Nienawidzę ich! To Polacy mówią na terapiach. Reportaż z podzielonego kraju - Olejak Karolina - ebook
NOWOŚĆ

Nienawidzę ich! To Polacy mówią na terapiach. Reportaż z podzielonego kraju ebook

Olejak Karolina

0,0

12 osób interesuje się tą książką

Opis

„Gdy widziałam ten głupkowaty uśmieszek, to rzygać mi się chciało. Wstyd, że ktoś taki będzie naszym prezydentem”.

„Nagle mama wybucha: – Wszędzie te Ukrainki. Pewnie chłopa szukają. Byłam w szoku. Matka jest dyrektorką szkoły. Chodziła na marsze KOD-u. Za Tuska dałaby sobie rękę pokroić, a tu nagle taki szowinistyczny komentarz”.

Znasz to uczucie, gdy bliska ci osoba opowiada o swoim wyborze politycznym, a ty nie jesteś w stanie pojąć, jak to możliwe? Nie chodzi o zwykłe zdziwienie, ale złość, która nieoczekiwanie przeradza się w tobie w agresję. Masz ochotę wykrzyczeć, że wszystko, co mówi, to bzdury. Może nawet to robisz.

Nienawiść rodzi się w zderzeniu z tym, czym nie chcesz lub nie możesz być. Według C.G. Junga, każdy z nas nosi w sobie cień. Oznacza to, że posiadamy cechy, pragnienia i emocje, które są dla nas nieakceptowalne. Tłumimy je i wypieramy, bo nie chcemy, by były naszą częścią lub są nieakceptowalne w naszej społeczności. Cień dochodzi do głosu, gdy pojawiają się emocje – zazdrość lub strach. To on utrwala nasz światopogląd i sprawia, że emocje wobec opozycyjnych partii są tak silne. Autorka dotarła do tych, którzy na terapiach opowiadają, jak cień rządzi ich politycznymi emocjami, rujnuje życie rodzinne, samoocenę i szanse na karierę. To on sprawia, że coraz częściej zamiast osoby o innych poglądach widzimy wroga.

W 2025 roku doszliśmy do przełomowego momentu, gdy o naszych wyborach politycznych nie decydują nasza zamożność, miejsce zamieszkania czy wykształcenie. Wyścig o fotel prezydencki nie był zderzeniem dwóch wizji Polski. Podział na Polskę liberalną solidarną, proeuropejską, antyeuropejską nie ma dziś znaczenia. To, co ustawia dziś debatę publiczną, to przemysł nienawiści. Zwycięstwo w tej bitwie mierzone jest w skali obrzydzenia przeciwnika. A tym przeciwnikiem bywa rodzic, mąż, sąsiad lub kolega z pracy.

Po lekturze każdy z nas będzie musiał spojrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć na kilka niewygodnych pytań.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 229

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redakcja: Sara Pieszka

Korekta: Ewa Kujaszewska

Skład i łamanie: JOLAKS – Jolanta Szaniawska

Opracowanie e-wydania: Karolina Kaiser,

Projekt okładki: Urszula Chylaszek

Fotografia wykorzystana na I stronie okładki: Tomasz Lewandowski / CC BY-SA 4.0 / Wikimedia Commons

Copyright © 2026 by Karolina Olejak

All rights reserved.

This edition copyright © 2026 Poltext Sp. z o.o.

All rights reserved.

Warszawa 2026

Wydanie pierwsze

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

Poltext Sp. z o.o.

wydawnictwoprzeswity.pl

[email protected]

ISBN 978-83-8175-823-9 (epub)

ISBN 978-83-8175-824-6 (mobi)

Od autorki

Przygotowując się do napisania tej książki, rozmawiałam z kilkudziesięcioma osobami, które zgodziły się opowiedzieć swoją historię. To, co je łączyło, to poczucie, że emocje związane z polityką wymknęły się spod kontroli. Pokierowały ich życiem w kierunku, w którym nie chciały zmierzać. Doprowadziły do rozstań, konfliktów i wewnętrznych rozterek pogarszających jakość życia i samoocenę, problemów w pracy i wycofania się z niektórych sfer życia. Co gorsza, w niektórych przypadkach doszło nawet do rozpadu małżeństw, relacji z dziećmi i znajomymi. Na każdym etapie powstawania tej książki towarzyszyło mi pytanie o to, jak to możliwe, że racjo­nalni, inteligentni i dobrzy ludzie są w stanie wchodzić w konflikty zupełnie nieadekwatne do problemu. Oceniać i wykluczać, nawet gdy wcześniej deklarowali całkiem inne postawy. Jakie czynniki umożliwiły im wejście w tematy kreowane przez polityków tak głęboko, że zatracali kontakt z realnymi argumentami. To pytania, na które odpowiedzi zobowiązałam się znaleźć w tej książce.

Z pomocą przyszedł mi Jung, który w swojej teorii cienia wyjaśnia, skąd biorą się w nas tak silne emocje. Dlaczego z ludzi dobrze nam znanych potrafią „wychodzić” cechy całkowi­cie nam obce, a my nie mieliśmy szansy dostrzec ich wcześ­niej. Gdy przyłożyłam pracę Junga do współczesności, dostrzegłam pewną prawidłowość. Nienawidzimy tych, którym zazdrościmy tego, co sami chcielibyśmy mieć, ale brakuje nam odwagi lub możliwości, żeby to zrealizować. Wynika to z blokad, które sami sobie narzuciliśmy lub przyjęliśmy w procesie wychowania. Z drugiej strony te same, negatywne emocje budzą w nas ci, których przymiotów się boimy. W dosłownym tego słowa znaczeniu, ale także wtedy, gdy konfrontują nas z tym, że sami posiadamy podobne cechy i obawiamy się, że mogą one wyjść na jaw. Przywiązaliśmy się do innego wizerun­ku samych siebie, więc nie chcemy godzić się z jego złamaniem czy zaprzeczeniem.

Postanowiłam podzielić książkę na cztery kluczowe rozdziały (Liberałowie zazdroszczą, Prawica zazdrości, Liberałowie się boją, Prawica się boi) poprzedzone niezbędnym wprowadze­niem do tematu. To w nie wpisują się usłyszane i zaobserwowane przeze mnie historie. Pierwszy rozdział poświęcony jest ludziom, którzy wyzna­ją liberalne poglądy, ale kierowani jungowskim cieniem zazdroszczą prawicy tego, co sami chcieliby móc wyartykułować. W drugim role się odwracają – to opowieść o ludziach prawicy podświadomie zazdroszczących tym, którzy pozwalają sobie na progresywny sposób myślenia. Pozostałe dwie części mówią o strachu i lęku przed tym, że to, co pieczo­łowicie skrywamy, może ujrzeć światło dzienne. Najpierw swoimi obawami względem prawicy dzielą się liberałowie, a później do głosu dochodzą przedstawiciele konserwatystów.

Spośród dziesiątek rozmów wybrałam kilkanaście. Jestem jednak wdzięczna każdej osobie, która podzieliła się ze mną swoją opowieścią. Większość z nich to bolesne i intymne histo­rie, więc dołożyłam wszelkich starań, by zostały odpowiednio zanonimizowane. Umieszczam je tutaj z nadzieją, że Czytelnik odnajdzie w nich cząstkę siebie.

Każdy rozdział rozpoczyna się fragmentem zapisu terapii. Obie strony świadomie wyraziły zgodę na nagranie rozmowy. Mam nadzieję, że państwo, tak jak ja, docenią wpuszczenie nas do najbardziej prywatnych zakamarków życia. Wszystko po to, żebyśmy mogli dojrzeć swój cień, zapanować nad nim i świadomie spojrzeć na emocje, które budzi w nas polityka.

Nie obiecuję, że będzie to łatwa lektura. Pewnie każdy z nas znajdzie w niej coś, co odbierze osobiście. Będzie musiał zadać sobie trudne pytania. Wierzę jednak głęboko, że warto! Zapraszam na kozetkę – odbądźmy wspólną, narodową terapię.

Rozdział 1Skala nienawiści

Siedzieliśmy przy stole w firmowej kuchni. Mariusz rzucił: „Ej, ten Nawrocki to niezłe dno. Wieśniak taki, wyobraźcie sobie, że będzie jadł z Macronem. Bramkarz będzie pił francuskie wino. Gdy widzę ten głupkowaty uśmieszek, to rzygać mi się chce. Wsiury nam wybiorą prezydenta. Wstyd mi za ten naród”.

Co pani poczuła?

Wkurw.

Na Nawrockiego?

Nie. Na tego zjeba Mariusza. Sam pochodzi z Działdowa. Znalazł się szlachcic. Do roboty kiedyś przyniósł rybę w słoiku. Przez dwa dni wszystko waliło. Mówił, że mama mu zrobiła z cebulą.

Co jest złego w rybie?

W rybie nic. Wkurza mnie, że ktoś, kto sam pochodzi ze wsi, czuje się lepszy, bo dostał pracę w mieście. Wie pani, jak ta nasza praca wygląda? Cały dzień przeklejam z jednej tabelki do drugiej dane. Na koniec drukuję i opisuję, żeby odnieść do sekretariatu. Szef mówi, że to czyta, ale ja wiem, że nie czyta. Co w tym bardziej ambitnego niż praca na gospodarce?

Nie lubi pani swojej pracy?

Nie o to chodzi. Normalna praca. Nie lubię tej fasady. Udajemy, że robimy ważne rzeczy, chociaż wszyscy wiemy, że nie. W tym mieście ledwo da się utrzymać, a wszyscy robią pozory highlife. Ciuchy to kupuję na Temu. Tam są wszystkie podróby z sieciówek. Oglądam zagraniczne modelki na Instagramie i ciągle chcę mieć nowe rzeczy. Wszyscy to robimy, ale udajemy, że nie. Jest u nas taka Paula. Pozuje na bizneswoman. Chodzi w garniturach nawet w piątek. Po co ta cała szopka? Zajmujemy się przepisywaniem danych i tym, jaka reklama zawiśnie na stronie sklepu meblarskiego. Nie jesteśmy nikim ważnym.

Ale co do tego ma Nawrocki?

On to demaskuje. Sam jest z dużego miasta, ma tytuł naukowy, a nie wstydzi się tych wieśniaków. Nie ma w nim tej pogardy.

Kto gardzi?

No Mariusz, który, żeby się dowartościować, obraża innych. Tak mnie to wkurza, że mam ochotę mu na złość zagłosować na Nawrockiego.

To powinien być pani obiektywny wybór. Ma pani konserwatywne poglądy?

Nie. Jestem za aborcją i za prawami kobiet. Uważam, że państwo powinno zajmować się młodymi i mieszkaniami. Podoba mi się Zandberg.

To dlaczego chce pani zagłosować na konserwatywnego polityka?

Żeby pokazać im, że wcale nie są lepsi. To, że umówią się czasem na śniadanie na mieście, nie daje im prawa czuć się lepszymi.

Ile razy w swoim życiu poczułeś, że cudze poglądy są dla Ciebie niezrozumiałe? Ktoś rozumował nielogicznie, a jego argumentacja nie trzymała się kupy? Jeśli wiele, to idźmy dalej. Ile razy poczułeś, że nie możesz dłużej słuchać tego, co mówi inna osoba. Nie potrafiłeś zrozumieć, jak to możliwe, iż ktoś myśli w ten sposób? Chciałeś potrząsnąć drugim człowiekiem i otworzyć mu oczy na rzeczywistość? Zdarzyło się? Jeśli tak, to teraz tak naprawdę szczerze odpowiedz sobie na pytanie, czy istnieje osoba, wobec której poczułeś nienawiść tylko dlate­go, że ma inne poglądy? Emocje wzięły górę, bo zagrała na czułej strunie. Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Nie jesteś sam.

W 2025 roku doszliśmy do przełomowego momentu, w którym o wyniku wyborów politycznych nie decyduje zamożność, miejsce zamieszkania czy wykształcenie. Wyścig o fotel prezydencki nie był zderzeniem dwóch wizji Polski. Podział na Polskę liberalną, solidarną, proeuropejską, antyeuropejską nie ma dziś znaczenia. To, co ustawia dziś debatę publiczną, to przemysł nienawiści. Zwycięstwo w tej bitwie mierzone jest w skali obrzydzenia przeciwnika.

Próbowano wyciągnąć z nas wszystkie osobiste lęki i kompleksy. Tak, żeby to one wzięły górę nad racjonalną i merytoryczną decyzją.

Liberałowie na kozetce

Wojna za naszą wschodnią granicą i kryzys migracyjny wy­zwo­liły w nas pierwotne instynkty. Boimy się o siebie i bezpieczeństwo naszych najbliższych niezależnie od wyznawanych poglą­dów. Otwartość i tolerancja zostały wystawione na prawdziwą próbę. Wobec tak fundamentalnych wyborów, również u tych, którzy deklarowali progresywne poglądy, wygrywa strach. Liberałowie podświadomie zazdroszczą prawicy bezkompromisowości w wyrażanych opiniach. Jednak przyznanie się do tego wymagałoby porzucenia wizerunku osoby postępowej, która patrzy na świat bez uprzedzeń. Ostatecznie jednak to pierwot­ny lęk o przeżycie bierze górę, a ci, którzy mówią o tym wprost, są lustrem, które zmusza nas do konfrontacji z samym sobą.

Liberałowie zapędzili się w pułapkę poprawności politycznej. Tkwią pomiędzy kultem demokracji a przekonaniem, że rządzić powinni ci, którzy mają ku temu odpowiedni kapitał. W świecie bez autorytetów i jasnego podziału na elitę i lud nie ma jasnych kategorii, które określałyby, kto posiada odpowiednie kompetencje do tego, by stać się liderem. Poczucie moralnej wyższości staje się więc narzędziem wykorzystywanym przez progresywną część społeczeństwa wobec prawicy. To pozwala utrzymać im symboliczne „górowanie”. Mają jednak świadomość, że moralna wyższość pociąga za sobą pewne trudności. Dali się zaszachować głośnym mniejszościom, co nie pozwala im mówić głosem większości. Poruszają się na szachownicy poprawności politycznej, gdzie zawsze mogą kogoś urazić. To utrudnia prowadzenie skutecznej polityki. Jednak strach przed utratą owej moralnej wyższości jest zbyt silny, żeby odrzucić dyktat poprawności. To rodzi frustrację, bo prawica nie przejmuje się tym, czy wyznawane przez nich poglądy mogą w kogoś uderzyć. Otwarcie ocenia postawy i mówi o swoich oczekiwaniach. Liczy się sprawczość.

Prawica na kozetce

W świecie pozbawionym jasnych zasad i struktury łatwo się pogubić. Czarno-białe podziały na dobro i zło dawały bezpieczeństwo. Dziś trzeba samodzielnie oceniać, co należy, a czego nie. Nie ograniczają nas wiek, płeć czy pochodzenie. Sami stanowimy o tym, jak będzie wyglądać nasze życie. Za każde potknięcie ponosimy pełną odpowiedzialność. Nie możemy zrzucić winy na blokującą nas organizację społeczeństwa.

W podzielonym i zanonimizowanym społeczeństwie nie ma jasnych kategorii, wobec których moglibyśmy dokonać oceny naszego zachowania. Strach przed światem, w którym nikt nie powie nam, czy postępujemy godnie, dobrze i sprawied­liwie, prowadzi do neurotycznego przywiązania do zasad – jakiejkolwiek namiastki stabilności. Osoby o prawicowych poglądach szukają ładu, który pomoże im porządkować własne życie. Podświadomie zazdroszczą jednak tym samodzielnie rozsądzającym, co jest akceptowalne, a co nie. Sami również chcieliby mieć taką wewnętrzną wolność. Jednak obawa przed „zgubieniem się” jest zbyt silna, by zdać się na własną intuicję. Zdarza się, że poza porządkowaniem własnego życia odczuwają ogromną potrzebę, by wybrany przez siebie ład narzucać innym. To zadanie, które przyjęli jako swój cel. Frustracje przerzucają na osoby o progresywnych poglądach. Widzą w nich groźną siłę, która pozwala na niezależność.

Strachem prawicy jest wyjście z roli ofiary. W kraju, gdzie dominuje prawicowa narracja, konserwatyści wygrywają wybory, mają swoje telewizje i organizacje pozarządowe, politycy tego nurtu wciąż opowiadają o świecie, w którym rządzi liberalna elita.

Prawicowcy szukają najdrobniejszych przejawów pogardy i umniejszania, nie zauważając dominacji w bardzo wielu obszarach. W rzeczywistości powoduje nimi wewnętrzny kompleks i poczucie niższości. Nieprawdą jest dziś, że na prawicę głosują tylko ludzie niemajętni, słabo wykształceni i mieszkający w małych ośrodkach. Mityczny liberalny salon przestał istnieć – zarówno w obszarze wykluczenia instytucjonalnego, jak i wyższości kapitału. Mimo to prawica nie potrafi poczuć się równym partnerem. Prawdą jest, że przez lata osoby o kon­ser­watywnych poglądach były uznawane za zacofane, niewystar­cza­­jąco wyedukowane, by brać je na poważnie. Dziś taki sposób myślenia nie obowiązuje, ale kompleks pozostał. Prawica sama musi się z nim rozprawić.

Tu jednak pojawia się strach przed odrzuceniem narracji o byciu ofiarą systemu, bo to ona mobilizuje elektorat. Mimo że niewiele ma dziś wspólnego z rzeczywistością.

W czterech kolejnych rozdziałach opisuję, jak emocje (strach i zazdrość) zdominowały nasz sposób patrzenia na politykę. Najpierw jednak zapraszam do świata cienia, który przeprowadzi nas przez ukryte zakamarki duszy liberałów i prawicy.

Carl Jung: Cień jest wszystkim, czym nie chcesz być

Musimy odkryć nasz cień. W przeciwnym wypadku jesteśmy doprowadzani do wojny światowej, by zobaczyć, jakimi bestiami jesteśmy. – C.G. Jung

Cień to jedno z kluczowych pojęć w psychologii Carla Gustava Junga. Element naszej osobowości, który próbujemy ukryć lub zignorować, bo nie pasuje do wykreowanego przez nas wyob­rażenia samych siebie.

Według Junga każdy z nas nosi w sobie cień. Oznacza to, że posiadamy zbiór cech, pragnień i emocji, które są dla nas nieakceptowalne. Tłumimy je i wypieramy, bo nie chcemy, by były częścią naszej osobowości lub są nieakceptowalne społecznie.

Cień zaczyna się kształtować już w dzieciństwie, gdy poprzez kontakty ze światem uczymy się, co jest akceptowalne, a co budzi sprzeciw. Każda kultura i każde społeczeństwo wyznaczają własne normy określające, które zachowania, emocje i cechy są pożądane, a które nie. W reakcji na te oczekiwania dzieci zaczynają ukrywać aspekty swojej osobowości niewpisujące się w społeczne wymagania lub nie spotykają się z akceptacją otoczenia.

Tylko krótko po urodzeniu człowiek wolny jest od cienia. Na tak wczesnym etapie dziecko nie odróżnia „ja” od „na zewnątrz”. Oznacza to, że nie posiada indywidualnej tożsamości, wobec której cień mógłby powstać. Dopiero wraz z rozwojem i socjalizacją powstaje dualizm oraz rozbieżność między włas­nym obrazem siebie, społecznymi oczekiwaniami a tym, kim jesteśmy w rzeczywistości.

Wyobraźmy sobie dziecko, które spontanicznie reaguje na rzeczywistość. Bezpośrednio mówi o swoich odczuciach i potrzebach, również tych negatywnych. W procesie wychowania dziecko uczone jest, że mówienie tego, co myśli, nie jest dobrze widziane. Rodzice ze względu na swoją wygodę czy przekonania o powinnościach negują i podważają odruch mówienia bezpośrednio o złości czy smutku. Dziecko wyrasta w przekonaniu, że bycie zdenerwowanym jest źle odbierane społecznie, w związku z czym hamuje swój naturalny odruch. W dorosłym życiu taka osoba będzie negatywnie postrzegała tych, którzy jasno komunikują swoją irytację. Wzmacniana przekazami na kolejnych etapach stworzy sobie obraz siebie wyzbytej ze złości. Być może spokojnej i zrównoważonej. Uczucie złości będzie przez nią kojarzone z czymś niedobrym, dziecinnym i niepożądanym przez towarzyszy. W rzeczywistości osoba taka będzie tęsknić za spontanicznością w wyrażaniu tego uczucia. Nie oznacza to jednak, że złości w niej nie będzie.

Wraz z dorastaniem tłumione uczucia i cechy zaczynają tworzyć w nas wewnętrzną przestrzeń zwaną cieniem. Zwykle nie jesteśmy świadomi jego obecności, choć subtelnie, a jednocześnie istotnie, wpływa on na nasze życie. Jung twierdził, że nieuświadomiony cień może przejmować kontrolę nad naszym zachowaniem w sytuacjach stresu lub silnych emocji.

Może się ujawniać poprzez nieadekwatne reakcje, impulsywne działania czy nawet niechęć wobec innych osób. W skrajnych przypadkach prowadzi do rzutowania na innych własnych nieakceptowanych cech, co staje się sposobem unikania konfrontacji z samym sobą. Jung postrzegał pracę z cieniem jako drogę do pełni i poznania.

Cienia nie da się w pełni zobaczyć, ale zrozumienie, że istnieje, pozwala odkryć to, co ukryte – nie w celu odrzucenia, lecz po to, by zrozumieć i przyjąć to jako część własnej natury.

Cień codzienny

Znasz to uczucie, gdy wchodzisz do cudzego domu, a tam wszystko lśni? Kurze wytarte, podłoga wypolerowana, a na stoliku książki leżą tak, jakby były dekoracją. Tymczasem gospodarz wita cię słowami: „Przepraszam za bałagan! Nie było kiedy posprzątać”. Tak, wiem, uśmiechasz się serdecznie, ale wkurzasz się, bo nie wiesz, po co ten człowiek opowiada takie bzdury. Czy tylko dlatego, żebyś docenił jego sumienność? Przypominasz sobie o stercie naczyń, która została w domu i o niewyrzuconych śmieciach. Za chwilę pojawia się jednak inny tok rozumowania. To musi być nudny człowiek, skoro zajmuje się tylko sprzątaniem. Ty masz ciekawsze rzeczy do robienia – to na pewno musi być straszny nudziarz. Prawda jest taka, że bardzo chciałbyś wrócić do pięknie posprzątanego domu. Jesteś w ostatnim tygodniu tak zabiegany, że z dnia na dzień obiecujesz sobie, że odkurzysz, ale wracasz o dwudziestej pierwszej i jedyne, o czym myślisz, to żeby położyć się spać. Jednak dużo milej byłoby odpoczywać bez bałaganu.

To właśnie teoria cienia Junga. Bałaganiarz nie znosi ludzi trzymających nieskazitelny porządek, bo sam chciałby o to zadbać. Ma świadomość swoich zaniechań, ale brak mu determinacji, żeby coś zmienić.

Działa to też w drugą stronę. Perfekcjonista nie znosi bała­ganiarzy, bo w głębi duszy sam chciałby czasem odpuścić.

Znałam kiedyś dziewczynę, którą z powodzeniem można nazwać wolontariuszką z urodzenia. Ania, tak nazwijmy ją na potrzeby tej książki, była osobą zaangażowaną w piętnaście różnych inicjatyw. Nikt nie wiedział, jak znajduje na nie czas. Poza pracą w organizacji pozarządowej, gdzie się spotkałyśmy, udzielała się w Kościele, w schronisku dla zwierząt, pomagała też dzieciom w lekcjach w przykościelnej organizacji. Pewnego dnia opowiedziała mi o dziewczynach ze stowarzyszenia, które są niewzruszone losem dzieci, dla których chciała zorganizować zimowe półkolonie.

Okazało się, że żadna z nich nie chciała się podjąć organiza­cji zimowego wyjazdu. Zasłaniały się końcem semestru i sesją na studiach. Inne zwykłymi zimowymi wyjazdami. Ania mówiła o braku odpowiedzialności i o tym, że społeczeństwo jest dziś nieczułe na drugiego człowieka. W zasadzie składa się tylko z indywidualistów, którzy troszczą się wyłącznie o swój los.

Ania zorganizowała półkolonie. Do dziś do końca nie wiem, jak znalazła na to środki i skąd wzięła pomoc. Wiem natomiast, że zimowej sesji nie zdała, a krótko po tym słyszałam jej narzekanie, że od lat nie była na wakacjach. Mówiła, że nie ma kiedy odpocząć, bo wciąż czekają na nią zadania. Tymczasem jej próżne koleżanki zajmują się tylko wrzucaniem zdjęć z kolejnych wojaży. Pod płaszczem pomocnej osoby, Ania okazała się kimś, kto winę za brak asertywności przerzuca na innych. Tu po raz kolejny z pomocą przychodzi Jung i jego teoria cienia. Osoba pomocna może nie lubić ludzi asertywnych, bo sama nie potrafi stawiać granic.

Jestem niemal pewna, że odtworzysz w pamięci historie, gdy podczas imprezy, wykładu na uniwersytecie albo wyjazdu ze znajomymi pojawiła się „ona” lub „on”, osoba, która zajmuje sobą całą przestrzeń. Głośny śmiech, komentarze i zagadywanie wszystkich wokół. Irytuje, bo zawsze musi być w centrum uwagi, nie pozwoli, żeby chociaż na chwilę ktoś inny zajął jej miejsce. Nieistotne, jaki wybierzecie temat rozmowy, ona na pewno zmieni go na wygodny dla siebie. Jeśli nie, to opowie żart albo zagłuszy współrozmówców.

Najpewniej ta nad wyraz głośna osoba przyjęła tę postawę jako ochronę przed ujawnieniem własnej osobowości, kompleksów i obaw. Głośnym zachowaniem zakrywa brak pewności siebie. Możliwe, że nie wierzy, że ktokolwiek chciałby jej słuchać, gdyby nie była tak ekspresyjna. Stała potrzeba bycia w centrum uwagi rekompensuje jej niepewność co do własnej wartości. Szuka jej potwierdzenia u innych. To mechanizm tak znany i powszechny, że nie wymaga nawet większego omówienia. Znacznie ciekawsze jest to, jak ujawnia się cień u osoby, która obserwuje wspomnianego ekstrawertyka.

Bardzo możliwe, że irytuje ją dlatego, że sama nie potrafi głośno powiedzieć tego, co chciałaby przekazać światu. Obawia się publicznego zabierania głosu czy zajmowania innych własnymi sprawami i ocenami. Może obawia się, że wygłoszone przez nią poglądy spotkałyby się z brakiem zrozumienia. Być może nie ma śmiałości, by skupiać uwagę wszystkich na sobie, bo zostało mu lub jej wpojone, że to cecha egocentryków. Niekoniecznie oznacza to, że taka osoba chciałaby zmienić się w irytującego, głośnego egocentryka. Może jednak oznaczać, że są w niej cechy, które według Junga zostały skryte w sferze cienia – tam stłamszone i zduszone. Powracają tylko przy okazji takich konfrontacji.