie odczuwaną. Przeglądając literaturoznawcze studia na temat terminu „egzotyka”, dostrzec można, że pojawiają się w nich stwierdzenia bardzo ogólne (egzotyczne może być wszystko21) lub definicje enumeracyjne, polegające na wyliczaniu kolejnych zjawisk, przedmiotów czy miejsc egzotycznych22. Badacze posługujący się tym terminem w praktyce ­stosunkowo niewiele miejsca poświęcają rozważaniom teoretycznym nad wskazaną kategorią. Marek Prejs w książce Egzotyzm wliteraturze staropolskiej stwierdza jedynie, iż jest to „kulturowe odczucie obcości”23. Zkolei Ida Sadowska, autorka pracy Egzotyzm i swojszczyzna wprozie Ferdynanda Goetla, zaznacza, że wskazany wtytule termin rozumiany będzie „zbieżnie zujęciem słownikowym tego pojęcia, wtym zakresie, który sprowadza je do eksponowania w dziele literackim przedstawień egzotycznego świata”24. Wyczerpująco stan badań dotyczących egzotyki omawia Joanna Gajowiecka-Misztal w monografii Przez teksty Stanisława Marii Salińskiego, jednak badaczka również nie podejmuje próby wypracowania własnej koncepcji25. Przywołuje ona tekst Andrzeja Stoffa z propozycją wyróżnienia trzech terminów:

Egzotyka, wstępnie rzecz ujmując, jest obszarem rzeczywistości odczuwanym jako zdecydowanie odmienny od terytorium kulturowo własnego. Jej substratem jest rzeczywistość fizyczna. Egzotyzm jest kategorią literacką, sposobem transponowania rzeczywistości wświat przedstawiony utworu literackiego. Podłożem egzotyzmu jest wostatecznym wymiarze językowe tworzywo dzieła. Egzotyczność jest kategorią psychologiczną oznaczającą szczególne nacechowanie odbioru świata, jak również rzeczywistości przedstawionej utworów literackich26.

Wujęciu Stoffa istotne okazują się więc trzy płaszczyzny: rzeczywista przestrzeń postrzegana jako obca, tekst literacki oraz odpowiednio ukształtowany odbiorca – badacz pisze opsychice, ja sądzę, że istotniejsza jest wtym aspekcie kultura. Egzotyka bowiem nie jest cechą przynależną rzeczywistości substancjalnie, awięc żaden obszar geograficzny nie jest egzotyczny sam w sobie. „Egzotyczny charakter danego terytorium – pisze Stoff – orzekany jest na podstawie porównania zterytorium tego, kto orzeka (…). Egzotyka jest pochodną relacji, przy czym każdy zczłonów tej relacji może być równocześnie egzotyczny dla drugiego”27. Teza sformułowana przez badacza, zakładająca równość obu podmiotów relacji, której efektem jest egzotyzacja, wydaje się problematyczna. Grzegorz Gazda podkreśla, że wpojęcie „egzotyka” wpisana jest opozycja cywilizacja – stan pierwotny28. Egzotyzm rodzi się więc w spojrzeniu na obcy element rzeczywistości z uwzględnieniem poczucia różnicy cywilizacyjnej względem niego. Wbadaniach nad egzotyką już od czasów pionierskiej pracy Victora Segalena (napisanej wlatach 1904–1918) dostrzegane są jej związki z kolonializmem29. Obecnie pojęcie to dekonstruowane jest przez krytykę postkolonialną, która proces egzotyzowania traktuje jako przejaw władzy kolonialnej30, demaskowanie przesądów umożliwiających przedstawianie Innych jako egzotycznych stanowi natomiast jedno zgłównych zadań krytyki postkolonialnej31. Dlatego będę rozumiał egzotykę jako charakterystyczny dla kultury Zachodu, etnocentryczny iwpisany w dyskurs kolonialny, uproszczony sposób myślenia o odległych geograficznie lub kulturowo obszarach oraz zamieszkujących je ludziach.

Choć wcentrum pracy znajduje się literatura, to podejmuję wniej problematykę, która wymaga wykorzystania teorii powstałych także wramach innych obszarów badawczych, takich jak historia podróżowania, interakcje międzykulturowe, dzieje kolonializmu, problematyka tożsamościowa. Ma więc ona charakter interdyscyplinarny i umożliwia wykorzystanie narzędzi wypracowanych przez różne metody iteorie: analizę literaturoznawczą, antropologię podróży, studia postkolonialne, komparatystykę, imagologię czy studia nad mobilnością. Pozwala to spojrzeć na interesującą mnie literaturę podróżniczą zkilku różnych perspektyw, adzięki temu precyzyjniej scharakteryzować związki pomiędzy nowoczesnością a egzotyką. Pisząc oobecności teorii postkolonialnej na gruncie literaturoznawczym, Cheryl McEwan zwracała uwagę na tendencję badaczy do postrzegania dyskursu wyłącznie w sferze symbolicznej, podczas gdy Michel Foucault podkreślał również jego materialny charakter32. Z tego powodu sporo miejsca wpracy poświęcam kontekstom związanym zrozwojem nowych środków transportu czy sytuacją społeczno-polityczną II Rzeczpospolitej.

Dotychczas nie ukazała się monografia poświęcona wyłącznie polskiemu podróżopisarstwu okresu międzywojennego. Przywołane wyżej prace, choć znaczące, mają jednak charakter wstępnych rozpoznań. Część ztekstów podróżniczych dwudziestolecia była już, rzecz jasna, omawiana, jednak wzupełnie innych kontekstach. Wskazać należy artykuły zawarte wtomach zbiorowych: Reportaż w dwudziestoleciu międzywojennym (2004), Wokół reportażu podróżniczego: t. 1 (2004), it. 2 (2007). Owybranych tekstach powstałych wtym okresie pisali: Marcin Florian Gawrycki wmonografiach dotyczących Ameryki Łacińskiej W pogoni za wyobrażeniami. Próba interpretacji polskiej literatury podróżniczej poświęconej Ameryce Łacińskiej (2010) oraz Podglądając Innego. Polscy trawelebryści wAmeryce Łacińskiej (2011), Maciej Ząbek wksiążce Biali iCzarni. Postawy Polaków wobec Afryki i Afrykanów (2007), Kinga Siewior, badająca znaczenie fotografii wpolskim reportażu podróżniczym dwudziestego wieku Odkrywcy ituryści na afrykańskim szlaku (2012), czy Dorota Wojda wpracy Polska Szeherezada. Swoje iobce z perspektywy postkolonialnej (2015). Badania nad poszczególnymi utworami polskiego podróżopisarstwa międzywojennego prowadzono również w ujęciu komparatystycznym, by wymienić książki Postkolonialne imaginarium południowoafrykańskie literatury polskiej iniderlandzkiej (2008) Pawła Zajasa, atakże Wizerunek Konga Belgijskiego wpiśmiennictwie polskim iniderlandzkojęzycznym (2013) Bożeny Czarneckiej. Pojawiły się monografie wcałości poświęcone konkretnym autorom, takie jak wspomniana już książka Idy Sadowskiej Egzotyzm i swojszczyzna wprozie Ferdynanda Goetla (2000), Geniusz grafomanii. Rzecz o Antonim Ferdynandzie Ossendowskim (1995) Andrzeja Chruszczyńskiego czy Gdy Warta wpadała do Ukajali (szkice o Arkadym Fiedlerze) (1994) Józefa Ratajczaka. Wspomnieć należy wreszcie oantologiach przeglądowo prezentujących teksty podróżopisarskie – najistotniejsze to z pewnością Wzdłuż dalekiego brzegu. Wybór reportaży zlat międzywojennych (1966) w opracowaniu Jerzego Gembickiego iZbigniewa Mitznera, atakże publikacje pod redakcją Antoniego Kuczyńskiego: Wśród buszu iczarowników. Antologia polskich relacji oludach Afryki (1990) oraz Polskie opisanie świata. Studia zdziejów poznania kultur ludowych i plemiennych (t. 1 1994; t. 2 1997).

Poszczególne części książki podporządkowane zostały trzem wyróżnionym przeze mnie praktykom: podróżniczym, kolonialnym oraz pisarskim. Wszystkie one kształtują się w obrębie międzywojennego podróżopisarstwa idotyczą związków nowoczesności i egzotyki.

Wczęści otwierającej zatytułowanej, My, nowocześni. Praktyki podróży skupiam się na przedstawieniu różnych trybów podróżowania charakterystycznych dla nowoczesności. Pierwszym znich jest tryb turystyczny, związany z uczestnictwem w zorganizowanych wycieczkach. Wanalizie relacji z tego typu wypraw (przede wszystkim do Afryki) zwracam uwagę na konfrontację turystycznych wyobrażeń oegzotyce z rzeczywistością, percepcję wzrokocentryczną oraz dynamizm przemieszczania się. Wskazuję również na przestrzenie postrzegane jako turystyczna atrakcja: bazar idzielnicę czerwonych latarni. Następnie charakteryzuję tryb podróżniczy, oparty na próbie ucieczki przed turystyczną powierzchownością doświadczania. Podkreślam przy tym jego paradoks: krytyka turystyki jest nieodzownym elementem jej istnienia. Ucieczkę przez sztampą bedekera miały podróżnikom zapewniać alternatywne sposoby przemieszczania się – stąd teksty prezentujące piesze, kajakarskie czy rowerowe włóczęgi, rajdy samochodowe oraz motorowe, atakże loty balonowe isamolotowe. Interesuje mnie przede wszystkim wpływ wymienionych środków transportu na zmianę podróżniczej percepcji, atakże sensoryczne doświadczanie drogi. Tendencje te bowiem znajdowały odbicie w utworach podróżniczych. Pisząc okajakarstwie, szeroko omawiam kontekst krajoznawczy tej formy spędzania wolnego czasu, gdyż jako istotny fenomen kulturowy lat dwudziestych itrzydziestych nie doczekała się dotychczas należytego opracowania. Stawiam także tezę, iż kajak pozostaje zapoznanym wehikułem nowoczesności. W przypadku relacji zeskapad samochodowych czy motorowych na pierwszy plan wysuwa się kwestia dynamiki oraz swobody podróżowania. Zkolei pisząc o wyprawach lotniczych, wskazuję na znaczenie perspektywy wertykalnej. Teksty dotyczące samolotu czy balonu pisane były przez żołnierzy, zaznaczam więc także ich znaczenie w propagandzie polskiej armii. Ostatni rozdział dotyczy podróżników przemieszczających się wtrybach tradycyjnych. Omawiam więc autokreację Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, a także analizuję relacje zwypraw myśliwskich do Afryki.

Część druga Trubadurzy bez imperium. Praktyki kolonialne poświęcona została polskim projektom kolonialnym, które narodziły się wokresie międzywojennym. Przybliżam wniej dotychczasowe sposoby postkolonialnego czytania polskiej literatury. Omawiam mocarstwowe aspiracje II Rzeczpospolitej, ich związek z nowoczesnością i imperializmem, przywołuję historię Ligi Morskiej iKolonialnej, a także piszę omarzeniach ówczesnych elit owłasnych terytoriach zamorskich. Analizie poddaję podróżnicze relacje zaprzęgnięte do propagowania projektów kolonialnych związanych zAngolą oraz Liberią, a ich autorów określam tytułowymi „trubadurami bez imperium”, nawiązując do głośnej książki Ewy Thompson33. Omawiając podejmowane wróżnych kręgach próby skierowania polskiej emigracji do Peru iteksty związane ztym projektem, ukazuję perswazyjny wymiar piśmiennictwa zachęcającego do wyjazdu oraz tragiczne skutki nieodpowiedzialnej realizacji planu utworzenia polskich kolonii wtym południowoamerykańskim kraju. Ostatni rozdział poświęcam reportażowi zKonga Tadeusza Dębickiego ijego antykolonialnej retoryce, która stanowi wyjątkowy głos wśród polskich podróżników okresu międzywojennego.

Trzecią część książki zatytułowałem Wyobrażenia ireprezentacje. Praktyki pisarskie. Dotyczy ona dwu problemów: kształtowania się społecznych wyobrażeń o pozaeuropejskich krainach, atakże literackich strategii stosowanych przez autorów wmiędzywojennych relacjach z podróży. Wrozdziale pierwszym wskazuję na znaczenie edukacji szkolnej oraz tekstów kultury wkonstruowaniu „reprezentacji” Innego. Następnie analizuję werbalizowane na kartach tekstów podróżniczych marzenie o powrocie do natury izwiązany z nim mit „szlachetnego dzikusa”. Wskazuję na antycywilizacyjne nastroje jako źródło poszukiwań świata „sprzed epoki rajskiej”. Pisząc o„dobrym dzikim”, zwracam uwagę na niejednoznaczny status tej figury, która z jednej strony była idealizowana, zdrugiej natomiast łączyła się zpostrzeganiem Innych jako dużych dzieci, co pozwalało uzasadniać konieczność opieki ze strony „cywilizowanego dorosłego”. Wrozdziale drugim prezentuję natomiast trzy charakterystyczne dla interesującej mnie literatury figury Inności: kobietę, Mulata oraz kanibala. Podkreślam sprzeczności wnich zawarte, atakże ich stereotypizujący i stygmatyzujący wymiar.

Wszystkie wymienione praktyki wskazują na potrzebę konfrontacji kondycji nowoczesnego podmiotu zegzotyką. Być może jednak jest to potrzeba wyłącznie podmiotów niepewnych swojej przynależności do modernistycznego paradygmatu. W takim przypadku spotkanie z„dzikim” pozwalało przejrzeć się wjego obliczu i uznać za cywilizowanego. Jestem przekonany, że wykorzystanie wskazanych wtytule pracy kategorii umożliwia nowe spojrzenie na podróżopisarstwo okresu międzywojennego, azarazem na okres kształtowania się nowoczesnej polskiej tożsamości.

Przypisy:

1 T. Wittlin, Ostatnia cyganeria, Warszawa 1989, s. 124. Zapis wszystkich cytowanych fragmentów pochodzących ztekstów międzywojennych został dostosowany do obecnie obowiązującej normy językowej (ortograficznej oraz interpunkcyjnej).

2 H. Zaworska, Sztuka podróżowania. Poetyckie mity podróży wtwórczości Jarosława Iwaszkiewicza, Juliana Przybosia iStanisława Różewicza, Kraków 1980, s. 46–47.

3 Tamże, s. 44–46.

4 Z. Ziątek, Autentyzm rozpoznań społecznych, w: Literatura polska 1918–1975, red. A. Brodzka, S. Żółkiewski, t. 2: 1933–1944, Warszawa 1993, s. 680.

5 Tu idalej wtym akapicie odwołuję się do pracy Z. Ziątka Autentyzm rozpoznań społecznych, dz. cyt., s. 680–701.

6 H. Zaworska, Sztuka podróżowania, dz. cyt., s. 48–49.

7 Zob.: D. Kozicka, Wędrowcy światów prawdziwych. Dwudziestowieczne relacje zpodróży, Kraków 2003, s. 49–51.

8 J. Sławiński, Podróż, w: Słownik terminów literackich, red. tenże, wyd. 2, Wrocław 1988, s. 363.

9 Z. Klátik, Vývin slovenského cestopisu, Bratislava 1968, s. 24–25.

10 R. Zimand, „Zaproszenie” – pożegnanie, w: tegoż, Materiał dowodowy. Szkice drugie, oprac. D. Siwicka, Łódź–Paryż 2022, s. 128–129.

11 J. Sławiński, Podróż, dz. cyt., s. 363. Hybrydyczność gatunków podróżopisarskich nie narodziła się wokresie międzywojennym, stanowi raczej ich cechę immanentną, co mogą potwierdzać studia na temat poszczególnych form genologicznych zawarte wtomie The Routledge Research Companion to Travel Writing, red. A. Pettinger, T. Youngs, New York–London 2020.

12 J. Sławiński, Podróż, dz. cyt., s. 363.

13 M. Piechota, Jaka Ameryka? Polscy reportażyści dwudziestolecia międzywojennego oStanach Zjednoczonych, Lublin 2002, s. 153.

14 Tamże.

15 Zob.: S.N. Eisenstadt, Nowoczesności zwielokrotnione. Podstawowy układ odniesienia iproblematyka, tłum. A. Manterys, „Studia Socjologiczne” 2006, nr 1, s. 27–56.

16 Przeglądu wybranych koncepcji dokonuje Tomasz Majewski, zob.: tegoż, Modernizmy iich losy, „Teksty Drugie” 2008, nr 3, s. 43–67.

17 A. Szczerski, Pytania osztukę dla II Rzeczypospolitej – Powszechna Wystawa Krajowa wPoznaniu w 1929 roku, w: tegoż, Cztery nowoczesności. Teksty osztuce iarchitekturze polskiej XX wieku, Kraków 2015, s. 52.

18 Zob.: R. Nycz, Poetyka doświadczenia. Teoria – nowoczesność – literatura, Warszawa 2012, s. 230–232.

19 Zob.: np. A. Markowski, R. Pawelec, Wielki słownik wyrazów obcych itrudnych, Warszawa 2001, s. 188.

20 A. Banach, Opotrzebie egzotyzmu, Kraków 1980, s. 6.

21 Tamże, s. 8.

22 Erazm Kuźma wymienia na przykład cztery formy rozumienia egzotyki: przestrzenny, czasowy, jako prymitywizm oraz rodzaj ekstazy mistycznej czy upojenie narkotyczne – zob.: E. Kuźma, Semiologia egzotyki, w: Miejsca wspólne: szkice okomunikacji literackiej iartystycznej, red. E. Balcerzan, S. Wysłouch, Warszawa 1985, s. 303.

23 M. Prejs, Egzotyzm wliteraturze staropolskiej. Wybrane problemy, Warszawa 1999, s. 5.

24 I. Sadowska, Egzotyzm i swojszczyzna wprozie Ferdynanda Goetla zlat 1911–1939, Kielce 2000, s. 7.

25 Zob.: J. Gajowiecka-Misztal, Przez teksty Stanisława Marii Salińskiego, Kraków 2012, s. 173–180.

26 A. Stoff, Egzotyka, egzotyzm, egzotyczność. Próba rozgraniczenia pojęć, w: Egzotyzm wliteraturze, red. E. Kuźma, Szczecin 1990, s. 8–9.

27 Tamże.

28 G. Gazda, Funkcja prymitywizmu iegzotyki wliteraturze międzywojennej, w: Problemy literatury polskiej lat 1890–1939, red. H. Kirchner, Z. Żabicki, M.R. Pragłowska, Wrocław 1972, s. 370.

29 V. Segalen, Essay on Exoticism. An Aesthetics of Diversity, tłum. Y.R. Schlick, Durham 2002.

30 Zob. np.: G. Huggan, The Postcolonial Exotic: Marketing the Margins, London 2001; A. Agzenay, Returning the Gaze. The Manichean Drama of Postcolonial Exoticism, Oxford 2015.

31 Zob.: B. Bakuła, Kolonialne i postkolonialne aspekty polskiego dyskursu kresoznawczego (zarys problematyki), „Teksty Drugie” 2006, nr 6, s. 20.

32 Zob.: Ch. McEwan, Postcolonialism and Development, London 2008, s. 112.

33 Zob.: E. Thompson, Trubadurzy imperium. Literatura rosyjska ikolonializm, tłum. A. Sierszulska, Kraków 2000.

CZĘŚĆ IMY, NOWOCZEŚNI.PRAKTYKI PODRÓŻY

Rozdział IJestem nowoczesny – jestem turystą

„Piknik na gigantyczną skalę”

Kiedy 8 czerwca 1867 roku parowiec „Quaker City” wyruszał zNowego Jorku w kierunku Europy, prawdopodobnie żaden zpasażerów nie przypuszczał, że bierze udział w wydarzeniu, które przejdzie do historii. Ajednak podróż ta, szczegółowo relacjonowana na łamach prasy, apóźniej opisana w książce Prostaczkowie za granicą (1869) przez jednego z uczestników – Marka Twaina, uznawana jest dziś za przełomową dla narodzin amerykańskiej turystyki masowej1. Wyprawa, będąca pierwszą zorganizowaną wycieczką zbiorową wdziejach Stanów Zjednoczonych, obejmowała swoim programem kilka państw europejskich (m.in. Hiszpanię, Włochy, Francję, Grecję, Rosję), Konstantynopol, atakże Ziemię Świętą, która stanowiła główny cel rejsu. Utrwaleniu się tej podróży wamerykańskiej świadomości niewątpliwie pomogła wspomniana publikacja wybitnego prozaika, która niemal natychmiast stała się bestsellerem. Joanna Dybiec podkreśla, że wswojej książce „Twain przybiera pozę amerykańskiego «barbarzyńcy» i«wandala», który widzi świat takim, jakim on mu się ukazuje, nieupiększonym przez tradycję, przekazy innych i konwencję”2. Taka strategia pozwoliła pisarzowi porzucić dominujący ówcześnie wzorzec Grand Tour i zaproponować nowatorski sposób prezentowania podróżniczych doświadczeń.

Nieco trudniej wskazać wydarzenie postrzegane jako inicjujące dla turystyki masowej wEuropie. Być może tego typu symboliczną datą powinien się stać rok 1841, kiedy Thomas Cook założył wWielkiej Brytanii sygnowane swoim nazwiskiem pierwsze w nowoczesnym rozumieniu biuro podróży3. Kilka lat później, w1847 roku, odnotowano natomiast pierwsze użycie angielskiego terminu sight-seeing [zwiedzanie]4. Bez konieczności wyznaczania konkretnego momentu uznać możemy jednak, że to wpołowie XIX wieku dynamicznie zaczyna się rozwijać nowa forma podróżowania, która zczasem stanie się nie tylko fenomenem kulturowym, ale także gałęzią gospodarki oglobalnym znaczeniu i – na co wskazuje Dean MacCannell – jednym zwyznaczników nowoczesnego społeczeństwa5. Aby jednak do tego doszło, musiały zaistnieć sprzyjające okoliczności, aumożliwiła to rewolucja przemysłowa. Skonstruowanie maszyny parowej, aco za tym idzie rozwój transportu kolejowego imorskiego, pozwoliło przyspieszyć tempo oraz obniżyć koszty podróżowania. Postępująca industrializacja przyczyniała się do wzrostu zamożności części społeczeństwa, a działalność ruchów robotniczych spowodowała stopniowe ograniczanie czasu pracy itym samym pojawienie się czasu wolnego. Wreszcie nowoczesne miasto przemysłowe, zasnute dymem wydobywającym się zfabrycznych kominów, zachęcało do poszukiwania bardziej przyjaznych człowiekowi miejsc odpoczynku. Wszystko to wymuszało powstawanie specjalistycznej infrastruktury transportowej, noclegowej czy kulturalnej.

Narodziny nowoczesnej turystyki na ziemiach polskich przebiegały jednak, z oczywistych powodów geopolitycznych, nieco inaczej. Obszary przyłączone do Rosji, Niemiec czy Austro-Węgier podlegały, rzecz jasna, procesom zachodzącym wtych państwach, ale zaborcom nieszczególnie zależało na rozwijaniu turystyki wstrefach peryferyjnych. Dlatego też, zauważa Przemysław Płoskonka, polska turystyka wyrastała z potrzeby społecznej, a nie ekonomicznej, jak to miało miejsce wEuropie Zachodniej6. Jej źródeł upatrywać możemy najpierw wdziałalności twórców oświeceniowych (Stanisław Staszic, Julian Ursyn Niemcewicz) oraz romantycznych (Wincenty Pol, Oskar Kolberg, wileńscy Filomaci i Filareci), ale przede wszystkim w ruchach krajoznawczych. Inicjowały one powstawanie pierwszych organizacji zajmujących się propagowaniem wycieczek, które umożliwiały poznawanie okolicy. Należały do nich: Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie (1873), Polskie Towarzystwo Krajoznawcze (1906) – po II wojnie światowej połączą się one wPolskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, atakże Akademicki Klub Turystyczny we Lwowie (1906) czy Polskie Towarzystwo Turystyczne „Beskid” wCieszynie (1910). Działalność tego rodzaju stowarzyszeń była związana zówczesną sytuacją polityczną. Ich członkowie propagowali więc wycieczki po kraju nie jako formę wypoczynku, ale raczej jako wyraz postawy patriotycznej. Ztego powodu organizacje funkcjonowały wformie zbliżonej do wyspecjalizowanych towarzystw naukowych, awpromowanych treściach kładły nacisk na historię ikulturę narodową7. Nie zmienia to jednak faktu, że odegrały one istotną rolę w budowaniu podwalin pod rodzimy ruch turystyczny.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zagadnienia związane zturystyką przestały się znajdować wyłącznie wgestii organizacji społecznych. Nowo odrodzone państwo bardzo szybko podjęło inicjatywę wtej dziedzinie ijuż w1919 roku powołało do życia samodzielny Referat Turystyki, działający przy Ministerstwie Robót Publicznych. Na jego czele stanął uznany działacz krajoznawczy Mieczysław Orłowicz, który wtym samym roku zaproponował ambitny program rozwoju polskiego ruchu turystycznego8. Jako najważniejszy cel bieżący turystyki wskazywał on budowanie świadomości państwowej obywateli żyjących wcześniej w różnych zaborach. Orłowicz postulował więc: „[s]połeczeństwo polskie dotychczas rozdarte było na trzy części, których mieszkańcy wzajemnie się nie znali, niezbędną jest zatem sprawą rozwinięcie się ruchu krajoznawczo-turystycznego”9. Pierwsze lata powojenne to także czas budowania struktur oraz powstawania nowych inicjatyw zaangażowanych w rozwój rodzimej turystyki10. Do wymienionych wyżej organizacji, które kontynuowały swoją działalność w odrodzonej Polsce, dołączały kolejne wyspecjalizowane instytucje, takie jak Automobilklub Polski (1921), Polski Touring Club (1925), Polskie Towarzystwo Schronisk Młodzieżowych (1926), Żydowskie Towarzystwo Krajoznawcze (1926) czy Związek Akademickich Kół Miłośników Krajoznawstwa (1926). Na rynku wydawniczym pojawiało się natomiast coraz więcej przewodników iinformatorów mających ułatwiać podróżnikom organizację wypraw.

Po przewrocie majowym zarówno ruch turystyczny, jak ipozostałe dziedziny życia publicznego podporządkowane zostały celom politycznym. Zwierzchnictwo nad nim objął utworzony w 1927 roku Państwowy Urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, a turystykę zaczęto postrzegać wkategoriach wychowawczych, pozwalających rozwijać u obywateli określoną postawę społeczną11. Wzrost znaczenia armii wkraju powodował także podniesienie rangi kultury fizycznej. Jak zauważa Tomasz Sumara:

Obóz sanacyjny propagował tzw. wychowanie państwowe, czyli dążył do kształtowania młodych ludzi według wzoru obywatela-żołnierza: sprawnego fizycznie, przygotowanego do pełnienia służby wojskowej, lojalnego wobec państwa ijego tradycji, gotowego do poświęceń na rzecz ojczyzny oraz biorącego udział wróżnych inicjatywach społecznych12.

Taki model wychowawczy wpisywał się wkoncepcję „narodu pod bronią”, atym samym „troska owychowanie fizyczne, czy nawet szerzej okulturę cielesną społeczeństwa, stawała się elementem polityki obronnej”13. Podobnym celom podporządkowano turystykę, dlatego eksponowano nie tylko jej wpływ na kształtowanie postaw patriotycznych, ale także pozytywne oddziaływanie na zdrowie14. Szczególnie propagowano dyscypliny sportowe, które mogły łączyć wysiłek fizyczny z krajoznawstwem (kajakarstwo, kolarstwo, narciarstwo)15. Zaczęto również dostrzegać potencjalne korzyści, jakie masowe podróżowanie mogłoby przynieść rodzimej gospodarce. Wprowadzano więc różnego rodzaju ułatwienia mające zachęcać Polaków do wyjazdów. Jednym znich stały się tak zwane „pociągi popularne”, które zapewniały połączenia kolejowe znajpopularniejszymi krajowymi ośrodkami turystycznymi. Pozwalały one podróżować w przystępnej cenie, atakże pozytywnie wpływały na rozwój regionów, do których je kierowano16. W1932 roku „Wiadomości Literackie” wraz zbiurem podróży Orbis zorganizowały konkurs krajoznawczy „Czy znasz swój kraj?”, wktórym na zwycięzców czekały nagrody: dziesięciodniowy wyjazd do Zakopanego, bilety kolejowe oraz publikacje poświęcone turystyce17. Działania te przynosiły wymierny skutek i – jak informował Kazimierz Załuski na łamach „Turysty wPolsce” – wroku 1937 umożliwiły uczestnictwo w różnego typu wyjazdach przeszło milionowi osób18.

Znarzuceniem turystyce celów wychowawczo-ideologicznych wiązało się przypisanie szczególnej roli wszelkiego typu organizacjom istowarzyszeniom. Pozwalały one bowiem w stosunkowo łatwy sposób zarządzać podróżnymi. Dlatego też wyjazdy zorganizowane silnie przeciwstawiano amatorskiej – „dzikiej” turystyce19, apaństwo wspierało (czy wręcz inicjowało) powstawanie nowych instytucji społecznych, takich jak choćby powołana w1935 roku Liga Popierania Turystyki. Zajmowała się ona nie tylko propagowaniem oraz koordynowaniem podróżowania po kraju, ale także aktywnie uczestniczyła wbudowie infrastruktury niezbędnej do rozwoju turystyki w danym regionie, na przykład górskich kolejek linowych czy domów wypoczynkowych20. Centralnie sterowana turystyka krajowa miała kształtować nie tylko obywateli, ale także państwo, dlatego doboru regionów, które wyznaczano na dogodne destynacje, nie pozostawiono przypadkowi. Masowe podróże Polaków mogły bowiem stymulować rozwój obszarów mniej zamożnych oraz polonizować te, w których dominowały mniejszości narodowo-etniczne (głównie wpołudniowo-wschodniej części kraju)21. Wprost myśl tę wyrażał Mieczysław Fularski – pisarz oraz podróżnik zaangażowany wdziałalność polonijną, aod 1935 roku dyrektor „Orbisu”. W książce Zagadnienia ruchu turystycznego stwierdzał:

Zpunktu widzenia narodowego wewnętrzny ruch turystyczny powoduje poznanie kraju przez obywateli iwzmocnienie poczucia łączności narodowej. (…) W Polsce odrodzonej ztrzech zaborów, osłabej znajomości kraju iniezbyt wielkiej zwartości narodowej, turystyka wewnętrzna może się stać jednym z najważniejszych instrumentów bezpośredniej polityki wewnętrznej państwa22.

Stosunek władz państwowych do odrębności narodowo-etnicznych poszczególnych części kraju dostrzegali także działacze ruchu regionalistycznego. Próbowali więc sformułować swój program zuwzględnieniem polskiej specyfiki, lawirując pomiędzy troską o regionalną różnorodność adążeniem do unifikacji23. Cele polityczne przyświecały również książkom krajoznawczym publikowanym od 1928 roku wprestiżowej serii „Cuda Polski” Wydawnictwa Polskiego R. Wegnera. Większość z14 wydanych tomów „poświęcono terenom wywalczonym drogą konfrontacji politycznych lub zbrojnych wlatach 1919–1921. (…) Podkreślanie polskości tych ziem miało wówczas szczególną wagę”24. Przykłady te potwierdzają, że ruch turystyczny wmiędzywojennej Polsce, zwłaszcza po roku 1926, był całkowicie podporządkowany ideologii politycznej wyznaczanej przez środowisko sanacji. Pozwalają także zrozumieć, dlaczego szczególny nacisk kładziono na rozwój turystyki krajowej. Nie oznacza to jednak, że zanikła chęć podróży zagranicznych. Wręcz przeciwnie: zroku na rok zyskiwały one coraz większą popularność.

Zarażeni bakcylem „globtroter”

We wspomnianej już książce Prostaczkowie za granicą Mark Twain opisywał z charakterystyczną dla siebie ironią zaangażowanie współpasażerów wprowadzenie prywatnych dzienników podróży:

Po wieczornych modlitwach „synagoga” na krótko upodabniała się do kursów dla analfabetów. Chyba żaden statek nie widział dotąd czegoś podobnego. Od ściany do ściany, co najmniej dwa tuziny panów ipań zasiadały przy obiadowych stolikach, by wświetle chyboczących lamp wypełniać dzienniczki podróży przez dobre trzy godziny25.

Choć spisywanie własnych wrażeń stanowiło jeden zistotnych elementów europejskiej tradycji podróżowania, Twain potraktował zaobserwowane zjawisko jako wyjątkowe. Wiązało się to zjego skalą: już nie samotny wędrowiec opisywał swoje doświadczenia, ale cała grupa turystów praktykowała tradycję nieprzystającą do nowej formy podróżowania. Ponad pół wieku później podobne spostrzeżenia poczynił Franciszek Ksawery Godlewski – uczestnik objazdowej wycieczki do Egiptu, Turcji, Syrii, Palestyny, Grecji i Algieru, zorganizowanej przez Francuskie Towarzystwo Żeglugi Morskiej Fabre Line. Na kartach swojej książki Wśród znieważanych Bogów wnastępujący sposób prezentował turystów biorących udział w rejsie:

Morze ma to do siebie, że poza znaną chorobą sprowadza na szczurów lądowych grafomańską świerzbę palców. Szlachcic na roli – rzadko pisze, ale niech tylko wsiądzie na okręt, ot, jak pan Pasek – już są „Pamiętniki”. Każdy pisze na morzu tak jak ikażdy choruje – na to lekarstwa nie ma. Trudno. Jedyna rada: unikać morza jak ognia lub nie czytać tego na lądzie, co ktoś napisał na wodzie26.

Żartobliwą wzmianką o„manii pisania” rozpoczynał zkolei swoje Kartki zwesołej podróży po Polsce (które same wsobie uznać można za parodię rodzimego pisarstwa krajoznawczego) Józef Rappaport:

Nie dziwicie się, moi kochani, że dostałem manii pisania „Kartek zpodróży”, wzorem wszystkich podróżujących obecnie „naszych znanych icenionych”, oraz „rokujących świetnie na przyszłość” ludzi pióra inożyc, którzy się poczuwają do miłego obowiązku zasilania krajowych pism perio- inieperiodycznych swymi wrażeniami zpodróży, np. ze Lwowa do Jaremcza lub z Krakowa do Ojcowa27.

Wreszcie wtym samym tonie opodróżopisarskiej „produkcji” wypowiadał się w „Roczniku Literackim za rok 1932” Konrad Górski. Omawiając stan rodzimej literatury podróżniczej, krytyk wskazywał na niski poziom większości publikacji. Przyczyn takiej sytuacji doszukiwał się wbłędnym przekonaniu piszących – najczęściej amatorów – o wyjątkowości własnych doświadczeń: „[l]edwie człowiek wychylił nosa za granicę swego zaścianku, już mu się wydaje, że nowy świat odkrył iczęstuje bliźnich swymi «wrażeniami z podróży»”28. Spostrzeżenia Godlewskiego oraz Górskiego dość dobrze oddają sytuację na rodzimym rynku książki przełomu lat dwudziestych itrzydziestych. Wydawcy chętnie publikowali wówczas szeroko rozumianą literaturę podróżniczą, wśród której dość często pojawiały się pozycje napisane przez uczestników zorganizowanych wycieczek, niebędących zawodowymi literatami. Wiązało się to ze zwiększeniem możliwości wyjazdowych obywateli II Rzeczpospolitej. Podróże zagraniczne wpierwszych latach po odzyskaniu niepodległości były bowiem ze względów ekonomicznych, ale także infrastrukturalnych dostępne tylko dla nielicznych. Potwierdzają to słowa wydawcy, pisarza i historyka Ferdynanda Hoesicka, który we wstępie do opublikowanych w 1925 roku wspomnień z przedwojennych wypraw skarżył się (nawiązując do felietonu poetki Zuzanny Rabskiej):

Dziś wpowojennej Europie, azwłaszcza dla nas, jako obywateli naszej demokratycznej „Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”, wszelkie „wielkanocne wyjazdy” wszeroki świat przestały być nawet marzeniem, awielkie kompanie okrętowe nie urządzają już specjalnych podróży dla tych, co wdomu nie chcą piec mazurków idzielić się jajkiem… Dziś podobne zachcenia stały się przeszłością niepowrotną, wspomnieniem melancholijnym29.

Choć na początku lat dwudziestych zagraniczne ekskursje rzeczywiście były dla Polaków trudno osiągalne, nie można powiedzieć, że stanowiły one coś całkowicie niedostępnego. Od 1920 roku30 działało bowiem założone we Lwowie przez grupę bankierów iposłów Polskie Biuro Podróży Orbis. Inicjatywa ta, wktórej zczasem większościowym udziałowcem (za pośrednictwem Banku PKO) stało się państwo31, bardzo szybko awansowała do rangi czołowych europejskich biur podróży, ajej oddziały funkcjonowały w najważniejszych światowych metropoliach. Biuro obsługiwało zarówno klientów indywidualnych, jak iorganizowało wydarzenia masowe, wspierało turystów wzałatwianiu formalności wizowo-paszportowych, pośredniczyło wrezerwacji hoteli, anawet prowadziło kantory wymiany walut32. Ważnym przedsięwzięciem okazała się seria wydawnicza „Biblioteka Orbisu”, wktórej ukazywały się opracowania związane zruchem turystycznym, przewodniki, atakże wspomnienia uczestników wycieczek33. Okorzystaniu zusług biura przy rezerwacji noclegu wspomina choćby Teodozjusz Raczyński wksiążce Pod słońcem Afryki. Wrażenia zwycieczki do Egiptu iZiemi Świętej, stanowiącej zapis wrażeń z wycieczki, której celem było „złożenie podzięki Bogu w 10-tą rocznicę cudu nad Wisłą”34.

Oprócz państwowego Orbisu, polscy turyści mieli możliwość skorzystania zoferty prywatnych biur podróży, takich jak Francopol. Przedsiębiorstwo to organizowało zarówno wycieczki krajowe, jak izagraniczne, na przykład do Hiszpanii, Turcji, Egiptu czy nad Balaton. W1931 roku zaczęły się ukazywać „Wiadomości Turystyczne Polskiego Biura Podróży Francopol”, gdzie prezentowano popularne kierunki wyjazdów oraz reklamowano aktualną ofertę przedsiębiorstwa. Współpracowało ono zresztą zOrbisem przy realizacji niektórych przedsięwzięć, co opisuje Izabela Stachowicz wksiążce Moja podróż. Szlakiem południa wydanej pod pseudonimem Iza Bell35. Polakom pragnącym wyjechać za granicę obsługę zapewniali również przewoźnicy ibiura podróży spoza kraju. Niektóre znich miały na terytorium Polski swoje oddziały, by wymienić wspomnianą już agencję Thomas Cook & Son lub – jak sowiecki Inturist – świadczyły usługi za pośrednictwem polskich biur podróży36. Jednak dla zamożniejszej części społeczeństwa, do której oferty tego rodzaju instytucji były adresowane, problemu nie stanowiła organizacja wyjazdu z pomocą przedsiębiorstw działających w Paryżu, Berlinie czy Wiedniu. Dlatego też w ówczesnej prasie znaleźć możemy reklamy propagujące podróż Koleją Południowo-Mandżurską37 czy rejs do Japonii statkami azjatyckiego przewoźnika NYK Line38. Zoferty włoskiego towarzystwa Dante Alighieri skorzystała na przykład poznańska malarka i autorka publikacji historycznych Maria Wicherkiewiczowa, co zrelacjonowała wksiążce Wrażenia z podróży do Afryki i Włoch.

Nie wszyscy autorzy międzywojennych relacji turystycznych uczestniczyli w zorganizowanych wycieczkach. Stefania Konic, nauczycielka oraz twórczyni podręczników i materiałów dydaktycznych do nauki geografii, w1926 roku wydała książkę Wrażenia z podróży do Egiptu, będącą pokłosiem wyjazdu polskiej delegacji na Międzynarodowy Zjazd Geografów wKairze, podczas którego uczestnicy mieli możliwość zwiedzania kraju wraz z przewodnikiem. Wwydarzeniu uczestniczył również uznany już wtedy pisarz Ferdynand Goetel, czego świadectwem był jego optymistycznie przyjęty przez krytykę iczytelników Egipt z 1927 roku. Wtym samym czasie opis wycieczki do Maroka opublikował Tadeusz Michał Nittman – w okresie Iwojny światowej żołnierz Legionów Polskich, później pisarz i dziennikarz. Choć Wcieniu palm i minaretów było pierwszą relacją z podróży napisaną przez Nittmana, publikował on już wcześniej utwory zaliczane do nurtu prozy egzotycznej, w których inspirował się swoimi spostrzeżeniami zwypraw (by wymienić powieści Mój przyjaciel Igor. Romans prawie egzotyczny czy Jej chłopiec. Opowieść z pustyni arabskiej). W1931 roku ukazała się kolejna książka podróżnicza tego autora – Pod ręką Fatmy, związana zwyjazdem do Algieru. Wobu przypadkach Tadeusz Nittman uczestniczył w autokarowych objazdach afrykańskich krajów, dlatego uznałem jego perspektywę za turystyczną. Wspomnieć należy także odwu książkach Michała Tarnowskiego: Zamarłe stolice Cejlonu (1934) oraz Cejlon wyspa rajska (1935), prezentujących kilkumiesięczny pobyt autora na tytułowej wyspie. Tarnowski trafił tam właściwie przez przypadek: w1929 roku wyruszył do Afryki, gdzie planował pozostać, zakładając, że praca na Czarnym Lądzie „może okazać się bardziej owocną niż wEuropie, która podówczas zaczynała już odczuwać podziemne wstrząsy zapowiadającego się kryzysu gospodarczego”39. Po dotarciu na miejsce okazało się, że oczekujący go kuzyn, osłabiony przebytą w Abisynii chorobą, otrzymał zalecenie kuracji na Cejlonie – stąd wspólny wyjazd na wyspę poświęcony zwiedzaniu wraz z miejscowym przewodnikiem pozostałości dawnej kultury.

Nowością wofercie podróżniczej dostępnej międzywojennym turystom była możliwość przemieszczania się samolotem. Choć pierwsze pasażerskie połączenia lotnicze powstawały na terenie kraju już od 1921 roku, to dopiero utworzenie siedem lat później państwowo-samorządowego przedsiębiorstwa Polskie Linie Lotnicze LOT zapewniło regularny transport powietrzny wII Rzeczpospolitej40. Początkowo wofercie przewoźnika dominowały połączenia krajowe, jednak zczasem zaczęły się pojawiać również loty międzynarodowe do Berlina, Bukaresztu, Helsinek, ale także Aten czy Tel Awiwu – w1939 roku siecią objęto piętnaście państw41. Podróże lotnicze popularyzowano w prasie, na przykład za pomocą następujących reklamowych rymowanek:

Jadąc lądem, wchłaniasz wpłuca

Kurz – na każdym kilometrze,

Czyż nie milej SAMOLOTEM

Przez przeczyste mknąć powietrze?42

Dynamiczny rozwój siatki połączeń, atakże propagowanie podróży samolotem w reklamach prasowych miało pozytywny wpływ na stopniowy wzrost liczby pasażerów. Niewątpliwą atrakcję takiej wyprawy stanowił również sam lot jako doświadczenie stosunkowo nowe idostępne dla nielicznych. Anna Iwaszkiewicz zanotowała wswoim dzienniku: „[b]ardzo tęsknię wtych czasach do samolotu. Ach, ta chwila oderwania się od ziemi, to wznoszenie się!”43. Należy jednak pamiętać, że lotnictwo ze względu na ceny biletów przez całe dwudziestolecie międzywojenne pozostawało ekskluzywną formą transportu. Dość powiedzieć, że w1938 roku PLL LOT na wszystkich liniach pasażerskich – krajowych i międzynarodowych – obsłużyły łącznie 35 392 osoby44. Prawdopodobnie ztego właśnie powodu wmiędzywojniu nie powstała żadna książkowa relacja ze zorganizowanej wycieczki lotniczej.

Główną formę odbywania pozaeuropejskich podróży stanowiła w dwudziestoleciu turystyka morska, która wkrajowym wydaniu zaczęła się intensywnie rozwijać wlatach trzydziestych. Działo się to głównie za sprawą utworzonego w1930 roku Polskiego Transatlantyckiego Towarzystwa Okrętowego, które po czterech latach zmieniło nazwę na Gdynia–Ameryka Linie Żeglugowe (GAL)45. Ta polsko-duńska spółka, dysponująca początkowo trzema statkami pasażerskimi (w momencie wybuchu wojny posiadała ich już osiem), organizowała – oprócz rejsów po Europie – przewozy do Nowego Jorku, Ameryki Południowej, Turcji czy Palestyny. Wycieczki morskie Linii reklamowane były na łamach prasy, do uczestnictwa wnich zachęcano na przykład w „Wiadomościach Literackich” czy „Morzu”. Spółka wydawała także specjalne informatory, programy oraz przewodniki, w których można było znaleźć aktualną ofertę wyjazdów. Broszura zroku 1935 zachęcała na przykład do uczestnictwa wwycieczce wiosennej przez Hiszpanię, Riwierę francuską i Maroko46. Powstanie idynamiczny rozwój krajowego przewoźnika morskiego stanowiło znaczący czynnik rozwojowy dla turystyki zagranicznej wII Rzeczpospolitej. Mieczysław Fularski stwierdzał:

Połączone po większej części zwypadami lądowymi wycieczki morskie stworzyły nowy typ turystyki, typ turystyki morskiej, istały się bardzo poważnym czynnikiem rozwojowym w ruchu turystycznym. Dzięki dużej frekwencji, zapewniającej wykorzystanie użytkowości całego statku, stosunkowo niskie ceny tych wycieczek, kształtujące się na poziomie cen hotelowych, przy wysokiej jakości usług, umożliwiły korzystanie ztego typu wycieczek szerszemu kręgowi osób, spopularyzowały je wśród społeczeństwa iwciągnęły worbitę zainteresowań turystycznych47.

Uczestnicy wycieczek organizowanych przez Linie Żeglugowe Gdynia–Ameryka chętnie dzielili się swoimi przeżyciami, oco prawdopodobnie dbało samo przedsiębiorstwo. Pierwsza wyprawa „Morzem po słońce Afryki”, która odbyła się wiosną 1933 roku, opisana została w dwóch książkach: Pod banderą polską po słońce Afryki dziennikarza Leszka Gustowskiego (stanowiła ona przedruk zczasopisma „Od Naszego Morza”) oraz Morzem po słońce Afryki Jana Bożejwoli Gąseckiego. Trasa podróży wiodła przez Hiszpanię, Portugalię i Północną Afrykę (Maroko), a reklamowana była sloganem „Wiosna wAfryce, Wielkanoc w Hiszpanii”48 (spełniając tym samym oczekiwania wyrażane kilka lat wcześniej przez Ferdynanda Hoesicka). Hasło wycieczki brzmiało natomiast „Po słońce Afryki”, co korespondowało ze zwiększającą się w dwudziestoleciu modą na helioterapię49. Na pokładzie liniowca znalazło się 330 pasażerów, wtym wielu ludzi znanych, oczym w„Ilustrowanym Kurierze Codziennym” skrupulatnie informował redaktor Ludwik Rubel, podkreślając tym samym prestiżowy charakter wydarzenia: „[p]rzedstawiciele arystokracji rodowej obok reprezentantów nauki, literatury i sportu, ziemianie iinteligencja miejska – oto co stanowi trzon największego polskiego okrętu, prującego wtej chwili fale Atlantyku”50. Wśród uczestników wycieczki dziennikarz dostrzegł dwóch pisarzy: Tadeusza Dołęgę-Mostowicza oraz Witolda Hulewicza. Ten drugi przedstawił wyprawę w jednym zmajowych numerów „Świata”, poświęcając dłuższy passus na pochwały względem organizatorów:

Kto wdzisiejszych czasach chce podróżować wygodnie, bez paszportu zagranicznego, miło iniedrogo, niech uda się pod skrzydła „Linii Gdynia–Ameryka”. Kompania ta najbardziej wzorowo organizuje najbardziej skomplikowane wycieczki morskie. (…)

Przywykło się wżyciu do przesadnej reklamy, do przyrzekania złotych gór isypania piaskiem obietnic woczy. „Linia Gdynia–Ameryka” nie tylko dotrzymała wszystkich zapowiedzi prospektu, ale wwielu szczegółach dała pasażerom więcej niż oczekiwali51.

Sporo informacji oorganizacji wycieczki znalazło się także wobu książkowych relacjach zjej przebiegu, które ukazały się jeszcze w1933 roku. Ich autorzy w superlatywach przedstawiali zarówno Linie Żeglugowe, jak izałogę transatlantyku „Polonia”. Zdaniem Gąseckiego, „[p]od względem wyżywienia iuprzyjemnienia pobytu pasażerom wycieczka ta stała całkowicie na wysokości zadania, dając turystom maksimum wygód iprzyjemności”52. Z kolei Leszek Gustowski podkreślał fakt, że węgiel oraz większość produktów spożywczych wykorzystywanych na statku są pochodzenia polskiego, atym samym wybór rodzimego przewoźnika przyczynia się, „ito wpoważnej mierze do tego, że pieniądz pozostaje wkraju i ożywia rozliczne gałęzie handlu iprzemysłu krajowego”53. Wydaje się więc, że zarówno artykuł Hulewicza, jak iksiążki Gąseckiego oraz Gustowskiego miały stanowić reklamę nowej oferty Linii Żeglugowych i zachęcać do wyboru rodzimego armatora. Takie wykorzystywanie literatury popularnej – w opinii Izabeli Poniatowskiej – zdarzało się już w drugiej połowie XIX wieku. Zdaniem badaczki reklama, której celem jest zachęcanie do zakupu określonego towaru, może propagować również konkretne postawy konsumenckie54. Obie publikacje zostały wydane własnym sumptem, co pozwala przypuszczać, że przedsięwzięcia wydawnicze mogły zyskać wsparcie finansowe ze strony organizatora wycieczki.

Ze względu na fakt, iż większość międzywojennych turystów korzystała zoferty polskich lub zagranicznych przewoźników morskich, teksty prezentujące przebieg wyjazdów mają zazwyczaj podobną strukturę irozpoczynają się – mniej lub bardziej szczegółowym – opisem rejsu. Na zjawisko to utyskiwał Kazimierz Wyka, pisząc oksiążce Michała Tarnowskiego:

Jest to po prostu szeroko prowadzony dziennik podróży, nie wiadomo po co zaczynany już od Marsylii, skoro szło oCejlon irozdziały wstępne znormalnej podróży statkiem niczym się wyróżnić nie mogą. Przygodnym podróżnikom zawsze się jednak zdaje, że nikt tego jeszcze nie oglądał, co oni po raz pierwszy widzą…55.

Czytając Zamarłe stolice Cejlonu, trudno nie zgodzić się zopinią krytyka. Tarnowski nie tylko szczegółowo relacjonuje przebieg podróży, ale także detalicznie opisuje wnętrze statku, charakteryzuje współpasażerów oraz załogę. Być może – jak chce Wyka – przyczyną takiej postawy był brak podróżniczego doświadczenia, przez co już sam rejs stanowił dla autora wydarzenie niezwykłe iwarte opisania. Wydaje się jednak, że istotną rolę odgrywała w tym wypadku również monotonia wielodniowego „uwięzienia” na pokładzie okrętu, sprzyjająca codziennemu notowaniu nawet banalnych spostrzeżeń. Na nadmiar wolnego czasu wtrakcie podróży skarżył się zresztą sam autor: „[z]dumiewająca rzecz, ile się ma czasu na statku, może dlatego, że nie dają długo spać. Żyje się od jedzenia do jedzenia, plecie się androny z towarzyszami podróży, pisze się notatki, apomimo to zostaje jeszcze sporo czasu na czytanie”56. Zkolei celowo nudę okrętowej codzienności wcentrum swojego Pamiętnika morskiego (1937) umieścił Zbigniew Uniłowski (1909–1937). Książka ta, będąca (wraz z Żytem w dżungli) pokłosiem wyprawy pisarza do Brazylii, stanowiła próbę wyjścia poza konwencjonalne wzorce prozy podróżniczej. Autor zrezygnował więc zcharakterystycznych dla tego piśmiennictwa elementów opisu, obierając jako temat utworu monotonię wielodniowego rejsu57. Zdaniem krytyka Jana Aleksandra Króla, niezamierzonym efektem tego przedsięwzięcia stała się natomiast „nudność samego utworu”58.

Rozległe partie tekstów poświęcone podróży morskiej mogły jednak stanowić element zamierzonej strategii pisarskiej autorów, którzy swoje utwory adresowali do czytelników niemogących uczestniczyć wpodobnych wyprawach. Wtakim przypadku piszący świadomie zakładali, że odbiorcy będą zainteresowani każdym etapem ekskursji. Tezę tę może potwierdzać fakt, iż w podobny sposób relacje konstruowali zarówno przygodni podróżnicy-pisarze, jak i profesjonalni ludzie pióra. Maria Dąbrowska wartykule Listy z podróży, będącym pokłosiem wycieczki morskiej „wokół Europy”, znacznie więcej uwagi poświęciła prezentacji okrętu „Kościuszko” ijego załogi niż odwiedzanym miejscom59. Opis rejsu, zawarty na pierwszych stronach reportażu, uznać można również za zabieg kompozycyjny. Takie otwarcie utworu w naturalny sposób wprowadzało wtematykę podróżniczą, atakże pozwalało zachować spójność chronologiczną, która – jak wskazuje Czesław Niedzielski – stanowiła istotną cechę klasycznego (jeszcze oświeceniowego) wzorca relacji zpodróży60. Szczegółowa prezentacja morskiej przeprawy, eksponująca czas jej trwania, uzmysławiała czytelnikowi (najczęściej bez turystycznego doświadczenia), wjak odległej wyprawie uczestniczył autor. Przestrzenie portu oraz statku dostarczały natomiast obrazów stanowiących zapowiedź „egzotycznego świata”, do którego zmierzano. Swoje pierwsze wrażenia zokrętu „Tevere” relacjonowała Stefania Konicówna:

Pokład, korytarze, sale ikabiny napełniają się, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, tłumem różnobarwnym, wrzeszczącym, ruchliwym. Podróżni, jak wylęknione owieczki, tulą się do ścian przerażeni, ogłuszeni. Migają czerwone, szafirowe, białe szarawary, oliwkowo brązowe, czarne twarze, różnobarwne turbany, czerwone fezy61.

Wimpresyjnym opisie autorki wyeksponowany został dynamizm sytuacji przytłaczający niedoświadczonych pasażerów, atakże różnorodność postaci pojawiających się na pokładzie statku, które sprowadzone są wyłącznie do barw kalejdoskopowo „migających” przed oczyma obserwatorki. Można odnieść wrażenie, że jest ona zaskoczona nagłym pojawieniem się tłumu, atakże oszołomiona mnogością bodźców, niewątpliwie stanowiących dla niej zjawisko nowe iatrakcyjne. Znacznie więcej uwagi poświęcił współuczestnikom rejsu Franciszek Godlewski, dostrzegając wśród nich także Senegalczyków z plemienia Bambara, służących we francuskiej armii, których zaprezentował wnastępujący sposób:

Czarne to niby smoła zdrzewa hebanowego, akędzierzawe jak karakuły: śmieją się dziecinnie zbyle czego wchwilach wolnych od nauki czytania, którą im wykładają koledzy „poilus” [żołnierze francuscy – M.P.]. Nauka jest dla nich tym, czym dla nas obrządek łaźni: elementarz zastępuje termometr – litera Ajest jak jeden stopień Celsjusza powyżej normalnej temperatury ciała, a przy literze W, najgorliwszy negr ma +60° iczuje się jak usiebie pod tropikiem Koziorożca. Patrzymy na nich i – robi się nam cieplej62.

Możliwość obserwowania grupy Senegalczyków zpewnością stanowiła dla pasażerów formę atrakcji, choć ich opis ogranicza się wyłącznie do spostrzeżeń związanych z powierzchownością żołnierzy oraz stereotypowych opinii na temat intelektualnych zdolności Czarnych. Wprowadzenie deskrypcji do początkowych rozdziałów książki sygnalizuje jednak czytelnikom właściwą tematykę utworu, awięc egzotyczny świat pozaeuropejski. Kolejny współpasażer, Turek dołączający do podróżnych wczasie postoju w Marsylii, opisany wpodobnie stereotypowo-groteskowym tonie, wprost określony zostaje „pierwszą olbrzymią jaskółką, zwiastującą bliski Wschód”63.

Wreszcie wprzypadku części tekstów szczegółowe opisywanie przebiegu morskiej podróży oraz wyposażenia statku wiązało się zturystycznym snobizmem, atym samym chęcią wyeksponowania ekskluzywnego charakteru wycieczki64. Jak bowiem podkreśla Douglas R. Burgess, wraz zpojawieniem się rejsów turystycznych, podróżowanie z eksploracji przekształciło się wwydarzenie towarzyskie65. Maria Wicherkiewiczowa relacjonowała swoim czytelnikom, kogo miała okazję poznać wczasie rejsu do Afryki (włoskich adwokatów, prezesów czy polityków), atakże opisywała sposób spędzania wolnego czasu przez pasażerów: „[w]iększość gości na pokładzie statku «Milano» rozchodzi się wieczorem po salonach isalonikach, tańczy, rozmawia lub spaceruje po pokładzie. Przy kolacji gromadzą się wszyscy wolbrzymiej jadalni, mieszczącej przeszło 100 osób”66. Luksusowym urządzeniem „Batorego” – nowego okrętu krajowych linii morskich, który w 1936 roku wyruszył wswój dziewiczy rejs – zachwycała się zkolei Izabela Stachowicz:

Kabiny wygodne, wkażdej umywalnia zciepłą izimną wodą, łazienka, sale jadalne, sale dancingowe, wielka sala balowa, holle, czytelnia, 3 bary, pokój dziecinny, pokład słoneczny, łodziowy ispacerowy, chłodnie elektryczne, spiżarnie, basen, sala gimnastyczna pełna najnowszych przyrządów nie wyłączając elektrycznego konia. Ina tym pięknym luksusowym statku spędzę 3 tygodnie, płynąc po najcudowniejszych morzach, oglądając znane tylko zksiążek iobrazków kraje67.

Tak skrupulatne wyliczenie wszelkich udogodnień, atakże wspominanie oznanych współpasażerach (Andrzej Strug, Arkady Fiedler68), pozwalało autorce zbudować wrażenie uczestnictwa wwydarzeniu elitarnym, prestiżowym, atym samym podkreślić własny status społeczny. Opis rejsu mógł więc pełnić różne funkcje, zpewnością stanowił on jednak dogodny sposób na otwarcie utworu otematyce podróżniczej.

Turystyczne rozczarowania i zachwyty

Młodopolski poeta Zdzisław Dębicki, wlatach dwudziestych działający przede wszystkim jako krytyk literacki ipublicysta związany ze środowiskiem endecji, wksiążce Z północy ipołudnia (1926), będącej zbiorem wrażeń zkilku zagranicznych wojaży, pisał na temat podróżowania:

To wszystko, co się widzi, nie jest żadną niespodzianką. Jest tylko realizacją tego, co przywozimy zsobą. Ajuż od naszego stanu wewnętrznego iod zdolności odczuwania rzeczywistości zależy, czy ta realizacja przenosi nasze oczekiwania, czy też je zawodzi69.

Opinia sformułowana przez Dębickiego, choć mało odkrywcza (podobne stwierdzenia znaleźć można już w XVIII-wiecznym piśmiennictwie70), wprowadza jednak dwa zagadnienia istotne dla myślenia omiędzywojennym podróżopisarstwie. Pierwsze wiąże się z kulturowym kształtowaniem wyobrażeń oinnych odległych przestrzeniach. Wyobrażenia te powstają w oparciu oróżnego typu przekazy – wdwudziestoleciu ich nośnikami były przede wszystkim teksty kultury, ale także reklamy czy relacje bezpośrednie (okształtowaniu się wyobrażeń szerzej piszę wczęści trzeciej). Wswojej koncepcji spojrzenia turystycznego fakt ten podkreślał John Urry: „[s]posób patrzenia na świat zależy od społeczeństwa, grupy społecznej iepoki historycznej. Spojrzenie turysty definiuje różnica”71. Drugim zagadnieniem wzmiankowanym przez Dębickiego, którym chciałbym się teraz zająć, są reakcje podróżników przejawiane po dotarciu do celu ekskursji, będące wynikiem zderzenia ich oczekiwań zzastaną rzeczywistością.

Ferdynand Goetel już we wstępie swojego Egiptu postawił tezę, iż „[u]czucie rozczarowania jest powszechnym chlebem podróżnika”72. Międzywojenne relacje zwypraw turystycznych zdecydowanie potwierdzają słowa pisarza – pierwszym wrażeniom z odwiedzanych miejsc bardzo często towarzyszył nieukrywany zawód. Tadeusz Michał Nittman, rozpoczynając prezentację Oranu, wprost wskazywał na dojmujące rozczarowanie:

Odwracamy oczy wprzeciwną stronę iwchodzimy do miasta. Na spotkanie nasze wyjeżdża ze zgrzytem kół na zakręcie malutki cytrynowy tramwaj, oblepiony brzydkimi reklamami, podzwania zachrypnięty jakby iklekotem swych szyb zakurzonych rozczarowuje nas na wstępie.

Więc to ma być ta Afryka tajemnicza? – czytam wwaszych minach!

(…)

Ajednak czytam wwaszych oczach pewien żal, że to miasto, które zdaleka, zpokładu okrętu, takie się wam czarowne wydawało, takie jakieś inne itajemnicze, po bliższym zapoznaniu się znim – traci.

Tak już jest na świecie, cóż na to poradzić, każda rzecz zdaleka owiele cudowniejszą się wydaje!73

Przyczyną niespełnienia turystycznych oczekiwań jest wtym przypadku obecność elementów znanych zcodziennej europejskiej rzeczywistości. Negatywne nastawienie autora dodatkowo wzmocnione zostaje onomatopejami wykorzystanymi do opisu wjeżdżającego tramwaju („zgrzyt”, „zachrypnięty”, „klekot”) – pojazdu ściśle przecież związanego zmodernistyczną transformacją wyobraźni ipercepcji74. Znaczące w tym przypadku są również bezpośrednie zwroty do czytelnika – rozczarowanie zzałożenia odczuwa nie tylko turysta relacjonujący swoje przeżycia, ale także odbiorca literatury podróżniczej, spragniony spotkania ztajemniczą iczarowną Afryką. Dopiero kolejne obrazy przywoływane przez Nittmana: stado wielbłądów, wielonarodowy oddział Legii Cudzoziemskiej czy grupa tradycyjnie ubranych Arabek, budują oczekiwane wrażenie odmienności. To właśnie zaskakujące podobieństwo do Europy najczęściej stanowiło źródło turystycznego zawodu. „Zdziwiliśmy się niemało, widząc miasto zupełnie europejskie”75 – pisał omodernistycznej zabudowie Casablanki Jan Bożawola Gąsecki, ajako przyczynę zdumienia wskazywał wykreowane wcześniej wszkole wyobrażenia na temat „wschodniego egzotyzmu”. Należy przy tym zaznaczyć, że autor zachwycał się cywilizacyjną pracą wykonaną przez Francuzów, traktując architektoniczne przekształcenie miasta jako dowód sumiennej działalności władz kolonialnych. Michał Tarnowski, choć po dotarciu na Cejlon wyrażał bezgraniczny zachwyt pięknem „rajskiej wyspy”, wspominał, że widok nowoczesnego hotelu ilicznych pociągów wywoływał wnim „dziwne wrażenie”, które uchwycił wpytaniu retorycznym: „Ito ma być dziki kraj? Ileż to państw w Europie nie może pochwalić się taką cywilizacją!”76.

Istotna dla zrozumienia źródeł turystycznego rozczarowania wydaje się kategoria autentyczności, silnie zakorzeniona wstudiach nad podróżniczymi doświadczeniami i definiowana na różne sposoby77. Przywołane wyżej przykłady pokazują, że wspomniani autorzy pragnęli nie tyle zobaczyć odwiedzany kraj takim, jakim on jest, ile takim, jakim go sobie wyobrażali. Dlatego wtym przypadku możemy mówić, za badaczami takimi jak Ning Wang, oautentyczności konstruktywistycznej (symbolicznej), będącej „tworem relatywnym, społecznie konstruowanym wefekcie porównań pomiędzy oczekiwaniami a percepcją turystów”, który zbudowany jest na stereotypowych widokach czy posiadanych już przed podróżą wyobrażeniach opartych olektury, przekazy medialne lub opinie innych osób78. Potwierdzają to spostrzeżenia Timothy’ego Mitchella analizującego relacje Europejczyków z wypraw do Egiptu. Zdaniem badacza, rozczarowanie pojawiało się zwykle wsytuacjach, gdy rzeczywistość Wschodu zorganizowana była wbrew regułom reprezentacji, atym samym nie dawała się dokładnie przedstawić (wformie fotografii czy opisu)79. Stąd krytyczna uwaga Michała Tarnowskiego, że tradycyjny cejloński strój wypierany jest „przez tandetę narzuconą przez przemysł krajów «cywilizowanych»”80.

Nie dla wszystkich turystów pierwsze chwile poza Europą wiązały się jednak z poczuciem rozczarowania. Część opisujących swoje wrażenia zdalekich wypraw zachwycała się uderzającą odmiennością. Maria Wicherkiewiczowa jeszcze z pokładu statku przybijającego do brzegów Afryki wypatrywała palm iminaretów zwiastujących przyrodniczą oraz kulturową specyfikę Czarnego Lądu. Zrelacjonowała także obserwacje poczynione w tuniskim porcie:

Na szerokim skwerze wprost okrętu ustawiły się tłumy publiczności. Widać piękne postacie Arabów, malownicze stroje Turków we fezach, hebanowe twarze Syngalezów i czasem potworne, małpie postacie, które nie wiedzieć do jakiej kategorii ludzi zaliczyć. Hałas, gwar ikrzyk81.

Charakterystyczny dla ówczesnych portów państw kolonialnych obraz, zbudowany przez pisarkę woparciu owyliczenie poszczególnych grup etnicznych wchodzących w skład różnorodnego tłumu, doskonale oddawał „zgiełkliwy wir życia tego egzotycznego miasta afrykańskiego”82, tym samym zaspokajając oczekiwania turystki, a później także jej czytelników. Przyglądając się ludziom zgromadzonym wporcie, Wicherkiewiczowa dostrzega również chłopca prowadzącego konia, awidok ten wzbudza wniej skojarzenie z fragmentem dawno czytanego wiersza, który przywołuje. Są to dwie strofy z pieśni Guldia Hetmana ze zbioru Wincentego Pola:

Piękny koń był wzłotym rzędzie ustarego chana

Lecz nie było inie będzie – nad Guldię hetmana.

Tam to główka, tam to nóżka, grzywa wdrobne kosy.

Gdzie stąpiła lekką nóżką – nie strąciła rosy83.

Związek obserwowanej sytuacji zutworem jest bardzo luźny, oprócz wspomnianego zwierzęcia wspólny jest tu jedynie orientalny sztafaż. Wydaje się, iż autorki nie interesowała pogłębiona obserwacja, ale ogólne wrażenie, dające poczucie obcowania z egzotycznym światem. Wniemal identyczny sposób portową scenerię – tym razem w Casablance – opisuje Izabela Stachowicz:

Dziwni ludzie otoczyli nas, czarni wburnusach iturbanach, ciemni, brodaci, mówiący niezrozumiałym językiem, kobiety ich calutkie otulone wprześcieradła zodkrytym wąskim pasemkiem na oczach, dzieci brązowe jak zczekolady, ogolone zwełnistym frędzelkiem na czubku głowy, wszystko to krzyczy, nawołuje, gestykuluje iłypie białkami oczu84.

Nagłe wejście wtak różnorodny tłum jest dla turystki doświadczeniem oszałamiającym i przytłaczającym, co oddane zostało nie tylko za pomocą jego zwięzłej charakterystyki, ale także poprzez enumerację silnie ekspresyjnych czasowników związanych zzachowaniem otaczających ją ludzi. Stachowicz sama diagnozowała swój stan: „[j]estem ogłuszona, przybita wrażeniami, którym nie mogę sprostać, wyraźnie czuję panikę wmózgu, drażni mnie, że nie mogę spokojnie, systematycznie przeżywać przyjazdu”85. Krzysztof Podemski podkreśla, że nagłe znalezienie się wzupełnie obcym środowisku często wywołuje dyskomfort, który sprawia, iż większość turystów odczuwa wtakich sytuacjach silną potrzebę znalezienia przy sobie czegoś swojskiego, takiego jak jedzenie, gazeta czy znajomy współtowarzysz podróży86. Dokładnie wtaki sposób reaguje Izabela Stachowicz, najpierw stwierdzając: „nie mam nic, za co uchwycić bym się mogła wobec inności inowości tego świata”, by po chwili przywołać uspokajające wspomnienie: „[w] spiżarni na Złotej mam pół wielkiego garnka borówek, 4 słoiki konfitur izkilo grzybów suszonych”87. Co ciekawe, podobnie jak uWicherkiewiczowej, pierwsze chwile w Afryce również wywołują skojarzenie ztekstem kultury – autorka przypomina sobie fragmenty piosenki Santa Madonna z repertuaru Marii Modzelewskiej. Wtym przypadku utwór także powiązany jest z odwiedzanym miejscem swobodnie, właściwie wyłącznie przez wspomnienie wrefrenie o Casablance, zktórej powrócić ma mąż kobiety-podmiotki88. Te pierwsze, automatyczne skojarzenia, choć niemające wiele wspólnego zobserwowaną rzeczywistością, pozwalały w jakimś stopniu oswoić nieznane.

Pochłanianie świata

„Ciężka jest właściwie dola turysty. Ciągły pośpiech, ciągle trzeba coraz to nowe rzeczy oglądać”89 – skarżył się Michał Tarnowski wdrugim tomie relacji ze swojej wyprawy na Cejlon, eksponując mimochodem dwie istotne cechy nowoczesnej turystyki widoczne w międzywojennym podróżopisarstwie. Pierwszą jest nieustanny pośpiech wynikający z chęci odwiedzenia jak największej liczby atrakcyjnych miejsc. Tempo przemieszczania się determinowało dodatkowo uczestnictwo w zorganizowanych wycieczkach morskich, które swoim programem obejmowały zazwyczaj postoje wportach kilku państw, skąd autokarami wyruszano wgłąb lądu. Taka formuła zwiększała atrakcyjność wycieczki, sprawiała jednak także, że zwiedzanie trwało bardzo krótko iograniczało się wyłącznie do powierzchownego poznawania najpopularniejszych atrakcji. Dominował więc wzrokocentryzm – oglądanie to druga zcech wskazanych przez Tarnowskiego. Dominacja spojrzenia nie narodziła się jednak wokresie międzywojennym – zdaniem Anny Wieczorkiewicz stopniowe przesuwanie podróżniczego środka ciężkości ze słowa na obraz weuropejskiej kulturze zaczęło postępować w XVII wieku iwiązało się z postrzeganiem wyprawy jako szansy na zdobycie empirycznie pojmowanej wiedzy90. Hegemonia wzroku została utrwalona jeszcze silniej wwieku XIX za sprawą pojawienia się aparatu fotograficznego ikamery filmowej, urządzeń, które wistotny sposób ukształtowały turystyczny sposób oglądania świata. O znaczeniu spojrzenia jako cesze charakterystycznej dla XIX-wiecznych mieszkańców Starego Kontynentu świadczą uwagi na temat ich zamiłowania do „gapienia się” poczynione przez nie-Europejczyków, aprzywołane przez Timothy’ego Mitchella91.

Dynamika przemieszczania się oraz nastawienie przede wszystkim na wzrokowe doświadczanie miejsc oddziaływały na sposób relacjonowania turystycznych wypraw. Obie książki Michała Tarnowskiego poświęcone są wznacznej mierze odwiedzaniu tytułowych „zamarłych stolic”, awięc pozostałości po dawnych miastach Cejlonu. Kolejne rozdziały, w których autor prezentuje poszczególne wycieczki, przybierają powtarzalną formę: powierzchowne obserwacje poczynione wtrakcie zwiedzania łączą się najczęściej z bedekerowskim komentarzem opartym na informacjach pozyskanych zliteratury lub od miejscowego przewodnika. Strategia ta jest widoczna również winnych relacjach z turystycznych wypraw. Wartość komentarzy historycznych przywoływanych przez Franciszka Godlewskiego kwestionował w swojej recenzji Paweł Hulka--Laskowski: „[j]edyną drogą wiodącą poza granice rutyny ischematu [pisania oWschodzie – M.P.] byłaby dokładna wiedza historyczna, czyli zainteresowanie się sprawami nie legendy, lecz rzeczywistości, ale dla turystów polskich są to drobiazgi”92. Tarnowski ogląda to, co zostało mu zarekomendowane przez pracownika hotelowej agencji turystycznej, ale istotną rolę przy wyborze miejsc wartych uwagi odgrywały również ograniczenia czasowe – jak sam deklarował: „[n]ie zatrzymywaliśmy się jednak przy mniej interesujących rzeczach, nie chcąc tracić czasu”93. Plan wyprawy jest więc napięty, przez co ona sama staje się dla autora ijego towarzysza obciążającym fizycznie objazdem najistotniejszych zabytków:

Pomimo wzrastającego upału zwiedzaliśmy dalej, niepomni zmęczenia igłodu, chcąc jak najwięcej rzeczy zobaczyć przed południem. Jaś odpornie znosił trudy ibył właśnie tym, który podniecał do pośpiechu, co witałem zprzyjemnością, jako dowód jego powrotu do zdrowia. Doskonałymi, asfaltowanymi drogami jeździliśmy jak po jakimś olbrzymim i cudnym parku. Odbudowywało się wwyobraźni miraże świątyń ipałaców, zktórych pozostały jeno schody, podmurowania iszeregi słupów granitowych94.

Turystyczny apetyt (chęć odwiedzenia jak największej liczby miejsc) może zostać zaspokojony tylko w trakcie dynamicznej, atym samym wyczerpującej eskapady, wczasie której świat staje się parkiem atrakcji. Istotnym elementem takiej wyprawy okazują się drogi, dlatego autor zwraca uwagę na ich jakość. Nie jest wtym odosobniony – pozytywnie o afrykańskich arteriach wypowiadali się również inni turyści. Jan Gąsecki pisał oMaroku: „[d]rogi są na ogół wspaniałe. Serce się krajało, gdy się porównywało te drogi znaszymi polskimi szosami. Aż do Fezu mknęliśmy po asfalcie”95. Należy zaznaczyć, że opinie tego rodzaju nie stanowiły zwykle neutralnej obserwacji izazwyczaj były wyrazem entuzjazmu wobec kolonialnej działalności Europejczyków w opisywanym regionie. Wyraźnie widać to wpassusie zksiążki Franciszka Godlewskiego:

Wyruszamy do damasceńskiej oazy.

Znowu migają przed oczyma wzawrotnym obłędzie góry, doliny iskały. Pędzimy szosami, których białe sznury, dzieło Francuzów, oplatają całą Syrię. Wspinamy się po zboczach Antylibanu, zjeżdżamy na dziką kamienną pustynię, gdzie brodate kozy ichude wielbłądy z trudem wynajdują osty. Zamiast wsi, achoćby rumowisk – czarne namioty koczowników96.

Ponownie podkreślone zostaje tempo przemieszczania się, które wpływa na sposób patrzenia – kolejne obrazy „migają przed oczyma”. Następujące po sobie widoki autor jedynie odnotowuje wformie lakonicznych fraz. Dynamiczną zmienność tego, co oglądane, jeszcze lepiej oddał Tadeusz Nittman, posługując się ciągiem krótkich zdań: „Ruszamy dalej. Niebawem robotnicza wioska ginie nam zoczu. Zagłębiamy się znów w górski las Miliany. Pędzimy naprzód. Obrazy zmieniają się, jak wkalejdoskopie”97. Samochodowa szyba upodabnia się tu więc do kinowego ekranu. Zdaniem Piotra Kowalskiego zarówno turystyczne gapiostwo, jak ifilm zamieniają świat wkolekcję obrazów jedynie reprezentujących rzeczywistość98. Jest to bowiem świat odbierany niemal wyłącznie za pomocą wzroku, przy zachowaniu ścisłego podziału na patrzących ioglądanych. Turyści – autorzy wspomnianych relacji rzadko próbują inicjować kontakt ze spotykanymi ludźmi, a odnotowywane doświadczenia oparte ozmysły inne niż wzrok najczęściej waloryzują negatywnie (nieprzyjemny zapach ulicy, głośne krzyki handlarzy na bazarze). Wycieczki morskie od początku istnienia były organizowane wtaki sposób, aby odseparować turystów od otoczenia, co pozwalało zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom, atakże gwarantowało ich punktualny powrót na pokład99. Dean MacCannell wtak pomyślanej wycieczce dopatruje się odzwierciedlenia społecznego układu nowoczesnego świata – turysta, otoczony kulturowymi obrazami, pozostaje zarazem oddzielony od kultury go otaczającej100. Wspomniane oddzielenie doskonale widoczne jest wrelacji Leona Kryczyńskiego, który opisywał autokarową wycieczkę przez Maroko: „[u]sadowiwszy się wygodnie w autokarze, oczyma, zabezpieczonymi przed płomiennym słońcem afrykańskim żółtymi okularami, pochłaniam otaczający mnie świat zjawisk”101. Autor przybiera postawę widza, awzmianka o okularach przeciwsłonecznych potęguje wrażenie jego odseparowania od rzeczywistości znajdującej się za szybą pojazdu. Wtrakcie objazdowej wycieczki turysta konsumuje więc egzotyczne obrazy – to jednak za mało, aby zaspokoić głód autentycznego doświadczania odwiedzanych miejsc.

Turystyczne przestrzenie Wschodu

Autokarowy objazd umożliwiał oglądanie egzotyki, jej doświadczenie wymagało jednak przełamania granicy między obserwatorami i obserwowanymi. Aby zaspokoić pragnienie autentyczności poszukiwano miejsc jak najmniej przekształconych przez Europejczyków (lub przynajmniej wyglądających na takie), które bardzo często stawały się atrakcjami. Dean MacCannell, odwołując się do semiotycznej teorii znaku, wswojej definicji atrakcji turystycznej wskazuje na empiryczne powiązanie turysty, widoku oraz oznacznika. Oznacznikami są w tej koncepcji wszelkie informacje ookreślonym obiekcie turystycznym (umieszczane bezpośrednio wjego otoczeniu, ale także przekazywane w przewodnikach, wykładach czy narracji innych osób)102. Umożliwiają one turyście rozpoznanie widoku ijego prawidłowe odczytanie, arelacja między nimi jest tożsama ztą zachodzącą między znaczącym a znaczonym. Badacz konkluduje:

(…) atrakcja turystyczna to plastyczna forma; jej ostateczny kształt, trwałość, jaką uzyskuje, są – tak jak wwypadku znaku – zdeterminowane społecznie. To na mocy uwarunkowań społecznych, czy też strukturalnego zróżnicowania społeczeństwa, tworzone są atrakcje, które jawią się w świadomości jako rzeczy. Nie jednostka, lecz społeczeństwo dzieli rzeczywistość na to, co będzie odbierane jako widok ijako informacja owidoku [wyróżn. – aut.]103.

Analiza międzywojennych relacji zwypraw turystycznych pozwala stwierdzić, że oznacznik atrakcji zyskać mogą nie tylko konkretne obiekty, ale również pewne charakterystyczne dla danej kultury przestrzenie. Wkrajach Wschodu opisywanych w przywoływanych tutaj książkach takimi atrakcjami zpewnością były dzielnica arabska z tradycyjnym bazarem oraz dzielnica czerwonych latarni. Przestrzenie te odwiedzali niemal wszyscy autorzy, dlatego warto przyjrzeć się bliżej sposobom ich prezentacji.

Opisy dzielnicy arabskiej, niezależnie od tego, czy jest ona częścią Marrakeszu, Kairu czy Tunisu, zawierały wsobie kilka stałych elementów. Autorzy zwracali uwagę na chaotyczny układ ulic, gwar, zgiełk, mnogość doznań sensorycznych. Powtarzali tym samym (iutrwalali) zestaw stereotypowych wyobrażeń na temat Wschodu, znanych choćby z literatury wcześniejszych stuleci104. Różnicę widać natomiast wstosunku poszczególnych turystów do obserwowanej rzeczywistości. Mnogość nowych wrażeń znieukrywanym entuzjazmem przyjmowała Maria Wicherkiewiczowa, pisząc oTunisie:

Kto chce zobaczyć przepych barw orientalnych, egzotyczność, żywe wzory wschodnich bajek Dulaca do „tysiąca ijednej nocy” – idzie do dzielnicy arabskiej. Starożytne miasteczko z całym fascynującym urokiem dziwnych uliczek, tajemniczych dziedzińców, okratowanych balkoników, kuźni, handelków, piekarni, kawiarenek, palarni. Przede wszystkim bogactwo typów. (…) Ma się wrażenie, że Tunis wszystko wsobie łączy: cywilizację europejską iegzotyczność wschodu, jego piękno ibrzydotę, zalety iwady.

Przepych bazarów arabskich – to Souks. Tam rozciągają się kolosalne galerie pokryte. Ciągną się kilometrami; tworzą zaułki, labirynty. Po obu stronach owych uliczek zasłoniętych rozłożone są sklepy. (…) Wszędzie porozkładane dywany, stubarwne, haftowane złotem, makaty, srebrne kilimy. Na inkrustowanych perłową masą stolikach podaje się wonną mokkę105.

Spojrzenie autorki ukształtowane zostało przez konkretne teksty kultury: Księgę tysiąca i jednej nocy oraz ilustracje wykonane przez Edmunda Dulaca do anglojęzycznej wersji utworu. Narracja Wicherkiewiczowej przesycona jest elementami charakterystycznymi dla europejskiego myślenia oOriencie: mnogością barw, tajemniczością, bogactwem ornamentyki. Szczególną fascynację wzbudza bazar dostarczający polisensorycznych wrażeń. Porównany zostaje do labiryntu, awięc przestrzeni waloryzowanej zwykle negatywnie106. Wtym przypadku następuje jednak odwrócenie: ryzyko zbłądzenia traktowane jest jako szansa na zanurzenie się wobcy ipociągający świat. Część turystów te same obrazy odbierała wcałkowicie odmienny sposób. Jako przykład posłużyć może fragment relacji z pobytu wFezie Jana Bożejwoli Gąseckiego:

Wąskie ikręte uliczki arabskiego miasta szerokości 1–3m, obrudnych iodrapanych domach, przypominające raczej korytarze, roiły się jak wulu od cuchnących Arabów. Pełno wszędzie krzykliwych dzieci ogłowach ostrzyżonych, nierzadko pokrytych strupami, popychających się wzajemnie, którzy napełniali ulice nieustannym zgiełkiem. (…) Na ulicach panuje półmrok, gdyż od dachu do dachu przewieszone są kije pokryte suszonymi liśćmi lub rogożami, mającymi zabezpieczyć mieszkańców od zbyt palących promieni słońca. Wchodziło się więc do takich uliczek, jak gdyby do jakiego tunelu, pełnego kurzu iniemiłosiernego, smrodliwego zapachu. Tumult, jaki tu panuje, przechodzi wszelkie nasze wyobrażenia107.

Bajeczny świat wąskich uliczek ztekstu Marii Wicherkiewiczowej wrelacji Gąseckiego staje się przestrzenią duszną i