Wydawca: Armoryka Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2009

Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej 1764-1773 ebook

Władysław Łoziński

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 197 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej 1764-1773 - Władysław Łoziński

Opowieści pana Wita Najrwoja przenoszą nas w czasy schyłku osiemnastego stulecia. Są to trzymające w napięciu powieści o pruskich werbownikach, wojnach, podjazdach, pojedynkach, złoczyńcach, szlachciurach, ale też o alchemikach, zbójcach, rycerzach i pięknych kobietach na tle dziejów chylącej się ku upadkowi Rzeczpospolitej.

Władysław Łoziński, pseudonimy Wojtek ze Smolnicy, Władysław Lubicz (ur. 29 maja 1843 w Oparach pod Samborem, zm. 20 maja 1914 we Lwowie) - polski powieściopisarz i historyk, badacz przeszłości kultury polskiej, sekretarz Ossolineum, kolekcjoner dzieł sztuki.

Opinie o ebooku Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej 1764-1773 - Władysław Łoziński

Fragment ebooka Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja, rotmistrza konnej gwardii koronnej 1764-1773 - Władysław Łoziński

Władysław Łoziński

Nowe opowiadania imć pana Wita Narwoja,

rotmistrza konnej gwardii koronnej

(1764 – 1773)

Armoryka SANDOMIERZ 2009

Redaktor: Brunisława (Brunia) Kot Projekt okładki: Juliusz Susak

Tekst książki według edycji: NOWE OPOWIADANIA Jmć Pana Wita Narwoya Rotmistrza Konnej Gwardyi Koronnej (1764 – 1773) ^ spisał Władysław Łoziński we Lwowie, Nakładem Księgarni Gubrynowicza i Schmidta z drukarni Wł. Łozińskiego, 1884. Pisownię uwspółcześniono w niewielkim zakresie.

Ilustracja na okładce: Jan Piotr Norblin,Targ na Pradze,1791 (licencjapublic domain),źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Targ_na_Pradze.jpg

Copyright © 2009 by Wydawnictwo i Księgarnia Internetowa ARMORYKA

Wydawnictwo ARMORYKA ul. Krucza 16 27-600 Sandomierz tel (0-15) 833 21 41 – mail:wydawnictwo.armoryka@interia.plhttp: / / www.armoryka.strefa.pl /

ISBN 978-83-7639-010-9

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

SERENISSIMUS

I.

A miał JPan burgrabia lwowski Pohorecki, choć na pozór chudopachołek był i dość mizerny urząd trzymał, wina stare a przednie u siebie, bo na to smakosz wielki bywał, a gdzie się na lwowskim zamku loch jakowy chłodny a głęboki zdarzył, tedy on tam nie delikwenty i gwałtowniki, alehungaricumstare i zawiesiste pod areszt sobie sadzał…

Rzecze tedy JPan burgrabia do wesołej kompanii:

– Owo teraz, panowie bracia i oficerowie, kiedyście już na mnie w ten dzień patrona mego łaskawi byli, znajcież, żem i ja z serca wam rad, gościowie mili… Mam ja tu pod jurysdykcją moją grassanta i rabownika setnego; drab to i siłacz okrutny, od zeszłego wiekuin fundosiedzi, a teraz czas mu, aby tu gardło dał… Węgrzyn jest rodem Barabasz ten, w Krakowie żakiem był, ale nie w Jagellonicum jeno w piwnicach siedział, potem jakoexcessantpo Rzeczypospolitej chadzał, wiele konfuzji i złości narobił, szlachtę wadził, rebelią wszczynał, braci rodzonych kłócił, senatorom głowę zawracał… teraz u mnie w lochu siedzi; niechże tu staje a sprawę zda; już ja go w ten dzień solenny Waćpanom pod krygsrecht oddawam…

Że kompania już ciepłe czupryny miała, tedy ten i ów myśli, że to naprawdę o delikwencie jakim mowa, któregopoena laqueiczeka — a wszyscy oczy szeroko otwierają, aż tu pachołek wchodzi i kosz wina stawi, a każda butelka stara, sędziwa, mchem brodata, czubatym łbem ciekawie wyziera, bo słonka bożego dawno nie oglądała…

– Owocomparensjest złoczyńca ówpraedictus!Tedy bierzcie go, niech gardło da, ale i wy jemu gardła dajcie, bo jakem Pohorecki, wart tego cale…

Wszyscy tedy w śmiech serdeczny na to rozwiązaneenigma,a JPan Pohorecki mówi dalej:

– Ale ze szkła podłego pić go nie będziecie, bo to by despekt był, aby na tak mizernym wózku taki pan jechał, jeno ze srebra szczerego, i to z tego oto świdra, aby ten likwor szlachetny do góry nie szedł, ale na dół, co znaczy: nie do głowy a do serca, i czoła nie chmurzył, jeno affekta braterskie rozgrzewał…

A był ten świder nie co innego, jeno puchar srebrny, złotem misternie pleciony, jak wąż kręcony, a takowym kształtem po staremu kuty, że figurę świdra prezentował, a zamiast podstawki wierutny nawet świderek miał, tak, że na stole postawić go nie sposób było, ale wświdrować go było potrzeba.

Pocznie się tedy admiracją i oblektament wielki, tak z wina, jak i z onego pucharu, każdy go rad oglądać, a każdemu zda się, że kiedy pełny, tedy piękniejszy.

JPan porucznik Zachariasz Łada Zawejda trzy razy go oglądał, zawsze przed lustracyą taką po brzeg go nalawszy, bo (mówił) „próżny kielich oglądać, i zdrożna i niebezpieczna jest, jako iż z tego głowa boli i od suchości takowej humory w człowieku rebelię szkodliwą czynią”. Tak go z bliska i gruntownie spenetrowawszy, Zawejda rzecze:

– Wiele admiracji tu słyszałem, ale w admiracji nie było racji!… A chcecie wiedzieć, jakowa racja jest świdra tego, i po co go ów sztukmistrz tak mądrze urządził? Owoż wiedzieć macie, że ten świder nie tylko symbolem jest głębokiego sentymentu serc szlacheckich, ale taki w tem sekret leży, że ten tylko mistrz jest, kto trzy takie puchary wypiwszy, czwarty pełniusieńki świderkiem tym w stół zakręci, ani kropelki nawet nie uroniwszy z niego.

Rzekłszy to Zawejda, ku podziwieniu kompanii całej puchar ten po same brzegi napełnił, dłonią go z góry ujął, na stół postawił i tak zręcznie świderkiem wkręcił, że się ani kropla wina nie przelała. Dopieroż ten i ów także próbować sobie, ale nikt sztuki nie dokazał, a JPan porucznik Zawejda nuż kompanię na przekwinty brać a strofować, aby wodą sztuki doświadczali a nie szlachetnym likworem, bo go już i tak sporo na stół wylali…

Szedł tedy świder ów koleją między biesiadniki ale już próżny, a każdy chwali i koncept zabawny i przedziwną robotę sztukmistrza, bo były na tym pucharze kowane rozmaite figury i floresy, a wszystko z misternością wielką…

Rzecze pan Zawejda do kompanii: — Kiedy ten kielich w podziwieniu sobie mamy, a każdy go chwali, to mi pozwólcie, panowie bracia i mili kamradowie, że wam tu pokrótce opowiem historię wierną jednego przedziwnego kielicha, a to z narracji śp. ojca mojego, namiestnika w husarskiej chorągwi JMPana Michała Potockiego, niegdy starosty Krasnostawskiego, i z tego, co sam później słyszałem i widziałem.

II.

Dużo ja już kielichów i pucharów widziałem, ale nie czyniąc despektu temu oto świdrowi JMPana Pohoreckiego, takiego z was żaden nie widział, jaki ja widziałem. Jaki pan taki kram, jaki jeździec taki koń, jaki rycerz taka i szabla, tedy nie dziw, że kędy szlachcic amator wina prawy i piwnica zasobna, tam ivitra gloriosabywają, a przednich pucharów od święta i od wielkiej parady nie brak.

Owo kto z Waćpanów nie słyszał o JMPanu Sanguszce, ordynacie ostrógskim, który był Wielki Bibosz Litewski, albo o JMPanu kasztelanie Zawichoskim, co był Bibosz nad Bibosze i jakoby Arcybibosz w całej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej? U wszystkich tych panów bywałem i pijałem, a daj mi Boże tyle lat i zdrowia jeszcze, ile razy ów sławny puchar pana krajczego z Bąkowej góry, zwanyCorda fideltum,pod tym wąsem moim się znajdował…

Pucharów pysznych lub przeróżnej uciesznej figury widywałem tedy sporo w moim życiu; pijałem z rogów, trąb, z kijów szklanych, bukłaków, z kuflów, ananasów, waltorni, łykaczów, susłów, żurawi, welkomów i widerkomów, z portugalskich pistoletów, z jungferskich spódniczek, i z innych instrumentów wszelakiego rodzaju, nie mówiąc już nic o trzewiczkach przeróżnych gładkich Marianeczek i Zosieczek — ale to wszystko furda przed kielichem Sapieżyńskim! To był puchar nad puchary, król nad wszystkie polskie kielichy — i nie darmo zwał się teżSerenissimus1!

Trzymał tenSerenissimussetną miarę, mniejszą trochę od onego KrajczyńskiegoCorda fidelium,ale zawsze potężnego tchu trzeba było, aby duszkiem go wychylić. Szczerozłoty cały był, augszpurski, a robota takiej przedziwnej misterności, że w admiracji go wszyscy mieli. Nie darmo też mówiono, że jakiś sławny kunsztmistrz niemiecki pięć lat nad nim pracował, a kiedy skończył, oślepł biedny Niemczysko. Prawda bo i to, że kto ów puchar dobrze zgruntował, i co na nim wszystko było, odczytał i obejrzał, temu już i Nowe Ateny na nic się nie zdały, bo już wszelkie ciekawości znałperfecte.Były tam figury najmisterniejsze i wyobrażenia mężów sławnych, icuriosa

1 jacosaisacraiprofana,i historia bożka Bachusa i gody w Kannie Galilejskiej. Nie pytać już nawet, co tam było, a raczej pytać, czego tam ów sztukmistrz nie wsadził? Dokoła zaś był ten puchar drogimi kamieniami wykładany, a były to kamienie najprzedniejszej wody i wyobrażać miały kolory win przeróżnych. Tedy były tam i żółtawe brylanty, i topazy i rubiny…

Tak wyglądałSerenissimus.Ale nie dla tego był onSerenissimus,że od złota i klejnotów świecił, bo i żydowski pająk także sobie strojny być może, ale z innej ważniejszej racji, albowiem był on przez trzech monarchów uczczony, na godność dostojną wyniesiony, i przywileje miał swoje królewskie. A jak to się stało, to według opowieści pana ojca mego powtarzam:

Było to anno Domini 1700, kiedy król August z rycerskimi imprezami się nosił, a szwedzka wojna już w sercu i głowie mu była. Owoż opowiadał pan ojciec mój, że wielki wówczas obóz był pod Brzeżanami w Trybuchowcach, dokąd i on z chorągwią swoją husarską się ściągnął.

Było tam mnogo koronnego wojska i Litwy; z wojskami swymi stanęli i J. O. wojewoda Jabłonowski, hetman wielki koronny i wojewoda wileński, wielki hetman litewski, i p. Szczęsny Potocki, hetman polny koronny i mnóstwo panów senatorów z hufcami swoimi. Król Jegomość August II wojsko swe także przywiódł; co najprzedniejszego żołnierza 30.000 stawiąc w pole; a były to piękne regimenty, zbrojne i strojne, jak mało jaka armia; chłop w chłopa w chędogich moderunkach, sam lud szumny i obrotny w żołnierskim rzemiośle.

Czekano samego króla Jegomości w obozie, a gońce były od niego, że już w drodze jest i rychło przed zgromadzonym rycerstwem stanie. Któż z was nie wie, że król August biesiady lubił, kompanii wesołej nigdy krzyw nie był, z kielichem dobrze się znał i mało komu prym dał przed sobą, kiedy pił; choć dyssymulant wielki bywał, i nigdy po nim nikt tego nie poznał, że miarę przebrał w szlachetnym trunku.

Insza biesiada w komnacie pałacowej a insza bywa w obozie; kto tego nie wie, niech w pole idzie między towarzysze, a przekona się, że tu i fantazja bystrzej nosi i głowa więcej może, bo kto się rezolwował krwi nie litować swojej, ten i wina nie pożałuje. A już za Sasa najbardziej, bo kiedy pito choć się nie bito, co wtedy dopiero, kiedy bić się miano?…

Owo JM. pan wojewoda wileński Sapieha, który podówczas nie był jeszcze malkontentem i adwersarzem króla Jegomości, znacznie przedtem wiedząc, że August w obozie będzie a gościem o każdego z hetmanów zawadzi, wysłał do rezydencji swojej po ów puchar sławny i misterny, którego przedziwną figurę opisałem, a że czas krótki był, tedy litewscy Tatarowie, co w wojsku byli, w ułak, to jest rozstawnymi końmi po puchar skoczyli, a że ułak pod srogim rygorem szedł, więc piorunem kielich był w obozie, dobrze przedtem jeszcze, nim o królu Jegomości gońce były, że się zbliża..

Kiedy tak króla czekano, a hetmańskie obozy gotowe już były na przyjęcie Najjaśniejszego gościa, przybiega nagle oficer saski do hetmana Jabłonowskiego z posłaniem, jako król Jegomość w Rawie, kilka mil ode Lwowa się znajduje, ale dalej ruszyć nie może, albowiem nagle i niespodzianie, bez wszelkiego awiza, spadł mu tam gość rzadki i dostojny, a gościem tym nie kto inny jest, jeno sam Car Jegomość, Piotr! Zamiast tedy do obozu jechać, król w Rawie tak potężnego gościa podejmować musi, i p.p. hetmanów prosi, aby dla większego splendoru i uczczenia tak sławnego monarchy co żywo przybywali do Rawy.

Tak wielka a niespodziewana nowina znaczny wywołała rumor w obozie, a p.p. hetmani i co najdostojniejsza szlachta w lot na koń siedli, biorąc z sobą tylko półtora tysiąca najwyborniejszej jazdy dla orszaku; i w kawalkacie tej znajdował się właśnie pan ojciec mój.

A z tem nagłym przybyciem cara Piotra tak się rzecz miała, że kiedy car bawiąc w Wiedniu u Jego Mości cesarza rzymskiego Leopolda, o rebelii i niespokojnościach różnych w Moskwie się dowiedział, natychmiast do państwa swego pospieszył. Jechał bez wszelkiej parady, i bez wystawy monarszej się obchodził, bo nawet kolaski nie miał, jeno teleżkę z najętymi końmi, a takich dziesięć teliżek to i cała jego kawalkata.

Opowiadał mi pan ojciec, że gdy do Rawy się zbliżali, śmiech wielki ich zebrał, kiedy ujrzeli na polach kampament żydowski, bo aby dworom obom rum uczynić w tak nędznej mieścinie, żydów wyrzucić musiano, a ci tedy wielkim obozem na polu się rozłożyli. Cały rynek w Rawie pokryty był pysznymi namiotami, które przytykały do mizernych domostw żydowskich, a w tych namiotach i lichych izbach mieszkali obaj monarchowie i dwory ich całe.

Ojciec mój wtedy dobrze sławnego cara oglądać mógł, a było też i na co z podziwieniem patrzeć, bo już o monarsze tym w całym świecie chrześcijańskim głośno było, a o jego peregrynacjach po różnych dworach i miastach najcudowniejsze czyniono narracje, tak że go wszędy jakomonstrum monarchorumokrzyczano.

Niepokaźny był i nie tak wyglądał, jak go sobie imaginacja pana ojca mego wymalowała. Na monarchę nie wyglądał; w szarym, bardzo mizernym i wytartym kubraczku z biczykiem w ręku na lustracje wojsk saskich wyjeżdżał; a koniuszy p. hetmana polnego Potockiego, nie znając go a chudzinę takiego widząc przed sobą, potrącił go był nawet koniem, z czego omal wielkiego gwałtu i nieszczęścia nie było, bo car Jegomość biczykiem przeparzył koniuszego, a koniuszy szabli nań dobył, a gdyby go w czas nie poznano, byłyby go ciury obozowe zasiekły szablami.

Cały tydzień Car Jegomość i król August w Rawie bawili, a nigdy przedtem nie widziało i nigdy potem widzieć już pewnie nie będzie to nikczemne miasteczko takowych festynów i lustracji i biesiad i igrzysk przeróżnych rycerskich. Obaj monarchowie wyprawiali uczty po ucztach, a hetmani znowu kolejno podejmowali ich w swoich namiotach w kole co najprzedniejszego rycerstwa i Ichmość p.p. senatorów…

Owo tak przyszła kolej i na pana wojewodę wileńskiego Sapiehę — ten tedy, kiedy wino podano, a miał z sobą pan wojewoda najszlachetniejsze wina i węgierskie i zamorskie, ów puchar swój przesławny familijny napełniwszy, na klęczkach zdrowie obu monarchów wypił, i królowi Augustowi go podał. Król zaraz z niego zdrowie Cara JMci pił, a Car Jegomość znowu komplement takiż sam królowi uczynił, poczem znowu obaj zdrowie rycerstwa Korony i Litwy i saskiego oręża wypili, a zawsze duszkiem z onego pucharu.

Tak król Jegomość jak i car Piotr piękności i misternej robocie puchara dosyć nadziwować się nie mogli, wizerunki i figury na nim kształtnie cięte oglądali, sentencje mądre z pogańskich filozofów czytali — a podając go sobie kolejno, z wesołą i serdeczną ochotą przez cały czas zeń pili. Aż król August mówi:

– Puchar ten wasz panie wojewodo, nie tylko że bogaty i pełen misternego jest kunsztu, ale w nim jakobyvis magicależy, jakowaś wdzięczność taka, że trunkowi i smaku i słodkości dodaje; a to nie wiem czy to sztukmistrza, co go robił, jest sprawa, czy też gospodarskiego sercaarcanum.

Skłonił się do stóp króla Jegomości Sapieha, za taki komplement łaskawy dziękując, a tu i car Jegomość rzecze:

– Prawdę mówi brat mój korol Awgust (bo tak króla ciągle zwał) zaczarował swój kielich susid mój, pan wojewoda, bo nie pamiętam już, kiedy mi wino tak smakowało, jako dziś, kiedy je z tego kielicha piję.

A zwał Car JM. „sąsiadem” Sapiehę tak samo jak pana hetmana Jabłonowskiego, bo obaj koło Białejcerkwi włości mieli.

Po takich słowach kiedy pić już przestano, pan wojewoda na węgrzynka skinął, a ten z pięknem, srebrzystym, turkusami sypanem puzdrem przybiegł i panu je podał. Wziął więc p. wojewoda puchar ów i w puzdro go zamknąwszy rzecze:

– Kiedy taki splendor spadł dzisiejszego dnia na puchar ten, że rozweselił serca dwóch monarchów sławnych i symbolem niegodnym był ich wzajemnych ku sobie affektów, tedy ten kielich już od momentu tegoSerenissimusjest, i już go się nie tkną usta moje, chyba kiedy w domu moimsumma solenitasprzypadnie, i to tylko na zdrowie Majestatu!

– Niechże się tedy tak zwie, jak rzekłeś — mówi król August — daję mu tytułSerenissimus,a gdyby u was Polaków wszystko nie elekcją szło, tobym go królem mianował nad wszystkie kielichy.

JMPan wojewoda malborski, Prebendowski, który z królem jako konsyliarz przyboczny przyjechał, ozwie się na to żartobliwie:

– Najj. Panie, tedy chyba diploma wystawić i pieczęć dać panu wojewodziein aeternam rei memoriam?

Wszyscy na te słowa p. wojewody Prebendowskiego śmiać się poczęli, a król i car także, ale jako że w każdej wesołej kompanii i na biesiadzie ochoczej między żartem a prawdą wąska bywa miedza, tedy król Jegomość zwraca się do adiutanta swego, generała grafa Flemminga, i mówi:

– Flemming, przypomnij mi to jutro, co tu Prebendowski mówił…

Poczem wesoła ochota przeciągnęła się dalej, a mój pan ojciec, który z saskimi gardekurami straż honorową u namiotu trzymał, opowiadał mi, że obaj monarchowie w wesołości swojej wszystkim hetmanom i senatorom pole dali, w ucieszności żartownych konceptów prym wiodąc między kompanią całą. Król August, jako wiadomą jest rzeczą, że siłacz był okrutny, Herkules tego wieku, talary jednym palcem w trąbki jakoby papier na stole zwijał, kubki w dłoni jak wosk gniótł, jedną ręką stół z całkowitą ciężką zastawą dźwigał, i inne takiemirabiliazdumionym biesiadnikom z siły swojej dużej prezentował. A potem zaś w ochocie serdecznej królowi przodku nie dając, Car Jegomość dragoński kocioł do namiotu wnieść sobie kazał, i na tarabanie owym popis swój czynił, werble, fergatrunki i generałmarsze wybijając, a wszystko z wielką sprawnością i ku niemałej admiracji panów polskich i saskich…

Miała zaś owo ochocie tej taka być przyczyna, że obieSerenissimae Majestatesw alianse ze sobą weszły, i planty w ścisłej konfidencji na Szweda i o innepoliticaułożyły, tedy obaj tak radzi sobie byli i w takim przednim humorze czas w kompanii trawili.

Jakoś w trzeci dzień po owej biesiadzie, kiedy car Jegomość w dalszą drogę przez Litwę ku Moskwie a król August ku Lwowu się wybierali, przyszedł niespodzianie do p. wojewody wileńskiego Sapiehy generał graf Flemming i z kancelaryi królewskiej pergamin z pieczęciami mu przyniósł. Był zaś ten dokument przez obieSerenissimae Majestates,tak króla Augusta jak cara Piotra, wystawiony i podpisany, aformaliter solemniterquestanowił, że „jako puchar JMPana Wojewody zaszczyt taki miał, że w pamiętnej dobie serca obu monarchów nie tylko radował ale i ku sobie affektem szczerym pociągał, tedy mu obieMajestatestytułSerenissimidająin aeternam rei memoriamtego radosnego a niespodzianego spotkania swego i zawartej w Rawie przyjaźni, i po wieczyste czasy stanowią i rozkazują, jako puchar ten tylko przy straży honorowej dobywany być ma, która to straż monarsze salutacje robić mu jest powinna, a to jest: z hauptwachu trzy razy wołać, broń skwerować, sztandar chylić i potrójny werbel w kotły uderzać"…

Dokument ten pan wojewoda wileński do owego srebrzystego puzdra, w którym pucharSerenissimusspoczywał, złożyć kazał, i od tego czasu między klejnoty najdroższe skarbca domowego liczył, a nawet misternie rzeźbiony kredens dlań z osobna ustawił.

W kilka lat później po owej rawskiej historii, z której tu za panem ojcem moim wierną opowieść czynię, rzuciły fata pana wojewodę wileńskiego w przeciwny obóz i adwersarzem króla Jegomości a wielkim adherentem szwedzkiego Karola XII zrobiły. Rozpoczęły się niespokojności i wojna wybuchła, a rycerski monarcha szwedzki, w męstwie i animuszu bohater nad bohatery wszelkie, jako lew srogi padł na potężnych nieprzyjaciół swoich, fortuny wojennej jakiś czas dziwnie zażywając.

Owoż kiedy król ten młody, w kunszcie wojennym i zapalczywości rycerskiej fantazji całemu światu chrześcijańskiemu i pogańskiemu takżeter quaterquesławny, na Cara Jegomości i na ziemie jego się wyprawiał, tedy Litwą idąc, JMPana wojewodę Sapiehę jako malkontenta a swego alianta odwiedził i trzecim monarchą był, co w pucharze tym przednim i w winie wojewodzińskiem upodobanie znalazł, choć pan to trzeźwy był i wodę czystą nad wszelkie trunki szlachetne przekładał.

Tu nocleg odprawiwszy kiedy winem z tego puchara się pokrzepił, pan wojewoda Sapieha mu rzecze:

– Miłościwy Panie! Na wojnie kto ostatni dzierży, ten najlepiej dzierży; tedy już ja w tym dobry omen i zapowiedź stałej fortuny widzę, że Wasza Królewska Mość po dwóch nieprzyjaciołach swoich pijesz z tego puchara. Tedy im na upokorzenie, a Waszej Królewskiej Mości na tryumf ostateczny niechaj to będzie!

I opowiedziawszy królowi historię rawską owego puchara, p. wojewoda dyploma owe z pieczęciami i podpisami obu monarchów prezentował. Król szwedzki odczytał, zaśmiał się, inkaustu podać sobie kazał, i wziąwszy pióro, na samej górze, wyżej ponad sygnatury króla Augusta i cara Piotra podpis swój monarszy położył. A tak zębato, rogato i zamaszysto:Carolus Rexwypisał i tak parafem ogoniastym, jakby rapierem szwedzkim pod spód wyjechał, że sygnaturą swą oba podpisy monarsze przygniótł i jakoby przemazał…

Owoż taka to jest historia Sapieżyńskiego kielicha, co sięSerenissimuszwie. A że mi pan ojciec mój czystą prawdę powiadał, tego sam doświadczyłem, oglądając później i kielich ów i świadkiem będąc honorów i ceremonij, jakie mu czyniono. Bo kiedy w Grodnie w garnizonie stałem, był tam także wnuk p. wojewody wileńskiego, książę Michał Sapieha, wojewoda podlaski. Zdarzyło się tedy, że książę Nestor Sapieha, właśnie co niedawno generałem artylerii zostawszy, a po lustracjach jeżdżąc do Grodna przybył, a jako nieznany dotąd krewniak przez p. wojewodę podlaskiego z wielką fetą był podejmowany. Na tej fecie i ja z oficerami garnizonu byłem, a odbywało się to w ogrodzie pod gołym niebem, albowiem dzień był letni i pogodny.

Owoż kiedy zdrowia miano rozpocząć, widziałem, jak dwoje pacholąt szlacheckich puzdro srebrzyste przyniosło, w którym puchar był ukryty. Opodal stołów ustawiona była kompania milicji wojewodzińskiej niemieckiego autoramentu, a kiedy wojewoda puzdro otwierał, kielicha dobywając, tedy kapitan komendę dał: Achtung! Presentirt das Gewehr!

Zaraz też werbel potrójny bito i oficerowie szpontony, a kapitan szpadę prezentował. Książę wojewoda z pucharu tego tylko dwa zdrowia wnosił, a to Króla Jegomości isalutis Reipublicae,a potem zaraz go chowano, honory te same czyniąc z uderzeniem w kotły i skwerowaniem broni… A tak było zawsze, kiedy przy fecie jakiej puchar ten na stół niesiono, bo nie darmoSerenissimusbył i przywileje od trzech monarchów miał…

1 Najjaśniejszy.