Nauka i Teologia - niekoniecznie tylko na jednej planecie - Michał Heller - ebook + książka

Nauka i Teologia - niekoniecznie tylko na jednej planecie ebook

Michał Heller

3,9

Opis

Gdy w gronie ludzi niezaangażowanych religijnie, pada słowo „teologia”, natychmiast pojawia się pytanie: Czy obecnie, wobec jej notorycznego konfliktu z nauką, można jeszcze mówić o teologii, która w jakimś racjonalnym sensie byłaby partnerką innych nauk?

Nawet jeżeli pytanie to nie zostaje wypowiedziane głośno, zawisa w powietrzu jako drążąca wątpliwość. Nie znaczy to jednak, że wszelkie polemiki ustały: zdaniem jednych, konflikty między teologią a nauką polegają wyłącznie na nieporozumieniach metodologicznych; zdaniem innych, dotykają istoty rzeczy i kompromitują teologię.

Tak czy inaczej, istnienie konfliktów jest faktem historycznym. I zapewne pozostaną one z nami do końca dziejów zarówno nauki, jak i teologii. Choćby z tego względu, że zagadnienia, jakich te konflikty dotykają, są zbyt doniosłe, by każde pokolenie nie musiało ich przemyśleć od nowa. - Michał Heller

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 98

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (9 ocen)
3
2
4
0
0

Popularność




© Copyright by Michał Heller & Copernicus Center Press, 2019
Adiustacja i korektaArtur Figarski
Projekt okładki i opracowanie graficzneOlgierd Chmielewski
Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” w latach 2016–2019
SkładArtur Figarski
ISBN 978-83-7886-448-4
Wydanie I
Kraków 2019
Copernicus Center Press Sp. z o.o. pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków tel. (+48) 12 448 14 12; 500 839 467 e-mail: [email protected]
Konwersja: eLitera s.c.

TEOLOGIA NAUKI –WPROWADZENIE

dy w gronie ludzi niezaangażowanych religijnie pada słowo „teologia”, natychmiast pojawia się pytanie: Czy obecnie, wobec jej notorycznego konfliktu z nauką, można jeszcze mówić o teologii, która w jakimś racjonalnym sensie byłaby partnerką innych nauk? Nawet jeżeli pytanie to nie zostaje wypowiedziane głośno, zawisa w powietrzu jako drążąca wątpliwość. Nie znaczy to jednak, że wszelkie polemiki ustały: zdaniem jednych, konflikty między teologią a nauką polegają wyłącznie na nieporozumieniach metodologicznych; zdaniem innych, dotykają istoty rzeczy i kompromitują teologię. Tak czy inaczej, istnienie konfliktów jest faktem historycznym. I zapewne pozostaną one z nami do końca dziejów zarówno nauki, jak i teologii choćby z tego względu, że zagadnienia, jakich te konflikty dotykają, są zbyt doniosłe, by każde pokolenie nie musiało ich przemyśleć od nowa.

Racjonalnie myślący teologowie oraz nieuprzedzeni filozofowie i historycy nauki[1] wykonali niemało solidnej roboty, by uporządkować zagadnienia konfliktowe i wiele z nich zadowalająco wyjaśnić (szkoda, że dokonania te nie przeniknęły jeszcze do społecznej świadomości). Obydwie strony wyniosły z tego sporo korzyści. Historykowi nauki relacje między teologią a naukami dostarczają wiele bogatego materiału badawczego. Filozofia nauki (często w ścisłej współpracy z historią nauki) wzbogaciła się o wiele wartościowych analiz metodologicznych, w tym także dotyczących ograniczeń metody naukowej. Korzyści dla teologii są nieocenione. Świadomość wkomponowania przekonań religijnych w „obowiązujący” w danej epoce obraz świata (kształtowany, zwłaszcza w czasach nowożytnych, przez osiągnięcia nauki) jest ważnym czynnikiem, którego nie można nie brać pod uwagę w interpretowaniu doktryn religijnych. Stanowi to więc niezastąpione narzędzie w pracy teologa. Nie chodzi jednak tylko o teologiczną metodologię. Jednym z podstawowych twierdzeń teologii jest twierdzenie o stworzeniu świata przez Boga. W świetle tego twierdzenia świat jest dziełem Boga, a jeżeli jest prawdą, że „dzieło świadczy o swym twórcy”, to im lepiej poznajemy świat, tym więcej możemy dowiedzieć się o Bogu. A to przecież jest zadaniem teologii. Od dawna (bo od czasów chrześcijańskiej starożytności) mówiło się o dwu Księgach jako źródle wiedzy o Bogu: o Księdze Objawienia i o Księdze Przyrody. Odczytywaniem tej drugiej Księgi zajmują się nauki przyrodnicze. Wprawdzie one same, ze względu na swoje ograniczenia metodologiczne, pomijają w niej to wszystko, co bezpośrednio odnosi się do Stwórcy, ale bez ich pomocy Księga Przyrody byłaby dla nas zamknięta lub, co gorsze, odczytywalibyśmy z niej to, czego w niej wcale nie ma (to często bywało w przeszłości źródłem konfliktów między teologią a naukami). Tu może wkroczyć teologia, by przy pomocy swoich narzędzi poznawczych odczytać z zapisów odszyfrowanych przez nauki z Księgi Przyrody te treści, które mówią o jej Autorze.

Z takich rozważań narodził się projekt teologii nauki. Warto wszak powołać do życia odrębną dyscyplinę teologiczną, której zadaniem byłaby teologiczna refleksja nad nauką i jej osiągnięciami.

Jedynie teologia oderwana od życia i racjonalnej myśli ludzkiej może nie stwarzać sytuacji konfliktowych. Wydaje się, że cień konfliktu zawsze będzie towarzyszył relacjom pomiędzy teologią a nauką. Oby teologia nauki była pozytywnym owocem tego konfliktu!

*

Po raz pierwszy uwagi o programie teologii nauki zamieściłem w książce Nowa fizyka i nowa teologia, która została wydana w 1992 roku[2]. Nieco rozszerzona, angielska wersja ukazała się w periodyku „Studies in Science and Theology”[3] i przedrukowana w książce Creative Tension[4]. Ku mojemu zaskoczeniu ta krótka publikacja wzbudziła pewne zainteresowanie. Podejrzewam, że trochę na zasadzie podobnej do zainteresowania encykliką Fides et Ratio (toutes proportions gardées): wszyscy cytowali tytuł, mało kto czytał całość. Bo kiedy dochodziło do wymiany zdań na ten temat, stwierdzałem, że wielu dyskutantów pod hasło „teologia nauki” podkładało to, co sami uważali, że powinno się tam znaleźć. Wreszcie, po dość długim okresie gestacji, program powoli zaczął nabierać rumieńców. Powstały nawet dwie poświęcone mu książki[5]. Wszystko jednak nadal pozostaje na wstępnym etapie.

Hasło „teologia nauki” (theology of science) sporadycznie pojawia się w Internecie, na ogół na określenie czegoś zupełnie innego od „mojego programu”. Najbliższym moich intuicji okazał się prof. Tom McLeish z Durham University, który w swoich wykładach zarejestrowanych na YouTubie[6] mocno podkreśla różnicę między of i and w zwrocie theology of science. Przyznam się jednak, że nie przeprowadziłem systematycznej kwerendy Internetu.

Widać więc, że nazwa theology of science jest już w obiegu, chociaż odnosi się ona do pola o mocno rozmytych konturach. W tej sytuacji zdecydowałem się sięgnąć po pióro i popracować trochę nad ich wyostrzeniem. To, co proponuję, jest oczywiście moją wizją. Nie roszczę sobie prawa do wyłączności. Niewykluczone, że gdy teologia nauki okrzepnie, przybierze inną postać.

To, co proponuję w tej niewielkiej książce, jest jeszcze ciągle tylko programem, ale już jednak z niewielkim nachyleniem w kierunku jego realizacji. Staram się wyjaśnić, co rozumiem przez teologię nauki, czym powinna się zajmować, jakie stosować metody i z jakimi pokrewnymi dyscyplinami jej współpraca może okazać się owocna. Przedstawiając te zagadnienia, nie ograniczam się do ich strony metodologicznej, lecz próbuję także dotknąć ich treści (metoda, którą łatwo można oddzielić od treści, jest albo sztuczna, albo jeszcze niedopracowana). Czynię to raczej na zasadzie przykładów niż bardziej dogłębnej analizy. Przykłady nie obejmują całości materiału, jaki należałoby omówić, lecz mają raczej charakter „próbkowania” terenu. Nic też dziwnego, że przykłady czerpię z tych tematów, które już wcześniej kiedyś przemyślałem i którymi dzieliłem się z czytelnikami w innych moich publikacjach.

Rozprawy teologiczne miewają bardzo wyrafinowany i wielce uczony charakter. Niniejsze opracowanie nie ma takich ambicji. Pragnę, żeby to był rodzaj wstępu do teologii nauki, a więc aby był dostępny także dla tych, którzy dopiero mają zamiar zostać teologami, a także dla tych, którzy takiego zamiaru nie mają, ale interesuje ich, co w sprawie nauki teologia ma do powiedzenia. Stąd wszystkie rozważania są utrzymane w tonie popularnym lub półpopularnym. Wśród moich czytelników chętnie widziałbym także profesjonalnych teologów. Oczywiście z partii ściśle teologicznych wyczytają oni więcej niż inni, ale dla nich z kolei popularny język partii poświęconych teoriom naukowym może być pewnym ułatwieniem. Na tej kategorii czytelników szczególnie mi zależy. To przecież w ich rękach leży przyszłość teologii nauki.

Dokonajmy teraz rzutu oka na treść tej niewielkiej rozprawy.

Stosunkowo obszerny pierwszy rozdział, poświęcony wyjaśnieniu, co to jest teologia, dedykuję tym, którzy dotychczas z teologią, jako dyscypliną akademicką, nie mieli większego kontaktu. Lektura tego rozdziału pomoże im lepiej uchwycić różnice między teologią nauki a rozważaniami z zakresu „nauka a religia” lub „nauka a teologia”.

Przedmiotem teologii nauki jest nauka, wypada więc nieco dokładniej przyjrzeć się temu przedmiotowi. Jest to zadanie rozdziału drugiego. Istnieje bardzo wiele książek i artykułów poświęconych „spojrzeniu a naukę”. Ex professo zajmuje się tym filozofia nauki. Nas jednak interesuje to, jak „fenomen nauki” widzi teologia. Jest ona wyposażona w narzędzia teologiczne i, posługując się nimi, może w nauce dostrzegać te jej cechy, których bez pomocy tych narzędzi po prostu nie widać. Teologia jednak nie jest monolitem i w kwestii „widzenia” nauki przez teologię istnieją różne poglądy. One to, w znacznej mierze, wyznaczają relacje pomiędzy teologią a nauką. Zwięzły przegląd stanowisk, dotyczących owego zagadnienia, również jest częścią tego rozdziału.

Nie da się teologii uprawiać niezależnie od obrazu świata obowiązującego w danej epoce, jest on niejako tłem dla całej kultury, której częścią jest również teologia. Silne związki między teologią a obrazem świata zaznaczają się już od pierwszych rozdziałów Biblii. Możemy wręcz mówić o „kosmologii biblijnej”. Nie sprowadza się ona do opowiadania o stworzeniu świata z początku Księgi Rodzaju; wszystkie wydarzenia opisane w Biblii są w gruncie rzeczy epizodami w Wielkiej Historii Stworzenia. Obraz świata nie jest tworem statycznym, lecz ewoluuje wraz z ewolucją nauki, filozofii oraz przemianami społecznymi. Między teologią a obrazami świata występuje silne sprzężenie zwrotne. Zwłaszcza w chrześcijańskiej starożytności i średniowieczu teologia miała wybitny udział w kreowaniu „obowiązującego” obrazu świata. Punktem zwrotnym było powstanie nauk empirycznych na początku czasów nowożytnych. Stworzyły one nowy obraz świata, który stopniowo coraz bardziej uniezależniał się od wpływów ze strony teologii. Dziś można mówić o tzw. naukowym obrazie świata. Nadal podlega on ewolucji. Stwarza to szerokie pole dla analiz z dziedziny teologii nauki. Zarysowanej tu problematyce poświęcony jest rozdział trzeci.

W kolejnych dwu rozdziałach staram się nieco dokładniej przedstawić dwa konkretne zagadnienia, którym teologia nauki powinna poświęcić więcej uwagi. Pierwszy z nich jest kluczowy dla teologii nauki i zakorzenia ją w całej dotychczasowej tradycji teologicznej. Drugi wyrasta ze stosunkowo nowej sytuacji zaistniałej w nauce i stanowi przykład tego, jak bardzo teologii potrzebne jest oceniające spojrzenie na dokonania współczesnej nauki.

Rozważania rozdziału czwartego koncentrują się wokół problematyki stworzenia. To właśnie prawda o stworzeniu świata przez Boga stanowi punkt odniesienia dla całej teologii nauki. Prawda ta jest – i zawsze była – obszernie rozważana w teologii, ale – moim zdaniem – współcześni teologowie, prowadząc te rozważania, w niedostatecznym stopniu uwzględniają elementy pochodzące z naukowego obrazu świata. Postulat, by przezwyciężyć ten niedostatek, nie jest adresowany do teologii nauki, lecz należy do zwykłych, choć często zaniedbywanych, obowiązków teologii. Zadaniem teologii nauki jest spojrzeć na naukę i jej osiągnięcia w świetle teologicznych pojęć i właściwych teologii narzędzi po to, aby wydobyć z „danych naukowych” to, czego metody naukowe ujawnić nie mogą. W tym sensie prawda o stworzeniu staje się pryzmatem, przez który teologia, kontemplując naukę, jest w stanie wyczytać z niej to, co dla narzędzi czysto naukowych pozostaje przezroczyste. Przezroczystość ta gwarantuje nauce jej pełną autonomię wobec teologii.

Rozdział piąty podejmuje zagadnienie względnie nowe, które staje się coraz bardziej „zagadnieniem palącym” dla teologii. Wobec odkrywania coraz większej liczby planet pozasłonecznych (dziś już wiemy, że liczba planet w naszej Galaktyce przewyższa liczbę gwiazd), pytanie o istnienie istot inteligentnych gdzieś w Kosmosie staje się coraz bardziej dojmujące. Mimo rewolucji kopernikowskiej, teologia pozostała „geocentryczna”. Jest to o tyle zrozumiałe, że Wcielenie dokonało się na Ziemi i „dzieje zbawienia”, jedyne jakie znamy, realizują się na naszej planecie. Wprawdzie Prolog do Czwartej Ewangelii nie pozostawia cienia wątpliwości, że Jezus-Logos ma „wymiar kosmiczny”, lecz ten aspekt zagadnienia nie był w teologii dostatecznie pogłębiany. Należy go wykorzystać, by na nowo przemyśleć problem „geocentryczności” teologii. Z teologicznego punktu widzenia rozdział ten na pewno nie jest tak kluczowy, jak poprzedni, ale teologowie rzadko zdają sobie sprawę z tego (o czym można się przekonać, wertując publikacje teologiczne), że zagadnienie, jakie on porusza, jest niezwykle ważne dla współczesnego odbiorcy. Dla bardzo wielu ludzi zajmujących się nauką i dla coraz większego kręgu czytelników literatury popularnonaukowej geocentryzm chrześcijaństwa stanowi jedną z głównych przeszkód w pełnym przyjęciu chrześcijańskiej doktryny. Dlatego już w tytule tej książki starałem się skierować uwagę potencjalnych czytelników właśnie na to zagadnienie. Jeżeli „nauka i teologia”, to czy naprawdę jest to problem rozgrywający się tylko na jednej planecie?

Niniejsza książka nie jest podręcznikiem do teologii nauki, nie ma więc ambicji całościowego przedstawienia programu tej nowej dyscypliny. W rozdziale szóstym sygnalizuję jedynie zagadnienia, jakimi powinna się ona zająć. I tak – moim zdaniem – teologiczne spojrzenie na nauki i ich osiągnięcia powinno przyczynić się do właściwego interpretowania, lub nawet reinterpretowania niektórych prawd religijnych. Jednym z kluczowych pojęć teologicznych jest pojęcie tajemnicy („tajemnice wiary”). Ponieważ nauka (zwłaszcza fizyka) przedstawia świat, w jego najgłębszej warstwie, jako radykalnie odmienny od świata postrzeganego zmysłami, mówi się niekiedy o „tajemnicach naukowych”. Zestawienie ich z „tajemnicami teologicznymi” może rzucić istotne światło na te ostatnie. W oczach teologii nauka, jako badająca świat stworzony przez Boga, jest wielką wartością. Stwierdzenie to otwiera obszerne pole dociekań teologicznych. Ta część teologii nauki, która podejmie ten wątek, może być wręcz nazwana teologiczną aksjologią nauki. Jej podrozdziałem jest teologiczna aksjologia pracy naukowej.

I wreszcie, w rozdziale siódmym, zwracam uwagę na istnienie w teologii kierunków, wykazujących pokrewieństwo do projektu teologii nauki. Są to: teologia naturalna (wbrew nazwie bardziej kierunek filozoficzny niż teologiczny), teologia filozoficzna i teologia analityczna. Pierwszy z nich narodził się na początku czasów nowożytnych w związku z powstaniem nauk empirycznych, a dziś obserwujemy jego odradzanie się w nowej postaci. Dwa ostatnie są wynikiem zastosowania do teologii osiągnięć tzw. anglosaskiej filozofii nauki. Wiele analiz przeprowadzanych w ramach tych kierunków nosi cechy rozważań z dziedziny teologii nauki.

Mam świadomość tego, że nowego działu nauki nie można po prostu zaprojektować (odnosi się to także do teologii). Nauki rozwijają się przez tworzenie nowych sytuacji problemowych, a one stosunkowo rzadko wynikają z pomysłów jednego autora. Los teologii nauki – jak sądzę – w niewielkim tylko stopniu zależeć będzie od tego, co napisałem w tej książce (czy sobie mimo wszystko za bardzo nie pochlebiam?). Tym bardziej, że zagadnienia, które jestem skłonny zaliczyć do teologii nauki, i tak dotychczas, w taki czy inny sposób, były rozważane w teologii. Być może więc mój „projekt” polega jedynie na tym, by pewne zagadnienia wyodrębnić z teologii i rozważać je w ścisłym kontakcie z naukami, co usprawiedliwiałoby wspólny nagłówek „teologia nauki”. Ale i nagłówek nie jest najważniejszy; ważne jest to, by teologia dotrzymywała kroku współczesności.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PRZYPISY

[1] Przedstawiciele tych dwu dyscyplin są powołani głównie do tego, by od strony nauk zagadnienia konfliktowe pomiędzy nauką a teologią poddawać krytycznej analizie.

[2] Biblos, Tarnów 1992, rozdział 7.2, s. 116–118.

[3] Nr 4, 1996, s. 41–44.

[4] Templeton Foundation Press, Philadelphia – London 2003, s. 28–32.

[5] W. Macek, Teologia nauki według księdza Michała Hellera, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2010, drugie wydanie 2014; Teologia nauki, red. J. Mączka, P. Urbańczyk, CCPress, Kraków 2016.

[6] Na przykład: https://www.google.pl/search?q=McLeish+theology+of+science.