89,99 zł
Nowa historia Bizancjum
Nowa historia Rzymu
Starożytny Rzym nie upadł, on się przekształcił. Przez setki lat po końcu cesarstwa na Zachodzie mieszkańcy Bizancjum nazywali siebie Rzymianami, a ich państwo pozostawało jedną z największych potęg średniowiecznego świata.
„Nowe Imperium Rzymskie” to monumentalna panorama, a zarazem pierwsze opracowanie losów Bizancjum przez jednego autora od ponad pokolenia. Anthony Kaldellis odmalowuje pełne dzieje imperium, które istniało przez ponad 1100 lat – jedną piątą całej historii ludzkości.
Tom pierwszy „Historii Bizancjum” rozpoczyna się od symbolicznego przeniesienia cesarskiej stolicy do Konstantynopola (330 rok), a kończy się tuż przed wielką wojną z Persją (602 rok), która utorowała drogę arabskim podbojom.
Kaldellis łączy historię polityczną i wojskową z opowieścią o religii, społeczeństwie, demografii i gospodarce. Korzysta z najnowszych ustaleń badawczych, podważa utrwalone schematy i pokazuje słynne postaci oraz wydarzenia w nowym świetle.
To książka dla czytelników, którzy chcą zobaczyć Bizancjum jako jedno z najważniejszych imperiów w historii Europy oraz świata. Opowieść Kaldellisa jest na przemian radosna i bolesna, ale niezmiennie fascynująca.
* * *
Anthony Kaldellis jest amerykańsko-greckim bizantynistą z Uniwersytetu Chicagowskiego. Specjalizuje się w greckiej historiografii, Platonie oraz dziejach imperium bizantyńskiego. Opublikował m.in. „The Byzantine Republic: People and Power in New Rome” (2015), „Byzantium Unbound” (2019), „1453: The Conquest and Tragedy of Constantinople” (2026). Prowadzi podcast „Byzantium & Friends”.
Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 1091
Data ważności licencji: 7/2/2029
Tytuł oryginałuThe New Roman Empire: A History of Byzantium© Oxford University Press 2024
Projekt okładkiKira Pietrek
Redaktorka inicjującaKarolina Pawlik
Redaktor prowadzącyAdam Zechenter
Redaktorka językowaKamila Sowińska
Opieka promocyjnaMaria Adamik-Kubala
Koordynacja procesu wydawniczegoAgata Błasiak
Weryfikacja merytorycznaTomasz Babnis
AdiustacjaKinga Kosiba
KorektaMaria Zając, Joanna Kłos
IndeksTomasz Babnis
MapyIan Mladjov
Spolszczenie mapMarcin Słociński
FotoedycjaMarta Paszkowska, Adam Zechenter
Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum was originally published in English in 2024. This translation is published by arrangement with Oxford University Press. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak is solely responsible for this translation from the original work and Oxford University Press shall have no liability for any errors, omissions or inaccuracies or ambiguities in such translation or for any losses caused by reliance thereon.
Książka Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum została pierwotnie opublikowana w języku angielskim w 2024 roku. Niniejsze tłumaczenie zostało opublikowane na podstawie porozumienia z Oxford University Press. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak ponosi wyłączną odpowiedzialność za niniejsze tłumaczenie utworu oryginalnego, a Oxford University Press nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek błędy, pominięcia, nieścisłości lub niejednoznaczności w tym tłumaczeniu ani za jakiekolwiek straty wynikające z polegania na jego treści.
© Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2026© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
ISBN 978-83-8427-571-9
Znak Horyzont
www.znakhoryzont.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37
Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: [email protected]
Wydanie I, Kraków 2026
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Upadek cesarstwa był nieunikniony, choć Rzymianom udawało się zapobiec jego nadejściu przez ponad tysiąc lat. Niepokój wzbudzany przez perspektywę kresu istnienia mocarstwa kumulował się w ich umysłach przez całe tysiąclecie i znajdował wyraz w apokaliptycznych wizjach wyrażanych przez licznych autorów. Według jednego z takich scenariuszy – który w wyobraźni wciąż jest żywy – wody morskie podniosą się i zatopią świat, a nieliczni ocaleni, przywiązawszy swoje łodzie do szczytu Kolumny Konstantyna, będą opłakiwać przeminioną chwałę swojego imperium1. Impulsem wzbudzającym apokaliptyczne wizje w ludzkiej wyobraźni były także bieżące wydarzenia historyczne. Konstantynopol co jakiś czas nawiedzały potężne pożary, które zamieniały miejskie portyki w rzeki ognia osmalającego symboliczną kolumnę. Powstania wybuchające w mieście wiodły do zbrojnych starć, podczas których jego mieszkańcy walczyli ze sobą na forum i okolicznych ulicach. W pewnym momencie w Kolumnę Konstantyna uderzył piorun, który odłupał fragmenty kamienia, a innym razem potężna wichura strąciła kolosalny posąg nagiego Konstantyna przedstawiający go jako Apollina, stojący na jej szczycie przez prawie osiem wieków. Obaloną figurę cesarza przezornie zastąpiono krzyżem. Historia i apokalipsa krążyły wokół tego monumentu zarówno w okresie jego pogańskiej, jak i chrześcijańskiej postaci. Mieszkańcy miasta opowiadali sobie, że Konstantyn przeniósł z Rzymu do Konstantynopola i zakopał pod kolumną talizman Ateny, zwany Palladium, który czynił miasta niemożliwymi do zdobycia. Wiara w tę legendę była bardzo silna. Nawet w 1453 roku, gdy Turcy w końcu wdarli się do miasta, jego mieszkańcy nadal spodziewali się, że atakujący przeciwnicy dotrą tylko do Kolumny Konstantyna, gdzie miał się pojawić anioł zesłany przez Boga i wręczyć miecz prostemu człowiekowi, który przepędzi wroga i pogna go aż do granic z Persją2.
Kolumna Konstantyna, mimo że w nienajlepszym stanie, przetrwała jednak próbę czasu. Nadal stoi we współczesnym Stambule (zob. rycina 1 w rozdziale 1). Monument, wzniesiony przez Konstantyna Wielkiego jako centralny punkt nowego miasta, nadal pozostaje symbolicznym pomnikiem cywilizacji, która istniała przez ponad 1,1 tysiąca lat. Inne etapy historii Rzymu cieszą się większym zainteresowaniem badaczy, ten jest jednak najdłuższy w dziejach tego państwa. Cesarstwo wschodniorzymskie – w potocznym języku jego mieszkańców zwane Romanią – okazało się jednym z najdłużej istniejących organizmów państwowych w dziejach świata. Okres jego funkcjonowania obejmuje jedną piątą całej historii ludzkości od chwili wynalezienia pisma – z tego też wynika objętość tej książki. Na początku naszej opowieści w cesarstwie mieszkało około jednej czwartej globalnej populacji, której liczebność w tamtym czasie szacuje się na około 190 milionów. Pod koniec istnienia imperium Rzymianie stanowili już niewielki ułamek światowej ludności, która podczas istnienia imperium prawie się podwoiła. W czasie, od którego zaczynamy narrację, większość Rzymian czciła bogów Olimpu i wiedziała o istnieniu trzech kontynentów; kończymy ją zaś w momencie, kiedy żyli ludzie, którzy na późniejszym etapie życia dowiedzieli się o dotarciu krzyża i hiszpańskiego imperium do Nowego Świata. Wschodni Rzymianie nie zdołaliby przetrwać tak długo i zapobiec apokalipsie swojej cywilizacji, gdyby jedynie się modlili i zakopywali talizmany – aczkolwiek nie zaniedbywali także tego. Przetrwali, bo inwestowali w instytucje zapewniające ich państwu odporność, a ponadto gromadzili zasoby w celu realizacji wspólnych celów i budowania konsensusu wokół wspólnych wartości, zwłaszcza w kwestii prawa, porządku społecznego, ortodoksji religijnej i dobra ogółu. W tej książce opowiedziano historię ich tysiącletnich dziejów – na przemian radosną i bolesną, ale zawsze fascynującą. To historia niezwykłych zdolności adaptacyjnych i niespotykanej żywotności. W tle znajdują się wspomniane instytucje i fundamenty etyczne, a na pierwszym planie są obywatele wschodniego Rzymu, toczący zacięty bój o przetrwanie i pomyślność swojego państwa w jednym z najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych okresów w historii.
W państwie rzymskim – podobnie jak w statku Tezeusza, o którego paradoksie dyskutowali starożytni filozofowie – na przestrzeni wieków dokonywała się stopniowa wymiana elementów składowych, mimo to nie utraciło ono swojej podstawowej tożsamości. Państwo owo zbudowało nową stolicę na wschodzie i straciło starą na zachodzie, dokonało konwersji na chrześcijaństwo, wchłonęło nowe społeczności, zapomniało o łacinie, by w pełni zastąpić ją greką, i dostosowywało swoje instytucje, by stawić czoła nowym wyzwaniom. Zmiany przebiegały sukcesywnie – na przestrzeni pokoleń, a czasem całych stuleci – więc nie postrzegano ich jako gwałtownych przełomów, oznaczających zerwanie z przeszłością. Przyczyną nagłych zmian były na ogół czynniki zewnętrzne: wstrząsy wywołane inwazjami obcych potęg, takimi jak arabskie podboje w latach 30. VII wieku, podboje Seldżuków w latach 70. XI wieku i czwarta krucjata w latach 1203–1204. Po każdym z tych wstrząsów Romania odzyskiwała siły, dostosowywała się do zmienionych okoliczności, aż w końcu uległa ich przemożnej mocy. Przez cały ten okres zachowywała swój rzymski i prawosławny charakter – i te elementy jej tożsamości stanowiły niewzruszone fundamenty, na których przez całe wieki budowano i odbudowywano jej instytucje.
Sposób, w jaki kulturę wschodniego Rzymu postrzegano na Zachodzie, tradycyjnie różni się od podejścia, z którym czytelnik zetknie się na kolejnych stronach niniejszej książki. Od około 800 roku aż do naszych czasów zachodni uczeni i zachodnie instytucje twierdzili, że państwo wschodniorzymskie wcale nie było rzymskie, a tym bardziej jego mieszkańcy nie byli Rzymianami. By uzasadnić takie stanowisko, wymyślono zarówno pozorne argumenty, jak i alternatywne nazwy dla tej rzekomo nowej państwowości. Zachodnie ideologie – najpierw papiestwa i średniowiecznych niemieckich cesarzy, a następnie koncept „Europy”, który pojawił się we wczesnej nowożytności – rościły sobie prawo do odgrywania roli jedynych spadkobierców tradycji rzymskiej. Przez tysiąc lat przyglądali się oni funkcjonującemu na wschodzie społeczeństwu „greckiemu” i nadawali temu przymiotnikowi szereg negatywnych konotacji, takich jak „perfidia” i „zniewieściałość”, które wywodziły się ze starożytnej literatury łacińskiej. Później, w oświeceniu, myśliciele tej epoki uznali greckie imperium za skorumpowane, teokratyczne, kierujące się przesądami i pozbawione funkcjonalnej kultury politycznej. Taki wzorzec postrzegania wschodniego Rzymu miał charakter bardziej instrumentalny niż historyczny, ponieważ stworzono go w celu pośredniej krytyki wad ówczesnych monarchii europejskich.
W XIX wieku powstało nowożytne państwo greckie, które aspirowało do odtworzenia imperium wschodniego ze stolicą w Konstantynopolu. Ten projekt nie podobał się jednak mocarstwom zachodnim, które widziały w nim kontynuację imperializmu rosyjskiego, w związku z czym zachodni uczeni porzucili termin „imperium Greków”, a zastąpili go pozbawionymi głębszego znaczenia nazwami „bizantyński” i „Bizancjum”, odwołującymi się do nazwy jego stolicy, obowiązującej w okresie przed przemianowaniem jej na Konstantynopol. Ponieważ niegdysiejszemu imperium już dawno odmówiono rzymskości, od tamtej chwili zaczęto wyobrażać sobie, że jego społeczeństwo zbudowano głównie wokół idei prawosławia3. Jego myśl polityczna była błędnie ujmowana w kategoriach czysto teologicznych, a wystawy sztuki wschodniorzymskiej przedstawiały historycznie nietrafny wizerunek egzotycznego mistycyzmu i „duchowości”. Nasze współczesne tradycje naukowe wyrosły z tych stereotypów, ukształtowanych w średniowieczu i epoce wczesnonowożytnej. W żadnej innej dziedzinie badań tożsamość badanej społeczności nie jest tak usilnie negowana jak w studiach bizantynistycznych – do tego stopnia, że nawet poświadczone źródłowo nazwy ich państwa (Romania, czyli „Kraj Rzymian”) oraz ich mowy potocznej (Roméika) nie pojawiają się w podstawowych pracach naukowych opublikowanych w XXI wieku4.
Przestarzałe ideologie i dysonans poznawczy niezbędny do ich podtrzymywania znajdują się jednak obecnie w odwrocie. Państwowość niegdyś określana mianem „imperium Greków”, a bliżej współczesności – „imperium bizantyńskie”, szybko odzyskuje swoje miejsce w historii jako bezpośrednia kontynuacja starożytnego państwa rzymskiego i jego złożonego kulturowo społeczeństwa. Zamiast nazywać je „późnym” lub „średniowiecznym” imperium rzymskim, w niniejszej książce kładziemy nacisk na zastosowanie pomijanego terminu, używanego przez Edwarda Gibbona, historyka doby oświecenia, który w dwóch miejscach swojej pracy użył określenia „nowe” imperium rzymskie5. Historia tego imperium, inaczej niż w narracji Gibbona, była jednak nie tyle dziejami jego powolnego upadku, ile ciągłym odradzaniem się jego podstawowych mechanizmów funkcjonowania. Jeszcze w XIII wieku autorzy piszący w Konstantynopolu mogli go sobie wyobrazić jako „nowy Rzym, Rzym bez zmarszczek, Rzym wiecznie młody, nieustannie odnawiany”6. Lecz paradoksalnie ten „nowy Rzym” także „urodził się jako stary”7. Bezpośrednio odziedziczył rzymskie tradycje polityczne, grecką literaturę i biblijny monoteizm, które miały około tysiąca lat, gdy zbudowano Nowy Rzym. Jego kultura czerpała z głębokiej studni zasilanej wieloma źródłami. W rzeczywistości była to jedyna cywilizacja, która połączyła te elementy w ich pierwotnych rzymskich, greckich i chrześcijańskich formach – i stało się to na długo przed tym, jak zachodni teoretycy zaczęli podejmować próby zdefiniowania „Europy” w takich samych kategoriach8. To nowe imperium rzymskie, a nie stare, przekazało Zachodowi te elementy dziedzictwa cywilizacyjnego, łącznie z dopracowaną wersją korpusu prawa rzymskiego, grecką literaturą i myślą, a także z pismami ojców Kościoła i uchwałami soborów kościelnych. Każda z tych tradycji pozostawała żywotna i aktywna w Nowym Rzymie, w którym ich ewoluujące interakcje doprowadziły do ukształtowania się fascynującej kultury.
Odbudowa tożsamości wschodniorzymskiej nie jest jedynym – ani nawet głównym – nurtem narracji tej książki. Jej głównym celem pozostaje wyjaśnienie, przez połączenie narracji i analizy, przyczyn trwałości tej wspólnoty politycznej i na pozór niewyczerpanych źródeł jej odporności. Nasza argumentacja bazuje przede wszystkim na reinterpretacji rzymskiej rządomyślnościI, z którą mamy do czynienia od pewnego czasu. Konkretniej mówiąc, chodzi o wyjaśnienie kwestii tego, w jaki sposób nowe państwo rzymskie z powodzeniem radziło sobie (z jednej strony) z pozyskiwaniem wystarczającej ilości zasobów, aby utrzymać niezwykle rozbudowany – jak na przednowoczesne standardy – aparat wojskowy i administracyjny, a jednocześnie (z drugiej strony) nie zrażać swoich poddanych i nie zmuszać ich do secesji czy obalenia monarchii. Równolegle za pośrednictwem szerokiej gamy przekazów kładziono poddanym do głów, że podatki wykorzystywano wyłącznie dla dobra publicznego. Przekazy źródłowe wskazują, że nie był to jedynie chwyt retoryczny. Była to ideologia, która faktycznie kształtowała priorytety, a nie tylko wizerunek władzy. W ten sposób osiągnięto konsensus i znaczny poziom akceptacji wśród wszystkich poddanych, a nie tylko elit społecznych. W rezultacie Nowy Rzym przetrwał kolejne stulecia, będące świadkami narodzin domen władzy kalifów, Karolingów, Hunów i Awarów, krzyżowców i Mongołów, a następnie ich gwałtownego kurczenia się w wyniku działania sił odśrodkowych, rozkładających wszystkie przednowoczesne imperia.
Takie odczytanie dziejów cesarstwa rzymskiego na wschodzie obala zatem wcześniejsze poglądy na temat „późnego” imperium, postrzeganego w nich jako państwo despotyczne, opresyjne, totalitarne i skorumpowane9. Zaprzecza także cynicznym poglądom, które zawsze są modne, a zgodnie z którymi cesarstwem zarządzały wyalienowane od społeczeństwa elity, które rezydowały w stolicy i sprawowały rządy dla własnych korzyści, bo nie czuły żadnej wspólnoty interesów z ludnością prowincji. Łatwo być cynicznym w ocenach – taka postawa zawsze jest dla naukowców bezpieczniejsza – ale przekazy źródłowe nie potwierdzają takiego wizerunku władzy nowego imperium. W zasadzie przemawiają one za innym obrazem, który obecnie zyskuje na popularności. Zgodnie z nim dwór cesarski – ze względów praktycznych, jak również z uwagi na potrzeby ideologiczne – brał pod uwagę korzyści, jakie jego polityka przynosiła wszystkim poddanym. Monarchia usiłowała zachować równowagę między odseparowaniem od społeczeństwa a konsensusem społecznym, dlatego dążyła do zaprezentowania swojej wrażliwości na potrzeby społeczne, swojej odpowiedzialności i swojej dbałości o przestrzeganie norm społecznych – a poddani, zgodnie z oczekiwaniami, przestrzegali tych standardów. W Nowym Rzymie legitymacja polityczna do sprawowania władzy dawała argument rządzenia dla wspólnego dobra, o czym poddani często przypominali swoim cesarzom. Nie jest nawet jasne, czy było to „imperium” w konwencjonalnym znaczeniu tego słowa, będącego terminem niemającym wyraźnego odpowiednika w średniowiecznej grece. Nowy Rzym nazywał siebie – i tym w istocie był – monarchią, czyli wspólnotą polityczną, Rzymian.
Niniejsza książka przedstawia szczegółową historię polityczną, militarną i kościelną Nowego Rzymu. W ostatnich latach pojawiło się wiele krótkich syntez prezentujących dzieje „Bizancjum” i zwięzłych wprowadzeń do tego tematu. Osiągają one wyznaczone im cele, ich autorzy mają jednak tendencję do przeskakiwania z jednego szczytu na drugi, aby zawrzeć tysiącletnie dzieje imperium na kilkuset stronach. Dłuższa narracja – dla kontrastu – może umożliwić zbadanie dolin i urwisk położonych poniżej, tak aby czytelnicy poznali topografię całego terenu i właściwie zrozumieli wszelkie zależności. W dobrze opowiedzianej historii trzeba poświęcić czas na zbudowanie świata, przedstawienie jego historii i osadzenie bohaterów we właściwym kontekście. Jednocześnie, zgodnie ze wschodniorzymskim modelem historii, konieczne jest również podjęcie próby wyjaśnienia rozgrywających się wydarzeń10. Nie możemy – i z tego powodu nie powinniśmy nawet próbować – psychologizować bohaterów, zamiast tego możemy jednak umiejscawiać ich decyzje i reakcje w zakresie możliwych opcji działania, narzucanych, umożliwianych lub utrudnianych im przez istniejące instytucje, kulturę i środowisko. Czasami wystarczy nadać sens temu, co się wydarzyło, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie dokładnie wyjaśnić przyczyn określonego rozwoju wypadków.
Takie podejście z kolei wymaga rygorystycznej analizy, prowadzonej równolegle do narracji i splecionej z nią, głębszych struktur funkcjonowania społeczeństwa rzymskiego, w tym gospodarki (zwłaszcza opodatkowania), stratyfikacji społecznej, kwestii etnicznych, demografii i ewolucji tożsamości religijnej. Narracja, która nie opiera się na takiej analizie, grzeszy powierzchownością. I odwrotnie – modele teoretyczne muszą również działać w praktyce, a ich poligonem doświadczalnym jest narracja. W pewnym momencie muszą ujawnić się głębsze siły, w przeciwnym razie są to jedynie abstrakcje. W dziedzinie studiów bizantynistycznych przedstawiono wiele tego rodzaju abstrakcji, które promowały określone agendy teologiczne, narodowe lub akademickie, ale w oderwaniu od rzeczywistości społeczno-politycznej. W tej książce oba podejścia – narracyjne i strukturalne – są powiązane i przedstawione w sposób dialektyczny.
Podejście narracyjne nie oznacza, że w tej książce skupimy się na kilku kręgach przywódczych i pominiemy większość społeczeństwa. Wręcz przeciwnie: celem niniejszej pracy jest nie tylko opowiedzenie ekscytującej historii – choć z tym także mamy do czynienia – lecz również przedstawienie warunków życia i statusu większości społeczeństwa. Realizujemy to na dwa sposoby. Po pierwsze, duże grupy społeczne, zwłaszcza mieszkańcy prowincji i Konstantynopola, często występują w źródłach, prezentowane zarówno w działaniu, jak i w reakcjach na poczynania władz, ponieważ ich przedstawicieli uważano za prawowitych interesariuszy w życiu politycznym Nowego Rzymu. Ich przyzwolenie, nawet jeśli tylko milczące, było niezbędne do legitymizacji władzy każdego nowego cesarza i uważane za konieczne dla powodzenia polityki cesarskiej. Z tego względu cesarze, biskupi i inni przedstawiciele elit cesarstwa starali się usprawiedliwić swoje działania w oczach opinii publicznej, czy to przez wywieszanie obwieszczeń w kościołach, czy to wygłaszanie przemówień do tłumów zgromadzonych na hipodromie, Forum Konstantyna lub w kościele Hagia Sophia. Infrastruktura Konstantynopola została zaprojektowana z myślą o organizacji dużych zgromadzeń właśnie z tego powodu. Ze swojej strony lud często interweniował w konflikty polityczne rozgrywające się w kręgu elit, w kontrowersje dotyczące doktryny wiary, a nawet w politykę gospodarczą – i czynił to w sposób zdecydowany. Wystąpienia ludowe są kluczowe dla właściwego zrozumienia podstawowej dynamiki życia społecznego i najistotniejszych parametrów sfery politycznej Nowego Rzymu.
Po drugie, prawdą jest, że większość dużych grup społecznych zwykle pojawia się w źródłach jako zbiorowości pozbawione szczegółowych atrybutów. Źródła narracyjne koncentrują się głównie na niewielkiej liczbie postaci, w tym na cesarzach, urzędnikach dworskich i dowódcach wojskowych, biskupach, mnichach i świętych – w większości mężczyznach. Niemniej oni również są ważni dla historii społecznej, nie tylko dlatego, że podejmowali brzemienne w skutki decyzje, lecz także dlatego, że jako osoby, od których oczekiwano odgrywania określonych ról, ogniskowali wartości, nadzieje i frustracje większości społeczeństwa11. Kultura rzymska i chrześcijańska we wszystkich okresach była polem sporów i debat, a przywódcy stawali się uosobieniem najważniejszych problemów swoich czasów. Byli uważnie obserwowani. Nikt, nawet najbiedniejszy rolnik w głębi kraju, nie był tak odizolowany i obojętny, aby zbyt długo ignorować sposób postępowania znanych osobistości. Społeczeństwo Romanii było silnie powiązane wzajemnymi więzami, buzującymi emocjami, żądaniami, współzależnościami, podejrzeniami i gniewem.
Po trzecie, książka odpiera pogląd głoszący, że państwo rzymskie jako państwo przednowoczesne nie było w stanie w znaczącym stopniu kształtować życia swoich poddanych i mogło zrobić niewiele więcej, jak tylko zbierać podatki w odległych prowincjach i powoływać do armii rekrutów – a zatem że badanie funkcjonowania takiego państwa to niewiele więcej niż studiowanie jego elit. Nowe imperium rzymskie było znanym eksperymentem państwowości z „wielkim rządem”, a jego długowieczność stanowi miarę jego sukcesu. Władze rzymskie dotarły aż do poziomu lokalnego i kształtowały sytuację ekonomiczną większości ludzi, łącznie z decydowaniem o tym, co mogli posiadać (rozstrzygano o ich prawie własności i dziedziczenia), a przede wszystkim o sposobie obliczania wartości własności. Rząd określał ich status w relacji do innych grup społecznych i – co niemniej istotne – z powodzeniem ustanowił oficjalną religię, która decydowała nie tylko o tym, w co ludzie wierzyli, lecz także o tym, jak ją wyznawali, w jaki sposób zawierali małżeństwa, jakie obrzędy towarzyszyły ich narodzinom i śmierci oraz w jaki sposób pielęgnowano pamięć po zmarłych. Stworzono również jednolity system prawny i monetarny, armię, która czerpała zasoby z całego terytorium imperium w celu obrony całych jego granic, oraz hierarchie administracyjne, podlegające władzom w stolicy. Horyzonty czasu i przestrzeni były określane przez te same instytucje, na przykład kalendarz, harmonogramy płatności podatków, granice wsi, miast i prowincji. Z sieci stworzonych przez te instytucje nie byli w stanie uciec nawet najbardziej zatwardziali pustelnicy, którzy szukali odosobnienia na odległych szczytach górskich lub na pustyni. Zrozumienie zasad funkcjonowania tych instytucji pozwala zatem wyjaśnić uwarunkowania codziennego życia poddanych cesarstwa.
Przez kształtowanie określonej narracji formowała się również chrześcijańska tożsamość prawosławna. W tej książce nie przyjmujemy założenia, że zawsze istniała jedna idealna ortodoksja religijna, która jedynie czekała na jej opracowanie przez nowe pokolenia. Kiedy w 324 roku Konstantyn Wielki podporządkował sobie wschód, żaden z żyjących wówczas chrześcijan nie potrafił sobie wyobrazić takiej wersji wiary, według której Jezus Chrystus był „współistotny” Bogu Ojcu, ale sam miał „dwie natury”, z dwiema „wolami” i dwoma odrębnymi „działaniami”II, lub że ikony, do których się modlono i którym oddawano pokłony, staną się centralnym elementem kultu; że dojdzie do podziału między Kościołami greckim i łacińskim, między innymi z powodu sporu dotyczącego „pochodzenia Ducha Świętego”III; a tym bardziej że mnisi, przez formę uporczywe powtarzanej określonej modlitwy, będą w stanie ujrzeć światło działania Boga. Do przekonań tych dochodzono stopniowo, w toku przypadkowych kontrowersji, które z łatwością mogły zakończyć się w inny sposób. Z tego względu ortodoksję religii prawosławnej stworzyły parametry narracyjne, w których się ona rozwijała. Ostatecznie niewielu ludzi w pełni rozumiało zawiłe kwestie teologiczne, z którymi czasami zmagali się nawet czołowi teolodzy. W związku z tym chrześcijańskie tożsamości kształtowały się wokół narracji o prześladowaniach i cnotach, o triumfie i niesprawiedliwości; ewoluowały wokół rywalizujących doktryn do punktu, w którym te ostatnie schodziły na dalszy plan. Przy odrobinie dobrej woli zwykle udawało się wypracować kompromisy teologiczne, ale żadna ze stron nie mogła wybaczyć tego, co swoim zdaniem wycierpiała z rąk swoich wrogów. Przez cały czas kontrowersji religijnych większość cesarzy usiłowała wspierać kompromis i bezpiecznie kierować nawą państwową, dążąc do ich wygaszenia. Ortodoksja religijna nie była niczym statycznym ani ustalonym z góry.
Narracja okazuje się niezbędna do badań w studiach bizantynistycznych, które są dziedziną historyzującą w znacznie większym stopniu niż inne. Bizantyniści interpretują każdy tekst, każdą ideę i postać, każde dzieło sztuki i każdy artefakt materialny w jego bezpośrednim kontekście i starają się przyporządkować go – o ile to możliwe – do roku, miesiąca, a nawet dnia. Właściwa narracja ma wpływ na wynik badań w całej dziedzinie, otwiera nowe konteksty interpretacyjne i zamyka inne. O ile nasze rozumienie niektórych okresów dziejów Bizancjum pozostaje od dawna niezmienne, o tyle sposób pojmowania innych odcinków historii imperium w świetle ostatnich badań uległ radykalnej zmianie. Niniejsza rekonstrukcja dziejów cesarstwa rzuci wyzwanie dotychczasowym ustaleniom i być może zaskoczy wielu ekspertów, ponieważ zaprezentuje zarówno najnowsze ustalenia, jak i oryginalne interpretacje. Opiera się na krytycznym wykorzystaniu przekazów źródłowych, cytowanych w przypisach i syntetyzowanych z wnioskami wyciągniętymi z danych archeologicznych i danych naukowych innych dziedzin, takich jak palinologia. Inny obszar aktualnych badań naukowych – badania wahań klimatu na przestrzeni dziejów – przyciągnął ostatnio wiele uwagi, ale nie osiągnął jeszcze punktu, w którym wysunięte dotychczas niejednoznaczne twierdzenia można byłoby powiązać z innymi materiałami prezentowanymi w tej książce. Pracę nad włączeniem zagadnienia wpływu klimatu na proces dziejowy pozostawiono przyszłym historykom, którzy tym samym podejmą się – w swój własny charakterystyczny sposób – zadania przekazanego przez samych starożytnych.
Historia nowego cesarstwa rzymskiego jest jedną z najbardziej fascynujących opowieści w historii ludzkości. Momentami odwołuje się do archetypów Pisma Świętego i ma charakter biblijny, a momentami, gdy czerpie z Homera i autorów klasycznych – heroiczny. Jest przepełniona postaciami świętych i grzeszników. Ale za tymi barwniejszymi postaciami kryją się rzesze biurokratów, prawników, dowódców wojskowych, mierniczych majątków ziemskich i poborców podatkowych, którzy swą pracą zapewniali funkcjonowanie skomplikowanej maszynerii imperium. To opowieść o społeczeństwie, któremu spoistość gwarantowały silne poczucie własnych wartości i ukształtowana tożsamość oraz solidne instytucje pozwalające mu przetrwać najniebezpieczniejsze tysiąclecie w dziejach historii ludzkości. W ciągu kolejnych stuleci na arenie dziejów pojawiali się i z niej schodzili germańscy barbarzyńcy, muzułmańscy zdobywcy, wikińscy najeźdźcy, podczas gdy Romania trwała i przedłużała swoje istnienie aż do progu nowoczesności, kiedy to upadła przy odgłosach kanonady armatniej. Przedstawienie tej historii będzie zajmować naszą uwagę przez następne tysiąc stron.
Uwagi dotyczące pisowni nazw własnych
Na końcu książki czytelnik znajdzie słowniczek ważnych terminów technicznych, których użycia w niniejszej narracji nie można było uniknąć. Są to głównie nazwy urzędów, tytuły i nazwy instytucji państwa wschodniorzymskiego. Wyrazów Bizancjum i Bizantyjczycy, będących mylącymi współczesnymi terminami, prawie tu nie stosuję, z wyjątkiem podtytułów i kilku rzadkich odniesień do współczesnych percepcji dziejów imperium.
Konstantynopol w okresie przed Konstantynem Wielkim nazywał się Byzantion. Nazywany jest także po prostu Miastem, ponieważ w taki sposób często określali go jego mieszkańcy (gr. i Polis) w uznaniu dla jego wielkości i znaczenia. „Miasto” kryje się również za współczesną turecką nazwą Istanbul, która wywodzi się od greckiego zwrotu „w mieście” (is tin polin); wyrażenie to dało początek nazwie podobnej do Istanbul jeszcze przed zdobyciem miasta przez Turków osmańskich. Inne nazwy miejsc są zwykle podawane zgodnie z ich grecką formą, chyba że mają one inne powszechnie znane formy nowożytne (na przykład Ateny). Tureckie wersje nazw własnych pojawiają się dopiero na samym końcu naszego wywodu.
Imiona osób otrzymały pisownię zgodną z ich najbardziej prawdopodobnym językiem ojczystym lub językiem, w którym pisały, co w wypadku większości postaci opisywanych na stronach tej książki oznacza język grecki (na przykład Prokopios i Ioannes). Latynizacja greckich imion (Comnenus) lub – co gorsza – ich anglicyzacjaIV (na przykład John) stanowi obraźliwą formę narzucania własnej kultury. Nie jest to praktykowane w odniesieniu do jakiejkolwiek innej kultury poza „Bizantyńczykami”, których właściwa nazwa jako ludu (Rzymianie) również była przez stulecia uważana na zachodzie za niedopuszczalną. Nadszedł czas, aby położyć kres temu nonsensowi. Wyjątek w tym względzie stanowią sławne postaci, które według subiektywnych standardów są w przeważającej mierze dobrze znane pod swoimi nowożytnymi imionami – na przykład Julian, Jan Chryzostom, Justynian i Bazyli II – a także część zachodnich Europejczyków, którzy pochodzili z wielojęzycznych środowisk i których imiona w tamtych czasach zapisywano w wielu różnych formach. To samo dotyczy nazw ważnych soborów kościelnych, które są powszechnie znane – w przeciwieństwie do miast, w których się odbywały (na przykład Nicea – Nikaia). Co więcej, imiona cesarzy i wysokich urzędników są podawane w zlatynizowanej formie do około 520 roku, ponieważ do tego czasu na najwyższych szczeblach władzy w Konstantynopolu nadal posługiwano się łaciną, a ludzie ci występują jako funkcjonariusze państwa – niezależnie od ich języka ojczystego. Przed słownikiem terminów czytelnik znajdzie również wykaz dochodów państwowych i dużych płatności, dokonywanych w złotych solidach, których znajomość pozwoli w odpowiedniej perspektywie umieścić inne koszty i wartości.
Podziękowania
Książka niniejsza nie powstałaby bez doskonałych badań naukowców z całego świata, za które jestem im niezmiernie wdzięczny. Gdyby bibliografie nie pochłaniały tak dużej liczby słów, można by w tym miejscu przytoczyć znacznie więcej publikacji. Przez lata, które zajęło mi napisanie tej książki, konsultowałem się z dziesiątkami z was w sprawach większych i mniejszych, a teraz mogę dostrzec wpływ niezliczonych rozmów, debat i wykładów, które odbyły się wiele lat wcześniej. Niestety nie sposób podziękować każdemu z osobna, więc muszą wystarczyć podziękowanie zbiorowe. Na dowód mojego uznania kieruję czytelników do podcastu Byzantium & Friends, który stworzyłem podczas pisania tej książki. Z czasem okaże się, czy medium internetowe będzie miało dłuższy okres przydatności do spożycia niż książka, którą właśnie czytacie.
Nowe Imperium Rzymskie powstało tylko dlatego, że Stefan Vranka z Oxford University Press po kolacji ze mną zapytał mnie wprost, czy byłbym zainteresowany napisaniem takiej książki. Oczywiście natychmiast odmówiłem. Wsparcie Stefana i jego szczere rady bardzo mi pomogły, gdy już się przekonałem do podjęcia wyzwania. Specjalne podziękowania należą się także innym osobom, które również przeczytały długie fragmenty tej książki i wniosły do nich cenne komentarze i poprawki, zwłaszcza Garthowi Fowderowi i moim byłym studentom: Scottowi Kennedy’emu, Marion Kruse i Brianowi Swainowi. Ian Mladjov skorygował szereg błędów i przygotował doskonałe mapki do książki. Kolorowe tablice z ilustracjami i indeks powstały dzięki funduszom na badania, zapewnionym przez Wydział Nauk Humanistycznych Uniwersytetu w Chicago. Wiele zdjęć udostępniono dzięki uprzejmości Davida Hendrixa z instytutu w Dumbarton Oaks. Umieszczenie medalionu na okładce trafnie zarekomendowała Betsy Williams.
Na koniec – jestem niezmiernie wdzięczny młodym naukowcom z całego świata, którzy codziennie zmagają się z przeciwnościami stwarzanymi przez neoliberalne ograniczenia budżetowe i upolitycznioną wrogość do nauk humanistycznych, a także z niepewnością zatrudnienia na stanowiskach adiunktów i systemem grantów badawczych, mimo to dążą do poszerzenia naszej wiedzy o historii oraz przekazania swojej miłości do niej następnemu pokoleniu studentów.
I Termin ukuty przez Michela Foucaulta, definiowany na różne sposoby, między innymi jako techniki kształtowania społeczeństwa, które w najlepszy sposób umożliwia realizację założonej polityki. (Jeśli nie podano inaczej, przypisy dolne pochodzą od tłumacza).
II Chodzi kwestie długiego sporu chrystologicznego, dotyczącego osoby Chrystusa. Ostatecznie do soboru konstantynopolitańskiego III (680 r.) wypracowano stanowisko, według którego Chrystus miał dwie natury (boską i ludzką), kierował się dwiema wolami – jako człowiek i jako Bóg – które wyrażały się w odrębnych działaniach: ludzkim i boskim, co oznaczało odrzucenie doktryny monoteletyzmu.
III Mowa o słowie filioque dodanym w katolickiej wersji credo, w wersie określającym pochodzenie Ducha Świętego: Credo in Spiritum Sanctum […] qui ex Patre et Filioque procedit („Wierzę w Ducha Świętego, […], który od Ojca i Syna pochodzi”). Spór o Filioque stał się ostatecznie pretekstem do wielkiej schizmy wschodniej z 1054 r.
IV W wypadku polskiego przekładu chodzić będzie o polonizację.
NOWE IMPERIUM
Nowy Rzym i nowi Rzymianie
Nowy Rzym
11 maja 330 roku słońce, wschodzące znad azjatyckich wzgórz na wschodnim brzegu Bosforu, po raz ostatni zaświeciło nad starożytnym miastem Byzantion. Tego dnia cesarz Konstantyn dokonał ponownej fundacji miasta i zadedykował je sobie oraz rzymskiej bogini Fortunie. Byzantion stał się Konstantynopolem i jako Nowy Rzym miał wywrzeć ogromny wpływ na dalszy bieg historii. W chwili konsekracji miasto nadal znajdowało się w cieniu przedświtu, słońce było już jednak na tyle wysoko, że jego promienie odbijały się od konturów najwyższej budowli w mieście – kolosalnego posągu samego Konstantyna. Pokryty brązem monument przedstawiał nagiego mężczyznę z głową zwieńczoną promienną koroną, w prawej ręce dzierżącego włócznię, a w lewej – kulę ziemską, symbolizującą jego uniwersalną władzę nad światem. Kolos, który pierwotnie miał przedstawiać Apollina, stał na szczycie wykonanej z purpurowego porfiru kolumny o wysokości prawie 40 metrów, opasanej laurowymi wieńcami zwycięstwa. W świadomości społecznej monumentalna budowla miała symbolizować związki łączące Konstantyna z bogiem Słońca i pierwszym cesarzem Rzymu Oktawianem Augustem. Ponad trzy stulecia wcześniej August wybrał bowiem Apollina jako symbol umiarkowanej władzy, wiecznej młodości i klasycznego porządku rozpoczynającej się nowej złotej epoki. Posąg Konstantyna nawiązywał również do Kolosa Nerona, koło którego stanęło po jakimś czasie biorące od niego nazwę KoloseumI w Rzymie i użyczyło mu swej nazwy, a ponadto skłaniał do kojarzenia Nowego Rzymu z pobliską Troją – starożytną legendarną ojczyzną Rzymian, której patronem był właśnie Apollo. W ten sposób Konstantyn i jego miasto nawiązywali do jednego z najstarszych wątków rzymskiej historii: Rzymianie, dzieci Eneasza i spadkobiercy Augusta, powrócili do swojego domu i założyli miasto w miejscu, które przed wiekami opuścili. Wkrótce zaczęły krążyć opowieści o tym, że Konstantyn przywiózł kolosa z Troi, tam bowiem pierwotnie zamierzał zbudować swoje miasto, ale nie uczynił tego, ponieważ objawiła mu się zjawa, która nakłoniła go do wyboru korzystniejszej lokalizacji i wskazała na Byzantion1.
Monumentalny posąg cesarza, muskany o świcie promieniami słońca, „płonął nad obywatelami jak słońce”2. Rozświetlał Forum Konstantyna, w którego centrum został ustawiony, na okrągłym brukowanym dziedzińcu (zob. rycina 1). Forum, otoczone dwupoziomową kolumnadą z białego marmuru, przecinał na dwie części główny bulwar miasta, czyli ulica MeseII, biegnąca ze wschodu na zachód, od pałacu położonego nad morzem do niedawno zbudowanych murów obronnych. Jeszcze w X wieku te marmurowe kolumny postrzegano w swoiście kosmicznej perspektywie, jako jaśniejące gwiazdy otaczające posąg Słońca – Konstantyna3. Na północnym krańcu forum mieścił się budynek senatu, u którego wejścia, po bokach, stały brązowy monument Ateny i posągi odwołujące się do wydarzeń z dziejów Troi, takich jak sąd Parysa. Ogromne drzwi senatu pochodziły ze Świątyni Artemidy w Efezie i były ozdobione płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny z Gigantomachii, czyli walki bogów z gigantami o wężowych nogach. Właśnie „wężowym potworem” nazywał Konstantyn swojego rywala, cesarza Licyniusza, którego pokonał w 324 roku, po czym przejął władzę nad wschodnią częścią imperium. Zwycięski Konstantyn założył miasto swojego imienia w następstwie wygranej wojny i traktował je jako „pomnik swojego triumfu”4. W podobny sposób postąpił niegdyś cesarz August, który założył w Grecji Nikopolis, nazywane przezeń Miastem Zwycięstwa, ponieważ ufundował je po wygranej bitwie morskiej, stoczonej pod Akcjum w 31 roku p.n.e., w której pokonał Marka Antoniusza, swojego rywala do władzy nad całym imperium. Ponieważ Konstantyn pokonał Licyniusza nie tylko na lądzie, lecz także na morzu, południowy skraj jego forum został ozdobiony fontanną otoczoną posągami 12 syren lub hippokampów, ustawionych na wysokich kolumnach. Forum Konstantyna było zatem wielkim architektonicznym odwzorowaniem konstantyńskiego kosmosu, które łączyło miasto z Troją, Rzymem, ideą zwycięstwa i apollińskim porządkiem Augusta. Oznaczało nowy, wspaniały początek, inspirowany wojną domową i zbudowany z wykorzystaniem pochodzących z niej łupów.
Konstantynopol budowano w latach 324–330, podczas których odprawiono szereg rzymskich rytuałów związanych z ufundowaniem miasta. Należała do nich limitatio, przeprowadzona w 324 roku, kiedy Konstantyn wytyczył włócznią obręb murów miejskich. Następna była inauguratio, w trakcie której rozpatrzono wróżby oraz postawiono horoskop. Wreszcie przeprowadzono consecratio i dedicatio, które odbyły się 11 maja 330 roku i nadały miastu nową tożsamość5. Gwarantami prawidłowego przeprowadzenia tych rytuałów byli znawcy tradycyjnego kultu religijnego, a sam cesarz złożył „bezkrwawą ofiarę” – odpowiednią dla chrześcijanina – która związała miasto z jego nowymi nazwami. Za centralne punkty ukazujące przeznaczenie nowej stolicy posłużyły kolumna i posąg cesarza Konstantyna, ale w mieście znajdowały się również centra tradycyjnej religii rzymskiej – Kapitol oraz świątynie Kybele i Tyche (czyli Fortuny) Nowego Rzymu. Chrześcijańscy myśliciele próbowali doszukać się w tym wszystkim chrześcijańskich poglądów cesarza albo odwracali wzrok od jawnych przejawów pogańskiego kultu. Zwykli chrześcijanie robili natomiast to, co Rzymianie robili zawsze, gdy mieli do czynienia z cesarskimi podobiznami: „składali ofiary przed wizerunkiem Konstantyna stojącym na porfirowej kolumnie, czcili go świecami i kadzidłem, modlili się do niego jak do boga”6. Konstantynopol powstał jako fundacja rzymskiego cesarza, a nie jako stolica chrześcijańska, ponieważ w chwili jego założenia takie pojęcie jeszcze nie istniało.
11 maja po odprawieniu obrzędów z forum wyruszyła cesarska procesja, która podążyła ulicą Mese w kierunku Augustaionu, otwartego placu znajdującego się przed pałacem, nazwanego tak na cześć matki cesarza Augusty Heleny, której posąg na nim ustawiono. Na lewo od posągu mieścił się Złoty Słup Milowy, zwany Milionem, czyli monumentalny tetrapylon (budowla składająca się z czterech filarów podtrzymujących dach w kształcie kopuły). Milion, podobnie jak jego odpowiednik w Rzymie, służył jako punkt zerowy do pomiaru odległości różnych miejsc od Konstantynopola – nowego centrum wschodniego imperium. Za nim, od strony północnej, znajdowała się bazylika („królewska”) Stoa, dziedziniec z kolumnadą. Stały na nim bliźniacze świątynie bogiń Romy i Tyche z Konstantynopola, z których tę pierwszą przedstawiano na monetach jako zasiadającą na tronie matronę z koroną, z wieżami symbolizującymi mury miejskie. Poruszając się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, cesarska procesja obeszła Augustaion dookoła, a po drodze minęła fundamenty Hagii Sophii, której budowa właśnie się rozpoczęła, następnie minęła wejście do pałacu cesarskiego, drugi budynek senatu i Łaźnie Zeuksipposa – kompleks, w którym zgromadzono kolekcję ponad 80 posągów, przedstawiających wielu bohaterów i sceny z wojny trojańskiej; wreszcie dotarła do hipodromu, znajdującego się na prawo od trasy przemarszu cesarskiego orszaku. Otoczenie Augustaionu było monumentalnym rdzeniem Nowego Rzymu, miejscem, w którym ogniskowały się władza cesarska, władza duchowa i władza ludu.
Wydarzenia tego uroczystego dnia zakończyły się wyścigami rydwanów na hipodromie, na którym cesarz pojawił się przed ludem w swoim nowym diademie wysadzanym drogocennymi kamieniami. Diadem ten stanowił innowację w zestawie cesarskich regaliów, ale – pomijając ten detal – procesja poprzedzająca igrzyska, czyli pompa circensis, była szanowanym elementem rzymskiej tradycji. Wyścigi rydwanów, w których uczestniczyły drużyny Błękitnych, Zielonych, Czerwonych i Białych, organizowano w Rzymie od stuleci i zwyczaj ten miał być kontynuowany w Nowym Rzymie przez następne 900 lat, aż do 1204 roku, co czyni je najdłużej organizowanymi wydarzeniami sportowymi w historii świata. Położenie hipodromu w niewielkiej odległości od Wielkiego Pałacu nasuwało na myśl porównanie z lokalizacją rzymskich Circus Maximus i Palatynu – podobnie jak zestaw dzieł sztuki, które sprowadzono z innych miast, aby ozdobić położoną centralnie spinęIII toru wyścigowego (zob. rycina 2). Znajdowała się wśród nich między innymi przywieziona z Delf Kolumna Wężowa, która powstała w celu upamiętnienia zwycięstwa Greków nad Persami w bitwie pod Platejami (479 r. p.n.e.). Umieszczona na konstantynopolskim hipodromie, miała nawiązywać do planowanej przez cesarza kampanii przeciwko perskiemu imperium Sasanidów. Kolejnymi dziełami sztuki zdobiącymi hipodrom były: posąg Augusta sprowadzony z Nikopolis w Grecji, mający wzmacniać więź Konstantyna z jego wzorem osobowym, którym był pierwszy cesarz rzymski; oraz posąg wilczycy karmiącej Romulusa i Remusa. Opracowano także plany sprowadzenia z Egiptu obelisku – wszak w rzymskim Circus Maximus znajdował się jeden taki monument – ale projekt utknął w martwym punkcie. Ostatecznie hipodrom ozdobiono specjalnie „zbudowanym obeliskiem”, który stoi na południowym krańcu spiny. Pierwotnie wykonano go z brązu. W ten sposób hipodrom stał się swoistym muzeum upamiętniającym liczne wątki historii i kultury imperium. A jedno z dowcipnych powiedzeń pochodzących z tamtego okresu głosiło, że nowa stolica „została ozdobiona nagością wszystkich innych miast imperium”7. Niemniej sprowadzenie do miasta dzieł sztuki z innych części państwa dało wielu mieszkańcom prowincji możliwość „czerpania przyjemności z oglądania” wytworów swoich kultur wystawionych na pokaz w nowej stolicy8.
Hipodrom w Konstantynopolu zaprojektowano z myślą o wyścigach rydwanów, pasji ludu, która – jak narzekało wielu kaznodziejów – pogrążała go w hazardzie, magii, gniewie i walkach frakcyjnych. Hipodrom był również forum interakcji między cesarzem a ludem, na którym obie strony oceniały nawzajem swój nastrój. Szacuje się, że mógł on pomieścić od 40 tysięcy do 100 tysięcy osób. Ludność mogła się na nim gromadzić nawet wtedy, gdy nie odbywały się żadne wyścigi, choćby po to, by zaprotestować przeciwko niepopularnej polityce lub cesarzowi. W końcu mieszkańcy miasta stanowili populus Romanus – i za taki byli oficjalnie uznawani na monetach bitych z rozkazu Konstantyna, którego następcy będą ich nazywali Romani cives9. Punkt styczny między pałacem a ludem stanowiła kathisma, znajdująca się na trybunach loża cesarska, do której wiodły spiralne schody łączące ją z pałacem cesarskim. Loża była wielopiętrowym budynkiem ozdobionym dziełami sztuki, mającym własną loggię. Zasiadający w niej cesarze byli oklaskiwani i wychwalani przez wiwatujących lojalnych poddanych – lub wygwizdywani, wyśmiewani, a w końcu obalani. Konstantynopolski hipodrom stanowił scenę, na której powstawały i upadały reżimy.
Konstantyn zarządził, by co roku organizować procesję z forum na hipodrom w celu upamiętnienia ceremonii dedykacji miasta. W trakcie tej uroczystości na czele procesji w rydwanie otoczonym żołnierzami niosącymi świece wieziono pozłacany drewniany posąg Konstantyna, trzymającego Tyche miasta. Procesja mijała punkt toru wyścigowego hipodromu, gdzie zawodnicy zawracali, i zatrzymywała się przed lożą cesarską, w której zasiadał panujący aktualnie cesarza. Gdy do niej docierała, cesarz wraz z towarzyszącą mu świtą wstawał z miejsca i klękał przed założycielem miasta. Ceremonię organizowano do czasów panowania Teodozjusza I (379–395) lub nawet dłużej. Wiadomo, że w X wieku obchody założenia miasta uświetniano jedynie wyścigami rydwanów i nabożeństwem w Hagii Sophii10.
Pisarze chrześcijańscy przypisywali Konstantynowi wszelkie możliwe cnoty, a wysławianie postaci cesarza trwało do jego śmierci, aż w końcu stał się on wzorem dla przyszłych władców rzymskich. Nadano mu przydomek Wielki, a w uznaniu jego zasług dla Kościoła czczono go – co było wyjątkowe w wypadku cesarza – jako świętego „równego Apostołom”. Wielu jego następców, panujących od połowy V wieku, zostało okrzykniętych „nowymi Konstantynami”11. Jego nawrócenie na chrześcijaństwo i założenie Nowego Rzymu były później postrzegane jako punkty zwrotne w dziejach, ale takie, które nie zakłóciły ciągłości rzymskiej historii. Jeden z cesarzy panujących w X wieku pojmował owo nowe imperium jako kolejny etap dłuższego procesu dziejowego: było to „imperium rzymskie w Byzantionie”12. Nie tyle nowe, ile odnowione.
Stanowione prawa, bite monety, powstające wiersze, tworzone wizerunki oraz wznoszone monumentalne budowle wskazują, że Konstantynopol od początku był pomyślany jako sobowtór Rzymu, jego odpowiednik na wschodzie, „młodsza”, „inna”, „druga” lub „nowa” wersja. Miasto zostało wyposażone w wiele atrybutów wiążących się z taką rolą, takich jak Kapitol (położony w ciągu ulicy Mese, na zachód od forum Konstantyna), system rozdawnictwa chleba dla mieszkańców i wyłączenie z podległości administracji prowincjonalnej. „Miasto nie tylko miało tę nazwę – napisał jeden z jego mieszkańców, żyjący na początku V wieku – posiadało także swój senat, stanowy podział ludności oraz urzędników na ściśle tej samej zasadzie co dawna stolica, a ponadto rozsądzało obustronne zobowiązania według ustaw rzymskich obowiązujących w Italii, a wszystkie prawa i przywileje jednakowe były w obu stolicach”13. Nowy Rzym, podobnie jak Rzym stary, był podzielony na 14 okręgów administracyjnych, a nawet wyobrażano sobie, że ma siedem wzgórz. W bardziej abstrakcyjnym ujęciu sądzono, że do Konstantynopola „należy cząstka Tyche i nazwy Rzymu”. W taki sposób ujął tę kwestię Themistios, zainteresowany Arystotelesem filozof i orator, w przemówieniu wygłoszonym w 357 roku. Został on wyniesiony do stanu senatorskiego i zasiadał w tym zgromadzeniu z woli syna i spadkobiercy Konstantyna, cesarza Konstancjusza II (337–361), który powierzył mu także zadanie dokonania wyboru ludzi mających zasiadać w nowym zgromadzeniu. W 357 roku Themistios stanął na czele poselstwa, które udało się do Rzymu w imieniu wschodniego Senatu, i w tej roli usiłował wyrazić niewysłowioną tożsamość obu miast. W swoich przemówieniach często nazywał Rzym metropolią (tj. miastem matką) Konstantynopola i twierdził, że starożytni Rzymianie są jego „przodkami”. Jedno z tych miast miało Romulusa, a drugie – Konstantyna14. Starszy Rzym zachowywał honorowe miejsce – przynajmniej na razie – ale wschodni Rzymianie wkrótce zaczną się odnosić się do Konstantynopola po prostu jako do „Rzymu, bez żadnych zastrzeżeń kwalifikacyjnych, tak jakby oba miasta były tym samym bytem”15.
Jako można było sobie coś takiego wyobrazić? Żadne inne państwo w dziejach nie skopiowało swojej stolicy – miasta, od którego zaczerpnęło swoją nazwę – i nie przeniosło jej do jednej ze swoich granicznych prowincji. Co skłoniło Konstantyna do podjęcia takiej decyzji?
Po zakończeniu wojny domowej w 324 roku największą troskę cesarza stanowiło pozyskanie byłych zwolenników pokonanego Licyniusza i zbudowanie na wschodzie lojalnego zaplecza. Chciał również zamanifestować fakt zwycięstwa w walce o władzę i – podobnie jak przedtem wielu cesarzy – wywyższyć swoje imię przez ponowne założenie miasta. Licyniusz wcześniej wykorzystywał Byzantion jako ośrodek swojej władzy i prawdopodobnie upiększył go jako rezydencję cesarską. Konstantyn musiał zatem zatrzeć ślady rządów swojego rywala, tak jak to uczynił w Rzymie, gdzie przywłaszczył sobie budynki, których wznoszenie rozpoczął jego wcześniejszy przeciwnik Maksencjusz, pokonany w 312 roku. Jedna zwycięska wojna nie może jednak wyjaśniać rozmachu Konstantynopola, który potraktowano jako drugi Rzym, ani zaangażowania w ten projekt kolejnych cesarzy panujących w IV wieku, spośród których niewielu spędzało w nim dużo czasu. Na przykład Walens (364–378) przez większość swojego panowania przebywał w podróży – toczył wojny na granicach cesarstwa, wzdłuż Dunaju i na Wschodzie. Mimo to on również, choć nie należał do dynastii Konstantyna, dokonał w mieście wielu inwestycji, czego dowodem był imponujący akwedukt nazwany jego imieniem (zob. rycina 9). Na początku panowania Walensa Miasto udzieliło poparcia uzurpatorowi Prokopiuszowi, a tym samym dało cesarzowi powód do porzucenia projektu. Władca jednak tego nie uczynił. Jego następca Teodozjusz I także zainwestował ogromne środki w rozbudowę Konstantynopola, ponadto spędził w nim większą część swojego panowania. Przywódcy rzymscy byli zatem zaangażowani w konstantyński plan zbudowania na wschodzie Nowego Rzymu. Wszyscy wschodni cesarze, niezależnie od różnic dynastycznych i religijnych, mieli poważne powody strategiczne i polityczne, aby zapewnić Konstantynopolowi sukces.
Wyzwania strategiczne
Założenie stolicy na wschodzie stanowiło odpowiedź na dwa rosnące strategiczne wyzwania. Pierwszym z nich była tendencja imperium do podziału na dwie części, z linią uskoku przebiegającą przez Grecję lub Azję Mniejszą, albo bezpośrednio na cieśninie Bosfor. Imperium wielokrotnie ulegało pęknięciu w tym miejscu. Stało się tak w toku rywalizacji Oktawiana z Markiem Antoniuszem, z których ten ostatni miał swoją bazę operacyjną w Aleksandrii (43–31 r. p.n.e.); Witeliusza z Wespazjanem, z których ten drugi również miał swoją stolicę w Aleksandrii (69 r. n.e.); Septymiusza Sewera z Pescenniuszem Nigrem, którego baza znajdowała się w Antiochii, choć większość walk stoczono wokół Byzantionu (193–194 r. n.e.); Aureliana z Zenobią z Palmyry, władającą znaczną częścią Azji Mniejszej, choć Aurelian w latach 271–272 wykorzystywał Byzantion jako swoją bazę; Licyniusza z Maksyminem Dają w 313 roku, kiedy centralnym punktem konfliktu okazał się Byzantion; oraz Konstantyna z Licyniuszem w 324 roku, gdy walki ponownie toczyły się na wodach Bosforu. Byzantion, położony na styku dwóch kontynentów: Europy i Azji, oraz dwóch mórz: Czarnego i Śródziemnego, już wcześniej stał się ośrodkiem o żywotnym znaczeniu dla świata wschodniorzymskiego. W 211 roku cesarz Karakalla, zanim zamordował swojego brata Getę, prowadził z nim rozmowy dotyczące podziału imperium na cieśninie Bosfor, ponieważ – jak mówili – „jakimś boskim zrządzeniem oddzielone zostały od siebie oba te lądy [Europa i Azja] wodami Propontydy”. Karakalla miał otrzymać zachodnią część i rozmieścić swoje wojska pod Byzantion, podczas gdy Geta zająłby wschodnią, z Antiochią lub Aleksandrią jako stolicą, i rozmieściłby swoje wojska w Chalcedonie, naprzeciw armii swojego brata, znajdującej się po drugiej stronie cieśniny16. Byzantion już wtedy stanowił hasło wywoławcze do podziału imperium.
Drugim wyzwaniem było rosnące zagrożenie wobec granic imperium. Coraz częściej dochodziło do sytuacji, gdy zagrożenia te okazywały się na tyle liczne, że nie mógł im podołać jeden cesarz. W połowie III wieku cesarstwo zostało spustoszone przez powtarzające się inwazje barbarzyńców zamieszkujących tereny za Renem i Dunajem oraz przez podejmowane zza Eufratu ataki militarystycznego imperium perskiego, które w roli antagonisty Rzymu na wschodzie zastąpiło Partów. Aby sprostać nowym okolicznościom strategicznym, do wschodnich prowincji skierowano więcej legionów, co powiększyło dystans między Rzymem a dużymi zgrupowaniami sił militarnych imperium. Syria była zbyt odległa, by móc zarządzać nią z Italii. W dodatku podczas tego kryzysu żołnierze armii strzegących granic często brali sprawy w swoje ręce i wybierali, w zamian za hojną zapłatę, własnych cesarzy do obrony prowincji, w których stacjonowali. Doprowadziło to do rozpadu imperium na kilka regionalnych państw rzymskich, które naśladowały pierwowzór i powielały jego instytucje. W III wieku władzę uzurpowało sobie wielu samozwańczych władców, którzy pojawiali się na całym obszarze cesarstwa – od Brytanii po Egipt.
Wyzwaniu przezwyciężenia tych negatywnych tendencji sprostał poprzednik Konstantyna, cesarz reformator Dioklecjan (284–305), któremu udało się zmienić problem w jego własne rozwiązanie – przekształcił bowiem wrogie podziały polityczne w system polegający na współrządzeniu państwem przez kilku władców. Zamiast dopuszczać do rywalizacji kilku cesarzy, którzy rozdzierali imperium na strzępy w walce o jedynowładztwo, Dioklecjan współrządził ze swoimi współpracownikami w ramach kolegium cesarskiego składającego się z dwóch władców w randze augusta i dwóch niższych rangą cezarów. Po wprowadzeniu tej reformy czterech cesarzy władało quasiautonomicznymi ćwiartkami imperium, ale ich działania były koordynowane zgodnie z wolą jednego z nich – Dioklecjana. Przebywali oni z podległymi im armiami, które utrzymywali pod swoją kontrolą, i przemieszczali się z nimi po prowincjach, aby skuteczniej radzić sobie z barbarzyńcami i innymi rywalami. Współcześni uczeni nazwali ten system rządzenia tetrarchią albo rządami czterech (zob. rycina 3). Regionalnymi stolicami tetrarchów były Trewir i Mediolan na zachodzie oraz Antiochia, Nikomedia i Tesalonika na wschodzie. Rezydując w tych miejscach, mogli oni reagować na problemy pojawiające się nad Dunajem i Eufratem szybciej niż z Rzymu. W systemie kolegialnego rządzenia cesarstwem rosło znaczenie jego wschodniej części, o czym świadczy fakt, że w latach 284–395 wszyscy władcy w randze augusta, z wyjątkiem Walentyniana I (364–375), wybierali jako swoją domenę wschodnie prowincje cesarstwa.
W tej nowej sytuacji strategicznej Konstantynopol, znajdujący się w równej odległości zarówno od Eufratu, jak i od górnego Dunaju, doskonale nadawał się na centralny ośrodek władzy. Miasto mogło być zaopatrywane drogą morską z Egiptu i Morza Czarnego. Kontrolowało cieśninę Bosfor – wąskie gardło komunikacji morskiej o kluczowym znaczeniu, a zarazem wrażliwy węzłowy punkt imperium. Po tylu odsłonach wojen domowych Konstantyn uświadomił sobie, że regionalne siedziby władzy nie wystarczą do skutecznego zarządzania cesarstwem. Jego stolica musiała być czymś więcej niż ufortyfikowaną bazą wypadową do wykorzystania przeciwko rywalom. Musiała się stać klamrą spinającą dwie połowy imperium i utrudniającą jego podział. Konstantynopol miał za zadanie utrzymywać Europę i Azję razem. Wschód cesarstwa potrzebował nie tyle cesarzy wędrujących po prowincjach, ile własnego Rzymu.
Konstantyn i jego syn Konstancjusz osiągnęli ten cel, ściągnąwszy do miasta członków elit wschodnich prowincji i związawszy ich kariery z Nowym Rzymem. W ten sposób wschodnie prowincje połączono więzami społeczno-ekonomicznymi z nową stolicą, a nowa stolica została połączona ze starą dzięki otwarciu kanału transferowego dla członków stanu senatorskiego. Rozbicie takiego państwa było znacznie trudniejsze i w tym sensie Konstantynopol – jako element spajający imperium – odniósł sukces. Nowy Rzym od tego momentu stał się centralnym punktem rzymskiego wschodu, nie stanowił już granicy między wschodem a zachodem. Cesarze, zamiast podróżować po prowincjach, aby zapewnić sobie lojalność miejscowych elit, sprowadzili śmietankę społeczną wschodnich prowincji do Nowego Rzymu17.
Dalsza część w wersji pełnej
I Koloseum – amfiteatr Flawiuszów, który zyskał nazwę ze względu na bliską lokalizację Kolosa Nerona.
II Mese – ulica Środkowa.
III Spina – element starożytnego hipodromu. Były to wał ziemny lub niska ściana zdobiona rzeźbami, wokół którego biegł tor wyścigowy.
Wstęp
1Żywot Andrzeja Głupca, s. 36.
2 Malalas 13.7; Prokopiusz z Cezarei, Historia wojen, t. 2: Wojny z Gotami, Kraków 2015, przeł. D. Brodka, 5.15.8–14; Doukas 39.18.
3 A. Kaldellis, From “Empire of the Greeks” to “Byzantium”. The Politics of a Modern Paradigm Shift, [w:] The Invention of Byzantium in Early Modern Europe, ed. N. Aschenbrenner, J. Ransohoff, Washington, DC 2021, s. 349–367.
4 Zob. np. The Oxford Handbook of Byzantine Studies, ed. E. Jeffreys, Oxford 2008; D. Holton i in., The Cambridge Grammar of Medieval and Early Modern Greek, Cambridge 2019.
5 E. Gibbon, Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego, przeł. S. Kryński, t. 1, Warszawa 1975, s. 260 (Dioklecjan), s. 280 (Konstantyn Wielki). Termin „cesarstwo wschodnie” jest bardziej odpowiedni w odniesieniu do krótkiego okresu, w którym istniało także cesarstwo zachodnie (395–476 r. n.e.). Po 476 roku możemy mówić tylko o jednym cesarstwie rzymskim.
6 Manasses, Streszczenie historii, 2320–2323.
7 J. Herrin, Bizancjum, przeł. N. Radomski, Poznań 2009, s. xv.
8 Zob. wielu teoretyków cytowanych w pracy: S. Weller, The Idea of Europe. A Critical History, Cambridge 2021.
9 Klasyczny wykład takich poglądów przedstawił Karol Ludwik Monteskiusz w pracy: Rozważania o przyczynach wielkości Rzymian i o ich upadku, przeł. L. Sługocki, Łódź 2000.
10 Theophanes Continuatus 4.17; M. Attaleiates, Historia (dedykacja).
11 A. MacIntyre, After Virtue, ed. 3, Notre Dame 2007, s. 31.
CZĘŚĆ I: NOWE IMPERIUM
Rozdział 1. Nowy Rzym i nowi Rzymianie
1A. Kaldellis, The Forum of Constantine; zjawa: H. Sozomen, Historia Kościoła, przeł. S. Kazikowski, Warszawa 1980, 2.3; por. Antologia Grecka, 14.115.
2 Hezychiusz z Miletu, Patria, 41.
3 Konstantyn z Rodos, O Konstantynopolu, 63, 84, 119–124.
4Anonymus Valesianus, 6.30.
5 G. Dagron, Naissance, ch. 1; N. Lenski, Constantine and the Tyche of Constantinople, [w:] Contested Monarchy. Integrating the Roman Empire, ed. J. Wienand, Oxford 2015, s. 330–352.
6 Filostorgiusz, 2.17; por. Teodoret, EH, 1.32.
7 Hieronim, Kronika, s.a. 334.
8 Julian Apostata, List 28 (Do Aleksandryjczyków), [w:] Listy, przeł. W. Klinger, Wrocław–Warszawa–Kraków 1962.
9Two Romes. Rome and Constantinople in Late Antiquity, eds. L. Grig, G. Kelly, Oxford 2012, s. 11 (Introduction). Prawa: np. CTh, 14.17.5 (369 r. n.e.).
10 Teodozjusz I, Parastaseis, 5 (niepewne); por. Malalas, 13.8; wyścigi: Konstantyn, O ceremoniach, 1.79.
11 Marcjan, [w:] Acts of the Council of Chalcedon, 2.1.2, s. 155.
12 Konstantyn VII, Żywot Bazylego I.
13 H. Sozomen, Historia Kościoła, 7.9, 2–3.
14 Tyche: Themistios, Mowa, 3.42a; metropolia i przodkowie: tamże, 3.42b, 14.182a, 18.222b, 23.298a–b, 31.354c; Romulus i Konstantyn: tamże, 14.182a.
15 G. Bowersock, Old and New Rome in the Late Antique Near East, [w:] Transformations of Late Antiquity, eds. P. Rousseau, M. Papoutsakis, Farnham, UK, 2009, s. 37–50, tutaj s. 44–47. I w pracach późniejszych autorów, np. Theodosios the Deacon, On the Capture of Crete, 73–74; Theodoros Prodromos, Poem, 19 (s. 311).
16 Herodian, Historia Cesarstwa Rzymskiego, przeł. L. Piotrowicz, Wrocław 1963, 4.3.5–7.
17 R. Van Dam, “Constantine’s Beautiful City”. The Symbolic Value of Constantinople, „Antiquité Tardive” 2014, Vol. 22, s. 83–94, tutaj s. 90.
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Wstęp
CZĘŚĆ PIERWSZA. NOWE IMPERIUM
1. Nowy Rzym i nowi Rzymianie
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Wprowadzenie
Meritum publikacji
Przypisy
