Noc rozkoszy - Catherine Mann - ebook
Opis

Praca Conrada zniszczyła jego małżeństwo. Kiedy Jayne przyjechała do Monte Carlo, by sfinalizować rozwód, Conrad postanowił ją odzyskać. Ponowne uwiedzenie żony było proste, bo nadal go kochała, ale zdobycie jej zaufania to inna sprawa. Conrad nie zamierza rezygnować...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 154

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Catherine Mann

Noc rozkoszy

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Monte Carlo, Casino de la Méditerranée

Nie każdego dnia zdarza się, by kobieta stawiała w ruletce pierścionek zaręczynowy z pięciokaratowym brylantem. Tylko w ten sposób jednak Jayne Hughes mogła zmusić swego upartego męża do przyjęcia go z powrotem. Zostawiała Conradowi wiadomości, by skontaktował się z jej adwokatem, ale on je ignorował. Jej prawnik zadzwonił do jego adwokata, również bez rezultatu. Papiery rozwodowe zostały przesłane kurierem, doręczone do rąk osobistej sekretarki Conrada, której przykazano, by nie podpisywała odbioru przesyłki.

Przeciskając się przez tłum graczy w stronę stołu do ruletki, Jayne zaciskała palce na pierścionku, który dostała od Conrada siedem lat temu. Gdy go straci w grze, pierścionek wróci do Conrada, ponieważ kasyno należało do niego. Wszystko albo nic. Musi stracić, żeby zyskać. Chciała tylko uczciwego zakończenia małżeństwa i położenia kresu swej udręce.

Umieściła pierścionek na czerwonym kwadracie z liczbą 12. Rocznica ich rozstania przypada w przyszłym tygodniu, 12 stycznia. Trzy lata z trwającego siedem lat związku spędzili osobno, Conrad powinien więc wreszcie zaakceptować fakt, że każde z nich pójdzie własną drogą.

Otoczyły ją znajome dźwięki, piski podniecenia zmieszane z westchnieniami rozczarowania. Przez cztery lata, kiedy mieszkali tutaj, będąc małżeństwem, te zdobione freskami ściany nazywała domem. W Miami wychowywała się w skromniejszym otoczeniu, choć praktyka dentystyczna ojca zapewniała im wygodne życie. Oczywiście, byłoby ono bardziej komfortowe, gdyby ojciec nie utrzymywał na boku drugiej rodziny. Nic jednak nie mogłoby się równać z dostatkiem, jakiego zaznała w małżeństwie z Conradem.

Pierścionek pochodzący ze słynnej firmy jubilerskiej Van Cleef&Arpels olśnił ją, kiedy jeszcze wierzyła w bajki. Ale Kopciuszek opuścił pałac. Szklany pantofelek Jayne został roztrzaskany równocześnie z sercem. Uroczy książę nie istnieje.

Kładąc pierścionek na czerwonym polu, skinęła głową w stronę krupiera. Ten zmarszczył brwi i poprawił krawat, patrząc ponad jej ramieniem i rzucając jej ostrzegawcze spojrzenie, zanim…

Conrad. Nie musiała oglądać się za siebie, by wyczuć za plecami obecność męża. Nawet po trzech latach separacji, w czasie których nie widziała się z nim ani razu, jej ciało wciąż go rozpoznawało. I wciąż pragnęło. Skóra ją paliła pod jedwabną beżową sukienką, a w głowie kłębiły się wspomnienia weekendu, kiedy kochali się nieprzerwanie, chłodzeni śródziemnomorską bryzą wpadającą przez otwarte drzwi.

– Żetony do gry leżą po twojej lewej stronie, mon amour – usłyszała.

Jego miłość? Raczej własność.

– A dokumenty rozwodowe są do odebrania u mojego adwokata – odrzekła. Była pielęgniarką w hospicjum, nie kapryśną księżniczką.

– Ale dlaczego miałbym chcieć się rozwieść, skoro wyglądasz tak podniecająco, że każdy mężczyzna straciłby przy tobie głowę?

Conrad przesunął się nieznacznie, stając jeszcze bliżej niej. Poczuła nagły przypływ pożądania. Odwróciła się i spojrzała na niego. Wyglądał znakomicie. Kruczoczarne włosy lśniły w świetle ogromnego kryształowego żyrandola i, o ile pamiętała, były gęste, zadziwiająco miękkie i miłe w dotyku. Spędziła niejedną noc, obserwując, jak śpi i gładząc je palcami. Nie sypiał wiele, jak gdyby nie chciał na długo stracić kontroli nad otaczającym go światem. Rozkoszowała się więc tymi rzadkimi momentami, kiedy mogła patrzeć na niego niezauważona.

Ilekroć Conrad Hughes przechodził, kobiety wodziły za nim wzrokiem i szeptały coś do siebie. Teraz także nie próbowały ukryć pełnych zachwytu spojrzeń. W smokingu Conrad prezentował się doskonale, ale nawet gdy miał na sobie tylko dżinsy i koszulkę polo, też trudno byłoby mu się oprzeć. Choć był stuprocentowym Amerykaninem z Nowego Jorku, miał w sobie coś egzotycznego, co upodobniało go nieco do włoskiego arystokraty z minionego stulecia.

Był jednak również uosobieniem arogancji. Zgarnął teraz ze stołu pierścionek i wcisnął go jej w dłoń.

– Conrad – parsknęła, wyszarpując rękę.

– Jayne – warknął, wciąż ją ściskając, aż pierścionek boleśnie przeciął jej skórę. – To niezbyt odpowiednie miejsce na nasze spotkanie.

Pociągnął ją za sobą, odchodząc od stołu gry. W tłumie gości widziała wiele znajomych twarzy, ale nie była w stanie zatrzymać się na jałową pogawędkę, udając, że jest szczęśliwa wśród dawnych przyjaciół i pracowników.

Kasyno męża gromadziło znamienitych gości, samą elitę, nawet członków rodziny książęcej. Conrad był właścicielem jeszcze kilku innych kasyn na świecie, ale to było jego ulubione, jak też stanowiło jego główną rezydencję. Goście kasyna cenili sobie tradycję. Byli ubrani jak spod igły, mężczyźni w smokingi, panie w wieczorowe suknie od Diora. Wokół błyszczała oryginalna biżuteria od Cartiera czy Bulgariego.

Jayne stukała obcasami coraz szybciej po marmurowych płytach posadzki, z trudem nadążając za mężem. Zatrzymał się przy windzie prowadzącej na prywatne piętro i nacisnął guzik.

– Nie mam zamiaru iść do twoich apartamentów – oświadczyła Jayne.

– Do naszego apartamentu w penthousie – skorygował Conrad, wyjmując z jej dłoni pierścionek i wrzucając go do torebki, którą miała przewieszoną przez ramię. – Do naszego domu.

– Dobrze, i tak muszę z tobą pomówić – zgodziła się niechętnie. Nie miała ochoty spierać się z nim w holu, gdzie każdy mógł ich usłyszeć. – Sam na sam.

Drzwi windy otworzyły się. Conrad odesłał windziarza i wprowadził Jayne do kabiny.

– Przesyłanie mi dokumentów nie sprawi, że je podpiszę – zauważył.

– Chyba nie chcesz żyć w nieskończoność w separacji – zauważyła sfrustrowana.

– Może tylko chciałem, żebyś miała odwagę porozmawiać ze mną osobiście, a nie przez kolejnego pośrednika… – Zmrużył lekko oczy. – Żebyś powiedziała mi prosto w oczy, że jesteś gotowa spędzić resztę życia, już nigdy nie dzieląc ze mną łóżka.

Dzielić z nim łóżko? Wykluczone.

Nie mogła mu ufać, a już na pewno nie po tym, co zrobił jej ojciec. Nie pozwoli, by jakikolwiek mężczyzna oszukał ją tak, jak została oszukana jej matka.

– Chodzi ci o to, żeby dzielić łóżko, kiedy przypadkiem będziesz w domu. A najpierw znikniesz na całe tygodnie – wybuchnęła. – Przerabialiśmy to milion razy. Nie mogę sypiać z mężczyzną, który ma sekrety.

Conrad zatrzymał nagle windę i spojrzał jej poważnie w oczy.

– Nigdy cię nie okłamałem – oświadczył.

– Nie. Tylko po prostu znikasz, kiedy nie chcesz odpowiedzieć na moje pytanie.

Był inteligentny. Manipulował słowami z taką samą zręcznością jak pieniędzmi. Gdy miał zaledwie piętnaście lat, wykorzystał swój fundusz powierniczy do podejrzanych machinacji na giełdzie, gdzie wyrolował niejednego cwaniaka, i o mało nie wylądował w więzieniu dla nieletnich. Dzięki wpływom rodziny został skierowany do szkoły wojskowej, gdzie zamiast się zresocjalizować, udoskonalił swoje talenty.

Niestety Jayne wciąż była pod jego urokiem. Trzymała się więc od niego z daleka i próbowała uzyskać rozwód z zagranicy. Czara goryczy przelała się, gdy wpadła w panikę po wykonaniu mammografii. Rozpaczliwie potrzebowała wsparcia Conrada, ale przez blisko tydzień nie mogła ustalić miejsca jego pobytu. Było to najdłuższe siedem dni w jej życiu.

Jej obawy o zdrowie okazały się na szczęście bezpodstawne, ale obawy o małżeństwo? Wprost przeciwnie. Z szacunku dla tego, co ich łączyło, zaczekała na jego powrót. Dała mu ostatnią szansę, by zachował się wobec niej uczciwie. Uraczył ją jednak taką samą historyjką co zawsze, tłumacząc się obowiązkami służbowymi i zapewniając, że może mu ufać. Wyprowadziła się jeszcze tej samej nocy z jedną walizką w ręce. Nie pomyślała tylko, by zostawić pierścionki.

Stojąc teraz w kabinie windy, w której dyskretnie rozbrzmiewała muzyka klasyczna, myślała o czasach, kiedy Conrad przyciskał ją do pokrytej lustrem ściany i kochał się z nią tak, że nie mogła zebrać myśli, a tym bardziej pamiętać, by go zapytać, gdzie był przez ostatnie dwa tygodnie.

– No i co, Conrad? Nie masz mi nic do powiedzenia? – zagadnęła.

– Problemem nie jestem ja – stwierdził. – Problem w tym, że nie potrafisz mi zaufać. A ja nie jestem taki jak twój ojciec.

– To chwyt poniżej pasa – parsknęła gniewnie.

Stał zaledwie parę centymetrów od niej, na tyle blisko, że mogli zacząć się całować, zamiast ranić. Ona jednak nie zamierzała ponownie pójść tą drogą, tyle że była tak oszołomiona jego zapachem, tak bardzo pragnęła, by ich usta się zetknęły, że z trudem cofnęła się o krok.

– Jeśli tak ci zależy na prawdzie, to jak dowiedziesz, że nie jesteś taki jak twój ojciec? – spytała prowokacyjnie.

Kiedy Conrada jako nastolatka aresztowano, we wszystkich gazetach pojawiły się nagłówki: „Jaki ojciec, taki syn”. Ojciec Conrada, mający na sumieniu niejedną defraudację, uniknął wyroku skazującego za przestępstwa urzędnicze dzięki temu samemu dobrze opłacanemu adwokatowi.

W głębi duszy Jayne wiedziała, że Conrad jest inny. Włamywał się do systemów komputerowych firm na Wall Street, by demaskować swego ojca i jemu podobnych. Zdawała sobie z tego sprawę… ale wszystko to było pokrętne, wyrastały między nimi mury niedomówienia. Po prostu nie mogła w ten sposób żyć.

– Proszę, zaoszczędzę ci wycieczki do adwokata. – Sięgnęła do torebki i wyjęła z niej złożony plik dokumentów, po czym nacisnęła guzik windy na piętro, gdzie znajdowały się apartamenty gościnne.

Zarezerwowała tam pokój, posługując się fikcyjnym nazwiskiem. Nie zniosłaby przebywania w dawnym mieszkaniu, które było niegdyś jej przybytkiem nadziei i miłości.

– Uznaj, że zostały ci doręczone drogą urzędową. I nie martw się o pierścionek. Sprzedam go na cele charytatywne. Teraz potrzebny mi jest tylko twój podpis.

Drzwi windy rozsunęły się. Jayne, wysoko unosząc głowę, wyszła na wyłożony dywanem korytarz. Szybko oddaliła się od Conrada, starając się zignorować fakt, że wciąż był w stanie ponownie złamać jej serce.

Tego wieczoru Conrad miał szansę raz na zawsze zamknąć sprawę z Jayne, by nie prześladowała go w snach każdej nocy przez resztę życia. Złożył papiery, które wręczyła mu w windzie, wsunął je pod marynarkę i ponownie zjechał na dół. Gdy wszedł do sali, barman wskazał ruchem głowy ostatni wysoki stołek – i znajomego klienta.

Do licha. Akurat teraz nie miał ochoty na to spotkanie, ale i nie mógł uniknąć rozmowy z pułkownikiem Johnem Salvatorem, dawnym dyrektorem jego szkoły, a teraz pośrednikiem we współpracy z Interpolem i zwierzchnikiem. To właśnie ta współpraca odsunęła go od Jayne. Ze względów bezpieczeństwa nie informował jej o swojej działalności tajnego agenta, do której nadawał się wręcz idealnie. Majątek, którym dysponował, oraz wpływy i znajomości zawarte dzięki kasynom dawały mu łatwy dostęp do kręgów władzy.

Kiedy Interpol potrzebował wtyczki, powołano grupę tajnych agentów kontraktowych kierowanych przez Johna Salvatorego, zaoszczędzając w ten sposób miesięcy potrzebnych na wyszkolenie agenta zawodowego. Salvatore na ogół zwracał się do Conrada tylko raz albo dwa razy w roku. Gdyby korzystał z jego usług zbyt często, ryzykowałby zdemaskowanie całej struktury organizacyjnej.

To dlatego Conrad znikał bez śladu na całe tygodnie, co wywoływało irytację i gniew Jayne. Z jednej strony rozumiał, że powinien poinformować żonę o swojej niejawnej „karierze”, nie wtajemniczając jej w szczegóły. Z drugiej jednak chciał, by żona mu ufała, a nie podejrzewała, że jest podobny do ojca kryminalisty czy do jej ojca, drania oszukującego matkę.

Usiadł na stołku obok pułkownika.

– Jayne mogłaby pana tu zobaczyć – zauważył.

Jeśli pułkownik tu jest, to znaczy, że przywiodła go sprawa służbowa. W ciągu trzech ostatnich lat Conrad skwapliwie korzystał ze sporadycznie zlecanych misji, by wypełnić czymś swoje puste życie, ale teraz nie miał na to ochoty.

– No to by pomyślała, że twój dawny dyrektor przyszedł cię odwiedzić, jako że chce pójść na koncert innego swego ucznia na Lazurowym Wybrzeżu. – Salvatore miał na sobie szary garnitur i czerwony krawat.

– To nie najlepszy termin – zauważył Conrad.

– Przywiozłem pewne papiery do uporządkowania. – Pułkownik podał mu zakodowaną płytkę. – Z naszego ostatniego… przedsięwzięcia.

Przedsięwzięcie, znane również jako sprawa fałszywych banknotów Zhutova, zakończona miesiąc temu. Gdyby Conrad myślał mózgiem, a nie hormonami, zorientowałby się, że pułkownik nigdy by nie zaryzykował wprowadzenia go do innej akcji po tak krótkiej przerwie. Tymczasem Jayne zupełnie zmąciła mu umysł, mimo że nie upłynęła jeszcze nawet godzina, odkąd wróciła.

– Każdy chce mi dziś dawać jakieś dokumenty. – Poklepał marynarkę, szelest papierów przypomniał mu, że od zakończenia małżeństwa dzieli go zaledwie jeden podpis.

– No to jesteś dziś bardzo popularnym dżentelmenem – skwitował pułkownik.

– Jestem sarkastyczny i arogancki. – W każdym razie według opinii Jayne, a Jayne jest bystrą kobietą.

– I nieprzyzwoicie pewny własnych możliwości. – Pułkownik dokończył drinka, cały czas lustrując wzrokiem salę. – Zawsze byłeś, nawet w szkole. Większość chłopców przybywała tam, żeby przeciwko czemuś zademonstrować albo uwierzyć w siebie po rozczarowaniach, jakie ich spotkały. Ty od początku zdawałeś sobie sprawę ze swoich możliwości.

Na wspomnienie lat młodzieńczych Conrad poczuł się nieswojo, przypomniały mu toksyczny okres w jego życiu, kiedy ojciec spadł z hukiem z piedestału, na który syn go wzniósł.

– Czy te wspomnienia mają jakiś cel? – spytał pułkownika.

– Znałeś swoje mocne strony, ale nie znałeś swoich słabości – odparł Salvatore, odsunął szklankę i podniósł się ze stołka. – Twoim słabym punktem jest Jayne, musisz to zrozumieć albo zniszczysz siebie.

– Wezmę to pod uwagę – mruknął Conrad.

Gorzka prawda tego stwierdzenia kłuła jak diabli, od kiedy powiedział swemu kumplowi Troyowi mniej więcej to samo, gdy ten zakochał się po uszy.

– Uparty jak zawsze. – Salvatore poklepał go po ramieniu. – Będę w mieście przez weekend. Spotkajmy się, powiedzmy pojutrze, na lunch – zaproponował. – Dograć szczegóły sprawy Zhutova. Dobranoc.

Dobra noc? To raczej nie było mu dziś pisane. Jednak nie tracił nadziei. Wieczór jeszcze się nie skończył, a Jayne wkrótce odkryje, że jej bagaż został przeniesiony do penthouse’u, który niegdyś razem zajmowali. Jeszcze jeden powód, by przekazać kontrolę nad kasynem zastępcy i wrócić jak najprędzej do apartamentu. Jayne będzie wściekła. Nie może przeoczyć tego wspaniałego widoku.

Pomstując na Conrada, Jayne wjechała windą do penthouse’u, swego dawnego domu. Recepcjonista bez wahania podał jej klucz. Conrad niewątpliwie poinformował go, że jej oczekuje, skoro przeniósł jej rzeczy z pokoju, który wynajęła. Niech go diabli!

Złocone drzwi do apartamentu otworzyły się bezszelestnie, ukazując przepastny hol. Jayne nastawiła się na znajomy widok krzeseł w stylu Ludwika XVI i stylowego stołu, który wybierała z niezwykłą starannością, a tymczasem…

Conrad wszystko zmienił. Nie oczekiwała, że to miejsce będzie wyglądało dokładnie tak jak wtedy, gdy je opuszczała – no dobrze, może i oczekiwała – ale aż takich zmian się nie spodziewała.

Znalazła się w typowo męskim pomieszczeniu pełnym masywnych skórzanych mebli, z ogromnym telewizorem częściowo ukrytym za obrazem olejnym. Nawet zasłony w oknie na całą ścianę, z którego rozciągał się rozświetlony księżycową poświatą widok na Morze Śródziemne, zostały zmienione. Teraz były rozsunięte, toteż można było podziwiać światełka jachtów zacumowanych w zatoce, wyglądające niczym gwiazdy na wodzie. Całość była utrzymana w takim samym stylu jak kasyno, ale bez żadnych detali wskazujących na kobiecą rękę.

Najwyraźniej po rozstaniu Conrad pozbył się wszystkich śladów, które by mu ją przypominały.

Jayne spędziła lata na gromadzeniu lokalnych francuskich szczegółów wystroju, który miał łączyć stylową elegancję z ciepłem, jakie powinno charakteryzować każdy dom. Czy Conrad zniszczył to wszystko w przypływie złości? Czy mu na tym nie zależało? Nie była pewna, czy chciałaby wiedzieć, jaki los spotkał ich stare meble. Teraz zależało jej tylko na tym, by skonfrontować się ze swoim wkrótce już byłym mężem. Nie musiała go długo szukać.

Conrad siedział w ogromnym fotelu z kryształowym kieliszkiem w ręce. Na mahoniowym stoliku zobaczyła otwartą butelkę jego ulubionej whisky. Kiedyś stała w tym miejscu miękka sofa, na której nieraz się kochali.

Gdy się zastanowiła, doszła do wniosku, że pozbycie się mebli było mądrym pociągnięciem z jego strony.

– Gdzie moja torba? – zapytała ze złością.

– Twój bagaż jest oczywiście tutaj, w naszym apartamencie – odrzekł. – Gdzie indziej mógłby być?

– W moim pokoju. Jeśli chcesz wiedzieć, zarezerwowałam sobie pokój na piętrze dla gości.

– Zostałem o tym poinformowany w chwili, gdy odbierałaś klucz. – Conrad wypił ostatni łyk whisky.

– A ty przeniosłeś moje rzeczy tutaj. – Rzuciła mu oskarżycielskie spojrzenie. Ciekawe, czego się spodziewał, robiąc to?

– Jestem arogantem, zapomniałaś? Powinnaś już wiedzieć, co się stanie, gdy się zgłosiłaś do recepcji. Niezależnie od tego, jakim nazwiskiem byś się posłużyła, personel i tak by poznał moją żonę.

– Rzeczywiście, to głupie, że spodziewałam się, że personel będzie honorował moją prośbę.

– I głupie, że liczyłem, że nie postawisz mnie w niezręcznej sytuacji wobec pracowników.

Jayne poczuła skruchę. Niezależnie od tego, co wydarzyło się między nimi pod koniec ich małżeństwa, wciąż kochała Conrada. Była zmęczona przykrą sytuacją w ich stosunkach. Opadła na fotel obok niego, chcąc jak najprędzej zakończyć całą sprawę i zacząć nowe życie, osiąść gdzieś z kimś cudownie nudnym i nieskomplikowanym.

– Przepraszam, masz rację – przyznała. – Nie zastanowiłam się, co robię.

– Dlaczego to zrobiłaś? – Conrad odstawił szklankę i pochylił się ku niej. – Wiesz, że w naszym apartamencie jest aż nadto miejsca.

– Bo bałam się być z tobą sama – wyznała szczerze.

– Na Boga, Jayne. – Chwycił ją za nadgarstek. – Może i drań ze mnie, ale nigdy bym cię nie zranił – zapewnił ją.

Delikatny dotyk jego palców potwierdził te słowa, zresztą przez te wszystkie lata, które ze sobą spędzili, Conrad zawsze zachowywał samokontrolę, nawet w czasie najbardziej zażartych kłótni. Żałowała, że nie potrafi tak jak on panować nad emocjami. Dałaby wszystko, by powstrzymać zalewającą ją teraz falę uczuć.

– Nie to miałam na myśli – wymknęło jej się bezwiednie. – Boję się, że nie mogłabym ci się oprzeć.

ROZDZIAŁ DRUGI

Po tym wyznaniu Conrad z trudem zachowywał spokój i opanowanie. Musi wszystko przemyśleć. Jeden fałszywy ruch i spotkanie z Jayne zakończy się gwałtowną burzą.

Każda komórka jego ciała domagała się, by chwycił Jayne w ramiona, podniósł z fotela i zaniósł do pokoju, a potem kochał się z nią przez całą noc. Do diabła, przez cały weekend. I zrobiłby to, gdyby wiedział, że ona też podąży za głosem namiętności.

Ale znał ją dobrze. Pożądała go, ale równocześnie była zła. Mogła zmienić zdanie, zanim skończyłby wyjmować spinki z jej włosów. Potrzebował więcej czasu, by przełamać jej opór i przekonać ją, że przespanie się z nim po raz ostatni to najlepsze, co może im się zdarzyć.

Cofnął rękę, wziął butelkę i nalał sobie kolejnego drinka.

– O ile dobrze pamiętam, nie prosiłem, żebyś szła ze mną do łóżka – zauważył.

– Nie potrzebujesz nic mówić. Uwodzisz mnie samym spojrzeniem. – Broda jej zadrżała. – Oczy mnie zdradzają, bo kiedy na ciebie patrzę, to cię pragnę. Bardzo.

– I to takie niedobre? Dlaczego? – spytał.

W oczach Jayne pojawiły się bojowe błyski, aż nadto czytelne. Trzy lata rozłąki były dla Conrada swego rodzaju piekłem, ale w końcu pogodził się z faktem, że ich małżeństwo jest skończone. Nie chciał tylko, by odbyło się to za pośrednictwem kuriera.

Można uznać go za upartego, ale zależało mu, by Jayne oświadczyła, że to koniec, patrząc mu prosto w oczy. Cóż, jego życzenie się spełniło, tyle że okazało się, iż Jayne pragnie go wciąż tak samo jak on jej.

Nie da się ukryć, że w łóżku zawsze było im lepiej niż dobrze, nawet jeśli kochali się po kłótni. Ostatni weekend razem mógłby być ich ostatnią wspólną rozrywką i dostarczyć im porcji szaleństwa. Musi tylko Jayne przekonać, by się zgodziła. Widział po jej oczach, że toczy z sobą walkę, aż w końcu potrząsnęła głową.

– Nie wygrasz. Nie tym razem – stwierdziła, wstając. – Oddaj mi rzeczy i nie waż się mówić, żebym poszła po nie sama do naszej dawnej sypialni.

Miał rację, że nie należy niczego przyspieszać.

– Są już w pokoju gościnnym – oświadczył chłodnym tonem.

– Och, wybacz, że posądzałam cię o najgorsze – zreflektowała się.

– W większości przypadków miałabyś rację. – Conrad wzruszył ramionami.

– Posłuchaj – rzekła łagodnie, opuszczając ramiona. – Nie chcę się z tobą kłócić. Chcę twojego podpisu i świętego spokoju.

– A zawsze chciałem tylko tego, żebyś była szczęśliwa. – Może dzisiejszy wieczór nie jest najodpowiedniejszy na magiczny seks, ale to nie znaczy, że nic nie może zrobić w tym kierunku. Wstał, zbliżył się do niej i pogładził włosy. – Jayne, nie prosiłem cię o seks, ale to nie znaczy, że nie myślę o tym, żeby się z tobą kochać. Pamiętam, jak nam było fantastycznie.

Wsunął palce w jej włosy, oczy Jayne rozszerzyły się. Widział, że wciąż na nią działa.

– Śpij dobrze, Jayne – powiedział.

Ręce jej drżały, gdy poprawiała fryzurę, ale nie powiedziała ani słowa. Odwróciła się, chwyciła torebkę i skierowała się do pokoju gościnnego.

Zamknęła drzwi i oparła się o nie. Nie spodziewała się, że po trzech latach rozłąki Conrad wciąż tak bardzo będzie ją pociągał. Westchnęła głęboko. Wszystko razem nie było tak proste, jak na to liczyła.

Przynajmniej ma dla siebie łóżko, co już było jej małym zwycięstwem. Rozejrzała się po „pomidorowym pokoju”, jak nazywał go Conrad. Pozostawił go w niezmienionym stanie, co odnotowała z ulgą. Ciekawe, dlaczego była zadowolona. Czy naprawdę tak wiele dla niej znaczy, że Conrad nie pozbył się wszystkiego, co łączyło się z ich wspólnym życiem?

Podniosła się i poklepała staroświecką ławę, której używano jako miejsca na bagaż. Przejechała dłonią po rzeźbionym wezgłowiu łóżka. Conrad zachował nawet czerwoną narzutę na łóżku i harmonizujące z nią zasłony w oknach. Jayne chciała, by ich rodziny czuły się w pokojach gościnnych wygodnie. Tylko że Conrad jedynie wymieniał kartki urodzinowe i świąteczne ze swą starszą siostrą. Po śmierci jego rodziców i matki Jayne nie pozostało im wielu krewnych. Jayne zdecydowanie nie miała zamiaru zapraszać ojca i jego nowej żony…

Rzuciła na łóżko torebkę, ze środka wypadła komórka. Chwyciła ją w samą porę i stwierdziła, że były do niej trzy telefony z tego samego numeru. Poczuła się winna. W zasadzie nie umawiała się z Anthonym Collinsem. Bardzo uważała, by ich stosunki utrzymywać na płaszczyźnie „przyjacielskiej”, odkąd zaczęła opiekować się w hospicjum jego wiekowym stryjecznym dziadkiem, który niedawno zmarł na raka płuc.

W pracy była świadkiem wielu zgonów i nie było jej z tym łatwo. Ale mając świadomość, że pomaga w ostatnich chwilach życia ciężko chorym, a pośrednio również ich rodzinom, nie mogła już wypełniać sobie czasu kupowaniem mebli i umawianiem się na spotkania w restauracji. Nie chciała nawet wrócić do pracy na oddziale ratunkowym. Jako dyplomowana pielęgniarka w hospicjum znalazła swoje miejsce.

Chciała kontynuować życie, które zaczęła już sobie organizować w Miami, ale by to zrobić, potrzebny był jej oficjalny rozwód.

Włączyła automatyczną sekretarkę.

– Jayne, to ja… – usłyszała głos Anthony’ego, a w tle szczekanie Mimi, suczki buldożka francuskiego, którą Anthony zgodził się zaopiekować podczas jej nieobecności. – Jak ci minął lot? Oddzwoń, kiedy będziesz mogła.

Następna wiadomość.

– Zaczynam się o ciebie martwić – usłyszała ponownie głos Anthony’ego. – Mam nadzieję, że nie masz przerwy w podróży i nie jesteś zdana na koszmarnie drogie jedzenie na lotnisku.

Trzeci telefon też był od Anthony’ego, ale tym razem przerwał połączenie bez słowa. Powinnam do niego zadzwonić, pomyślała. Nie była jednak w stanie słuchać jego głosu, nie teraz, gdy pożądanie, które czuła do Conrada, rozpalało jej zmysły i burzyło krew. Stchórzyła więc i zdecydowała się na wiadomość tekstową.

„O drugiej wylądowałam w Monte Carlo. Dzięki za troskę. Jestem zbyt zmęczona, żeby rozmawiać. Daj Mimi ode mnie jakiś smakołyk”.

Wysłała esemsa i schowała aparat do torebki. Miała jednak wyrzuty sumienia, że zachowała się jak tchórz. Uderzenie komórki o metal przypomniało jej, że Conrad wrzucił jej do torebki pierścionek. Wygrała bitwę o dostarczenie papierów rozwodowych i już się cieszyła na myśl o tym, jak zasili fundusz na cele dobroczynne, gdy sprzeda pierścionek. Może i nie obstawiła ruletki, ale tego wieczoru wygrała, prawda?

Opadła na łóżko i utkwiła wzrok w torbie podróżnej z monogramem. Dobrze, że wzięła ze sobą czytnik książek, bo wszystko wskazuje na to, że tej nocy nie zaśnie.

Conrad siedział w przeszklonej części tarasu, przeglądając na tablecie dokument, który otrzymał od pułkownika. Papiery rozwodowe leżały obok na obrotowym stoliku z kości słoniowej. Przejrzał je i stwierdził, że są tak frustrujące jak szczegóły, które przekazał mu jego prawnik. Znał już ich treść, choć pozwolił Jayne, by myślała, że jest inaczej.

Była zdecydowana odejść prawie z niczym, tak jak to zrobiła w dniu, gdy go opuściła. Sporządził już aneks, w którym ustanawiał dla niej fundusz powierniczy, by mogła robić z pieniędzmi, co jej się podoba. Przysięgał przed Bogiem, że będzie przez całe życie chronił i otaczał opieką tę kobietę i zamierzał dotrzymać obietnicy nawet po ich rozwodzie.

Był sfrustrowany, przez co trudno mu było skupić się na raporcie Salvatorego. Poświęcił małżeństwo dla takich spraw jak ta, więc lepiej postarać się zakończyć ją sukcesem, gdyż w przeciwnym razie okazałoby się, że stracił Jayne na próżno.

Świat byłby lepszy, gdyby taki drań jak Zhutov siedział za kratami. Zorganizował jedną z największych sieci fałszowania pieniędzy w Eurazji. Wykorzystywał ją, by zmieniać równowagę sił między państwami, manipulując walutą poszczególnych krajów. W czasie, gdy wiele regionów walczyło o przetrwanie finansowe, najmniejszy spadek w gospodarce mógł okazać się katastrofalny.

I wszystko wskazywało na to, że Zhutov uprawiał swój niemoralny proceder powodowany żądzą władzy i chęcią zaspokojenia wszelkimi możliwymi sposobami politycznych aspiracji syna.

Pomoc Interpolowi w wykrywaniu tego typu oszustw była czymś więcej niż zwykłą pracą. Była dla Conrada drogą do odkupienia za to, co wyprawiał jako nastolatek. Popełniał czyny niewiele różniące się od przestępstw Zhutova i skończył z kajdankami na rękach. Prowadząc machinacje na giełdzie, łudził się, że jest swego rodzaju ramieniem sprawiedliwości, kradnącym nikczemnie bogatym, by dać bardziej na to zasługującym.

W wieku piętnastu lat był dostatecznie rozumny, by wiedzieć, do czego to prowadzi. Znał różnicę między dobrem a złem, był jednak tak opętany własną egoistyczną potrzebą udowodnienia, że jest bardziej cwany niż jego ojciec oszust, że nie wziął pod uwagę tych, których swym działaniem skrzywdził.

Może i uniknął kary więzienia, ale wciąż miał dług do spłacenia. Kiedy Salvatore odszedł na emeryturę ze stanowiska dyrektora liceum wojskowego w Karolinie Północnej i zatrudnił się w Interpolu, jako jednego z pierwszych zwerbował Conrada. Montował wtedy sieć tajnych współpracowników mających rozpracowywać międzynarodowe przekręty handlowe.

Dźwięk otwieranych drzwi tarasu przerwał mu te wspomnienia. Nie musiał odwracać głowy, by wiedzieć, kto przyszedł. Owiał go świeży naturalny zapach Jayne. Powiedziała mu kiedyś, że jako pielęgniarka nie używa perfum, bo ich zapach przeszkadza niektórym pacjentom. A on pamiętał prawie wszystko, czego się o niej dowiedział, jak choćby to, że zwykle spała jak kamień niezależnie od tego, w jakiej strefie czasowej się znajdowała. Fakt, że teraz była na nogach, zdziwił go. Minęła druga nad ranem.

Zamknął dokument od Salvatorego i włączył grę komputerową, nie odrywając wzroku od monitora.

– Conrad? – zagadnęła schrypniętym głosem. – Co tu jeszcze robisz?

– Sprawy służbowe – odparł.

– Widzę. – Roześmiała się, patrząc na migające na monitorze postaci wojowników z karabinami. – Nowa zabawka od twojego kumpla, Troya Donavana?

Conrad miał dostęp do wszystkich gier komputerowych, odkąd kolega z czasów szkolnych zaczął prowadzić firmę z oprogramowaniem komputerowym.

– To czas przestoju, więc niewiele mam do roboty. Potrzebujesz czegoś?

– Przyszłam wziąć wodę i zobaczyłam, że jeszcze jesteś na nogach. Zawsze byłeś nocnym markiem.

Ileż to razy podchodziła do niego od tyłu, obejmowała go za szyję i proponowała, że zrobi mu masaż, co zawsze kończyło się czymś więcej.

– Czuj się jak u siebie – powiedział Conrad, wciąż nie odrywając oczu od monitora. – Ale nie obiecuję, że będę interesującym rozmówcą.

– Nie przeszkadzaj sobie – mruknęła.

Kątem oka zobaczył, że Jayne siada w fotelu. Jedwabny szlafrok przylegał tak ściśle do jej wilgotnego po kąpieli ciała, że równie dobrze mogłaby być naga. Skrzyżowała nogi w kostkach.

– Dlaczego wciąż tyle pracujesz? Nie mógłbyś trochę zwolnić tempa? – zapytała.

Bo jego styl życia pozwala mu wnikać w kręgi, w których mógł demaskować takich ludzi jak Zhutov.

– Wiedziałaś, że mieszkam w biurze, kiedy za mnie wychodziłaś – odparł.

– Byłam jak każda kobieta opętana miłością. Łudziłam się, że potrafię cię zmienić.

Conrad nie spodziewał się żadnego wyznania z jej strony, a już na pewno nie takiego. Zerknął na te przeklęte dokumenty rozwodowe leżące na stoliku.

– Pamiętam, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem – odrzekł zamyślony.

– Byłeś jednym z najbardziej marudnych pacjentów, jacy mi się trafili na ratunkowym. – Jayne się zaśmiała.

Conrad przebywał wtedy w Miami na zlecenie Salvatorego. Nie była to żadna niebezpieczna misja, załatwiał jakieś sprawy urzędowe. Byłby z powrotem w Monte Carlo następnego ranka, gdyby na lotnisku nie rzucono ciężkiej walizki prosto na jego stopę. Zacisnął z bólu zęby, ale mimo to musiał wylądować w szpitalu, zamiast wsiąść na pokład odrzutowca. Przez całą drogę głośno protestował.

Humor jednak od razu mu się poprawił na widok wchodzącej do gabinetu zabiegowego pielęgniarki z nocnej zmiany, która chciała sprawdzić, dlaczego wszystkie jej koleżanki od niego uciekły.

– Byłem zdziwiony, że się w ogóle mną zajęłaś, mimo że wiedziałaś już, co ze mnie za oporny drań.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że domagałeś się oddania buta, bo masz ważne spotkanie, którego nie możesz opuścić z powodu tego, co nazwałeś uderzeniem w palec.

– Tak, to nie był mój najlepszy moment – przyznał.

– Sprytnie postąpiłeś, wysyłając kwiaty na oddział tym wszystkim, których obraziłeś. Nie wiem, czy ci mówiłam, ale kiedy je dostarczono, myślałam, że są dla mnie.

– Chciałem cię pozyskać, a przeproszenie twoich koleżanek wydawało mi się w tym wypadku najrozsądniejszym pociągnięciem. – Potem przedłużył pobyt w Miami pod pretekstem rozejrzenia się na rynku nieruchomości.

Pobrali się po cichu trzy miesiące później podczas skromnej ceremonii w obecności dwojga świadków, kolegów Conrada z czasów szkolnych.

Jayne piła wodę z nieruchomym spojrzeniem, jak gdyby powstrzymywała łzy.

– No i tak to jest z nami – westchnęła.

– Miło wiedzieć, że dla ciebie sytuacja nie jest łatwiejsza niż dla mnie – zauważył Conrad.

– Oczywiście, że nie jest mi łatwo – przyznała. – Chcę jednak mieć to już za sobą i znowu cieszyć się życiem.

– Przykro mi, że jesteś nieszczęśliwa.