Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell - ebook + książka

Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych ebook

Machell Ben

0,0
47,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Nie z tego świata–Co zrobicie, gdy wasza racjonalna, przewidywalna rzeczywistość nagle rozsypie się na kawałki? Kiedy nauka, religia, zdrowy rozsądek zawiodą,czy będziecie gotowi przyznać, że spotkało was coś NIE Z TEGO ŚWIATA?

Telefony od zmarłych krewnych. Przesuwające się przedmioty. Duchy nawiedzające śpiących. Tysiące ludzi, którzy doświadczyli takich zjawisk, zwracały się o pomoc do Tony’ego Cornella –jednego z najbardziej rozchwytywanych badaczy zjawisk paranormalnych.

Cornell od połowy XX wieku aż do śmierci w 2010 roku działał w brytyjskim Towarzystwie Badań Parapsychicznych. Uzbrojony w rozmaite przyrządy, a przede wszystkim w logikę i sceptycyzm,tropił zjawiska, które kwestionują nasz ogląd rzeczywistości.Pozostawił po sobie zapiski terenowe i korespondencję z wybitnymi intelektualistami XX wieku, m.in. z Arthurem Conan Doyle’em, Winstonem Churchillem i Marią Skłodowską-Curie.

Reporter Ben Machell z uwagą wczytuje się w te nieanalizowane dotąd źródła. Zabiera nas na seanse spirytystyczne, na których spotykały się elity Londynu, i do tajnych laboratoriów, w których CIA i KGB próbowały zwerbować moce parapsychiczne do zimnowojennych zmagań. Zastanawia się,dlaczego zjawiska paranormalne tak nas fascynują,i dowodzi, że są one lustrem dla naszych niepokojów i lęków – także tych z tego świata.

Opowieści o świętym mężu intrygują Cornella. Stary pustelnik. Trudno go znaleźć. Miejscowi bardzo go szanują. Podobno dokonuje rzeczy, których nie sposób wytłumaczyć. Cornell postanawia poświęcić ostatni dzień urlopu w Utakamandzie na jego odnalezienie. Wstaje wczesnym rankiem i odbywa półtoragodzinną podróż taksówką do podnóża góry, na której ma mieszkać tajemniczy mąż. Rusza piechotą na szczyt. Z zapałem godnym księcia z bajki szybko wspina się skalistą ścieżką, gotów pokonać wszelkie przeciwności. Ścieżka prowadzi do skalnej ściany przeciętej pośrodku wąską szczeliną, która otwiera się na obszerną, płaską półkę. Tony dostrzega samotną postać w brązowych łachmanach. Mężczyzna odwraca się w jego stronę. Jest grubo po siedemdziesiątce. Ma głęboko pomarszczoną twarz i białosiwe włosy. – Jak mniemam, chcesz, żebym cię zabawił jakąś sztuczką? Z trudem ukrywając szyderczy uśmiech, Cornell odpowiada, że owszem, jeśli stary potrafi czarować, to czemu nie. – No cóż, syneczku – odpowiada pustelnik. – Są w życiu ważniejsze rzeczy niż zabawianie białych sahibów magią, ale skoro tylko na to pozwala twój poziom inteligencji, niech i tak będzie. – fragment książki

Ben Machell– brytyjski reportażysta, od przeszło 20 lat dziennikarz „The Times”, współpracuje też regularnie z czasopismami „Vice” i „Esquire”. Był nominowany do prestiżowych British Press Awards. Jako pisarz zadebiutował w 2021 r. książkąThe Unusual Suspect– doskonale przyjętą przez recenzentów i czytelników biografią współczesnego Robin Hooda.Nie z tego światato jego druga książka.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 400

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Horacy

Na Boga, to są rzeczy niepojęte!

Hamlet

Chciałżebyś wszystko pojąć? O Horacy,

Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie,

Niż się ich śniło waszym filozofom.

WILLIAM SHAKESPEARE, HAMLET, AKT I, SCENA V,PRZEŁ. JÓZEF PASZKOWSKI

Prolog

Para w średnim wieku parkuje samochód przed skromnym domem na przedmieściach. Mąż wyłącza silnik, po czym znów kładzie ręce na kierownicy. Patrzy przed siebie i zaciska usta. Żona wygląda przez szybę po stronie pasażera. Wydaje się zamyślona, a jednocześnie na jej twarzy maluje się zniecierpliwienie. Siedzą w milczeniu. Nagle na schodkach domu pojawia się starsza kobieta. Zaprasza ich gestem dłoni. Żona podnosi rękę w nieśmiałej odpowiedzi. Bez słowa otwiera drzwi, wysiada i idzie w stronę domu. Mąż odprowadza ją wzrokiem. Zamyka oczy, bierze głęboki wdech. Po chwili odpina pas i rusza za nią.

Starsza pani serdecznie zaprasza parę do domu. Prowadzi ich przez kiczowato urządzony korytarz. Przed drzwiami salonu zatrzymuje się i zwraca do gości.

– Już na was czeka – mówi z uśmiechem. – Wejdźcie.

Otwiera drzwi i wprowadza ich do zaciemnionego pokoju. Ciężkie kotary w oknach są zasunięte. Pod sufitem świeci czerwona żarówka. Na krzesłach ustawionych w półokręgu siedzi już kilka innych osób, nikt jednak się nie odzywa, gdy dołączają do nich nowi goście. Starsza pani staje przodem do wnętrza pokoju. Jej twarz odmalowują cienie i czerwone światło. Gospodyni spogląda na obecnych i uśmiecha się, zamyka oczy i unosi dłonie. Obecni idą za jej przykładem. Delikatnie chwytają sąsiadów za ręce. Rozlega się rytmiczny ton dzwoneczka. Czerwone światło zaczyna migotać. Mąż i żona siedzą blisko siebie. Również oni chwycili się za ręce i zamknęli oczy. Starsza pani coś mówi, ale jej głos jest odległy i niewyraźny. Nowo przybyłą parę z wolna ogarnia dojmujące uczucie sennej dezorientacji. Wreszcie staruszka milknie i zapada cisza. Mija pięć sekund, dziesięć. Piętnaście. I nagle odzywa się wysoki głos, w którym słychać uśmiech.

– Mamusia?

Mąż i żona otwierają oczy. Zaskoczony mężczyzna gwałtownie wciąga powietrze. Kobieta wydaje tylko ciche westchnienie. Zasłania usta dłonią, po chwili wyciąga rękę do przodu, ale natychmiast ją cofa. Na środku spowitego cieniem pokoju pojawia się niewyraźna, widmowa sylwetka małego chłopca.

– Mamo, tato? To ja! – oznajmia radośnie. – Tak bardzo za wami tęskniłem...

Nieco później starsza pani żegna gości na schodkach swojego domu. Kobieta przytula się do niej, po czym wraz z mężem wsiada do samochodu. Chwyta go za rękę i oboje zaczynają płakać. Uśmiechają się do siebie, przepełnieni smutkiem pomieszanym z radością.

Przed telewizorem w salonie małego domu szeregowego siedzi rodzina. Jedzą rybę z frytkami. Dwaj chłopcy ulokowali się na podłodze, ich rodzice w starych fotelach. Na zewnątrz zapadł już zmrok, ale w pokoju jest cicho i przytulnie.

Nagle ojciec spogląda w ciemny kąt pokoju, a jego oczy rozszerzają się z przerażenia. Mężczyzna pochyla się do przodu. – Boże! Nie! – mruczy. Wstaje z fotela, ale zaraz kuli się i cofa ostrożnie. – O Panie, błagam, nie! To on! – krzyczy. Wszyscy odwracają się od telewizora i patrzą na niego, a potem w kąt pokoju, ale nic tam nie widzą.

Żona zrywa się na równe nogi. – Wyjdźcie z domu! – nakazuje dzieciom. – Szybko! – Mąż próbuje uciekać, ale nie udaje mu się dobiec do drzwi. Wydaje okrzyk, potyka się i upada na podłogę. – Rzucił się na mnie! – jęczy, pochłonięty walką z niewidzialnym przeciwnikiem. – Pomóżcie! To ten Czarny Pies! Rozszarpie mnie pazurami!

Matka zasłania przerażonych chłopców własnym ciałem i bezradnie przygląda się mężowi, który wrzeszczy z bólu i ze strachu, rękami i nogami młócąc powietrze. Po minucie mężczyzna cichnie i przestaje się ruszać. Potem, zdyszany i rozdygotany, leży na podłodze. Żona przyklęka obok, by sprawdzić, czy nic mu nie jest, ale mężczyzna odtrąca jej rękę. – Nie zbliżaj się – dyszy. Kobieta jednak się nie odsuwa. Wskazuje na koszulę, która w wielu miejscach, na klatce piersiowej i brzuchu, jest przesiąknięta krwią. Wyczerpany mężczyzna pozwala żonie rozpiąć koszulę. Teraz widać, że całe jego ciało pokrywają stare blizny, pośród których krwawi wiele nowych, głębokich ciętych ran.

Trzynastoletnia dziewczynka przygląda się obojętnie rodzicom, którzy wychwalają obrazek namalowany przez jej młodszego brata. Puszący się z dumy chłopiec siedzi przy kuchennym stole, a mama i tata głaszczą malucha, rozpływając się nad nim w zachwytach. Gdy matka podnosi wzrok i widzi, że córka obserwuje tę scenę, jej twarz tężeje. – Czy ty nie powinnaś odrabiać lekcji? – pyta ostro.

Dziewczynka wydyma usta, ale nie odpowiada. Odwraca się na pięcie i wychodzi z kuchni. Słysząc jej głośne tupanie na schodach, rodzice wymieniają zniecierpliwione spojrzenia. Młodszy brat z zapamiętaniem kończy swoje dzieło. Zanurza pędzel w farbkach i rozsmarowuje je na papierze.

Nagle marszczy brwi.

– Hej! – krzyczy, bo na malunku ląduje duża kropla wody, która go psuje, rozmazując farbę. Potem spada następna. Chłopiec i rodzice zadzierają głowy. Patrzą na sufit, z którego nagle, bezpośrednio nad ich głowami, zaczęła kapać woda. Zrozpaczony ojciec przeczesuje dłońmi włosy. Matka krzyczy ostro: – Jenny! – Po czym pędzi na górę do córki. – Jenny, gdzie ty jesteś?!

Dociera na drugie piętro i widzi, że dywan jest przemoczony. Woda spływa po ścianach i kapie z lamp, jakby to sam dom pocił się z gorączki. Kobieta brodzi w wodzie, znów woła córkę, zatrzymuje się, zagląda do łazienki, spodziewając się zobaczyć odkręcony kran, ale wszystkie są zakręcone. – Jenny! – woła ponownie, teraz już wściekła.

Wreszcie słyszy cichą odpowiedź. – Co?! – Zdecydowanym krokiem rusza w tamtą stronę. Zamaszyście otwiera drzwi pokoju i widzi córkę. Dziewczynka siedzi przy biurku nad otwartymi podręcznikami z długopisem w ręku. W jej pokoju jest sucho i nic złego się nie dzieje. Nagle zauważa matkę stojącą w drzwiach z gniewnym wyrazem twarzy. Przenosi wzrok na jej przemoczone stopy. Wstaje od biurka i, zaciskając pięści, patrzy na matkę wyzywająco. – Mówiłam ci. To nie ja.

Jest dżdżyste, wiosenne popołudnie 2023 roku. Czekam przy stanowisku obsługi czytelnika działu zbiorów specjalnych biblioteki Uniwersytetu Cambridge i trochę się denerwuję. Jestem tu pierwszy raz. W tej sali, ukrytej na najwyższym piętrze wielkiej kamienicy, można odnieść dziwne wrażenie, że czas nie płynie tak, jak powinien. Rozglądam się. Mężczyzna w lateksowych rękawiczkach siedzący przy jednym z masywnych, drewnianych stołów ostrożnie przewraca strony rękopisu, który może mieć pięćset, sześćset, a może nawet siedemset lat. Dwaj studenci rozwinęli na stole jakieś papierzyska przypominające niekompletną mapę skarbów. Pochylają się nad nimi z lupami i szepczą. Trochę dalej, przy stosiku starych woluminów oprawionych w skórę, siedzi starsza kobieta. Przeciera oczy zmęczonym gestem.

Wszystkie te druki są wyjątkowe – to pamiątki po dawno minionych ludzkich istnieniach i epizodach. Czekają w archiwum biblioteki, aż ktoś zażyczy sobie je obejrzeć. Patrzę na dokumenty badane z takim pietyzmem i zastanawiam się, jak długo – aż do dziś – leżały nietknięte, skatalogowane, ukryte poza zasięgiem wzroku i pamięci. Całe lata? Dziesięciolecia? A może pokolenia? Od tej myśli odrywa mnie cichy głos bibliotekarki, która zjawiła się właśnie przy stanowisku obsługi. Obok niej stoi wózek z kartonowymi pudłami. Na kilku widzę słowo „CORNELL” napisane czarnym markerem. Kobieta podaje mi do podpisania kartę wypożyczeń. Ostrożnie zdejmuję z wózka pierwsze pudło i czuję dziwne skrępowanie. Bibliotekarka uśmiecha się. – W archiwum mamy tego znacznie więcej – mówi, gdy się odwracam, żeby znaleźć wolny stół.

Siadam i zaglądam do pudła. Nie wiem, czego się spodziewać ani od czego zacząć. Na chybił trafił wyciągam dwudziestoparostronicowy maszynopis. To raport zatytułowany „Czy emocje są wyzwalaczem zjawisk parapsychicznych?”. Kładę go na stole i ponownie sięgam do pudła. Tym razem wyjmuję wyblakłą teczkę z napisem „Telepatia, zjawy i prekognicja”. Losuję dalej. Widzę kilka notesów stenograficznych na spirali. Na okładce jednego z nich napisano długopisem tytuł „Przypadki spontaniczne”, oraz miejscowości i daty. „Sheerness, 1987. Southampton, 1990. Thetford, 1991”. Pobieżnie czytam pochyłe, niedbałe odręczne pismo. Pierwsze kilka stron to opis wizyty w domu pewnego rybaka – ofiary wielokrotnych ataków okropnego czarnego psa, którego poza nim nikt nie widzi, jednak bestia pozostawia niezliczone krwawe rany na ciele mężczyzny, w tym „pięć głębokich rozcięć na wewnętrznej stronie lewego uda”. Jak wynika z notatek, interwencja miejscowego pastora nie przyniosła żadnego rezultatu...

Czytam dalej. Nawet nie czuję, że mijają długie godziny. Wstaję od stołu tylko po to, żeby wrócić do stanowiska obsługi czytelnika po następne pudło. Są w nim wycinki z gazet, począwszy od lat pięćdziesiątych aż do dwutysięcznych. To artykuły o pojawieniach się duchów, doniesienia o poltergeistach w miasteczkach targowych, o dzieciach, które zdają się posiadać niezwykłe zdolności pozazmysłowe. Jest tam zmurszały album pełen niesamowitych „fotografii dusz” w wyblakłej sepii z epoki edwardiańskiej: bezcielesnych twarzy unoszących się w powietrzu. Są też osobliwe karty z dziwnymi, jednobarwnymi symbolami. Znajduję teczkę listów z lat sześćdziesiątych z radzieckimi znaczkami i stemplami pocztowymi. Nadawcą jest profesor Uniwersytetu w Leningradzie. Zawierają entuzjastyczne opisy współpracy między rosyjskimi i brytyjskimi badaczami zjawisk paranormalnych, którą udało się nawiązać, mimo że jedni i drudzy znajdowali się przecież po przeciwnych stronach żelaznej kurtyny. Autorem innego listu, z lutego 1960 roku, jest... szwajcarski psychoanalityk Carl Jung! Pisze o swoim wieloletnim zainteresowaniu zjawiskami paranormalnymi. Poświęca temu tematowi dziesiątki gęsto zapisanych akapitów. „W przypadku telepatii możliwe jest znalezienie wyjaśnienia przyczynowo-skutkowego” – stwierdza Jung. „Jednak w przypadku prekognicji takiej możliwości nie ma”.

Większości listów, które znajduję w pudłach, nie napisali jednak radzieccy badacze zjawisk paranormalnych ani znani myśliciele, tacy jak Jung. Ich autorami są przeważnie zwykli ludzie, na przykład mężczyzna z Lancashire. On w zwięzłych, konkretnych słowach opisuje przypadek rodziny sąsiadów, których dom jest z niewyjaśnionych przyczyn regularnie zalewany. Woda wydaje się materializować... znikąd. „Przez ostatnie trzy tygodnie, zazwyczaj między godziną 16.00 a północą, we wszystkich pokojach pojawia się znaczna ilość wody” – czytam w liście sąsiada. „Lokalny wodociąg wykluczył możliwość wycieku z rur, a «eksperci» nie potrafią pomóc, ani nawet wyjaśnić sytuacji... Jeśli nie może Pan przyjechać i zobaczyć tego, co się dzieje, na własne oczy, proszę przynajmniej o radę. Pan na pewno wie, co się robi w takich sytuacjach”.

Kartkuję dalej. Czytam odręczną notatkę, w której inny mężczyzna opisuje swój miesiąc miodowy w starej wiejskiej gospodzie, podczas którego wielokrotnie pojawiała się widmowa postać. Widzieli ją zarówno on, jak i jego żona. „Zbudziwszy się nagle około godziny 5.30 rano, zobaczyłem w naszym pokoju ładną młodą dziewczynę. Stała przy kanapie. Miała 13, może 15 lat” – pisze świeżo upieczony mąż. „Miała blond włosy i bladą cerę. Była ubrana w koszulę nocną, a na głowie nosiła wianek. Nie była przezroczysta, wyglądała na całkiem materialną, i miała smutny wyraz twarzy”. W liście z 1963 roku inny mężczyzna skarży się, że co noc odwiedza go duch kobiety. „Molestuje mnie pieszczotami, napiera na moje ciało”. Nieszczęśnik od wielu tygodni nie może spać. „Odnoszę, wie Pan, wrażenie, że jest to kobieta, która prawdopodobnie lubiła mężczyzn, i teraz – chociaż jej cielesny żywot się zakończył – postanowiła spróbować sił ze mną”.

Co zrobić, kiedy los uwikła nas w wydarzenia, których nie sposób wyjaśnić? Co począć, gdy nasze pojmowanie rzeczywistości zostaje podważone – dogłębnie i w tak niepokojący sposób, że nauka, religia, ani nawet zdrowy rozsądek nie przynoszą ulgi czy pewności, że koszmar się zakończył? Tysiące zwykłych ludzi, którzy znaleźli się w podobnych okolicznościach, przez kilkadziesiąt lat zwracały się o pomoc do łysiejącego okularnika z Cambridge. Nazywał się Tony Cornell i od lat pięćdziesiątych XX wieku aż do śmierci w 2010 roku był jednym z najbardziej rozchwytywanych parapsychologów (badaczy zjawisk paranormalnych i nadprzyrodzonych) na świecie. Zawartość owych kartonowych pudeł, przechowywanych w przepastnym uniwersyteckim archiwum, należała kiedyś do niego.

Ten obszerny zbiór dokumentów, notatek, wycinków, fotografii, korespondencji i transkrypcji powstał w poszukiwaniu odpowiedzi na jedno bezustannie nawracające pytanie. Co jest po śmierci? Co się dzieje, gdy nasze ciała przestają funkcjonować, serca – bić, a wszystkie światła gasną? Czy to definitywny koniec? Czy wszystkich czeka wieczna nicość, pustka i permanentne nieistnienie? A może jednak rodzaj ludzki jest obdarzony czymś więcej niż tylko fizycznymi ciałami? Czy posiadamy duszę, ducha albo świadomość, które są w stanie przekroczyć barierę fizycznej śmierci? Zawartość pudeł to wspomnienia człowieka, który poświęcił życie badaniu krańców rzeczywistości i testowaniu granicy pomiędzy życiem a śmiercią.

Nazwisko Tony Cornell usłyszałem po raz pierwszy jakieś sześć miesięcy wcześniej. Wtedy też zostałem wciągnięty w świat badań parapsychologicznych. Wszystko zaczęło się od wizyty w domu mojej babki. Była chora – właściwie umierająca – ale ponieważ miała praktyczną naturę, zaczęła wyliczać przedmioty, które miałem sobie zatrzymać po jej śmierci. Było wśród nich oprawione w skórę pudełko, zawierające kryształową kulę. O istnieniu kuli wiedziałem od najmłodszych lat i zawsze mnie fascynowała. Babka wyjmowała ją czasem z pudełka i pozwalała mi potrzymać. Była ciężka, gładka i zimna w dotyku. Według relacji babki należała ona do ciotki, przekonanej, że posiada nadprzyrodzony dar przewidywania przyszłości. Gdy tylko ciotka zaglądała w kulę, zaraz zjawiała się tam twarz jakiegoś dalekiego krewnego. Jasnowidzka ogłaszała wtedy, że rodzinę odwiedzi nieoczekiwany gość i – stosownie do okazji – wysyłała kogoś do rzeźnika po najlepsze kotlety wieprzowe. Domownicy siadali przy stole w niecierpliwym oczekiwaniu, z kotletami na talerzach, spodziewając się usłyszeć pukanie do drzwi, które absolutnie nigdy się nie rozlegało. Według babki istniała możliwość, że owa ciotka po prostu bardzo lubiła schabowe.

Po powrocie do domu dużo myślałem o kryształowej kuli, która wkrótce miała się stać moją własnością. Być może po to, by odwrócić swoją uwagę od smutku, który powodowało pogarszające się zdrowie babki, a może dlatego, że moje myśli zaprzątała wówczas śmierć i to, co może następować po niej, zacząłem czytać o mediach – osobach, które twierdzą, że potrafią przewidzieć przyszłość i komunikować się z duchami zmarłych. Internetowe poszukiwania pochłonęły mnie bez reszty. Podczas długich nocy, które spędziłem pochylony nad laptopem, czytając o ektoplazmie i bezcielesnych głosach, natknąłem się na wzmiankę o człowieku, który uczestniczył w dziesiątkach seansów spirytystycznych i badał inne potencjalnie nadnaturalne zjawiska, o nieplanowanym i niekoniecznie mile widzianym charakterze.

Cornell przybywał na miejsce zdarzenia w garniturze i krawacie, z torbą notesów, magnetofonów, aparatów fotograficznych, a czasami innych przyrządów własnej produkcji. Ten miły w obejściu, rzeczowy i skrupulatny dżentelmen miał stateczny wygląd i dobre maniery. Nie przypominał łowcy duchów. Można go było wziąć za rzeczoznawcę ubezpieczeniowego albo doświadczonego detektywa, który jest również utalentowanym hipnotyzerem i nie zawaha się sporządzić prowizorycznej tabliczki Ouija, na wypadek, gdyby konieczna była próba nawiązania kontaktu ze zmarłymi. Jako członek założonego w 1882 roku brytyjskiego Towarzystwa Badań Parapsychicznych (Society for Psychical Research, SPR) Cornell, pełniący funkcję badacza tak zwanych „przypadków spontanicznych”, wielokrotnie powracał do niepokojących przestrzeni na obrzeżach uporządkowanego, schludnego, racjonalnego życia, które wszyscy staramy się ignorować. Odwiedzał królestwo duchów, zjaw, proroczych wizji i zdolności parapsychicznych. Zaglądał do innych światów, których przelotne obrazy podają w wątpliwość całą oczywistą wiedzę o życiu, śmierci i materialnej egzystencji.

W latach osiemdziesiątych XX wieku Cornell został zaproszony do udziału w badaniach zacumowanego na stałe w kalifornijskiej Long Beach transatlantyku RMS Queen Mary, należącego do linii Cunar White Star, który znany był z wielu przypadków nawiedzeń. Współpracując z amerykańskimi kolegami – w tym z grupą sześciu mediów, które specjalnie na tę okazję przyleciały z Atlanty – Cornell poszukiwał na tym ogromnym zabytkowym statku dowodów na istnienie zadomowionych tam duchów: samotnej „kobiety w bieli”, którą widywano tańczącą w mrokach salonu pierwszej klasy, niespokojnego szefa kuchni, zamordowanego na pokładzie, a także młodego marynarza, który zginął zmiażdżony w trzewiach statku, tymczasem żywy personel nocami wciąż słyszał jego krzyki.

Gdy mieszkająca na odległej wsi rodzina potrzebowała pomocy, by uporać się ze złośliwą siłą, która opanowała ich dom, wysłano tam Cornella. Na miejscu zastał przerażonych matkę, ojca i syna. Żyrandole w ich bungalowie kołysały się z niewiadomych przyczyn, żarówki pękały bez powodu, różne przedmioty nieustannie stawały w płomieniach, a porządnie zamontowane rury wodociągowe odkręcały się samoczynnie, powodując zalania. Rośliny doniczkowe więdły i ginęły. Zwierzęta domowe również nie miały się lepiej. „Chomik i kilka ptaków wytrzymały w domu dwa dni, a potem zdechły” – można przeczytać w notatkach na temat sprawy. „W ciągu dwóch tygodni od przyniesienia do domu zdechło pięć szczeniaków. Wszystkie zakończyły żywot rano, skowycząc, jakby ktoś je postrzelił”.

Przy innej okazji pojechał do Lancashire, by spotkać się z rodziną, która zgłaszała, że ich dom nieustannie zalewa woda z nieznanego źródła, a czasami nawet tryska w powietrze, mocząc ich dobytek. Hydraulik, który rozebrał dom do gołych ścian, wykluczył możliwość przecieku z rur i jakiegokolwiek innego fizycznego źródła. Cornell spędził tam cały weekend. Na podstawie obserwacji życia rodziny i wywiadów z jej członkami doszedł do wniosku, że wydarzenia skupiają się na córce. Trzynastolatka przyznała wprawdzie, że czasami czuje zazdrość o uwagę, jaką rodzice poświęcają jej młodszemu bratu, ale zaprzeczyła, że ma cokolwiek wspólnego z tajemniczymi zalaniami, przez które często musieli z rodziną spać na łóżkach polowych w salonie. Cornell uznał, że mówi prawdę. Przyznała również, że zdarzało jej się bawić z koleżanką tabliczką Ouija. Przed wyjazdem badacz poddał dziewczynkę testowi psychokinezy (PK). Poprosił, aby trzynaście razy rzuciła parą kości, starając się uzyskać jak najwyższy wynik. Następnie miała powtórzyć rzuty, ale tak, aby wynik był jak najniższy. Okazało się, że dzięki samej intencji jest w stanie tak znacząco wpłynąć na rezultaty rzutów, iż szanse na uzyskanie takich wyników w sposób czysto losowy wynosiłyby 75 do 1.

Tydzień w tydzień, miesiąc po miesiącu, całymi latami Cornell i jego koledzy z SPR zbierali informacje o takich wydarzeniach – poszukiwali kryzysów rozgrywających się w zwykłych domach i miastach, pośród zwykłych ludzi – i próbowali badać ich przyczyny. Był bacznym obserwatorem świata chaosu i lęku. się bawić Łagodził go swoją spokojną, stałą obecnością, ponieważ – obok głębokiego zaciekawienia zjawiskami nadprzyrodzonymi – z natury był do nich nastawiony sceptycznie. Sporządzał precyzyjne szkice rozmieszczenia gości seansów spirytystycznych i niejednokrotnie demaskował potencjalne medium jako oszusta. Transkrybował rozmowy, które prowadził z osobami poddanymi hipnozie, zapełnił wiele pudeł kasetami magnetofonowymi zawierającymi wywiady i rozmowy telefoniczne z osobami, które spotykał. W archiwum jego dokumentów odkrywam niezwykle szczegółowe kwestionariusze, o których wypełnienie prosił każdą osobę zamieszaną w sprawę, by na postawie uzyskanych informacji tworzyć profile psychologiczne wszystkich uczestników i odmalować klarowny obraz przerażających lub niewytłumaczalnych wydarzeń:

„Jakiego jesteś wyznania?”

„Jakie książki lub artykuły przeczytałeś/łaś na temat zjawisk paranormalnych lub okultyzmu?”

„Czy były przypadki, kiedy zjawę lub ducha widziała jedna lub więcej osób? Jeśli tak, proszę opisać, co widziano”.

„Czy zjawa wydaje się świadoma siebie albo otoczenia lub wydaje się inteligentną istotą?”

„Czy zażywasz jakieś leki lub inne środki dostępne bez recepty? Jeśli tak – jakie?”

„Co wiadomo o danym budynku i jego poprzednich właścicielach? Czy wiadomo coś o terenie/działce, na którym się znajduje?”

„Czy zdarzenia występują w jednym (lub w więcej niż jednym) miejscu częściej niż w innych? Gdzie są te miejsca?”

„Gdyby te wydarzenia miały miejsce we śnie, jak byś je interpretował/a?”

„Czy kiedykolwiek przydarzyła ci się «szczęśliwa passa»?”

„Czy kiedykolwiek doświadczyłeś/aś na jawie jednoznacznego wrażenia, że widzisz, słyszysz, «wyczuwasz» lub jesteś dotykany/a przez coś lub kogoś, ale nie znajdujesz racjonalnego wyjaśnienia dla tego zjawiska?”

I tak dalej. I tak dalej. Te pytania są jak spokojny głos racjonalnego człowieka, który metodycznie opukuje ścianę oddzielającą rzeczywistość od innego świata. Zapada wieczór, więc oddaję kartonowe pudła do punktu obsługi czytelnika, opuszczam bibliotekę i ruszam na stację kolejową Cambridge. Jestem wyczerpany, ale i podekscytowany. W pociągu do domu prawie zasypiam, ale moje myśli krążą wokół tajnych eksperymentów z telepatią z czasów zimnej wojny. Widzę obrazy upiornych dziewcząt w wiankach i przerażonych rybaków z krwawymi ranami. W głowie wirują mi zadowolone z siebie twarze fałszywych mediów, niepokojące fotografie duchów i obrazy szczeniąt, które, skowycząc, zginęły nagłą, niewyjaśnioną śmiercią. W końcu odpływam w sen, kołysany pomrukiem jadącego pociągu. Towarzyszy mi nastolatka, raz po raz rzucająca kostkami do gry.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł oryginałuChasing the Dark. Encounters with the Supernatural

Projekt okładkiBen Prior

Przygotowanie okładki do drukuKarolina Żelazińska-Sobiech

Redaktor prowadzącyBartłomiej Kaftan

RedakcjaEwa Nosarzewska

KorektaMirosława Kostrzyńska, Małgorzata Koniarska

Copyright © by Machell Lees Limited 2025 Copyright © for the Polish translation by Mateusz Rulski-Bożek, 2026 Copyright © Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026

Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

ISBN 978-83-8360-339-1

Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.