Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
161 osób interesuje się tą książką
Nie pasujemy do siebie #4
Braydenowi nie spieszy się do stałego związku. Owszem, jego przyjaciele już dawno się ustatkowali i lubią sobie żartować z jego samotności, ale on ma ważniejsze sprawy na głowie. Jako założyciel organizacji charytatywnej Dom Ryana ma pełne ręce roboty. Budowanie kwater dla rodzin pacjentów w pobliżu szpitali nie jest łatwym zadaniem. Zwłaszcza kiedy wolontariusze, zamiast po prostu pomagać, wykłócają się mailowo. Tak jak Alex.
Alex od początku wywołuje w nim silne emocje. Jest piękna, błyskotliwa i nieugięta. Iskrzy między nimi - ale ona od razu stawia granicę. Brayden jest dla niej za młody. I tyle. Mur, którym otoczyła swoje serce, jest wysoki i szczelny. On jednak nie zamierza się poddawać. Mijają dni wypełnione wspólną pracą i wieńczone wieczornymi rozmowami w hotelowej restauracji. Napięcie rośnie. Alex zaczyna się otwierać... I właśnie wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, los uderza z siłą huraganu. Okazuje się, że największą przeszkodą nie jest różnica wieku - tylko coś, czego żadne z nich się nie spodziewało.
Miłość nigdy nie trzyma się planu!
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 428
Vi Keeland, Penelope Ward
Nie randkuj z młodszym facetem.
Nie pasujemy do siebie #4
Przekład: Wojciech Białas
Tytuł oryginału: The Rules of Dating a Younger Man
(The Law of Opposites Attract #4)
Tłumaczenie: Wojciech Białas ISBN: 978-83-289-2448-2
Copyright © 2024. THE RULES OF DATING A YOUNGER MAN
by Vi Keeland & Penelope Ward
Polish edition copyright © 2026 by Helion S.A.
All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage retrieval system, without permission from the Publisher.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym
lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.
Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości
— oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.
Drogi Czytelniku!
Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres
editio.pl/user/opinie/nienp4_ebook
Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.
Helion S.A.
ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice
tel. 32 230 98 63
e-mail: [email protected]
WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)
Zerknąłem na ekran telefonu i pokręciłem głową.
– Co masz taką minę? – Mój kumpel Colby wszedł do kuchni i rzucił mi kluczyki do swojego auta. – Myślałem, że bezdzietni single z tłustym kontem w banku nie mają powodów do stresu.
Chwyciłem kluczyki.
– Bujaj się.
Parsknął śmiechem.
– Pytam serio. Wszystko w porządku? Kiedy wczoraj wpadłem na ciebie w windzie, też coś burczałeś nad telefonem.
– Tak, wszystko gra. Tyle że jeden z wolontariuszy z ekipy remontowej nowego budynku Domu Ryana doprowadza mnie do szału. Kojarzysz, że wybraliśmy liderów dla każdego z dwóch zespołów prowadzących remont, żeby koordynowali prace w swoim obszarze, tak?
Colby pokiwał głową.
– Jeden odpowiada za instalacje: elektryczną, hydrauliczną, grzewczą i tak dalej, a drugi za wystrój wnętrza: malowanie, podłogi oraz dobór sprzętów i armatury, zgadza się?
– Dokładnie. Alex, ten typ, o którego mi chodzi, kieruje ekipą odpowiedzialną za wystrój wnętrza. A jego sugestie doprowadzają mnie do szału. Kwestionuje każdy element armatury, wyposażenia i sztukaterii, jaki wybiorę. Dzisiaj zachciało mu się zmienić odcień farby, którą mamy pomalować salon – pieprzony odcień. W internecie nie byłem nawet w stanie dostrzec różnicy między tymi dwoma odcieniami. A teraz właśnie zapytał, czy nie moglibyśmy się spotkać wieczorem i omówić przy kolacji kilku zmian, które chce wprowadzić w ostatniej chwili przed zamknięciem projektu. – Pokręciłem głową. – Nie ma mowy, żebym się na to zgodził. Dobrze, że macie zajrzeć tam w ten weekend, żeby pomóc, bo intuicja mi podpowiada, że ten koleś wystawi moją cierpliwość na próbę.
Colby wydął wargi w wyrazie udawanego żalu.
– Ojojoj, Braydenowi nie klei się współpraca z innymi ludźmi.
Pokręciłem głową, choć jednocześnie nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
– Sam nie wiem, czemu ja ci w ogóle o tym mówię.
– Pewnie dlatego, że nikt inny nie ma ochoty cię słuchać.
– Auć.
Colby parsknął śmiechem.
– O której ruszasz dzisiaj w trasę?
– Prawdopodobnie koło drugiej. Muszę jeszcze wpaść do biura i zabrać stamtąd pewien projekt, który przygotowałem dla takiego jednego dzieciaka. Znowu trafił do szpitala, więc zamierzam go odwiedzić w ten weekend i zrobić mu niespodziankę.
– Co wyprodukowałeś tym razem?
Wyszczerzyłem zęby.
– Przecież wiesz, że nie puszczam pary na temat swoich arcydzieł, zanim nie zaprezentuję ich publice. Powiedziałem jego rodzinie, że do niedzieli wpadnę do niego. Jeśli ty i reszta bęcwałów będziecie jeszcze na miejscu, to powinniście się ze mną zabrać.
– Jak dla mnie OK.
Podniosłem rękę i pomachałem Colby’emu przed oczami kluczykami do jego wozu.
– Jeszcze raz dzięki, że wymieniłeś się ze mną na auta. Moje jest za małe, żeby przewieźć osłony na grzejniki podłogowe.
– Zawsze możesz na mnie liczyć, kiedy będziesz chciał wymienić swoje seksowne, półroczne porsche na mojego dziesięcioletniego, poobijanego SUV-a. – Uśmiechnął się. – W sobotę rano będę miał zajebistą frajdę, wożąc się tą bryczką po całym stanie.
Otworzyłem drzwi.
– Tylko się nie rozpędzaj do powyżej stu dwudziestu, żeby cię nie przymknęli.
Tego wieczoru zameldowałem się w hotelu w Seneca Falls, po czym postanowiłem zejść do baru na drinka. Lokal był pusty, jeśli nie liczyć samotnie siedzącej kobiety. Na kontuarze przed nią stał kieliszek z alkoholem, a na sąsiednim pustym stołku zauważyłem pełny kieliszek wina, więc uznałem, że jest tam w czyimś towarzystwie. Wobec tego sam usiadłem przy krótszym boku baru, żeby nie zakłócać ich prywatności.
Ale niech mnie diabli… Okazało się, że z tego miejsca miałem jeszcze lepszy widok na tę kobietę, która wyglądała wprost powalająco: miała piaskowe włosy, wielkie błękitne oczy oraz wyraźnie zaznaczone kości policzkowe i pełne wargi. Mogła być kilka lat starsza ode mnie, ale nie stępiło to ani odrobinę siły elektryzującego mrowienia, jakie poczułem, kiedy po moim krwioobiegu rozlała się fala adrenaliny.
Chwilę potem podszedł do mnie barman i położył przede mną serwetkę.
– Co podać?
– Wezmę whisky sour. Jest szansa, że znajdzie się u was dziesięcioletni burbon Russel’s Reserve?
Barman zmarszczył brwi, po czym wskazał kciukiem na siedzącą samotnie kobietę.
– Pan jest z nią?
– Nie, czemu?
Wzruszył ramionami.
– Właśnie zamówiła dokładnie tego samego drinka. Z tym samym burbonem i w ogóle.
– Serio?
– Tak.
Zerknąłem ponownie w stronę nieznajomej i zapytałem barmana ściszonym głosem:
– Jest tutaj sama?
– Teraz już tak. Kiedy zjawiła się kilka minut temu, przysiadł się do niej jakiś facet, ale prędko zwiał z podkulonym ogonem.
No proszę.
– Serwujecie tu może coś do jedzenia?
– Pewnie. Zaraz przyniosę menu.
Chociaż wiedziałem już, że blondynie nikt nie towarzyszy, nie miałem jakoś ochoty zagajać rozmowy. Nie po tym, jak dowiedziałem się, że dopiero co spławiła innego gościa. Ale kiedy barman przyniósł mi drinka, a nieznajoma popatrzyła w moim kierunku, podniosłem szklaneczkę do góry.
– Wygląda na to, że zamówiliśmy to samo.
– Whisky sour? – zapytała.
– Z dziesięcioletnim burbonem Russel’s Reserve.
Kobieta uśmiechnęła się i podniosła swoją szklaneczkę.
– Za dobry gust.
Przechyliłem drinka w jej stronę, odwzajemniając toast. Minutę później zabrzęczał mój telefon: dzwonił Colby. Przesunąłem palcem po wyświetlaczu, odbierając połączenie.
– Mam nadzieję, że nie dzwonisz, żeby mi powiedzieć, że zdążyłeś już poobijać moją bryczkę.
– Nie, ale jak się w niej, do diabła, podnosi dach?
– Tym guzikiem, który nacisnąłeś, żeby go opuścić.
– Tak?
– Żeby podnieść dach, trzeba znowu nacisnąć ten guzik. Tylko że musisz go przytrzymać przez dziesięć sekund.
– Cholera. OK, dzięki.
– A gdzie wy, misiaczki, jesteście, że wozisz się z opuszczonym dachem?
– Wynająłem nianię i zabrałem żonę na przejażdżkę. Nie ma to jak wiatr we włosach, kiedy chcemy znowu poczuć się piękni i młodzi, a nie jak rodzice dwójki małych dzieci, którzy zwykle o ósmej są już w łóżku.
Roześmiałem się.
– Ha, no to bawcie się dobrze.
– Taki mam zamiar. Jak myślisz, po co chcę podnieść dach? Zajechaliśmy właśnie na taki jeden spokojny parking i potrzebuję odrobiny prywatności, jeśli wiesz, co chcę powiedzieć.
– Uch. Obejdę się bez szczegółów. Nie chcę, żebyś wiercił gołym tyłkiem po mojej tapicerce.
– Niczego nie mogę ci obiecać, przyjacielu.
Pokręciłem głową.
– Boże, nienawidzę cię. Na razie.
Gdy zakończyłem rozmowę, powalająca blondynka popatrzyła w moją stronę.
– Zwykle nie wtykam nosa w nie swoje sprawy, ale przypadkiem słyszałam twoją rozmowę – zaczęła. – Zdarzyło mi się kiedyś, że kupiłam całkiem nowe auto, ale kiedy je odbierałam, na podłodze obok przedniego fotela znalazłam opakowanie po prezerwatywie. Kazałam wymienić wóz na inny.
Uśmiechnąłem się.
– Ja i mój kumpel zamieniliśmy się na ten weekend samochodami. Ale skoro już wiem, że powyciera mi tapicerkę gołym tyłkiem, to zaczynam się zastanawiać, czy nie zatrzymać jego zafajdanego, dziesięcioletniego grata i nie pozwolić mu zatrzymać mojej nowiutkiej, wypasionej bryki.
– To pewnie dobry pomysł. Chyba że…
– Co?
– A co, jeśli twój kumpel ma upodobanie do uprawiania seksu w samochodzie? Obawiam się, że to oznaczałoby, iż zdążył to już zrobić również w swoim aucie.
Wycelowałem w nią palec.
– Słuszna uwaga. Po prostu oddam swoją brykę do czyszczenia.
Piękna nieznajoma uśmiechnęła się ponownie, a ja zacząłem się zastanawiać, czy jej usta miały naturalnie taki kolor, czy raczej użyła szminki. Ich barwa wpadała trochę bardziej w róż niż w cielistą czerwień, jakiej spodziewałbym się u kogoś o jej karnacji. Pewnie nałożyła jakąś pomadkę, bo jej wargi miały również idealny połysk.
Analizowałem to wszystko w głowie przez zdecydowanie zbyt długi czas, bo nagle dotarło do mnie, że gapiąc się na jej usta, wyglądam zapewne na oblecha, więc przeniosłem spojrzenie na menu przyniesione przez barmana. Ale w przerwach między czytaniem opisów różnych przystawek nie potrafiłem się powstrzymać od tego, by nie zerkać w stronę nieznajomej. Miała w sobie coś przykuwającego uwagę. Może chodziło o to, że jej twarzy nie pokrywał idealny makijaż, który widzi się obecnie u większości kobiet.
Minęło kilka minut i gdy ponownie spojrzałem w jej kierunku, zauważyłem, że jej szklaneczka jest opróżniona do dna. Wobec tego postanowiłem zaryzykować.
– Mogę ci postawić jeszcze jednego drinka?
Nieznajoma przygryzła dolną wargę.
– Hm…
Wyciągnąłem przed siebie ręce.
– To tylko drink. Nie zamierzam wpraszać się na pusty stołek obok ciebie.
Uśmiechnęła się.
– Jasne. Czemu nie? Dziękuję.
Podniosłem dwa palce, dając znak barmanowi.
– Jeszcze jedną kolejkę dla nas obojga. Na mój rachunek. A potem poproszę tacos z kurczakiem i grillowaną kolbą kukurydzy.
– O rany – odezwała się kobieta. – Uwielbiam meksykańską grillowaną kukurydzę. Brzmi przepysznie.
– Aha, więc teraz chcesz, żebym postawił ci i drinka, i kolację?
Machnęła dłonią.
– Oj, nie, nie zamierzałam sugerować…
Uśmiechnąłem się.
– Tak się tylko z tobą droczę. – Popatrzyłem w stronę barmana. – Niech będą dwie porcje tacos.
– Robi się.
– Hm, skoro już kupujesz mi coś do jedzenia i do picia, to czuję się zobowiązana zaprosić cię, żebyś usiadł na pustym stołku obok mnie.
– Oj, nie trzeba. Nie musisz czuć się zobowiązana.
Uśmiechnęła się.
– Ja też się z tobą droczę.
Parsknąłem śmiechem, ale podniosłem się ze stołka i przeszedłem na jej stronę baru.
– Czy to miejsce jest zajęte?
– Nie. Ale nie mogę zagwarantować, że nie dotykały go wcześniej czyjeś gołe pośladki.
– Zaryzykuję. – Usiadłem i wyciągnąłem przed siebie rękę. – Jestem Brayden.
– Alexandria. Miło cię poznać, Brayden.
– Ciebie również. Jesteś gościem hotelu czy tylko wpadłaś, żeby poflirtować z jakimś facetem i naciągnąć go na kolację i drinka?
Uśmiechnęła się. Podobało mi się, że nie ma nic przeciwko żartom na własny temat. – Zatrzymałam się tutaj. A ty?
– Tak samo. A co sprowadza cię do tego miasta?
– Zgłosiłam się jako wolontariusz do organizacji charytatywnej zajmującej się remontem domów w pobliżu szpitali z myślą o pacjentach, których nie stać na hotel w trakcie terapii nowotworowej.
Opadła mi szczęka.
– Poważnie? Jesteś wolontariuszką w Domu Ryana?
– Znasz tę organizację?
– Jestem jej założycielem. Ale raz na rok sam chwytam za młotek. To właśnie taka okazja.
– Serio?
– Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Obydwoje zamawiamy tego samego drinka, obydwoje uwielbiamy tacos z grillowaną kukurydzą, obydwoje nie znosimy cudzych tyłków na tapicerce, ana dodatek obydwoje zgłosiliśmy się na ochotnika do pracy przy tym samym projekcie? Mam ci się od razu oświadczyć? A może powinienem zaczekać, żeby się przekonać, czy jesteś równie wielką fanką cukierków candy corn co ja.
W oczach mojej rozmówczyni zamigotały iskierki.
– Uwielbiam te cukierki.
Przycisnąłem sobie rękę do serca.
– Alexandria Foster. To nawet ładnie brzmi, prawda?
Nasz festyn miłości został w tym momencie przerwany przez barmana, który przyniósł drinki. Kiedy się oddalił, ja i Alexandria w dalszym ciągu mieliśmy uśmiechy na ustach.
– A więc naprawdę założyłeś Dom Ryana? – zapytała kobieta. – Jak to się zaczęło?
– Niecałe dziesięć lat temu jeden z moich przyjaciół zmarł na białaczkę. Kiedy Ryan rozpoczynał terapię, obydwaj studiowaliśmy jeszcze inżynierię. Spędzał wiele czasu w szpitalu, gdzie zainteresował się projektowaniem protez umożliwiających większy zakres ruchów. Odwiedzałem go tam i podczas tych wizyt zaczęliśmy wspólnie pracować nad kilkoma pomysłami. Po śmierci Ryana zajmowałem się dalej rozwijaniem koncepcji, które wspólnie stworzyliśmy. Żeby się nie rozgadywać: kilka lat później opatentowałem nowy rodzaj protezy stawowej. Obecnie jest produkowana na licencji przez większość wytwórni sztucznych kończyn. Próbowałem przekazać połowę zysków rodzicom Ryana, ale nie chcieli nawet o tym słyszeć. Wobec tego przeznaczam jego pieniądze na zakup budynków, które odnawiamy każdego roku na potrzeby Domu Ryana.
– To niesamowite.
Upiłem łyk drinka.
– A ty? Jesteś po prostu wolontariuszką czy za tym, że zdecydowałaś się poświęcić swój czas akurat na pracę dla Domu Ryana kryje się może jakaś historia?
Alexandria uśmiechnęła się smutno.
– Mój mąż zmarł kilka lat temu na białaczkę.
– Współczuję.
– Dziękuję. Był ode mnie starszy, ale i tak o wiele za młody, żeby odchodzić.
– Zgłosiłaś się do nas po raz pierwszy czy może pracowałaś już przy remontach innych budynków?
– To mój pierwszy raz. I szczerze mówiąc, trochę się tym denerwuję.
– A czym tu się można denerwować? – zapytałem.
– Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z pracami budowlanymi.
– W takim razie obiecuję, że zadbam o to, byś trafiła do dobrej ekipy.
– Nie wiedziałam, że macie dobrą i złą ekipę.
– Zazwyczaj nie mamy. Ale podzieliliśmy wolontariuszy na dwa zespoły zarządzane przez liderów, którzy koordynują, kto ma się czym zająć, oraz dbają o dostawy materiałów i takie tam. Jeden z tych liderów to prawdziwy upierdliwiec, normalnie wszystkowiedzący. Chce zmieniać wszystko, co zostało wcześniej zaplanowane, jeszcze zanim w ogóle przystąpiliśmy do prac. Nie ma cienia wątpliwości, że będzie się we wszystko wtrącał.
– O rany. OK. Dzięki.
– Zazwyczaj po prostu odliczamy zgłaszających się ochotników, żeby każdy zespół liczył tyle samo osób. Ale dopilnuję, żebyś ty trafiła do ekipy Jasona, a nie Alexa.
– Więc to Alex jest tym upierdliwcem?
– Monstrualnym upierdliwcem.
W tym momencie barman przyniósł nasze zamówienie. Dania prezentowały się równie pysznie, jak to sobie wyobrażałem, czytając ich opis w menu. Zabraliśmy się do jedzenia i rozmowa przygasła, ale w towarzystwie siedzącej obok mnie kobiety miło było nawet pomilczeć. Po skończonym posiłku obróciłem się do Alexandrii, żeby o coś zapytać, ale już po kilku słowach straciłem wątek. Trudno było się oprzeć hipnotyzującemu magnetyzmowi jej spojrzenia.
– Co? – zapytała, ocierając policzek. – Upaprałam się sosem?
Pokręciłem głową.
– Nie, przepraszam. Mam nadzieję, że nie poczujesz się urażona, ale jesteś absolutnie zjawiskowa. Cieszę się, że mogę siedzieć obok ciebie, bo kiedy siedziałem po tamtej stronie baru, nie mogłem się powstrzymać, żeby się na ciebie nie gapić.
Jej policzki oblał rumieniec.
– Dziękuję.
Obydwoje zdążyliśmy już opróżnić swoje drinki prawie do dna, więc pokazałem palcem na szklaneczki.
– Chcesz jeszcze jedną kolejkę?
– Chyba mam już na dzisiaj dosyć.
Poczułem ukłucie rozczarowania. Miałem nadzieję, że mój komplement jej nie wzburzył.
Alexandria dała znak barmanowi.
– Mogę zapłacić?
– Jasne.
Mężczyzna oddalił się i wrócił minutę później. Ja w dalszym ciągu zastanawiałem się, czy nie powinienem przeprosić. Może byłem zbyt bezpośredni?
Moja towarzyszka wypisała czek i zeskoczyła ze stołka.
– Posłuchaj, Alexandrio. Nie chciałem cię zdenerwować, kiedy powiedziałem, że jesteś piękna. Jeśli to zabrzmiało namolnie, to przepraszam.
– Nie, to nie to było dla mnie obraźliwe.
– Nie to? Czyli obraziłem cię w jakiś inny sposób?
Kobieta przyglądała mi się przez chwilę.
– Naprawdę szkoda. Bo ty też mi się podobasz.
– Nie rozumiem. Czego właściwie szkoda?
Pokręciła głową.
– Dobranoc, Brayden. Do zobaczenia rano. A, i nie musisz się przejmować, do której ekipy mnie przydzielić. Będzie mi dobrze w ekipie Alexandrii.
– W ekipie Alexandrii?
– Powiedziałam „w ekipie Alexandrii”? Chciałam powiedzieć „w ekipie Alex”. Rodzice dali mi na imię Alexandria po babci. Zdrobniale Alex.
– Hej. Możemy chwilę porozmawiać?
Następnego dnia po południu Brayden pojawił się w sypialni na piętrze, kiedy kończyłam pomiary. Wcisnęłam guzik, żeby zrolować taśmę mierniczą, wyjęłam zza ucha ołówek i podniosłam leżący na podłodze notatnik.
– Pewnie – odparłam. – Prawie skończyłam. Tylko zapiszę wymiar, żeby nie zapomnieć.
Była to pierwsza okazja, gdy zostaliśmy ze sobą sam na sam od tamtego spotkania w barze poprzedniego wieczoru. Kiedy tego dnia rano przyjechałam do odnawianego budynku, lider drugiego zespołu był już na miejscu. Porozmawialiśmy przez chwilę w trójkę, po czym Brayden poszedł, żeby przywieźć artykuły z długiej listy zakupów. Następnego dnia o ósmej rano spodziewaliśmy się przybycia dwudziestu wolontariuszy, więc każde z nas miało sporo do zrobienia, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Nie było dla mnie zaskoczeniem, że na podstawie naszej korespondencji mailowej Brayden wziął mnie za mężczyznę. Na razie udało mi się też uniknąć jakiejkolwiek wymiany zdań na temat poprzedniego wieczoru. Właściwie to nie byłam na niego zła za to, że nazwał mnie upierdliwcem, zwłaszcza że jak wróciłam do swojego pokoju, przejrzałam jeszcze raz wiadomości, które do siebie wysyłaliśmy. Rzeczywiście zasugerowałam wiele zmian, ale kierowało mną wyłącznie pragnienie, żeby dom wyglądał po remoncie na medal. Poza tym zetknęłam się już wcześniej z opinią, że jestem ekstremalną szczególarą, bo uważał mnie za taką nawet mój wspólnik, co stanowiło kulturalny sposób na to, by dać mi do zrozumienia, że jestem upierdliwa. W związku z tym nie było dla mnie żadną nowością usłyszeć, że jestem wybredna. Bardziej niż na Braydena byłam wkurzona na siebie samą – za to, że pozwoliłam sobie, by rozmowa z mężczyzną wzbudziła we mnie ten znajomy dreszczyk. Nie pozwalałam sobie na to od trzech lat, od śmierci męża, i teraz dopadły mnie wyrzuty sumienia, chociaż wiedziałam, że nie ma powodu, żebym czuła się winna. Poza tym Brayden i tak był dla mnie za młody.
Skończyłam skrobać na kartce i zamknęłam notatnik.
– O co chodzi?
Brayden zmierzwił sobie włosy palcami.
– Chciałem cię przeprosić za zeszły wieczór.
– Wszystko gra. – Wzruszyłam ramionami. – Zdaję sobie sprawę, że bywam trudna. Ale to wyłącznie dlatego, że zależy mi na tym, by zrobić dobrą robotę.
– Nie powinienem był się niepochlebnie wyrażać o żadnej osobie, która zgłasza się na ochotnika do pracy przy naszym projekcie. Postępujesz szlachetnie, a ja zachowałem się jak palant. Naprawdę przepraszam.
– W porządku.
Mój rozmówca wyciągnął do mnie rękę.
– Zgoda?
Skinęłam głową i uścisnęła mu dłoń.
– Jasne.
Byłam zła, że gdy tylko dotknęłam jego ręki, znowu poczułam tamto przyjemne mrowienie, które czułam poprzedniego wieczoru. Nie dało się też przeoczyć, jak wielka była jego dłoń i jakie emanowało z niej ciepło, gdy trzymał moją w uścisku. Cofnęłam rękę tak szybko, jak mogłam – gdybym zrobiła to o ułamek sekundy prędzej, mój pośpiech stałby się aż nadto oczywisty.
Brayden wskazał ruchem głowy drzwi.
– Chcesz się ze mną przejechać po materiały budowlane? Mogłabyś mi pomóc przy wyborze sztukaterii.
– Zależy ci, żeby poznać moje zdanie, czy pytasz dlatego, że zdajesz sobie sprawę, jak lubię prezentować swoją opinię?
Uśmiechnął się.
– Będę z tobą szczery: jedno i drugie.
Przewróciłam oczami.
– Niech będzie. Ale jadę z tobą tylko dlatego, że widziałam, jaką szafkę wybrałeś do łazienki, kiedy dostarczono ją dziś rano.
– A co z nią jest nie tak?
– Nic. O ile ktoś mieszka w akademiku.
– Jest prosta. Lubię prostotę.
– To była pierwsza szafka, która wyskoczyła ci na stronie, prawda?
Usta mojego rozmówcy drgnęły.
– Wcale nie.
Wskazałam palcem na uśmieszek, który starał się przede mną ukryć.
– Nie pierdol, Foster.
Zeszliśmy po schodach, a potem wyszliśmy przed budynek i wsiedliśmy do auta. Minęliśmy kilka przecznic, gdy Brayden zdecydował się przerwać milczenie.
– Co to takiego to Centrum Odmładzania? – zapytał ni stąd, ni zowąd.
– Skąd znasz tę nazwę?
– To adres strony internetowej, który masz w stopce poczty elektronicznej. CentrumOdmladzania.Com.
– Ach, racja. To moja firma. Jestem właścicielką medi-spa. Właściwie to współwłaścicielką. Razem z moim najlepszym przyjacielem, Wellsem.
– Spa? Czyli masaże i inne takie?
Pokręciłam głową.
– Medi-spa to nie to samo co spa relaksacyjne. To skrót od medycznego spa. Wykonujemy nieinwazyjne zabiegi kosmetyczne, takie jak depilacja laserowa, wstrzykiwanie botoksu, powiększanie ust, peeling chemiczny, wybielanie zębów… te sprawy.
– Ciekawe. Jak weszłaś w ten biznes?
– Jestem dyplomowaną pielęgniarką. Lata temu pracowałam u pewnego chirurga plastycznego. Przychodziło tam na konsultacje mnóstwo ludzi, którzy jednak nie decydowali się na rozważany zabieg ze względu na koszty albo po tym, jak dowiedzieli się, że odbywa się on w znieczuleniu ogólnym. Często prosili o namiary na jakieś miejsce, gdzie mogliby liczyć na alternatywną, mniej inwazyjną formę zabiegu. Przyszło mi na myśl, że czemu miałabym ich właściwie kierować do kogoś innego, skoro sama mogłabym oferować takie usługi?
– Czyli odeszłaś, żeby zbudować własny biznes, a tamten lekarz zaczął ci podsyłać zainteresowanych klientów?
Uśmiechnęłam się.
– Nie miał wyjścia, jeśli chciał dostać kolację. Ten chirurg plastyczny był moim mężem.
Zatrzymaliśmy się na następnych światłach. Kątem oka widziałam, jak Brayden wodzi wzrokiem po mojej twarzy.
– Próbujesz odgadnąć, czy robiłam sobie jakieś zabiegi, skoro byłam żoną chirurga plastycznego? – zapytałam, patrząc wprost przed siebie.
– Nie – odpowiedział, owiele zbyt szybko.
– Właśnie, że tak.
– Właściwie to patrzyłem na twoje usta.
– Bo sądzisz, że wstrzykiwałam sobie kwas hialuronowy?
– Nie. Bo są różowe. Ale raczej nie używałaś szminki. Zeszłego wieczoru też zwróciłem na to uwagę.
– Zawsze tak się dokładnie przyglądasz ludziom, których poznajesz?
– Tylko tym, od których nie potrafię oderwać oczu.
Zachichotałam.
– Czaruś.
– To żaden tekst na podryw. Mówię prawdę. W nocy prawie nie spałem z wściekłości na siebie za te głupoty, które powiedziałem. Uważam, że jesteś piękna, i naprawdę fajnie mi się z tobą rozmawiało.
Sama też marnie spałam minionej nocy. Nie mogłam przestać rozmyślać o pewnym facecie z seksownym uśmiechem z dołeczkami w policzkach. Ale nie zamierzałam zdradzać mu takich szczegółów i dodatkowo go ośmielać.
Market budowlany znajdował się po prawej stronie. Wskazałam palcem w tamtym kierunku.
– Musisz objechać sklep dookoła. Parking jest z drugiej strony.
– Mieszkasz w tej okolicy?
Pokręciłam głową.
– Nie. Mieszkam w Connecticut. Ale byłam tu wczoraj po południu, żeby rzucić okiem, jakie mają szafki do łazienki. Zamierzałam ci podsunąć jakąś inną. Zanim się dowiedziałam, co sądzisz na temat moich sugestii.
Brayden zwiesił głowę.
– Nigdy mi nie odpuścisz, że zachowałem się jak palant, co?
– Pewnie nie.
Gdy znaleźliśmy się w sklepie, Brayden pozwolił mi wybrać sztukaterię. Potem zatrzymaliśmy się w dziale z farbami, gdzie pokazałam mu różnicę między jego odcieniem szaroniebieskiego, a tym, który sama wybrałam, odrobinę innym. Blask jarzeniówek pozwalał łatwo dostrzec, że jego farba miała zielonkawy odcień, a moja nie.
– W salonie jest dużo światła – wyjaśniłam. – Więc twój kolor będzie wyglądał na bardziej zielony niż jest, kiedy oglądasz go na małej próbce farby, mimo że mój różni się od niego ledwie o ton. W położnej obok kuchni mają być niebieskie płytki, dlatego pomyślałam, że wybrana przeze mnie farba będzie się lepiej komponowała, zachowując przy tym wybraną przez ciebie paletę kolorystyczną.
– Teraz to widzę.
Zmrużyłam oczy.
– Doprawdy? A może tylko dalej próbujesz mi się podlizać, żeby odpokutować za to, co powiedziałeś wczoraj wieczorem?
Na wargach Braydena zamajaczył uśmiech.
– Nie, teraz naprawdę dostrzegam różnicę. Ale na stronie z farbami była niewidoczna, więc uznałem, że po prostu utrudniasz mi życie.
– Widzisz? – Wyjęłam mu próbkę farby z dłoni. – W moim szaleństwie jednak jest metoda.
Po powrocie pod budynek fundacji Brayden zaparkował przy krawężniku.
– Musisz jeszcze wracać do środka czy wszystko już na dzisiaj zrobiłaś?
– Wszystko skończyłam i jestem gotowa, by przyjąć jutro wolontariuszy z mojego zespołu.
– Chcesz skoczyć coś zjeść?
Przygryzłam dolną wargę.
– Pytasz jako kolega czy to zaproszenie na randkę?
– A co, jeśli to randka?
– Biorąc pod uwagę, że mógłbyś być moim synem, byłabym zmuszona odmówić.
Brayden skrzywił twarz.
– Nie ma opcji, żebyś była w wieku, w którym mogłabyś być moją matką. Chyba że masz w tym swoim medi-spa fontannę wiecznej młodości.
– Może nie mógłbyś być dosłownie moim synem, ale mam pasierbicę, która jest pewnie w zbliżonym wieku co ty. I podejrzewam, że jestem od ciebie o co najmniej dziesięć lat starsza.
– Ile lat ma twoja pasierbica?
– Trzydzieści. Mój mąż był o siedemnaście lat starszy ode mnie.
Brayden wzruszył ramionami.
– Czyli kiedy za niego wychodziłaś, nie dbałaś o różnicę wieku. Dlaczego teraz się nią przejmujesz?
Uśmiechnęłam się.
– To kiepski pomysł, Brayden.
– W porządku, więc zjemy kolację po koleżeńsku.
Chciałam tego. Naprawdę, naprawdę chciałam. I właśnie dlatego wiedziałam, że muszę odmówić. Westchnęłam.
– Dzięki za zaproszenie. Ale chyba zjem spokojną kolację we własnym towarzystwie.
Zmarszczył brwi.
– OK. Gdzie zaparkowałaś? Podrzucę cię do twojego wozu.
Wskazałam auto stojące bezpośrednio przed jego samochodem.
– Tutaj. Dobrej nocy, Brayden.
Mężczyzna zmarkotniał.
– Nawzajem.
Wysiadłam i podeszłam do swojego auta. Gdy otwierałam drzwi, Brayden opuścił szybę po swojej stronie.
– Hej, Alex?
– Tak?
– Może i jesteś czyjąś macochą, ale nie znam żadnej mamy, która wygląda tak jak ty.
Tego wieczoru postanowiłam zjeść kolację w hotelowej restauracji. Był to raczej głupi pomysł, skoro zależało mi, żeby nie spotkać Braydena. Uświadomiłam sobie swój błąd, kiedy wmaszerował nagle do pomieszczenia. Wyglądał tak oszałamiająco dobrze, że miałam ochotę krzyczeć.
Miał na sobie granatową koszulkę i ciemne dżinsy, a zegarek o grubej bransolecie komponował się idealnie z jego seksownymi rękami. Gdy zauważył mnie, siedzącą w kącie restauracji, zmrużył oczy, udając zaskoczenie, co wyglądało cholernie uroczo.
Ruszył prosto do mojego stolika.
– Co za zbieg okoliczności, że cię tu spotkałem.
– Niesamowite, co? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że obydwoje zatrzymaliśmy się w tym hotelu. – Parsknęłam śmiechem.
Mężczyzna podniósł dłonie w defensywnym geście.
– Przysięgam, że wcale cię nie śledziłem. Po prostu zgłodniałem, a w pobliżu nie ma zbyt wiele innych opcji, żeby coś zjeść.
Popatrzył mi przeciągle w oczy, a ja nie potrafiłam uwolnić się od myśli: otak, wyglądasz na wygłodniałego. Ale nie chodzi ciojedzenie. A jeśli mam być szczera, to nie miałabym nic przeciwko temu, żeby go w tym momencie schrupać.
Brayden uśmiechnął się szelmowsko i wskazał krzesło stojące z drugiej strony stolika.
– Czy to miejsce jest wolne?
– Właściwie to owszem.
Zatrzepotał rozkosznie długimi rzęsami.
– A czy pozwolisz, żebym się do ciebie przysiadł?
Poczułam, jak moje policzki oblewa rumieniec.
– Nie mam nic przeciwko.
Brayden zajął miejsce i postukał palcami o blat stolika.
– Zamówiłaś już coś?
– Nie. – Obróciłam menu w jego stronę. – Gdy wszedłeś, właśnie czytałam, co tu dają, ale jeszcze się nie zdecydowałam, na co mam ochotę. – No wkażdym razie, jeśli chodzi ojedzenie. Sądząc po reakcji mojego ciała w tym momencie, ono nie miało problemu, by wskazać, czego pragnie. Tyle że Brayden nie figurował w jadłospisie. I tak miało pozostać na zawsze.
Nagle dotarł do mnie jego niesamowity zapach. Poczułam, jak twardnieją mi sutki, co stanowiło jasny dowód na to, że moje ciało i rozsądek przestały ze sobą współpracować.
Brayden zaczął przeglądać menu.
– Jesteś bardzo głodna?
– Raczej tak. – Odchrząknęłam.
Popatrzył na mnie znad karty.
– Co powiesz na to, żebyśmy zamówili wspólnie pizzę i spróbowali bakłażana z parmezanem? Mam ochotę na jedno i drugie, ale nie potrafię się zdecydować. – Zamknął jadłospis. – Może moglibyśmy podzielić się nimi po połowie?
Albo może wolałbyś przerżnąć mnie na pół. Co jest ze mną, do cholery?
– Dobry pomysł. Sama miałam oba te dania na oku – odparłam. Podobnie jak twoje usta. Twoje dłonie. Twoje silne ramiona.
– To żadna niespodzianka, biorąc pod uwagę, jak podobne okazały się nasze preferencje do tej pory. – Mrugnął do mnie porozumiewawczo.
– W pewnym zakresie… Niekoniecznie w kwestii wystroju wnętrz – odparłam i też puściłam do niego oko.
Brayden odłożył menu i popatrzył mi prosto w twarz. Miałam wrażenie, jakby skierował na mnie snop reflektora, jakby wprost świdrował mnie spojrzeniem. Ten facet koncentrował całą uwagę na swoim rozmówcy, co było trochę przytłaczające.
Obok stolika pojawił się kelner i przyjął nasze zamówienie, co zapewniło mi chwilę wytchnienia. Ale kiedy się oddalił, Brayden ponownie skupił pełną uwagę na mojej osobie.
– Mówiłaś… mówiłaś o pasierbicy – odezwał się. – Masz jeszcze jakieś dzieci?
– Nie. – Wbiłam wzrok w swoją szklankę wody. – Mój mąż nie chciał mieć więcej dzieci, więc nie mam własnych.
– A twoje pragnienia? Chciałaś mieć dzieci?
Jego pytanie zbiło mnie z tropu. Prawdę mówiąc, w tamtym okresie było mi to obojętne, ale obecnie zdarzało mi się czasem żałować, że ja i Richard nie zdecydowaliśmy się na chociaż jedno dziecko. Caitlin miałaby rodzeństwo. Otrząsnęłam się z tych rozmyślań i postanowiłam zrobić unik.
– Po prostu nie było nam to pisane. – Przechyliłam głowę na bok. – Podejrzewam, że sam nie masz dzieci?
– Skąd takie podejrzenie?
– Chyba stąd, że masz za dużo energii. – Zachichotałam. – Dzieci są wyczerpujące.
– Masz rację. Nie jestem jeszcze dzieciaty.
Jeszcze.
– Więc jesteś zdecydowany, żeby je mieć…
– Kiedyś owszem – odparł.
Kolejny powód, żebym nie igrała zogniem.
– Domyśliłam się, że nie masz dzieci również dlatego, że gdybyś je miał, trudno by ci było zrobić sobie wolny weekend i wyjechać na drugi koniec stanu.
– No cóż, co prawda, to prawda. I to właśnie dlatego moi kumple nie mogą z reguły wpadać tu na weekendy, chociaż akurat jutro mają do nas zajrzeć. Wszyscy moi przyjaciele są już rodzicami.
– Opowiedz mi o nich – poprosiłam, kołysząc kostkami lodu w szklance.
– Ryan był piątym członkiem naszej paczki. Wychowywaliśmy się razem w Pensylwanii. Colby, Holden, Owen, i ja. Kiedy Ryan umarł, zostawił nam w spadku dużą sumę pieniędzy, a my wykorzystaliśmy ją na zakup budynku, w którym sami mieszkamy, a resztę lokali wynajmujemy.
– Czyli jesteś właścicielem kamiennicy.
– Owszem.
– Imponujące.
– Tak sobie. Bardziej dumny jestem z tego, co zdziałałem w protetyce, i z Domu Ryana.
– Jasne, ale moim zdaniem to imponujące, że doszliście do porozumienia i postanowiliście przeznaczyć te pieniądze na jakiś dobry cel, zamiast po prostu je przepuścić. Inwestycja w nieruchomość to dobry pomysł. – Uśmiechnęłam się. – Poza tym domyślam się, że to całkiem spoko mieszkać w tym samym budynku co kumple.
– I wszyscy wyskakujemy na kawę do Central Parku – podsumował Brayden filmowym tekstem.
Pstryknęłam palcami.
– A, racja. Jak w serialu. Myślałam, że jesteś zbyt młody, by pamiętać Przyjaciół.
– Auć. – Brayden parsknął śmiechem. – No cóż, oglądałem ten serial w piżamie ze znakiem Supermana. Więc może nie jesteś tak do końca w błędzie.
– Musiałeś w niej uroczo wyglądać.
Mężczyzna westchnął.
– Właściwie to naprawdę fajne mieszkać w tym samym budynku co moi przyjaciele, ale ma to tę ujemną stronę, że każdy z nas wtyka ciągle nos w sprawy pozostałych. – Przechylił głowę. – Spotykasz się z kimś?
– To się nazywa nagła zmiana tematu.
– Tak już mam, kiedy coś mnie zainteresuje… albo ktoś.
– Nie. Aktualnie z nikim się nie spotykam.
– Więc od śmierci męża zdarzało ci się już umawiać na randki.
– Tak. Ale w większości trafiałam nie najlepiej. Nie znalazłam nikogo na poważnie. – Ajuż na pewno nikogo, zkim łączyłaby mnie taka chemia jak ztobą.
– No cóż, taka kobieta jak ty może sobie pozwolić, żeby być wybredną.
– Dziękuję, ale tak byłoby przy założeniu, że ma wiele świetnych opcji do wyboru. – Pogryzłam kostkę lodu. – Większość mężczyzn w mojej grupie wiekowej to rozwodnicy obarczeni własną, skomplikowaną historią. A jeśli nie są rozwiedzieni, to… Powiedzmy, że często istnieje dobry powód, dlaczego nigdy się nie ożenili.
– Widzisz? – Brayden poruszył porozumiewawczo brwiami. – I właśnie dlatego powinnaś postawić na kogoś młodszego.
– Niech no zgadnę: znasz kogoś, kto byłby dla mnie wsam raz.
– I nawet lubi tego samego burbona co ty.
Zachichotałam.
Przyniesiono nasze zamówienia, ale nie przerwało nam to swobodnej konwersacji. Kiedy skończyliśmy jeść pizzę i bakłażana, uznałam, że nie będę się gubiła w domysłach, tylko zapytam wprost:
– A tak w ogóle to ile masz lat? – Wcześniej zażartowałam, że mógłby być moim synem, ale wiedziałam, że to przesada.
– Trzydzieści jeden. A rocznikowo nawet trzydzieści dwa. – Wzruszył ramionami. – Widzisz? Nie mam nic do ukrycia. – Wyszczerzył zęby. – A ile mi dawałaś?
– Obstawiałam coś między trzydzieści a trzydzieści pięć.
Brayden zrobił wielkie oczy.
– Cholera, trzydzieści pięć?
– To był najbardziej skrajny wariant – przyznałam.
Westchnął.
Na moment zapadło milczenie, aż w końcu postanowiłam go ośmielić.
– Nie zapytasz o mój wiek?
– Nie. – Pokręcił głową, nie odrywając wzroku od moich oczu.
– Dlaczego?
– Bo mam gdzieś, ile masz lat. Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć. Ale to niczego nie zmieni.
Skrzyżowałam ramiona na piersi i odchyliłam się do tyłu.
– Nie spróbujesz nawet zgadnąć?
– Nie wyglądasz na więcej niż trzydzieści pięć.
– A co, gdybyś się dowiedział, że jestem od ciebie o dwadzieścia lat starsza?
Brayden też skrzyżował ramiona na piersi.
– To jasne, że tak nie jest.
– Masz rację. Ale czy to nie miałoby znaczenia?
– Nie – odparł bez chwili wahania.
– No cóż, a powinno.
Zmrużył oczy.
– Dlaczego?
– Bo przy takiej różnicy wieku w grę wchodzi ogromna różnica w życiowych doświadczeniach.
– Z tego, co opowiadałaś, doświadczenia, które miałaś z mężczyznami w swoim wieku, nie wypadły szczególnie zachęcająco. – Uniósł znacząco brew. – Umawiałaś się kiedyś z młodszym mężczyzną?
– Nie.
– Czyli nie przeżyłaś niczego, dzięki czemu mogłabyś sobie wyrobić opinię na nasz temat. Uważam, że zanim odrzucisz ten pomysł, powinnaś poddać go próbie. Zgłaszam się na ochotnika, żeby pokazać ci, jak to jest
– Nie licz na żadne pokazywanie – rzuciłam żartobliwie.
Roześmiał się.
– Masz szczęście, że nie zrażam się, kiedy ktoś odprawi mnie z kwitkiem. Z reguły tylko zwiększa to moją motywację.
Pokręciłam głową.
– I co ja mam z tobą zrobić?
Brayden otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale zanim zdążył to zrobić, dodałam:
– Wyrzuć z głowy te myśli.
– Dobra, będę poważny. – Przesunął w palcach serwetkę. – Powiedziałaś, że twoja pasierbica jest mniej więcej w moim wieku. A twój mąż był od ciebie o siedemnaście lat starszy. Między tobą a nią musiała się wywiązać interesująca relacja, kiedy zjawiłaś się w jej życiu.
Uciekłam spojrzeniem w bok, wracając myślą do tamtych pierwszych dni swojej znajomości z Caitlin.
– Początkowo nie było nam łatwo. Jej matka umarła, kiedy mała miała dziesięć lat, a ja pojawiłam się w jej życiu niedługo później.
– Szczęściara z niej, że cię ma, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że obydwoje jej rodzice nie żyją.
– Nasze relacje wyglądały z początku trochę burzliwie. Ale rozumiałam, dlaczego jest jej z tym ciężko. Żeby do jej domu wprowadzała się jakaś młoda kobieta? Żadne dziecko nie przyjmie lekko takiej sytuacji. Ale stopniowo zaczęłyśmy się docierać i w końcu mi zaufała. Wraz z upływem czasu coraz bardziej pełniłam wobec niej rolę matki. Obecnie łączy nas niesamowicie bliska więź i jestem za to strasznie wdzięczna losowi. – Uśmiechnęłam się. – Właściwie to Caitlin jest moją najlepszą przyjaciółką.
Brayden wsparł głowę na dłoni i wyszczerzył zęby.
– To fantastycznie.
– A tak w ogóle to… – Upiłam łyk wina. – Spotykałeś się kiedyś ze starszą kobietą?
– Nie. – Mój rozmówca podrapał się po podbródku. – A w każdym razie nic mi o tym nie wiadomo.
– Jak to?
– Po prostu zdarzyło mi się kilka razy sypiać z kobietami, o których wieku nie miałem pojęcia.
Poczułam ucisk w żołądku.
– Aha.
– Przeszkadza ci to? – Zmarszczył brwi. – Po prostu staram się być szczery. Ale może poprawi ci samopoczucie wiadomość, że już dawno wyrosłem z numerków na jedną noc. Jestem tym zmęczony i naprawdę chciałbym znaleźć tę jedyną.
To nie będę ja. Odetchnęłam.
– No cóż, jeśli nie znałeś ich wieku, to się nie liczy. Namawiasz mnie, żebym zaczęła się umawiać z kimś o wiele młodszym ode mnie, a sam nigdy nie spotykałeś się świadomie z kimś starszym od siebie.
– Ale to tylko kolejny powód, dla którego to idealna okazja. – Pokazał ręką na mnie, a potem na siebie. – Możemy się od siebie wiele nauczyć.
– Wiesz, czego mógłbyś mnie nauczyć?
Brayden pochylił się w moją stronę.
– Czego?
– Jak posługiwać się gwoździarką. – Parsknęłam śmiechem. – Zaczynała mnie dręczyć myśl, że trochę się zapędziłam, sądząc, że mogę zrealizować ten projekt własnymi rękami. Tak naprawdę to, pomijając sferę dizajnu, nie mam żadnej praktyki w pracach budowlanych.
Mój towarzysz błysnął zębami w uśmiechu.
– Możesz na mnie liczyć. Jeśli będziesz potrzebowała przy czymś pomocy, wystarczy, że dasz znać.
Właśnie tego się obawiałam. Praca przy tym projekcie oznaczała, że spędzę z tym facetem sporo czasu. Czułabym się o wiele pewniej, gdyby nie odznaczał się aż tak nieodpartym urokiem. Przy okazji tej myśli nasunęła mi się też refleksja, że byłoby z mojej strony mądrym ruchem wrócić do swojego pokoju, zanim ta kolacja zmieni się w wieczorne popijanie drinków.
Gdy Brayden uregulował rachunek, nalegając, że sam za wszystko zapłaci, sięgnęłam po torebkę i oświadczyłam:
– Musimy jutro wstać z samego rana. Chyba pójdę już na górę.
Na jego twarzy odmalowało się rozczarowanie.
– Jesteś pewna? Chyba jeszcze za wcześnie na dobranoc.
– Jest prawie dziesiąta.
– Czyli wcześnie.
– Chyba każde z nas pozostanie przy swoim zdaniu na ten temat.
– I na inne tematy. – W jego spojrzeniu zamigotały iskierki. – Nie daj się prosić – dodał nieustępliwie. – Chodźmy do baru na jednego drinka.
Poczułam, jak moje mięśnie tężeją, gdy podjęłam decyzję, by wytrwać w swoim postanowieniu.
– Nie mogę. Czekają na mnie prysznic i łóżko.
– To też brzmi interesująco.
Przewróciłam oczami.
– Mogę cię chociaż odprowadzić do pokoju? – zapytał.
Nie zamierzałam ryzykować, że to pytanie, zamiast stanowić finalny punkt wieczoru, okaże się jedynie wstępem do czegoś więcej.
– Nie, dziękuję. Zajrzę po drodze do kiosku i kupię ibuprofen.
– Rozbolała cię przeze mnie głowa? – zapytał.
Yyy, nie. To tylko wymówka, bo kiedy jestem obok ciebie, nie mogę mieć do siebie zaufania. Obróciłam się i ruszyłam przed siebie, zanim zdążył powiedzieć coś, co mogłoby wpłynąć na moją decyzję.
– Dobranoc, Brayden.
– Dobranoc, Alex. Pchły na noc – zawołał za mną.
Odwróciłam się po raz ostatni w jego stronę, nie przestając maszerować tyłem.
– Jesteśmy w hotelu. Lepiej nie wspominaj o pchłach.
Brayden posłał mi całusa, a ja ledwo uniknęłam zderzenia z jakimś innym gościem. Przysięgłam sobie w duchu, że już się więcej nie obejrzę, bo bałam się, że mogłabym zmienić zdanie, a przecież postanowiłam, że wrócę do swojego pokoju, jak przystało na grzeczną dziewczynkę. Jednak kiedy zmierzałam na piętro, szczerzyłam się jak głupi do sera.
Gdy dotarłam do pokoju, weszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Miałam zaróżowione policzki– z podekscytowania, podniecenia, zawstydzenia albo kombinacji wszystkich tych czynników. Plasnęłam się po twarzy.
– Ogarnij się! – Od razu parsknęłam śmiechem, zdając sobie sprawę z niedorzeczności swojego postępowania. Jak na kobietę przekonaną, że jest za stara dla tego faceta, zachowywałam się bez dwóch zdań niczym głupiutki podlotek.
W tym momencie zadzwonił mój telefon, wyrywając mnie z zamyślenia. Odebrałam połączenie wideo i na ekranie urządzenia wyświetliła się twarz mojej pasierbicy, Caitlin.
– Co słychać?
Wypuściłam z płuc długie, rozdygotane westchnienie.
– Nie za wiele.
– Wyglądasz, jakbyś się czymś zmachała.
Przygryzłam wargę i odgarnęłam sobie włosy za ucho.
– Serio?
– Owszem. Jakbym cię przyłapała z tymi twoimi spodniami od Lilly Pulitzer spuszczonymi do kostek albo coś w tym guście. – Zachichotała. – Jest tam ktoś z tobą?
– Nie. Skąd taki pomysł?
– Sama nie wiem. Wyglądasz, jakbyś coś zmalowała. Albo może jakby ktoś tam z tobą jednak był?
– Jestem absolutnie sama. – Obróciłam telefon dookoła, żeby Caitlin mogła zobaczyć pusty hotelowy pokój. – Widzisz?
– Wszystko u ciebie w porządku?
– Tak. – Umilkłam na moment. Boże, ależ miałam ochotę opowiedzieć jej całą tę historię.
Co miałam do ukrycia? Od lat rozmawiałam ze swoją pasierbicą o wszystkim. Czym ta sytuacja różniła się od poprzednich?
– Jest taki jeden facet, który… wydaje się ciekawy – wypaliłam.
Caitlin wycelowała we mnie palec.
– Wiedziałam! – Wyrzuciła triumfalnie stopy do góry. – Chyba jednak znam cię na wylot, co?
Od razu spróbowałam wszystko zbagatelizować.
– To nie tak. To znaczy nic się tak naprawdę nie dzieje i do niczego nie dojdzie, ale, jak rany, już prawie zapomniałam, jak to jest z kimś flirtować. To coś niepowtarzalnego.
– Chwilunia. – Caitlin zmrużyła oczy. – A właściwie to czemu miałoby do niczego nie dojść?
Przygryzłam dolną wargę.
– Wydaje mi się, że on jest dla mnie za młody.
– Jak bardzo młody?
– W twoim wieku.
Serce trzepotało mi w piersi, gdy czekałam, aż moja pasierbica przetrawi tę nowinę.
– OK. No dobra, ale czym to się różni od mojego związku z Gregiem, który był o dziesięć lat starszy ode mnie?
Greg był facetem, z którym Caitlin chodziła przez jakieś sześć miesięcy. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Prawdopodobnie zpowodu różnicy wieku.
– Niczym. Tyle że… – Nie miałam na to dobrej riposty. – Sama nie wiem.
– Alex, wyglądasz fantastycznie. Bijesz na głowę większość moich rówieśniczek i kobiet młodszych ode mnie. Kogo obchodzi, że on jest młodszy niż ty?
– Chyba mnie. Jestem na tym etapie, kiedy chcę cieszyć się życiem, a nie zamartwiać się o jakiegoś faceta, któremu może któregoś dnia przyjść do głowy, że pragnie mieć dzieci. Albo coś w tym guście.
– Wybiegasz w tym momencie o wiele za daleko do przodu. Czemu nie miałabyś się zabawić z kolesiem w czasie, kiedy bierzesz udział w tym projekcie? Przecież nawet nie mieszkacie w tym samym miejscu, prawda? Kto w ogóle powiedział, że musisz się przejmować wszystkimi tymi poważnymi pytaniami?
Nie miałam na to odpowiedzi, ale w głębi duszy wiedziałam, że nić porozumienia, jaka nawiązała się między mną a Braydenem, miała w sobie coś wyjątkowego. Potrafiłam sobie wyobrazić, że tracę dla niego głowę. I właśnie dlatego musiałam zachować wielką ostrożność. Ten facet budził we mnie coś więcej niż tylko fizyczny pociąg. Jednak mimo że nieustannie starałam się zachować czujność, jakaś część mnie nie przyjmowała tego do wiadomości. Nie mogłam nic poradzić na to, że na myśl o tym, iż zobaczę go następnego dnia, wypełniała mnie ekscytacja. A raczej byłam wręcz cała wskowronkach.
– O, znowu to zrobiłaś – odezwała się Caitlin, wyrywając mnie z zadumy.
– Co takiego?
– Tę minę. – Moja pasierbica zasłoniła usta dłonią, próbując stłumić śmiech. – Szkoda, że się nie widzisz.
Zdążyłam to już zauważyć – w lustrze. Może powinnam była sobie wymierzyć bardziej siarczysty policzek.
– Jak to zrobiłeś: zażądałeś fotek i wybrałeś wolontariuszki na podstawie ich seksapilu? – zapytał Holden, po czym podniósł ręce w obronnym geście. – Nie, żeby któraś mnie interesowała. Moja żona to moja królowa. Ale trudno nie zauważyć, że jest tu kilka atrakcyjnych kobiet. Pracowałem przy poprzednich projektach i tamte ekipy na pewno nie wyglądały aż tak dobrze.
Moi kumple – Owen, Holden i Colby – przyjechali tego dnia rano, żeby pomóc w rozpoczęciu przebudowy dwudziestego trzeciego Domu Ryana. Wszyscy angażowaliśmy się w ten projekt, kiedy tylko mogliśmy. Większość remontów trwała od trzech do czterech miesięcy, więc ochotnicy musieli poświęcić sporo weekendów. Ale kiedy jeden z nas kierował pracami, pozostali starali się dołożyć swoją cegiełkę chociaż przez jeden albo dwa weekendy. Zawsze czuliśmy, że robimy coś dobrego, kiedy gromadziliśmy się w ten sposób dla uczczenia pamięci Ryana.
Zerknąłem w kierunku Kyry, superseksownej dwudziestokilkulatki. Pochwyciła moje spojrzenie i posłała mi zalotny uśmiech. Pokręciłem głową.
– Nie mam pojęcia, jak do tego doszło. Ale kiedy kierowałem zeszłorocznym remontem, miałem do dyspozycji siedemnastu kolesi, parę lesbijek oraz sześćdziesięciolatkę, która przypominała mi moją ciotkę i paliła jak lokomotywa. Spędzała więcej czasu na zewnątrz, kurząc pety, niż pracując w budynku.
Holden parsknął śmiechem.
– Ta Kyra od jakiejś godziny robi do ciebie słodkie oczy.
W normalnych okolicznościach kobieta taka jak Kyra byłaby idealnie w moim typie, ale teraz w moich myślach było miejsce tylko dla jednej osoby. Właśnie w tym momencie ten ekskluzywny obiekt moich rozmyślań wmaszerował do pomieszczenia w towarzystwie Chada, całkiem nieźle wyglądającego wolontariusza po czterdziestce. Na twarzach obydwojga malowały się uśmiechy.
– Przepraszam na chwilę – powiedziałem do Holdena – Pora rozkręcić tę imprezę. Myślę, że godzina na kawę, obchód i wprowadzenie w temat wystarczy aż nadto.
Położył mi rękę na ramieniu.
– Do dzieła, stary, wykaż się.
Cisnąłem opróżniony kubek z Dunkin’ Donuts do kosza i wyszedłem na środek pomieszczenia.
– Mogę prosić wszystkich o uwagę?
Dookoła mnie zgromadziła się dwudziestodwuosobowa grupa ochotników.
– Będziemy zaczynać. Jak już wspominałem podczas wcześniejszego wprowadzenia, mamy przy tym projekcie dwójkę liderów, Jasona i Alex. Połowa z was trafi do grupy Jasona i zajmie się elektryką, hydrauliką, ogrzewaniem oraz innymi instalacjami. W weekendy będą się tutaj zjawiać różni zewnętrzni wykonawcy, którzy wykonają zadania wymagające uprawnień albo specjalnych umiejętności. Za to nasze drużyny wezmą na siebie rutynowe prace mające na celu wsparcie fachowców. Przykładowo będzie tu wpadał elektryk, żeby nadzorować wymianę przewodów w całym budynku. Sam przeprowadzi wszystkie roboty związane z podłączaniem prądu, ale wy możecie zająć się takimi rzeczami jak bruzdowanie i przeprowadzenie kabli poprzez ściany. Drugą ekipą będzie kierowała Alex i weźmie na siebie prace związane z wystrojem wnętrz, takie jak malowanie, podłogi, meble, sprzęty i armatura. Dziś rano odwiedzi nas zewnętrzny wykonawca, który pokaże wam, jak układać panele podłogowe. Będziecie pomagać mu w pracy, żeby obniżyć koszty. Ktoś ma pytania odnośnie do tego, co zostało powiedziane do tej pory?
Wszyscy pokręcili głowami.
Podniosłem leżącą na stole podkładkę do pisania.
– OK. Świetnie. Przy wypełnianiu zgłoszenia do wolontariatu pytaliśmy was o posiadane doświadczenie przy pracach budowlanych. Kilkoro z was miało już styczność z takimi robotami, więc podzielimy was w taki sposób, żeby połączyć w obydwu grupach zarówno doświadczonych, jak i niedoświadczonych ludzi.
Zerknąłem na sporządzoną zeszłego wieczoru listę obydwu drużyn i zdecydowałem się w ostatniej chwili dokonać jednej zamiany. Dave i Holden byli wolontariuszami o największym doświadczeniu w pracach budowlanych, więc przydzieliłem Holdena do grupy Jasona, a Dave’a do grupy Alex. Podświadomie chciałem prawdopodobnie odseparować swojego kumpla, cieszącego się względami płci pięknej, od kobiety, którą sam byłem zainteresowany. Tyle że Holden był w szczęśliwym związku małżeńskim, a Dave jak na mój gust sprawiał wrażenie, że trochę za bardzo lubi spędzać czas w towarzystwie Alex. Dlatego postanowiłem zamienić ich miejscami.
Miałem właśnie odczytać listę członków obu zespołów, kiedy Kyra podniosła rękę do góry.
– Mam pytanie.
– Oczywiście. Słucham.
Dziewczyna wyszczerzyła zęby i zakołysała się na piętach.
– Mogę zostać przydzielona do twojej ekipy?
Kątem oka zauważyłem, jak Alex marszczy brwi. Może jednak istniała dla mnie nadzieja.
– Przykro mi, ale sam nie należę do żadnej ekipy. Angażuję się to tu, to tam. Ale jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to zawsze będę się kręcił w pobliżu.
Odczytując listę członków zespołów, uśmiechnąłem się dyskretnie na widok rozczarowanej miny Dave’a, kiedy okazało się, że trafił do grupy Jasona. Potem poinstruowałem każdą z ekip, gdzie mają rozpocząć, i dałem sygnał, żeby brali się do roboty.
Aby drużyny nie wchodziły sobie w drogę, jedna miała przystąpić do realizacji swoich zadań na parterze, a druga na pierwszym piętrze. Gdy Alex udała się ze swoją ekipą na górę, Holden ruszył za nimi, ale w tym momencie chwyciłem go za łokieć.
– Masz chwilkę?
– Dla ciebie zawsze, przyjacielu.
– Chciałem tylko, żebyś wiedział, że między mną i Alex coś zaiskrzyło.
Muzyk wyszczerzył zęby.
– Doprawdy?
– Nie mówię ci tego, żebyś trzymał się od niej z dala. Wiem, że nie widzisz świata poza Lalą. Ale może mógłbyś zrobić mi reklamę, jeśli nadarzy się okazja.
– Jeśli przez reklamę rozumiesz, że mam jej opowiedzieć, jak w pierwszej klasie zeszczałeś się w gacie i próbowałeś wszystkim wmówić, że to jedna z rybek z akwarium pani Reardon wyskoczyła na zewnątrz i cię ochlapała, to absolutnie możesz na mnie liczyć.
Zamknąłem oczy.
– Po chuj ja ci w ogóle mówiłem, że ona mnie kręci?
Holden zarechotał.
– Niech mnie diabli, jeśli potrafię na to odpowiedzieć. To było raczej głupie. – Uniósł rękę. – Ej, Owen. Chodź no tu na moment.
– Co jest? – zapytał, podchodząc do nas, nasz kumpel
– Nasz koleżka leci na Alex, liderkę ekipy od wystroju wnętrz.
– Serio? A czy ona wie, że gdy miał cztery lata, to wściekł się na mnie, bo przez nieuwagę walnąłem go piłką do bejsbola, kiedy trenowaliśmy rzuty, więc wstrzymał oddech na tak długo, że aż zemdlał i upadł w psie gówno?
Jęknąłem.
– Nienawidzę was obu.
Owen złożył dłonie w trąbkę przy ustach.
– Hej, Colby! Chodź tutaj na minutę.
Zaraz dołączył do nas ostatni członek naszej paczki.
– Co jest grane?
Holden wskazał na mnie ruchem głowy.
– Braydenowi wpadła w oko jedna z naszych dziewczyn.
– Pewnie Kyra?
– Nie. Alex.
Colby wyglądał na zaskoczonego.
– Serio?
– Tak. – Holden wyszczerzył zęby. – Więc jeśli będziesz miał okazję z nią pogadać, pamiętaj, żeby szepnąć jej o nim jakieś dobre słowo.
– Jasne. Opowiem jej o twoich dokonaniach, kiedy pracowałeś jako wolontariusz.
– Wreszcie – odezwałem się. – Jeden z moich kumpli nie jest totalnym bęcwałem.
Colby uśmiechnął się ironicznie.
– Wspomnę na przykład o tamtej sytuacji, kiedy w ósmej klasie zgłosiłeś się do ochotniczej pracy w kościele, podczas której zakradłeś się do konfesjonału, żeby zwalić konia.
Oczy prawie wyszły mi z orbit.
– Wcale nie waliłem konia w konfesjonale. Wlazłem tam, żeby zetrzeć z fiuta pieprzoną maść rozgrzewającą, bo ten kretyn Owen powiedział mi, że to krem do rąk, więc posmarowałem nią dłonie, a potem skoczyłem się odlać i dotknąłem swojej fujary. A jak tylko wyszedłem z kościelnej łazienki, sam się do niej wpakował, więc nie mogłem tam wrócić, kiedy pojawiło się pieczenie. Co miałem, do diabła, zrobić? Ściągnąć sobie gacie przy ołtarzu?
Owen poklepał mnie po ramieniu.
– Wciąż upierasz się przy tej historyjce o maści rozgrzewającej, co?
Spuściłem głowę.
– Jesteście do dupy – skwitowałem, kręcąc głową.
Minutę później w budynku zjawił się zatrudniony przeze mnie elektryk, więc wszyscy wzięli się do roboty. Co chwilę musiałem się zajmować czymś nowym i zanim się obejrzałem, było już po południu, a ja nie zdążyłem nawet ani razu skoczyć na piętro i sprawdzić, co słychać u Alex. Nie mogłem się doczekać, żeby przeszkolić ją z posługiwania się gwoździarką, jak umówiliśmy się zeszłego wieczoru. Wobec tego chwyciłem futerał z urządzeniem i ruszyłem na górę.
U szczytu schodów natrafiłem na Alex, Holdena i jeszcze jednego wolontariusza, który miał chyba na imię Joe. Kiedy się zbliżałem, moich uszu dobiegł ich śmiech. Gdy wszedłem do środka, wszyscy troje popatrzyli na mnie i zaczęli rechotać jeszcze głośniej.
– Szlag by to – wymamrotałem pod nosem. – Niedobrze.
Alex chciała coś powiedzieć, ale zdołała jedynie otworzyć usta, bo zaraz dopadła ją głupawka. Łzy ciekły jej po policzkach, gdy w końcu zdołała wydusić:
– Naprawdę stanąłeś pierwszego dnia w przedszkolu przed wszystkimi i ogłosiłeś: Nie wolno mi się już ze sobą zabawiać wwannie, kiedy mama myje mi włosy. Muszę zaczekać, aż skończy izostanę sam wswoim pokoju?
Zacisnąłem powieki.
– Miałem trzy lata, a opiekunki kazały, żeby każde dziecko wstało i opowiedziało innym coś o sobie. To było jedyne, co przyszło mi na myśl. Mama nie uprzedziła mnie, że to coś, co powinienem zachować dla siebie.
Holden tarzał się po podłodze – dosłownie się tarzał – rycząc ze śmiechu.
Pokręciłem głową.
– Wielkie dzięki, stary.
Alex zdołała się wreszcie opanować i położyła mi dłoń na piersi, co osłodziło mi odrobinę zdradę, jakiej doświadczyłem ze strony kumpla.
– Nie przejmuj się. Opowiedział nam też kilka fantastycznych rzeczy na twój temat.
Zmarszczyłem brwi.
– Taa, na pewno.
– Jak ci minął dzień? – zapytała. – Skoczyłam jakiś czas temu na dół po pudło ze śrubami i wyglądałeś na zajętego.
– Tak. Ale było OK. Dużo zrobiliśmy. – Podniosłem ściskany w ręce futerał. – Wpadłem, żeby pokazać ci, jak używać gwoździarki, tak jak rozmawialiśmy zeszłego wieczoru. Masz kilka minut?
– Owszem. Dwóch chłopaków poszło właśnie po pudła z panelami, które mamy położyć. Ale jeśli jesteś zajęty, to poproszę Holdena, żeby mi pokazał, jak się posługiwać tą maszyną.
Muzyk wyprostował się i otrzepał ręce z kurzu.
– Fakt, znam się na tym. Ale to Brayden jest specem od narzędzi elektrycznych. Nauczył mnie wszystkiego, co umiem.
Była to oczywiście kompletna bujda, ale doceniałem to, że postanowił ustąpić mi pola. Holden puścił do mnie oko zza pleców Alex.
Skinąłem głową w kierunku drzwi.
– Może przejdziemy na koniec korytarza, do głównej sypialni? Wszystkie belki są tam na wierzchu i nikt nie prowadzi tam dzisiaj żadnych prac. Będziesz mogła poćwiczyć.
– OK!
Gdy znaleźliśmy się w sypialni, wypakowałem bezprzewodową gwoździarkę i zrobiłem Alex szybkie szkolenie.
– Tu jest zabezpieczony tłok. Nie cofnie się, dopóki nie naciśniesz na to, w co chcesz wbić gwóźdź.
– Aha. Super. Od razu mam mniejsze opory przed używaniem tego sprzętu.
Pokazałem jej, jak działa suwak do odblokowywania mechanizmu, magazynek, przycisk zwalniający magazynek oraz spust. Właściwie nie było w tym nic trudnego, ale biorąc pod uwagę, że urządzenie miało dużą moc i bez problemu można było przestrzelić nim sobie rękę, rozumiałem wątpliwości dziewczyny.
– Gotowa na próbę?
– Bardziej gotowa już nie będę.
Wręczyłem Alex gwoździarkę i stanąłem za jej plecami. Podczas posługiwania się tym narzędziem nie jest wymagana żadna konkretna pozycja, więc postanowiłem trochę skorzystać z sytuacji.
– Wysuń jedną stopę do przodu dla jak najlepszej równowagi – poradziłem.
– OK.
– A teraz przyłóż gwoździarkę tam, gdzie chcesz. – Wyciągnąłem rękę nad jej barkiem i wycelowałem palec przed siebie na wysokości oczu. – Może wbij gwoździa w tym miejscu. Przy pierwszej próbie przytrzymam ci maszynę, a ty tylko pociągnij za spust, żeby poczuć, w czym rzecz.
Objąłem ją w pasie, przytulając do siebie od tyłu jej drobne ciało. Podobało mi się to uczucie, więc nie zamierzałem jej pospieszać.
– Mam wbić? – zapytała Alex po chwili.
– Jeśli jesteś gotowa.
Nacisnęła spust i w pomieszczeniu rozległ się głośny huk, kiedy gwóźdź zagłębił się w belce. Alex obróciła się gwałtownie w moją stronę z radosnym uśmiechem na ustach.
– Bułka z masłem!
Na policzek opadł jej kosmyk włosów. Nie mogłem się powstrzymać, więc wyciągnąłem dłoń i go odgarnąłem. Byliśmy w pokoju tylko we dwójkę i atmosfera robiła się coraz bardziej intymna.
– Jesteś piękna, Alex.
Przygryzła dolną wargę.
– Dziękuję.
Przeniosłem spojrzenie na jej usta i zauważyłem, że jej oddech przyspieszył.
– Ty też to czujesz, prawda? – szepnąłem.
Przełknęła ślinę i przysunęła się do mnie jeszcze bliżej.
– Co takiego?
– Trudno ująć to w słowach, ale mam wrażenie, jakby istniało między nami magnetyczne oddziaływanie. Za każdym razem kiedy jestem obok ciebie, coś przyciąga mnie jeszcze bliżej.
Moich uszu dobiegł rozbrzmiewający gdzieś w korytarzu odgłos kroków, ale byłem zbyt pochłonięty tą chwilą, żeby go w pełni zarejestrować. To znaczy aż do momentu, gdy do sypialni wparował Dave.
– Rura pękła! Gdzie jest główny zawór?
Kurwa.
– Muszę lecieć.
Alex zamrugała oczami.
