Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
W okresie największej potęgi Imperium Rzymskiego żyło w nim około dziesięciu milionów niewolników. Nawet jeśli liczba ta wydaje się nazbyt abstrakcyjna, to kryje w sobie bezmierną wielość pojedynczych losów.
ISBN 83-7177-396-X
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka w Mszanie Dolnej
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 642
Rok wydania: 2005
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
2 3 4 4 2 WYPOŻYCZALNIA DLA DOROSŁYCH
NIEWOLNICTWO ANTYCZNE
LEONHARD SCHUMACHER
NIEWOLNICTWO ANTYCZNE
DZIEŃ POWSZEDNI I LOS NIEWOLNYCH
Przekład
Bolesław Mrozewicz
Do druku podał Leszek Mrozewicz
ii
Ą ;■ ,Jjb
PRACA NIEWOLNIKÓW
u a. o
NIEWOLNICY W SPOŁECZEŃSTWIE
WYNIKI I PERSPEKTYWY BADAWCZE
PRZYPISY*
WYKAZ SKRÓTÓW: AUTORÓW, TYTUŁÓW, DZIEŁ ZBIOROWYCH
BIBLIOGRAFIA PRAC W JĘZYKU POLSKIM
INDEKS RZECZOWY I GLOSARIUSZ
ii
WYDAWNICTWO POZNAŃSKIE POZNAŃ 2005
Copyright © by Verlag C.H. Beck of HG Miinchen, 2005
Copyright O for the Polish edition and translation by Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o., 2005
Redakcja: Roman Bąk
Redakcja techniczna: Jacek Grześkowiak
Projekt okładki: Tomasz Siwiński
Tytuł dotowany przez Ministerstwo Edukacji i Nauki
&
ISBN 83-7177-396-X
Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o.
61-701 Poznań, ul. Fredry 8 Dział handlowy: tel. 0-61 852-38-44 Sekretariat: tel. 0-61 852-66-05 fax 0-61 853-80-75
e-mail: [email protected]://www.wydawnictwo-poznanskie.pl
SPIS TREŚCI
SPIS TREŚCI
WSTĘP DO WYDANIA POLSKIEGO
Pierwsze wydanie poniższej pracy ukazało się w 2001 roku w języku niemieckim i skierowane było przede wszystkim do tych zainteresowanych osób, które z racji swojego zawodu nie są historykami. Specjaliści przychylnie przyjęli jej wyniki1, nawet jeśli nie zadowoliły one wszystkich oczekiwań. Celem pracy nie było jakieś nowe zaprezentowanie antycznego niewolnictwa, lecz ukierunkowanie tej tematyki na przekazy archeologiczne. Tak więc bardziej intensywne skoncentrowanie się na źródłach prawniczych (E. Jakab) wychodziłoby poza ramy nakreślonego przez nas celu. Ze względu na konieczność zachowania odpowiednich proporcji między niewolnikami a wyzwoleńcami niemożliwe było uwzględnienie bogatego materiału dotyczącego wyzwoleńców (E. Hartmann). Natomiast krótkie uwagi dotyczące epoki hellenistycznej i późnego antyku (N. Leski) są spowodowane głównie tym, że brakuje odpowiednich świadectw ikonograficznych. Dziękuję bardzo wszystkim recenzentom za krytyczne uwagi, a odmienność poglądów (W. Scheidel, A. Weifl) to efekt różnej niekiedy oceny stanu rzeczy. Od 2001 roku ukazało się pięć monografii2, które są ważne dla naszego zagadnienia, jednakże nie mogły już zostać uwzględnione w poniższym tłumaczeniu.
Książka pomyślana pierwotnie dla niemieckiego czytelnika ukazuje się obecnie w języku polskim, co jest dla mnie szczególnym zaszczytem również ze względu na długoleu^ współpracę Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu z Uniwersytetem Jana Gutenberga w Moguncji. Mój kolega i przyjaciel Leszek Mroze-wicz, który już w czasie swego pobytu naukowo-badawczego w Kilonii w roku 1984 był świadkiem początków tego dzieła, z typową dla siebie energią podjął inicjatywę wydania książki na rynku polskim, a dla tłumaczenia pozyskał swojego brata, germanistę Bolesława Mrozewicza. To im w pierwszej kolejności pragnę podziękować za fachowy przekład i redakcję tekstu. Pragnę podziękować także Wydawnictwu Poznańskiemu i jego dyrektorowi panu dr. Ryszardowi Wrykowi, który dzięki wsparciu Polskiego Ministerstwa Edukacji i Nauki częściowo sam sfinansował wydanie tomu.
Wyniki tej współpracy pragnąłbym z wyrazami serdecznej łączności zadedykować pracownikom i studentom Zakładu Historii Społeczeństw Antycznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i Katedry Archeologii i Cywilizacji Starożytnych Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, którzy w minionych latach, korzystając z programu Erasmus-Sokrates, przebywali w Moguncji lub jeszcze tu przybędą, a którzy będą mieli możliwość zapoznania się z przedstawionymi poniżej zagadnieniami antycznego niewolnictwa również w ich ojczystym języku. Ponadto tom ten kieruje się do osób zainteresowanych zagadnieniami grecko-rzymskiego społeczeństwa i w ten sposób pragnie przyczynić się do rozwoju naukowego dyskursu między Polską a Niemcami.
PRZEDMOWA
W obliczu olbrzymiej ilości prac badawczych na temat niewolnictwa antycznego śmiałym przedsięwzięciem może wydawać się edycja kolejnej, nowej książki zajmującej się tą problematyką. Jednakże bardziej intensywna praca nad tym zjawiskiem pokazuje, jak niewielka jest w zasadzie nasza wiedza na temat życia osób nie-wolnych w starożytności, jak problematyczne jest w tych ramach wyodrębnienie i rozumienie niewolnictwa we właściwym tego słowa znaczeniu. Instytucja ta była bez wątpienia istotnym elementem starożytnego społeczeństwa — elementem, który przez długie okresy wyciskał swoje piętno na kulturze, sposobie życia oraz świadomości Greków i Rzymian.
Dlatego chętnie podchwyciłem pomysł wydawcy serii „Becks Archaologische Bibliothek", by zająć się tą interesującą — także pod względem kulturowo-histo-rycznym — tematyką. Nie tylko kolegom po fachu, ale także zwykłemu czytelnikowi nasuwa się od strony metodycznej oczywiście następujące pytanie: Czy w ogóle jesteśmy w stanie opisać instytucje społeczne lub społeczne fakty? Formułując to dokładniej: Jak można w oparciu o materiał archeologiczny, tzn. przekazy materialne, przedstawić przygnębiający świat niewolnictwa? W ostatnich latach wielu ekspertów ze świata filmu i telewizji intensywnie zajmowało się tą problematyką, by stworzyć dokumentalny obraz ówczesnych związków historycznych3. Okazuje się, że opis antycznego codziennego świata jest trudnym przedsięwzięciem nie tylko ze względu na dystans czasowy, lecz w równym stopniu ze względu na nasz (jeszcze) w dużym stopniu humanistycznie uformowany ideał kształcenia. Z emocjonalnego punktu widzenia nasze wyobrażenia na temat grecko-rzymskiej starożytności — na czym pragniemy się skoncentrować — są z pewnością pozytywne, ukształtowane również przez dzieła architektury, rzeźbę i rzemiosło artystyczne, których piękno przepojone światłem często zakrywa ciemne strony życia tzw. „zwykłych ludzi".
Przeważająca większość niewolników stanowiła tę część niższej klasy społecznej, której warunki bytowania nie zostały za jej życia utrwalone ani przez świadectwa kultury mieszkalnej, ani świadectwa ze świata ich pracy. Również po śmierci życie ich nie zostało udokumentowane przez nagrobki czy wyposażenie grobów. Niezależnie od inaczej ukierunkowanych zainteresowań, klasa ta po prostu dysponowała zbyt szczupłymi środkami finansowymi, by móc zapłacić za uwiecznienie własnego obrazu. Mieszkania były zbudowane przeważnie z nietrwałych materiałów (drewno/glina), urny ze szczątkami zmarłych ozdobione były co najwyżej prostą drewnianą tabliczką. Rzadko też skromna, kamienna płyta nagrobna, pozbawiona ozdób, wskazywała na miejsce pochówku.
Jeśli w obrębie tej niższej warstwy można jeszcze najszybciej wyodrębnić niewolników, to jest to bez wątpienia zasługą ich szczególnej relacji do właściciela lub do uznanych, często wyzwolonych potomków względnie też do partnera życiowego. Jeśli nawet pan kazał wystawić swemu niewolnikowi nagrobek lub zatroszczył się
0 jego pochówek w grobowcu, to i tak nie można z tego wyciągać wniosków natury bardziej ogólnej. Gdy kazał się uwiecznić ze swoim niewolnikiem, który mu posługiwał, to można ewentualnie pomyśleć, że wizerunek ten faktycznie jest odzwierciedleniem rzeczywistości; motyw ten jednak może być także zrozumiany jako pewnego rodzaju potrzeba autoprezentacji, pochwalenia się, by w ten sposób potomkom
1 współczesnym zasugerować swoje znaczenie i osiągnięty dobrobyt. Takie świadectwa archeologiczne zazwyczaj tylko pośrednio ukazują niewolnictwo z perspektywy warstwy panów. Dotyczy to także obrazów ze scenami wiejskimi lub też wizerunkami życia codziennego. Z dużym trudem jedynie można ustalić wyraźne kryteria, czy bohaterowie tych przedstawień byli niewolnikami, czy też wolnymi rzemieślnikami, lub tzw. robotnikami najemnymi. Ale w oparciu o pisemne przekazy można w pewnym stopniu wyjaśnić, że mamy do czynienia z niewolnikami. Poza nielicznymi wyjątkami antyczni autorzy poświęcali niewolnictwu jako instytucji niewiele uwagi. Szczególnie niekorzystnie taka postawa odbija się na interpretacji wykopanych obiektów. Jeśli uwzględnimy te przesłanki, to nie będzie zapewne dla nas zaskoczeniem fakt, że dokumentacja ikonograficzna, dotycząca niewolnictwa, bardzo skąpo uwzględnia warunki życia w starożytności4.
Większą pewność dają nam pod tym względem świadectwa epigraficzne: rozliczenia budowlane, spisy licytacji, żetony do pokwitowania, pieczęcie na ceramice naczyniowej i na cegłach — jeśli wymienimy tu zaledwie kilka kategorii. Reprezentują one wprawdzie nietrwały rodzaj przekazów archeologicznych, ale dają nam dość wyraźny obraz jednostkowego zatrudnienia, podobnie jak i społecznego otoczenia niewolników. Okazuje się, że w porównaniu z tym stanem czysto materialne zabytki odbiegają — ze względu na swój charakter — od przyjętej normy. To, czy młotkiem wymachiwał niewolnik, czy też człowiek wolny, można wywnioskować w wystarczającym stopniu jedynie w oparciu o znajomość tła wykonywanej pracy lub konkretnej czynności. Ale i tu nieodzowne są przekazy literackie, epigraficzne i pa-pirologiczne, dzięki którym możliwa jest właściwa interpretacja5.
Pod względem metodycznym rodzi się w każdym razie postulat, by w obrębie niższej klasy społecznej — osób zależnych i niewolnych w szerszym znaczeniu — bardziej precyzyjnie określić grupę nominalnych niewolników. Zrozumiałą rzeczą jest zapewne to, że takie wyodrębnienie nie może dokonać się w oparciu o świadectwa archeologiczne. Dlatego oczywiste dla naszej problematyki będzie sięgnięcie w szerszym wymiarze — aniżeli jest to prezentowane w ramach tej serii wydawniczej — również do źródeł literackich, prawniczych, antykwarycznych oraz przekazów papirologicznych. Punkt ciężkości położony został jednakże na świadectwach archeologicznych, które mimo wspomnianych trudności mogą zilustrować warunki życia niewolników i stwarzają w ten sposób szansę na lepsze zrozumienie fenomenu niewolnictwa w grecko-rzymskiej starożytności. Centralny rozdział pracy podzielony został na trzy obszary ('sektory'): 1. rolnictwo i górnictwo, 2. wytwórczość rękodzielnicza i budownictwo, 3. usługi i handel. Podział ten, patrząc przez pryzmat zastosowanej terminologii, jest przez historyków gospodarczych uważany za mocno kontrowersyjny. Ale dla potrzeb niniejszej pracy jest całkowicie do przyjęcia6.
Ponieważ poniższe studium skierowane jest przede wszystkim do szerokiego odbiorcy interesującego się starożytnością, w pierwszej kolejności omówione zostaną świadectwa ikonograficzne. Wprawdzie zmuszeni byliśmy uwzględnić w dużym stopniu obszerny zakres literackich notatek, przekazów epigraficznych i papirologicznych, ale wydawało mi się, że można było w niniejszej pracy zrezygnować z obszernej dokumentacji. Literatura naukowa z tego zakresu jest profesjonalnym badaczom dobrze znana albo łatwo dostępna, natomiast sprawdzenie niekiedy starszych publikacji będzie prawdopodobnie stanowić przeszkodę nie do pokonania. Dlatego też odwołuję się do łatwo dostępnych tekstów. Dla lepszego zrozumienia zaproponowano greckie pojęcia i formuły w łacińskiej transkrypcji, a wszystkie cytaty przełożono dosłownie lub zgodnie z treścią.
W pierwszej kolejności chciałbym podziękować Hansowi von Steuben, który przed laty zainspirował mnie do tej badawczej pracy i asystował mi swoimi krytycznymi uwagami aż do jej zakończenia. Wielu kolegów wspomagało mnie od tego czasu podczas tej pracy: serdeczne podziękowania wszystkim składam na ręce Norberta Erharata (wówczas jeszcze) w Kilonii, Thomasa Griinewalda oraz Iris Gerike w Duisburgu. Szczególną wdzięczność chciałbym wyrazić moim kolegom i współpracownikom w Instytucie Historii Starożytnej na Uniwersytecie w Moguncji — Heinzowi Belle-nowi, Frankowi Bernsteinowi, Wolfgangowi Hobenowi, Gerhardowi Horsmannowi, 01iverowi Stollowi — za nieustanną gotowość do rozmowy, za liczne wskazówki i konstruktywną krytykę, a także pani Hannelore Caps za jej pełną poświęcenia pracę nad przepisywaniem mojego manuskryptu na maszynie. Mariannę Frohmann przynaglała mnie niezmordowanie do kontynuowania pracy i upominała mnie (miejmy nadzieję, że ze skutkiem), by trudne niekiedy miejsca przedstawić w bardziej zrozumiały sposób. Pragnąłbym podziękować także wszystkim tym — kolegom, instytucjom i muzeom — którzy chętnie użyczyli mi ilustracji; a pani Angelice Schurzig (Instytut Archeologii Klasycznej, Moguncja) dziękuję za jej pełną pogody pracę fotografa. Moje podziękowanie kieruję na zakończenie pod adresem pana Stefana von der Lahr oraz wydawnictwa Beck-Verlag za ich cierpliwość, jaką wykazali w stosunku do opieszałego autora oraz za profesjonalną formę gotowej już pracy.
NIEWOLNICTWO I FORMY ZNIEWOLENIA OD CZASÓW ANTYCZNYCH PO CZASY WSPÓŁCZESNE
Problematyka niewolnictwa w starożytności jako temat wykładów uniwersyteckich cieszy się z pewnością dużym zainteresowaniem7. Jednakże ten aspekt historii społecznej i gospodarczej zdaje się nasuwać szczególnie takie skojarzenia, które w niewielkim stopniu pokrywają się z rzeczywistym obrazem tej instytucji. W odpowiednim zrozumieniu tej problematyki na przeszkodzie stoją często skażone ideologicznie, uogólniające oceny na temat grecko-rzymskiej starożytności jako 'społeczeństwa właścicieli niewolników'. Często też skojarzenia dotyczące rzekomo bardziej znanych nam form niewolnictwa w nowszej historii, głównie tzw. „niewolnictwa Murzynów" w Stanach Zjednoczonych, prowadzą na manowce. Z komparatystycz-nego punktu widzenia takie analogie dotyczące powstania i istoty niewolnictwa, metod wyzysku zniewolonej siły roboczej, psychicznej dyspozycji niewolników itp. przyczyniły się niewątpliwie do istotnych postępów w badaniach8, jednakże obraz rzeczywistości tej instytucji zrekonstruowany może być jedynie w oparciu o analizę danej formacji społecznej. Już samo zagadnienie, w jakim stopniu niewolnictwo uznawane jest za element struktury społecznej i czy wszystkie grupy społeczne — łącznie z tymi, których to dotyczy — jednogłośnie akceptują tę formę wyzysku czy też nie, ma dla tej oceny decydujące znaczenie. Jeśli w odniesieniu do starożytności wyjdziemy z założenia, że instytucja ta była jednomyślnie akceptowana, to nie może to prowadzić do pomniejszania wagi tego problemu. Nie powinniśmy też bagatelizować grozy rzeczy związanych z niewolnictwem. Z jednej strony obiektywnie należy wziąć pod uwagę różnice zachodzące między grecką i rzymską praktyką niewolnictwa, a z drugiej strony różnice między starożytnymi a współczesnymi uwarunkowaniami.
Każda forma braku wolności warunkowana jest istnieniem władzy i panowania lub formułując konkretniej: przemocy. W odniesieniu do osoby niewolnika przemoc ta może być dokonywana przez jednostki lub instytucje (osoby prawne). Należy przy tym z reguły liczyć się z pewnym postępującym stopniowaniem. W znaczeniu terminologicznym nie każda forma wyzysku ludzkiej siły roboczej czy też obiektywnego uzależnienia może być postrzegana jako niewolnictwo. Między innymi z całąpewno-ścią możemy wyłączyć tu stosowane w zawodowej piłce nożnej praktyki zniewalania piłkarzy za pomocą ekskluzywnych 'umów' i 'transferów za zmianę klubu', które swego czasu piętnował prasowy artykuł pod znamiennym tytułem Jak w chacie wuja Toma. Afrykańscy piłkarze przetrzymywani są w Niemczech przez swoich menedżerów jak niewolnicy („Spiegel", 10.09.90, s. 199-206). Nasuwające się w odniesieniu do afrykańskich talentów skojarzenie z amerykańskim 'niewolnictwem Murzynów' operuje spopularyzowanym pojęciem niewolnictwa, które nie pokrywa się ani z ponurymi warunkami XVIII i XIX wieku w stanach południowych Ameryki, ani też z terminem niewolnictwa jako instytucji. Jako wytwór profesjonalizacji ta forma wyzysku znajduje swój odpowiednik w wielu dziedzinach rozrywki masowej, zarówno w sporcie, jak i w showbiznesie — a w przypadku lepszej sytuacji źródeł dotyczących starożytności porównywalna jest ze społecznym statusem wolnych gladiatorów, woźniców wozów i aktorów pantomimy. Równie mylący jest tytuł Murarze z targu niewolników („Die Zeit", 6.07.90, s. 77), w którym omawiane są problemy czasu pracy Palestyńczyków w Izraelu. Bardziej stosowne byłoby tu określenie 'robotnik najemny' (gr. misthotos, łac. mercennarius). Rozróżnienie to nie mówi oczywiście nic na temat lepszej społecznej czy ekonomicznej sytuacji danej osoby, lecz dotyczy jedynie jej osobowego statusu. Pod względem ekonomicznym mogło jej się wieść równie źle jak niewolnikowi, być może nawet jeszcze gorzej. Ale od grupy niewolników, którzy w pojedynczych przypadkach jako rzecz o określonej wartości byli od niej nawet lepiej postawieni, różni ją status osobistej wolności.
Starożytność oferuje nam szeroką gamę gradacji: niewolnika jako wartość prywatną używaną do najprzeróżniejszych prac charakteryzowało — podobnie jak niewolnika będącego własnością stowarzyszeń (świątyń, towarzystw, gmin i 'państwa' — niewolnicy państwowi) — całkowite, a więc nieograniczone poddaństwo bezpośredniej władzy pana, który w przypadku własności korporacyjnej mógł przenieść bezpośrednie wykonywanie władzy na kogoś innego. Jeśli zabrakło sprawującego władzę, to jego prawa jako właściciela przechodziły na jego prawnego następcę. Dla stanu niewolnika konstytutywny wydaje się nieograniczony czas sprawowania władzy pana rozciągającej się także na okres po jego śmierci lub po ustaniu władzy przez osobę prawną. Różni go to od innych osób poddanych władzy pana, np. od żon i dzieci. Zakończenie stanu niewolnictwa może nastąpić jedynie w efekcie wolnej decyzji właściciela. Fakt ten nie dokonuje się przez zniszczenie jego życia. W przypadku śmierci pojedynczy niewolnicy przechodząjako własność do majątku spadkobiercy, a w przypadku likwidacji wspólnoty stają się oni własnością zwycięzcy. Jeśli zabraknie prawnego następcy, niewolnik nadal zachowuje swój status. Rzymskie prawo stworzyło w tym przypadku pojęcie 'bezpańskiego niewolnika' (servus sine domino), konstrukcję prawną bez praktycznych skutków9.
Poza stanem niewolników w znaczeniu terminologicznym znajdują się kategorie niewolnych, którzy nie spełniają kryteriów totalnego poddaństwa: poddani, chłopi zależni, najemnicy, parobcy. Jako grupa społeczna od niewolników różnią się tym — mimo zgodności poglądów, że byli ekonomicznie wyzyskiwani — że albo podlegają częściowej władzy (obowiązek daniny, podwody, nieodpłatna praca, przywiązanie do ziemi, ograniczenie praw osobowych), albo też ta władza podzielona jest między różne instancje. Spróbujmy skonkretyzować tę kompleksową i kontrowersyjną problematykę: attyccy hektemoroi, spartańscy heloci, tesalscy peneści, laoi w państwach hellenistycznych oraz koloni w późnym antyku nie byli wprawdzie wolni, ale nie byli niewolnikami. Szersze omówienie różnorodnych form ich uzależnienia i wyzysku przekroczyłoby jednakże ramy naszej problematyki10.
Wydaje mi się, że aby zrozumieć fenomen niewolnictwa jako instytucji, konieczne jest posłużenie się definicją prawną, by w ten sposób móc oddzielić ją od innych form braku wolności. Aby podkreślić jeszcze raz ten centralny punkt zagadnienia, należy przypomnieć, że w przypadku niewolnika mamy do czynienia z człowiekiem, który bezpośrednio poddany jest totalnej, tzn. nieograniczonej i nieustającej w czasie władzy swego pana. Rozważania nasze koncentrują się na uwarunkowaniach starożytnych, mimo iż zjawisko braku wolności (zniewolenia) względnie niewolnictwa wykazuje niewątpliwie także aktualne odniesienia. Szerokie spektrum struktur hierarchicznych, subtelnie stopniowana sieć relacji, zależności i mechanizmów wyzysku naszego społeczeństwa przemysłowego zdaje się nie wykazywać już cech najbardziej ekstremalnej formy wyzysku siły ludzkiej, tzn. cech niewolnictwa. Postępująca automatyzacja eliminuje pracę człowieka w procesach produkcyjnych w rolnictwie i przemyśle, o ile potrzebna jest nie tyle obsługa urządzeń technicznych, co bezpośredni efekt roboczy. Jeżeli jednak Arystoteles w swojej utopijnej wizji przyszłości sądził, że tego rodzaju postęp mechanizacji pracy — konkretnie miał na myśli czółenko tkackie oraz plektron w katarynce — przyczyni się do tego, że niewolnictwo stanie się przeżytkiem (Aryst. Pol. 1,4 [1252 B]), to jego teza w obliczu najnowszych doświadczeń domaga się pewnych modyfikacji. Wyobrażenie to zdawało się dla filozofa równie nierealne, tak jak dla nas wytworem fantazji fikcyjnego gatunku literackiego nierealne (jeszcze?) zdają się pełne horroru wizje o zastosowaniu sklonowanych androidów. Na nowej płaszczyźnie utopie takie spychają nieludzki charakter niewolnictwa na dalszy plan. Ale nie musimy kierować naszego wzroku w przyszłość, by dostrzec wszelakie perwersje w wykorzystywaniu człowieka przez człowieka. Żądza władzy i skłonność do używania przemocy zdają się charakterystyczną cechą natury człowieka, która w każdym razie tuszowana jest przez polor cywilizacji. To, że narodowosocjalistyczna ideologia mogła z przerażającą brutalnością usprawiedliwiać ucisk tzw. Untermen-schen przez samozwańczą 'rasę panów', wystarczająco wyraźnie podkreśla ten aspekt. Metody ucisku można w każdym razie jak najbardziej porównać ze zniewoleniem.
Niewolnictwo jako instytucja została prawnie zniesiona w XIX wieku. Zaciekłe debaty pomiędzy przeciwnikami a zwolennikami abolicji, które, podobnie jak wiele innych nowatorskich koncepcji, swoje korzenie mają w Rewolucji Francuskiej z 1789 roku oraz w proklamacji praw człowieka, są wystarczająco znane5. W czasie tych utarczek Henri Wallon jako zagorzały abolicjonista przedłożył swój — najobszerniejszy do dnia dzisiejszego — obraz Histoire de l'esclavage dans l'antiquite (Paryż 1874). Wraz z ustawowym zniesieniem niewolnictwa przez Francję, Anglię, Hiszpanię, Portugalię, USA i Rzeszę Niemiecką wydawało się, że problem został rozwiązany. Lecz doniesienia i dokumentacja z tamtych czasów dowodzą, że zjawisko handlu ludźmi wcale nie odeszło do lamusa11. Przeważnie to kobiety sprzedawane są z najprzeróżniejszych powodów jako ludzki towar — czy to Indyjki do Emiratów Arabskich (Evangelischer Pressedienst 31.5.89; Deutsche Presse-Agentur 1.8.90) czy też Chinki w prowincji Se-czuan (Deutsche Presse-Agentur 18.7.90). Poświadczony jest także handel męskimi niewolnikami w Afryce Wschodniej (film dokumentalny Gordiana Troellera, Arbeits-gemeinschaft der Rundfunkanstalten Deutschlands. Das Erste Fernsehprogramm 17.9.1990, godz. 21.30; Slidwestfunk III, 29.6.1998, godz. 21.20). Szczególnie w ostatnim czasie mnożą się wiadomości, które pozwalają dostrzec przerażające rozmiary handlu dziećmi do przymusowej pracy („Spiegel", 22.11.93, s. 186-202; 25.1.99, s. 151; „Stern , 15.4.93, s. 60-78; „Brigitte", 29.12.99, s. 136—142). Elementy zniewolenia są w tych przypadkach wyraźniejsze niż w przypadku handlu kobietami w celu przymusowego małżeństwa.
" Por. A. Moser, Gleichheitsgedanke und burgerliche Emanzipation von Minderheiten in den Anfdngen der Franzósischen Revolution, 1973; H. Berding, Die Achtung des Sklavenhandels auf dem Wiener KongreB 1814/15 HZ 219, 1974, s. 265-289; M. Carton, J. Walvin, D. Wright, Slavery, Abolition and Emancipation. Black Slaves and the British Empire. A Thematic Documentary, 1976, szczególnie s. 195-276; P.F. Walker, Morał Choices. Memory, Desire and Imagination in Ninteenth-Century American Abolition, 1978" D B Davis Slajery and Humań Progress, 1984, szczególnie s. 107-315; S. Drescher, Trends in der Historiographie des Abolitionismus, GG 16, 1990, s. 187-211.
Mieszkańcy Europy Zachodniej mogliby te wiadomości oceniać jako barbarzyńskie relikty braku cywilizacji w odległych zakątkach 'trzeciego świata'. Jednakże porównywalne zjawiska z najbliższego nam otoczenia winny skłonić i nas do refleksji. Różnorodne oferty przemysłu turystycznego, 'pełne przeżyć podróże' na Daleki Wschód lub do Afryki Wschodniej z mniej lub bardziej wyraźnie sformułowanymi celami oferują jedną z możliwości (seksualnego) wyzysku człowieka we współczesnych czasach. Nie podlega oczywiście dyskusji, że prostytucja warunkująca sextou-rismus implikuje zniewolenie ofiar jedynie w trudnych do udowodnienia poszczególnych przypadkach. Ale tylko niebieskooki rasista może zakładać, że mamy do czynienia z dokonywaną w duchu wolności regulacją, która pokrywa istniejący popyt12. Ekspandująca prostytucja dzieci utraciłaby swoje korzenie, gdyby zabrakło w niej elementów zniewolenia, tzn. gdyby zachowano lub nie zmniejszono możliwości decydowania człowieka o samym sobie. Nie ma większego znaczenia fakt, w jakiej formie rekrutowane są ofiary — czy to przez uprowadzenie (porwanie), sprzedaż przez rodziców lub członków rodziny lub też przez celowe branie do domu dzieci znalezionych. Z tych samych źródeł czerpie — przynajmniej częściowo — także nielegalny, zorganizowany handel niemowlętami w celach adopcyjnych („Frankfurter Rundschau" 20.9.93, 13). Losy tych dzieci, kupionych w krajach trzeciego świata — chociażby ze względu na cel, który temu przyświecał — będą się (poza sporadycznymi wyjątkami) zapewne kształtowały korzystniej. Także i ta dziedzina uzmysławia nam wyraźnie, że i w dzisiejszych czasach człowiek sprzedawany jest jak towar, chociaż cena zgodnie z obowiązującymi w Europie i Ameryce Północnej rozporządzeniami prawnymi deklarowana jest jako ofiara, rekompensata za poniesione koszty lub jako opłata manipulacyjna13.
Powyższe przykłady pokazują, że handel ludźmi kieruje się określonym popytem. Przy tego rodzaju interesie niekoniecznie implikowane jest zniewolenie (handel kobietami/praktyka adopcji), ale nie można go też ostatecznie wykluczyć (prostytucja). Szczególnie duże zapotrzebowanie na nowe nabytki zaznacza się w dziedzinie seksualnego wykorzystywania ofiar: obok dzieci to kobiety są tymi, które najbardziej cierpią z tego powodu. Słusznie można tu mówić o nowym „rynku niewolników", o survival of slavery czy też o female sexual slavery14. Sformułowanie „ukryte niewolnictwo" (UNESCO, 1965) zdaje się to zjawisko raczej upiększać, ponieważ w tym kontekście spotykają się lub mogą się ze sobą spotkać wszystkie wspomniane elementy, forma zniewolenia poprzez porwanie lub kupno, ponowna sprzedaż, wypożyczenie, skoszarowanie, ukaranie łącznie z karą śmierci, całkowite pozbawienie praw, zniszczenie osobowości oraz zastraszenie ofiar.
Obok tych form nowoczesnego niewolnictwa w rozumieniu naszej definicji istnieje oczywiście obszerna szara strefa większego lub mniejszego uzależnienia, które faktycznie można traktować jako „ukryte niewolnictwo". Wiadomości o nielegalnym zatrudnieniu filipińskich sprzątaczek i niań w rejonie Frankfurtu nad Menem („Frankfurter Rundschau", 1.6.88, 11) plasują się w tych kategoriach, ponieważ osoby te bez zezwolenia na pobyt i pracę faktycznie nie są objęte opiekąprawną. W przypadku interwencji władz grozi im wydalenie i przygnębiający powrót do ojczyzny. Technicznie nie mamy tu do czynienia ze zjawiskiem niewolnictwa, podobnie jak i w przypadku pośrednictwa matrymonialnego przez mało poważne instytuty matrymonialne, które nowych klientów wabią przede wszystkim z pomocą ofert z Filipin, z Polski i Ameryki Południowej. Uzależnienie sprzedanych kobiet może być niekiedy ogromne („Allgemeine Zeitung" Mainz, 14.09.90; „Frankfurter Rundschau", 1.02.93, 7), ale w naszych szerokościach geograficznych mają one przynajmniej teoretycznie możliwość zakończenia takiej relacji, nawet jeśli będzie to miało dla nich określone konsekwencje osobiste. Mechanizmy wyzysku — niezależnie od wspomnianych tu już płaszczyzn — napotykamy w różnych postaciach. W naszym regionie problem ten dotyka głównie członków mniejszości etnicznych oraz grup z marginesu społecznego, które w nielegalny sposób zostały przeszmuglowane do uprzemysłowionych krajów Europy Zachodniej i tu mają nadzieję na poprawienie swojej sytuacji życiowej. Czasami oczekiwania te faktycznie spełniają się, jednakże za cenę ekstremalnego uzależnienia i braku opieki społecznej. O ile ta forma handlu ludźmi może implikować elementy zniewolenia i pozbawiania człowieka godności ludzkiej, to i w tym przypadku nie zostają spełnione kryteria warunkujące niewolnictwo. Brakuje tu przede wszystkim osobowego 'przywiązania' delikwentów do sprawującego władzę, które rzeczywiście ma miejsce lub też ma moc prawną. Poza tym nie znaleźli się oni w jakiejś przestrzeni bez prawa, lecz podlegają — podobnie jak wszyscy cudzoziemcy — rozporządzeniom obowiązującego w danym przypadku prawa specjalnego.
Najdalej posunięte ograniczenia ludzkiego samostanowienia aż po zniszczenie osobowości dokumentują w niedawnej przeszłości obozy resocjalizacyjne, koncentracyjne oraz pracy przymusowej. W wielu wypadkach instytucje te, które stworzone zostały przez wynaturzone umysły, kojarzą się na pierwszy rzut oka ze zinstytucjonalizowanym niewolnictwem: warunki życia (mieszkanie/żywienie/kontrola), system kar i torturowanie, miejsce pracy, przede wszystkim jednak psychiczne mal-
Zachodniej i Południowej są przede wszystkim dziewczęta z krajów wschodniej Europy; por. np. „SpiegeP 23.08.93,5. 70-77; „Frankfurter Allgemeine Zeitung", 27.11.98, s. 13n.;„Zeit", 13.01.2000 s 13-16* Frankfurter Allgemeine Zeitung', 22.12.2000, s. 10.
tretowanie ofiar, mogą oczywiście sugerować obraz mentalnej sytuacji niewolnika. Obraz, który przeważnie przerasta możliwości pojmowania przez zdrowy ludzki umysł. Mimo tych wszystkich analogii brakuje tutaj jednakże istotnego aspektu niewolnictwa, tzn. nabycia własności w odniesieniu do osób lub całych grup ludzi. Już sam postawiony cel, a cóż dopiero praktyczna realizacja tych środków przymusu — właściwe obozy zagłady pozostają tu poza spektrum naszej uwagi — wymaga daleko posuniętej izolacji ofiar, wyłączenia ich ze społeczeństwa, tak że w efekcie powstają wolne przestrzenie, w których prawo i ustawy nie znajdują zastosowania. Na przykładzie osławionej Colonia Dignidad w Chile, gdzie pranie mózgów zrealizowano najprawdopodobniej w niemal stu procentach, to (konieczne) odizolowanie od otoczenia staje się szczególnie wyraźne15.
W odniesieniu do amerykańskiego 'niewolnictwa Murzynów' mamy do czynienia z występowaniem wszystkich elementów osobowego braku wolności"; w tym przypadku nasuwają się paralele z niewolnictwem w czasach starożytnych. Należy jednak wziąć pod uwagę spore różnice, które utrudniają bezpośrednie porównanie. Niezależnie od strukturalnych rozbieżności w użyciu niewolników jako środków produkcyjnych obraz kolorowego niewolnika wyraźnie odcina się na tle otaczającej go białej warstwy panów. Wskutek niezwykle restrykcyjnej praktyki wyzwalania niewolników na południu Stanów Zjednoczonych pojęcie „czarny niewolnik" mogło z całą pewnością być traktowane jako tautologia. Uzupełnienia w dostawach niewolników następowały głównie z Afryki w ramach tzw. Atlantyckiego Trójkąta Handlowego16, tak że i z tego względu z trudem mogło dojść do asymilacji obcych, rzekomo dzikich, w każdym razie niechrześcijańskich niewolników. Rasistowski podział na białych panów i czarnych niewolników pozostawał stabilny nawet wówczas, gdy ci ostatni zostali ochrzczeni lub uzyskali wolność. Orlando Patterson trafnie określił 'wyobcowanie' (ialienation) ofiar jako jeden z podstawowych elementów niewolnictwa17, które w pewnym stopniu aż po czasy współczesne znajduje swoje reperkusje w relacjach pomiędzy białymi i kolorowymi. Ponowne osiedlanie obdarowanych wolnością niewolników na afrykańskim wybrzeżu (Liberia) począwszy od pierwszej połowy XIX wieku miało z punktu widzenia białych na celu rozwiązanie tego problemu, ale jako suro-gat nie było już w stanie zastąpić zerwanych więzów plemiennych i rodzinnych18. Tworzone w Stanach Zjednoczonych getta mogą stanowić obok niewątpliwie innych przyczyn — świadectwo długotrwałych skutków dezintegracji. W byłych hiszpańskich i portugalskich koloniach Ameryki Środkowej i Południowej proces ten wskutek proporcji liczbowych i odnalezienia nowej tożsamości kolorowej ludności — przebiegał inaczej19.
Także i w czasach starożytnych byli oczywiście kolorowi niewolnicy ('Etiopczycy'), którzy, podobnie jak niewolnicy o jasnej skórze z Europy Północnej, wyróżniali się na tle ludności z basenu Morza Śródziemnego20. Rasistowska różnica między panem a niewolnikiem została jednak w dużym stopniu zniwelowana przez dwa czynniki: z jednej strony przez znaczną liczbę wolnych ludzi z tej samej grupy etnicznej, którzy byli aktywni jako handlarze lub rzemieślnicy w basenie Morza Śródziemnego lub sprawowali inne funkcje (żołnierze/ochrona osobista), a z drugiej strony przez grecko-rzymską praktykę wyzwalania niewolników. Zewnętrznie nie dało się z reguły odróżnić niewolników, wyzwolonych i urodzonych jako osoby wolne, co w ramach naszej problematyki niezwykle komplikuje rozróżnianie tych grup ludzi w oparciu o zachowane wizerunki ikonograficzne. Dlatego konieczne jest bardziej szczegółowe rozważenie funkcyjnej typologii niewolnika (patrz s. 71-90).
Tymczasem niech osoba 'Etiopczyka' Memnona posłuży nam jako wskazówka, że w starożytności rasistowskie uprzedzenia nie odgrywały żadnej roli21. Imię (Memnon) i określenie pochodzenia {Aethiops) świadczą o tym,
że był kolorowym Afrykaninem o określonych cechach somatycznych. Z tym 'wychowankiem'
(trophimos) greckiego sofisty i retoryka Heroda At-tyka (drugi wiek po Chrystusie) łączona jest zazwyczaj 'murzyńska głowa' z pentelikońskiego marmuru (ryc. 1) znaleziona w peloponeskim regionie Thyreatis (między Lakonią a Argolidą)22. Niestety,
niewyjaśniona pozostaje pozycja społeczna Mem-nona: epigraficznie poświadczony epitet Topaidon (IG II/III2 13196) interpretowany jest ostatnio jako hipokorystyk w znaczeniu 'Mały Topas'; ale moim zdaniem można alternatywnie pomyśleć tu także
0 jego odczytaniu {topaidioń) jako formy zdrobnienia od 'niewolnik' (pais). To, czy wspomniane określenie da się jednakże zastosować terminologicznie w odniesieniu do pozycji Memnona jako 'dziecka niewolnika' lub czy też tak określana jest jego pozycja jako 'wychowanka' Heroda Attyka,
musi nadal pozostać sprawą otwartą. Niezależnie od tego, jak ocenimy ten problem, musimy wykluczyć tu dyskryminację ze względu na kolor jego skóry: wolny czy też nie, Memnon był osobą społecznie zintegrowaną. Kolor skóry i fizjonomia nie różniła go pod tym względem od kolegów swego stanu.
Decydującym kryterium dla jego identyfikacji jako Murzyna {Aethiops) nie był stopień pigmentacji, lecz w sumie obraz somatyczny (kręcone włosy, kształt nosa
1 ust)23. W basenie Morza Śródziemnego ciemny odcień skóry był czymś normalnym, chociaż gradacja od skóry jasnobrązowej po czarną mieściła się w utartych ramach. Charakterystyka Eurybatesa u Homera odpowiada mniej więcej śródziemnomorskiemu ideałowi piękna: „...okrągły w ramionach, skóra ciemnoopalona (melanochoroos), o wełnianych kręconych włosach (oulokarenos)" {Odyseja 19, 246). Pomimo swej ciemnej skóry i charakterystycznych także dla (afrykańskich) Etiopczyków kręconych włosów z pewnością nie przyjdzie nam na myśl, by towarzysza i herolda (keryx) Odyseusza identyfikować jako czarnoskórego Afrykanina24. Takie same cechy jak u Greka Eurybatesa znajdujemy w wizerunku Dioklesa, syryjskiego żołnierza na służbie macedońskiej oraz jego brata Dionizosa: kręcone włosy, ciemny kolor skóry, bez brody. Obydwa przykłady pokazują, że pigmentacja i fryzura mogą być użyte do rozróżniania grup etnicznych jedynie w kombinacji z innymi cechami. Bez dodatkowych informacji nie bylibyśmy w stanie odróżnić Greka Eurybatesa od Syryjczyka
Dioklesa, a ich obu od Etiopczyka Memnona.
Wszystko to uzmysławia nam, że przynajmniej te zewnętrzne kryteria nie mogły stanowić podstawy do rasistowskich uprzedzeń. Aithiops z Koryntu w orszaku Ar-chiasza, mitycznego herosa i założyciela Syrakuz, który prawdopodobnie był ciemnoskóry, sprzedał swój przydział ziemi swojemu towarzyszowi przy stole za kawałek ciasta z miodem. Legenda ta zgodna jest z biblijną tradycją Ezawa i miała jedynie za zadanie dać charakterystykę oryginalnej postawy życiowej tego mężczyzny. Informacje uzupełniające potwierdzają taki wniosek w odniesieniu do epoki Cesarstwa Rzymskiego. Nie wdając się ponownie w rozważania na temat pochodzenia Luzjusza Kwietusa21, możemy wyjść z założenia, że podobnie jak późniejszy cesarz Opellius Macrinus (217/218 po Chr.), także i ten generał Trajana jako 'Maur' miał ciemną skórę, co nie przeszkadzało im w społecznym awansie. Resentymenty starożytnych autorów wiążą się raczej z 'barbarzyńskim' pochodzeniem tych osób i ich zbyt małą kulturową asymilacją.
Skąpe informacje o czarnych Afrykanach (Aethiopes) dotyczą zwykle osób zarówno wolnych, jak i niewolników, przeważnie jednak z niższych warstw społecznych: są to m.in. eunuch i podskarbi meroityckiej królowej (Kandake) z początku I w. po Chr., wspomniany 'wychowanek' Heroda Attyka, żołnierz oddziałów pomocniczych numerus (Mauroruml) w Brytanii, atleci, aktorzy i artyści cyrkowi. Kolorowy woźnica wozu na reliefie w Herkulanum (ryc. 2)22 nie różni się — oprócz fizjonomii w postawie i gestykulacji — od innych wizerunków, na których zaprzęgi kierowane są przez jasnoskórych matadorów. Rasistowskie uprzedzenia nie miały więc dla artysty najmniejszego znaczenia. W przeciwieństwie do dzisiejszych wydarzeń w świecie piłkarskim pragnę w odniesieniu do publiczności antycznej wykluczyć także różnice wynikające z etnicznego pochodzenia swoich ulubieńców, ponieważ nie dysponujemy takimi wiadomościami. Etiopczycy jako niewolnicy domowi świadczyli o bogactwie i prestiżu danego domu. I tak wymieniany wielokrotnie w archiwum Zenona niewolnik Helenos nie różnił się niczym od innych niewolników; a wzmianka o jego pochodzeniu Aethiops miała najwidoczniej podkreślać jego szczególną wartość. Zgodnie ze swoją pozycją kolorowi byli także w społeczeństwie integrowani i w zasadzie nie byli w żadnym wypadku traktowani jako osoby mniej wartościowe.
Osobiste resentymenty są efektem ich odmienności jako 'barbarzyńcy', a czarny kolor skóry mógł być interpretowany jako rzecz, która przynosi nieszczęście. Nie brakowało też jednak zaskakujących momentów. Gdy w pokazach cyrkowych zapowiadani byli Etiopczycy, nigdy nie brakło widzów. Także codzienne obcowanie ze służącymi o innym kolorze skóry prowadziło do ustępowania bezzasadnego strachu.
^ Por. L. Petersen, Der mauretanische Reitergeneral Lusius Quietus, Altertum 14, 1968, s. 211-217.
Neapol, Museo Nazionale, inv. 6692; dalsze wskazówki u L.A. Thompsona (jak w przypisie 17).
Ryc. 2
Aethiopsa, który służył w Brytanii, cesarz Septymiusz Sewer kojarzył tylko dlatego ze swoją zbliżającą się śmiercią, ponieważ oczekiwał jakiegoś znaku, a jego interpretacja potwierdzona została jakoby przez wieniec cyprysowy na głowie kolorowego służącego25. W naszych 'oświeconych' czasach epizod ten porównywany może być z niespodziewanym spotkaniem z czarnym kotem, i to jeszcze w piątek, trzynastego. To, jak w neutralny sposób traktowany był kolor skóry, ukazuje nam np. Sennik Artemidom (4,38): Sen o prezencie w postaci etiopskiego niewolnika oznaczał jedynie, że otrzymamy coś czarnego. W tym przypadku: wiadro węgla.
Satyrycznie — w przesadzony sposób — ten topos'czarnego mężczyzny'u Ju-wenalisa (Sat. 6,599-601) odnoszony jest do skutków zdrady małżeńskiej popełnionej przez Rzymiankę z kolorowym niewolnikiem służącym w domu. Charakterystyka ta nie stawia sobie za cel dyskryminowanie 'Murzyna' czy Mulata, lecz ma za zadanie podkreślenie zdrady małżeńskiej — motyw, który Marcjalis (Epigr. 6,39) rozciągnął na siedmioro dzieci Marulli, pochodzących od różnych ojców-niewolni-ków. W kontekście zdrady małżeńskiej (adulterium) jedynie pozornie w opozycji do naszej interpretacji o ściśle funkcjonalnej roli kolorowych stoi notatka Seweriusza {do Verg. Aen. 8,646). W odniesieniu do legendy o Lukrecji komentator Wergiliusza zauważa, że Sekstus Tarkwiniusz szantażował żonę Kollatyna pogróżką, że w przypadku odmowy pożycia płciowego zabije ją wraz z Etiopczykiem, tak jakby przyłapał jego oraz kobietę na zdradzie: Nisi mecum concubueris, Aethiopem tecum interimo, tamąuam in adulterio deprehenderim. Bez wątpienia pobrzmiewają tu rasistowskie akcenty, ale wersja Liwiusza (1,58,4) pokazuje, że aspekt ten pierwotnie nie odgrywał żadnej roli. Jako sfingowany dowód 'winy' Lukrecji miała służyć groźba Tarkwiniusza, że obok jej martwego ciała położy zabitego obnażonego niewolnika
— cum mortua iugulatum servum nudum positurum ait, ut in sordido adulterio ne-cata dicatur — co całkowicie wystarczyło, by stworzyć odpowiednie tło opowieści. Na spotęgowanie przez Serwiusza — dzięki wersji z Etiopczykiem — zagrażającego Lukrecji zniesławienia wpływ miały zapewne wyobrażenia na temat symboliki kolorów, wywodzącej się wyraźnie z chrześcijaństwa24: kolor 'czarny'jako symbol grzechu
— chociażby tylko po to, by chrześcijańskim odbiorcom ułatwić zrozumienie wszystkiego. Nowo rozłożone akcenty reprezentują więc późnoantyczny etap rozwoju dobiegającego końca IV wieku po Chr.
W pogańskim Rzymie relacje przedstawiały się inaczej. Przy dokładniejszej analizie nawet w naturalistycznym opisie pracowitej Scybale, 'murzyńskiej niewolnicy' u prostego wieśniaka Symulusa stwierdza się brak rasistowskich elementów ([Verg.] Moretum 31-35)25:
Przywołuje on Scybale; była ona jego jedyną 'zarządczynią',
afrykańskiego pochodzenia, od stóp do głów świadectwem swej ojczyzny,
o kręconych włosach, nabrzmiałych wargach i czarna pod względem koloru,
w barkach szeroka, ze zwisającymi piersiami, węższa przy brzuchu,
na szczupłych łydkach, ale szeroko rozlewających się stopach.
Typologia jej pana Symulusa, który siedząc przy palenisku, lewą ręką wsuwa kitel pod swoje zmierzwione części łonowe i z szeroko otwartymi nozdrzami i łzawiącymi oczami ubija swój serek z ziołami, w wystarczający chyba sposób podkreśla rodzajowy charakter tej sceny. W swojej drastyczności opis frygijskiego niewolnika Ezopa zawarty w pochodzącej mniej więcej z tego samego okresu napisanej przez bajkopisarza Vita przewyższa wizerunek kolorowej niewolnicy: „(Ezop) był brzydki z wyglądu i nie nadawał się do ciężkiej pracy; miał zwisający brzuch i wystającą do przodu głowę, spłaszczony nos, a kolor jego twarzy był brudno-szary. Wyglądał jak potwór, krzywy i o ułomnym ramieniu, był zezowaty i nosił wąsy — krótko mówiąc: uosobienie błędu natury. Do tego dochodziła jeszcze — gorsza niż wszystkie te niedostatki —
jego niezdolność mowy: był bezzębny i nie potrafił się wysłowić26. Wszystkie te świadectwa nie są wcale 'rasistowskie'! W wizerunku Scybale poeta połączył cechy starej kobiety, tak jak widać to np.
również na okrągłej plastycznej rzeźbie 'pijanego starca' (ryc. 3)27, z fizjonomią kobiety kolorowej (kręcone włosy, kształt warg, kolor skóry). Typologia ta ma swoje źródło w prostym otoczeniu rolnika Symulusa, który posiadał jedną jedyną i do tego jeszcze starą niewolnicę — ('Murzynkę').
Jeśli możemy więc wykluczyć — jak pokazują to przykłady — rasistowskie uprzedzenia w stosunku do czarnych Afrykanów w czasach przedchrześcijańskich, to odnosi się to również w analogiczny sposób do innych grup etnicznych, które,
tak jak ciemnoskórzy Indowie czy też północni barbarzyńcy o jasnej karnacji skóry i rudych włosach, natychmiast rzucały się w oczy. Dotyczy to również Żydów, u których nie widać było ich szczególnych cech (obrzezanie) czy Arabów, którzy wyróżniali się jedynie dzięki drugorzędnym cechom (przekłute uszy). Pomijając uogólnienia mówiące o sprytnych w handlu Syryjczykach, wiernych Germanach czy znanych z seksualnych ekscesów czarnych Afrykanach, stwierdzić należy, że starożytny system społeczny różni się od stosunków amerykańskich pod tym względem, że rasistowskie uprzedzenia związane z kolorem skóry nie odgrywały żadnej roli i nie istniała żadna różnica między czarnymi niewolnikami a białymi panami. Urodzony jako wolny lub obdarowany wolnością wyzwoleniec — także o odmiennym kolorze skóry — był pełnowartościowym członkiem swojej grupy społecznej, która określana była przez swój status jako nie-obywatel (metoikos/peregrinus) lub obywatel (polites/civis). Uwzględnić należy w każdym razie ukryty kontrast między Hellenami i 'barbarzyńcami'28, Rzymianami i nie-Rzymia-nami. Rozróżnienie to dotyczyło jednakże stanu wykształcenia, porządku prawnego oraz kulturowej tożsamości, i to w równym stopniu w odniesieniu do wszystkich grup etnicznych. W starożytności nie istniała koncepcja mówiąca o kolorowej mniejszości zrodzonej do niewolnictwa. Znane 'usprawiedliwienie' niewolnictwa przez Arystotelesa (Pol. 1,5 [1254 B]), że naturalną rzeczą jest istnienie wolnych i niewolników, i że dla tych ostatnich służba jest rzeczą pożyteczną i sprawiedliwą, odnosi się nie do różnic w kolorze skóry, lecz do psychicznej dyspozycji 'barbarzyńców', których polityczne uwarunkowania wskazywały empirycznie filozofowi na potrzebę 'naturalnego niewolnictwa'. W czasach starożytnych poglądy jego nie znalazły jednak uznania. Popularniejsze stało się bardziej praktyczne postrzeganie niewolnictwa jako instytucji, w której panuje wspólne prawo obejmujące wszystkie ludy (ius gen-tium), co w odniesieniu do niewolników wywodzących się z własnego narodu bardziej odpowiadało rzeczywistości29. Ponieważ z reguły — pomijając różnice etniczne — także religijne różnice, tak jak miało to miejsce później między chrześcijanami a muzułmanami30, nie odgrywały żadnej roli, to grecko-rzymska instytucja niewolnictwa stanowi model sui generis wraz ze wszystkimi swoimi metodycznymi skutkami31.
Ryc. 3
SPOŁECZNE POŁOŻENIE NIEWOLNYCH W OKRESIE STAROŻYTNOŚCI KLASYCZNEJ
ROZDZIAŁ I
ŹRÓDŁA NIEWOLNICTWA ANTYCZNEGO I JEGO ROZPRZESTRZENIENIE
1 Poddaństwo za długi — sprzedaż dzieci — niewolnictwo jako kara
Przy charakteryzacji podstawowych cech antycznego niewolnictwa rodzi się w duchu wzmiankowanego przez nas znaczenia przede wszystkim pytanie, w jaki sposób wolny człowiek — kobieta lub mężczyzna — staje się niewolnikiem. Na pierwszy rzut oka paleta możliwości zdaje się stosunkowo duża. Zazwyczaj obok konfliktów wojennych i korsarstwa wymienia się tzw. 'niewolnictwo za długi' lub
— jeśli użyjemy zręczniejszego sformułowania — 'poddaństwo za długi', porzucanie i sprzedaż dzieci, niewolnictwo jako kara, reprodukcja niewolników oraz handel niewolnikami. Fakt, że ostatnia wymieniona tu grupa musi zostać pominięta jako 'źródło', wynika chociażby ze słowotwórstwa, ponieważ handel nie powiększa liczby niewolników, lecz dzieli istniejący już potencjał na nowo. Problem 'niewolników urodzonych w domu właściciela' w Grecji i Rzymie (oikogeneis/vernae) prowadził wprawdzie do uzupełnienia, a w przypadku przeżycia większej liczby dzieci, do powiększenia stanu niewolników, ale niezależnie od ojcostwa był — poza wyjątkami
— rezultatem tego, że matka była niewolnicą, co w większości przypadków było przenoszone na dzieci1. Stanu tego nie należy więc oceniać jako niewolnictwa, lecz jako stan braku wolności spowodowany sytuacją w chwili narodzin.
W ten sposób wspomniane możliwości przejścia ze stanu wolnego do stanu niewolnictwa dają się sprowadzić do dwóch głównych kategorii, których wspólnym mianownikiem jest pozbawienie praw osobowościowych przez użycie przemocy. W pierwszym przypadku dokonuje się to wskutek działania jednostek lub grup spoza wspólnoty, do której zniewolony należał — w drugim natomiast jest to następstwo albo bezpośredniej decyzji całej wspólnoty, albo jej przyzwolenia na takie postępowanie własnych członków względem siebie.
Jako prototyp przymusowego poddaństwa przez zastosowanie siły przez obcych jawi nam się obszar pojmowany jako 'rabunek i łup'. Zaliczymy tutaj także porzucanie dzieci jako ekwiwalent zabijania, ponieważ znalezione dzieci —jako osoby obce
— nie były obejmowane ochroną prawną, lecz jako 'łup' należały do tego, kto je przygarnął. Od niego też zależało, co z nimi robił, czy je zniewalał, czy też traktował jak własne dzieci. W naszym kontekście, który wyklucza wzbogacanie się w wyniku zdobywania nieruchomości, tzn. przez terytorialną aneksję, możemy pozwolić sobie tutaj na rezygnację z rozróżnienia pomiędzy 'usprawiedliwionym łupem wojennym a nielegalnym łupem grabieżczym2. W zasadzie oba warianty prowadzą do tego samego — niewolnictwo jest jednakże rzeczą moralnie nieusprawiedliwioną, niezależnie od tego, jak oceniane było w starożytności. Grabież w ramach jakiejś wspólnoty możemy potraktować jako czyn kryminalny tylko wówczas, gdy grabieżca swoim czynem złamał porządek prawny i stawał się w ten sposób wyrzutkiem społecznym. W takich przypadkach zniewolenie zagrabionych ludzi mogło mieć miejsce jedynie we wrogim, obcym kraju. A uprowadzeni na wyprawach wojennych i grabieżczych ludzie sprzedawani byli przede wszystkim na targach niewolników w swoim własnym kraju. Jako główne źródło niewolnictwa ten egzogenny kompleks obejmuje więc trzy następujące dziedziny:
1) zniewolenie wskutek militarnych porażek, łącznie z tzw. 'masowym zniewoleniem';
2) zniewolenie przez zorganizowanych rabusiów, w tym też piratów;
3) zniewolenie w wyniku indywidualnej grabieży, w tym także dzieci porzuconych.
Drugi typ zniewolenia dotyczy pozbawienia indywidualnych praw osobowych siłą przez własne społeczeństwo lub stworzoną przez nie organizację. Przeniesienie do stanu niewolniczego implikuje przy tym wykluczenie ofiar ze wspólnoty. Ze zrozumiałych względów okazuje się, że problem ten jest bardziej skomplikowany. A ponieważ właśnie te aspekty oceniane są w nauce w kontrowersyjny sposób, konieczne jest obszerniejsze przedstawienie naszego stanowiska.
W przypadku Grecji i Rzymu prawdziwym problemem okazuje się sfera 'poddaństwa za długi'3. Zastosowana tutaj terminologia sygnalizuje, że w przypadku naszego kontekstu zjawisko to należy w dużym stopniu wykluczyć. Nowsze badania w zasadzie akceptują ten stan rzeczy, rozróżniając pojęciowo pomiędzy 'poddaństwem' (servitude/ /assewissement) a 'niewolnictwem' (slavery/esclavage). Jedynie w przypadku wcześniejszych okresów w historii Grecji i Rzymu można założyć, że uzależnienie dłużników mogło prowadzić do niewolnictwa. Drugoplanową sprawą pozostaje na razie fakt, w jaki sposób do tego dochodziło. Ważniejsze niż formalno-prawne aspekty wydaje mi się to, że proces ten dokonywał się w interesie wierzyciela z użyciem siły — obserwować można przy tym akceptację przez większą część wspólnoty. Krótko należy naświetlić również tło, w jakim wymiarze także zależni członkowie rodziny — żony i dzieci sprzedawani byli w niewolę. Chociaż ta forma endogenicznego niewolnictwa powstała w wyniku materialnej biedy, nie odgrywała większej roli i w okresie klasycznym nie była stosowana, to godna jest uwagi ze względów systematycznych i komparatystycznych. Właściwy problem 'poddanych za długi', tzn. ateńskich hek-tomoroi i rzymskich nexi, możemy jednakże naszkicować tutaj jedynie jako pomoc w lepszym zrozumieniu zjawiska, o ile dotyczy ono zagadnienia zniewalania.
W przypadku Aten wychodzę od przyczynowego powiązania tego zjawiska ze społecznym położeniem zadłużonych rolników: sytuacja, którą opisuje Plutarch w biografii Solona, zgodna była zapewne — jak się uważa — z rzeczywistością archaicznych stosunków. Ogólne ramy wyznaczały w związku z tym gospodarcze i społeczne napięcia między 'biednymi' a 'bogatymi': wtedy (ok. 600 przed Chr.) dysproporcja między biednymi i bogatymi osiągnęła swoje apogeum. Prosty lud był niemal całkowicie zadłużony u bogatych. Wielu chłopów uprawiało dla nich pola i odprowadzało na ich rzecz jedną szóstą zbiorów, w związku z czym nazywani byli 'sześciodziałowcami' (hektemoroi) lub zależnymi robotnikami najemnymi (thetes). Inni natomiast, którzy zadłużyli się, oddając w zastaw swoją osobę, byli przejmowani przez wierzycieli i służyli jako niewolnicy w swojej ojczyźnie lub byli sprzedawani za granicę. Wielu było także zmuszonych sprzedawać swoje własne dzieci — gdyż żadne prawo tego nie zabraniało — lub uciekać za granicę z powodu nieugię-tości wierzycieli (Plut. Sol. 13,5).
Plutarch najwyraźniej rozróżniał pomiędzy zadłużonymi hektemoroi i niewolnikami, przy czym bliskie jest przypuszczenie, że miał tu na myśli proces genetyczny. W celu zrozumienia tego zdarzenia na miejscu wydaje się — moim zdaniem — konstrukcja pomocnicza o nazwie missing link. Jeśli założymy, że odprowadzenie zbiorów nie ograniczało się do jednej szóstej, lecz obejmować mogło sukcesywnie lub za jednym razem również kilka jednych szóstych, tak że hektemorosowi pozostawała tylko jedna szósta zbiorów, która nie wystarczała do wyżywienia siebie i rodziny, to jedyną alternatywą stawała się sprzedaż dzieci i/albo samego siebie. Skala przymusowych podatków swoją współczesną analogię znaleźć może np. w stosunkach rolniczych w Iranie za panowania reżimu szacha4. Poza tym już w przypadku antycznej oceny hektemoroi wahano się, czy musieli oni odprowadzać jedną szóstą zbiorów, czy też zadłużonemu pozostawała szósta część żniw.
\) hektemoroi, którzy popadli w zależność wskutek długów, a których pola Solon uwolnił od kamieni dłużnych (horoi): „Ciemna ziemia, którą uwolniłem od ustawionych na niej swego czasu licznych horoi\ do tej pory była 'zniewolona', a teraz jest wolna" (wers 5-7);
2) legalnie lub nielegalnie jako niewolnicy sprzedani obywatele, którzy (na ile to było możliwe) zostali wykupieni: „I wielu sprowadziłem z powrotem do Aten, do danej im przez boga ojczyzny, tych, którzy kiedyś (jako niewolnicy) zostali prawnie lub bezprawnie sprzedani..." (wers 8-10);
3) obywatele popadli w niewolę, którzy w momencie „zrzucenia długów" znajdowali się na terenie Attyki, a którym wolność została zwrócona (ewentualnie za odszkodowaniem ich panów): „Uwolniłem także i takich, którzy tutaj (w Attyce) znosić musieli hańbę niewolnictwa, drżąc na każde skinienie swego pana" (wers 13-15).
Czwartą grupę stanowili ci, którzy, by uniknąć biedy materialnej lub niewolnictwa, uciekli za granicę, a teraz mogli powrócić do ojczyzny: „I niejeden, cierpiąc społeczną biedę, uciekł (z Attyki), i teraz ledwo władał oj czystym językiem" (wers 10-12).
Jeśli nasza analiza jest prawidłowa, to interesujące są dla nas jedynie obydwie środkowe grupy: druga oraz trzecia. Zauważyć przy tym należy, że popadnięcie w niewolę mogło nastąpić zarówno w ojczyźnie, jak i za granicą (Plut. Sol. 15,5). Przez wprowadzenie reform Solona obydwa warianty utraciły swoją podstawę prawną: od tej pory wykluczona była możliwość ingerencji wierzyciela w odniesieniu do dłużnika i jego rodziny. Występujący u Arystofanesa (Plut. 147 n.) Karion nie był z pewnością żadnym ateńskim 'dłużnym' niewolnikiem, lecz został tanio kupiony poza granicami Aten.
Szkic ten dotyczy oczywiście wyłącznie stosunków ateńskich, które nie musiały być reprezentatywne dla innych greckich polis. W Tebach i Koryncie, Argos i Elidzie, Milecie i Syrakuzach obserwujemy inny rozwój, na którego temat mamy zbyt mało informacji. W ogólności można jednak stwierdzić, że najpóźniej od V wieku przed Chr. endogenne zniewalanie obywateli wskutek ich finansowego zadłużenia niemalże całkowicie zanikło. Demostenes (or. 9,31) podaje w odniesieniu do Macedonii ironiczne uzasadnienie, że na tym terenie nie można nabyć (zdolnych do użytku) niewolników, co może jedynie oznaczać, że na węższym obszarze panowania Filipa II endogenne zniewolenie nie miało miejsca. Bardziej efektywne okazały się na dłuższą metę inne formy wyzysku i zniewolenia. W tym kontekście wystarczy zapewne wskazanie na legendarny zakaz zniewalania za długi wprowadzony przez Bokchorisa w Egipcie faraonów; Diodor (1,79,3-5) łączył go treściowo z reformami Solona. W czasach Ptolomeuszów zakaz ten był wielokrotnie ponawiany.
Podobieństwa między stosunkami greckimi i rzymskimi w szczegółach nie zawsze są jasne. Nie budzi zapewne wątpliwości jednak fakt, że i we wczesnej Republice Rzymskiej materialne uzależnienie mogło mieć dla osoby skutki, które prowadziły aż do zniewolenia6. Mimo różnych interpretacji nauka nie wątpi w prawdziwość przekazu Prawa XII tablic z 451/450 roku przed Chr. Zawarty on jest w tekście Gelliusa (20,1,45-47) w kontekście zadłużenia: dłużnika, który nie chciał lub nie był w stanie wywiązać się z płatności, wierzyciel mógł po upływie 30 dni 'zatrzymać siłą' (manus imectio) i postawić przed sądem. Jeśli dług nie został zapłacony, następowało za zezwoleniem urzędnika sądowego (praetor) 'aresztowanie'; wierzyciel prowadził dłużnika jako więźnia do swojego domu, gdzie więził go przez 60 dni. Po trzykrotnej prezentacji na kolejnych dniach targowych dłużnik — według Gelliusa — był zabijany lub sprzedawany za granicę: Tertiis autem nundinis capite poenas dabant aut trans Tiberimperegre venum ibant (debitores)29.
Przy opisie tym dyskutowany jest głównie problem zabicia i przejścia w stan niewolniczy. Jeśli wierzyciel faktycznie zabijał swego dłużnika, pozbawiał się przynajmniej częściowego zysku ze sprzedaży. Osobiście sądzę, że mamy tu do czynienia ze złą interpretacją Gelliusa, który w Prawie XII tablic zawarte sformułowanie „Po trzech dniach targowych niech (dłużnika wierzyciele) potną na części" (tłumaczenie jak poprzednio) — tertiis nundinis partis secanto (Gell. 20,1,149) — rozumiał konkretnie jako 'poćwiartowanie' dłużnika. W rzeczywistości chodziło chyba o podział pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży7. Jednak niezależnie od tego, jak się rzecz miała — godny uwagi jest fakt, że sprzedaż dłużnika w niewolę nie mogła nastąpić w ojczyźnie, tzn. na obszarze panowania rzymskiego, lecz po drugiej stronie Tybru. Jako kupcy w połowie V wieku przed Chr. w grę wchodzili tylko Etruskowie.
Przykład ten — różniący się od stosunków attyckich — uwydatnia konkretnie pewien element strukturalny niewolnictwa: desocjalizację, względnie społeczną śmierć. Praktyka ta zdaje się mieć raczej tło emocjonalne. Przez fakt zepchnięcia niewolnika w cień pod względem terytorialnym, usiłowano zatrzeć także piętno tego zjawiska, które odbierane było jako krzywda. W podobny sposób Tacyt interpretował w odniesieniu do Germanów sprzedaż zniewolonych członków plemienia w obce strony (Tac. Germ. 24,2). O ile w prawie babilońskim i żydowskim sprzedaż własnych (miejscowych) niewolników za granicę była zabroniona lub stosowana była prohibicyjnie, to praktyka ta ograniczała się do faktu społecznego wykluczenia, które ponadto miało być ograniczone w czasie8. Zapewne mniej wykształcone było tu 'poczucie winy' wspólnoty — ale taki 'niedostatek' wychodził w końcu na dobre zniewolonemu członkowi tej wspólnoty na terenie własnego kraju.
Analizując stosowanie prawa dłużniczego w okresie wczesnorzymskim, zauważymy, że przewidywane przez Prawo XII tablic oddanie w niewolę dłużnika nie mogło być regułą. Wynika to chociażby z ówczesnej struktury ludności: Rzym nie mógł sobie pozwolić na przerzedzenie warstwy obywateli w wyniku ich sprzedaży w niewolę ani w wieku V przed Chr., ani też później. Problem zadłużenia musiał w związku z tym zostać uregulowany w inny sposób: rozwiązanie, które bardziej nadawało się do przyjęcia, oferowało 'poddaństwo za długi'. Przywiązanie dłużnika do wierzyciela następowało poprzez oddawanie własnej osoby w zastaw (nexum)9; wydaje się przy tym, że zabieg ten miał w pierwszej kolejności na celu wykorzystanie siły roboczej. Niezależnie od tego, na jakie represje narażeni byli ci w taki sposób 'związani' nexi — z całą pewnością nie chodziło tu o niewolników, ponieważ pozostawali oni nadal obywatelami rzymskimi (Varro ling. Lat. 7,105), odbywali służbę wojskową (Liv. 2,24,6) i mieli prawo do wniesienia skargi przed sądem (Val. Max. 6,1,9). Należy wyraźnie rozróżniać pomiędzy tymi 'poddanymi za długi' a wspomnianymi powyżej niewolnikami: według mojej oceny oddanie się dłużnika samemu w zastaw (nexum) wykluczało wręcz daleko posuniętą ingerencję wierzyciela w stosunku do jego osoby (manus iniectio), ponieważ wraz z aktem oddania się w zastaw tworzyła się między nimi relacja wierności (fides), która w rzymskim rozumieniu obowiązywała moralnie również tę osobę, która przejmowała inną osobę w swoją fidesw. Tak więc rzymskie 'poddaństwo za długi było zapewne instrumentem, za pomocą którego dłużnik mógł uniknąć — i z reguły chyba też unikał groźby stoczenia się w stan niewolnictwa. Dalszy rozwój tej instytucji nie musi nas w związku z tym już zajmować", ale nie wolno zapominać, że oddanie siebie w zastaw wcale nie polepszało indywidualnej sytuacji dłużnika: 'poddaństwo oznacza w zasadzie jedynie specyficzną formę braku wolności.
Sprzedaż członków rodziny, przede wszystkim dzieci i żon, w niewolę jest przypadkiem szczególnym, który po części wiąże się z problematyką zadłużenia. Jeśli przekazy Plutarcha są prawdziwe (Sol. 23,2), to w Atenach kobiety, które były członkiem rodziny — zanim Solon zabronił na przyszłość takiego procederu — mogły być sprzedawane. Na podstawie naszkicowanych tu krótko stosunków informację tę można zapewne uogólnić do stwierdzenia, że dzieci obojga płci sprzedawane były przez własnych ojców, którzy w ten sposób sami mogli uniknąć niewolnictwa. Od wprowadzenia reform Solona proceder ten był jednakże w Atenach zabroniony. Inne polis ograniczyły go być może — jak np. w przypadku Teb — do nowo narodzonych niemowląt. Zastrzeżenia związane ze zniewalaniem Greków przez Greków w V i IV wieku przed Chr. dowodzą raczej ograniczonego handlu dziećmi.
W Rzymie dzieci — podobnie jak wszyscy inni członkowie rodziny — narażone były na dużo większą przemoc ze strony głowy rodziny (pater familias). Patria potetas obejmowała zarówno prawo do zabijania (ius vitae necisque), jak i do sprzedaży (ius mancipationis)n. Zwyczaje i tradycja ograniczyły jednak już w V w. przed Chr. praktykę stosowania prawa do zabijania. Zabijanie warunkowane było 'prawdziwą przyczyną' (iusta causa), która w wątpliwych przypadkach musiała mieć akceptację sądu domowego. Sprzedaż (mancipatio) — zdefiniowana przez prawnika Gajusza jako pewnego rodzaju sprzedaż symboliczna — nie kończyła się niewolą, lecz tworzyła nowe relacje władzy: w ten sposób 'sprzedane' dziecko znajduje się w efekcie in mancipio innego pana sprawującego władzę. Nowa pozycja dziecka odpowiadała mniej więcej pozycji syna w rodzinie, lecz bez jego praw rodowych. Obaj poddani byli władzy innej osoby i dlatego w rzymskim rozumieniu byli wprawdzie pozbawieni wolności (alieni iuris), ale nie niewolnikami. Formalne podobieństwa między osobą określaną jako servus oraz osobą in mancipio można było w zasadzie rozszerzyć na filius familias. Treściowo wynikają one z autentycznie rzymskiego rozumienia władzy w domu, sprawowanej przez głowę rodziny, i nie można ich odnieść do naszych wyobrażeń na temat braku wolności. Na manowce wiedzie nas też w tym kontekście etymologiczna definicja prawnika Florentyniusza (Florentinius, Dig. 1,5,4,2), który mancipia interpretował jako jeńców wojennych zamienianych w niewolników quod ab hostibus manu capiantur. Nie da się wprawdzie definitywnie wykluczyć tego, że pater familias mógł w czasach archaicznych sprzedawać za granicę także dzieci jako niewolników. Na podstawie naszkicowanej sytuacji uważam jednak tę hipotezę za mało prawdopodobną. Mancipatio jako zabieg prawny dążyła w każdym razie od samego początku do wyeliminowania ojcowskiej przemocy, aby w ten sposób stworzyć podwaliny pod prawną i ekonomiczną samodzielność (emancypacja) dziecka jeszcze za życia ojca.
Faktyczna sprzedaż — przeważnie nowo narodzonych — dzieci, będących rzymskimi obywatelami, spowodowana ciężką sytuacją finansową, spotkała się z tolerancją, moim zdaniem, dopiero w cesarskim prawodawstwie w okresie późnego antyku, co miało zapobiegać rosnącemu porzucaniu dzieci13. Mimo iż zostało to wyraźnie podkreślone, że takie dziecko nie traciło statusu wolno urodzonego (ingenuitas), zabieg ten — technicznie mieliśmy do czynienia z umową o służbę (locatio conductio operarum)14 — doprowadził do powstania sytuacji prawnej, która w rzeczywistości bardzo przypominała niewolnictwo. Różnica polegała na czasowym ograniczeniu do maksymalnie (?) 25 lat15, przy czym prawo wykupienia dziecka — przez zapłatę w formie pieniężnej lub przez oddanie w zamian niewolnika — przyznawano w pierwszej kolejności ojcu albo generalnie rodzicom, a później dopiero dowolnej osobie.
Rozważania ta ukazują w sumie fakt, że sprzedaż dzieci jako źródło niewolnictwa w kontekście rzeczywistych stosunków rzymskich w okresie Republiki i Cesarstwa praktycznie nie wchodziła w rachubę. Nie dotyczy to nie-rzymskiej (peregrynalnej) ludności z prowincji. Dość skąpe przekazy dostarczają nam informacji, że w określonych regionach dzieci były oczywiście przez swoich rodziców sprzedawane w niewolę — po części wskutek materialnej biedy (Tac. ann. 4,72,2), a po części ze względów zarobkowych (Philostr. Apoll. 8,7,12)16. Wiadomości o takiej samej praktyce przekazuje nam już Herodot (5,6,1) w odniesieniu do Traków. Trudno jednakże stwierdzić dzisiaj, jakie rozmiary przybrała ta sprzedaż i jakie z niej wynikały konsekwencje dla rynku niewolników. Jeszcze mniej wiemy o praktyce tzw. ludów peryferyjnych Imperium Romanum, np. Scytów czy Getulów.
Jako ostatnie źródło endogennego niewolnictwa pozostają nam do naświetlenia sankcje karne nakładane na przestępców. W Atenach dość dobrze poświadczone jest niewolnictwo osób nie posiadających ateńskiego obywatelstwa, tzn. osiadłych tam cudzoziemców i metojków. Trudne do uchwycenia w przekazach jest to, czy po reformach Solona także osoby cieszące się pełnią praw obywatelskich skazywane były na karę niewolnictwa. Według Plutarcha (Sol. 23,2) także w późniejszym okresie dziewica przyłapana na współżyciu płciowym mogła zostać sprzedana w niewolę przez ojca lub brata. Sprzedaż ta jako kara miała najwidoczniej inny wymiar niż omówiona wyżej sprzedaż dzieci z powodów materialnych. Eberhard Ruschenbach oceniał, że ateński proces o wolność — dike aphaireseos eis eleutherian — jest następną wskazówką, mówiącą o możliwym zniewoleniu wolnych obywateli wskutek regulacji procesowo-prawnych17. „Odprowadzenie do niewolnictwa" (agein eis dou-leian), które rozpoczęło tę praktykę, interpretuje on słusznie jako złamanie praw wolnej osoby, tzn. jako próbę zniewolenia, która mogła być odparta przez obronę statusu swojej wolności. Już samo sformułowanie agein eis douleian pozwala przypuszczać, że powstała w IV wieku interpretacja w rozumieniu 'aresztowanie zbiegłego niewolnika' ma chyba drugorzędne znaczenie. Nie ma też w zasadzie powodu, by ateńskim
sądom, które mogły skazać obywateli na śmierć, odmawiać prawa do wydawania rzekomo 'łagodniejszych' wyroków skazujących na niewolnictwo. Jeśli kara ta nie jest poświadczona w licznych procesach V i IV wieku przed Chr., to wynika to raczej z niechęci do tego, by ateńskiego obywatela poddawać władzy innego Ateńczyka. Pod tym względem praktyka prawna Aten podobna była w swoich założeniach do sytuacji w republikańskim Rzymie.
Możemy tutaj przyjąć — analogicznie jak w przypadku oddania w niewolę osób nie chcących lub nie mogących spłacić swojego długu — że we wczesnym okresie przewidywana była sprzedaż za prawne wykroczenia poza rzymski obszar państwowy18. Jako karalne czyny wymienia się udowodnioną kradzież lub odmowę służby we wojsku; nie ma jednak poświadczonych konkretnych przypadków. Najwidoczniej dosyć wcześnie zrezygnowano z wykonywania tej kary. W tym samym kontekście plasuje się zgodna z prawem międzynarodowym odpowiedzialność obywatela, który swoim wykroczeniem wyrządził wielką szkodę własnej społeczności i dlatego został wydany w ręce wroga (noxae deditio). Najbardziej chyba znany przypadek konsula Gajusza Hostiliusza Mancinusa19, którego wydania w 136 roku przed Chr. nie chcieli zaakceptować Numantyjczycy, pokazuje, że zniewolenie dokonywało się dopiero w momencie faktycznego przekazania w ręce wroga.
W szerszym wymiarze ten rodzaj kary zaczęto stosować dopiero w okresie Cesarstwa^0; oddanie w niewolę następowało jednak na obszarze państwa rzymskiego. Kara dożywotniej przymusowej pracy w kopalniach lub kamieniołomach była zbliżona do kary śmierci. Implikowała ona utratę praw obywatelskich (deminutio capitis maxima) i powodowała, że delikwent popadał w niewolnictwo. Taki sam skutek według Ulpiana miało skazanie na występy na arenie cyrku (Dig. 48,19,8,11). Decyzja senatu z 52 r. przed Chr. S(enatus) C(onsultum) Claudianuwi — przewidywała ponadto oddanie w niewolę kobiet, które wbrew woli swojego pana nawiązały bliską relację z obcym niewolnikiem. Za jego zezwoleniem pierwotnie status niewolnika miało mieć tylko zrodzone z tego związku dziecko — jednakże cesarz Hadrian anulował tę praktykę (patrz s. 259 - 261).
Jeśli podsumujemy wyniki badań dotyczące endogennego niewolnictwa, to wyraźny staje się fakt, że liczbowo — ani w Grecji, ani w Rzymie — nie mogło ono mieć większego znaczenia. Wyraźnie wyłaniają się tu trzy kompleksy:
1) Tylko dla wczesnego okresu można wyróżnić zniewolenie wskutek materialnej biedy. W Atenach takie konsekwencje zadłużenia zostały definitywnie zlikwidowane przez reformy Solona; wcześniej lub później za tym przykładem poszły też inne polis. W Rzymie V wieku przed Chr. zniewolenie było wprawdzie prawnie zapisane w Prawie XII tablic, ale zdominowane zostało przez poddaństwo za długi i nie było niemalże prawie wcale stosowane.
2) Od czasów Solona zabroniona była w Atenach również sprzedaż dzieci w niewolę. Nie mamy prawie żadnych wiadomości o tym, jak się sprawy miały w innych polis. Ale tez mc me przemawia za ożywionym handlem dziećmi. Rzymska praktyka mancypacji dzieci me wiodła do ich zniewolenia. Ze względów strukturalnych sprzedaż dzieci za granicę była zapewne jedynie wyjątkiem. Jeśli w późnym antyku tolerowano handel dziećmi, to mieliśmy wprawdzie do czynienia z niewolnictwem, ale prawnie należy je jednak pojmować jako czasowo ograniczoną 'umowę o służbę'. W pewnej liczbie na targ niewolników trafiały jednak dzieci rodziców nie będących obywatelami rzymskimi.
3) Niewolnictwo jako kara zaczęło odgrywać większą rolę dopiero w okresie Cesarstwa Rzymskiego. W prawie republikańskim kara taka była wprawdzie przewidziana, ale niemalże nie praktykowana. Podobną sytuację można założyć również w stosunku do ateńskiego prawa karnego.
2 Wojny i piractwo jako źródło niewolnictwa
W wyniku naszych dotychczasowych przemyśleń możemy stwierdzić, że instytucja starożytnego niewolnictwa czerpała swoje zasoby przede wszystkim ze źródeł zewnętrznych. Jeśli wysychały one wskutek dłuższych okresów pokoju lub wskutek wewnętrznej stabilizacji większych państw terytorialnych, to zapotrzebowanie mogło być pokryte jedynie w ograniczonym zakresie przez import zagranicznych niewolników, przez uzupełnienia z istniejących zasobów (reprodukcja niewolników) lub też — w okresie Cesarstwa Rzymskiego — przez skazywanie na karę niewolnictwa. W coraz większym stopniu niewolnictwo zastępowane było jednak przez inne formy pozbawiania wolności, przede wszystkim w pierwotnym i wtórnym sektorze gospodarki.
W podobny sposób możemy również postawić pytanie o zapotrzebowanie na niewolników w odniesieniu do wczesnego okresu istnienia tej instytucji. Warunkiem popadnięcia w niewolę w eposach homeryckich są konflikty wojenne i uprowadzenia21. Operacje militarne odbywały się przeważnie w postaci napadu na jakieś osiedle od strony morskiej, tak jak prezentuje to krater do mieszania wina z okresu geometrycznego (VIII wiek przed Chr.) w Metropolitan Museum (Nowy Jork). Długotrwałe oblężenia umocnionych miast były czymś wyjątkowym. I tak mykeński ryton (XVI wiek przed Chr.) obrazuje skuteczną obronę przed napastnikami. Opisane w Iliadzie wydarzenia znane są nam wprawdzie jako 'wojna trojańska', ale całe to przedsięwzięcie może być w sumie interpretowane także jako wyprawa rabunkowa. Liczne poszczególne akcje w eposie sprawiają przynajmniej takie wrażenie — i to bardziej odpowiada rzeczywistości. Niezależnie od sukcesu napad Achillesa na Teby nad Plakosem (koło Adramyttion w Myzji) nie różni się prawie niczym od ataku Odyseusza na Ismaros, miasto Kykonów. W obu przypadkach wybito mężczyzn, natomiast kobiety z dziećmi uprowadzano wraz z innymi dobrami jako łup. Minojski fresk miniaturowy (Santorin) ilustruje m.in. takie właśnie wydarzenie (ryc. 4)22. Fragment obrazu pokazuje w dolnej części zabitych obrońców; u góry pasterze próbują zapędzić bydło w bezpieczne miejsce, a za nimi postępują dwie kobiety. Ucieczka przed — prawdopodobnie mykeńskimi — napastnikami miała tu zapewne szczęśliwy finał. A jeśli nie, to pasterze przypuszczalnie podzielili los swoich
Ryc. 4
współplemieńców, a kobiety wraz z ruchomym dobytkiem i stadami bydła stały się łupem zwycięzców.
Interpretacja ta wspierana jest przez przekazy literackie. Dla wczesnego okresu wydarzenia te są o tyle reprezentatywne, że to przeważnie kobiety były uprowadzane jako jeńcy i stawały się następnie niewolnicami. Rzadko mówi się o ich późniejszym wykupie, tak jak miało to miejsce w przypadku córki kapłana Apollona Chryzesa czy matki Andromachy. Mężczyźni natomiast swoją klęskę przypłacali z reguły śmiercią. Jeśli zwycięzcy ich oszczędzili, to działo się to głównie po to, by można ich było wkrótce wykupić. Jedynie w nielicznych przypadkach sprzedawani byli w niewolę, jak stało się to z Lykaonem, synem króla Priama. Pojawiająca się u Homera alternatywa (II. 22,44-50) pomiędzy zabijaniem a sprzedażą męskich jeńców wyraźnie preferuje pierwszy wariant: z wymienionych synów Priama Polydaros zginął na polu bitwy, a Lykaon nie przeżył swojego spotkania z Achillesem.
Różne ze względu na płeć traktowanie jeńców wojennych we wczesnym okresie wynika ze społecznych, gospodarczych i technologicznych uwarunkowań. W przypadku mężczyzn sam transport prowadziłby do większych trudności, ponieważ pojemność okrętów była ograniczona, a możliwość buntu ze strony jeńców wymagałaby intensywnego nadzoru. W przypadku kobiet ryzyko to zmniejszało się wyraźnie z powodu ich fizycznej i duchowej dyspozycji. Ponadto łatwiej je było sprzedać, podczas gdy nie było prawie wcale popytu na męską siłę roboczą. Jeśli więc mówi się o męskich niewolnikach, to chodzi tu przede wszystkim o dzieci, które zrabowano względnie uprowadzono, gdy były jeszcze bardzo małe. Dobrym przykładem jest świniopas Eumajos, który uprowadzony został przez fenickich handlarzy, przy wyraźnym udziale jego niewolnicy-mamki, i następnie w Itace sprzedany La-ertesowi. W sporadycznych przypadkach również i dorośli mężczyźni stawali się niewolnikami, tak jak pokazuje to zmyślona przez Odyseusza historia jego życia. Ale te informacje nie są reprezentatywne dla wypraw wojennych i łupieżczych.
W eposach Homera jako zorganizowani łupieżcy z „zaokrąglonymi okrętami" (nees amphihelissai) pojawiają się przeważnie Grecy, podczas gdy indywidualne uprowadzenia przypisywane są Fenicjanom, którzy żeglowali wzdłuż wybrzeży Afryki Północnej, Cypru, Krety, po Morzu Egejskim i Adriatyckim, aby jako handlarze lub/i piraci czerpać korzyści, również za pomocą 'towaru' ludzkiego. To oni prawdopodobnie sprzedali królowi Feaków, Alkinoosowi, późniejszą niańkę Nau-zyki — Eurymeduzę. Zrabowana została w Apeirze, w 'kraju bez granic', co jest trafnym echem dalekich wypraw fenickich handlarzy. Wszystkie te akcje miały miejsce na lądzie lub skierowane były na osiedla położone w pobliżu wybrzeża23.
Rozbój morski w znaczeniu kapernictwa okrętów notowany jest dopiero w późniejszym okresie, gdy w handlu niewolnikami w większej liczbie pojawili się także jeńcy płci męskiej. Obok Greków ze stałego lądu oraz z wysp Morza Egejskiego szczególnym postrachem byli Kreteńczycy i Etruskowie, następnie Ilirowie i Cylij-czycy. Typowym okrętem pirackim, który wprawiał podróżnych w panikę, była we wschodnich rejonach Morza Śródziemnego hemiolia. W literaturze ten typ okrętu poświadczony jest dopiero dla drugiej połowy IV wieku przed Chr., ale o dobre 200 lat starszy wizerunek czarnofigurowej attyckiej misy w Muzeum Brytyjskim w Londynie (ryc. 5) daje przynajmniej wyobrażenie o koncepcyjnym etapie technologicznego postępu w tej dziedzinie24. Przednia i tylna strona zewnętrznego rysunku ukazuje powiązane ze sobą sceny: płaski okręt wojenny zdobywa statek handlowy o wysokich burtach. W jednym przypadku napadający okręt porusza się w kierunku bak-burty (i odpowiednio w kierunku rufy). Napędza go 24 wioseł, a wioślarze siedzą w dwóch rzędach. W drugim przypadku na okręcie widać w dolnym rzędzie dwanaście wioseł, a w górnym tylko sześć. Trzy osoby zajęte są zwijaniem żagli. Z jednej strony mamy więc do czynienia z biremą, tj. statkiem poruszanym przez dwa — położone jeden nad drugim — rzędy wioślarzy, przy czym górny rząd (w tylnej części okrętu) jest o połowę mniej liczny. Technicznie statek porusza się więc za pomocą półtora rzędu wioślarzy, co zgodne jest z greckim określeniem hemiolia.
Korzyść z takiej organizacji okrętu polegała na tym, że pod żaglami przy korzystnym wietrze mogła być uzyskiwana największa prędkość; podczas flauty natomiast, w czasie pościgu, sukces zapewniała zwiększona siła wiosłowania. Podczas ataku żagle musiały być i tak zwinięte, maszt położony, co należało do zadań wioślarzy w tylnej części okrętu, którzy w celu wykonania takiego manewru wykorzystywali pustą przestrzeń. Jednakże taranowanie mogło odbywać się nadal z półtora razy większą szybkością i siłą. Być może później zwijano żagle w przedniej części okrętu, a drzewce masztu kładziono do tyłu, aby w ten sposób uzyskać bardziej korzystne obciążenie okrętu. Określenie hemiolia wynikało więc prawdopodobnie ze zmiany funkcjonalnej zasady i przejścia do ograniczenia ilości wioślarzy do półtora rzędu.
Korzyści wynikające ze stosowania tego typu okrętu były dla piratów oczywiste. Prędkość i siła uderzenia były decydującymi czynnikami w zdobywaniu statków handlowych. A wolna przestrzeń w tylnej części okrętu dawała dodatkowo wystarczającą ilość miejsca do transportu łupów, w tym również jeńców, którzy mogli być później sprzedani na targu niewolników. Strach podróżnych w przekazie Teofrasta (char. 25,2) był jak najbardziej uzasadniony. Szczególna przydatność hemiolii w wyprawach ka-perskich — ponieważ była ona lepsza od małego myoparon ('statek mysi') — wyjaśnia nam również, dlaczego ten typ okrętu przez stulecia używany był przede wszystkim przez piratów morskich. Longos w swojej słynnej powieści o Dafne i Chloe pozwala piratom tyryjskim, żeglującym na karyjskiej hemiolii, uprowadzić pod koniec II wieku po Chr. Dafne, a potem uratować ją w cudowny sposób. Miejscem akcji jest wybrzeże wyspy Lesbos. Kamary, używane głównie na wybrzeżach Morza Czarnego, nie nadawały się, ze względu na nieliczną załogę (25 osób), do walki na morzu. Jako wielofunkcyjne statki, które łatwo można było transportować drogą lądową, miały tę zaletę, że można było dzięki nim dokonywać niespodziewanych napaści na mniejsze osiedla, by następnie równie niepostrzeżenie znikać z małą ilością jeńców.
Ryc. 5
Ryc. 6
Przed rzymską ekspansją w zachodniej części Morza Śródziemnego jako piraci znani byli obok Greków z Magna Graecia (Południowa Italia i Sycylia) przede wszystkim Kartagińczycy i Etruskowie. Krater do mieszania wina Arystonotosa z Caere (Cerveteri), z ok. 625 przed Chr., ukazuje napad etruskich piratów na greckich kupców (ryc. 6)25. Fantazyjny przerys, dzieło Friedricha Behna, powstał pod wpływem literackiego przekazu: dziób i rufa atakującego okrętu sprawiają, że wygląda on jak olbrzymi wieloryb z szeroko otwartą paszczą. Ten wizerunek korsarza jako potwora morskiego (ketos) zgodny jest z antycznym malowidłem, którego treścią jest według opisu Filo-stratosa (imag. 1,19,3) atak etruskich piratów na statek Dionizosa26.
Trudno dokładnie ustalić ilości uprowadzanych ludzi; ale i w tym przypadku nie można pominąć zagadnienia popytu i podaży. Nie znamy, jak dotąd, etruskiego terminu na określenie niewolnika27, chociaż późniejsi greccy autorzy zakładają ich obecność w domach zamożnych rodzin. Najwcześniejsze literackie świadectwo dotyczące stosunków w Kartaginie opisuje sytuację ok. 400 roku przed Chr. (Diodor 14,77,3). Prawie 50 lat później 'drugi1 traktat między Rzymem a Kartaginą (348/347 przed Chr.) ustalał, że puniccy jeńcy, jeśli dostali się w ręce sprzymierzonej z Rzymem, jednakże suwerennej wspólnoty na rzymskim obszarze, uzyskają wolność w wyniku interwencji Rzymianina (civis Romanus). Odpowiednie regulacje obowiązywały również drugą stronę, która zawierała tę umowę28. Klauzula przewidywała zniewolenia w większym wymiarze, chociaż dane, opiewające liczbę niewolników w Kartaginie w tym okresie na więcej niż 20 tys., wydawać się mogą mało realistyczne.
Kupcy puniccy sprzedawali na Balearach głównie kobiety, które uprowadzone zostały podczas zbrojnych konfliktów Kartagińczyków z Grekami sycylijskimi; znaczną ich liczbę dostarczali także korsarze. Poświadczone jest używanie niewolników w rolnictwie Kartaginy od III wieku przed Chr. W czasie wojen punickich liczyć można się jednak z gwałtownym wzrostem ich liczby. W czasach kryzysu czerpano prawdopodobnie z tych rezerw, by sporadycznie uzupełnić rekrutację do służby marynarskiej lub wojskowej29. W tym czasie także w rzymskich gospodarstwach rolnych notujemy początek wzmożonego zatrudniania niewolników. Korsarstwo koncentrowało się od końca III w. przed Chr. na obszarze Morza Adriatyckiego, gdzie Ilirowie na szybkich i zwrotnych statkach liburyjskich docierali aż do Peloponezu30. Po wyeliminowaniu Ilirów przez flotę rzymską rolę ich przejęli Etolowie — do momentu, gdy także i oni zostali pokonani przez potęgę rzymską. Prawie sto lat później wyeliminowano we wschodniej części Morza Śródziemnego najpierw piratów kre-teńskich, a potem i cylicyjskich31
