Nawiść - Jakub Pszoniak - ebook
NOWOŚĆ

Nawiść ebook

Pszoniak Jakub

4,5

Opis

„Ponowny debiut” Jakuba Pszoniaka. Książka o pamięci, dziedziczeniu i próbach zabliźniania ran, które przechodzą z pokolenia na pokolenie razem z historią, językiem i lękiem. Doświadczenie rodzinne splata się tutaj z wojną, przesiedleniami, chorobą, rozpadem miasta i historią Śląska. Bytom nie jest tłem, ale miejscem, które współtworzy człowieka. Pszoniak pisze o pamięci jako czymś żywym, nieustannie przepisywanym i przetwarzanym przez opowieść. Powracające frazy, muzyczne echa i rytm obsesyjnych powtórzeń budują książkę, w której doświadczenie osobiste stale styka się ze zbiorowym losem. nawiść okazuje się jednak przede wszystkim książką o miłości. O bliskości silniejszej niż dziedziczone pęknięcia, o czułości wobec ludzi próbujących żyć pośród historii, która nigdy naprawdę się nie kończy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 26

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (2 oceny)
1
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Julia_mistrz

Dobrze spędzony czas

Ciekawa.
00



świat

że i bóg ma swoich bogów

i ci swych bogów mają

i ostatni z nich boga ma w tym pierwszym

że kosmos wszystkie galaktyki to jeden tylko atom

na czubku liścia lub włosa sarny padłej u podnóża lasu

że liczb naturalnych od rzeczywistych jest dwakroć mniej

choć równie nieskończenie wiele

że są miasta gdzie nie ma grudnia ani listopada

i państwa w których grudzień jest zawsze

o tym właśnie myślałem stojąc na światłach

przy komisariacie na ulicy Chrzanowskiego w Bytomiu

a czerwień wyglądała jak łuny ognisk

oczy narkomana lub flaga armii zwycięskiego państwa

które dawno przestało istnieć

.

tła

że Bóg jest i to powinno starczyć

że gdy spadną satelity zostaną puste trajektorie

że kosmos wszystkie galaktyki to jeden tylko atom

na czubku liścia lub włosa wystraszonego psa

uwiązanego w środku lasu

że są miasta w których ciebie nie ma

i są to miejsca straszne

o tym właśnie myślałem stojąc na światłach

przy komisariacie na Schlachthausstraße w Bytomiu

a czerwień była jak wieczny zachód każdego że słońc

.

nadmiar

bardzo to wszystko a ponadto znów lato i dzień taki

jakby wrzesień miał dopiero nadejść. telewizor w rogu

a w telewizorze telewizor pokazujący ten sam telewizor

pokazujący ten sam telewizor pokazujący ten sam telewizor

telewizor w rogu a w telewizorze telewizor pokazujący

ziarnko piasku. Sister of Mercy i Bauhaus Can i reklamy

z YouTube’a. Siouxsie and the Banshees. bar a przy barze haustem

bar a się przy barze babrze. bar a przy barze Roman Kostrzewski

zwinięty w kuleczkę przypomina kudłate szczenię i w tym

cały wątpliwy urok że tu się niewiele zmienia.

stoję zgięty i wypluwam nadmiar. jak wtedy kiedy policjant

kazał mi się rozejść choć byłem zupełnie sam. stoję zgięty

i wypluwam nadmiar.

wojny nie było od wojny a to kurewsko długo.

.

źrenica

przespać się

przespać świat

i każdy z końców świata

przespać się ale najpierw

kotu suche nasypać

książkę zamknąć odłożyć

płyty włożyć do właściwych kopert

przez okno spojrzeć na chodnik który rozszerza się jak źrenica

ale najpierw napisać

i na kuchennym stole kartkę zostawić

poszedłem się zaangażować – nie czekaj ale najpierw

iść się przejść iść się przebiec ale najpierw iść się przysiąść

(zajęte? proszę) ale zanim

to zakończyć projekt ale zanim

to kotu nasypać więcej jak na wyjazd ale zanim

to przez okno popatrzeć: trzy bloki w pustce co rozszerza się

jak wszechświat ale zanim to przez okno spojrzeć

na twardniejące odbicia ale zanim

to w okno popatrzyć: źrenica

zwęża się jak źrenica

.

tajemnice chwalebne / tajemnice bolesne

powiedzieć: bać się lęku bać strachu

chcieć powiedzieć: boję się

powiedzieć: chcieć powiedzieć

chcieć powiedzieć: mówię

iść ulicami nie swojego miasta

z przestrzelonym płucem opatrzonym wstęgą za nie swoje zasługi

wznosić nie swoją rękę z nie swoją opaską

podczas strajku w nie swoim zakładzie

bez imienia ale z nazwiskiem na każdej proskrypcyjnej liście

a potem znów jak każdego wieczora

nerwowo nad zlewem paznokcie czyścić z brudu z donbaskiej kopalni

a potem znów jak każdego ranka

jechać do biura pociągiem towarowym

z kufrem z pościelą i albumem nadpalonych fotografii

10 mg refundowanego jutra zapijać roztopionym w dłoniach soplem

chowając ze wstydem w rękawie odmrożony syberyjski stygmat

a potem znów zasypiać na nieznanym dworcu

w podmiejskiej kolejce w przedziale czwartej klasy

w kościele wydłubanym w chlebie schowanym pod poduszką

a potem znów stawać się wielokrotnie powtórzonym

i wielokrotnie przemilczanym zdaniem

obrastać cieniem rzucanym przez własny cień

nie cierpieć czego się nie cierpi

a więc cierpieć co się kocha

.

ludzie wschodu

a potem znów odwrócić się w stronę

niepotrzebną jak R w Marlboro

po prostu patrzeć

rozsupływać ogień