Neurohacking 2 - Karol Wyszomirski - ebook + książka

Neurohacking 2 ebook

Wyszomirski Karol

0,0
69,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

NEUROHACKING 2 to podróż w głąb siebie – do miejsca, w którym nie musisz już walczyć, udowadniać ani biec szybciej. To książka o odzyskaniu kontroli nad swoim mózgiem, emocjami i linią życia. O przejściu z trybu przetrwania do trybu kreacji.

Znajdziesz tu historię upadku, lęku i całkowitego rozpadu… oraz historię powrotu, który wydaje się nieprawdopodobny. To nie jest teoretyczna książka o rozwoju. To doświadczenie, które zmienia percepcję, zanim zdążysz to nazwać.

Dowiesz się, dlaczego mózg sabotuje zmianę, jak działają stare schematy, skąd bierze się prokrastynacja, rozproszenie, lęk i utknięcie. Ale najważniejsze wydarza się między zdaniami: zauważysz w sobie klik, delikatne przesunięcie świadomości, moment, od którego zaczyna się twoja nowa linia życia.

Kiedy zrozumiesz, że mózg to system, który możesz przeprogramować – zaczniesz pisać własną historię. A ostatni algorytm otworzy drzwi, których szukałeś przez całe życie.

To nie jest książka, którą się czyta. To książka, którą czyta twoja przyszła wersja siebie.

Największym luksusem XXI wieku nie są pieniądze, status ani osiągnięcia.

Największym luksusem jest umysł, który jest po twojej stronie. Umysł, który nie przeciąga cię w przeszłość. Nie straszy przyszłością. Nie sabotuje każdej próby zmiany.

Umysł, który współpracuje.

– KAROL WYSZOMIRSKI

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 281

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Recenzje

Karol Wyszo­mir­ski w książce Neu­ro­hac­king 2 dostar­cza kon­kret­nych, prak­tycz­nych metod i ram dzia­ła­nia, które pozwa­lają na głę­bo­kie zro­zu­mie­nie i świa­dome ste­ro­wa­nie wewnętrz­nymi sta­nami. Jego droga od tre­nera na siłowni do gościa, który two­rzy nowe rynki i wspiera lide­rów w roz­woju indy­wi­du­al­nym, to jest wła­śnie dowód na sku­tecz­ność jego podej­ścia. Ta książka to klucz do ska­lo­wa­nia oso­bi­stej pro­duk­tyw­no­ści i budo­wa­nia auten­tycz­nego przy­wódz­twa, opar­tego na inte­li­gen­cji emo­cjo­nal­nej. Pole­cam każ­demu lide­rowi, który chce wyprze­dzić trans­for­ma­cję cyfrową, inwe­stu­jąc w naj­cen­niej­szy zasób – wła­sny umysł.

Adam Chu­dzik

Foun­der, Praca Jutrawww.pra­ca­ju­tra.pl

Neu­ro­hac­king 2 to nie jest książka, to nie­zwy­kły pro­ces. Karol pro­wa­dzi czy­tel­nika z powro­tem do sie­bie – do spo­koju, prawdy i wewnętrz­nej mocy, która była w nim od zawsze. To opo­wieść o prze­bu­dze­niu świa­do­mo­ści, odwa­dze i głę­bo­kiej trans­for­ma­cji, która zaczyna się w umy­śle, a koń­czy w twoim życiu.

Syl­wia Roma­niuk

pro­jek­tantka mody i wizjo­nerkawww.sylvia­world.com

Ta książka to biblia zmiany. Tra­fia do serca i uci­sza wymówki. Czy­tasz ją na wła­sną odpo­wie­dzial­ność. Jeżeli lubisz swój brak sku­tecz­no­ści, to nie bierz jej do ręki, bo będziesz musiał coś ze sobą zro­bić.

Miro­sław Skwa­rek

przed­się­biorca, eks­pert ds. sprze­daży i mar­ke­tingu, autor best­sel­le­rów www.per­swa­zjaw­sprze­dazy.pl

Jako spor­to­wiec i czarny pas BJJ nawy­kłem do pracy z cia­łem, bólem, pre­sją i wła­snymi ogra­ni­cze­niami. Wyda­wało mi się, że mind­set mam prze­pra­co­wany, a dys­cy­plina to coś, czego nie muszę się uczyć z ksią­żek. A jed­nak Neu­ro­hac­king 2 wniósł kilka cen­nych dla mnie wnio­sków.

Po latach upra­wia­nia sportu wiem, że praw­dziwa walka zawsze odbywa się w gło­wie. Ta książka wyja­śnia, jak tre­no­wać nie tylko ciało, ale i sys­tem, który nim ste­ruje. Efekt? Wię­cej spo­koju, więk­sza pew­ność sie­bie, lep­sza kon­cen­tra­cja i decy­zje podej­mo­wane tam, gdzie przed­tem poja­wiał się chaos.

Karol poka­zuje, jak działa mózg pod pre­sją, skąd bie­rze się blo­kada, zwąt­pie­nie, spadki formy, sabo­taż i te momenty, w któ­rych ciało jest gotowe, ale głowa mówi „nie”.

Filip Sadow­ski

BJJ Black Belt III Degree, tre­ner i zawod­nikIG: @filip_sadowski

Karol wyja­śnia, JAK zhac­ko­wać opro­gra­mo­wa­nie mózgu, by go prze­ko­nać, że to, co zapew­niało nam prze­trwa­nie na afry­kań­skich sawan­nach kil­ka­set tysięcy lat temu, nie jest naj­lep­szą stra­te­gią we współ­cze­snym świe­cie. Jego metody są pro­ste i sku­teczne; można się ich szybko nauczyć. Nie trzeba grze­bać się w trau­mach z dzie­ciń­stwa, wystar­czy powie­dzieć mózgowi „Nie idź w tę stronę, tam boli. Idź w tamtą stronę, tam masz nowe moż­li­wo­ści!”. I Karol wła­śnie opi­suje, jak to zro­bić.

Lech Dęb­ski

lekarz psy­chia­tra, tre­ner NLP, cer­ty­fi­ko­wany Master Hyp­no­the­ra­pistwww.nlp.pl

Neu­ro­hac­king 2 to wyjąt­kowy prze­wod­nik o tym, jak w końcu prze­stać wal­czyć ze swoim mózgiem, a zacząć z nim współ­pra­co­wać. Czy­ta­jąc tę książkę, czu­łam, że Karol Wyszo­mir­ski pisze wprost o mojej codzien­no­ści. Jako lekarz, ale też czło­wiek, który chce żyć świa­do­mie, czę­sto doświad­czam wewnętrz­nej roz­bież­no­ści: z jed­nej strony naukowa wie­dza, a z dru­giej zwy­kłe ludz­kie zmę­cze­nie, stres czy wewnętrzny głos, który wątpi.

Ta książka nie dodaje kolej­nej listy zadań do wyko­na­nia. Zamiast tego uczy, jak się zatrzy­mać i usły­szeć, co się dzieje w środku każ­dego z nas. Poka­zuje, że myśli i reak­cje fizyczne, szyb­kie tętno przed trudną roz­mową, spię­cie bar­ków przy biurku to nie są wady sys­temu, lecz infor­ma­cje, język, w któ­rym mój układ ner­wowy do mnie prze­ma­wia.

Naj­więk­szą war­to­ścią dla mnie było podej­ście autora do wewnętrz­nego kry­tyka. Nie muszę go wyci­szać ani z nim wal­czyć. Mogę go zro­zu­mieć i prze­pi­sać jego rolę z suro­wego sędziego na uważ­nego obser­wa­tora. To zmiana, która przy­nosi ulgę nie tylko w życiu oso­bi­stym, ale i w pracy.

Naj­cen­niej­sza lek­cja, jaką wynio­słam z lek­tury? Zgoda na to, by sie­bie naj­pierw usły­szeć. Od tego wszystko się zaczyna. Ta książka jest wła­śnie o tym.

Emma Kiwor­kowa

dr nauk medycz­nych, filan­tropka, pasjo­natka dłu­go­wiecz­no­ści IG: @dr.emma.offi­cial

Są książki, które anga­żują inte­lekt, i takie, które poru­szają coś głęb­szego, zanim zdą­żymy to nazwać. Neu­ro­hac­king 2 Karola Wyszo­mir­skiego należy do tej dru­giej kate­go­rii. Pierw­sze strony są bru­tal­nie praw­dziwe – opi­sowa, szczera rela­cja z roz­padu psy­chicz­nego, w któ­rym ciało wyłą­cza kolejne funk­cje, a strach zmie­nia się w mrok.

Karol pro­wa­dzi czy­tel­nika sub­tel­nie: od ciała do emo­cji, od lęku do obser­wa­cji, od cha­osu do kla­row­no­ści. Jego zda­nia wyglą­dają jak opis wyda­rzeń, a są w rze­czy­wi­sto­ści cichą sekwen­cją zmian neu­ro­per­cep­cyj­nych. Tak działa neu­ro­pla­stycz­ność: deli­kat­nie, lecz nie­od­wra­cal­nie.

To książka dla tych, któ­rzy stoją na progu zmiany i czują „pęk­nię­cie”, ale nie potra­fią go jesz­cze nazwać. Dla osób, które zaczy­nały wiele razy, ale stara toż­sa­mość cią­gnęła je na znane ścieżki.

Ta książka nie zachęca do zmiany, ona ją uru­cha­mia. Gdy­bym miała ująć to jed­nym zda­niem: to książka, którą się odczuwa, a nie tylko czyta. I dla­tego warto po nią się­gnąć.

dr Mag­da­lena Nuc­kow­ska

hip­no­te­ra­peutka, coach, eks­pert NLPwww.drmag­da­le­na­nuc­kow­ska.pl

Neu­ro­hac­king 2 to książka, która nie tylko opi­suje zmianę, ona ją uru­cha­mia. Karol pro­wa­dzi czy­tel­nika przez pro­ces prze­pro­gra­mo­wa­nia układu ner­wo­wego z pre­cy­zją, którą znam z naj­lep­szych metod pracy z cia­łem i pod­świa­do­mo­ścią. Jego algo­rytmy dzia­łają jak sekwen­cje akty­wu­jące nową toż­sa­mość: kla­rowną, świa­domą, gotową na ruch. To rzadki przy­kład połą­cze­nia neu­ro­bio­lo­gii, soma­tyki i głę­bo­kiej psy­cho­lo­gii w for­mie, która naprawdę rezo­nuje w ciele. To książka, która budzi, zamiast inspi­ro­wać tylko w teo­rii. Pole­cam ją każ­demu, kto jest gotowy wejść na swoją nową linię życia.

Mar­cin Nesto­ro­wicz

eks­pert od ciała i umy­słu IG: @marcinnestorowicz_pl

Ta książka nie jest „kolejną pozy­cją roz­wo­jową”. To jest instruk­cja obsługi two­jego mózgu, napi­sana tak, że poru­sza bar­dziej niż suche teo­rie i naukowe wykresy. Karol Wyszo­mir­ski w swo­jej cha­rak­te­ry­stycz­nej, bez­po­śred­niej, bru­tal­nie szcze­rej nar­ra­cji pro­wa­dzi czy­tel­nika przez to, co zwy­kle się prze­mil­cza: prawdę o ludz­kim lęku, pre­sji, sabo­tażu i wewnętrz­nym cha­osie. I robi to tak, że nie da się nie poczuć prze­su­nię­cia w sobie.

Jako osoba, która pra­cuje z nim pro­fe­sjo­nal­nie i jed­no­cze­śnie obser­wuje efekty we wła­snym życiu, mogę powie­dzieć jedno: to, co jest na kar­tach tej książki, jest PRAW­DZIWE. To nie są kon­struk­cje teo­re­tyczne. To doświad­cze­nia, które zmie­niają spo­sób funk­cjo­no­wa­nia mózgu, a przez to całej rze­czy­wi­sto­ści.

Dla każ­dego, kto działa pod obcią­że­niem: praw­ni­ków, przed­się­bior­ców, lide­rów – ta książka może stać się prze­wod­ni­kiem na dro­dze do odzy­ska­nia kon­troli nad sobą, ener­gii i decy­zji. Bo żyjemy w świe­cie, który nie­ustan­nie nas prze­ciąża: obo­wiąz­kami, oceną, ocze­ki­wa­niami, cią­głą czuj­no­ścią.

Neu­ro­hac­king 2 to kon­kretna, prak­tyczna metoda pracy z wła­snym mózgiem, która pozwala odzy­skać spo­kój i wewnętrzne opar­cie, a to w zawo­dach wyso­kiego ryzyka jest abso­lut­nie bez­cenne.

Nata­lia Sadow­ska

adwo­katIG: @nata­lia­sa­dow­ska

Jako przed­się­biorca, lider i ojciec trójki chłop­ców, czy­tam książki o roz­woju od lat. Wiele z nich dawało inspi­ra­cję, nie­które dawały zryw, część zosta­wała w szu­fla­dzie po tygo­dniu. Tutaj stało się coś innego. Ta książka nie zosta­wia czy­tel­nika w sta­nie „połkną­łem mądrość i wra­cam do sta­rych sche­ma­tów”. Ona aktu­ali­zuje. Bez fajer­wer­ków, bez obiet­nic o „nowym życiu w 7 kro­kach”. Bar­dziej jak update sys­temu, któ­rego nie widać, ale póź­niej działa szyb­ciej, czy­ściej i odpo­wie­dzial­niej.

Po lek­tu­rze zła­pa­łem się na tym, że zmie­ni­łem ton roz­mów z zespo­łem, ina­czej popro­wa­dzi­łem spo­tka­nie, mniej oce­nia­łem, a wię­cej słu­cha­łem. W domu – jako tata – byłem mniej instruk­to­rem, a bar­dziej obec­nym męż­czy­zną, który nie musi wygrać każ­dej inte­rak­cji. To jest rzad­kie, bo więk­szość lite­ra­tury roz­wo­jo­wej koń­czy się na moty­wa­cji, a tu zaczyna się trans­for­ma­cja.

W świe­cie dopa­miny i natych­mia­sto­wo­ści ta książka może być trudna dla mło­dego poko­le­nia, ale im wła­śnie jest naj­bar­dziej potrzebna. Uczy, że sens rodzi się nie w „momen­cie nagrody”, lecz w kon­se­kwent­nym ruchu, który nie ma braw.

Maciej Siejka

mąż, tata, przed­się­biorca IG: @szefiojciec_pl

Neu­ro­hac­king 2 autor­stwa Karola Wyszo­mir­skiego to nie­zwy­kle inspi­ru­jąca i trans­for­ma­cyjna książka, która prze­nosi czy­tel­ni­ków w głąb ich wła­snych umy­słów. Od pierw­szych stron wciąga nas w intymną podróż, w któ­rej autor dzieli się oso­bi­stymi doświad­cze­niami i odkry­ciami, które pozwo­liły mu odbu­do­wać sie­bie po trud­nych chwi­lach życio­wych.

Wyszo­mir­ski nie boi się poru­szać tema­tów, które dla wielu z nas są nie­wy­godne – takich jak kry­zysy, lęki czy lęk przed samym sobą. Przez to, co opo­wiada, czu­jemy, jak­by­śmy z nim byli, jakby jego zma­ga­nia sta­wały się naszymi. Autor poka­zuje, że każdy z nas ma w sobie moc do trans­for­ma­cji i wzra­sta­nia, jeśli tylko zde­cy­du­jemy się wziąć odpo­wie­dzial­ność za swoje życie.

Książka zachwyca nie tylko tre­ścią, ale i sty­lem pisa­nia. Wyszo­mir­ski pisze szcze­rze i auten­tycz­nie. Słowa płyną z pasją, a ich rytm spra­wia, że trudno się ode­rwać od lek­tury. Prak­tyczne ćwi­cze­nia i algo­rytmy, takie jak Rutyna Mni­cha czy Tre­ning Ego, ofe­rują kon­kretne narzę­dzia do pracy nad sobą, co czyni tę książkę zarówno inspi­ru­jącą, jak i prak­tyczną.

Neu­ro­hac­king 2 to nie tylko lek­tura, to prze­wod­nik po odkry­wa­niu sie­bie, miło­ści do samego sie­bie i wpro­wa­dza­niu real­nych zmian. Jeśli czu­jesz, że potrze­bu­jesz impulsu do zmiany w swoim życiu, ta książka jest dla cie­bie. Autor poka­zuje, że klucz do suk­cesu tkwi w nas samych, w naszej goto­wo­ści do wyj­ścia ze strefy kom­fortu i zaufa­nia intu­icji. To abso­lutny must-read dla każ­dego, kto chce uczy­nić swoje życie peł­niej­szym i bar­dziej auten­tycz­nym.

dr n. med. Mag­da­lena Cubała-Kuchar­ska

www.drcu­bala.com

Kiedy pierw­szy raz prze­czy­ta­łam Neu­ro­hac­king 2, nie spo­dzie­wa­łam się, że ta książka sta­nie się dla mnie czymś wię­cej niż opi­sem mecha­ni­zmów mózgu. Karol zabiera czy­tel­nika w podróż od „zro­zu­mie­nia wła­snego mózgu”, przez algo­rytmy wewnętrz­nej gry, aż po momenty reflek­sji, prze­bu­dze­nia i prawdy – te, któ­rych uni­kamy, dopóki nie sta­nie się konieczne sta­nąć naprze­ciw sie­bie.

Choć miesz­kam od lat na Koh Samui i żyłam w prze­ko­na­niu, że mam życie pod pełną kon­trolą, sama tra­fi­łam na moment, w któ­rym moje „ego”, „stra­te­gia” i codzienna „rutyna” prze­stały wystar­czać. I dopiero wtedy z nie­do­wie­rza­niem, a nawet sar­ka­zmem wobec całej tej „pracy nad sobą” zadzwo­ni­łam do Karola. Do czło­wieka, któ­rego obser­wo­wa­łam z bli­ska, ale któ­rego drogę zaczę­łam rozu­mieć dopiero wtedy, kiedy sama sko­rzy­sta­łam z jego doświad­cze­nia.

Ta książka jest bar­dzo praw­dziwa. Nie obie­cuje szyb­kich roz­wią­zań, ale pro­wa­dzi krok po kroku przez obszar, z któ­rego czer­pie nasza moty­wa­cja, przez tre­ning ego, aż po ten sub­telny „skok mędrca”, kiedy nagle zaczy­nasz widzieć sie­bie ina­czej. Jaśniej. Kla­row­niej. Uczci­wiej.

Karol stwo­rzył opo­wieść nie tylko o neu­ro­pla­stycz­no­ści, ale i o ludz­kiej odwa­dze – o tym, jak sta­nąć przy wła­snym lustrze toż­sa­mo­ści i nie odwró­cić wzroku. Jestem z niego abso­lut­nie dumna. I z całego serca trzy­mam kciuki za tę książkę, bo wiem, jaką zmianę w świe­cie może zapo­cząt­ko­wać.

Praw­niczka Marta

pomaga w zaku­pie nie­ru­cho­mo­ści na Koh Samui IG: @Marta w Taj­lan­dii

Od 15 lat jestem tre­ne­rem oraz byłym zawod­ni­kiem kick­bo­xingu i muay thai. Sport nauczył mnie dys­cy­pliny, pokory i wytrwa­ło­ści, ale to, co wyda­rzyło się w ostat­nim cza­sie – dzięki książce Neu­ro­hac­king 2 – zasko­czyło mnie bar­dziej niż nie­je­den nie­prze­wi­dziany cios w ringu.

Ta książka uczy­niła dla mnie coś naprawdę wyjąt­ko­wego: poukła­dała wszystko to, co zbie­ra­łem przez 10 lat pracy nad sobą. W pro­sty, logiczny spo­sób wyja­śniła, jak fak­tycz­nie korzy­stać z narzę­dzi, które już mia­łem. To jak róż­nica mię­dzy skła­da­niem mebla bez instruk­cji (godziny fru­stra­cji) a skła­da­niem go z instruk­cją, gdzie po dwóch godzi­nach wszystko stoi na swoim miej­scu.

Karol dał mi wła­śnie taką instruk­cję. Instruk­cję do wła­snego życia.

Kamil Zie­liń­ski

tre­ner kick­bo­xingu i muay thai IG: @tre­ner.zie­li­nek

Książka Neu­ro­hac­king 2 jest napi­sana z serca. To histo­ria, która wyda­rzyła się naprawdę; wiem, bo aku­rat w tym cza­sie byłam pod­opieczną Karola i widzia­łam Go przed tymi wyda­rze­niami, w ich trak­cie oraz wtedy, kiedy się skoń­czyły. Aż trudno mi uwie­rzyć, przez co on prze­cho­dził, bo z zewnątrz wyglą­dał tak, jakby zacho­wy­wał pogodę ducha.

Naj­więk­sza prawda pły­nąca z tej książki jest taka, że Karol może popro­wa­dzić każ­dego, kto chce iść wyżej i pra­gnie wię­cej. Wywo­łuje ona tak silne emo­cje, że nie­raz ści­skało mnie w żołądku, mia­łam łzy w oczach i wypieki na twa­rzy. Inspi­ruje do zmiany. Poka­zuje, jaką drogę prze­szedł autor i z jakich gru­zów można się pod­nieść i wejść na wyż­szy poziom moż­li­wo­ści. Poka­zuje, jak każdy z nas może to zro­bić, i jest to tak realne, że aż nama­calne. Ja w to wcho­dzę, bo chcę zoba­czyć now­szą wer­sję sie­bie.

Dzię­kuję Ci, Karol.

Marta Dąbrow­ska

mama, żona, przed­się­biorca, szko­le­nio­wiec, pod­opieczna Karola IG: @marta_dabrowska_lash_academy

Jako osoby bli­sko zwią­zane z głę­boką psy­cho­lo­gią i neu­ro­bio­lo­gią możemy śmiało stwier­dzić, że Neu­ro­hac­king 2 to nie jest kolejne moty­wa­cyjne nawi­ja­nie maka­ronu na uszy, ale prze­my­ślana instruk­cja obsługi układu ner­wo­wego, napi­sana na pod­sta­wie dogłęb­nego zro­zu­mie­nia mecha­ni­zmów bio­lo­gicz­nych. Poza świetną war­stwą teo­re­tyczną jest tu mnó­stwo prak­tycz­nych narzę­dzi, które poma­gają zwięk­szyć neu­ro­pla­stycz­ność i wyjść z wię­zie­nia sta­rych nawy­ków i pro­gra­mów, które nam szko­dzą.

Z całego serca pole­camy tę książkę każ­demu, kto chce wznieść swoje funk­cje poznaw­cze i regu­la­cję emo­cjo­nalną na wyż­szy poziom – a także osią­gnąć praw­dziwą nie­za­leż­ność w świe­cie, który codzien­nie pożera naszą uwagę.

Nitka i Pedro

pio­nie­rzy nowo­cze­snej edu­ka­cji o kono­piach, blo­ge­rzy roku 2024www.sto­ner­chef.pl

Neu­ro­hac­king 2 to książka o tym, jak stać się dyry­gen­tem neu­ro­bio­lo­gicz­nej sym­fo­nii, która odpo­wiada za każdy aspekt naszego życia. Zro­zu­mie­nie tego, jak działa nasz mózg, pozwala na zmianę nawy­ków, które skła­dają się na naszą rze­czy­wi­stość. To zestaw narzę­dzi słu­żą­cych do trwa­łej i sku­tecz­nej zmiany; wzo­rem jest histo­ria osoby, które doko­nała tej zmiany w swoim życiu.

Tę pozy­cję powi­nien prze­czy­tać każdy, kto potrze­buje pogłę­bić zro­zu­mie­nie algo­ryt­mów ste­ru­ją­cych naszym zacho­wa­niem, prze­ła­mać stare sche­maty i roz­po­cząć pro­ces trans­for­ma­cji w nową, bar­dziej wydajną i sku­teczną wer­sję sie­bie. Potrak­tuj­cie tę książkę jako aktu­ali­za­cję wewnętrz­nego opro­gra­mo­wa­nia.

Jakub Jezier­ski

CEO Solve Labs, czło­nek Pol­skiego Towa­rzy­stwa Myko­lo­gicz­nego, edu­ka­tor IG: @antril

Jako psy­cho­log rzadko tra­fiam na książkę, która łączy tak dużą szcze­rość z prak­tyczną wie­dzą o mózgu. Neu­ro­hac­king 2 to naj­doj­rzal­sza i naj­bar­dziej intro­spek­tywna książka Karola. Jest nie tylko opi­sem metod i porad – jest zapi­sem real­nej trans­for­ma­cji, którą czyta się jed­nym tchem.

Karol z nie­zwy­kłą odwagą poka­zuje momenty wła­snego kry­zysu i zała­ma­nia, co w psy­cho­lo­gii jest klu­czowe, bo to wła­śnie w pęk­nię­ciu sta­rej toż­sa­mo­ści zaczyna się zmiana. Ta książka świet­nie poka­zuje, jak pod wpły­wem lęku, stresu i prze­cią­że­nia działa mózg i jak przez neu­ro­pla­stycz­ność można prze­bu­do­wać per­cep­cję.

Impo­nu­jące jest to, że autor nie kreuje się na nie­znisz­czal­nego eks­perta, lecz poka­zuje czło­wieka w pro­ce­sie, a to spra­wia, że jego wska­zówki są auten­tyczne i uni­wer­salne.

Jeśli ktoś szuka książki, która naprawdę prze­suwa wewnętrzne gra­nice, Neu­ro­hac­king 2 jest jedną z naj­moc­niej­szych pro­po­zy­cji na rynku.

Ewa Wądo­łow­ska

Psy­cho­log, która od lat wspiera kobiety w obni­ża­niu sta­nów lęko­wych i budo­wa­niu poczu­cia war­to­ści, inte­gru­jąc psy­cho­lo­gię, naukę o mózgu i zdrowe nawyki. IG: @psycholog_na_diecie

Są książki, które się czyta. I są takie, które czy­tają cie­bie. Neu­ro­hac­king 2 Karola Wyszo­mir­skiego zde­cy­do­wa­nie należy do tej dru­giej kate­go­rii. Czy­ta­jąc ją, masz poczu­cie, że ktoś nie tylko otwiera przed tobą swój świat, ale i z dużą szcze­ro­ścią i odwagą pozwala zaj­rzeć w te sfery życia, o któ­rych ludzie nie­chęt­nie opo­wia­dają. To wła­śnie ta auten­tycz­ność spra­wia, że ta książka pra­cuje w czło­wieku jesz­cze długo po odło­że­niu jej na półkę.

Znam Karola od paru lat. Obser­wo­wa­łem jego roz­wój, jego wzloty, upadki, nie­sa­mo­witą deter­mi­na­cję, by iść dalej nawet wtedy, gdy życie wrzu­cało go tam, gdzie więk­szość dawno by się pod­dała. Dla­tego mogę powie­dzieć jedno: ta książka jest PRAW­DZIWA. Nie jest mar­ke­tin­go­wym chwy­tem. Nie jest kolejną „moty­wa­cyjną książką”, pisaną z pozy­cji men­tora, który udaje, że zjadł wszyst­kie rozumy. To jest opo­wieść czło­wieka, który prze­szedł przez ogień.

To, co naj­moc­niej mnie poru­szyło, to nie­zwy­kła nar­ra­cja. Karol nie pisze o suchej teo­rii. On two­rzy opo­wieść, która działa jak pro­ces: roz­wija się, wciąga, rezo­nuje. Cza­sem ma się wra­że­nie, że każde zda­nie jest jed­no­cze­śnie histo­rią i kodem – pre­cy­zyj­nie napi­sa­nym algo­ryt­mem oddzia­łu­ją­cym na emo­cje, per­cep­cję i pod­świa­do­mość. Ten styl, hip­no­tyczny w naj­lep­szym sen­sie, przy­po­mina mi momenty, kiedy ktoś sie­dzi obok, patrzy ci w oczy i opo­wiada tak szcze­rze, że w two­jej gło­wie zaczyna się dziać coś nie­wy­po­wie­dzia­nego.

Siłą tej książki nie są jedy­nie narzę­dzia neu­ro­hac­kingu, choć są opi­sane kla­row­nie i kon­kret­nie. Jej moc tkwi w czymś innym: w histo­rii czło­wieka, który stra­cił wszystko: zdro­wie, rela­cję, dom, toż­sa­mość i krok po kroku zaczął od nowa. Jak w sym­bo­licz­nej ini­cja­cji: naj­pierw roz­pad, potem cisza, a na końcu świa­tło, które z wolna wraca, za to ina­czej niż wcze­śniej. Ta opo­wieść o bólu, bez­rad­no­ści i prze­bu­dze­niu jest uni­wer­salna. Wła­śnie dla­tego ta książka zmie­nia czy­tel­nika. Nie mora­li­zuje. Nie sta­wia się ponad nim. Ona towa­rzy­szy. Jest prze­wod­ni­kiem, a nie wykła­dowcą. I robi coś jesz­cze waż­niej­szego: poka­zuje, że kry­zys nie jest porażką, lecz bramą.

Jako ktoś, kto widział Karola poza reflek­to­rami: zmę­czo­nego, wal­czą­cego, uczą­cego się na nowo ufać swo­jemu ciału, mózgowi, ścieżce, mogę powie­dzieć jedno: to jest książka, którą napi­sało życie. Książka, która rezo­nuje, bo powstała z prawdy. Jeśli potrze­bu­jesz książki, która nie tylko inspi­ruje, ale real­nie prze­suwa twoją per­cep­cję i daje ci narzę­dzia do zbu­do­wa­nia nowej linii życia, to wła­śnie ją zna­la­złeś. Neu­ro­hac­king 2 to prze­wod­nik, który zaczyna dzia­łać już w trak­cie czy­ta­nia.

To jedna z naj­od­waż­niej­szych, naj­bar­dziej oso­bi­stych i trans­for­mu­ją­cych ksią­żek na pol­skim rynku roz­woju oso­bi­stego. I jestem pewien: jeśli otwo­rzysz się na tę histo­rię, nie wró­cisz już do poprzed­niej wer­sji sie­bie. To opo­wieść, która wciąga jak film i działa jak tera­pia. To histo­ria, dzięki któ­rej coś w tobie wsko­czy na wła­ściwe miej­sce. I dla­tego warto ją prze­czy­tać nie rozu­mem, lecz ser­cem. A naj­le­piej całym sobą.

Adam Bytof

Od 45 lat uczy świa­do­mego śnie­nia, medy­ta­cji, hip­nozy i OBE pracy w odmien­nych sta­nach świa­do­mo­ści.www.youtube.com/c/AdamB­Me­dy­ta­cje

Co, jeśli twój mózg nie jest ogra­ni­cze­niem, tylko narzę­dziem, które możesz prze­pro­gra­mo­wać? Naj­moc­niej zare­zo­no­wała we mnie myśl o neu­ro­pla­stycz­no­ści mózgu. Nie jest on beto­nem, lecz miękką gliną, którą możesz kształ­to­wać myślami, emo­cjami, nawy­kami. Skoro można było nauczyć się lęku, cha­osu czy napię­cia, dokład­nie tak samo można się nauczyć spo­koju i wewnętrz­nej sta­bil­no­ści.

Dorota Deląg

aktorka, dzien­ni­karka, szko­le­nio­wiec, współ­au­torka pod­ca­stu o roz­woju ducho­wym “Eks­pe­ry­ment”

Karol to król oszu­stów! Poka­zuje, jak „oszu­kać” swój mózg, by wycią­gnąć z niego mak­sy­malny poten­cjał, który w nim drze­mie. Jak go prze­pro­gra­mo­wać. Karol tłu­ma­czy, jak funk­cjo­nuje nasz „cen­tralny kom­pu­ter” oraz jakimi algo­ryt­mami, czyli sekwen­cjami kro­ków i dzia­łań, ste­ro­wać, by wyko­ny­wał to, co my chcemy, a nie to, co wymu­siła na nas ewo­lu­cja czy oto­cze­nie.

Naj­lep­sze w tej książce jest to, że wpro­wa­dze­nie korzyst­nych zmian w naszym dzia­ła­niu nie wymaga dodat­ko­wych kur­sów, fizycz­nych narzę­dzi, spisu lek­tur ani abo­na­men­tów na opro­gra­mo­wa­nie. Wszystko mamy już w sobie, Karol dostar­cza tylko instruk­cję prze­pro­gra­mo­wa­nia, by wejść na men­talne wyżyny.

Paweł Jaś­kow­ski

Mózg jest jego naj­cen­niej­szym asse­tem. Dzien­ni­karz i mar­ke­tin­go­wiec. Pasjo­nat bio- i neu­ro­hac­kingu oraz pro­wo­ko­wa­nia nowych połą­czeń neu­ro­no­wych.www.lin­ke­din.com/in/paweł-jaś­kow­ski

To książka dla osób, które czują, że utknęły w życiu nie­na­le­żą­cym do nich. Dla osób, które chcą zro­zu­mieć wła­sne reak­cje, sche­maty i ogra­ni­cze­nia i są gotowe sta­nąć w praw­dzie. To lek­tura, którą warto czy­tać powoli i uważ­nie, z otwar­to­ścią na reflek­sję.

Autor zapra­sza czy­tel­nika w intymną podróż, odsła­nia­jąc momenty kry­zysu, roz­padu i utraty, kiedy czło­wiek pozo­staje sam – ze swoim lękiem, bez­rad­no­ścią i z jedy­nym real­nym narzę­dziem, jakie ma do dys­po­zy­cji: wła­snym umy­słem.

Poka­zuje, jak trudne doświad­cze­nia mogą stać się począt­kiem nowej drogi. Co waż­niej­sze – bar­dzo pre­cy­zyj­nie tłu­ma­czy, dla­czego pro­ces zmiany jest tak wyma­ga­jący, nawet gdy świa­do­mie jej pra­gniemy. Z dużą uważ­no­ścią pro­wa­dzi czy­tel­nika przez mecha­ni­zmy neu­ro­bio­lo­giczne odpo­wie­dzialne za roz­pro­sze­nie, pro­kra­sty­na­cję, uni­ka­nie zmiany czy utrzy­my­wa­nie się w zna­nych sche­ma­tach. To część, która może być nie­zwy­kle uwal­nia­jąca: zaczyna się rozu­mieć, że „sła­bo­ści” są natu­ral­nymi stra­te­giami prze­trwa­nia mózgu, a nie bra­kiem cha­rak­teru czy moty­wa­cji.

Iwona Fir­manty

zało­ży­cielka firmy szko­le­niowo-dorad­czej Human Skills, psy­cho­lożka, socjo­lożka, cer­ty­fi­ko­wana coach ICC, men­torka oraz kon­sul­tantka odpor­no­ści psy­chicz­nej IG: @iwo­na­fir­manty.pl

Ta książka zaczyna się od ciem­no­ści, od boha­tera, który stoi w miej­scu, roz­pada się, tonie we wła­snym mózgu i jego mecha­ni­zmach obron­nych. A potem zaczyna iść naprzód cen­ty­metr po cen­ty­metrze. I zanim zdą­żysz pomy­śleć, gdzie zmie­rza ta histo­ria, orien­tu­jesz się, że idziesz razem z nim.

To książka, która nie daje ci kom­fortu sie­dze­nia w fotelu i oglą­da­nia czy­jejś prze­miany z dystansu. Ona uru­cha­mia twoje wła­sne prze­bu­dze­nie, te punkty bólu, które odkła­da­łeś od mie­sięcy, te cele, które miały „same się osią­gnąć”, tę część cie­bie, która chciała wię­cej, ale bała się ruszyć.

Neu­ro­hac­kingu nie tłu­ma­czy się tu jak nauki, lecz się go prze­żywa. Autor łączy bowiem psy­cho­lo­gię, neu­ro­bio­lo­gię, hip­nozę i ele­menty tera­pii pracy z cia­łem w spo­sób rzadko spo­ty­kany: przy­stępny, ludzki, nar­ra­cyjny. Nie ma tu wykła­dów, jest za to doświad­cze­nie, które osa­dza się w ciele.

To książka, która poka­zuje, jak działa mózg, ale przede wszyst­kim, jak działa twój mózg. Według badań mózg potrze­buje około 55 dni, by utwo­rzyć nowy nawyk. Każde powtó­rze­nie to kolejne zary­so­wane połą­cze­nie neu­ro­nalne, kolejny mili­metr drogi, która kie­dyś była gęstym lasem, a dziś powoli staje się ścieżką. A to, co powta­rzasz od lat, jest jak auto­strada, szybka, znana, ener­ge­tycz­nie tania. Dla­tego wła­śnie, kiedy pró­bu­jesz się zmie­nić, mózg szar­pie cię z powro­tem do sta­rego. Nie zło­śli­wie, ale dla­tego, że chce, żebyś prze­żył, nie żebyś się roz­wi­jał.

I tu ta książka robi coś nie­zwy­kłego. Nie uczy cię walki ze sobą. Uczy cię mięk­ko­ści, która w neu­ro­bio­lo­gii działa moc­niej niż pre­sja. Poka­zuje podej­ście, które przy­po­mina pod­le­wa­nie suchej ziemi: nic nie rośnie od szar­pa­nia i pośpie­chu. Zmiana poja­wia się wtedy, kiedy w końcu dajesz sobie odro­binę cie­pła i cier­pli­wo­ści. „Twój mózg reaguje lepiej na roz­luź­nie­nie niż agre­sję”.

To jedna z tych ksią­żek, które nie tylko zmie­niają spo­sób myśle­nia. Czy­ta­jąc ją, masz wra­że­nie, że autor wydo­bywa z cie­bie to, co zostało scho­wane pod kurzem doświad­czeń, lęków i sche­ma­tów. Odsła­nia twoje praw­dziwe „ja”, twój kie­ru­nek i twoją toż­sa­mość. To nie jest książka, którą pole­cam. To jest książka, którą, jeśli jesteś w momen­cie życia, gdzie wszystko stoi, trzeba prze­czy­tać.

Czy­tasz jed­nym tchem, ale pra­cu­jesz z nią mie­sią­cami.

Oli­wia Woź­niak

eks­pertka od związ­ków i rand­ko­wa­nia IG: @stara.slu­chaj

Jeśli na co dzień czu­jesz, że „to sil­niej­sze ode mnie”, w stre­sie odpa­lasz się szyb­ciej, niż zdą­żysz pomy­śleć, a potem zbie­rasz tego kon­se­kwen­cje w pracy i w domu – ta książka może być twoim bra­ku­ją­cym mostem mię­dzy mózgiem a codzien­no­ścią.

Neu­ro­hac­king 2 napi­sana jest dostęp­nym języ­kiem; książkę czyta się lekko, bo bazuje na praw­dzi­wych histo­riach. Autor używa języka doświad­czeń i obra­zów, dzięki czemu łatwiej zro­zu­mieć sens i mecha­nikę tego, co dzieje się „w środku”. Czy­tel­nik znaj­dzie tu kon­kretne narzę­dzia, które poma­gają roz­po­znać wła­sne sche­maty i odzy­skać wpływ na swoje reak­cje.

Paula i Kamil

IG: @rela­cje­bez­tabu

Ta książka jest potwier­dze­niem, że neu­ro­bio­lo­gia i roz­wój duchowy mogą iść w parze, wza­jem­nie się wzmac­nia­jąc. Poka­zała mi, jak real­nie — fizycz­nie — dzia­łają pro­cesy, które dotąd czu­łam bar­dziej intu­icyj­nie: uwal­nia­nie lęku, roz­bra­ja­nie blo­ku­ją­cych prze­ko­nań czy zmiana zapi­sów emo­cjo­nal­nych w ciele. Autor łączy neu­ro­hac­king z prak­ty­kami uważ­no­ści i pracy wewnętrz­nej, wska­zu­jąc, że trans­for­ma­cja zaczyna się od małych, codzien­nych nawy­ków. Mózg nie jest prze­ciw­ni­kiem, ale sprzy­mie­rzeń­cem – jeśli nauczę się z nim współ­pra­co­wać, zamiast z nim wal­czyć.

Anna Matu­siak

dzien­ni­karka, pisarka, psy­cho­log, współ­au­torka pod­ca­stu o roz­woju ducho­wym „Eks­pe­ry­ment”

Neu­ro­hac­king 2 od pierw­szych stron daje poczu­cie, że zaczy­nasz coś wię­cej niż lek­turę. To książka, która porząd­kuje umysł, uspo­kaja ciało i pro­wa­dzi w głąb sie­bie. Poka­zuje, że praw­dziwa trans­for­ma­cja jest pro­ce­sem i drogą, którą warto iść świa­do­mie, krok po kroku. Jeśli czu­jesz, że to moment, by zadbać o sie­bie naprawdę, ta książka jest wła­ści­wym począt­kiem.

Kry­stian i Karo­lina

Dr Joint & Eks­trakt.pl

Jestem wdzięczny każ­demu doświad­cze­niu, które mnie spo­tkało. Każ­demu kry­zy­sowi. Każ­demu błę­dowi. Każ­demu zała­ma­niu. Bo gdyby nie one, ta książka by ni­gdy nie powstała.

Manifest autora

Piszę tę książkę z jed­nego powodu: żyjemy w świe­cie, który nauczył cię wie­rzyć, że cze­goś ci brak. Że jesteś nie­wy­star­cza­jący. Że musisz za czymś gonić, napra­wiać się, ulep­szać, wal­czyć o lep­szą przy­szłość i udo­wad­niać swoją war­tość światu. To ilu­zja.

Ta książka powstała po to, by nie tylko nauczyć cię zasad NEU­RO­HAC­KINGU, ale przede wszyst­kim go doświad­czyć.

UWA­ŻAJ, BO PO JEJ LEK­TU­RZE TWOJE ŻYCIE NIE BĘDZIE WYGLĄ­DAĆ TAK SAMO.

Lek­tura roz­braja men­talne wirusy.

Usuwa ogra­ni­cza­jące prze­ko­na­nia.

Insta­luje nowe stra­te­gie myśle­nia i dzia­ła­nia.

Kasuje to wszystko, co od lat blo­kuje twoją ener­gię, decy­zje, odwagę i wol­ność.

I naj­waż­niej­sze – nie musisz sta­wać się kimś wię­cej. Wystar­czy, że prze­sta­niesz wie­rzyć, że cze­goś ci brak.

To jest pierw­szy kod, który zmie­nia wszystko.

Zapra­szam do środka.

Hej, czytelniku

Jeśli trzy­masz tę książkę w rękach, to zna­czy, że coś w tobie pękło. Mała szcze­lina, przez którą świa­tło zaczęło się prze­dzie­rać. I ja chcę, żeby ta książka uczy­niła jedną rzecz, ale naj­waż­niej­szą: żeby dopro­wa­dziła cię do momentu, w któ­rym pew­nego zwy­kłego dnia – może przy kawie, może w dro­dze do pracy, może po spa­ce­rze – zatrzy­masz się na sekundę i poczu­jesz, jak twoje ciało mówi:

Boże… jak ja kocham swoje życie

I to nie będzie eufo­ria. Nie będzie moty­wa­cyjny haj. Nie będzie „od jutra zacznę”.

To będzie spo­kój.

Prawda.

Radość.

Chcę, żebyś dotarł do miej­sca, w któ­rym zro­zu­miesz coś, co więk­szość ludzi odkrywa dopiero pod koniec drogi: „Już wygra­łeś, bo żyjesz. A wszystko, co robisz teraz, to tylko budo­wa­nie kolej­nych pię­ter tej wygra­nej”.

Ta książka nie jest o tym, jak stać się kimś lep­szym i osią­gnąć suk­ces. Jest o tym, jak wró­cić do sie­bie. Do tej wer­sji, która była zawsze, tylko została zagłu­szona, zmę­czona, roz­pro­szona.

To jest prze­wod­nik po two­jej kosmicz­nej pamięci. Po two­jej mocy. Po two­ich moż­li­wo­ściach, o któ­rych część cie­bie już wie… a część dopiero sobie przy­po­mni.

I jeśli pozwo­lisz mi popro­wa­dzić cię krok po kroku, wej­dziesz w stan, w któ­rym świat zacznie odpo­wia­dać na twoją ener­gię jak lustro, które wie, kim naprawdę jesteś.

Ta książka jest złota nie dla­tego, że okładka błysz­czy i się mieni.

Tylko dla­tego, że ma obu­dzić coś zło­tego w tobie. Reszta wyda­rzy się wkrótce w two­jej gło­wie.

Zaczy­najmy!

Noc, w której wszystko mi zabrali

Zacznę od momentu, który roz­wa­lił mi życie na kawałki.

Sypial­nia. Koniec lutego. Zima, taka szara, wkur­wia­jąca, zimna na kościach.

Dwa dni wcze­śniej wró­ci­łem z tele­wi­zji, z tego całego bły­sku, stu­dia, świa­teł.

Z tych wszyst­kich momen­tów, kiedy wyglą­dasz jak czło­wiek, który ogar­nia życie, ener­gię i swoje ciało. I nagle… ciało powie­działo: „Stary, mam cię w dupie”.

Naj­pierw to było takie deli­katne „coś”. Jakby szyja sztyw­niała po tre­ningu. Myślisz: prze­wiało mnie, posie­dzę parę dni w domu i przej­dzie. Tylko że z każ­dym dniem było gorzej i gorzej, i gorzej.

Aż dosze­dłem do momentu, w któ­rym kła­dłem głowę na poduszce i czu­łem ból tak ostry, tak świ­dru­jący, że mia­łem odruch wymiotny. Nie mogłem spać. Nie mogłem pra­co­wać. Nie mogłem po pro­stu być.

I rosło we mnie jedno uczu­cie: prze­ra­że­nie.

Naj­gor­sze było to, że nic nie miało sensu. Zero urazu. Zero wypadku. Zero logicz­nej przy­czyny.

Bada­nia niczego nie wyja­śniały. Leka­rze roz­kła­dali ręce. A ja… A ja czu­łem się tak, jak­bym powoli zni­kał z wła­snego życia.

Któ­rejś nocy ból prze­szedł na bark. Tak, jakby ktoś wbił mi w śro­dek kości roz­ża­rzony pręt. Leże­nie mnie bolało. Psy­chika mnie bolała. A obok mnie leżały dwa amstaffy i patrzyły z tro­ską, jak wyję.

Tak. Wyłem.

Z bólu. Ze stra­chu. Z bez­rad­no­ści.

I nagle, w tej jed­nej sekun­dzie, w tym cho­ler­nie praw­dzi­wym momen­cie ciszy mię­dzy jed­nym skur­czem a dru­gim… poczu­łem to. Pomy­śla­łem: „Co, jeśli z tego nie wyjdę? Co, jeśli moje ciało, moje życie po pro­stu… się skoń­czyło? Co, jeśli tak już zosta­nie?

Ten strach jest jak zimna fala, która prze­cho­dzi przez ciało i zosta­wia czło­wieka nagiego.

Bez masek. Bez siły. Bez dumy.

A prze­cież byłem wiesz… tym moc­nym gościem. Bio­ha­ke­rem. Eks­per­tem od ener­gii i hor­mo­nów. Gościem od rege­ne­ra­cji, świa­do­mo­ści, dys­cy­pliny. Silny, sprawny, ogar­nięty.

Jesz­cze chwilę wcze­śniej mia­łem klatę jak tar­czę. Barki jak maszyna. Siłę, osiągi, formę. Wszystko.

A teraz?

Nie byłem w sta­nie pod­nieść kubka. Wło­żyć skar­pe­tek. Otwo­rzyć drzwi.

Nie spa­łem od tygo­dni. Tra­ci­łem po kilo­gra­mie tygo­dniowo. Schu­dłem trzy­na­ście. Wyglą­da­łem jak kary­ka­tura samego sie­bie.

Ale to nie ciało bolało naj­bar­dziej. Naj­bar­dziej bolało to, co się działo w środku.

Bo kiedy życie cię zatrzy­muje, unie­ru­cha­mia, przy­ci­ska do ściany… to nagle zaczy­nasz sły­szeć sie­bie.

A ja pierw­szy raz od lat usły­sza­łem w środku…

Chaos. Strach. Zagu­bie­nie. Pyta­nia, któ­rych od lat uni­ka­łem.

I wtedy coś we mnie pękło. Nie bark. Nie szyja. Coś głę­biej.

To był ten moment, w któ­rym poczu­łem, że sytu­acja ta nie jest przy­pad­kiem.

Nie jest kon­tu­zją.

Nie jest zbie­giem oko­licz­no­ści.

To było jak szept z samego dna: „Stary, ty musisz coś zoba­czyć. I nie zatrzy­masz się sam… Więc cię zatrzy­ma­li­śmy”.

W tej samej sekun­dzie, kiedy bark palił jak ogień, psy gło­śno obok dyszały, a moja świa­do­mość wpa­dła w czarną dziurę – poja­wiła się jedna jedyna myśl, którą wtedy potrze­bo­wa­łem usły­szeć:

„Karol, wyj­dziesz z tego. Prze­sze­dłeś już przez wiele trud­nych momen­tów. Przez to też przej­dziesz i to cię, kurwa, wzmocni i będziesz kie­dyś opo­wia­dać wszyst­kim tę histo­rię”.

Ta noc była moją śmier­cią i począt­kiem cze­goś, czego wtedy jesz­cze nie rozu­mia­łem.

I to jest chyba naj­dziw­niej­sze, że naj­więk­sze początki przy­cho­dzą wtedy, kiedy myślisz, że wszystko wła­śnie się skoń­czyło.

Wtedy nie wie­dzia­łem jed­nego: że ta noc była efek­tem cze­goś, co zaczęło się dużo wcze­śniej. Jakby życie odpa­liło pro­ces w tle, któ­rego nie zauwa­ży­łem. Jakby ktoś naci­snął przy­cisk, a ja dopiero po mie­sią­cach poczu­łem falę ude­rze­niową. Bo zanim ciało padło, zanim sys­tem się wyłą­czył, zanim życie mnie zatrzy­mało… była jedna mała decy­zja, która otwo­rzyła pierw­szy por­tal.

Tylko że wtedy jesz­cze nie mia­łem poję­cia, że ta jedna decy­zja popro­wa­dzi mnie pro­sto do Taj­lan­dii.

Do rezy­den­cji na raj­skiej wyspie.

Do ludzi, któ­rzy zmie­nią moje życie.

Do wer­sji mnie, któ­rej jesz­cze nie potra­fi­łem sobie wyobra­zić.

I teraz… musimy się cof­nąć w prze­szłość…

Do dnia, który wtedy wyglą­dał jak nic.

Ketokawa, pierwszy portal i człowiek, który zmienił linię czasu

Dwa lata wcze­śniej…

Sty­czeń 2020 rok – niby nor­malny dzień

Sie­dzia­łem wtedy w gabi­ne­cie i ukła­da­łem pro­gram bio­hac­kin­gowy dla mojej klientki. Mia­łem głowę prze­ła­do­waną teo­rią, bada­niami, pro­to­ko­łami, tą całą naukową ukła­danką, w któ­rej pró­bo­wa­łem poukła­dać świat hor­mo­nów, ener­gii, wydaj­no­ści.

W prze­rwie wsze­dłem na Face­bo­oka i natra­fi­łem na post „ketoza przy kawie”. Pomy­śla­łem wtedy, fajny temat, chęt­nie bym poszedł i poga­dał z ludźmi, któ­rzy mają podobną zajawkę.

Minęły trzy dni. Jest sobota rano. Czas zbie­rać się i wycho­dzić z domu. Mia­łem iść z kolegą, ale zadzwo­nił, że mu się nie chce. Pomy­śla­łem wtedy, „Kurde, samemu mam iść?”. I poczu­łem opór. Ale im dłu­żej myśla­łem, tym bar­dziej czu­łem w środku, żeby prze­ła­mać ten opór i tam pójść.

Zebra­łem się i posze­dłem. Małe spo­tka­nie, które nazy­wało się „Ketoza przy kawie”. Luzacka ini­cja­tywa. Jacyś ludzie, keto, kawa, nic wiel­kiego. Zero planu, zero stra­te­gii, zero ocze­ki­wań.

I wła­śnie tam go pozna­łem.

Mar­cina.

Gościa, który, jak się póź­niej dowie­dzia­łem, miał IQ ponad 173, był przed­się­biorcą przed czter­dziestką, który łączył biz­nes z tech­no­lo­gią, ale pry­wat­nie… wal­czył o swoje zdro­wie. Z nad­wagą, z hor­mo­nal­nym cha­osem, z chro­nicz­nym zmę­cze­niem. Mózg mu nie dzia­łał, ener­gia mu sia­dała, libido sła­bło, ciało mówiło: „Bra­cie, musimy coś zro­bić”.

Usie­dli­śmy na tej keto­ka­wie. Zaczę­li­śmy gadać. O życiu. O zdro­wiu. O hor­mo­nach. O keto. O tym, co działa, a co jest inter­ne­tową ilu­zją.

I Mar­cin powie­dział wtedy coś, co zapa­mię­tam na zawsze: „Pró­bo­wa­łem już wszyst­kiego. Potrze­buję kogoś, kto ogar­nia to naprawdę”.

I ja – jesz­cze wtedy młody Karol, z książką w pro­ce­sie, z głową pełną teo­rii, wnio­sków, odkry­wa­jący kore­la­cje, łączący kropki, powie­dzia­łem: „Dobra. Zróbmy to. Prze­pro­wa­dzę cię przez mój autor­ski pro­gram »Health & Per­for­mance«, który wtedy gene­ro­wał fajne efekty moim pod­opiecz­nym”.

To był pierw­szy moment, w któ­rym życie powie­działo: wcho­dzimy w grę.

Transformacja, która otworzyła mi szerzej oczy

Mar­cin wszedł w mój pro­gram „Health & Per­for­mance”. I wtedy zaczęła się magia.

Poka­za­łem mu, jak sku­tecz­nie wdro­żyć i opty­ma­li­zo­wać moje modele i tech­niki bio­hac­kin­gowe:

post okre­sowy,

keto + carb bac­klo­ading,

pro­to­kół regu­la­cji męskich hor­mo­nów,

pro­to­kół na reduk­cję stresu i poprawę pracy mózgu,

bio­hac­king snu,

akty­wa­tory neu­ro­lo­giczne i inte­li­gentne tre­ningi.

I nagle z gościa, który był zmę­czony życiem, po sze­ściu mie­sią­cach zro­biła się bestia.

Czter­dzie­ści pięć kilo­gra­mów w dół. Hor­mony wró­ciły do normy. Mózg się włą­czył. Ener­gia wró­ciła. Ciało odżyło.

Życie mu się prze­sta­wiło jak w nowym wymia­rze.

Patrzy­łem na to i myśla­łem: „Okej. Chyba wiem, co ja naprawdę mam robić na tej pla­ne­cie”.

Ale to był dopiero począ­tek.

* * *

Po pew­nym cza­sie zadzwo­nił tele­fon…

Pamię­tam ten dzień jak dziś. Sie­dzia­łem w miesz­ka­niu, oglą­da­łem z dziew­czyną serial, a tele­fon zadzwo­nił z numeru, któ­rego nie zna­łem.

Po dru­giej stro­nie była dzien­ni­karka z Pyta­nia na Śnia­da­nie.

– Panie Karolu, zna­la­złam pana arty­kuł na blogu o die­cie keto­ge­nicz­nej – zaczyna. – Chcie­li­by­śmy pana zapro­sić do tele­wi­zji.

A ja w środku mia­łem totalne: „Serio? Ten arty­kuł, który napi­sa­łem po pro­stu, bo czu­łem, że powi­nie­nem?”.

I wtedy zro­zu­mia­łem jedną z naj­waż­niej­szych lek­cji: „Jeśli robisz coś z serca, bez ocze­ki­wa­nia na efekt – świat i tak ci to odda, tylko w momen­cie, w któ­rym naj­mniej się tego spo­dzie­wasz”.

– Czy ma pan klienta, któ­rego mógłby pan zabrać do pro­gramu? – zapy­tała dzien­ni­karka. I w tej sekun­dzie zoba­czy­łem w swo­jej wyobraźni uśmiech­niętą twarz Mar­cina. Wie­dzia­łem, kogo biorę.

Pytanie na Śniadanie – moment, w którym świat mi powiedział: „Idź dalej”

Następ­nego tygo­dnia sie­dzie­li­śmy już z Mar­ci­nem w stu­diu tele­wi­zyj­nym. Świa­tła. Kamery.

Z tyłu baner. Sto­lik, przy któ­rym sie­dzie­li­śmy jak dwóch kum­pli, któ­rzy wła­śnie wygrali w totka.

Pro­wa­dzący pytają o trans­for­ma­cję Mar­cina. A on opo­wiada, jak schudł 45 kg, jak mu się życie zmie­niło, jak wró­ciła ener­gia, jak wró­ciła głowa, jak wró­cił ogień.

A ja sie­dzę obok i patrzę na to. I w środku mam takie myśli: „Stary… To, co robisz, ma sens. I ma moc”. To było nasze zdję­cie. My, przy stole, Mar­cin po trans­for­ma­cji, ja z uśmie­chem, jakby dopiero co roz­po­częła się moja praw­dziwa ścieżka.

Dzień, w którym zrozumiałem, jak wielka jest moc mózgu

Minął ponad rok od tam­tej keto­kawy. Rok od momentu, który pchnął try­biki w mojej świa­do­mo­ści…

Była sobota. Pogoda taka nijaka, tro­chę szaro, tro­chę byle jak. Sie­dzia­łem w swoim gabi­ne­cie i pisa­łem ebo­oka „Pierw­sze 30 dni bio­hac­kingu”. Zresztą w tym ebo­oku opi­sy­wa­łem wła­śnie naszą roz­mowę z Mar­ci­nem sprzed lat. To jest w ogóle piękne, bo życie cza­sem pisze takie zapę­tla­jące sce­na­riu­sze, że jak spoj­rzysz z góry, to się śmie­jesz, jak bar­dzo to się wszystko łączy.

Pamię­tam, że sie­dzia­łem przy biurku, słu­chawki na uszach, ja w try­bie lase­ro­wej kon­cen­tra­cji, i nagle sły­szę dzwo­nek do drzwi.

Otwo­rzy­łem. Mar­cin. Taki jak zawsze: uśmiech­nięty, wylu­zo­wany, ale świe­cił mu się wzrok, jakby wie­dział coś, czego ja nie wiem. Zro­bi­li­śmy tego naszego kla­sycz­nego miśka, jak dobrzy kum­ple.

– Patrz – mówi i wyciąga czar­nego iPhone’a.

Pamię­tam dokład­nie, etui (case) miał takie lekko wytarte na rogach od uży­wa­nia. Widzia­łem, jak świeci mu się ekran. Na środku ekranu screen z powia­do­mie­niem PUSH z banku.

Na twoje konto wła­śnie wpły­nęło 3 570 000 zł

Na sekundę prze­sta­łem oddy­chać. Serio. Zawie­si­łem się jak iPhone z prze­grzaną bate­rią.

– Stary… – mówię do niego. – Co to jest? O co cho­dzi? A on do mnie, taki spo­kojny, jakby mówił o zaku­pach w skle­pie spo­żyw­czym:

– Pamię­tasz ten pomysł, który wpadł mi do głowy po naszym pro­gra­mie? Jak odzy­ska­łem ener­gię, mózg mi się włą­czył i zaczą­łem widzieć rze­czy jaśniej? No wła­śnie to. W tym tygo­dniu sprze­da­łem część udzia­łów w fir­mie, którą zbu­do­wa­łem. I to jest prze­lew.

Okrą­głe 3,5 miliona zło­tych. Za pomysł, który naro­dził się po tym, jak popra­wi­li­śmy mu ener­gię, hor­mony, mózg, ciało, sen, rege­ne­ra­cję, meta­bo­lizm. Efekt tego, jak zaczął trak­to­wać swoje ciało jak sys­tem, a nie jak przy­pa­dek.

I w tym momen­cie dotarło do mnie coś, co zmie­niło moje życie jako tre­nera, eks­perta, czło­wieka: bio­hac­king to nie tylko „zdro­wie”. To jest zmiana decy­zji. To jest zmiana emo­cji, per­cep­cji, odwagi. To moment, w któ­rym czło­wiek nagle widzi roz­wią­za­nia, któ­rych wcze­śniej nie widział. A gdy mózg ina­czej decy­duje – wszystko inne jest kon­se­kwen­cją.

Mar­cin mi wtedy podzię­ko­wał. Tak po ludzku. Z wdzięcz­no­ścią, z ser­du­cha. Ale zro­bił coś jesz­cze. Popa­trzył na mnie i powie­dział:

– Stary… ja chcę, żebyś mi wysta­wił fak­turę. Nie za pro­gram. Za to, co mi otwo­rzy­łeś w życiu.

I to mnie wtedy roz­wa­liło od środka. Bo to nie było „zapłać za usługę”. To była forma uzna­nia. Ener­gia, która wraca do czło­wieka, kiedy zro­bił coś naprawdę waż­nego z poziomu serca, misji, inten­cji, a nie stra­te­gii czy kal­ku­la­cji. To było takie: „Karol, ty mi otwo­rzy­łeś furtkę, którą sam bałem się otwo­rzyć. I chcę, żebyś to wie­dział. Chcę, żebyś to poczuł”.

Sie­dzia­łem, patrzy­łem na ten tele­fon, na tę liczbę, i nagle poczu­łem coś, czego nie da się nazwać… jakby świat prze­stał być cha­osem, a stał się sys­te­mem, który nagra­dza tych, któ­rzy robią rze­czy wła­ściwe.

I wtedy do mnie dotarło, że to, co robię, nie jest „pomocą”, to nie jest „odchu­dza­nie i poprawa wyni­ków badań krwi”,. To jest trans­for­ma­cja, która potrafi zmie­nić kie­ru­nek życia czło­wieka: jego decy­zje, jego odwagę, jego przy­szłość.

Wtedy jesz­cze nie wie­dzia­łem, że to, co wyda­rzyło się tego dnia, otwo­rzy kolejne por­tale. Takie, na które nie byłem gotowy… I że pie­nią­dze są tylko potwier­dze­niem prze­pływu war­to­ści. Echem tego, co naprawdę naj­waż­niej­sze.

To był dzień, w któ­rym zro­zu­mia­łem, że moja misja to nie tylko ciało. To nie keto. Nie pro­to­koły. Nie dieta. Nie suple­menty.

Tylko mózg • Sys­tem • Per­cep­cja • Trans­for­ma­cja życiowa

Moment, gdy jedna zmiana w ener­gii czło­wieka potrafi wyczy­ścić mu przy­szłość z szu­mów, które wcze­śniej zasła­niały jego życie.

To był dzień, w któ­rym zoba­czy­łem, że kiedy czło­wiek odzy­skuje sprawny mózg – odzy­skuje wszystko.

Pocze­kaj. Jesz­cze się nie eks­cy­tuj za bar­dzo… bo histo­ria dopiero się roz­kręca.

Telefon, który otworzył portal

Listo­pad 2021. Taki listo­pad, jakiego nikt nie chce. Szary. Ciężki. Zimny. Taki, w któ­rym świa­tło dzienne trwa 12 minut, a reszta to ciem­ność i melan­cho­lia.

Wra­cam do miesz­ka­nia po całym tygo­dniu pracy, otwie­ram drzwi, a moja ówcze­sna dziew­czyna stoi w kuchni z tele­fo­nem przy uchu. Widzę jej minę. Widzę ten błysk. I już wiem, że coś nad­cho­dzi.

– Mar­cin i Ola lecą w grud­niu do Taj­lan­dii – mówi. – Pytają, czy jedziemy z nimi.

I wtedy czas mi się zatrzy­mał tak, jakby ktoś wci­snął pauzę na pilo­cie życia.

Taj­lan­dia. Wyspa. Słońce. Inny świat.

Wypo­wie­dzia­łem to, zanim logika zdą­żyła się obu­dzić: Jedziemy!

Bez licze­nia. Bez myśle­nia. Bez ana­liz. To była decy­zja duszy. Nie ciała. Nie głowy. Duszy. Jakby w środku mnie ktoś powie­dział: „Ruszaj, stary. Tam masz być”.

Przekroczenie progu i pierwszy oddech innej rzeczywistości

Kilka tygo­dni póź­niej wylą­do­wa­li­śmy na Koh Samui. Była noc. I pamię­tam każdy mikro­dź­więk, każdy zapach, każdą kro­plę wil­goci w powie­trzu.

Hotel Anan­tara. Tro­pik jak z innego wymiaru. Zie­mia pach­nąca życiem. Powie­trze gęste jak sen. Cykady, żaby, gekony – natura grała kon­cert, któ­rego nie da się zapo­mnieć. A to wszystko w takim świe­tle, jakby ktoś odpa­lił mgłę na pla­nie fil­mo­wym.

I wtedy poczu­łem coś, czego wcze­śniej nie zna­łem: świat, w któ­rym oddy­cha­łem, był… ŻYWY. Jakby mnie obser­wo­wał. Koh Phan­gan i Koh Tao zro­biły resztę.

Wyspa baśń. Wyspa sen. Wyspa dym i cisza.

Sie­dzie­li­śmy z Mar­ci­nem wie­czo­rami i gada­li­śmy o życiu, jak­by­śmy nagle byli mądrzejsi o 20 lat.

O wol­no­ści. O sen­sie. O odwa­dze. O tym, dla­czego czło­wiek czę­sto żyje życiem, któ­rego nie wybrał. To były te roz­mowy, które prze­su­wają świa­do­mość. Które włą­czają świa­tło w miej­scach, gdzie latami było ciemno.

Sylwester. Willa. Antresola. Rytuał

Wró­ci­li­śmy na Koh Samui i wyna­ję­li­śmy willę na trzy dni. Pierw­szy raz w takim miej­scu. Mini­ma­lizm, drewno, basen z wido­kiem. Powie­trze jak dotyk. Świat jak z bajki.

W syl­we­strowy pora­nek wsze­dłem na antre­solę z zeszy­tem. Wiatr deli­kat­nie dmuch­nął mi w kark. Byłem sam, ale czu­łem się tak, jak­bym stał na gra­nicy dwóch wymia­rów.

Otwo­rzy­łem pustą stronę i napi­sa­łem: „Ja, Karol, spę­dzam zimę w Taj­lan­dii; 3–6 mie­sięcy”.

Zapi­sa­łem to mimo stra­chu.

I od razu poja­wił się w mojej gło­wie głos: „Ale jak?”. Miesz­ka­nie w Wila­no­wie. Gabi­net. Klienci na żywo. Dwa wiel­kie psy. Zwią­zek. Zobo­wią­za­nia. Życie.

I wtedy zro­bi­łem coś, co odróż­nia ludzi, któ­rzy zmie­niają życie od tych, któ­rzy tylko o tym mówią:

Wizja ➔ emo­cja ➔ ciało ➔ decy­zja ➔ insta­la­cja

Zro­bi­łem swój rytuał. Instruk­cję dla pod­świa­do­mo­ści. Komendę do sys­temu.

Wtedy jesz­cze nie wie­dzia­łem, że od tego momentu wszystko zacznie się syn­chro­ni­zo­wać. Że każdy mikro­krok mojego życia zacznie prze­su­wać się mili­metr po mili­metrze w stronę Taj­lan­dii.

Powrót do Polski, czyli moment, w którym myślisz, że wróciłeś…

Pod koniec stycz­nia wró­ci­li­śmy do Pol­ski. Do zimy. Do gabi­netu. Do pracy. Do rutyny. Do życia, które wcze­śniej było moim wszyst­kim. I kom­plet­nie zapo­mnia­łem o tym zeszy­cie, o antre­soli, o zapi­sie.

Ale pod­świa­do­mość nie zapo­mniała.

Ona już pro­wa­dziła mnie jak nie­wi­dzialny GPS. Już budo­wała nową linię życia. Już prze­su­wała rze­czy, które musiały się prze­su­nąć. Już przy­go­to­wy­wała to, co ma nadejść.

A to, co miało nadejść… nie było przy­pad­kiem. Było kon­se­kwen­cją tej jed­nej decy­zji zapi­sa­nej na dachu tro­pi­kal­nej willi. Decy­zji, któ­rej nie dało się już cof­nąć.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki