Opis

Charlotte robiła w życiu rozmaite rzeczy, ale nie odnalazła swego powołania. Teraz prosi brata, właściciela luksusowego hotelu na Manhattanie, by powierzył jej sprzedaż apartamentów na najwyższych piętrach. Otrzymuje zgodę na sprzedaż części z nich. Pozostałym apartamentami dysponuje jej były kochanek. Charlotte nadal go pożąda, wie także, że jej widok ciągle rozpala jego zmysły...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 153

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Karen Booth

Nie mogę ci się oprzeć

Tłumaczenie: Krystyna Rabińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

W pachnącej lawendą elegancko urządzonej łazience swojego apartamentu w hotelu Grand Legacy Charlotte Locke sięgnęła po szczoteczkę do zębów i pastę miętową. W dziesiątym tygodniu ciąży mięta była jednym z niewielu smaków, które tolerowała. Umyła zęby, poprawiła spódnicę i żakiet, przygładziła włosy. Miała nadzieję, że poranne nudności dziś już więcej nie dadzą o sobie znać, gdyż ma do wykonania ważne zadanie.

Zdecydowanym krokiem wyszła z sypialni i zajrzała do pokoju dziennego.

– Życz mi powodzenia – rzekła do swojej ciotki, Fran, która przyjechała z Londynu do Nowego Jorku na święta Bożego Narodzenia i zatrzymała się u niej.

Thor, niewielki piesek rasy papillon, ukochany pupil Charlotte, zwinięty w kłębek leżał tuż przy jej udzie.

– Jadę do biura Sawyera.

– Nie potrzebujesz moich życzeń – odparła Fran. – Masz świetne kwalifikacje, żeby zająć się sprzedażą jego apartamentów.

Charlotte westchnęła. W porządku. Nie będzie życzeń, ale przydałoby się kilka słów otuchy. Ile razy zwracała się do członków rodziny z prośbą o pomoc? Zbyt wiele.

Włożyła płaszcz z turkusowej wełny.

– Cieszę się, że masz tyle wiary we mnie. Ja oceniam moje szanse na pięćdziesiąt procent.

– Na pewno nie powiesz Sawyerowi o ciąży? – zapytała Fran. – To twój brat. Nie będzie mógł ci odmówić, kiedy się dowie, że dziecko jest już w drodze.

Charlotte pokręciła głową.

– Nie chcę od nikogo jałmużny. Poproszę go, żeby mi zaufał i powierzył interes wart miliony dolarów. Nie chcę mu przypominać, że jestem jego młodszą siostrą specjalistką od popełniania kolosalnych błędów i komplikowania sobie życia.

Fran podrapała Thora za uchem.

– Nic nie dzieje się bez przyczyny – stwierdziła. – Tylko w tej chwili ty jeszcze jej nie dostrzegasz.

– Lubię twój optymizm, ale zajście w ciążę z mężczyzną, który mnie nie kocha, to klasyczna wpadka w moim stylu. Chcę za wszelką cenę uniknąć skojarzeń z dawną Charlotte. Zależy mi, aby Sawyer pomyślał, że się zmieniłam.

Charlotte nachyliła się, pocałowała ciotkę, potem wzięła torebkę oraz rękawiczki i wyszła.

Hotel był w posiadaniu rodziny Locke’ów od lat dwudziestych ubiegłego wieku, a obecnym wyłącznym właścicielem był brat Charlotte, Sawyer. Ilekroć tu przyjeżdżała, zawsze wspominała dzieciństwo i zabawy z braćmi w chowanego w labiryncie korytarzy wyłożonych grubym czarnym dywanem w szafirowe esy-floresy i oświetlonych kinkietami z błyszczącego chromu.

Tak było za życia matki. Po jej śmierci ojciec nie chciał, aby dzieci odwiedzały hotel.

Windą zjechała na dół. Przed hotelem czekał na nią samochód przysłany przez Sawyera.

Charlotte doskonale wiedziała, co powie bratu.

Nie mogąc zasnąć, ułożyła sobie w głowie całą przemowę, którą powtórzyła rano pod prysznicem. Nie bała się brata, lecz nie mogła znieść myśli, że kolejny raz zwraca się do niego z prośbą o wsparcie.

Oczami wyobraźni widziała jego wahanie przed powierzeniem jej tak odpowiedzialnego zadania, jakim jest sprzedaż apartamentów w systemie condohotel. W przeszłości z tą odpowiedzialnością różnie u niej bywało.

– Brat czeka na panią – ciepłym głosem poinformowała sekretarka Sawyera, Lily.

Odebrała od Charlotte płaszcz i zaproponowała, że po spotkaniu wezwie dla niej samochód.

Charlotte podziękowała Lily, wygładziła spódnicę. Usilnie starała się ignorować nerwowy skurcz żołądka. Przecież Sawyer jest jej bratem.

Kiedy wetknęła głowę w uchylone drzwi, Sawyer przywitał ją z szerokim uśmiechem. Charlotte od razu poczuła się lepiej.

– Dziękuję, że zechciałeś się ze mną dziś spotkać – zaczęła.

– Cieszę się, że przyszłaś – odparł. – Na przyjęciu inauguracyjnym ledwie zamieniliśmy kilka słów.

– Przepraszam, ale wiesz, jak to jest. Spotyka się tylu dawnych znajomych.

A kobiety w ciąży szybko się męczą, dodała w myślach.

– Dobrze, że już wróciłaś. Możesz mi zdradzić, co cię skłoniło do odwiedzenia Fran w Anglii?

Charlotte zbladła, chociaż była przygotowana na to pytanie. Wiele się złożyło na jej nagłą decyzję o wyjeździe. Najpierw zerwanie z Michaelem Kellym, mężczyzną, w którym się zakochała bez wzajemności, potem dopiero prawdziwa bomba – odkrycie, że jest w ciąży. Nie mogła jednak powiedzieć o tym bratu. Wiele razy się zakochiwała i zawsze wynikały z tego same kłopoty.

– Musiałam po prostu nabrać dystansu i pomyśleć, co dalej z moją karierą. Fran potrafi wspaniale słuchać i zawsze udziela dobrych rad. – Charlotte odchrząknęła. – I będę szczera, nie mogłam patrzeć, jak ojciec wykłóca się z tobą o każdy szczegół renowacji hotelu. Nie cierpię rozdźwięków w rodzinie.

– Gdybym mógł, pojechałbym z tobą, ale wtedy moje relacje z Kendall nie ułożyłyby się tak, jak się ułożyły. Ostatecznie dobrze, że zostałem. A z ojcem jakoś dałem sobie radę.

Charlotte cieszyła się, że Sawyer znalazł kogoś, a Kendall jest wyjątkową kobietą. Przez wiele lat się martwiła, że skomplikowane stosunki rodzinne negatywnie wpłynęły na nią i braci, Sawyera i Noaha, i uczyniły ich niezdolnymi do stworzenia trwałego związku.

Sawyer pierwszy przebił szklany sufit i w sercu Charlotte zakiełkowała nadzieja, że kiedyś i ona zrobi to samo. Nie stanie się to jednak szybko, bo teraz nie szuka już miłości. Jej priorytetem jest stabilizacja.

– Jestem bardzo szczęśliwa, że ty i Kendall się pobieracie. Ślub w Boże Narodzenie! Urocze.

– Wiem, że tempo jest szybkie, ale nie chcieliśmy czekać. Możesz nazwać nas staroświeckimi, ale oboje wolimy tradycyjną kolejność, najpierw ślub, potem dzieci.

– Jasne. Lepiej niech wasz syn albo córka w późniejszym życiu nie obliczy sobie, że ślub wzięliście dopiero po fakcie.

Nie mogła uwierzyć, że takie słowa padły z jej ust. Mówi jak ich babka! A może ma takie same konserwatywne poglądy jak Sawyer?

– Wracając do twojej kariery. Chyba nie zamierzasz rezygnować z rynku nieruchomości?

Pytanie nie było bezzasadne. Charlotte robiła w życiu rozmaite rzeczy: była projektantką wnętrz, blogerką modową, organizatorką przyjęć, specjalistką od wypiekania babeczek. To ostatnie przedsięwzięcie okazało się największą klapą, ponieważ nie miała pojęcia o gotowaniu. A od ciągłego próbowania, czy ciasto jest smaczne, przytyła ponad siedem kilogramów!

– Nie. Wciąż uważam, że to najlepsze zajęcie dla mnie. Uwielbiam pracować z ludźmi. Jak wiesz, kilka razy zaczynałam wszystko od nowa z miernym powodzeniem, ale jedno zyskałam: mam mnóstwo kontaktów.

– To dobrze. Stabilizacja dobrze ci zrobi.

– Właśnie. Stabilizacja. – Charlotte wzięła głęboki oddech. – I dlatego tu jestem. Teraz, kiedy apartamenty w Grand Legacy są już skończone, mam nadzieję, że pozwolisz mi zająć się ich sprzedażą.

Nie umknęło jej uwadze, że wyraz twarzy Sawyera uległ nagłej zmianie. Trudno, pomyślała. Teraz albo nigdy.

– Znam budynek lepiej od wszystkich innych agentów, którym mógłbyś zlecić to zadanie. Wiesz, że poświęciłabym temu całą uwagę. Co najważniejsze, mamy szansę pracować razem, a nie ukrywam, że zawsze tego pragnęłam.

– Posłuchaj, Charlotte… Nie możesz ot tak, wyskoczyć z podobną propozycją. Przygotowania trwają od wielu miesięcy, a ty swoim zwyczajem w ostatniej chwili wywracasz wszystko do góry nogami.

Cóż, nie planowałam zajść w ciążę, pomyślała Charlotte, na głos zaś powiedziała:

– Przepraszam, że czekałam aż do teraz, ale nikt nie spodziewał się, że apartamenty będą gotowe tak szybko. Oficjalne otwarcie miało być dopiero w sylwestra.

Sawyer zacisnął wargi. Po chwili namysłu rzekł:

– Mam już na oku agenta. Fantastycznego faceta, który sprzeda wszystkie apartamenty w kilka tygodni. Właśnie powinien być w drodze tutaj. Mamy omówić strategię i przygotować stosowne papiery.

– Ale… – Charlotte zamilkła.

Wyczerpała swoje argumenty. Nic nowego nie przychodziło jej do głowy. Jak zwykle znalazła się w sytuacji, kiedy nie mogła niczego udowodnić.

– Należę do rodziny. To chyba się liczy. Chodzi o Grand Legacy, nie o byle budynek, w który ty i Noah postanowiliście wpompować pieniądze.

Spojrzenie Sawyera złagodniało. Charlotte wiedziała, że musi otworzyć przed bratem serce.

– Bardzo kocham ten hotel. Cudownie było tam mieszkać przez ostatnie kilka dni. Czy nie jest ważne, aby sprzedażą zajął się ktoś, komu strasznie na tym zależy i kto włoży w to całe serce?

– Skąd wiesz, że temu facetowi nie zależy? W ciągu ostatnich miesięcy odbyłem z Michaelem Kellym wiele rozmów i zapewniam cię, że jemu też bardzo zależy.

Serce Charlotte przestało bić. Przynajmniej tak jej się zdawało. Przed oczami stanął jej Michael, przystojny niebieskooki brunet mierzący prawie dwa metry wzrostu, były pływak. Złamał jej serce, ale wyglądał przy tym obłędnie, a w jego oczach mogła się zatracić.

– Michael Kelly?

– Znasz go? – zdziwił się Sawyer. – Jest naprawdę świetny. Porządny facet. Bardzo mu zależy na robocie. Sam mi to powiedział.

Charlotte wypuściła powietrze z płuc. Michaelowi Kelly’emu zależy, owszem, ale na sobie, na pieniądzach, na własnej firmie i na zdobywaniu klientów. Wszystko inne schodzi na plan dalszy.

Michael wiedział, że dziś rano nie może spędzić dużo czasu w basenie. Jeszcze tylko kilka długości, pomyślał. Dotknął wyłożonej kafelkami ściany i zawrócił.

Pływanie go relaksowało. Po dziesiątkach tysięcy godzin spędzonych w wodzie jego mięśnie same doskonale wiedziały, co robić, więc umysł mógł się wyciszyć.

To był jedyny czas w ciągu dnia, kiedy był nieosiągalny dla nikogo. Wyłączona komórka leżała na półce w zamykanej na klucz osobistej szafce w szatni nowego ekskluzywnego klubu sportowego Empire State Athletic Club. Był właścicielem jednej z wiodących nowojorskich agencji nieruchomości i pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Jeszcze raz zawrócił. Teraz płynął kraulem. Zawsze tak kończył codzienny trening, jako przypomnienie, kim był kiedyś – zdobywcą trzech medali olimpijskich w pływaniu stylem dowolnym. Przez moment czuł wtedy smak zwycięstwa. Euforię nieporównywalną z niczym innym.

Po wycofaniu się z czynnego uprawiania sportu sześć lat temu harował jak wół tylko po to, aby od czasu do czasu zaznać tego uczucia: jestem niezwyciężony, z wysokości najwyższego miejsca na podium patrzę na wszystkich z góry i myślę, że nie dorastacie mi do pięt. Nagrodą w obrocie nieruchomościami nie jest aplauz tłumu, lecz pieniądze też nie są do pogardzenia. Pieniędzy na rynku jest mnóstwo i zawsze można zarobić więcej.

W basenie oprócz niego był jeszcze jeden pływak, Gabe Underwood. Zaczął uczęszczać na basen rok temu, wtedy, kiedy wziął sobie za cel usunięcie nazwiska Michaela z pierwszego miejsca w rankingu najlepiej działających agentów nieruchomości w Nowym Jorku.

Doskonale wiedział, że w pływaniu nie zagrozi mistrzowi olimpijskiemu, ale chciał mu przypomnieć, że depcze mu po piętach.

W łazience Michael wziął szybki prysznic. Spieszył się na spotkanie z Sawyerem Locke’em.

Kiedy z ręcznikiem zawiązanym wokół bioder wszedł do szatni, zastał tam Gabe’a.

– Pobiłem własny rekord, Kelly – odezwał się rywal. – Robię postępy.

– Naprawdę? Zuch z ciebie – odparł Michael.

Zaczął się ubierać. Miał nadzieję, że Gabe zrozumie aluzję, pójdzie do łazienki i da mu spokój.

– Tak samo w interesach. Zmniejszam dystans. W przyszłym roku będę na pierwszym miejscu w rankingach. To będzie słodka nagroda. I ciężko zapracowana.

Michael nie chciał dać się wciągnąć w przepychanki słowne, lecz z trudem panował nad sobą. Rywalizacja była mu potrzebna do życia jak tlen, lecz nie chciał się z tym zdradzić.

– Zamierzam dalej robić swoje – oświadczył. – Ale dziękuję, że mnie uprzedzasz.

Gabe wyciągnął się na ławce.

– Złowiłeś jakąś grubą rybę? – zapytał.

– Zawsze łowię grube ryby. Ale nie zamierzam dzielić się z tobą informacjami.

– Obiło mi się o uszy, że zaklepałeś sobie apartamenty w Grand Legacy. – Michael zaklął w duchu. – Bez komentarza? – ciągnął Gabe. – Rozumiem. Grasz tajemniczego faceta. Na mnie to nie działa. Wykonałem kilka zleceń dla brata Sawyera Locke’a, Noaha. Wyłudziłem nawet od niego zaproszenie na ślub Sawyera. Jestem pewny, że obaj chcą ze mną pracować.

Michael rzucił mu szybkie spojrzenie.

– Wiem, w jaką grasz grę, bo sam ją wymyśliłem – odrzekł. – Nie próbuj ze mną zadzierać. Tylko pożałujesz.

– Co to? Groźba?

– Nie muszę uciekać się do gróźb – odparł Michael. – Groźby są dla ludzi, którzy nie potrafią wywiązać się z zadania. Ja potrafię. Dobrego dnia.

Z tymi słowami wyszedł.

Windą zjechał do podziemnego parkingu, gdzie zostawił samochód. Ruch uliczny nie był wielki i w dwadzieścia minut udało mu się dotrzeć do biura Sawyera Locke’a.

Sekretarka, Lily, poprosiła go, aby usiadł.

– Pan Locke właśnie kończy rozmowę z siostrą – poinformowała. – Może kawy?

Z siostrą? Charlotte jest w Nowym Jorku?

Michael poprawił się na krześle, które nagle stało się bardzo niewygodne.

– Dziękuję. Wypiłem już dziś dwie – odrzekł.

Życie dawno go nauczyło, że na każdej drodze zdarzają się wyboje. Wygląda na to, że dzisiaj takim wybojem będzie Charlotte. Zapewne cieszył się przedwcześnie, sądząc, że kontrakt z Sawyerem na sprzedaż apartamentów ma w garści. Teraz żywił tylko nadzieję, że Sawyer nie wspomniał siostrze, z kim jest umówiony, i nie dał jej szansy wygłosić swojej opinii o nim, nazwać nieczułym draniem i użyć wszystkich innych epitetów, którymi go obrzuciła w dniu, gdy się rozstali.

Ale nie miał wyjścia, musiał ją sprowokować do zerwania. Trzy miesiące w monogamicznym związku było jego rekordem życiowym, a wszystkie znaki na ziemi i na niebie wskazywały, iż Charlotte zaangażowała się bardziej od niego. Jego to po prostu przerastało.

Ze zdziwieniem stwierdził teraz, że o ile nie chce słuchać inwektyw na swój temat, to chętnie zobaczy Charlotte, nawet tylko w przelocie, gdy niezadowolona i nadąsana będzie wychodziła z gabinetu brata.

Na biurku sekretarki zadzwonił telefon. Lily odebrała, a po chwili zwróciła się do Michaela:

– Pan Locke prosi do gabinetu.

– Wydawało mi się, że trwa jeszcze spotkanie z Charlotte – wybąkał.

Na twarzy Lily odmalowało się zdumienie.

– To pan zna Charlotte? No tak – puknęła się w czoło – przecież pracujecie w tej samej branży.

Michael odchrząknął.

– Owszem, znamy się.

Z branży i nie tylko, dokończył w myślach.

– W takim razie pan Locke nie będzie musiał was sobie przedstawiać.

Lily wstała, podeszła do drzwi i zapukała.

– Przepraszam – odezwał się Michael. – Jakoś dziś wolno myślę. Byłem umówiony z panem Locke’em. To dla mnie ważne spotkanie. Jeśli jest zajęty, może przyjdę w innym terminie?

I zniknę, zanim Charlotte urwie mi głowę, pomyślał.

Drzwi otworzyły się. Sawyer gestem zaprosił Michaela do gabinetu.

– Rozumiem, że znacie się z moją siostrą – powiedział.

Tytuł oryginału: Holiday Baby Bombshell

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2017

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2017 by Karen Booth

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans Duo są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327642479

Konwersja do formatu EPUB: Legimi S.A.